Zaginiona Biblioteka

Kulinaria - Kącik jarosza

ASX76 - 2011-02-17, 23:56
: Temat postu: Kącik jarosza


Dla takiego zestawu mogę być jaroszem... dopóki tego wszystkiego nie zjem. :)
ats - 2011-02-18, 08:55
:
Czołgiem!
Wróciłam! zdrowa i still alive ;)

Ciesze się, że jestem w domu, znowu będe mogła jeść to, co chcę.

Targi BioFach to było bardzo interesujące doznanie - wystawcy z całego świata, mnóstwo pysznego jedzenia, często zupełnie nowatorskiego - z upraw i hodowli organicznych, ekologicznych i biodynamicznych. Była taz masa ubrań, zabawek, urządzeń związanych z produkcją żywności (np. młynki do mielenia ziarna na mąkę lub kaszę), środków czystości, a także sporo usług, np. związanych z turystyką. Wszystko to bardzo inspirujące. cieszy spory udział wystawców z Polski z bardzo róznorodną ofertą. Jednak wielu cudów spotkanych na targach w Polsce jeszcze długo nie będzie można kupić.
Po raz pierwszy odkąd zostałam weganką jadłam lody - z mleka ryżowego - waniliowe i czekoladowe. Bardzo smaczne! Firma, która je produkuje robi również wegańskie organiczne słodycze - bardzo róznorodne i smakowite.
Bardzo się cieszę, że tam pojechaliśmy - w drodze powrotnej juz planowaliśmy kolejną wyprawę.
ats - 2011-02-18, 13:06
:
oł, jes - cebulowa rulezzz!
ale ja dzisiaj warzywną zrobię - oczywiście - czosnku ile się zmieści do garnka ;)

dobrze jest być znowu w domu i jeść to, co się uważa za stosowne, a nie to, co akurat dają w knajpie.

banany lubię, ale też głównie jako świeży owoc. Jako wegetarianka jadałam często w postaci smażonej w cieście. Teraz czasem robię placki z bananami na mleku sojowym i też sa dobre. Za to - niezaleznie od wersji - mają miliard kalorii i to mnie trochę odstrasza ;)

więc banan just owoc - jest the best ;)

pan od lodów (firma nazywa się BONVITA), gdy zauważył mój entuzjazm, to jeszcze chciał mi dac lodów owocowych na patyku, ale już nie mogłam zmieścić. W targach to jeszcze było fajne, że nikt na weganina nie patrzsył tam jak na frika, tylko jak na potencjalnego klienta o potencjalnie wysokiej sile nabywczej. Oferta dla wegan na targach dorównywała ofercie dla wegetarian. Były też stoiska z mięsem i wędlinami oraz z tradycyjnymi serami (nie dla wegetarian, bo cielaki i te pe), ale to była mniejszość. Na BioFachu czuło się, że producenci liczą się z wegepeople i to było fajne.
MrSpellu - 2011-02-21, 19:00
:
Postów w wątku wegetariańskim z cyklu "by zrobić sałatkę z sałaty i kapara..." lub "dziś jadłam bezmięsny gulasz...", tudzież "kupiłam wór kartofli i kwintal cebuli..." było dużo. Od cholery wręcz. To muszę przyznać się bez bicia, że nie chciało mi się ich wszystkich wyławiać (zresztą zaraz goście wpadną na piwko). Bardzo mi się nie chciało.

A obrazek ASXa iście sielski, śliczny i apetyczny. Nagiej niewiasty na nim tylko brak. To i się nadaje na pierwszy post w temacie o pysznych, wegetariańskich przepisach :)

Nekrofagi atakujące spokojnych sałatofagów będą tutaj surowo karani.
Proszę trzymać się sałaty, tfu, tematu :P

A, fotki żarcia mile widziane :)
martva - 2011-02-21, 19:31
:
Zawsze mi się marzyło takie zdjęcie z owocami, jak już jesteśmy przy nagich niewiastach, ale bałam się os i sąsiadów ;)

To na razie wrzucę kilka stron z przepisami, jakby ktoś kiedyś pytał to będę miała gdzie odsyłać ;)
http://www.kuchareczka.com/przepisy/ - kulinarny fotokomiks dla początkujących
http://puszka.pl/ - chyba największa baza przepisów wege w sieci, inspirująca wyszukiwarka po składnikach
http://ilovetofu-cb.blogspot.com/ - wczoraj znalezione, pomijam wpis z 17 lutego i juz jest fajne żarcie :P
http://ciekawesniadanie.blogspot.com/ - śmierć kanapkom, bardzo pomysłowe pomysły na śniadania ;)
http://weganie.blogspot.com/ - nie przeglądałam przepisow, ale zdjęcia...!
http://cobylonaobiad.blox.pl/html masa przepisów na wegańskie obiady
http://icantbelieveitsveg...s.blogspot.com/ i jeszcze trochę :-)

Muszę przyznać że ilość wegańskich i wegetariańskich blogów kulinarnych mnie trochę zaskoczyła, naprawdę od cholery tego jest.
ASX76 - 2011-02-21, 19:32
:



Max Werner - 2011-02-21, 22:13
:
Sałatka porowa.

Pewnie powszechnie znana, ale podam przepis, bo wczoraj ją zrobiłem i wyszła tak pyszna, że od razu z żonka zjedliśmy całą :)

1 duży por
1 słodkie jabłko
2 jaja ugotowane na twardo
kilka łyżek majonezu (ja użyłem "Kieleckiego", okazał się idealny do tej sałatki)
kilka kropel soku z cytryny
sól pieprz

Pora kroimy w talarki, jabłko i jajka w kosteczkę, mieszamy, skrapiamy sokiem z cytryny, szczypta soli, trochę pieprzu, dodać majonez i jeszcze raz porządnie wymieszać. Wstawić na pół godzinki do lodówki, żeby składniki porządnie się połączyły i ... smacznego ! :)
ats - 2011-02-22, 09:03
:
uwielbiam pora - i w zupie i w surówce i w sałatce i pieczonego.... :mrgreen:
Fidel-F2 - 2011-02-22, 09:08
:
Ja do sałatki porowej daję tylko pora posiekanego cieniutko, jabłko utarte na grubej tarce i majonez. To wszystko. Mogę zjeść niegraniczone ilości.
martva - 2011-02-22, 11:00
:
Z porów najlepsza jest zupa. Porowo-pyrowa i zmiksowana na krem.
MrSpellu - 2011-02-22, 11:28
:
martva napisał/a:
Porowo-pyrowa i zmiksowana na krem.

Nie cierpię zup kremów //rzyg

Fidel-F2 napisał/a:
Ja do sałatki porowej daję tylko pora posiekanego cieniutko, jabłko utarte na grubej tarce i majonez.

Por, jabłko i majonez? Wiesz, że w życiu takiej sałatki nie jadłem?

Max Werner napisał/a:
ja użyłem "Kieleckiego", okazał się idealny do tej sałatki

Bo Kielecki to jedyny słuszny majonez. Reszta to tylko przypisy.
Fidel-F2 - 2011-02-22, 11:33
:
MrSpellu napisał/a:
Por, jabłko i majonez? Wiesz, że w życiu takiej sałatki nie jadłem?
Polecam, świetna kompozycja. Ja daję Hellmans Babuni.

MrSpellu napisał/a:
Bo Kielecki to jedyny słuszny majonez. Reszta to tylko przypisy.
Kielecki jest jednym z dwóch majonezów które szanuje. Ma bardzo charakterystyczny smak, do niektórych potraw zbyt charakterystyczny, tłumi inne smaki. Do jaj zaś niezastąpiony.
ats - 2011-02-22, 11:34
:
Hellmans Babuni nie zawiera mleka i podobno jajka od kur z chowu ściółkowego, o ile ma to dla kogoś znaczenie ;)
martva - 2011-02-22, 11:37
:
Uwielbiam zupy kremy od pierwszego kontaktu, ze trzy lata temu, z kremem z cukinii, czosnku i ziemniaków. Tylko muszą to być kremy bez żadnych syfnych zagęszczaczy typu śmietany, zasmażki, mąki, żółtek i takich tam, ma być dużo warzyw i mało wody.
martva - 2011-02-22, 15:47
:
Miałam ochotę na ciecierzycę i coś cytrynowego, ale puszka zaginęła, więc usmażyłam sobie ziemniaki z groszkiem, garam masalą, czosnkiem i chilli. Niezmielona kolendra mi się skończyła, inaczej też skończyłaby na patelni. Ostre wyszło, więc wrzuciłam spory kawał jogurtu na talerz. Dobre.
ats - 2011-02-22, 16:07
:
a ja dziś makaron tricolor z sosem pomidorowym z czarnymi oliwkami. Sos, oczywiście, na oliwie.
martva - 2011-02-23, 11:16
:
Dziś będzie curry z kalafiora, ale inne niż ostatnio, znaczy odpuszczę sobie mleczko kokosowe.
ats - 2011-02-23, 11:55
:
a ja od wczoraj wieczorem pasta z zielonego groszku, czosnku i czarnych oliwek - przepis wzięty z puszka.pl ;)
martva - 2011-02-23, 12:05
:
Strasznie jesteś oliwkożerna :-)
MrSpellu - 2011-02-23, 12:12
:
Oliwki są dobre. Ostatnio nawet polubiłem zielone (wcześniej tylko czarne).
Chodzi za mną sałatka z fety, oliwek i pomidora.

Fidel-F2 napisał/a:
Polecam, świetna kompozycja.

Wczoraj zrobiłem.
Niezłe, ale fanem nie zostanę.
ats - 2011-02-23, 15:10
:
no - strasznie! To jest dopiero dewiacja ;)
ASX76 - 2011-02-23, 17:04
:
Nie znoszę oliwek. Nawet z pizzy je wydłubywałem, bo psuły smak.



Mój ulubiony jogurcik. Jest pyszny, zwłaszcza na zimno. //amor
ats - 2011-02-23, 17:07
:
Mój eksszef mawia, iż smakuje dopiero setna zjedzona oliwka... czego jestem najlepszym przykładem.

dziś oprócz psty z oliwkami - zjadłam słoiczek oliwekwidelcem, co mnie bezgranicznie uszczęśliwiło. Oliwki sycą i jakoś długo nie chce się po nich jeść. Wolę czarne niż zielone, choć kiedyś było odwrotnie!
ASX76 - 2011-02-23, 17:12
:
//zemdlal
Proszę zaprzestać znęcania się nade mną roztaczaniem oliwkowych wizji pokarmowych, bo w nocy będę miał straszne koszmary. ;)
Max Werner - 2011-02-23, 17:45
:
Special for u my dear Tribune:




//max
MrSpellu - 2011-02-23, 19:32
:
Pieprzony przekaz podprogowy //slina
ats - 2011-02-24, 00:19
:
MrSpellu napisał/a:
Pieprzony przekaz podprogowy //slina


hihih!

ale czarne lepsze ;)
MrSpellu - 2011-02-24, 00:28
:
ats napisał/a:
ale czarne lepsze

Do niedawna też byłem tego zdania, przez wiele lat.
Ale coś mi się we łbie poprzewracało i teraz wolę zielone.

Zresztą nie tylko z oliwkami. Wcześniej uwielbiałem smak i zapach nikotyny, teraz dostaję szału jak czuję papierosa.
Ostatnio nawet śledzie, dawniej moje ulubione słodycze, mi już nie podchodzą...

I tylko gin wchodzi jak dawniej //spell
ats - 2011-02-24, 00:35
:
a ja przez wiele lat wolałam zielone i czarnych do ust nie brałam, teraz - na odwrót. Jedyne zielone, jakie lubię to te w oliwie, faszerowane suszonymi pomidorami - ekstaza ;)

dziś - kuskus z gulaszem wegańskim (wiem, wiem Herr Flick - zaklinanie rzeczywistości, ale trudno ;) )
Procella - 2011-02-28, 11:49
:
Oliwki są pyszne. Lubię i czarne, i zielone, ale jednak wolę te drugie. Moje koty tak samo :mrgreen:

Ale już stąd znikam, jako żem mięsożerca :-P
martva - 2011-02-28, 16:14
:
Ależ możesz tu zaglądać i rozmawiać o oliwkach, to chyba zgodne z założeniem. Chyba że są nadziewane boczkiem, wtedy nie :P

Pożarłam właśnie ziemniaki pracowicie ugniecione na paćkę z ciecierzycą z puszki, sokiem cytrynowym i pieprzem, do tego obok jogurt i salsa. Smakowało lepiej niż wyglądało, ale trudno żeby nie ;)

Nabyłam czerwoną pastę curry i sambal oelek.
ats - 2011-02-28, 19:15
:
a ja dziś w pośpiechu - makaron tricolor i pulpety "Wegusie" Podraviki :mrgreen:
ats - 2011-02-28, 19:19
:
Procella napisał/a:
Oliwki są pyszne. Lubię i czarne, i zielone, ale jednak wolę te drugie. Moje koty tak samo :mrgreen:

Ale już stąd znikam, jako żem mięsożerca :-P


Zapraszamy, zapraszamy - zwłaszcza z fajnymi przepisami wege!!

Mój koleżka zakupił woka i teraz wpadł w ciąg chińszczyzny. Ze zdumieniem odkrył, że więcej niż połowa przepisów kuchni chińskiej jest bezmięsna. Facet jest zdeterminowany, aby zaszczepić mi prawdę objawioną, że wok rulezzz ;) Więc chyba weekend pod znakiem chińszczyzny mi upłynie ;)

moje koty szalały na punkcie zielonych oliwek bardziej ekstatycznie niż na punkcie kocimiętki czy waleriany ;) ;)
martva - 2011-02-28, 19:41
:
ats napisał/a:
pulpety "Wegusie"


O ja, to jest w ogóle jadalne?

ats napisał/a:
moje koty szalały na punkcie zielonych oliwek bardziej ekstatycznie niż na punkcie kocimiętki czy waleriany ;)


Czytałam że w oliwkach jest jakaś substancja która przypomina kotom wystraszoną mysz (i kojarzy mi się kwas mlekowy), ale nie wiem czy to nie urban legend ;)

Dołożyłam sobie pół łyżeczki sambalu do nadzienia pity i zrobił mi się od razu seksowny zachrypnięty głos XD

Rozpakowaliśmy robota kuchennego/malakser/kombajn wielofunkcyjny i padła delikatna sugestia że można by zrobić placki ziemniaczane, jak już można je utrzeć. Placki ziemniaczane, których zresztą całe dzieciństwo nie znosiłam, to fajna rzecz i daje wiele możliwości urozmaiceń. Robiłam z cukinią, z dynią, z natką pietruszki, z oliwkami, od jakiegos czasu chcę przetestować wersję z kiszoną kapustą, ale zawsze brakuje mi odwagi ;)
Procella - 2011-02-28, 20:38
:
ats napisał/a:
moje koty szalały na punkcie zielonych oliwek bardziej ekstatycznie niż na punkcie kocimiętki czy waleriany

Moje też dostają świra. Kiedyś muszę je sfilmować.

ats napisał/a:
Zapraszamy, zapraszamy - zwłaszcza z fajnymi przepisami wege!!

A skąd ja, zdeklarowany trupojad, mam je znać ;)
ats - 2011-03-01, 08:44
:
Procella - sięgnij w głąb siebie i wyciśnij jakiś przepis - przecież nie jesz mięsa permanentnie...? ;)

Tak, "Wegusie" są jadalne. nie jest to jakas ekstaza, ale gdy masz 15 minut na przyrządzenie posiłku - oblecą ;) . Zwłaszcza, że są w dwóch wersjach - pomidorowej i pieczeniowej ;) . Ja wolę te "pieczeniowe". dodam, że pulpety są bezsojowe.
martva - 2011-03-01, 09:26
:
No właśnie zerknęłam w skład i widzę że pszenica. Ale z reguły rzadko lubię gotowe żarcie, bo ma za dużo soli a za mało innych przypraw.

Mama zasugerowała jutro placki ziemniaczane, to będą. Lubię placki. A dziś trzeba zrobic coś z pieczarek, znaczy pewnie je usmażyć z cebulą, czosnkiem i ziołami prowansalskimi.
ats - 2011-03-01, 10:26
:
oł, jes... pieczareczki... :mrgreen: :mrgreen:
Procella - 2011-03-01, 12:00
:
Placki ziemniaczane dobra rzecz. Polecam też placki z brokułów - przepis wypróbowany, bardzo dobry.
martva - 2011-03-01, 12:35
:
Wow, ależ mają kolor :)
Ogólnie lubię placki, zielone robiłam póki co z cukinii i z ziemniaków z natką, ale brokuły - czemu nie :)

Aż się głodna zrobiłam z tego wszystkiego, ale na obiad chyba ciut za wcześnie.
ASX76 - 2011-03-01, 14:09
:
O, placki ziemniaczane... I like it! :)
Fajne są również placki tzw. szmaty, zajmujące całą powierzchnię patelni. Później smaruje się je dżemikiem truskawkowym lub wiśniowym albo jabłkowym i można się zajadać! :)
martva - 2011-03-01, 15:19
:
Powiedziałabym co myślę o plackach ziemniaczanych na słodko, ale jestem kulturalną dziewczynką z dobrego domu i zmilczę 8)
ASX76 - 2011-03-01, 15:22
:
martva napisał/a:
Powiedziałabym co myślę o plackach ziemniaczanych na słodko, ale jestem kulturalną dziewczynką z dobrego domu i zmilczę 8)


Powiedz, powiedz, powiedz, please, daj upust swoich emocjom... ;)

Placki ziemniaczane na słodko to faktycznie niesmaczny pomysł. Ostatnio jadłem placki bez soli i zrobiło mi się jakoś nieswojo... Sól musi być! :-P
Procella - 2011-03-01, 15:37
:
martva napisał/a:
Wow, ależ mają kolor

Smakują równie dobrze, jak wyglądają. Dodaję do nich jeszcze, oprócz wymienionych w przepisie przypraw, odrobinę gałki muszkatołowej.

Placki ziemniaczane na słodko są dla mnie wizją przerażającą //panic
martva - 2011-03-01, 15:44
:
Jak uznaję ryż z jabłkami bądź innymi owocami, i naleśniki na słodko, tak makaron i ziemniaki z czymś słodkim są totalnie i absolutnie fuj.
Sos jogurtowo-czosnkowy, tzatziki, sos pieczarkowy, keczup nawet albo jakis fajny sos ze słoika, najlepiej chilli, to tak, ale cukier/dżem mnie odstręcza. A do surowego ciasta na placki obowiązkowo wrzucam czosnek, cebulę i zioła.
Procella - 2011-03-01, 15:51
:
Ja do placków ziemniaczanych dodaję tylko cebulę, pieprz i kminek. Zwykle lubię eksperymentować z przyprawami, ale w przypadku placków jakoś bardziej mi odpowiada szlachetna prostota. Najbardziej lubię po prostu z kefirem, nie za bardzo z sosem.

Makaron na słodko akurat lubię. Rozgrzewam masło z miodem, wrzucam do tego makaron i moment podgrzewam, potem do tego albo sos z jogurtu i owoców, albo pokruszony biały ser i cynamon...

Ryż z jabłkami uwielbiam, a ze śliwkami jeszcze bardziej, ale taki zapiekany, układam warstwami ryż wymieszany z cukrem, jajkami i śmietaną i owoce, obficie posypując każdą warstwę cynamonem, na wierzch kilka wiórków masła. Pyszne na ciepło, na zimno jeszcze lepsze.
ASX76 - 2011-03-01, 16:01
:
Procella napisał/a:
Ja do placków ziemniaczanych dodaję tylko cebulę, pieprz i kminek. Zwykle lubię eksperymentować z przyprawami, ale w przypadku placków jakoś bardziej mi odpowiada szlachetna prostota. Najbardziej lubię po prostu z kefirem, nie za bardzo z sosem.



Jak dla mnie, to za mało tu prostoty i zbyt dużo udziwnień typu: kminek i kefir.
martva - 2011-03-01, 16:03
:
O, kminek. Tak, kminek też jest dobry.
Niemniej zioła do placków lubię. Rozmaryn mi pasuje.
Procella - 2011-03-01, 16:06
:
Rozmaryn faktycznie mógłby być niezły, do pieczonych ziemniaków jest pyszny, więc i w plackach powinien zagrać. Wypróbuję przy najbliższej okazji.

A jeszcze co do placków słodkich - bardzo dobre są racuchy na kefirze:

3 jaja roztrzepać z odrobiną soli, dodać duży kefir (400g), pół łyżeczki sody i tyle mąki, żeby powstało dość gęste ciasto, chwilę poubijać. Smażyć na dość dużej ilości rozgrzanego oleju, powinny wyraźnie podrosnąć. Osączyć na papierowym ręczniku, obficie posypać cukrem pudrem (może być wymieszany z cukrem waniliowym albo cynamonem).
ASX76 - 2011-03-01, 16:06
:
A nie jest tak, że gdy doda się kminku czy czegoś równie charakterystycznego, słabo odczuwalny jest smak ziemniaczany? --_-
Procella - 2011-03-01, 16:09
:
Nie. Nie trzeba wrzucać od razu całej paczki. A smak kminku dobrze się ze smakiem ziemniaków komponuje.

Nawiasem mówiąc niezła jest zupa kminkowa, ale to już nie jest bezmięsne, bo zasmażkę się robi na słoninie ;)
Max Werner - 2011-03-01, 16:12
:
Dzień dobry :) Kącik jaracza ? Nie ? A to przepraszam //max


ASX76 - 2011-03-01, 16:13
:
Procella napisał/a:
Nie. Nie trzeba wrzucać od razu całej paczki. A smak kminku dobrze się ze smakiem ziemniaków komponuje.



Nie no, ani mi w pustej głowie wrzucanie od razu całej paczki... Nie oszalałem aż do takiego stopnia, póki co. ;) Ile tego kminku dodać, żeby było dobrze/jadalnie? W jakich proporcjach do starkowanych kartoszków, znaczy się?
Procella - 2011-03-01, 16:14
:
Tyle, ile się lubi :-P

Nie wiem, przyprawy zawsze daję na czuja.
martva - 2011-03-01, 16:14
:
Są jakieś placki z kefirem i sodą, które się smaży jakoś dziwnie na gorącej mące (?), kiedyś trafiłam na przepis i mnie zaintrygowały, ale jakoś nigdy nie zrobiłam. Może to te same, tylko z modyfikacją smażeniową :)

Kminek - no rany, nie wiem jaką masz tolerancję na kminek, ja lubie więc jak wrzucę paczkę to i tak zjem ;)
Procella - 2011-03-01, 16:17
:
Jak się smaży na mące? :shock: Pierwszy raz o czymś takim słyszę.
ASX76 - 2011-03-01, 16:19
:
Z kminkiem miałem do czynienia w innych potrawach, w sumie zbytnio za nim nie przepadam, w ogóle nie bardzo pasują mi niestandardowe przyprawy, bo w pewnej mierze zabijają smak właściwej potrawy. No, chyba że jest to jakiś misz-masz czy inny kogel-mogel nastawiony na możliwie duże udziw... urozmaicenia smakowe.
Cała paczka to nie dla mnie. Bardziej liczyłem na nieco konkretniejsze wskazówki. ;)
Procella - 2011-03-01, 16:21
:
A kminek należy do niestandardowych przypraw? :shock: Zawsze mi się zdawało, że to z tego zestawu najbardziej podstawowego i oczywistego...
martva - 2011-03-01, 16:23
:
Procella, też byłam zdziwiona, kazali rozgrzac patelnię, na patelni mąkę i jakos w tym. Na wszelki wypadek się bałam.

ASX76, jeśli kminek jest dla Ciebie niestandardową przyprawą, to co jest standardowe? Pieprz i sól? :shock:

EDIT. Uff, już się bałam że coś ze mną nie tak ;)
ASX76 - 2011-03-01, 16:24
:
Procella napisał/a:
A kminek należy do niestandardowych przypraw? :shock: Zawsze mi się zdawało, że to z tego zestawu najbardziej podstawowego i oczywistego...


Jak się okazuje, nie dla każdego. Może dlatego, że częściej do czynienia miałem z majerankiem. Czyż to nie lepsze zioło? Wydaje mi się, że oba razem do siebie nie pasują.

martva napisał/a:


[b]ASX76
, jeśli kminek jest dla Ciebie niestandardową przyprawą, to co jest standardowe? Pieprz i sól? :shock:



Sól i pieprz. W takiej kolejności.
Procella - 2011-03-01, 16:26
:
A według mnie pasują. Tyle że w potrawach, które niekoniecznie nadają się do omawiania w tym wątku.
martva - 2011-03-01, 16:35
:
Na pewno jest coś, do czego używam kminku i majeranku równocześnie, ale akurat mi nie przychodzi do głowy ;)

Kiedyś, jeszcze za czasów licealnych nocowałam u koleżanki i smażyłam sobie na kolację jajka, a w trakcie się okazało że jej rodzice mają standardowe podejście do przypraw. To mnie zmartviło, bo smażyć jajka nauczyłam się od taty, a on je zawsze traktował każdą zieleniną jakie znalazł (powiedzmy że się wybiórczo nauczyłam, od początku konsekwentnie unikając boczku :P ). W każdym razie opcja posiadania w domu tylko soli i pieprzu była dla mnie szokującą nowością, zawsze mieliśmy dwie półki na przyprawy i na ogół brakowało na nich miejsca ;)
ASX76 - 2011-03-01, 16:44
:
Najlepszą "zieleniną" do smażonych jajec jest szczypiorek. Kiszony ogóreczek jako dodatek.
martva - 2011-03-01, 16:51
:
No co Ty, lubczyk, majeranek, inne zielsko jesli wpadnie pod rękę, pieprz zwykły i ziołowy, papryka, ewentualnie sól, chyba że była w jakiejś ziołowej mieszance :-)
Max Werner - 2011-03-01, 16:55
:
Apropos kminku, oto cytat z serwisu www.mojeprzepisy.pl , zwracam Waszą uwagę szczególnie na dwa ostatnie zdania, proszę:

"Mielony kminek idealnie podkreśla smak potraw nie gotowanych np. sałatki, sery (żółte, białe). Całe owoce zaś znakomicie pasują do różnych wypieków – bułki, chleb, paluszki. Pamiętając o tej zasadzie kminek może stać się niezastąpioną przyprawą w kuchni.

Ponieważ składniki olejku kminkowego wzmagają proces trawienia, pasuje najlepiej do mięs - wieprzowiny, baraniny, pieczonych gęsi i kaczek. To także znakomita przyprawa do zup – zwłaszcza tych zawiesistych na zasmażce z czosnkiem i cebulą a także jarzynowych, kapuśniaku, zupy grzybowej czy ziemniaczanej z dodatkiem mięsa. To także niezbędny dodatek do barszczu czerwonego i żurku, buraczków (ćwikły z octem), do twarogu utartego z cukrem, do ziemniaków – smażonych, pieczonych czy w mundurkach. Osoby o wyraźnych preferencjach smakowych z pewnością nie zdziwi więc cukinia z kozim serem przyprawiona kminkiem. Natomiast muffiny orkiszowe z ziołami z pewnością nie obejdą się bez kminku.

Kminek stosuje się także do kapusty kiszonej, fasoli, grochu, kiełbasy, sera, potraw smażonych lub z dużą zawartością tłuszczu. Z pewnością niektórym trudno dziś sobie wyobrazić chleb, paluszki czy paszteciki bez dodatku kminku.

Ze względu na swój silny aromat, nie znosi obecności w potrawach, innych aromatycznych przypraw. Może być jedynie używany z solą i pieprzem. "

P.S. Takie też jest moje skromne zdanie - kminku nie mieszamy z żadnymi majerankami, lubczykami i innymi przyprawami. Za wyjątkiem matki i ojca wszystkich przypraw, czyli soli i pieprzu. Howgh !
Procella - 2011-03-01, 16:57
:
Jajecznicy akurat jakoś specjalnie nie doprawiam, sól i pieprz, jeżeli chodzi o przyprawy, bo oczywiście jakieś zieleninki, cebula (uwielbiam jajecznicę z dużą ilością przysmażonej cebulki!), papryka (świeża, nie w proszku), ser (wędzony najlepszy) są jak najbardziej wskazane.

EDIT:
Max Werner napisał/a:
Ze względu na swój silny aromat, nie znosi obecności w potrawach, innych aromatycznych przypraw. Może być jedynie używany z solą i pieprzem.

IMHO bzdura nad bzdurami.
martva - 2011-03-01, 16:58
:
Max Werner, nie wierz we wszystko co przeczytasz w Internecie :P

O, wrzucam kminek do zupy cebulowej na przykład. I zioła prowansalskie tez wrzucam a tam jest majeranek, chyba ;)

EDIT: nie pisałam o jajecznicy, tylko jajkach sadzonych. Mój ojciec zawsze je smażył na boczku, a z wierzchu posypywał ziołami az były zielone. Ja omijam boczek, ale nawyk przyprawiania mi został :-)
Max Werner - 2011-03-01, 17:01
:
Patrzcież jacy to oni wszyscy uniwersalni i genialni - recenzenci książek, krytycy filmowi i wspaniali kucharze w jednym //max

martva napisał/a:
O, wrzucam kminek do zupy cebulowej na przykład. I zioła prowansalskie tez wrzucam a tam jest majeranek, chyba ;)


Całkiem bez sensu. IMHO.
Procella - 2011-03-01, 17:03
:
martva napisał/a:
EDIT: nie pisałam o jajecznicy, tylko jajkach sadzonych. Mój ojciec zawsze je smażył na boczku, a z wierzchu posypywał ziołami az były zielone. Ja omijam boczek, ale nawyk przyprawiania mi został

Tu też trzymam się soli i pieprzu. Pyszne są (choć tłuste okropnie, więc nie jem za często) w sosie śmietanowym.
ASX76 - 2011-03-01, 17:14
:
Procella napisał/a:
martva napisał/a:
EDIT: nie pisałam o jajecznicy, tylko jajkach sadzonych. Mój ojciec zawsze je smażył na boczku, a z wierzchu posypywał ziołami az były zielone. Ja omijam boczek, ale nawyk przyprawiania mi został

Tu też trzymam się soli i pieprzu. Pyszne są (choć tłuste okropnie, więc nie jem za często) w sosie śmietanowym.


Jajca w sosie śmietanowym? A cóż to za dziwny wymysł? :shock: Na domiar złego - niezdrowy.
Procella - 2011-03-01, 17:15
:
No to właśnie mówię, że staram się nie jadać ;)
ASX76 - 2011-03-01, 17:23
:
Procella napisał/a:
No to właśnie mówię, że staram się nie jadać ;)


Ale, o ile dobrze zrozumiałem, wychwalasz walory smakowe.
Między "nie jem za często" a "staram się nie jadać" istnieje spora rozpiętość... ;)
martva - 2011-03-01, 17:31
:
Max Werner napisał/a:
Całkiem bez sensu. IMHO.


Bo?

Procella napisał/a:
Pyszne są (choć tłuste okropnie, więc nie jem za często) w sosie śmietanowym.


Smażone jajka w sosie? Hmmm...

Zaczęłam się zastanawiać czy duzo jest przypadków kiedy wystarcza mi pieprz i sól. Nie, nie jest ich dużo. A przy okazji szukając wegeprzepisów do mojego pierwszego posta w tym wątku sie natknęłam na stronę w której były wielowarzywne przepisy bez przypraw i strasznie mnie to jakoś zdziwiło.
Max Werner - 2011-03-01, 17:56
:
martva napisał/a:
Bo?


Bo taki to groch z kapustą, po co dawać kminek skoro zabija się jego smak i zapach majerankiem lub innymi ziołami zawartymi w mieszance prowansalskiej, które przecież są bardzo aromatyczne (rozmaryn, bazylia, tymianek, szałwia, mięta pieprzowa, cząber, lebiodka). Jakoś mi to po prostu nie pasuje. Osobiście uważam, że kminek powinno się dodawać do ziemniaków i ewentualnie pieczywa i chyba do niczego więcej. Oczywiście każdy ma swój ulubiony smak :)
ASX76 - 2011-03-01, 18:09
:
Przychylam się do opinii Pana Maxa w sprawie mieszania kminku z majerankiem. Taki duo nie ma sensu.
martva - 2011-03-01, 18:13
:
A bigos kiedyś jedliście? Tam też się daje jedno i drugie :P
ASX76 - 2011-03-01, 18:14
:
martva napisał/a:
A bigos kiedyś jedliście? Tam też się daje jedno i drugie :P


Jadłem, aczkolwiek nie ostatnio. I jakoś nie wyczułem obu w/w składników naraz. :-P
martva - 2011-03-01, 18:16
:
Może dlatego że są niestandardowe :roll:
Max Werner - 2011-03-01, 18:20
:
martva napisał/a:
A bigos kiedyś jedliście? Tam też się daje jedno i drugie :P


Bigos robiony przez moją żonkę jest pycha, ale nie sądzę by ona dawała tam kminek.
ASX76 - 2011-03-01, 18:26
:
martva napisał/a:
Może dlatego że są niestandardowe :roll:


Napisałbym, że jest wręcz odwrotnie, tzn. standardowo nie dodaje się majeranku i kminku do jednego gara. :-P
martva - 2011-03-01, 18:30
:
Moja mama daje jedno i drugie i naprawdę nie jest jedyna.

Kończąc offtopa bigosowego: przypraw używa się według gustu i smaku, są ludzie którzy smarują chleb pastą sambal oelek zamiast masła, są ludzie dla których majeranek jest niestandardowy, jest masa postaw pomiędzy tymi skrajnościami, bywa.
ASX76 - 2011-03-01, 18:38
:
martva napisał/a:
Moja mama daje jedno i drugie i naprawdę nie jest jedyna.



W ten deseń można napisać również o wielu ludziach, którzy nie dają jednego i drugiego. :-P

Nawet wziąć to na chłopski rozum: obie przyprawy są mocne i razem w jednej potrawie to za dużo o jedną. ;)
Asuryan - 2011-03-01, 20:34
:
martva napisał/a:
Powiedziałabym co myślę o plackach ziemniaczanych na słodko, ale jestem kulturalną dziewczynką z dobrego domu i zmilczę 8)

No przecież placki ziemniaczane nadają się do zjedzenia wyłącznie posypane cukrem. Przynajmniej dla mnie. Oczywiście nie licząc placków po cygańsku, meksykańsku, czy węgiersku - ale to już inny, mięsny temat.
martva - 2011-03-01, 20:49
:
No ale jak to, przecież mają w środku cebulę :shock:

ASX76 napisał/a:
Nawet wziąć to na chłopski rozum: obie przyprawy są mocne i razem w jednej potrawie to za dużo o jedną. ;)


Ciekawe co by o tym powiedział przeciętny Hindus, tak swoją drogą ;)
ASX76 - 2011-03-01, 20:51
:
martva napisał/a:
No ale jak to, przecież mają w środku cebulę :shock:


Jak widać w niczym nie przeszkadza. Chyba za mało słodka. ;)

martva napisał/a:


ASX76 napisał/a:
Nawet wziąć to na chłopski rozum: obie przyprawy są mocne i razem w jednej potrawie to za dużo o jedną. ;)


Ciekawe co by o tym powiedział przeciętny Hindus, tak swoją drogą ;)


Tak swoją drogą, to nie wiem. ;)
Asuryan - 2011-03-01, 20:53
:
martva napisał/a:
No ale jak to, przecież mają w środku cebulę :shock:

Owszem, ale także mięsny gulasz.
Max Werner - 2011-03-01, 21:42
:
martva napisał/a:
No ale jak to, przecież mają w środku cebulę :shock:


A nie piłaś nigdy soku z cebuli ? Pychota i strasznie zdrowe :) Wystarczy pociachać jedną, dwie cebule na talarki, wrzucić do słoika, zasypać cukrem i odstawić na kilka godzin. A potem już tylko pić. Niebo w gębie !
Fidel-F2 - 2011-03-01, 22:07
:
martva napisał/a:
Powiedziałabym co myślę o plackach ziemniaczanych na słodko, ale jestem kulturalną dziewczynką z dobrego domu i zmilczę
nie znasz się
ASX76 - 2011-03-01, 22:11
:
Fidel-F2 napisał/a:
martva napisał/a:
Powiedziałabym co myślę o plackach ziemniaczanych na słodko, ale jestem kulturalną dziewczynką z dobrego domu i zmilczę
nie znasz się


Kwestia gustu, a nie "znania się". :-P
Fidel-F2 - 2011-03-01, 22:15
:
facepalm
Asuryan - 2011-03-01, 22:30
:
Poza tym w zwykłych plackach ziemniaczanych cebula nie jest składnikiem niezbędnym, tylko opcjonalnym.
ats - 2011-03-02, 08:33
:
jadłam placki ziemniaczane (bez cebuli) za to z dżemem malinowym - to było coś. Dziwnego, ale fajnego ;)
Zazwyczaj jem takie placki jednak z cebulą i na wytrawnie.

kminku fizycznie nie znoszę, w przeciwieństwie do majeranku, który cenię. Identyfikacja kminku w chlebie, czy jakiejś potrawie, właściwie oznacza automatyczną dyskwalifikację. dlatego w ogóle nie mam problemy z mieszaniem tych dwóch przypraw - w życiu w domu nie miałam kminku!! :mrgreen: :mrgreen:

ale nie to, że potępiam kminek i osoby go spożywające! Let's celebrate the biodiversity!! :mrgreen:
Procella - 2011-03-02, 08:36
:
Max Werner napisał/a:
po co dawać kminek skoro zabija się jego smak i zapach majerankiem lub innymi ziołami

Dla mnie te smaki się uzupełniają, a nie zabijają.
MrSpellu - 2011-03-02, 08:40
:
Ale jaki desperat dodaje do bigosu kminek? Co do samej tej potrawy, to toleruję tylko w jednej formie. Zupa kminkowa. Moja była dziewczyna, która nienawidziła kminku, lata świetlne temu została u mnie na obiedzie. Poczęstowałem ją zupą kminkową i była trochę skonfundowana, bo smak niby skądś zna. Bo dokładce wprawiłem ją w osłupienie, informując, że właśnie zjadła dwa talerze zupy kminkowej //spell

Może temu mnie rzuciła? //mysli

Tak czy inaczej. Jak nie cierpię kminku, tak zupa kminkowa jest ok :)

Max Werner napisał/a:
Patrzcież jacy to oni wszyscy uniwersalni i genialni - recenzenci książek, krytycy filmowi i wspaniali kucharze w jednym

To się nazywa szeroki zakres zainteresowań.
Nie ma to nic wspólnego z genialnością.
My po prostu jesteśmy zajebiści :P
Fidel-F2 - 2011-03-02, 08:42
:
ats napisał/a:
kminku fizycznie nie znoszę, w przeciwieństwie do majeranku, który cenię. Identyfikacja kminku w chlebie, czy jakiejś potrawie, właściwie oznacza automatyczną dyskwalifikację.
o jak ja Cię rozumiem, zapach/smak kminku wzbudza we mnie odruchy wymitne

Martva, dzięki za rzeżuchę
ats - 2011-03-02, 08:43
:
Nie spodziewałam się, Fidelu, że znajdziemy porozumienie na płaszczyźnie kminkowej ;)
Fidel-F2 - 2011-03-02, 08:47
:
jak lubię wszelkie zielsko tak kminek i anyżek mnie zabijają
Procella - 2011-03-02, 08:48
:
MrSpellu napisał/a:
Ale jaki desperat dodaje do bigosu kminek?

Bigos składa się głównie z kapusty, kminek więc pasuje. Za to nie dodaje się do niego u mnie w domu majeranku, w życiu mi nie przyszło takie połączenie do głowy, poczułam się zaskoczona, kiedy przeczytałam o tym tutaj.
Fidel-F2 - 2011-03-02, 08:51
:
Procella napisał/a:
Bigos składa się głównie z kapusty
bigos składa sie w połowie z kapusty a w połowie z mięsa, a trzecia połowa to dodatki ale fakt majeranek w bigosie to jakieś kuriosum
Max Werner - 2011-03-02, 08:55
:
Fidel-F2 napisał/a:
jak lubię wszelkie zielsko tak kminek i anyżek mnie zabijają


A kryptonit ?
ats - 2011-03-02, 09:00
:
Max Werner napisał/a:
Fidel-F2 napisał/a:
jak lubię wszelkie zielsko tak kminek i anyżek mnie zabijają


A kryptonit ?


:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Fidel-F2 - 2011-03-02, 09:01
:
kryptonit tylko we flaczkach jest szkodliwy
ats - 2011-03-02, 09:04
:
unikaj więc flaczków, zwłaszcza, że mnóstwo ludzi wali do nich kminek... :mrgreen: :mrgreen:
Fidel-F2 - 2011-03-02, 09:06
:
jest ryzyko jest zabawa
ats - 2011-03-02, 09:08
:
Fidel-F2 napisał/a:
jest ryzyko jest zabawa


heheh, indżoj! //piwo
Fidel-F2 - 2011-03-02, 09:12
:
http://www.kwestiasmaku.c...do/przepis.html

o jak mi ślinka pociekła
ats - 2011-03-02, 09:14
:
w moim przypadku tofu zamiast białego serka, ale generalnie - mniam ;)
MrSpellu - 2011-03-02, 09:26
:
Ja miałem dzisiaj ogromną ochotę na twaróg z ketchupem.
Bez chleba, bez niczego. Sam biały ser i ketchup.
Fidel-F2 - 2011-03-02, 09:41
:
MrSpellu, masz talent, tak mnie zadziwić
MrSpellu - 2011-03-02, 09:43
:
Fidel-F2 napisał/a:
MrSpellu, masz talent, tak mnie zadziwić

Sam siebie czasem zadziwiam.
ASX76 - 2011-03-02, 10:10
:
MrSpellu napisał/a:
Ja miałem dzisiaj ogromną ochotę na twaróg z ketchupem.
Bez chleba, bez niczego. Sam biały ser i ketchup.


Kolejny dziw... Typowe dla tego tematu. ;)

Zamiast keczapu wybrałbym dżem truskawkowy. :-P
MrSpellu - 2011-03-02, 10:25
:
ASX76 napisał/a:
Zamiast keczapu wybrałbym dżem truskawkowy.

Albo miód lejny. Uwielbiałem wyżej wymienione kombinacje gdy chodziłem do podstawówki. Teraz twaróg tylko z rzodkiewką, cebulą i pomidorem... lub raz na ruski rok z ketchupem.

ASX76 napisał/a:
Typowe dla tego tematu.

Mnie tylko dziwi kminek w bigosie. No ale wyznaję też zasadę Fidela. Bigos to w połowie kapusta, w połowie mięso. Ja tam jeszcze dodaję prawdziwki i czerwone wino. No i rzecz jasna przyprawy. Ale wśród nich nie ma kminku i nie ma też majeranku.
Procella - 2011-03-02, 10:33
:
MrSpellu napisał/a:
Ja miałem dzisiaj ogromną ochotę na twaróg z ketchupem.
Bez chleba, bez niczego. Sam biały ser i ketchup.

O, ja też lubię ;) Ale wolę z chutneyem cukiniowo-jabłkowym z curry i majerankiem.
MrSpellu - 2011-03-02, 11:01
:
Majeranek tylko do grochówki --_-
martva - 2011-03-02, 11:03
:
MrSpellu napisał/a:
Ale jaki desperat dodaje do bigosu kminek?


Zielska wszelkie typu kminek i majeranek ułatwiają, ze tak powiem, trawienie, bo bigos jest dziko ciężkostrawną potrawą ;)

Cytat:
tak kminek i anyżek mnie zabijają


Kminek lubię, ale anyżek jest fuj. Ba, nawet bardzo fuj. Czasem bywa w różnych mieszankach wschodnich, ale jest tak wymieszany z innymi silnymi zapachami że na szczęście go nie czuć ;) Za to moja matka nabyła nasiona jakiejś dziwnej bazylii, tknęło mnie i się wgłębiłam, okazało się że to jest taka odmiana używana bodajże w kuchni tajskiej i właśnie anyżem leci :evil: Cóż, możemy ją wysiać w ogrodzie zamiast w doniczkach, może ślimaki zeżrą :P
MrSpellu - 2011-03-02, 11:11
:
martva napisał/a:
Zielska wszelkie typu kminek i majeranek ułatwiają, ze tak powiem, trawienie, bo bigos jest dziko ciężkostrawną potrawą

Lampka wina też ułatwia trawienie.
Fidel-F2 - 2011-03-02, 11:11
:
MrSpellu napisał/a:
Ja tam jeszcze dodaję prawdziwki i czerwone wino
to oczywiście, śliwki wędzone jeszcze dodatkowo i przecier pomidorowy domowy na wykończenie
martva napisał/a:
Zielska wszelkie typu kminek i majeranek ułatwiają, ze tak powiem, trawienie, bo bigos jest dziko ciężkostrawną potrawą
ale smakowo ni hu hu się nie komponuje ani kminek ani majeranek
MrSpellu - 2011-03-02, 11:15
:
Fidel-F2 napisał/a:
to oczywiście, śliwki wędzone jeszcze dodatkowo i przecier pomidorowy domowy na wykończenie

O, czasem o śliwkach zapominam. Ale jak mam, to dodaję. Przecier pomidorowy także.
You Know My Name - 2011-03-02, 19:07
:
ASX76 napisał/a:
Fidel-F2 napisał/a:
martva napisał/a:
Powiedziałabym co myślę o plackach ziemniaczanych na słodko, ale jestem kulturalną dziewczynką z dobrego domu i zmilczę
nie znasz się


Kwestia gustu, a nie "znania się". :-P
Jakbyś garbatemu mówił: wyprostuj się....
martva - 2011-03-03, 22:22
:
Upolowałam chińską zupkę która jest równocześnie wegetariańska i pikantna ^ ^ zupełnie nie wiem czemu, ale wegetariańskie zawsze są łagodne i strasznie mnie to wkurzało, bo musiałam sobie doprawiać.
Pewną niedogodnością jest obecność bodajże 4 woreczków z przyprawami, co uważam za przegięcie.

I tak, wiem, to straszne świństwo, ale od czasu do czasu lubię XD
ats - 2011-03-04, 08:49
:
E, tam świństwo :mrgreen: :mrgreen:
Szybko napisz, jaka to zupka! Moim ostatnim odkryciem jest zupka PHO z makaronem ryżowym - czad!! :D :D
martva - 2011-03-04, 11:49
:
Tao Tao, Kim Chi.
Znalazłam długą recenzję: http://zamaskowanyanglist...y-metysami.html ;)
ihan - 2011-03-05, 11:01
:
Ależ jesteście dziwni z tym kminkiem, kminek jest pyszny. A pierwszą piątkę najlepszych chlebów, zaraz po litewskim żytnim z Almy, takim ciemnym, kwaśnym i mokrym, otwiera z miejscem drugim taki z kminkiem i czarnuszką. Mniaaam. W zasadzie konsumuję same skórki, im bardziej spieczony i popękany tym lepszy.
Z przypraw mam problem tylko z kolendrą, świeżymi zielonymi liśćmi i wszelkimi pochodnymi. Ale postanowiłam polubić, bo masa fajnych kuchni egzotycznych opiera się na kolendrze. Powoli się przekonuję. A potrawom na słodko, z wyjątkiem typowych deserów mówimy nie. Nie: twarogowi z miodem, dżemem czy czymkolwiek słodkim. W ogóle nie mam rzeczy, których kompletnie nie jadam (np. będąc u kogoś, bo sama nie lubiąc gotować doceniam trudy gospodarza), chyba, że się czegoś brzydzę.

Aha, martva, a to nie jest hinduska bazylia (Ocimum sactum), która jest ich świętym ziołem i w każdym przyzwoitym domu powinna być w doniczce na parapecie? Nasza hinduska takiej szukała, ale chyba już sobie przywiozła nasiona z domu, więc gdybyś miała namiary gdzie sprzedają, byłabym wdzięczna.
martva - 2011-03-05, 11:24
:
Nie, Ocimum basilium odm Siam Queen, oprócz zwykłych nut bazyliowych ma nutkę mięty i anyżu, napisali na opakowaniu.
http://www.ogrod-dom.com....28,8468%29.aspx
Trochę się jej boję. Mama szukała takiej z drobniutkimi listkami, więc kupuje wszystko co nie jest zwykłą bazylią ;)

Nać kolendry cuchnie pluskwą, natomiast nasiona są mrrrrrrau. Prawie tak mrrrrau jak kumin :-)
ihan - 2011-03-05, 11:35
:
Ale w zasadzie wiele nie ryzykujesz. Jak nie będzie smaczna, to przynajmniej będzie dobrze wyglądać, ale niespecjalnie wierzę w opisy smakowo zapachowe. to jednak mocno indywidualne.
ASX76 - 2011-03-06, 08:38
:
Odnoszę wrażenie, że w wątkach kulinarnych prawie każdy dla każdego jest dziwny ze względu na upodobania pokarmowe. :-P

Ihan -> Im bardziej skórka chleba jest przypieczona, tym większa szansa na przeczyszczenie.
ihan - 2011-03-06, 11:13
:
Cóż, w temacie przypieczonych skórek to widocznie ja jestem dziwna :mrgreen: Kompletnie na mnie nie działają.
martva - 2011-03-06, 11:43
:
ihan napisał/a:
Ale w zasadzie wiele nie ryzykujesz.


Miejsce na parapecie w czasie wysiewu ;)

ASX76 napisał/a:
Im bardziej skórka chleba jest przypieczona, tym większa szansa na przeczyszczenie.


A grzanki powodują biegunkę? :shock:
ASX76 - 2011-03-06, 11:55
:
martva napisał/a:


ASX76 napisał/a:
Im bardziej skórka chleba jest przypieczona, tym większa szansa na przeczyszczenie.


A grzanki powodują biegunkę? :shock:


Rozchodzi się o to, że skórki silnie przypieczone np. na czarno, mogą zadziałać jak węgiel...
Tylko tyle.
martva - 2011-03-06, 12:10
:
Czy Ty właśnie mówisz że węgiel działa przeczyszczająco, czy ja jeszcze śpię i nie rozumiem?

Wracając do tematu, warzyw mi się chce. Kapusta pekińska jest mocno średnia, ale przynajmniej chrupie i jest rozsądnym warzywem kanapkowym (oraz chlebkowo pitowym) o tej porze roku. Rzodkiewki i ogórek są takie że gdybym nie wiedziała że je jem, to bym się nie domyśliła, o pomidorach szkoda gadać. Upoluję sobie białą rzodkiew następnym razem na targu, ona jest dobra.
ASX76 - 2011-03-06, 12:40
:
Kiszona kapusta z dodatkiem marchewy czy kiszone ogóreczki złe są? :-)
martva - 2011-03-06, 12:44
:
Nie są złe, ale nie podchodzą pod kategorię 'świeże warzywo' :-)
Co z tym węglem, bo mnie to nurtuje?
Ł - 2011-03-06, 13:10
:
ASX pomylił chyba skutek z przyczyną. Ewentualnie w miejsce tego rebusu węgiel czarny -> ...- > biegunka, należy wstawić SZATAN, wtedy to zaczyna mieć jakąś przyczynowośc i sens.
ihan - 2011-03-06, 13:15
:
martva, a wszelkie z upraw hydroponicznych roszponki, rucole i sałaty rozmaite, inne niż pekińska nie moga być? Albo seler, por i zielone z pietruszki?
ASX76 - 2011-03-06, 13:19
:
martva napisał/a:
Nie są złe, ale nie podchodzą pod kategorię 'świeże warzywo' :-)

Co z tym węglem, bo mnie to nurtuje?



1. Raptem kilka dni oczekiwania w przypadku kiszonej kapusty robi wielką różnicę? Toż nic nie traci ona na świeżości w tym czasie...

2. http://zapytaj.com.pl/Cat...zyszczenia.html
toto - 2011-03-06, 13:23
:
//facepalm

http://www.doz.pl/leki/p1383-Wegiel_leczniczy
martva - 2011-03-06, 14:12
:
ihan, roszponka i sałata byłyby fajne, ale jako tło dla czegoś bardziej zdecydowanego (taki porządny letni pomidor, o!). Rukola nie jako tło, ale jako równoważnik. Pietruszkę jem, na selera jakoś nie trafiam, pekinka jest bazą mojej kolacji (Pita Z Rzeczami).

ASX76 napisał/a:
1. Raptem kilka dni oczekiwania w przypadku kiszonej kapusty robi wielką różnicę? Toż nic nie traci ona na świeżości w tym czasie...


Nie jest świeżym warzywem, jest przetworzonym warzywem, to inna kategoria. Jak kukurydza z puszki :P

ASX76 napisał/a:
2. http://zapytaj.com.pl/Cat...zyszczenia.html


Keeeeee? :shock: ale tak własnymi słowami byś mógł wyjaśnić powiązania między węglem a przeczyszczeniem? Chociaż nie wiem czy chcę. W sumie.
ASX76 - 2011-03-06, 14:18
:
martva napisał/a:


Nie jest świeżym warzywem, jest przetworzonym warzywem, to inna kategoria. (..)

Keeeeee? :shock: ale tak własnymi słowami byś mógł wyjaśnić powiązania między węglem a przeczyszczeniem? Chociaż nie wiem czy chcę. W sumie.



1. Symboliczne to przetworzenie, a i świeżość w smaku się czuje... :)

2. To w końcu jak? Jakbyś się zdecydowała, to Toto zamieścił link z dokładnym opisem związku. :-P
martva - 2011-03-06, 14:24
:
Ale jak się ma link toto do:
ASX76 napisał/a:
Im bardziej skórka chleba jest przypieczona, tym większa szansa na przeczyszczenie.


Bo chyba nadal nie czaję?

ASX76 napisał/a:
1. Symboliczne to przetworzenie, a i świeżość w smaku się czuje... :)


E tam symboliczne. W smaku czuje się głównie sól i kwas mlekowy ;) Nie to że nie lubię kiszonek, lubię, ale to jednak nie to samo co porządne, świeże warzywo w środku sezonu najlepiej. Nienawidzę zimy.
ASX76 - 2011-03-06, 14:36
:
martva napisał/a:
Ale jak się ma link toto do:
ASX76 napisał/a:
Im bardziej skórka chleba jest przypieczona, tym większa szansa na przeczyszczenie.


Bo chyba nadal nie czaję?



Ano ma się tak - gdy skóra tak mocno przyjarana, że aż czarna i chrupiąca, może zadziałać jak węgiel.
toto - 2011-03-06, 15:15
:
ASX76 napisał/a:
Ano ma się tak - gdy skóra tak mocno przyjarana, że aż czarna i chrupiąca, może zadziałać jak węgiel.

A wcześniej
ASX76 napisał/a:
Ihan -> Im bardziej skórka chleba jest przypieczona, tym większa szansa na przeczyszczenie.
//facepalm

[Mod mode on]Część postów umieściłem w dużym, okrągłym segregatorze. Całkiem nieodwracalnie.[Mod mode off]
M_D

Max Werner - 2011-03-08, 14:50
:
Kupiłem dzisiaj pół kilo pistacji. Siedzę, łupię i wcinam. Nie mogę się oderwać, nie mogę przestać. Lubię fistaszki, orzechy włoskie, słonecznik, czasami pestki dyni. Ale pistacje z łomotem ciskają inne "chrupaczki" w cień. Pistacje rządzą. Tylko drogie cholery...


Jander - 2011-03-08, 15:07
:
Kiedyś były dużo lepsze, teraz moim zdaniem ciężko znaleźć na porządne, smaczne pistacje. Inna sprawa że warte swojej ceny. :)
ats - 2011-03-08, 17:05
:
dobre pistacje można kupic u nas w sklepie "Ziarenko" ;)

dziś ostatki, więc nasmazyłam racuchów z jabłkami i bananami (mleko sojowe, ojca jajka ;) ).

na obiad kasza gryczana, pieczarki i sos warzywny - lecę robić ;)
martva - 2011-03-09, 13:56
:
-O Boże - wykrzyknęła wieczorem wczoraj moja matka - jutro jest środa popielcowa!
Akurat byłam po rozmowie z koleżanką, którą babcia chciała wyciągnąć na mszę z tej okazji i skończyło się awanturą. Jako że moja matka nigdy specjalnie kościelna nie była, poczułam się nieswojo.
-No i? - zapytałam ostrożnie, czując dreszcz niepokoju na karku, tak na wszelki wypadek.
-Trzeba będzie upiec ziemniaki!

No więc pewna religijność w mojej rodzinie objawia się głównie pieczonymi ziemniakami w środę popielcową i chyba w Wielki Piątek. Tak w ramach postu. Wszystko trochę psuje fakt że pieczone ziemniaki są uwielbiane przez wszystkich, więc co to za post... ;)
martva - 2011-03-10, 12:17
:
Przypadkowo się zainspirowałam i zrobię naleśniki. Jeszcze nie wiem z czym :-) W ostateczności zostaje fasolka w sosie pomidorowym i żółty ser, w sumie XD
Metzli - 2011-03-11, 21:08
:
Dzisiaj odkryłam świetną plackarnię koło mojej pracy i dlatego dzisiaj głównym punktem dnia były placki ziemniaczane. Ciekawe, że nigdy jakoś specjalnie za nimi nie przepadałam, ale to może dlatego, że w domu jeśli w ogóle się jadło to tylko z cukrem pudrem. A teraz wybrałam sobie coś a la po grecku - z oliwkami, serem feta i jakimś łagodnym sosem śmietanowym. Fakt, że było tam też mięsko można akurat w tym miejscu przemilczeć, ale w menu są też typowe jarskie placuszki. I po prostu - coś wspaniałego, muszę sobie coś takiego lub podobnego zrobić w domku :)

W ogóle od jakiegoś czasu mam potrzebę urozmaicenia swojego jadłospisu. Parę tygodni temu otworzyłam lodówkę a tam same kiełbasy, wędliny... uznałam, że nie mam co jeść ;P
Procella - 2011-03-13, 08:48
:
Ostatnio zrobiłam taką sałatkę:
brokuł lekko obgotowany i podzielony na małe różyczki + pomidory bez skóry i "galarety" ze środka + ciecierzyca + jasiek + posiekana świeża bazylia + sos (olej, cytryna, czosnek, sól, pieprz, ostra papryka w proszku)

Ciecierzycę i fasolę dałam z puszki, jeżeli komuś chce się bawić z gotowaniem, to już jego sprawa, ja jestem leń

Wyszło nieźle. Najlepiej jeść po godzinie albo dwóch, żeby wszystko "przegryzło się" z sosem.
ats - 2011-03-14, 12:46
:
a ja robią cos takiego: brokuł obgotowuję, dodaje czarne oliwki i posypuje to wszystko prazoną dynią, słonecznikiem i sezamem. Ekstaza ;)
Metzli - 2011-03-14, 18:45
:
Tylko odjąć te brokuły... ;)
Procella - 2011-03-14, 20:18
:
Nie lubisz brokułów?
ats napisał/a:
a ja robią cos takiego: brokuł obgotowuję, dodaje czarne oliwki i posypuje to wszystko prazoną dynią, słonecznikiem i sezamem. Ekstaza

I to tak na sucho, żadnego sosu nie robisz?
Metzli - 2011-03-14, 20:31
:
Brokułów i kalafiorów - nie cierpię, paskudztwo ;)
ihan - 2011-03-14, 20:34
:
ats, nie mogłabyś mnie adoptować kulinarnie? O, obiadki byś mi do pracy robiła.
ats - 2011-03-16, 12:51
:
Procella napisał/a:
Nie lubisz brokułów?
ats napisał/a:
a ja robią cos takiego: brokuł obgotowuję, dodaje czarne oliwki i posypuje to wszystko prazoną dynią, słonecznikiem i sezamem. Ekstaza

I to tak na sucho, żadnego sosu nie robisz?


W tym przypadku Sosem jest oliwka lub olej sezamowy, na którym podprażam ziarenka.
Procella - 2011-03-16, 13:25
:
A, na tej zasadzie. Myślałam, że podprażasz na sucho.
ats - 2011-03-16, 16:30
:
najczęściej tak, ale tutaj olej sezamowy jako sos to strzał w dziesiątkę.
ats - 2011-03-17, 18:44
:
a dziś barszcz z uszkami (uszka z grzybami) oraz pełnoziarnisty makaron z sosem grzybowym (kurki, słodka paryka) - ekstaza
martva - 2011-03-17, 18:59
:
Wróciłam do domu straszliwie zmarznięta i z zamiarem ufarbowania sierści. Rano znalazłam w szafce trochę czerwonej soczewicy i jakoś tak odruchowo zalałam ją wrzątkiem. Więc, jak już mówiłam, wróciłam do domu. Zeszkliłam cebulkę. Sypnęłam przyprawami (w łapki mi wpadła przyprawa do wieprzowiny - często używam, bardzo dobra, kumin, kardamon, garam masala i jakaś mieszanka czosnku z pieprzem), podsmażyłam, wrzuciłam odcedzoną soczewicę z nową wodą i łyżkę sambalu i poszłam sobie nakładać farbkę. Wróciłam, wyłączyłam, usmażyłam ziemniaki, wywaliłam na talerz, i trochę soczewicy, i trochę jogurtu, i świat stał sie jakby ciut przyjaźniejszym miejscem. Mogłoby jeszcze być mniej szaro.
ats - 2011-03-17, 23:28
:
a na kolację gołąbki z kaszy gryczanej (strzał w dziesiątkę)i dwie smaczne sałatki.
martva - 2011-03-19, 22:49
:
Panierowany (właściwie bardziej w cieście niż panierowany) seler. Całkiem całkiem, jak na to że za selerem nie przepadam, znaczy korzeniowym, naciowy lubię.
ats - 2011-03-22, 09:59
:
w niedzielę obiad bomba, gotowała moja przyjaciółka, zupa krem z grzybów mrożonych, drugie - zapiekanka z kaszy jęczmiennej, pieczarek, cebuli, groszku i papryki. Ekstaza ;)
martva - 2011-03-28, 12:05
:
Nie wiem w sumie czy to bardziej pasuje tu czy do tego drugiego ideolo wątku, ale do Wyborczej tradycyjnie był dodatek z przepisami, który tym razem nazywał się Bez mięsa. I już dobra, daruję im bulion (bo mogło chodzić o warzywny), żelatynę, ale krewetki królewskie i bekon w risotto? :shock:
ats - 2011-03-29, 12:22
:
"Nie je mięsa????... To nic, zrobię jagnięcinę!" :mrgreen: :mrgreen:

Skąd to cytat? ;)
MrSpellu - 2011-03-29, 12:22
:
Moje wielkie greckie wesele.
martva - 2011-03-30, 19:53
:
Stwierdziłam ostatnio że jem ostatnio jakoś mało świeżyzny, więc wrzuciłam w blender losowo wybrane warzywa i owoce (trzy małe buraki, marcheff, kiwi, pomarańczę), zalałam sokiem pomarańczowym i zmiksowałam. Całkiem całkiem. Jutro zostaną buraki i sok, dołożę jabłko, mama mnie namawia na dodanie banana żeby konsystencja była bardziej kremowa, ale boję się ;)

Wczoraj zrobiłam genialne kotlety (burgery? Placki?) z ugotowanych ziemniaków, jajek (surowych), wędzonego sera, drobniutko posiekanej cebulki i przypraw, z garścią mueslopodobnej mieszanki. Ser i przyprawy sprawiły że były wyraziste w smaku, natomiast konsystencja była bardzo delikatna dzięki gniecionym ziemniakom, zostawiłam kilka na dzis ale mi rodzice zjedli XD
ats - 2011-04-04, 09:26
:
a ja miałam bosski weekend, dzięki wegańskiej firmie cateringowej Avocado z Trójmiasta, która przysłała mi jabłkowe muffinki, sernik wegański, calzone ze szpinakiem i pieczarkami, krokiety z kapusta i grzybami oraz szpinakowe oraz cudny, cudny, cudny majonez wegański.

Oprócz tego były w weekend różne sałaty, ryże, lecza i tekturki z sezamem oraz tony czarnych oliwek - i jestem bardzo szczęśliwa.

Oprócz tego - po raz pierwszy od dawna miałam w miarę wolny weekend, więc spałam popołudniami, wygrzewałam na słońcu, bawiłam z psami, nauczyliśmy tez młodą jeździć na rowerze i wreszcie wybraliśmy gospodarstwo agroturystyczne na krótkie wakacje.

Teraz długo nie będzie tak fajnego weekendu...
Max Werner - 2011-04-04, 21:38
:
Wrócę do placków ziemniaczanych pozwólcie. Bo dzisiaj były u nas na obiad i ze zdziwieniem spostrzegłem, że każde z naszej trójcy nieświętej wcina je z innym dodatkiem. Córcia z cukrem (ujdzie), żonka z ketchupem (błeee :shock: ), a ja z jogurtem naturalnym (mniammm 8) ). Podsumowując - placki ziemniaczane chyba ze wszystkim da się zjeść.
ats - 2011-04-05, 09:35
:
Też tak uważam.
nie wiem, czy już o tym pisałam, ale kiedyś jadłam je z dżemem malinowym - i to było interesujące doznanie.
smaczne są też z duszoną na oliwie cebulą.
martva - 2011-04-05, 11:51
:
Co złego/szokujacego jest w ketchupie i jego kontakcie z plackami ziemniaczanymi, przepraszam? Ja tam lubię, na pewno lepsze to niż cukier :P
ats - 2011-04-05, 15:14
:
keczup jest banalny - ale dobry, gęsty, prawdziwy sos pomidorowy z ziołami...? czemu nie!
martva - 2011-04-05, 15:28
:
Aśtam, banalny.
Sos pomidorowy fajna rzecz, ale nie zawsze człowiekowi się chce. Keczupy są fajne. Różne butelkowe sosy na bazie pomidorów i papryki też są fajne.
MrSpellu - 2011-04-05, 15:48
:
Placki ziemniaczane, to tylko po węgiersku.
Myślę, że jakąś wersję jarską bez problemu sobie wymyślicie.
Ale czy wtedy będą to placki po węgiersku?
martva - 2011-04-05, 15:49
:
Po co mam wymyślać jarską wersję jak lubię niekoniecznie po węgiersku? :P
MrSpellu - 2011-04-05, 15:53
:
Nie wiem, jakby Cię naszła ochota.
Ja tam dzisiaj będę jadł po węgiersku.
martva - 2011-04-05, 16:19
:
W sumie mogłabym zjeść placki, ale dziko mi się nie chce robić ;) Dziś był wczorajszy makaron z sosem pomidorowym z warzywami, z dodatkiem oscypka. I piecze się chleb (mieszanka 'chleb graham') z oscypkiem, żurawiną i słonecznikiem. Mogliby wymyślić maszynę do robienia placków ziemniaczanych, jak do chleba jest.

Naszło mnie na surową cebulę, znaczy organizm czegoś z niej chce. Przed weekendem pożerałam buraki w straszliwych ilościach i kilku postaciach, nie wiem co takiego mogło być w burakach, ale musiałam (btw prawie-smoothie z buraków, marchwi, kiwi oraz pomarańczy i soku z pomarańczy to całkiem ciekawa rzecz :D)
ats - 2011-04-07, 14:14
:
oliwki, oliwki, oliwki ;)
martva - 2011-04-07, 17:22
:
Wypatrzyłam niedawno w budce na targu różne rodzaje mąki, a akurat skończyły mi się gotowe mieszanki do chleba, to poszłam. Chciałam żytnią i miałam do dyspozycji chyba pięć rodzajów (w końcu uznałam że chcę razową i nierazową i zdaję się na panią). Kupiłam też kaszę jaglaną, bo mi się rzuciła w oczy. Nigdy nie jadłam kaszy jaglanej i nie wiem czy lubię, ale podobno jest szalenie zdrowa, więc jest szansa że tak (nigdy nie rozumiałam twierdzeń niektórych ludzi że jak coś jest zdrowe to musi być niedobre).
Procella - 2011-04-07, 21:41
:
Lubię kaszę jaglaną. Zawsze je się ją u mnie na wigilię, ze śliwkami suszonymi, masłem i miodem.
martva - 2011-04-08, 16:04
:
Ja lubię kasze ogólnie więc mam nadzieję że nie będzie problemu ;)

Dziś ryżowe placuszki, prosty sposób na zagospodarowanie nadmiaru ryżu z poprzedniego dnia. Z sosem pomidorowym i fasolką (dla odmiany w sosie pomidorowym).
GilGalad - 2011-04-08, 16:20
:
Mięso cielęce, groszek, kukurydza, marchewka + ryż, doskonałe danie na szybko, wystarczy ugotować duży gar i starcza odgrzewane w mikrofali przez kilka dni :-)

martva napisał/a:
Dziś ryżowe placuszki, prosty sposób na zagospodarowanie nadmiaru ryżu z poprzedniego dnia. Z sosem pomidorowym i fasolką (dla odmiany w sosie pomidorowym).


Też dobre, ja tylko dodatkowo dodaję papryczki chili, można się czymś takim porządnie zapchać. ;)
martva - 2011-04-08, 16:44
:
GilGalad napisał/a:
Mięso cielęce,


Towarzyszu obywatelu, czego nie rozumiecie w słowie 'bezmięsnych' występującym w podtytule wątku? O cielęcinie to gdzieś obok, albo w ogólnokulinarnym.

GilGalad napisał/a:
Też dobre, ja tylko dodatkowo dodaję papryczki chili, można się czymś takim porządnie zapchać. ;)


Chilli w jakiejś postaci jest oczywistością ;)
GilGalad - 2011-04-08, 16:47
:
martva napisał/a:
Dziś ryżowe placuszki, prosty sposób na zagospodarowanie nadmiaru ryżu z poprzedniego dnia. Z sosem pomidorowym i fasolką (dla odmiany w sosie pomidorowym).)


A nie można wspomnieć? ;)
martva - 2011-04-08, 16:55
:
A można wkleić zdjęcie słynnej Miriam w wątku o najpiękniejszych kobietach świata?
GilGalad - 2011-04-08, 16:57
:
Można, zależy od gustu ^^
martva - 2011-04-08, 17:10
:
//facepalm

To wklej i poczekaj na reakcje.
GilGalad - 2011-04-08, 17:13
:
martva napisał/a:
//facepalm

To wklej i poczekaj na reakcje.


Nie napisałem, że ja bym wkleił. Pytałaś czy "można", więc mówię, że można. :mrgreen:
Jander - 2011-04-08, 17:26
:
Trzymać się tematu i proszę tu nawet nie sugerować, że coś takiego jak mięso w ogóle istnieje.
ats - 2011-04-11, 20:33
:
Mięso, oczywiście, istnieje, a najlepiej prezentuje się jako mięśnie czegoś żywego. Wtedy jest to coś naprawdę przydatnego ;) ;) A okryte skóra może być nawet ładne. Pomyślcie o jaguarach, tygrysach, koniach arabskich, Mili Jovovich, czy takim np. H. Jackmanie :mrgreen: :mrgreen:
Caesar - 2011-04-11, 21:14
:
Może ktoś z was potrafi zrobić lasagne z pora (nie z masą serową i porem, tylko z pora)? W internecie nie mogę znaleźć przepisu, a jest pyszna.
martva - 2011-04-13, 11:53
:
Nigdy sie nie spotkałam, ani z potrawą, ani z przepisem. Nie wiem jak to wygląda, ale chyba musisz poeksperymentować, zupełnie nie mam pomysłu co można zrobić z porem żeby był nadzieniem. ihan kiedyś pisała o porowych naleśnikach, pamiętam.

ED. Przejrzałam na szybko co gugiel ma do zaoferowania w kwestii naleśników z porem, ale prawie zawsze wspominają o tylnej części ciała niewinnych świnek.
Znalazłam takie:
http://yobada.blogspot.co...zem-z-pora.html
http://puszka.pl/przepis/...groszkowym.html
http://www.uwielbiam.pl/p...zarkowo-porowym
http://mirabelkowy.blogsp...em-z-porow.html
http://www.foody.pl/strony/1/i/136.php?re_id=111
http://puszka.pl/przepis/...nalesnikow.html
Ale większość jest z kolei serowa.
ihan - 2011-04-15, 10:50
:
Najprostsze rozwiązanie: wybrać się do Kolanka na krakowskim Kazimierzu i zapytać jak robią nadzienie :) . Mięsa w nim na pewno nie było, i jeśli pamiętam było konkretnie cukiniowo-porowe. Przypuszczam, jako osoba unikająca gotowania jeśli nie jest konieczne, że pora po prostu dusi się ewentualnie w jakimś bulionie łagodnym, bez żadnego sera niewątpliwie, aby był miękki i kolokwialnie pisząc lekko rozciapciany. Matka koleżanki robiła tartę porową bezmięsną i bezserową i tez była pyszna. A najpyszniejsza w temacie porowym była potrawka z pora z brzoskwinią (znów bezmięsna i bezserowa), z dużą ilością pieprzu i ogólnie na ostro, którą serwował catering LOTu, zanim zastąpiła go Fundacja dla Uniwersytetu. LOT dużo fajnych rzeczy serwował w ogóle. I sporo wegetariańskich.

EDIT: i w żadnej z konsumowanych przeze mnie wersji nie było sosu beszamelowego, którego jako mdłego i bezsmakowego (i znów wyjątek: Nostalgia na Karmelickiej, zanim zmienili kucharza) nie lubię. Jako i innych sosów mączystych.
martva - 2011-04-15, 14:17
:
ihan napisał/a:
EDIT: i w żadnej z konsumowanych przeze mnie wersji nie było sosu beszamelowego, którego jako mdłego i bezsmakowego (i znów wyjątek: Nostalgia na Karmelickiej, zanim zmienili kucharza) nie lubię.


Siostro!

Por jest w ogóle fajnym warzywem (zupa z porów i pyrów, mrr), ale straszna masa ludzi go nie lubi. Na ogół faceci mają tak że por i seler jest be :-)
Fidel-F2 - 2011-04-15, 14:28
:
Por jest w dechę, zwłaszcza sałatka
Seler też mniamuśny, we wszystkich postaciach

Foch!
martva - 2011-04-15, 14:39
:
Nie nie nie, nie chodzi mi o to że większość facetów nie lubi pora, tylko większość (znanych mi) osób marudzących na pora to faceci. Chyba nie znam kobiety która by miała takie fochy na pora i selera, a facetów przynajmniej trzech ;) dziwni są.
Tak po prawdzie za selerem korzeniowym tez nie przepadam, ale toleruję. A panierowany i smażony jest całkiem mniam.
Tomasz - 2011-04-15, 15:15
:
Seler korzeniowy jest koszmarnie niesmaczny, jedyna rzecz do jedzenia chyba, która mi absolutnie nie smakuje. Za to seler naciowy jest jak najbardziej ok.
ats - 2011-04-15, 15:47
:
ja selera korzeniowego toleruję tylko w postaci surówki z jabłkami, gruszką i rodzynkami oraz w postaci panierowanej - kotletowej ;)
Za to por - ekstaza w każdej formie ;)
ihan - 2011-04-15, 18:15
:
Seler naciowy, to hmmm...... I to takie baaardzo długie: hmmmmm. Zjem, ale nie przepadam, ma bardzo mocny smak i trzeba uważać żeby kompletnie nie zdominował dania.
A korzeniowy: tak, tak, tak. W postaci gotowanej (wszystkie warzywa z rosołu są mniam, a nawet głównie warzywa uzasadniają gotowanie rosołu), surówki wszelkie przepyszne, a najpyszniejszy jest po prostu starty, z solą i pieprzem, bez żadnych sosów, śmietan i innych dodatków. Ewentualnie z dodatkiem tartej marchewki. Ale wolę solo, osobno selera i marchewkę.
Procella - 2011-04-16, 15:31
:
martva napisał/a:
Chyba nie znam kobiety która by miała takie fochy na pora i selera
Melduje się kobieta z potężnym fochem na selera!

Za to pora bardzo lubię.
ats - 2011-04-20, 22:35
:
Przepraszam, czy ja juz pisałam, że uwielbiam czarne oliwki...? :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
You Know My Name - 2011-04-20, 23:06
:
Procella napisał/a:
Melduje się kobieta z potężnym fochem na selera!
Seler, pietruszka oraz jej nać to jedne z silniejszych trucizn znanych w naturze. Podobnie jest z lubczykiem.
martva - 2011-04-21, 14:58
:
OK, a ile ich trzeba zjeść, żeby ta trucizna coś zauważalnego zrobiła? Bo kiedyś usiłowałam do tego dotrzeć i wyszło że dobre parę kilo.
You Know My Name - 2011-04-21, 21:19
:
Wystarczy odrobina i potrafią spieprzyć każdą potrawę.
martva - 2011-04-21, 23:03
:
Uważam że do natki pietruszki trzeba dorosnąć. Jak do czosnku i oliwek 8)
Fidel-F2 - 2011-04-21, 23:15
:
martva napisał/a:
Uważam że do natki pietruszki trzeba dorosnąć.
coś w tym jest, za młodu nie cierpiałem natki, a w rosole to już tragedia była, a teraz całkiem na odwrót, aromat zielonej pietruszzki w rosole to coś cudownego (o właśnie zaśliniłem się)
Caesar - 2011-04-22, 10:41
:
Z pietruchą jak ze wszystkim, czasem jest wporządku, a czasem nie.
Z selerem jest inaczej, w każdej postaci jest paskudny. Po prostu jedyne słowo, którym potrafiłbym nazwać smak tego warzywa to "nieciekawy". Nie rozumiem pakowania go do jednego wora z porem, którego smak jest wyrazisty, konsystencja pewna, w przeciwieństwie do selera, który sam nie wie, czy chce być twardy i chrupiący czy może galaretowaty i w dodatku wcale mu nie robi różnicy czy jest ugotowany czy smażony na patelni, w zupie czy w sałatce - zawsze jest taki sam. Mam wrażenie, że jest też oporny na przyprawy i czym bym go nie doprawił, w co bym go nie panierował smakuje identycznie.

[edit]
Sorry, z kalafiorem mi się pomyliło. Seler jest spoko.
martva - 2011-04-22, 10:45
:
No właśnie się zastanawiam czy mówisz o korzeniu (ale galaretowaty? :shock: ) czy selerze naciowym. Naciowy jest fajny w sałatce z pomarańczą. I do moczenia w dipach i chrupania. Korzeniowy mi póki co podchodzi tylko pieczony z innymi warzywami i smażony w panierce, ale nie skreślam go na amen ;)

EDIT: Kalafior, seler, jasne, są taaaakie podobne. Prawie jak cukinia i bakłażan. Poprawiłeś mi humor na najblizsze dwie godziny ;)

EDIT2: Kalafior ugotowany w wodzie, z bułeczką, a kalafior szybko usmażony na patelni z cebulą, czosnkiem, papryką, sosem sojowym i przyprawą 5 smaków to dwie zupełnie rózne bajki, i smakowo i konsystencjonalnie.
You Know My Name - 2011-04-22, 11:57
:
JKalafior, podobnie jak i wiele innych warzyw najlepszy jest na surowo. To jedna z moich ulubionych jarzynek.
martva - 2011-04-24, 19:41
:
Surowego kalafiora też lubię, przetwarzanego termicznie nauczyłam się jeść jak miałam późne kilkanaście (i to zaczynając od smażonego na chrupko, z bułeczkową polską klasyką się oswoiłam jeszcze później).

Zrobiłam gar bardzo pysznej fasolowej potrawki. Do ugotowanej fasoli (mały jaś w moim przypadku, koleżanka robiła z masłową Lima ale nie trafiłam) wrzuciłam posiekane suszone śliwki (nie wiedziałam jakie więc wrzuciłam po garści wędzonych i zwykłych), dwie pokrojone zrumienione cebule, mnóstwo sosu sojowego (trzeba próbować czy jest wystarczająco słone) i pieprz, no i jeszcze trochę sambal oelek żeby ostrzej było i pogotowałam razem jeszcze trochę. Bardzo, bardzo dobre, słodkawe ale z charakterkiem. Litrowe pudełko zamroziłam, bo jednak pół kilo suchej fasoli po ugotowaniu robi się masą fasoli.
Caesar - 2011-04-24, 22:37
:
Jakby ktoś nie miał pomysłu na obiad, to polecam tego bloga: http://zjedz-mnie.pl ;)
martva - 2011-05-03, 12:41
:
Wrzuciłam w ulubione, chociaż część przepisów mówi 'jestem fuj' (barszcz z makaronem, co za dziwny wymysł).

Zrobiłam pastę oliwkową z mnóstwem czosnku, cytryny, pietruszki i kaparów i jem ją w małych ilościach do różnych rzeczy (miska ryżu z kukurydzą plus łyżeczka pasty, cieniutka warstwa na kanapkach plus świeży ogórek etc). A dziś chyba zrobię eksperyment i ugotuję kaszę jaglaną. Nie wiem codo niej, może sos pomidorowy. No i chleb się kończy, a akurat mam gotową mieszankę na graham, w szafce suszoną żurawinę, a w lodówce kawałek bardzo wyschniętego oscypka, myślę że chleb oscypkowo-żurawinowy to dobra opcja.
Procella - 2011-05-04, 08:29
:
Ostatnio zrobiłam naleśniki z nadzieniem z brokułów, serka Almette pomidorowego i niebieskiego sera pleśniowego. Bardzo dobre.
martva - 2011-05-04, 10:05
:
Ugotowałam tę kaszę jaglaną i dobra jest. Pożarłam z sosem pomidorowo-porowym i mozzarellą.

Chleb grahamowo-oscypkowo-żurawinowy też dobrze wyszedł, poza tym że maszyna mi się zbiesiła (na szczęście już po wyrobieniu ciasta) i musiałam go piec w piekarniku ;)
Fidel-F2 - 2011-05-04, 10:32
:
martva napisał/a:
Ugotowałam tę kaszę jaglaną i dobra jest
nie kłam
martva - 2011-05-04, 11:29
:
Pff, jestem grzeczną dziewczynką, grzeczne dziewczynki nie kłamią.
Fidel-F2 - 2011-05-04, 12:25
:
martva napisał/a:
grzeczną dziewczynką
wszyscy wiemy, że to tez nieprawda
ats - 2011-05-04, 13:14
:
Makaron z omastą w postaci: oliwa plus suszone pomidory, plus czosnek (gargantuiczna ilość) plus zioła, plus czarne oliwki, plus kapary, plus płatki migdałów. Mniam!
MORT - 2011-05-05, 15:44
:
Wiem, że ta dyskusja już była, że się spóźniłem o miesiąc, czy dwa, ale kminek...
k... km... kminek. Kojarzy mi się z jednym: //rzyg

Nie cierpię, a niestety jest go wszędzie coraz więcej i więcej, staje się coraz bardziej popularny. Najgorsze, że dodają go teraz do kapusty kiszonej i chleba. Bleh.

Może to częściowo trauma z dzieciństwa?
Moje pierwsze spotkanie z tym ohydztwem nastąpiło lata temu na koloniach w Czechach.
Miasto nazywało się Lipno... hmmm.
Kulinaria ograniczały się praktycznie do wsypywania kminku do wszystkiego oprócz herbaty, która sama w sobie smakowała jakby zaparzyli trawsko ścięte na dworze. Kiedy dali zupę kminkową wysiadłem [a ja myślałem, że to rosół zwykły i nalałem sobie dużo]. Generalnie żałowali nam wszystkiego oprócz przeklętego kminku. Ludzie pochudli tam strasznie przez te dwa tygodnie marszu przez góry i na głodzie.

Szczerze mówiąc, nie reaguję już tak alergicznie na kminek jak kiedyś, ale nadal morda mi się krzywi i jestem w stanie zawsze go wyczuć. I stwierdzam, że dzieje się stanowczo zbyt często.
ats - 2011-05-06, 09:05
:
Ech, Mort - odchudzających kolonii głęboko zazdroszczę! :mrgreen: :mrgreen:
Ale co do kminku... łączę się z Tobą w bólu nad kminkiem wszędzie :evil:

BTW - zapraszamy częściej do naszego wątku, to nie spóźnisz się na żadną dyskusję :mrgreen:

Hit ostatnich tygodni: pokrojony banan, deserek waniliowy alpro soya plus otręby śliwkowe Sante - oooodjazd! :mrgreen: :mrgreen:
martva - 2011-05-08, 21:30
:
Spora brukiew i pół pasternaku wylądowała w garze i została ugotowana na mięciutko, a następnie rozgnieciona na puree. Niestety nie pilnowałam i moja rodzicielka posoliła je hojnie w trakcie gotowania, dodałam więc parę ziemniaków ale okazały się równie przesolone. Szkoda, bo warzywa mają fajny, słodkawy posmak. Doprawiłam oliwą i pieprzem. Całkiem fajne, mimo że przesolone. Tylko nie wiem gdzie dorwać brukiew i pasternak w Krakowie, a chciałabym je potestować jeszcze trochę, wydają mi się obiecujące.
Fidel-F2 - 2011-05-08, 22:11
:
martva, już pomijam czy kto wegetarianin czy nie, to nieistotne, ale dobrowolnie? brukiew? pasternak? dawniej jak już niczego nie było to się ludzie brukwi czepiali, ale dobrowolnie? przy pełnych marketach wszystkiego? nie kumam
martva - 2011-05-08, 22:20
:
Zachowujesz się jak Kruk Siwy :P

Otóż, mój drogi, pasternak jest dobry (nie jadłeś jak w Irlandii siedziałeś? Polacy nałogowo kupują pasternak myśląc że to pietruszka, a korzeniowej pietruszki na Wyspach raczej nie ma). Brukiew też jest dobra. Jest mi przykro że w Polsce nie da się ich kupić ani w markecie ani na targu i siostra mi musiała przywieźć z angielskiego Tesco (jak to jest że oni to mogą jeść dobrowolnie, swoją drogą?).
A ja bym chciała mieć więcej i je upiec z miodem, musztardą, oliwą i ziołami. Podobno pieczony pasternak jest świetny.
Fidel-F2 - 2011-05-08, 22:24
:
jasne, dobra, tylko się nie denerwuj martva, masz rację, dobra, że tak pojadę pewnym klasykiem
martva - 2011-05-08, 23:00
:
Brukiew ma w Polsce opinię jaką ma ze względu na wojny i okupacje. Na Zachodzie jakoś nie ma takich opinii i jest traktowana jak normalne warzywo, i imo słusznie. Nie rozumiem zdziwień 'jak można to jeść'. Dżis, żarcie jak żarcie. Fajny ma kolor po ugotowaniu. Smak też jest w porządku, po opowieściach KS jak to pluł brukwią trochę się spodziewałam czegoś strasznego.

Podniosłeś mi ciśnienie, jutro się zastanowię czy Cię znienawidzę czy nie.
ihan - 2011-05-09, 09:42
:
Pasternak i brukiew najlepiej posiać w ogródku, pasternak rośnie milion razy lepiej niż pietruszka korzeniowa. Tzn nawet na podłej ziemi się udaje. Brukiew udaje sie lepiej niz kalarepa, nie ma tendencji do łykowatości. Brukiew jest: mniaaaam. I na surowo (można utrzeć i wcinać solo lub ze śmietaną po posoleniu, dla solożerców) i po ugotowaniu, podana na ciepło np. z tartą bułka (lub bez) jest pyszna. A pasternak i na surowo i gotowany, w formie warzywa do rosołu uwielbiam.
MrSpellu - 2011-05-09, 09:49
:
martva napisał/a:
jak to jest że oni to mogą jeść dobrowolnie, swoją drogą?

Oni dobrowolnie jedzą też baraninę w sosie miętowym i piją herbatę z mlekiem. To nie jest wyznacznik.
martva - 2011-05-09, 09:50
:
No nad uprawą myślę, ale musiałabym do tego założyć w ogrodzie podwyższone grządki, a to wymaga współpracy rodzinnej. Tak w gruncie nie ma szans, w ogrodzie mam twardą zbitą glinę, a na przekopywanie na jakieś straszne głębokości i dosypywanie tony piasku nie mam siły i ochoty ;) Jak kiedyś nam się uda zrobić porządek w jednym kącie ogrodu, gdzie nawet jest słońce, i postawić tam ten skrzyniowy warzywnik to tak, pasternak, roszponka i portulaka.

ED. we Francji i Szwajcarii też jedzą.
MrSpellu - 2011-05-09, 10:07
:
martva napisał/a:
we Francji i Szwajcarii też jedzą...

We Francji jedzą też dobrowolnie ślimaki i żabie udka (spleśniały ser akurat lubię), a Szwajcarzy wymyślili müsli. Zgroza.

Kiedyś bawiliśmy się w przydomowy ogródek, ale teraz nie bardzo mamy na to czas, a ja dodatkowo nie widzę w tym sensu (co innego drzewa owocowe, w pytę nalewki wiśniowe są). Nastawiliśmy się za to na przetwórstwo. Ogórki kiszone, nalewki owocowe, papryczki konserwowe etc.
martva - 2011-05-09, 12:36
:
MrSpellu napisał/a:
We Francji jedzą też dobrowolnie ślimaki i żabie udka


A my robimy zupę ze skisłych buraków, no i? ;)

MrSpellu napisał/a:
Kiedyś bawiliśmy się w przydomowy ogródek, ale teraz nie bardzo mamy na to czas, a ja dodatkowo nie widzę w tym sensu


Jedyny sens jaki widzę w warzywniku to właśnie uprawa czegoś co trudno dostać w sklepach. Albo jest drogie. Moja mama mówi od czasu do czasu że moglibyśmy wysiać fasolkę szparagową, ale uważam że to bez sensu, bo fasolka szparagowa jest łatwo dostępna. Ale zdarzają się rzeczy których nie ma. świeże zioła też się mogą przydać, ale takiej marchewki by mi się nie chciało siać, zwłaszcza że to by musiały być duże powierzchnie, bo po co mi 10 marchewek?
MrSpellu - 2011-05-09, 12:41
:
martva napisał/a:
A my robimy zupę ze skisłych buraków, no i?

Chyba Ty.

martva napisał/a:
świeże zioła też się mogą przydać,

A zioła to co innego. W nowej kuchni założę sobie "profesjonalny", w ogrodzie też sobie wydzielę na lubczyk, czy coś.
Fidel-F2 - 2011-05-09, 19:26
:
martva napisał/a:
Podniosłeś mi ciśnienie, jutro się zastanowię czy Cię znienawidzę czy nie.
znowu?

martva jedz sobie co wola (skisłe buraki to pikuś, niektórzy jedzą je nawet tylko ugotowawszy, to jest horror dopiero), ale na puszczanie w ludzkość memów typu:
martva napisał/a:
Brukiew też jest dobra.
nie pozwolę
martva - 2011-05-09, 20:32
:
Brukiew jest lepsza od selera! Znaczy inna, ale jak mam do wyboru seler albo brukiew, to teraz wybiorę brukiew :P

Fidel-F2 napisał/a:
nie pozwolę


Co mi zrobisz? 8)
Fidel-F2 - 2011-05-09, 20:49
:
będę protestował

Cytat:
Brukiew jest lepsza od selera!
oboje dobrze wiemy żeś powichrowana na wielu płaszczyznach, kwestia smaku jakoś się tu specjalnie nie wybija
ats - 2011-05-10, 09:42
:
Fidel, jak zwykle, epatuje kulturą osobista i tolerancją :mrgreen:
Jednakoż to chyba tylko z przekory, wszak wszyscy wiedzą, że Żvava jest absolutnie przemiłą istotką.
Procella - 2011-05-10, 10:11
:
martva napisał/a:
roszponka

Uwielbiam roszponkę :-) Wolę od sałaty, zdecydowanie.
martva napisał/a:
Jest mi przykro że w Polsce nie da się ich kupić ani w markecie ani na targu

Pasternak czasem bywa sprzedawany jako pietruszka :roll: Trzeba się przyglądać, przy odrobinie szczęścia można trafić.
martva - 2011-05-10, 15:15
:
Fidel-F2 napisał/a:
będę protestował


A, to OK, protestuj a ja będę oprotestowywała Twoje protesty ;)

ats napisał/a:
wszyscy wiedzą, że Żvava jest absolutnie przemiłą istotką.


Co zupełnie nie wyklucza powichrowania na wielu płaszczyznach ;) Niemniej w kwestiach smaku ufam sobie absolutnie. A, mój ojciec też bardzo lubi pasternak (zdarzało mu się jadać częściej bo bywa u mojej siostry w Anglii), brukwią też nie pogardzi. A nie jest wegetarianinem i nie jest zwichrowany :P

Procella napisał/a:
Pasternak czasem bywa sprzedawany jako pietruszka :roll:


Nie w Krakowie :(
Fidel-F2 - 2011-05-10, 19:55
:
ats napisał/a:
wszak wszyscy wiedzą, że Żvava jest absolutnie przemiłą istotką
naturalnie, w sumie to chyba nawet bardziej niż Ci się wydaje
co nie wyklucza powichrowania a może nawet ma jakiś ściślejszy choć trudny do uchwycenia związek

a poza tym, martva, byłem dzisiaj w Krakowie
ats - 2011-05-11, 13:14
:
nie wiem, Fidelu, czy jest przemiła bardziej, niż mi się wydaje. Uważam, iż Żvava jest miła w sposób gargantuiczny. Czy można być bardziej przemiłym...? :mrgreen: :mrgreen:
MrSpellu - 2011-05-11, 13:31
:
Można, ale nie poznałaś mojej żony.
ats - 2011-05-11, 15:17
:
Więc moja niewiedza jest usprawiedliwiona ;)
martva - 2011-05-11, 21:05
:
Fidel-F2 napisał/a:
a poza tym, martva, byłem dzisiaj w Krakowie


Byłeś w Krakowie i nie poszliśmy na wódkę? I słowa na forum nie napisałeś że będziesz? Chcesz takiego megafocha z przytupem? Shenra mówi że jesteś tępym pięć euro. No.

ats napisał/a:
Uważam, iż Żvava jest miła w sposób gargantuiczny.


Przebóg, chyba sobie to w podpis wrzucę ;)

W temacie: sezon na pomarańcze się kończy, z czym ja będę jeść owsiankę?
Fidel-F2 - 2011-05-11, 21:53
:
w interesach byłem, rano jeszcze nie wiedziałem, że będę, no i nie mam twojego telefonu
You Know My Name - 2011-05-12, 09:08
:
martva napisał/a:
W temacie: sezon na pomarańcze się kończy, z czym ja będę jeść owsiankę?
musisz zrobić jakieś ciekawe przetwory na bazie pomarańczy i ich skórek - będzie czym okraszać ziarenka.
ats - 2011-05-12, 09:33
:
zaraz będzie borówka kamczacka, potem amerykańska, młode jabłka, wiśnie, czereśnie... ekstaza
martva - 2011-05-12, 10:00
:
Mag_Droon, trochę za późno na przetwory z pomarańczy. Szlag! Zresztą nie wiem czy lubię przetwory z pomarańczy, na przykład angielska marmolada pomarańczowa, którą kocha moja matka, jest fuj. No i ja jednak wolę owoce w formie owoców, nie przetworów.

ats, zaraz będą też truskawki, ale to zaraz to jednak trochę czasu. Fakt że dzisiejsza pomarańcza była ciut lepsza od wczorajszej (wczorajsza pomarańcza była katastrofą), ale moich ulubionych małych, kwaśnych, soczystych już chyba nie zdobędę przed grudniem :( Muszę się rozejrzeć jak wygląda sytuacja z kiwi, kiwi ma odpowiedni stopień małosłodkości.
ats - 2011-05-12, 10:57
:
... a późne lato umilą nam maliny... w każdym razie umilą nam nasze owsianki...
martva - 2011-05-12, 11:09
:
Rany, nie mów mi o późnym lecie, bo się zdołuję.
Ważne że nie mam co jeść. Jak zaczynałam kombinacje z płatkami na śniadanie, to lubiłam suszoną żurawinę, ale jest już za słodka. I banany też.

W ogóle przeraża mnie trochę mój spadek odporności na cukier, kiedyś byłam w stanie zjeść pół tabliczki czekolady, teraz mam dość po dwóch kostkach. I zasładzam się lodami, natychmiast. To oczywiście ma swoje zalety, ale jednak dziwnie się poczułam jak kupiłam sobie słodką drożdżówkę na podróż pociągiem i w połowie miałam wrażenie że pocę się cukrem. I winogrona bywają dla mnie za słodkie, to już jest absolutna tragedia :(
Fidel-F2 - 2011-05-12, 13:23
:
truskawki już są
utrivv - 2011-05-12, 13:44
:
Fidel-F2 napisał/a:
truskawki już są

Na razie to przypomina raczej inwazje mutantów a nie truskawki.
Mogę sobie wyobrazić jak pożerają mnie od środka.
martva - 2011-05-12, 15:39
:
Fidel-F2 napisał/a:
truskawki już są


Miałam Ci nie odpowiadać, ale uchylę focha i napiszę: w grudniu też są. Sezonowość jest ważna.
ats - 2011-05-12, 17:45
:
jaki ma sens foszenie na Fidela? Ten typ tak ma. Nie ma sensu się gniewac na deszcz, że pada i na Fidela, że jest fidelowaty ;)
Mogę się prawie założyć, że to poczciwinka jest, ale ma taki imidż sieciowy bezwzględnego okrutnika :mrgreen:
Fidel-F2 - 2011-05-12, 20:52
:
Cytat:
Mogę się prawie założyć, że to poczciwinka jest
oczywiście, że tak, nigdy inaczej nie twierdziłem, i wrażliwy jestem i miły i wogle
i pantoflarz jestem
ihan - 2011-05-13, 10:01
:
Fidel-F2 napisał/a:
i pantoflarz jestem

Ooooo, nie wiedziałam, że jesteś szewcem.

Na maliny wcale do końca lata czekać nie trzeba. Stare odmiany owocują w czerwcu. I nowsze też jak Polana na zeszłorocznych pędach. Tylko robaczywe o tej porze być lubią.
You Know My Name - 2011-05-13, 11:28
:
martva napisał/a:
Mag_Droon, trochę za późno na przetwory z pomarańczy. Szlag! Zresztą nie wiem czy lubię przetwory z pomarańczy, na przykład angielska marmolada pomarańczowa, którą kocha moja matka, jest fuj. No i ja jednak wolę owoce w formie owoców, nie przetworów.
No to może owsianka z tartą rzodkiewką/rzodkwią. Czyli daleko od słodkości, ale wyrazisty smak zachowujemy. Podobnie z papryką czerwoną np.
ats - 2011-05-13, 22:00
:
Mag_Droon napisał/a:
martva napisał/a:
Mag_Droon, trochę za późno na przetwory z pomarańczy. Szlag! Zresztą nie wiem czy lubię przetwory z pomarańczy, na przykład angielska marmolada pomarańczowa, którą kocha moja matka, jest fuj. No i ja jednak wolę owoce w formie owoców, nie przetworów.
No to może owsianka z tartą rzodkiewką/rzodkwią. Czyli daleko od słodkości, ale wyrazisty smak zachowujemy. Podobnie z papryką czerwoną np.


To nie żart? Naprawdę da się tak zjeść owsiankę...?
You Know My Name - 2011-05-13, 22:49
:
Nie wiem, nie jadam owsianki, ale z powyższymi dodatki wiele potraw jest smaczniejszych.
batou - 2011-05-13, 22:55
:
4 łyżki zmielonych płatków owsianych, dodajemy pokrojonego banana, trochę rodzynek i łyżeczkę miodu, zalewamy to szklanką zimnego mleka i traktujemy blenderem. Taki koktajl to moje śniadanie.
martva - 2011-05-14, 15:53
:
Kurczeż, no. Niby podstawa mojej owsianki to płatki owsiane, otręby, słonecznik i len, czyli neutralne smakowo, mój ojciec jada na słono z jakimiś białymi serkami, maggi i vegetą (pfuj), ale ja jakoś zawsze wolałam na słodko albo mniej słodko, ale jednak z owocem. Rzodkiewka... no lubię rzodkiewkę, ale nie wiem czy się nie boję ;)

batou napisał/a:
4 łyżki zmielonych płatków owsianych,


Maaało, byłabym głodna za godzinę ;)

Dziś na obiad makaron ze smażonymi zielonymi szparagami, cukinią, czosnkiem i czarnymi oliwkami. I bazylią. Dobre, ale chciałam się poskarżyć w przestrzeń że szparagi w Krakowie są skandalicznie drogie, a za tym jednym pęczkiem zielonych łaziłam dobry kwadrans, bo wszędzie były białe. Są chwile kiedy żałuję że nie mieszkam w Poznaniu, albo przynajmniej w Warszawie.
ihan - 2011-05-15, 10:30
:
Że nie mieszkam w Poznaniu żałuję zawsze cyklicznie w okolicach wysypu rogali marcińskich. Chociaż moja waga pewnie jest mi za to wdzięczna. I strasznie dużo fajnych ludzi z Poznania znam. I rewelacyjna szkółkę róż pod Poznaniem mają.

A może pójść mocniej w orzechy i nasiona z tą owsianką zamiast owoców? A może świeży ananas, jakiś skandalicznie słodki nie bywa. Tylko drogi w zasadzie. A może np. jogurt naturalny i mak?
Jaskier - 2011-05-15, 16:43
:
Jedno z moich standardowych śniadań, czasami kolacji. Polecam wszelkiego rodzaju kiełki, które są bardzo smaczne, od razu gotowe do spożycia i do tego odżywcze.

http://imageshack.us/phot...197/053pmd.jpg/

To prawda, że pomarańcze i owsianka smakują wyśmienicie, podobnie z resztą jak z bananem, migdałami, czy zwykłym jabłkiem.

Ostatnio złapałem się na tym, że na obiady jadam wyłącznie potrawy z kuchni indyjskiej.
No cóż najwyraźniej się od niej uzależniłem, o co uwierzcie mi nie trudno. Niestety, moje indyjskie kompozycje odbiegają często od oryginału, choćby ze względu na brak dostępności w Polsce do niektórych składników. Zacząłem eksperymentować przede wszystkim z cieciorką, soczewicą, cynamonem, curry, kukrkumą i pieprzem cayenne. Skutki tych kulinarnych wojaży okazały się dość przyjemne dla podniebienia. Polecam w szczególności połączenie takich pikantnych potraw na bazie strączkowych, z zimnymi surówkami zrobionymi trochę na słodko-kwaśno. Sprawdzi się zwykła kapusta pekińska z jabłkami, marchwią, porem doprawiona sokiem z cytryny i cukrem.
ats - 2011-05-15, 17:38
:
Jaskier, jak fajnie znowu Cię tu widzieć!

Ja dziś jadłam pyszną zupę z pokrzyw i w ogóle miałam cudowny dzień - rajd pieszy po Puszczy Bolimowskiej w przemiłej kompanii i na koniec ta zupa. Jestem dziś bezwzględnie szczęśliwa.

Pozdrawiam wszystkich z potężnym ładunkiem radości i życzliwości ;)
Procella - 2011-05-17, 15:05
:
Podzielisz się przepisem na tę zupę?
ats - 2011-05-20, 11:15
:
ja jej nie gotowałam, tylko spożywałam, ale generalnie była to zupa warzywna na oliwie, z dodatkiem drobno poszatkowanych, młodych pokrzyw, nadających zupie specyficzny smak. dla mnie bomba :mrgreen:
martva - 2011-05-20, 11:49
:
ihan napisał/a:
A może pójść mocniej w orzechy i nasiona z tą owsianką zamiast owoców?


Ale one ogólnie są mało wyraziste. Nabyłam jeszcze pomarańcze w makro, wyglądają na kwaśne, ale zobaczymy. Ta dzisiejsza, jeszcze z targu, była skandalicznie wysuszona.

ihan napisał/a:
A może świeży ananas, jakiś skandalicznie słodki nie bywa. Tylko drogi w zasadzie.


A widzisz, muszę się rozejrzeć. W zeszłym roku robiłam jakieś rzeczy z ananasa i rabarbaru, jesli się nie mylę, a to znaczy że dorwałam tanio ;)

ihan napisał/a:
A może np. jogurt naturalny i mak?


Jogurt naturalny odpada, raz - staram się nie jeść białka rano, dwa, nauczyłam się go jeść w sosach i tak dalej ale na myśl o jogurcie z ciepłą owsianką mnie mdli ;) Mak, o. Mak jest dobry.

Jaskier napisał/a:
Zacząłem eksperymentować przede wszystkim z cieciorką, soczewicą, cynamonem, curry, kukrkumą i pieprzem cayenne.


Kolendra i kumin jeszcze! Kumin jest ważny.

ats napisał/a:
dla mnie bomba :mrgreen:


Fidel się załamie jak tu przyjdzie ;)
Fidel-F2 - 2011-05-20, 15:02
:
przyzwyczaiłem się, pokrzywami to dziadek świnie karmił ale reszta do przyjęcia
martva - 2011-05-20, 15:12
:
Smażone ziemniaki z garam masalą (ukrytej pod nazwą przysmak maharadży), kurkumą i chilli, pod koniec dorzuciłam ciecierzycę z puszki. Plus gęsty jogurt. Mrrr. Szkoda że kolendra w ziarnach okazała się gorczycą w ziarnach, ale nie zdołało mi to zepsuć przyjemności z jedzenia :-)
ihan - 2011-05-20, 20:18
:
O tym, że spożywasz owsiankę w formie ciepłej nie pomyślałam...
Pokrzywy kulinarnie zawsze mi się kojarzą z wakacjami w młodości, gdzie na śniadanie czasem jadaliśmy biały ser z dodatkiem zieleniny: mieszaniny pokrzywy, liści mlecza i liści krwawnika. O raju, jakie to było pyszne. Musze zahaczyć mamę koleżanki jak to robiła,tzn. czy drobne posiekanie wystarcza by świeża pokrzywa nie "parzyła".
Z serii przepisy dla leniwych: makaron np wstążki, np. zielone ze szpinakiem,
do tego: najpierw na patelni podgrzane kiełki na patelnie, potem na tej samej patelni (przypominam: przepis dla leniwych) szpinak mrożony w liściach (dla leniwych, świeży trzeba by np płukać, przebierać, cokolwiek), czosnek z torebki, odrobinę mleka, choć niekonieczne, ser z niebieską pleśnią, dla uzależnionych od curry oczywiście curry. Gdy szpinak z przyległościami gotowy, dosypujemy kiełki zrobione wcześniej i odsypane, bo ze szpinakiem się mają tylko podgrzać, dodajemy makaron, mieszamy. Jemy. Wersja bardziej leniwa: rezygnujemy z kiełków. Do tego sałatka: zielona sałata, cykoria, pomidor, kapary, sól, biały ocet balsamiczny, oliwa z oliwek.
Fidel-F2 - 2011-05-20, 21:58
:
ihan, śliczne przystawki
martva - 2011-05-25, 15:57
:
Zrobiłam kotlety z wczorajszych ziemniaków. Jajko, kawałek przedwiecznego oscypka, kawałek innego wędzonego sera, garść płatków owsianych, ciut mąki, przyprawy. I tak jakoś mi się sypnęło 5 smakami, bo myślałam że to przyprawa do wieprzowiny (która jest bardzo udaną kompozycją i sypię ją do mnóstwa rzeczy). Wędzony ser plus pięć smaków, uff. Wyszło, jak powiedziała moja rodzicielka, niekonwencjonalnie. I zapewne bardzo fusion, jak się to teraz mówi ;) Ale pożarte zostały wszystkie, a sporo ich było.
Może zaryzykuję kiedyś curry z kiszonej kapusty :P
martva - 2011-05-29, 15:34
:
Usmażyłam sobie omlet z fetą i jednak nie do końca się polubiliśmy, następnym razem będzie kanoniczny groszek.
I nosi mnie na pizzę. Strasznie, ale to strasznie mnie nosi. Trzeba będzie się poddać pokusie, no bo co innego mam zrobić ;)
ats - 2011-05-30, 14:01
:
nieee, no - jak nosi, to już nie ma co - ulga po spożyciu murowana :mrgreen:

mój weekendowy wynalazek na grilla: przekrojone banany kładziemy na tackę, posypujemy karmelizowanym cukrem (lub miodem), cynamonem i prażonymi płatkami migdałów - ekstaza! :mrgreen: :mrgreen:
MrSpellu - 2011-05-30, 14:26
:
ats napisał/a:
mój weekendowy wynalazek na grilla:

Ja ostatnio zgrillowałem plastry ananasa w sosie słodko kwaśnym.
To dopiero było dobre. Fajny dodatek do pikantnej karkówki, ale o tym w innym temacie.
You Know My Name - 2011-05-30, 14:51
:
ats napisał/a:
nieee, no - jak nosi, to już nie ma co - ulga po spożyciu murowana :mrgreen:

mój weekendowy wynalazek na grilla: przekrojone banany kładziemy na tackę, posypujemy karmelizowanym cukrem (lub miodem), cynamonem i prażonymi płatkami migdałów - ekstaza! :mrgreen: :mrgreen:
Mogło być dobre, jeno po co ten cukier... Może jako naturalny wzmacniacz smaku? Może lepiej było rzucić trzcinowego odrobinę - świetnie gra z przyprawami takimi jak cynamon czy imbir.
ats - 2011-05-31, 08:52
:
chodziło o to, aby się rozpuścił tworząc polewę, ale w tym celu lepszy jednak miód, dla tych, co miód spożywają. w tym konkretnym przypadku był to cukier karmelizowany z naturalną wanilią - aby życie miało smaczek ;)
Fidel-F2 - 2011-05-31, 08:53
:
ats napisał/a:
miód, dla tych, co miód spożywają
to kolejna ideologia czy chodzi o zwyczjny de gustibus?
ats - 2011-05-31, 09:07
:
w tym przypadku - po prostu jak kto lubi. znam ludzi, którzy nie jedzą miodu z przyczyn ideologicznych i takich, którzy go zwyczajnie nie znoszą ;)

Ja miodu nie jem, odkąd dowiedziałam się, że królowe w rojach tradycyjnie hodowanych są uwięzione w małych klateczkach, aby nie mogły uciec z ula. Groza!
Na szczęście w gospodarstwach biodynamicznych pszczoły hoduje się inaczej - bez antybiotyków, bez klatek i kratek, bez pasienia cukrem i bez zabierania prawie całego miodu na zimę.
Fidel-F2 - 2011-05-31, 10:17
:
ats napisał/a:
Ja miodu nie jem, odkąd dowiedziałam się, że królowe w rojach tradycyjnie hodowanych są uwięzione w małych klateczkach, aby nie mogły uciec z ula. Groza!
:mrgreen:
ats - 2011-05-31, 11:19
:
dla mnie nie jest to śmieszne. Dla mnie królowa roju jest Kimś, jest mi przykro, gdy wiem, że całe życie spędza w klatce, na dodatek trafiła do swojego ula kupiona w internecie, przesłana kurierem, bez roju, ech.
Ale miód od pszczół biodynamicznych bym zjadła, bo są szanowane przez gospodarzy. Zjadłabym, gdyby nie fakt, że za miodem zwyczajnie nie przepadam również. Nie przepadałam także w czasie, gdy nie byłam weganką.
I co, Fidelu miły - ideologia, czy de gustibus? :mrgreen: :mrgreen:
Fidel-F2 - 2011-05-31, 12:05
:
degustibus to degustibus ale tak szurniętej ideologii dawno nie słyszałem

A miód uwielbiam, szczególnie takie ciemne, gryczany, spadziowy, itp. Spadziowy to w ogóle naj naj. Dobry chlebek z masełkim i miodem plus kubek mleka (najlepiej takie prosto od krowy) to raj w gębie.
ats - 2011-05-31, 13:18
:
cieszę się, Fidelu, że wciąż jeszcze potrafię Cię zaskakiwać :mrgreen: :mrgreen:
martva - 2011-05-31, 13:36
:
Zjadłam kanapkę z fetą, szczypiorem cebulowym i pomidorem. Pomidor smakował już trochę jak pomidor nawet ;)
ats - 2011-05-31, 19:56
:
A ja dziś na obiadek - makaron z truskawkami i waniliowym mlekiem sojowym. Mniam.
Fidel-F2 - 2011-05-31, 21:45
:
ats napisał/a:
i waniliowym mlekiem sojowym
ats, bo już nie pamiętam, śmietana jest be?
martva - 2011-05-31, 21:59
:
Fidel, wszystko co pochodzi od zwierząt jest dla wegan be, to naprawdę nietrudno zapamiętać :-)

Pożarłam dziś truskawki z lodami. Bez makaronu. Na szczęście truskawki były kwaśne, bo lody by mnie przecukrzyły, a tak się zrównoważyło.

A wczorajszy chleb jest jednym z fajniejszych jaki upiekłam :-)
ats - 2011-06-01, 08:44
:
śmietana nie jest be. Ja śmietanę bardzo szanuję, ale jej nie jadam. Uważam, że śmietana jest dla cieląt, które tez bardzo szanuję. A mleko sojowe waniliowe alpro soja - jest po prostu pyszne. To akurat i szanuję i jadam :mrgreen: :mrgreen:
MrSpellu - 2011-06-01, 08:46
:
martva napisał/a:
Fidel, wszystko co pochodzi od zwierząt jest dla wegan be

A sałata na krowiej kupie? Zwierzątko musiało się namęczyć i przecierpieć by zielsko lepiej rosło.
Fidel-F2 - 2011-06-01, 08:56
:
ats napisał/a:
Uważam, że śmietana jest dla cieląt, które tez bardzo szanuję.
o nie nie, to straszne marnotrawstwo
MrSpellu - 2011-06-01, 08:58
:
Fidel-F2 napisał/a:
o nie nie, to straszne marnotrawstwo

Cielęcina w sosie śmietanowym... faktycznie, gryzie się.
ats - 2011-06-01, 10:46
:
hm,hm - na tego typu wycieczki mamy inny wątek! :mrgreen:
martva - 2011-06-01, 16:36
:
I chyba nawet sam wymyśliłeś że za tego typu teksty w tym miejscu będzie cośtam :P

Uległam głosowi serca i zrobiłam sobie pizzę. Jestem nażarta i szczęśliwa, dobrze że zrobiłam ćwiczenia przed obiadem, bo potem by mi się już nie chciało.
Pomidory z puszki, cebula, oliwki, groszek, kukurydza, mozzarella i wędzony ser. Na przyszłość: odlać trochę soku z pomidorów, są bardziej mokre niż się spodziewałam :D
Metzli - 2011-06-01, 17:18
:
Na samym początku tego wątku:

Spell napisał/a:
Nekrofagi atakujące spokojnych sałatofagów będą tutaj surowo karani.

ats - 2011-06-02, 08:17
:
Podoba mi się bycie "spokojnym sałatofagiem" - brzmi to słodko! mam nadzieję, że salata jest z oliwkami, pomidorami, papryką, oliwą i ziołami! :mrgreen: :mrgreen:
Metzli - 2011-06-02, 22:41
:
Odnośnie tej sałaty, dzisiaj uznałam, że dzisiaj na kolację nie mam ochoty na mięso. I poszła sałata, oliwki, mozzarella i pomidor - zalane oliwą. Jeszcze brat się napatoczył, to musiałam zrobić więcej i wyszła tego wielka micha :)

Jutro dobrze byłoby wcześniej wstać i przyrządzić sobie jakieś fajne bezmięsne śniadanko :)
Asuryan - 2011-06-02, 22:59
:
Metzli napisał/a:
Na samym początku tego wątku:

Spell napisał/a:
Nekrofagi atakujące spokojnych sałatofagów będą tutaj surowo karani.

Jako karę proponuje tydzień diety wegetariańskiej :mrgreen:
martva - 2011-06-03, 11:04
:
Sio, prowokatorze ;)

Owsianka z bananem, truskawkami i odrobiną cynamonu - całkiem całkiem :-)

Poza tym rukola mi kiełkuje. Roszponka i ogórecznik nie chcą, zła jestem na ogórecznika zwłaszcza, bo jak kiedyś siedziałam latem w laboratorium na uczelni i robiłam rzeczy do magisterki, to zostałam poczęstowana przez panie z mojego wydziału chlebkiem z masłem ogórecznikowym i to było dobre.
Asuryan - 2011-06-03, 18:24
:
martva napisał/a:
Owsianka z bananem, truskawkami i odrobiną cynamonu - całkiem całkiem :-)

Bez owsianki było by pewno zdecydowanie lepsze, choć i droższe. Niektóre z proponowanych w tym temacie potraw były by dla mnie smaczne, gdyby wykluczyć z nich jeden czy dwa składniki, lub zastąpić je innymi (nie koniecznie mięsnymi).
martva - 2011-06-03, 18:32
:
Ja lubię owies :-) O ile owsianka w tradycyjnym rozumieniu, gotowana na mleku, budzi we mnie zdecydowany wewnętrzny sprzeciw, tak płatki potraktowane wrzątkiem i dosmaczone owocami są OK.
Dzisiaj na obiad były kotleciki owsiane (a może placuszki?). Z ziemniakami, sałatą i czymś pomiędzy mizerią a tzatziki. Mmmmm. Nie wiem jak mam ograniczyć obżeranie się w takich warunkach.
Asuryan - 2011-06-03, 20:03
:
Ja to się zajadam sałatką z ogórków, ale to w zimę. A oto i przepis (chyba jeszcze nie było):

Składniki:
4 kg ogórków
4 główki czosnku
3 cebule
2 pęczki natki
2 pęczki koperku
sól
1 szklanka cukru
1 szklanka oleju słonecznikowego
1 szklanka octu

Ogórki umyć i pokroić w cienkie plastry nie obierając ze skórki, nasolić i odstawić. Czosnek, cebule, natkę i koperek bardzo drobno pokroić. Z cukru, oleju i octu zrobić zalewę. Jak ogórki zmiękną po nasoleniu (po około 2-3 godzinach) dodać pokrojone warzywa, zalać zalewą i dokładnie wymieszać. Kłaść w słoiczki i wekować 3-5 minut. Wekowana sałatka najsmaczniejsza jest po około 2-3 miesiącach od jej zrobienia. Dostałem ślinotoku podczas pisania tegoż przepisu :mrgreen:
You Know My Name - 2011-06-03, 21:39
:
ech, gdyby tak podmienić olej na wodę, zmniejszyć ilość cukru, urwać nać i koper w kąt pogonić to pikle by były jak ta lala.
ats - 2011-06-04, 22:54
:
a ja dziś znów grillik - bakłażany i cukinia zasługują na wzmiankę. Kolezka przygotował je w specjalnej zalewie z m.in. octem winnym - było git. No i na koniec bananki z grilla wg w/w przepisu. w takich chwilach zwisa mi, czy jestem już dostatecznie gruba, żeby się ostatecznie załamać :mrgreen: :mrgreen: Jest mi dobrze :D
ats - 2011-06-05, 21:01
:
Dziś makaron z truskawkami i mlekiem waniliowym alpro - plus cynamon, było git.
martva - 2011-06-08, 11:43
:
Przestało padać, to chyba pojadę po truskawki. Truskawki są dobre. Muszę gdzieś wygrzebać przepis na truskawki z octem balsamicznym i pieprzem, bo były rewelacyjne.

No i juz całkiem niedługo arbuzy i moja ulubiona dziwna sałatka ^ ^
Procella - 2011-06-08, 13:49
:
martva napisał/a:
Ja lubię owies O ile owsianka w tradycyjnym rozumieniu, gotowana na mleku, budzi we mnie zdecydowany wewnętrzny sprzeciw, tak płatki potraktowane wrzątkiem i dosmaczone owocami są OK.
Dzisiaj na obiad były kotleciki owsiane (a może placuszki?).

Ja też lubię owies. Ciastka owsiane, płatki... choć ja robię na mleku, bo mleko też lubię.

Dasz przepis na placuszki? :-> Na dziwną sałatkę też możesz ;)
You Know My Name - 2011-06-08, 15:55
:
Owies najbardziej lubię w postaci wiechy. Podobnie jest z pszenicą i jęczmieniem - kłosy. Tylko żyto mi na świeżo niezbyt podchodzi.
martva - 2011-06-08, 16:30
:
Ale będzie bez proporcji, bo nie umiem :-)
Dziwna sałatka pochodzi podobno z Grecji, znalazłam przepis i się zajawiłam. Otóż bierzemy sok z limonki (wydaje mi się że stosowałam też cytrynę), umieszczamy go w miseczce i wsypujemy pokrojoną czerwoną cebulę, a potem trzymamy kilka godzin, żeby się zamarynowała. Potem bierzemy dużą miskę, wkładamy do niej arbuza pokrojonego w kostkę (podobno niektórym ludziom chce się z tych kostek wyjmować pestki, ale robić coś takiego w wakacje?), cebulkę (nigdy nie pamiętam co się robi z sokiem więc wlewam też, lubię kwaśność), ser feta w jakichśtam kawałkach - kostki, grudki, cokolwiek; dorzucamy czarne oliwki (często zapominam) oraz natkę i liście mięty. Posypujemy czarnym pieprzem i odstawiamy do lodówki żeby się przegryzło. Jest to jedna z lepszych rzeczy na upały.

Placuszki są bezprzepisowe, intuicyjne i dowolnie modyfikowane. Się bierze płatki owsiane (oraz słonecznik, dynię, siemię, mak, co tam mamy), zalewa wrzątkiem, po przestygnięciu wrzuca jajko albo dwa, trochę mąki i otrąb, dużo zdecydowanych przypraw, czosnek, cebulę, żółty ser (jak dla mnie - wędzony) pokrojone w kosteczkę. Jak jest rzadsze, wychodzą placuszki, jak jest gęstsze i chce nam się brudzić ręce, to można ulepić z tego kotleciki, wytytłać w tartej bułce i wychodzą jak mielone.
Dobre, moi wszystkożerni rodzice nawet lubią, tata mnie ostatnio ubawił bo zapytał 'ale jak to, tam jest kiełbasa?' bo wędzony ser nie przyszedł mu do głowy ;) Jeśli chodzi o przyprawy, prze wersji wędzonej trzymałabym się bardziej ziół, bo z 5 smakami są trochę hmm, dziwne. Ale też jadalne ;)


BTW jeśli ktoś pamięta dyskusję o kminku i majeranku, to w Chochołach Szostaka pojawia się bigos i obie te przyprawy koło siebie, ha.
Procella - 2011-06-08, 18:01
:
Fajna ta sałatka, wypróbuję. Rozumiem, że nie dodaje się żadnego oleju/oliwy?
martva - 2011-06-08, 18:34
:
Oliwę można, ale nie zawsze daję.
ats - 2011-06-09, 08:55
:
mała łyżeczka nie jest najlepszym narzędziem do wybierania czarnych oliwek ze słoiczka w celu bezpośredniego pożarcia. Widelec jest dużo lepszy ;)
martva - 2011-06-09, 10:48
:
Jestem pod wrażeniem. Zostałam zaproszona na wesele. Potwierdzić można było przez internet, i przy potwierdzaniu wybierało się opcję menu - mięsne bądź wegetariańskie. Jestem niemal wzruszona, fakt że raz mi się zdarzyło, na weselu kuzynki ówczesnego faceta, że dostałam inne rzeczy niż większość gości - brat panny młodej był pseudowegetarianinem, więc zamiast szynki z czymśtam trzy osoby dostały grillowanego oscypka z żurawiną, a zamiast schabowego filet z łososia (no ale starali się). Innym razem bałam się tradycyjnego wiejskiego wesela, ale dałam radę coś zjeść (och, wspięłam się na wyżyny kreatywności wtedy ^ ^)

A tu - opcja wege. Joooj. Myślę że bardziej przemyślana, jako że przyjaciel panny młodej jest wege bardziej niż ja (sery żółte na wszelki wypadek odpadają, bo mają podpuszczkę i nie wiadomo czy mikrobiologiczna, czy naturalna, ja wychodzę z założenia że jak ser jest względnie tani, to mikrobiologiczna, tak gdzieś wyczytałam).
martva - 2011-06-09, 18:17
:
Zmajstrowałam curry. Ziemniaki, marchewki, kawałek selera co się plątał po lodówce. Cukinie. Świeży szpinak. Fasola w pomidorach, co się plątała po lodówce. Plus sól, curry, ciut kuminu, papryka ostra. I najważniejsze, nasiona gorczycy i kolendrrry, podsmażone na suchej patelni aż zaczną pękać. Dobre.
ats - 2011-06-11, 16:02
:
a ja dziś rano pierwszy raz makaron ryżowy z truskawkami - pasuje!

Ach, a na wety - brukselka z wody! To się nazywa kuchnia fjużyn! :mrgreen:
martva - 2011-06-11, 19:30
:
Co to są wety?
Asuryan - 2011-06-11, 20:07
:
Wety to inaczej deser.
ats - 2011-06-14, 12:10
:
wety - to jakby deser, albo jakiś dopychacz po uczcie. Coś, po czym już tylko zapaść w śpiączkę insulinową ;)
Zjawisko występujące w ramach staropolskiego ucztowania ;)
ats - 2011-06-16, 20:05
:
a dzisiaj - młode ziemniaczki z gulaszem wegańskim (sorki, MrSpellu) i buraczkami - i to było naprawdę to!
ats - 2011-06-21, 13:35
:
Przepraszam, że ja tak trzeci raz pod rząd, ale z odstępem czasu za to!

Ostatnio na obiad - na zmianę arbuz i czereśnie - bossko! :D
martva - 2011-06-21, 14:52
:
Piekę ostatnio bułeczki czosnkowe. Właśnie zeżarłam jedną na deser, chociaż jestem napchana po obiedzie. OMG, jakie to dobre. Nawet bez oliwek ^ ^
Urshana - 2011-06-22, 06:34
:
ats - ja czereśnie jem na deser, a na obiad ostatnio młode ziemniaczki i bób, a potem jeśli zostanie bób, bo go gotuję dużo, to wcinamy go na zimno, na zmianę z czereśniami. Uwielbiam sezonowe, letnie warzywa i owoce.
Tomasz - 2011-06-22, 18:04
:
Bób to jest to. Uwielbiam. Zawsze w tym okresie roku zajadam. Ale sam bób po prostu. W dużych ilościach.
martva - 2011-06-22, 19:51
:
Fascynują mnie skomplikowane, wieloskładnikowe przepisy z użyciem bobu, jak wystarczy sól i ewentualnie pieprz ;)
Procella - 2011-06-22, 21:17
:
Ja też nic z bobem nie robię, gotuję w osolonej wodzie i tyle.
ats - 2011-06-22, 21:20
:
Urshana napisał/a:
ats - ja czereśnie jem na deser, a na obiad ostatnio młode ziemniaczki i bób, a potem jeśli zostanie bób, bo go gotuję dużo, to wcinamy go na zimno, na zmianę z czereśniami. Uwielbiam sezonowe, letnie warzywa i owoce.


tak, tak, tak i jeszcsze raz tak!! Tak własnie uwielbiam się odżywiać o tej porze roku!!
chociaz dziś - penne z brokułami, czosnkiem i orzeszkami piniowymi smazone na zajebiście pysznej oliwie.
martva - 2011-06-22, 22:03
:
ats, tak bez oliwek? ;)
ats - 2011-06-23, 10:11
:
tak wyszło... każdy może sobie raz na jakiś czas tak spontanicznie zaszaleć i oderwać się od standardu, czyż nie...? :mrgreen:
ihan - 2011-06-23, 12:30
:
Z serii kuchnia dla leniwych, odcinek kolejny.
Kiełki na patelnie (od czasu, gdy wybuchła afera z E. coli EHEC znajduję perwersyjną przyjemność w kupowaniu i konsumowaniu kiełków w ilościach hurtowych) wrzucić na patelnię na minimalną ilość rozgrzanego oleju na jakiś czas, kierować się zdrowym rozsądkiem. Po owym czasie przerzucić np. do opakowania po kiełkach (przypominam, kuchnia dla leniwych, minimalizujemy konieczność zmywania), na tej samej patelni smażymy cukinię. Dodajemy pesto świeże zielone na wagę z Krakchemii vel Almy, pokrojone czarne oliwki (opcjonalnie, jeśli np. zostały po robieniu sałatki z arbuzem, ale bez tez może być), wsypujemy z powrotem kiełki. Doprawiamy jaką tam kto ma potrzebę, oczywiście curry jest dobre do wszystkiego, co oczywiste, ale jak to w kuchni dla leniwych możliwe są odstępstwa i granie dusz gotujących. Podajemy np. z makaronem, który zaczęliśmy gotować równolegle z podgrzewaniem kiełków. Można też wciągnąć samo, bez makaronu. Gdy jesteśmy sami jemy z patelni (zmywanie!!!), gdy nie jesteśmy sami zmuszamy do zmywania osoby towarzyszące. Przyznam, że pierwotnie miało być samo pesto, ale niestety część zeżarłam solo i musiałam uzupełnić. Myślałam nad pomidorem, ale po pierwsze nie chciało mi się obierać ze skórki, po drugie z pozostałą zielonością mi nie konweniowało. Konsumować z sałatą z sałaty zielonej, ogórka, pomidora, rukoli, cykorii (i nieodzownie kiełków – mieszanka rozmaitych) z solą, ziołami do sałatek Kamisa, oliwą z oliwek i octem balsamicznym białym.W wersji twardej kupujemy gotową mieszankę umytych i rozdrobnionych sałat, co oszczędza czas, przypadku singli jest też ekonomiczniejsze, bo kupienie i skonsumowanie kilku rożnych sałat jest niewykonalne zanim zdążą się zepsuć. Chyba, że należymy do podgatunku sałatożerców.
ats - 2011-06-23, 23:24
:
ihan - przepis plus opis - szacun :mrgreen: :mrgreen:
ats - 2011-07-04, 10:34
:
jadłam ostatnio arcypyszne placki z płatków gryczanych, cukinii, piwa i mąki. Maczało się toto w różnych powidłach i konfiturach i ekstaza. Można je jeść również na sposób wytrawny, same w sobie maja bardzo bogaty smak. Jak to ujął kolega Ingvar, wódz drużyny Ulfbjorgsfelag, smak ten jest słowiański ;) ;)
Placki zrobiły dwie świetne dziewczyny Monika i Karolina, a ja mam przepis ;) Dziś spróbuję zrobić je sama. Będzie to mój pierwszy wytwór z płatków gryczanych.
Metzli - 2011-07-04, 23:33
:
ats napisał/a:
a ja mam przepis


Podziel się :D
ats - 2011-07-18, 22:12
:
Oto przepis na placuszki:

szklanka płatków gryczanych pełnoziarnistych, szkalnka tłuczonych ugotowanych ziemniaków, szklanka piwa, średnia cukinia (najlepiej młoda) plus mąka do ciasta (ile tam wejdzie, zalezy od ziemniaków i cukinii, czy wilgotna) plus mąka do podsypywania na stolnicę.
Wszystko razem mieszamy, przyprawiamy do smaku solą i pieprzem, po czym rozwałkowujemy na stolnicy i wykrawamy placuszki, które następnie na pysznej hiszpańskiej oliwie extra vergine smazymy na złoto.
Placki są twarde, bo nie zawierają jajek, mleka, ani spulchniaczy innych niż piwo. Z dowiadczenia radzę, aby nie rozwałkowywac za bardzo. Nie tak, jak na pierogi, czy makaron. Dobrze będzie tak do 0,5 cm.
Jak ktoś ma kuchnię z blachą, może sobie upiec na blasze ;)
smacznego!

Dodam, że placki dobre są i na słodko z dżemami i powidłami, i na wytrawnie - z np. (ama sorry, MrSpellu) gulaszem warzywnym.
MrSpellu - 2011-07-18, 22:55
:
ats napisał/a:
Oto przepis na placuszki:

Przeczytałem cycuszki.

ats napisał/a:
z np. (ama sorry, MrSpellu) gulaszem warzywnym.

I tak nie będę tego jadł, więc nie ma sprawy ;)
ats - 2011-07-19, 09:46
:
Wiesz, MrSpellu - nie zarzekaj się - kto wie, co zakręt bliski kryje... drzwi tajemnicy, dziwną ścieżkę... tylem ją razy w życiu mijał, az przyjdzie chwila, gdy nareszcie otworzy mi się droga nowa... :mrgreen:
MrSpellu - 2011-07-19, 09:54
:
ats napisał/a:
Wiesz, MrSpellu - nie zarzekaj się - kto wie, co zakręt bliski kryje... drzwi tajemnicy, dziwną ścieżkę... tylem ją razy w życiu mijał, az przyjdzie chwila, gdy nareszcie otworzy mi się droga nowa...

Bez przesady, cycki mam na co dzień.
W końcu żonaty jestem, nie?
Tomasz - 2011-07-19, 20:10
:
MrSpellu napisał/a:
Bez przesady, cycki mam na co dzień.
W końcu żonaty jestem, nie?

A myślałem, że piszesz że swoje masz na co dzień :P
ats - 2011-07-20, 11:59
:
wiesz, skoro już o tym rozmawiamy - pomylić cycuszki z placuszkami...? cycuszki zdecydowanie nie kojarzą mi się z placuszkami... hm.. może z jakimiś bułeczkami.. ale placuszki...? ;)
MrSpellu - 2011-07-20, 12:02
:
Paluszki, cycuszki, głodnemu chleb na myśli.
Byłem wtedy słomianym wdowcem. Przez całe dwa dni!
martva - 2011-07-26, 17:53
:
Musiałam coś zrobić z ogromniastym kabaczkiem - nie lubię takich, bo są nieekonomiczne, połowę się wyrzuca, ale mama kupiła - przyprawiłam i usmażyłam w panierce z mąki kukurydzianej. I zrobiłam sałatkę z pomidorów z zieloną cebulką i oliwą. Mmmmm. W cholerę dobre.
ats - 2011-08-12, 12:08
:
Dziwnym nie jest! :mrgreen:
adamo0 - 2011-08-12, 12:16
:
Ja kabaczka toleruję tylko i wyłącznie w postaci "kabaczkowych kotletów". Obtaczam w jajku i bułce, dodaje przyprawy i smażę. Proste, szybkie i tanie danie ;)
martva - 2011-08-13, 14:36
:
Wczoraj uznałam ze jeśli da się zrobić chutney z dyni, z jabłek i ze śliwek, to curry z tego też wyjdzie. Dołożyłam do tego oczywiście czosnek, cebulę i białą paprykę, i sok pomidorowy bo mi bruździł w lodówce, a potem wróciła mama i powiedziała że curry bez ziemniaków to nie curry i dołożyła ugotowane wczorajsze. Wyszło śmiesznie, bo mocno kwaśne - myslałam że przez sok, a potem sobie uświadomiłam że poza trzema dużymi słodkimi śliwkami wrzuciłam do garnka również szklankę małych żółtych śliwek z ałyczy.
Metzli - 2011-08-13, 17:28
:
A u mnie, po odstawieniu mięsa pierwsze kroki w kuchni w tym kierunku wypadają niekiedy śmiesznie ;)

Dzisiaj na obiad były kotleciki sojowe z płatkami owsianymi. Tylko na drugi raz trzeba będzie rozmiękczyć płateczki gorącą wodą, teraz się kleić trochę nie chciało. I o wiele więcej szczypioru. Ale i tak było dobre :))
You Know My Name - 2011-08-18, 14:56
:
Odstawiłaś mięso? Na stałe? a do tego herbatkę pijesz bez prądu.
No, no, no.
Metzli - 2011-08-18, 18:23
:
Och, ludzie się zmieniają :perv:

Rybki jeszcze jem, od innego mięsa mnie wręcz odrzuca i w ogóle mi go nie brakuje w jadłospisie. Rodzina powoli przywyka, bo już nie słyszę na każdym kroku, że padnę z głodu ;P

A dzisiaj muszę sobie wreszcie zrobić leczo. Dostałam wielgaśnego kabaczka, trzeba go w końcu wykorzystać :)
ats - 2011-08-22, 11:34
:
Leczo rulezzzz!!

I - ach! - te wszystkie cukinki, papryczki, pomidorki! duszone z ziołami na przykład...
generalnie - moc! :mrgreen:
Tomasz - 2011-08-22, 16:07
:
Leczo bez kiełbasy to tak jakby pomidorowa bez pomidorów.
martva - 2011-08-22, 16:19
:
Powiedziałabym Ci coś, ale grzeczne dziewczęta nie używają takich słów.

Jestem niezmiernie wdzięczna Kolumbowi za odkrycie Ameryki. Znaczy na śniadanie była owsianka z borówkami amerykańskimi - btw chyba mój ulubiony owoc owsiankowy, a na obiad kukurydza z masłem, solą i pieprzem oraz sałatka prawie grecka, składająca się głównie z pomidorów i papryki. Jak sobie wyobrażę moją kuchnię bez wyżej wymienionych, i bez dyni i ziemniaków, i bez słonecznika, to jakoś by to smutno wyglądało.
ats - 2011-08-22, 23:05
:
ja dzisiaj na obiad tez kukurydzka, przegryzana kalafiorkiem. Jest dobrze!
You Know My Name - 2011-08-23, 00:16
:
martva napisał/a:
Powiedziałabym Ci coś, ale grzeczne dziewczęta nie używają takich słów.
No nie mów, żeś z tych grzecznych...
A leczo jest wyśmienite bez względu czy do mieszanki papryki, cukinii, bakłażanów, pomidorów i co-tam-jeszcze-ziemia-pysznego-zrodziła dodamy kiełbasę, podsmażane mięso wołowe, czy tarty ser typu parmezan. Dobre jest zawsze. To jedna z tych potraw, które spieprzyć bardzo trudno.
ats - 2011-08-23, 18:03
:
Zgadzam się całkowicie - u mnie dzisiaj kasza gryczana oraz duszone warzywka - różne papryki, cukinka, cebulka, z nutką pomidorka ;) No i masa czosnku, ofkors. I komary.
You Know My Name - 2011-08-23, 22:03
:
ats napisał/a:
I komary.
Ale nie zabijasz ich prawda, bo cierpieć mogą...
martva - 2011-08-24, 14:24
:
Mag_Droon napisał/a:
No nie mów, żeś z tych grzecznych...


Spójrz mi w oczy i powiedz że nie :>

Mag_Droon napisał/a:
Ale nie zabijasz ich prawda, bo cierpieć mogą...


To jest wątek kulinarny, nie światopoglądowy, tak? Ważne że ich nie je.

Borówki amerykańskie, winogrona i sery pleśniowe. I kukurydza. I pomidory, zielona cebulka, mnóstwo papryki, ogórek i feta. I ogórek i jogurt naturalny. I nektarynki. I kupiłam dziś kawał dyni, ale nie wiem kiedy ją przetworzę, bo mam w planach włóczenie się i pieczenie czosnkowo-pietruszkowych bułek.
You Know My Name - 2011-08-24, 15:29
:
martva napisał/a:
Mag_Droon napisał/a:
No nie mów, żeś z tych grzecznych...


Spójrz mi w oczy i powiedz że nie :>
nie każ mi podnosić wzroku :>

martva napisał/a:
Borówki amerykańskie, winogrona i sery pleśniowe. I kukurydza. I pomidory, zielona cebulka, mnóstwo papryki, ogórek i feta. I ogórek i jogurt naturalny. I nektarynki. I kupiłam dziś kawał dyni, ale nie wiem kiedy ją przetworzę, bo mam w planach włóczenie się i pieczenie czosnkowo-pietruszkowych bułek.
toż to będą ze trzy dania główne i dwa sycące desery. co najmniej.
zakupy kompulsywne //mysli
martva - 2011-08-24, 15:40
:
Mag_Droon napisał/a:
nie każ mi podnosić wzroku :>


Wolisz wachlarze od oczu? cóż... ;)

Mag_Droon napisał/a:
toż to będą ze trzy dania główne i dwa sycące desery. co najmniej.


Nie, to późne lato ;) Rzeczy którymi się żywię ostatnio. Ale jak patrzę na listę, to spokojnie by się dało zjeść jednego dnia, widzę tu śniadanie, kawałek obiadu i kolację ^^

To że zupełnie tracę opanowanie będąc na targu o tej porze roku, to insza inszość, jakoś w zeszłym roku weszłam na wagę ze wszystkim co przyniosłam, a ona pokazała 75 kilo ;)
You Know My Name - 2011-08-24, 15:54
:
tiaaa, oldschoolowy targ latem groźniejszy od norsmenskich maruderów hordy. a jeszcze nowy piekarnik kusi bu chlebek upiec...
ats - 2011-08-24, 22:15
:
nie jem komarów, tak tylko zaznaczyłam ich permanentną megawnerwiającą obecność przy obiedzie, a także w każdym innym momencie dnia, jakoś tak się wściekły na koniec sezonu...
martva - 2011-08-28, 15:00
:
Sałatka (pomidory, cebula, feta, oliwa, zioła - w tym sporo natki pietruszki), smażone ziemniaki, ciecierzyca z puszki, sos jogurtowy. Znów się przejadłam.
A jakoś jutro albo we wtorek muszę przerobić kawał dyni, dostałam przepis na bułeczki i mnie kusi. Jak nadal będzie na tyle zimno żeby sie dało odpalic piekarnik, to może zrobię.
ats - 2011-08-29, 12:05
:
u nas zdecydowanie nie piekarnikowo, ale i tak moja bestgirlfriend zrobiła pieczoną faszerowaną cukinię i to było dobre. Do tego sałatka z suszonych pomidorów w oliwie, kaparów, zielonych oliwek i ... świeżego ogórka - odkrywcze!

a ja ciągle dżemikuję rożne owoce! Radosna obsesja! ;) ;)
martva - 2011-09-01, 16:45
:
Wściekle ostre curry (głównie dyniowe) i koktajl malinowo-bananowy. Mrrrrru.
martva - 2011-09-13, 15:18
:
Dyniowe placuszki curry. Och, obłednie wyszły, jeszcze trochę i będę się toczyć.
martva - 2011-09-14, 14:03
:
Wkurzyłam się dziko na pocztę i idę robić zupę z resztek dyni. Ostra będzie.

A w tym tygodniu muszę się przejść na plac, kupić mnóstwo śliwek i wpakować je do słoików z octem i winem.
You Know My Name - 2011-09-14, 15:01
:
martva napisał/a:
kupić mnóstwo śliwek i wpakować je do słoików z octem i winem.
Napiszesz coś więcej, post factum. Wiem, że mógłbym góglać za przepisem, ale jakoś łatwiej mi przyswoić proces mogąc ewentualnie o coś więcej dopytać.
martva - 2011-09-14, 16:00
:
Ha, nie mam przepisu. Generalnie biorę czerwone wino (nie musi być ęą, ojciec mi kupił ostatnio jakieś bułgarskie chyba, koło 7zeta za butelkę) i czerwony ocet winny, wlewam je do garnka w proporcji mniej więcej 1:1, wsypuję łyżkę cukru albo i dwie, dorzucam goździki i ewentualnie inne przyprawy, jak mi wpadnie do głowy. Zagotowuję wszystko razem, wrzucam śliwki i daję im się pogotować razem, ale nie długo. Ostatnio w ogóle wsadziłam surowe śliwki do słoików, zalałam wrzącą zalewą i zakręcałam, a potem pasteryzowałam. Śliwki powinny być twarde, bo inaczej się zrobi ciapa, ja przekrawam na pół bo mam robakowe schizy. Bardziej mi smakują od zwyklych śliwek w occie, bo mają bogatszy smak i są delikatniejsze. Zalewą nam się zdarza doprawiać czerwony barszcz potem :-)
You Know My Name - 2011-09-14, 16:02
:
To ja też spróbuję.
martva - 2011-09-14, 16:06
:
Polecam, jak nie przepadam za rzeczami w occie, tak śliwki i gruszki wciągam pasjami ;)
You Know My Name - 2011-09-14, 21:59
:
Z octem (a w szczególności balsamicznym) wszystko jest lepsze, nawet lody waniliowe. Dziś dla przykładu na śniadanko w fabryce spożyłem sobie pudełeczko serka mascarpone z bułeczką i dużym słojem kupnych śliwek w occie. Mascarpone z zalewą ze śliwek pasują tak jakby były wzajem dla siebie wyprodukowane.
martva - 2011-09-21, 14:00
:
Wrzuciłam śliwencje do wrzącej zalewy i wyłączyłam ogień. To wczoraj. Teraz się pławią, potem je zagotuję, odłowię, wrzucę do słoików, a płyn zagotuję jeszcze raz i zaleję śliwencje wrzącym. A potem zapasteryzuję. Powinno być optymalnie.
ats - 2011-09-26, 11:09
:
Odkrycie weekendu - czosnek w główkach postawiony na grillu do chwili przypieczenia podstawy. Poszczególne ząbki robią się miękkie, niemal płynne - łatwo się je rozsmarowuje na chlebie (tez może być przypieczony...). Polecam entuzjastycznie!!
martva - 2011-10-01, 13:38
:
Oświecono mnie że dziś jest Światowy Dzień Wegetarianizmu. Z tej okazji usmażę sobie mrożonkę :evil: bo nic ciekawszego nie ma. Za to jutro będą pieczone warzywa różne i na to już sobie ostrzę siekacze.
ats - 2011-10-05, 16:11
:
Dziś smażone boczniaki plus oliwki czarne plus kapary plus suszone pomidory w oliwie plus ziółka i czosnku ile wlezie. Do tego pełnoziarnisty makaron al dente. Dooobre! ;)
ats - 2011-10-07, 09:39
:
A dziś upiekę chleb!
martva - 2011-10-07, 12:15
:
To mi przypomina że od dwóch tygodni chcę nastawić zakwas i przypominam sobie o tym zasypiając :/
ats - 2011-10-09, 19:23
:
A ja zakwas dostałam od koleżanki życzliwej i chleb udał się zajefajnie! Jestem z siebie dumna! ;) ;)
ats - 2011-10-12, 08:50
:
wczoraj smażone na oliwie warzywa i wybór kotletów sojowych - niby nic, a zajadało się przyjemnie ;)
Procella - 2011-10-13, 16:03
:
Jakieś fajne pomysły na przetworzenie dyni? Mam parę przepisów, ale chcę więcej :mrgreen:
You Know My Name - 2011-10-13, 16:29
:
Pestki uprażyć, skorupę na Halloween zostawić a to pomarańczowe ze środka pocięte w kosteczkę króciutko gotować i zalać octem z przyprawami.
I obowiązkowo wysłać mi słoiczek w celu oceny jakości wyrobu :mrgreen:
martva - 2011-10-13, 17:25
:
Jeśli nie masz nic przeciwko indyjskim przyprawom, to skopiowałam z maila do koleżanki, wybacz rozwlekłą formę ;)

Więc.

1. Curry
Generalnie nie mam stałego przepisu na curry. Bierze się olej, rozgrzewa się go, mieszając podsmaża się cebulę, czosnek i przyprawy. Przyprawy, tzn curry i ewentualnie inne rzeczy jak się lubi - kumin, imbir, kardamon, kolendrę i co pasuje z rzeczy których się ma pod ręką. Ostrą paprykę w jakiejś postaci wrzucam później, bo podobno jak się ją smazy, to gorzknieje - z wyjątkiem świeżej, bo ona nie. To się wszystko nie ma zarumieniać, tylko zapachnieć. Potem wrzuca się inne składniki, w zależności od tego co się ma i lubi - dynię, cukinię, kabaczka, pomidory, marchewkę, ziemniaki, groszek, szpinak, fasolę, ciecierzycę, soczewicę, pora, seler, pietruszkę, brukiew i pasternak też byłyby zapewne fajne ale w Polsce niedostępne. Moja babcia robiła curry z ziemniaków, marchwi, rodzynków i jajek na twardo, ale przyjechała z Anglii, co wiele tłumaczy. Mnie się zdarzało dodawać śliwek i jabłek. Można tez zapewne dodać jakieś zwłoki, ale tu Ci nie pomogę, bo się nie znam, pewnie też się je podsmaża. Niektórzy dodają jogurt na jakims etapie, ale mnie brzydzi idea jogurtu na ciepło więc się nie wgłębiałam. Wszystko się miesza i dusi. Jeśli nie ma mokrych składników typu pomidory, to trzeba dolać wody i mieszać od czasu do czasu, żeby nie przywarło. A, mozna nie zapominać o soli, bo potem reszta zjadaczy strasznie klnie. Gotować do uzyskania miękkości wszystkich składników - one mają różny stopień wyjściowy, więc taka na przykład dynia stanie się papką jak marchewka będzie jeszcze zupełnie jędrna, ale o to chodzi. UWAGA: curry z natury rzeczy wygląda dość paskudnie, więc jeśli jesz oczami, to, yyy, zamknij je, czy coś ;)

2.Zupa
Można zacząć podobnie, czyli olej, cebula, czosnek, przyprawy, ale ostatnio olałam to i dodałam przyprawy i surowy czosnek przeciśnięty przez praskę do gotującej się dyni, i też wyszło dobre. W każdym razie się gotuje dynię (może też być ziemniak i marcheff jak się lubi) w niewielkiej ilości wody, z przyprawami, a jak jest bardzo miękka to się miksuje na krem. Fajną opcją jest posypanie porcji grzankami bądź jeszcze lepiej nasionami dyni uprażonymi na suchej patelni. Lubię jak jest mocno korzenna i ostra, chociaż dodatek mleka kokosowego nie budzi we mnie sprzeciwu. Na zupę są różne przepisy, ze śmietaną, z mlekiem, bez żadnych przypraw i przy samym czytaniu większości żołądek mi podchodzi w okolice dziąseł, bo wydają mi się strasznie mdłe i fuj. Nie rozumiem też jak można nazwać 'pikantną' zupę w której występuje mnóstwo dyni, mleko, sól, pół małej cebuli, słodka papryka i pół łyżeczki białego pieprzu. Ale cóż.

3.Placuszki curry
Przypadkowe odkrycie. Wymaga maszynki rozdrabniającej, typu eee, malakser? robot kuchenny? Takie z wirującymi tarczami. Znaczy pewnie można na tarce, ale komu się chce? Kawałek dyni ścieramy,dla mnie najlepszą opcją, podobnie jak w przypadku placków ziemniaczanych, są grube wiórki. Wrzucamy do miski, dodajemy jajko albo dwa, zależy od ilości dyni, i trochę mąki. Oraz sól, pieprz i curry. Sporo, bo jak pamiętamy dynia jest mdła. Do ciasta możemy dodać czosnek, ale możemy też podać placki z sosem czosnkowym. Smażymy nieduże placuszki na rozgrzanym oleju, na ciemnozłoto. Megadobre.
(Edit: z pomaranczowej dyni wychodzą lepsze niz z zielonej, właśnie sprawdziłam, zielona potrzebuje więcej mąki i jakoś mi mniej podeszła).

Uwagi:
1. jak piszę curry, chodzi mi o proszek, nie o pastę.
2.pisząc o zielonej dyni, miałam na myślę dynię piżmową, o zielonej skórce, ale mi dziś uświadomiono że prawdopodobnie trafiłam na niedojrzałe egzemplarze - miąższ mojej był jasnozielony i wodnisty, a podobno jest pomarańczowy i twardszy od zwykłej.
3.Curry mozna zamrozić. Zupę podejrzewam też.
Procella - 2011-10-13, 20:55
:
O, placki może zbadam, na curry i zupę przepis już miałam. Na słoiki mam za mało, a jeszcze jakbym się miała dzielić... :P

A może po prostu upiekę placek, gdzieś mam przepis na taki klasyczny pumpkin pie, jak jedzą "w telewizji" :mrgreen:
martva - 2011-10-13, 22:47
:
Placki są dynią w najwyższej formie i polecam!

A przepisów jest od groma, dobrze że sezon dyniowy w pełni :-) Nabyłam dwa dni temu takie trzykilowe zgrabne maleństwo ^ ^
ihan - 2011-10-14, 09:39
:
martva, czym różni sie cukinia od kabaczka? Bo zawsze stosuję jako synonimy. Placki podobne (czyli kopia ziemniaczanych bez ziemniaków) można też robić z cukinii, i zastanawiam się, jeśli cukinia w cieście naleśnikowym jest OK, to czy dynia też by była? Ale własnoręcznie sprawdzać mi się nie chce, więc jeśli kogo innego najdzie, może się podzieli odczuciami co do rezultatu.
Do curry opisanego powyżej (czyli warzywa różne duszone z przyprawami) zdarza mi się dodawać kiełki na patelnie. Albo cieciorkę. Kalafior też jest akceptowalny. Natomiast śmietany i jogurty wykluczone.
martva - 2011-10-14, 11:03
:
Cieciorka = ciecierzyca, a o ciecierzycy pisałam ;) Jogurtu dodaję łychę na talerz jak jest jednak za ostre. Robiłam kiedyś takie bardziej nibytajskie, z pastą curry, ze składników był kalafior, marchefka i coś jeszcze, i mleko kokosowe, i całośc była zdecydowanie zbyt mlecznokokosowa, za słodka i mdła, nie podeszło mi.

Co do kabaczka i cukinii - mimo skończenia ogrodnictwa ze specjalnością warzywnictwo mam problem ;) Wikipedia mówi że to to samo. Nas uczyli że się ciut różnią, mimo że to różne formy tego samego gatunku (dynia zwyczajna, zresztą podobnie jak patison). Ale te długie łacińskie nazwy tez miały ciut inne. Teoretycznie kabaczek ma jasnozieloną skórkę, a cukinia ciemnozieloną, ale co z żółtymi, to już nie powiedzieli :P W przepisach można je traktować absolutnie zamiennie, bo smakują tak samo i zachowują się tak samo - natomiast są ludzie którzy na jednym wydechu z kabaczkiem i cukinią mówią o oberżynie i to już jest dla mnie szok, bo wygląda inaczej, smakuje inaczej i nawet nie jest spokrewnione.

Dynia jest na ogół twardsza od cukinii (ale fakt że cukinie kupuję takie w rozmiarze ogórka, takie wielkości niemowlęcia może są twardsze) i nie wiem czy po smażeniu w cieście naleśnikowym (mówisz o plastrach?) nie byłaby nadal surowa.
Stary Ork - 2011-10-14, 11:57
:
Cieciorka

Ciecierzyca

Więc to jednak nie to samo //mysli
martva - 2011-10-14, 12:13
:
Na ciecierzycę popularnie mówi się cieciorka, bądź groch włoski, bądź groch/groszek biały. A tej właściwej cieciorki nie robią w puszkach, więc nie sposób się pomylić :P
martva - 2011-10-21, 14:19
:
Zostałam sama na weekend, ciasto pizzowe się wyrabia w maszynie do chleba, szpinak się rozmraża, będą pizzetki z czosnkowym szpinakiem i mozzarellą :-)
martva - 2011-11-16, 21:28
:
Placki dyniowo-ziemniakowe. Dałam mało curry, żeby ojciec nie narzekał że znów jak gotuję to w domu śmierdzi spoconym Hindusem, za to wyszły ciut zbyt słone jak na mój gust.
Lubię placki.

Za to rozczarowałam się trochę, bo mama będąc w UK wspomniała że zamówiła gdzieśtam silikonowe foremki do muffinów i myślałam że je przywiezie, a nie przywiozła i będę je miała dopiero w połowie stycznia, sniff. Tak, wiem że to można dostać w Polsce ale jakoś nigdy ich nie ma tam gdzie ja jestem ;) A znalazłam sporo potencjalnie fajnych przepisów w takiej dużej pomarańczowej wege książce kucharskiej, opisane jako 'bułeczki', wczytałam się w treść przepisów, był proszek do pieczenia i ciasto z grudkowatą konsystencją, tradycyjnie tłumacz i redakcja powinni się zająć czymś innym (muszę dodawać że przetłumaczyli cumin na kminek?).
martva - 2011-11-19, 16:39
:
Piekłam ciasto marchefkowe, zostało mi za dużo marchefki, takiej startej na średnich oczkach. Część z dodatkiem jabłka skropiłam cytryną i została na surówkę, do części dodałam jajko, mąkę, słonecznik, trochę płatków owsianych i przyprawy (czosnek i coś pod nazwą przyprawa do mięsa wieprzowego, co bardzo lubię - podejrzewam że ze względu na zawartość nasion kolendry, których zapach jeży mi włoski na karku, mru) i usmażyłam na złoto. Na patelni ceramicznej zresztą, pierwsza partia miała olej, następna już nie. Fajnie wyszły ale następnym razem je trochę posolę.

Do tego barszcz, dla odmiany bez marchefki ;) za to z dodatkiem octu spod śliwek w winie i occie, bardzo zacny i kwaśny jak nie wiem. Pycha.
martva - 2011-11-22, 18:56
:
Brukselka, letnia, ale nie chciało mi się podgrzewać - wymieszana z balsamiczno-czosnkowo-oliwnym winegretem z musztardą z ziarenkami gorczycy, z dodatkiem pleśniowego sera z koziego mleka, bo akurat był, sporo pieprzu na całość, bo tak. Dobre.
ats - 2011-11-30, 12:56
:
Żvava - dałaś po całości... a ja mam ostatnio fazę na zupy warzywne. Lubię to ;)
martva - 2011-11-30, 14:54
:
Po całości dałam dziś - naleśniki ze szpinakiem zapiekane pod mozzarellą i pieczona dynia Hokkaido (posmarowana olejem, posypana solą, czosnkiem i odrobiną curry). Mam jeszcze jedną taką, następna oberwie sosem sojowym i większą ilością przypraw ale ogólnie boskie żarcie.
MrSpellu - 2011-11-30, 14:56
:
martva napisał/a:
Zostałam sama na weekend, ciasto pizzowe się wyrabia w maszynie do chleba, szpinak się rozmraża, będą pizzetki z czosnkowym szpinakiem i mozzarellą

O, dzięki za inspirację.

martva napisał/a:
Po całości dałam dziś - naleśniki ze szpinakiem zapiekane pod mozzarellą

Do szpinaku Lazur niebieski, zapiekane w beszamelu z mozzarellą.
martva - 2011-11-30, 15:25
:
Miałam Lazur i nawet go chciałam, ale mam kręciła nosem, bo nie przepada. Więc wymyslałam że dam do części, a ostatecznie zapomniałam :P

A beszamelu nie lubię (zjeść zjem ale nie lubię na tyle żeby go zamawiać z premedytacją albo robić sama).
ats - 2011-12-20, 09:05
:
Odkrycie roku - seitan, pycha i da się go przyrządzać na milion sposobów! :D
MrSpellu - 2011-12-20, 09:14
:
Szatan odkryciem toku?
martva - 2011-12-20, 12:09
:
Skąd się bierze seitan i dlaczego jest taki drogi?;)

Nie wiem czy mam odkrycie roku, poza kotlecikami z marchwi które są megaobłędne :-)
Luinloth - 2011-12-20, 14:18
:
Muszę spróbować kiedyś. Ja z tego typu robię tylko dyniowe, ale one są na słodko bardziej, i sprzedane nam ostatnio przez znajomych ryżowe. Główną zaletą wszystkich takich jest to, że szybko się je robi i nie wymagają piekarnika :)
martva - 2011-12-20, 19:32
:
Generalnie da się je robić ze wszystkiego co można wrzucić w papkę typu gęste ciasto naleśnikowe ;) Najczęściej dotąd robiłam ryżowe, kukurydziane i owsiane z serem. Chociaż marchwiaki robię bardziej jak ziemniaczane, znaczy wrzucam do miski z marchewką jajka i dosypuję mąkę. I słonecznika, rzecz jasna. Idealnie się komponują z garam masalą i tego typu przyprawami.

Przypomniałaś mi że mam dynię Hokkaido jeszcze jedną i mogłabym ją upiec. Ha.
MrSpellu - 2011-12-20, 20:42
:
Moja małżonka zrobiła dziś ostatnio moją ulubioną zupę z cieciorki, pomidorów, podsmażanej cebuli, czosnku, pora i cukinii. Niebo w gębie.
Tomasz - 2011-12-20, 21:11
:
O kurcze dajcie przepis na to mojej żonie Spellu! Plizzzz!!!
Stary Ork - 2011-12-20, 21:24
:
Tomasz napisał/a:
O kurcze dajcie przepis na to mojej żonie Spellu! Plizzzz!!!


Na mój gust to podsmażasz na oliwie lub maśle cebulę, potem dodajesz posiekany czosnek, pokrojonego pora i cukinię, podduszasz chwilę, dodajesz puszkę pomidorów, dusisz jeszcze momencik, zalewasz wodą i na finał dodajesz puszkę ciecierzycy ewentualnie ciecierzycę wymoczoną wieczór wcześniej. Co prawda w życiu tego nie gotowałem, ale jeśli chodzi o zupy, trudno popelnić jakiś kardynalny błąd. Waaaaaaaaaaaaaagh.
You Know My Name - 2011-12-20, 21:39
:
Stary Ork napisał/a:
Co prawda w życiu tego nie gotowałem, ale jeśli chodzi o zupy, trudno popelnić jakiś kardynalny błąd.
Nawet nie wiesz jak się mylisz. Można, można wszystko wrzucić do gara wody z dwiema kostkami rosołowymi i dziwić się, że wyszła "brudna woda".
Tomasz - 2011-12-20, 21:51
:
Orku smaż się w piekle. Zupy to sprawdzian dla gotującego. Dobre zupy to mistrzostwo świata.
MrSpellu - 2011-12-20, 22:09
:
Stary Ork napisał/a:
Na mój gust to podsmażasz na oliwie lub maśle cebulę, potem dodajesz posiekany czosnek, pokrojonego pora i cukinię, podduszasz chwilę, dodajesz puszkę pomidorów, dusisz jeszcze momencik, zalewasz wodą i na finał dodajesz puszkę ciecierzycy ewentualnie ciecierzycę wymoczoną wieczór wcześniej. Co prawda w życiu tego nie gotowałem, ale jeśli chodzi o zupy, trudno popelnić jakiś kardynalny błąd.

Prawie jak Ork prawi. Tylko, że do pomidorów z puszki dorzucasz pokrojone koktajlowe lub jakieś takie soczyste i ładnie pachnące (o tej porze roku jednak trudno o takie). I nie puszkę ciecierzycy, a dwie. Odrobina bazylii i oregano mile widziane, choć niekoniecznie.

Tomasz napisał/a:
Dobre zupy to mistrzostwo świata

Żur i kapuśniak łatwo jest spieprzyć. A to moje ulubione zupy, w których się specjalizuję (ogórkowa jest prosta, a na cieciorkową obecnie mam fazę).
Stary Ork - 2011-12-20, 22:16
:
Tomasz napisał/a:
Orku smaż się w piekle. Zupy to sprawdzian dla gotującego. Dobre zupy to mistrzostwo świata.


Jestem mistrzem świata //hurra

You Know My Name napisał/a:
Stary Ork napisał/a:
Co prawda w życiu tego nie gotowałem, ale jeśli chodzi o zupy, trudno popelnić jakiś kardynalny błąd.

Nawet nie wiesz jak się mylisz. Można, można wszystko wrzucić do gara wody z dwiema kostkami rosołowymi i dziwić się, że wyszła "brudna woda".


Nie ma co histeryzować. Jeśli ktoś ma dwa lewe kubki smakowe i zdarza się mu ugotować wodę na twardo, to nawet jajecznica jest wyzwaniem. Ale zupy i w ogóle eintopfy są o tyle wdzięczne, że nawet na późnym etapie da się je poprawić (no, nie wszędzie i nie zawsze, ale jak suflet opadnie, to nie pomogą fale Wisły, a zupa zostawia miejsce na pomyłki - nie piszę o ekstremach typu o łyżkę chili za daleko). Więcej śmiałości w eksperymentowaniu, przepisy to wskazówki i inspiracja, nie Halacha.
martva - 2011-12-20, 22:41
:
Oooooo, ona brzmi nieźle, taka zupa z ciecierzycy. Lubię ciecierzycę.

Z zupami mam tak że kiedyś tolerowałam cztery, potem z listy odpadł rosół (została pomidorowa, fasolowa i barszcz), potem odkryłam zupne mrożonki (wiosenna z 9 warzyw Horteksu jest mmm) i zupy - kremy :-) Lubię jak są bardzo warzywne (poza barszczem i pomidorową, one sobie mogą być cienkie i czyste) i broń Bogini żadnych dodatków typu śmietana, zasmażka, mąka, żółtka i inne psujstwa. Pomidory, pory, ciecierzyca są mrrr - istnieje spora szansa że sobie cos takiego upichcę po świętach, dzięki za inspirację XD
Tomasz - 2011-12-20, 22:42
:
MrSpellu napisał/a:
Żur i kapuśniak łatwo jest spieprzyć. A to moje ulubione zupy, w których się specjalizuję (ogórkowa jest prosta, a na cieciorkową obecnie mam fazę).


Żur to jest to. Różne fasolowe uwielbiam. A od jakiegoś czasu zajadam się, jak tylko znajdę w jakieś restauracji, zupami rybnymi. Ktokolwiek może gdzieś na Śląsku polecić jakieś zupy rybne to dawać, pędzę.

Stary Ork napisał/a:
Jestem mistrzem świata //hurra


Póki twoich zup nie spróbuję to nie masz prawa do tego tytułu.
Stary Ork - 2011-12-20, 23:02
:
MrSpellu napisał/a:
kapuśniak łatwo jest spieprzyć


Bo do tego musisz mieć przede wszystkim dobrą kapustę. I piszę tutaj o własnoręcznie ukiszonej, nie o kupnym gównie ledwie nadającym się na paszę dla brontozaurów. Na szczęście na ojcowym balkonie stoi beczuszka, a w niej plus minus sto kilo kapusty domowego pędu //slina . Szkorbut nam niestraszny //mysli .
You Know My Name - 2011-12-21, 07:38
:
Tylko który to balkon i dlaczego tak kuffa wysoko...
MrSpellu - 2011-12-21, 08:17
:
martva napisał/a:
istnieje spora szansa że sobie cos takiego upichcę po świętach, dzięki za inspirację

Cała przyjemność po mojej stronie :)

Tomasz napisał/a:
A od jakiegoś czasu zajadam się, jak tylko znajdę w jakieś restauracji, zupami rybnymi.

Moja rodzicielka pichci czasem z owoców morza, z białym winem i sokiem pomarańczowym o_O Pycha.

Stary Ork napisał/a:
I piszę tutaj o własnoręcznie ukiszonej, nie o kupnym gównie ledwie nadającym się na paszę dla brontozaurów.

A ja mam w pobliżu źródło naprawdę przyzwoitej kupnej.
W warzywniaku obok osiedlowej piekarni. Na bigos, na kapuśniak, do pierogów, do buzi w sam raz.

Stary Ork napisał/a:
Na szczęście na ojcowym balkonie stoi beczuszka, a w niej plus minus sto kilo kapusty domowego pędu

Z żoną bawimy się w kiszenie ogórów i marynowanie pikantnych papryczek. Ale w przyszłym roku w warzywnej części piwnicy pomyślę o wstawieniu beczułki z kapustą.
Stary Ork - 2011-12-21, 10:52
:
MrSpellu napisał/a:
Z żoną bawimy się w kiszenie ogórów i marynowanie pikantnych papryczek. Ale w przyszłym roku w warzywnej części piwnicy pomyślę o wstawieniu beczułki z kapustą.


Spellu, weź pod rozwagę balkon. Jeśli planujesz kisić więcej niż jesteś potem w stanie przejeść w powiedzmy dwa tygodnie, a w piwnicy jak mniemam masz temperaturę powyżej zera, to lepiej beczułkę potrzymać tydzień w cieple, żeby pofermentowało jak bogowie przykazali, a potem wywalić na wściekły mróz. Primo, to hipstersko wygląda, a nawet jeśli nie, to w zimie pies z kulawą pytą na balkon i tak nie zagląda. Secundo, nie zepsuje się choćby i do kwietnia. Tertio, przemrożona kapusta, jak mi się zdaje, jest potem na surowo delikatniejsza, a kwasu nie traci. Jeden minus, trzeba do beczułki chadzać z czekanikiem. My kisimy na początku listopada i kapusta wytrzymuje spokojnie do końca mrozów, chyba, że zdążymy ją wyżreć (a pamiętaj, że w grę wchodzi sto kilo surowca :mrgreen: ). No i plus jest taki, że nie trzeba z beczką zaiwaniać po schodach, tylko elegancko wytacza się ją na balkon i po sprawie. W tym roku postała dzień dłużej w kuchni i nabrała kwasu, aż mordę ukręca //slina . Co prawda przez ten czas czuć fermentację, ale mędrzec w lot zrozumie, a ze zdaniem idiotów nie ma się co liczyć. Waaaaaaaaaaaaaaaaagh.

EDIT: No, balkon odpada, jeśli boisz się, że wygłodniały Mag wpadnie z zajazdem //mysli .
MrSpellu - 2011-12-21, 10:56
:
Nie mam balkonu, mam taras. I tam ta beczka będzie brzydko wyglądać. No i pies mógłby mi całą kapustę wpierdolić.
A w części warzywnej piwnicy, w mrozy temperatura waha się między +1, a -1.

Stary Ork napisał/a:
No, balkon odpada, jeśli boisz się, że wygłodniały Mag wpadnie z zajazdem

Prędzej boję się, że trafisz do mnie po zapachu :P
Stary Ork - 2011-12-21, 11:08
:
To spróbuj zakisić trochę w słoikach i wsadź do każdego całą papryczkę chili albo podobny ogień. Idealne potem pod mocno zmrożoną, panimajesz //orc
MrSpellu - 2011-12-21, 11:13
:
Stary Ork napisał/a:
To spróbuj zakisić trochę w słoikach i wsadź do każdego całą papryczkę chili albo podobny ogień.

A słoików akurat mam wpizdu... ale to nie to samo co z beczki...
Stary Ork - 2011-12-21, 11:15
:
Ciężko jeść, głowa nie włazi //mysli .
MrSpellu - 2011-12-21, 11:17
:
Właśnie sobie wyobraziłem Orka przy paśniku...
martva - 2011-12-21, 13:35
:
Widziałam kiedyś przepis na kiszoną kapustę błyskawiczną, zalecaną dla emigrantów co nie mają dostępu. Wyglądał całkiem ciekawie i podejrzanie łatwo, moje Angole testowały i mówiły że całkiem OK.

Dynia Hokkaido się piecze - wysmarowana olejem, posypana solą, pieprzem zwykłym i ziołowym oraz przyprawą do wieprzowiny (uwielbiam ją, znaczy przyprawę, nie wieprzowinę), dałabym curry ale mamy w planach zrobić z mamą sałatkę z dyni i fasoli, inspirowaną przepisem w kuchennym dodatku do GW i curry tam niekoniecznie pasuje.
martva - 2011-12-25, 17:05
:
Przekształciłam przepis, curry dałam i wyszło dobre.

Natomiast w piątek rano nasmażyłam furę naleśników do wigilijnych krokietów i nie wiem dlaczego mając blender od stycznia dopiero teraz wpadłam na pomysł robienia w nim ciasta na naleśniki. Jest szybko, mniej się brudzi i można wylewać ciasto prosto z dzbanka bez żadnych łyżek.
martva - 2012-01-31, 15:21
:
Dostałam foremki do muffinów i przestałam kombinować z chlebem (robię mieszany na zakwasie bez żadnych dziwnych dodatków), za to muffiny, och, muffiny, jaki to fajny wynalazek. Rządzą te z wędzonym serem i oliwkami, blisko są z wędzonym serem, żurawiną i orzechami. Mogę pożreć każdą ilość. Na słodko zrobiłam raz, z kakao, cynamonem, żurawiną, orzechami i pomarańczą, ale nie były takie fajne.
Chcę jeszcze zrobić z serem, czerwoną fasolą i papryką, i ze smażoną cebulką i czymś, i z serem typu lazur i czymś.
MrSpellu - 2012-01-31, 15:25
:
martva napisał/a:
Chcę jeszcze zrobić z serem, czerwoną fasolą i papryką, i ze smażoną cebulką i czymś, i z serem typu lazur i czymś.

Takiego muffina to bym zjadł...
Fidel-F2 - 2012-01-31, 15:41
:
a ja myślę, że z tym wszystkim to najlepiej by smakował muflon
ats - 2012-02-07, 23:46
:
Żvava - seitan to czysty pszeniczny gluten o konsystencji - hm - delikatnego mięsa, który wchłania smak marynat, sosów - czego tam chcesz. robi się go ugniatając mąkę pszenną z ciepła wodą. wode wymienia się dotąd, aż kula seitanu uzyska własciwa konsystencję. Myślę, że jest to zaje-hm-bardzo pracochłonne, dlatego kupuję to sobie w słoikach, firmy Primavika ;)
Z duszonymi pieczarkami i cebulką - ekstaza ;)
Z duszoną papryką - boski! Przypuszczam, że jako element lecza też by się sprawdził ;)
sanatok - 2012-02-08, 00:07
:
Idzie się z nim wyrobić w jakieś 1,5 h. Na zrobienie samego "miecha" potem jeszcze trzeba coś z niego upichcić. I dobrze jest go zostawić na parę godzin w jakiejś marynacie.

TU masz sprawdzony przepis :)
ats - 2012-02-08, 02:06
:
o, rrety! dzięki! ;) Bardzo jestem ciekawa, czy kiedykolwiek będe miała tyle czasu, aby wdrożyć tę procedurę ;)
Fidel-F2 - 2012-02-08, 08:06
:
ats napisał/a:
Z duszonymi pieczarkami i cebulką - ekstaza
wszystko smakuje zajebiście
ats - 2012-02-08, 11:08
:
no i chyba dobrze...? ;)
ats - 2012-02-21, 16:46
:
dziś na ostatki - spaghetti z pieczarkami, prazonymi ziarekami i pesto. Jest dobrze! :D
sanatok - 2012-02-21, 16:54
:
Z czego pesto ? :)
ats - 2012-02-22, 08:54
:
ze słoika ;)
ale bez sera - niełatwo takie kupić ;)
MrSpellu - 2012-02-22, 09:20
:
Hmm... szkło musi być chrupiące //mysli
sanatok - 2012-02-22, 09:46
:
Wypas jest z bazylii (tak się chyba robi w oryginale), ale daje rade też z natki rzodkiewki.
You Know My Name - 2012-02-22, 12:25
:
tzw. genovese, dobre jest też pesto rosso.
martva - 2012-02-22, 14:48
:
Muffiny oliwkowe z wędzonym serem oraz nieoliwkowe z kukurydzą, ananasem, serem gouda i przyprawą meksykańską. Mrrr. Ale to na podwieczorek, na obiad pieczone ziemniaki z masłem, sosem jogurtowym i salsą (ze słoika).
ats - 2012-02-23, 09:33
:
o, tak - szkło dodaje trochę tego ostrego smaczku ;) - można powiedzieć, że dodaje pikanterii ;)

santok, jesteś vege?

z rzodkiewki nie jadłam, ale słyszałam ;)
martva - 2012-02-23, 09:55
:
W sumie jak ostatnio (dawno dawno temu) zdarzyło mi się wysiać rzodkiewkę, to poszła głównie w liście (dla równowagi ogórecznik wysiany w zeszłym roku miał trzy listki na krzyż, mnóstwo łodyg i kwiaty, a chciałam liście). Może powinnam spróbować jeszcze raz.
sanatok - 2012-02-23, 17:21
:
ats napisał/a:
santok, jesteś vege?


vegan since 2008.

Dziś na obiad:

ziemniaki z porem
kotlety słonecznikowo-czosnkowo-szpinakowe
ogórki w curry

//doom
ats - 2012-02-24, 08:52
:
Wsanatok, eganin na ZB! Ja tez od 2008! Bracie/Siostro - whatever! Nie czuję się już taka samotna ;)

BTW - zajefajny obiadek!

Ja - z braku czasu - tylko sałatka z różnych sałat, kapusty pekińskiej, różnych oliwek, kukurydzy, groszku, papryki i sosu. Sos z oliwy i ziół wielu. Tylko to, ale w gargantuicznej ilości ;)
Max Werner - 2012-02-25, 09:39
:
Cóż, spożyłem dzisiaj (podobnie zresztą jak od nie pamiętam kiedy) prawdziwe wegańskie śniadanko, oparte wyłącznie na roślinnych produktach:
- czarna kawa ( kawowiec Coffea L. ) z cukrem ( burak cukrowy Beta yulgaris L. )
- papieros ( tytoń Nicotiana L. )
Mmmm, pychota, polecam wszystkim veganom //max

No dobrze, produkty roślinne z domieszką chemii przemysłowej, ale cóż w dzisiejszym chemicznym świecie nie jest skażone :>
martva - 2012-02-25, 09:48
:
Płatki owsiane, otręby, pestki słonecznika i dyni, siemię lniane, suszona żurawina (całość zalana wrzątkiem i odstawiona do napęcznienia) z dodatkiem pomarańczy jakoś bardziej mi podchodzi, no ale do tego wypiłam kakao, to już nie jest wegańskie śniadanie :P
ats - 2012-02-25, 18:24
:
A ja dziś na śniadanko cztery tosty - dwa z seitanem, dwa z moim dżemikiem malinowo-brzoskwiniowym.
a na obiadek - sałatka warzywna, coś ostatnio mnie wzięło na te sałatki... niby kazda inna, ale każda z oliwkami ;) ... czyli może na oliwki mnie wzięło...? ;)

Max, plizzz - nie załamuj mnie!! Od kiedy znowu palisz???
ats - 2012-02-26, 20:26
:
A dziś na kolacyjkę - lasagne według przepisu z puszki.pl - ekstrapyszna, z sosem pomidorowym, cukinią, papryką, cebulą i pieczarkami, w różnych konfiguracjach - i w miłym towarzystwie. [odczuwa wdzięczność]
ats - 2012-02-28, 22:32
:
nik nic wegetariańskiego nie zdziałał ostatnio...? bo zaraz ktoś mnie skrzyczy, że tak piszę post pod postem... a przecież musze napisać, że dziś wegańskie ciasteczka ananasowe... ;)
sanatok - 2012-02-28, 22:47
:
Proszę:

pasta z soczewicy i oliwek na śniadanie + pomidor + pieczarki
na obiad
kartofle + sos cebulowy + fasolka szparagowa + ogórki w curry
a na deser
wegańskie kokosowe muffiny
ats - 2012-02-29, 00:00
:
santok - musisz być kobietą! :D ten jadłospis mnie zauroczył ;)
Fidel-F2 - 2012-02-29, 08:03
:
ats napisał/a:
musisz być kobietą!
bo ponieważ? dołożyć po kawałku mięsa i żarcie pierwsza klasa
sanatok - 2012-02-29, 08:04
:
ats napisał/a:
musisz być kobietą!


Nic nie muszę :)

Fidel-F2 napisał/a:
dołożyć po kawałku mięsa i żarcie pierwsza klasa


Najlepiej po kawałku surowej koniny prosto ze Skaryszewa, prosto od konia ze złamaną nogą.
Fidel-F2 - 2012-02-29, 08:12
:
sanatok napisał/a:
Najlepiej po kawałku surowej koniny prosto ze Skaryszewa, prosto od konia ze złamaną nogą.
dziwne masz gusta kulinarne ale skoro tak lubisz to może być konina
MrSpellu - 2012-02-29, 09:03
:
sanatok napisał/a:
Najlepiej po kawałku surowej koniny prosto ze Skaryszewa, prosto od konia ze złamaną nogą.

Pierwotnie tatar był z koniny właśnie. No i tego typu retoryką nic tu nie zdziałasz. Trafiłeś na twardych zawodników :badgrin:

sanatok napisał/a:
pasta z soczewicy i oliwek na śniadanie + pomidor + pieczarki
na obiad
kartofle + sos cebulowy + fasolka szparagowa + ogórki w curry
a na deser
wegańskie kokosowe muffiny

Wszystko super, tylko te kokosowe muffiny... brr. Nie cierpię kokosa.
ats - 2012-02-29, 09:31
:
Taaa - wszyscy jesteście twardzi, jak nie powiem co.
Fidel, oczywiście, nie przestrzega zasady, że w tym kątku nie drażni się niemięsożerców.

Santok, wyśmiewanie się z wegetarian i wegan to na ZB sport narodowy. Coś równie fajnego jak myślistwo czy rzeźnictwo - nie daj się sprowokować, roi się tu od gburów, którzy tylko czekają, by Ci udowodnić, że jesteś idiotą marnując życie bez codziennej porcji cudzych mięśni na talerzu ;) ;) Ma to, oczywiście, swój urok... ale jeśli ktoś po prostu chce pogadać o pysznym żarełku, to właśnie w tym kąciku ma szansę to robić. Do pojedynków i miażdżenia się celnymi argumentami jest inny wątek... czasem tylko Fidel przybywa tu i zarzuci jakieś głupie hasło na przynętę ;) ...ale należy go zignorować.


Aaa - oczywiście, że nic nie musisz, ale fajnie byłoby, gdybyś był kobietą ;)
martva - 2012-02-29, 11:46
:
ats napisał/a:
że dziś wegańskie ciasteczka ananasowe... ;)


To co wrzucałaś wczoraj na FB to jest to? Jak to się robi, bo może mi się kiedyś cofnie niemal-wstręt do słodkiego?

Fidel-F2, jakoś tutejsi wegetarianie mają na tyle kultury i przyzwoitości, żeby nie włazić do wątku mięsnego i nie pisać tam nie na temat, czuj się niniejszym ofuknięty :roll:

sanatok napisał/a:
pasta z soczewicy i oliwek na śniadanie + pomidor + pieczarki
na obiad
kartofle + sos cebulowy + fasolka szparagowa + ogórki w curry
a na deser
wegańskie kokosowe muffiny


Skojarzyło mi się takie zdjęcie z cyklu 'kim ludzie myślą że jestem' etc, odcinek z weganami był mega ;)

Nosi mnie na pizzę od kilku dni, dziś nie wytrzymałam i zrobię.
Luinloth - 2012-02-29, 12:35
:
Mnie zaczyna nosić na tartę :)
Tylko musiałabym wymyślić jakąś inną, niż ze szpinakiem i szparagami, bo sezon na szparagi to zupełnie nie ta pora roku.
ats - 2012-02-29, 12:36
:
Tak, to jest to - i wcale nie jest słodkie. Wegańskie ciasto francuskie i ananas, albo inne wypełnienie i bach do piekarnika ;) . Wytrawne raczej. Ja troszkę posypałam cukrem pudrem, ale odrobinkę.

Żvava - ja chcę "kim ludzie myslą, że jestem" wegańskie - masz to gdzieś?
Luinloth - 2012-02-29, 12:38
:
ats napisał/a:
Wegańskie ciasto francuskie i ananas, albo inne wypełnienie i bach do piekarnika
O, to brzmi ciekawie - znaczy po prostu takie rożki z ciasta francuskiego z ananasem w środku? Ale ten ananas surowy czy z puszki?
Rożki robiłam ostatnio ze szpinakiem, chyba mam ostatnio na niego fazę.
martva - 2012-02-29, 12:39
:
Do mnie tarta z porami trochę mówi. Lubię pory (chociaż to kolejna rzecz, razem z oliwkami i czosnkiem do której trzeba imho dorosnąć).

ats, przewijało się na FB, puszka na pewno linkowała. Przeurocze, celne i bardzo prawdziwe XD
sanatok - 2012-02-29, 13:00
:
ats napisał/a:
fajnie byłoby, gdybyś był kobietą ;)


Czemu?

Za mną dziś chodzi zupa miso, ale z powodu zakupów książkowych zdaje się być poza moim zasięgiem finansowym. Skończy się najprawdopodobniej na pomidorówce :)
Luinloth - 2012-02-29, 13:09
:
martva, zainspirowałaś mnie porami. Chociaż tarta będzie z tuńczykiem, więc nie do końca pasuje do tego tematu, ale będą też pomidorki, właśnie pory i jakiś łup z warzywniaka - czyli coś, co uda się upolować tanio i mnie zainspiruje ;)
ats - 2012-02-29, 13:38
:
santok - bo zawsze marzyłam, żeby mieć młodszą siostrzyczkę :mrgreen: :mrgreen:

Żvava - poszukam tego, jestem ciekawa, ale gdybyś pierwsz znalazła, daj cynk ;)
martva - 2012-02-29, 13:42
:
http://www.facebook.com/p...&type=1&theater
może pójdzie.
ats - 2012-02-29, 14:49
:
Żvava - jesteś absolutnie kochana!!!! Poszło i zaraz udostępniam! :D
sanatok - 2012-02-29, 15:29
:
ats napisał/a:
santok - bo zawsze marzyłam, żeby mieć młodszą siostrzyczkę :mrgreen:


No to już masz :)
Fidel-F2 - 2012-02-29, 15:40
:
ats napisał/a:
Fidel, oczywiście, nie przestrzega zasady, że w tym kątku nie drażni się niemięsożerców
nie miałem zamiaru, skomentowałem jedynie
ats napisał/a:
santok - musisz być kobietą!
a że sanatok, zareagowała histerycznie to już nie moja wina

ats napisał/a:
czasem tylko Fidel przybywa tu i zarzuci jakieś głupie hasło na przynętę
głupie hasło w stylu
ats napisał/a:
santok - musisz być kobietą!
?

martva napisał/a:
Fidel-F2, jakoś tutejsi wegetarianie mają na tyle kultury i przyzwoitości, żeby nie włazić do wątku mięsnego i nie pisać tam nie na temat, czuj się niniejszym ofuknięty
ja w ogóle nie piszę tu o mięsnym żarciu, konie wymyśliła sanatok,
martva - 2012-02-29, 15:44
:
Fidel-F2 napisał/a:
dołożyć po kawałku mięsa i żarcie pierwsza klasa


A to mi się przywidziało? Przed tekstem z końmi? Ups.
MrSpellu - 2012-02-29, 16:01
:
Miałem się nie wcinać, ale... zabrzmi absurdalnie, ale... wrzucanie kawałka mięsa do potrawy to wnerwianie wegetarian? o_O
sanatok - 2012-02-29, 16:04
:
MrSpellu napisał/a:
Miałem się nie wcinać, ale... zabrzmi absurdalnie, ale... wrzucanie kawałka mięsa do potrawy to wnerwianie wegetarian? o_O


Do ich potrawy - z całą pewnością.
Fidel-F2 - 2012-02-29, 16:05
:
@martva
zbyt duży skrót myślowy chyba jeśli nawet Ty nie łapiesz

ats napisał/a:
santok - musisz być kobietą!
czyli - ci debile mężczyźni z pewnością nie są w stanie odżywiać się tak fajnie

się odwinąłem na dodatek szczerze bo ów jadłospis z dodatkiem mięsa jest pierwszoklaśny ergo dyskusja o pryncypiach a nie o mięsie
MrSpellu - 2012-02-29, 16:12
:
sanatok napisał/a:
Do ich potrawy - z całą pewnością.

Ale Fidel nie wrzuciłby Ci tego do gara, tylko na podstawie Twojego menu wrzuciłby to do swojego gara. Ty mu zaś, dość histerycznie, zaproponowałeś surową koninę, tak oto powiedz mi: ocb?

Fidel wrzuca mięso, ja wywalam kokosowe muffiny. I tyle. W założeniu temat jest oczywiście dla jaroszy, ale nie przesadzacie aby? Tak tylko pytam.
martva - 2012-02-29, 16:43
:
MrSpellu, bo to jest dziko i strasznie wkurzające jak słyszysz po raz milionowy że coś by było OK gdyby do tego wrzucić kawałek cudzego mięśnia. I za którymś razem już nie wytrzymujesz i reagujesz nerwowo. Ja na przykład nie wchodzędo mięsnych tematów i nie mówię że to by było OK gdyby z tego zabrać wołowinę ;)

MrSpellu napisał/a:
Ale Fidel nie wrzuciłby Ci tego do gara, tylko na podstawie Twojego menu wrzuciłby to do swojego gara.


Ale to jest wątek wolny od mięsa :P

Fidel-F2 napisał/a:
czyli - ci debile mężczyźni z pewnością nie są w stanie odżywiać się tak fajnie

Fakt, w ogóle tego nie wyłapałam ;)

Idę trawić pizzę i zastanawiać się czy da się wegetariańsko przeżyć na francuskiej prowincji ;)
ats - 2012-02-29, 19:48
:
Ech, wystarczyło wyjechac do Puław, żeby tu awantury takie wybuchły! :mrgreen: sio, z tym z wątku o jedzeniu trawy! my tu tylko o korzonkach, trawie i innych nudach. Lećta do wątku o wołowinie, tam sensacyjne wspaniałości!

Fidel - ja tylko chciałam sprowokować santok do zdradzenia płci ;)

Fidel, zadziorze Ty - uważam, że mężczyźni są wspaniałymi kucharzami, zwłaszcza, gdy zadają sobie trud gotowania dla mnie ;)

santok, siostrzyczko! :mrgreen: :mrgreen:
Luinloth - 2012-02-29, 20:15
:
martva napisał/a:
MrSpellu, bo to jest dziko i strasznie wkurzające jak słyszysz po raz milionowy że coś by było OK gdyby do tego wrzucić kawałek cudzego mięśnia. I za którymś razem już nie wytrzymujesz i reagujesz nerwowo. Ja na przykład nie wchodzędo mięsnych tematów i nie mówię że to by było OK gdyby z tego zabrać wołowinę
Jeśli ktoś to robi złośliwie albo tylko po to, żeby coś udowodnić, to rzeczywiście może być wkurzające. Ale patrząc optymistycznie, może zamiary piszącego nie są zawsze aż takie drastyczne - ja często patrzę na jakiś nowy przepis i mówię: "fajna sałatka, ale zrobiłabym ją bez śledzi, bo ich nie lubię/bo mi tu jakoś nie pasują" albo "ciekawy pomysł, osobiście pasowałby mi do tego jeszcze ser feta (którego nie ma w przepisie)".
Poza tym wegetariańskie dania nie są tylko dla wegetarian - tu ja jestem przykładem, bo lubię takie potrawy i często wystarcza mi coś bezmięsnego, chociaż jestem praktycznie wszystkożerna - i warzywna sałatka, która wystarczy mi na cały posiłek, może komuś się jawić jako świetny dodatek do steku.
Jander - 2012-02-29, 20:25
:
Spell na początku tego tematu napisał/a:
Nekrofagi atakujące spokojnych sałatofagów będą tutaj surowo karani.
Proszę trzymać się sałaty, tfu, tematu

I tej zasady się trzymajmy, to strefa bezmięsna.
ats - 2012-02-29, 20:45
:
Dzięki, Jander, dzięki.

Luinloth jest rzadkim okazem, a w każdym razie w ZB - pokojowo do niemięsorzerców nastawionym wszystkożercą :mrgreen: ... czerp, kochana, natchnienie i inspirację! :)
Fidel-F2 - 2012-02-29, 20:49
:

ats - 2012-02-29, 20:51
:
Hmm... jaka bogata w treść wypowiedź... lubię to! :mrgreen:
martva - 2012-02-29, 21:10
:
Luinloth napisał/a:
Jeśli ktoś to robi złośliwie albo tylko po to, żeby coś udowodnić, to rzeczywiście może być wkurzające. Ale patrząc optymistycznie, może zamiary piszącego nie są zawsze aż takie drastyczne


Ja rozumiem o co Ci chodzi i tak, masz rację, niemniej jeśli to słyszysz po raz n-ty to naprawdę w końcu przestajesz się zastanawiać nad intencjami piszącego, bo jesteś zajęta wpienianiem się ;)

Odkryłam że rzeżucha mi wyrosła do jadalnego poziomu. A że akurat sprawdzałam czy chleb na nowym (w sensie z nowego źródła) zakwasie jest dobry, to sobie zrobiłam kromeczkę z masłem, rzeżuchą i zielonym ogórkiem. Ach, był dobry. Mrrru. Czuję się ukontentowana. Szkoda że nici z rowerkowania w związku z tym, bo mogłabym zacząć dopiero za godzinę, a wtedy mam zamiar się zwijać do spania. Chyba jutro rano zdradzę owsiankę z kanapką ;)
Fidel-F2 - 2012-02-29, 21:20
:
ats napisał/a:
lubię to!
czyli co to znaczy konkretnie?
ats - 2012-02-29, 21:39
:
Fidel, lubię, aby wypowiedź inteligentnego mężczyzny zawierała w sobie nutkę sarkazmu. Wystarczy...? :mrgreen:

Rzeżucha to jest zdecydowanie to!
Fidel-F2 - 2012-02-29, 21:40
:
widzisz, jednak można
Metzli - 2012-02-29, 21:41
:
Martva napisał/a:
Ja rozumiem o co Ci chodzi i tak, masz rację, niemniej jeśli to słyszysz po raz n-ty to naprawdę w końcu przestajesz się zastanawiać nad intencjami piszącego, bo jesteś zajęta wpienianiem się


Zgadzam się, powtarzanie tego w kółko potrafi być denerwujące. Kiedy odstawiłam mięso to od członków rodziny (oprócz sformułowań, że oszalałam lub też, że padnę z głodu) często to słyszałam. W zasadzie od swojego brata słyszę nadal, staram się nie zwracać na to uwagi. Bywa różnie ;)
ats - 2012-02-29, 21:50
:
Fidel - nie wiem, co można, ale nie zamierzam się nawet nad tym zastanawiać.
Fidel-F2 - 2012-02-29, 21:51
:
też już mi się nie chce
ats - 2012-02-29, 22:22
:
niewiarygodne, zgadzam sie z Fidelem w całej rozciągłości ;)
ats - 2012-03-13, 23:01
:
wczoraj kasza gryczana z sosem cukiniowo-pieczarkowym (tona czosnku)
dziś spaghetti pełnoziarniste z sosem pomidorowym (seitan, sos sojowy, sos pomidorowy, tona czosnku).
no i permanentnie - sałatki z różnych sałat, oliwek ite pe (plus tona czosnku). w każdym zestawie, który zmiennym jest, musi byc rukola. Ostatnio uwielbiam!

Mam nadzieję, że Żvava znajdzie jakiś internet w tej Francji, bo czuję się trochę osierocona ;)
sanatok - 2012-03-14, 10:36
:
Dziś, według przepisu stąd smalec. Całkiem daje radę.
MrSpellu - 2012-03-14, 10:42
:
Protestuję. Smalec jest to obowiązkowo wytapiany tłuszcz zwierzęcy.
To powyżej nie jest smalcem, nazywanie tego smalcem jest tylko jakimś zaklinaniem rzeczywistości.
sanatok - 2012-03-14, 12:10
:
Indeed sir.
MORT - 2012-03-14, 12:41
:
To ma znamiona kompleksów.
Luinloth - 2012-03-14, 12:52
:
Nie no, musieli to jakoś nazwać, chociaż ja bym raczej napisała "smalec" albo pasta o smaku smalcu, niż smalec.
Z drugiej strony, jeśli nie lubi się mięsa, to widzę bardzo średni sens w produkowaniu wyrobów mięsopodobnych - no chyba, że jakieś względy zdrowotne. Bo już przy ideologicznych ciężko mi wyobrazić sobie, że ktoś brzydzi się pomysłem jedzenia cudzego mięśnia, ale smakuje mu podróbka takowego...
sanatok - 2012-03-14, 16:26
:
Może brzydzić się z powodów etycznych - nie smakowych.
Fidel-F2 - 2012-03-14, 16:44
:
ats, skąd wiesz, że jest we Francji?
MrSpellu - 2012-03-14, 17:03
:
Facebook.
Fidel-F2 - 2012-03-14, 17:09
:
zapominam o tym stworzeniu
MrSpellu - 2012-03-15, 00:54
:
Opowiedziałem mojemu psu o idei wegetariańskiego smalcu. Zareagował tak:


ats - 2012-03-15, 09:44
:
Ech, jak zwykle spory o rzeczy nieistotne... ja na przykład nie uważam, że schabowy, czy smalec są niesmaczne - o ile sobie przypominam - smakowały super... ale jeśli ktoś nie chce zjadać zwierząt, radzi sobie inaczej. Lubi smak smalcu, ale nie je zwierząt - robi sobie smalec roślinny, zwany np. "smalcem", żeby nie razić MrSpella ;)
Jedni lubią ogórki, inni ogrodnika córki - i dopóki o tym pamiętamy, wszystko nam się zgadza....

Santok, siostrzyczko - jesteś bardzo pomysłową kuchareczką ;)
Jander - 2012-03-15, 14:51
:
Przerzuciłem zwierzakowe posty do właściwego tematu.
A i znowu przypominam:
"Nekrofagi atakujące spokojnych sałatofagów będą tutaj surowo karani. "
ats - 2012-03-19, 12:24
:
Dzięki, Jander... dobrze jest się czuć bezpiecznie we własnym rezerwacie ;)
ats - 2012-03-27, 10:52
:
wczoraj na obiadokolację i dziś na śniadanie - zajepyszny sos warzywno-pieczarkowy zasmażany z kaszą jęczmienną.

O, kaszo jęczmienna! Tęskniłam! :D
Fidel-F2 - 2012-03-27, 11:41
:
ats napisał/a:
O, kaszo jęczmienna!
jęczmienna to do krupniku tylko się nadaje, gryczana, to rozumiem
ats - 2012-03-27, 11:46
:
a, nie, nie! Nie zgodzę się - do zasmażania i do zapiekanek jęczmienna lepsza od gryczanej. Gryczana, owszem, dobra jest, ale raczej po bożemu i klasycznie - na ciepło z wody i z sosem (dowolnej proweniencji ;) )
sanatok - 2012-03-27, 11:48
:
Z gryczanej lepsze kotlety :)
Fidel-F2 - 2012-03-27, 12:01
:
ats napisał/a:
do zasmażania i do zapiekanek jęczmienna lepsza od gryczanej.
degustibus, jęczmienna kłuje mnie w zęby, a gryczaną mogę jeść na okrągło
ats - 2012-03-27, 12:09
:
no - skoro kłuje... to nie ma mocnych ;) ja lubię każdy rodzaj kaszy. Niedawno kupiłam pierwszy raz w życiu orkiszową - zobaczymy, jak ugotujemy ;)
Fidel-F2 - 2012-03-27, 13:13
:
kiedyś nakręcałem się na jaglaną ale okazała sie podlejsza od jęczmiennej i dałem spokój
Metzli - 2012-03-27, 17:19
:
Jaglaną bardzo lubię, na pożywne śniadanko jak znalazł (o ile wstanę tak, żeby zdążyć ją ugotować).

ats napisał/a:
Niedawno kupiłam pierwszy raz w życiu orkiszową - zobaczymy, jak ugotujemy


Podziel się wrażeniami, bo takiej jeszcze nie próbowałam :)
ats - 2012-03-28, 09:59
:
podzielę się, oczywiście! ...może w ten weekend zaszaleję i roztrwonię znowu trochę czasu na eksperymenty kulinarne ;)
ats - 2012-03-31, 02:02
:
dziś jadłam okropne (w sensie - niesmaczne) rzeczy i jest mi z tym źle. są knajpy, które po prostu trzeba omijać... ;)
martva - 2012-04-09, 12:25
:
Z kasz lubię najbardziej pęczak. Drobniejsza jęczmienna tez jest OK (lubię ze smażoną cebulą i buraczkami ze słoika). Jaglaną kupiłam i miałam problemy z ugotowaniem jej odpowiednio, ale była w porządku. W ogóle lubię kasze.

Francja jest trochę straszna, wegetariańskie kostki bulionowe są połowę droższe od wołowych, w większości sałat są przynajmniej krewetki, zaproszona na świąteczne śniadanie pożarłam sałatkę ziemniaczaną, buraczki i bagietkę, a potem dopchałam ciastami. Zaproszenia do restauracji nie przyjełam, częściowo ze względów osobistych, częściowo z obawy że w karcie nie będzie zupełnie nic jadalnego ;) Mają za to soczewicę w puszkach i przeobłędne sery, więc mam co jeść w domu.
sanatok - 2012-04-09, 13:12
:
Świąteczne menu głównie z powodu lenistwa i Doctora Who opierało się przede wszystkim na
pierogach z kapustą i grzybami, kluskach śląskich, sałatce niby-greckiej i frytkach.

Za to pierwsze podejście to jakiegoś poważnego pieczenia ciasta można uznać za porażkę, bo nie było mleka sojowego :/
ats - 2012-04-09, 15:27
:
sanatok, podlecu, jednak jesteś chłopczykiem! ;)

dziś jadłam najlepszą zupę cebulową ever i na dodatek ugotowałą ją moja matka - po raz pierwszy w życiu! :mrgreen:
sanatok - 2012-04-24, 23:09
:
Robił ktoś kiedyś kwas chlebowy ?
Fidel-F2 - 2012-04-24, 23:25
:
moja babcia
MrSpellu - 2012-04-25, 08:31
:
Babcia mojej żony i chyba moja prababcia. I nie, to nie jest jedna osoba --_-
Fidel-F2 - 2012-04-25, 08:39
:
i martva
MrSpellu - 2012-04-25, 08:42
:
i Makłowicz, widziałem ten odcinek.
ats - 2012-05-02, 09:35
:
Byłam niedawno w małej knajpce, której właścicielka, a zarazem kelnerka, nigdy wcześniej nie miała kontaktu z weganką. Jedzenie było tak dobre, że warte wzmianki. Ponieważ w knajpce wszystko robiono od ręki, nie było problemu z niedodaniem bitej śmietany do sałatki owocowej, czy jajek do kotlecików ziemniaczano-pieczarkowych. Do barszczu czerwonego dostałam zamiast uszek z mięsem pierogi z kapustą i grzybami. Zjadłam pełny obiad, otoczona troską pani włascicielki i czułam się totalnie zadbana i zaopiekowana. Można? Można!
ats - 2012-05-28, 08:48
:
odkrycie weekendu - banany pieczone na grillu w skórce - najpierw po jednej stronie, potem bach na drugą, a ta pierwszą przecinasz nożem i rozszerzasz i ładujesz tam co chcesz - syrop klonowy, cukier waniliowy, nutellę.. mhm.. myślę, że maliny gotowane byłyby mrrr...

no - i ekstaza za ekstazą ;)
MrSpellu - 2012-05-28, 10:29
:
ats napisał/a:
odkrycie weekendu - banany pieczone na grillu w skórce - najpierw po jednej stronie, potem bach na drugą, a ta pierwszą przecinasz nożem i rozszerzasz i ładujesz tam co chcesz - syrop klonowy, cukier waniliowy, nutellę.. mhm.. myślę, że maliny gotowane byłyby mrrr...


Fuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuj //rzyg




Aż mnie zemdliło.
Stary Ork - 2012-05-28, 10:35
:
MrSpellu napisał/a:
ats napisał/a:
odkrycie weekendu - banany pieczone na grillu w skórce - najpierw po jednej stronie, potem bach na drugą, a ta pierwszą przecinasz nożem i rozszerzasz i ładujesz tam co chcesz - syrop klonowy, cukier waniliowy, nutellę.. mhm.. myślę, że maliny gotowane byłyby mrrr...


Fuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuj //rzyg




Aż mnie zemdliło.


Grilowana nutella, to byłoby coś //slina
sanatok - 2012-05-28, 10:41
:
Rozcinasz skórkę od banana, rozchylasz ją i umieszczasz po kanku czekolady, lub łyżce Nutelli. Załatwione.


ats - 2012-05-28, 13:41
:
nieeee... no z tą czekoladą - ekstaza! :D tylko, że ja wrzuciłabym gorzką... ale chyba też by się rozpuściła, ni nie?
z odrobinką syropu klonowego taż odjazd... i cynamon pasuje jak ulał ;)

bardzo mi smakowało!!
Stary Ork - 2012-05-28, 14:57
:
Ani czekolada gorzka sie w takich warunkach nie rozpusci, ani mleczna, ani nawet snieg //mysli
martva - 2012-05-28, 19:30
:
Fidel-F2 napisał/a:
i martva


martva robiła zakwas na chleb, a nie kwas chlebowy :P

ats napisał/a:
barszczu czerwonego

Nie na kosciach? Nigdy nie zamawiam zup w kanjpach.

ats napisał/a:
pierogi z kapustą i grzybami

Opcja ciasta bezjajecznego?

Kurczę, z jednej strony śmieszą mnie ludzie którym się wydaje ze trudno byc wegetarianinem, ale jak sobie pomyślę że mogłabym przejść na weganizm to zaczynam ich rozumieć ;)

Ostatnie tutejsze odkrycie: dżem figowo-jabłkowy z orzechami włoskimi. Jejku, jej, zajebiście dobry. Nie powiem żeby dla niego było warto przyjechać do Francji, ale zdecydowanie poprawia jakość życia ;) I jest świetny pod sery.
ats - 2012-05-28, 20:20
:
barszcz czerwony nie na kościach da się zrobić łatwo, a co do barowego - zawsze się upewniam, czy:
- nie na mięsie
- nie na drobiu ;)
- nie na smalcu
- nie na kościach

tak - ciasto bezjajeczne, z odrobiną oleju, znam wielu ludzi, którzy tak robią pierogi, nawet jeśli nie są weganami.
You Know My Name - 2012-05-28, 22:22
:
martva napisał/a:
I jest świetny pod sery.
raczej na sery, ale nie czepiajmy się języka. Fakt, im ser "bardziej wyrazisty" tym bardziej przetwory owocowe do niego pasują.
Luinloth - 2012-05-28, 22:43
:
ats napisał/a:
ciasto bezjajeczne, z odrobiną oleju, znam wielu ludzi, którzy tak robią pierogi, nawet jeśli nie są weganami.
U mnie się robi mąka + woda. Tylko nie zimna, a taka ciepława.
martva - 2012-05-29, 10:48
:
Ależ ja doskonale wiem że się da, tylko że nie wiem jak bardzo to jest powszechne w restauracjach etc. Tylko nie wiem czy bym umiała zaufać, zresztą tak btw masa ludzi się dziwi że nie jadam np rosołu jak w nim przecież nie ma mięsa ;)
ats - 2012-05-29, 17:44
:
Żvava - to jest standard... ;)
Dziś np. po ważnym spotkaniu komunikacji społęcznej na obszarze Natura 2000 był - jak to w takich okolicznościach - obiad, ja miałam zamówiony obiad bezmięsny... dostałam rybę ;)
... i jak zwykle w takich okolicznościach jadłam surówki i ziemniaki ;)

ja w knajpach zwykle się pytam o detale, no i - oczywiście - zamawiam rzeczy bezpieczne ;)
Luinloth - 2012-05-29, 20:36
:
martva napisał/a:
masa ludzi się dziwi że nie jadam np rosołu jak w nim przecież nie ma mięsa
ats napisał/a:
ja miałam zamówiony obiad bezmięsny... dostałam rybę
Ja mam wrażenie, że w naszym pięknym kraju słowo "bezmięsny" nadal nie oznacza "nie zawierający fragmentów ciała jakiegoś zwierza", tylko "postny". Czyli Rzeczy, Które Można Bezpiecznie Podać w Piątek. I wg takiego myślenia ryba to nie mięso, a rosół jest "bezpieczny" dopóki nic mięsnego w nim nie pływa. Nie zdziwcie się, jak dostaniecie kiedyś wątróbkę...
ats - 2012-05-30, 09:22
:
oczywiście ;)
powyżej opisuję jedną z takich przygód ;)
martva - 2012-05-30, 10:39
:
ats napisał/a:
dostałam rybę ;)


Jeeezuuuuu, jak mnie to denerwuje. I z drugiej strony sprawia przykrość, bo czasem ktoś się stara coś zrobić specjalnie dla mnie i to cos to jest łosoś, tuńczyk, śledzik etc.
Największym hardcorem było jednak tradycyjne polskie wesele. Dzięki wsparciu kolegów (ach, ta wymiana mięsa za surówki!) oraz kreatywności kulinarnej (przetworzenie ziemnego makaronu z pietruszką, takiego przygotowanego do zalania rosołem, oraz pomidorów z cebulką zdobiących stół na sałatkę, całkiem dobrą). Rozczuliła mnie z kolei znajoma która na swoim ślubie miała dwie opcje menu do wyboru - mięsne i wegetariańskie, wegetariańskie nie było wegańskie, ale zawsze. Sporo wszystkożerców wzięło wegetariańskie, co mnie zaskoczyło.
Stary Ork - 2012-05-30, 10:42
:
martva napisał/a:
Sporo wszystkożerców wzięło wegetariańskie, co mnie zaskoczyło.


Zależy, jakie było menu - jeśli w mięsnym był tradycyjny, staropolski, do rzygu nudny schabowy z kapustą, a w wegetariańskim jakieś fikuśne cudeńka, których w życiu nie widziałem na oczy... "Morda w kubeł i bierz moją kasę! //spell .
Luinloth - 2012-05-30, 11:36
:
martva napisał/a:
Sporo wszystkożerców wzięło wegetariańskie, co mnie zaskoczyło.
A mnie nie :) Kiedy pracowałam w Anglii przy obsłudze konferencji na stołówce, jedliśmy w przerwie na posiłek to, co było w menu, a oczywiście była opcja "normalna" i wegetariańska (czasem były dodatkowe typu bez glutenu, ale to były pojedyncze porcje dla osób zgłoszonych przy przyjeździe). Posiłek "normalny" to najczęściej był kawał dowolnego mięcha z jakimś sosem (chociaż przyznaję, że pierś z kaczki w jakimś owocowym sosie była całkiem niezła), więc na ogół wolałam sobie wziąć np. tartaletki, bo to ciekawsze, a ja kulinarne nowości lubię. Większość współpracowników myślała, że jestem wegetarianką i potem się dziwili, jak wsuwałam coś z mięsem w składzie.
Stary Ork - 2012-05-30, 11:47
:
O, to, to. Mnie w pracy mają za wegetarianina, bo na stołówce zwykle zamawiam dwie surówki i do tego wyciągam z plecaka dwie buły z czymś bezmięsnym. Ale to głównie zasługa tego, że żywienie się na naszej stołówce to zabawa w stylu "Jeśli dosypiesz dużo pieprzu, soli i będziesz miał sporo szczęscia, to będzie smakowało jak solony pieprz" //mysli . W pochodzenie mięsa wolę nie wnikać, ale niektóre kotlety sprawiają wrażenie tak świeżych, jakby jeszcze wczoraj szczekały //mysli . A z surówkami przynajmniej wie się, na czym się stoi. Zazwyczaj.
ats - 2012-05-30, 11:55
:
ja też często spotykam się z tym, że mięsożercy na różnych konferencjach, czy wyjazdach, wybierają wegetariańskie żarcie. Najczęściej właśnie jest ono fajniejsze, niż tradycyjna kuchnia polska, te makarony, pierogi, sałatki i warzywa na rożne :mrgreen: sposoby! Trudno się dziwić, że to wybierają. Czasem jest to krok w dobrą stronę, bo ludzie mówią, że nawet im się nie śniło, że wegetarianie jedzą na co dzień takie pyszności! ;)
Stary Ork - 2012-05-30, 12:03
:
ats napisał/a:
Najczęściej właśnie jest ono fajniejsze


Nie wiem, czy fajniejsze, ale zauwazyłem, że na zbiorowych wyżerkach mięso podaje się raczej bez fantazji, ot, tradycyjny schaboszczak, czasem schab ze śliwką, pieczona kura i tyle. Z resztą przy układaniu menu bierze się pod uwagę najniższy wspólny mianownik, czyli potrawy, które większość bez wysiłku będzie w stanie przełknąć. "A co, jeśli dziadek Zdzisiek i wujek Bronek obrażą się, jeśli nie będzie schabowego i rosołu?" Mam w rodzinie takie okazy, których reakcja na nasze z panią Staryorkową kuchenne szalenstwa jest boleśnie łatwa do przewidzenia - "Wolalbym schabowego". No to klepiemy te schabowe... --_-
ats - 2012-05-30, 12:05
:
Ha, ha - znam to z autopsji ;)
pamiętam, jak zrobiłam teściom spaghetti ;) ;) ;)
MrSpellu - 2012-05-30, 12:49
:
Stary Ork napisał/a:
Nie wiem, czy fajniejsze, ale zauwazyłem, że na zbiorowych wyżerkach mięso podaje się raczej bez fantazji, ot, tradycyjny schaboszczak, czasem schab ze śliwką, pieczona kura i tyle.


Jak robię grilla, to goście maja zakaz przynoszenia kiełbasy - zwłaszcza białej //spell
Ostatnio, gdy robiłem steak party, to mój kumpel się przyznał, że drugi raz w życiu je steka (za pierwszym razem jadł robionego z patelni) o_O Zdziwiony też był, że tyle czasu poświęcam na zrobienie marynaty. Cóż, zrobienie dobrej marynaty to sztuka.

Do grillowych spraw dobre są też proste sałatki, nienachalne w smaku. Sałata, pomidor, czarna oliwka, cebula i delikatny winegret z octem balsamicznym i starczy.

Na deser grzanki z masłem czosnkowym lub domowy graham z domowym smalczykiem i ogórkiem kiszonym na zagrychę.

Stary Ork napisał/a:
jeśli w mięsnym był tradycyjny, staropolski, do rzygu nudny schabowy z kapustą

PRL-owski chciałeś powiedzieć. Kuchnia staropolska to ryby i dziczyzna.

Stary Ork napisał/a:
"A co, jeśli dziadek Zdzisiek i wujek Bronek obrażą się, jeśli nie będzie schabowego i rosołu?"

Schabowy, rosół, flaki, bigos. U nas jeszcze rolada z modro kapusta i kluskami śląskimi ewentualnie zamiast schabowego karminadle z pieczarkami. No i żur.
Stary Ork - 2012-05-30, 12:52
:
MrSpellu napisał/a:
Stary Ork napisał/a:
jeśli w mięsnym był tradycyjny, staropolski, do rzygu nudny schabowy z kapustą


PRL-owski chciałeś powiedzieć. Kuchnia staropolska to ryby i dziczyzna.



Mam wszędzie wsadzać emotki, żeby ni ebyło nieporozumień, jak ASX? :-P
MrSpellu - 2012-05-30, 12:54
:
Orku - ja wiem, że Ty wiesz. Ale wiesz też, że ja prowadzę krucjatę --_-
ats - 2012-05-30, 12:59
:
poproszę o kilka słów o tej krucjacie! ;)
MrSpellu - 2012-05-30, 13:06
:
Polska "tradycyjna" kuchnia po 1945 roku, nie jest polską kuchnią. I tyle.
No i że wieprzowina była żarciem plebsu :P
ats - 2012-05-30, 13:29
:
tam od razu plebsu! ludzi, którzy nie mogli polować po prostu ;)

w czasach zamierzchłych wieprzowina nie była tym, czym jest teraz - świnki biegały luzem po lesie i wyglądały z grubsza jak dziki ;)
żywiły się żołędziami i innymi rzeczami, które udało się znaleźć. wieprzowina była wtedy chuda i dużo się od dziczyzny nie różniła.
MrSpellu - 2012-05-30, 13:45
:
Prawie robi różnicę.
makatka - 2012-05-30, 16:05
:
ats napisał/a:
Ha, ha - znam to z autopsji ;)
pamiętam, jak zrobiłam teściom spaghetti ;) ;) ;)


e.. moi jeszcze_nie_teściowie sami się o niektóre przepisy dopominają i radośnie wykorzystują u siebie (jak np szpinak z serem pleśniowym zaprawiony śmietaną)

a z dań wegetariańskich to poproszę golonkę ;)

insza inszość, że od kilku dni moje śniadania wyglądają:
pieczywek chrupki graham, na chrupkim pieczywku plasterek białego sera, na serze ze 2 plasterki ogórka, wierzchem ajwar i tak z pol ogórka skrojonego w plasterki, ładnei ułożonego na talerzu,oprószonego świeżo mieloym pieprzem i takoż doprawionego ajwarem.
martva - 2012-05-30, 21:39
:
Stary Ork napisał/a:
Zależy, jakie było menu - jeśli w mięsnym był tradycyjny, staropolski, do rzygu nudny schabowy z kapustą, a w wegetariańskim jakieś fikuśne cudeńka, których w życiu nie widziałem na oczy...


Nie nie, państwo młodzi sami lubią gotować i nie było nudno. Zupełnie nie pamiętam co było dla mięsożerców, na przystawkę dostałam pomidory z mozzarellą (tu pamiętam że kolega dostał jakąś wędlinę, ale z tych bardziej ąę, nie do rzygu nudną), zupa była taka sama w obu jadłospisach, czyli krem z brokułów z przyrumienionymi pestkami dyni, danie główne - naleśniki ze szpinakiem z sosem z sera pleśniowego.

Luinloth napisał/a:
Kiedy pracowałam w Anglii

No właśnie ;) W Anglii jest sporo wegetarian, wydaje mi się że wegetarianizm nie jest traktowany jak dziwactwo, w Polsce spotykam się na ogół z podejściem że wege jedzą tylko soje i sałatę i jeszcze nie używają przypraw (po pierwszej i ostatniej wizycie w krakowskiej knajpie Vega zrozumiałam skąd ten stereotyp), więc ta soja z sałatą są mdłe i bez smaku.
Luinloth - 2012-05-30, 22:55
:
martva napisał/a:
danie główne - naleśniki ze szpinakiem z sosem z sera pleśniowego
I dziwisz się, że ludzie wcinali? :mrgreen:
martva - 2012-05-30, 23:19
:
Wcinali nie mówiąc 'byłoby niezłe gdyby do tego dodać szynkę'! ;)
ats - 2012-05-31, 08:46
:
haha - standardowy dowcip nr 35, który należy powiedzieć w towarzystwie wegetarian, jedząc żarcie bezmięsne ;)
Stary Ork - 2012-05-31, 08:52
:
Powtarzany przez wegetarian, co widać na załączonym obrazku :P
ats - 2012-05-31, 11:30
:
ponieważ jest uroczo irrrytujący ;)
Fidel-F2 - 2012-05-31, 15:54
:
co jest dziwnego w tym, że wszystkożercy wcinają bezmięsne?
ats - 2012-05-31, 16:46
:
nie to dziwne, że jedzą, ale to, że jedzą, ale się podśmiewają, jakby mówili: jemy, jemy, ale nie traktujemy poważnie, bo niby smaczne, ale to nie jest prawdziwe jedzenie <rechocik>


Dziś kupiłam po raz pierwszy w tym roku truskawki... i co teraz?!
Fidel-F2 - 2012-05-31, 16:50
:
ats napisał/a:
nie to dziwne, że jedzą, ale to, że jedzą, ale się podśmiewają, jakby mówili: jemy, jemy, ale nie traktujemy poważnie, bo niby smaczne, ale to nie jest prawdziwe jedzenie <rechocik>
syndrom getta przez Ciebie przemawia
ats napisał/a:
ziś kupiłam po raz pierwszy w tym roku truskawki... i co teraz?!
posyp skwarkami
Tomasz - 2012-05-31, 16:57
:
ats napisał/a:

Dziś kupiłam po raz pierwszy w tym roku truskawki... i co teraz?!

Hmmm..... może zjedz? Albo nie zjedz. Jak wolisz.
I w tym wypadku z szynką lepsze nie będą.
MrSpellu - 2012-05-31, 17:11
:
Truskawki z mięsem... przyznam, że jest to wyzwanie //mysli

Sam uwielbiam naleśniki ze szpinakiem (z lazurem) zapiekane w beszamelu.
Wszystkożercy, jak nazwa wskazuje, zjedzą niemal wszystko (o ile smaczne, niekoniecznie zdrowe) --_-
makatka - 2012-05-31, 18:39
:
no co ty.. a nie słyszałeś o kuraku w towarzystwie truskawek?
weeeird //mysli

z dziwniejszych dziwnosci ja ostatnio robilam poledwiczki z mandarynkami(z puszki) i koperkiem... oraz w toarzystwie sosu z sera pleśniowego... absolutny rozpływ kulinarny :)
a ad polędwiczek to podejrzewam, że skoro mandarynka się sprawdza to takoż i truskawka ;)
martva - 2012-05-31, 18:53
:
Jadłam parę razy truskawki z pieprzem i octem balsamicznym. Całkiem fajne były.

Ja natomiast zrobiłam pierwsze w życiu podejście do naleśników z białym serem, na słodko. Byłoby bardziej udane, gdyby nie to że ser 0% miał konsystencję gęstego jogurtu i bardzo się rozpływał ;)
makatka - 2012-05-31, 19:06
:
a taki zwykły, chudy nei wystarczy? musi być 0% ?
ats - 2012-05-31, 19:10
:
truskawki skonsumowane z makaronem w kształcie gwiazdek ;)
martva - 2012-05-31, 19:17
:
makatka, ja białego sera brzydziłam się z zasady, przez całe życie (chyba że w serniku albo drożdżówkach), nie znam się. Do tego jestem we Francji, gdzie jest od groma ciekawszych serów niż białe i jeśli o mnie chodzi wolałabym inne. A znaleźć coś w rodzaju twarogu nie znając języka, ekhm, no słabo ;) moja ciotka która sobie tych naleśników zażyczyła mówi że nie ma pojęcia jaki to ma być ser i czy w ogóle można tu taki dostać. Łapsnęłam ten, bo jako jedyny miał mniej niż kilogramowe opakowanie i był na pewno na pewno białym serem a nie czyms potencjalnie innym ;) Zostało mi jeszcze 2/3 i nie mam pojęcia co z nim zrobić, ile takie coś może stać w lodówce otwarte, ktoś wie?
makatka - 2012-05-31, 19:27
:
nie denerwuj mnie może co? bo ja za wszelkiego typu pleśniaki i inne dojrzewające (w dodatku w towarzystwie wina) byłabym gotowa zabić...

e.. to od dupy strony podeszłas :) cza było albo zwykły, biały ser zmiksować ze śmietaną czy innym jogurtem i miałabyś taki twaróg jaki byś chciała.

podejrzewam, że nie dłużej niż tydzień...
martva - 2012-05-31, 19:34
:
Nie mam zielonego pojęcia co to jest zwykły biały ser, jak to się tutaj nazywa i czy w ogóle jest. Serio, nie wiem ;) Dla ułatwienia: nie mam miksera XD

W ogóle nie wiem jak można chcieć białego sera jak się ma wieeelkie półki różnych kozich, albo wynalazków typu gouda z kuminem (mruczę na sam widok). Ale ciocia marzyła, to zrobiłam w końcu, mówi że dobre było i też uważam że dobre, tylko tak jednak wypływa ;)
makatka - 2012-05-31, 19:42
:
idź i wyjdź.. ja ostatnio dostałam ślinotoku na widok sera z borówkami... ino cena powyżej 100zł/kg nieco ostudziła zapędy i chęci...
martva - 2012-05-31, 19:54
:
Ciocia kupiła taki z orzechami, i zastanawiam się czy ma coś wspólnego z jednym z lepszych francuskich serów jakie jadłam (w Polsce zresztą) czy nie ;)
Pożarłam jednego naleśnika z takim kremowym zielonym/niebieskim serem (takie gotowe smarowidło, cos jak serek homo z czegoś w stylu Lazura ze śmietaną czy innym zmiękczaczem) i dżemem figowym i oooooch. Twaróg, pfff.
makatka - 2012-05-31, 20:10
:
no normalnie zaraz będę mordować.. nie dość, że mam sesję i jestem z założenia (i charakteru) skłonna do irytacji to mi jeszcze o przysmakach opowiadają gdzie a) albo jest to u nas niedostępne albo upiornie drogie i b) kurna na diecie jestem i wpierdzielam brokułki, kalafiorki, jogurciki 0%, czasem ewentualnie w towarzystwie chudej ryby
WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR!!!!!
martva - 2012-05-31, 21:36
:
martva napisał/a:
zastanawiam się czy ma coś wspólnego z jednym z lepszych francuskich serów jakie jadłam


Buuu, przyjrzałam mu się i to nie ten, tylko jakiś fromaż tartinkowy, nieciekawy.

makatka napisał/a:
kurna na diecie jestem i wpierdzielam brokułki, kalafiorki, jogurciki 0%

Brokułki i kalafiorki są dobre, też mi się zdarza wpierdzielać, w towarzystwie jogurtu domowego, więc nie wiem ile ma %.
Tęsknię jednak za piekielnie ostrym curry i włoską potrawą na p, której nazwy nie wymienię żeby mnie nikt na diecie nie zamordował :P
ats - 2012-05-31, 22:41
:
ja tez tęsknię za potrawą na p, jednakoż skoro od miesiąca z hakiem nie jem chleba, to zjedzenie potrawy na p, nawet w wersji wegańskiej, byłoby daleko posuniętą niekonsekwencją ;)
makatka - 2012-05-31, 22:42
:
ha! przynajmniej nie jestem osamotniona w cierpianiach :mrgreen:
Fidel-F2 - 2012-05-31, 23:42
:
ats napisał/a:
jednakoż skoro od miesiąca z hakiem nie jem chleba
to jakaś odmiana wegeczegośtam? albo religia? alboco?
Stary Ork - 2012-06-01, 00:10
:
makatka napisał/a:
jogurciki 0%



Ostatnio na półce w lokalnym tesku dojrzałem jogurt 0% o mocy circa about dwóch schabowych, więc trzeba czytac etykietki. Bo cóż, że 0% tluszczu, skoro pół kilo cukru i w sumie 400 kalorii //mysli
You Know My Name - 2012-06-01, 08:28
:
Do truskawek wspaniale pasuje mocno wypieczony schab (może być pieczony z cebulą, ale nie nalezy z czosnkiem przesadzać). No, ale dla wegetarian //mysli chyba pikantna gorgonzola i ocet balsamiczny, z octem wszystko jest lepsze, nawet lody waniliowe.
martva - 2012-06-01, 08:32
:
You Know My Name napisał/a:
i ocet balsamiczny


I pieprz (przyprawa, nie tryb rozkazujący :P )!
You Know My Name - 2012-06-01, 08:42
:
Tak jak mawiał mój były szef: sól do smaku, pieprz do woli!
ats - 2012-06-01, 12:08
:
Ja się nie męczę, nie jestem stworzona do masochizmu ;) Po prostu nie jem chleba i słodyczy. Nie jem dlatego, że swój limit słodyczy wyjadłam już jakieś 10 lat temu i to, co zjadłam od tego czasu, to już było na kredyt, który obecnie spłacam ;) ;)
A chleb źle mi robi na przemianę ;)

Głodować nie głoduję - zaczyna się cudowny czas truskawkowo-arbuzowo-świdośliwowo-ogólnoowocowy - i to będzie bardzo smaczny czas! :mrgreen: :mrgreen:
martva - 2012-07-04, 09:32
:
Jejku, wróciłam do kraju, porzuciłam fhancuskie sery i dżem figowo-jabłkowo-orzechowy (będę tęsknić), ale tutaj są ogórki małosolne <3
Luinloth - 2012-07-04, 09:43
:
O tak, ogórki. :mrgreen:
Na ostatniej rodzinnej imprezie, na której były ogórki, chyba byłam ich głównym pochłaniaczem.
Procella - 2012-07-04, 13:42
:
Fuj, nie cierpię małosolnych. Ogórki uznaję albo surowe, albo porządnie ukiszone.
martva - 2012-07-04, 17:15
:
Porządnie ukiszone też lubię. Siostra mi przyniosła kilka swoich kiszonych z dodatkiem ostrej papryczki, naprawdę pikantne, są mega.
You Know My Name - 2012-07-04, 23:14
:
I w tym momencie musimy zadać sobie zasadnicze pytanie: jeżeli małosolne to jedno, dwu czy trzydniowe? Pytanie ważne tak, że jedyna kwestia, która może w przybliżeniu oddać zasadniczość tego zagadnienia to spór o naturę Trójcy Świętej. Dla laika nie ma znaczenia, ale teologowie, bądź w tym przypadku apostołowie małosolnych gotowi walkę o jedyną prawdę wieść wiele nocy i przy wielu flaszkach.
Asuryan - 2012-07-05, 00:19
:
A później należy sobie zadać jeszcze równie zasadnicze i trudne pytanie: jeżeli kiszone to w słoju, w kamionce czy w beczce? :mrgreen:
MrSpellu - 2012-07-05, 09:54
:
You Know My Name napisał/a:
I w tym momencie musimy zadać sobie zasadnicze pytanie: jeżeli małosolne to jedno, dwu czy trzydniowe? Pytanie ważne tak, że jedyna kwestia, która może w przybliżeniu oddać zasadniczość tego zagadnienia to spór o naturę Trójcy Świętej. Dla laika nie ma znaczenia, ale teologowie, bądź w tym przypadku apostołowie małosolnych gotowi walkę o jedyną prawdę wieść wiele nocy i przy wielu flaszkach.

Allahakbarjihad! Trzy dni --_-

Asuryan napisał/a:
A później należy sobie zadać jeszcze równie zasadnicze i trudne pytanie: jeżeli kiszone to w słoju, w kamionce czy w beczce?

hmm... chyba kamionka, chociaż miałbym gdzie upchnąć beczkę, to jednak kamionka jest bardziej klimatyczna i smakuje z niej lepiej... chyba. Ale z drugiej strony... gdyby dorwać drewnianą beczułkę... antałek taki... //mysli

Bo to, że dobry chleb razowy, domowy smalczyk i zimna wódka (Magu! Raczyłem się ostatnio Żytnią... byłem w szoku, niesamowita poprawa jakości) jako kompozycja ogórkowa na Tłusty Czwartek, to ja chyba nie muszę pisać? --_-
You Know My Name - 2012-07-05, 12:47
:
MrSpellu napisał/a:
Bo to, że dobry chleb razowy, domowy smalczyk i zimna wódka (Magu! Raczyłem się ostatnio Żytnią... byłem w szoku, niesamowita poprawa jakości) jako kompozycja ogórkowa na Tłusty Czwartek, to ja chyba nie muszę pisać?
Oglądałem jakiś czas temy na Planete francuski dokument o historii alkoholizmu w Rosji (od czasów radzieckich) i występował tam jakiś szef dużego koncernu będący oczywiście niezłym olejem i opowiadał on, że jeśli wóda to tylko w temperaturze pokojowej, bo wtedy czujesz kopa każdego kielonka //spell

Co do ogórców to wojna między nami, bo o ile dwudniowe jeszcze zniosę to trójki już nie. Jednodniowe ze słoja z dębowymi i wiśniowymi liśćmi......

A kiszone to ze starej beczki, najlepiej, żeby stała obok kamionki z peklowanym boczkiem, żeby nie trza było daleko chodzić.
martva - 2012-07-05, 12:57
:
U mnie się jakoś wolniej kiszą, bo jednodniowe są zupełnie 'surowe' i nie mają w ogóle zmienionego smaku.

Kupiłam arbuza i trzeba by popełnić sałatkę z arbuza z fetą, prawie rok nie jadłam XD
You Know My Name - 2012-07-05, 14:14
:
Jeżeli poobcina się końcówki z obu stron i zaleje wrzątkiem to pp jednym dniu są mrrruu
ats - 2012-07-22, 11:25
:
z przykrością stwierdzam, że to koniec końca czereśni... :-( ... no, ale co podjadłam, to moje!
Pocieszam się myślą, że wciąż ze mną bób, fasolka szparagowa, pomidory... śliwek różnistych coraz więcej (czyli moc! ;) )!
Wczoraj zrobiłam dżemik renklodowy z dużymi kawałkami jabłek - żeby chrupało w naleśnikach i na plackach!
Mam też już dżemiki wiśniowo-morelowe, morelowo-porzeczkowe, wiśniowo-malinowe i wiśniowo-malinowo-morelowe ;) . Niedługo zasadzam się na śliwkowe dżemiki, śliwkowe powidła i jabłka na szarlotki i do placków. W tym roku muszę zrobić dużo jabłek!!
martva - 2012-07-22, 11:58
:
Czereśni w tym roku nie przyswoiłam ani jednej. Za to jadłam wczoraj strasznie fajną zupę z soczewicy. Z czarnuszką i w ogóle.
ats - 2012-07-22, 12:16
:
Ach, współczuję...! Oczywiście - nie zupy soczewicowej! ;)
Ja od wczoraj napycham się gotowaną kukurydzą ;)
A bób już dochodzi ;)
martva - 2012-07-22, 12:17
:
Przegapiłam sezon na moje ogrodowe, innych nie tykam, bo są niewegetariańskie ;)
ats - 2012-07-22, 14:41
:
hihihi - niewegetariańskie! :mrgreen:
martva - 2012-08-06, 15:39
:
Z kulinarnych nowości - wegańskie lody (niezłe, niezłe) i niewegańskie muffiny, nowy rodzaj, marchewkowo-serowopleśniowe. Mrrr.
ihan - 2012-08-09, 21:13
:
Chętnie przygarnę i zaopiekuję się przepisem bezmięsnym na coś z cukinią (a nawet z dużą ilością cukinii), prostym, nie wymagającym straty dużej ilości czasu i jednogarnkowym. Pomysły w rodzaju: utrzemy, podsmażymy na patelni siedemdziesiąt składników (każdy osobno) a potem to wszystko wrzucamy do piekarnika odpadają. Przepis w rodzaju: i dodajemy śmietanę/zasmażkę odpadają.
martva - 2012-08-15, 12:01
:
Hmmm.
Pociąć w plastry, przyprawić, opanierować/zanurzyć w cieście, usmażyć.

Utrzeć, dodać mąkę, jajko, przyprawy, smażyć placuszki. Może być cukinia pół na pół z ziemniakami. Można też dodać natkę pietruszki i mieć bardzo zielone placki.

Podsmażyć cebulę, czosnek, paprykę, cukinię, bakłażana, pomidory, dolać szklankę białego wina i ewentualnie stopniowo wody, dusić mieszając od czasu do czasu - zajmuje trochę czasu ale da sie czytać w trakcie i jak zrobisz duży gar to można zamrozić na zapas ;)

Przekroić na pół, wydrążyć, napełnić ryżem/kaszą z dodatkami (grzyby, strączkowce, tekturowy granulat sojowy jak się lubi), dusić bądź zapiekać.

Podsmażyć z czosnkiem, zalać rozbełtanymi jajkami z przyprawami, usmażyć z obu stron.

Podsmażyć (z czosnkiem i cebulą, jak dla mnie), przyprawić, wymieszać z ugotowanym makaronem.

http://puszka.pl/przepis/...em_czosnku.html - przykładowa zupa krem, bez śmietany i zasmażki.

Przepisu na ciasto czekoladowe nie linkuję ;)

Kojarzę jeszcze cytrynową zupę szczęścia wg Nigelli, z żółtą cukinią i ryżem, ale pamiętam że zaczęła mi smakować dopiero po dodaniu czosnku i curry ;) Kojarzę też jakiś taki śmieszny chyba bułgarski placek z cukinią i fetą, ale pamiętam że nie byłam nim zachwycona. Ale miałam coś nie tak z foremką.

Cukinia jest praktyczna, bo sama w sobie ma mało smaku i można z nią robić różne rzeczy, ale wymaga - jak dla mnie - sporo przypraw. Chociaz zdarza mi się raz na rok kupić większego kabaczka, obrać, wywalić nasiona, pokroić w kostkę, ugotować w osolonej wodzie i pożreć z bułeczką na maśle.
martva - 2012-08-15, 20:36
:
A moja siostra mówi że robi cukiniową tartę. Na spodzie z gotowego francuskiego ciasta rozkłada podsmażoną cukinię, na niej podsmażoną cebulę, sól, pieprz, i zalewa to jajkami (3) wybełtanymi ze śmietaną (duży kubek)* i zapieka.

*ja się ogólnie brzydzę śmietaną, ale we Francji zdarzyło mi się kupować quiche jak znalazłam jadalnego i tam była śmietana i nie bolała. Myślę że można by to startym serem jeszcze posypać.
Fidel-F2 - 2012-08-15, 21:07
:
Nie wiem jak można jeść panierowaną i podsmażoną cukinię. Przecież to obrzydliwe. Ja robię sos do makaronu z cebulą i biały serem ale przepis podawałem już chyba ze 27 razy.
martva - 2012-08-15, 22:39
:
Fidel-F2 napisał/a:
Nie wiem jak można jeść panierowaną i podsmażoną cukinię.


Ustami.
martva - 2012-08-18, 17:26
:
Wczoraj zrobiłam mega fajne placki. Dwie małe starte cukinie, parę gałązek pietruszki, dwa jajka, trochę ugotowanych ziemniaków (tak ze cztery spore połówki), garść orzechów włoskich, półtora garści żółtego sera pokrojonego w drobną kostkę, dwa jajka, mąka dla uzyskania odpowiedniej konsystencji, sól, pieprz czosnkowy. Smażone na ciemnozłoto. Bardzo mru, nawet mama chwaliła, a miała lekkiego focha że robię placuszki zamiast panierować plasterki ;)
ihan - 2012-08-19, 22:29
:
I słusznie, że przepisu na ciasto czekoladowe nie podałaś 8)

ja napisał/a:
Pomysły w rodzaju: utrzemy, podsmażymy na patelni siedemdziesiąt składników (każdy osobno) a potem to wszystko wrzucamy do piekarnika odpadają. Przepis w rodzaju: i dodajemy śmietanę/zasmażkę odpadają.

Stąd: placuszki (trzemy) odpadają, tarta (podsmażamy, potem do piekarnika) odpada.

Choć fakt, placuszki są dobre, smażone w cieście płaty cukinii też (ale kaloryczne).

Jeśli fidelowy sos do makaronu wymaga osobnego przygotowania cebuli, też odpada, sorki.

Duszoną, oszukiwaną, że jest podsmażana (bo nie dajemy tłuszczu, tylko podlewamy wodą, ale na patelni) cukinię z czymś (papryka, pomidor, fasolka szparagowa, bazylia, szałwia i mięta) robię często. Cukinię podsmażaną do makaronu też wykonywałam.
Z tym bułgarskim plackiem, chyba nie powinno tam być fety, Bułgarzy jakieś białe sery jadają namiętnie, ale nie ma to smaku i konsystencji fety, z tego co z wakacji spędzanych w dzieciństwie pamiętam.

Zastanawiałam się ostatnio czy do zapiekanek piekarnikowych, tart quiche'ów jest jakaś alternatywa do tych jajek z mlekiem/śmietaną, bo niemożliwe żeby ludzkość nic innego nie wymyśliła.
martva - 2012-08-20, 08:53
:
Nienawidzę serdecznie ucierania rzeczy na tarce i zawsze przepuszczam przez maszynkę do ścierania. Ale we Francji ucierałam dzielnie marchewkę i jabłka co drugi dzień, i sama się ostatnio zdziwiłam bo nie chciało mi się skręcać robota, tylko utarłam łapą. Dwie małe cukinie, szybko poszło.
http://puszka.pl/ puszkę znamy? Ma kilka opcji wyszukiwania, da się zażądać żeby było bez śmietany. Tarty bezśmietanowe też jakieś są, szukałam po nazwie skombinowane z ovo-wege ;)
Metzli - 2012-08-23, 23:26
:
Jakieś 2-3 miesiące temu otwarła się we Wrocławiu bardzo fajna wegańska knajpka, którą odkryłam dopiero dzisiaj. Machina Organika . Z serwowanym tam jedzeniem zetknęłam się już raz przy okazji jednego warsztatu jogi, ale wtedy działali tylko jako firma cateringowa. Teraz mają już lokal w centrum miasta, co niezwykle mnie cieszy, bo jedzenie tam jest przepyszne :) Trzeba dodać, że to kuchnia witariańska - czyli potraw nie podgrzewa się powyżej temperatury 42 st. Warzywa, owoce, ziarna, nasiona i olej tłoczone na zimno. Wszystko świeże, z tego powodu w menu dania głównego są maksymalnie dwie potrawy.

Do tego różnego rodzaju koktalje ze świeżutkich owoców, miksowane na miejscu. Pychotka, dzisiaj wzięłam sobie orzeźwiający - arbuz z malinami.

Czuję, że będę tam częstym gościem :)
dworkin - 2012-08-24, 08:36
:
O... A zastanawiałem się właśnie, gdzie dzisiaj zabrać dziewczynę :P
dworkin - 2012-09-01, 10:57
:
Trochę opustoszałe to miejsce. Byłem tam dwukrotnie (zawsze w piątek) i za każdym razem w lekkiej pustce (za pierwszym - byliśmy sami, za drugim z kilkoma innymi klientami). Zdało mi się też, że przychodzi tam trochę zamkniętę, znające się już środowisko. Wegetariańskie podziemie. No i sam interes jest chyba rodzinny, bo kelnerki wołają do szefa kuchni - tato. A to co dotąd zjadłem, oceniam na 4+ (najmocniej przypadł mi właśnie szejk z bananami), ale mojej towarzyszce smakowało bardziej. Ogólnie miejsce jest dość wyjątkowe, nie ma takiego drugiego we Wrocławiu, liczy więc pewnie na zgarnięcie pełnego pakietu sałatojadów. No i ma bardzo poważne podejście do gotowania. Jeszcze się pewnie wybiore, licząc, że trafie na coś, co mnie w końcu rozwali.
Jander - 2012-09-01, 11:03
:
dworkin napisał/a:
Wegetariańskie podziemie.

Właśnie sobie wyobraziłem wegetariańską mafię, sprzedającą dzieciakom mix warzyw w proszku do wciągania.
Metzli - 2012-09-01, 13:40
:
Wegetariańskie podziemie :lol: Jak byłam tam pierwszy raz to rozbawił mnie jeden człowiek, który w kółko narzekał, że Machina nie serwuje mięsa. To po co wybierać się do typowo wegetariańskiej? Wybór takich gdzie można uświadczyć mięso na talerzu jest dosyć szeroki.

A sama knajpka to faktycznie trochę rodzinny interes, rozkręcony przy pomocy rodziny i przyjaciół właścicielki. Że ci dworkinie nie smakowało, no cóż... To już bardzo subiektywna kwestia, jak domniemywam jedzenie tam podawane jest zupełnie inne od tego co jesz na co dzień ;) Mi bardzo odpowiada lokalizacja, bo jest zaraz obok mojej szkoły jogi. W tamtym tygodniu wpadłam tam sobie po zajęciach na obiad. W domu nie zjem takich pyszności (do tego tak artystycznie podanych!), jedną sprawą jest brak czasu, a drugą odpowiedniego sprzętu, choćby dehydratora.

A co knajpek wegetariańskich we Wrocławiu parę się ich znajdzie oprócz Machiny, jest Wega w samym Rynku, Greenhouse na Piłsudskiego czy otwarty też nie tak dawno Złe mięso na Wita Stwosza.
martva - 2012-09-01, 16:18
:
Metzli napisał/a:
Jak byłam tam pierwszy raz to rozbawił mnie jeden człowiek, który w kółko narzekał, że Machina nie serwuje mięsa. To po co wybierać się do typowo wegetariańskiej?


To akurat typowe zachowanie, czytam felietony krakowskiego recenzenta kulinarnego w GW i przy okazjach zahaczania o wegetariańskie restauracje też czasem marudzi, ale to chyba tak z przymrużeniem oka. Narzeka też że jedzenie jest bezpłciowe, w sensie nieprzyprawione, i jak sobie przypomnę jedną jedyną wizytę w Vedze dawno temu to wcale mnie to nie dziwi ;)

Metzli napisał/a:
Że ci dworkinie nie smakowało, no cóż...


A to 4+ było w skali 1-10 czy 1-5? ;)



Muffinki marchewkowo-seropleśniowe dzisiaj zrobiłam, a w kolejce czeka bakłażan (tanie były, to kupiłam, teraz trzeba z nich zrobić coś fajnego). Wczoraj była kukurydza (pięć minut w lekko posłodzonym wrzątku, potem masło, sól, pieprz; roar!). W ogóle lubię późne lato, jest mnóstwo fajnych rzeczy w bardzo przyjaznych cenach, tylko czasem jak robię zakupy to zapominam że trzeba to jakoś zawlec do domu ;)
Metzli - 2012-09-01, 16:47
:
martva napisał/a:
To akurat typowe zachowanie


Taa... tak jak gadanie, że potrawa x byłaby nawet dobra, gdyby tylko dodać do niej jakieś mięcho ;)

martva napisał/a:
Narzeka też że jedzenie jest bezpłciowe, w sensie nieprzyprawione, i jak sobie przypomnę jedną jedyną wizytę w Vedze dawno temu to wcale mnie to nie dziwi ;)


Byłam niedawno w Vedze i jak dla mnie jedzenie było w porządku. Ale ja też chyba mniej przyprawiam niż normalnie jest przewidziane, moja mama w każdym razie zawsze narzeka, że potrawa jest za mało słona.

Dostaliśmy parę dni temu od znajomego cukinie, więc dzisiaj na obiad było leczo. Oczywiście jak zwykle dwa rodzaje - jedno bezmięsne dla mnie, drugie dla reszty domowników. Bakłażany miałam w tamtym tygodniu - utarłam na maszynce i zrobiłam placuszki.
dworkin - 2012-09-02, 09:21
:
martva napisał/a:
Metzli napisał/a:
Że ci dworkinie nie smakowało, no cóż...

A to 4+ było w skali 1-10 czy 1-5? ;)

1-6 właśnie. Więc niech Metzli się trochę opanuje //pacnij

Raczej nie mam problemów z bezmięsną dietą, w każdym miesiącu zdarza mi się kilka takich dni. Kiedyś nawet ustanowiłem sobie tydzień wege, ale wtedy było już ciężko. Pełen wegetarianizm jest chyba poza moim zasięgiem.

Metzli napisał/a:
A co knajpek wegetariańskich we Wrocławiu parę się ich znajdzie oprócz Machiny, jest Wega w samym Rynku, Greenhouse na Piłsudskiego czy otwarty też nie tak dawno Złe mięso na Wita Stwosza.

Ok, nie wiedziałem. Ja tam wciąż nie znam Wrocławia :P Ale Greenhouse to fast, żadna restauracja, więc się nie liczy. A Machina to chyba jedyna wegańska jadłodajnia (bistro?), gdzie dodatkowo potrawy są przygotowywane z taką pieczołowitością i świeżością.
Jander - 2012-09-02, 14:40
:
dworkin napisał/a:
Kiedyś nawet ustanowiłem sobie tydzień wege, ale wtedy było już ciężko.

Ja odwrotnie - jak było u mnie ciężko (z kasą) to miałem przymusowy tydzień wege. Ryż z chińskimi warzywami z Biedry i można było przeżyć dzień za 2zł.
Teraz za to mam przykaz niejedzenia produktów mącznych - kluski mogę odstawić, gorzej z makaronem i chlebem.
Fidel-F2 - 2012-09-02, 15:21
:
Jander napisał/a:
Teraz za to mam przykaz niejedzenia produktów mącznych
skąd on?
Jander - 2012-09-02, 15:47
:
Ze względów zdrowotnych.
Fidel-F2 - 2012-09-02, 15:50
:
A w jaki sposób produkty mączne szkodzą zdrowiu człowieka? (Jeśli to nie nazbyt wścibskie pytanie)
Jander - 2012-09-02, 15:59
:
Nie wiem w jaki sposób szkodzą, ale wg. lekarza mogą pomóc na problemy trawienne, a w dalszej części na problemy z twarzą, a konkretnie na trądzik.
Poza tym jeszcze dostałem parę zaleceń do diety do których się stosuję naturalnie - minimum cukru i zero jogurtów.
Fidel-F2 - 2012-09-02, 16:05
:
to ciekawe, pierwsze słyszę o tego typu właściwościach mąki, alkohol, przyprawy, czekolada, słyszałem ale mąką :?: ciekawe
Metzli - 2012-09-02, 21:20
:
dworkin napisał/a:
Więc niech Metzli się trochę opanuje


Oj... bo ja jestem tą knajpką zachwycona i chciałabym widzieć opinie o niej w samych tylko superlatywach :mrgreen:

dworkin napisał/a:
A Machina to chyba jedyna wegańska jadłodajnia (bistro?), gdzie dodatkowo potrawy są przygotowywane z taką pieczołowitością i świeżością.


Tutaj zgoda. Zresztą szalenie mi się to podoba takie gotowanie z ideą. Jest jakaś gwarancja, że to produkty będą za każdym razem będą tak wysokiej jakości. A tak offtopując troszkę, to do fajnych miejsc zalicza się też Czajownia, gdzie podają przede wszystkim herbatę. Zaraz obok na Białoskórniczej, polecam, parę razy przesiedziałam tam prawie całą niedzielę.

Jander napisał/a:
Ryż z chińskimi warzywami z Biedry i można było przeżyć dzień za 2zł.


Na takiej diecie nie pociągnęłabym za długo... ;)
Luinloth - 2012-09-04, 18:29
:
Metzli napisał/a:
Bakłażany miałam w tamtym tygodniu - utarłam na maszynce i zrobiłam placuszki.
Ojej, placuszki z bakłażanów. Metzli, zarzucisz przepisem? Proszę proszę ;)
martva - 2012-09-04, 20:48
:
Też jestem ciekawa. Z moich zrobiłam gruzłowatą masę w kolorze wywaru ze ścierki, ale obłędną smakowo ;) Mam jeszcze kilka cukinii które chyba splacuszkuję. Lubię placuszki wszelkie :-)
Procella - 2012-09-05, 12:16
:
Placuszki są dobre. Najbardziej lubię z brokułów.
ats - 2012-09-06, 15:21
:
Dawno mnie nie było i jak tak czytam, to czuje wyraźnie, że jestem przed obiadem ;)

Wrocław musi być cudownym miejscem, chciałabym go wreszcie poznać i tam podjeść ;)
Niestety - to kuszące ze wszech miar miasto znam głównie zza okna samochodu, o za strata! A przecież bywało się w okolicach nader często! Przejeżdżało ze sto razy!

Tymczasem polecam sałatkę z melona, brzoskwini, winogron bezpestkowych, jabłek i bananów z sosem malinowo-waniliowym (waniliowość i sosowość zapewniał deserek sojowy alpro) i szczyptą cynamonu. Ekstaza. Ekstaza przeżyta przypadkiem, bo to wielka improwizacja była ;)
martva - 2012-09-06, 15:38
:
Placuszki z cukinii i ziemniaków (gotowanych), tym razem z fetą. Feta podstępnie dostała mi się pod paznokiec przy przewracaniu placuszków, a była w stanie wrzącym. Napisałabym że jej nie lubię, ale w sumie z fetą były lepsze niż bez.
Metzli - 2012-09-06, 22:41
:
Luinloth napisał/a:
Metzli, zarzucisz przepisem? Proszę proszę ;)


Nie różni się od tego jaki podawała martva z cukinią. Starłam bakłażan maszynką (bo ręcznie na tarce byłoby za ciężko), jajko, przyprawy, bułka tarta - i są placuszki. Proste i szybkie danie.

ats napisał/a:
Wrocław musi być cudownym miejscem, chciałabym go wreszcie poznać i tam podjeść ;)


Zapraszam :)
ats - 2012-09-07, 09:13
:
Metzli, serdecznie dziękuję - chciałabym dożyć czasu, gdy będę mogła skorzystać z Twojego zaproszenia! ;)
Luinloth - 2012-09-07, 14:45
:
Metzli napisał/a:
Luinloth napisał/a:
Metzli, zarzucisz przepisem? Proszę proszę


Nie różni się od tego jaki podawała martva z cukinią. Starłam bakłażan maszynką (bo ręcznie na tarce byłoby za ciężko), jajko, przyprawy, bułka tarta - i są placuszki. Proste i szybkie danie.
Yay, znów coś fajnego z bakłażana! I nie ma z tym dużo roboty! Dzięki :mrgreen:
Metzli - 2012-09-07, 17:23
:
Tylko zarówno z cukinią, jak i bakłażanem po przyprawieniu dobrze trochę odczekać, żeby puściły trochę wody. I można działać :)
Fidel-F2 - 2012-09-07, 17:51
:
Metzli napisał/a:
Tylko zarówno z cukinią, jak i bakłażanem po przyprawieniu dobrze trochę odczekać, żeby puściły trochę wody.
w celu?
Metzli - 2012-09-07, 18:23
:
Żeby placuszki nie były takie wodniste i lepiej się trzymały.
Luinloth - 2012-09-07, 18:36
:
A ja właśnie wcinam tartę z cukinią, bakłażanem i papryką. Tylko że na cieście kruchym razowym, bo zwykłe jest już dla mnie zbyt mainstreamowe ;)
martva - 2012-09-08, 11:01
:
Ja startą cukinię odstawiam na chwilę _przed_ przyprawieniem i też się puszcza ;)

Dzisiaj impreza, więc posiedzę w kuchni. Planuję wstępnie muffiny cebulowo-ziołowe, oscypkowo-żurawinowe i jabłkowe z cynamonem dla słodkolubnych.
Procella - 2012-09-08, 13:45
:
Daj przepisy na muffiny! Ja za to mogę rzucić przepisem na ananasowe z płatkami owsianymi.
Metzli - 2012-09-09, 10:29
:
martva napisał/a:
Ja startą cukinię odstawiam na chwilę _przed_ przyprawieniem i też się puszcza ;)


Fakt, nie ma aż takiego znaczenia przed czy po przyprawieniu, ważne żeby puściła trochę wody :)

Dawajcie te przepisy na muffiny :))
martva - 2012-09-09, 10:45
:
http://www.wojtowicz.s-f....rsja-podstawowa

To jest wersja podstawowa. Daję ciut więcej mąki (300g), i koniecznie należy pamiętać żeby do wersji słonej dodać sól (za pierwszym razem nie pomyślałam), tak koło łyżeczki. No a dodatki według gustu, niemal zawsze daję jakiś ser plus co mi w ręce wpadnie. We wczorajszych były:
-cynamon, pokrojone jabłka, orzechy włoskie
-oscypek, suszona żurawina, orzechy włoskie
-zrumieniona cebulka, zioła prowansalskie, pieprz czosnkowy, chilli

I te cebulowe były jednymi z lepszych jakie jadłam. Mimo że bez sera (siostra przyszła, a ona nie jada).
Procella - 2012-09-09, 14:45
:
A, na tej bazie.

Ale i tak macie ananasowo-owsiane:


Suche:
1,5 szklanki mąki
2/3 szklanki cukru
1/2 szklanki płatków owsianych
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
cukier waniliowy

Mokre:
duże jajko
1/2 szklanki maślanki
1/3 szklanki soku ananasowego (zalewy z puszki)
1/2 szklanki oleju

125 g ananasa z puszki pokrojonego w drobną kostkę
brązowy cukier

Suche do suchych, mokre do mokrych, łączymy dodając ananasa (nie mieszać za długo), po nałożeniu do foremek posypujemy po wierzchu brązowym cukrem. 190 stopni do skutku.

Najlepsze jeszcze ciepłe, popijane lodowatym mlekiem.
ats - 2012-09-11, 08:32
:
a ja wczoraj spaghetti (pierdzielę, nie chudnę!) z omastą z oliwy, kurek, pomidorów suszonych, z kilkoma kaparami i czarnymi oliwkami - no i czosnku ile wlezie, plus kilka kropli sosu chilli - ooodlot!! :mrgreen:
sanatok - 2012-09-11, 10:36
:
Wczoraj: frytki selerowe bez tłuszczu (no dobra, dwie łyżki oliwy z oliwek) w curry, do tego smażona cukinia i kotlety z grochu.

Jak ktoś jeszcze nie jadł smażonego selera, to niech czym prędzej próbuje, naprawdę smak jest super.

Frytki robiłem tak:
obieramy kroimy i tniemy seler
wrzucamy do gara
dodajemy dwie łyżki oleju, oliwy czy czego tam chcemy
posypujemy curry i giełdamy, aby wszyskie fryty były umorusane
wsadzamy do piekarnika (papier i blacha) 200*C na około pół godziny.

Dziś "afrykańska" (?) zupa ziemniaczana.
martva - 2012-09-11, 12:08
:
Daj znać jak wyszło - jestem bardzo ciekawa po przeczytaniu komentarzy do przepisu.
MrSpellu - 2012-09-11, 12:22
:
sanatok napisał/a:
Jak ktoś jeszcze nie jadł smażonego selera, to niech czym prędzej próbuje, naprawdę smak jest super.

Gorszego paskudztwa w życiu nie jadłem.
Żona raz zrobiła smażone talarki, nigdy więcej.
martva - 2012-09-11, 12:39
:
Ja raz jadłam, chyba panierowanego, i był całkiem w porządku, a nie jestem entuzjastką selera, delikatnie mówiąc :)
Fidel-F2 - 2012-09-11, 13:35
:
sałatka ziemniaczno-selerowa mniam, gotowany seler - 60%, gotowane ziemniaki - 20%, reszta papryka i kukurydza, zamieszane majonezem z dużą ilością tymianku, jedna z lepszych rzeczy które w życiu jadłem
MrSpellu - 2012-09-11, 13:43
:
Gotowany seler jest ok. Smażony/pieczony mi nie podchodzi.
ats - 2012-09-11, 14:02
:
A ja wolę smażony, niż gotowany - i chyba się skuszę jakoś na dniach ... ;)
Ale pomysł na sałatkę Fidela - też brzmi nieźle!
Ale dziś duszone warzywa z pieczarkami - i czosnkiem! I ziemniaczki sobie militarnie ugotuję... ;)
Luinloth - 2012-09-11, 15:25
:
Zrobiłam te placki, zastąpiłam zwykłą mąkę razową i dorzuciłam trochę startego sera. :) Do tego brokuły z makaronem sojowym i jest obiad.
Metzli - 2012-09-11, 16:59
:
ats napisał/a:
A ja wolę smażony, niż gotowany - i chyba się skuszę jakoś na dniach ... ;)


Ja się chyba skuszę dzisiaj i zrobię frytki. Chociaż dzisiaj planowałam kotleciki z selera, ale to może następnym razem :)
sanatok - 2012-09-12, 11:55
:
martva napisał/a:
Daj znać jak wyszło - jestem bardzo ciekawa po przeczytaniu komentarzy do przepisu.


Zupka spoko, bardzo dobra. Jakby ktoś robił to niech nie szczędzi skórki od cytryny i dużych ilości natki z pietruszki, bez niej jest gorzej. Ogólnie smak paprykowo-cytrusowy (robiłem z ostrą papryką, ze słodką mogło by być trochę mdłe?) przyjemny, zupa wchodzi do menu :)

Dziś: zupa krem z dyni, jako iż na porannym spacerze z psem natknęliśmy się na stragan pani z dyniami, która uśmiechała się do nas zachęcająco. Przy czym zachłannie wybraliśmy dużą dynię mając w planie dynię duszoną z grzybami.
ats - 2012-09-13, 11:23
:
a ja wczoraj dusiłam warzywa wszelakie i zjadłam z ziemniaczkami.
Dziś u nas na rynku (dzień targowy) nabyłam drogą kupna wspaniałego kalafiora (3 zł), cudownego brokuła (1,5 zł), 2 kg fasolki szparagowej (2,50 zł/kg), paprykę czerwoną i pomarańczową (2 zł), a także krąselki, kosztele, bonkrety Williamsa (wszystko po 2 złocisze), no i na deser nektarynki i winogrono (po 5 zł z kg)
wyżerka na całego! Ach... i kiszone ogóreczki...
Metzli - 2012-09-16, 00:21
:
Dzisiaj na obiad były pieczone ziemniaczki w mundurkach z listkami laurowymi, zalane bulionem warzywnym. Pyszne. I w miarę szybkie danie, nie ma przy nim dużo roboty.

A teraz popijam sobie wodę imbirową z miodem. Zapomniałam o tym cudownym napoju, błąd. Trzeba na nowo się z nim zaprzyjaźnić :)
Fidel-F2 - 2012-09-16, 06:34
:
Metzli napisał/a:
Dzisiaj na obiad były pieczone ziemniaczki w mundurkach z listkami laurowymi, zalane bulionem warzywnym. Pyszne. I w miarę szybkie danie, nie ma przy nim dużo roboty.
:mrgreen:
MrSpellu - 2012-09-16, 08:11
:
A ten bulion miał atest? :mrgreen:
Metzli - 2012-09-16, 12:28
:
Oczywiście, mój własny.
sanatok - 2012-09-17, 14:00
:
Tam, tam.
Dziś na szybko sos biały, warzywno-cytrusowy:

por na patelnie i smażymy
mąka na pora, robimy zasmażkę
do zasmażki jakieś pół kubka wody z bulionu (gotowanego w drugim garnku)
mieszamy, mieszamy
+ musztarda ostra
+ pieprz czarny
+ pieprz cytrynowy
+ gałka muszkatołowa
+ imbir
+ czosnek
+ łyżka soku z limonki
i na koniec ugotowane, pokrojone drobno warzywa - seler, marchewka, fasolka szparagowa
Fidel-F2 - 2012-09-17, 14:23
:
a dodajesz tam coś poza przyprawami?
sanatok - 2012-09-17, 14:27
:
Fidel-F2 napisał/a:
a dodajesz tam coś poza przyprawami?


sanatok napisał/a:
seler, marchewka, fasolka szparagowa


sanatok napisał/a:
por na patelnie


Do tego makaron z białą fasolą.
Fidel-F2 - 2012-09-17, 14:31
:
aaa jest makaron z fasolą, to wszystko zmienia
ats - 2012-09-20, 10:37
:
po odwiedzeniu lokalnego rynku - w bagażniku renklody, kalafior, brokuł, cebula i winogrono. jest dobrze!
martva - 2012-09-20, 12:18
:
Winogrono? Tylko jedno? ;)

Zupa krem z cukinii, ziemniaków i czosnku (z wczoraj), nie wiem co zrobimy dzisiaj. Na pewno czekają mnie dwie porcje muffinów, marchewkowe i czekoladowe. Az mnie mdli na samą myśl ;) Wolałabym pikantne.
ats - 2012-09-20, 12:31
:
winogrono ogólnie, a konkretnie dwa duże winne grona ;)
martva - 2012-09-26, 16:05
:
Kupiłam dynię. Z połowy zrobiłam placuszki, a z drugiej połowy zupę. I ta zupa mi wybitnie nie wyszła. Dzisiaj się na nią obraziłam, ale jutro spróbuję ją uratować smażoną cebulką.
Luinloth - 2012-09-26, 20:29
:
Hm, nie wiem co dokładnie Ci nie wyszło, więc będę strzelać na oślep, ale może uratowałoby ją więcej przypraw? Gałka muszkatołowa i jakieś inne korzenne? Albo trochę soku z cytryny?
martva - 2012-09-26, 20:51
:
Przyprawy nie, równowaga kwasowa też mi chodziła po głowie ale śliwkowo-winny ocet nie pomógł. Chyba to jest kwestia dyni, trafiła się jakaś taka wyjątkowo jasna i jakby wodnista, nie wiem czy dziwna odmiana czy niedojrzała - placki wyszły ok, chociaż też mało dyniowe, zupa natomiast smakuje, hmmm, jak gęsta woda z ostrym curry.
sanatok - 2012-09-26, 21:15
:
Może czosnek? Jak robiłaś bulion na zupę ? Z kostki, czy z warzyw (smażone wcześniej) ?
martva - 2012-09-26, 21:33
:
Dałam czosnek i sos sojowy (zamiast bulionu z kostki). No ale to nie pierwszy raz, a wcześniej wychodziło z taką kombinacją. Jutro dodam smażoną cebulkę, jako że prawie wszystko jest lepsze ze smażoną cebulką. I następnym razem będę kupować dynię w kawałkach żeby widzieć co biorę.

Ostatecznie mogę tam wrzucić puszkę soczewicy i zmiksować jeszcze raz, ale to pójście na łatwiznę 8)
ats - 2012-10-02, 08:46
:
i co z tą zupą....? ciekawa jestem, jak pomogła jej cebulka ;)
A co najprostszego można zrobić z dynią...? gdyby człowiek chciał ją upiec z piekarniku to w jakich kawałkach...? i z czym na dodatek?
MrSpellu - 2012-10-02, 09:54
:
Ja ostatnio jadłem zupę z dyni z płatkami migdałów. Nie powiem, by trafiła do mojego prywatnego top 5 zup, ale dało się zjeść.
martva - 2012-10-02, 12:07
:
Dodałam cebulkę i seler, było ciut lepiej ale i tak niezbyt.

A dynię cię piecze w kawałkach posmarowanych oliwą. Teoretycznie im mniejsze kawałki, tym się szybciej pieką, ale gdzieś widziałam przepis na dynię pieczoną w całości. Po posmarowaniu oliwą się oprósza solą i przyprawami (czosnek!).
Zresztą tu masz przykładowy przepis:
http://puszka.pl/przepis/...ta_z_dyni_.html
Od razu jest obrana i nie trzeba sobie potem paluchów brudzić ;)
ats - 2012-10-02, 22:18
:
dziękju!
martva - 2012-10-09, 17:55
:
W sobotę przetrwałam wiejskie wesele. Ciężko było. I żałowałam że nie było tradycyjnego zimnego makaronu z pietruszką do zalewania rosołem.
sanatok - 2012-10-09, 18:28
:
Surówka do schabowego była? :)
martva - 2012-10-10, 10:26
:
Schabowego też nie było, dali coś innego, musiałam wymienić talerze z siostrą bo ona dostała ziemniaki mniej obryzgane sosem ;)
Zamiast rosołu ze zjadliwym pietruszkowym makaronem była natomiast mdła zupa śmietanowa (w teorii chyba pieczarkowa) z mdłym groszkiem ptysiowym, zjadłam trochę i było mi niedobrze dłuższą chwilę. Potem już lajcik, ziemniaki, ryż, inne ziemniaki, mikroskopijne porcyjki surówek i wino. A potem więcej wina 8)
MrSpellu - 2012-10-10, 10:34
:
Wiejskie wesele bez schabowego? o_O Trafiłaś chyba do innego wymiaru o_O
martva - 2012-10-10, 10:46
:
Też byłam zdziwiona. Ale muzyką nadrobili :roll:

A, były jeszcze ciasta, ale spróbowałam i smakowały wyłacznie tłuszczem i cukrem. Szalenie się cieszę że ziemniaki przyjęły się w Europie, chociaz pewnie gdyby nie było ziemniaków, mogłabym przetrwać na kaszy i pasternaku :P
martva - 2012-10-11, 17:24
:
Przyniosłam dzisiaj z 5 kilo warzyw. Z tego 3kg to była dynia, jedna mała w całości i jeden kawałek. Do tego trochę pomidorów, papryki, cebuli, sałata i rzodkiewka, i banany (mama konstruuje dojrzewalnię dla pomidorków koktajlowych).
Chciałam jeszcze pora, buraki, zieloną pietruszkę i gruszki, ale już mi do toreb nie wlazły :(
Luinloth - 2012-10-11, 18:17
:
Ja dziś zrobiłam tartę z dynią właśnie i serem. Nawet niezła wyszła, chociaż zapomniałam dokupić razowej mąki i zrobiłam ciasto z połowy razowej i połowy białej.
Stary Ork - 2012-10-11, 20:27
:
martva napisał/a:
Przyprawy nie, równowaga kwasowa też mi chodziła po głowie ale śliwkowo-winny ocet nie pomógł. Chyba to jest kwestia dyni, trafiła się jakaś taka wyjątkowo jasna i jakby wodnista, nie wiem czy dziwna odmiana czy niedojrzała - placki wyszły ok, chociaż też mało dyniowe, zupa natomiast smakuje, hmmm, jak gęsta woda z ostrym curry.


Łączę się w bólu, moje curry z dyni wyszło jak wyżej, fakt faktem dynia była duża i włóknista, ale dość jasna, zaczęła się rozpadać w garnku po jakichś dwóch godzinach gotowania, co potraktowałem jako osobistą obrazę i objaw karygodnej krnąbrności. Może jak się przemrozi (bo curry z dyni genialnie się nadaje do mrożenia, nagotowałem gar wielkości Radźastanu, będzie na zaś), to zyska, ale na razie dupy nie urywa. W mieszkaniu śmierdzi jak na pobojowisku pod Plassey, ale przynajmniej przeszedł mi katar. Waaaaaaaaaaaaaaaaaaagh //orc
Fidel-F2 - 2012-10-11, 20:34
:
:badgrin: :badgrin: :badgrin:
Luinloth - 2012-10-11, 22:15
:
Stary Ork napisał/a:
zaczęła się rozpadać w garnku po jakichś dwóch godzinach gotowania, co potraktowałem jako osobistą obrazę i objaw karygodnej krnąbrności.
No to rzeczywiście jakaś badziewna dynia się trafiła (może po prostu odmiana taka jakaś?), bo ja dziś dynię gotowałam na parze przez najwyżej 20 minut i była miękka, choć nie rozpadała się. Część pokroiłam w kosteczkę i ta kosteczka trzymała, chociaż była mięciutka, ale można ją było też spokojnie i bez wysiłku rozciapać widelcem, co też uczyniłam z większością.
martva - 2012-10-15, 12:23
:
Sobota: muffinki z kukurydzą, smażoną cebulką, czerwoną papryką, serem żółtym zwykłym i wędzonym, oraz, wiadomo, ziołami i przyprawami.
Niedziela: placki z tartej cukinii, gotowanych ziemniaków, natki pietruszki oraz sera fetopodobnego (miały być jeszcze orzechy ale zapomniałam)
Poniedziałek: póki co tylko chleb pszenno-żytni na zakwasie, z ziemniakami, orzechami i słonecznikiem (wymieszany, rośnie), myślę nad zupą z dyni.
martva - 2012-10-15, 20:01
:
Ej, zrobiłam zupę z dyni, z przysmażoną cebulą, i porem, i marchewką, i przyprawami, wiadomo, ale musiałam dodać mnóstwa glutaminianu sodu w różnych postaciach żeby zrobiła się jadalna. Znaczy nie była aż tak bez smaku jak poprzednia, ale zastanawiam się czy zaryzykować kolejną w takim układzie.
Z kukurydzą oraz nasionkową słonecznikowo-dyniową prażoną posypką dała się zjeść, ale to zdecydowanie nie była zupa którą mogłabym uważać za dobrą.

Na drugie zjedliśmy między innymi placki z wczoraj i mój bardzo mięsożerny ojciec się zachwycał. To mnie trochę podbudowało.
ats - 2012-10-16, 10:40
:
A ja niedawno jadłam pyszną wegańską zupę pomidorową na mleku kokosowym, z prażonym słonecznikiem, tartym imbirem i kolendrą. Pycha!

Ostatnio smażę kiełki roślin strączkowych z solą i czosnkiem - odlot!
martva - 2012-10-16, 11:05
:
Widziałam ostatnio przepis na krem z pieczonych buraków i mleka kokosowego. Nie powiem, zaintrygowało mnie. Niestety przerobiłam mleko kokosowe na lody malinowe, ale chyba kupię puszkę na próbę ;)
Procella - 2012-10-17, 10:49
:
Ja zupę robię z dyni piżmowej i podprawiam na koniec serkiem topionym, wychodzi pyszna.

Ostatnio odkryłam też racuchy z dyni - na 400 g startej na tarce daje się szklankę jogurtu, dwie szklanki mąki, łyżeczkę proszku do pieczenia i dwa jajka. Po usmażeniu (na sporej ilości oleju) i osączeniu na papierowym ręczniku podaje się je z jakiś słodkim dodatkiem (cukier puder z cynamonem, dżem, miód).
martva - 2012-10-17, 12:50
:
Serek topiony wywołuje we mnie niestety odczucia niemal tak silne jak margaryna ;) Ale chyba ostatnio trafiam na dynie pozbawione smaku (smak dyni jest nieco mdły, ale jednak jest).

Racuszki na słodko nie są w moich klimatach, lubię ostre placuszki (dużo czosnku, curry i chilli).

I mam teraz jedną niedużą dynię wyglądającą na Hokkaido i nie wiem co z nią będzie.
martva - 2012-10-24, 16:36
:
Upiekłam dynię która myślałam że jest dynia makaronową, ale chyba nie miałam racji, oraz przy okazji drugą (Hokkaido). Myślę że mogłabym jutro zrobić tartę z dynią i serem pleśniowym, jeszcze się nie zastanawiałam nad szczegółami technicznymi, ale to mogłoby być dobre.
Luinloth - 2012-10-24, 17:12
:
Polecam :)
martva - 2012-10-24, 17:44
:
Szkoda że nie wpadło mi do głowy dzień wcześniej, akurat jutro rano mama leci do Anglii i zostaniemy do tej tarty z ojcem, a nie wiem czy mu będzie pasowało takie coś. Najwyżej będę ją jadła dwa dni :P
sanatok - 2012-10-25, 15:45
:
Dziś zupa groszkowa z miętą i mlekiem kokosowym. O ile zawsze bałem się łączyć strączkowe z miętą (choć wielu poleca tą kombinacje) to tym razem wyszło dobrze, choć do moich ulubionych zup nie trafi.
Może było trzeba ją bardziej kremową zrobić //mysli
martva - 2012-10-25, 18:01
:
Brzmi... zielono ;)

Tarta dyniowo-spleśniała całkiem całkiem wyszła.
martva - 2012-10-29, 13:07
:
^
I na zimno smakuje jeszcze lepiej niż na ciepło.

Dzisiaj uznałam że pogoda do zupy. Zupa będzie pomidorowa z warzywami i makaronem.
martva - 2012-11-05, 14:07
:
Planowałam coś z ryżem, cebulą i orzechami, wyszło coś z ryżem, cebulą i dynią. Risottem tego nie nazwę, bo niekanoniczne i z bulionem z kostki, ale jest magadobre. Dodałabym groszku, ale tata nie lubi ;)
MrSpellu - 2012-11-06, 13:33
:
A ja mam ogromną ochotę na kiszoną kapustę //slina
You Know My Name - 2012-11-08, 23:56
:
Tiaaa, a pojutrze będę śnił o litrze sosu z kapusty...
ats - 2012-11-27, 11:42
:
a ja zajadam się ostatnio włoskim chlebkiem o nazwie focaccia (...?)
no, megapyszne, zwłaszcza z oliwą, oliwkami i suszonymi pomidorami w oliwie ;)
You Know My Name - 2012-11-27, 12:32
:
focaccia to chyba placek, taki jak do pizzy tlko z oliwą i ziołami zamiast całej sterty dodatków. Robimy z żoną czasem. Pychotkowo wychodzi.
ats - 2012-11-28, 08:45
:
tak, tak - dokładnie to - odlot!
sanatok - 2012-11-28, 08:59
:
Wczoraj zaliczona pierwsza próba "marchwi po koreańsku" (ostra marchew w zalewie z czosnku i wasabi) o ile współobiadaczce "trochę" (!) smakowało, to ja odradzam, ostrzegam i grzmię nie róbcie tego, nie próbujcie - jest wstrętne.
martva - 2012-11-28, 11:27
:
Mam dynię do upieknięcia, zdążyłam o niej zapomnieć. Dynia jest jasna, owalna i wygląda na potencjalnie makaronową. Dalekim tokiem skojarzeń przypomniało mi się nibyrisotto z dynią Hokkaido i zaśliniłam się.
ats - 2012-11-28, 12:56
:
Próbuję jeść 5 malych posiłków w ciągu dnia, pięć porcji warzyw i trzy porcje owoców. Kurrrtka, jakie to jest trudne!!!! Tego się nie da zrobić! 8) Trzeba jeść co trzy godziny, czasu mi nie starcza! No, ale jest to jakieś kulinarne wyzwanie! ;)
MrSpellu - 2012-11-28, 14:26
:
Znam ten ból. Choćbym chciał się stosować, to tryb życia mi na to nie zezwala.
martva - 2012-11-28, 15:33
:
Nie byłam w stanie. Pięć małych posiłków powodowało że byłam ciągle głodna i właściwie ciągle jadłam.
Potem znalazłam w necie dietę dr Pape i ona mi się podoba. Tylko że jako wegetarianka bez specjalnych skłonności do nabiału mam problem ze zjedzeniem odpowiedniej ilości białka (przy odpowiednio niskiej ilości węglowodanów) na kolację, więc trochę grzeszę. Ale przynajmniej podżeranie między posiłkami się skończyło.
ats - 2012-11-29, 09:23
:
no cóż - mnie ta próba pokazała, że jadłam wcześniej o wiele za dużo i za źle, co za wstyd! najadam się pięcioma małymi posiłkami w sam raz, na dodatek jak się je 5 posiłków, to nie ma juz kiedy podjadac między posiłkami! :mrgreen:
niestety - takie jedzenie jest strasznie trudne, jak ma się robotę ;) bo przegapienie jakiegokolwiek posiłku skutkuje silnym głodem. chyba będe sobie budzik na co trzy godziny nastawiać [panie rektorze, pani kwestor, przepraszam za konsumpcje w trakcie posiedzenia, jednakoz musze spozyć, gdyz spadł mi poziom cukru i czas na podkurek ;) ;) ]
ale widzę, że mi to słuzy, więc kontynuuję. gorzej ze zmieszczeniem tych pięciu porcji warzyw i trzech porcji owoców. to tez mi pokazuje, jak źle się odżywiałam i zresztą nadal odżywiam - nie wyrabiam się, zwlaszcza z warzywami ;)
MrSpellu - 2012-11-29, 09:39
:
ats napisał/a:
niestety - takie jedzenie jest strasznie trudne, jak ma się robotę

Hmm... dieta dla bezrobotnych //mysli

ats napisał/a:
bo przegapienie jakiegokolwiek posiłku skutkuje silnym głodem. chyba będe sobie budzik na co trzy godziny nastawiać [panie rektorze, pani kwestor, przepraszam za konsumpcje w trakcie posiedzenia, jednakoz musze spozyć, gdyz spadł mi poziom cukru i czas na podkurek

No, już to widzę "wybaczcie, że przerywam wykład, ale muszę wszamać mój trzeci posiłek" --_-

ats napisał/a:
ale widzę, że mi to słuzy, więc kontynuuję. gorzej ze zmieszczeniem tych pięciu porcji warzyw i trzech porcji owoców. to tez mi pokazuje, jak źle się odżywiałam i zresztą nadal odżywiam - nie wyrabiam się, zwlaszcza z warzywami

Sokowirówka na wolnych obrotach i dasz radę. Nikt nie powiedział, że musisz to gryźć. Swoją drogą z żoną nabyliśmy sokowirówkę i raczymy się marchewkowym. Od razu mi lepiej.
ats - 2012-11-30, 19:39
:
dziś znowu tylko cztery posiłki... no, nie dało się! ;) może jutro będzie lepiej...? W każdym razie pomysł z sokami nie jest zły. Kubek dobrego przecierowego syci jak jeden z pięciu posiłków ;) ;) - i ma się z głowy dwa wyzwania! ;)
sanatok - 2012-12-05, 13:10
:
Wczoraj umundurowane ziemniaki z grilowaną dynią na ostro + ogórki w curry. Dziś końcówka dyni stała się początkiem zapiekanki makaronowo-dyniowo-marchewkowej w sosie beszamelowym :-)
ats - 2012-12-09, 14:12
:
brzmi nieźle! :)
martva - 2012-12-09, 14:16
:
Wczoraj muffiny marchewkowe z serem lazur, obłęd w czystej formie (zrobiłam też takie z czekoladą białą i gorzką, migdałami i skórką pomarańczową, ale bez sera i słodkie, więc mniej interesujące).

Czaiłam się na dynię, żeby powtórzyć tartę dyniowo-lazurową, ale nigdzie nie mogłam znaleźć Hokkaido, wszędzie są takie duże, głównie w kawałkach. Foch.
ats - 2012-12-14, 00:07
:
Odkrycie stulecia - w pewnych okolicznościach kubek soku marchewkowego spokojnie może zastąpić posiłek. Hmmm... ;)
You Know My Name - 2012-12-14, 00:59
:
jeżeli o pojemności przynajmniej pół lytra a sok zrobisz własno-sokowirówkowo-ręcznie, to jestem w stanie się zgodzić.
ats - 2012-12-14, 10:01
:
nieeee - mowa o kubku 300 ml ;) - i daje radę ;)
martva - 2012-12-14, 10:36
:
Jeśli przez posiłek rozumiemy drugie śniadanie/podwieczorek, to może.

Ja się ostatecznie przerzuciłam na trzy posiłki, i staram się nie pić soków pomiędzy. Natomiast zostałam zapytana przez kolegę co właściwie jedzą wegetarianie i dostałam głupawki XD
Stary Ork - 2012-12-14, 10:55
:
ats napisał/a:
Odkrycie stulecia - w pewnych okolicznościach kubek soku marchewkowego spokojnie może zastąpić posiłek. Hmmm... ;)


W pewnych okolicznościach cyrkonia może zastąpić brylant, denaturat - starkę, a kolega spod celi żonę . Ale lepiej tych okoliczności po prostu unikać //mysli
ats - 2012-12-14, 11:54
:
Stary Orku, darzę Cię wielką estyma - nie od dziś - jednakoż musisz mi zaufać: są okoliczności, kiedy pewnych okoliczności po prostu nie da się uniknąć :mrgreen:
Metzli - 2012-12-14, 18:40
:
Kubeczek 300ml jako normalny posiłek? Padłabym z głodu. Szczególnie o tej mroźnej porze, kiedy "wciągam" o wiele więcej niż zwykle. Taki sok co najwyżej można potraktować jako przerywnik między kolejnymi posiłkami :))
Sabetha - 2012-12-14, 19:39
:
Takim kubkiem soku można co najwyżej popić średnią pizzę i kawał szarlotki XD
ats - 2012-12-14, 22:42
:
noooo - teraz musi mi zastąpić jeden posiłek dziennie przynajmniej ;) - inaczej nijak nie wyrabiam się z pięcioma posiłkami ;)
ats - 2012-12-15, 13:27
:
a dziś na śniadanko - dwie kanapeczki z avocado, czarnymi oliwkami, czosnkiem i solą - miły początek dnia... :)
martva - 2013-01-08, 12:29
:
Curry. Cebula, por, marchef, pietruszka, seler, ciecierzyca z puszki, resztka sosu pomidorowego z poprzedniego dnia (przyprawiony po włosku, ale curry zagłuszyło). Dobre, pierwszego dnia dało się zjeść z ryżem i jogurtem, drugiego nabrało mocy i wymagało otwarcia puszki brzoskwiń ;) Katar minął bez śladu.
ats - 2013-01-08, 12:55
:
cudeńko! :)
martva - 2013-01-08, 15:21
:
I mam straszną ochotę na pieczone falafele albo jakiś twór pizzopodobny. To dlatego, że mam zepsuty piekarnik.
ats - 2013-01-09, 14:18
:
Żvava - czy mogłabyś mi kiedyś coś ugotować?? :-> :->
MrSpellu - 2013-01-09, 14:19
:
martva napisał/a:
To dlatego, że mam zepsuty piekarnik.

Znam ten ból. Żyłem bez piekarnika przez pół roku. A pierwsze co zrobiłem w nowym, to moje ukochane zapiekane ziemniaczki //slina
martva - 2013-01-09, 15:14
:
ats, może kiedyś ;)

MrSpellu, on nie jest zepsuty na śmierć. Mama upiekła w nim kejka, a ja muffiny z oliwkami i serem, ale trzeba przystawiać drzwiczki krzesłem :evil: Jakiś zawias w drzwiczkach nie do końca wie co ze sobą zrobić i o to jest cała awantura.

Dzisiaj krem z pyrów i porów, posypany prażonymi pestkami słonecznika, i placuszki ryżowe.
Luinloth - 2013-01-09, 21:44
:
Nie wiecie może, czy da się gdzieś dostać pełnoziarnistą lasagne (w sensie makaron do niej)? Mam rozpakowany przypadkiem szpinak, ogromną ochotę na lasagnę z nim i szlaban na białą mąkę.
martva - 2013-01-09, 22:12
:
Spojrzałabym do sklepów ze zdrową żywnością, tam mają rzeczy dziwne (byłam raz w zeszłym roku i nie rozpoznałam połowy nazw produktów), albo oszukała i zrobiła pełnoziarniste naleśniki (da się zrobić pełnoziarniste naleśniki, prawda?)
Luinloth - 2013-01-09, 22:29
:
Liczyłam na to, że Lubella albo inny producent makaronu wypuścił takie coś i pójdę na gotowe :mrgreen:
martva - 2013-01-09, 22:37
:
Gugiel mówi że wypuścili, ale z orkiszu.
MrSpellu - 2013-01-09, 22:39
:
Moja żona gdzieś takie widziała, chyba w Tesco, ale nie pamięta.
Szybkie przejrzenie googla:

ciach
Fidel-F2 - 2013-01-09, 22:45
:
Luinloth napisał/a:
szlaban na białą mąkę
:?:
Luinloth - 2013-01-09, 23:05
:
@ Martva, Spellu: orkiszowa chyba może być. Nie mam po drodze do Tesco niestety, ale może wyślę kogoś z domowników na dział eco w sklepie obok albo w Realu.

@ Fidel: mam zaordynowaną dietę bez produktów mlecznych (oprócz serów) i z ostrym ograniczeniem białej mąki i cukru. To tak w największym uproszczeniu. Pytałam o ciemną mąkę, może być, toteż z upodobaniem czynię wszystko co się da z pełnego ziarna :mrgreen:
martva - 2013-01-18, 14:26
:
Wczoraj: makaron z oliwą, czosnkiem, ostrymi papryczkami i ciecierzycą. Doooobre, tłuste i czosnkowe. Mru.
Jaskier - 2013-01-18, 14:34
:
martva napisał/a:
Wczoraj: makaron z oliwą, czosnkiem, ostrymi papryczkami i ciecierzycą. Doooobre, tłuste i czosnkowe.


Nie ogarniam :shock: Przecież takie połączenie po procesie przeżuwania, miałoby konsystencję plasteliny :P
Stary Ork - 2013-01-18, 14:37
:
Jaskier napisał/a:
Przecież takie połączenie po procesie przeżuwania, miałoby konsystencję plasteliny


To sporo ułatwia, jeśli musieliśmy akurat oddać zęby na przegląd do protetyka //mysli
martva - 2013-01-18, 14:40
:
Jaskier napisał/a:
Nie ogarniam :shock:


Nie ogarniam czego konkretnie nie ogarniasz :shock:

Jaskier napisał/a:
Przecież takie połączenie po procesie przeżuwania, miałoby konsystencję plasteliny :P


Hmmm... nie? Ale w sumie mogę się mylić, bardzo dawno nie jadłam plasteliny.
Jaskier - 2013-01-18, 14:58
:
Halo, ta plastelina wcale nie była złośliwa. :->

A mnie chodziło o to, że połączenie fasoli jako takiego białkowego zapychacza, wraz z makaronem, który też zapychaczem jest, może stworzyć coś na wzór owej ''plasteliny''.

Czasem bywa tak, że jedzenie pisząc kolokwialnie, rośnie nam w gębie. Chociaż moje zdziwienie pewno wynika stąd, że opacznie wyobraziłem sobie proporcje.
martva - 2013-01-18, 15:05
:
ciecierzyca z puszki ma zupełnie inną konsystencję niż fasola, jest twardsza. I nie, zdecydowanie nie miałam jakichś dziwnych schizów z rośnięciem czegokolwiek gdziekolwiek ;)
Jaskier - 2013-01-18, 15:19
:
martva napisał/a:
ciecierzyca z puszki ma zupełnie inną konsystencję niż fasola


Wiem doskonale jak taka ciecierzyca wygląda, smakuje i jaką ma konsystencję.
Dosyć często gotuje z niej takie proste danie, które polega na wyładowaniu zawartości puszki (łącznie z zalewą) bezpośrednio na patelnię, dodaniu przypraw, zielonej pietruszki i delikatnym zagęszczeniu. A makaron jadam tylko z dodatkiem jakiegoś sosu, z oliwą nie próbowałem.
martva - 2013-01-18, 15:26
:
A to strasznie klasyczna klasyka jest (znaczy zamiast ciecierzycy powinna byc natka pietruszki, albo w ogóle tylko trzy składniki, żeby było absolutnie kanonicznie).

Się cały czas zastanawiam i stwierdziłam że może za krótko przeżuwam albo nie wiem, ale jedyna rzecz która mi się kojarzy z plasteliną to krówki typu mordoklejka XD
martva - 2013-01-19, 13:10
:
Zmiksowałam ciasto na obleśniki i gotuję szpinak na farsz. Planowo oprócz szpinaku ma być jakiś ser, waham się między pseudofetą, złotym lazurem i ewentualnie bałkańskim owczym.
martva - 2013-01-30, 12:04
:
Zupa z pomarańczowej soczewicy, mru.
martva - 2013-02-03, 21:15
:
Muffiny szpinakowe (z lazurem, orzechami włoskimi, słonecznikiem i żurawiną) - jedne z lepszych jakie robiłam. Ach, mogłabym się właściwie żywić muffinami.
You Know My Name - 2013-02-03, 23:28
:
Podlinkuj lub skrobnij receptę, plizzzz
Procella - 2013-02-04, 09:50
:
Ja też chcę przepis, brzmi genialnie! Uwielbiam szpinak.
ats - 2013-02-04, 09:52
:
lubię, jak się tu gada o pyszcnościach! :)
martva - 2013-02-04, 12:03
:
Tylko ostrzegam, zrobiłam porcję na mnóstwo muffinów, jeśli macie tylko 12 foremek to trzeba zmniejszyć (1 porcja ciasta i mniej szpinaku) albo piec na dwie tury.

Więc przepis na ciasto tradycyjnie z tej strony:
http://www.wojtowicz.s-f....rsja-podstawowa
plus łyżeczka soli, jako mokrego składnika normalnie używam mleka, ale wzięłam mleko i serek homo 0% (oczywiście jogurt, maślanka czy inny kefir też będą ok). Mała uwaga: na ogół daję 300g mąki zamiast 250, w tym konkretnym przepisie polecam, bo szpinak jest mokry. Zrobiłam z 1,5 porcji, bo uznałam że jedna to będzie za mało (i słusznie), a dwie nie wlezą mi do piekarnika naraz (tez słusznie. Nie jestem pewna ile ostatecznie wyszło, ale +20.
Do rzeczy.
Ukręciłam ciasto, wrzuciłam do niego ugotowany i przestudzony szpinak (jedna paczka mrożonego rozdrobnionego, posolonego, z dwoma ząbkami czosnku i sporą ilością pieprzu), ser lazur pokrojony w słupki (ok. 200g), po dwie garście orzechów włoskich i słonecznika, oraz w przypływie geniuszu dwie garście żurawiny (szpinak wyszedł ciut za słony, do tego słony ser a ja solę mało, żurawina genialnie łamała słoność, w sumie mogłam dać więcej). Surowa masa miała zachwycający zielony kolor. Wpakowałam ją do foremek, wstawiłam do piekarnika i piekłam dopóki patyczek wetknięty w ciasto nie był suchy/oblepiony lazurem. Potem włączyłam na chwilę grilla, jeśli ktoś ma normalny piekarnik może to pominąć, ale z mojego wszystkie ciastka wychodzą blade, a ja lubię rumiane ;)
W ramach testu pożarłam dwie sztuki jako dodatek do barszczu i uznałam że eksperyment się udał, większość zabrałam ze sobą na randkę, kilka zostawiłam mamie, wszyscy nakarmieni mówili że rewelka.

Polecam bardzo, ścisła czołówka testowanych połączeń składnikowych, a trochę ich już było :-)
You Know My Name - 2013-02-04, 12:19
:
Też pomyślałem o barszczyku jak napisałaś. Muszę się sprężyć by zrobić przed powrotem żony do domu, będzie niespodzianka.
Może tylko w wersji dla niej zrobię z ementalerem, bo zielone sery uważa za zepsute.
martva - 2013-02-04, 18:01
:
Gdyby miał być nie-zielony, dałabym raczej fetę albo inny bałkański, ale żółty też powinien być ok (chociaż jak dla mnie nie ementaler, to chyba jedyny żółty ser którego nie lubię).
martva - 2013-02-05, 19:34
:
A dzisiaj ryż i pseudochińszczyzna: cebula, por, czosnek, marchew, kapusta pekińska, kiełki z puszki, ananas z puszki, przyprawy, w tym dwa gotowcowe sosy - wlałam hojną ręką sporo czegoś co myślałam że jest słodkim sosem chili, a było pikantnym sosem chili. Katar mi przeszedł na dobre dwie godziny XD

Na jutro namoczyłam groch, ale jeszcze nie wiem co z niego powstanie.
martva - 2013-02-11, 10:36
:
W sobotę trzyosobowe spotkanie przy winie - różny stopień głodu, więc zamówiliśmy jeden deser, jedno danie główne i sałatkę. Moja była sałatka, sporo rukoli, kawałki chrupiącej sałaty, chyba lodowej, marynowane buraki (gotowane i moczone w winegrecie, jak sądzę), kozi ser - chyba dwa gatunki. Roar. Uwielbiam kozi ser, a kozi ser z burakami uwielbiam jeszcze bardziej.
ats - 2013-02-11, 12:47
:
ładnie! :)
Magdalena_4 - 2013-02-12, 15:45
:
A ja polecam warzywne tarty :) dobry pomysł na śniadanie, obiad lub kolacje. Smakują zarówno na zimno jak i na ciepło. Ciasto łatwo się wyrabia: potrzeba tylko mąki, jajka, szczypty soli i wody. Zagniatamy i do lodówki na pół godzinki. Potem ciasto ląduje w pojemniku do tart. Na ciasto wrzucamy wszelkie warzywa, na które mamy ochotę. Zalewamy masą z jajek i odrobiny mleka. Typowo jarskie danie :)
martva - 2013-02-12, 16:17
:
Robiłam dotąd tartę z pieczona dynią i niebieskim serem, a że upolowałam dziś ciasto francuskie to trzeba by wymyślić coś jeszcze. Najchętniej bym powtórzyła dyniową, bo była przeobłędna, ale dynia o tej porze roku jest deficytowym towarem :(
Może pory? Może szpinak? Może cebula? Hmmm.
Luinloth - 2013-02-12, 18:31
:
Ja robię na kruchym spodzie: 300 g mąki razowej, 175 g masła, kilka łyżek śmietany, szczypta cukru i soli i trochę wody mineralnej, jeśli ciasto się nie lepi. Popieram twierdzenie, że można je zrobić ze wszystkim, bo to prawda :mrgreen: Polecam szpinak, pasuje do tego jakiś ostry ser: może lazur, może feta.
ats - 2013-02-17, 20:31
:
Żvava - ja mam jedną całą, sporą, śliczną dynię - i boję się jej.
Taka jest śliczna i pomarańczowa, a ajak ją przyrządzę, może być taka nijaka i zmarnowana, że naprawdę - strach, strach.
martva - 2013-02-17, 20:56
:
Żeby się nie okazało że jest wysuszona i zepsuta, jak w końcu się odważysz :-)
Znalazłam dzisiaj bloga, przejrzałam i wydał się fajny, jest trochę przepisów z dynią:
http://www.jadlonomia.com/search/label/dynia

Właśnie wyjęłam z piekarnika muffiny serowo-cebulowe z makiem i słonecznikiem i kurde, wychodzi na to że chyba nie posoliłam ciasta :(
ats - 2013-02-24, 16:42
:
fajna stromka, dzięki! :mrgreen:
martva - 2013-02-28, 20:00
:
Zrobiłam tartę, z nadzieniem z porów, gorgonzoli i orzechów. Bardzo się starałam żeby nie była niedosolona, i chyba udało mi się ją przesolić ;)
sanatok - 2013-03-01, 16:41
:
Z ostatnich wydarzeń, pierwsze podejście do kremowej zupy z ciecierzycy. Skopała by dupę, gdyby nie brak rozmarynu, ale i tak była niezła.

Z innej mańki próbował ktoś robić wegański parmezan ?
ats - 2013-03-06, 12:25
:
ech... a ja przywykłam do sałaty z rukolą ;) ;)
ale są efekty... :mrgreen:
sanatok - 2013-03-06, 13:06
:
Cytat:
rukolą


brrrr... ale robię coś z nią nie tak, albo jest obrzydliwa.
Fidel-F2 - 2013-03-06, 14:12
:
rukola ma zajebiście zajebisty smak, ładuję ją do sałatek i kanapek a czasem zjadam tak po prostu luzem
Procella - 2013-03-06, 20:41
:
Roszponka lepsza. Poza tym zimuje, dziś sobie przyniosłam z ogrodu i dodałam do kanapek :mrgreen:
Fidel-F2 - 2013-03-06, 21:29
:
Roszponka mnie nie rajcuje, jest bezbarwna smakowo.
martva - 2013-03-07, 09:52
:
Mój ojciec też nie znosi rukoli, dla odmiany mój krasnolud uwielbia. Ja lubię, ale jako element większej kompozycji. Roszponka jest fajna, ale też jako tło.

Pewnie jak co roku zrobię próbę wysiania obu, i jeszcze ogórecznika, i jak co roku nic z tego nie wyjdzie XD
Procella - 2013-03-07, 09:57
:
U mnie ogórecznik po jednym wysianiu kilka lat temu co roku usiłuje zdominować cały ogród, wyrasta w różnych dziwnych miejscach :D
martva - 2013-03-07, 10:23
:
Posiałam dwa lata temu, w skrzynce, ogórecznik wyrósł jako jedyny (znaczy jedna roślinka z mnóstwa różnych liściastych nasion) i miał może 10cm, jednego kwiatka, prawie żadnych liści. Wcześniej wyrosło mi coś takiego, ale nie wyglądało specjalnie wegetariańsko.
Jander - 2013-03-07, 12:24
:
+1 Rukola, uwielbiam, zwłaszcza na pizzy. Szkoda, że w Biedrze jest tylko w zestawie z innymi zielonymi rzeczami.
Luinloth - 2013-03-07, 22:09
:
Szkoda, że nie ma w mniejszych paczkach, bo jak nie zjesz całej w 2 dni, to po rukoli...
Jezebel - 2013-03-10, 19:41
:
Jak się skropi wodą i wsadzi do folii spożywczej, to potrafi dłużej wytrzymać :)

Generalnie jestem fanką kuchni bezmięsnej. Przez jakieś 5 lat nie jadłam mięsa i drobiu wcale (choć nigdy nie zrezygnowałam z ryb), a teraz zdarza mi się rzadko. Kocham wszelkiego rodzaju knajpki i bary wegetariańskie, głównie przez wzgląd na różnorodność potraw i inspiracji, czerpanie garściami z przeróżnych tradycji kulinarnych, jakie się w takich miejscach zazwyczaj uskutecznia.
W domu też gotuję raczej bezmięsnie. Uwielbiam wszelkie dania typu 'wrzucić wszystko do jednego gara, dobrze doprawić, a potem jeść z ryżem/chlebkami naan', czyli curry, gulasze z soczewicy/ciecierzycy, chole chaat, leczo... Pyszności. Poza tym oczywiście wszelkie ciekawe sałatki (przeżywam właśnie fascynację sałatkami wytrawnymi z owocami), warzywne placki, kotlety, makarony z różnymi sosami, zupy, szczególnie kremy. Długo mogłabym wymieniać, bo gotować lubię i co rusz zdarza mi się wymyślić coś nowego lub czegoś ciekawego gdzieś spróbować :)
Luinloth - 2013-03-10, 21:36
:
Ja dziś upiekłam to: http://vegazone.blox.pl/2...yczane.html#Cuk w wersji pszennej pełnoziarnistej.
Z piwem wybornie, zobaczymy jak się sprawią w roli lunchu ;)
martva - 2013-03-10, 22:04
:
Jezebel napisał/a:
różnorodność potraw i inspiracji, czerpanie garściami z przeróżnych tradycji kulinarnych, jakie się w takich miejscach zazwyczaj uskutecznia.


Hyhy, miałam ostatnio rozmowę na ten temat z moim osobistym krasnoludem. Ale jak już pozbierałam szczękę z podłogi, to mu wyprostowałam światopogląd ;)

Mam mąkę gryczaną, i szukam pomysłów zanim ją otworzę, żeby potem szybko zużyć. Oczywiście jako pierwsze przyszły mi do głowy bliny, ale wszystkie klasyczne dodatki są albo 'niekoszerne' albo ich nie lubię. Myślę że ostatecznie będą z sosem czosnkowym (na jogurcie), jako że prawie wszystko jest dobre z sosem czosnkowym.
Jezebel - 2013-03-10, 22:06
:
martva napisał/a:
Hyhy, miałam ostatnio rozmowę na ten temat z moim osobistym krasnoludem. Ale jak już pozbierałam szczękę z podłogi, to mu wyprostowałam światopogląd ;) .

Co konkretnie spowodowało przemieszczenie szczęki? :P

Spróbuj do czosnkowego jogurtu dorzucić trochę mięty (od biedy może być i suszona) i/lub kminu rzymskiego.
Fidel-F2 - 2013-03-11, 00:36
:
martva napisał/a:
Ale jak już pozbierałam szczękę z podłogi, to mu wyprostowałam światopogląd
znaczy początek końca związku
martva - 2013-03-11, 12:23
:
Jedliśmy pomarańcze, i on się zamyślił i stwierdził że wegetariańska kuchnia jest uboga, bo to w sumie albo są kombinacje zastępujące mięso, jak sojowy burger, albo warzywa i owoce, jak pomarańcze, które lepiej zjeść na surowo, plus ewentualnie zupy. No więc kiedy opanowałam reakcje fizjologiczne organizmu (umiejscowiłam szczękę z powrotem, przestałam mrugać i wytrzeszczać oczy), to łagodnie zapytałam co nam zrobił dzisiaj na śniadanie. No właśnie, jajka sadzone oraz tosty z serem i oliwkami. Wegetariańskie, nie surowe, nie udające mięsa. Potem wymieniałam różne mniej lub bardziej klasyczne potrawy (placki ziemniaczane, pierogi - np ze szpinakiem, różne pizze i tarty, omlety, smażony ser, makarony - na przykład spaghetti aglio, olio e peperoncino, które bardzo lubi, no i masa rzeczy z kuchni hinduskiej. I na koniec moje wytrawne muffiny z różnymi rzeczami. Przyznał że jakoś mu to nigdy nie wpadło do głowy i nie skojarzył.
Nie myślę żeby to był początek końca związku, tylko niektórzy mają takie przekonanie że wegetarianizm to jest taka udziwniona, przekombinowana dieta z masą trudno dostępnych składników. I on się chyba martvił że jak gdzieś wyjdziemy razem, to musimy do wegetariańskiej knajpy, bo inaczej umrę z głodu, więc mu wyjaśniłam że w większości miejsc coś jadalnego znajdę. I sam mi parę razy proponował te wegetariańskie miejsca, bo mówił że chciałby spróbować jakiejś zieleniny, a ja stawiałam opór bo raz, rzadko jadam poza domem i nie wiem gdzie w typowo wege knajpach dobrze karmią, a dwa, martviłam się że to on umrze z głodu.
Wydaje mi się sobie to wyjaśniliśmy.

Kmin rzymski uwielbiam pasjami (i strasznie się pienię jak widzę w przepisach aspirujących do indyjskości kminek), ale w sosie by miał być do tych blinów czy tak ogólnie? :-)
Jezebel - 2013-03-11, 13:43
:
Tytułem ogólnej refleksji - jakoś tak to jest, że z ubogiego asortymentu potraw wegetariańskich (patrz: klasyka gatunku, czyli 'sałata i marchewka' jako podstawia diety :D) najchętniej szydzą ci, co kulinarną wyobraźnią nie wykraczają zbyt daleko poza schabowego ;)

Może być do blinów, ale gęsty jogurt + czosnek + mięta + kumin (też się zawsze śmieję w głos z kminku) to ogólnie świetne połączenie :)
martva - 2013-03-11, 14:09
:
Sałata i soja, nie sałata i marchewka :P
MrSpellu - 2013-03-11, 14:11
:
Jezebel napisał/a:
Tytułem ogólnej refleksji - jakoś tak to jest, że z ubogiego asortymentu potraw wegetariańskich (patrz: klasyka gatunku, czyli 'sałata i marchewka' jako podstawia diety :D) najchętniej szydzą ci, co kulinarną wyobraźnią nie wykraczają zbyt daleko poza schabowego

No fakt, macie jeszcze seler naciowy i twarożek.
Fidel-F2 - 2013-03-11, 14:12
:
pomyliła z królikami
You Know My Name - 2013-03-11, 14:24
:
martva napisał/a:
No właśnie, jajka sadzone oraz tosty z serem i oliwkami.
I jedno i drugie bez salami. Niby można, ale po co?
Fidel-F2 - 2013-03-11, 14:27
:
You Know My Name napisał/a:
Niby można, ale po co?
true, true
MrSpellu - 2013-03-11, 14:32
:
Jajka sadzone z salami? Tylko na chrupiącym boczku --_-
Jezebel - 2013-03-11, 14:45
:
martva napisał/a:
Sałata i soja, nie sałata i marchewka :P

Jak wyszydzacz słyszał o soi, to już całkiem dobrze z jego wiedzą ;)
martva - 2013-03-11, 15:14
:
Ej, no, wszyscy słyszeli o soi.
Jezebel - 2013-03-11, 15:15
:
- I tu mogłabyś się zdziwić - rzekł dietetyk.
:P
You Know My Name - 2013-03-11, 18:30
:
Dla mnie podstawą dań jarskich byłaby soczewica, czy to w formie farszu, zagęszczacza do zup, a nawet podstawy pasztetu (na najbliższe święta planuję dwa pasztety: jeden mięsny standardzik z przewagą wołowinki a drugi soczewicowy z dużą dozą papryki). Smak ma jakoś bardziej wyrazisty.
MrSpellu - 2013-03-11, 18:36
:
Dla mnie czerwona fasola.
Fidel-F2 - 2013-03-11, 18:38
:
dla mnie jagnięcina
Jezebel - 2013-03-11, 18:42
:
I soczewica (curry wszelkiej maści, sambar, inne zupy z jej udziałem - pyszności), i fasola, a do tego jeszcze ciecierzyca (to z kolei mój faworyt wśród strączkowych). Smutna sprawa, że w Polsce się tak mało strączków jada, oprócz ewentualnie grochówki czy fasolowej.
Fidel-F2 - 2013-03-11, 18:53
:
Tak, to rzeczywiście smutne.
martva - 2013-03-11, 20:33
:
Wegetarianizm się wszystkim kojarzy z soją, wydaje mi się (znaczy tak sądzę po reakcjach typu 'jesteś wegetarianką? a, to na pewno jesz dużo soi'). A ja jakoś jej nie lubię, gotowe pasztety mają jakiś fuj posmak, sucha proteina jest tekturowa, a same ziarna też są raczej mdłe. Więc coś sojowego jadam tak raz na rok, może pół.
Za to soczewicę ubóstwiam. I inne strączki też zresztą, ale soczewicę najbardziej. Jest roar.

Jezebel napisał/a:
z ubogiego asortymentu potraw wegetariańskich (patrz: klasyka gatunku, czyli 'sałata i marchewka' jako podstawia diety :D) najchętniej szydzą ci, co kulinarną wyobraźnią nie wykraczają zbyt daleko poza schabowego

Wymyśliłam: bo jak z zestawu obiadowego schabowy plus zabierzesz schabowego, to zostaną ziemniaki i surówka/kapusta. Wniosek: wegetarianie jedzą ziemniaki z surówką/kapustą. A teraz mi powiedz że to nie jest ubogie ;)
Jezebel - 2013-03-11, 21:15
:
martva napisał/a:
A ja jakoś jej nie lubię, gotowe pasztety mają jakiś fuj posmak, sucha proteina jest tekturowa, a same ziarna też są raczej mdłe. Więc coś sojowego jadam tak raz na rok, może pół.

Mnie się zdarza częściej (kotlety sojowe zawsze mam w domu na wypadek kulinarnego niechciejstwa), ale też nie szaleję za soją. Czasem jakieś tofu do chińszczyzny (ale tylko jednej firmy, inne są obrzydliwe), czasem mleko sojowe, ale to naprawdę rzadkie sytuacje.
You Know My Name - 2013-03-11, 22:03
:
A jakiej firmy tofu polecasz, bo ja jadłem kiedyś jakiś produkt tofupodobny i oprócz faktu, że smakował jak rozpulchniona pulpa papierowa to nie za bardzo go pamiętam.
Jezebel - 2013-03-11, 22:07
:
PolSoja. Takie o. Marynowane i wędzone też dobre.
Oczywiście do samodzielnego jedzenia się to średnio nadaje, ale po obsmażeniu w czosnku i przyprawach, wymieszaniu z warzywną mieszanką albo jakimś sosem/potrawką jak najbardziej daje radę.

Lubię też gotowane, w puszce, w formie gulaszu. Ale drogie to niestety w cholerę.
martva - 2013-03-11, 22:07
:
Mam bardzo mieszane uczucia co do tofu. Kilka razy kupiłam i było fu. Znaczy nawet nie fu, po prostu bez smaku, jak dla mnie. Myślałam że nie umiem go przyrządzać, podobno jak się go wsadzi do marynaty i usmaży to jest lepszy. Poszłam kiedyś do chińskiej knajpy i znalazłam w menu tofu ze słodko-kwaśnymi warzywami czy coś takiego, ale też mnie nie powaliło.

Natomiast wędzone tofu jest fajniejsze, wkruszone np do sosu do makaronu. Dawno dawno temu jedyny smak jakiego mi brakowało to było coś wędzonego (zanim wpadłam na żółte wędzone sery) i wtedy kupowałam takie tofu.
Jezebel - 2013-03-11, 22:12
:
Jak pisałam wyżej - jedzenie samego tofu średnio ma sens :)

Za to tofu z Orico należy omijać szerokim łukiem, bo smakuje jak chemiczne rzygowiny.
Luinloth - 2013-03-11, 22:25
:
A ja lubię soję jako ziarenka. Czasami sobie piekę chlebek i zapiekam. Sklepowe pasztety rzeczywiście są trochę fujowe, ale jak zrobiłam sobie własną pastę ("sojohummus") na chleb, to była całkiem ok.
Mleko sojowe ostatnio czasem u mnie gości, gdyż mam fazę na płatki ;)
Jezebel - 2013-03-11, 22:43
:
A chcesz przepis na fajowe korzenne i rozgrzewające musli do wcinania bez mleka? :)
Luinloth - 2013-03-12, 08:31
:
Dajesz :)
martva - 2013-03-12, 11:29
:
Ach, przez wczorajszą rozmowę o strączkowcach wzięło mnie na ciecierzycę. Pasta z czosnkiem i sezamem na dzisiaj, taki jest plan. Tylko będę musiała ją zmielić w takim wieeelkim urządzeniu, bo mój blender dzbankowy jest z tych co muszą mieć mokro żeby rozdrabniać.
Jezebel - 2013-03-12, 12:34
:


Składniki:
* po szklance płatków owsianych, żytnich i jęczmiennych/pszennych/orkiszowych (co tam akurat znajdziecie)
* po garści suszonych owoców - 3 ulubione rodzaje (śliwki, morele, wiśnie, żurawina, rodzynki, daktyle... na powyższym zdjęciu użyłam moreli, śliwek i wiśni)
* garść ulubionych orzechów (użyłam migdałów krojonych w słupki)
* garść pestek dyni/słonecznika
* niewielki kawałek (ok. 2x2 cm) świeżego imbiru
* 4 łyżeczki cynamonu
* 2 łyżeczki gałki muszkatołowej
* 2 łyżeczki mielonego kardamonu
* 2 łyżeczki mielonych goździków (w przypadku braku młynka można poodrywać same główki i rozgnieść je w palcach)
* 1 łyżeczka mielonego imbiru
* miąższ z połowy laski wanilii/1,5 łyżeczki cukru wanilinowego
* 1/3 szklanki oliwy z oliwek

1. Płatki (oprócz owsianych!) wsypać na sitko i sparzyć wrzątkiem. Zostawić do ostygnięcia.
2. Suszone owoce zalać wrzątkiem, moczyć ze 2 minuty, drobne owoce zostawić w całości, większe pokroić w kostkę.
3. Na dużej patelni teflonowej (jak widać na zdjęciach, wok też może być, ale im patelnia ma szersze dno, tym lepiej) rozgrzać oliwę, wsypać przyprawy i drobno starty imbir, podgrzewać ze 2 minuty na małymi ogniu, aż uwolnią aromat.
4. Wsypać suszone owoce, orzechy i pestki, podgrzewać kilka minut, często mieszając.
5. Wsypać płatki owsiane, wymieszać, dalej podgrzewać.
6. Wsypać porcjami pozostałe (sparzone) płatki, wymieszać.
7. Wszystko razem prażyć przez 30-40 minut na bardzo małym ogniu, często mieszając (musi odparować jak największa ilość wody).
8. W połowie tego czasu dodać wanilię/cukier wanilinowy. W razie potrzeby można też dodatkowo doprawić wymienionymi wcześniej przyprawami.
9. Pozostawić do całkowitego ostygnięcia, przesypać do szczelnego słoja. Jeśli musli zostało dobrze wyprażone, powinno wytrzymać minimum tydzień.

10. Bezpośrednie przygotowanie do zjedzenia: 5-6 łyżek musli zalać wrzątkiem do 3/4 wysokości płatków. Wymieszać, pozostawić pod przykryciem przez 10-15 minut. Pokroić w kostkę ćwiartkę jabłka/kawałek banana i wrzucić do gotowych płatków.

Uwaga ogólna - składniki (szczególnie suszone owoce) muszą być naprawdę dobrej jakości, żeby całość smakowała tak, jak powinna.
sanatok - 2013-03-13, 17:47
:
Zrobiłem wczoraj sos pomidorowy z kaparami i ciecierzycą, wyszedł taki sobie - ale poczyniłem wspominany wcześniej (nie)"parmezan" wegański - i jest naprawdę zajebisty, choć w ogóle nie przypomina parmezanu - ma jednak trochę podobny posmak do niemieckich posypek (nie)serowych //mysli
Fidel-F2 - 2013-03-13, 17:52
:
sanatok napisał/a:
ale poczyniłem wspominany wcześniej (nie)"parmezan" wegański - i jest naprawdę zajebisty, choć w ogóle nie przypomina parmezanu - ma jednak trochę podobny posmak do niemieckich posypek (nie)serowych
//facepalm
sanatok - 2013-03-13, 17:54
:
:*
martva - 2013-03-13, 17:57
:
Pasta z ciecierzycy, czosnku, sezamu i cytryny wyszła jakaś gorzkawa, chyba za dużo sezamu sypnęłam. Ale ze świeżą bagietką wymiata.
Jezebel - 2013-03-13, 19:24
:
Powyższa rozmowa o soczewicy mnie zainspirowała i zrobiłam dziś wielki gar curry ^^
martva - 2013-03-13, 19:38
:
Ach, napadłabym Cię, ale właśnie wrąbałam na kolację pół bagietki, pastę cieciorkową, ser pleśniowy i daktyle ;)
Jezebel - 2013-03-13, 19:40
:
Ta pasta to tak hummusowo brzmi. Ostatnio robiłam bardzo podobną, ale bez sezamu, za to z oliwą. Pyszności.

Zostało mnóstwo na jutro, więc zapraszam :P
Fidel-F2 - 2013-03-13, 19:45
:
martva, namawiasz, namawiasz i namawiasz. Możesz podać szczegółowy przepis?
martva - 2013-03-13, 19:45
:
Brzmi podobnie, ale tru kanoniczny hummus powinien być z pastą tahini, więc moja pasta się nie umywa ;) Oliwa też jest, ale w sumie ładuję oliwę do wszelki past, więc wydaje mi się oczywista ;)

Muszę w ogóle częściej wyciągać mikser/malakser/robota/tą rzecz do mielenia, podoba mi się że wrzucam do pojemnika zawartość puszki, garść nasion, przyprawy, oliwę i mam pastę :-)
Jezebel - 2013-03-13, 19:51
:
Zrobienie tahini domowym sposobem nie wydaje się niczym trudnym, muszę kiedyś wreszcie spróbować. I olej sezamowy kupić, bo mi się orzechowy do sałatek skończył.
martva - 2013-03-13, 20:42
:
Jezebel napisał/a:
Zrobienie tahini domowym sposobem nie wydaje się niczym trudnym, muszę kiedyś wreszcie spróbować.


Nie, wygląda wręcz banalnie jeśli masz urządzenie do mielenia rozsądnej wielkości ;)

Fidel-F2 napisał/a:
Możesz podać szczegółowy przepis?


O przepraszam, przegapiłam Cię :*

Szczegółowy, ja? W życiu. Wzięłam puszkę ciecierzycy, sezam (chyba cztery łyżki), czosnek (chyba trzy ząbki), sok z jednej cytryny, garść słonecznika (maniacko sypie do wszystkiego), umieściłam w Urządzeniu Do Rozdrabniania i włączyłam przycisk. A jak się mieliło, to chlusnęłam jeszcze trochę oliwy, bo mi się przypomniało, i posoliłam, na wszelki wypadek.

Następnym razem będzie biała fasola, orzechy włoskie, pietruszka i chili. I czosnek, rzecz jasna, ale mniej.
Jezebel - 2013-03-13, 21:17
:
Wrzucam swój przepis na banalnie proste curry z soczewicy, może komuś się przyda :)



* 1,5 szklanki namoczonej i wypłukanej czerwonej soczewicy
* 2 puszki krojonych pomidorów wraz z zalewą
* 700 ml wody lub bulionu
* 2 papryki (najlepiej różnokolorowe), pokrojone w kostkę
* 1 cukinia, pokrojona w grubsze ćwierćplasterki (nie obierać!)
* pół kalafiora, podzielonego na różyczki i podgotowanego na parze (tym razem niestety robiłam bez kalafiora)
* 200-300 g pieczarek, pokrojonych w grube plasterki
* 1 czerwone chili, drobno posiekane
* 4-5 ząbków czosnku
* kilkucentymetrowy kawałek świeżego imbiru
* 1 czerwona cebula (+ ewentualnie 1 szalotka) drobno pokrojona
* pół łyżeczki mielonego kminu rzymskiego (nie kminku!) i mielonych goździków
* po łyżeczce cynamonu, kardamonu, gałki muszkatołowej, kurkumy, mielonej kolendry
* po dwie łyżeczki garam masala, imbiru, suszonego tymianku
* kilka łyżek oliwy

1. W sporym garnku z grubym dnem rozgrzać oliwę, wrzucić nań pokrojoną cebulę, zeszklić, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, chili, posmażyć, następnie zmniejszyć ogień i dodać wszystkie sypkie przyprawy (oprócz tymianku), smażyć minutę dla wydobycia aromatu.
2. Wlać 500 ml bulionu/wody, wrzucić soczewicę, pomidory, paprykę, porządnie wymieszać i gotować bez przykrycia przez 10-25 min, aż soczewica zacznie mięknąć. Gdyby całość zrobiła się zbyt gęsta i chciała na przykład przywierać do gara, wlać resztę bulionu/wody.
3. Kiedy papryka i soczewica będą już całkiem ugotowane, dorzucić pieczarki. Jak już nieco zmiękną, wrzucić cukinię, starty świeży imbir, tymianek. Gotować kilka c chwilę, żeby cukinia zmiękła, ale się nie rozpaprała.
4. W razie potrzeby doprawić.

Podawać z chlebkami naan albo ryżem. Najlepiej wcinać po kilku godzinach od przygotowania, kiedy przyprawy się porządnie przegryzą.

Smacznego :)
Fidel-F2 - 2013-03-13, 22:10
:
No, bo już miałem się fochać.

Dzięki. Kusi mnie ta pasta bo tam same dobre rzeczy. A sezam taki biały prosto z torebki czy uprażony?
martva - 2013-03-14, 10:40
:
Biały prosto z torebki. Większość przepisów mówiła o lekkim uprażeniu, ale zapomniałam XD
ats - 2013-03-17, 19:19
:
jak czytam te wszystkie przepisy... to mniam!
a ja znowu - sałata z rukolą ;) Roszponki nie lubię, rukolę lubie bardzo - nadaje sens sałacie :mrgreen:
Teraz doprawiam moją codzienną michę sałaty sosem słodkim chili. Jakaś odmiana :mrgreen:
martva - 2013-03-20, 21:41
:
Obleśniki ze szpinaczorem. Oraz serem owczym bałkańskim. Dobre obleśniki nie są złe.
Jezebel - 2013-03-21, 09:18
:
Tęsknię za smacznymi pomidorami :( Zupa-krem z pomidorów i papryki mi się po nocach śni.

W tym roku (jeśli zima się kiedykolwiek skończy -_-) mam zamiar hodować pomidorki koktajlowe na balkonie. I rukolę. Ktoś ma doświadczenia z domową uprawą jednego lub drugiego?
martva - 2013-03-21, 10:06
:
Pomidorki dają radę, tylko wybierz odmianę karłową, w sensie żeby cała roślina była mała a nie tylko owoce ;) Moja mama się upiera przy małych żółtych gruszeczkowatych owocach, ale to jest wysoka odmiana, ma półtora metra i potrzebuje dużo miejsca na korzenie. Na balkonie w takich zwykłych skrzynkach miałam odmianę Maskotka i polecam - bardzo karłowate rośliny, obficie owocujące. Mam szczerą nadzieję że da się gdzieś kupić sadzonki, bo takie domowe są do de, szczerze mówiąc, za bardzo wyciągnięte i mizerne.
Jezebel - 2013-03-21, 10:28
:
Moja szklarnia balkonowa ma (czy też będzie miała, bo już wybrałam, ale jeszcze nie kupiłam) zaledwie 45 cm wysokości, więc o czymkolwiek innym niż odmiany karłowate nie może być mowy :P
Rozejrzę się za tą polecaną przez Ciebie, dzięki :)
martva - 2013-03-21, 10:59
:
Kojarzę że sadzonki pomidorów, w tym koktajlowych, można było kupić na Kleparzu. Nie wiem jaką odmianę mieli, ale zaczaję się w tym roku. Bo posiane na razie wyglądają jak rzeżucha i jak znam życie to zaczną owocować we wrześniu.
Jezebel - 2013-03-21, 16:45
:
Na plac Imbramowski mam blisko, więc pewnie tam będę szukać, bo w zeszłym roku wybór sadzonek mieli całkiem bogaty. Pomysł hodowania od ziarenek odrzuciłam, bo fajnie by było zjeść latem choć jedną sałatkę z własnymi pomidorkami :P
A miętę nana/marokańską/arabską (nasionka najlepiej!) gdzieś w Kraku widziałaś może?
martva - 2013-03-21, 17:14
:
Nie kojarzę nic takiego, ale w tym roku nie oglądałam żadnych nasion, w zeszłym też nie bo byłam wygnana do innego kraju*, dwa lata temu nie rzuciło mi się w oczy ale nie szukałam mięty w sumie, mam dwa gatunki w ogrodzie, chociaż moja matka tak je tępi że nie wiem czy coś jeszcze zostało ;)

*pamiętam z tego obcego kraju ogródek ziołowy pod jakimś zamkiem, wszystko podpisane, i mięty było kilkanaście gatunków, szok jak potrafiły się różnić zapachem - strasznie żałowałam że nie da się jakoś ukraść sadzoneczki i jej przemycić do Polski.
Fidel-F2 - 2013-03-21, 17:58
:
martva napisał/a:
strasznie żałowałam że nie da się jakoś ukraść sadzoneczki i jej przemycić do Polski.
Masz wykształcenie i zamiłowanie, może to Twój biznes plan?
Jezebel - 2013-03-25, 22:20
:
Bloga jedzeniowego założyłam, o - http://wiedzmiachatka.wordpress.com/. Świeżynka, więc jeszcze pustkami świeci, ale zapraszam do zerkania co jakiś czas, a nuż coś kogoś zainspiruje :)
MrSpellu - 2013-03-26, 10:26
:
Sam się zastanawiam nad blogiem kulinarnym "Gotuj w imię Imperatora" //mysli
Orku, co Ty na to? //mysli
Stary Ork - 2013-03-26, 10:50
:
Cook the mutant! Bake the heretic! Pickle the unclean! //mysli "Gotuj się na śmierć, zdrajco!" ?
MrSpellu - 2013-03-26, 11:02
:
Musi być koniecznie Imperator w tytule.

"W imię Imperatora, gotuj się na śmierć zdrajco!" //spell
You Know My Name - 2013-03-26, 11:17
:
Imperator od kuchni //mysli
sanatok - 2013-03-26, 11:34
:
Nurglish w podróży.
martva - 2013-03-27, 15:46
:
Przetestowałam:
http://www.edulandia.pl/l..._pani_Tell.html

Modyfikacje:
-gotowe ciasto francuskie zamiast drożdżowego
-koło 300g pieczarek
-wywalenie szynki/wędzonki
-użyłam po 100g sera żółtego, żółtego wędzonego i tofu wędzonego, wszystkie posiekane na małe kawałki (unikam używania tarki, jeśli tylko się da, ze względu na późniejsze mycie)
-doprawiłam pod swój gust
-zamiast śmietany i 3 jajek wzięłam mały jogurt i 2 jajka.

Efekt: bardzo smaczna bomba cholesterolowa ;) Tłustawe, ciepłe, sycące, fajne na paskudne zimne dni. No i ojciec (wszystkożerny) był zachwycony.
Stary Ork - 2013-03-27, 22:26
:
MrSpellu napisał/a:
Sam się zastanawiam nad blogiem kulinarnym "Gotuj w imię Imperatora" //mysli
Orku, co Ty na to? //mysli



Dział z przepisamu dla dzieci moglby się. nazywać Za tatusia, za mamusię, ZA IMPERATORA!!! //mysli
martva - 2013-04-22, 11:44
:
Wczoraj po obiedzie z moim osobistym krasnoludem dałam się wyciągnąć na obiad. Kłóciliśmy się chwilę, bo on nalegał żeby to była wegetariańska knajpa, żebym na pewno miała co zjeść, a ja uznałam że nie ma co robić cyrków, wszędzie znajdę coś jadalnego, może poza lokalami 'tradycyjnie' polskimi. W końcu stanęło na moim i poszliśmy na naleśniki. Zamówiłam jednego z pieczarkami i cukinią (dobry), a drugiego z trzema serami: goudą, fetą i niebieskim pleśniakiem oraz jabłkiem (lepszy!). Mogłam też chcieć szpinakowy (ale nie chciałam po dwóch dniach jedzenia najpierw makaronu ze szpinakiem a potem szpinakowych muffinów) albo z porem i czymś, pamiętałam że ihan zachwalała porowe nadzienie do naleśników, ale poza porami i czymś (to chyba pieczarki były) zawierały kremowy serek, a nie jestem pewna czy lubię. Trzy sery i jabłko lubię zdecydowanie, dzięki jabłku całość nie jest upiornie słona, nadaje lekką nutkę kwaśnosłodkawą. Żurawina też by była dobra.

Następnym razem może się zgodzę na czysto wegetariański lokal, nigdy nie wiem na ile jego nalegania są spowodowane ciekawością innych smaków, a na ile wyłącznie troską o mnie i moje dobre samopoczucie (i tu pasowałby cytat z Pulp Fiction ze sceny z fastfoodowym śniadaniem).
Jezebel - 2013-04-22, 15:16
:
Czemu właściwie masz takie opory w związku z knajpami wegetariańskimi? Dla mnie to 'pierwszy strzał', jeśli jestem w jakimś nowym miejscu i chcę się wybrać na jakiś obiad. Głównie dlatego, że w tego typu miejscach fantazja dotycząca dań bezmięsnych wykracza poza pierogi ze szpinakiem, jedzonko jest inspirowane kuchniami z przeróżnych zakątków świata, a przy tym często dba się, by surowce pochodziły w upraw ekologicznych, no i o wysoką wartość odżywczą gotowego dania. Co nie jest takie znowu oczywiste.

A tymczasem! Jeszcze jedno curry, tym razem z warzyw: http://wiedzmiachatka.wor...urry-warzywne/. No i trochę przepisów się już na blogu uzbierało, może coś kogoś zaciekawi :)
martva - 2013-04-22, 15:56
:
Jezebel napisał/a:
Czemu właściwie masz takie opory w związku z knajpami wegetariańskimi?


Nie wiem :-) Chyba po pierwsze dlatego że raz się śliznęłam i dostałam obiad który był zwyczajnie niedobry, a mój ulubiony kulinarny recenzent na ogół zjeżdża typowo wegetariańskie lokale za wegetariańskość (pfff) i słabe doprawienie (co jest bardzo poważnym argumentem, bo ja lubię przyprawy). No i po drugie jeszcze ze względu na samca, tyle się w ciągu nastu lat wegetarianizmu nasłuchałam o tym jacy wegetarianie są agresywni i wojujący, że chyba podświadomie się boję choćby podejrzenia o nawracanie i staram się żeby miał wybór. Plus pewnie tu jeszcze dochodzi moje popapranie emocjonalne i nie chcę się zgadzać kiedy on chce zrobić tak żeby mnie było lepiej niż jemu. Czy coś.

Kurde, zastanowiłam się i chyba następnym razem zaryzykuję coś na Krupniczej czy inne Momo. Potrzebuję miejsca bez typowych sojowych substytutów mięsa. Polecasz coś szczególnie w Krk? ;)
Jezebel - 2013-04-22, 16:37
:
Z tym doprawieniem to dziwna sprawa, bo z moich doświadczeń wynika, że jedzonko w knajpach wege pod tym względem przewyższa większość restauracji, może poza orientalnymi :P

Krupnicza to nie jest najlepszy wybór - Vega ma akurat średnie dania, a Karma - straszne ceny. Podobno otwarło się tam coś nowego, ale jeszcze nie sprawdziłam.
Momo polecam bardzo-bardzo, szczególnie ich sambar. Często bywam też w Glonojadzie (Plac Matejki 2) :) Mój ukochany Chili & Cynamon zamknęli :(
martva - 2013-04-22, 18:13
:
Nienienie, Vega odpada z miejsca i nie sądzę żebym tam jeszcze kiedyś weszła. A że Karma ma straszne ceny, to przykre, bo nawet ją z nazwy kojarzyłam, że dobra. W czasie spaceru oglądaliśmy też menu Spółdzielni na Kazimierzu, ale ze względu na kotlety sojowe nie zyskało aprobaty.
Cintryjka - 2013-04-22, 19:12
:
W Krakowie polecam Glonojada i Dynię.
Jezebel - 2013-04-22, 20:59
:
W Spółdzielni byłam tylko raz, jadłam zupę dyniową i była naprawdę smaczna, ale ich ceny to też nie jest szczyt marzeń. Chwali się jednak, że korzystają wyłącznie z produktów eko. A menu mają ruchome, zmienia się chyba co miesiąc, więc kotletów sojowych może już dawno nie być ;) Na pewno jeszcze kiedyś ich odwiedzę.
Nie polecam krakowskiego Green Waya. Albo inaczej - często wpadam tam na zupę, bo mam blisko z mojego wydziału i zupy akurat są codziennie świeże (ruchome menu), ale daniom obiadowym nie ufam od czasu problemów gastrycznych, których się za którymś razem nabawiłam. W dodatku wielu znajomych ma podobne doświadczenia.

W Momo mają też bossskie ciasta wegańskie, szczególnie marokańskie pomarańczowo-kokosowe //amor
martva - 2013-04-23, 09:41
:
Jezebel napisał/a:
A menu mają ruchome, zmienia się chyba co miesiąc, więc kotletów sojowych może już dawno nie być ;)


Były przedwczoraj ;) ale z drugiej strony następna szansa na wspólny obiad za dwa tygodnie, to może się coś zmieni.

Dzięki za sugestie, dziewczęta :-)
martva - 2013-05-07, 21:33
:
Spędziłam tydzień na Słowacji. W domu żywiłam się głównie kanapkami (ser żółty, bryndza, genialny domowy dżem morelowy z cytryną, nie wszystko naraz), w gościach/knajpie langoszami. Langosz jest fajnym wynalazkiem, chociaż dwa dni z rzędu zaczyna się nudzić. To spory, okrągły placek z drożdżowego ciasta, smażony na głębokim tłuszczu. Jako dodatki: czosnek roztarty z oliwą lub sos czosnkowy z jogurtem, tarty ser, keczup, sos tatarski. Dwa zapychają. Menu na wielkiej urodzinowej imprezie przypominało przeciętne wiejskie polskie menu weselne. Rosół zignorowałam, na drugie kelnerka po podszepcie solenizanta przyniosła mi wegetariańską porcję, czyli pieczone ziemniaki, gałkę ryżu, trzy łyżeczki surówek i - zamiast mięsa - porcję ugotowanych warzyw. Zjadliwe. Poza tym dwa razy byłam na podobno włoskich lodach, dobre ale upiornie słodkie, no i doszłam do wniosku że lody w Krakowie są strasznie drogie w porównaniu.

Po powrocie do mojego ukochanego miasta wybrałam się na spacer z moim osobistym krasnoludem, zastanawialiśmy się co by tu upichcić na obiad, a potem przeszliśmy obok syryjskiej kebabiarni Sami Am Am (genialna nazwa), zawróciliśmy i zostaliśmy. Falafel był świeżo przygotowany (poczekaliśmy na niego chwilę) i bardzo dobry, w ofercie z wege rzeczy są też jakieś pierożki ze szpinakiem i dwa rodzaje manakishu (muszę spróbować następnym razem, jestem strasznie ciekawa). No i można sobie umyć ręce po posiłku, co jest fajne.
martva - 2013-05-30, 13:44
:
Znalazłam wczoraj w Tesco boczniaki po trzy zeta za tackę, więc wzięłam. Raz jadłam (i w pierwszej chwili myślałam że pomylono zamówienia i dostałam czyjeś mięso), nigdy nie pichciłam.
You Know My Name - 2013-05-30, 15:58
:
Tak właśnie smakują, ale czubajka kania duuuużo lepsza
martva - 2013-05-30, 16:05
:
Nie chodziło o smak, tylko strukturę :-)
You Know My Name - 2013-05-30, 18:18
:
Ale mówi to zdeklarowany mięsożerca. Kania jest dużo większa i bardziej mięsista. Wspaniały grzyb na kotlety
Procella - 2013-05-31, 10:55
:
Kotlety z kani to jedna z rzeczy, dla których warto żyć.
martva - 2013-06-05, 11:26
:
W poniedziałek uskuteczniłam krem z fasoli (cebula, trzy ząbki czosnku - posiekać, podsmażyć, dodać wielką pociachaną marchew, podsmażyć, zalać bulionem warzywnym, dodać pociachanego ziemniaka - jednego gigantycznego bądź dwa mniejsze; gotować do miękkości, dodać puszkę odsączonej białej fasoli, miksować, doprawić wedle uznania, jeść z grzankami).

Dziś łazi za mną jakieś curry albo coś, kupiłam czarnuszkę i mam odruch posypywania nią rzeczy, a curry mi pasuje. Może jakieś błyskawiczne z cieciorki.
Jezebel - 2013-06-05, 20:47
:
Czarnuszka fajnie pasuje do warzywnego leczo :)
martva - 2013-06-05, 21:45
:
Do ciemnego chleba z fetą, pomidorem (już bywają jadalne) i ziołami też <3
ats - 2013-06-11, 02:54
:
nałogowo piekę teraz ciastka z truskawkami ;)
Jezebel - 2013-06-11, 09:21
:
Za mną ostatnio chodził rabarbar, więc niewiele myśląc powędrowałam na targ, a potem zrobiłam ciasto i kompot ^^ Ciasto oprócz rabarbaru miało w sobie cynamon i domowy budyń kokosowy, a do kompotu dodałam wanilii, kardamonu i soku z cytryny. Pyszności!
nosiwoda - 2013-06-11, 09:53
:
Zarzuć przepisem na ciasto rabarbarowe, może spróbuję przemóc traumę z dzieciństwa.

edit: ach, soraski, jest na blogu. A zarzucisz jakimś sprawdzonym przepisem na takie ciasto BEZ mleczka kokosowego?
Jezebel - 2013-06-11, 11:00
:
Dla bardziej leniwych:
http://wiedzmiachatka.wor...niem-kokosowym/

Wystarczy zastąpić mleczko kokosowe zwykłym, krowim ;) Jeśli ci zależy na kokosowej nucie smakowej, dorzuć wiórki, a jeśli nie - będzie z budyniem waniliowym.
W ogóle świetna sprawa - taki domowy budyń. Robiłam po raz pierwszy i chyba zupełnie odebrałam sobie tym przyjemność jedzenia tych torebkowych :P
martva - 2013-06-11, 11:44
:
Wczoraj znów pożarłam naleśniki w knajpce dla wszystkożerców - jeden trzy sery z jabłkiem, w drugim zaryzykowałam nadzienie z porów, pieczarek, kremowego serka (tu było ryzyko, nie jestem fanką kremowych serków) i wina. Mrrr. Oba.
Procella - 2013-06-11, 15:44
:
Jezebel napisał/a:
Dla bardziej leniwych:
http://wiedzmiachatka.wor...niem-kokosowym/

Wystarczy zastąpić mleczko kokosowe zwykłym, krowim ;) Jeśli ci zależy na kokosowej nucie smakowej, dorzuć wiórki, a jeśli nie - będzie z budyniem waniliowym.
W ogóle świetna sprawa - taki domowy budyń. Robiłam po raz pierwszy i chyba zupełnie odebrałam sobie tym przyjemność jedzenia tych torebkowych :P

Robię bardzo podobny placek z rabarbarem (i z różnymi owocami też), budyń fajnie przełamuje kwaśność. Tylko ja leniwa jestem i daję budyń waniliowy z torebki, trzy paczki na litr mleka.
Jezebel - 2013-06-12, 11:00
:
Spróbuj kiedyś z domowym, naprawdę warto poświęcić temu chwilę ;)

Martva, gdzieś w Kraku serwują takie fajowe naleśniki?
Procella - 2013-06-12, 11:38
:
Jezebel napisał/a:
Spróbuj kiedyś z domowym, naprawdę warto poświęcić temu chwilę

Ależ wiem, dobrze wiem, jak taki budyń smakuje :)
martva - 2013-06-12, 12:23
:
Jezebel, Kolanko nr 6 na Józefa. Z wegetariańskich mieli też szpinakowo-niebieskoserowe, pieczarkowo-cukiniowe, ruskie, brokułowo-śmietanowe i chyba jeszcze jakieś. Plus słodkie, ale ja ostatnio ze słodkich potraw najbardziej lubię pizzę ;)
Jezebel - 2013-06-12, 15:15
:
O, strasznie lubię tę knajpę za wystrój i ogólny klimat, a skoro do tego mają tam smaczne naleśniki w ciekawych kombinacjach smakowych (co jakoś dotychczas mi umknęło), muszę ją w najbliższym czasie odwiedzić :)
martva - 2013-06-12, 15:37
:
Mają też teraz wyczepisty ogródek:)
martva - 2013-06-24, 09:18
:
Dalsze terenowe badania kulinarne Krakowa: pizza w Warsztacie na Kazimierzu - kilka rodzajów wegetariańskich do wyboru, osobno wyróżnione w karcie, co jest pozytywne i ułatwia. Wzięliśmy taką z papryczkami pepperoni (wreszcie ktoś wpadł na ciut ostrzejszy składni w wegepizzy i nie trzeba go zamawiać osobno - mrrru.

A potem ciekawy sklep z jedzeniem na Podgórzu - tym razem nie podziwialiśmy ajwaru na półkach, tylko przyszliśmy na lody. Krówkowe i porterowe. Te drugie były świetne, mało słodkie, intrygujące w smaku. W przyszłym tygodniu będą chałwowe i koniecznie muszę się przejechać XD
Stary Ork - 2013-06-24, 18:51
:
Rzeczy które jesz w Krakowie będąc martvą //spell
martva - 2013-06-24, 19:01
:
Tak, jak dorosnę, ukradnę ten tytuł i napiszę książkę. W sumie pasowałby tez do bloga, ale mój kulinarny blog będzie się nazywał Brzydkie jedzenie, a na dwa nie mam siły.
Luinloth - 2013-06-24, 22:03
:
Też mi się bardzo ten potencjalny tytuł spodobał //spell
martva - 2013-07-17, 15:22
:
Zrobiłam pesto z ogórecznika, a potem zapomniałam że je zrobiłam, i wtrząchnęłam makaron z cukinią, fasolką w sosie pomidorowym i serem. O pesto przypomniałam sobie pod koniec, więc trudno mi coś o nim powiedzieć, znaczy smakowo dobre, ale nie jestem pewna obecności wrednych włosków po zmiksowaniu zielska.
martva - 2013-08-01, 14:58
:
Kupiłam w Biedronce napój sojowy o smaku waniliowym. Po mocnym schłodzeniu jest bardzo fajny, smakuje jak budyń, mocno słodkie :)
Jadam przetwory z krowiego mleka (sery i jogurt), ale tak samego czystego z kartonu nie, odrzuca mnie na samą myśl. W Biedronce można też kupić sojowe czekoladowe i naturalne, ale czekoladowego nie było, a naturalnego się bałam.
Jezebel - 2013-08-01, 15:19
:
Waniliowe jest z tych wszystkich najlepsze. Naturalnego nie polecam jako samodzielnego napoju (ewentualnie do wegańskich wypieków i tego typu rzeczy), bo jego skrobiowo-zbożowy posmak jest bardzo wyeksponowany i nieszczególnie przyjemny.
sanatok - 2013-08-01, 15:50
:
One wszystkie są raczej słabe, przesłodzone mączne potworki. Nadrabiają za to ceną. Czyniąc w końcu napoje roślinne powszechnie dostępne, jeszcze ze trzy/cztery lata temu robienie majonezu czy ciasta potrafiło cenowo przyprawić o ból głowy.
nosiwoda - 2013-08-01, 17:17
:
Czy napój sojowy z biedronki nie łamie zasad wegetarianizmu?
martva - 2013-08-01, 18:19
:
Z biedronki tak, z Biedronki nie :P

Łaaaał, z lodami czekoladowymi i kostkami lodu jest super.
Zireael - 2013-08-01, 19:21
:
Przeklajam to, co napisałam na Fejsuniu Martvej, może komuś się przyda.

Sojowe domowe spoko, lekko słodzę i lekko solę, saute raczej nie do zniesienia. Sojowe naturalne kupne jest bardzo fajnie kremowe (ale kosztem zagęstnika), moje domowe nigdy mu nie dorówna. Smaczniejsze nawet niż krowie, tylko Biedrona za mocno słodzi. Z Rossmanna mniej słodkie, ale droższe. Innych firm nie piłam. Czekoladowe kupne jest bardzo smaczne, ale traktuję je jak słodycz. Nie napój mój powszedni. Waniliowego się obawiam, myślę, że może być bleh. : o
martva - 2013-08-01, 20:42
:
Nie jest bleh, o ile tolerujesz smak budyniu waniliowego :-)
Jezebel - 2013-08-02, 09:05
:
Sojowe z Alpro jest zdecydowanie smaczniejsze, niż to biedronkowe, ale argumentem przeciwko jest oczywiście cena.

Czekam na te piękne czasy, kiedy mleko migdałowe będzie u nas dostępne w cenie niezaporowej.
martva - 2013-08-02, 11:28
:
Cóż, za cztery zeta mogę zrobic eksperyment/kupić od czasu do czasu, pewnie głównie latem. Za więcej raczej nie :-)

Mleko migdałowe za mną chodzi, bo uwielbiam wszystko co z migdałów, muszę sobie wreszcie zrobić :)
dworkin - 2013-08-02, 16:31
:
Jezebel napisał/a:
Sojowe z Alpro jest zdecydowanie smaczniejsze, niż to biedronkowe, ale argumentem przeciwko jest oczywiście cena.

Zgadzam się, to chyba najlepsza sojówka na rynku, kupuje ją raz w tygodniu. Ale nie tą oryginalną, tylko niesłodzoną, bo pierwsza jest przesycona słodyczą. Podobnie cenię paszteciki sojowe od Sante, uważam je za lepsze od mięsnych odpowiedników.
Jezebel - 2013-08-03, 10:42
:
Też lubię, szczególnie pasztet z pomidorami. Paprykarze też niezłe. Od czasu do czasu (choć w ostatnim czasie bardzo rzadko) kupuję sojowe wędliny i tofu z Polsoi. Tylko produktów firmy Orico unikam jak ognia.

Ma ktoś jakiś sprawdzony przepis na domowy pieczony pasztet ze strączków (najlepiej z soczewicy, ale soja i inne też się nadadzą)?
Cintryjka - 2013-08-03, 11:04
:
http://feed-me-and-then-b...ieczarkami.html

Blog znajomej, polecam:)
Zireael - 2013-08-03, 11:11
:
Kiedyś lubiłam kupne sojowe pasztety, ale dałam sobie spokój, bo skład mają straszny. Dorównują mięsnym odpowiednikom. Raz upiekłam domowy z soczewicy - wyszedł taki sobie. Jak pojadę do rodziców (w mieszkaniu studenckim nie mam piekarnika :<), to spróbuję zrobić pasztecior z ciecierzycy. Zdam relację, jak wyszedł.
Jezebel - 2013-08-03, 13:21
:
Blogiem się już chwaliłam, to teraz jeszcze fajpejdż :P
https://www.facebook.com/wiedzmiachatkablog
martva - 2013-08-03, 13:36
:
We wszystkich sklepowych sojowych pasztetach jest coś co ma fuj posmak i nie wiem co to jest (uprzedzając, nie soja). Nie kupuję od lat, wolę sobie zmiksować puszkę strączkowców z innymi rzeczami i mieć smarowidło (albo rozpustnie upiec w foremce, bez przepisu i 'na oko', ale to się rzadko zdarza, bo raz, jestem leniwa, dwa, muszę to jeść sama jedna).
dworkin - 2013-08-03, 13:42
:
Zireael napisał/a:
Kiedyś lubiłam kupne sojowe pasztety, ale dałam sobie spokój, bo skład mają straszny. Dorównują mięsnym odpowiednikom. Raz upiekłam domowy z soczewicy - wyszedł taki sobie. Jak pojadę do rodziców (w mieszkaniu studenckim nie mam piekarnika :<), to spróbuję zrobić pasztecior z ciecierzycy. Zdam relację, jak wyszedł.

Sante jakiś czas temu zweryfikowało skład swoich pasztetów, uzdrawiając je poprzez rezygnację z glutaminianu sodu, etc. Teraz są stosunkowo zdrowe. I, zdaje się, znacznie smaczniejsze.
Zireael - 2013-08-03, 17:28
:
dworkin napisał/a:
Sante jakiś czas temu zweryfikowało skład swoich pasztetów, uzdrawiając je poprzez rezygnację z glutaminianu sodu, etc. Teraz są stosunkowo zdrowe. I, zdaje się, znacznie smaczniejsze.


Jak bardzo jakiś czas temu? Nie jem tych pasztetów Sante z rok, dawno ich nie macałam w sklepie. Dzięki za informację.

@ Martffa
Z czym miksujesz te strączkowe? Nie mam żadnego sprawdzonego przepisu na pastę, zawsze IMO brakuje "tego czegoś".
Jezebel - 2013-08-03, 17:33
:
http://wiedzmiachatka.wor...3/26/05-hummus/ :)
Zireael - 2013-08-03, 21:06
:
Eee tam. Hummus w teorii jest smaczny (uwielbiam ciecierzycę), w praktyce to chyba nie moja bajka. Raz zrobiłam. Chociaż wychodziłam z siebie, cały czas był niedoprawiony. Plus, jakoś mi się to nie komponowało z sezamem. Lubię sezam przede wszystkim na słodko (chałwa //slina ).
Jezebel - 2013-08-03, 21:29
:
Jak napisałam pod przepisem - mnie bardziej pasuje wersja bez sezamu. A czosnek w odpowiedniej ilości załatwia kwestię niedoprawienia ;) Cytryna też.
Zireael - 2013-08-03, 21:41
:
Ja dałam masę czosnku i cytryny też i ciągle było dla mnie zbyt mdłe. Ale niech Ci będzie - wypróbuję Twój przepis, jak kupię tahini (sporo babrania i sezamu akurat nie mam). Ile ciecierzycy winnam ugotować? Puszkowana jest ciężko dostępna i kosztuje milion monet. W ogóle, ceny mniej popularnych strączków w puszkach to jakieś nieporozumienie. Kilo suchej ciecierzycy: 8-10 zł. Puszka 400 gram, gdzie połowę stanowi zalewa - 4-5 zł. W Lidlu jest tydzień hiszpański i w ofercie mają słoikowaną fasolę czarne oczko, czerwoną i właśnie ciecierzycę, ale w moim nie było. //mur
dworkin - 2013-08-03, 21:54
:
Zrobiłem dziś ten hummus, posmarowałem nim kanapki, a na nie położyłem suszone pomidory (te z oleju), paprykę, rzodkiewki oraz rukolę. Były świetne.
Jezebel - 2013-08-03, 22:05
:
Zireael napisał/a:
Ile ciecierzycy winnam ugotować?

Puszkowa bez zalewy waży 240-250 g, więc powinnaś wziąć nieco mniej, bo po namoczeniu zrobi się cięższa. Ile dokładnie - trudno mi oszacować na oko.
Mocz całą noc z łyżką sody oczyszczonej. Tradycyjne receptury przywiezione ponoć z Bliskiego Wschodu mówią, że hummus wychodzi wtedy gładszy i bardziej kremowy :)
Luinloth - 2013-08-04, 19:02
:
Próbowałam kiedyś z ciekawości sojowych pasztetów, nie powaliły mnie na kolana. Wolę rzeczywiście zrobić hummus albo zbliżoną pastę z soi czy innego strączkowca. Ale to chyba dlatego, że jako wszystkożerca nie po to jem coś niemięsnego, żeby mi miało smakować jak mięso; wolałabym zdecydowanie pasty sojowe, które nie udawałyby zwykłego pasztetu.
Co do mleka, Biedronkowe jest smaczne, ale trochę się martwię, czy ta słodycz nie oznacza przypadkiem jakichś niezdrowych ilości dosypanego białego cukru. Mimo wszystko trochę mi żal wydawać tyle, ile kosztuje większość pozostałych, zwłaszcza porównując z krowim, które kosztuje cztery razy mniej. Ryżowe piłam raz i mi nie smakowało, ceny innych zabijają, chociaż chętnie spróbowałabym migdałowego.
martva - 2013-08-04, 21:28
:
Zireael napisał/a:
@ Martffa
Z czym miksujesz te strączkowe?


Z czosnkiem, oliwą i przyprawami, tak w skrócie. Raz robiłam pseudohummus, dałam po prostu sezam zamiast tahini.
Zireael - 2013-08-05, 00:42
:
Luinloth napisał/a:
Co do mleka, Biedronkowe jest smaczne, ale trochę się martwię, czy ta słodycz nie oznacza przypadkiem jakichś niezdrowych ilości dosypanego białego cukru


Tym się akurat nie trzeba martwić. Słodzone mleko sojowe z Biedrony zawiera mniej cukru na 100 ml niż mleko krowie. Konkretnie: sojowe ma 3,7 gramów cukru/100ml, a krowie około 5 gramów/100 ml (różne marki różnie). Laktoza i sacharoza mają niemal identyczną budowę chemiczną, w miarę podobnie wpływają na organizm.

dworkin, macałam wczoraj pasztety Sante, rzeczywiście w składzie nie ma żadnego paskudztwa. //kas

Martffa napisał/a:
Z czosnkiem, oliwą i przyprawami, tak w skrócie. Raz robiłam pseudohummus, dałam po prostu sezam zamiast tahini.


A więc to tak! Trzeba dać olej. Ja nie dawałam i spoistość moich past pozostawiała wiele do życzenia. Zrobię z lnianym, jest przepyszny, IMO bije oliwę na głowę w sałatkach i innych "zimnych" zastosowaniach.
MrSpellu - 2013-08-05, 09:22
:
Ostatnio rozmiłowałem się w warzywach na parze. Brukselka, brokuł czy też fasolka szparagowa są po prostu genialne. Bez zasmażek, no i... o zgrozo... bez boczku :)

@

Wow. W maju moja żona posadziła na tarasie kilka krzewów pomidorów, dziś zjedliśmy pierwszy owoc z naszej "hodowli". Wrażenia? Jakbym pierwszy raz od kilku lat jadł pomidora. Soczysty, mięsisty, aromatyczny, po prostu pomidorowy. Szok. Zauważyłem też, że po zjedzeniu nie było takiego charakterystycznego, lekkiego szczypania w język. W końcu samo słońce i ziemia, bez nawozów.
martva - 2013-08-05, 14:34
:
Nie demonizowałabym nawozów sztucznych, kluczowe są raczej odmiana i słońce :-) Mamy całe stado doniczkowych pomidorów, tylko znając życie zaczną owocowanie we wrześniu, bo moja matka się upiera przy domowej produkcji od nasionek i uprawie jednej konkretnej odmiany, która jest wysokim pomidorem; sadzonki są blade i rachityczne jak wygłodzony pasikonik (niezbyt jasny parapet), potem muszą długo czekać na pikowanie i jeszcze dłużej na sadzenie. Dzięki temu że kupiłam trzy krzaczki czegoś o dumnej nazwie 'pomidor balkonowy' na targu, mamy pomidorki już. Liczę na rozwój rynku sadzonkowego, jeśli można kupić żółte koktajlowe to te cholerne jeloł pirszejpty też może będą do dostania (chociaż wolałabym w ogóle mieć same karłowe odmiany, zajmują mniej miejsca, owocują jak gupie i są fajniejsze).

Zireael napisał/a:
A więc to tak! Trzeba dać olej.


Koniecznie, inaczej konsystencja będzie krusząca, nie smarowalna ;) A lniany muszę sobie kupić, tylko jak się zrobi chłodniej, bo boję się że zacznie wrzeć zanim go doniosę z apteki. Różne pestki i orzechy też są git jako dodatek do smarowideł. A jedna z moich ulubionych past (głównie imprezowych, jakoś rzadko robię dla siebie) to czarne oliwki, czosnek, pietruszka, oliwa, kapary i sok z cytryny, czasem dodatkowo ze słonecznikiem.
Luinloth - 2013-08-05, 16:35
:
Też muszę sobie sprawić olej lniany, ostatnio mi się przypomniało, że mi lekarka poleciła :)
Martva, a ten słonecznik to na koniec jako dodatek, czy też razem ze wszystkim na krem w blenderze?
martva - 2013-08-05, 18:51
:
Mnie internet polecał prozdrowotnie, ale od roku z hakiem nie mogę się wybrać żeby kupić ;)
Nasiona miksuję ze wszystkim na krem, ale jak wolisz to możesz posypywać z wierzchu już gotowego cosia :-)

Bleh, od paru dni mam w lodówce cukinię (z własnej grządki) i bardzo muszę ją przerobić na placki, ale w kuchni jest tak gorąco że nie wiem czy dam radę...
Zireael - 2013-08-05, 19:21
:
Martffa napisał/a:
czarne oliwki, czosnek, pietruszka, oliwa, kapary i sok z cytryny, czasem dodatkowo ze słonecznikiem


Takie tłuste, że to bardziej pesto niż pasta. : o Ale pewnie makaron z tym byłby doskonały.

Zrobiłam pastę!
Poszło do niej:

- 260 gramów mieszanych strączków (czerwona fasola z puszki, gotowany bób bez skórek i gotowana czerwona soczewica)
- 2 łyżki oleju lnianego
- bazylia, sól, pieprz, oregano, dużo słodkiej papryki

Po zblendowaniu pasta miała konsystencję świeżego betonu i strasznie się lepiła, więc dodałam trochę przegotowanej wody. Wyszło całkiem smacznie, tylko przesoliłam. --_-

Wyprodukowałam też domowe mleko kokosowe. Jestem pełna obaw, czy wyszło (czekam aż się wytrąci śmietanka), do domowych mlek roślinnych mam, niestety, dwie lewe ręce, tylko sojowe w miarę opanowałam.
martva - 2013-08-07, 12:34
:
Tak, na ogół na imprezy noszę z bagietką/dobrym chlebem, a tym co zostanie w domu uszlachetniam makaron i ryż :-) Tak, jest tłuste, ale po prawie dwudziestu latach nielubienia tłuszczu odkryłam że chodzi o tłuszcz z mięsa. Tłuste mięso mnie brzydziło od zawsze, ale masło na kanapce jest ok, a oliwa, tłuste orzechy i pestki, oliwki, chałwa i takie tam nie przeszkadzają mi zupełnie ;)

Tymczasem - zielone placki. Starta cukinia (dobrze jest zetrzeć wcześniej i odcisnąć), posiekana natka pietruszki, jajko/a, mąka, przyprawy (sól, pieprz, dużo curry, papryka). Smażyć na złoto, podawać z czosnkowym jogurtem. Mru.
Swoją drogą to zadziwiające ile owoców potrafią wyprodukować cztery cukiniowe krzaczki ;)
Procella - 2013-08-07, 16:16
:

Jezebel - 2013-08-07, 19:51
:
martva napisał/a:
Tymczasem - zielone placki. Starta cukinia (dobrze jest zetrzeć wcześniej i odcisnąć), posiekana natka pietruszki, jajko/a, mąka, przyprawy (sól, pieprz, dużo curry, papryka). Smażyć na złoto, podawać z czosnkowym jogurtem. Mru.

Jeśli ktoś chce dokładnie proporcje do cukiniowych placków (moja wersja zawiera jeszcze marchewkę), służę uprzejmie :P
http://wiedzmiachatka.wor...ii-i-marchewki/
martva - 2013-08-07, 21:03
:
O, super, bo ja z reguły wszystko robię 'na oko' :-)
BTW dziś powtórka a ja mam tylko jedno jajko, mam nadzieję że nie będą się rozwalać.
Procella - 2013-08-14, 19:12
:
Hummus, podejście pierwsze. Bardzo dobre. Dodałam świeżej mięty, ale słabo ją czuć, trzeba dorzucać więcej. I użyłam oleju sezamowego, bo nie miałam ani pasty, ani ziarenek pod ręką.
Luinloth - 2013-08-19, 19:17
:
Piekłam już razowe muffiny, przyszła pora na żytnie :)
Z czym: mała cukinia, kawałek bakłażana ("bo leżało"), suszone pomidory, kilka ostrych papryczek z oliwy, czarne oliwki, ricotta.
Przepis podstawowy na ciasto: 2 jajka, półtorej szklanki mąki, łyżeczka sody zamiast proszku i 1/3 szklanki oliwy (akurat starczyło tej z papryczek i pomidorów). W oryginalnym przepisie na ciasto było jeszcze mleko, ale olałam je ze względu na ricottę.
Się piecze się.
martva - 2013-08-19, 21:45
:
Robiłam ostatnio takie warzywne, z cukinią, papryką, pomidorem i fetą. Ja byłam zachwycona, współzjadacz wolał oscypkowo-żurawinowe.
Jezebel - 2013-08-20, 18:48
:
Przypominacie mi, że od dłuższego czasu noszę się z zamiarem upieczenia wreszcie jakichś niesłodkich muffinów. Chyba czas najwyższy go zrealizować :) Spróbuję przerobić swój ulubiony przepis na słodkie.
martva - 2013-08-20, 22:23
:
Niesłodkie muffiny są o niebo fajniejsze od słodkich. Acz zrobiłam ostatnio słodkie które mi smakowały - cukinia, duuużo gorzkiej czekolady i maliny. Ciężkie, wilgotne, mocno czekoladowe, nie bardzo słodkie, z kwaskowatymi akcentami.
Urshana - 2013-08-21, 08:32
:
Ja nie umiem zrezygnować z ulubionych słodkich - czekoladowe brownie z malinami i choć próbuję też innych - ostatnio z jeżynami, to pierwsze wygrywają o kilka długości. Chrupiąca skórka, lekko kleisty środek i cudowny aromat malinowy, niebo w gębie.
martva - 2013-08-21, 09:52
:
Ja od paru lat mam coś dziwnego ze słodyczami - zasładzam się błyskawicznie, mam wrażenie że twarz mi się poci cukrem. Potrafię się zasłodzić nawet winogronami, co już jest lekko dziwne. Gorzka czekolada z malinami jeszcze daje radę, ale ogólnie ze wszystkich słodyczy najbardziej lubię pizzę.
Jezebel - 2013-08-21, 11:30
:
martva napisał/a:
Potrafię się zasłodzić nawet winogronami, co już jest lekko dziwne.

Wcale nie, bo zawartość cukru w 100g winogron jest jedną z najwyższych spośród wszystkich świeżych owoców :) Więcej mają tylko banany.
martva - 2013-08-21, 11:40
:
Ale kiedyś mogłam je jeść do oporu, a teraz nie mogę :-)
Jezebel - 2013-08-21, 14:17
:
To dość częsta sprawa, że się ludziom ochota na różne smaki diametralnie zmienia z wiekiem :) Szczególnie dotyczy to spadku tolerancji smaku słodkiego i wzrostu - gorzkiego/cierpkiego.
Jeśli Cię to jednak niepokoi, możesz zrobić test tolerancji glukozy.

Kto ma ochotę na leczo? ^^
http://wiedzmiachatka.wor...eganskie-leczo/
martva - 2013-08-21, 23:10
:
Nieee, nie niepokoję się, jak się chcę poniepokoić zdrowiem to znajduję coś innego. Tylko mnie to trochę dziwi, i jakoś się nie mogę przyzwyczaić - nadal się ślinię przechodząc koło cukierni, bo tam ładnie pachnie, ale częstotliwość jedzenia słodkiego spadła wyraźnie.

Przed chwilą cukiniowe placki curry. Znów. Tym razem bez pietruszki, za to ostatnia partia z sezamem (miały być wszystkie, ale wyleciało mi z głowy).
Na obiad jajecznica z pomidorem i papryką. A potem budyń. Z gorzką czekoladą.W takie szare dni jak dzisiejszy czekolada robi mi dobrze.
nosiwoda - 2013-08-23, 15:30
:
Na następne krakowskie spotkanie w realu totalnie musisz przynieść coś do jedzenia z własnej kuchni.
Jezebel - 2013-08-23, 15:35
:
O, a szykuje się jakieś krakowskie spotkanie? Bo ja bym się chętnie wprosiła.
nosiwoda - 2013-08-23, 15:38
:
Jezebel napisał/a:
O, a szykuje się jakieś krakowskie spotkanie? Bo ja bym się chętnie wprosiła.
No właśnie nie, ale zapluwam sobie na nieokreśloną przyszłość.
martva - 2013-08-27, 22:10
:
Dzisiaj: kruche babeczki z gotowców z kremem mannowym i owocami (bardzo brzydkie, ale chwała Bogini za maliny), a na kolację placki cukiniowe, dla odmiany nie z curry tylko z fetą i ziołem. Znaczy, ziołami. Dobre, ale z curry lepsze.
ihan - 2013-08-29, 23:29
:
Ba, z curry wszystko jest lepsze.
Jezebel - 2013-09-03, 11:56
:
Wyimprowizowałam wczoraj chili sin carne i wyszło tak arcygenialne, że po prostu muszę się podzielić przepisem, a Wy musicie wypróbować! //slina
http://wiedzmiachatka.wor...hili-sin-carne/

Myślę, że bardzo dużo zrobił dodatek kakao, ciemnego sosu sojowego i octu balsamicznego.
martva - 2013-09-03, 18:45
:
Chili bezkarne, powiadasz? Łazi za mną od jakiegoś czasu, może bym zrobiła w przyszłym tygodniu, póki papryki jest dużo i w sensownych cenach ;)

Gotując samcowi obiadki do pracy, po serii placuszkowej też męczę jednogarnkowce, wczoraj coś w typie ratatouille (mały bakłażan, cukinia, czosnek, pół papryki, pół ostrej papryczki, zioła, pomidory świeże + przecier), dzisiaj planuję curry (mały bakłażan, cukinia, marcheffki, ziemniaki, być może ananas).

I dynie się zaczynają. Co oznacza powtórkę z tarty z dynią i niebieskim serem //amor //slina
Zireael - 2013-09-03, 19:30
:
Zakupiłam mleko sojowe waniliowe w Stonce. Podrożało chyba (kojarzę cenę 3,99 zł, a na paragonie mam 4,99). --_- Jest okrutnie mdłe i o wiele za słodkie. Nieźle wchodzi tylko z mocną kawą. Nigdy więcej!
Jez, tym chili narobiłaś mi smaka, że o ja Cię. Nie wiem jeszcze kiedy je ugotuję, bo mam dość paskudny tydzień, ale muszę to zjeść. //slina
martva - 2013-09-03, 19:50
:
Spróbuj je zmiksować z jakimiś malinami czy czymś, to mleko. I rzeczywiście podrożało, już czytałam teorię spiskową że to po petycjach o powrót, jak go nie było - stwierdzili że tylu ludzi się domaga, to zapłacą złotówkę więcej.
Jezebel - 2013-09-03, 22:32
:
Drogie panie, jeśli się skusicie (argument z cenami papryki słuszny, popieram), to liczę na komcie :P

Zrobiłabym kiedyś ratatouille, ale wybitnie nie lubię bakłażanów. Ma to sens bez nich?
martva - 2013-09-03, 23:15
:
Zawsze jak czegoś nie lubię to pomijam, nie lubisz to nie dawaj, też będzie dobre :-)

Ja z bakłażanów pisałam magisterkę i po badaniach do niej nie tknęłam oberżyn przez dwa lata :P
Zireael - 2013-09-03, 23:45
:
Jak najbardziej ma. Ja daję bakłażan, cukinię albo oba. Ale to zbrodnia nie lubić oberżynki. :P
Jezebel - 2013-09-04, 09:17
:
Nie taka znów zbrodnia, bo poza tym naprawdę trudno o zieleninę, której bym nie lubiła. Nie straszne mi powszechnie nielubiane brukselki, kiszonki, nie wspominając o szpinaku, oliwkach czy brokułach. Tylko bakłażan i natka pietruszki nie chcą mi przejść przez gardło. Z cukinią też miałam problem, ale zniknął, kiedy zaczęłam samodzielnie robić z nią dania uważając, żeby się nie rozgotowała i nie zrobiła obrzydliwie ciapowata.

No to spróbuję :) Macie jakieś swoje wypróbowane i godne polecenia przepisy?
Cintryjka - 2013-09-04, 12:48
:
Ratatouille zawsze ma sens, choć bez bakłażana to nie do końca to.
martva - 2013-09-04, 14:41
:
Bakłażany są piękne, tak poza wszystkim :-) z zielenizn nie lubię naci kolendry, nie przepadam za koperkiem (chyba że z młodymi ziemniorami), sądzę że nie lubię fenkuła (jak wszystkich rzeczy związanych choćby luźno z anyżem). Nie lubiłam cykorii, ale we Francji się nauczyłam (w sałatce z pomarańczą, albo gotowaną i odsmażoną na maśle). Poza tym pochłaniam wszystkie, z większym lub mniejszym entuzjazmem.
Szpinak nauczyłam się jeść całkiem niedawno i polubiłam, chociaż dziwne uczucie jakie robi na zębach mnie trochę wkurza.

I w ogóle w krk zaczyna się sezon dyniowy i poza moją ukochaną Hokkaido widziałam też dynię piżmową/butternut squasch. W zeszłym roku ją chciałam a nigdzie nie było.
Zireael - 2013-09-04, 15:54
:
Mój przepis na ratatuja. Jest zlepkiem kilku innych i moich osobistych preferencji. Wychodzą dwie porcje i trochę zostaje. Od biedy mogą być trzy małe, ale to bez sensu jeść małą porcję ratatuja. :D

- 400-500 g dojrzałych pomidorów (polecam odmianę lima - te owalne. Świetne by pewnie by z bawolimi sercami, ale nie mogę nigdzie dostać)
- 2 średnie cebule (biała i czerwona)
- 2 spore papryki (czerwona i według gustu - zielona/żółta)
- 1 spory bakłażan (albo dwie średnie cukinie :roll: )
- 6 ząbków czosnku
- olej do smażenia (oliwa się łatwo pali, zwłaszcza extra virgin, więc może być z wytłoczyn oliwkowych albo rzepakowy)
- zioła prowansalskie, świeża bazylia i ew. oregano do dekoracji; kanoniczne przepisy zawierają tymianek, za którym średnio przepadam
- sól i pieprz
- ser typu greckiego/bałkańskiego

Sposób wykonania:

Pomidory obrać ze skóry i pokroić w ósemki. Można usunąć gniazda nasienne. Bakłażana pokroić w grube plastry, a każdy plaster w ćwiartki. Obficie posolić, odstawić na sicie na pół godziny, po tym czasie opłukać i w miarę osuszyć (papierowym ręcznikiem). Cukinię pozbawić końcówek, jeśli młoda, to tylko obrać, jeśli większa, to także pozbawić pestek. Pokroić w plasterki lub półplasterki. Cebule pokroić w piórka. Papryki pokroić w paski. Czosnek obrać i pokroić jakkolwiek lub zmiażdżyć.

Teraz będzie trudno - smażymy. :mrgreen: Przygotować patelnię oraz garnek, w którym się zmieszczą wszystkie nasze dobrocie (czyli nielichy).
Na rozgrzany tłuszcz na patelni wrzucić cebulki. Smażyć na złoto, przerzucić do gara. Podobnie uczynić z czosnkiem, następnie z papryką, bakłażanem/cukinią i pomidorami (z pomidorami ostrożnie, żeby się za bardzo nie rozciapały). Połączone warzywa dusić w garnku około 5 minut, przyprawić. Gotowe danie przyozdobić świeżymi ziołami i posypać pokruszonym serem (polecam bałkański z Lidla). Dobrze smakuje z ciabattą albo bagietką. Bon appétit!
Urshana - 2013-09-15, 14:53
:
Jako że nie miałam pomysłu na obiad, a w lodówce czekające na obróbkę jeżyny i śliwki z ogrodu teściów, serwowałam dziś dania wegetariańskie. Zupę krem z pieczonych pomidorów i papryki (moje pierwsze podejście do zupy z pieczonych warzyw, a efekt był tak zadowalający, że będę to na pewno powtarzać w różnych konfiguracjach. Oprócz papryki i pomidorów upiekłam też cebulę i czosnek, zblendowałam, dodając bulion i przyprawy - sól, pieprz, bazylię i tymianek, doprawiłam śmietaną i przygotowałam grzanki z razowego chleba. Następnym razem podam z serem - fetą lub mozzarellą.) Na drugie danie były mało niedzielne knedle ze śliwkami. Do tego kompot ze śliwek z cynamonem, a na deser, ale to trochę później jeżyny pod chrupiącą kołderką (w jej skład wchodziły migdały, pestki słonecznika, płatki owsiane, cynamon, cukier trzcinowy, mąka i masło) z lodami oczywiście.
Zireael - 2013-09-15, 21:13
:
Zrobiłam w zeszłym tygodniu chili Jezebel (http://wiedzmiachatka.wordpress.com/2013/09/03/38-chili-sin-carne/). Jest om nom, nom. //kas
I tak się zastanawiam - czy takie warzywne gulasze albo leczo dałyby się zasłoikować? Roboty z tym od groma, kusi, żeby zrobić od razu większą ilość, a nie mam w Poznaniu dostępu do zamrażalnika.
Procella - 2013-09-15, 21:32
:
Leczo na pewno. Zawsze, odkąd pamiętam, było u nas na zimę w słoikach, z dobrym skutkiem. Zapasteryzować porządnie trzeba i powinno być ok.
Jezebel - 2013-09-15, 22:39
:
Cieszę się, że smakowało :)

Popieram Proc - jeśli porządnie zagotujesz słoiki i w daniu nie będzie żadnej śmietany czy innego nabiału/czegokolwiek pochodzenia zwierzęcego, to powinno spokojnie wytrzymać kilka miesięcy :)
martva - 2013-09-30, 17:38
:
Udało mi się nabyć pasztet warzywny bezsojowy.

Meksykański, firmy Primavika. Producent odrobinę przesadził pisząc na etykiecie o wyrazistym, pikantnym smaku, ale parę kropel tabasco i już jest dobrze. Składa się z ciecierzycy, fasoli, kukurydzy i groszku, plus cebuli i papryki, i jest całkiem ok - wiadomo że wolę moje własne pasty, ale akurat jak się nie ma swojej kuchni pod ręką... ;)
Nie ma tego charakterystycznego syfiastego posmaczku, wyczuwalnego we wszystkich sojowych pasztetach które dotąd jadłam (nie wiem czy to była soja, czy jakiś glutaminian, czy co).

I tak btw - zaskoczyła mnie szeroka oferta tego typu smarowideł, zajmowały całkiem niezły kawałek półki w sklepie. Różne rodzaje, różnych firm.
Jezebel - 2013-09-30, 18:39
:
A gdzie kupiłaś?
martva - 2013-09-30, 18:49
:
W Lewiatanie na Długiej.
martva - 2013-10-24, 14:57
:
Dziś: pieczony kalafior z dynią Hokkaido. Jedno na różyczki, drugie w ósemki a potem na kawałki, wytytłać w oliwie z przyprawami (sól, pieprz, curry), wysypać na blachę, wstawić do piekarnika i w 200-220 stopniach do miękkości, od czasu do czasu mieszając. Megapyszne. Hokkaido nie trzeba obierać ze skórki, i można też wykorzystać mniejsze listki kalafiora, tylko ostrożnie, bo są delikatne i mogą się przypalić.
martva - 2013-11-12, 13:58
:
Śmieszna rzecz. 'Kebab wegetariański', znaczy pita, warzywa i sos, kosztuje w Krakowie złotówkę mniej od mięsnego (falafel podobnie, ale on jest rzadkim zjawiskiem, bo nawet jak występuje w menu to tak naprawdę go nie ma albo się skończył), czyli 10-11 zeta. W Lublinie, jak mi się już udało wytłumaczyć o co mi chodzi (w menu było kilka opcji z podopcjami baran/kura), dostałam kanapkę za 3,50. Łał.
DamianT1972 - 2013-11-22, 14:11
:
Ale mi zaostrzyliście apetyt. Wypróbuję podany na forum przepis na ratatuja :D Mam nadzieję, że nie będzie potrzeby by mnie ktoś RAtatował :D
Fidel-F2 - 2013-11-23, 02:31
:
Czemu go jeszcze nikt nie wpierdrzucił?
martva - 2014-02-12, 12:46
:
Ostatnie dobre przetestowane rzeczy:
burgery z buraków - bardzo fajna rzecz, nie rozpadły się w czasie pieczenia (jak robiłam pierwszy raz, to na patelni i na wszelki wypadek dałam jajko). Tylko warto mocniej doprawić, bo wersja podstawowa jest raczej słodkawa.
oraz mała, prosta rzecz - kanapki. Użyłam bułek z własnego wypieku, ziołowo-czosnkowo-oliwkowych, na to kozi twarożek, nasiona czarnuszki i cienko pokrojony burak (użyłam surowego, ale niektóry się brzydzą, pieczony albo gotowany też ujdzie). Mmmmm, dobre.
martva - 2014-02-26, 18:03
:
Tarta dwusmakowa - gotowe francuskie ciasto, podpieczone, jedna część ze szpinakiem, czosnkiem, suszonymi pomidorami, orzechami włoskimi i gorgonzolą, druga z pieczarkami, cebulą, jabłkiem (wszystko podsmażone) i wędzonym serem. Całość oblana jogurtem z jajkami i garścią sera. Ommm.
martva - 2014-03-03, 09:57
:
Sałatka: pół buraka (u mnie surowy) starte na wiórki, świeży szpinak, trochę kapusty pekińskiej (szpinaku było mało), orzechy włoskie, gorgonzola bądź inny niebieski ser. Sos z oliwy, czosnku, miodu, musztardy i octu balsamicznego.
You Know My Name - 2014-03-30, 16:06
:
Jedno bym zmienił. Zamiast buraka dałbym, hmmm, rzodkiew.
martva - 2014-03-30, 19:40
:
Nieee, rzodkiew mi nie pasuje.
You Know My Name - 2014-03-30, 22:28
:
Ja z buraków tylko klarowny barszczyk toleruję, no ale jak się mieszka we Warszawie to buraków człowiek ma dość na codzień :>
Metzli - 2014-03-30, 22:35
:
Taki świeżo upieczony lub ugotowany na parze buraczek, mniam //slina Nawet bez żadnych innych dodatków.
martva - 2014-03-30, 22:37
:
Ja ostatnio nawet surowe jadam :) A pieczony burak z serem pleśniowym to jest absolutne miszczostwo.
Fidel-F2 - 2014-03-31, 07:36
:
to jest marnowanie sera
Zireael - 2014-03-31, 20:17
:
Cudowałam dzisiaj w kuchni. Robiłam placki brokułowe, które się rozpadły i w ogóle wyszły bez sensu. Drugi pomysł udał się w 101%.
Uwielbiam wszelkie pasty, kremy i smarowidła czekoladowe. Nutella jest droga i niezdrowa, dlatego wymyśliłam tani, prosty, przepyszny krem czekoladowy z dużym potencjałem wegańskim.

Składniki są niebywale prostackie, praktycznie zawsze mam je w domu, zrobienie zajmuje chwilę.

- 100 gramów łuskanego, niesolonego słonecznika
- 35 gramów (nie wiem, ile to będzie w mililitrach, ja ważyłam) oleju słonecznikowego - nie polecam zastępowania rzepakowym, nadałby niepożądanego posmaku. Duży potencjał widzę w kokosowym i sezamowym.
- 35 gramów miodu - można zastąpić syropem z agawy, klonowym, daktylowym, czy jaki tam lubicie i będzie wegańskie
- 8-10 gramów dobrego ciemnego kakao

Słonecznik uprażyć na suchej patelni, mieszać intensywnie, bo lubi się palić. Ostudzić. Zmielić w młynku do kawy na proch lub, jeśli macie dobry blender (mój jest słabiutki) - od razu blendować. Dodać oleju, wymemłać do gładkości. Dodać miód i ponownie wymemłać. Dodać kakao i ostatni raz wymemłać. Zwrócić uwagę na równomierne rozprowadzenie kakao, chyba, że cieszą was smugi w kremie.
Smacznego. //slina

Następnym razem zrobię z potrójnej porcji, bo to 100 g słonecznika to takie nic...
mad5killz - 2014-03-31, 20:32
:
Zireael napisał/a:
Nutella jest droga i niezdrowa...



Spróbujesz i wsiąkniesz. :P
Zireael - 2014-03-31, 20:59
:
Przecież wiem, jak smakuje. o.O
You Know My Name - 2014-03-31, 21:27
:
To taka GNUtella //mysli
martva - 2014-04-01, 18:13
:
A dzisiaj z dziwnych wynalazków pasta fasolowa z chrzanem (biała fasola - uwaga, w Tesco bywa puszkowana fasola i chyba inne strączki bez soli!, garść słonecznika - następnym razem będę go moczyć, dwie-trzy łyżeczki chrzanu, dwa ząbki czosnku, pieprz cytrynowy, kminek, oliwa - zblendować, dodając w trakcie trochę wody dla bardziej aksamitnej konsystencji). Mam dziwne wrażenie że powinnam użyć mielonego kminku :mrgreen: ale ogólnie jest ok.
Wcześniej robiłam takiego uboższego kuzyna hummusu - ciecierzyca, oliwa, sezam, czosnek, cytryna, natka pietruszki, orzechy włoskie. Też fajne.
Zireael - 2014-04-03, 16:59
:
martva napisał/a:
Wcześniej robiłam takiego uboższego kuzyna hummusu - ciecierzyca, oliwa, sezam, czosnek, cytryna, natka pietruszki, orzechy włoskie. Też fajne.


<wyciera pospiesznie oślinione biurko> Muszę kupić orzechy włoskie. Natychmiast! :mrgreen:

Co do pierwszej pasty - po co ten kminek? //panda
martva - 2014-04-03, 18:00
:
66 mg żelaza/100g :mrgreen: ale nie lubisz, nie dawaj.
Zireael - 2014-04-03, 19:52
:
Wiedziałaś, jakiego argumentu użyć. Już się zaprzyjaźniłam z selerem i grejfrutami, których nie tykałam przez całe życie, może pora na kminek? //mysli
martva - 2014-04-08, 17:03
:
Tarta dwunadzieniowa.
1: szpinak, czosnek, suszone pomidory, orzechy włoskie, feta (standard, testowane wielokrotnie)
2: por, cebula, jabłko, żurawina, feta, kozi ser (Bogowie, jakie o fpytnie dobre!)
ats - 2014-05-06, 16:37
:
zawsze, jak tu przybędę, to głodnieję... ;) Ale ileż inspiracji stąd się sączy! ;)
martva - 2014-05-06, 17:51
:
Odkryłam dziś w warzywniku rzeżuchę, co się sama wysiała w zeszłym roku i prawie kwitnie. Liście są twardsze niż w standardowym wieku spożywania rzeżuchy, w pierwszej chwili smakują jak zielsko, a potem jak nie walną ostrością :mrgreen:
ats - 2014-05-11, 15:07
:
dziś pączki kwiatowe głogu - lekko słodkie, lekko pikantne, podczas zajęć w Puszczy ze studentkami dietetyki :)

Obiad: kasza jaglana z warzywami i z seitanem w warzywnym sosie, żeby nie napisać, że to był gulasz z seitanu (Mr Spellu miały obiekcje ;) )
You Know My Name - 2014-05-11, 19:11
:
ats napisał/a:
dziś pączki kwiatowe głogu - lekko słodkie, lekko pikantne, podczas zajęć w Puszczy ze studentkami dietetyki :)
Ciekawy materiał na nalewkę //mysli
ats - 2014-05-12, 12:45
:
tak - ciekawy materiał na nalewkę! :)

dziewczyny z dietetyki (dzisiejsze też) były zdumione, ile jedzenia jest w naturze. :)
ats - 2014-05-17, 19:38
:
młode listki bluszczyka kurdybanka - lekko pikantne, niezłe! :)
martva - 2014-05-18, 20:37
:
O, a jak się rozpoznaje czy są jeszcze wystarczająco młode? I co z nimi robić? Zarasta mi to całkiem spory kawałek trawnika i wyrosło między deskami a folią w warzywniku.
ats - 2014-05-18, 20:47
:
dorzuca się to do sałatki, sosu grzybowego, jajecznicy, wkłada w kanapkę zamiast rzeżuchy, lub do jajecznicy.
No, młode są delikatniejsze, raczej z roślin jeszcze nie kwitnących.

A dziś jadłam kaszkę kuskus z grzybami shitake w ziołach - płakałam, gdy kończyłam ;) ;)
martva - 2014-06-01, 22:20
:
Coś między pizzą a focaccią - razowy drożdżowy spód, na połowie cebula, żółty ser, wędzony ser, oliwki, na drugiej połowie cebula, ziemniaki, feta, kozi ser, rozmaryn, tymianek. Druga połowa wygrała :-P Do tego pseudopesto (ogórecznik, ogórek, pietruszka, bazylia, czosnek, orzechy laskowe, oliwa).
You Know My Name - 2014-06-01, 23:37
:
To już chyba była pizza, bo focaccia to ciasto+oliwa
martva - 2014-06-02, 09:55
:
A to zależy, ich jest w ogóle kilka rodzajów, cienkie, grube, z dodatkami, bez dodatków... Dlatego piszę że coś pomiędzy. Zresztą nieważne, wpytne było ^^
dworkin - 2014-06-02, 14:59
:
To ciekawe, ale łaknienie mojej narzeczonej się w ciązy całkiem odweganiło i oodichtiowiło. Tzn. albo przestała w ogóle mieć ochotę, albo wręcz zaczęła pałać niechęcią do czystych warzyw i ryb. Od prawie trzech miesięcy gotujemy dla siebie oddzielnie, bo wszelkie ryby i jednogarnkowe potrawy z warzyw przestały jej odpowiadać. Akceptuje tylko kanapki z guacamole i pomidorem albo obficie ososowione burgery z falafelem. Mówi się, że w ciąży kobieta odczuwa chęć jedynie na takie potrawy, jakie odpowiadają dziecku. Czyżby weganizm był wbrew naturze? //spell Ale ryby?!
ats - 2014-06-05, 12:13
:
grzyby Shitake, podsmażane na oliwie z cukinią i ogromną ilością czosnku :)
Fidel-F2 - 2014-06-05, 13:30
:
Czosnek, bazylia, kapary utarte razem z oliwą, wymieszane z makaronem i posypane parmezanem. Ech, jak mi dobrze.
ats - 2014-06-08, 16:04
:
Dziwnym nie jest, że Ci dobrze! :)


A ja dziś będę miała nową dostawę Shitake! :) mmmmm...! ;)
ats - 2014-07-07, 20:21
:
Bób i czereśnie, czereśnie i bób. Przegryzam arbuzem. Świat jest piękny.
Procella - 2014-07-09, 09:23
:
Czereśnie zazwyczaj nie są bezmięsne :P
Zireael - 2014-07-13, 14:00
:
Byłam wczoraj ze znajomymi na ognisku. Obudziłam się nieco, hmm, wymięta. Przyrządziłam posiłek regeneracyjny i wyszedł tak zacny, że postanowiłam się podzielić.

Potrzebujemy:
* 60 gramów kaszki kukurydzianej
* 200 gramów wiśni
* 60 gramów tofu (naturalne, innego jakoś sobie nie wyobrażam ;) )
* rządek gorzkiej czekolady

Kaszkę gotujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu (nie zapominamy leciutko posolić). Mieszamy zaciekle, bo strasznie łatwo przywiera. Chwilkę studzimy. Wrzucamy wiśnie, najlepiej przetrzymane kilka godzin w lodówce. Dorzucamy tofu pokrojone w kostkę. Na koniec dekorujemy czekoladą - możecie ją zetrzeć na wiórki czy jakoś inaczej rozdrobnić, ja tylko połamałam na kostki. Smakuje obłędnie. Do tego polecam kubek mocnej, aromatycznej herbaty i świat znów jest piękny.
Fidel-F2 - 2014-07-13, 14:09
:
nasze gusta kulinarne leżą na odległych biegunach, zdecydowanie
Stary Ork - 2014-07-13, 17:49
:
Zireael napisał/a:
Byłam wczoraj ze znajomymi na ognisku. Obudziłam się nieco, hmm, wymięta. Przyrządziłam posiłek regeneracyjny i wyszedł tak zacny, że postanowiłam się podzielić.



Potrzebujemy:

* 60 gramów kaszki kukurydzianej

* 200 gramów wiśni

* 60 gramów tofu (naturalne, innego jakoś sobie nie wyobrażam )

* rządek gorzkiej czekolady



Kaszkę gotujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu (nie zapominamy leciutko posolić). Mieszamy zaciekle, bo strasznie łatwo przywiera. Chwilkę studzimy. Wrzucamy wiśnie, najlepiej przetrzymane kilka godzin w lodówce. Dorzucamy tofu pokrojone w kostkę. Na koniec dekorujemy czekoladą - możecie ją zetrzeć na wiórki czy jakoś inaczej rozdrobnić, ja tylko połamałam na kostki. Smakuje obłędnie. Do tego polecam kubek mocnej, aromatycznej herbaty i świat znów jest piękny.


A nie prościej jednak po chrześcijańsku, klin klinem? //panda
Zireael - 2014-07-14, 00:57
:
Ale ja nie miewam kaca. Bo imprezach budzę się pieruńsko głodna i zmulona, ale kac jest mi raczej obcy.
Stary Ork - 2014-07-14, 01:10
:
No to robisz coś źle //mysli
Zireael - 2014-07-14, 01:21
:
Nie mieszam? :mrgreen:
martva - 2014-07-14, 17:10
:
Zrobiłam ostatnio burgery (dla purystów mięsnojęzykowych - kulki, które potem zostały spłaszczone i upieczone) marchewkowe wg przepisu Jadłonomii, doprawiając po swojemu (kolendra w ziarnach, pieprz ziołowy, czosnek, chilli, mielone ziele angielskie, siakaś gotowa mieszanka o nazwie 'Kebab' czy inny 'Gyros' i takie tam, ostro i dość korzennie). Bardzo pysznie wyszły.
Stary Ork - 2014-07-14, 17:12
:
Zireael napisał/a:
Nie mieszam? :mrgreen:


To gorzej niż zbrodnia, to błąd. Skąd potem masz niby wiedzieć że impreza była udana jeśli następnego dnia nie wyrzygujesz wnętrzności w potoku żółci, Twoja głowa nadal mieści się w pokoju, nie słyszysz pająka biegnącego po szybie i ogólnie nie uważasz, że lepiej być martwym niż żywym? //panda
Jander - 2014-07-14, 17:38
:
Stary Ork napisał/a:
kąd potem masz niby wiedzieć że impreza była udana jeśli następnego dnia nie wyrzygujesz wnętrzności w potoku żółci, Twoja głowa nadal mieści się w pokoju, nie słyszysz pająka biegnącego po szybie i ogólnie nie uważasz, że lepiej być martwym niż żywym?

I ma się przy tym absolutne przekonanie, że ten stan potrwa wiecznie.
Stary Ork - 2014-07-14, 18:21
:
Tylko kiedy zdycham czuję że żyję
Ork Bukowski
martva - 2014-08-06, 10:27
:
Wróciłam z wakacji, motyw 'to jest wegetariańskie, bo wprawdzie gotowane na kości z mięsem, ale wyjęłam' nadal trzyma się twardo ;)

Dostałam natomiast maszynę do robienia kiełków. I marne pięć paczuszek mieszanek. Coś mi się obiło o uszy, że nasiona na kiełki muszą być ąę specjalne, żeby nie były zaprawiane żadnymi rzeczami na grzyby i inne takie - ale rozumiem że jakbym chciała sobie skiełkować słonecznik, to mogę kupić taki zwykły na wagę?
Luinloth - 2014-08-06, 12:26
:
martva napisał/a:
Wróciłam z wakacji, motyw 'to jest wegetariańskie, bo wprawdzie gotowane na kości z mięsem, ale wyjęłam' nadal trzyma się twardo
Ciesz się, że nie "to jest wegetariańskie, bo nie ma mięsa, tylko rybka" :mrgreen:
Maszyna do kiełków - wow, nawet nie wiedziałam o istnieniu takich. Nie da się kiełków robić tak, jak rzeżuszki? W sensie, wysiewasz sobie na ligninę i rosną?
You Know My Name - 2014-08-06, 14:57
:
Pewnie, że można, tylko z czego żył by przemysł tworzyw sztucznych
martva - 2014-08-06, 17:50
:
Luinloth napisał/a:
Ciesz się, że nie "to jest wegetariańskie, bo nie ma mięsa, tylko rybka" :mrgreen:


A to stały motyw w knajpach, pierogi z mięsem w dziale 'potrawy jarskie' też jeszcze mocny. Mama mojego chłopaka pamięta że ryby to mięso (co nie przeszkadza jej zachwalać nam obojgu jakiejś smażalni, ja nie jadam, on też nie jada, bo nie lubi), ale pomysł z wegetariańską kapustą na mięsie mnie troszkę zdziwił.

Maszynę do kiełków dostałam w prezencie i wygląda bardzo pro. Nigdy nie próbowałam hodować kiełków, a rzeżuchę ostatnio wolę chyba uprawianą w ziemi ;)
ats - 2014-08-18, 22:55
:
Natknęłam się na książkę "Jedzenie to leczenie" i wstrząsnęła mym jestestwem.
Jest tam wyraźnie powiedziane, że weganami i wegetarianami mogą być tylko Hindusi, bo mają w tym tysiące lat praktyki, my to jednak nie 8)

no i że arbuza to można tylko 150 gram dziennie i to z rana!

no mówię Wam - wszcząs i szok. wszcząs i szok.
Jander - 2014-08-18, 23:01
:
ats napisał/a:
Jest tam wyraźnie powiedziane, że weganami i wegetarianami mogą być tylko Hindusi, bo mają w tym tysiące lat praktyki, my to jednak nie

A może wszyscy wegetarianie i weganie to Hindusi? //mysli
utrivv - 2014-08-19, 07:50
:
Weganie są z Indii a mężczyźni z Marsa, każdy to wie --_-
martva - 2014-08-19, 09:00
:
Ej, wydaje mi się że od takich dyskusji to jest ten drugi wątek, bo ten jest stricte kulinarno-przepisowy 8)
A że tysiące lat praktyki są potrzebne, to jasna sprawa, czytałam gdzieś ostatnio że żeby strawić żywność GMO, to ludzki żołądek potrzebuje 5000 lat ewolucji. Nie pojmuję wprawdzie do końca dlaczego nie potrzebuje tyle ewolucji żeby strawić truskawkowego szejka z Maca, ale co ja tam wiem :roll:
utrivv - 2014-08-19, 09:58
:
Jadłem ostatnio kilka razy coś o nazwie Fig Bar, dość smaczny tylko cena nie fajna. Znalazłem takie podsumowanie składu:
http://czytamyetykiety.pl...natures-bakery/
Luinloth - 2014-08-19, 18:13
:
Raw Bite są bardzo dobre, mają na pewno* lepszy skład od tych Fig Barów.
Przykładowo ten, który jadłam - z chili:
Cytat:
Owoce 61% ( daktyle, sok limony 4%), orzechy 39% ( orzechy nerkowca, migdały), imbir, chili, olejek cytrusowy.

Wcinałabym codziennie na drugie śniadanie, gdyby nie ta kosmiczna cena :roll:

e: * jak dla mnie. ;)
Zireael - 2014-08-19, 20:48
:
Ale skład Fig Barów wcale nie jest jakiś straszny. O niebo lepszy niż ma np. Corny. Skąd się bierze Raw Bity? //panda
mad5killz - 2014-08-19, 21:02
:
Odkryłem cieciorkę. Serio.
Jakiś tydzień temu po raz pierwszy jej spróbowałem.
Bonduelle Na Parze, coś tam coś tam.
Posmakowała mi na tyle, że nie mogę przestać o niej myśleć. :D
Sałateczki te sprawy, sprawdza się wyśmienicie.
MrSpellu - 2014-08-20, 09:54
:
Moja żona robi bardzo dobrą zupę z cieciorki.
ats - 2014-08-20, 12:37
:
cieciorka wymiata i to na różne sposoby ;)
MrSpellu - 2014-08-20, 13:22
:
Np. cieciorka Rambo biegająca z M60 po dżungli 8)
martva - 2014-08-20, 15:01
:
Kupiłam dziś pół kilo w celu upastowienia jej w jakiś sposób.
martva - 2014-08-21, 18:35
:
Ciecierzyca się moczy, wymyśliłam że jutro ją ugotuję, podzielę na pół i jedna część będzie zmiksowana z cytryną, czosnkiem i sezamem, a druga z suszonymi pomidorami z oleju i może czymś jeszcze (znaczy ja bym dała czosnek, ale z drugiej strony są tacy co nie lubią, zboki jedne).
You Know My Name - 2014-08-22, 21:52
:
MrSpellu napisał/a:
Np. cieciorka Rambo biegająca z M60 po dżungli 8)
po co tyle słów, w skrócie mówi się: hummus
Caesar - 2014-08-23, 15:29
:
Hummus nie jest smaczny! :evil: :-)
martva - 2014-08-24, 14:01
:
Aśtam, jest całkiem spoko.

Poimprezowo: pasta z suszonymi pomidorami wyszła jak dla mnie ciut za łagodna, ale druga ciecierzycowa była mocno pikantna i czosnkowa, a pasta z pieczonych bakłażanów, czosnku i cebuli to już w ogóle, więc nie doprawiałam żeby była jakaś przeciwwaga.

I w ogóle wszystkie moje tarty (bezmięsne, za to serowe) zniknęły wczoraj, a tych mojej siostry (z boczkiem) zostało jeszcze parę kawałków. Ha!

Uparłam się też na najprostszą sałatkę ziemniaczaną - od kilkunastu lat robiliśmy taką z kiszonymi ogórkami, ale że ostatnio nie przepadam za kiszonymi ogórkami z torebki, byłam asertywna i zrobiłam inną wersję. Ziemniaki, winegret z czerwonego octu, dwóch rodzajów musztardy, pieprzu i oliwy, i pęczek szczypioru cebulowego. Pycha.
ats - 2014-09-16, 10:07
:
brzmi dobrze! :)
utrivv - 2014-09-16, 11:10
:
CRETAN FLAVORS CIASTECZKA Z FIGAMI I RODZYNKAMI


"Na oko" produkt zawiera tylko owoce, cukier, tłuszcz i przyprawy a na pewno jest bardzo smaczny i pojawił się w moim osiedlowym sklepiku :)
martva - 2014-09-16, 11:55
:
W sobotę był wieczór panieński - przyniosłam szpinakowe muffiny z fetą oraz dwuczęściową tartę - z gruszkami i lazurem oraz pieczoną dynią Hokkaido i lazurem (przy okazji stwierdziłam że nie jestem fanką złotego lazura i taki ser powinien być zielony albo niebieski, howgh). A wczoraj upolowałam ładny, dojrzały kawałek dyni muszkatołowej (w przyzwoitej cenie, ostatnio 'inne' dynie są w moim ulubionym krakowskim miejscu droższe o prawie 100% od takiej klasycznej), więc będzie zupa.
martva - 2014-09-30, 10:53
:
Moja mama zaszalała i kupiła od rolnika - domokrążcy worek cebuli i dwa większe ziemniaków. Co oznacza, że przechodzę na dietę ziemniaczaną. W sumie lubię ziemniaki 8) Zupełnie nigdy w życiu nie zrobiłam żadnej zapiekanki ziemniaczanej, to teraz będę mieć powód i okazję. Dziś natomiast będą placki, o ile nikt nie zmieni zdania.
MrSpellu - 2014-09-30, 12:36
:
Moja ulubiona zapiekanka ziemniaczana zawiera w sobie też czerwoną fasolę, cebulkę, ogórka kiszonego, czarne oliwki, niestety niejarski boczek i jest posypana przyprawą do ziemniaków (chyba z Kamisa) i mozzarellą :)
martva - 2014-09-30, 12:53
:
Ja chyba zacznę od takiej jednej w ogóle wegańskiej, przepis znaleziony w jakiejś gazecie, zawiera gównie ziemniaki, cebulę i jabłka. Od pierwszego przeczytania zastanawiam się, jak to może smakować.
A potem to różne inne opcje, czarne oliwki też mi przemknęły przez głowę. Przyprawa do ziemniaków, mówisz? Miałam tylko do chleba z masłem (całkiem fajna zresztą).
MrSpellu - 2014-09-30, 13:17
:
Zostałem fanem takich gotowych miksów przypraw. Zwłaszcza do pizzy po sycylijsku rwie pytę :)
Fidel-F2 - 2014-09-30, 13:21
:
Komiksowa do ziemniaków jest rewelacyjna, dzięki za cynk do pizzy.
Metzli - 2014-09-30, 19:06
:
Wracam dzisiaj do domu z myślą, że zaraz odgrzeję sobie zupę, która jeszcze wczoraj mi została - a tu niespodzianka zjedzona, bo mięsożerni domownicy nie mieli dzisiaj ochoty na rosół :P Szybko trzeba było sobie coś przyrządzić. Więc dzisiaj w garnku wylądowała dynia i mango, na bazie wody imbirowej. Szczerze powiem nie do końca byłam przekonana czy połączenie tych dwóch będzie dobre, ale jak się okazało zupełnie niepotrzebnie, zupka wyszła pysznościowa. Powinna starczyć na parę dni, chyba że znowu przydarzy się jakaś niespodzianka ;)
sanatok - 2014-09-30, 19:44
:
Brzmi nieźle. Jakiś przepis?
Stary Ork - 2014-10-01, 14:36
:
MrSpellu napisał/a:
Moja ulubiona zapiekanka ziemniaczana zawiera w sobie też czerwoną fasolę, cebulkę, ogórka kiszonego, czarne oliwki, niestety niejarski boczek i jest posypana przyprawą do ziemniaków (chyba z Kamisa) i mozzarellą


Zainspirowałeś mnie, jutro spróbuję zrobić //mysli
Metzli - 2014-10-01, 16:53
:
sanatok napisał/a:
Brzmi nieźle. Jakiś przepis?


Bardzo prosty. Na wywar pokroiłam korzeń imbiru i gotowałam na małym ogniu przez około 20 min, później odcedziłam i wrzuciłam do gara pokrojoną dynię i mango. Kwestia przypraw to już wg uznania. Ja pieprz już sobie podarowałam imbir daje wystarczająco ostry smak, a oprócz soli dodałam jeszcze kmin rzymski, kolendrę i kurkumę. A na końcu to wszystko zmiksowałam, bo lubię gęste zupki.

:)
martva - 2014-10-01, 20:45
:
Odkryłam w ogóle bardzo fajną rzecz. W Lidlu czasem bywa tydzień azjatycki i bywają chutneye. I otworzyłam sobie taki słoiczek czatneja lime&chili. I on jest dobry. Na kanapce, z ryżem, do żółtego sera, jako dressing do pieczonych buraków. Mrr. W kolejce czekają jeszcze jakieś inne (jakieś mango, jakaś papaja i nie pamiętam trzeciego).
Luinloth - 2014-10-03, 08:41
:
Ja mam ten mango. Dla mnie jest trochę za kwaśny do bezpośredniego spożycia, ale daje +20 do zarąbistości sosów i marynat :D
martva - 2014-11-03, 20:34
:
Zupa z dyni chwilowo mi się przejadła, a że połówka jakieś dziwnej odmiany (kształt butternut squash, tyle że większa, kolorystyka Muscat de Provence, zielona w pomarańczowe łatki) pętała mi się w lodówce od paru dni, to zrobiłam curry. Z dodatkiem cebuli, czosnku, ziemniaków, marchewki, kalafiora i groszku. Bardzo przyjemne wyszło, trochę słodkawe i nie za ostre.
Zireael - 2014-11-04, 00:43
:
Kalafior jakoś nie bałdzo w tym zestawieniu. U mnie ostatnio na tapecie placki dyniowe. Jak ziemniaczane, tylko dyniowe. Trzemy na dużych oczkach, solimy, odciskamy nadmiar wody, dodajemy cebulę (tyż startą, ja lubię duuuużo), jajko i mąkę dowolną (u mnie miks ziemniaczano-kukurydziany). Jadłam z homoserkiem i zielskiem (koperek, pietruszka) oraz dipem czosnkowym. Są dewianci, co lubią na słodko. --_-
martva - 2014-11-04, 09:44
:
Mnie kalafior pasował. Ale mnie do curry chyba wszystko pasuje, może selera korzeniowego i buraka bym nie wrzuciła.
A placki dyniowe też lubię, ale najczęściej przyprawiam curry :P
martva - 2014-11-14, 15:54
:
Z dwóch upieczonych dyń Hokkaido: na drugie danie tarta z dynią, gorgonzolą i fetą, na deser pumpkin pie (masa: http://naukagotowania.blo...to-dyniowe.html spód: http://durszlak.pl/przepi...in-pie-zdrowsze ). Tarta wymiata, ciasto pożarłam na ciepło, czyli zupełnie niekanonicznie, wydaje mi się nieco zbyt słodkie. Zobaczę jutro jakie jest na zimno, o ile mama z siostrą coś zostawią :-P
Jeszcze ćwiartka dyni mi została, wrzucę jutro do hummusu :-)
Luinloth - 2014-11-20, 08:37
:
martva napisał/a:
ciasto pożarłam na ciepło, czyli zupełnie niekanonicznie

Ja zawsze pierwszy kawałek na ciepło, jeszcze zanim masa całkiem zastygnie :mrgreen:
To chyba nie jest jakoś okropnie niekanonicznie, bo widziałam też opcję podawania na ciepło z bitą śmietaną, jak szarlotkę.

Czym się różni w smaku dynia Hokkaido od zwykłej?
martva - 2014-11-20, 09:58
:
Jest lepsza ;) na pewno mniej wodnista i intensywniejsza w smaku. Podobno przypomina słodkie ziemniaki albo kasztany, ale trudno mi powiedzieć. W każdym razie oswajanie dyni zaczęłam od tej takiej zwykłej wielkiej, ale potem jak poznałam Hokkaido i muszkatołową, to zwykła totalnie przestała mi smakować (dosłownie - jakby przestała mieć smak).
Zireael - 2014-12-09, 01:55
:
Znalazłam sobie ersatz kanapki z wędzonym łososiem i bardzo jestem rada z tego powodu. Otóż, żytni chlebuś smarujemy grubo naturalnym homoserkiem (niestety, im tłustszy, tym lepszy, chude są rzadkie i kwaśne), sypiemy kolorowym pieprzem i koperkiem. Teraz clue programu - namoczone ówcześnie we wrzątku paseczki nori. I na wierzch jeszcze plasterki kiszgórka. Rwie pytę. //kas
Chętnie przyjmę przepisy na dania z niepaloną kaszą gryczaną. Udało mi się w końcu dostać i pragnę przygotować jakąś małmazyję.
Fidel-F2 - 2014-12-09, 03:02
:
Imho to pomylone szukać zastępstwa kanapki z łososiem jeśli można zjeść kanapkę z łososiem. A czym zastępujesz kanapkę z dżemem?
martva - 2014-12-09, 15:55
:
Jedyne co kojarzę z niepaloną kaszą gryczaną, to dziwne bezglutenowe i wegańskie naleśniki, ale zawsze się bałam zrobić więc nie wiem czy to dobry przepis 8)
MrSpellu - 2014-12-09, 16:10
:
Fidel-F2 napisał/a:
A czym zastępujesz kanapkę z dżemem?


Proponuję kanapkę z pieczoną karkówą //slina

martva napisał/a:
Jedyne co kojarzę z niepaloną kaszą gryczaną, to dziwne bezglutenowe i wegańskie naleśniki


A bliny? //panda
Procella - 2014-12-09, 16:25
:
Niepalona gryczana jest dobra. Ja jej używam jak zwykłej jęczmiennej, do sosów itp. W krupniku nie próbowałam.
martva - 2014-12-09, 17:02
:
Yyyy, a bliny nie są z mąki gryczanej?
Stary Ork - 2014-12-09, 17:38
:
Fidel-F2 napisał/a:
Imho to pomylone szukać zastępstwa kanapki z łososiem jeśli można zjeść kanapkę z łososiem. A czym zastępujesz kanapkę z dżemem?


Mowisz NIE substytutom - i kiedy potrzebujesz żelaza, jesz żelazo? //mysli
Jander - 2014-12-09, 17:41
:
Ja bym mógł powiedzieć o dżemie z boczku, ale to nie ten temat, tu mięso nie istnieje. //panda
MrSpellu - 2014-12-09, 19:37
:
martva napisał/a:
Yyyy, a bliny nie są z mąki gryczanej?


Nie wiem. Raz w życiu jadłem i mi nie smakowało.
utrivv - 2014-12-10, 07:27
:
Proponuję zamiast słowa na m używać wyrażenia literackiego półtalerz.

Kanapka ze smażonego półtalerza podana na talerzu
martva - 2015-01-05, 15:49
:
Chili sin carne, za to con czekolada ;) - świetna sprawa. Bez przepisu i dość niskobudżetowe (znaczy bez świeżej papryki), oparte na mnóstwie fasoli, kukurydzy, puszkowanych pomidorach i przyprawach. 1,5 linijki gorzkiej czekolady 70% kakao dopełnia i podkręca smak, jestem zachwycona.
Tomasz - 2015-01-05, 22:44
:
Hmm, oryginalne chilli jest bez fasoli ;) kukurydza też nie całkiem. Zamiast kukurydzy daj seler naciowy w dużej ilości. W chili sprawdza się idealnie, więc w jarskiej podróbce też powinien.
martva - 2015-01-05, 23:01
:
Dżiz, uznajmy w takim razie że był to gęsty i ostry jednogarnkowiec z mnóstwem fasoli, kukurydzą i czekoladą ;)
Tomasz - 2015-01-06, 00:56
:
może być, ale serio mówię, spróbuj z selerem naciowym, świetnie się sprawdza, możesz gotować, podgrzewać itd a nadal będzie chrupki, daje to fajny efekt
martva - 2015-01-06, 13:28
:
Może następnym razem, lubię selera i mam mnóstwo odmian fasoli do przetestowania :-)
martva - 2015-02-04, 16:41
:
Kolejny sprawdzony przepis: http://www.jadlonomia.com...kurydziany.html
Robiłam na mleku owsianym (wydojonym chwilę wcześniej). Gęsta zupa o konsystencji zbliżonej do beszamelu, sycąca, dobra. Szczypior jest bardzo ważny, przełamuje słodycz.

I kolejne podejście do chili - tym razem bez kukurydzy, a z selerem naciowym, za podpowiedzią Tomasza. Seler rzeczywiście chrupki, natomiast dałam ciała z przyprawianiem - coś mi strasznie nie pasowało, czegoś brakowało, coś było nie tak, za słodkie, za mdłe, jakieś takie niewyważone. Lekiem okazał się ocet balsamiczny, jakieś 1,5 łyżki na duży gar - w smaku niewyczuwalny, ale jakoś tak przywrócił balans smaków.
martva - 2015-02-19, 18:32
:
W zeszłym tygodniu - http://www.jadlonomia.com...m-z-selera.html bardzo delikatny, dla niektórych zbyt delikatny. Pomagają czosnkowe grzanki i tabasco, albo czosnkowe grzanki i kawałek sera, koziego bądź niebieskiego pleśniowca.

Wczoraj z okazji postu pieczone ziemniaki, w trzech wariantach. Masło, sól; masło, sól, jogurt, suszone pomidory z oregano i chili; masło, sól, jogurt i harissa (w wersji suchej). Trzecia podeszła mi najbardziej i pożarłam dwa.

Dziś się jakoś tak złożyło że spędziłam w kuchni pół dnia, popełniłam:
-zupę pomidorową, z soku i przecieru, dość ziołową, z dodatkiem makaronu typu gwiazdki,
-tartę z pieczarkami, cebulką, jabłkiem, dwoma rodzajami sera i suszonymi pomidorami, na francuskim cieście (Biedronko, dziękuję że jesteś :P ),
-sałatkę z pieczonych buraków (wczoraj upieczonych, z ziemniakami), gorgonzoli, kiełków, selera naciowego i orzechów włoskich. Pyszna, ale wyszła ciut za słodka, następnym razem dam więcej octu balsamicznego.
martva - 2016-01-13, 16:30
:
Lubię ostatnio mleko kokosowe. W gęstym puszkowym wariancie. Bardzo dawno nie robiłam curry bez mleka, jakoś tak zawsze ląduje w tym garnku. Dziś wariant dyniowo-groszkowo-kokosowy, z ryżem i prostą orzeźwiającą sałatką (seler naciowy, pomarańcza, troszeczkę oleju, odrobina pieprzu).
Asuryan - 2016-02-27, 14:42
:
Mi podpasowały pomidory koktajlowe. Świetna przekąska. Zawsze jak idę do kuchni zapalić. czy zrobić sobie kawy, to przy okazji chapnę jednego czy dwa.
utrivv - 2016-02-28, 00:40
:
Polubiłem cieciorkę, jedyny strączkowiec który toleruje moja żona. Poważnie rozważam cieciorkę po bretońsku...
martva - 2017-04-15, 13:11
:
Najpyszniejsza na świecie sałatka ziemniaczana w lodówce, pasztet ze śliwkami też w lodówce (tym razem z niewinnych soczewic, poprzednio robiłam pomidorowo-warzywny i był fajniejszy), babka drożdżowa jest, mazurek i sernikomakowiec się zrobią później, podobnie jak czerwony barszcz. Uznaję że chyba nie umrę z głodu do wtorku.
Trojan - 2017-04-15, 13:59
:
A używasz majonezu?
martva - 2017-04-15, 14:28
:
Nie, bo nie lubię. Sałatka ziemniaczana jest z musztardowo-octowo-miodowym winegretem (musztarda rosyjska i francuska, ocet z czerwonego wina bo balsamiczny się skończył).
Asuryan - 2017-04-15, 14:44
:
Kiszona kapusta //slina Zła kupiła niedawno wiaderko i się zażeram przypominając sobie jeden ze smaków szczeniackich lat :mrgreen:
martva - 2017-04-15, 15:03
:
Ach, trafiłam ostatnio na świetną i też pożerałam. Z oliwą i z kminkiem albo z jabłkiem. Mru.
utrivv - 2017-04-15, 15:56
:
Mega prosty sos do wszystkiego
2 łyżki greckiego jogurtu
1 łyżka majonezu
czosnek wyciskany
zioła prowansalskie
Wiem że z opisu to nie wynika ale to naprawdę bardzo, bardzo smaczne :)
Trojan - 2017-04-15, 16:29
:
Asuryan napisał/a:
Kiszona kapusta //slina Zła kupiła niedawno wiaderko i się zażeram przypominając sobie jeden ze smaków szczeniackich lat :mrgreen:



Ale że kiszona kapusta? CZy wiaderko?

Bo kiszona to Przeca w Polska często się je. Chyba.
natomiast wiaderka faktycznie od lat dziecięcych nie próbowałem.
martva - 2017-04-15, 17:47
:
Trojan, załóż sobie fejsbuka.
Trojan - 2017-04-15, 18:08
:
martva napisał/a:
Trojan, załóż sobie fejsbuka.


Bajdełej czego to było?

Mam fejsa
martva - 2017-04-15, 20:49
:
Ach, taki odruch ;)
Asuryan - 2017-04-15, 23:51
:

Takiej kiszonej kapusty najmocniej przypominającej smakiem sprzedawaną kiedyś na osiedlach miast prosto z beczek (z jedyną wyczuwalną różnicą w postaci marchewki), to jednak bardzo dawno nie jadłem.
Trojan - 2017-04-16, 00:38
:
Pewnie dodali E999 "Smak dawnych lat"
Asuryan - 2017-04-16, 03:01
:
Może, a może po prostu w domu do ryby niepotrzebnie (przynajmniej dla mnie) kiszoną kapustę mam doprawianą oliwą i cukrem :mrgreen:

Innym takim smakiem (choć typowo letnim) niespotykanym od wielu lat jest gazowana woda z saturatorów z sokiem. Niby można kupić sobie sok i syfon, ale to już nie to samo.
Trojan - 2017-04-16, 08:31
:
Tato, kup mi saturator. ....


A co do oleju w kapuście to masz rację. Kiedyś na stołówkach kapusta zawsze była z olejem.
o'hyda.
Fidel-F2 - 2017-04-16, 08:59
:
Kiszona z oliwą, miodzio
martva - 2017-04-16, 09:52
:
I kminkiem. Ale że cukier?
Fidel-F2 - 2017-04-16, 11:21
:
Z cukrem obowiązkowo. Kminek? Błeee... Kapusty z kminkiem nie tykam nawet kijem.
Asuryan - 2017-04-16, 12:04
:
Można samą, a można jak najbardziej z cukrem - aczkolwiek delikatnie posypaną.

Tak samo placki ziemniaczane - ja jadam tylko z cukrem, a Zła tylko ze śmietaną. Kwestia regionu?
Fidel-F2 - 2017-04-16, 13:01
:
Ziemniaczane z cukrem to kanon, te wszystkie sosy i śmietany to burżuazyjne fanaberie.
Trojan - 2017-04-16, 14:08
:
Ewentualnie mozna z cukrem I smietana

Ale kiszona z cukrem ... Brzmi jak chleb z cukrem i margaryną. Słodycze dla ubogich.
Fidel-F2 - 2017-04-16, 14:18
:
Głupiś niemożebnie
Beata - 2017-04-16, 15:01
:
Trojanie, różne smaki mają ludzie. Ja, dla naprzykładu, na dowolne pierogi (tak, te z kapustą i grzybami też) sypię cukier puder (tylko taki akceptuję). Gdyż tak lubię. I mam głęboko gdzieś, że ktoś się krzywi i do biedaków zalicza.
toto - 2017-04-16, 15:48
:
Asuryan napisał/a:
Tak samo placki ziemniaczane - ja jadam tylko z cukrem, a Zła tylko ze śmietaną. Kwestia regionu?
Zdarzało mi się jeść obie wersje. I jeszcze trzecią - z pieprzem. Tę ostatnią lubię najbardziej.
martva - 2017-04-16, 17:53
:
Placki ziemniaczane z cukrem są dla mnie mocno bleh, podobnie jak makaron na słodko.
Asuryan - 2017-04-16, 18:54
:
Trojan napisał/a:
Ale kiszona z cukrem ... [...]Słodycze dla ubogich.

Słodycze? Widać żeś całkowity ignorant w tym temacie w stylu "nie wiem, ale i tak się wypowiem". Jak wspomniałem wcześniej, tego cukru nie sypie się nie wiadomo ile - to nie tyle jest słodkie, co po prostu mniej kwaśne. Niektórzy w tym celu płuczą kiszoną kapustę, niektórzy zaś dodają odrobinę słodkości. Ale pewno nigdy nie słyszałeś o czymś takim jak równoważenie smaku...
utrivv - 2017-04-16, 22:41
:
Taka Coca Cola to też kwas + cukier, ja oczywiście wolę sauté ale już w surówce jak najbardziej ten cukier pasuje
Trojan - 2017-04-16, 23:16
:
:) ależ się zaperzyliscie tą kapustą

de gustibus. ..

Mi jakbyście nie godoli,
Kiszona kapusta z cukrem kojarzy się z siermieznymi stołówkami szkolnymi/wczasowymi/kolonijnymi
gdzie kuchara jak slodzila to nie dla "zrównoważonego" smaku,
a po to żeby było słodkie, bo po to się słodzi.

Natomiast co do biedy, na offence
po prostu skojarzyły mi się kiedyś czytane wspomnienia powojenne, i określenie chleba z cukrem i margaryna jako czekolady dla ubogich.

Cieszy silne lobby kapuściane w narodzie :)
Fidel-F2 - 2017-04-16, 23:46
:
Głupiś
Asuryan - 2017-04-17, 00:03
:
Chleba z cukrem i margaryną nie kojarzę, ale ze śmietaną i cukrem jest zajebisty - to zresztą kolejny ze smaków mojego dzieciństwa :mrgreen:
Zła - 2017-04-17, 19:05
:
Jak byłam mała to często zajadałam się chlebem z masłem i cukrem albo z margaryną zamiast masła. Czy to było spowodowane biedą to nie wiem i jakoś do tej pory do kawy jem chleb z masłem i cukrem //slina
Uwielbiam też ciasto drożdżowe lub chałkę z masłem i solą.
utrivv - 2018-05-25, 09:48
:
Słyszeliście/braliście kiedyś mumio?
Nie brzmi jak typowe mambo jambo ale się wacham
martva - 2018-05-25, 16:46
:
Nigdy, i dlaczego w tym wątku? On miał być o wegeżarciu a nie mambo jambo, dżisas.
utrivv - 2018-05-25, 20:45
:
martva napisał/a:
Nigdy, i dlaczego w tym wątku? On miał być o wegeżarciu a nie mambo jambo, dżisas.
Bo usłyszałem od babki która od 2 miesięcy stara się nie jeść mięsa :)
Skojarzenie
Fidel-F2 - 2018-05-25, 20:59
:
a próbowałeś moczu krowy? jakiś miliard ludzi twierdzi, że jest zbawienny
martva - 2018-05-25, 21:59
:
Nie musisz wierzyć wszystkim, którzy starają się nie jeść mięsa od dwóch miesięcy.
utrivv - 2018-05-26, 23:40
:
To zabawne, ogólnie jestem sceptykiem ale koleżanka powiedziała że jej tata ma schorowanego pieska, starego, już nie chodzi bo dwie łapy ma bezwładne, tata go na rękach wyprowadza a właściwie wyprowadzał bo od miesiąca podawali mu ten preparat i odzyskał władzę w łapach
Psów nie dotyczy efekt placebo

Oczywiście to może być zupełny przypadek, rok temu wypłukałem usta jakimś białym olejem, podobno bardzo zdrowym i przez 2 tygodnie wyłem z bólu. Wszystko wskazywało na to że przyczyną był ten olej ale teraz po roku okazało się że to zgorzel :)
toto - 2018-05-27, 20:19
:
Confirmation bias.