Zaginiona Biblioteka

Sport - Bieganie

Daniel - 2009-04-08, 20:11
: Temat postu: Bieganie
Do zaginionych wartości jakie w człowiek posiadał od początku swojej wędrówki po ziemi jest jego zdolność do biegania. Jego budowa ciała jest dowodem na to, że człowiek zawsze biegał i to dużo. Jego narządy ruchu są wręcz w idealnej proporcji ale nie do chodzenia, a właśnie do biegania.

Wątek ten jest dla wszystkich biegaczy. W nim poruszymy tematy związane z tym sportem.
Romulus - 2009-04-08, 21:34
: Temat postu: Re: Bieganie
Daniel napisał/a:
Do zaginionych wartości jakie w człowiek posiadał od początku swojej wędrówki po ziemi jest jego zdolność do biegania. Jego budowa ciała jest dowodem na to, że człowiek zawsze biegał i to dużo. Jego narządy ruchu są wręcz w idealnej proporcji ale nie do chodzenia, a właśnie do biegania.

Najpierw musiał spylać przed drapieżnikami, potem podczas odwrotu z pola bitwy :) A teraz już tylko może biegać, jeśli ma ochotę. 8) Bieganie lubię (sezonowo), ale już oglądanie lekkiej atletyki z udziałem biegów mnie nudzi. Teraz także zacząłem biegac - jak pisałem - dla poprawy... hmm... budowy ciała..., a przy okazji odkryłem przyjemność towarzyszącą zmęczeniu, czy też pojawiającą się po zmęczeniu, kiedy mój organizm po prysznicu wpada w błogość. Od razu lepiej mi się myśli i skupia. Pewnie to przez krążenie krwi, nie wiem. Mam nadzieję, że nie popadnę w rutynę biegania, nie przerodzi się to w codzienny obowiązek. Muszę zatem opracować kilka alternatywnych tras. Ale ta, którą biegam teraz jest bardzo malownicza: z jednej strony Wisła, z drugiej fajne Wzgórze Tumskie i ładniejsza część miasta.
Daniel - 2009-04-09, 10:10
:
Przy intensywności 50% maksymalnego poboru tlenu następuje wzrost wydzielania noradrenaliny, a przy obciążeniu na poziomie 70% - adrenaliny. Po zakończeniu wysiłku adrenalina po kilku minutach wraca do poziomu wyjściowego, noradrenalina zaś utrzymuje się na podwyższonym poziomie jeszcze przez kilka godzin.
Noradrenalina pobudza neurotransmitery w układzie nerwowym, a szczególnie czynność mózgu.


Tyle teorii, a ja po raz pierwszy wybiegłem do lasu, bo do dzisiaj to była tylko bieżnia. W końcu nie było przymrozku i temperatura w okolicach 10 stopni. Od razu poczułem różnicę od biegania na bieżni. Trzeba większego wysiłku przy odbiciu, a mięśnie odwykły. Pobiegłem wolniej, aby czegoś nie naderwać i udało mi się przebiec 11km
No to rozpoczął się sezon.
Jachu - 2009-04-11, 16:11
:
Ja od momentu w którym wiosna na dobre zadomowiła się w tej części Europy, postanowiłem (jak co roku) ruszyć zadek z domu i trochę pobiegać, aby pozbyć się nagromadzonych w porze zimowej zbędnych kilogramów. Biegam po parku zwanym "Ogród dendrologiczny", który przed wojną był starym niemieckim cmentarzem. Oczywiście Polacy zniszczyli cmentarz i zrobili z niego parczek, wykorzystywany głownie do spacerów z psami, które srają na potęgę... Niemniej, najważniejsze jest to, że park nie jest specjalnie uczęszczany i bieganie nawet w godzinach szczytu nie spowoduje tłoków na wąskich alejkach :-PP
Daniel - 2009-04-11, 17:26
:
Wczoraj miałem kaszel wykrztuśny, to znaczy, że nabawiłem się lekkiego zapalania oskrzeli. To było trochę nierozsądne wybiec o 6:30 w samej koszulce. Ale to było wczoraj, bo dzisiaj o tej samej godzinie znowu pobiegłem, tylko ubrałem jedną koszulkę więcej. Dystans ten sam, ale o 2 minuty wolniej. Na razie czuję się dobrze i nie widzę oznak zapalenia płuc mimo, że było zimniej o 4 stopnie. Biegam zawsze na czczo i dlatego rano.
Romulus - 2009-04-29, 17:57
:
Subiektywny zestaw muzyczny do biegania:
Queen - I want it all: http://www.youtube.com/watch?v=gfLD-7bCtME
Queen - Princess of the Universe: http://www.youtube.com/watch?v=mqhHgT4mvRQ
Blur - Whoo hoo: http://www.youtube.com/watch?v=936oRZXcAsw
Bear McCreary - All Along The Watchtower: http://www.youtube.com/wa...feature=related
Chris Cornell - You know my name: http://www.youtube.com/watch?v=pWaB4ISFnbg
Slash - Godfather Theme: http://www.youtube.com/wa...feature=related (najlepsze co udało mi się znaleźć na YT)
Korn - Did my time: http://www.youtube.com/watch?v=J-_eu0gKOGY
Metallica - Turn the page: http://www.youtube.com/watch?v=dOibtqWo6z4
Metallica - Whiskey in the jar: http://www.youtube.com/watch?v=AiF_kCEjuhI
Moby - Extreme ways: http://www.youtube.com/watch?v=slHMgmyuke0
Mogwai - We're no here: http://www.youtube.com/wa...rom=PL&index=44
Lista kończy mi się na "M".
Póki co - dzięki nim nie słyszę swojego charczenia w czasie biegu oraz oszukuję ból :)
Daniel - 2009-04-30, 21:19
:
Niestety muzyki ani radia nie słucham w czasie biegu i z oferty nie skorzystam. W czasie biegu mam czas na przemyślenie wielu spraw, a w tym przeszkadzają „programatory myśli”.
Choroba szybko minęła i biegania nie zaniechałem. Dzisiaj też biegałem. Przymierzam się do wystartowania w zawodach.
Dobrze, że coś napisałeś, po pisanie postów po sobie wyglądałoby na blog.
Daniel - 2009-08-29, 11:26
: Temat postu: Bieganie: 40 minut dziennie
0soby, które poświęcają tyle czasu na uprawianie joggingu, żyją dłużej i mimo posuwania się w czasie dobrze funkcjonują, także pod względem psychicznym. Dowiodły tego badania naukowców ze Stanford University School of Medicine. Trwały 21 lat i polegały na śledzeniu losów osób, które biegały, i tych, które tego nie robiły.

– Wyniki zaskoczyły nas samych – przyznaje dr Eliza Chakravarty biorąca udział w projekcie. – Okazało się, że biegający nie tylko rzadziej zapadali na choroby serca, ale także rzadziej wykrywano u nich raka, infekcje czy choroby neurologiczne. Najwyraźniej – jak podejrzewają uczeni – tego rodzaju wysiłek utrzymuje w dobrej kondycji nasz układ odpornościowy.
ASX76 - 2009-08-29, 17:19
:
Wychodzi na to, żem mądrzejszy ( ;) ), bo mnie wyniki nie zaskoczyły. Jest rzeczą oczywistą, że organizm poddawany obróbce biegowej (w granicach rozsądku, bo przesadyzm nie jest dobry w niczym), będzie zdrowszy i bardziej wytrzymalszy od "nieruchawego" czy ograniczającego uprawianie sportu do gry w brydża sportowego lub cuś w ten deseń. :-P

Dzisiaj wreszcie doczekałem się fajnej pogody (chłodniej + deszcz) i troszkę pobiegałem.
Od razu mi lepiej... Pozbyłem się napięcia/stresu, odreagowałem, dotleniłem i poczułem się jak nowonarodzony.
Później zrobiła się taka ulewa, że uciekałem przez sklep (niedosłownie) do domu. ;)
Daniel - 2009-08-29, 19:55
:
Biegam w miarę regularnie. Dzisiaj też biegałem.
W czasie biegu trwającym minimum 30 minut organizm po wyczerpani zapasów glukozy, zaczyna spalać tłuszcze, a przy okazji spalane są wszystkie „śmieci” jakie nagromadziły się w nim takie jak np. wolne rodniki, wirusy, bakterie itd. Dlatego bieganie jest takie zdrowe i znacznie wydłuża życie pod warunkiem, że jest w parze z prawidłowym odżywianiem.
MoniaKociara - 2009-10-25, 22:25
:
Biegam dla przyjemnosci, która odkryłam półtora roku temu. Siedzący tryb życia zrobil swoje, na poczatku miałam problem z przebiegnięciem 1km!! To uczucie rozrywania płuc czy tez serca albo jakeigos inne narządu... W najlepszym dla mnie okresie biegałam po 7km, w dosyc wolnym tempie, zajmowało mi to ok. 45-50min. Teraz biegam na trasie ok. 3km, ale ze wzgledu na teren jestem dużo bardziej zmeczona niz po dłuzszym dystansie - pagórki. Z biegania uwielbiam zmeczenie, a później to uczucie lekkosci, radości. Czuje się dobrze, mam satysfakcje dla siebie, ze jak podbiegne gdzies kawałek to nie łapie sie za serce i nie dysze jak statek parowy :)
Zeszłej zimy chodziłam na siłownie biegać, było to dla mnie dosyć męczace. Okropny zaduch. Nie mogłam sie doczekac wiosny, kiedy wybiegne sobie do lasu. Teraz biegam po chodniku, gdyz nie mam zadnej alternatywnej trasy. Martwie się tylko tym, czy kolana mi to wytrzymaja, mój były szef, tez biegacz ostrzegał mnie własnie, zebym nie biegała po betonie, czy bardziej doświadczeni biegacze maja cos na ten temat do powiedzenia? Biegam w biegowych adidasach NB (jakiś amatorskich) i nie wiem czy one na pewno na tyle amortyzuja aby uniknac problemów ze stawami.
gelaZz - 2009-10-26, 08:40
:
Nie jest jakimś bardzo doświadczonym biegaczem, ale też słyszałem żeby po betonie nie biegać. Teraz tego nie odczujesz, ale w przyszłości stawy mogą o sobie przypomnieć.

MoniaKociara napisał/a:
Z biegania uwielbiam zmeczenie, a później to uczucie lekkosci, radości.


też to lubię, wspaniałe uczucie :P
MoniaKociara - 2009-10-26, 12:03
:
Martwie się tymi stawami, gdyż problemy z kolanami mam już od ok. 10 lat. Chociaż z drugiej strony co maja powiedzieć maratończycy, z tego co zauwazylam to oni właśnie po betonie biegną. Moze z nadejściem wiosny poszukam jakiejś innej trasy, płaskiego(!) kawałka lasu, o ile to mozliwe ;) Zawsze można samochodem dojechać :D
Daniel - 2009-10-26, 21:51
:
No w końcu doczekałem się biegaczy.
Nie należy martwić się stawami pod warunkiem, że stopniowe będziemy je obciążać. Z każdym biegiem się wzmacniają. Co do butów, to nie są konieczne. Widziałem maratończyka biegnącego na boso po asfalcie. Wszystko zależy od techniki biegu. Sam biegam w zwykłych tenisówkach, ale techniką dla biegaczy na boso czyli z lądowaniem na palcach, a nie na pięcie. Nie mam żadnych problemów ze stawami i biegam też po asfalcie.
MoniaKociara - 2009-10-26, 22:56
:
@Daniel
Musze wyprobować technike palcowa ;) Pod górke tak czasami wbiegam, latwiej i lzej jest, ale sybciej się w ten sposob męcze. A o tym, ze stawy robią sie odporniejsze to nie wiedzailam. Ja na samym poczatku biegałam w zwykłych adidasach, takie do biegania kupiłam sobie dopiero po jakims czasie, jak juz wiedziałam, ze będe biegac. Mam je ponad rok, dopiero teraz sa super wygodne :D Maja fajne wzmocnienie na duzego palca :)

A jak biegacie, wydłuzacie sobie dystans czy raczej biegacie ten sam dystans, ale w coraz szybszym tempie. Oczywiscie, po jakims czasie i tak biegamy szybciej, bo mamy lepsza kondycje. Ja zawsze dokładałam sobie do trasy, biegałam później tą nowa dłuższa trasa od tygodnia do dwóch.

Musze tez dopisać, że jak mam jakaś przerwę w bieganiu to później jak ide troche poćwiczyć to czuję się ocięzała i pierwszy dzień traktuje jako rozbieganie, jest zawsze najgorszy, nawet jeżeli miałam tylko jeden dzień odpoczynku, którego potrzebuje, ponieważ po 6 dniach biegania jestem wyczerpana fizycznie.
Daniel - 2009-10-27, 13:24
:
Techniką na palcach biegają zawodowcy, ale ja do nich nie należę. Pozwala ona zaoszczędzić na butach, bo nie potrzebna jest amortyzacja na piętach. Przy amatorskim bieganiu nie jest ważna szybkość, a bardziej czas wysiłku. Powinien być minimum 30 minutowy, a najlepiej godzinny. Pozwala to spalić cały zapas glukozy i przejść na spalanie tłuszczu. Przy okazji spala się wszystkie śmieci, które w organizmie się nagromadzą. Podwyższona ciepłota ciała niszczy wirusy i bakterie, przez to nie choruje się.

Biegam tylko rano i na czczo, ale każdy ma swoją najlepszą porę. Przebiegam 12 km, ale trzy razy w tygodniu. Codziennie nie biegam, bo prowadzi to do przetrenowania.

Regularne bieganie podwyższa kondycję, bo wzmacnia mięśnie i stawy. Przy intensywnym wysiłku powstają mikrourazy, które organizm szybko regeneruje. Musi mieć tylko czym regenerować. Ważne jest żeby zjadać wtedy pełnowartościowe białko, a takie jest np. w żółtkach jaj. Każda odbudowa jest zawsze z nadbudową. Proces ten jest jednak bardzo powolny, ale warto go nie przerywać, bo przerwa prowadzi do odwrotnych skutków. Trzeba wtedy zaczynać wszystko od początku.
MoniaKociara - 2009-10-27, 14:45
:
ja biegam zazwyczaj po poludniu, ostatnio w godzinach 22-23, pozniej tylko prysznic, cos jeszcze zrobie i do lóżka. Mi raczej nie zalezy na regeneracji mięsni czy ich rozbudowie. Po bieganiu nic nie jem, tylko uzupelniam płyny. Pije dużo wody, ale mineralnej, nie tej źródlanej.
Powoli bede musiała sobie wydłuzać trase, aby własnie dociągnac do tych magicznych 30 minut, ostatnio biegalam 25min. Czyli jeszcze troche mi brakuje.
Ja bieganie traktuje jako hobby, czas na relaks, ale tez sposob na dobra kondycje i dobra sylwetke, bo zaczęlam biegac z chęci zgubienia zbednych kilogramow ;) Poprzez bieganie i zmiane diety na zdrowsza zgubilam ponad 10kg...
Daniel - 2009-10-27, 15:38
:
To bardziej zmiana diety prowadzi do schudnięcia. Po wysiłku niektórzy potrafią więcej zjeść niż zdołali spalić.
Nie zalecają biegania w późnych godzinach przed spaniem. Powodem tego jest wytwarzanie przez organizm noradrenaliny, która pobudza układ nerwowy. Można mieć wtedy problemy z zaśnięciem. Tak może być ale nie musi. Jak zasypiasz bez problemu, to biegaj nadal o tej porze.
Gratuluję utraty 10 kg i nie przestawaj biegać.
MoniaKociara - 2009-10-27, 16:45
:
Pewnie zmiana diety tez miała duże znaczenie, ale nie była to drastyczna dieta, bo takich nie zuanej :) Słodycze raz na tydzien, zrezygnowałam z fastfoodow, zdarza mi sie cos takiego zjeść raz na ruski rok, to jest po prostu za duzy syf, zmiana oleju na oliwe, mniej smazenia a wiecej pieczenia, aby tego tłuszczu własnie tyle nie jesc. No i moze mniejsze porcje :D
Narazie nie mam problemów z zasnieciem, ale jeżeli cos zauwaze to zmienie moje godziny. A biegac nie przestane, zbyt wiele przyjemnsoci mi to sprawia

Dodam tez, ze na początku tak średnio fajnie mi sie biegalo, byl to bardzo wolny bieg, nie bylo to przyjemne, mi radość sprawia dopiero ten szybszy bieg :)
ASX76 - 2009-10-27, 18:07
:
Godz. 22.00 - 23.00 nie jest dobrą porą na bieganie. Za późno...

Bieganie po asfalcie (jeśli nie ma w nim dziur) w niczym nie zaszkodzi, o ile używa się wygodnego obuwia i nie zapomina o wcześniejszej rozgrzewce/rozciągnięciu/rozruszaniu stawów i mięśni. Innymi słowy: gimnastyka zawsze się przydaje. Do biegania polecam drogi rowerowe.

Co do szybkości... Nie ma po co się śpieszyć/szarżować. Równe, niezbyt szybkie tempo biegu pozwala organizmowi lepiej się przystosować i nie prowadzi do przemęczenia, zmniejsza ewentualne ryzyko odniesienia urazu.
Fordy - 2013-07-23, 11:21
:
ja biegam co rano i wieczorem :)
Sabetha - 2013-07-23, 12:12
:
Ja ostatnio biegam przez dziesięć godzin dziennie :badgrin:
Kalevala - 2013-07-23, 12:18
:
Biegam od jakiegoś czasu, raczej krótkiego. Zaczynałam od biegania po mało ruchliwych uliczkach w moim mieście, ostatnio przestawiłam się na stadion, a choć na początku nie byłam przekonana, to teraz widzę, że jest dużo lepiej. Przede wszystkim dlatego, że mogę sobie powiedzieć "Jeszcze jedno kółko", a potem "no już do okrągłej liczby" i tak zamiast dziesięciu wychodzi mi piętnaście:) Do tego niesamowicie motywuje mnie bieganie z drugą osobą, do tego przy jakiejś muzyce z telefonu.
Na razie kondycja nienajlepsza, ale myślę że nie jest też najgorzej. Ale satysfakcja i humor PO są niesamowite:) Zwłaszcza że jeszcze niedawno byłam rasowym leniuchem, a poprawę widzę znaczną:)
You Know My Name - 2013-07-23, 13:22
:
Kalevala napisał/a:
satysfakcja i humor PO są niesamowite:)
ta partia zawsze słynęła z dobrego samopoczucia ;)
kawek - 2013-08-12, 15:18
:
ostatnio pierwszy raz w życiu dopadła mnie euforia biegacza :D wspaniałe uczucie :)
MrSpellu - 2013-08-12, 15:48
:
Zdążyć do kibla, znam to uczucie //mysli
sanatok - 2013-08-12, 16:01
:
Zdarza Ci się nie zdążyć?
MrSpellu - 2013-08-12, 22:26
:
Jeszcze mi się nie zdarzyło, ale czuję bolesną świadomość faktu, że kiedyś musi być ten pierwszy raz //mysli
Romulus - 2014-04-06, 15:30
:
Skończyłem bieganie zimowe na bieżni w siłowni, wróciłem na bieżnię boiskową przy domu. Ale nie przeginam. Zaczynam skromnie, od 3 kilometrów, choć moja "życiówka" to 8 km. Mam nadzieję, że w tym roku wyrównam do 9 i będzie w porządku. Byle się zmęczyć, byle się spocić. Zwłaszcza że jestem osobą o, jak się okazuje, niezbyt subtelnej umysłowości: http://natemat.pl/97529,p...-umyslowosci?fb :badgrin:
Fidel-F2 - 2014-04-06, 15:51
:
Pomijając ton, ja też nie rozumiem idei biegania ale co kto woli, niemniej przenoszenie biegów do miast typu Warszawa mam za totalne skretynienie. Jakby nie można tego zrobić w jednym czy drugim zagajniku otaczającym miasto. Nie, trzeba latać po betonie, betonowymi wąwozami korkując miasto, które samo z siebie jest niewydolne komunikacyjnie. Nikt mnie nie przekona, że to nie jest pomysł debila.
Tixon - 2014-04-06, 16:58
:
Fidel-F2, każdy ma prawa do miasta i jego przestrzeni.
Rzuć okiem na ruch Reclaim the streets
toto - 2014-04-06, 17:46
:
Cytat:
Koledzy z jednej z warszawskich redakcji opowiadali zabawne historyjki o wicenaczelnym, który jako człowiek w sile wieku nawrócił się na tę religię. Skutkiem było po pierwsze przyjęcie przez ową gazetę 'biegactwa' jako oficjalnej linii politycznej, a po drugie powołanie wewnątrz owej firmy półoficjalnej sekty biegaczy. Przynależność do tej grupy, w której wspomniany ważny redaktor objął funkcję guru, dawała szybszy awans. Odmowa zaś udziału w różnorakich 'biegackich' obrzędach mogła prowadzić nawet do załamania dziennikarskiej kariery
Ojej, obrażę Wyborczą i Pacewicza, ale udam, że robię to tak, że nikt się nie domyśli, o kim piszę. Jacy ludzie myślą w taki sposób?

Fidel-F2 napisał/a:
Nie, trzeba latać po betonie, betonowymi wąwozami korkując miasto, które samo z siebie jest niewydolne komunikacyjnie.
Wolę biegać po lesie. Ale nie potrafię sobie wyobrazić, żeby kilka, a nawet kilkadziesiąt, tysięcy ludzi mogło poruszać się po leśnych drogach.
Cytat:
Nikt mnie nie przekona, że to nie jest pomysł debila.

To musi być dla ciebie straszne. To samo myślisz o wszystkich przedsięwzięciach "blokujących" miasto na jakiś czas?
MrSpellu - 2014-04-06, 18:09
:
toto napisał/a:
To samo myślisz o wszystkich przedsięwzięciach "blokujących" miasto na jakiś czas?


Ja tak myślę, bo to zwyczajnie jest utrudnianie ludziom życia. Zwłaszcza jak jedziesz do roboty lub z niej wracasz (głodny i wkurwiony). Maratończyk, kolarz, Papież czy inny kutas blokujący drogę, to po prostu dopust boży.
toto - 2014-04-06, 18:16
:
Jedna, czasami dwie niedziele w roku w mieście (nie każdym) to dużo (mówię o biegach)? A właściwie kilka godzin z tej niedzieli. Popatrz, w wielkich miastach uważają, że taka impreza to świetna promocja miasta (np. Paryż, Londyn, Berlin, Nowy Jork, Tokio, Boston).
Fidel-F2 - 2014-04-06, 18:49
:
Tixon, a mi nie o prawo idzie a o rozsądek. A z drugiej strony jeśli każdy ma prawo do miasta i przestrzeni, to niech sobie biegają przez zielone światła a na czerwonych odpoczywają. Ja przejadę oni pobiegną, nikt nikomu nie przeszkadza.

toto napisał/a:
Wolę biegać po lesie. Ale nie potrafię sobie wyobrazić, żeby kilka, a nawet kilkadziesiąt, tysięcy ludzi mogło poruszać się po leśnych drogach
niech lecą gęsiego, dadzą radę

toto napisał/a:
To musi być dla ciebie straszne
z czego wnosisz? głupoty jest na świecie tyle, że się przyzwyczaiłem

toto napisał/a:
To samo myślisz o wszystkich przedsięwzięciach "blokujących" miasto na jakiś czas?
Owszem

toto napisał/a:
Popatrz, w wielkich miastach uważają, że taka impreza to świetna promocja miasta (np. Paryż, Londyn, Berlin, Nowy Jork, Tokio, Boston).
znaczy konkretnie co im to daje? Mechanizm myślenia pewnie ten sam co przy olimpiadach. Wyjebista promocja. I długi na trzy dziesięciolecia. A po paru latach i tak nikt o tym nie pamięta poza paroma skrzywionymi. Ale to jest argument nie do zbicia, bo kompletnie nikt nie ma pojęcia co to znaczy i jak to wygląda.
Metzli - 2014-04-06, 19:04
:
Nie biegam, ale dziwi mnie takie zacietrzewienie. Tym bardziej, że tak jak napisał toto tego typu impreza ma miejsce w niedzielę. Iść na spacer, a nie poruszać się autem po mieście ;)
Fidel-F2 - 2014-04-06, 19:06
:
Iść do lasu a nie biegać po mieście.
toto - 2014-04-06, 19:07
:
Bieg uliczny to nie olimpiada. Żeby go zorganizować nie budujesz niepotrzebnych obiektów, które później zburzysz lub będziesz patrzył jak niszczeją nieużywane. I impreza nie kosztuje miliardów euro.
W Nowym Jorku wzdłuż trasy bieg ogląda podobno nawet 2 mln osób. I nie, nie dlatego, że wysiedli z samochodów stojących w korkach. Widać na świecie są ludzie, którym to aż tak nie przeszkadza.
Fidel-F2 - 2014-04-06, 19:10
:
toto napisał/a:
Bieg uliczny to nie olimpiada. Żeby go zorganizować nie budujesz niepotrzebnych obiektów, które później zburzysz lub będziesz patrzył jak niszczeją nieużywane. I impreza nie kosztuje miliardów euro.
Nie twierdzę, że kosztuje tylko, że ten sam mechanizm - 'promocja'. Czyli nic.


toto, mi to nie przeszkadza, nie mieszkam w Wawie (a i bywam raczej rzadko). Patrzę tylko, niezaangażowany po żadnej ze stron.
Tixon - 2014-04-06, 19:18
:
Fidel-F2 napisał/a:
Tixon, a mi nie o prawo idzie a o rozsądek. A z drugiej strony jeśli każdy ma prawo do miasta i przestrzeni, to niech sobie biegają przez zielone światła a na czerwonych odpoczywają. Ja przejadę oni pobiegną, nikt nikomu nie przeszkadza.

Znaczy muszą podporządkować się Tobie. Ty chcesz przejechać, więc w miastach musi zostać wprowadzony system wymuszający kompromis (czyli światła).
Taki bieg mówi (przynajmniej dla mnie) pamiętajcie, że ulice też do nas należą.

Fidel-F2 napisał/a:
Iść do lasu a nie biegać po mieście.

Co prowadzi mnie do ogólnego pytania, czym jest miasto. Przestrzenią gdzie się żyje, czy węzłem transportowym?
toto - 2014-04-06, 19:25
:
Fidel-F2 napisał/a:
Nie twierdzę, że kosztuje tylko, że ten sam mechanizm - 'promocja'. Czyli nic.
Wiesz, to jest raczej taka forma promocji jak organizowanie jakichś plenerowych imprez, utrzymywanie niedochodowych instytucji kulturalnych. Na zasadzie - "zobacz, to miasto jest przyjazne ludziom z twoim zajobem". I tyle. Dla mieszkańców jest pewnie mniej bolesne od wojskowej defilady w święto narodowe.

Chociaż z jednym się z Fidelem zgodzę. Zdecydowanie wolę biegać po lesie niż po betonie. Ale nie uważam, że organizowanie takiej imprezy to zbrodnia na mieście i jego mieszkańcach. A jak zdrowie pozwoli, to pewnie sam spróbuję sił w jakimś maratonie.
Romulus - 2014-04-06, 20:21
:
Biegałem po betonie, żeby mieć ciekawą scenografię, ale beton jest nie dla mnie. Żeby biegać po fajnych ścieżkach (czy lasach) musiałbym do nich dobiec, ale wtedy już miałbym w nogach tyle kilometrów, że nie chciałoby mi się biegać. Zatem: może by tam podjechać. Ale bez przesady, to dopiero byłaby strata czasu. Mamy fajne miejsce nad Wisłą - dałbym radę tam dobiec i się nie zmęczyć. Ale beton nad Wisłą też nie wchodzi w grę. Zatem wybrałem bieżnię na boisku przy domu. Nie jest w pełni wymiarowa. Coś ok. 300 metrów kółeczko.

Co do wszystkich imprez biegowych - to zgadzam się z toto. Choć miałem kiedyś podejście bliższe przeciwnikom. Ale to dlatego, że rządził mną stres (brzmi to jak gadka nawiedzonego sekciarza :) ). Naprawdę - cudowne uczucie wyskoczyć na bieżnię, przebiec kilka kilometrów, spocić się, zziajać. Niektórzy ćpają ohydztwo zwące się kawą. Inni palą papierochy czyniąc z gęby popielniczkę. Jeszcze inni "walą" redbule. Ja biegam. I może to bieganie doprowadzi mnie do grobu szybciej niż tych, którzy nie biegają, ale - jak zwykle - mam to gdzieś. Dopóki sprawia mi przyjemność.

Ten redaktor uderza w tony, w które kiedyś uderzali Karnowscy Brothers pisaniem o "runerach".

Ja się nie dziwię ludziom, którzy wolą pobiegać 2 godziny (choć ja tyle nie biegam), zamiast spędzić 45 minut w kościele. W ogóle się nie dziwię. Męcząc bułę w kościele na mszach nigdy nie miałem z tego żadnego pożytku, bo mój katolicyzm jest jak moja umysłowość: powierzchowny i płytki jak kałuża i przez te lata nie pogłębił się nawet odrobinę :)

Za to mięśnie moich nóg wyglądają wspaniale i jestem z nich dumny :) Ciało nabrało elastyczności, jestem bardziej odporny, wytrzymały i lepiej się czuję. A ten zastrzyk energii w trakcie biegania jest lepszy od każdego kazania i działki narkotyków wszelakich :)

Zatem - generalnie - biegajcie ludzie i miejcie w nosie tych wszystkich, którzy stoją w korkach przez was :) Miasta są dla ludzi a nie dla samochodów.
Fidel-F2 - 2014-04-06, 21:42
:
Tixon napisał/a:
Znaczy muszą podporządkować się Tobie. Ty chcesz przejechać, więc w miastach musi zostać wprowadzony system wymuszający kompromis (czyli światła).
Tak samo oni mnie jak ja im. Te same zasady dla wszystkich. Zielone idziesz, czerwone stoisz. To co ty proponujesz to przywilej dla jednych - mogą sobie biegać bo chcą, kosztem drugich - mają zakaz poruszania chcą czy nie.

Tixon napisał/a:
Co prowadzi mnie do ogólnego pytania, czym jest miasto. Przestrzenią gdzie się żyje, czy węzłem transportowym?
to był komentarz do wypowiedzi Metzli, która uznała, że może zadecydować co mam robić w niedzielę, pomyślałem, że tym samym daje mi prawo do decydowania o tym co ona ma robić w niedzielę.

ale basta bo idziemy w groteskę, każdy powiedział to co wiedział
Tixon - 2014-04-06, 21:50
:
Fidel-F2 napisał/a:
Tak samo oni mnie jak ja im. Te same zasady dla wszystkich. Zielone idziesz, czerwone stoisz. To co ty proponujesz to przywilej dla jednych

Dokładnie, ponieważ to uważam za rozsądne.
Zresztą wyjrzyj na zewnątrz, na pewno na ulicy znajdziesz dziesiątki przykładów, gdzie ktoś ma określone przywileje - i to ma sens.
Fidel-F2 - 2014-04-06, 21:57
:
Najpierw uznajesz za niestosowne domaganie się by podporządkowano się mnie ( co nie jest prawdą), po czym radośnie uznajesz, że podporządkowanie w druga stronę ma sens.

Tixon napisał/a:
Dokładnie, ponieważ to uważam za rozsądne.
Czyli równie uzasadniony jest pogląd, że to nie jest rozsądne.

Tixon napisał/a:
Zresztą wyjrzyj na zewnątrz, na pewno na ulicy znajdziesz dziesiątki przykładów, gdzie ktoś ma określone przywileje - i to ma sens.
Cała rzecz w tym by ten sens był. Tu go brakuje.
Metzli - 2014-04-06, 22:07
:
Fidelu, emotikonka na końcu tego zdania miała kluczowe znaczenie. Rób sobie w niedzielę co tam uważasz za stosowne. Ale jeśli fakt obecności maratonu biegaczy raz czy dwa razy w roku (z reguły) wolny dzień jakim jest właśnie niedziela, musi prowadzić od razu do wyzywania tych ludzi od debili, jest dla mnie co najmniej dziwne.
Fidel-F2 - 2014-04-06, 22:32
:
Metzli, jeżeli to zdanie jest żartem, to logiczną konsekwencją jest, że uznajesz moje racje, albo Twój post jako całość nie ma sensu.

Ok, racja, niestosowne określenie. Odwołuję pomysł debila, zmieniam na debilny pomysł.

I nie kumam, czemu niedziela ma być upośledzona.
Tixon - 2014-04-07, 09:53
:
Fidel-F2 napisał/a:
Najpierw uznajesz za niestosowne domaganie się by podporządkowano się mnie ( co nie jest prawdą), po czym radośnie uznajesz, że podporządkowanie w druga stronę ma sens.

A wyszedłeś i pooglądałeś sobie przestrzeń na zewnątrz?
Ot choćby:

Oni mogą, Ty nie. Pierwotnie chciałem abyś zastanowił się nad tym, dlaczego musisz się im podporządkować. Ale kluczysz i kluczysz, więc Ci powiem. Bo oni tam mieszkają.
Tak samo mieszkańcy miasta mają wyższe prawo do jego wykorzystania niż używający go do przejazdów.
MrSpellu - 2014-04-07, 09:57
:
A mieszkaniec miasta używający samochodu po to by dojechać do pracy to "wyższego" prawa już nie ma?
Tixon - 2014-04-07, 10:04
:
A to już coś innego, Spellu. Parę setek zorganizowanych biegaczy vs mieszkaniec używający samochodu.
Fidel-F2 - 2014-04-07, 10:09
:
Tixon, czytasz bez zrozumienia. Moglibyśmy się kłócić, kto ma do czego jakie prawo, bo wcale mnie nie przekonałeś, ale ja w ogóle nie chcę dyskutować na ten temat czemu dałem wyraz wcześniej, nie wiem czemu wracasz. Twierdzę tylko, że to głupie i szkodliwe jest. Jeśli siędę w autobusie na krzesełku to mam prawo na nim siedzieć i nikt nie może mnie zgonić ale wstanę jeśli będzie stał kulawy dziadek, kobieta czy facet z telewizorem na ręku. Będąc w korku na ulicy z pierwszeństwem wpuszczę tego z podporządkowanej chociaż nie muszę bo mam prawo ślimaczyć się pierwszy. I chociaż cisza nocna trwa do 6:00 i mam prawo po tej godzinie wiercić dziury w ścianach, to powstrzymam się w bloku do ósmej. Bo uparte korzystanie z tych praw byłoby głupie, szkodliwe i zwyczajnie chamskie.
Fidel-F2 - 2014-04-07, 10:13
:
Tixon napisał/a:
A to już coś innego, Spellu. Parę setek zorganizowanych biegaczy vs mieszkaniec używający samochodu.
Twierdzisz, że w Warszawie mniej ludzi jeździ samochodem niż biegnie na tym maratonie?
MrSpellu - 2014-04-07, 10:19
:
Tixon napisał/a:
Parę setek zorganizowanych biegaczy vs mieszkaniec używający samochodu.


Parę setek biegaczy vs kilka tysięcy zmotoryzowanych.
Kto da więcej?! Komu, komu, bo idę do domu.
Tixon - 2014-04-07, 10:21
:
zorganizowanych, misie-pysie.
Fidel-F2 - 2014-04-07, 10:26
:
Czyli organizując się, nabywa się prawo do dowolnego utrudniania życia pojedynczemu człowiekowi?
MrSpellu - 2014-04-07, 10:27
:
Tixon napisał/a:
zorganizowanych, misie-pysie.


A co ma gówno do wentylatora?
Tixon - 2014-04-07, 10:30
:
Fidel-F2 napisał/a:
Czyli organizując się, nabywa się prawo do dowolnego utrudniania życia pojedynczemu człowiekowi?

W sumie wykreśl dowolnego i tak. Jeśli nie wierzysz mi na słowo, wyjrzyj przez okno.
Fidel-F2 - 2014-04-07, 10:32
:
Tixon, to ty wykreśl zorganizowanych
MrSpellu - 2014-04-07, 10:32
:
Tixon napisał/a:
wyjrzyj przez okno.


Ja widzę drzewo. To jakaś filozofia Zen?
Fidel-F2 - 2014-04-07, 10:33
:
Ja za oknem mam kirkut.
MrSpellu - 2014-04-07, 10:36
:
A masz problemy z dybukiem?
Tixon - 2014-04-07, 10:38
:
MrSpellu napisał/a:
Ja widzę drzewo. To jakaś filozofia Zen?

Poniekąd. Ja mam dyskotekę. Czwartki, piątki, soboty zbierają się ludzie i imprezują przy głośnej muzyce.

Dalej jest wyspa, gdzie odbywają się koncerty, jak są.

A po drugiej stronie kościół i co jakiś czas pielgrzymki.
Jander - 2014-04-07, 10:40
:
MrSpellu napisał/a:
Parę setek biegaczy vs kilka tysięcy zmotoryzowanych. Kto da więcej?

W pojęciu drogi publicznej nie chodzi o licytację, bo to oczywiste, że samochody rozjeżdżają drogi 99,9% czasu, jak również, choć w mniejszym stopniu, chodniki i trawniki. Chodzi o to, że takie samo prawo do niej mają biegacze, rowerzyści z okazji Masy Krytycznej czy z okazji Tour de Pologne, studenci z okazji pochodu judenaliowego, katolicy w Boże Ciało, obrońcy dzieci nienarodzonych, smoleńscy patrioci, faszyści, homoseksualiści, związkowcy. Wszyscy oni płacą podatki.
Fidel-F2 - 2014-04-07, 10:41
:
Kurwa, a ten znowu o prawie do.

Znaczy, że skoro płacę podatki to mogę jeździć po bieżni stadionu moim srebrnym szerszeniem albo jak sie zorganizuję z kolegami fanami mazdy?

Poza tym, podatki na drogi płci się w paliwie.
toto - 2014-04-07, 10:45
:
Raz spotkałem się z takim utrudnieniem - miałem przejechać przez miasto, gdy odbywał się bieg (nie był to maraton, ale 20 km lub 10 km) i po drodze musiałem zaliczyć punkt w strefie wyłączonej z ruchu. Wiesz jaki miałem problem? Zerowy. Lekka modyfikacja trasy (właściwie nie była nawet potrzebna, bo akurat potrzebne mi ulice policja zamknęła trochę później), nadłożyłem może 500 m (moja podróż wydłużyła się z tego powodu może o minutę, a może i nie). Po południu już nie napotkałem żadnych problemów. No i to była niedziela, kiedy jednak ruch dom-praca-dom jest zredukowany.

Cytat:
Parę setek biegaczy vs kilka tysięcy zmotoryzowanych.

Maraton Warszawski napisał/a:
Z linii startu na moście Poniatowskiego wyruszyło w niedzielę łącznie 11834 biegaczy - uczestników maratonu i biegu na 5 kilometrów! Maraton ukończyło 8506 zawodników.

Fidel-F2 - 2014-04-07, 10:46
:
a gdybyś musiał nadłożyć o 20 km to byłby problem?
Jander - 2014-04-07, 10:48
:
Fidel, ale to że nie odróżniasz bieżni stadionu od drogi publicznej, to naprawdę nie jest mój problem.
toto - 2014-04-07, 10:50
:
A gdyby 1500? Może nie wymyślaj jakichś liczb z Księżyca. I nie wymyślajcie, że nagle niedzielny bieg uliczny dezorganizuje całe miasto na pół roku. To są zwyczajne brednie.
Fidel-F2 - 2014-04-07, 10:50
:
No odróżniam, bieżnia do biegania, droga do jeżdżenia. To nie mnie się popierdoliło.
Jander - 2014-04-07, 10:51
:
Fidel-F2 napisał/a:
droga do jeżdżenia. To nie mnie się popierdoliło.

A jednak.
Fidel-F2 - 2014-04-07, 10:51
:
toto napisał/a:
A gdyby 1500? Może nie wymyślaj jakichś liczb z Księżyca. I nie wymyślajcie, że nagle niedzielny bieg uliczny dezorganizuje całe miasto na pół roku. To są zwyczajne brednie.
dałem 20 bo tyle znajoma nadrabiała w Wawie, znaczy ona powiedziała, że 40 ale to kobieta, podzieliłem na dwa
toto - 2014-04-07, 10:52
:
Ale to ty walczysz z jakimś chochołem, jakoby biegacze przeszkadzali w normalnym funkcjonowaniu miasta. Nie przeszkadzają.
Fidel-F2 - 2014-04-07, 10:55
:
No, mi nie, bo ja w Sandomierzu mieszkam.
toto - 2014-04-07, 10:58
:
Nie potrafię sobie wyobrazić nadkładania tych 20 km.
MrSpellu - 2014-04-07, 11:01
:
toto:

Spell napisał/a:
Ja tak myślę, bo to zwyczajnie jest utrudnianie ludziom życia. Zwłaszcza jak jedziesz do roboty lub z niej wracasz (głodny i wkurwiony). Maratończyk, kolarz, Papież czy inny kutas blokujący drogę, to po prostu dopust boży.


Ja mówię o wszystkich tego typu utrudnieniach. Bo gdzieś tam jakiś maraton jest dobrze zorganizowany, a gdzie indziej już niekoniecznie. Teraz mieszkam na zadupiu, ale gdy mieszkałem w Krakowie tego typu "imprezy" skutecznie utrudniały komunikację.

Tix. Na dyskotekę naślij sanepid. Masz prawo. Na pewno coś znajdą. Na koncert możesz iść i ponarzekać, że głośno. Ale podejrzewam, że to jest przestrzeń wyznaczona do takich rzeczy i wiele nie zdziałasz. W Krakowie miałem okazję z otwartego okna posłuchać koncertu Celiny Diony i to za darmo. Co do kościoła to masz prawo się cieszyć, że to nie jest meczet. Ale generalnie kościół raczej nie utrudnia komunikacji, no chyba że jest pogrzeb lub Boże Ciało.

Jander, no to może niech ci biegacze zorganizują sobie maraton na autostradzie? Chyba mają prawo do tego, nie? Zwłaszcza jak bramki opłacą.
Jander - 2014-04-07, 11:11
:
MrSpellu napisał/a:
Jander, no to może niech ci biegacze zorganizują sobie maraton na autostradzie? Chyba mają prawo do tego, nie? Zwłaszcza jak bramki opłacą.

Jak im Kulczyk pozwoli...
Zresztą autostrady czy drogi ekspresowe są nur fur automobile i nikt z tym kłopotów nie robi, nikt tam biegać nie ma zamiaru.
Używając argumentum ad absurdum tylko osłabiasz swoje stanowisko.
MrSpellu napisał/a:
Ale generalnie kościół raczej nie utrudnia komunikacji, no chyba że jest pogrzeb lub Boże Ciało.

Generalnie biegacze raczej nie utrudniają komunikacji, no chyba że jest maraton. ;)
MrSpellu - 2014-04-07, 11:14
:
Fidel, te 40 km w Warszawie nie jest takie nieprawdopodobne. Są tam miejsca, że jak źle skręcisz, to musisz naprawdę sporo kilometrów zrobić by móc wrócić do punktu wyjścia. A jak do tego jeszcze dodasz utrudnienia w postaci remontowanego mostu, zalanego metra i innych takich...
MrSpellu - 2014-04-07, 11:17
:
Jander napisał/a:
Używając argumentum ad absurdum tylko osłabiasz swoje stanowisko.


Ale to nie jest absurd. Droga jest prosta, szeroka, ładne widoki (chyba, że są ekrany) Maraton może iść jednym pasem, a samochody drugim. Jak kogoś przyhaczy to trudno.

Jander napisał/a:
Generalnie biegacze raczej nie utrudniają komunikacji, no chyba że jest maraton.


No to w końcu utrudniają czy nie utrudniają? Gubicie się w zeznaniach.

Jander napisał/a:
Jak im Kulczyk pozwoli...


Na pewno pozwoli. Jest tym, no, strategicznym sponsorem polskiego sportu, czy jakoś tak.
Fidel-F2 - 2014-04-07, 11:20
:
Ok, chyba pora skończyć na serio. toto uznał, że maraton w ogóle nie przeszkadza a być może nawet poprawia przejezdność wielkich miast. Znaczy nie ma o co kopii kruszyć.
Jander - 2014-04-07, 11:26
:
MrSpellu napisał/a:
No to w końcu utrudniają czy nie utrudniają? Gubicie się w zeznaniach.

Oczywiście, że utrudnia. Ale nie powiesz konduktowi pogrzebowemu, żeby się gdzieś przeniósł poza miasto, najlepiej do lasu?
MrSpellu - 2014-04-07, 11:31
:
Oczywiście, że nie. Ale jak mi zaraz dasz znak równości między konduktem pogrzebowym, a maratonem, to zabiję Cię śmiechem. Ostrzegam.
Jander - 2014-04-07, 11:33
:
Oczywiście, że nie dam. Kondukty są częstsze i może nawet bardziej utrudniają komunikację, niż maratony raz do roku w dużych miastach.
MrSpellu - 2014-04-07, 11:41
:
Ale kondukt jest pożyteczny. To takie memento mori. Zamiast się wkurwiać na utrudnienia w ruchu, zaczynasz kontemplować swoją śmiertelność. Być może nawet w drodze do domu będziesz jechał ostrożniej i bezpieczniej. A maraton? Paaanie, sam wkurw. Cukier i ciśnienie.
Jander - 2014-04-07, 11:47
:
A spotykając pielgrzymkę rozważasz istotę Absolutu (40%). //mysli
MrSpellu - 2014-04-07, 11:52
:
Do tego nie potrzebuję pielgrzymki :P
Shadowmage - 2014-04-07, 11:53
:
Mieszkam w Wawie w miejscu, gdzie regularnie zamykane są ulice z powodu masy krytycznej, maratonow, walkatlonów, a także wizyt miłych ludzi z całego kraju, którzy postanawiają pobluzgać trochę pod siedzibą władz, ewentualnie przy gromkich śpiewach i świetle rac puścić z dymem jakąś tęczę. I oprócz tych ostatnich dwóch grup, które mają tendencje do niekontrolowanego rozłażenia się na boki i utrudniania życia wszystkim dookoła, to nie mam najmniejszych problemów z poruszaniem się po mieście czytaj: wydostać się spod domu, a potem do niego wrócić) samochodem w dniu imprezy. Pewnie, czasem trzeba nadłożyć trochę drogi (ale 20km to jakaś bzdura) czy postać chwilę w korku (znacznie mniejszym niż codzienny).
toto - 2014-04-07, 11:57
:
Fidel-F2 napisał/a:
Ok, chyba pora skończyć na serio. toto uznał, że maraton w ogóle nie przeszkadza a być może nawet poprawia przejezdność wielkich miast.
No tak, bo w niedzielę o 10 pół Warszawy jedzie na zmianę do fabryki. Albo z tej zmiany wraca. Twierdzę tylko, że taki maraton nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu miasta, czyli nie powoduje utrudnień, które całkowicie paraliżują miasto na długi czas. Wy twierdzicie, że to jakaś katastrofa.
Fidel-F2 - 2014-04-07, 12:02
:
znów nadinterpretujesz toto, nie twierdzę, że katastrofa tylko, że chamstwo i głupota
toto - 2014-04-07, 12:12
:
No sorry, to wy zaczynacie narzekać na "problemy", które was nie dotyczą i proponujecie biegaczy wygonić z miast. I jeszcze pieszczotliwie nazywasz organizatorów maratonów debilami lub ludźmi o debilnych pomysłach. I żeby ośmieszyć innych, przypisujesz im słowa, których nie powiedzieli.

e:
Widzę, że ta dyskusja nie ma sensu, bo żyjemy w równoległych światach. Z mojej strony już nie będzie kolejnych postów na ten temat.
Fidel-F2 - 2014-04-07, 12:22
:
toto napisał/a:
No sorry, to wy zaczynacie narzekać na "problemy", które was nie dotyczą
Ale wolno mi wyrazić opinię gdy jakiś Abdul zastrzeli jakiegoś Aarona? Czy nie, bo to problem który mnie nie dotyczy?

toto napisał/a:
I jeszcze pieszczotliwie nazywasz organizatorów maratonów debilami lub ludźmi o debilnych pomysłach.
Nie pieszczotliwie tylko po imieniu.

toto napisał/a:
I żeby ośmieszyć innych, przypisujesz im słowa, których nie powiedzieli.
ke?
MadMill - 2014-04-07, 12:31
:
Shadow, ja to jest poczuć się w dyskusji jak powietrze, bo nie pasujesz pod wizję świata "rozmówców"? :P

Cała dyskusja ma poziom absurdalnie niski, jak dzisiejsza debata o zdrowiu. Oczywiście, że każdy happening utrudnia poruszanie się po mieście, tak jak np. koncert na Narodowym czy na Bemowie (tam jeszcze coś organizują?). Taki urok miasta najbardziej rozwiniętego w Polsce i najlepiej ocenianego przez np. inwestorów, bo ono ich przyciąga, a taki maraton jest także wydarzeniem, które ma zwrócić uwagę świata na dane miasto. A jeżeli chodzi o biegi to zazwyczaj są one sponsorowane, obsługiwane i zabezpieczane przez jakiegoś organizatora, podnoszą atrakcyjność miasta w kraju/świecie, ściągają inwestorów, mieszkańców, kolejne wydarzenia sportowe czy kulturalne. No i wydarzenia sportowe jak biegi zazwyczaj zostawiają po sobie sporo bałaganu typu plastikowe butelki, kubeczki czy papierki po batonach. Lepsze to niż race, wyrwana kostka brukowa czy czerwona farba podczas happenigów związanych z wydarzeniami "kulturalnymi".

A co do utrudnień, to ja mieszkam trochę na uboczu, ale jak muszę w taki dzień przejechać przez miasto to wystarczy wejść na obojętnie jaką stronę informacyjną i wiesz jak ominąć wydarzenie, albo poczekać 30 minut, bo zazwyczaj tyle wystarczy służbom aby przywrócić ruch po takim wydarzeniu.

I jestem stronniczy, bo moja żona bierze udział w takich wydarzeniach. No ale nie od dziś wiadomo, że kobiety są niższym gatunkiem //mysli
toto - 2014-04-07, 13:44
:
Fidel-F2 napisał/a:
toto napisał/a:
I żeby ośmieszyć innych, przypisujesz im słowa, których nie powiedzieli.
ke?
Fidel-F2 napisał/a:
toto uznał, że maraton w ogóle nie przeszkadza a być może nawet poprawia przejezdność wielkich miast

Romulus - 2014-04-07, 14:12
:
Miasta stają się fajniejsze, kiedy na ulicach nie ma ruchu pojazdów. Nie będę popadał w skrajność, ale ograniczanie ruchu pojazdów w centrach miast to świetny pomysł. Całkowicie się go pozbyć z miast nie da (komunikacja miejska, dostawczaki, policja, karetki itp.). Ale próbować warto, moim zdaniem. Więcej przestrzeni dla pieszych, biegaczy i rowerzystów oznacza przyjaźniejsze miasto. Widziałem takie przestrzenie zamknięte dla ruchu pojazdów w centrach (historycznych) kilku miast (głównie we Włoszech - Florencja, Siena Neapol) i to było naprawdę świetne, bo jednocześnie ulice zaczęły żyć innym życiem niż zazwyczaj. Nie wiem, jak to jest utrwalone, czy było sezonowe, weekendowe, czy miało charakter stały, ale nie chciało się siedzieć w hotelu, kiedy ludzie piknikowali na nadmorskiej "przelotówce" w Neapolu.
Shadowmage - 2014-04-07, 14:25
:
To temat na zupełnie inną dyskusję, ale masz rację: miasta, a szczególnie centra, powinny służyć ludziom a nie samochodom. Bez popadania w skrajności oczywiście, ale częściowe/czasowe ograniczenie ruchu kołowego mi się podoba.
Podoba mi się też rezygnowanie z przejść podziemnych, wyprowadzanie ruchu pieszego na powierzchnię, ograniczanie przepustowości dróg. W Wawie kilka takich pomysłów zrealizowano lub jest w planach, chociaż to i tak dużo za mało (a z części, jak np. zamianie części Traktu Królewskiego na deptak w weekendy, chyba zrezygnowano); również dlatego, że jednak nie ma jeszcze odpowiedniej alternatywy transportowej.
Romulus - 2014-04-13, 13:11
:
To wracając do tego, co pisał redaktor Zdort. Nie on pierwszy uczynił bieganie sprawą polityczną i wyznacznikiem podziału społeczeństwa. I po raz kolejny sprawił, że jednak - skoro już podzielił ludzi to znowu znalazłem się, nie chcąc tego, z ludźmi, z którymi mi nie po drodze. Jak na przykład z Tomaszem Lisem, z którym nie mogę się nie zgodzić:
Cytat:
Uważam, że irytacja biegających z powodu wywodów Zdorta jest absolutnie nie na miejscu. Co więcej, biegający powinni przemyślenia Zdorta, wskazujące na to jak głęboką ma on osobowość, uznać za swoisty komplement. Nasza prawica organicznie nie cierpi nie tylko Platformersów czy wszelkiej maści liberałów. Organicznie nie lubi ona ludzi, którzy są szczęśliwi i zadowoleni z życia. Jak oni mają problem z takim Owsiakiem, to dlaczego nie mieliby mieć problemu z biegającymi. Jak im przeszkadza zbieranie pieniędzy na chore dzieci, to dlaczego nie miałoby im przeszkadzać bieganie? Tym bardziej, że bieganie sprzyja na przykład zrzucaniu brzucha, którego posiadanie w wariancie wyeksponowanym, jest differentia specifica prawicowych publicystów, nawet tych co pedałują.

Jeśli więc Zdort nie lubi biegających, to dlatego, że ci lubią siebie. Także dlatego, że jest ich coraz więcej. I nie to mu przeszkadza, że wolno myślą, ale to, że są wolnomyślicielami, co - informuję Zdorta - nie jest dokładnie tym samym.

http://tomaszlis.natemat....-dla-idiotow?fb
Bez wątpienia zasługą prawicowych publicystów jest to, że nikt tak mocno i skutecznie jak oni nie zniechęcił mnie do ich śmierdzącego zaścianka umysłowego.
Idę pobiegać, bo mam "zaległe" 3 km z zeszłego tygodnia do "zrobienia". Zajmie mi to kwadransik, bo pozbyłem się zaległości :) Czas zwiększyć dystans.
Stary Ork - 2014-04-13, 13:29
:
Logika wywodu "biegajacy lubią siebie, są szczęśliwi i zadowoleni z życia " nieodparcie nasuwa mi na myśl stary niemądry dowcip z puentą "Nie masz akwarium? No to jesteś pedałem!" Czy tylko ja to tak postrzegam, psze pana? //panda
Fidel-F2 - 2014-04-13, 14:37
:
Stary Ork +1
toto - 2014-04-13, 16:21
:
Jeden dla relaksu biega, drugi maluje figurki, trzeci jeździ konno, a czwarty chodzi do kościoła. I wszyscy lubią własne zajęcia. Po co do tego dorabiać jakieś filozofie? Jakim trzeba być kretynem, żeby ze względu na własne hobby patrzeć na innych z góry?
Romulus - 2014-04-13, 16:54
:
toto napisał/a:
Jeden dla relaksu biega, drugi maluje figurki, trzeci jeździ konno, a czwarty chodzi do kościoła. I wszyscy lubią własne zajęcia. Po co do tego dorabiać jakieś filozofie? Jakim trzeba być kretynem, żeby ze względu na własne hobby patrzeć na innych z góry?

Widać prawicowym :)

Od jutra zdecydowanie "ustawiam" sobie 4 kilometry. Dziś 3 zrobiłem w 14,26 minut.
Sabetha - 2014-04-13, 18:35
:
toto napisał/a:
Jakim trzeba być kretynem, żeby ze względu na własne hobby patrzeć na innych z góry?


//aaa Mną. jak siedzę na koniu, to patrzę z góry :P
toto - 2014-04-27, 19:36
:
Trochę z przyczyn niezależnych, trochę z lenistwa (bo gdybym naprawdę chciał, to bym czas wygospodarował) zimę przespałem snem zimowym i do biegania wróciłem wiosną. Postanowiłem sobie jeden cel - zwolnić. Teraz staram się zaczynać nie szybciej niż 6 min/km i spokojnie wyrabiać co najmniej godzinę raz w tygodniu (takie minimum przyzwoitości). No i zabijała mnie już monotonia niemal tej samej trasy za każdym razem (nawet przy trasie 10 km w jedną stronę i z powrotem dość szybko się nudzi). W tym roku za każdym razem biegnę inaczej (choć pierwsze trzy kilometry są te same, ale to jest akurat dobra rozgrzewka i prognostyk, ile danego dnia dam radę pobiec) i jest o wiele ciekawiej. No i ludzi jakoś mało - w zeszłym roku właściwie za każdym razem kogoś spotykałem (głównie rowerzystów, później też grzybiarzy), teraz dwie żywe dusze w ruchu i kilka osób przy ognisku.
I jeszcze jeden zawód - w tym roku jeszcze nie spotkałem żadnego zwierzaka (nie licząc ptaków) - wcześniej były zające (uciekały przede mną :( ), sarenki (patrzyły z uwagą i wolały się schować w lesie), trafiły się jakieś jelenie (mijaliśmy się w bezpiecznej odległości), jeden łoś (szczęśliwie mnie zignorował) i stadko małych dzików (dobrze, że pani dzikowej nie było w pobliżu, bo bym pewnie musiał bardzo szybko biec). No i regularnie jakaś wiewiórka przebiegała mi drogę. A teraz nic.

I jak teraz pomyślę, że miałbym ten czas spędzić na bieżni, cały czas w lewo, cały czas po płaskim i tak kółko za kółkiem, to bym chyba najpóźniej po miesiącu zrezygnował. Romulusie, jeśli czujesz się na siłach, żeby biec więcej niż pół godziny na raz, leć w las. Zieleń uspokaja.
Romulus - 2014-04-27, 19:46
:
Musiałbym do tego lasu dojechać samochodem, a to mi się naprawdę nie uśmiecha. A teraz zaliczam kryzys. Doszedłem do wniosku, że stawiam sobie za niskie wymagania, bo co to jest 3 km, przy 8 w zeszłym sezonie. Rozbujałem się do 4 i zwiększam dalej, ale na 5 chce mi się płakać i nie ma "wyzwalaczy szczęścia", które by pomogły się znieczulić. Normalnie ściana. Wróciłem do 4 niepyszny i z odebraną lekcją pokory.

Lubię jeździć do śfagra do Otwocka. Tam biegamy po lasach nad Świdrem i jest naprawdę fajnie. Szkoda, że do takiego lasu w Płocku mam 10 kilometrów.
toto - 2014-04-27, 19:57
:
Ja od zawsze mam kryzys między 20 a 25 minutą (zazwyczaj ze dwie minuty to trwa). Czego bym nie robił, gdzie bym nie biegł, zawsze zwalniam, zawsze trudniej mi się oddycha, ale później przechodzi przełamanie i jest lepiej. Właśnie między innymi dlatego kazałem sobie zwolnić, żeby do tego kryzysu podchodzić mniej zmęczonym (i chyba działa, przynajmniej na głowę). U mnie endorfinki pojawiają się, jak zaliczę chociaż 40-45 min. I zwiększyłem dawkę płynów. Wcześniej miałem 0,5 litra na godzinę, teraz mniej więcej na 45 min. Trochę boję się upałów, bo będę musiał wykombinować coś wygodnego, żeby bez dyskomfortu zabierać ze sobą więcej niż litr.
Jachu - 2014-04-28, 07:58
:
Również rozpocząłem ponowną przygodę z bieganiem. Zacząłem biegać w ubiegły czwartek z samego rana. Wynika to z faktu, iż niewiele wychodziło z prób rozpoczęcia wysiłku w godzinach popołudniowych. Zawsze jest coś do zrobienia, zawsze coś wypadnie, zawsze, zawsze, zawsze... A z samego rana, jak już budzik zadzwoni, nie ma przebacz ;) Dlatego nastawiam budzik na 05:50, wychodzę z psem, a potem przebieżka około 30-40 minut - w zależności od tego, ile dam radę. Wychodzi mi trasa w okolicach 4,2 km (tyle liczy Google Maps) i tak codziennie :) Do tego dochodzi jeszcze trochę biegania na bieżni na siłowni dwa razy w tygodniu. Zobaczymy jak długo wytrzymam ze swoim postanowieniem aktywnego poranka ;)

toto napisał/a:
Ja od zawsze mam kryzys między 20 a 25 minutą (zazwyczaj ze dwie minuty to trwa). Czego bym nie robił, gdzie bym nie biegł, zawsze zwalniam, zawsze trudniej mi się oddycha, ale później przechodzi przełamanie i jest lepiej.
Też mam zawsze kryzys, ale u mnie objawia się on o wiele szybciej, bo już po około 10 minutach. Też trwa około 2 minut i powoli przechodzi. Mam nadzieję, że z czasem zacznie on trochę przesuwać się w czasie.

toto napisał/a:
Trochę boję się upałów, bo będę musiał wykombinować coś wygodnego, żeby bez dyskomfortu zabierać ze sobą więcej niż litr.
Dlatego jedną z zalet biegania o 06.00 rano jest brak upałów i w związku z tym nie muszę targać ze sobą bidonu z wodą. Ale zobaczymy co będzie w miesiącach letnich.

Romulus napisał/a:
Doszedłem do wniosku, że stawiam sobie za niskie wymagania, bo co to jest 3 km, przy 8 w zeszłym sezonie. Rozbujałem się do 4 i zwiększam dalej, ale na 5 chce mi się płakać i nie ma "wyzwalaczy szczęścia", które by pomogły się znieczulić. Normalnie ściana. Wróciłem do 4 niepyszny i z odebraną lekcją pokory.
Romek, powiedz mi - po jakim czasie biegania zwiększasz tempo i trasę? Ja od raz zacząłem z wysokiego C i biegam po 4,2 km i za każdym razem ledwo kończę ;) Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że zwiększam trasę. Dlatego też zastanawiam się w jakim tempie to robić, czy najpierw ustabilizować możliwości ciała aby spokojnie robić trasę obecną, czy od razu stopniowo zwiększać. Jak to wyglądało w twoim przypadku w ubiegłym roku?
Romulus - 2014-04-28, 10:00
:
Po 3 tygodniach, bo na 3 kilometrach wychodził mi bardzo krótki czas. Kiedy zszedłem poniżej 15 minut i po skończeniu biegania wciąż miałem pałera, to doszedłem do wniosku, że się lenię :) Ale 5 mnie sprowadziło na 4. Muszę chyba trening zmienić. Bo w tym sezonie zacząłem biegać "wysiłkowo" - jak najszybciej na jak najdłuższym dystansie. To chyba mnie dobija. Ale zobaczę - za kilka dni zdecyduję, czy wrócić do takiego biegania jak toto, na spokojnie, czy wyciskać z siebie ostatni oddech. Póki co, przy takich "ustawieniach" nie daję rady biegać częściej niż 2 razy w tygodniu. Zobaczę jeszcze w tym i zdecyduję. Może sobie zacznę truchtać 6 kilometrów przez godzinę :)
toto - 2014-04-28, 18:07
:
Jachu napisał/a:
Zacząłem biegać w ubiegły czwartek z samego rana. Wynika to z faktu, iż niewiele wychodziło z prób rozpoczęcia wysiłku w godzinach popołudniowych. Zawsze jest coś do zrobienia, zawsze coś wypadnie, zawsze, zawsze, zawsze... A z samego rana, jak już budzik zadzwoni, nie ma przebacz ;) Dlatego nastawiam budzik na 05:50, wychodzę z psem, a potem przebieżka około 30-40 minut - w zależności od tego, ile dam radę

Obawiam się, że z każdym tygodniem będziesz czuł się coraz bardziej zmęczony, zauważysz brak progresu (a nawet regres), zniechęcisz się i przestaniesz biegać. Musisz podejść do tego spokojniej, dać organizmowi odpocząć, biegać nie codziennie, ale co dwa dni (przynajmniej na początku). Jak już się przyzwyczaisz, wtedy sam zobaczysz, czy możesz biegać szybciej/dłużej/częściej.
Romulus - 2014-04-28, 19:23
:
I to jest dobra rada.

Dziś dałem radę przebiec 5 km. Ale już nie na wyczerpanie organizmu. Chyba zostanę przy spokojnym bieganiu. Postawię na spalanie tłuszczyku :-P
Jachu - 2014-04-29, 07:24
:
toto napisał/a:
Obawiam się, że z każdym tygodniem będziesz czuł się coraz bardziej zmęczony, zauważysz brak progresu (a nawet regres), zniechęcisz się i przestaniesz biegać. Musisz podejść do tego spokojniej, dać organizmowi odpocząć, biegać nie codziennie, ale co dwa dni (przynajmniej na początku). Jak już się przyzwyczaisz, wtedy sam zobaczysz, czy możesz biegać szybciej/dłużej/częściej.
Masz rację, toto. Rozmawiałem też wczoraj z kumpelą, która namiętnie biega od kilku lat i ona w zasadzie potwierdziła twoje słowa. Nie powinienem przesadzać, aby nie zakwasić mięśni i przy okazji nie złapać jakieś głupiej kontuzji związanej z nadwerężeniem mięśni. Spokojnie wystarczy bieg co drugi dzień, a po kilku tygodniach można "przejść na wyższy level" i biegać częściej ;) Dzięki za słuszną radę //piwo

Romulus napisał/a:
Chyba zostanę przy spokojnym bieganiu. Postawię na spalanie tłuszczyku :-P
Słusznie, wszak "prawdziwi Polacy" wiedzą, że sędziowie w Polsce żyją jak pączki w maśle :P
Romulus - 2014-05-05, 16:34
:
Jak mi Endomondo pokazuje - w kwietniu 34 kilometry pokonałem. Słabo, mogło być lepiej, ale to przez kombinowanie z planem treningowym. W maju pewnie ten dystans pobiję. Dwa razy w tygodniu w powiązaniu z siłownią, jak w zeszłym sezonie i będzie git. Już bez problemu wbiegam na 5 kilometr i w zasadzie dziś "pęknie" 6. Potem miesiąc, półtora trzymania czasu i znowu kolejny poziom wzwyż.
toto - 2014-06-10, 20:14
:
Plany swoje, życie swoje. I niestety nie w każdym tygodniu udaje mi się biegać przez godzinę (obecnie biegam właściwie tylko w niedziele), ale i tak jest ok. I jest jeden sukces. Jeszcze niedawno pisałem:
toto napisał/a:
Ja od zawsze mam kryzys między 20 a 25 minutą (zazwyczaj ze dwie minuty to trwa). Czego bym nie robił, gdzie bym nie biegł, zawsze zwalniam, zawsze trudniej mi się oddycha, ale później przechodzi przełamanie i jest lepiej.

Ostatnio kryzys przychodzi dopiero po ok. 1 godzinie. Choć wydaje się trochę większy i dłuższy, to i tak jest lepiej niż poprzednio. I zaczynam myśleć nad kupnem camelbacka, żeby raz na jakiś czas wydłużyć wybiegania. Tylko te księżycowe ceny. --_-
Romulus - 2014-08-04, 18:23
:
Spoglądam na statystyki z lipca i mi źle: przebiegłem 48,2 km, w łącznym czasie 5:17:37 godzin. Słabo. W sierpniu postanowiłem nadgonić i zwiększyć do trzech liczbę biegów tygodniowo. Dziś zacząłem ambitnie ten plan realizować, ale burza mnie przegoniła do domu po przebiegnięciu 2,5 kilometra. Ale zepnę się i dam radę przez sierpień zwiększyć czas i kilometry. We wrześniu czeka mnie około 3 tygodni przerwy więc, w zależnosci od pogody, może już w sierpniu zakończę sezon i wrócę potem do biegania na siłowni. Ale liczę na ciepły październik i może dam radę do połowy listopada dobiec.
jewgienij - 2014-09-10, 14:56
:
Ja zrobiłem błąd, bo jak zacząłem biegać, to wziąłem na ambit i chciałem wszystkich prześcignąć, a na Błoniach biega mnóstwo ludzi. Nie miałem po temu żadnych warunków - 85 kilo, nogi słabe od siedzenia przed kompem, to szybko wymiękłem. Teraz szukam w miarę opustoszałej trasy, żebym mógł truchtać spokojnie, jak na dziadka przystało, nie wkurzając się, że jakaś gimnazjalistka mnie wyprzedza.
Romulus - 2014-09-22, 17:29
:
Nie ma się co spinac, bo zawsze będzie ktoś, kto biegnie od ciebie szybciej :) Choć dołujące jest to, jeśli jest tym kimś jakiś małolat :) Grunt to biegać tak, aby ci sprawiało to przyjemność. A przy regularnych treningach sam się zdziwisz, jak szybko zacznie ci forma rosnąć.

W sierpniu zaliczyłem 78 kilometrów. To chyba mój najlepszy miesiąc. Ale daleko od doskonałości, bo miało być ich 94. Skutek dwóch zepsutych przez pogodę biegów. Przez urlop miałem trzytygodniową przerwę więc wrzesień zakończę pewnie na jakichś 32 kilometrach. Ale przy ciepłej jesieni w październiku przebiegnę setkę. A przy złej pogodzie - zamienię bieganie outdoorowe na bieżnię na siłowni. Co oznacza tylko dwa biegi w tygodniu.

Grunt, że po trzech tygodniach przerwy swoje osiem kilometrów biegnę bez większej straty czasowej. Mieszczę się w 53 minutach. Raptem dwie minuty dłużej. Widać dieta śródziemnomorska zrobiła swoje :)

Ciekawe, czy przy dobre pogodzie dobiję do dziesięciu kilometrów. Mógłbym, ale nie chcę się spinać, kiedy sezon zbliża się do końca. Zakładałem dawno temu, że kiedy osiągnę dziesiątkę, to skonczę z podnoszeniem sobie poprzeczki. Jednak bieganie godzinne jest w sam raz. Nie zdążę się znudzić. Potem będę walczył już tylko z czasem. Ale w moim przypadku takie plany zawsze są niepewne. W tym sezonie też miałem nie szarżować. I nic z tego, bo szarżowałem. Przez to poprzeczkę ustawiłem tak wysoko, że nie jestem w stanie jej przeskoczyć. I kosztowało mnie to wówczas tydzień przerwy, bo nie mogłem nawet myśleć o bieganiu bez bólu. Zatem trzymam się dystansowej ósemki, czasami osiem i pół kilometra, ale wtedy już mówię twardo "stop".
jewgienij - 2014-09-24, 10:36
:
Problem w tym, że nie mieszkam już w Hucie, gdzie można biegać samotnie, tylko w sercu Krakowa, gdzie każdy ma trampki, rolki i rower. Czujesz się na ścieżkach do biegania jak na Floriańskiej, cud, że nie stoją tam jeszcze budki z kebabami. Coś, co powinno człowieka wyciszać, atakuje go nadmiarem, czuję się głupio biegnąc w tej masie ludzi ze słuchawkami i w mega - przeciwpowietrznych strojach z allegro.
BTW - nienawidzę Krakowa.
Ale bieganie samo w sobie fajna rzecz, chciałbym dojść do Twoich wyników.
martva - 2014-09-24, 12:00
:
Nie biegaj po Błoniach, zrób sobie spacer do Lasku Wolskiego w ramach rozgrzewki ;) Tam jest luźniej.
jewgienij - 2014-09-25, 09:29
:
Tyle że Błonia mam właśnie pod nosem, rzut beretem. Jak wracam zmęczony z pracy, albo mi się po prostu nie chce, to wystarczy założyć moje niekosmiczne trampki i już się jest na trasie. Jakbym miał więcej czasu do namysłu i więcej utrudnień, to moja Żelazowa Wola wybrałaby pisanie o bieganiu na forum ;)
Ale coś wykombinuję, bo na Błoniach się po prostu nie da. Może wzdłuż Rudawy.
martva - 2014-09-25, 09:37
:
A to też jest opcja, na pewno jest mniej biegaczy niż na Błoniach. Wszędzie jest mniej biegaczy niż na Błoniach :)
jewgienij - 2014-09-25, 09:44
:
Doszło do tego, że zimą, po zmroku wymijałem na trzeciego i czołowo zderzyłem się z gościem z drugiej strony. Normalnie Zakopianka.
Ludzie mają często nauszniki stereo, więc nie słyszą, co się wokół nich dzieje, a tu rolki rowery, wrotki, trzeba mieć oczy dookoła głowy.
Romulus - 2015-05-04, 19:55
:
No to się rozbiegałem przez marzec i kwiecień. W kwietniu dobiłem do 99,7 km. Tak blisko było do przekroczenia "magicznej" bariery setki. Ale maj powinien być mniej kapryśny pogodowo, zatem obiecuję sobie małą "zakładkę" ponad setkę. Ale bez przesady. Dziesięć kilometrów to dla mnie dystans idealny. Aby się zmęczyć, zrelaksować i nie znudzić biegiem. Mało ambitnie zacząłem sobie cele wyznaczać, bo kiedy przesadzam to boli :) Dziesięć kilometrów jako średni dystans jednego biegu, trzy biegi tygodniowo. Może w tym roku się przemogę i zacznę biegać także zimą. Pewnie wygra lenistwo i niechęć przed zimnem, ale zobaczymy. Nie będę napierał.
mad5killz - 2015-05-04, 20:56
:
10 kilometrów to dystans idealny. //death
MORT - 2015-05-04, 21:01
:
mad5killz napisał/a:
10 kilometrów to dystans idealny. //death

Idealny. Akurat w godzinkę, przez las, na luzie.
Muszę się w końcu ruszyć, bo w tym roku jeszcze nie biegałem --_-
Shadowmage - 2015-05-04, 21:04
:
Mnie w Niemczech zaczął doskwierać brak sportu, więc z nudów zacząłem biegać. I nawet wystartowałem na 10km, bo zawody były pod oknem w mojej mieścinie. Czas nieco poniżej godzinki, jak na pierwszy raz uważam za całkiem niezły.
mad5killz - 2015-05-04, 21:27
:
Ok, czyli ustaliliśmy już, że człowiek da radę biec... przez godzinę. //tyr
MORT - 2015-05-04, 21:58
:
mad5killz napisał/a:
Ok, czyli ustaliliśmy już, że człowiek da radę biec... przez godzinę. //tyr

Kiedy już się rozbiegasz, to nie musisz się zatrzymywać, wydawałoby się w ogóle ;)
Oczywiście na pewnych dystansach w końcu się pewnie skończysz, ale ja nigdy do takiego nie dobiegłem. Nie widzę sensu w zbytnim forsowaniu się, sprawdzaniu, ile maksymalnie wyciągnę.
10 km jest też dla mnie dobre z tego względu, że nie muszę się obciążać dodatkową wodą. Wystarcza mi się nawodnić przed rozgrzewką.
Romulus - 2015-05-05, 05:26
:
MORT napisał/a:
mad5killz napisał/a:
Ok, czyli ustaliliśmy już, że człowiek da radę biec... przez godzinę. //tyr

Kiedy już się rozbiegasz, to nie musisz się zatrzymywać, wydawałoby się w ogóle ;)
Oczywiście na pewnych dystansach w końcu się pewnie skończysz, ale ja nigdy do takiego nie dobiegłem. Nie widzę sensu w zbytnim forsowaniu się, sprawdzaniu, ile maksymalnie wyciągnę.
10 km jest też dla mnie dobre z tego względu, że nie muszę się obciążać dodatkową wodą. Wystarcza mi się nawodnić przed rozgrzewką.

O, mogę się pod tym podpisać. W zasadzie po 10 km mogę biec dalej, ale już wcześniej to robiłem i kończyło się forsowaniem i bólem, więc już tego nie robię. Endorfiny bywają zdradzieckie :) Poza tym też nie lubię się obciążać wodą. No i jednak powyżej dziesięciu kilometrów zaczyna mi doskwierać nuda i nawet muza na słuchawkach irytuje.
MORT - 2015-05-05, 11:11
:
Bywało, że biegałem do około 15km (i mógłbym w sumie biec dalej), ale tylko dlatego, że chciałem zwiedzić nowe miejsca - o, a tam jeszcze nie byłem. :-)

Czasami na około 200 ostatnich metrów przechodzę jednak w sprint, ale to już inny typ forsowania się. ;)
toto - 2015-12-25, 18:56
:
Kurczę, jest końcówka grudnia a ja wciąż biegam.
Romulus - 2015-12-25, 21:21
:
No, ja żałuję, że nie biegam. Pogoda taka, że nogi same się wyrywają. A ledwie zaleczyłem grypkę. Zatem pewnie zaraz temperatura spadnie i nie będzie jak biegać. :) Ale wracam od teściów w poniedziałek i prosto na bieżnię odrobić straty.
Shadowmage - 2015-12-26, 06:41
:
Ja też biegam. Mam plan wystartować sobie w półmaratonie na wiosnę, to i kondycję trzeba wyrobić. A ostatnio byłem na Podhalu i było to coś zupełnie nowego: można się solidnie zmęczyć pod górkę, ale widoki rekompensują.
Romulus - 2015-12-26, 12:26
:
Mnie żona podpuszcza na półmaraton, chociaż sama nie biega :) Ale może i ma rację, do października robiłem po 100 kilometrów miesięcznie. Gdybym się sprężył i potrenował to za kilka miesięcy mógłbym się sprawdzić. Problem jednak ze mną, że kiedy zaczynam się sprężać to wychodzi ze mnie faszysta. A boję się, że mi nałożony reżim popsuje przyjemność z biegania. Do tej pory to mnie po prostu odprężało i dawało frajdę. Kiedy zacznę ćwiczyć, żeby osiągnąć konkretny cel, to zatruję sobie przyjemność.
Shadowmage - 2015-12-27, 10:04
:
To ja mam odwrotnie, przynajmniej z bieganiem - jak celu nie ma, to znajduję masę powodów, by nie wyjść pobiegać.
toto - 2016-01-30, 20:06
:
Kupiłem sobie garmina. W pracy namawiają mnie na runmageddon. Kusi. Muszę się z tym przespać.
MORT - 2016-01-31, 18:26
:
Przeczytałem:

toto napisał/a:
W pracy mawiają na mnie runmageddon.

toto - 2016-02-28, 15:12
:
Miesiąc z garminem.
1. Zostałem zmotywowany do tego, żeby biegać w lutym, nawet przy padającym deszczu czy śniegu, ujemnej temperaturze (łagodny luty miał w tym swój udział, bo przy -10 raczej bym nie biegał) i po zmroku (czołówka się przydała).
2. W lutym przebiegłem 137 km, czyli pewnie blisko mojego miesięcznego rekordu.
3. Zostałem zachęcony, żeby biegać nie tylko raz w tygodniu, a długie biegi niedzielne uzupełnić też krótszymi dystansami w tygodniu.
3. Zaliczyłem półmaraton, choć poza zawodami.
4. Korzystanie jest o wiele wygodniejsze niż korzystanie z różnych aplikacji w telefonie. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby zegarek stracił sygnał gps, co nagminnie zdarzało się endomondo, runkeeperowi, stravie, navime i kilku innym.
5. Szukanie satelitów trwa do kilku minut, kiedy można spokojnie zająć się rozgrzewką. Szukanie satelitów trwa kilka, kilkanaście sekund, jeśli włącza się gps w mniej więcej tym samym miejscu, co ostatnio.
6. Jeśli komuś zależy, można łatwo połączyć konto garmina z endomondo i wszystkie aktywności z garmina są eksportowane automatycznie do endomondo (po wgraniu z zegarka do garmin connect).

tl;dr
Jestem zadowolony.
MadMill - 2016-02-28, 15:25
:
Jaki model masz? Ja mam 610 i faktycznie jedyni minus to długie szukanie sygnału na początku, potem pomiar jest dokładny i nigdy mi ni zgubił sygnału. Moja żona ma 10, sygnału szuka o wiele szybciej, ale za to wydaje się mniej dokładny podczas użytkowania.

Ja od 1 lutego wróciłem do biegania po 3 miesięcznej przerwie i powiem szczerze, że było bardzo ciężko na początku. teraz już ok, ale tempo w jakim biegałem w lato to stare dzieje...
toto - 2016-02-28, 15:34
:
Wziąłem najtańszy z czujnikiem tętna - 15.

U mnie punktem odniesienia jest tempo sprzed 3 lat. I do tego mi jeszcze brakuje. W zeszłym roku biegałem spacerowo i to bez problemu pobiłem.
Romulus - 2016-02-28, 18:01
:
toto napisał/a:
6. Jeśli komuś zależy, można łatwo połączyć konto garmina z endomondo i wszystkie aktywności z garmina są eksportowane automatycznie do endomondo (po wgraniu z zegarka do garmin connect).

I o to mi chodziło.

Zbieram się powoli do zejścia z bieżni na siłowni i ruszenia w trasę. Nie będę ze sobą walczył. 10 kilometrów, trzy razy w tygodniu. Powinno wystarczyć. Kupiłem dziś nowe buty, marki Asics. W końcu poszedłem do specjalistycznego sklepu (w stolycy), gdzie zmierzyli mi stopę, postawili na bieżni, kazali pobiec i dobrali do tego buty. Gdyby nie kolana, które ostatnio mnie pobolewały po dyszce na bieżni, to pewnie dalej bym kupował najtańsze Adidasy lub Najki. Chociaż te Asicsy jakoś specjalnie drogie nie były. Nie mogę się doczekać, aby wypróbować.
toto - 2016-02-28, 20:00
:
Co do butów - wybrałem trialowe salomony. Biegam głównie po lesie, w najlepszym razie po żwirówce, na której i tak jest sporo sypkiego piachu, więc agresywny bieżnik się przydaje. A w takich warunkach, jakie panują w lutym, był wybawieniem. Co podoba mi się w nich, poza podeszwą, najbardziej? Sznurówki quicklace - zaciskasz, chowasz do kieszonki na języku i nie ma możliwości, że but ci się rozwiąże.
MadMill - 2016-02-28, 20:17
:
Ja mam asics gt 2000, jestem z nich mega zadowolony. A co do sznurówek, nigdy mi się but nie rozwiązał podczas biegania //mysli
toto - 2016-02-28, 20:36
:
Jak biegniesz przez chaszcze to gałęzie czasami łapią cię za dziwne miejsca. I często są to sznurówki. I nie, chowanie sznurówek do środka buta nie jest rozwiązaniem, bo w końcu i tak wypadają na zewnątrz albo są schowane tak skutecznie, że zaczynają uwierać stopę.
MadMill - 2016-02-28, 20:41
:
Aż przez takie chaszcze nie biegam, po lesie owszem, ale po ścieżkach, prędzej uczęszczanych niż takich gdzie można o coś zahaczyć. W sumie bieganie po lesie jest najprzyjemniejsze, i jeszcze najlepiej z samego rana kiedy jeszcze ludzi z psami nie chodzą, a dziki śpią.
toto - 2016-03-28, 18:12
:
Wiosna panie i panowie, wiosna. Pierwszy raz w tym roku biegałem w krótkich gaciach i było bardzo przyjemnie.
Tixon - 2016-03-28, 18:22
:
A mi kondycja wysiadła i nie ma ochoty do powrotu :roll:
toto - 2016-03-28, 18:28
:
Nie zniechęcaj się, małymi krokami można dużo zrobić. Oczywiście, po miesiącu nie będziesz biegał dychy (chyba że brakiem kondycji nazywasz 10 km w czasie powyżej 50 minut, ale wtedy to nie tutaj z żalami), ale też nie każdy ma taki cel. Niektórym wystarczy 30 minut spokojnego biegu dwa, trzy razy w tygodniu. Można też chodzić na spacery zamiast biegania lub wsiadać na rower.
Tixon - 2016-03-28, 19:11
:
Hej, całą zimę jeździłem do roboty rowerem, a przebieżka już kilometra mnie prawie zabija :-/
toto - 2016-03-28, 19:41
:
No to biegniesz minutę, minutę lub dwie spacerujesz*. I tak trzy, pięć razy**. Po jakimś czasie wydłużysz czas biegu, skrócisz czas marszu i w końcu będziesz tylko biegł. Może i nie jest to na początku efektowne, ale przynosi efekty. Drugi cel - pół godziny ciągłego biegu, truchtu. Tylko nie nastawiaj się, że osiągniesz to po dwóch tygodniach. Znaczy - pewnie dałbyś radę to zrobić, ale zaraz potem szybko przestałbyś biegać. Później to już zależy od tego ile masz czasu, co chcesz osiągnąć (rekreacyjne bieganie bez zobowiązań czy starty w zawodach) i na co pozwala ci zdrowie. No i najważniejsze. Nie zaczynaj od biegania codziennie, musisz mieć odpoczynek. I nie rób życiówek za każdym razem jak biegasz, bo tylko zrobisz sobie krzywdę.

* proporcje czasów mogę się różnić, wszystko zależy od tego jak długo jesteś w stanie biec i ile odpoczynku potrzebujesz
** tu też zależy od tego ile czasu dasz radę biec, ale nie ma sensu na początku się zarzynać, jak na początku będą to tylko dwa odcinki biegu też nie będzie tragedii, ważne żebyś nie zrobił sobie krzywdy
toto - 2016-04-03, 19:11
:
Drugi miesiąc z garminem.
153 km, ale okres okołoświąteczny miałem praktycznie postojowy, więc jest dobrze.
Czasami się nie chce, ale jak w taki dzień wyjdę biegać, to po powrocie jest największe zadowolenie. Ciemno, zimno i mokro? Da się.
Brakuje mi bezprzewodowego przesyłania danych z zegarka do komputera. Na razie jest to największy mankament.
toto - 2016-05-14, 18:47
:
I ja spróbowałem japońskiej technologii, ale zamiast Asicsów wybrałem (przy pomocy bardzo miłego pana w sklepie) Mizuno Wave Inspire. Są lżejsze od Salomonów i na dobrą pogodę jak znalazł. Choć na nieasfaltowych podbiegach i zbiegach czuć, że brakuje im przyczepności, to ogólnie dają radę. Na pewno nie nadają się do trudniejszych warunków - błoto, sypki piasek lub dowolna śliska nawierzchnia - mokre liście, śliskie korzenie wystające z gruntu. Coś za coś. I polubiłem bieganie w umiarkowanym deszczu.
toto - 2016-06-05, 11:23
:
Ludu biegający zaginionej biblioteki, co z wami? :(
Romulus - 2016-06-05, 16:13
:
W maju się opuściłem, przez cały miesiąc przebiegłem tylko 67 kilometrów. Ależ mi nie szło... Nie wiem, dlaczego. W czerwcu muszę wyrównać do standardowej (dla siebie) setki na miesiąc. Bo spłonę w piekle. :-P
MORT - 2016-06-07, 13:50
:
Biegam, ale niewiele ostatnio, z różnych względów. Jakieś 18 km tygodniowo zamierzam utrzymać w najbliższym okresie. Potem, może do 30 (3x10) zwiększę. Zobaczymy.
toto - 2016-06-07, 19:12
:
U mnie z tygodniowym kilometrażem jest różnie - od 10 do 40 km, czasami trochę więcej. Ostatnio staram się biegać w od poniedziałku do piątku 2 lub 3 razy po 10 km i dorzucić do tego coś w niedzielę. Czasami cały tydzień mi wypada i zostaje tylko niedziela. Niby mógłbym brać buty do biegania i na delegacje, ale jakoś się nie przemogłem jeszcze.
Shadowmage - 2016-06-07, 19:21
:
Ja sobie cały czas biegam. Głównie po mieście, czasem w jakiś zawodach na 10 km, zadebiutowałem w półmaratonie. W tygodniu różnie, zwykle 2-3 razy po jakieś 7-8 km.
bio - 2016-06-08, 21:00
:
A ja nie mogę biegać, bo mam rozpieprzone kolano i ścięgna od dziesięciu lat. Bo skoczyłem przez rów z wodą z plecakiem pełnym browarów i noga wygięła mi się w druga stronę. Czy truchtanie też zaliczyć można do biegania? Bo to pewnie bym mógł.
toto - 2016-06-24, 19:25
:
Od kilku dni biegam i się topię. Czasami coś pobolewa (napięte mięśnie), czasami mam wątpliwości czy warto wychodzić (kiedy pogoda jest taka jak dziś lub leje deszcz), ale chyba już na tyle weszło mi w nawyk, że nie odpuszczam. No i kupiłem sobie pas do biegania (wiem, gadżet, biegactwo i co tam jeszcze Semki i Terliki wymyślą), bo już zaczęła mnie boleć ręka od biegania z bidonem. Niby dam radę przebiec tę dychę i bez picia, ale po co się męczyć? No i dzisiaj przekroczyłem 700 km w tym roku. Niestety czas na 10 km to wciąż powyżej 45 minut. :(
Fidel-F2 - 2016-06-24, 20:12
:
Biegaj szybciej.
toto - 2016-06-24, 20:49
:
Tak, wiem. Zmień pracę, weź kredyt, bądź mądrzejszy i ładniejszy. A coś z sensem?
Fidel-F2 - 2016-06-25, 06:31
:
Jaki problem taka odpowiedź
toto - 2016-06-25, 18:53
:
Jaki Fidel taka recepta.
MadMill - 2016-06-26, 18:28
:
A o której biegasz?
toto - 2016-06-26, 19:49
:
W tygodniu startuję o 19, plus minus pół godziny. Wszystko zależy o której wrócę z pracy. W niedziele staram się rano, ale nigdy nie udało mi się wyruszyć wcześniej niż o 9:30. Najczęściej ok. 10. Wolałbym też wieczorem, ale chcę mieć więcej czasu na odpoczynek przed poniedziałkiem, więc zostaje rano. Moim problemem jest to, że w niedziele nie jestem w stanie wstać przed 7, śniadanie udaje mi się zjeść ok. 8 i stąd się bierze pora biegu. Dziwne, bo w dni powszednie wstaję o 5.30 bez budzika. O ile miesiąc temu ta pora była super, to teraz jest już zwyczajnie za gorąco. Dzisiaj po 6 km dałem sobie spokój, skończyła mi się woda do polewania głowy i po prostu przeszedłem w marsz. Po ok. 3 km jeszcze raz ruszyłem do biegu i ostatni kilometr wypadł w fajnym, jak na moją obecną "formę", tempie - 4.15 - i jakbym tego kilometra nie poczuł. Ale że byłem już blisko domu, postanowiłem skończyć na dzisiaj. Co okazało się roztropne, bo przez kolejne godziny walczyłem z przegrzaniem na różne sposoby i raczej zbierałem baty.
MadMill - 2016-06-27, 17:57
:
Biegam o wiele wolniej, bo grubo powyżej 5:00, ale jak już biegam w tygodniu to wstaję przed 5-tą i staram się być ok. 6 pod domem. Czasami jest już ciężko, bo nawet rano jest upał i brak jakiegokolwiek wiatru, ale na pewno jest to lepsze niż bieganie wieczorem.
Romulus - 2016-06-27, 18:01
:
Również wolę bieganie rankiem. A że upały zelżały to wracam do biegania wczesnym popołudniem. Robię sobie spokojną dziesiątkę. Zaliczyłem kilka "twardych" biegów, kiedy próbowałem cwaniakować i się (znowu) nauczyłem, że wstrzemięźliwość i umiarkowanie to cnoty. :)
toto - 2016-07-15, 19:17
:
Dzisiaj zaczęła się nowa era w moim bieganiu. Koniec z bieganiem jak chcę, rozpocząłem pierwszy w życiu plan treningowy. Nie pod konkretny start, ale na poprawę wydolności. Cel? Odległy - wiosną (kwiecień lub maj) i mało konkretny (nie wiem jakie biegi w tym czasie będą, wybiorę coś w miarę blisko, żeby debiut nie był uciążliwy logistycznie) start na 10 km poniżej 40 minut. Nie wykluczam jakiegoś startu na jesieni, może byłby to dobry punkt odniesienia dla wiosennego celu. Jeśli się uda, na jesieni przyszłego roku będzie półmaraton.
Tixon - 2016-07-15, 20:40
:
Piszczele mnie bolą :(
toto - 2016-07-15, 21:23
:
Zajrzyj tutaj:
http://bieganie.pl/index....5&show=1&id=939
I tutaj:
http://polskabiega.sport....m_biegacza.html
Tixon - 2016-07-15, 23:05
:
Już je obadałem. tylko nie wiem, czym to może być spowodowane. Butów dobrych do biegania nie mam, to fakt. Biegam za mało, abym się przeforsował.
A biegam tutaj:
Więc nawierzchnia też chyba nie jest zła.
toto - 2016-07-16, 06:36
:
Cytat:
Sednem sprawy jest mechanizm powstawania patologii. W shin splint najprawdopodobniej jest to dysbalans mięśniowy, o którym mowa w artykule, i wynikające z tego nierównomierne obciążenie kości piszczelowej, głównie przy zbieganiu (miesień piszczelowy przedni właśnie wtedy mocno pracuje). Wczesnym objawem jest zapalenie okostnej - bogato unaczynionej i unerwionej powłoki kości za pośrednictwem której niektóre ścięgna przyczepiają się do kości - stąd obrzęk i piekielny ból

Jeśli ból nie przechodzi pomimo ćwiczeń, zostaje lekarz lub fizjoterapeuta. Ale powinni mieć styczność z ludźmi biegającymi, żebyś nie usłyszał "to przestań biegać i przejdzie".
Więcej tobie nie poradzę, nie jestem lekarzem. Zawsze też możesz zajrzeć do działu kontuzje na forum bieganie.pl - http://bieganie.pl/forum/viewforum.php?f=2
A tu jest fajny temat zbiorczy - http://bieganie.pl/forum/...php?f=2&t=11109

Co do nawierzchni - robię rozgrzewkę na trawie, biegnę głównie po leśnych żwirówkach i czuć różnicę przy stawianiu kroku. Niektóre leśne drogi też są przyjaźniejsze od innych (po prostu wyjeżdżony ślad przez maszyny leśne jako droga) i jest to coś pomiędzy trawą a żwirówką. Przy asfalcie jest kolejny stopień twardości. Jednak amortyzacja się przydaje. Sporo osób poleca decathlonowe Kalenji jako fajne buty na początek - w relacji jakość/cena są podobno nie do pobicia. A wyższe modele nawet dla bardziej zaawansowanych amatorów też są podobno ok.
Shadowmage - 2016-07-16, 10:45
:
Ja biegam w kalenji - powiedzmy 2-3 od dołu cenowego. Generalnie but spoko na miasto, ale przy dłuższych dystansach (pow. 10km) już trochę nie wystarcza. Średnio nadaje się na teren z luźnym gruntem lub pagórki, bo jednak niespecjalnie trzyma stopę.

A co do planów treningowych, to robię sobie takie z micoacha. Jak na razie przygotowywały mnie na założone czasy, choć przyznaję bez bicia, że jakiś wielkich wyzwań sobie nie stawiam.
Romulus - 2016-07-16, 11:13
:
Obiecuję sobie jakiś plan treningowy, ale brakuje mi motywacji. I celu. Chyba że sobie założę, że mam schudnąć. :) Jednak przyzwyczaiłem się do moich 10 km i na razie pewnie tak zostanie. Do przyszłego roku. W tym planuję biegać także jesienią i zimą, zamiast popylać po bieżni na siłowni. Ciekawe, czy wystarczy mi samodyscypliny.

Zasuwam, niestety, po asfalcie lub po chodnikach. Co czasami daje piszczelom w kość. :) Nawet po zmianie butów na Asicsy zdarza się czasami poczuć ten ból.
toto - 2016-07-16, 12:07
:
Jak to mówią mądrzejsi biegacze - chudnie się w kuchni. Bieganie może trochę wspomóc, ale najczęściej trzeba po prostu zmienić nawyki żywieniowe i chcąc tracić kilogramy trzeba dostarczać mniej energii niż się zużywa. I po prostu zdrowiej jeść. Owszem, jak polecisz na 1,5 godziny w 30 stopniowym upale to zaraz po biegu będziesz lżejszy o jakieś 2-3 kg, ale to jest chudnięcie pozorne, bo organizm jest wtedy mocno odwodniony. Uzupełnisz płyny i coś zjesz i spadek masy jest dużo mniejszy. Może ważniejsze jest to, że skoro już wkładasz tyle wysiłku w bieganie, to wtedy jest też dodatkowy argument za tym, żeby te nawyki żywieniowe zmienić. A jak masz konkretny cel - zawody w konkretnym terminie - to też inaczej podchodzisz do spraw okołobiegowych, starasz się poprawić to, co jest w twoim zasięgu i kuchnia - przy założeniu, że nie palisz i nie wlewasz w siebie codziennie 5 piw - jest chyba najbardziej oczywistym wyborem, i chyba najprostszym do poprawienia.
Shadowmage - 2016-07-16, 12:33
:
W zasadzie się nie zgodzę, bo bieganie, bez żadnych dodatkowych zmian w trybie życia czy diecie, sprawiło, że zrzuciłem ok 10 kg i od niemal roku utrzymuje mnie w optymalnej wadze :P
Fidel-F2 - 2016-07-16, 15:15
:
I regularność posiłków.
Romulus - 2016-07-16, 15:31
:
Mnie też się udało trochę zrzucić. Ale teraz waga mi się zatrzymała i nie tyję. Koszule zapinają mi się pod szyją więc straciłem motywację, aby zrzucić więcej. Jednak stopniowo zmieniam dietę więc może uda mi się zrzucić jeszcze kilka kilogramów. Nadwagę, według BMI, mam niedużą, ale przydałoby się jej pozbyć w ogóle. Nie lubię rewolucji więc idzie to powoli.
toto - 2016-07-17, 12:35
:
Aha, jeszcze odnośnie bóli mięśni po bieganiu. Fajnym wynalazkiem jest wałek, ale rolowanie mięśni potrafi być bolesne. Jednak po czuć różnicę. Do dostania w decathlonie - http://www.decathlon.pl/w...id_8359044.html
W hipermarketach widziałem nawet tańsze. Można też zrobić samemu - kawałek rury kanalizacyjnej (chyba średnica 50 mm) i okleić to karimatą.
A tu jest całkiem fajny tekst o rolowaniu z przykładami ćwiczeń: http://www.magazynbiegani...e-miesni-robic/

U mnie też waga poszła w dół przy regularnym bieganiu częściej niż raz w tygodniu, ale jednak zmieniłem też trochę nawyki żywieniowe. Może nie na idealne, ale jednak kilka rzeczy poprawiłem. Kiedy wróciłem do nawyków sprzed biegania (posiłek niewiele przed snem, pizza i chipsy zapijane piwem, na obiad dość często burger popijany colą), waga stanęła w miejscu. Nie przybiera, ale i nie ubywa.
Trojan - 2016-07-19, 21:42
:
hmm, kiedyś przez jakiś czas (tak 2 - 3 lata) sporo biegałem i takie mam spostrzeżenia:

1) jest to krwsko nudne
2) zawodnikom wagi cięższej mocno daje to po kolanach (po jakimś czasie)
3) mimo wszystko - trochę mało efektywne ( w sumie pod każdym względem ), zwłaszcza gdy org. się już "przyzwyczai"
4) bardzo czasochłonne --> dodatkowo w korelacji z pkt.3

potem przerzuciłem się na bieganie po schodach - problemy pkt 1-4 znikają ;)
bio - 2016-07-19, 23:31
:
Zawzmiankowałem chyba, że nie biegam, bo nie da rady. Ale mam pytanie natury ogólnej. Czy ktoś z kolegów biegających już dobiegł tam gdzie chciał dobiec?
Trojan - 2016-07-19, 23:43
:
ja
Tixon - 2016-07-20, 00:52
:
bio napisał/a:
Zawzmiankowałem chyba, że nie biegam, bo nie da rady. Ale mam pytanie natury ogólnej. Czy ktoś z kolegów biegających już dobiegł tam gdzie chciał dobiec?

Widzę, że kolega ma wiele wspólnego z Fidelem, na przykład przymus wypowiedzenia się wszędzie tam gdzie inni, byle zaznaczyć swoją obecność.
To się leczy, czy można nauczyć się z tym żyć?
toto - 2016-07-20, 20:33
:
Trojan napisał/a:
1) jest to krwsko nudne
Nie narzekam, słucham książek. Albo myślę o życiu, wszechświecie i całej reszcie.
Trojan napisał/a:
2) zawodnikom wagi cięższej mocno daje to po kolanach (po jakimś czasie)
Zawodnikom wagi ciężkiej to już i chodzenie po schodach daje w kość.
Trojan napisał/a:
3) mimo wszystko - trochę mało efektywne ( w sumie pod każdym względem ), zwłaszcza gdy org. się już "przyzwyczai"
Ale w jakim sensie efektywne? Że przestajesz chudnąć? No jak dostarczasz tyle kalorii, co spalasz, to trudno schudnąć...
Trojan napisał/a:
4) bardzo czasochłonne --> dodatkowo w korelacji z pkt.3
Każde hobby zajmuje dużo czasu.
Trojan napisał/a:
potem przerzuciłem się na bieganie po schodach - problemy pkt 1-4 znikają ;)
Dla mnie jeszcze gorsze niż bieżnia na stadionie - ciągle widzisz właściwie to samo. Plus bieganie w pomieszczeniu to masakra. Wolę las.
Trojan - 2016-07-20, 22:52
:
toto napisał/a:
Trojan napisał/a:
1) jest to krwsko nudne
Nie narzekam, słucham książek. Albo myślę o życiu, wszechświecie i całej reszcie.
Trojan napisał/a:
2) zawodnikom wagi cięższej mocno daje to po kolanach (po jakimś czasie)
Zawodnikom wagi ciężkiej to już i chodzenie po schodach daje w kość.
Trojan napisał/a:
3) mimo wszystko - trochę mało efektywne ( w sumie pod każdym względem ), zwłaszcza gdy org. się już "przyzwyczai"
Ale w jakim sensie efektywne? Że przestajesz chudnąć? No jak dostarczasz tyle kalorii, co spalasz, to trudno schudnąć...
Trojan napisał/a:
4) bardzo czasochłonne --> dodatkowo w korelacji z pkt.3
Każde hobby zajmuje dużo czasu.
Trojan napisał/a:
potem przerzuciłem się na bieganie po schodach - problemy pkt 1-4 znikają ;)
Dla mnie jeszcze gorsze niż bieżnia na stadionie - ciągle widzisz właściwie to samo. Plus bieganie w pomieszczeniu to masakra. Wolę las.


ad.1.1 - widać zależy jak leży. ja w czasie biegania próbowałem się skupiać na czymś innym. nie wychodziło.

ad.2.2 nawet bez porównania. do tego mieszasz wchodzenie ze schodzeniem.

ad.3.3 poczytaj sobie o spalaniu

ad.4.4 tyż prawda, dla jednego to hobby dla drugiego środek. co do hobby, masz całkowitą rację - co kto lubi.

ad.5.5 zgadzam się z tym że bieżnia to masakra. natomiast schody to zupełnie inna bajka.
Romulus - 2016-07-21, 06:20
:
Biegam bo lubię. Niektórzy po robocie strzelają sobie browarka, inni nie robią nic. Ja zakładam strój i ruszam w trasę, ze słuchawkami na uszach. Aby się odstresować. I utrzymać formę ciała. Nie ma w tym żadnej filozofii.
Fidel-F2 - 2016-07-21, 08:12
:
Formę ciała? Lubisz zwyrodnienia stawów?
Romulus - 2016-07-21, 13:42
:
Ile musiałbym biegać, aby ich dostać?
Fidel-F2 - 2016-07-21, 14:09
:
Ile chcesz
MadMill - 2016-07-21, 16:42
:
toto nie biegaj tyle bo będzie gruby jak Marlon Brando, a Romek nie biegaj tyle, bo trafisz do stawu.

A co do chudnięcia to jest jeszcze sprawa czy ktoś ma nieprawidłową wagę czy po prostu waga jest w nieprawidłowych miejscach //mysli
toto - 2016-08-05, 18:19
:
Się zbroję, że tak powiem. Dla urozmaicenia kupiłem buty treningowo-startowe Saucony Kinvara 7. Marzyłem o tym kolorze: https://images.internetstores.de/products//465397/02/41e0a4/saucony_Kinvara_7_Running_Shoe_Men_red_citron[570x304].jpg

Skończyło się na kolorze zielonym: https://images.internetstores.de/products//465396/02/896e78/saucony_Kinvara_7_Running_Shoe_Men_slime_black[570x304].jpg

Pierwszy na żywo wygląda świetnie, zdecydowanie lepiej niż na zdjęciach, ale zabrakło mojego rozmiaru. Ale że w butach liczy się przede wszystkim jak leżą, padło na opcję dostępną od ręki. Jak będziecie w Białymstoku, zajrzyjcie koniecznie: http://pedziwiatr-pcb.pl/

e:
Już po pierwszym teście. Fajne buty. Mały drop (tylko 4 mm), mniej stabilizacji, wciąż dość mocno amortyzowane, ale zachęcają do lądowania na śródstopiu i do próby szybszego biegu.
Shadowmage - 2016-08-08, 10:45
:
W weekend pomagałem znajomym w organizowaniu biegu górskiego ultra Chudy Wawrzyniec. Wkręciłem się... jak mi nie przejdzie w ciągu kilku dni, to chyba ostro biorę się za trenowanie, co by za rok przynajmniej na 50km wystartować.
Tixon - 2016-08-08, 14:55
:
Wariat --_-
toto - 2016-08-12, 19:41
:
Udało się! Dzisiaj zrobiłem 10 km poniżej 45 minut. Wg garmina wyszło 44:48. A czułem, że gdyby była konieczność, to jeszcze spokojnie dało się pobiec szybciej. W końcu to nie były zawody. W ogóle to wyszedłem z założeniem, że pobiegnę spokojniej, w granicach 4:55min/km. Jednak nogi niosły i po 3 km zdecydowałem, że próbuję przyspieszyć i zobaczę jak zniosę tempo. Ostatnie 3 km to już było liczenie, czy uda mi się złamać 45 minut. 4:19, 4:15, 4:17. Gdy zostało 500 m już wiedziałem, że spokojnie mam zapas kilku sekund, postanowiłem nie podkręcać tempa i po prostu dobiec ostatni kawałek w jeszcze dość znośnym tempie. Na koniec spokojny powrót do domu. I to wszystko w moich "powolnych" Mizuno.

Shadow - szacuneczek. Ja na chwilę obecną zaczynam myśleć, że 10 km to dystans dla mnie idealny. Pewnie polecę i półmaraton w końcu w jakichś zawodach (najpierw zawody na dyszkę, ale na poważnie wzięte dopiero na wiosnę), ale maraton to dla mnie w tej chwili trochę odległa pieśń. Mordować się 3,5 - 4h nie mam zamiaru, a na czas poniżej 3 h na razie nie mam co liczyć. A już ultra w górach to nie mój poziom. I nie wiem czy kiedykolwiek będzie w moim zasięgu. Bo samo uczestnictwo na zasadzie "ścigania" się z limitem czasu mnie zupełnie nie kręci. No i do takich biegów to musiałbym dołożyć z 50 km tygodniowo. Wydaje mi się trudno wykonalne czasowo.
Tixon - 2016-08-12, 20:45
:
2,4 km w 25 minut --_-
toto - 2016-08-13, 07:08
:
Cierpliwości. Najważniejsza jest systematyczność. A jeśli czujesz, że bieganie to nie jest sport dla ciebie, poszukaj czegoś innego. Rower, basen? Ja teraz wychodzę nawet jak leje* deszcz. Czapka na głowę, jak jest chłodniej to jeszcze jakaś cienka bluza i lecę, byle nie kapało w oczy. Deszcz nie przeszkadza, bo teraz po każdym bieganiu i tak wracam cały mokry. Rezygnuję właściwie tylko wtedy, gdy coś boli* i czuję, że powinienem dać odpocząć ciału. I w delegacji.
Shadowmage - 2016-08-13, 10:33
:
toto napisał/a:
Shadow - szacuneczek. Ja na chwilę obecną zaczynam myśleć, że 10 km to dystans dla mnie idealny. Pewnie polecę i półmaraton w końcu w jakichś zawodach (najpierw zawody na dyszkę, ale na poważnie wzięte dopiero na wiosnę), ale maraton to dla mnie w tej chwili trochę odległa pieśń. Mordować się 3,5 - 4h nie mam zamiaru, a na czas poniżej 3 h na razie nie mam co liczyć. A już ultra w górach to nie mój poziom. I nie wiem czy kiedykolwiek będzie w moim zasięgu. Bo samo uczestnictwo na zasadzie "ścigania" się z limitem czasu mnie zupełnie nie kręci. No i do takich biegów to musiałbym dołożyć z 50 km tygodniowo. Wydaje mi się trudno wykonalne czasowo.


Szacuneczek to będzie, jak przebiegnę. Teraz pewnie jestem gorzej przygotowany od ciebie. Niemniej ja mam trochę inne podejście do biegania - raczej stawianie sobie wyzwań do pobicia, samo w sobie aż tak mnie nie kręci. A patrząc na tych ludzi, którzy po kilkunastu godzinach dotarli cali w błocie do mety po raz pierwszy zobaczyłem w bieganiu coś, co mnie zafascynowało i mogłoby mi się szczerze spodobać.
Tixon - 2016-08-13, 11:08
:
Wariat --_-
toto - 2016-08-13, 12:11
:
Radość z biegu mam na co dzień. I też zdarza mi się wrócić ubłoconym, i też się wtedy cieszę. Ale jak już mam wystartować w wyścigu, niech to będzie bieg trochę szybszy niż rekreacyjny. Wiem, że nie będę walczył o zwycięstwo, ale też nie interesuje mnie walka z limitami czasu. Żeby tylko zaliczyć jakąś trasę nie potrzebuję do tego zawodów, o ile nie mówimy o biegu ulicznym w mieście.
Shadowmage - 2016-08-14, 14:57
:
Masz łatwiej, że plener do biegania masz koło domu. U mnie to jednak większa wyprawa, więc może dlatego bardziej mnie właśnie kręci myśl o bieganiu po lesie/górach niż mieście.
Te limity wcale tak ostre nie są, więc generalnie raczej chodzi o rywalizację z widzianym przed sobą biegaczem. Mnie taka walka bardziej przekonuje niż wyrabianie jakiegoś czasu (choć to też satysfakcjonujące jak się pobija jakąś granicę lub własny rekord).
toto - 2016-08-14, 16:47
:
Możliwe. Mój "dostawca" butów ciągle mnie pyta czy nie chcę wystartować w jakimś biegu. I właściwie za każdym razem jak go widzę podrzuca mi kolejne terminy różnych biegów w regionie. W sumie to chyba pod jego wpływem wyznaczyłem sobie ten cel czasowy i to, że będę startował w jakimś wyścigu. Bo mi samemu wystarcza po prostu bieganie (no dobra, staram się poprawiać tempo). Owszem, kiedyś pomyślałem o ultra, ale ostatnie pół roku pokazało mi, że mój poziom na to nie pozwala, więc odkładam to na półkę "może kiedyś, pewnie nigdy". Na razie, już na zapas, boję się zimy. Jeśli chcę mieć dobrą wiosnę, to zima musi być dobrze wybiegana, także w temperaturach mocno ujemnych.
Shadowmage - 2016-08-15, 10:34
:
A ja zimy oczekuję, bo wolę biegać przy -20 niż +20 :)
ASX76 - 2016-08-15, 10:38
:
Shadowmage napisał/a:
A ja zimy oczekuję, bo wolę biegać przy -20 niż +20 :)


:lol:

Czy to wystarczy za komentarz? ;)
Trojan - 2016-08-15, 11:06
:
kurcze, 43,04 na 400m a tu nic ?
toto - 2016-08-15, 11:18
:
Shadowmage napisał/a:
A ja zimy oczekuję, bo wolę biegać przy -20 niż +20 :)
Trzymam za słowo.
Trojan napisał/a:
kurcze, 43,04 na 400m a tu nic ?
Czekaliśmy na Ciebie! No i 10 km rządzi.
Shadowmage - 2016-08-15, 17:22
:
Dwa poprzednie sezony to potwierdziły - lato do dla mnie dość martwy okres, a zimą buduję formę. Pewnie, tak naprawdę dni z -20 było pewnie kilka, ale póki nie wiało, biegało mi się super.
Romulus - 2016-08-15, 17:27
:
Mnie też pogoda w lecie rozwala. Forma mi spadła, fakt, że przyczyniły się do tego także wyjazdy. Ale mamy połowę sierpnia, a ja jeszcze nie byłem na trasie. W lipcu przez upały też poszło kiepsko. Na szczęście, w tym roku planuję biegać na okrągło. Oby zima nie była sroga.
toto - 2016-08-15, 18:04
:
W moim przypadku optymalny zakres temperatur to 10 - 20 stopni. Najchętniej do 15. Powyżej 25 robi się ciężko. Powyżej 30 jest rzeźnia i idzie dużo wody, w tym do polewania. W drugą stronę przetestowałem tylko do temperatur minimalnie ujemnych. Mądre ubranie się i nie ma problemu z marznięciem/przegrzaniem. Jednak dochodzi do tego ciemność i lód (można nieźle fiknąć)/śnieg - lasu nie oświetlają i nie odśnieżają, a wciągu dnia mogę biegać tylko w niedziele. No nic, trzeba pomyśleć o nowej czołówce. Za niewiele ponad miesiąc będzie potrzebna.
bio - 2016-08-15, 19:54
:
A ja jak wzmiankowałem biegać nie mogę. Ale Moje Kochanie zamieszkała u mnie ostatnio i zmusiła do marszów. Może niewiele. Ale 6, czy 8 kilometrów szybkim marszem okazały się fajnym sprawdzianem. Nie mam chromania przestankowego. No nie. Nie mam zadyszek ino sporo potu wyciskam. Tak było zawsze. Kilka dni bolały mnie mięśnie ud . Ale przeszło. Kochanie narzeka, że się na nią nie oglądam. To chyba dobrze. Młodsza jest, a nie daje rady CPZ owi. Ale wyjechała i sam chodził nie będę. Ktoś chętny? Wikt i kojo zapewniam. Może Fidelek?
Fidel-F2 - 2016-08-15, 20:46
:
Fidelek zapierdala, nie ma czasu na spacery. A gdzie ten wikt i kojo? Jeśli gdzieś w okolicach Lozanny to może jednak bym się skusił.
Shadowmage - 2016-08-15, 22:32
:
toto napisał/a:
W moim przypadku optymalny zakres temperatur to 10 - 20 stopni. Najchętniej do 15. Powyżej 25 robi się ciężko. Powyżej 30 jest rzeźnia i idzie dużo wody, w tym do polewania. W drugą stronę przetestowałem tylko do temperatur minimalnie ujemnych. Mądre ubranie się i nie ma problemu z marznięciem/przegrzaniem. Jednak dochodzi do tego ciemność i lód (można nieźle fiknąć)/śnieg - lasu nie oświetlają i nie odśnieżają, a wciągu dnia mogę biegać tylko w niedziele. No nic, trzeba pomyśleć o nowej czołówce. Za niewiele ponad miesiąc będzie potrzebna.
To kolejna różnica biegania po mieście i po lesie (choć akurat te mrozy zaliczałem w warmińskich lasach) - światło jest, śniegu i lodu niewiele, albo wcale. Ubranie - mnie wystarczają dowolne spodnie za kolano, koszulka oddychająca z długim rękawem, cienka bluza, buff na głowę i jakieś rękawiczki.
Generalnie ja mam największe problemy z przegrzewaniem, więc im chłodniej, tym mogę dłużej/mocniej. Odwadnianie się oczywiście też jest poważnym problemem latem. W tym roku robiłem kilka intensywnych biegów w różnych temperaturach i porównanie było jednoznaczne: jeśli temperatura jest powyżej 20 stopni (szczególnie ze słońcem), to dramatycznie spadają mi osiągi.
bio - 2016-08-16, 14:16
:
Córkę mam Zuzannę. Wara od niej. Lozanny nie znam. Fajna jakaś?
Trojan - 2016-08-16, 19:26
:
Zuzanna w Turcji, Lozanna w Szwajcarii, Lowenna w Sandomierzu.
toto - 2016-08-22, 19:48
:
Co do problemów z bieganiem w cieple - wczoraj zacząłem ok. 12, 8 km i spuchłem, doturlałem się jeszcze 3 km do domu w tempie raczej spacerowym i koniec. Dzisiaj start ok. 18, przyjemnie ciepło (lekko poniżej 20 stopni), momentami lekki deszczyk i biegło się bosko. 18 km i właściwie mógłbym biec dalej ale jednak zdrowy rozsądek wygrał i to był koniec. Ostatni akord to wylądowanie tyłkiem w kałuży - ja rozpędzony, zakręt, kałuża, próba obiegnięcia po niestabilnym błocie i bum! I tylko uśmiech nie schodził mi z twarzy. I ani jedno brzydkie słowo mi się nie wyrwało. Nawet konieczność pucowania butów mnie nie wkurzyła.
toto - 2016-08-25, 19:05
:
Melduję: 43:11. Szkoda, że w mojej okolicy nie ma biegów w październiku. :( Zostaje debiut na wiosnę.
Shadowmage - 2016-08-25, 21:46
:
Zazdraszczam. Ja po po Polconowym piwsku i urlopowych swobodach wyszedłem sobie pobiegać i było... umiarkowanie. Aż się zastanawiam, czy sobie nie zafundować za 2 tygodnie półmaratonu na przepalenie.
toto - 2016-08-30, 18:33
:
Ponieważ jutro idę oddać krew i biegać nie będę, to małe podsumowanie sierpnia. Po raz pierwszy przekroczyłem 200 km w miesiącu. Dokładnie było to 204 km. Najszybsze 10 km - 43:02 min. Przy czym to był szybki trening, ale na pewno nie na maksa. Wrzesień to powinna być stabilizacja - podobny kilometraż, może nieznacznie szybsze tempo na treningach, bo będzie chłodniej. Znowu szykują się delegacje, więc utrzymanie kilometrażu może być wyzwaniem, ale liczę, że i tak będzie dobrze. Być może zacznę wprowadzać piąty dzień biegowy, na razie co drugi tydzień. Życie i tak zweryfikuje.
Shadowmage - 2016-08-31, 19:28
:
Gratuluję. Ja zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami biegam dość rzadko, raczej raz w tygodniu. Ale temperatury powoli robią się sympatyczne, więc wrócę do regularnego człapania. Co prawda wróciłem do grania w kosza, a po dwugodzinnym meczu zwykle i tam mam wyrwane następne dwa dni ze sportowego kalendarza.
Tixon - 2016-09-01, 12:37
:
A ja w końcu przebiegłem całą trasę bez marszowych przerw i konsekwencji w nogach :mrgreen:
toto - 2016-09-01, 17:41
:
Shadowmage napisał/a:
Ale temperatury powoli robią się sympatyczne
Właśnie nadchodzi okres moich optymalnych temperatur.

Tixon napisał/a:
A ja w końcu przebiegłem całą trasę bez marszowych przerw i konsekwencji w nogach
Gratuluję. To teraz pora na stopniowe wydłużanie czasu biegu i w rezultacie dystansu. Tylko bez szaleństw - mądrzejsi ludzie mówią, że do 10% tygodniowo, ale też nie tydzień w tydzień. Przy założeniu, że teraz robisz 10 km tygodniowo* to kilka najbliższych tygodni mogłoby wyglądać jakoś tak:
    I tydzień - 10 km
    II tydzień - 11 km
    III tydzień - 10 km
    IV tydzień - 11 km
    V tydzień - 11 km
    VI tydzień - 12 km
    VII tydzień - 12 km
    VIII tydzień - 10 km
    IX tydzień - 12 km
    X tydzień - 13 km
    XI tydzień - 13 km
    XII tydzień - 12 km


*nie chodzi tu o konkretny dystans, ale o zasadę, że zwiększasz tygodniową objętość biegania o 10%, ale czasami wracasz do dystansu nawet sprzed kilku tygodni, żeby nie przesadzić i dać ciału trochę odpocząć
MadMill - 2016-09-01, 21:25
:
Pieprzenie toto... no dobra, ja po prostu po 1,5 m-ca picia, obżerania się i leżenia do góry kałdunem mam taki niedosyt, że chociaż w tym tygodniu zacząłem biegać - jak świnia w połogu ofkorz - to za drugim razem już miałem frajdę. czasami człowiek jest głupi, a głupota objawia się tym, że zaprzestaje biegać.

Dla osób pierwszy raz zaczynających to co napisał powyżej toto jest niezłym pomysłem, bo oni nie znają swoich możliwości.
Romulus - 2016-09-02, 06:44
:
Właśnie wróciłem z porannej przebieżki. Zapomniałem już, że najlepiej biegam o poranku. Chłodek, mgła nad Wisłą i w parku, słoneczko się podnosi. Ech, mam nadzieję, że z globalnego ocieplenia będą jakieś krótkoterminowe pożytki i zima będzie łagodna.
toto - 2016-09-05, 19:57
:
Z wpisów Tixona zrozumiałem, że jest osobą początkującą. I aktywność na rowerze może być zwodnicza - znam osobę, która startuje w serii maratonów kresowych, regularnie jeździ wyścigi po 60-80 km, kończy w czołówce w swojej kategorii wiekowej (30+), jest przystosowany do 2-3 godziny wysiłku przy średnim tętnie powyżej 170 uderzeń na minutę a 7 km leciał powyżej 45 minut. Rower i bieganie to jednak inny wysiłek, pracują inne mięśnie, trzeba się tego nauczyć. Na pewno rower daje bazę wydolności, ale trzeba jeszcze przygotować i nauczyć cały aparat ruchowy do biegania.

U mnie kolejna próba porannego biegania zakończyła się klęską - start w niedzielę ok. 9:20 (hurra! dużo przed 10) i początek był w miarę ok, tempo trochę wolniejsze niż zakładałem. Miało być 18 - 20 km, skończyło się na 7 km bo poczułem ból w kolanie. Trochę rozmasowałem i po ok. 5 km marszu dotruchtałem jeszcze 2 km. Za to dzisiaj wpadło 18 km bez lipy. Start chwilę przed 18. Spotkałem trzy łosie, nowa czołówka do mnie jedzie.
Jachu - 2016-09-05, 22:22
:
Od miesiąca biegam i na razie idzie nieźle: dobijam do 4 km, choć z reguły jest ok. 3,2 km. Średnio biegam co drugi dzień, choć jak pogoda dopisuje, to nawet codziennie przez 3-4 dni. Żona się śmiała, że po tygodniu uaktywni się mój słomiany zapał, ale jak na razie jest ok. Daję radę zdusić w zarodku wspomniany słomiany zapał z budzącym się potworem lenistwa :) Oby tak dalej.
Rashmika - 2016-09-06, 09:20
:
Jachu napisał/a:
Daję radę zdusić w zarodku wspomniany słomiany zapał z budzącym się potworem lenistwa


Podobno 21 dni systematyczności przeradza się w nawyk :> U mnie te 21 dni podziałało.
Jachu - 2016-09-06, 09:44
:
Rashmika napisał/a:
Podobno 21 dni systematyczności przeradza się w nawyk :> U mnie te 21 dni podziałało.
To akurat jest kompletna bzdura, bo kiedyś biegałem 3 miesiące i nawyk się nie pojawił. Byłoby mi łatwiej, gdybym nie musiał się wieczorami uczyć do egzaminów poprawkowych... chociaż... to właśnie dlatego, że muszę się uczyć, uciekam pobiegać //spell
Misiel - 2016-09-06, 10:17
:
Też zacząłem. Idę (biegnę) podobno klasycznym trybem dla początkujących: http://bieganie.pl/?cat=19&id=547&show=1 Przy czym zacząłem od 3 tygodnia, bo aż takim flakiem nie jestem. Niestety, po 20 dniach złapało mnie przeziębienie, od dwóch dni mam gorączkę, a w rezultacie zabrakło mi jednego dnia do pełnych trzech tygodni biegania. Dmucham w chusteczki i głęboko dumam nad tym, czy bieganie weszło mi już w nawyk, czy też nic już z tego nie będzie.
Trojan - 2016-09-06, 10:31
:
Misiel napisał/a:
Też zacząłem. Idę (biegnę) podobno klasycznym trybem dla początkujących: http://bieganie.pl/?cat=19&id=547&show=1 Przy czym zacząłem od 3 tygodnia, bo aż takim flakiem nie jestem. Niestety, po 20 dniach złapało mnie przeziębienie, od dwóch dni mam gorączkę, a w rezultacie zabrakło mi jednego dnia do pełnych trzech tygodni biegania. Dmucham w chusteczki i głęboko dumam nad tym, czy bieganie weszło mi już w nawyk, czy też nic już z tego nie będzie.


:shock:
plan by po 7 tygodniach byc w stanie przebiec 30 minut ?
:shock:

to dla ludzi bez jeden nogi ?
Rashmika - 2016-09-06, 16:02
:
Jachu napisał/a:
to właśnie dlatego, że muszę się uczyć, uciekam pobiegać


To się nazywa prokrastynacja. Po 21 dniach zainfekuje trwale i nici z biegania :>

Jachu napisał/a:
To akurat jest kompletna bzdura, bo kiedyś biegałem 3 miesiące i nawyk się nie pojawił.


U mnie działa. Akurat nie przy bieganiu, ale przy podobnym sporcie. Już 1,5 roku mam ten nawyk. Jesli u Ciebie nie działa, no to masz syndrom JLR.
toto - 2016-09-06, 17:28
:
Trojan napisał/a:
plan by po 7 tygodniach byc w stanie przebiec 30 minut ?
Każdy od czegoś zaczyna. Niektórzy zaczynają biegać w wieku 40 lat, po wielu latach sportowej bezczynności, całych dniach za biurkiem i przed telewizorem. Są i plany ambitniejsze, wystarczy poszukać.
Trojan napisał/a:
to dla ludzi bez jeden nogi ?
Żeby nie zrobili sobie krzywdy.
Romulus - 2016-09-06, 18:24
:
Ja startowałem z ambitnych pułapów, ale psuło mi to przyjemność. Dociągnąłem do 10 kilosów i nawet mi się nie chce poprawiać wyników, ani wydłużać. Biegam, na luzie, jest fajnie, gra muzyczka, słonko świeci albo nie. Czasami mnie przydybie deszcz a wtedy nie jest fajnie, ale bywa dziwnie, kiedy biegniesz przez deszcz (bo co masz robić, cztery kilometry do domu i nie ma gdzie się schować), ludzie dziwnie patrzą a ja mam to w czterech literach. :) Generalnie, relaksacja zupełna. A potem prysznic i czuję się jakbym dostał strzał z czystej energii w żyły. Za Flasha jeszcze nie robię, ale jeśli mam coś do zrobienia po bieganiu, to energii mam tyle, że mi robota w rękach się pali. Serio.
Misiel - 2016-09-06, 20:02
:
Trojan napisał/a:
Misiel napisał/a:
Też zacząłem. Idę (biegnę) podobno klasycznym trybem dla początkujących: http://bieganie.pl/?cat=19&id=547&show=1 Przy czym zacząłem od 3 tygodnia, bo aż takim flakiem nie jestem. Niestety, po 20 dniach złapało mnie przeziębienie, od dwóch dni mam gorączkę, a w rezultacie zabrakło mi jednego dnia do pełnych trzech tygodni biegania. Dmucham w chusteczki i głęboko dumam nad tym, czy bieganie weszło mi już w nawyk, czy też nic już z tego nie będzie.


:shock:
plan by po 7 tygodniach byc w stanie przebiec 30 minut ?
:shock:

to dla ludzi bez jeden nogi ?


Też byłem zdziwiony, ale ten trening usilnie doradzali mi znajomi, którzy są w tej dziedzinie półzawodowcami, więc się nie spieram - no i nie ma przymusu, żeby zaczynać od 1 tygodnia. Generalnie nie chodzi o to, żebym po prostu przebiegł pół godziny bez przerwy (myślę, że po tych 11 jednostkach zapewne dałbym już radę), ale żeby stopniowo wdrożyć się w bieganie i właśnie "wyrobić sobie nawyk".
Shadowmage - 2016-09-06, 20:20
:
Wystartowałem sobie dzisiaj w Monte Kazura - to taki lokalny, krótki bieg górski w Warszawie (mniej więcej 5km, 250 metrów przewyższenia). Nigdy czegoś takiego nie robiłem, więc oczywiście szybko spuchłem (ale ostatni nie przybiegłem). To zupełnie inny rodzaj wysiłku, interwałowy. Interesujące doświadczenie, na pewno będę powtarzał - tym bardziej, że się jeszcze nie wyleczyłem w pełni z myśli o górskich maratonach :)
Trojan - 2016-09-07, 10:51
:
zawsze mnie ciekawiły sporty łączone,
taki biatlon,
a jakby biegacze co np. 10 km stawali na 3 min rundkę w ringu (1 z 2 ,3 z 4 itd)
to byłoby coś :)
MrSpellu - 2016-09-07, 11:54
:
Parkowy maraton. Bieg na 100m, zaczynając od startu co 20m stawia się butelkę jabola. By móc biec dalej, checkpoint trzeba obalić jednym haustem. Wygrywa ten kto dobiegnie do mety lub dotrze jak najdalej.
Plejbek - 2016-09-07, 12:04
:
Spellu, ja w to grałem. Tylko, że w akademiku, nie z jabolem tylko z wódką z okręgu kaliningradzkiego i robiło się okrążenia po segmentach :)
toto - 2016-09-11, 17:28
:
Dorzuciłem piąty bieg w tygodniu - poniedziałek, środa, czwartek, piątek, niedziela. Piątek był bardzo trudny psychicznie, wcześniej dwie słabo przespane noce, trzeci dzień biegowy z rzędu i męczyłem się mocno. Tempo było ok, oddechowo też w porządku, ale nogi ciężkie i temperatura wyraźnie wyższa niż w poprzednich dniach, ale ostatecznie dałem radę. Dzisiaj w planach było 1,5 godziny, skończyło się trochę wcześniej na 18 km - zaczęło robić się za ciepło. Start o 9.10 (po rozgrzewce) - jak widać, jakoś udało mi się przemóc i wystartować wcześniej niż przed tygodniem. Tydzień udało mi się skończyć z 68 km - juhu, jeszcze 30 i będzie objętość pod maraton, ale to dopiero za 2 lata!. Nadchodzący tydzień też będzie ciężki, ale za to kolejny to chyba lekkie odpuszczenie od poniedziałku do środy, a jeszcze kolejny to wyjazd w delegację i pewnie w ogóle bieganie tylko w niedzielę. Chyba że się przełamię i zapakuję w walizkę też ciuszki do biegania.
toto - 2016-09-17, 13:29
:
Złapałem przeziębienie i jestem wkurzony, bo nie mogę biegać. Mam nadzieję, że w środę już będzie dobrze. Ten tydzień kiepsko - trzy wyjścia i w piątek przeziębienie, co skutkuje tylko nieco ponad 30 km. Ale może to i dobrze się złożyło, bo i jakiś ból w łydce się pojawił, chyba zbyt gwałtownie zwiększyłem obciążenia. No nic, cała jesień i zima przede mną, żeby spokojnie dojść do 70-80 km tygodniowo. Ale muszę spokojniej dokładać kilometry, żeby nie skończyć z głupią kontuzją z przeciążenia.
Tixon - 2016-09-17, 13:41
:
toto napisał/a:
dojść do 70-80 km tygodniowo.

10, 12 km dziennie? :shock:
toto - 2016-09-17, 13:50
:
Tyle biegam standardowo 3 razy w tygodniu, staram się dodać jeszcze 4. taki bieg, ale na razie nie co tydzień. Tylko, że w różnych tempach, raz w tygodniu robię to zdecydowanie szybciej niż w inne dni. Raz w tygodniu staram się też zrobić bieg półtoragodzinny, czasami dłużej. Wychodzi od 18 do 25 km. Długość zależy od zmęczenia, nie tylko fizycznego. Jak uda mi się ustabilizować 5 biegów tygodniowo, to postaram się zrobić też drugi dłuższy bieg. No i z czasem i krótsze treningi będą miały więcej kilometrów. Zimy się trochę boję, ale cóż, trzeba walczyć. Trzeba mieć porządną bazę, żeby myśleć o zejściu poniżej 40 minut / 10 km i mieć perspektywę na półmaraton w przyzwoitym, jak na amatora, czasie.
toto - 2016-09-25, 16:15
:
Wyszła jednak dłuższa przerwa niż początkowo zakładałem. Dopiero dzisiaj pierwszy bieg od ponad tygodnia. Rozgrzewka, a po niej czułem moc. I zacząłem za szybko (uczucie świeżości okazało się zwodnicze) i po 5 km musiałem zwolnić, Ostatni kilometr to już schłodzenie w tempie 5:33/km. Ostatecznie wyszło 11 km w średnim tempie 4:45/km. Problemem było też to, że za ciepło się ubrałem, ale jak już się spociłem, to bałem się rozebrać, żeby nie skończyć z przewianym i ostatecznie z kolejnym przeziębieniem. Na razie chyba będzie powolne 3-4 razy na tydzień, w październiku mam nadzieję dojść do 5 biegów w tygodniu. O ile nie dopadnie mnie jakieś choróbsko lub kontuzja. Przyszły tydzień jednak nie wyjazdowy, więc spokojnie będzie czas na bieganie. No nic, może uda się dobić do 180 km w tym miesiącu.
toto - 2016-09-28, 18:12
:
Wykombinowałem własny patent na ochronę głowy w taką pogodę jak obecnie - już chłodno, ale jeszcze nie zimno. Buff na głowie jako opaska (pewnie opaska też by się sprawdziła, ale nie mam) - chroni uszy i potylicę. Na wierzch zwykła czapka do biegania z daszkiem. Pierwsze chroni wrażliwe miejsca przed niespodziewanym wiatrem, drugie - przed deszczem (biegam w okularach i lubię coś widzieć, a przecieranie szkieł co kilka minut nie jest najlepszym pomysłem).

Czołówka wciąż nie wypróbowana w boju. Jakoś podświadomie staram się wyjść pobiegać jak najwcześniej i wciąż jest jeszcze jasno. Ale już niedługo.
Fidel-F2 - 2016-09-28, 19:13
:
Co to buff?
toto - 2016-09-28, 19:21
:
Coś takiego:
http://buff.pl/product-po...HMERE-BLUE.html
Fidel-F2 - 2016-09-28, 19:28
:
Chusta znaczy
MrSpellu - 2016-09-29, 08:30
:
Nie. To jest Buff, a nie jakaś szmata --_- :P
Trojan - 2016-09-29, 10:01
:
czyli bieganie ze ścierą na głowie - najlepiej połączyć to z pożytecznym i ograniczyć obszar biegu do kuchni.
Fidel-F2 - 2016-09-29, 10:55
:
MrSpellu napisał/a:
Nie. To jest Buff, a nie jakaś szmata --_- :P
ręce opadają
toto - 2016-09-29, 15:40
:
Chusta, komin, buff - jeden pies. Ludzie używają tych nazw zamiennie. Ważne, że się sprawdza.
Tixon - 2016-10-03, 11:25
:
Jaki ekwipunek na jesień/zimę, deszcze i chłód?
MadMill - 2016-10-03, 12:13
:
Getry, koszulka termoaktywna i kurtka przeciwdeszczowa. Całość w decathlonie powinna zamknąć się w 100 zł.

+ jakaś czapka, buf/komin kolejne z 30-40 zł

Ja z uwagi na problem z zatokami pod czapkę nakładam jeszcze opaskę.
utrivv - 2016-10-03, 12:59
:
MadMill napisał/a:

Ja z uwagi na problem z zatokami pod czapkę nakładam jeszcze opaskę.

Dobrze że nie buff --_-
Mam pytanie do biegających - czy ta aktywność całkowicie wyklucza się z chorobami kręgosłupa czy to może kwestia odpowiednich butów?
Trojan - 2016-10-03, 13:13
:
wydaje mi się że o takie rzeczy to lepiej ortopedy pytać :)
toto - 2016-10-03, 15:38
:
utrivv napisał/a:
Mam pytanie do biegających - czy ta aktywność całkowicie wyklucza się z chorobami kręgosłupa czy to może kwestia odpowiednich butów?
Tak jak pisze Trojan - ja bym szukał konsultacji z lekarzem. Jeśli wiesz dokładnie co jest problemem, to może jeszcze dobry fizjoterapeuta sportowy, ale i tak wolałbym konsultację z lekarzem najpierw.
Asuryan - 2016-10-04, 01:42
:
Wszystko pewno zależy od tego jakie to są choroby. Niektórymi zajmuje się nie ortopeda, a neurolog (np rwy kulszowe). Jeśli przyczyną jest przepuklina dyskowa, to bieganie całkowicie odpada - pozostaje pływanie.
toto - 2016-10-05, 19:26
:
Odnośnie ubrania - tak jak pisze MadMill - koszulka termoaktywna (raczej długi rękaw) plus wiatrówka jako druga warstwa. Na dole po prostu getry/spodnie do biegania. Do tego rękawice (mi dłonie bardzo szybko się wyziębiają, ale cienkie rękawiczki biegowe wystarczą na długo), czapka/opaska na głowę i coś do ochrony szyi (może być buff, kurtka z wysoką stójką raczej nie, bo jak się rozgrzejesz, to będziesz raczej rozpinał zamek, ale w ostateczności też da radę). Kiedy robi się naprawdę zimno, dokładasz jeszcze jedną warstwę - pod spodnie rajtuzy termoaktywne (albo po prostu grubsze spodnie biegowe z warstwą ocieplenia, ale są mniej uniwersalne). Między koszulkę i kurtkę jakąś cienką oddychającą bluzę. Buty te same co latem o ile nie biegasz w głębokim śniegu, po lodzie. Ogółem zasada jest taka, że w trakcie biegu rozgrzejesz się ciepłem wygenerowanym przez własne ciało. Kiedy jest temperatura na dołożenie kolejne warstwy to sprawa bardzo indywidualna, po prostu musisz nauczyć się własnego ciała.
MadMill - 2016-10-06, 08:05
:
Właśnie, rękawiczki muszą być!

Nie jestem przekonany jeżeli chodzi o dwie warstwy na nogi, sam kiedyś kupiłem ocieplane getry... jeszcze ich nigdy nie użyłem. Je cienkie dają radę, po 1 km już jesteś rozgrzany i jeżeli nie masz przystanków po drodze to nie czujesz, że zimno.
Shadowmage - 2016-10-06, 11:17
:
Gołe łydy przez cały rok! :)
toto - 2016-10-06, 16:22
:
MadMill napisał/a:
Nie jestem przekonany jeżeli chodzi o dwie warstwy na nogi, sam kiedyś kupiłem ocieplane getry... jeszcze ich nigdy nie użyłem. Je cienkie dają radę, po 1 km już jesteś rozgrzany i jeżeli nie masz przystanków po drodze to nie czujesz, że zimno.

toto napisał/a:
Kiedy robi się naprawdę zimno, dokładasz jeszcze jedną warstwę - pod spodnie rajtuzy termoaktywne (albo po prostu grubsze spodnie biegowe z warstwą ocieplenia, ale są mniej uniwersalne)
(...)
Kiedy jest temperatura na dołożenie kolejne warstwy to sprawa bardzo indywidualna, po prostu musisz nauczyć się własnego ciała.

Na początek też bym użył zestawu, o którym napisałeś na początku. Dopiero jak się okaże, że jest za zimno szukałbym kolejnej warstwy. Bo faktycznie może być tak, że nie będzie potrzeby kupowania grubszych spodni lub termoaktywnych getrów pod spodnie. Sprawa bardzo indywidualna - twoja odporność na zimno i czy jesteś gotowy biegać w naprawdę niskich temperaturach (-15 i niżej). I czy w ogóle będziesz miał okazję do biegania w taką pogodę.

e:
Z mojego doświadczenia wiem, że ubieranie w sezonie jesienno-zimowym będzie wyglądało jakoś tak:
- najpierw zakładasz koszulkę z długim rękawem,
- później druga warstwa na górę (cienka bluza lub wiatrówka),
- później zakładasz spodnie (może też będziesz się czuł dziwnie w obcisłych gatkach, jak miałem ja, prawie każdy facet to ma na początku, później doceniasz wygodę),
- trzy warstwy na górze (koszulka termoaktywna, cienka bluza biegowa, wiatrówka), niektórzy używają grubszej kurtki, ale tracisz uniwersalność,
- na samym końcu myślisz nad cieplejszymi gaciami.
MadMill - 2016-10-06, 16:56
:
toto napisał/a:
Sprawa bardzo indywidualna - twoja odporność na zimno i czy jesteś gotowy biegać w naprawdę niskich temperaturach (-15 i niżej). I czy w ogóle będziesz miał okazję do biegania w taką pogodę.

Dla mnie nie ma sensu biegać w taką pogodę, bo nie sprawia to już wcale przyjemności. No chyba, że mamy tylko mróz, a nawierzchnia jest sucha, wtedy można się skusić. Ostatnio raczej nie mieliśmy takiej pogody więc gdybamy.
toto - 2016-10-16, 10:15
:
Pierwszy raz doszedłem do trzeciego stopnia ubioru - koszulka z długim rękawem, na to wiatrówka, długie getry. Do tego rękawiczki, czapka i szal na szyję. I już po kilku minutach miałem wrażenie, że jest trochę za ciepło, ale momentami wiał porywisty wiatr i wtedy się cieszyłem, że to wszystko na siebie włożyłem. Do tej pory biegałem w krótkich gaciach. Jesień uważam za rozpoczętą.
Tixon - 2016-10-16, 12:19
:
Ja mam chwilową przerwę do czasu skompletowania jakiegoś sensownego stroju.
toto - 2016-10-16, 12:27
:
Niedawno sam zmieniałem spodnie (w poprzednich latach biegałem w lidlowych i w sumie dawały radę) i kurtkę (na leciutką i mieszczącą się w kieszeń) i trochę mnie ta operacja zabolała. No nic, byle zapał w tobie nie ostygł.
toto - 2016-10-16, 16:25
:
Stare, ale może komuś się przyda:
http://bieganie.pl/?cat=19&id=433&show=1
Romulus - 2016-10-16, 18:16
:
Mam załamanie formy. Ostatnio wyciągnąłem ledwie 6 kilometrów. Ale już w jesienno-zimowym outficie. Tyle, że bez rękawiczek. Co muszę zmienić, bo wiało nieco i łapki mi zsiniały. Zamiast kurtki mam bluzę do biegania z kapturem i kołnierzem, całkiem sensowna, bo nie za ciężka. Ale rozważyć muszę kurteczkę. Co do spodni, to wrzucam jakieś stare ni to spodnie ni to kalesony z 4F a na to zakładam letnie spodenki. Też działa, póki co. Choć i tu muszę się zastanowić nad usprawnieniami.
toto - 2016-10-16, 19:08
:
Romulus napisał/a:
Mam załamanie formy.
Przemęczenie biegowe lub w pracy? Choroba? Może musisz na jakiś czas zwolnić, przynajmniej biegowo.
Romulus napisał/a:
Zamiast kurtki mam bluzę do biegania z kapturem i kołnierzem
Też dobrze, ale są dwa problemy, które z czasem możesz zauważyć. Na razie się pewnie za mocno grzejesz w tej bluzie (mi czasami też się zdarza biegać w bluzie i wtedy muszę zamek w niej rozpinać na maksa, a nie jest na całej długości). Dwa - te bluzy są fajne na bezwietrzną pogodę, jak wieje wiatr lepsza jest wiatrówka. Niby cieńsza, ale wiatr przez nią słabiej przenika.
Romulus napisał/a:
Co do spodni, to wrzucam jakieś stare ni to spodnie ni to kalesony z 4F a na to zakładam letnie spodenki
Niedawno robiłem to samo - na gatki szły jeszcze lekkie spodenki, bo trochę głupio się czułem mijając ludzi (tak, ja czasami też spotykam ludzi podczas biegania). Teraz mam już na to wywalone. Liczy się moja wygoda. Drugą warstwę założę tylko wtedy, gdy zmusi mnie do tego pogoda.
Shadowmage - 2016-10-16, 19:21
:
Ja przez dwa tygodnie nie biegałem przez chorobę, a potem z marszu wystartowałem na dychę w leśnych warunkach (jak już się zapisałem, to głupio było zrezygnować). Moc w nogach nawet była, ale płuca nie podawały... Ale minuta gorzej od życiówki jest i tak bardzo dobrym wynikiem przy tych okolicznościach.

W sumie, dobrze że w lesie, bo w sobotę tak wiało, że na otwartej przestrzeni nie dało się wytrzymać.
MadMill - 2016-10-17, 07:02
:
Po takiej przerwie 1-2 tygodnie zazwyczaj się dobrze biegnie, organizm wygłodniały biegu :P

Potem tylko się strasznie zipie...

toto napisał/a:
Niedawno robiłem to samo - na gatki szły jeszcze lekkie spodenki, bo trochę głupio się czułem mijając ludzi (tak, ja czasami też spotykam ludzi podczas biegania). Teraz mam już na to wywalone. Liczy się moja wygoda. Drugą warstwę założę tylko wtedy, gdy zmusi mnie do tego pogoda.

Ja tam wychodzą z założenia, że mam zgrabną to co będę zakrywał :mrgreen:
toto - 2016-11-22, 18:21
:
Zimno (powiedzmy, bo poza jednym zimnym tygodniem to temperatura jest właściwie cały czas powyżej zera), ciemno (ale z czołówką i działa!), mokro i w błocie, ale daję radę. :-)
MadMill - 2016-11-23, 12:45
:
Jaką masz czołówkę?
toto - 2016-11-23, 14:57
:
Black Diamond Spot IV. Kompromis między mocą i masą.
Romulus - 2016-11-23, 18:48
:
W deszczu i śniegu biegać nie będę. Zobaczymy, jak wytrzymam na mrozie, boję się, że nie wytrzymam. Ale póki co, korzystam z temperatury i pogody, choć mam czas na bieganie tylko raz w tygodniu.
toto - 2016-11-24, 15:58
:
W lekkim deszczu biega się bardzo przyjemnie. W śniegu w sumie też. Najgorzej jest na lodzie. A w ogóle to nie spodziewam się jakoś dużo więcej śniegu niż było to 2 tygodnie temu:
http://postimg.org/image/wjmj9g1hv/
Tixon - 2016-11-25, 00:04
:
Takie pytanie na marginesie - jak buty do biegania sprawdzają się przy kopaniu piłki?
toto - 2016-11-25, 05:43
:
Szybko będziesz potrzebował dwóch par butów.
toto - 2016-12-12, 18:58
:
Bosz, jak dzisiaj piździło - gdy wyszedłem myślałem, że nos mi odpadnie (-5 i wiaterek). Rozgrzewka (wciąż zimno), pierwszy kilometr szybciej niż zamierzałem (wciąż zimno), drugi to samo (ciepłota już w miarę ok), trzeci poszedł z marszu w podobnym tempie i patrzę na zegarek, a ja lecę średnio <4:30 min/km. To dawaj głupi trzymaj tempo, bo płucka nie rzężą, nogi ciągną, a i przyjemnie ciepło się zrobiło i warto utrzymać ten stan rzeczy. 5 km poszło w czasie 22:14 i zamiast utrzymać to przyjemne tempo podkręciłem. I wyszło 10 km w 43:05 min. Na koniec jeszcze nieco ponad 1 km spokojnego truchtu i wracam do domu. Ostatni raz tak szybko biegłem we wrześniu. Powody tego wariackiego biegu były dwa - zimno i chciałem się dogrzać; zeszły ze mnie wszystkie stresy z pracy i po prostu poleciałem na luzie. Może jednak brak napędzającego mnie często wkurwu nie będzie taki zły. Aha, przerzucam się na Kinvary jako główne buty treningowe, bo noga czuje się w nich lepiej. Co do ubioru - jak temperatura jeszcze spadnie o jakieś 2 stopnie, to zacznę zakładać coś pomiędzy koszulkę termoaktywną i wiatrówkę.

e:
Tak, mobilizuję Was, biegacze Zaginionej Biblioteki.
Romulus - 2016-12-13, 06:24
:
W czwartek pewnie pobiegnę pierwszy raz przy -5. Można rzec: sprawdzian. :)
toto - 2016-12-14, 19:39
:
W poniedziałek było zimno, ale biegło się super. Dzisiaj było cieplej, ale biegło się fatalnie. Nad ranem spadł śnieg - niby tylko kilka cm, ale ostatecznie okazał się bardzo kłopotliwy. Na domiar złego przyszło ocieplenie i śnieg zaczął się topić i ok. 18 biegłem po ubitym, zlodowaciałym śniegu (momentami ślisko jak diabli) lub w plusze. I właściwie przy każdym kroku czułem, że nogi chcą spode mnie uciekać lub coś je przytrzymuje na dole. Biegłem dużo spokojniej, a wróciłem o wiele bardziej zmordowany.
Romulus - 2016-12-15, 16:32
:
U mnie też (chyba) psychika wycina numery. Tydzień temu biegłem, było cieplej niż dziś o jakieś 4 stopnie. Biegło mi się znakomicie, a "wykręciłem" gorszy niż normalnie czas. Dziś było zimniej, biegło mi się ciężko, a czas był dwie minuty lepszy niż poprzedni. Myślałem, żeby odpuścić, zwłaszcza że rano na siłowni "wykręciłem" na rowerze 10 km w 22 minuty. A tu taka siurpryza. A zimno przestało mi przeszkadzać po niecałym kilometrze.
toto - 2016-12-26, 21:15
:
U mnie to nie była psychika, po prostu bieganie po mokrym śniegu (a jeszcze bardziej po grzęskim gruncie) jest męczące, bo podłoże "przytrzymuje" but, dodatkowo zdarza się, że pod spodem jest lód. Gdy jest ślisko masz dużo nieprzewidzianych ruchów (w tył, na boki), czasem dochodzi walka o utrzymanie równowagi i pracuje dużo więcej mięśni niż normalnie. Taki bieg kosztuje mnie więcej sił i energii niż gdybym biegł po równej, suchej, przyczepnej nawierzchni.
Romulus napisał/a:
A zimno przestało mi przeszkadzać po niecałym kilometrze.
Po prostu się rozgrzałeś. Żadna nowina. Jedna z pierwszych rad jaką należy sobie przyswoić - jak wychodzisz zimą pobiegać to na początku musi być ci trochę zimno, po kilku, kilkunastu minutach się rozgrzejesz i będzie w porządku do końca. Po biegu szybko pozbyć się przepoconego ubrania - zimą preferuję gorącą kąpiel zaraz po powrocie z biegania i przebranie się w normalne ubranie.
Shadowmage - 2016-12-27, 16:57
:
Ostatnio prawie nie biegałem, ale wczoraj postanowiłem zrobić solidne spalanie świątecznych kalorii. 18km, w tempie raczej rekreacyjnym, ale poczułem - dziś chodzę jak kaczka :P
toto - 2016-12-29, 17:12
:
Stało się, zapisałem się na zawody. 15 maja półmaraton w Białymstoku. Bezpiecznie celuję w czas poniżej 1:35, po cichu liczę, że będzie mniej niż 1:30 (to ma być cel na jesień). Zobaczymy co z tego wyjdzie. Jak nie będzie głupich kontuzji przeciążeniowych powinno być dobrze.
toto - 2017-01-01, 15:33
:
Dzisiaj było 1:32 godziny biegu, co przełożyło się na 18:61 km. Udało się pobiec spokojnie, w miarę równo od początku do końca (najszybszy kilometr w tempie 4:42 min/km, najwolniejszy 5:07 min/km, większość w okolicy 4:55 min/km). Ostatecznie wyszło 4:57 min/km - co prawda celowałem w 5:00 min/km, ale jestem zadowolony. Przepłoszyłem chyba ze trzy stada jeleni (głównie łanie) i ze dwa łosie (dobrze widziałem młodego, zdaje się i coś większego, mogły być też kolejne, ale głowy za to nie dam). Dawno nie biegałem w ciągu dnia i już zapomniałem, że tyle zwierzaków mogę spotkać na swojej niemal standardowej trasie. Na dodatek większość ubitego lodu już z leśnych dróżek zniknęła i biegło się dużo przyjemniej niż jeszcze tydzień, dwa tygodnie temu. Dobra widoczność plus lekka trasa i kilometry przyjemniej wpadają.
Romulus - 2017-01-01, 16:06
:
Dziś również pobiegłem. Myślałem, że będzie kiepsko: położyłem się spać koło 3 rano, ostatni kieliszek wina wypiłem ok. 2.30, zapiłem potem pół litrem wody. Po 6 godzinach snu ruszyliśmy na przebieżkę po otwockich lasach i wyszło całkiem nieźle. Spodziewałem się wypluwania płuc i charczenia, bo śfager bardziej zaawansowany ode mnie, ale dałem radę.
toto - 2017-01-05, 19:53
:
Zimno. Dzisiaj wyszedłem przy ok. -14, zaliczyłem 11 km, w tym 2 km (dwa razy po 1 km) w śniegu powyżej kostek, 1 km (odcinek ok. 300 m i drugi ok. 700 m) w śniegu do kostek, reszta w miarę ok - były wyjeżdżone koleiny, zazwyczaj na tyle szeroki, że dało się w nich biec. Zmordowałem się strasznie, wróciłem to zewnętrzny termometr pokazywał -17, szybka gorąca kąpiel i jest ok. Uwagi dotyczące ubrania - bielizna termoaktywna (góra i dół), spodnie, lekka bluza z kapturem i wiatrówka. Do kompletu buff, czapka i cieplejsze rękawiczki biegowe. Buff zaciągnięty prawie jak kominiarka, dodatkowo miał chronić uszy i tył głowy, ale w trakcie biegu właśnie tam odczuwałem dyskomfort z powodu zimna. Przez większość biegu myślałem, że niepotrzebnie nałożyłem termoaktywne rajtki, bo zaraz po rozgrzewce nie czułem zimna, ale okazało się, że dobrze zrobiłem. Jak tylko się rozebrałem to nogi okazały się mocno wychłodzone. Wniosek - od niskiej temperatury dużo trudniejszy okazał się śnieg, przez który musiałem się przedzierać. Towarzyszem niedoli jest Adso z Melku w interpretacji Gosztyły.
Romulus - 2017-02-11, 15:28
:
Szczerze pisząc, to służy mi to zimowe bieganie. Biegam mniej, niż w "sezonie", ale zacząłem poprawiać czas. Nie żeby mi na tym zależało specjalnie, ale z zaskoczeniem zauważyłem, że skróciłem czas na 10 km o prawie 5 minut. Przez grudzień i styczeń. W lutym na razie idzie mi słabo, bo pogoda jest przeszkodą. Ale wczoraj słonko świeciło, temperatura -6 i poszło szybko. Kiedy skończyłem trasę, to nawet pomyślałem, że mógłbym jeszcze ze 3 km pociągnąć, tj. miałem na to ochotę. Ale, na szczęście, zadzwonił kurier, że z przesyłką jedzie. :)

Może bez zbytniej spinki uda mi się zejść do lata do mniej niż godziny na 10 km. Dużo już nie brakuje. Nawet mimo hamulców, które sobie nałożyłem, aby się nie spinać.
toto - 2017-02-11, 16:34
:
U mnie przy okazji zmiany pracy trochę biegów wypadło, ale wróciłem na właściwe tory i już w miarę normalnie latam. Przełom stycznia i lutego zaskoczył mnie strasznym oblodzeniem, co skutkowało kilkoma glebami co wybieganie. W tym tygodniu spadł świeży śnieg i znowu zaliczyłem kilka kilometrów w śniegu powyżej kostek (da się!), za to wczoraj już miałem piękne autostrady - śnieżne koleiny zostawione przez ciężarówki wywożące drzewo z lasu - które po serii dzienna odwilż, nocne przymrozki zamienią się w lodowisko (oby nie //kciuki ). Już nawet myślałem nad wstawieniem sobie kolców, ale ostatecznie zrezygnowałem i dopiero w przyszłym roku mizuniaki przeistoczą się w buty lodowe. Na razie kupiłem sobie nowe buty do tłuczenia kilometrów - new balance 1080 - które w ciągu 2-3 miesięcy staną się moimi głównymi butami treningowymi. Na razie będę używał ich raz na kilka treningów, niech stopa powoli się do nich przyzwyczaja. Pierwsze uczucie - dużo miejsca na palce (mam standardową szerokość, w szerszych stopa mi latała luzem).
MadMill - 2017-02-13, 08:33
:
Romulus napisał/a:
Może bez zbytniej spinki uda mi się zejść do lata do mniej niż godziny na 10 km. Dużo już nie brakuje.

To jaki Ty masz ten czas na dyszkę?
Romulus - 2017-02-13, 13:44
:
Godzina i osiem minut.
Dziś musiałem skrócić bieg, bo mi nie szło, więc chyba za wcześnie się pochwaliłem. Ale prognoza pogody na ten tydzień wskazuje temperatury na plusie od jutra, więc jeszcze dwa biegi w tym tygodniu dam radę.
toto - 2017-02-14, 18:59
:
Usłyszałem, że życiówka liczy się tylko na zawodach, bo jakbyś się na treningu nie starał, maksa nie pobiegniesz (w sumie racja) i przede wszystkim tylko na atestowanej trasie, bo błąd gps zawsze jest i bez pewnej informacji o długości trasy (atest) możesz określić co najwyżej zakres błędu, a nie jego bezwzględną wartość.
U mnie w okolicy na wiosnę właściwie nie ma biegów na 10 km (w zeszłym roku był cały cykl, a teraz dupa), co mnie smuci, bo chciałem zrobić przetarcie przed połówką. No nic, może w marcu/kwietniu coś się pojawi i jeszcze przed majem zdążę sprawdzić się w zawodach, nie tylko na treningowym luzie.
MadMill - 2017-02-15, 08:41
:
Te masówki jakoś do mnie nigdy nie przemawiały, wystarczy mi to co mi Garmin pokaże. W sumie to największa frajdą jest samo bieganie a nie wyniki - chociaż czym szybciej tym przyjemniej w tym wypadku :P

Romku, troszkę mnie zdziwiłeś tym rekordem, wydaje mi się że biegasz o wiele więcej ode mnie, a dzieli nas przeszło 10 minut (chociaż mój rekord jest sprzed 1,5 roku).
Trojan - 2017-02-15, 09:43
:
MadMill napisał/a:

Romku, troszkę mnie zdziwiłeś tym rekordem, wydaje mi się że biegasz o wiele więcej ode mnie, a dzieli nas przeszło 10 minut (chociaż mój rekord jest sprzed 1,5 roku).


widać ma krótsze nogi.
Romulus - 2017-02-15, 10:18
:
Biegam bez spinki. Pomiary czasu mam tylko dla własnej ciekawości. Wystarczy mi, że się spocę i zmęczę, osiągnę euforię biegową. Wyniki mnie nie kręcą - to mój hamulec, który sobie nałożyłem po tym, jak się swego czasu forsowałem biegając. Bolało, nie sprawiało przyjemności, ani satysfakcji. Zatem, skoro nie trenuję na żaden bieg, czy maraton - to biegam tylko dla relaksu. A czas mi się poprawia przy okazji. Ale nawet gdyby mi się nie poprawiał, to nie będę rozpaczał nadmiernie. Choć wolałbym, aby się poprawiał. :)
toto - 2017-02-15, 19:55
:
Też biegam bez spinki, ale zdecydowałem, że chcę pobiec w oficjalnym półmaratonie, a przed startem chcę też zaliczyć oficjalny start na krótszym dystansie. Głównie po to, żeby zobaczyć jak to jest ze stresem, czy się nie podpalę i nie polecę na początku za szybko itp. Na dyszce zbyt szybki start będzie bolesny, ale da się uniknąć tragedii (typu powłóczenie nogami na ostatnich kilometrach), na półmaratonie może być z tym trudniej. No i zobaczyłem barierę, którą ciężko będzie mi przekroczyć bez jasno określonego celu. Pod ten cel ma być trening i wtedy będę mógł się rozliczyć przed sobą z wyniku. Np. dzisiaj pobiegłbym inaczej gdybym nie miał jasno napisane, co mam pobiec. Było 10 km lekko (wyszło ok. 5 min/km) plus 5 x 100 m w 3:20-3:30 min/km z przerwą 100 m w tempie ok. 4:50 min/km. Było ślisko (po odwilży przyszedł mróz i zaczęło robić się lodowisko na mojej trasie) i gdyby nie plan, skończyłbym na lekkiej dyszce, może trochę szybszym tempem. Ale z planem się nie dyskutuje.
toto - 2017-02-18, 19:37
:
Niby fajnie, niby ciepło, ale jednak nie do końca. Od kilku dni temperatura w ciągu dnia jest dodatnia, ale zaraz po zachodzie Słońca spada poniżej zera i na drogach potrafi być ślisko, przez co wczoraj biegało się dość ciężko, ciągle trzeba było się pilnować i szukać kawałka ścieżki z choćby odrobiną przyczepności. Dzisiaj niby lepiej - w ciągu dnia temperatura ok. 4 stopni i lodu na wierzchu nie było, ale była śniegowo-lodowa breja, w której można było się dość głęboko zapaść, a miejscami ślisko i tak było. Szczęśliwie miejscami nawet w lesie spod śniegu wyłania się grunt. Liczę, że w marcu leśne drogi będą lepiej nadawały się do biegania.
Shadowmage - 2017-02-18, 21:31
:
Ja dzisiaj wybrałem się z kolegą na dłuższy bieg po różnych chaszczach. Miało być 20 km, wyszło 15, bo tak szklanka miejscami była, że wywijaliśmy orły :)
toto - 2017-02-19, 17:13
:
Narzekałem na brak dyszek w okolicy i jak na zawołanie się pojawiły - od razu cały cykl 4 wyścigów. Na razie zapisałem się na 18 marca. Będzie przepalenie nogi, a w czerwcu mamy pobiec firmowo w Electrum Ekiden - maraton w sztafecie.
toto - 2017-02-20, 19:35
:
Odwilż. Breja, breja, jeszcze raz breja. I kałuże. A pod spodem już momentami grząski grunt. Wielokrotnie nabierałem wody w buty, ale w stopy w ogóle nie zmarzłem. Najważniejsze, że nie było lodowiska. Aha, muszę pomyśleć nad lżejszym ubraniem, bo czuję, że robi się gorąco. Czapki jeszcze boję się zdjąć (wiatr), więc chyba będę musiał zdjąć wiatrówkę (ale znowu obawa przed wiatrem i przewianiem) lub koszulkę z długim rękawem zastąpić czymś lżejszym. Albo przekroczę kolejną granicę i będę biegał w opasce na głowie. Może w ciągu tygodnia ociepli się na tyle, że moje wątpliwości staną się nieaktualne?
Shadowmage - 2017-02-20, 19:59
:
A masz buffa? Bo mi się sprawdza na głowie jako czapka (ale z otwartą górą). Czyli w sumie taka bardziej kominowa opaska.
toto - 2017-02-20, 20:14
:
Mam buffa, ale teraz używam go na szyi. Akurat gardło mam delikatne i muszę je chronić aż do przesady.
toto - 2017-02-22, 20:21
:
Odwilży ciąg dalszy. Do tego deszcz ze śniegiem i bardzo gęsta mgła, to wszystko sprawiło, że w trakcie biegu widziałem na góra 5 m do przodu, czasami bliżej. Zaliczyłem bardzo dużo kałuż, w miejscach gdzie był jeszcze śnieg i zapadałem się po kostki i nabierałem śnieżno wodnej brei. A w miejscach, gdzie jeszcze ostał się lód było piekielnie ślisko. Orła nie wywinąłem, ale kilka razy było naprawdę blisko - najwyraźniej nabrałem wprawy i nabyłem umiejętności akrobatycznych. Luźna dyszka, bo tak każe plan. No i myślę nad nowym zegarkiem, bo poznałem już ograniczenia obecnego i trochę odczuwam braki budżetowego modelu - mała pamięć i brak możliwości bezprzewodowego grywania treningów. Decyzję pewnie podejmę po marcowym biegu - muszę zasłużyć wynikiem. Jeszcze nie wiem jaki wynik mnie zadowoli - poniżej 40 minut nie ma szans, za dużo biegów wypadło zimą a i trening jest pod półmaraton, nie na 10 km. Zbliżenie się do 41:30 uznałbym za umiarkowany sukces, wszystko poniżej 41:00 za duży sukces. Brak złamania 42:30 to byłaby porażka.

e:
Zapomniałem dodać - cierpię, bo koszulka obtarła mi sutki. :(
utrivv - 2017-02-23, 09:43
:
toto napisał/a:

Zapomniałem dodać - cierpię, bo koszulka obtarła mi sutki. :(

Jesteś pewien że to nie kręgosłup? Tak się może objawiać, nadwrażliwością w tym miejscu.
MadMill - 2017-02-23, 14:24
:
Ja tam odwrotnie niż toto, wreszcie k***a odwilż! Da się biegać swobodnie, można mniej na siebie włożyć, a że wiatr to "mgła" zniknęła :P
ASX76 - 2017-02-23, 16:55
:
utrivv napisał/a:
toto napisał/a:

Zapomniałem dodać - cierpię, bo koszulka obtarła mi sutki. :(

Jesteś pewien że to nie kręgosłup? Tak się może objawiać, nadwrażliwością w tym miejscu.


To mi raczej wygląda na brak biustonosza ;)
toto - 2017-02-23, 19:24
:
MadMill napisał/a:
Ja tam odwrotnie niż toto, wreszcie k***a odwilż! Da się biegać swobodnie, można mniej na siebie włożyć, a że wiatr to "mgła" zniknęła
Nie narzekam na odwilż tylko na porę przejściową, która w mojej okolicy jest bardzo ciężka do biegania. Pozostałości śniegu tworzą breję, tam gdzie śnieg znika tworzą się kałuże, leśne drogi robią się grząskie (górne kilkanaście centymetrów już odmarzło, dolna warstwa jeszcze nie i woda nie ma gdzie wsiąknąć) i przez kilka tygodni jest po prostu ciężko biegać. Nie narzekam, tylko zaciskam zęby i staram się robić swoje. Dzisiaj pyknąłem coś odrobinę żwawszego - 7 km lekko (tempo minimalnie < 5 min/km), później 4 km szybciej, ale bez spinki na maksa (miało wyjść w okolicach 4:20-4:30 min/km, wyszło trochę za szybko, bo ok. 4:13 min/km) i znowu 3 km spokojnie po ok. 5 min/km. Pierwsze 3 i ostatnie 3 km to była właśnie ostra jazda po fatalnej drodze - błoto, kałuże, ostatnie resztki śnieżnej brei. Rozłożenie tempa w założeniu było inne - 10 km spokojnie, 4 km szybko, ale po takiej drodze w tempie 4:20 zmordowałbym się jakbym leciał poniżej 4 min/km. I w ten sposób zacząłem kombinować z planem, bo szybsze bieganie miało być w weekend (standardowo w niedzielę), ale z racji wyjazdu musiałem coś poprzestawiać, żeby na wyjeździe lecieć wolne wybieganie.

Hmm, tak patrzę, że ten tema powoli staje się moim monologiem z coraz rzadszymi wtrąceniami reszty biegających. A ja chcę was zmotywować.
MORT - 2017-02-23, 19:28
:
Zmotywować? Może źle to robisz //mysli

BIEGAĆ ALBO CZAPA! //death
Shadowmage - 2017-02-23, 19:39
:
Toto, bo ty masz fajne tereny i kondychę, a my szczury miejskie utuczone piwem, więc nie ma czym się chwalić :(

Miałem z różnych powodów zapaść biegową, przez grudzień i styczeń - kiedy zwykle buduję formę, biegałem bardzo mało; a i jesień nie była taka, jaka powinna. Teraz powoli próbuję się odbudowywać i wystartować w półmaratonie za miesiąc, żeby pobić 2h. W zeszłym roku trochę mi zabrakło, a teraz jestem gorzej przygotowany - no ale trasa trochę łatwiejsza. Ale i tak szczerze wątpię w powodzenie. A wyznaczyłem sobie cel - jak pobiję, to kupuję nowe buty (co w zasadzie powinienem zrobić już teraz, bo stare się już trochę rozpadają).
toto - 2017-02-23, 19:57
:
Tak patrzę, że biegam chyba głównie dlatego, że korpo. Trzeba się odstresować, a zmęczenie dobrze mi robi. Wcześniej lubiłem zrobić raz na tydzień w trupa, ale z dzisiejszej perspektywy był to czas stracony. Coś sensownego zacząłem biegać w zeszłym roku, zrobiłem jakąś podbudowę pod obecny rok. Może być dobrze, jeśli nie rozłożą mnie kontuzje. Między innymi dlatego na razie zrezygnowałem z 5 biegów tygodniowo (po jakimś czasie pojawiał się ból i trzeba było stopować) i chwilowo ograniczyć kilometraż. Jak już kilka miesięcy stabilnie pobiegam 50 km/tydzień bez przerw spowodowanych przez mniejsze lub większe urazy, to pomyślę nad stopniowym zwiększaniem i liczby kilometrów i liczby treningów. Wcześniej zwiększałem za szybko i chwilę było fajnie, później trzeba było się wycofywać rakiem i redukować. Znalazłem plan na półmaraton, który celuje w wybrany przeze mnie czas, ma 4 treningi i tygodniowo bardzo rzadko przekracza 50 km. Tak trochę nawet się obawiam, że jest niemożliwe, żeby przy takim przebiegu zrealizować cel, ale spróbuję. Jak zrobię wszystko, co było w planie, a granica nie pęknie, będę mógł zwalić winę na beznadziejny plan (bo oczywiście ja będę niewinny). :P Ale jeśli uda się zrealizować cel na półmaraton, to jeszcze w maju/na początku czerwca powinno dać się z tych temp spróbować zawalczyć o 40 min na 10 km. Dzisiejszy trening pokazał mi, że to przy odrobinie solidnej pracy jest to wykonalne w 3 miesiące. Albo wszystko się zawali, buty rzucę w kąt, zegarek sprzedam i zacznę pić piwo zamiast biegać.
MadMill - 2017-02-23, 21:30
:
Szczerze tez biegam dla odstresowania, ale ja lubie sie wyjechac na max od czasu do czasu. Czesto to boli, ale moze jestesm masochista, kto wie? A ostatnio fascynuje mnie inna rzecz ktora w ogole slabo idzie z bieganiem w parze. Shadow nawet o niej napisal. I to wcale nie chodzi o picie piwa, ale picie jest konsekwencja tej fascynacji...
toto - 2017-02-26, 18:50
:
toto napisał/a:
No i myślę nad nowym zegarkiem, bo poznałem już ograniczenia obecnego i trochę odczuwam braki budżetowego modelu - mała pamięć i brak możliwości bezprzewodowego grywania treningów. Decyzję pewnie podejmę po marcowym biegu - muszę zasłużyć wynikiem.
Trafiłem w zawirowanie czasoprzestrzenne i właśnie konfiguruję/ładuję sześćset trzydziestkę.

Przy okazji zaliczyłem trening w Krakowie i powiem tak - dużo lżej się biegało po ścieżkach nad Wisłą niż u mnie w lesie. Z tej perspektywy mam nadzieję, że wszystkie moje treningi po grząskim terenie oddadzą mi co najmniej 3-5 sekund/km, kiedy już przyjdzie do zawodów.

e:
Spojrzałem na profil pokonanej trasy. To po prostu była trasa prosta jak stół, pewnie stąd uczucie lekkości. Moje standardowe wizyty w lesie kończą się bieganiem po jakichś "górkach" (jak na warunki nizinne, bo tak naprawdę to są śmiesznie małe wzniesienia) i dlatego bieg po niemal płaskim dał mi poczucie lekkości. Ale o ile się orientuję trasy moich startów też będą raczej dość łagodne, więc liczę, że będzie lżej niż na treningu.
toto - 2017-02-27, 19:37
:
Pierwszy bieg z nowym zegarkiem za mną. Pierwsze wrażenie - dużo szybciej łapie sygnał gps, na zewnątrz były to sekundy przy pierwszym uruchomieniu, potrafi też (no nie zawsze mu się udaje) znaleźć satelity wewnątrz budynku - piętnastka czegoś takiego nie potrafiła, nawet położona na parapecie potrzebowała nastu minut na coś takiego, a na zewnątrz zazwyczaj radziła sobie dość dobrze. Można też dodać glonass, żeby pomiary były (podobno) dokładniejsze. Ponieważ wziąłem wersję z czujnikiem HRM Run, to mam dodatkowe informacje (na razie nie wiem czy wszystkie będą przydatne): kadencja, czyli ilość kroków na minutę (to akurat jest przydatne), długość kroków, odchylenie od długości kroków (ale mi niespodzianka, że w ciężkim terenie moje kroki były krótsze), czas kontaktu z podłożem i bilans kontaktu z podłożem (procentowo czy obie nogi są równo obciążone). Bardzo łatwo dodaje się do konta garmin connect. Można wgrać też dodatkowe aplikacje do zegarka (jeszcze nie robiłem, pewnie pobawię się w weekend, jak będę miał czas). Z gadżetów - można sparować z telefonem i będzie wyświetlał treści smsów (działa, nie jestem przekonany czy warto, ale może będę korzystał, na razie zobaczę jaki ma wpływ na czas pracy na baterii).

e:
Co do samego biegu - błotna rzeźnia. Na 10 km jakieś 7 to było tuptanie w błotku. Ale miało być spokojnie, bez spiny i tak było. Początkowo myślałem, że z jeden kilometr polecę szybciej, ale nie było najmniejszego sensu walczyć z nieprzychylną materią. Jeśli nie będzie deszczu, to w okolicach niedzieli powinno być już w porządku i leśne ścieżki powinny się już nadawać do szybszego biegania.
Shadowmage - 2017-02-27, 21:01
:
Parę lat temu zrezygnowałem z zegarków na co dzień, wystarczył mi telefon. I przy bieganiu też przy tym obstaję (tym bardziej, że często słucham audiobooków podczas biegania).

Ja się dziś wreszcie zapisałem na półmaraton. Niecały miesiąc, a forma przeciętna. Ale poszedłem biegać, zrobiłem sobie pętelkę 12km, czas przyzwoity. Ciepło było - biegałem 14-15 i czuć było te kilkanaście stopni.
toto - 2017-02-27, 22:59
:
Temperatura? Było w miarę ok, ale jeszcze biegałem w wiatrówce - moja jest właściwie tak lekka, że prawie jej nie czuję, w ostateczności mogę ją zwinąć do wewnętrznej kieszeni i trzymać w pięści (wolałbym tego uniknąć, bo i tak musiałbym się zatrzymać, zdjąć zegarek, zdjąć kurtkę, spakować ją do kieszonki i dopiero wtedy wznowić bieg i trening już rozbity). Dzisiaj już dość mocno rozpinałem, żeby trochę się chłodzić. Za to rękawiczki i buff na szyi jeszcze są. Co do wyższości telefonu nad zegarkiem lub odwrotnie - u mnie decyzja o zakupie zegarka biegowego zapadła właśnie z powodu rozczarowania współpracy telefonu i różnych aplikacji biegowych. Ale rozumiem, że tu wiele może zależeć od terenu, po którym biegasz, ale i od modelu telefonu - jedne będą lepiej łapały sygnał, inne gorzej. Co do wygody - moim zdaniem do kontrolowania biegu dużo wygodniej korzysta się z zegarka niż z telefonu, ale to wszystko są osobiste preferencje. I tak biegam z telefonem, ale służy mi właśnie jako odtwarzacz książek. I ewentualna opcja ratunkowa - co prawda jeszcze nigdy nie korzystałem, ale w razie odniesienia kontuzji wolę mieć telefon i móc po kogoś zadzwonić i poczekać na wsparcie niż kuśtykać z 10 km do domu.
MadMill - 2017-02-28, 15:21
:
Wczoraj w ogóle było świetnie. Wiosna panowie, wiosna!
Romulus - 2017-02-28, 16:02
:
Nogi wczoraj same niosły. Można się było "podelektować". Bo w mrozie biegłem jak najszybciej, aby wrócić do domu. :)
Shadowmage - 2017-02-28, 16:46
:
No, ja biegłem w samej koszulce (z długim rękawem), a na głowie czapka z daszkiem, co by się do oczu nie lało. Ale ja to ogólnie zimnolubny jestem :)
MadMill - 2017-03-01, 09:14
:
Ja biegam w opasce, problemy z zatokami to nie przelewki :P
Shadowmage - 2017-03-01, 11:22
:
Co to zatoki? :D
Trojan - 2017-03-01, 11:40
:
Shadowmage napisał/a:
Co to zatoki? :D


Zatoka – część zbiornika wodnego (oceanu, morza, jeziora) wcinająca się w ląd, ograniczona często od wód otwartych przylądkami lub małymi wyspami, przy czym rozmiary i kształt tego akwenu nie mają większego znaczenia.
Shadowmage - 2017-03-01, 18:01
:
No to fakt, mogą utrudniać bieganie :)
toto - 2017-03-01, 19:09
:
Prawie wiosna, jeszcze czasami czuć wiatr ze wschodu. Było ok. 5 stopni jak wychodziłem biegać, więc wiatrówka i spodnie ubrane. Za to pod wiatrówką krótka koszulka termoaktywna, na głowie opaska, nie czapka i można lecieć. 10 km luźno, później 5 x 100 m po ok. 20 s z przerwą 100 m w ok. 30 s, na koniec 3 km luźnego powrotu. Błotko było, ale straszne do biegania było tylko na odcinku ok. 2 km (1 km w jedną stronę i z powrotem). Na reszcie trasy do zaakceptowania. Jak nie wleje deszcz, to za tydzień będzie elegancko. Można powiedzieć, że ten sam trening, co 2 tygodnie temu, ale dzisiaj weszło dużo łatwiej. Do końca tygodnia zostanie tylko spokojne klepanie kilometrów.
Shadowmage - 2017-03-01, 22:14
:
Ja dziś spokojne 6,5 km w tempie 5:15. Powoli zaczynam czuć, że organizm przyzwyczaja się ponownie do wysiłku, szczególnie na nieco wyższych obrotach. Ale czy sobie przypomni jak szybko biegać przed startem, to śmiem wątpić ;)
toto - 2017-03-04, 17:13
:
Piątek - 14 km spokojnie, weszło średnio po 4:52 min/km. Dzisiaj - 18 km w średnim tempie 4:41 min/km. Fajnie się biegło, ale pewnie trochę za szybko, szczególnie dzisiejszy bieg. Lekko jestem zmęczony obecnym tygodniem (nie tylko biegowo) i wybiegałem tylko tyle, ile kazał plan. Muszę jednak lepiej się pilnować i spokojne biegi trzymać w tempie bliżej 5 min/km, nawet jak noga niesie. Na razie nowy zegarek sprawuje się bardzo dobrze. Czulszy gps, bezprzewodowe zgrywanie treningów to dwa najbardziej rzucające się w oczy usprawnienia. Funkcje smart zegarka są nawet fajne (powiadomienia z telegonu, sterowanie odtwarzaczem muzyki), ale na okrągło włączony bluetooth trochę baterii zjada i jeszcze nie wiem czy będę z nich korzystał na stałe (pierwsze ładowanie starczyło na niemal tydzień, w tym 3 treningi o łącznej długości nieco ponad 3 godzin). Jeszcze poobserwuję o ile wydłuży się czas pracy bez powiadomień i przy wyłączonym Glonass. Ale to zajmie mi jeszcze kilka tygodni.
Romulus - 2017-03-04, 17:40
:
U mnie nogi dziś niosły aż miło. Lekki, przyjemny chłodek, słoneczko - dało mi to niezłego kopa. Pobiegłem szybciej niż zwykle - czuję to teraz w nogach, ale i czas też to odzwierciedlał. Nawet pomimo naturalnych "spowalniaczy" - w obydwie strony, zanim zbiegnę nad Wisłę a potem w trakcie powrotu, tracę jakieś dwie do trzech minut na staniu na światłach. Dziś niepokojąco zbliżyłem się do godziny na 10 km. :) Ale widać taki urok wczesnej wiosny. :) Słońce przygrzeje mocniej i przygnie mnie do ziemi.
Shadowmage - 2017-03-06, 11:21
:
Wczoraj z kumplem, w ramach przygotowań do półmaratonu, puściliśmy się w 20km po lesie. Początkowo było nieźle, ale gdzieś po 16 km spuchłem straszliwie, odcięło energię - chyba za małe śniadanie/baton energetyczny za późno. W efekcie średnia wyszła 5:58, ale i tak, jak na treningowy bieg, całkiem przyzwoicie. Niemniej nie jestem przekonany czy złamię te 2h za trzy tygodnie.
toto - 2017-03-06, 16:31
:
Stary a głupi. Całą zimę bardzo pilnie dbałem o odpowiedni ubiór w zależności od temperatury, żeby nie było szansy na przewianie mokrych pleców lub głowy. W sobotę oprócz biegania pobawiłem się w pracę na świeżym powietrzu i włożyłem zwykłą bawełnianą koszulkę plus zwykła czapka - finał jest taki, że w niedzielę wieczorem byłem załatwiony. Dzisiaj jestem wrakiem człowieka i w najlepszym razie stracę dwa dni treningowe, w gorszym wyleci mi cały tydzień. Ech, durak.
MadMill - 2017-03-07, 08:42
:
Trzeba było iść na piwo, a nie pracować w weeeknd :P
toto - 2017-03-07, 17:45
:
Mój bank wie o mnie chyba trochę za dużo. Wydatek na zegarek zakwalifikował do kategorii "Dzieci". //spell
Shadowmage - 2017-03-09, 09:43
:
Nie wiem z jakiej apki korzystacie do biegania, ale od jakiegoś czasu testuję Stravę (de facto eksportuję do niej automatycznie pliki z innej). Nawet w podstawowej wersji ma sporo fajnych rzeczy, a także wprowadza element gamifikacji: mierzy czasy na tej samej trasie, można wyznaczać segmenty i bić rekordy, a także patrzeć jak inni radzą sobie w tym samym miejscu. Jakoś specjalnie to nie jest dla mnie uzależniające, ale czasem, jak wiem że gdzieś jest segment, to przyspieszam. Teraz mam cel pobić znacznie lepiej biegającego kumpla w podbiegu pod Agrykolę. Brakuje mi jeszcze 8 sekund :D
toto - 2017-03-09, 16:57
:
Używam Garmin Connect, mam też eksport do Endomondo i Stravy właśnie, chociaż nie zaglądam tam za często. Jeśli biegasz z telefonem to obejrzyj jeszcze navime - dawała dużo więcej informacji niż darmowy Endomondo, od darmowej Stravy zdaje się też. Tylko w pewnym momencie aplikacja zaczęła mieć duże problemy ze stabilną pracą, co w końcu popchnęło mnie do zegarka. Z tego co się orientowałem, to autor zaczął trochę za mocno grzebać w bebechach aplikacji, żeby pododawać fajerwerki, bo niektórzy użytkownicy głośno się ich domagali. I coś lekko popsuł, że potrafiła sypnąć błędem. Ale jest szansa, że już opanował sytuację i aplikacja znowu działa stabilnie (od ponad roku jej nie mam, bo nie potrzebuję, więc nie mam pewności).
Shadowmage - 2017-03-09, 23:27
:
Ja generalnie korzystam z michoacha (a przynajmniej tak się kiedyś nazywał), ale wygaszają i przenoszą do innej, więc się zastanawiam co w zamian. Michoach miał bardzo fajne plany treningowe i system dostosowywania do możliwości, ale z czasem też szli w fajerwerki. Teraz z niego korzystam z przyzwyczajenia podczas biegania, ale wyniki sprawdzam głównie na stravie. Jak na moje potrzeby całkowicie wystarcza, a że już trochę biegam, to pewnie w przyszłości z góry narzuconych planów treningowych też tak bardzo nie będzie mi brakować. Ale pewnie coś jeszcze potestuję.
MadMill - 2017-03-10, 09:05
:
Ja też używam Garmina.

Sam tęż się przeziębiłem, za mało piwa...
Shadowmage - 2017-03-10, 09:29
:
:)
http://imgur.com/gallery/k43G3R8
Shadowmage - 2017-03-11, 18:14
:
Dziś na przetarcie startowałem w 10km w Kabatach (w sumie trzeci raz, takie biegi odbywają się co miesiąc mniej więcej). Rekord trasy, życiówka (pomiar mają mocno chałupniczy, więc uśredniając z wersją z gpsu, pewnie odrobinę poniżej 51 minut - tak 1,5 minuty lepiej niż poprzednia życiówka). Na asfalcie i z większą świadomością czasu może byłbym w stanie powalczyć o złamanie 50 minut, bo moc była. Jakoś bardziej optymistycznie zacząłem myśleć o półmaratonie za 2 tygodnie.
toto - 2017-03-11, 19:22
:
Ładnie wyszło, a pobicie życiówki to zawsze dodatkowy powód do świętowania. Ja jeszcze się kuruję i planuję, że pobiegać wyjdę w poniedziałek, czyli tydzień w plecy. Za dobrze było i się zepsuło. Start za tydzień, teraz to już nie wiem, co wybiegam, może na świeżości polecę życiówkę, może spuchnę i skończy się bliżej 45 minut i będzie zawód, niedowierzanie i śmierć z niedożywienia.
Shadowmage - 2017-03-12, 18:57
:
Tydzień przed startem to generalnie lepiej się nie przemęczać, więc taka przerwa, nawet chorobowa, wbrew pozorom może ci nieźle zrobić. Teraz tylko jakieś krótkie treningi czy interwały, żeby mięśnie i płuca sobie przypomniały, że trzeba jakiś wysiłek usktutecznić.

Ja dziś sobie zrobiłem 30km na rowerze w ramach roztrenowania. Zimno :)
toto - 2017-03-12, 19:57
:
U mnie start docelowy jest 14 maja, ta dyszka miała pójść z pełnego treningu, a właściwie to zastąpić jeden trening. O tyle szczęśliwie się złożyło, że wypadł mi chyba najlżejszy tydzień treningowy, jeśli nie liczyć 2 ostatnich przed startem. Tylko po wcześniejszym tygodniu już psychicznie nastawiłem się na konkretny wynik, a tu dupa, plany pokrzyżowane i nie wiem już na co się nastawiać. Biec, byle przebiec, odrobinę szybciej, żeby ewentualny kryzys nie skończył się katastrofą czy pójść na obecnego maksa i jak wariat atakować 41 minut, bo może będę miał dobry dzień. Nic, w czwartek mam potrenować szybkość więc orientacyjnie zobaczę na co mnie stać. Jak ciało będzie dawało radę, to będę nastawiał się w kierunku maksa, jak będą problemy, start pójdzie na zaliczenie i spróbuję sił w kwietniu.
Shadowmage - 2017-03-12, 21:39
:
Duże znaczenie ma dyspozycja dnia. Ale w moim przypadku już po 1-2 km wiem (przynajmniej na tym dystansie, bo mam go otrzaskany) mniej więcej na co mnie stać. Ja bym zaczął w założonym czasie, a najwyżej po pewnym czasie odpuścił i potraktował treningowo. Wczorajszy bieg miał być dla mnie mocnym przetarciem, a okazał się życiówką. Jakbym zaczął asekuracyjnie, to by wyszło gorzej.

Też sporo zależy od rozgrzewki. Ja raczej nie lubię się wcześniej męczyć niestety, ale dobrze organizm odrobinę przepalić przed samym biegiem.
toto - 2017-03-13, 20:30
:
Pierwszy trening od tygodnia - lekka niepewność, co to będzie - w planie 10 km spokojnego biegu, później przebieżki 5 * 100 m w tempie 3:40-3:45 min/km (czyli wykonanie w ok. 22 sekundy), przerwa 100 m w biegu w tempie 4:50 min/km (29 sekund). 10 km poszło lekko, przebieżki w sumie też, pierwsze 100 m odrobinę za wolno, pozostałe powtórzenia już w porządku, ale bałem się, żeby nie pobiec za szybko. Na koniec 3 km schłodzenia, bo trzeba jakoś wrócić do domu. Jestem pozytywnie zaskoczony, że pomimo przerwy poszło dość dobrze. Jutro spokojniejsze bieganie, w czwartek znowu elementy szybkości - po tym treningu będę układał plan na sobotę.

Aha, zachowawczo biegałem w wiatrówce, czapce, rękawiczkach i buffie. W sobotę trzeba będzie lecieć na krótko, przynajmniej nogi, bo na górze może być koszulka termoaktywna z długim rękawem i na to koszulka. Byle nie padało, a będzie dobrze.
toto - 2017-03-14, 19:30
:
Tak chwaliłem FR 630, a dzisiaj spotkał mnie pierwszy zawód, zegarek po prostu zwariował. Początek normalnie, ale po mniej więcej 6,5 km zwariował (może pogubił się przez nawrotkę?) - tempo zaniżone o ok. 1 min, a później to już nawet jakieś śmieszne wartości - przy biegu ok. 5 min/km pokazuje mi 9-10 min/km. Czas łączny i dystans się zgadzają, średnie tempo całości też, ale tempo najważniejszego odcinka poszło się walić (2 km) i musiałem lecieć na wyczucie. Jestem pewien, że przez te problemy odcinek wyszedł sporo za szybko. :( Wot technika.
toto - 2017-03-16, 19:18
:
Dzisiaj nie miałem przygód z zegarkiem, mam nadzieję, że ten wtorkowy błąd to był jednostkowy babol i więcej się nie powtórzy. 8,5 km spokojnie, później piramidka 100/200/300/200/100 m w tempie ~3:30 min/km (za szybko, miało być 3:45, ale tak dobrze się biegło), przerwa 100 m w tempie 4:50-5:00 min/km. Na koniec około 2 km schłodzenia. Było tak dobrze, że boję się czy nie za dobrze. Jeśli do soboty nic się nie urodzi, lecę na 41:30 min. Czyli tempo ok. 4:09 min/km. Będzie pełny sukces albo porażka.
toto - 2017-03-18, 13:37
:
41:01. Zadanie wykonane. Oficjalny czas sprawdzę po powrocie do domu.

e:
Jak pisałem, czwartkowy trening nastroił mnie bardzo pozytywnie i postanowiłem łamać 41:30 min, czyli średnie tempo 4:09/km. Start był planowany na 12, do 11:15 można było odebrać numery startowe, ja zjawiłem się na stadionie ok. 10:45. Szybka rejestracja, odebranie numeru, zostawienie rzeczy w depozycie i trochę czekania. Nie będę ukrywał, że się stresowałem, podobnie jak przed rozmową kwalifikacyjną (dobra, trochę przesadzam, ale stres jednak był). Kilka głupich myśli przeszło przez głowę, ale je odegnałem. Ok 11:30 zacząłem rozgrzewkę. Dobrze poszło, może nawet trochę w zbyt szybkim tempie, bo na koniec puls był powyżej 140. Częściowo jest to pewnie wina stresu, ale chyba trochę za mocno się rozgrzewałem. Najpierw start "honorowy" na stadionie, skąd spacerowym tempem udaliśmy się na miejsce właściwego startu do Parku Zwierzynieckiego. Ok. 12:05 ruszyliśmy. Start, dołączam się do kilkuosobowej grupki, bo ich tempo wydaje mi się pasować. Po jakimś czasie zerkam na zegarek, lecimy poniżej 4 min/km. Za szybko, przechodzi mi przez głowę, ale biegnę z nimi. Wyszło 3:53/km, drugi kilometr wciąż biegłem w grupce, wyszło odrobinę wolniej, bo 3:58/km. Na trzecim kilometrze postanowiłem, że to dla mnie za szybko i puściłem grupkę, tempo wyszło 4:05/km, grupka wciąż była w zasięgu, ale już biegłem sam. Kolejny kilometr to było płacenie za przeszarżowanie na początku (lub za puszczenie grupki i bieg w samotności) plus kawałek w błotku - zegarek pokazał 4:23/km i pomyślałem, że może być nieciekawie, ale biegłem dalej. Trochę optymizmu było w tym, że w błotku zbliżyłem się do mojej grupy, jedną osobę nawet wyprzedziłem, ale na asfalcie znowu postanowiłem biec swoim tempem, nie trzymać się grupki za wszelką cenę. W końcu mijam słupek z 5 km (gps pokazał tutaj ok. 4,9 km, ale wierzę organizatorom) i po ręcznym złapaniu okrążenia tempo odcinka to 3:55/km. Niewiele później była nawrotka i zacząłem liczyć zawodników przede mną - wyszło mi, że trzymam się ok. 14 miejsca, czyli nie tak źle. Kolejne kilometry biegłem już trochę wolniej - 4:09, 4:04, 4:15, 4:15. W tym czasie zostałem wyprzedzony przez ok. 4-5 osób, na ostatniej nawrotce policzyłem, że jestem na 19 miejscu. Został ostatni kilometr, przede mną biegnie ok. 5 osób, najbliższy jakieś 40 m, kolejni co 10-15 m, kolejna osoba za chyba więcej niż 100 m, więc trudno myśleć o wyprzedzeniu kogokolwiek i raczej nie ma szans, że ktoś mnie wyprzedzi. Wbiegam na ostatnią prostą (ok. 300 m) i zaczynam przyspieszać, na ok. 20 m przed metę wyprzedzam jednego biegacza. Stopuję zegarek, czas to 41:01, dystans wg gps to 9:83 km. Trasa bez atestu, więc możliwe, że trochę niedomierzona, organizatorzy mówili, że dystans to 10 km +/- 100 m. Oficjalnego rekordu nie mam, ale sam uznaję swój czas za nowy rekord na 10 km. Jeśli dobrze policzyłem, byłem 18. lub 19. (zgłoszonych do startu było ok. 190 osób) ale nie mam pewności. Po biegu poszedłem od razu po swoje rzeczy i szybko się zmyłem, bo na żadne nagrody i tak nie miałem szans. Liczę, że oficjalne wyniki pojawią się jeszcze w weekend (dokładny czas i miejsce).

Jeśli chodzi o tętno:
Średnie tętno biegu - 163 uderz/min
Tętno maksymalne biegu - 170 uderz/min

Czyli wartości nie są szokujące i widać, że nie pobiegłem na maksa. Trochę też dlatego, że po 6 km byłem już niemal pewny, że spokojnie zejdę poniżej zakładanego czasu i trochę się oszczędzałem, a mecie nie umierałem i dość szybko doszedłem do siebie. Chyba brakuje mi wytrzymałości tempowej, mam trochę za mało w nogach dłuższych odcinków na prędkości około startowej. W moim planie do półmaratonu za wiele jednostek na jej poprawę nie ma, ale nie będę kombinował, żeby nie przefajnić. Po maju pomyślę nad jakimś innym planem, w którym będzie trochę więcej szybkiego biegania na dłuższych odcinkach.

W kwietniu kolejne Grand Prix Zwierzyńca i jestem zdecydowany, żeby pobiec.
Beata - 2017-03-18, 18:47
:
Uważam, że zakończenie biegu w pierwszej dwudziestce to bardzo udany debiut w zorganizowanym bieganiu. :) Zobaczysz, jeszcze będziemy się chwalić, że z Tobą na jednym forumie jesteśmy. Gratulacje. //piwo
toto - 2017-03-18, 20:24
:
To moje nurkowanie w Otchłani i "Na dom w Czarnobylu" nie starczyły, żeby się mną chwalić? :-(

Wracając do biegu - ubrałem się zachowawczo. Długie spodnie, koszulka termoaktywna z długim rękawem, na to koszulka techniczna. Do kompletu rękawiczki (kiedyś pisałem, że w biegu strasznie marzną mi dłonie) i czapka. Zrezygnowałem z buffa na szyję i wiatrówki. I to była dobra decyzja. W trakcie biegu było przyjemnie ciepło, nie za gorąco, nie czułem zimna. Jeśli chodzi o buty - Saucony Kinvara 7. Biega się w nich szybciej niż w moich typowych treningówkach (trochę lżejsze) - Mizuniakach czy NB 1080. Teraz zastanawiam się jaki cel sobie postawić w biegu na 10 km na kwiecień, czerwiec i jesień. Już złamanie 40 minut to będzie duży przeskok jakościowy, ale do końca roku powinienem być w stanie to zrobić. Zastanawiam się czy będzie mnie stać na więcej. Na razie chyba jestem w stanie euforii, z ustalaniem nowych celów na 10 km powinienem wrócić dopiero w połowie maja, po głównym wiosennym starcie. Jeśli zdarzy mi się coś palnąć wcześniej, to nie traktujcie tego poważnie.
Fidel-F2 - 2017-03-18, 20:52
:
Biegasz w Zwierzyńcu na Roztoczu? Skąd jesteś?
toto - 2017-03-18, 20:58
:
Park Zwierzyniecki w Białymstoku. Jeśli chodzi o miejsce zamieszkania - Białystok i okolice. Obecnie bardziej okolice.
Romulus - 2017-03-18, 21:11
:
Deszcz powstrzymał mnie wczoraj i dziś. Może to dobrze? "Zszedłbym" poniżej godziny na 10 km. Rozpala się we mnie iskra rywalizacji. To straszne, bo rywalizowałbym sam ze sobą.
Fidel-F2 - 2017-03-18, 22:23
:
Szkoda
toto - 2017-03-19, 07:10
:
Oficjalny czas: 40:59.
Miejsce: 18. w kategorii open, 8. w kategorii M20.
Zapisałem się na kolejny etap - Grand Prix Zwierzyńca 2/4. Start 8 kwietnia.

Romulus napisał/a:
Deszcz powstrzymał mnie wczoraj i dziś.
Nie ma takiej możliwości. :(
toto - 2017-03-20, 20:02
:
Pierwszy trening po zawodach. Taka sama jednostka jak w czwartek. Tym razem początek udało mi się pobiec wolniej niż poprzednio, bo pierwsze 9 km w tempie ok. ~4:50/km. Później piramidka, wciąż za szybko, ale odcinek 300 m już zdecydowanie bliżej tempa docelowego. Na koniec 2 km schłodzenia. Zmęczenia wielkiego nie było, ale trochę czuję jeszcze mięśnie łydek, szczególnie w prawej. Przydałaby się jeszcze porcja rozciągania lub rolowania. Na jutro w planie spokojne 8-10 km. Tak patrzę, że ten tydzień będzie w ogóle spokojniejszy.
Shadowmage - 2017-03-20, 20:13
:
Gratulacje toto, dobry bieg.

U mnie natomiast kiepsko, bo miałem wczoraj nieplanowany zabieg i nie jestem pewien czy wszystko się zagoi do niedzieli. A nawet jeśli, to czy powinienem startować - tym bardziej, że w zasadzie 2 tygodnie przed startem mam zmarnowane.
Metzli - 2017-03-20, 22:46
:
toto napisał/a:
Przydałaby się jeszcze porcja rozciągania lub rolowania.


Właśnie, rozciągacie się coś po tych waszych biegach? Czy zazwyczaj już nie starcza ochoty? :)
Shadowmage - 2017-03-21, 09:18
:
Ja po dłuższych, bardziej wymagających... przynajmniej odrobinkę. Chociaż od małego mam wielką niechęc do gimnastyki, a mój kręgosłup przypomina giętkością granitowy słupek :P
Romulus - 2017-03-21, 09:26
:
Ja wcale. Dystans 10 km robię na luzie. A po biegu od razu pod prysznic, który zapewnia mi idealne odprężenie. :-P
toto - 2017-03-21, 17:00
:
Metzli napisał/a:
Właśnie, rozciągacie się coś po tych waszych biegach? Czy zazwyczaj już nie starcza ochoty?
Staram się, ale nie zawsze starcza ochoty. Jak czuję, że coś ponaciągane, mam większą motywację. Wiem, że robię źle, ale nie potrafię w sobie tego zwalczyć.
Metzli - 2017-03-22, 22:34
:
Tak pytam z ciekawości, jak czytam wasz temacik :) Bo każdy jednostajny trening, który angażuje tylko określoną pracę mięśni, cały czas tą samą - nie jest dobry. To tak samo w drugą stronę, jakby skupić się tylko i wyłącznie na rozciąganiu, bez żadnych ćwiczeń wzmacniających. W dłuższym okresie czasu może doprowadzić do kontuzji. Czasami trafiają mi się na jodze biegacze, jak zostaną na dłużej to chwalą sobie rozciąganie nóg, które na zajęciach się pojawia (i rozbijanie napiętych mięśni łydek), w sensie lepiej im się po tym biega.
MadMill - 2017-03-23, 08:43
:
Ja rozciągam się po każdym, czy to 5 km czy 15.
toto - 2017-03-23, 18:16
:
Wiem, że to błędy i wypaczenia, ale jestem tylko człowiekiem. 8) Na przykład za 3 i 4 tygodnie mam zaplanowane po 25 km na jednym wybieganiu. I po czymś takim rozciąganie będzie konieczne. Czekam kiedy się ociepli na tyle, że pobiegnę na krótko. Już niedługo. Gacie już i tak muszę zastąpić krótkimi spodenkami, bo wczoraj się prawie gotowałem.
toto - 2017-03-24, 18:40
:
Piątek 24.03.2017
Dzisiaj fajny trening - 5 km spokojnie (w granicach 4:47/km), 5 km szybciej (4:15, 4:13, 4:12, 4:12, 3:53) i na koniec 2,5 km w tempie ok. 4:45 w celu schłodzenia. Sądzę, że dałbym radę zrobić tę szybszą piątkę w tempie najszybszego kilometra, ale nie taki był plan, no i pewnie bym się za mocno wyjechał. Za tydzień mam w planie podobny trening, tylko że dwa razy dłuższy (10 km spokojnie plus 10 km szybciej). Będzie wesoło.

e:
Biegłem jeszcze w spodniach, i koszulce termoaktywnej. Na to koszulka z długim rękawem, plus opaska na głowę. Już ciepło, ale wciąż obawiam się przywitania wiosny (bieg w krótkich gaciach). Ale w przyszłym tygodniu może już się uda, bo temperatura ma się utrzymywać powyżej 10 stopni.

e2:
Sobota 25.03.2017
Miało być spokojne 16 km w ładną niedzielę, wyszło odrobinę więcej w chłodną sobotę, z czego jakieś 7 km w deszczu ze śniegiem (tak, śniegiem). Całkowity dystans 17,24 km, czas 1:21:28, średnie tempo 4:44/km. Ok. 9 km wybiegłem z lasu, oczom ukazało się zaorane pole a ja łydą przyrżnąłem w drut przeciągnięty jakieś 10 cm poniżej mojego kolana. Dobrze, że nie zaliczyłem gleby ani się nie pokaleczyłem (chyba przerwałem to cholerstwo, bo druga noga nie napotkała przeszkody). Zdechnijcie skurwysyny, co szkodujecie kilku groszy na jakieś widoczne z elementy, typu kawałek jaskrawej folii co kilkadziesiąt metrów.
Jutro wolne od biegania, tydzień zamknąłem łącznym przebiegiem 50,54 km.

W kwietniowych zawodach biegnę w tym:

toto - 2017-03-26, 08:55
:
Chciałem skontrolować co plan szykuje mi na przyszłość i okazało się, że jestem "geniuszem". Źle policzyłem tygodnie i zgodnie z planem start powinien wypaść 7 maja, a jest 14. Rozwiązaniem będzie chyba wplecenie straconego tygodnia i dalej przesunięcie całości o tydzień. Najbliższe 2 tygodnie zgodnie z planem, ale już następny właśnie zostanie przesunięty i w jego miejsce wpadnie "chorobowy" - trochę spokojnego biegania i regeneracja po starcie się przydadzą. Może tylko spokojny trening z weekendu zastąpię czymś mocniejszym.

Z jednej strony lipa, bo już zaczyna się straszne kombinowanie z planem i bez względu na rezultat na mecie nie będę miał pewności czy realizowany plan miał sens - ewentualny sukces lub porażka mogą być wynikiem właśnie tych przymusowych modyfikacji. Z drugiej strony - to głupie przesunięcie dało mi miejsce na przywrócenie straconego tygodnia z dość spokojnym bieganiem.
toto - 2017-03-27, 19:03
:
Po powrocie do domu zjadłem kawałek słodkiego ciasta i trochę się obawiałem reakcji organizmu na bieg po jedzeniu. Odczekałem jakieś 30 minut, wypiłem szklankę wody i wio w las. Początkowo trochę czułem to ciasto w brzuchu, ale po 20 minutach już o nim zapomniałem. Tym bardziej, że temperatura w końcu mnie rozpieściła i zacząłem wiosenne bieganie. 8) 10 km po 4:42/km + 5 x 200 m po ~42 sek. Przerwa 200 m po 60 s. Do tego ~1,8 km powrotu do domu po ok. 5:07 km. Elegancja-Francja. Czuję, że właśnie teraz moje bieganie po lodzie, w śniegu, w błocie oddaje wszystko, co wtedy zabrało. Biega się lekko (czy nie za lekko?), muszę się pilnować, żeby wolne odcinki biegać wolno (wciąż biegam je za szybko, ale co zrobić, jak nogi same niosą) - one mają służyć rozgrzewce lub regeneracji. Jutro lub we środę lekkie 12-14 km, w czwartek lub piątek mini-rzeźnia - 10 km spokojnie i 10 km w planowanym tempie półmaratonu.

Ten temat powoli staje się moim strumieniem świadomości. :(
toto - 2017-03-31, 16:28
:
Było biegane. Środa lekkie 14 km (~4:57/km) + 2 km żwawiej (4:19/km i 4:17/km). Te dwa szybsze kilometry wlały we mnie trochę niepewności, bo nogi były dość sztywne, ale nie było wielkiego zmęczenia po, więc uznałem, że jest dobrze. Wczoraj miałem trochę wirowania i od 11 do 17 niczego nie jadłem, ale postanowiłem, że z kolejnym treningiem nie będę czekał do piątku i pobiegam. Wyjść udało mi się ok. 18, zamiast posiłku wsunąłem 15 minut wcześniej żel, żeby na szybko się doładować. I dupa, wezwanie do domu, szybki powrót, trochę czasu za kierownicą i ostatecznie wyszedłem biegać ok. 19. W planie 10 km spokojnie i potem 10 km w tempie półmaratonu. Zabrałem ze sobą też żel, bo ciągle czułem się głodny i bałem się, że zabraknie paliwa. Pierwsze 10 km prawie idealnie, średnie tempo 4:56/km, wszystkie bardzo równo. Po sygnale, że 10 km już za mną, przyspieszam, nogi lekko zamulone, ale powoli zwiększam tempo, ostatecznie ten kilometr wpadł w 4:19. Po 12 km zjadłem żel i już spokojnie trzymałem założoną prędkość. Na trzynastym kilometrze lekko przyspieszyłem (4:13/km), pozostałe kilometry wszystkie w 4:10-4:15/km, ostatecznie ta dziesiątka weszła niemal idealnie w 4:14/km. Do domu zostało mi jeszcze jakieś 400 m, więc tylko tyle trwało schłodzenie. Jak już skończyłem trening, to pomyślałem, że zamiast 10 km mogłem zrobić 11,1 km szybkim tempem i miałbym nieoficjalną życiówkę w półmaratonie w granicach 1:36:20. No nic, pewnie mi to na zdrowie wyjdzie, najlepsze ma przyjść za 1,5 miesiąca, wczoraj trzeba było po prostu zaliczyć tempa półmaratonu na lekkim zmęczeniu. Następne trzy treningi to spokojne klepanie kilometrów, w czwartek/piątek wpadną przebieżki, w sobotę start na 10 km. Będę atakował 40 minut.
utrivv - 2017-04-03, 09:40
:
toto, kiedy po biegu noga boli tak jakby w piszczelu to według ciebie kwestia przeforsowania czy złych butów? Pytanie grzecznościowo od kolegi, pierwszy bieg i prawie chodzić nie może, mówi że mięsień musi wcisnąć czy coś takiego
Romulus - 2017-04-03, 16:35
:
Może i buty.
Miałem dziś biegać, ale wcześniej "biegałem" po mieście w moich butach "od garnituru". Wróciłem do domu i piszczele tak mi dały się we znaki, że do tej pory chodzę po mieszkaniu na sztywnych nogach.

Kiedy biegałem na początku w nowych butach biegowych, to też mnie tak "usztywniały".
toto - 2017-04-03, 18:27
:
Poleć koledze te dwa linki:
http://bieganie.pl/index....5&show=1&id=939
http://polskabiega.sport....m_biegacza.html

Jeśli jego problemem jest shin splints, to ma tam ćwiczenia pomagające je zwalczyć (przetestowane, działa). Im dłużej biega z bólem, tym dłużej będzie musiał stosować ćwiczenie, żeby ból wyeliminować. Ale spodziewałbym się 2-3 tygodni solidnego wykonywania ćwiczenia. Przed nim warto zrobić "rozgrzewkę" - 30-50 metrów chodzenia na palcach na wprost, na palcach z piętami skierowanymi do środka, na palcach z piętami skierowanymi na zewnątrz i to samo na piętach. I dopiero wtedy 3 serie ćwiczenia. Jak jest czas to i rano i wieczorem.

Cytat:
Stajemy plecami do ściany, drzewa - powoli przyciągamy stopę jak najwyżej do góry. Na początku może być 10 razy w trzech seriach. Krótka przerwa na rozluźnienie i ćwiczenie powtarzamy. Następnie robimy to samo ćwiczenia z tą samą liczbą powtórzeń, ale zamiast powoli przyciągać palce - robimy to w formie szybkich drgnięć


Jednak warto zajrzeć do fizjoterapeuty, który może znaleźć dokładną przyczynę problemu i lepiej dobrać ćwiczenia. I przede wszystkim pokaże (nauczy) jak je poprawnie wykonać.
toto - 2017-04-05, 19:43
:
Po mocniejszym treningu mam okres zamulania i jestem już nim zmęczony. Wiem, że jest to potrzebne, ale dzisiaj nie wytrzymałem i pobiegłem troszkę szybciej niż miałem w planie. Sobota 12,6 km po 4:54/km, w poniedziałek 12,8 km po 4,58/km, przynajmniej w trochę trudniejszy teren pobiegłem, dzisiaj 11,4 km po 4:36/km. Płucka przewietrzone, jutro przebieżki, w sobotę, mam nadzieję, ogień.

e:
Czwartek. W planie było 8 km luźno plus piramidka 100/200/300/200/100 m w tempie 3:45/km na przerwie 100m po 29s. Problem był jeden - wiało, momentami mocno, kręciło, ale jak już wiało to zazwyczaj mniej lub bardziej w twarz. I tempo było szarpane. Pierwsza część średnio wyszła po 4:38/km, piramidka weszła w tempie bliżej 3:30/km, później schłodzenie. wyszło prawie 3,5 km - tutaj już prawie bez przerwy biegłem pod wiatr centralnie w twarz. I o dziwo, też trzymałem średnie tempo ok. 4:40/km. Nie zmordowałem się też strasznie fizycznie, choć momentami ciężko było napierać pod wiatr. Było trochę błotka, bo spadł deszcz. Ale to było całkiem przyjemne uczucie nawet.
toto - 2017-04-08, 13:49
:
Grand Prix Zwierzyńca 2017 2/4.
Start o 12. Ustawiłem się w 4/5 rzędzie, niestety przede mną ustawiło się sporo osób, które biegły w dużo wolniejszym tempie i pierwsze 200 m to było kluczenie, wyprzedzanie i uważanie, żeby nikogo nie stratować, po pierwszej nawrotce już było w miarę ok. Udało mi się zabrać z grupką, która biegłą w podobnym tempie, kilka twarzy poznałem z poprzednich zawodów i stwierdziłem, że to dobre miejsce dla mnie. Fajnie biegło się w grupce, bo wiatr powiewał mocno i czasami można było się za kogoś schować. W pewnym momencie wyszedłem na prowadzenie naszego mini-peletonu, prowadziłem całkiem długo, bo chyba ponad kilometr, dostawałem wiatrem dobrze w twarz i później za to trochę zapłaciłem (ale o tym później). Pierwsze 3 km w 12 minut, 5 km w 19:53, czyli czas na łamanie 40 minut w porządku. Niestety, przecinanie wiatru trochę mnie zmęczyło i znowu puściłem grupkę postanawiając biec swoim tempem (ok. 4 km) i przez resztę dystansu biegłem sam. Za mną dziura (ponad 100 m), przede mną też dziura, a wiatr się tylko wzmógł. Tempo trochę siadło, ale dało się utrzymać znośne, ok. 7 km wyprzedziłem jednego chłopaka, i dalej cisnąć do mety do końca. Z liczenia na nawrotkach wyszło mi że jestem ok. 20 miejsca. Czas na mecie wg garmina to 40:21. Poprawa jest, i to znaczna, bo o ok. 40 sekund przy trudniejszych warunkach, jednak 40 minut nie pękło. I zawiodła mnie głowa - średnie tętno to znowu 163, po biegu nie czułem się wypruty. Muszę nauczyć się biec na maksa i przy kolejnej okazji utrzymać grupę dłużej. Tym bardziej, że samotne biegnięcie pod wiatr było trudniejsze (przynajmniej dla głowy) niż gdybym trzymał się na końcu grupki biegnącej ze 3-4 sekundy/km szybciej.

e:
Miejsce Open: 20. Czas oficjalny: 40:20:62. Kolejny start na tej samej trasie 6 maja, tydzień przed startem docelowym. Wtedy mam nadzieję policzyć się z 40 minutami.
toto - 2017-04-13, 17:52
:
Teraz leciutkie poluzowanie po sobotnim starcie. W niedzielę 11,3 km po 4:51/km, we wtorek 11,5 km po 4:48/km, dzisiaj 5 km po 4:42/km + 5 km po 4:00/km, do tego 3,3 km schłodzenia po ok. 4:55/km, całość w lekkim deszczu. Trochę szybciej niż zakładał plan, ale i tak wpycham tu "zaginiony" tydzień dość spokojnego biegania, więc nie powinno się nic stać. Tym bardziej, że we już mnie niosło do czegoś szybszego, nawet zastanawiałem się nad wyjściem w środę, ale ostatecznie stwierdziłem, że nie będę na siłę zagęszczał treningu. Na razie ma być luźno, dopiero w niedzielę coś cięższego.
toto - 2017-04-16, 14:38
:
Piątek 14 kwietnia
Wracałem z pracy i patrzyłem z niepokojem na pogodę. Deszcz, grad, zimno, ale im byłem bliżej domu, tym pogoda była ładniejsza. Pozostała decyzja - spokojny bieg biegnę teraz, czy zostawiam na sobotę i poprawiam w niedzielę akcentem. Ostatecznie 13,5 km po 4:50/km wpadło w piątek. Trochę deszczu było, ale bez wielkich problemów. Trzeba było w miarę spokojnie wybiegać te kilometry i czekać na niedzielę.

Niedziela 16 kwietnia
Zaczęło się od porannego obżarstwa, do 13 czekałem aż będzie trochę lżej na żołądku, przy okazji oglądałem opady śniegu. Jak już się wybrałem tylko lekko mżyło. Przede mną 3 km luźno, w 15:09 min, kilka (2-3) minut ćwiczeń i w końcu właściwa część - 6 x 2 km po 4:10-4:20/km, przerwa 1 km po 4:50-5:00/km. Na koniec 1 km luźno. Razem wyszło 22 km w 1:42:27. Bałem się tego treningu, ale weszło elegancko - średnie tętno z całości 149 uderzeń/min. Przy okazji zaliczyłem "życiówkę" w półmaratonie - 1:37:28 (byłoby szybciej, gdyby nie przerwa ćwiczeniowa przed częścią właściwą, ale nie narzekam). Tydzień zakończony z 60 km na liczniku. Do startu zostały 4 tygodnie.


e:
Trochę mi smutno, że lud biegający zb się nie udziela. :(
toto - 2017-04-18, 16:35
:
toto napisał/a:
Do startu zostały 4 tygodnie.
I chuj, właśnie jeden mi wypadł. :( Miałem pogadankę z Achillesem i powiedział "stary, albo przystopujesz, albo biegniesz beze mnie". Drugi na razie siedzi cicho, ale pewnie też chętnie dorzuci swoje trzy grosze w niezbyt odpowiednim momencie. No nic, na razie zimne okłady i rolowanie, mam nadzieję, że tydzień przerwy naprawdę wystarczy, bo inaczej całość sypie się w gruzy.
Fidel-F2 - 2017-04-18, 17:01
:
Chcesz być kaleką, biegaj daleko.
toto - 2017-04-18, 19:12
:
Fidel człowiekowi Fidelem.
toto - 2017-04-30, 11:54
:
Wróciłem, ostatecznie wypadły 4 treningi, ale coś czuję, że przez to moja forma ucierpiała. Dzisiaj miał być start na 10 km lub 25 km lekko, za tydzień 12 km lekko plus 8 km mocno. W tym tygodniu startów brak, za to za tydzień w sobotę jest trzecia dyszka, więc nastąpiła zamiana. Dzisiaj było w planie 12 km lekko (4:50-5:00/km) + 8 km 4:15-4:20/km. Szło ciężko, ale dowiozłem do 12 km lekko + 6 km mocniej (~4:20/km) i dalej zrezygnowałem i kilometr ~4:40 i ostatni już jako schłodzenie w tempie 5:30/km. Od początku biegłem przeciwko wiatrowi, może poza 3 km, było dodatkowo zimno i ubrałem się za lekko i po 15. km czułem, że będzie ciężko zamknąć całość zgodnie z założeniami (dłuższy, ale wolniejszy bieg wcale nie byłby lepszy, bo bym mocniej zmarzł), więc decyzja mogła być jedna - skracam akcent i po powrocie do domu od razu wskakuję w gorącą kąpiel.

Minusy:
- nie domknąłem treningu
- wkradła się niepewność czy te stracone 4 treningi tuż przed zawodami nie zrujnują planu całkowicie

Plusy:
- achilles się nie odzywa, pomógł protokół Alfredsona, pierwsze dwa dni było ciężko, później z każdą kolejną serią już lepiej; teraz czeka mnie cierpliwa orka, bo ćwiczenia trzeba wykonywać przez 12 tygodni codziennie, 2 razy dziennie i mam pobudkę kwadrans wcześniej, żeby się ze wszystkim wyrobić
- tętno nie było przesadnie wysokie, więc jest dobrze, gdybym się zawziął, pewnie bym zamknął trening z założeniami, ale nie o to tu chodziło, teraz to już trzeba powoli luzować
- ostatni raz testowałem żel i dobrze wchodzi, nie powoduje problemów żołądkowych i mam dwóch kandydatów na półmaraton, zdecyduję w przyszłym tygodniu
- przetestowałem spodenki z decathlonu, które mają tyle kieszeni, ile potrzebuję - zmieszczę telefon, klucze i 2 żele (pewnie wejdzie i więcej, ale nie ma sensu więcej brać) i biegnąc w tych spodenkach nie potrzebuję żadnych dodatkowych pasów/nerek (coś takiego:
https://www.decathlon.pl/...id_8379491.html, tylko ja mam model z poprzedniej kolekcji, ponad 2 razy tańszy); spodenki świetne na trening, ale na półmaraton wybiorę raczej startówki dające więcej luzu w kroku, telefonu raczej nie wezmę, będę słuchał ciała, nie książki, żel(e) zmieszczą się do startówek

Plan na najbliższe 2 tygodnie
- w nadchodzącym tygodniu tylko 2 treningi - 8-10 km lekko i później 8 km lekko i trochę rytmów dla podbicia prędkości, w sobotę zawody na 10 km i po wyniku w zawodach decyzja jak biegnę półmaraton - czy tempem 4:15/km czy 4:30 do 10 km i później przyspieszenie do 4:15 i jak zostaną siły to ostatnie 3-4 km ogień (to ta niepewność wspomniana wcześniej)
- ostatni tydzień to już tylko regeneracja i lekkie przypomnienie organizmowi o tempie docelowym,

W kwietniu wyszło 188,5 km, więc objętości za wiele nie straciłem, ale 2 mocne akcenty poszły w zapomnienie i ostatecznie wyszło trochę mniej jakości niż zakładałem.
Trojan - 2017-04-30, 12:00
:
Hm ,
ile ważysz?
toto - 2017-04-30, 12:04
:
72-73 kg przy 183 cm wzrostu (tak mnie zmierzyli podczas komisji wojskowej), w ostatnim bilansie w szkole miałem 185 cm - komu wierzyć?
toto - 2017-05-06, 13:53
:
Pobiegłem, poległem.

Start o 12, tym razem dużo cieplej niż poprzednio, jakieś 16, może nawet 18 stopni. Plus mało chmurek, więc temperatura odczuwalna wyższa. Z racji ostatnich problemów ze zdrowiem (najpierw achilles, ostatnio zatoki) stwierdziłem, że biegnę zachowawczo. Pierwsze 5 km w 21 minut, biegłem cały czas w okolicach 14-15 miejsca. Dalej biegnąc swoje kogoś wyprzedziłem i przesunąłem się gdzieś na 13 miejsce, ale jestem sam w lesie (przede mną długo nikogo, za mną długo nikogo), odczuwam coraz wyraźniej wysoką temperaturę, wola walki jakoś siada i wyraźnie zwalniam. Na mecie czas 43:40, miejsce chyba 15 (dwóch mnie wyprzedziło, nie chciało mi się ścigać na ostatniej prostej, choć pod nogą było). Przy wbieganiu na metę usłyszałem, że jakoś nie wyglądam na zmęczonego i jak tak można z takim czasem tak wyglądać? Ale ja czułem się kiepsko, chore zatoki zrobiły swoje i biegło mi się ciężko, a z powodu niedawnej choroby (chyba nawet nie wyleczonej do końca) miałem alibi na słaby czas, tym bardziej, że miejsce lepsze niż poprzednio. Bieg przeze mnie całkowicie zepsuty, ale miejsce najlepsze z dotychczasowych startów, więc nie jest najgorzej. Tylko pytanie co z półmaratonem? Przez ostatnie 3 tygodnie i zdrowotne problemy wynik 1:30 odjechał chyba definitywnie. Zostaje zacząć spokojnie i w razie rezerwy przyspieszyć w końcówce. Jeśli szczęśliwie będzie chłodniej i spadnie lekki deszcz to będzie można liczyć na lepszy wynik, jeśli przygrzeje będzie ciężko.


e:
Oficjalnie
Czas: 43'37'', czyli czasowo zdecydowanie najsłabiej
Miejsce: 15 Open, 14 M, 3 M20 - nie ma nagród w kategoriach, więc na podium i tak bym nie stał
Romulus - 2017-05-06, 16:57
:
Szczerze pisząc to podziwiam. Ale z drugiej strony, utwierdzam się w przekonaniu, że moje czilałtowe bieganie po 10 km mi wystarczy. Bo kiedy czytam o twoim bieganiu, wyobrażam sobie siebie, kiedy podejmę rywalizację ze samym sobą. I skończę jak nic z jakąś okrutną kontuzją. I ze wstrętem do rewelacyjnie odprężającej aktywności.

Dziś trzeci bieg w tym tygodniu. Poszło mi kiepsko. Czas gorszy o 3 minuty od ostatnich trzech biegów. A pogoda idealna. Choć biegłem około południa, więc szybko poczułem temperaturę. Pierwsze 5 km poszło świetnie, nawet myślałem, że zrobię kolejny rekord. Potem mój ulubiony, stromy podbieg, na którym spalam dużo energii, bo zawsze chcę go pobiec szybciej. Chwila uspokojenia, 200 metrów marszu i już mi psychika musiała siąść na poboczu i tam została. Kolejne 4800 metrów poszło tak sobie.

Zostanę chyba przy dwóch biegach tygodniowo, bo są u mnie najbardziej efektywne. I jeśli chodzi o czas, jak i o satysfakcję.
toto - 2017-05-06, 17:30
:
Achillesa teraz w ogóle nie czuję, szybko zareagowałem, trochę przerwy i wygląda na to, że będzie w porządku. Po prostu mam na najbliższe 2,5 miesiąca dodatkowe ćwiczenia do robienia dwa razy dziennie. Zatoki to najprawdopodobniej moje zaniedbanie, bo wygląda na to, że serwis klimatyzacji w samochodzie pomógł. Zabierałem się do tego od dawna, ale zawsze coś było ważniejsze aż w końcu wczoraj to zrobiłem i od razu lepiej. Mogę być zły tylko na siebie. Nic, uczę się na błędach. Nie wyjdzie półmaraton teraz, będą niedługo dyszki do pobiegnięcia i start treningu do kolejnego półmaratonu na jesieni. Liczę, że od czerwca już na stałe przejdę na 5 treningów tygodniowo i to powinno pomóc. Dla mnie nauką jest też to, że pierwszy raz realizuję plan pod konkretny start i widzę, że to naprawdę pomaga. Przecież jesień zeszłego roku kończyłem z czasem ~43' na 10 km, w kwietniu pobiegłem w 40'20 z treningu do półmaratonu. Tutaj to jest przepaść, a czuję, że mogę być szybszy, tylko tutaj już potrzeba bardziej specyficznego treningu, ale i większej liczby spokojnych kilometrów - stąd potrzeba piątego treningu.

Romulus napisał/a:
Zostanę chyba przy dwóch biegach tygodniowo, bo są u mnie najbardziej efektywne. I jeśli chodzi o czas, jak i o satysfakcję.
Po sobie widzę, że trzy treningi tygodniowo to minimum, żeby widzieć jakieś postępy. Początkowo nawet dowolny ruch daje postępy, ale dochodzisz do ściany i wtedy trzeba zdecydować, czy wystarczy nam po prostu bieganie, czy chcemy czasami się pościgać. Jeśli wystarcza bieganie, to w sumie nie ma potrzeby na więcej biegów, ale jak chcesz raz na jakiś czas wziąć udział w wyścigu, trzy biegi tygodniowo to minimum.
Romulus napisał/a:
Potem mój ulubiony, stromy podbieg, na którym spalam dużo energii, bo zawsze chcę go pobiec szybciej.
I to jest twój największy błąd. Na treningu nie możesz robić sobie za każdym razem zawodów. Ja już nauczyłem się hamować i większość treningów biegam wolniej, szybciej robię tylko akcenty - czasami jest to 5 km ostrego biegu, czasami 10 km, czasami 5x2 km z przerwą 1 km, czasami 5x100/200 m. Ale wszystko to jest otoczone wolniejszym bieganiem. Inaczej bym się zajeździł. Fajnie jest jednak zapisać się na jakieś zawody (wiosna lub jesień, bo latem to można się roztopić), postawić sobie ambitny cel, ale w zasięgu i realizować plan. Jeśli byłoby to 10 km w 50, 55 czy 60 minut przy 3 treningach w tygodniu, to w internecie jest całe mnóstwo gotowych planów. Naprawdę zazwyczaj wystarczy realizować uczciwie plan i będzie efekt. Owszem, nie za każdym razem wyjdzie idealnie, bo czasami kilka treningów wypadnie - bieganie to dodatek, który przegra z rodziną, zdrowiem, znajomymi, pracą, czasami jeszcze z innym hobby - ważne, żeby realizować plan w taki sposób, że się wie, że w danej sytuacji nie dało się zrobić go lepiej. Wtedy jest satysfakcja, bo wiadomo, że praca treningowa została wykonana najlepiej jak to było możliwe.
toto - 2017-05-13, 17:31
:
Dobra, ostatni tydzień jakoś przeżyłem. Trzy treningi, czyli tyle ile było w planie - łącznie 25 km - dzisiaj ostatnie 4 km lekko plus 1 km mocniej (3'50/km) i jeszcze 1 km powrotu do domu. Mój numer to 715 i musi być diabelsko szczęśliwy - jeśli od 715 odejmiemy 29 (wiek) i jeszcze 21 (dystans) i dodamy 1 (pierwszy bieg w półmaratonie) to wyjdzie 666. Otchłaniowa matematyka jest po mojej stronie. //prorok

Sprawdziłem co podałem podczas rejestracji do biegu - czas docelowy określiłem jako 1:35 i na taki wynik pobiegnę (tempo ok. 4'30/km). Gdyby nie ostatnie perturbacje zdrowotne, atakowałbym 1:30, ale w tej chwili pobiegnę bezpieczniej. Jak będzie siła po 10 km, przyspieszę i zobaczę co z tego wyjdzie.
Shadowmage - 2017-05-13, 18:00
:
Ja wczoraj poszedłem pierwszy raz pobiegać po szpitalu i w zasadzie dwumiesięcznej przerwie. Niecałe 5 km, średnia 5:35, myślałem, że będzie gorzej. Pewnie to, że trochę w międzyczasie jeździłem rowerem, pomogło. Ale wszystkie plany na ten sezon i tak poszły się bujać :)
toto - 2017-05-14, 15:04
:
Taktyka, głupcze!

Zakładana taktyka była bardzo mądra, lekko defensywna, ale pozwalała na atak. Ja się jej nie trzymałem i dostałem nauczkę. Pierwsze 5 kilometrów pokonałem odpowiednio*:
4'22,
4'26,
4'22,
4'22,
4,28 - podbieg plus pierwszy bufet, gdzie właściwie się nie napiłem (nie umiem biec i pić z kubka) i zostało mi polać głowę resztką wody
Biegłem za szybko, ale biegło się dobrze, oddech był lekki, po wodzie złapała mnie kolka, zamiast wody nałykałem się powietrza i tak mnie trzymało już do końca i to w takim miejscu (dokładnie pod numerem startowym), że ciężko mi było nawet tam ścisnąć ręką

5-10 km
4'28,
4'16,
4'21,
4'14 - było z górki i się nie hamowałem
4'18 - zaczęło się lekko pod górkę, ale siłą rozpędu leciałem za szybko, momentami poniżej 4'/km
4,30 - pod górkę, najcięższy odcinek do tej pory, dodatkowo bufet, gdzie zwolniłem, wziąłem żel
- wcześniej niż planowałem, ale kolejna woda była dopiero na 14 km i to już byłoby za późno, z dwojga lepiej trochę wcześniej niż później, zamiast wody znowu nałykałem się bardziej powietrza

Pierwsze 10 km pokonałem z około minutowym zapasem, ale poszedłem po rozum do głowy i zwolniłem. Kolejna piątka (10-15 km) wyglądała tak:
4'30,
4'33,
4'31,
4'31,
4,33'
4,27 - gdzieś na początku tego kilometra był bufet, znowu woda - kubek na głowę i próba wypicia choć odrobiny, znowu łapałem bardziej powietrze, chwyciłem też kawałek banana, z którym męczyłem się jakieś 200-300 m,

Finałowe 6,1 km:

4'24
4'39 - z górki, a ja zwalniam, zaczęło się robić ciepło, powoli zaczynam płacić za zbyt szybką pierwszą piątkę,
4'57 - w miarę po płaskim, ale tempo już spadło
4'55 - zaczyna się już pod górę, pod koniec tego kilometra dogonili mnie zające na 1:35', ale biegłem z nimi tylko chwilę i zwolniłem
5'26 - mocno pod górę, a mi się już nie bardzo chce, zające zaczęli mi uciekać
5'27 - jeszcze trochę pod górę, później lekko z górki
1'07 - ale to dlatego, że trochę zawyżył i ostatni odcinek podał 220 m, średnie tempo to ok. 5'05/km

Fakty:
Miejsce open: 243/2634
Miejsce w kategorii M20: 55
Czas netto: 01:37:16

Punkt pomiaru, czas, tempo
4.6 km 00:19:49 4:19 (dużo za szybko)
10 km 00:44:06 4:25 (wciąż za szybko)
15 km 01:06:46 4:27 (mniej więcej jak powinno być)
FINISH 01:37:16 4:37 (cena za zbyt szybki początek


Gdybym nie przeszarżował na początku, zmieściłbym się pewnie w 1:35, może nawet lekko bym złamał, ale to nauka na przyszłość.
Jednak wiem, że 1:30 jest spokojnie w moim zasięgu, po prostu ostatni miesiąc to było próbowanie złapania treningu w każdym możliwym momencie, gdy noga nie bolała (achilles zabrał mi tydzień) i mogłem oddychać (kolejny tydzień), nawet jak nie byłem do końca zdrowy. Myślę, że gdybym odpuścił ten start, a znalazł półmaraton za jakieś 3 tygodnie to zakręciłbym się ok. 1:30 gdyby tylko nie zmasakrowała mnie temperatura (to może być problem). No nic, w czerwcu jeszcze 2 lub 3 dyszki i chwila wolniejsza, w lipcu ruszają przygotowania do październikowego półmaratonu, tam celem jest złamanie 1:30. W zależności od wyników z czerwcowych dyszek wybiorę ostateczny cel.

*czasy z mojego zegarka, więc mogą się różnić od czasu netto podanego przez organizatora, tym bardziej, że dodał mi 100 m


e:
Od 17 km (kiedy spada mi wyraźnie tempo) zaczyna się zjazd ze średnim tętnem, więc to chyba znowu przegrała głowa
Trojan - 2017-05-14, 18:45
:
Mi tam wygląda że musisz zacząć ćwiczyć picie w trakcie biegu :)
toto - 2017-05-14, 19:33
:
Umiem pić z bidonu/butelki, ale uwierz mi, picie w biegu z plastikowego/styropianowego kubeczka - czego poza startami nie poćwiczę, a to był mój debiut w półmaratonie - to zupełnie inna para kaloszy. Raz, że z każdym krokiem część wody może ci się z naczynia wylewać (ręka nie chce przestać do końca pracować, plus lekkie wstrząsy z każdym krokiem), dwa - dużo większy "otwór" i z płynem dostaje się do buzi powietrze, którego połykam dużo. Na ostatnim punkcie z wodą zgiąłem kubek w taki sposób, że utworzył się "dziobek" i proporcje płyn/powietrze były już prawie akceptowalne. Inna sprawa, że na tym punkcie biegłem też sporo wolniej niż na poprzednich, więc skuteczność tej metody też niekoniecznie jest mierzalna. Biec z własną wodą mi się nie chce - do dystansu 10 km nie ma potrzeby, w półmaratonie i tak bez sensu targać ze sobą butlę.
Trojan - 2017-05-14, 19:44
:
No to na przyszłość musisz albo
1 zrezygnować z picia w czasie biegów /zawody
2 przekonać orgow żeby dawali bidony
3 biegać z własnym bidonem
4 ćwiczyć picie z kubka w czasie biegu.
toto - 2017-05-14, 19:51
:
Trojan napisał/a:
1 zrezygnować z picia w czasie biegów /zawody
Do zrobienia. Gdyby było co najmniej 5 stopni chłodniej i słońce było za chmurami, nie grzało bezpośrednio.
Trojan napisał/a:
2 przekonać orgow żeby dawali bidony
Wtedy koszt wody wzrośnie wielokrotnie - w kubeczku było maks 150 ml, zamień to na butelki min. 330 ml i raz, że dużo więcej wody jest wydawane, która w większości i tak zostanie wyrzucona, dwa - woda z droższego źródła (tutaj dostarczyły Wodociągi Białostockie). Woda butelkowana była na mecie.
Trojan napisał/a:
3 biegać z własnym bidonem
Bez sensu, z bidonem mogę biegać latem dłuższe treningi.
Trojan napisał/a:
4 ćwiczyć picie z kubka w czasie biegu
Co właśnie robiłem podczas tego biegu. Przy następnej okazji wypróbuję właśnie metody z ostatniego punktu - ściśnięcie kubka w taki sposób, żeby powstał dziobek.
toto - 2017-05-21, 17:16
:
Tydzień po.
Poniedziałek wolny, we wtorek spokojne 8,8 km, w środę równie spokojne 12 km, w czwartek lekko żwawiej 11,5 km, w sobotę żwawiej 10,7 km, dzisiaj spokojnie ~14,5 km. W sobotę zaliczyłem cały dzień w słońcu i popołudniowy bieg mnie zmęczył. Dzisiaj w planie było bieganie około południa i to była mordęga - słabo z cieniem, czasami chociaż wietrzyk wiał i lekko chłodził, ale ogólnie warunki niekorzystne. Jednak to jest bardzo dobrze i zgodnie z planem - przez najbliższe tygodnie w niedziele biegam specjalnie o tej porze - 18 czerwca start jest o 12, trzeba się trochę przyzwyczaić do patelni. Tydzień regeneracyjny >58 km spokojnego biegania w tempie 4'45-5'12/km. W przyszłym tygodniu zacznie się orka, jeśli zniosę temperatury, to w czerwcu planuję atak na pobicie 40 min.
toto - 2017-05-30, 19:32
:
Wciąż uczę się biegać w cieple. W tygodniu startuję zazwyczaj między 17 a 18, w niedzielę twardo start ok. południa. Biegam wolno, czasami wpadnie coś trochę żwawszego, ale nie za długo i nie za szybko - w sobotę 7,6 km po 4'22/km. No nic, zapisałem się na start w sobotę o 18, liczę że będę już wypoczęty a temperatura mnie nie zabije. Postaram się pobiec z szansą na złamanie 40 minut, jak nie wyjdzie zostaje start 18 czerwca. Co prawda w samo południe, ale zawsze jest niewielka szansa na zachmurzenie lub nawet deszcz.
Shadowmage - 2017-05-30, 22:29
:
A ja się nadal nie mogę przemóc do powrotu do biegania. Rower owszem, uskuteczniam, ale jakoś mnie nie ciągnie do założenia butów. Ot, robię raz na tydzień z 5 km i tyle. Ale brzuszek zaczyna rosnąć, chyba trzeba się zmobilizować :)
Romulus - 2017-05-31, 05:27
:
U mnie też spadek formy mimo ocieplenia. Ale i czasu mniej. Staram się, aby raz w tygodniu był standardem i to mi się udaje. Trzymam ambicje na wodzy i nie walczę z czasem zbyt zażarcie. Tylko na podbiegu w połowie trasy. Na razie biegam wieczorem, około 18.00. W czwartki i piątki mam luz, bo pracuję w domu. Ale w czwartki poranki mam na siłownię więc zostaje tylko piątkowy poranek na kolejny bieg.
toto - 2017-06-03, 21:45
:
Czas 41:11, miejsce 15 open, miejsce 2 w M20. Dostałem trofeum i stanąłem na podium. 8) A teraz wypiję piwo z pakietu startowego i idę spać. Czas może mógłby być lepszy, ale czuję, że forma rośnie i stawiam wszystko na jedną kartę za dwa tygodnie. Dzisiaj było mocno, ale była rezerwa. No i pierwsze trofeum cieszy.

e:
VI Siemiatycka Wieczorna Dycha. Start o 18. Przez 18 lat rodzina mieszkała w tamtych stronach (ja tylko 10), więc powiedzmy, że start nawet lekko sentymentalny. Do Siemiatycz przyjechaliśmy ok. 16:20, odebrałem pakiet, trochę pooglądałem okolice mety, później inspekcja miejsca startu, obejrzenie centrum miasta (niestety właściwie nic do oglądania nie było, stoi jakiś zabytkowy kościół i jakiś budynek przy tym kościele). Przed 17 byłem z powrotem w biurze zawodów. Przebranie się, lekki truchcik na rozgrzewkę i ok. 17:30 wsiadłem do autobusu, który miał nas zawieźć na start. I to był błąd, bo w dusznym autobusie czekaliśmy 15 minut nie wiadomo na co i dopiero wtedy ruszyliśmy na start. Później okazało się, że było stosunkowo krótkie przejście z biura zawodów na start, idealny odcinek na rozgrzewkę. No nic, w miejscu startu jeszcze kilka chwil na dogrzanie się, ustawiam się w połowie stawki i ruszamy, początkowo z górki.

I to był drugi mały błąd - zostałem zamknięty pomiędzy ludźmi biegnącymi wyraźnie wolniej ode mnie, zanim ich wyprzedziłem zbieg się skończył, zaczął się podbieg, nie szarpałem, minimalnie zwolniłem, ale 1 km wpadł w 4'06, więc zgodnie z planem. Jednak przede mną majaczyła grupa może z 40 osób (później się okazało, że spora ich część biegła na 5 km), a ja zacząłem mozolnie wyprzedzać kolejnych zawodników, głównie podczas pokonywania wzniesień (u siebie mam cięższe górki, więc luzik). I ostatecznie trochę mi to pomogło, bo przez większość trasy miałem kogoś w zasięgu wzroku, jakieś 30-50 m ktoś przede mną był i to był idealny motywator do biegu w stałym tempie. Niestety, przyszedł 7 km, minąłem ostatniego "zająca", nawrotka i patrzę, że następny zawodnik przede mną ma może z 200 m przewagi i raczej ciężko będzie go dogonić (spoiler alert: nie dogoniłem). Jeszcze przez jakąś minutę widziałem cień wyprzedzonego zawodnika, ale sukcesywnie się od niego oddalałem. Dobiegłem do znacznika 9 km, postanowiłem powoli przyspieszać, w końcu był zbieg, za którym został tylko stadion (tak z 3/4) i meta. Na zbiegu przyspieszyłem do nieco poniżej 4'/km, na stadionie zacząłem dociskać mocniej, już leciałem w tempie 3'10-3'15 km, został już tylko ostatni wiraż i 30 m prostej, a ja zwalniam do ~3'55 i biegnę tak do końca.

Trochę czasu na ogarnięcie się i czas na posiłek regeneracyjny - bigos, kartacze, kiełbasy z grilla i piwo. Zjadłem kiełbaskę, piwa nie mogłem wypić, bo prowadziłem. Ok. 20 zaczęła się ceremonia wręczania nagród. Najpierw kategoria open w biegu na 10 km, później 5 km i w końcu kategorie wiekowe. Miałem 4. czas w M20, ale nagrody nie dublowały się z kategorią open (miejsca 1-3 z kategorii open nie stawały na podium w kategorii wiekowej) i takim sposobem wylądowałem na 2 miejscu podium.

W losowaniu wygrałem jeszcze powerbank, zabraliśmy się w drogę powrotną ok. 21:45, w domu ok. 22:35. Pakietowe piwko (Brovca) na lepszą pracę żołądka i dzień się dla mnie skończył.

Poza drobnymi niedogodnościami było super, punkty z wodą były ustawione gęsto i każdy mógł spokojnie się napić (w biegu zmoczyć usta raczej) lub polać głowę wodą (pomaga). Jak terminy zagrają, wrócę tu za rok. Tylko wpadnę już do wyższej, w biegach amatorskich mocniejszej, kategorii wiekowej - o podium będzie trudniej, jeśli nie zejdę do co najmniej 38 minut.
Beata - 2017-06-04, 14:16
:
Gratulacje. :mrgreen:
toto - 2017-06-04, 16:19
:
O, jestem nawet na zdjęciu:

utrivv - 2017-06-05, 06:06
:
Masz ładne włosy i figurę //panda
Fidel-F2 - 2017-06-05, 07:24
:
Która to ty?
Shadowmage - 2017-06-05, 07:42
:
Młodo wyglądasz!
toto - 2017-06-05, 17:12
:
Cytat:
Młodo wyglądasz!
Piwo stosowane od wewnątrz wygładza zmarszczki.



Robione suszarką do włosów, ale lepszego nie dostałem.

e:
Ja to ten najbardziej po cywilnemu na podium, jakby ktoś się nie domyślił.
Shadowmage - 2017-06-05, 21:49
:
toto napisał/a:
Piwo stosowane od wewnątrz wygładza zmarszczki.
Mówisz do eksperta :)

Gratki jeszcze raz i strasznie zazdroszczę, bo ja nawet na regionalnym biegu nie mam szans na załapanie się na top 10, nie mówiąc o pudle.
utrivv - 2017-06-06, 06:35
:
Gratulacje :)
Biegałeś w asicsach?
toto - 2017-06-06, 06:47
:
Nie, Saucony Kinvara 7 - patrz zdjęcie na poprzedniej stronie. Asicsy, które mam na nagach na podium, nie nadają się do biegania czegoś dłuższego niż 15 m "sprintu" na przystanek.
utrivv - 2017-06-06, 07:20
:
A możesz zaproponować jakieś Saucony dla stopy pronującej?
utrivv - 2017-06-06, 09:41
:
Trojan napisał/a:
współczuje
Koniec offtopu
toto - 2017-06-06, 17:57
:
utrivv napisał/a:
A możesz zaproponować jakieś Saucony dla stopy pronującej?
O ile wiem, to Saucony Guide, ale to raczej dla ludzi lżejszych niż 80 kg, tak bliżej 75 kg i mniej. Ale na bazie własnych doświadczeń mogę poradzić jedno - nie kieruj się tym, co dla kogoś jest wygodne, ani marką butów, w której ktoś biega. Każdemu mogą pasować zupełnie inne buty - jeden wybierze buty Adidasa, inny Nike, trzeci Saucony, czwarty Kalenji. Inny będzie miał kilka par, każdą innego producenta. A najlepiej zajść do sklepu (kilku sklepów) z butami wielu producentów i po prostu poświęcić łącznie kilka godzin na znalezienie buta dla siebie. Trzeba przymierzyć różne modele, różnych producentów, trochę w butach pobiegać po sklepie (bieżni, jeśli jest). Warto zajrzeć do Decathlonu. Jedyna moja rada na mierzenie butów - po południu (po całym dniu noga lekko puchnie i właśnie w takim stanie powinno się kupować buty do biegania) i w skarpetkach, w których masz zamiar biegać. A jakie skarpety? Cienkie, z płaskimi szwami lub bez szwów, nie bawełniane, tylko jakieś techniczne. W Decathlonie można dość tanio kupić proste skarpetki do biegania - dobra relacja jakość/cena.

Zajrzyj też tutaj: https://sklepbiegowy.com/virtualAdvisor
1. Płeć wybierasz normalnie
2. Waga również prawdziwa
3. Wybierz treningowe, chyba że planujesz w tych butach biegać <37'/10km
4. Nawierzchnia - asfalt, chyba że planujesz biegać po trudnym terenie (dużo błota, dużo niestabilnej nawierzchni, korzenie, kamienie itp., alejki w parku czy leśne drogi szutrowe to nie jest trudny teren), wtedy terenowe
5. Dystans do 30 km (jeśli myślisz o maratonie za pół roku, zrezygnuj i zaplanuj najpierw 10 km, po roku może półmaraton, a maraton dopiero w jeszcze kolejnym roku)
6. Stabilizujące

Jeśli chodzi o mnie - do tłuczenia kilometrów używam na przemian New Balance 1080v6, Mizuno Wave Rider 20. Mam jeszcze mocno wysłużone Mizuno Wave Inspire 11, które trzymam tylko na ekstremalne warunki - jakbym miał robić trening w błocie - i na zimę - dostaną kolce, żebym mógł spokojniej biegać po lodzie. Kinvar używam do startów i szybszych treningów. Szybsze treningi robię też czasami w Riderach, ale na większych prędkościach czegoś im brakuje.


e:
Tak teraz pomyślałem, że mój poranny post mógł być odczytany jako krytyka Asicsów jako butów do biegania. Nie, nie był, po prostu nie miałem okazji używania biegowych Asicsów. Te, które widzisz na zdjęciu, nie są butami biegowymi. Są bardzo wygodne i bardzo je lubię, ale nie nadają się do biegania.
Tixon - 2017-06-06, 23:00
:
Tak na marginesie biegania, możecie podlajkować.
https://www.facebook.com/PSB.biegi/
Fidel-F2 - 2017-06-07, 06:40
:
Tixon, tam jest zdjęcie z biegania po mieście. Czemu mam lajkować debili?
toto - 2017-06-07, 16:45
:
A ja myślę, że byś do nich pasował.
Fidel-F2 - 2017-06-07, 16:49
:
Tak, mógłbym podstawiać nogę. Byliśmy kwita. Ale czemuś tego nie robię.
toto - 2017-06-07, 17:02
:
Ja codziennie się wkurzam na blokujące miasto samochody. Do tego jeszcze smrodzą.
Fidel-F2 - 2017-06-07, 17:28
:
Jeżdżą ci po chodnikach? A to skurwysyny.
toto - 2017-06-07, 17:52
:
Jeżdżą. I parkują na chodnikach w miejscach niedozwolonych. Cały rok. Ale nie wyzywam ich od debili. Rozumiem, że miasto jest dla wszystkich, każdy musi iść na jakieś ustępstwa.
Fidel-F2 - 2017-06-07, 18:24
:
Bo to są skurwesyny, ci co biegają to debile. Nie myl pojęć.
toto - 2017-06-07, 18:29
:
Wczoraj interwały, dzisiaj piwo. Równowaga w przyrodzie musi być.
Fidel-F2 napisał/a:
ci co biegają to debile
Musisz postarać się bardziej.
Fidel-F2 - 2017-06-07, 19:19
:
O co?
toto - 2017-06-07, 19:42
:
Żeby doczekać otwarcia.
Tixon - 2017-06-07, 23:33
:
Fidel-F2 napisał/a:
Tixon, tam jest zdjęcie z biegania po mieście. Czemu mam lajkować debili?

Czy chcesz nam powiedzieć, że przestałeś być fejsbukosceptyczny? :mrgreen:
Fidel-F2 - 2017-06-08, 10:01
:
toto, siała baba mak

Tixon, nie, ale niektóre strony się otwierają bez względu na to czy masz konto czy nie, a jeśli chodzi o sam fakt dania lajka to użyłem pojęcia stricte akademicko
toto - 2017-06-11, 14:52
:
Electrum Ekiden - charytatywna sztafeta maratońska
Moja zmiana to było 10 km. Miało być spokojnie, 45 minut, może wolniej, żeby nie zmęczyć się za mocno przed startem docelowym. Miało być... Było ~42'30*. Ale po kolei. Firma wystawiła dwie drużyny. Biegłem na trzeciej zmianie (zmiana I - 7,195 km, II - 10 km, III - 10 km, IV - 5 km, V - 5 km, VI - 5 km) i moja drużyna traciła jakieś ~10 minut do naszej drugiej firmowej drużyny. Trochę zagrała ambicja i ruszyłem szybko, dużo za szybko, bo początkowo biegłem sporo poniżej 2'40/km, zwolniłem i pierwszą pętlę (2,5 km) zrobiłem w 4'08/km. Druga pętla to już pójście po rozum do głowy i zwolnienie do 4'18/km, trzecia to już 4'24/km, ale zacząłem się nudzić, jednak wciąż biegłem za szybko względem planu. No i po wybiegnięciu z trzeciej pętli zobaczyłem, że nasza druga (pierwsza) drużyna jest w zasięgu wzroku, tylko jakieś 300 m przede mną. I tempo znowu wzrosło do ok. 4'13/km, zamieniliśmy się miejscami gdzieś 1,5 km przed końcem zmiany. Ostatnie 300 m (na stadionie) zrobiłem po ok. ~3'50/km, ostatni odcinek znowu po 4'08/km. Wewnątrzfirmowe prowadzenie dowieźliśmy do mety.

Plusy:
Strefa chłodzenia na każdym kółku razem z wodą - można było się ładnie ochłodzić i napić jak była potrzeba. Ja przede wszystkim oblewałem czapkę wodą, piłem dość niewiele na każdym punkcie, ale ciągle próbuję patentu z dziobkiem i chyba działa.
Luźny bieg, ciągle było kogo wyprzedzać.
Dużo ludzi, dużo wolontariuszy, fajna zabawa.

Minusy:
Nie wiedziałem, o której wystartuję i kiepsko z jedzeniem przed startem. Na ok. 35 minut przed startem wciągnąłem żel, bo nie dało się sensownie zjeść śniadania i musiałem polegać na strzale węgli tuż przed startem.
Biegłem w południe, było ciężko, bo grzało. Na szczęście część trasy była zacieniona i ponieważ biegaliśmy po pętli, to na każdym kółku była woda i można było oblać się wodą.
Dużo ludzi do wyprzedzania - z jednej strony podbija psychikę, ale z drugiej zupełnie nie masz pojęcia na jakim miejscu biegniesz. Niby zabawa i pobiegłem z rezerwą, ale jednak chciałoby się wiedzieć, który czas na mojej zmianie miałem globalnie.


Czy wezmę udział za rok? Jeśli będą chętni w firmie, to pewnie tak, ale zaklepię sobie wcześniejszą zmianę, żeby nie męczyć się w upale.



*nie wiem czy za jakiś czas dostanę gdzieś oficjalnie mój czas, czy podadzą mi miejsce na zmianie/wśród osób biegnących 10 km.


e:
Tydzień zamknięty z ok. 45 km na liczniku. Przyszły tydzień to ~25 km, w tym 10 km startu. Lubię luzowanie. 8)
toto - 2017-06-18, 14:20
:
Ugotowany

Start o 12, ok. 22-23 stopni, praktycznie bez chmur. Pierwsze 2 km elegancko, minimalnie poniżej 4'/km, później totalny zjazd. Dwa kolejne kilometry w 8'32, jeszcze kolejne w 9'17 (czułem jakbym stał w miejscu), później kilometr w 4'34 i znowu 2 w 9'35, został ostatni kilometr, ostatnie ~400 m w miarę przyzwoitym tempem zrobiłem. Na ok. 400 m przed metą przyspieszyłem do 4'/km, po wbiegnięciu na stadion ok. 3'35/km, końcówka zdecydowanie poniżej 2'30/km. Ale ostateczny czas i tak fatalny - 44'19. Wcale nie jestem wypruty, po prostu temperatura mnie zabiła. Tydzień temu biegłem w podobnych warunkach, ale co 2,5 km mogłem dobrze się schłodzić wodą wylewaną na głowę. Tutaj tego zabrakło - tylko jeden punkt z wodą, do tego skromne ilości i się zagotowałem. Nie mam pretensji do organizatorów, od dawna wiedziałem, że będzie tylko jeden punkt z wodą i liczyłem, że wystarczy. Lekcja nr 1 - letnie biegi w południe nie są dla mnie. Lekcja nr 2 - dwa tygodnie temu mogłem pobiec szybciej, ale się oszczędzałem na dzisiaj i okazało się, że to był błąd - skoro noga niosła, trzeba było wykorzystać szansę na życiówkę.
toto - 2017-07-05, 17:23
:
Krajobraz po porażce - tydzień spokojnego biegania, sporo kilometrów, ale wszystko wolno. Od niedzieli 25 czerwca zacząłem przygotowania do półmaratonu w październiku. Pierwsze 4 tygodnie to ciągle spokojne biegania, ale raz w tygodniu bieg długi. Pierwszy tydzień (niedziela - sobota) i od razu kłopoty - niedziela wyszła elegancko (bieg długi 20 km), później poniedziałek i wtorek biegów spokojnych również. Środa odpoczynek i później czwartek i piątek to stracone treningi z powodów służbowych. Sobota to wyjazd na konferencję, później dużo godzin za kółkiem i start mini-urlopu (nie biegałem, ale dużo chodzenia i powiedzmy, że ten dzień nie był całkiem stracony). Teraz już lepiej. Niedziela - znowu bieg długi - 21 km, poniedziałek - dużo chodzenia plus 14 km biegu spokojnego, wtorek dużo chodzenia plus 12 km biegu spokojnego. Dzisiaj 9 h za kierownicą i nogi wchodzą mi w dupę, plecy bolą i wolne. Ale plan jest taki, że robię jeszcze 2,5 tygodnia spokojnego biegania i od 23 lipca ruszam z czymś szybszym. W październiku będę pana Danielsa wychwalał albo przeklinał. Jak dobrze pójdzie, to 30 lipca będę miał start kontrolny i będzie czas na korektę temp treningowych.
toto - 2017-07-22, 18:51
:
Trening do półmaratonu - faza I
Kiedy: 25 czerwca - 22 lipca
Liczba treningów: 18 - w pierwszym tygodniu 3, w 3 kolejnych tygodniach po 5, niektóre treningi kończone przebieżkami
Sesje jakościowe: 4 biegi długie (20 km lub więcej), reszta biegi spokojne lub minimalnie tylko szybsze, ale bez szaleństw.
Dystans: 265,16 km
Długość trwania: 21:35:38 godzin

Od niedzieli zaczynam fazę II. Tym razem będą to 3 tygodnie z nieco szybszymi akcentami. Plan jest taki, żeby kilometraż został w miarę bez zmian (może nawet lekko spaść, ale nieznacznie), ale ma wejść szybsze bieganie. W przyszłą niedzielę powinien wpaść start kontrolny - tylko mam sprzeczne prognozy pogody - jedne mówią o ~22, inne o ~30 stopniach. W obu przypadkach mają być też burze. Opcja pierwsza - może być fajnie, druga - fatalnie. Ale i tak pobiegnę, o ile nie będę w podróży służbowej.
toto - 2017-07-30, 17:31
:
Czas 40:02. Miejsce ok. 12. Upał jak diabli, cały czas w Słońcu, dobrze, że była woda na trasie - wysłałem na siebie chyba z 1,5 litra wody, wypiłem może 0,25, a pewnie i tyle nie. Tylko trasa trochę niedomierzona.

e:
40:00:06, miejsce 3 w M20. Nie wiem, które open.

e2:
Jednak 40:06:33, źle usłyszałem przy wręczaniu pucharu, ale to czas brutto, nie netto, a ponieważ startowałem z dalszych rzędów, to kilka sekund upłynęło zanim minąłem linię startu. Czas netto był raczej bliżej 40 minut, bo po minięciu mety też chwilę mi zajęło zastopowanie garmina.

Po kolei - tydzień zacząłem od biegu długiego w ubiegłą niedzielę - 20 km, ostatni kilometr był szybciej, w tempie ok. 3:53 min/km. Poniedziałek to 13 km biegu spokojnego i ostatni kilometr mocno - wyszło ~3:41 min/km. Wtorek to zabawa w trenowanie szybkości i techniki biegu - najpierw 3 km spokojnie (na dogrzanie), później 4 x (200 m R + 200 m przerwa + 200 m R + 400 m przerwa + 400 R + 200 m przerwa) + ~3,6 km schłodzenia. R, czyli rytm, w moim przypadku było to tempo 3:35 min/km. Pierwsze powtórzenie szło dobrze, przerwy robiłem w biegu i to w zbyt szybkim tempie, kolejne powtórzenia były już ze spokojniejszą przerwą - najpierw marsz, później trucht. Gdybym wszystkie przerwy robił w truchcie ok. 5:20 min/km nie musiałbym przechodzić w marsz po żadnym powtórzeniu, ale pierwsze powtórzenie miało złą przerwę i już do końca nie chojrakowałem. Kolejny trening to czwartek - ok. 13 km wolnego biegania, czwartek to z kolei 2 km biegu spokojnego + 4 x (1600 m P / 1 min przerwy) + 4 x (200 m R / 200 m truchtu) + schłodzenie. P - bieg progowy, u mnie ok. 4:11 min/km. R - to samo co we wtorek. Pierwsze dwa powtórzenia P w tempie 4:15 min/km, przerwa w truchcie, tak jak powinno być, powtórzenia 3. i 4. to tempo ok. 4:05 min/km, ostatnia przerwa (po 4. powtórzeniu) w marszu, później ok. 35 sekund truchtu i rytmy - tutaj wszystko zgodnie z założeniami. Na koniec ok. 600 m schłodzenia (bo byłem blisko domu i już nie chciało mi się więcej biegać). Jeśli chciałem walczyć o dobry czas w niedzielę, tego treningu w ogóle nie powinno być w tej formie, co najwyżej bieg spokojny + kilka przebieżek. Celem jest jednak półmaraton, więc trening piątkowy był i niedziela miała wypaść trochę przy okazji. W sobotę zrobiłem sobie tylko lekkie rozbieganie - 3 km + 3 x przebieżki 100 m mocno, ładnie / 100 m przerwy w truchcie + jeszcze ok. 1 km schłodzenia.

II Bieg Stefana Czarnieckiego w Tykocinie
Niedziela - zaczęło się normalnie, trochę brakowało mi porannego biegu długiego, ale jakoś to przecierpiałem. Ok. 12 użądliła mnie pszczoła, ale na szczęście nic nie spuchło (co mi się czasami zdarza po takiej przygodzie) i ostatecznie raczej nie miało to wpływu na moją postawę. Bieg startował o godz. 17, prognozy z poniedziałku mówiły o ok. 22 stopniach, prognoza z niedzieli o 28 stopniach i bezchmurnym niebie - sprawdziła się ta dzisiejsza. Organizatorzy zapowiedzieli, że będzie woda na trasie, więc stwierdziłem - a co mi tam, jadę i najwyżej znowu się ugotuję. Do Tykocina miałem ok. 40 minut jazdy samochodem, do miasteczka przyjechałem ok. 15, pochodziłem po centrum, spotkałem wycieczkę(i?) z Izraela, zobaczyłem z zewnątrz kilka zabytków i tyle. Przebrałem się, poszukałem cienia i czekałem na start.

Ostatecznie start był o 17:05, ja ustawiłem się gdzieś w 5-6 szeregu. Dlaczego to zrobiłem, chociaż wiedziałem, że będę na początku zablokowany przez wolniejszych biegaczy? Taktyka. Na walkę z czołówką i tak nie miałem szans, więc stwierdziłem, że stanę trochę z tyłu i będę połykał tych, co przeszacowali swoje siły na początku. Taktyka był świetna, pierwsze 2 km to było spokojne przechodzenie po biegaczach i biegaczkach, na trzecim kilometrze wyprzedziłem jeszcze chyba z 5 osób i dalej była cisza - przede mną kolejni zawodnicy jakieś 200 m, i widziałem, że raczej nie zmniejszam dystansu, więc pozostało mi samotne biegnięcie do mety i pilnowanie, żeby nikt mnie nie wyprzedził. Udało się, ostatecznie przybiegłem 12 open, na trasie nikt mnie nie wyprzedził 8) , za to ja wyprzedziłem z 25-30 osób i bardzo to mi pomogło na głowę. Może gdybym stanął z przodu i od początku pobiegł mocno, to dałbym radę walczyć o 1 miejsce wyżej, ale w tych warunkach prędzej bym się ugotował i skończył 2 minuty później.

Co do dystansu - na pewno nie było pełnych 10 km, więc czas jest słabym odnośnikiem. Trochę szkoda, że meta mnie trochę zaskoczyła, bo miałem zostawione siły na finisz i mogłem z 6 sekund urwać, gdybym zaczął odpowiednio wcześniej. Gdyby była pełna dycha, pewnie zakręciłbym się ok. 41 minut, w tych warunkach (pogoda, po mocnych treningach bez luzowania na start) lepiej, niż mogłem się spodziewać.
Romulus - 2017-07-31, 13:12
:
Urlop - zgodnie z przewidywaniami - pokrzyżował mi wszystkie plany biegowe. Po prostu nie ma już codziennej rutyny, w którą można było wpasować biegi. Ale może teraz się uda, bo kolejne dwa tygodnie mam zamiar spędzać na minimalnej aktywności. Więc znajdzie się czas na bieganie. Przed urlopem szło mi nieźle. Aczkolwiek zauważyłem, że bieganie jesienią-zimą szło mi zdecydowanie lepiej. Rekordu życiowego nie pobiłem, ale była moc w tym bieganiu. Może to przez zimno. Wiosna zaczęła się opornie, potem był skok formy i szedłem jak burza. Przyszedł urlop, wyjazd za granicę i bum - wszystko padło. Teraz jest upalnie i mogę biegać albo o 5 rano albo o 21.00. Żadna z tych pór mnie nie pociąga. Zatem ten tydzień pewnie skończę z jednym biegiem, jak będzie dobrze. I chyba zacznę lato traktować jako pomost przed właściwym bieganiem jesienią-zimą. Ha! Jeszcze rok temu nie przeszłoby mi to przez myśl.
toto - 2017-08-01, 20:07
:
Gdyby nie reżim planu, odpuściłbym sobie bieganie w te upały. Ale co zrobisz? Plan każe, człowiek robi. Dzisiaj 20 x (200 m R / 200 m przerwy). Niby wydaje się proste, ale już po kilku powtórzeniach serce wali mocniej i nogi powoli zaczynają odczuwać zmęczenie, bo przerwa nie pozwala na pełny odpoczynek. Dodajmy do tego temperaturę i niedzielny start w nogach i wychodzi, że trening był ciężki. Ale dałem radę - po powrocie do domu lekki posiłek, poczekałem do ok. 19:30, zrobiło się odrobinę chłodniej (tak z 28 stopni) i ruszyłem do boju. Rytmy znowu w tempie ok. 3:35 - czasami noga niosła szybciej, ale wtedy pod koniec wyraźnie zwalniałem, żeby jednak tempo nie było dużo za szybkie, bo bym dostał w twarz na następnych powtórzeniach. Jako że w niedzielę było niecałe 10 km zamiast 20 (no dobra, z rozgrzewką pewnie było z 13, ale tego nie liczę), to muszę gdzieś uzbierać zaginione 10 km, więc pewnie wpadnie mi 6. bieg w tygodniu. Miała być środa, ale jednak raczej poczekam do soboty - temperatura ma już trochę spaść i na pewno będzie to lepsze rozwiązanie niż męczyć się 4 dni z rzędu w temperaturach dochodzących do 30 stopni.
toto - 2017-08-13, 11:38
:
Lekka modyfikacja planów - faza II została przedłużona o tydzień i będzie łącznie trwała 4 tygodnie. Trochę doczytałem pana Danielsa i trafiłem na informację, która umknęła mi za pierwszym razem - radzi, żeby faza II trwała nie krócej niż 4 tygodnie. Nawet dobrze, bo polubiłem bieganie na tych prędkościach, a wczoraj chyba wszedł mi najlepszy trening ever - 2 km BS, 6 km P (w założeniu 4:15 min/km) + 6 min BS + 4 x (200 m R / 200 m tr) + schłodzenie. Wyszło świetnie - 2 km BS, 6 km P średnio po ~4:10 min/km (pierwszy km progu w 4:22, reszta dużo szybciej, kończyłem w 4:02 i mógłbym takim tempem przebiec jeszcze kilka km). Po tempie progowym 6 min spokojnego biegu w tempie ~4:50 min/km i rytmy, które wchodziły <3:30 min/km (39, 39, 40, 39 sec) i na koniec 2,8 km schłodzenia. Mocny trening, ale czułem się po nim świetnie. I dzisiaj na dokładkę bieg długi 22,8 km, średnio po 4:52 min/km. Na 21. km zasymulowałem finisz i wszedł w 3:54 (próbuję się uczyć finiszu na koniec półmaratonu). I waga schodzi w kierunku startowej, więc powinno być dobrze.
toto - 2017-08-19, 12:20
:
Faza II
Kiedy: 23 lipca - 19 sierpnia
Liczba treningów: 24
Sesje jakościowe: 12, w tym jeden start kontrolny na 10 km
Dystans: 316,34 km
Długość trwania: 25:19:49 godzin.

Wyszło po 6 treningów w tygodniu, z czego trzy to były akcenty, pozostałe biegi spokojne. Akcenty to przede wszystkim rytmy i biegi w tempie progowym, ale wpadły też dwa biegi długie, jedno tempo maratońskie/bieg długi i start na 10 km. Razem to już 8 tygodni, czyli jestem w połowie drogi, przede mną najtrudniejszy etap - rytmy zostaną zastąpione interwałami - biegane trochę wolniej, ale odcinki już sporo dłuższe. Zostają też biegi długie/biegi w tempie maratońskim i biegi progowe. Najtrudniejsze będzie to, że plan przewiduje interwały w środę i biegi progowe w czwartek, czyli bez wypoczynku pomiędzy tymi sesjami. W ostatnim tygodniu tej fazy planuję start na 10 km. Wynik ma mi powiedzieć, na co nastawiać się podczas półmaratonu.

e:
Niedziela zaliczona - 22,7 km, 21. km szybko, bo w 3:49 min. Biegłem w wiatrówce, bo cały czas padał deszcz (było ok. 19-20 stopni i był to deszcz przyjemny), ale ubranie się do mnie przykleiło. Nie narzekam, podaję z kronikarskiego obowiązku - wolę to niż 30 stopni i patelnię. Mam nadzieję, że ~20 +-3 stopnie utrzyma się dłużej i będzie można ładnie biegać bez pocenia się jak świnia. Aha, niedawno znowu spotkałem borsuka - śmiesznie biegają te zwierzęta. A zając spierdzielał przede mną jakby się bał, że przerobię go na pasztet.
toto - 2017-09-10, 11:46
:
Nadchodzi start na 10 km. Od ostatniego wpisu minęły 3 tygodnie i 1 dzień, 19 treningów, 274 km, 21 h 18 min. Zaliczyłem dwa treningi, które dały mi potężnego kopa, szczególnie ostatni w czwartek - 3 x 3,2 km w tempie progowym (wyszło po ~4 min/km) z przerwą 2 min w truchcie i czuję, że jeśli nie zepsuję, to w przyszłą niedzielę 40 min na 10 km paść musi. A może nawet i 39 min. Ten tydzień to będzie lekkie luzowanie - dwa akcenty zamiast trzech i odrobinę mniejszy kilometraż, żeby w niedzielę wystrzelić. Wszystko powyżej 40:30 uznam za porażkę, wszystko powyżej 40 min uznam za słaby wynik. Muszę tylko pamiętać, żeby pierwsze 2 kilometry pokonać nie za szybko, 4:00-4:03 min/km będzie odpowiednie, bo wiem, że ostatni kilometr potrafię pobiec w granicach 3:40 i ewentualne "straty" z początku da radę wtedy odrobić. A jeśli zacznę za szybko, to od 6-7 km będę się bronił. Dobrze, że pogoda zapowiada się biegowa - poniżej 20 stopni, raczej bez deszczu, lekkie zachmurzenie i trochę wiaterku. Warunki może nie idealne, ale bardzo dobre. Trasa częściowo będzie prowadziła tymi samymi ulicami, co podczas wiosennego półmaratonu i już wiem czego się spodziewać.
toto - 2017-09-17, 11:35
:
7. TOP Auto Białystok Biega - 10 km

Zawody na 10 km. Czas 38:20 brutto, miejsce 30. Open, miejsce 11. M20.
Start - ustawiłem się trochę za daleko z tyłu i początek był szarpany, z omijaniem wolniejszych biegaczy i biegaczek, czasami było zwolnienie, żeby wcisnąć się w lukę i nagłe przyspieszenie, żeby wyprzedzić maruderów. Po ok. 500 m było już na tyle szeroko i stawka się rozciągnęła, że biegnąc po zewnętrznej miałem swobodę. Trochę czasu straciłem, ale później cały dystans trzymałem równe tempo i po kolei wyprzedzałem dużą liczbę zawodników, którzy zaczęli za szybko.

Pierwszy km w 4:03, drugiego nie złapałem, więc tempa nie znam, ale na trzecim kilometrze było łączny czas to 12:03 (idealnie w planie), średnie tempo tego kawałka to 3:58. Tutaj było lekko pod górkę i w zależności od samopoczucia miałem trzymać tempo lub przyspieszać. Czułem się dobrze i lekko przyspieszyłem, czwarty kilometr wpadł w 3:55 - data sport podaje mój czas po 4 km 16:08, ale to czas brutto, na ten moment miejsce open 43.

Kolejne kilometry trochę bez historii - 3:46, 3:41, 3:47 (tutaj chyba była woda, i mogłem odrobinę zwolnić, żeby trochę się napić), 3:48 (spora część to podbieg na Świętojańskiej.
Od tego momentu pocisnąłem - 3:41 i ostatni kilometr w 3:26. Na tym odcinku wyprzedziłem ok. 6 osób, ale moje tempo było dużo wyższe od nich i właściwie tylko jedna osoba trochę ze mną walczyła, ale po ok. 50 m już odpuściła. Czas w garminie to 38:13 i jest on bliższy prawdy, ale cóż zrobić, organizator powiedział, że pierwsze 50 miejsc będzie miało brany czas brutto i tego nie zmienię.

Po biegu jeden facet spytał mnie o bieg i powiedział, że na ostatnim kilometrze to ja musiałem go wyprzedzić, bo tak cisnąłem. Miło coś takiego usłyszeć.

Po cichu liczyłem na dojście do 39 minut, wyszło 38:20, gdybym na początku się nie musiał przeciskać i pobiegł trochę odważniej, to pewnie byłaby szansa nawet na ok. 38 minut. No nic, zobaczę po półmaratonie, może pobiegnę jeszcze w listopadzie jakąś dyszkę. Jak nie, będzie pierwszy cel na wiosnę.

Endomondo przy okazji wyznaczył moje nowe rekordy:
1 km - 3:14 min (w liceum biegałem trochę szybciej)
Test Coopera (12 min) - 3,34 km
5 km - 18:16

Na razie pan Daniels się sprawdza. Teraz muszę przemyśleć październikowy cel na półmaraton - miałem rozprawić się z 1:30, z wyniku na 10 km mogę myśleć nawet o wyniku 1:25 - tempo ok. 4:00 min/km. Muszę to przemyśleć.
toto - 2017-09-24, 08:06
:
Faza III
Kiedy: 20 sierpnia - 23 września
Liczba treningów: 30
Sesje jakościowe: 14, w tym jeden start kontrolny na 10 km; w tygodniu przedstartowym wyeliminowałem, zgodnie z zaleceniami Danielsa, jedną sesję interwałową, dlatego 14, nie 15
Dystans: 413,5 km
Czas: 32:07:15

Najdłuższa i najcięższa faza, skutki były lekko złagodzone tym, że we wrześniu temperatura wyraźnie spadła i łatwiej było robić cięższe treningi. Na czym polegała trudność? W niedziele bieg długi, zamiennie z biegiem w tempie maratońskim, później w środy interwały - odcinki o różnej długości, ale wychodziło mi ok. 23-24 minuty na jedną sesję, w czwartki poprawka biegami w tempie progowym, czasami kończone rytmami (tempo szybsze niż interwały, ale odcinki po 200 m). Do tego kilometraż utrzymał się na poziomie ok. 80 km/tydzień. Skończyło się tym, że polubiłem biegi spokojne, teoretycznie służące do nabijania objętości, a w praktyce dające czas na odpoczynek.

To było moje drugie podejście do treningu interwałowego (pierwsze skończyło się porażką) i teraz czułem respekt. W głowie ciągle sobie powtarzałem jedną zasadę - nie zacząć za mocno, bo zamiast 6-8 powtórzeń skończy się na wymęczonych 3. Udało się, wszystkie sesje zamknięte zgodnie z założeniami, końcowe powtórzenia bez umierania, można nawet powiedzieć, że stosunkowo na luzie. Czwartkowe sesje biegów progowych były na dobicie, ale wszystkie zniosłem dobrze. Tylko mam wątpliwość czy mój trening interwałowy nie był zbyt lekki - w wyścigu na 10 km ostatnie 6 km pobiegłem w średnim tempie wyższym niż moje tempo interwałowe, a tak być raczej nie powinno. :roll:

Zostały trzy ostatnie tygodnie do startu (niedziela 15 października), spadnie intensywność, lekko będzie spadać też całkowita objętość. Start mam o 11, więc ostatnie niedzielne treningi będę starał się wykonywać o tej porze - koniec z niedzielnym bieganiem o 6 rano.
Shadowmage - 2017-09-24, 08:48
:
Ja przez powody zdrowotne i cieplne latem co najwyżej starałem się podtrzymać pamięć mięśniową :P Ale teraz wygląda, że już nie ma tanich usprawiedliwień, więc zaczynam biegać. Plany na razie nie są bardzo ambitne, ale 11 listopada chciałbym zejść poniżej 50 minut na dyszkę (to i tak byłaby życiówka), a wiosną zrobić półmaraton może w okolicach 1:50 (choć w zasadzie każdym niesekundowym wynikiem poniżej 2h będę zadowolony). Ale na razie w szalony sposób zapisałem się na 100 Harpagana (nie sądzę, bym zrobił pełną trasę), więc ostro biorę się za trenowanie :)
toto - 2017-09-24, 16:46
:
Dobra, podkręciłem tempa jednostek treningowych, żeby odpowiadały ostatniemu wynikowi z zawodów. Dzisiaj w planie był fajny trening - 10 min BS, 30 min M, 5 min P, 30 min M. Weszło dobrze, a że po skończeniu ostatniego odcinka miałem do domu jeszcze ponad 4 km, to dopełniłem to czymś pomiędzy BS a M i w ten sposób nieoficjalnie pobiłem swoją życiówkę w półmaratonie - zmieściłem się poniżej 1:30. Mam odpowiedź na wątpliwość sprzed tygodnia - biegnę na 1:25, najwyżej mnie poskłada i nawet z 1:30 będą nici.

edit:
@Shadow
W sensie 100 km (rower, czy to do wybiegania?)? Odważnie. Ja na razie skupiam się na krótszych dystansach, może za jakieś dwa-trzy lata pomyślę o maratonie, jak zobaczę, że na 10 km i HM nie bardzo się poprawiam.
Shadowmage - 2017-09-24, 22:23
:
Tam są różne opcje, ja mam 100 km pieszo w 24h. Biegania raczej nie przewiduję, może jakiś trucht. Ale i tak masakra, bo to na orientację, więc równie dobrze można zrobić sporą górkę.
toto - 2017-09-25, 21:01
:
Za długo - mi nie chciałoby się męczyć w maratonie, bo za dużo czasu by mi zajął, a już 100 km z buta to przesada. Co z tego, że mam na to całą dobę, skoro prawie cały czas trzeba maszerować - minimum kilkanaście godzin (bliżej dwudziestu niż dziesięciu). Z drugiej strony - zabawa w orientacją pewnie dodaje trochę emocji i poprawia zabawę, o ile się nie zgubisz i nie nadrobisz kilkunastu kilometrów.
Shadowmage - 2017-09-26, 07:12
:
Ja np. bardzo lubię łażenie z plecakiem po górach, więc to takie trochę przedłużenie hobby. Może się nie spodobać, może zrezygnuję i wrócę do bazy w trakcie, ale to zawsze jakieś nowe doświadczenie i próba sprawdzenia się. Nie traktuję tego jak zawodów (właśnie odkryłem, że w niedzielę jestem zapisany na 10km... totalnie o tym zapomniałem), ale jako coś w rodzaju przygody. Tym bardziej, że będę ze znajomymi, więc zrobimy pewnie grupowy przemarsz (tak, na pewno zabłądzimy).
Shadowmage - 2017-10-04, 18:41
:
W weekend przebiegłem 10km na zawodach. W międzyczasie padł mi GPS, a na trasie nie było znaczników kilometrów, więc trochę czuja biegłem i za późno zacząłem przyspieszać. Czas o trzy minuty gorszy od życiówki, ale jak na zaledwie kilkanaście krótkich biegów na przestrzeni pół roku, to całkiem jestem zadowolony.
toto - 2017-10-04, 19:10
:
Przyszła jesień i od razu bieganie jest przyjemniejsze. A życiówki nie zawsze wpadają, szczególnie jak wcześniej walczyłeś z urazami. U mnie w tej chwili to już trochę odpoczywanie - jeszcze klepię kilometry, ale większość dość wolno, żeby płuca nie zapomniały jak się oddycha, a nogi jak trzeba przebierać w odpowiednim rytmie. Czyli zbieram siły na przyszłą niedzielę.
Shadowmage - 2017-10-04, 21:47
:
Wiesz, ja nadal jestem na etapie, gdzie bicie życiówek nie jest czymś wielkim przy regularnym treningu. Ale jak mówię, tu się na nic nie nastawiałem - raczej testowałem obecne możliwości i czy pikawka po upgradzie faktycznie będzie z siebie więcej dawać :) Więcej faktycznie było problemów z oddychaniem, w połączeniu z drobnym przeziębieniem - jestem więc nastawiony optymistycznie na przyszłość.
utrivv - 2017-10-05, 06:19
:
Kiedy bierzecie udział a biegach zorganizowanych to daja wam na stracie napój jaśminowy?
toto - 2017-10-05, 16:11
:
Nie. Do picia spotkałem się z wodą, izotonikiem, kawą, herbatą, piwem bezalkoholowym, piwem, kieliszkami z wódką. I zazwyczaj po biegu. Przy czym woda to standard, ciepłe napoje dość powszechne w okresie od jesieni do wiosny. Piwo zależy od sponsora. Mocniejszy alkohol na biegach kameralnych.
Shadowmage - 2017-10-05, 20:05
:
Dostałem ostatnio taki. Uj, było ciężko :D Warszafka, się wie - woda jest passe!

(znaczy na mecie woda, napój w pakiecie startowym)
utrivv - 2017-10-06, 06:58
:
Podobno strasznie przeczyszcza, prawie jak sabotaż :)
Shadowmage - 2017-10-06, 07:06
:
Mnie nie ruszyło, tylko walory smakowe były... oryginalne. Coś jakbyś pił wodę różaną albo płyn do płukania :)
toto - 2017-10-08, 18:53
:
Do startu został tydzień, 5 treningów, jakieś 50-55 km. Cel: <1:25.
Beata - 2017-10-15, 18:02
:
No i? Przeżyłeś? Jak Ci poszło (pobiegło)?
Shadowmage - 2017-10-16, 05:54
:
Jak poszło, to pytanie chyba do mnie. Jeszcze nijak, dopiero w piątek :)
Beata - 2017-10-16, 15:52
:
No właśnie, na Twoje sprawozdawanie pora za tydzień. Nie mąć mi tu. //evil Toto jest pierwszy w kolejce.
toto - 2017-10-16, 16:48
:
Pobiegłem. Poszło mocno średnio -> 1:28:41. Od początku walczyłem z ołowianymi łydkami, pierwsze 5 km w planie, 10 km teoretycznie też, ale od 8. wiedziałem już, że nic z tego nie będzie. Ok. 5 km zaatakowało Słońce, zero chmurek, a od mniej więcej 4 do praktycznie 11 km była nierówna walka z wiatrem (słaby się tłumaczy). Niby to czas lepszy niż zakładałem w czerwcu (plan zaczynałem z celem pobicia 1:30), ale wynik odstający o kilka poziomów od wrześniowych 10 km. Po biegu prysznic, przebrać się, zostałem zabrany na wegańskie żarcie i właściwie tyle. Byłem tak sponiewierany, że ok. 19 poszedłem spać, nawet na piwo nie miałem ochoty. Na szaleństwa nie miałem siły. Poprzednio załatwiły mnie trochę problemy zdrowotne, teraz czegoś takiego nie było - na pewno niekorzystne warunki trochę zabrały czasu, ale nie blisko 4 minuty. Coś poszło nie tak między 17 września a 15 października. Wskazują nawet na to nawet wartości tętna (średniego i maksymalnego) na poszczególnych kilometrach -> pierwsze 10 km na półmaratonie pobiegłem na wyższym tętnie niż w biegu na 10 km, a tempo było dużo niższe.

Zapamiętałem jeszcze słowa jakiegoś gościa na mecie - "przyjechałem do Krakowa licząc na 5 stopni, a dostałem najcieplejszy półmaraton w Polsce w tym roku". Może przesadzone, ale trochę prawdy w tym jest - o tej porze roku powinno być 10-13 stopni i chmury, nie > 20 i piękne Słońce. No nic, lekcja pokory.
Beata - 2017-10-16, 17:38
:
Cholercia. Następnym razem będzie lepiej. Wykryjesz błąd treningowy (jeśli jakiś popełniłeś), będzie chłodniej, nie będzie wiało... dobra, koniec wymądrzania, nie biegam, nie znam się. Ale trzymam kciuki za Twoje starty. //głaszcze
toto - 2017-10-16, 18:08
:
Jasne, uczę się na błędach. Dobry start wypada zazwyczaj po jakimś fatalnym, więc jest nadzieja, że przed następnym część błędów wyeliminuję. Duży plus jest taki, że całe przygotowania przeszły bez kontuzji, a kilometraż skoczył z 50 do ~75 km / tydzień. Podstawa jest, teraz tylko dobrze ją wykorzystać. Cel na wiosnę już jest -> < 1:25 w półmaratonie i zbliżenie się do granicy 37 min na 10 km. Jeszcze jeden start w listopadzie, ale już bez celu na poprawienie życiówki, tydzień lub dwa odpoczynku (mało lub wcale biegania) i robienie bazy pod przyszły sezon.
Shadowmage - 2017-10-16, 18:50
:
Beata napisał/a:
No właśnie, na Twoje sprawozdawanie pora za tydzień. Nie mąć mi tu. //evil Toto jest pierwszy w kolejce.
A bo mnie to "poszło" zmyliło :)
toto - 2017-10-16, 20:33
:
Powodzenia. I pamiętaj, jak będzie cieplej i Słońce ładnie zaświeci nie szarżuj od początku, bo zapłacisz w końcówce.
Shadowmage - 2017-10-17, 16:42
:
Start jest o 21, więc słońce mi nie grozi na początku :D Dzięki!
toto - 2017-10-21, 16:35
:
Shadow, i jak?
Shadowmage - 2017-10-23, 09:25
:
No więc porażka :) Bardzo trudna rzecz ten Harpagan. Mapa dość nieaktualna, punkty rozmieszczone w ukrytych miejscach czasami, w dodatku kilka bez ludzkiej obsady - tylko słupek w lesie, więc po ciemku trudno go wypatrzeć. Już 4 punktu nie znaleźliśmy, choć chyba z 40 minut kręciliśmy się po właściwym wzgórzu (a przynajmniej nadal tak myślimy). Po niezaliczeniu punktu motywacja spadła i już tylko rekreacyjnie chodziliśmy i zrobiliśmy tylko pierwszą pętlę - 52 km i o 7 rano skończyliśmy. Kondycyjnie ok, trochę mnie tylko boczne więzadło pobolewało pod koniec. Poza tym lało, mgła i ogólnie mało sympatycznie, choć okolica bardzo ładna. Myślę, że wrócę, ale już na dzienną trasę 50km. I tak przy błądzeniu i pomyłkach to może być z 70 realnie.
Trojan - 2017-10-23, 10:12
:
no biegi na orient to osobna kategoria :)
mam przyjaciół ci biegają
toto - 2017-10-26, 18:39
:
Nie poddawaj(cie) się. Oswoicie się z krótszymi dystansami i w przyszłości przyjdzie pora, żeby zmierzyć się z dłuższymi. A jak szukasz czegoś nie aż tak długiego to w końcówce lutego w okolicach Białegostoku jest Ultra Śledź - do wyboru 50 lub 80 km. Tutaj wyzwaniem jest pogoda - rok temu był odcinek ~1 km brodzenia po kostki w lodowatej wodzie. Nie dało się go obejść, bo dookoła bagienka.
Shadowmage - 2017-10-26, 19:43
:
Ja się nie poddaję. Zresztą biegi (marsze) ultra/na orientację itp. to nie jest mój kierunek. Traktuję to raczej jako ciekawą przygodę i sprawdzenie się w czymś innym. Na razie, skoro wygląda na to, że zdrowie jakoś się unormowało, a pogoda stała się przyjazna dla białego człowieka, to planuję zabrać się za treningi do półmaratonu na wiosnę (przeszedł mi przez myśl maraton, ale się wyleczyłem). Cel 1:45, czyli poprawienie życiówki o 20 minut - więc i z 10 będę zadowolony :) Ale wcześniej mam jeszcze w najbliższą sobotę uciekam przed zombie (firma jest patronem Run or Death), a potem jakaś 10 na zakończenie sezonu jesiennego z nadzieją na okolice życiówki.
Bernkastel - 2017-10-29, 18:17
:
Chyba ktoś ( @Tixon) ma dość, że mu tym głowę zawracam, to opowiem wam. :v
Po około 3 miesiącach treningów wczoraj przebiłam moją pierwszą pełną, nieprzerwaną godzinę. :D
Zaczynałam od totalnego zera, umierania po 3 minutach truchtu, wg porad książki "Biegiem przez życie".
Pierwsze tygodnie to interwały po kilka minut, trzy razy w tygodniu, stopniowo wydłużając każdy odcinek biegany. Kiedy dotarłam o 30min ciągłego biegu trening nieco urozmaiciłam:
PON: bieg ciągły 20-45min + 10x 100m przebieżek
ŚR + CZW: interwały 2x 20-30 minut + 3 minuty marszu, zazwyczaj cross
SOB: Bieg ciągły zaczynając od 30 min, powiększany o kolejne 5 minut każdego tygodnia aż do 60min.
Plany na przyszłe tygodnie, pewnie do wiosny:
PON: 30min + przzebieżki
ŚR - mieszanie, czasem przebieżki, czasem interwały, może jakieś podbiegi? W środy mam najmniej czasu, więc tyle ile zdążę.
CZW: 45minut crossu
SOB: 60min biegu ciągłego powierzchnią mieszaną, raz w tygodniu 75minut.

Najbardziej jestem dumna z tego, że jestem naprawdę sumienna, przez te wszystkie tygodnie jedynie raz opuściłam trening (i to z powodów niezależnych ode mnie), a tak to wiatr, palące słońce czy zimny deszcz jeszcze mnie nie powstrzymały. :-P
Romulus - 2017-10-29, 20:06
:
Gratulacje. Aż zazdroszczę, bo ja wyciągam średnio dwa biegi tygodniowo. A dla urozmaicenia zrobiłem sobie wbieganie po stromych schodach. I skróciłem jeden z biegów do 5 km - ale też schodami w dół i schodami w górę.
Trojan - 2017-10-29, 21:41
:
W dół lepiej zjeżdżać windą.
Ile pięter robisz?
ile na jednym wdechu?
Jakie tempo?
Jak w ogóle wysoki budynek?

Schody są znacznie ekonomiczniejsze czasowo od biegania po parku/w terenie
Romulus - 2017-10-30, 06:21
:
Schody wiodą ze wzgórza nad Wisłę. Ile to byłoby pięter, nie wiem. Doszedłem do etapu, że wbiegam dwa poziomy, jeden poziom wchodzę. W zeszłym tygodniu zacząłem wbiegać trzy, ale potem pogoda się zepsuła i cały tydzień przesiedziałem w domu. Bieganie w letnim deszczu jest całkiem przyjemne, w październikowym już nie. :)
Shadowmage - 2017-10-30, 09:15
:
Ja natomiast w sobotę uciekałem przed zombie. Taki bieg-event, ma się 4 życia(szarfy), a na trasie multum zombiaków, które próbują je zabrać. 8 km w deszczu w lesie, scieżki śliskie (błoto i liście), sporo skakania na boki, interwałów, sprintów i ogólnie czuję się jakbym przebiegł ze dwa razy więcej. Co najmniej. Ale w sumie zabawa nawet ciekawa na raz, a w dodatku przeżyłem :)
Trojan - 2017-10-30, 10:16
:
Romulus napisał/a:
Schody wiodą ze wzgórza nad Wisłę. Ile to byłoby pięter, nie wiem. Doszedłem do etapu, że wbiegam dwa poziomy, jeden poziom wchodzę. W zeszłym tygodniu zacząłem wbiegać trzy, ale potem pogoda się zepsuła i cały tydzień przesiedziałem w domu. Bieganie w letnim deszczu jest całkiem przyjemne, w październikowym już nie. :)


ciekawe - a wiesz ile mniej więcej stopni ?

ile metrów w górę ?
Romulus - 2017-10-30, 16:04
:
Trojan napisał/a:
Romulus napisał/a:
Schody wiodą ze wzgórza nad Wisłę. Ile to byłoby pięter, nie wiem. Doszedłem do etapu, że wbiegam dwa poziomy, jeden poziom wchodzę. W zeszłym tygodniu zacząłem wbiegać trzy, ale potem pogoda się zepsuła i cały tydzień przesiedziałem w domu. Bieganie w letnim deszczu jest całkiem przyjemne, w październikowym już nie. :)


ciekawe - a wiesz ile mniej więcej stopni ?

ile metrów w górę ?

Powiem ci jutro, jeśli uda mi się pobiec. Miałem plan na dziś, ale okazało się, że muszę obiad zrobić. :) Więc nici z biegania. A szkoda, bo tak ładnie wieje i w jedną stronę pędziłbym szybciej niż zwykle.

Ale bardzo mi się te schody spodobały. Są na siódmym kilometrze (albo na trzecim, jeśli biegnę na pięć) i ładnie rzeźbią tyłek. :)
toto - 2017-10-30, 17:47
:
Bernkastel, brawo. Teraz znajdź sobie jakieś wiosenne (albo jesienne, jeśli czujesz się na siłach) zawody na 5 lub 10 km i wyznacz sobie cel, że w nich wystartujesz i osiągniesz określony czas (ambitny, ale realny). To pomoże Ci utrzymać dyscyplinę treningową.

Romek, schodami w dół to makabra. Już pomińmy to, że niepotrzebnie dajesz duże obciążenia na mięśnie i stawy, ale łatwo wywinąć orła lub skręcić nogę i wtedy dupa. Wbieganie może być jako forma treningu siły biegowej, ale zamiast zbiegania schodź lub powoli (na pewno wolniej niż po nich wbiegasz) zbiegaj po trawie obok tych schodów (jeśli to możliwe).

Shadow, to musiało być ciekawe. Ja u siebie mogę liczyć co najwyżej na zombie-jelenie/sarenki, ale jakoś to one uciekają przede mną, nie odwrotnie. Może ze mną jest coś nie tak? //mysli

U mnie wyskoczyło niespodziewane roztrenowanie trzy tygodnie wcześniej niż do tej pory planowałem i ostatni tegoroczny wyścig wyjdzie już tylko na zaliczenie. Najpierw lekka infekcja i trzy dni bez biegania, w weekend zamiast biegać miałem dwa dni niespodziewanych obowiązków i byłem tak zmordowany, że nie wyszedłem na trening. Dzisiaj znowu odezwało się przeziębienie i tak już prawie tydzień bez biegania. W takim razie już czekam do pełni zdrowia - może jutro, może w piątek. Jak skończy się lenistwo, zacznę przygotowania do nowego sezonu. Początkowo roztrenowanie planowałem zacząć po 11 listopada i powrót do treningów 2 tygodnie później, ale to już nieaktualne. Widać organizm upomniał się o zasłużony odpoczynek - przynajmniej zastrajkował po starcie docelowym, nie przed.
Romulus - 2017-10-31, 23:16
:
Trojan napisał/a:
Romulus napisał/a:
Schody wiodą ze wzgórza nad Wisłę. Ile to byłoby pięter, nie wiem. Doszedłem do etapu, że wbiegam dwa poziomy, jeden poziom wchodzę. W zeszłym tygodniu zacząłem wbiegać trzy, ale potem pogoda się zepsuła i cały tydzień przesiedziałem w domu. Bieganie w letnim deszczu jest całkiem przyjemne, w październikowym już nie. :)


ciekawe - a wiesz ile mniej więcej stopni ?

ile metrów w górę ?

Ile metrów - tego nie wiem. A stopni jest dwieście. :)
toto napisał/a:
Romek, schodami w dół to makabra. Już pomińmy to, że niepotrzebnie dajesz duże obciążenia na mięśnie i stawy, ale łatwo wywinąć orła lub skręcić nogę i wtedy dupa. Wbieganie może być jako forma treningu siły biegowej, ale zamiast zbiegania schodź lub powoli (na pewno wolniej niż po nich wbiegasz) zbiegaj po trawie obok tych schodów (jeśli to możliwe).

Tak robię. Staram się zbiegać bardzo powoli. W dół schodów jest mało, za to jest ścieżka. Ale to na krótkiej trasie. Na długiej, skoro biegam w przeciwnym kierunku, tam gdzie kiedyś miałem podbieg, na którym się zawsze rozpędzałem - teraz zbiegam. I też wolno albo robię sobie przerwę w biegu idąc.
toto - 2017-11-11, 16:33
:
Pobiegłem w Biegu Niepodległości, zupełnie nie moje klimaty. Organizacyjnie też mocno średnio. Czas 38:21, minimalnie słabiej od życiówki, co w tych okolicznościach muszę uznać za doskonały wynik. 36. miejsce open, 14. w M20. Nie wiem czy wystartuję za rok.
Shadowmage - 2017-11-13, 14:11
:
A w którym mieście?

Ja też biegłem w Wawie, jak co roku. Tym razem klapa totalna, bo złapała mnie kolka (od rana coś mi brzuch dokuczał) na 6 km i trzymała do końca, więc o dobrym wyniku mowy być nie mogło. Może trochę za szybko zacząłem + kłopoty żołądkowe.
Z drugiej strony 3 sekundy szybciej niż nieco ponad miesiąc temu, więc progres jest, a sezon przygotowawczy mi się dopiero zaczyna. Planuję półmaraton w marcu. Celuję w 1:45, ale zobaczymy co z tego wyjdzie...
toto - 2017-11-13, 18:45
:
Białystok. Nie chciało mi się nigdzie dalej jechać. Było trochę problemów organizacyjnych, atmosfera na starcie/mecie trochę przaśna, w trakcie biegu tego nie dało się zobaczyć/usłyszeć. Wynik lekko zaskakujący, jeśli wezmę pod uwagę niespodziewane roztrenowanie w końcówce października. I to roztrenowanie potraktowałem poważnie - piwa nie brakowało, śmieciowego żarcia też. No nic, wiosna nasza! Jeśli chodzi o połówkę - wstępnie planuję Wrocław i Białystok, ale może Wrocław zamieni się w Warszawę (dużo bliżej) lub Kraków. Białystok ustawiłem jako start docelowy na wiosnę i przygotowania podporządkowuję właśnie na 13 maja 2018.
Shadowmage - 2017-11-13, 19:15
:
W Wawie jest fajna atmosfera, choć rzecz jasna trzeba lubić takie masówki. Ale w tym roku miałem wrażenie, że jakby luźniej było na trasie, mimo że więcej startujących. Ale może dlatego, że wystartowałem z przodu swojej swojej strefy, więc nie trzeba było tłumów wyprzedzać.

Zapraszam do Wawy, będzie okazja się poznać :)
toto - 2017-11-14, 18:06
:
Zastanowię się. Na Białystok jestem już zapisany, decyzję odnośnie Wrocławia/Warszawy/Krakowa podejmę za jakiś czas, pewnie już w styczniu.
toto - 2017-11-19, 18:48
:
Miałem już w tym roku nie biegać w zawodach, ale zapisałem się jeszcze na jeden start - 10 km w biegu mikołajkowym w Białymstoku.
Obecnie zacząłem przygotowania do wiosennego półmaratonu - pierwszy tydzień za mną, 88 km w sześciu sesjach. Przez kolejne 7 tygodni będę biegał głównie wolno, tygodniowy kilometraż powinien kręcić się w okolicach 95 km, myślę też nad zakupem kolejnych słuchawek bezprzewodowych, bo powoli wydłuża mi się kolejka audiobooków, a bieganie z kablem jest bardzo uciążliwe. Ma ktoś do polecenia coś w rozsądnej cenie?