Zaginiona Biblioteka

Czytelnia - Czytacze i ich zwyczaje

Zła - 2007-11-07, 14:48
: Temat postu: Czytacze i ich zwyczaje
Ile razy pożyczaliśmy książkę i wracała do nas w stanie zdecydowanie różniącym się od tego jaki zapamiętaliśmy? A my chuchamy na książki, trzymamy je w szafkach za szkłem, odkurzamy raz na jakiś czas, a tu coś takiego.
Książka położona grzbietem do góry bez zakładki, jedzenie przy książce. Pewnie niektórzy krzykną zbrodnia, a inni tylko wzrusza ramionami.
Każdy jakoś inaczej traktuje książki, jedni widzą w nich smoczy skarb i potrafiliby zabić, a inni jakoś lżej do tego podchodzą.
Oczywiście też mamy różne przyzwyczajenia do miejsc w których czytamy, tramwaj, autobus, w parku na ławce, a może w wannie z dużą ilością piany. Czytanie publicznie, np/ w środkach komunikacji miejskiej czasami może dostarczyć niezapomnianych wrażeń, nie koniecznie pozytywnych wrażeń.
No to jak to wygląda u Was Czytacze? :))
Neander - 2007-11-07, 15:16
:
Nie cierpię pożyczać książek. Primo bo jestem do nich przywiązany( :P ), a secundo bo zwykle wracają do mnie w stanie... nie-idealnym --_-

Zła napisał/a:
A my chuchamy na książki, trzymamy je w szafkach za szkłem, odkurzamy raz na jakiś czas, a tu coś takiego.


Bez przesady, ale zwykłe rutynowe wycieranie kurzów - obowiązek.

Zła napisał/a:
Książka położona grzbietem do góry bez zakładki,


Zbrodnia! //pisowcy Jak można tak niszczyć książkę?! Stoooos!


A gdzie czytam? najczęściej w domu. Jak gra telewizor czy radio to mi za bardzo nie przeszkadza aczkolwiek wolę czytać bez tych 'udogodnień' włączonych. Poza tym to jeszcze wanna - z dużą ilością piany... :->
Tigana - 2007-11-07, 15:21
:
Już przy zakupie dokładnie "macam" książkę i jakiekolwiek zagięcie czy zadrapanie wyklucza zakup danego egzemplarza. Zakupioną książkę staram się trzymać w optymalnych warunkach czyli na półeczce. Czytając zważam aby nie zagiąć okładek czy stron. Dbam również oto by w "konsumowanym" dziele zawsze tkwiła zakładka. Książka leżaca grzbietem do góry to ZUO.
Tyle teorii. W praktyce najbardziej cierpią książki używane w podróżach służbowych na linii dom-praca. Wtedy zagięte rogi okładek, a przynajmniej lekko zmechacone są w normie. Zdarza sie też, że książka zostanie zaatakowana przez jakiś długopis walający mi sie w torbie. Dlatego najchętniej w autobusach czytam egzemplarze z biblioteki. Nie dość, ze obłożone folią to jeszcze nie moje.
Derian - 2007-11-07, 15:30
:
Tigana napisał/a:
Dlatego najchętniej w autobusach czytam egzemplarze z biblioteki. Nie dość, ze obłożone folią to jeszcze nie moje.

Pogrążasz się kolego :P
O swoje książki dbasz, ale jak nie Twoje to już masz gdzieś? IMO bez sensu. Tymbardziej, że to książka z biblioteki, więc inni którzy będą ją czytać również chcieli by ją w miare optymalnym stanie otrzymać.

Nie będę się specjalnie wyróżniał jeśli powiem, że o książki dbam tak jak należy. Nie wchodzą w grę żadne substancje płynne oraz kleiste :P Również nie stosuję zaginania, wyginania, rozciągania etc.
To takie pewien sposób okazania szacunku temu przedmiotowi.

Z pożyczaniem nie mam problemu, bo wymieniam się nimi w bardzo wąskim kręgu, wszystkich sprawdzonych i zaufanych ludzi. Nie zdarzyło się jeszcze coś strasznego.. Choć nie, raz pożyczyłem jednej dziewczynie mojego Władcę. A że to świętość, więc była w stanie idealnym. Jakież było moje oburzenie, jak w takim stanie nie wróciła. Dziewcze się nasłuchało :P

Gdzie czytam? Wszędzie gdzie mam na to czas. W domu, w podróży, na wykładach xD W wannie nie czytam, bo nie mam w domu wanny. A jak mam [np. tu we wrocławiu] to też w niej nie czytam, bo to niepraktyczne jest. Jako pragmatyk z natury mam z tym problemy :P
Tigana - 2007-11-07, 15:45
:
Derian napisał/a:
O swoje książki dbasz, ale jak nie Twoje to już masz gdzieś? IMO bez sensu. Tym bardziej, że to książka z biblioteki, więc inni którzy będą ją czytać również chcieli by ją w miarę optymalnym stanie otrzymać.

A czy ja napisałem, zę nie dbam. Po prostu książki z biblioteki z racji posiadania folii są bardziej odporne na zniszczenie. Przez prawie 20 lat jak nalezę do różnych bibliotek nie oddałem nigdy egzemplarza bardziej zniszczonego niż go wypożyczyłem.
Derian - 2007-11-07, 15:52
:
Zauważ, że tam był znak zapytania. Czyli hipoteza, a nie teza. Skąd taka? Ano napisałeś, że mogą podlegać różnym czynnikom degradacyjnym [xP], dlatego wolisz czytać w autobusie książki z biblioteki bo nie Twoje. Stąd mój wniosek.

Tigana napisał/a:
Przez prawie 20 lat jak nalezę do różnych bibliotek nie oddałem nigdy egzemplarza bardziej zniszczonego niż go wypożyczyłem.

1. To ile Ty masz lat? __-__" ;) Niech ktoś da z boku żeby pokazywało wiek, bo jeszcze będzie tak, że do kogoś dużo starszego per Ty będę mówił. Mama mnie innaczej uczyła i to się gryzie z moją kulturą osobistą ;) [To oczywiście w formie żartu piszę :P ]

Co do oddawania zniszczonych książek, to nawet bym Cię o to nie posądzał. Bo to zwykłe hłamstwo by było :P


O, właśnie. To ja przy okazji mam pytanie rozwijające temat.
Książki z biblioteki. Często można spotkać z nich jakieś zapiski/notatki/dopiski porobione przez czytelników. Co o nich sądzicie? Przeszkadzają, denerwują? A może fajnie tak spotkać mały dopisek?
Bruja - 2007-11-07, 16:02
:
Kubek herbatki, czekolada (ew. coś do chrupania), pozycja półleżąca... albo taka prawie leżąca, jakaś muzyczka w tle i czytam. Oczywiście wszystko w łóżku xD Ostatnio jak zrobiło się zimno używam grzejnika jak podnóżka- cieplutko i przyjemnie.
Poza tym autobus w drodze na hiszpańca, tutaj książka musi być obowiązkowo. Nie przeszkadzają mi rozmowy współpasażerów, ani podrzucanie na naszych cudownych drogach. Kwestia przyzwyczajenia ;)
Przeważnie mam też upchniętą jakąś niewielką książkę w torbie szkolnej i poczytuję ją sobie na nudnych lekcjach, a takich jest całkiem sporo.
Uwielbiam wręcz czytać na świeżym powietrzu... Lato, słoneczko, kocyk mrrrr... czytanie i smażenia się 8)
No i w wannie. Nie zdarza się to często, ale jednak.

Książki wożę ze sobą w reklamówkach więc nie cierpią zbytnio. Staram się nie kłaść ich grzbietami do góry, wiadomo kot, nie raz już o tym pisałam. Wystarczy odwrócić wzrok, a ta mała franca pojawia się znikąd i kładzie na takiej książce, której grzbiet robi trrrrach --_- Nie zaginam rogów, nie wyginam okładek. Jem nad książką, jak wciągnie to nie mam ochoty robić sobie przerwy na posiłek, wyżerka przychodzi do mnie.
Nie wycieram kurzów. Kurz świetnie konserwuje :P

edit:
aaa... zapomniałam <samookaleczenie> tych pożyczonych pilnuję jak oka w głowie! Nie wożę, nie noszę, nie jem, czytam tylko w domciu, chucham na nie i dmucham ;)
Tigana - 2007-11-07, 16:06
:
Ja się nie gniewam, może faktycznie tak wyszło z treści mojego postu. A co do latek to już za chwileczke, już za momencik stracę "2" na rzecz "3".
Derian napisał/a:
Przeszkadzają, denerwują? A może fajnie tak spotkać mały dopisek?

Zabić drania, co po książkach pisze. Ja nawet swoich podręczników na studiach nawet ołówkiem nie tknąłem. A dopiski jak mogę to wymazuje.
Najmniej dbam o podręczniki i ćwiczeniówki - tnę je bezlitośnie nożyczkami tworząc nową jakość.
MadMill - 2007-11-07, 16:06
:
Zła napisał/a:
Ile razy pożyczaliśmy książkę i wracała do nas w stanie zdecydowanie różniącym się od tego jaki zapamiętaliśmy?

Nawet nie sądziłem, że jestem aż taki agresywny. o_O Pożyczyłem ostatnio komuś książkę i po 3-4 dniach na zajęciach osoba której pożyczyłem książkę przyniosła ją w plecaku luźno włożoną i był lekko może róg zagięty. Nic nie powiedziałem, ale następnego dnia chłopak książkę włożył w okładkę, bo jak zobaczył moją minę dzień wcześniej to się wystraszył. xD

Kupowanie: wybieram książki z tyłu półki z dołu stosiku takie najmniej macane. Oglądam ze wszystkich stron, zagięcia, zarysowania itd. Sprawdzam czy wszystkie strony są wydrukowane. o.o

Dom: poustawiane w szeregu na półeczce, odkurzana z 3 razy w miesiącu, no i czytane na dobranoc. ;)

Komunikacja miejsca: książka najczęściej w plecaku i włożona w torebkę jakąś, aby np. podczas deszczu nie zamokła i nie pobrudziła się od innych książek i rzeczy które tacham ze sobą na zajęcia. ;)
Nabu Nezzar - 2007-11-07, 16:16
:
Nie znoszę pożyczać książek. Nawet bardziej niż pieniędzy :-P Aczkolwiek jeśli już tak się zdarzy, jest to jedynie najbliższy krąg rodzinny - brat, siostra, tata, czy też ostatecznie jakiś dobry znajomy. Ale taki bardzo dobry :-P
A co do czytania... Głównie w wannie. Ale bez piany, bo tej nie lubię. Z tym, że w wannie raczej bez wody, bo spuszczam ją od razu po umyciu się:] I czytam książkę jednocześnie się susząc :-P Podobno w wodzie nie można za długo leżeć, bo wtedy opalenizna szybciej schodzi :mrgreen:
Czytam jeszcze późną nocą w łóżku, pod kołdrą, przy dźwiękach muzyki filmowej.
W lato jeszcze czasem przy opalaniu, bo takie zwykłe prażenie się na słońcu szybko mnie nudzi jeśli nie słucham akurat muzyki.
Niestety nie mogę czytać w środkach lokomocji, ponieważ cierpię na chorobę lokomocyjną :-(
Gdy tylko zacznę coś czytać to... zaraz muszę przestać:]
Tyraela - 2007-11-07, 16:32
:
Dobry zwyczaj: nie pożyczaj. Wyznaję tę zasadę już od dłuższego czasu, pożyczam tylko elicie: mojemu chłopakowi, Ari i Toudiemu. Te osoby dobrze wiedzą, że jak książka nie będzie idealna, to staną się ofiarami mojej furii. Przestałam pożyczać od kiedy zobaczyłam, jak mój kumpel nosi moją książkę w kieszeni bojówek.
Książkę zawsze muszę mieć w plecaku, chociażbym miała zrezygnować z podręcznika do fizyki albo chemii. To i tak z wielką ostrożnością ją noszę, bo lubią się zaginać okładki, miętosić się i wyginać. Dlatego 100% ostrożności. Czytam więc też w autobusach (wtedy mam sporo czasu, 30-40 minut na lekturę). Nie wiem, jak można czytać w wannie, ja mam paranoję że albo mi książka wpadnie do wody albo para wodna zaraz sprawi, że strony zaczną falować jak fale Dunaju :shock:
Aha, bardzo dbam o grzbiet. Książka ze złamanym grzbietem traci dla mnie 90% wartości.

Tigana napisał/a:
Najmniej dbam o podręczniki i ćwiczeniówki - tnę je bezlitośnie nożyczkami tworząc nową jakość.

Głównie mój podręcznik od historii świeci się od żółtego zakreślacza :mrgreen:
Derian napisał/a:
Książki z biblioteki.

Jestem wrogiem bibliotecznym nr 1, więc nie pożyczam i nie mam notatek weń.
Elektra - 2007-11-07, 17:03
:
Książki traktuję jak rzeczy do czytania, a nie jak największy skarb. Książka ma sprawiać przyjemność zawartością, a nie wyglądem. ;) Chociaż lubię, jak moje zbiory stoją ładnie na półkach.

Tigana napisał/a:
Po prostu książki z biblioteki z racji posiadania folii są bardziej odporne na zniszczenie.

Istnieje coś takiego jak zwykły papier, albo gazeta, w które można obłożyć własną książkę, nie posiadającą folii. Dzięki niej po przeczytaniu książka wygląda jak nowa, nawet jeśli się ją przez tydzień albo dłużej wozi i czyta w komunikacji miejskiej. Brak okładki skutkuje zawiniętymi rogami, czy wytartą okładką, choćby nie wiem jak się o nią dbało. Ja maniakalnie okładam wszystkie czytane książki, nawet jeśli ich z domu nie wynoszę.

Nie mam nic przeciwko pożyczaniu i gdy to robię, liczę się z tym, że książki mogą wrócić w gorszym stanie niż wcześniej były. Ale to po prostu ryzyko, wolę zarażać fajną lekturą innych, niż trzymać ją tylko dla siebie i trząść się nad nią. Jakby mi ktoś zniszczył jakąś książkę, to pewnie za dużo bym nie powiedziała (awantury bym raczej nie zrobiła), ale nigdy nie pożyczyłabym mu nic innego.

Gdzie czytam? Przede wszystkim w komunikacji miejskiej ostatnio. Bo w domu to inne zajęcia przeszkadzają. Ale także w wannie podczas kąpieli i obowiązkowo przed snem. Muszę wtedy przeczytać przynajmniej kilka stron. ;)
Jander - 2007-11-07, 17:34
:
Jeśli książka ma wszystkie kartki, dobrze się one trzymają i posiada ona okładkę to nic więcej do szczęścia nie potrzebuję. Po to kupuję książki, by móc z nich korzystać do woli. Oczywiście teraz już lepiej traktuję książki niż dawniej, ale nie płaczę nad zgiętą kartką.
Jeśli książka jest bardzo zniszczona to dla mnie to i lepiej, bo będą mógł ją kupić taniej w antykwariacie :-)
pozdrawiam
ghosia - 2007-11-07, 17:45
:
Książek nie okładam i pożyczam wszystkim mającym ochotę coś poczytać. Pożyczając mam oczywiście nadzieję, że wrócą w dobrym stanie i tak się zazwyczaj dzieje, ale nie oczekuję od pożyczającego, że będzie czytał książkę w rękawiczkach i sterylnym środowisku ;) . Najważniejsze, żeby wróciły, nawet po kilku latach ;) .

W domu czytam głównie w łóżku, czasem w fotelu popijając przy tym kawę, herbatę, gryząc coś słodkiego...

Jak się wybieram gdzieś pociągiem, wrzucam książkę w plecak luzem, chyba, że mam tam coś, co mogłoby sie rozlać albo książkę pobrudzić - wtedy trzymam ją w reklamówce. Ale zagięte rogi mi nie przeszkadzają - co nie znaczy, że nie staram się ich nie zaginać ;) .

Nałogowo łamię brzegi, żeby mi się łatwiej w łóżku czytało - oczywiście, jeśli książka jest tylko klejona, to łamię tak, żeby kartki nie powypadały.

Nie piszę na kartkach książki, ale w egzemplarzach wypożyczonych z biblioteki notatki na marginesach mi nie przeszkadzają.

Książki, które czytałam tylko raz wyglądają potem tak, jakby były już raz przeczytane - właśnie przez grzbiety, jeśli są to książki grube, czasem przez lekkie zagięcie rogów. Książki, które czytałam kilka razy wyglądają jak książki z biblioteki - mają czasem lekko zagięte rogi, same otwierają się na załamaniach grzbietowych... wyglądają jak książki, które warto czytać po kilka razy ;) .

Oczywiście, dotyczy to moich książek. Książki, które od kogoś pożyczam traktuję nieco bardziej ostrożnie i zazwyczaj wracają do właściciela w niemal niezmienionym stanie (poza jednym tomem "Domu Łańcuchów", który miał na działce mały wypadek z udziałem węża do podlewania, przeciekającej szklarni i trawnika... ;) . Od razu dodam, że zaproponowałam właścicielowi zakup nowego egzemplarza, ale on ma do książek podobne podejście, jak ja, więc nie było to konieczne).

Książki są po to, żeby je czytać, a nie żeby na nie patrzeć. Oczywiście, jak ładnie wyglądają na półce to też fajnie, ale mnie osobiście podobają się półki zapełnione raczej starszymi i "zużytymi" już książkami, niż z takimi, które wyglądają, jakby ich nikt nigdy nie miał w ręku...

Oho, chyba słyszę wściekły tłum z pochodniami, idę się gdzieś ukryć :mrgreen: .
Kal - 2007-11-07, 17:51
:
Książka jest po to aby jej używać. I jeśli grzbiet się połamie, kartka zgniecie, okładka poplami, to nie robie z tego afery na niewiadomo jaką skalę. I nie rozumiem ludzi, którzy dbają o nie jak o jakiś święty artefakt, chociaż wiem, że każdy jest inny i to uszanuję (chociażby w tym, że dbam o cudze książki lepiej niż o swoje).

Książek nie pożyczam, bo moi znajomi nie czytają wcale, więc nie mam tego problemu, gdy ktoś mi odda zniszczoną książkę - ale podejrzewając mój charakter, machnęłabym ręką - "trudno, stało się" to mój tekst od zawsze ;)
Dhuaine - 2007-11-07, 18:01
:
Dopóki książkę da się przeczytać, to wszystko jest w porządku :perv: Bardzo często kupuję w antykwariatach. Sprawdzam tylko, czy są wszystkie kartki, nic nie wylatuje i czy nie ma żadnych ciekawszych plam (np. rozgniecione pająki --_- ).
W księgarniach jednak muszę dostać jak najmniej zniszczoną książkę. Tylko ja mam prawo ją dewastować :P
Czytam najczęściej w wannie. W lecie dochodzą autobusy. Rogi zawsze się zaginają. Nie przeszkadza mi to; bardziej mnie irytują rysy na okładce i zdarta folia. W wannie nieustannie moczę brzegi, przewracając kartki mokrą łapą. :P
Jedzenie przy ksiązkach - co w tym złego? :mrgreen:
Jak nie mam zakładki, to stawiam książkę do góry grzbietem. Tylko raz zdarzyło mi się potem na niej usiąść. Z reguły grzbiety nie są połamane - to zdarza się tylko naprawdę grubym cegłom.

O książki pożyczone dbam jak o święte relikwie :P Nigdy nie zabieram tych bibliotecznych w podróż, do wanny, do kuchni itp. Tego samego wymagam od ludzi, którzy pożyczają moje egzemplarze. Niestety, nikt się nie stosuje. --_- Toteż pożyczam tylko i wyłacznie rzeczy pokroju Forgotten Realms.

Nabu Nezzar napisał/a:
Z tym, że w wannie raczej bez wody

Nie jest Ci zimno? :shock:
Metzli - 2007-11-07, 22:29
:
ghosia napisał/a:
Oczywiście, dotyczy to moich książek. Książki, które od kogoś pożyczam traktuję nieco bardziej ostrożnie i zazwyczaj wracają do właściciela w niemal niezmienionym stanie


O, mam tak samo :mrgreen: Swoje książki mogę wozić w torbie, zazwyczaj nie chce mi się ich obkładać - rogi trochę się zaginają i widać, że książka jest czytana. Ale nie wyobrażam sobie, żeby tak samo traktować książkę, którą od kogoś pożyczyłam. Tak samo nie jem przy pożyczonych, przy swoich to już się zdarza :P

Jak kupuję np. w empiku wszystkie egzemplarze zostają dobrze wymacane i biorę ten, który się najlepiej prezentuje :mrgreen: Nie ma jak dobre macanko w empiku :P
Tyraela - 2007-11-07, 22:34
:
Metzli napisał/a:
Nie ma jak dobre macanko w empiku :P

Nigdy tego nie zrozumiem, ja nigdy nie trafiłam np. na brakujące strony czy inne felerne egzemplarze. Macie jakiegoś pecha ;P kiedy ja wchodzę do Empiku i pod warunkiem, że wiem, co chcę kupić, po prostu biorę pierwszą z brzegu względnie wyglądającą i idę do kasy. W Empiku rzadko książki są w innym stanie niż "jak nowa" XDDDD

Dzisiaj się Toudi ze mnie śmiał, bo nosiłam Eriksona w plecaku i... i zobaczyłam, że na brzegu książki zrobiła się jaskrawo pomarańczowa plamka od zakreślacza : ( nie wiem, jakim cudem się to zdarzyło, ale to mi psuje ogólny efekt prawie jak nowej książki. Ogólnie mi się nawet lepiej czyta taką idealną knigę XD
Metzli - 2007-11-07, 22:41
:
Tyr napisał/a:
Nigdy tego nie zrozumiem, ja nigdy nie trafiłam np. na brakujące strony czy inne felerne egzemplarze. Macie jakiegoś pecha ;P


Ja mówię głównie o zagiętych rogach czy wygiętych okładkach. Książka jak ją kupuję to ma być nowa i pachnąca, prezentować się doskonale. Jak jest taka wymiętolona to od razu ucieka radość z zakupu xD Nie kartkuję książki i nie sprawdzam czy wszystkie strony są na swoim miejscu, zakładam, że tak. I też nigdy nie trafił mi się jakiś feralny egzemplarz ;)
Bruja - 2007-11-07, 22:49
:
Metzli napisał/a:
Nie ma jak dobre macanko w empiku :P


Gorzej jak nie ma w empiku i trzeba iść do pana z biblioteki gdzie już pomacać nie można ;)
Ale fakt, dobre macanie to podstawa xD
Kupuję nowiutką, śliczną i pachnącą, a potem mogę z nią zrobić co mi się żywnie podoba, bo jest moja i tylko moja. Ale kupiłam ją w stanie nienaruszonym, czyli takim w jakim powinna być ;)

Metz, a zauważyłaś, że ten gościu zanim podaje książkę ogląda ją z grubsza czy nie jest pogięta, połamana czy coś w ten deseń?
Tigana - 2007-11-07, 22:53
:
Bruja napisał/a:
Metz, a zauważyłaś, że ten gościu zanim podaje książkę ogląda ją z grubsza czy nie jest pogięta, połamana czy coś w ten deseń?

To jego obowiązek - nie chce żebyś za pięć minut wróciła z prośbą o wymianę. To odstrasza klientów. A nie sądzicie, ze tacy "podawacze" powinni mieć na rękach rękawiczki żeby nie pobrudzić ?
Bruja - 2007-11-07, 22:58
:
Szkoda tylko, że inni nie przejmują się za bardzo tym obowiązkiem o.o Jak widzę co niektórzy pracownicy empiku robią z książkami to mnie trafia... a potem chcą żeby ludzie to kupowali. Gościu ma podejście i chwała mu za to.

Jakby "podawacze" mieli rękawiczki to bym trzymała się od nich z daleka. Pierwsze co mi przychodzi na myśl, to że taki ktoś ma jakąś chorobę skóry o_O
Bez przesady :P
Elektra - 2007-11-07, 22:59
:
A wiecie, że to jest dla mnie trochę dziwne, że chcecie mieć super idealną, nowiutką, książeczkę, bez żadnego zagięcia, a potem robicie z nią co się da, zaginacie rogi (niekoniecznie specjalnie), łamiecie grzbiet przy czytaniu, pozwalacie kotu się wylegiwać na niej... ;) To po co ona musi być taka idealna w sklepie? Trochę to nielogiczne. ;)
Bruja - 2007-11-07, 23:05
:
Elektra napisał/a:
pozwalacie kotu się wylegiwać na niej... ;)

Moja kota jest postrzelona i wcale nie ma tego po mnie xP

Elektrunia napisał/a:
To po co ona musi być taka idealna w sklepie? Trochę to nielogiczne.

Jak najbardziej logiczne. Ma być idealna, bo za nią płacę i chcę dostać towar w jak najlepszym stanie. Tak samo jak nie kupię bluzki z plamą czy pozaciąganego swetra ;)
Poza tym lubię nowe książki... ich zapach, wygląd... a w trakcie czytania robią się coraz bardziej moje. Czasem to widać bardziej po książce, a czasem mniej ;)
Dhuaine - 2007-11-07, 23:05
:
Elektra napisał/a:
To po co ona musi być taka idealna w sklepie?

Jak już chcą ode mnie kasy, to ja chcę najwyższą jakość możliwą! //buu W antykwariacie płacę mniej, to i wymagam mniej. W takich empikach bulę całą kwotę, 100%, czyli muszę dostać też książkę w 100% idealną. :perv:
Nabu Nezzar - 2007-11-07, 23:06
:
Dhuaine napisał/a:
Nabu Nezzar napisał/a:
Z tym, że w wannie raczej bez wody

Nie jest Ci zimno? :shock:
Nie :mrgreen: Najpierw napuszczam bardzo ciepłej wody. Książka leży na razie na pralce i czeka. Myję się. Dolewam gorącej wody. Wtedy sięgam po książkę i zaczyna spuszczać wodę. Nie ma mowy abym po takim ogrzaniu zmarzł w pustej wannie :-P
Elektra - 2007-11-07, 23:09
:
Dhu, Brujko, ja rozumiem, że chcecie idealną w sklepie, bo płacicie itp. Ale jak ona już taka piękna, to po co ją później tak źle traktować? ;) Nie szkoda? Brujko, to tak, jakbyś nie przejmowała się, że sobie poplamisz bluzkę, albo pozaciągasz sweter...
Dhuaine - 2007-11-07, 23:17
:
Nabu Nezzar napisał/a:
Nie ma mowy abym po takim ogrzaniu zmarzł w pustej wannie :P

A jak długo w tej wannie siedzisz? //panda Myślę, że po godzinie mi byłoby na bank zimno o.o (Insza inszość, że najpewniej byłoby mi zimno po trzech minutach.)

Elektra napisał/a:
Ale jak ona już taka piękna, to po co ją później tak źle traktować?

Nie traktuję jej źle. :P Po prostu nie chucham na nią, jakby miała się rozbić przy najlżejszym dotknięciu. Staram się w miarę uważać, ale nie histeryzuję, gdy się zagnie. Tak samo bluzki - ok, uważam, żeby nie wywalić na siebie hotdoga, ale przecież nie będę tylko dlatego powstrzymywała się od zjedzenia go ;)
Bruja - 2007-11-07, 23:18
:
Ale ja ich nie niszczę specjalnie o.o Wiadomo, że przy czytaniu książka w mniejszym czy większym stopniu się zużywa. A dodatkowo żeby zachować komfort czytania nie mogę jednocześnie za bardzo się nad nią rozczulać, trzymać delikatnie, nie ściskać, nie otwierać zbyt szeroko. Uważam na nią jak na każdą inną, ale bez zbytniej przesady. W końcu książka jest dla mnie, a nie ja dla książki.
Generalnie nie traktuję jej po zakupie źle, a że czasami nie wychodzi to trudno. Nie ma co płakać...

Piękna książka po czytaniu to jakiś fetysz, na który ciężko mi się zdobyć.
Piękna przed czytaniem to jej powinność. Wiadomo, że bluzka jednak może się poplamić, a sweter pozaciągać (szczególnie jak ma się szurniętego kota xD).
Nabu Nezzar - 2007-11-07, 23:19
:
Dhuaine napisał/a:
A jak długo w tej wannie siedzisz? //panda Myślę, że po godzinie mi byłoby na bank zimno o.o (Insza inszość, że najpewniej byłoby mi zimno po trzech minutach.)
Bez przesady. Zwykle 30-40 minut. Czasem dochodzę do godziny:P Po tym czasie stosunek ciepło/zimno zaczyna zmieniać się na niekorzyść:P
Metzli - 2007-11-08, 00:14
:
Brujka napisał/a:
Metz, a zauważyłaś, że ten gościu zanim podaje książkę ogląda ją z grubsza czy nie jest pogięta, połamana czy coś w ten deseń?


Nom, faktycznie. Ale to tylko dobrze świadczy o nim jako sprzedawcy, nie trzeba się martwić, że dostanie się książkę z pomiętymi rogami. I dobrze, że taka księgarnia jest - jak przypomnę sobie sytuację kiedy "Atramentu" nie było w empiku... --_- Gdybym nie dostała wtedy tej książki to bym była niepocieszona do końca dnia :P
Ł - 2007-11-08, 00:54
:
Jako że od jakiegoś czasu przerobiłem swój stary telefon na 'czytacza' nie mam problemów typu niszczenie ksiażki, kartki itp. Za mam mam inne - najczęsciej są to małe pracy przy 'czytaczu' znaczy czyszczenie styków spirytusem, ostatnio musiałem doginać je igiełką bo karta pamięci się poluzowała.

Czytanie z komórki ma parę zalet:
- nieważne jak gruba/duża jest ksiązka to czytacz waży tyle samo i jest poręczny bo można trzymać go w ręce.
- z czcionką to samo - automatycznie jest dopsowywana do moich preferencjii.
- ogranicza mnie tylko pół GB karty pamieci - moge miec w kieszeni setki książek, w tym swój debestof w którym zakładam sobie elektronicze zakładki.
- mam autonomiczne źródło światła [ekran ciekłokrystaliczny stąd nie wali po oczach] co przydaje się w różnych mrocznych miejscach - w autobusie wieczorem w nocy czy pod kołderką ; >
- wszyscy naokoło myślą że gram w wężyka, co mi odpowiada.
- Co do małego ekranu człowiek się przywczaja, ja już licze objetnośc książek w liczbie ekranów a nie stron [co w sumie jest bardziej obiektywnie jak się weźmie pod uwage zunifikowaną czcionkę].

Wady:
- przez kilka godzin czytania nonstop bateryja pada.
- nie widzę rysunków (w 99% zbędne ale czasem...)
- nie mogę jednocześnie słuchać muzyki z tegoż czytacza [który jest też mp3 playerem] - co w moim przypadku wadą nie jest bo jestem zwolennikiem rozwiązania albo/albo i muzyka wychodzi na tym lepiej i tresc ksiazki.




Pozdrawiam z tego miejsca wszystkich święcie oburzone amonity, dla których papierowa ksiazka ma "ten klimat" i wogóle. : P
ghosia - 2007-11-08, 08:16
:
Nie wiem, jak można czytać z komórki... Mam znajomego, który tak właśnie robi - pokazał mi kiedyś jedną książkę - tam jest po prostu za mało tekstu na "stronie"... A automatyczne skrolowanie całkowicie odpada, nie można w spokoju skupić się na treści, jak tekst cały czas się rusza ;) .

Czekam, aż w normalnej cenie będą book readery w normalnych rozmiarach (ekran A5 by mnie satysfakcjonował :)) i wtedy przerzucę się na ebooki :) .
Ł - 2007-11-08, 10:11
:
Skoro masz znajomego która czyta [żółwik dla niego] to wiesz że można czytać. : P

Co do tego co wymieniłaś to paradokasalnie ale właśnie to w zwykłej książce tekst się porusza! [ruch gałek ocznych od lewej do prawej] tymczasem w komórce wczytuje się w ułamek sekundy następny ekran w miejsce starego. Ja już mam sobie starłem przycisk "do dołu" od czytania. : D

Co do twojego podejścia to kwestia gustu - wiem że produkuje się readery w których przekraca się strony ruchem palca po ekranie, ale dla mnie to jakaś dziwna forma nostalgii za starym nośnikiem. Pewnie starożytni też nie mogli się odzwyczaić od glinianych tabliczek. : P

A no i chyba najważniejsza zaleta to, to że nie ograniczają mnie biblioteki, księgarnie ani mój portfel tylko dobra wola ludzi z skanerami.
ghosia - 2007-11-08, 12:17
:
Nie zrozumiałeś, Łaku - ja mam na myśli automatyczne skrolowanie tekstu. Czyli Ty sobie czytasz, a tekst cały czas się do góry przesuwa, jak na napisach końcowych do filmu. Ustawiasz sobie prędkość przesuwania i w ogóle nie musisz stron przestawiać. Tak się nie da czytać czegoś dłuższego niż... napisy końcowe do filmu :D.

Kwestia dostępności ebooków też jest ważna - pewnie, możesz polegać na skanujących, ale zawsze będziesz musiał trochę poczekać, aż ktoś książkę zeskanuje i przerobi na odpowiedni format. Nowości szybko nie przeczytasz ;) . Kupowanie ebooków u nas jest właściwie niemożliwe - na zachodzie lepiej, ale trzeba w oryginale czytać...

Na erę ebooków jeszcze musimy trochę poczekać :) .
Ł - 2007-11-08, 12:21
:
A o takie scrollowanie... to racje też z niego nie korzystam. U mnie jest tak - czytam ekran(właściwie rzucam okiem) , nastepny ekran, czytam ekran... i tak od tytułu do końca. ; P

Co do nowości to różnie - jeśli jest to nowość kogoś mniej znanego to i wogóle może nie być ebooka, za to nowości znanych autorów są dość szybko poddawane konwersji.

ghosia napisał/a:
Na erę ebooków jeszcze musimy trochę poczekać :) .

Kto czeka ten czeka. ; )
andy - 2007-11-08, 12:23
:
ghosia niezupelnie tak. Na komórze można se ustawić nie tyle skrollowanie ile zmianę następnego ekranu. Ja osobiście nie lubię czytać z komórki. Ekranik ciut za mały. Z kompa z resztą też, chyba, że nie mam innego wyjscia. Co do reszty problemow z e-ksiażkami macie rację. Wydawnictwa jeszcze w to nie weszły, czyli pozostaje zrobić samemu lub pogrzebać po necie
Toudisław - 2007-11-08, 12:35
:
Łaku napisał/a:
Pozdrawiam z tego miejsca wszystkich święcie oburzone amonity, dla których papierowa ksiazka ma "ten klimat" i wogóle. : P

Papierowa książka ma klimat i wogóle. Ale nie dlatego ( przynajmniej nie tylko ) wile ją od komórki czy E book. Na komórce mam małe doświadczenie, co posiadane przeze mnie telefony się do tego nie nadawały. Jednak próbowałem kilka razy i nie podobało mi sie. Za mały ekranik i ciągle trzeba przewijać, Oczy mi sie po prostu męczą. Wolę papier bo tak jest mi wygodnie. No jednak komórka ma tą przewagę że inaczej trudno by było zmieścić kilkaset książek w kieszeni.
ghosia - 2007-11-08, 14:38
:
andy napisał/a:
ghosia niezupelnie tak. Na komórze można se ustawić nie tyle skrollowanie ile zmianę następnego ekranu.

Na komórce można sobie ustawić wszystko, a właściwie - można sobie ściągnąć odpowiedni programik (aplet javy) i mieć tam, co się tylko chce (w ramach możliwości sprzętowych). I właśnie mój czytający kamórkowe ebooki znajomy zachwala automatyczne skrolowanie tekstu jako najlepszy wynalazek ludzkości ;) .
Archan - 2007-12-01, 00:31
:
Dwie sprawy:
Pierwsza: Na komórce NIE czytam. Na kompie tak. Dużo...Za duzo.. Muszę sobie nowy monitor kupić bo ten stary crt juz ostrosc traci i sobie wzrok zepsuje. Czemu nie na komórce? Bo nie mam czasu. Do pracy mam... Przez drzwi... Warsztat (mech.) mam przy domu więc nie ma znaczenia. A jak gdzieś wychodze to zazwyczaj nie mam czasu na to. Na swoje usprawiedliwienie mogę się przyznać że staram się kupić minimum dwie książki w miesiącu, po drugie najfajniejsze tytuły które przeczytałem na kompie chce miec na papierze.

Po drugie: Książki u mnie służo do czytania... Więc są totalnie zdewastowane bo czytam w każdej wolnej chwili. Czyli w przerwach pracy, na kibelku,przy jedzeniu etc. Mam bardzo brudną pracę więc książki dostaja. co innego z pożyczonymi pozycjami.... O te dmucham i chucham, Myje ręce przed czytaniem, zawijam w gazety etc. A swoje pozyczam jak leci...Jak jest komu. I przy jak mi ktoś odda, to jak ma obie okładki, brak PODEJRZANYCH plam ( :-P ) i wszystkie strony... To jest git
BG - 2007-12-01, 11:57
:
Nie lubię pożyczać książek. Sam pożyczyłem komuś książkę jakieś 2-3 razy, a może drugie tyle pożyczyłem "pośrednio", tzn. pożyczyłem siostrze, a ta później za moją zgodą pożyczyła ją komuś innemu.
Tak jak Elektra, traktuję książki jako coś do czytania, a nie jako największy skarb. Najczęśćiej czytam przy biurku lub w łóżku. Nie lubię czytać w środkach komunikacji publicznej; do czytania muszę mieć absolutny spokój. Na ogół nie czytam przy jedzeniu, chociaż czasami lubię czytać jedząc jabłko - to jest jedyny wyjątek. O.o. Szanuję książki, ale jako że jestem leniwy, układam je na półce dość niedbale; casami nawet kładę jedną na drugiej; chociaż znacznie częściej kładę jedną na drugiej na biurku, gdzie standardowo trzymam cały czas po jakieś 5-10 książek, których rotacja nie jest zbyt szybka :-) . Kiedyś zdarzało się, ito dość często, że wskutk niewłaściwego ułożenia książki masowo spadały mi z półki, przez co dziś wiele moich książek ma poniszczone grzbiety, naderwane okładki, a nawet, wskutek kiludziesięciokrotnego spadnięcia, porozpadanych na kawałki :-? .
Arlzermo - 2007-12-01, 14:57
:
Lubimy czytać książki, lubimy... Nawet bardzo.
Nigdy nie przepadałem za czytaniem na komputerze, a książki na komórkach to już kompletny kosmos. Macie rację, jestem zacofany, ale nigdy nie ukrywałem mojej awersji do różnego rodzaju nowinek technicznych. Jak już Łako wspominał - amonit ze mnie. Dlatego slowo "książka" jest dla mnie tożsame z papierowym tworkiem obłożonym grubszą okładką. I koniec. Inną formę ciężko jest mi zdzierżyć. Przykładem mogą być moje podręczniki do nWoD, za które nie mogę się od kilku miesięcy zabrać, bo wszystkie to ebooki. ^^"
Pożyczanie? Jak najbardziej wszystkim osobom, poza "dewastatorami". Za bardzo cenię moje śliczne woluminy by wydawać je na pastwę jakiejś brutalnej istoty zaginającej rogi czy rozlewającej kawę wokól siebie... I aż się serce kraje jak czasem sam tak brutalnie okaleczę jedną z moich ślicznotek... Ech, ciężkie jest życie ofiary losu. :P
Nigdy nie potrafiłem się zmusić do czytania w autobusach. Za duży hałas tam panuje, pomijając już fakt, że niekiedy muszę również stać.
Elektra - 2008-03-11, 09:30
:
ASX76 napisał/a:
Jakby nie patrzeć, to kniga w HC przetrwa niejedną "dziejową" zawieruchę, a wydanie miękkookładkowe jest bardzo podatne na obrażenia (w szczególności zaginanie rogów).

Wiesz, czytając o tym, jak Ty traktujesz książki, to bardzo mnie dziwi to, że w Twoich rękach nawet miękkie okładki są podatne na obrażenia. ;P Ale na to jest bardzo prosty sposób - obłożenie książki (może to być nawet zwykły biały, albo szary papier) - naprawdę skuteczne. ;)

ASX76 napisał/a:
Pewnie, że nie są, ale skoro istnieje możliwość posiadania takiego "dodatkowego atutu"...

Taa... ale najlepiej tylko w przypadku naprawdę dobrych (ulubionych książek). Bo jak czegoś kompletnie nie znam, to wolę nie wydawać na to tle kasy, gdy mam możliwość za znacznie mniejsze pieniądze przekonania się o zawartości książki (a jeśli naprawdę mi się spodoba, to wtedy mogę się pokusić o to lepsze wydanie).
ASX76 - 2008-03-11, 10:14
:
Proszę nie ciągnąć mnie tak brutalnie za język, bo jeszcze trochę i się urwie. ;)

W moich rączkach książki mają stuprocentową gwarancję zachowania czystości i nienaruszalności "cielesnej". Fanatycy pozostają zawsze wierni swoim książkofilskim ideałom. ;) :-P Jak mogłaś w to zwątpić... :-P
Dziękuję za radę. :-) Lubię "rzucać" okiem (a nawet parą) na okazy dumnie prezentujące się na półkach, a obłożenie ich w "papiór" odebrało by mi pewną przyjemność.

Miałem na myśli książki w księgarniach czy Empikach, gdzie dość często zdarza się, że mają w jakimś stopniu uszkodzone okładki. Przy wsuwaniu ich z powrotem na półkę między inne, zazwyczaj dochodzi (tam) do zagięć, bo niestety nie każdy potencjalny klient zwraca uwagę na to, żeby czynić to w miarę delikatnie. Nie zmienia to faktu, że miękka oprawa to zmora dla kolekcjonerów i niełatwo znaleźć egzemplarze w idealnym stanie.
Z księgarniami internetowymi też różnie bywa. Niby wysyłają nową knigę, a później okazuje się, że przychodzi (czasem) z usterkami, a przecież nie będzie się wywalać 7 zł lub więcej, aby wymienili egzemplarz wart np. 35 zł, gdy są lekkie zagniecenia (które jednak bolą...). Jestem w tej dobrej sytuacji, że w B-stoku jest bardzo dobra księgarnia, gdzie można kupić knigi o kilka, kilkanaście zł taniej, niż gdzie indziej (nowości także np. "Cieplarnię" kupiłem za 33 zł + dodatkowo rabat 5% i to bez żadnej promocji...).

Co do drugiej kwestii - pełna zgoda.
Elektra - 2008-03-11, 10:22
:
ASX76 napisał/a:
Lubię "rzucać" okiem (a nawet parą) na okazy dumnie prezentujące się na półkach, a obłożenie ich w "papiór" odebrało by mi pewną przyjemność

Ja miałam na myśli obłożenie w trakcie czytania. Potem jak najbardziej należy je zdjąć. No chyba że Ty czytujesz książki na półkach... ; )
ASX76 - 2008-03-11, 12:03
:
Elektra napisał/a:
ASX76 napisał/a:
Lubię "rzucać" okiem (a nawet parą) na okazy dumnie prezentujące się na półkach, a obłożenie ich w "papiór" odebrało by mi pewną przyjemność

Ja miałam na myśli obłożenie w trakcie czytania. Potem jak najbardziej należy je zdjąć. No chyba że Ty czytujesz książki na półkach... ; )


He, he, he... Tak, podwieszam się do sufitu i czytam z powietrza, a strony przewracam bezdotykowo. ;) :-P ;)

Było od razu napisać co miałaś na myśli, a nie ukrywać na zapas. ;)
Nie czytam przy jedzeniu, w wannie, autobusie, nie noszę książek w plecaku... etc. etc., więc nie zachodzi konieczność odziewania książeczek w zabezpieczenia, dzięki czemu mogą swobodnie oddychać pełną piersią, bez względu na to, czy są w danej chwili czytane. :-) ;)
gagasia - 2008-03-11, 14:02
:
Oj, ASX, ależ Ty jesteś perfekcyjny. Ja czytam wszędzie, gdzie mogę, ale... o książki bardzo dbam. Nie ukrywam, że zazwyczaj to 'wszędzie' dotyczy książek z biblioteki, które i tak są juz zniszczone.
Zła - 2008-03-11, 14:14
:
gagasia napisał/a:
Oj, ASX, ależ Ty jesteś perfekcyjny. Ja czytam wszędzie, gdzie mogę, ale... o książki bardzo dbam. Nie ukrywam, że zazwyczaj to 'wszędzie' dotyczy książek z biblioteki, które i tak są juz zniszczone.


Fajne podejście. Książki pożyczone z biblioteki są nie Twoje więc można z nimi postępować nie tak delikatnie, jak ze swoimi książkami, bo przecież to nie moje.
Jeśli mają zagnieciony róg to zagniećmy kilka kolejny, przecież i tak już jest zniszczona, wylejmy jeszcze trochę harbaty lub kawy, bo przecież i tak już ktoś to zrobił przed nami.
Takie podejście mnie denerwuje, właściwie to mało powiedziane, takie coś wkurza na maksa. //mlotek
Liv - 2008-03-11, 15:50
:
Ostatnio ciągle jestem w biegu, a wiedząc, że w ciągu dnia będę stała w kilkunastu kolejkach, tracąc massssę czasu, w mojej torebce od kilkunastu dni spoczywa czwarty tom MKP.
Dzisiaj książkę wyciągnęłam w przychodni ; brzegi porysowane niebieskim długopisem, rogi pozaginane podobnie jak strony. Do tego książka się nieco zmoczyła, gdyż wrzuciłam do środka niedokręconą mineralną (ale to inna bajka) ... :shock: Jeszcze nigdy nie potraktowałam tak żadnej książki.
ASX76 - 2008-03-11, 18:23
:
Zła napisał/a:
gagasia napisał/a:
Oj, ASX, ależ Ty jesteś perfekcyjny. Ja czytam wszędzie, gdzie mogę, ale... o książki bardzo dbam. Nie ukrywam, że zazwyczaj to 'wszędzie' dotyczy książek z biblioteki, które i tak są juz zniszczone.


Fajne podejście. Książki pożyczone z biblioteki są nie Twoje więc można z nimi postępować nie tak delikatnie, jak ze swoimi książkami, bo przecież to nie moje.
Jeśli mają zagnieciony róg to zagniećmy kilka kolejny, przecież i tak już jest zniszczona, wylejmy jeszcze trochę harbaty lub kawy, bo przecież i tak już ktoś to zrobił przed nami.
Takie podejście mnie denerwuje, właściwie to mało powiedziane, takie coś wkurza na maksa. //mlotek


Kto Cię bije tym młotkiem po głowie :?: ;)

Myślę, że Twoja nadinterpretacja posunęła się za daleko. Sama się pobudzasz do agresji... Gagasia przecież napisała, że o książki bardzo dba :!: A to, że czyta 'wszędzie' książki z biblioteki, wcale nie znaczy, że ich nie szanuje :!: //pisowcy :-P Mało to osób czyta przy jedzeniu bądź w autobusie :?: No i co :?: Czy to wystarczy, aby powiedzieć o nich, że są niszczycielami... :?: Bardzo Cię proszę, nie przesadzaj.
Zła - 2008-03-11, 19:06
:
Może i przesadziłam, ale mogę :P
Do agresji nie muszę się pobudzać, bo cały czas ostatnio we mnie siedzi ;)
Jak ktoś czyta przy jedzeniu, to można go tak nazwać, bo na 100% kiedyś zniszczy w ten sposób jakąś książkę :P
Jasne o swoje książki pewnie dba, a czyta 'wszędzie' te z biblioteki no i jak coś im się wydarzy to przecież nie będzie jej smutno, że coś się im stało, bo przecież i tak są zniszczone :P
gagasia - 2008-03-11, 19:29
:
Zła, zdecydowanie masz tendencję do nadinterpretacji słow. Ja ni niszczę książek żadnych,a więc także tych z biblioteki. One po prostu są zniszczone, więc bez bólu w sercu można je wsadzić do torby i czytać tam, gdzie mam na chwilkę. O i tyle.
Tylko spokój może nas uratować.
ASX76 - 2008-03-11, 19:33
:
A tak ładnie prosiłem...
Zła :arrow: Nie twiedzę, że nie możesz (w końcu to podobno wolny kraj), niemniej jednak Twoje bezwzględne insynuacje mogą sprawić Gagasi przykrość. //pisowcy
Czemu ma to służyć :?:
A zatem poprzednio wyraziłem się nieprecyzyjnie. Szukasz tylko pretekstu, żeby wybuchnąć niczym swego czasu wulkan Etna. :-P Dalsze erupcje proszę kierować w inną stronę, jeśli łaska. :-P
Od kiedy czytanie książek przy jedzeniu jest traktowane jako przestępstwo przeciwko nim :?: Przecież można to robić w ten sposób, że nic się nie zniszczy, nie zagnie, nie zaplami... Trening czyni mistrza. :-P Za bardzo demonizujesz.

Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie, sprawa zakończy się Sądem Bożym. ;) :-P ;)
Elektra - 2008-03-11, 19:37
:
Pax, pax, pax


Drogi ASX-ie, prosisz o nieprzesadzanie i już rozpalasz stos... nie powiem, na co mi to wygląda, żeby nie rozpętać dyskusji nie na temat.


A tak w ogóle to odrobinę zgodzę się ze Złą, tekst Gagasi można było zinterpretować tak, że ona dba o książki, ale pod warunkiem, że są własne, a o biblioteczne nie trzeba. Z drugiej strony uważam, że można czytać i w autobusie (tramwaju, trolejbusie, pociągu, samolocie itp), w parku, przy jedzeniu, w wannie i nie zrobić krzywdy książce.
ASX76 - 2008-03-11, 21:46
:
War, war, war ;)

Elektruś :arrow: Po której stronie barykady tak naprawdę stoisz :?: :shock: ;) Odrobinę zgodzisz się ze Złą, powiadasz... Dobrze, że tylko tyle, choć i tak za dużo. :-P
Zgodnie z prawem powinna przyświecać zasada domniemania niewinności (winę trzeba udowodnić), a nie interpretować wypowiedź, która akurat nie stwierdza niczego wprost, według własnego "widzimisię", mającego na celu uzewnętrznienie/dacie ujścia własnej agresji, jak to miało miejsce w tym przypadku. Zresztą oskarżycielka sama się do tego przyznała... :-P
Ponadto Gagasia złożyła wyjaśnienia, Wysoki Sądzie, w których dokładnie rzecz ujęła. :-P :-)

Rozpaliłem stos, bo nagle zrobiło się chłodno w ten mroźny wieczór. ;)
Beata - 2008-06-30, 21:40
:
Szacunek do słowa pisanego wpoił mi ojciec dawno, dawno temu. Gdyż dziecięciem niewinnym będąc, strasznie wyrywałam się do encyklopedii - absolutnie nie z chęci lektury, nic takiego. Podobała mi się encyklopedia dlatego, że tam takie kolorowe plansze z obrazkami były. No i ojciec nie miał wyjścia - musiał mi udostępnić księgozbiór, bo przecież nie był w stanie mnie pilnować cały czas. Zatem odebrał ode mnie uroczyste przyrzeczenie, że na książkach nie będę rozwijać swojego niewątpliwego talentu malarskiego (powetowałam sobie to ustępstwo malując obrazki kredkami na ścianach i na parapetach :) ), że będę miała zawsze umyte łapy i że nie będę podobających mi się szczególnie obrazków z książki wyrywać. Obiecałam i przepadło - książki do dziś szanuję.

Czytam wszędzie, gdzie tylko mam okazję. Wożę książki ze sobą praktycznie wszędzie (bo nigdy nie wiadomo, kiedy się wolna chwila trafi), choć ostatnio idę na łatwiznę - wożę ze sobą tylko cieńsze - grube cegły grzecznie czekają w domu. Stąd nagminnie zdarza mi się czytanie kilku książek naraz. Nie czytam e-booków - po prostu nie umiem dłuższego tekstu czytać z ekranu. A zresztą część przyjemności czytania to trzymanie w rękach książki, przewracanie kartek, zapach farby drukarskiej lub kurzu na starodrukach...

Najpiękniejsza pora dnia to wieczór - układam się wygodnie z książką i pozwalam się jej ukołysać... :) a po paru godzinach - na ogół w środku nocy - budzę się ścierpnięta (bo książkę ciągle trzymam, żeby się nie zniszczyła) i z załzawionymi oczami (bo światło jakoś samo nie chce się zgasić). :mrgreen:
Romulus - 2008-06-30, 22:10
:
Ja jestem faszystą jeśli chodzi o książki. Owszem, pożyczam - ale to nie jest nigdy tak, że pożyczam i zapominam. Moja biblioteczka to efekt ostrej selekcji (stąd i jej wzrost jest powolny). Jezeli coś mi się nie podoba: odrzucam - zazwyczaj rozdaję za darmo, bo targować się nie umiem a i nikt się nie kwapi na wymianę także. To co zostaje na półce to najlepsze z najlepszych - dla mnie. Zatem, jeżeli pożyczam to nigdy nie zapominam co i komu. I pilnuję. Po 3 miesiącach zawsze się zgłaszam po odbiór. Jeśli ktoś nie przeczytał - jego strata.

W mieszkaniu książka musi być pod ręką. Zawsze, o każdej porze. Nie może być tak, że leżę na kanapie i nie ma żadnej w pobliżu. Nosze też w torbie i poczytuję w wolnych chwilach (latem) w pracy, w kolejce. Zawsze mam jakąś powieść przy sobie, kiedy ruszam w podróż - nawet jeżeli wiem, że jej nie przeczytam, bo nakupuję na podróż gazet.

Ja i e-booki do siebie nie pasujemy. Odnalazłem niedawno u kuzyna płytkę z książkami (ponad 2000 tytułów, sama fantastyka). Ale nie mogę się zmusić, odpadam po kilku stronach.

Najlepsza chwila dnia: ja, książka, sok jabłkowy, kanapa, w tle tvn24.
batou - 2008-07-01, 12:25
:
O nudnych i powtarzających się zwyczajach typu kanapa, kocyk i herbatka nie będę pisał ;) Z moich dziwactw to chyba jedynie zamiłowanie do ciszy absolutnej w trakcie lektury. Czyli zero muzyki, zero telewizji i stopery w uszach. Powaga, od roku stosuję i sobie chwalę ;)
Metzli - 2008-07-01, 14:34
:
batou napisał/a:
Z moich dziwactw to chyba jedynie zamiłowanie do ciszy absolutnej w trakcie lektury. Czyli zero muzyki, zero telewizji i stopery w uszach. Powaga, od roku stosuję i sobie chwalę


Ja za to lubię czytać przy muzyce - później słucham poszczególnych kawałków i mam skojarzenia z daną książką. I tak np. płyta massive attack 100th window advance będzie chyba już do końca kojarzyć mi się z Hyperionem Simmonsa - tak samo jak utwór RHCP Savior. Czy np. Explosions in the sky z książką Marqueza Sto lat samotności.
Muzyka stanowi integralną część lektury, czasami aż dziwnie czytać w zupełnej ciszy. A jak jadę tramwajem do pracy to mp3 jest rzeczą bez której już nie wychodzę z domu ;)
batou - 2008-07-01, 14:45
:
A u mnie w tym temacie podzielność uwagi nie istnieje. Nie potrafię się skoncentrować na jednym i drugim. Strasznie mnie muzyka rozprasza przy czytaniu. Zresztą nie tylko muzyka, praktycznie każdy szum, hałas, rozmowa ;)

PS. Za to gust muzyczny jak widzę mamy podobny :)
Metzli - 2008-07-01, 15:02
:
Wiesz, ta muzyka leci sobie jakoś tam w tle, nie wsłuchuję się specjalnie w tekst czy linię melodyczną ;) Później jak słucham drugi raz to jest natychmiastowe skojarzenie z daną książką.

batou napisał/a:
PS. Za to gust muzyczny jak widzę mamy podobny :)


:mrgreen:
Elektra - 2008-07-01, 15:08
:
Ja mam podobnie jak batou. Też nie przepadam za muzyką i innymi dźwiękami podczas czytania. Kiedyś mi to nie przeszkadzało, teraz jest gorzej. No, ewentualnie może być jakaś muzyka instrumentalna, ale jakiekolwiek słowa już mnie rozpraszają.

Nie mam tego, gdy czytam w komunikacji miejskiej, wtedy ten gwar zupełnie mi nie przeszkadza. Z dwoma wyjątkami, gdy ktoś mi gada nad głową, albo gdy ktoś obok za głośno słucha muzyki, wtedy mp3 z jakimś zagłuszaczem się przydaje.
Bruja - 2008-07-01, 15:14
:
Nie wyobrażam sobie czytania niektórych rzeczy bez muzyki, to takie nienaturalne xD I też mam parę kawałków kojarzących się z odpowiednimi książkami. Do ciekawszych należy jakiś nieznany mi z tutułu kawałek techno, który mój brat męczył kiedy ja czytałam "Na glinianych nogach" Pratchetta. Teraz kiedy słyszę go gdzieś mimochodem mam przed oczami golema w płomieniach xD
Moja podzielność uwagi siada przy hiszpańskiej muzyce. Czytam, a po jakimś czasie przyłapuję się na tym, że nie wiem co działo się na tej stronie/w tym akapicie, bo słuchałam tekstu piosenki o.o
wred - 2008-07-01, 15:27
:
Ja za to często lubię czytać tak jak Metz :) - potem mam super klimaciki słuchając muzyki np. jak byłem mały :D - czytałem na wakacjach u babci całego Władcę Pierścieni - przy jednej kasecie jakiejś dziwnej kapeli - ice-mc się nazywała bo tylko to akurat miałem do dyspozycji, generalnie gatunek muzyki nieistotny ale 'skomponował' mi się z książką dożywotnio ;P
Mogget - 2008-07-01, 15:38
:
Należę do grupki zwolenników słuchania muzyki podczas czytania ;) Gdy czytam i nie słucham muzyki wszystko mnie rozprasza, nawet muzyka słuchana przez kogoś innego :P
Czytając w pociągu lub szkole mp3 obowiązkowo i najlepiej z cięższym brzmieniem bo to mnie...uspokaja :mrgreen: Idealną sytuacją do czytania książek jest dla mnie pusty pokój i burza za oknem.
Procella - 2008-07-27, 21:23
:
Nie dbam o książki. Czytam przy jedzeniu, kładę grzbietem do góry, jeżeli nie mam czym założyc, a grubym książkom w miękkich okładkach rytualnie łamię grzbiet przed rozpoczęciem czytania (ale ładnie, w równych odstępach ;) ). Dla mnie książka (w sensie materialnym, zbiór połączonych kartek w okładce) nie jest przedmiotem, który różni się od innych i wymaga specjalnego traktowania. Jeżeli rozleci się w stopniu uniemożliwiającym czytanie, a będę chciała ją jednak dalej miec i do niej wracac - kupię nowy egzemplarz.

Mimo to moje książki wcale nie są w złym stanie... ciekawe, no nie? Może wcale nie są tak bardzo delikatne?


Muzyki przy czytaniu słucham zawsze, jeżeli tylko mam taką możliwośc. Zresztą słucham muzyki przy wszystkich czynnościach.
Sunshine - 2008-07-28, 09:22
:
Procella, ty heretyczko! //pisowcy
Rozumiem że o książkę mozna dbać jak o świętość, ale rozumiem, że można ją traktować jak przedmiot użytkowy, ale na litość - dlaczego ktoś świadomie nie szanuje książek? Po co ma kupować dwa razy, jeśli się może odrobine wysilić i mieć książkę nie 5 lat, a 10 czy 15? A jak to jest perełka, której już się w regularnej sprzedaży nie ma?
Ja jestem tak pośrednio między "dbaluchem" i "niedbaluchem" ;) . Książki stoją u mnie ładnie ułożone na półce, ale nie boję się wsadzić lektury do torby, między parasolkę, portfel i pudełko z pen drivem. Jak się dobrze włoży, to nie ulegnie aż takiemu zniszczeniu (dobrze= nie wpycha się na chybcika, byle jak).
Procella - 2008-07-28, 09:53
:
Ale książki naprawdę się tak łatwo nie rozwalają ;) Tylko jedną musiałam wymienic w ten sposób, a mam kilkaset, więc to były raczej teoretyczne rozważania ;)

Raczej nie znęcam się zresztą nad nimi świadomie (nie licząc łamania grzbietu, ale wtedy naprawdę się wygodniej książkę trzyma i czyta, zresztą i tak by się prędzej czy później załam, tyle, że krzywo, a ja to robię prosto ;) ), po prostu się nimi zbytnio nie przejmuję.

O "perełki" dbam, ale nie będę się trzęsła np. każdym byle jakim kryminałem. Zresztą... czy w epoce Allegro są jeszcze książki, których się nie da odkupic? :P :badgrin:
Sunshine - 2008-07-28, 10:14
:
Procella napisał/a:
czy w epoce Allegro są jeszcze książki, których się nie da odkupic?


Zaskoczę cię - owszem są. Do książek "nie do odkupienia" zaliczam zarówno takie, po wstukaniu tytułu których nie ma na żadnej aukcji oraz takie, które ktoś wycenia na 100-150 złotych. Mam marzenie zdobyć kilka "perełek", ale nie dam takich pieniędzy, az tak silne marzenia to to nie są, usatysfakcjonuje mnie w ostatecznie e-book. :P
Procella - 2008-07-28, 10:23
:
Moja wypowiedź była żartobliwa ;)
Jachu - 2008-10-24, 13:53
:
Ja od długiego już czasu nie pożyczam książek. W ogóle od dawna nikogo nie indoktrynuję i nie staram się wmawiać co jest dobre, a co nie. Poza tym mam złe wspomnienia, gdy kumpel kilka lat temu oddał mi "Everville" Clive’a Barkera z masą zagięć i brudu :/

Najbardziej lubię czytać na świeżym powietrzu, najlepiej na ławeczce w parku lub na kocyku na polance nad jeziorkiem - obowiązkowo w cieniu, z zimnym piwkiem w ręku ;) Poza tym, każde miejsce - głównie łóżko, kibel oraz środki komunikacji.

Co do kupowania, to staram się kupować dobre wydania, które się nie rozpadną po kilku czytaniach (o ile jest taka możliwość) i głównie na tym mi zależy. Jak się okładka porysuje czy pognie, to nie płaczę i nie wymieniam. Jednakże uważam, że nawet od niesamowicie dobrej książki można oderwać się na 5-10 minut na czas obiadu czy kąpieli. Szczególnie, że ja zawsze jak coś jem, to się cały tym uwalę :mrgreen: Wolę sobie zjeść w spokoju i szybko wrócić do przerwanej lektury. Natomiast ludzi czytających podczas kąpieli powinno się najpierw karać, a potem jeszcze na wszelki wypadek leczyć :mrgreen:

Próbowałem owijać gazetami książki przed czytaniem, ale przynosiło to więcej szkody, bo druk z gazet brudził okładkę. Czystego papieru nigdy przy sobie nie mam, więc przestałem owijać. Jedyne co zawsze używam, to koperta bąbelkowa podczas przenoszenia i przewożenia książki, co by jej nie zniszczyć.

Procella napisał/a:
Nie dbam o książki. (...) Jeżeli rozleci się w stopniu uniemożliwiającym czytanie, a będę chciała ją jednak dalej miec i do niej wracac - kupię nowy egzemplarz.
Nie trafia do mnie ten argument, że można niszczyć literaturę, bo zawsze można ją odkupić. Ja tam zarabiam na tyle mało, że wolę kupować różne książki, a o te które mam jednak trochę dbać. Zwłaszcza, że już niejednokrotnie mieliśmy szansę się przekonać, że często niedostępna literatura potrafi osiągnąć cenę zaporową.
Procella - 2008-10-24, 14:31
:
ale, jak już pisałam, wcale nie jest tak łatwo rozwalić książkę.

I nie niszczę literatury ;) Niszczę książkę, jeżeli już. Literatura ma się nieźle.
You Know My Name - 2008-10-24, 14:58
:
Tym lepiej nawet jesli ksiazke kupisz po raz drugi - rozwijasz rynek, podwyzszasz statysyki. Nic tylko palic ksiazki... chyba sie zagalopowalem, przepuaszam.
Niestety ksiazki wydawane w latach 80-90 ub. wieku byly tak, ze tylko siasc i plakac, lamaly sie po jednorazowaym otworzeniu.
ksibi - 2008-10-26, 07:42
:
Witam
To mój pierwszy raz na tym forum.Mam kompletnego fioła na punkcie książek,nie dbam jednak o nie jakoś specjalnie,nie niszczę ich też celowo.Kupuję książki i nowe i używane,99,9 % moich książek jest w takim stanie w jakim je zakupiłam :-)
Czytam książki w każdej wolnej chwili i w każdym możliwym miejscu,również przy jedzeniu,jak i gotowaniu,żadna specjalnie nie ucierpiała.
Nie lubię innym pożyczać ze względu na to iż kilka sztuk do mnie nie wróciło,do dziś mi ich żal. Odkryłam ostatnio nową (dla mnie) metodę układania ksiąg,zamiast na stojąco kładę je na leżąco mniej się niszczą i więcej wchodzi na półkę. //kas
Valion Arvonien - 2008-11-20, 20:42
:
Witam Was. Tak sobie poczytuję Wasze zwierzenia i serce mi rośnie bo dotychczas sądzięłm, że coś ze mną jest nie tak. Podobnie jak u Was, mowy nie ma o zaginaniu stron, rysowaniu czy inne zbrodnie na książce. Jestem pod tym względem bardzo surowy zaróno wobec samego siebie jak i wobec nieszczęśników, którym uda sie wyciągnąć ode mnie jakąkolwiek książkę. Raz nawet zwynyślałem eks-koleżankę, za to, że zapisała na okładce Klubu Dumas jakiś numer (bo nie było pod ręką nic innego).
Pożyczać książek wręcz pasjami nienawidzę. Zarówno komuś jak i od kogoś. Lubię wracać do książek, które przeczytałem, a że takie chętki nachodzą mnie czasami o 2 w nocy, to trudno. Czytam nałogowo zawsze i wszędzie. Czasami....no dobra...zazwyczaj wole poleżeć z książką niż sunąć na jakieś spotkanie towarzyskie:( Część znajomych to rozumie część niestety nie i robią o to awantury, że ich zaniedbuję i "olewam". No ale cóż ja mogę poradzić na to, że wziąłem książkę w rękę w nieodpowiednim momencie. Dlatego śmieszy mnie gdy ktoś mówi:"nie czytam bo nie mam czasu". Bzdura!! Zawsze jest czas.
Kennedy - 2008-11-20, 22:09
:
Czytam zwykle albo w wannie albo w fotelu. Wszystko inne odpada, bo nie mogę się skupić. Do czytania muszę mieć spokój. Żadnego hałasu, żadnych ludzi, żadnej muzyki. Szlag mnie trafia, jak telewizor wyje w drugim pokoju, nawet jak zamknę drzwi pokoju to i tak mnie rozprasza :/ Do tego herbata i dużo wolnego czasu - w takich warunkach mogę czytać.

Nie przeszkadza mi, jak się książka podniszczy, byle kartki nie wypadały i grzbiet nie był połamany, bo tego nie znoszę. Kiedyś miałem zwyczaj zaginać rogi stron na oznaczenie, gdzie skończyłem, ale mi przeszło na szczęście i zaczaąłem korzystać z zakładek (za które robią rózne papierki, kartoniki itp. )
Zdarza mi się pożyczać książki, ale jednocześnie chcę czegoś w zastaw. Jeśli ktoś chce coś ode mnie, ok - pod warunkiem, że też ma jakąś ciekawą ksiązkę na wymianę. Wtedy mam pewną gwarancję, że to co moje do mnie wróci. A jak nie wróci... mam coś w zamian :P Aczkolwiek chyba przestanę pożyczać w ogóle, bo jednak parę książek wróciło do mnie w marnym stanie.
Kupuję książki, aczkolwiek staram się nie szarżować. Kasy nie mam za wiele, więc średnio rocznie nie przekraczam kilkunastu tytułów. Chociaż był rok, chyba 2004, kiedy biblioteczka rozszerzyła mi się o 40 książe. Jeśli mam coś w bibliotece, to raczej nie kupuję tego, chyba że mi na jakiejś książce szczególnie zależy. Zbiorek rośnie więc wolno, ale przynajmniej nie mam w nim raczej pozycji do których nie wróciłbym prędzej czy później.
Metzli - 2008-11-20, 23:39
:
Valion napisał/a:
Czasami....no dobra...zazwyczaj wole poleżeć z książką niż sunąć na jakieś spotkanie towarzyskie:( Część znajomych to rozumie część niestety nie i robią o to awantury, że ich zaniedbuję i "olewam".


Coś w tym jest, bo czasami zamiast wyskoczyć na jakieś piwko wolałabym posiedzieć sobie w domku przy zestawie książka i herbata. Ale nawet najlepsza książka nie zastąpi innych ludzi i dobrych przyjaźni, ale można te dwie rzeczy spokojnie wypośrodkować ;) Aczkolwiek bardzo lubię kiedy po pracy nie muszę nigdzie lecieć i mogę mieć taki książkowy wieczór. Puścić sobie dobrą muzykę, przyrządzić smaczną herbatkę i zatopić się w fotelu z książką w łapce.

Co do pożyczania, sprawdzonym osobom, które umieją uszanować książkę i nie zniszczą jej ;)
You Know My Name - 2008-11-20, 23:56
:
Valion Arvonien napisał/a:
Bzdura!! Zawsze jest czas.
Powiem tak: Bzdura!! Są różne priorytety. W pracy nie mam jak czytać, a w domu nie powiem dzieciakowi, że kaszki nie dostanie bo iksiński szczytuje intelektualnie już 17 stron i nie wiadomo kiedy skończy.
Czas często jest nie do przeskoczenia.
MadMill - 2008-11-21, 00:16
:
Mag i tak i nie. Tzn trochę generalizujecie. To, że czas zawsze się znajdzie jest prawdą, może go nie będzie dużo, może niecodziennie, może kosztem snu - to u mnie częste. ;P

Lubię czytać w łóżku i wieczorem/po nocach i jak mam wolne jak się obudzę. Jakoś tak się nauczyłem. Dużo książek także przeczytałem w komunikacji miejskiej, no bo co można robić w autobusie czy tramwaju? Od tego semestru nie czytam na zajęciach, bo na nudne wykłady nie chodzę, a na interesujących biorę czynny udział, wiec odpada. W tym semestrze mam mało czasu, a dużo czytam i chyba sprawdza się to, że jak człowiek jest zajęty to jakoś bardziej się organizuje.

Co do pożyczania to także tym co obiecają, że będą dbać o książkę.

Lubię też mieć książki na własność. W tym roku przybyło mi na półkach - konkursy, prezenty i kupione - chyba 72 pozycje... tak mi się bynajmniej zdaje jak liczyłem. o.O Całe szczęście, że tego jest mniej niż przeczytanych w tym roku, czyli górka nie rośnie. o.o
You Know My Name - 2008-11-21, 00:27
:
MadMill, mój post był reakcją na ton zacytowanej wypowiedzi, który odebrałem tak: świat można olać jak książka jest ciekawa.
Sam czytam głównie w autobusach (około2,5h podróży dziennie) oraz w wannie (ale czasem zasypiam nad książką i kończy się to jej topieniem). Czasem też czytam jak mały zaśnie w "wozie" na spacerze, ale aura i wiek małego powoli to uniemożliwiają.
Dhuaine - 2008-11-22, 00:03
:
Jakiś czas niby zawsze się znajdzie, ale jak jest go bardzo mało, to działa to odstraszająco --_- Pewnie udałoby mi się wygospodarować 20 minut dziennie - ale co to za tempo czytania? x_X Niemalże nie opłaca się zaczynać. W ciągu tych 20 minut mogę zrobić coś mniej wymagającego, np. strzelić posta na forum :P

W poprzednich semestrach czytałam w autobusach i tramwajach i na wykładach. Teraz nic z tego już nie wyjdzie... Łódź rozkopana, połowa mpk nie chodzi, więc zawsze ścisk, a ja nie potrafię czytać na stojąco. Wykłady mamy w grupach maks 20 osób :/ W takim małym gronie już nie da się wyciągnąć książki, zwłaszcza że konstrukcja ławek temu nie sprzyja.
Urwałabym się z tej nudy, gdyby nie sprawdzali obecności. A podobno wykłady są nieobowiązkowe...
Romulus - 2009-01-16, 09:48
:
Szczerze mówiąc, nie obstawiałem nigdy na serio, że czytanie e-książek rozwinie się masowo jako konkurencja dla tradycyjnych wydań.

Nadal uważam, że czytanie "tradycyjnych" wydań nie zostanie wyparte - mimo to jednak, chyba z biegiem czasu i udostępnianiem techniki, stanie się po prostu snobistyczną i drogą rozrywką.

Sam zastanawiam się, a raczej jestem już pewien, że w czerwcu 2009 r., kiedy skończy się moja umowa z operatorem, zaszantażuję go o IPhone, aby "zbliżyć" się do e-książek oferowanych w tej formie (czytanie na komputerze w ogóle nie sprawia mi przyjemności, stąd czytam e-booki, które mam na dvd bardzo wolno). Choć w Polsce ta oferowana usługa to nadal magia dla jaskiniowców.

Dzisiejszy artykuł upewnił mnie w przekonaniu, że taka czeka nas nieunikniona "rewolucja":
http://www.dziennik.pl/go..._komorkach.html
wob001 - 2009-01-16, 22:29
:
Ja mam wrażenie, że e-booki i czytanie "w telefonie" nie jest i nie będzie konkurencją dla tradycyjnegj książki.
Raczej jest tu inna grupa docelowa (oczywiście jako przeważająca większość, jest grupa wspólna ale to niewielki procent) i "tradycyjna" grupa sie będzie kurczyła (starsze pokolenie), a "ebookowców" będzie coraz więcej (młodsze pokolenia) - w ten sposób nastąpi przejscie.
Wg mnie różnica w czytaniu książki jako całość "procesu" pomiędzy formą tradycyjną, a elektroniczną (szczególnie na telefonie) jest tak ogromna, że na prawdziwe przejście zdecyduje się niewielu (a i to raczej na coś w rodzaju Kindle, a nie telefon).

Niestety, uważam, że za tym pójdą zmiany w samej "książce". Będą powstawać książki dedykowane rynkowi elektronicznemu lub dwa równoległe produkty ale różniace się formą (e-book = nacisk na treść, skrócenie opisów, ilustracje itp.) W końcu e-book w porównaniu do książki tradycyjnej będzie jak SMS w porównaniu do listu pisanego ręcznie.

Myślę jednak, że to jeszcze długi proces (kilkadziesiąt lat) i przez ten czas obie formy będą sobie istniały obok siebie skupiając inne grupy czytelników.

Oczywiście, nie opieram tego wywodu na żadnych badaniach itp., po prostu zaglądam do szklanki po herbacie i snuję luźne przemyślenia.
Fidel-F2 - 2009-01-17, 05:42
:
mnie to, szczerze mówiąc, lekko zwisa, za mojego życia rewolucji już nie będzie, książek papierowych będę miał pod dostatkiem do śmierci, co mnie e-booki przeszkadzają, niech sobie będą
Liv - 2009-01-17, 08:26
:
Od pół roku czytam ebooki na mp4 ... Kiedyś sama nie wyobrażałam sobie czytania książek w telefonie, jednak teraz jestem tak przywiązana do mp4, że wszędzie zabieram ze sobą ,swoją 'ruchomą bibliotekę'.
Ł - 2009-01-25, 13:34
:
Z linku Romulusa: Oba systemy mają jednak braki. Iceberg nie pozwala na robienie zakładek, a Shortcovers brakuje przypisów. Żadne z urządzeń nie pozwala na podkreślanie ani szukanie słów.

Żenada. To już kilka lat temu amatorzy potrafili napisać niekomercyjny program na urządzenie nie przeznaczone do tego [SL 45] posiadający wszystkie te funkcje i chyba jeszcze więcej.
ghosia - 2009-01-26, 11:45
:
wob001 napisał/a:

Niestety, uważam, że za tym pójdą zmiany w samej "książce". Będą powstawać książki dedykowane rynkowi elektronicznemu lub dwa równoległe produkty ale różniace się formą (e-book = nacisk na treść, skrócenie opisów, ilustracje itp.) W końcu e-book w porównaniu do książki tradycyjnej będzie jak SMS w porównaniu do listu pisanego ręcznie.

Są książki (papierowe, tradycyjne) przeznaczone do czytania w metrze czy w autobusie. Kieszonkowe rozmiary, kieszonkowa treść. Taka zmiana w formie i treści nie wynika z innego nośnika, tylko z tego, gdzie te książki mają być czytane.

Porównywanie e-booków do SMSa jest zupełnie nietrafione. SMS nie zastąpił ręcznie pisanego listu, to raczej rola emaila.

E-book czytany na e-book readerze, z ekranem w odpowiednim rozmiarze, z dobrze sformatowanym tekstem ma dokładnie tę samą treść, co papierowa książka. Można takiego e-booka czytać w wygodnym fotelu z nastrojową muzyką w tle, zupełnie jak standardową książkę. Przejście na ebooki jest nieuniknione (może nie w takiej formie, w jakiej obecnie je znamy i może nie w najbliższej przyszłości, ale kiedyś na pewno to nastąpi), ale nie będzie oznaczać degradacji książek...
wob001 - 2009-01-26, 15:05
:
ghosia napisał/a:
wob001 napisał/a:

Niestety, uważam, że za tym pójdą zmiany w samej "książce". Będą powstawać książki dedykowane rynkowi elektronicznemu lub dwa równoległe produkty ale różniace się formą (e-book = nacisk na treść, skrócenie opisów, ilustracje itp.) W końcu e-book w porównaniu do książki tradycyjnej będzie jak SMS w porównaniu do listu pisanego ręcznie.

Są książki (papierowe, tradycyjne) przeznaczone do czytania w metrze czy w autobusie. Kieszonkowe rozmiary, kieszonkowa treść. Taka zmiana w formie i treści nie wynika z innego nośnika, tylko z tego, gdzie te książki mają być czytane.

Tak, i taka zmiana jak "kieszonkowa treść" jest dla mnie żałosną namiastką normalnej książki. Nośniki elektroniczne, w połączeniu z notorycznym "brakiem czasu" w obecnym swiecie tylko ten proces zintensyfikują. A nośnik elektroniczny właśnie idealnie pasuje do szybkiego wchłaniania krótkich tekstów w telekomunikacji - dla mnie to nie jest czytanie książek.
ghosia napisał/a:
Porównywanie e-booków do SMSa jest zupełnie nietrafione. SMS nie zastąpił ręcznie pisanego listu, to raczej rola emaila.

Masz, rację, to raczej mail jest odpowiednikiem listu. Co nie zmienia przekazu - króluje w mailu krótka, oszczędna informacja, różne emotikonki i skróty, nadal jest to monitor lub komórka i anonimowy styl wybranej czcionki.
ghosia napisał/a:
E-book czytany na e-book readerze, z ekranem w odpowiednim rozmiarze, z dobrze sformatowanym tekstem ma dokładnie tę samą treść, co papierowa książka. Można takiego e-booka czytać w wygodnym fotelu z nastrojową muzyką w tle, zupełnie jak standardową książkę. Przejście na ebooki jest nieuniknione (może nie w takiej formie, w jakiej obecnie je znamy i może nie w najbliższej przyszłości, ale kiedyś na pewno to nastąpi), ale nie będzie oznaczać degradacji książek...

Polecam felieton Jacka Dukaja - http://ksiazki.wp.pl/feli...,felieton.html.
Zgadzam się z nim, co oznacza, że nie zgadzam się zupełnie z tym co napisałaś co do porównania ze standardową książką. W skrócie - na to jak sie nam czyta książkę wpływa także cała oprawa, cały styl, od czcionki i formatu strony począwszy (o tym w przytoczonym tekście), na miejscu i komforcie czytania kończąc (to jest moje zdanie). Jest szansa, że jestem niemożliwie tradycyjny pod pewnymi względami i to należy uwzględnić.
ghosia - 2009-01-26, 15:44
:
wob001 napisał/a:
ghosia napisał/a:
wob001 napisał/a:

Niestety, uważam, że za tym pójdą zmiany w samej "książce". Będą powstawać książki dedykowane rynkowi elektronicznemu lub dwa równoległe produkty ale różniace się formą (e-book = nacisk na treść, skrócenie opisów, ilustracje itp.) W końcu e-book w porównaniu do książki tradycyjnej będzie jak SMS w porównaniu do listu pisanego ręcznie.

Są książki (papierowe, tradycyjne) przeznaczone do czytania w metrze czy w autobusie. Kieszonkowe rozmiary, kieszonkowa treść. Taka zmiana w formie i treści nie wynika z innego nośnika, tylko z tego, gdzie te książki mają być czytane.

Tak, i taka zmiana jak "kieszonkowa treść" jest dla mnie żałosną namiastką normalnej książki. Nośniki elektroniczne, w połączeniu z notorycznym "brakiem czasu" w obecnym swiecie tylko ten proces zintensyfikują. A nośnik elektroniczny właśnie idealnie pasuje do szybkiego wchłaniania krótkich tekstów w telekomunikacji - dla mnie to nie jest czytanie książek.

Zgadzam się z Tobą, takie kieszonkowe książki czyta się zupełnie inaczej, niż pełnowartościowe pozycje. Chciałam jedynie zaznaczyć, że powstawanie takich książek nie ma nic wspólnego z nośnikiem, na jakim się te je czyta.
wob001 napisał/a:

ghosia napisał/a:
Porównywanie e-booków do SMSa jest zupełnie nietrafione. SMS nie zastąpił ręcznie pisanego listu, to raczej rola emaila.

Masz, rację, to raczej mail jest odpowiednikiem listu. Co nie zmienia przekazu - króluje w mailu krótka, oszczędna informacja, różne emotikonki i skróty, nadal jest to monitor lub komórka i anonimowy styl wybranej czcionki.

To już zależy od tego, jakiego rodzaju maile piszesz. Oczywiście większość emailowej korespondencji to spam, albo coś, co bardziej nadaje się na komunikator czy czat. Ale nie generalizuj za bardzo, sporo ludzi pisze maile długie, gramatycznie poprawne i pełne treści - zupełnie, jak papierowe listy, tylko w formie elektronicznej. Czasem poczta elektroniczna jest jedyną formą kontaktu z przyjaciółmi, którzy wyjechali za granicę - jeśli chce się z kimś takim utrzymać stały kontakt, pisze się listy. A najszybciej wysłać list elektroniczny - treść taka sama, jak w papierowym liście, tylko nośnik inny.

wob001 napisał/a:

Polecam felieton Jacka Dukaja - http://ksiazki.wp.pl/feli...6,felieton.html

Który konkretnie? Link nie działa a bardzo chętnie się ze zdaniem Dukaja zapoznam.
wob001 - 2009-01-26, 17:03
:
ghosia napisał/a:
wob001 napisał/a:
Polecam felieton Jacka Dukaja - http://ksiazki.wp.pl/feli...6,felieton.html

Który konkretnie? Link nie działa a bardzo chętnie się ze zdaniem Dukaja zapoznam.

Wirtualna Polska, dział książki, felietony, tytuł "Kwestia czcionki".
ghosia - 2009-01-26, 18:44
:
wob001 napisał/a:
ghosia napisał/a:
wob001 napisał/a:
Polecam felieton Jacka Dukaja - http://ksiazki.wp.pl/feli...6,felieton.html

Który konkretnie? Link nie działa a bardzo chętnie się ze zdaniem Dukaja zapoznam.

Wirtualna Polska, dział książki, felietony, tytuł "Kwestia czcionki".

Ten akurat czytałam. Nie bardzo widzę jego związek z ebookami - przecież i tak czytamy książki drukowane..?

Dobry ebook ma odpowiednio sformatowany tekst, a jak masz dobry czytnik z odpowiednim ekranem, to tekst praktycznie nie różni się od tego z drukowanej książki. Ebooki mają strony, które możesz przekładać, marginesy, odstępy między akapitami, są napisane odpowiednią czcionką, taką, jaką wybrał edytor - zupełnie jak w drukowanych książkach.
wob001 - 2009-01-26, 20:34
:
ghosia napisał/a:
Ten akurat czytałam. Nie bardzo widzę jego związek z ebookami - przecież i tak czytamy książki drukowane..? [...]

A jaka jest różnica pomiedzy pisaniem długopisem, a piórem? Przecież i to i to jest recznym pisaniem właściwie identycznym z wyglądu narzędziem. Chodzi właśnie o ten styl.
ghosia - 2009-01-26, 21:18
:
Pisanie długopisem albo pisanie piórem odnosi się bardziej do autorów, a nie do czytelników. A większość autorów i tak pisze na elektronicznych maszynach do pisania, więc to, czy ja później będę tę książkę czytała w wersji papierowej czy w wersji elektronicznej na ebook readerze nie ma większego znaczenia...
wob001 - 2009-01-27, 00:54
:
Chciałem na skróty, ale mi się nie udało. Spróbuję wyjaśnić.
Pisanie długopisem i piórem miałem jako porównanie do czytania ebooka i książki.

Dla mnie czytanie książki to jej widok na półce, pośród innych książek, wybór po wyglądzie z oczekujących na czytanie, "ważenie" jej w dłoni, dotyk - faktura okładki, faktura papieru, radość oczekiwania przy pierwszych stronach, przewracanie kartek, zapach, ulubiona, dobrze sie kojarząca, zakładka (której ponowne wyjęcie przez moją córkę zmusza mnie do ponownego szukania strony), kłopoty z czytaniem "cegieł", irytacja z rozklejającej się i zadowolenie z dobrze zszytej itd. No i oczywiście sam tekst:-)
Czytam w domu przy stole, w fotelu, kiedy jest ciemno i spokój, wszyscy śpią. Nie dla mnie kombinacje w tramwaju czy autobusie, pomiędzy kaszlącymi, śmiejącymi sie i klnącymi ludźmi, a sprawdzaniem jaki to przystanek i która jest godzina.
Ebook daje inne korzysći, nie przeczę, ale nie daje tego wszystkiego co mnie kojarzy się z czytaniem książki, tego "stylu" z felietonu, a swoistego rytuału dla mnie. Dlatego jakoś nie potrafię tego zrównać.
Romulus - 2009-01-27, 07:50
:
Właśnie dlatego czytanie książek, z biegiem czasu, przerodzi się w snobizm, moim zdaniem. Albo dla bogatych albo dla "klasycznych" czytelników.
ghosia - 2009-01-27, 09:05
:
Rzeczywiście, czytanie papierowych książek może się w taki snobizm przerodzić. Ale nie przesadzajmy - dopóki będą istnieli czytelnicy, którzy będą chcieli przeczytać dobrą książkę, będą istnieli pisarze, którzy dobre książki będą pisać i je sprzedawać. Masom w formie elektronicznej, snobom w formie papierowej ;) .

Jeśli zaś chodzi o przyjemność trzymania "prawdziwej" książki, zapach papieru, farby i tak dalej - do dziś istnieją ludzie, którzy nie uznają żadnych innych nośników muzyki poza płytą winylową... Zapewne będą też istnieć ludzie, którzy nie będą uznawać ebooków...

Dla mnie liczy się treść (styl, fabuła, ciekawi bohaterowie, ciekawe historie). Mogę tę treść mieć w formie papierowej cegły, której czytanie będzie męczące fizycznie ;) , albo w formie cienkiego ekranu o wymiarach A5.
wob001 - 2009-01-27, 10:04
:
Romulus napisał/a:
Właśnie dlatego czytanie książek, z biegiem czasu, przerodzi się w snobizm, moim zdaniem. Albo dla bogatych albo dla "klasycznych" czytelników.

ghosia napisał/a:
Rzeczywiście, czytanie papierowych książek może się w taki snobizm przerodzić.

Nie jestem przekonany czy słowo snobizm jest tutaj właściwie użyte. Z tego co wiem to przyporządkowane jest ono dla postawy, która w założeniu ma wyraźną manifestację odrębności, wyższości nad "resztą" ludzi, często bez rzeczywistej wiedzy czy szczerego zainteresowania przedmiotem, a czasami odnosi sie do wręcz odczuwania (wymuszonego lub naturalnego) wstrętu do wszystkiego co się podoba masom.

Ja bym to bardziej nazwał pewnym konserwatyzmem czytelniczym, a może po prostu dziwactwem - takie celebrowanie czytania papierowych książek.
wob001 - 2009-01-27, 10:12
:
ghosia napisał/a:
Jeśli zaś chodzi o przyjemność trzymania "prawdziwej" książki, zapach papieru, farby i tak dalej - do dziś istnieją ludzie, którzy nie uznają żadnych innych nośników muzyki poza płytą winylową... Zapewne będą też istnieć ludzie, którzy nie będą uznawać ebooków...

Z tym uznawaniem lub nie to jest przesada. Kolejne nowe nośniki są i będą się pojawiały dla różnych mediów i "nieuznawanie" ich to naiwność i świadome zacofanie. Chodzi o możliwość wyboru i świadomość jakie korzyści się z nimi wiążą, a co tracę decydując się na jeden z nich.
ghosia napisał/a:
Dla mnie liczy się treść (styl, fabuła, ciekawi bohaterowie, ciekawe historie). Mogę tę treść mieć w formie papierowej cegły, której czytanie będzie męczące fizycznie ;) , albo w formie cienkiego ekranu o wymiarach A5.

Cóż, to co napisałaś uznałem za tak oczywiste zalety książki (niezależnie od nośnika), że nie wymagające podkreślania.
wob001 - 2009-02-04, 12:06
:
Ciekawy artykuł w kontekście książek elektronicznych:

http://www.ksiazka.net.pl...id=15567&mail=1

A przy okazji - ciekawy portal księgarski.
Romulus - 2009-02-04, 12:17
:
Co mnie uderzyło, to brak różnicy w cenie pomiędzy wydaniem elektronicznym a papierowym. Przyczyną pewnie jest niechęć wydawców, bo jakież argumenty ekonomiczne mogą za tym przemawiać? Tylko z czego ona się bierze?

Bo przecież wydania elektroniczne, masowe, przeorzą nie tylko przyzwyczajenia czytelników, ale zdemolują także rynek wydawniczy?
wob001 - 2009-02-04, 16:01
:
Romulus napisał/a:
Co mnie uderzyło, to brak różnicy w cenie pomiędzy wydaniem elektronicznym a papierowym. Przyczyną pewnie jest niechęć wydawców, bo jakież argumenty ekonomiczne mogą za tym przemawiać? Tylko z czego ona się bierze?

Może tutaj jest analogia do przemysłu muzycznego - brak pełnej kontroli nad nakładem, możliwość łatwego piratowania, przejęcie funkcji wydawcy przez "Internet"(upraszczając) - ograniczenie ich wpływów i zarobków. Ceny legalnych mp3 z muzyką też nie są wiele tańsze niż nośnik cd. W tym przypadku popularność bierze sie chyba głównie z możliwości kupowania pojedynczych utworów.
Może sztucznie wysokie ceny mają powstrzymać spadek zarobków przez jakiś czas jeszcze i zrekompensować potencjalne piractwo.

Mnie najbardziej zaskoczyła informacja o tym, że "Wbrew utartej opinii największą grupę cyberczytelników stanowią osoby starsze."

A z kolei niezłą ciekawostką jest pomysł załączenia do książki wideo z komentarzem autora!
Ł - 2009-02-08, 22:54
:
wob001 napisał/a:

Polecam felieton Jacka Dukaja - http://ksiazki.wp.pl/feli...,felieton.html.
Zgadzam się z nim, co oznacza, że nie zgadzam się zupełnie z tym co napisałaś co do porównania ze standardową książką. W skrócie - na to jak sie nam czyta książkę wpływa także cała oprawa, cały styl, od czcionki i formatu strony począwszy (o tym w przytoczonym tekście), na miejscu i komforcie czytania kończąc (to jest moje zdanie). Jest szansa, że jestem niemożliwie tradycyjny pod pewnymi względami i to należy uwzględnić.

Ale własnie z tego felietonu wynika z oprawa daje się przenieść na nowe płaszczyzny (np. kwestia fontów które uleżnione były od rodzaju papieru, a teraz już bez tego musu są przenoszone na zasadzie pamięci społecznej i ewolucja skryba->druk->tekst elektorniczny). Więc dawanie go jako argumentu na wsparcie konserwatywnego punktu widzenia na formę ksiązki jest nieco... samobójcze.

Jander napisał/a:
Kwestia przyzwyczajenia, teraz korzystam wyłącznie z mojego 10" i czytam jak to z ekranu, czcionkę mogę sobie powiększyć, żaden problem. Obecnie próbuję się przyzwyczaić i czytać wyłącznie na lapku.

To nie jest kwestia przywyczajenia, laptop jest obiektywnie nędznym rozwiązaniem z kilku powodów: za duży/ciężki, za nieporęczny, za mała bateria (no chyba że ktoś czyta tylko w domu...). Jest to tylko minimalnie lepsze rozwiązanie od czytania ebooków z stacjonarnego co jest obiektywnie ubernędzne.
Jander - 2009-02-09, 00:56
:
Ł napisał/a:
za duży/ciężki, za nieporęczny, za mała bateria (no chyba że ktoś czyta tylko w domu...)

Mój jest wielkości MAGowego Hyperiona (połowa wielkości przeciętnego lapciaka), ciężar nieco większy, ale nie przekracza 1,5 kg, bateria u mnie wytrzyma 5h. Można mieć drugą baterię, można poczekać na większe (do 9h to kwestia produkcji, bo już są gotowe). A jeśli w podróży wytrzymasz 5-6h bez przerwy czytania - gratuluję, ja bez drzemki nie wytrzymuję. ;)
Gdy wolny czas na czytanie mam w domu / w pociągu (wtyczki tam się znajdzie, ale jeszcze z nich nie korzystałem) / w samochodzie w czasie dłuższej podróży (można z zapalniczki zrobić 220v wtyczkę) / na wykładzie (na którym wtyczki również są obecne) - nie narzekam. W autobusach czytałem rzadko, a teraz już prawie w ogóle nimi nie jeżdżę.
Tak więc dla mnie to kwestia przyzwyczajenia się do czytania ekranów. Poza tym cholernie wygodne.
pozdrawiam
Beata - 2009-02-09, 09:31
:
Gdy czytam o elektronicznych nośnikach tekstu, to jakoś tak trochę smutno mi się robi. Nie dlatego, że jestem przeciwko postępowi, technologii, czy cuś. Ale dlatego, że (i tu z góry przepraszam za nieumiejętność wyrażenia wrażeń) wydaje mi się, że owe nośniki elektroniczne jedynie przekazaniu treści służą. A gdzie magia czytania? Wygodny fotel z podnóżkiem, kocyk, filiżanka aromatycznej herbaty i nastrojowe światełko z lewej strony? I delikatny zapach farby drukarskiej, dotyk papieru... świadomość, że nigdzie nie trzeba się śpieszyć, że teraz ma się czas tylko dla siebie... jednym słowem - gdzie jest nastrój?

Ach, tak tylko mi się napisało - wcale nie jestem przeciwko postępowi technicznemu, ale i tak czeguś żal. I tylko jedno pytanie do zwolenników e-booków przewrotnie ciśnie mi się na usta: co zrobicie, jak wyłączą Wam prąd?
Jander - 2009-02-09, 10:05
:
Beata napisał/a:
gdzie magia czytania? Wygodny fotel z podnóżkiem, kocyk, filiżanka aromatycznej herbaty i nastrojowe światełko z lewej strony? I delikatny zapach farby drukarskiej, dotyk papieru... świadomość, że nigdzie nie trzeba się śpieszyć, że teraz ma się czas tylko dla siebie... jednym słowem - gdzie jest nastrój?

Luksus na który nigdy nie było mnie stać, wymagam jedynie czegoś wygodnego pod plecy i jakiegokolwiek światła. ;)
Zresztą, póki co zarzuciłem czytanie w ogóle i mam tylko nadzieję, że nie na amen.
A jak odłączą prąd to zostaną papierowe książki, które nigdzie nie znikają. ;)
pozdrawiam
You Know My Name - 2009-02-09, 12:46
:
Jander napisał/a:
Beata napisał/a:
A gdzie magia czytania? Wygodny fotel z podnóżkiem, kocyk, filiżanka aromatycznej herbaty i nastrojowe światełko z lewej strony?
Luksus na który nigdy nie było mnie stać, wymagam jedynie czegoś wygodnego pod plecy
Dla mnie to juz za wiele, jako, ze w domu czytam poznymi wieczorami to kazde zajecie "wygodnej (wygodnickiej)" pozycji konczy sie zasnieciem nad lektura. Najlepiej na stolku, bez oparcia w oparach mocnej kawy. A jak zaczyna brakowac samozaparcia to pozostaje czytanie w autobusach, tramwajach i metrze.
A magia jest tam gdzie byla 20 lat temu, w tym co "widze" czytajac kolejne slowa, wersy, akapity.
wob001 - 2009-02-09, 12:58
:
Ł napisał/a:
wob001 napisał/a:

Polecam felieton Jacka Dukaja - http://ksiazki.wp.pl/feli...,felieton.html.
Zgadzam się z nim, co oznacza, że nie zgadzam się zupełnie z tym co napisałaś co do porównania ze standardową książką. W skrócie - na to jak sie nam czyta książkę wpływa także cała oprawa, cały styl, od czcionki i formatu strony począwszy (o tym w przytoczonym tekście), na miejscu i komforcie czytania kończąc (to jest moje zdanie). Jest szansa, że jestem niemożliwie tradycyjny pod pewnymi względami i to należy uwzględnić.

Ale własnie z tego felietonu wynika z oprawa daje się przenieść na nowe płaszczyzny (np. kwestia fontów które uleżnione były od rodzaju papieru, a teraz już bez tego musu są przenoszone na zasadzie pamięci społecznej i ewolucja skryba->druk->tekst elektorniczny). Więc dawanie go jako argumentu na wsparcie konserwatywnego punktu widzenia na formę ksiązki jest nieco... samobójcze.

Ja z tego artykułu, tak jak napisałem, wyniosłem wrażenie dotyczące tzw. "stylu" czyli niby prawie to samo (co wyżej) osiągniesz przy elektronicznych środkach ale to jednak nie to samo:) (Dlaczego pióro, a nie porządny długopis?)
Beata napisał/a:

Gdy czytam o elektronicznych nośnikach tekstu, to jakoś tak trochę smutno mi się robi. Nie dlatego, że jestem przeciwko postępowi, technologii, czy cuś. Ale dlatego, że (i tu z góry przepraszam za nieumiejętność wyrażenia wrażeń) wydaje mi się, że owe nośniki elektroniczne jedynie przekazaniu treści służą. A gdzie magia czytania? Wygodny fotel z podnóżkiem, kocyk, filiżanka aromatycznej herbaty i nastrojowe światełko z lewej strony? I delikatny zapach farby drukarskiej, dotyk papieru... świadomość, że nigdzie nie trzeba się śpieszyć, że teraz ma się czas tylko dla siebie... jednym słowem - gdzie jest nastrój?

Podpisuje się obiema rękami - właśnie o to "coś" chodzi.
Romulus - 2009-02-09, 13:08
:
wob001 napisał/a:
Beata napisał/a:

Gdy czytam o elektronicznych nośnikach tekstu, to jakoś tak trochę smutno mi się robi. Nie dlatego, że jestem przeciwko postępowi, technologii, czy cuś. Ale dlatego, że (i tu z góry przepraszam za nieumiejętność wyrażenia wrażeń) wydaje mi się, że owe nośniki elektroniczne jedynie przekazaniu treści służą. A gdzie magia czytania? Wygodny fotel z podnóżkiem, kocyk, filiżanka aromatycznej herbaty i nastrojowe światełko z lewej strony? I delikatny zapach farby drukarskiej, dotyk papieru... świadomość, że nigdzie nie trzeba się śpieszyć, że teraz ma się czas tylko dla siebie... jednym słowem - gdzie jest nastrój?

Podpisuje się obiema rękami - właśnie o to "coś" chodzi.

Mnie się coraz bardziej podoba takie "nowoczesne" czytanie. Owszem - na dzień dzisiejszy traci swój, powyżej opisany, urok. Jednak nie można zapominać, że te urządzenia na pewno będą rozwijane i ulepszane. To co teraz wykracza ledwie poza stadium pionierskości jutro może być standardem. Czytanie książek z elektronicznego urządzenia imitującego ksiażkę i mającego zapisane w pamięci kilka - kilkadziesiąt lub więcej, książek, wcale nie musi być pozbawione uroku czytania tradycyjnego. Kwestia przyzwyczajenia się do tego, że kartki przewracam dotykając miejsca na ekranie, a urządzenie ma wielkość i książki. Sam zapach papieru szybko wietrzeje... Osiągniemy po prostu kolejny etap rozwoju: księgi pisane odręcznie przez mnichów i pięknie kaligrafowane też zapewne czytało się inaczej i miało to swój urok. Ale to nie powstrzymało druku ani nie zabiło lektury, prawda?
Ł - 2009-02-09, 14:06
:
wob001 napisał/a:

Ja z tego artykułu, tak jak napisałem, wyniosłem wrażenie dotyczące tzw. "stylu" czyli niby prawie to samo (co wyżej) osiągniesz przy elektronicznych środkach ale to jednak nie to samo:) (Dlaczego pióro, a nie porządny długopis?)

Wydaje mi się że Dukaj argumentuje w ten sposób - jedną z największych zalet pióra jest jego wada polegająca na mniejszej praktyczności niż długopis - mniejsza praktycznośc narzędzia wymusza większą starannośc i skupienie uwagi przez operującego. Abstrahuje to już od kultury używania pióra bo ta jest faktycznie dużo bardziej rozwinięta i celebrowana niż w przypadku długopisu - kiedyś chcąc pożyczyć pióro na moment zostałem zjechany za to że piór się nie pożycza co ma związek z wycieraniem się stalówki (pod specyficznym dla każdego usera kątem), przywiązaniem itp. Sedno tej wypowiedzi wydaje mi się jest takie że pewne ograniczenia implikują pozytywne nastepstwa. Mi się to zawsze kojarzy z cazusami upośledzonych innowatorów - np. Monet który impresjoznim stworzył przez swoją chrobę oczu, czy Larry Graham który być może slapował by na basie gdyby nie braki perkusisty w zespole. Ale późniejsi już 'sprawni" artyści powatrzali ich wyczyny bez oglądania się na pierwotne przyczyny. Tak samo jak teraz da się czytać ebooka bez utratu tego klimatu, i wcale nie jest on zależny od formy, tylko od zachowań jakie dana forma sugeruje - kwestia ulegania danym sugestią a innym nie.

Jander napisał/a:

Mój jest wielkości MAGowego Hyperiona (połowa wielkości przeciętnego lapciaka),

W takim razie to nie laptop tylko palmtop, a ty używając niewłaściwych terminów motasz dyskusje i wprowadzasz ludzi w błąd.
batou - 2009-02-09, 14:20
:
Ja nie czytam z ekranu, bo po prostu nie mogę. Po 30 minutach ciągłego czytania z jakiegokolwiek wyświetlacza oczy bolą mnie jak jasna cholera. Piszę tu o CRT, LCD i komórkach. Z wynalazkami typu Sony Reader nie miałem jeszcze do czynienia. Więc to nie do końca sentyment do papieru, chociaż też, ale zdrowie.

Jander, masz coś takiego?
http://www.elektronicznys.../produkt,128891
Jander - 2009-02-09, 14:23
:
Ł:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Netbook

http://pl.wikipedia.org/wiki/Palmtop

Odrób lekcję mistrzu, mówiłem o netbooku (co jest raczej chwytem marketingowym, bo to dalej laptop, tylko że ma dużo mniejsze rozmiary). Skocz do hipermarketu, porównaj rozmiary, bo może potrzebujesz badań empirycznych na ten temat. ;)

edit: batou - taki, tylko bez serduszek. ;)
ghosia - 2009-02-09, 14:25
:
Beata napisał/a:
Gdy czytam o elektronicznych nośnikach tekstu, to jakoś tak trochę smutno mi się robi. Nie dlatego, że jestem przeciwko postępowi, technologii, czy cuś. Ale dlatego, że (i tu z góry przepraszam za nieumiejętność wyrażenia wrażeń) wydaje mi się, że owe nośniki elektroniczne jedynie przekazaniu treści służą. A gdzie magia czytania? Wygodny fotel z podnóżkiem, kocyk, filiżanka aromatycznej herbaty i nastrojowe światełko z lewej strony? I delikatny zapach farby drukarskiej, dotyk papieru... świadomość, że nigdzie nie trzeba się śpieszyć, że teraz ma się czas tylko dla siebie... jednym słowem - gdzie jest nastrój?

Jedyne, czego "brakuje" elektronicznemu nośnikowi, to zapach farby drukarskiej (jej zalety i wady omawiane były już chyba w innym wątku ;) ) i dotyk papieru. Wygodny fotek, filiżanka herbaty czy kieliszek koniaku przy lekturze, kocyk, podnóżek i cała reszta - wszystko to można mieć czytając z ebook readera czy nawet palmtopa.
Beata napisał/a:
Ach, tak tylko mi się napisało - wcale nie jestem przeciwko postępowi technicznemu, ale i tak czeguś żal. I tylko jedno pytanie do zwolenników e-booków przewrotnie ciśnie mi się na usta: co zrobicie, jak wyłączą Wam prąd?

No i to jest właśnie problem niedoskonałości ebook readerów. Bateria nie starcza na zbyt długo, więc nie można takiego czytnika zabrać na tygodniowy wypad w góry czy pod namiot, bo nie będzie można go doładować.
Ja osobiście mam nadzieję, że uda nam się rozwiązać ten problem za jakiś czas, wymyślić jakąś super baterię czy też ogniwa słoneczne...
batou - 2009-02-09, 14:28
:
Jander napisał/a:
edit: batou - taki, tylko bez serduszek. ;)

Tak też myślałem. Laptop i nie wprowadzasz nikogo w błąd. Świetny sprzęt, wygoda i całkiem długi czas działania na baterii.
zgaga - 2009-02-09, 15:03
:
Nie kocham czytania z laptopa, ale już się do tego przyzwyczaiłam. Wielu rzeczy bym w ogóle nie przeczytała, gdyby nie sieć i komputer. Przed chwilą przeczytałam na Onecie, że 80% wartościowych premier filmowych nie trafia do polski (zdaniem Płażewskiego, wybitnego filmoznawcy polskiego).
A jak myślicie - ile nie trafia książek wartych uwagi?
I komputer jest tu jedynym ratunkiem. Aczkolwiek dobija mnie róznorodność formatów, a tym samym różnorodność oprogramowania, które mam na dysku.

Jeszcze można sobie syntezator mowy podłączyć w stylu Expressivo i full wypas.

Ale z niecierpliwością czekam na fizyczną i finansową dostępność tego typu gadżetów:
wob001 - 2009-02-09, 15:20
:
Ł napisał/a:
Wydaje mi się że Dukaj argumentuje w ten sposób - jedną z największych zalet pióra jest jego wada polegająca na mniejszej praktyczności niż długopis - mniejsza praktycznośc narzędzia wymusza większą starannośc i skupienie uwagi przez operującego. Abstrahuje to już od kultury używania pióra bo ta jest faktycznie dużo bardziej rozwinięta i celebrowana niż w przypadku długopisu[...]

Dokładnie o to mi chodziło, tylko nie potrafię tego tak dobrze opisać. Natomiast ja przekładam to także na inne "zwyczaje" m.in. czytanie książek.
Ł napisał/a:
Sedno tej wypowiedzi wydaje mi się jest takie że pewne ograniczenia implikują pozytywne nastepstwa. Mi się to zawsze kojarzy z cazusami upośledzonych innowatorów - np. Monet który impresjoznim stworzył przez swoją chrobę oczu, czy Larry Graham który być może slapował by na basie gdyby nie braki perkusisty w zespole. Ale późniejsi już 'sprawni" artyści powatrzali ich wyczyny bez oglądania się na pierwotne przyczyny.

Tutaj, jak dla mnie to już za daleko posunięte skojarzenie.
Ł napisał/a:
Tak samo jak teraz da się czytać ebooka bez utratu tego klimatu, i wcale nie jest on zależny od formy, tylko od zachowań jakie dana forma sugeruje - kwestia ulegania danym sugestią a innym nie.

Z innego mojego posta:
"Dla mnie czytanie książki to jej widok na półce, pośród innych książek, wybór po wyglądzie z oczekujących na czytanie, "ważenie" jej w dłoni, dotyk - faktura okładki, faktura papieru, radość oczekiwania przy pierwszych stronach, przewracanie kartek, zapach, ulubiona, dobrze sie kojarząca, zakładka (której ponowne wyjęcie przez moją córkę zmusza mnie do ponownego szukania strony), kłopoty z czytaniem "cegieł", irytacja z rozklejającej się i zadowolenie z dobrze zszytej itd."

Oczywiście, że jest w tym sporo ulegania sugestiom, ale nie widzę, żeby to wszystko dał mi obecnie ebook.
Ziemniak - 2009-02-09, 23:36
:
zgaga napisał/a:
Ale z niecierpliwością czekam na fizyczną i finansową dostępność tego typu gadżetów:

Elastyczny e-papier już jest w fazie testów, więc może się doczekasz.
zgaga - 2009-02-10, 11:32
:
Może się i doczekam, ale mała poprawka. Mniej więcej w 1999 r. e-papier wyszedł za fazy testów i stosowany jest do różnych celów. I nawet są czytniki e-booków korzystające z tej technologii. W fazie testów są kolejne jego odsłony.
Tylko, jak napisałam, "czekam na fizyczną i finansową dostępność" - może się doczekam.
Procella - 2009-02-10, 15:18
:
Jeżeli "chwyci", cena szybko poleci w dół, tak jak było np. z odtwarzaczami DVD.

Mnie najbardziej od takich rzeczy odstrasza nie brak "magii" czy kontaktu z papierem, ale... może głupio to zabrzmi - przechowywanie książek w pamięci. Uwielbiam patrzeć na półki z książkami, przestawiać ksiązki, układać na różne sposoby. Zachwyca mnie pokój cały obstawiony pełnymi regałami. Także u kogoś staram się wypatrzeć książki, bo to dużó mówi o danej osobie.
zgaga - 2009-02-10, 15:38
:
:-) U mnie to już nabiera wymiaru zboczenia. ;) Pierwszą czynnością u kogoś w gościach jest obejrzenie księgozbioru.
Procella - 2009-02-10, 15:43
:
A głupio by było tak komuś powiedzieć "Dobra, a teraz pokaż mi, co masz w czytniku książek" ;) :badgrin:
You Know My Name - 2009-02-10, 15:49
:
Czyli osoby ceniace sobie swoja prywatnosc beda zadowolone, nikt nie zobaczy czy na tapecie maja Kirkegaarda czy Anie z Zielonego Wzgorza... Sa wiec sytuacji plusy tak dodatnie jak i ujemne (jak mawial klasyk).
Dhuaine - 2009-02-10, 20:39
:
Procella napisał/a:
Uwielbiam patrzeć na półki z książkami, przestawiać ksiązki, układać na różne sposoby. Zachwyca mnie pokój cały obstawiony pełnymi regałami. Także u kogoś staram się wypatrzeć książki, bo to dużo mówi o danej osobie.

Mam to samo. XD Biblioteka to nieodzowny element (pokój ;) ) w domu. W sumie nie wyobrażam sobie domu bez chociaż półki z książkami. To tak jak z kotem - dom bez książek to tylko budynek. :P
IMHO elektroniczne czytanie ma bardzo dużo minusów, przez które nadal uparcie trzymam się papierowych książek:
- różne formaty plików - i znów problemy z niekompatybilnością itp...
- elektronika, jak to elektronika, lubi siadać - a papierowej książce najwyżej odleci okładka;
- wirusy! ledwo ebooki się rozpowszechnią, a już zaleje nas fala robactwa;
- ochrona przed kopiowaniem - kupisz sobie ebooka, padnie dysk w readerze - i co teraz? dziadostwa nie można było skopiować, trzeba kupić nowe;
- baterie;
- sprzętu nie wypada upychać siłą w torbie... (książka najwyżej się lekko rozchwieje ;) )
- jak czytać ebooki w wannie?
Papierowe książki są nadal bardziej praktyczne.
Tigana - 2009-02-11, 16:13
:
Dhuaine napisał/a:
Papierowe książki są nadal bardziej praktyczne.


Idzie nowe pokolenie Co prawda pomysł z laptopem dla każdego gimnazjalisty nie wypalił (za to 16 mln na szkolenia wydano), ale SP jeszcze ma szansę.
Werdandi - 2009-02-11, 19:18
:
Ja sama zaliczam się do ortodoksów i e-booki to dla mnie rozwiązanie wręcz niedopuszczalne. Poglądy na tę sprawę mam w zasadzie takie same jak Procella i Dhuaine. Bo magia. Bo gromadzenie i układanie. Bo kiedy pierwszy raz jestem u kogoś z wizytą, nie patrzę na kolor tapety tylko na regał z książkami. I aż kusi, by zakrzyknąć: chrzanić praktyczność! ;) Co z tego że na komputerze można trzymać x gb e-booków, które można zdobyć za darmo. Jakoś nie czuję szacunku czy "respektu" wobec pliku, a wobec książki - owszem. Poza tym, lubię niekiedy po burżujsku kupić elegancko wydaną książkę, w twardej oprawie, ze złoconymi brzegami i tłoczeniami. A e-book? No cóż, można zmienić czcionkę na bardziej wymyślną, ale wciąż będzie tylko niematerialnym tekstem. Rozumiem, że ów tekst jest w tym wszystkim najważniejszy, jednak klasyczna książka stanowi tu dopełnienie, którego nawet najzgrabniejszy laptop nie zastąpi.

A w dodatku od czytania na komputerze bolą mnie oczy.
Ł - 2009-02-15, 01:40
:
Werdandi napisał/a:
Rozumiem, że ów tekst jest w tym wszystkim najważniejszy, jednak klasyczna książka stanowi tu dopełnienie, którego nawet najzgrabniejszy laptop nie zastąpi.

Idzimy krok dalej (do tyłu) - żadna klasyczna ksiązka nie dostarzy nam tyle frajdy co dobry pergamin. ; ]

batou napisał/a:
Jander napisał/a:
edit: batou - taki, tylko bez serduszek. ;)

Tak też myślałem. Laptop i nie wprowadzasz nikogo w błąd. Świetny sprzęt, wygoda i całkiem długi czas działania na baterii.

Nieprawda- mnie wprowadził. : p I nadal nie wyborażam sobie czytania z tego na przystanku, na stojąco w autobusie bez robienia z siebie ubernerda, ale niech wam będzie, mój błąd - to mały laptop.
Romulus - 2009-05-06, 09:11
:
Peryferyjność Polski rzuca się w oczy, po przeczytaniu tego tekstu:
http://www.rp.pl/artykul/...ra_Google_.html
Nie wiem dziś, czy to wada :)
Ale e-booki na szeroką skalę to już naprawdę bliskie jutro. Google pójdzie na całość i po cichu "rewolucja" w tym temacie będzie faktem. Polskie podwórko raczej nie jest do tego przygotowane - głównie mentalnie. Nie wiem, dlaczego nie patrzą w przyszłość? Nieautoryzowanych e-książek nie da się już powstrzymać przepisami prawa ani karnego ani autorskiego.

Ja na polu zawodowym już nie korzystam niemal z papierowych publikacji. Rzadko czytam zbiory orzeczeń SN wydane w formie papierowej. Wynika to z faktu, iż pracodawca zapewnia mi dostęp do elektronicznej bazy zarówno tekstów prawnych, jak i komentarzy oraz orzecznictwa (nazywa się to LEX, wersja najbardziej rozszerzona, z której korzystam to Lex Omega). Jest to aktualizowane co miesiąc, usystematyzowane, łatwe i proste w obsłudze i wyszukiwaniu. Jeśli już kupuję sobie książki, to dotyczące bardzo wąskich zagadnień. A jak się okazało, niedawno kupiona przez mnie świetna praca dotycząca ekspertyz sądowych, znajduje się już w mojej bazie i bez problemu mogę ją skopiować do pliku. Tak samo trafiła w moje ręce świetna monografia dotycząca licencji Creative Commons.

W dalszym ciągu - jedynym utrudnieniem jest to, że muszę czytać to z monitora (chyba że sobie wydrukuję).

Skoro takie branżowe rozwiązania już funkcjonują, to tylko kwestia czasu, kiedy książki elektroniczne będą dostępne na równi z tradycyjnymi wydaniami.

Jesteśmy skazani za to.
ASX76 - 2009-05-06, 09:23
:
Wolę być "skazany" na e-booka, niż w ogóle danej książki nie przeczytać, bo wydawca nie chce/nie może (z różnych przyczyn) jej wydać w wersji papierowej. :-P
Romulus - 2009-05-06, 09:25
:
Pozostaje jeszcze kwestia odpłatności za to. Gdybym miał zapewnić sobie prywatnie taką bazę z tekstami i książkami prawniczymi, jak mam teraz w pracy - musiałbym wydać kilka tysięcy miesięcznie.

Ciekawe, jak to będzie z Google i zgromadzonymi zbiorami. Na pewno będą odpłatne, ale interesują mnie zasady odpłatności, czy książkę będzie można ściągnąć sobie ze zbioru, czy tylko uzyskać dostęp do jej treści za odpłatnością. To może wiele zmienić.
wob001 - 2009-05-06, 10:54
:
Romulus napisał/a:
Ja na polu zawodowym już nie korzystam niemal z papierowych publikacji.

Ja tak mam od 8 lat.
Romulus napisał/a:
Skoro takie branżowe rozwiązania już funkcjonują, to tylko kwestia czasu, kiedy książki elektroniczne będą dostępne na równi z tradycyjnymi wydaniami.

Oczywiście, wydaje mi się jedank, że to jeszcze kwestia wielu lat (tzn. moda już jest, ale porównywalna dostępność legalnych ebooków to pewnie kilkanaście lat).
ASX76 napisał/a:
Wolę być "skazany" na e-booka, niż w ogóle danej książki nie przeczytać, bo wydawca nie chce/nie może (z różnych przyczyn) jej wydać w wersji papierowej. :-P

A ja sobie cenię bardzo wydawcę, dobrego wydawcę.
Realnie, mam w roku szansę przeczytania ok. 40 książek. Więcej - musiałbym uskuteczniać jakieś wyścigi, kilka książek na raz itp. a to nie mój styl. Rodzina, dom, praca, sprawy codzienne, inne zainteresowania - to zajmuje dużo czasu. Dobry wydawca jest dla mnie wstępnym filtrem - tym najważniejszym.
Spodziewam sie, że upowszechnienie wydań e-bookowych, szczególnie takich wyłącznie w formie e-booka, doprowadzi do zwiększenia ilości tytułów na rynku (ze względów ekonomicznych), a jednocześnie do spadku średniej jakości. I wtedy trzeba będzie poświęcić dużo czasu na samodzielne wyszukiwanie książek dobrych.
ASX76 - 2009-05-06, 12:33
:
wob001 napisał/a:

Spodziewam sie, że upowszechnienie wydań e-bookowych, szczególnie takich wyłącznie w formie e-booka, doprowadzi do zwiększenia ilości tytułów na rynku (ze względów ekonomicznych), a jednocześnie do spadku średniej jakości.

I wtedy trzeba będzie poświęcić dużo czasu na samodzielne wyszukiwanie książek dobrych.


1. I dobrze. Większa ilość tytułów = większy wybór. Od przybytku głowa nie boli. :-P

2. Przesadzasz. Nie widzę tutaj żadnego problemu. Przy odrobince doświadczenia można sobie łatwo i szybko poradzić.

Niepokoi mnie jedynie kwestia ewentualnego braku przekładów/tłumaczeń "na nasze".
wob001 - 2009-05-06, 13:08
:
ASX76 napisał/a:
1. I dobrze. Większa ilość tytułów = większy wybór. Od przybytku głowa nie boli. :-P

Obawiam się, że większy wybór będzie sie ograniczał do tytułów, a nie do rzeczywistej różnorodności (tzn. będą one bardzo podobne - masowe kopiowanie pomysłów itp.)
ASX76 napisał/a:
2. Przesadzasz. Nie widzę tutaj żadnego problemu. Przy odrobince doświadczenia można sobie łatwo i szybko poradzić.

Możesz poradzić jak, mając ok. 1h dziennie czasu na czytanie (23.00-24.00) zmieścić poszukiwania i samą lekturę przy dużej ilości tytułów i braku "filtru" wydawcy, a dodatkowo masowości wszelkich recenzji w Internecie?
ASX76 napisał/a:
Niepokoi mnie jedynie kwestia ewentualnego braku przekładów/tłumaczeń "na nasze".

Dokładnie, jestem zwolennikiem polskich przekładów "trudniejszych" książek, mimo, że nieźle sobie radzę z angielszczyzną.
ASX76 - 2009-05-06, 13:13
:
wob001 napisał/a:

Możesz poradzić jak, mając ok. 1h dziennie czasu na czytanie (23.00-24.00) zmieścić poszukiwania i samą lekturę przy dużej ilości tytułów i braku "filtru" wydawcy, a dodatkowo masowości wszelkich recenzji w Internecie?


Nie zostało powiedziane, że trzeba wszystko przeczytać/przerobić/sprawdzić/przeszukać... :-P
Bez przesady, please.
wob001 - 2009-05-06, 14:14
:
ASX76 napisał/a:
wob001 napisał/a:

Możesz poradzić jak, mając ok. 1h dziennie czasu na czytanie (23.00-24.00) zmieścić poszukiwania i samą lekturę przy dużej ilości tytułów i braku "filtru" wydawcy, a dodatkowo masowości wszelkich recenzji w Internecie?


Nie zostało powiedziane, że trzeba wszystko przeczytać/przerobić/sprawdzić/przeszukać... :-P
Bez przesady, please.

No właśnie, nie zostało powiedziane, że wszystko trzeba - to jest niemożliwe. Myslałem, że pytanie jest oczywiste - co trzeba?
Maeg - 2009-05-11, 14:38
:
Nie chciałem zakładać nowego tematu, a na upartego można wpasować to w zwyczaje czytelników. Za Rzepą:
Cytat:
Tę sytuację zna chyba każdy: w księgarni pytamy o tytuł, okazuje się, że go nie ma – zabrakło, wyprzedany albo, co gorsza, wyczerpany nakład. Idziemy na kawę, by zastanowić się, co dalej: szukać w innej księgarni, zajrzeć do antykwariatu, cierpliwie czekać…

Okazuje się, że czekanie nie musi trwać długo – najwyżej tyle, ile trzeba na wypicie kawy... [cały artykuł]


Jak bym chętnie zobaczył taki w Warszawie, a w nim Dworzec Perdido i kilka innych starszych pozycji. Pomarzyć można, no nie? ;)
Romulus - 2009-05-11, 15:20
:
McBook? Mnie się to już podoba :) W przypadku książek trudnodostępnych, o wyczerpanych nakładach, itp. Bo w innym wypadku - po co oszczędzać (albo ledwie) na jakości.
Romulus - 2009-08-10, 08:01
:
Temat elektronicznych książek powraca. Wklejam cały artykuł.

Dziennik napisał/a:

Właśnie zakończyły się największe na świecie targi książki. I pewnie nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie mały szczegół: nie chodzi o słynne Międzynarodowe Targi Książki we Frankfurcie, ale Czwarte Światowe Targi e-Booków. Miejsce imprezy: internet. W ciągu miesiąca internauci ściągnęli w ten sposób ponad 25 milionów wirtualnych tytułów.

Według naszych informacji zaczęła się również bitwa o polskiego czytelnika. Szefowie Merlina nie mogą się zdecydować, jaki model oferowania e-booków przyjąć, czy zaoferować własny czytnik, jak się dogadać z wydawcami itd. Natomiast już na jesieni ma wejść eClicto - polski czytnik oferowany przez Kolportera. Firma, która specjalizuje się w dystrybucji prasy, otworzy wtedy internetowy sklep z e-bookami, między innymi z literaturą piękną i podręcznikami, a nowości wydawnicze mają się tam pojawiać wcześniej niż na papierze. Dokładna liczba tytułów nie jest jeszcze znana. Już teraz wiadomo, że eClicto ma kosztować około tysiąca złotych (najnowszy Kindle 1400 złotych).

Ta inicjatywa Kolportera może okazać się nieaktualna. Bo Kolporter ogłosił upadłość. Ale, jeśli pomysł był zaawansowany w realizacji to bez problemu ktoś go odkupi od syndyka. Albo konkurencja przyspieszy własne projekty.

ciąg dalszy artykułu napisał/a:
Według Pawła Adama Piotrowicza, który w niemieckim wydawnictwie Herder popularyzuje elektroniczne książki, polski rynek, choć jeszcze raczkuje, ma większy potencjał od zachodnich. U nas jest mniej księgarni, szczególnie w mniejszych miejscowościach, a poczta działa wolno i nieprzewidywalnie. "Ale e-booki staną się naprawdę popularne, gdy dobry czytnik będziemy mogli kupić za 300 złotych, a w ofercie pojawią tytuły z list bestsellerów" - wyrokuje Roman Grygorcewicz ze sklepu eBook.pl.

Jeszcze niedawno e-bookami interesowała się garstka entuzjastów nowych technologii. Wszystko zmieniło się za sprawą czytników - za oceanem są one równie niezbędnym gadżetem co iPod. W samolocie do Nowego Jorku Amerykanów poznać można po tym, że gdy tylko pojawi się komunikat o możliwości włączenia urządzeń elektronicznych, jeden po drugim wyciągają swoje kindle’e ("kindle" po angielsku znaczy rozpalać, także głód wiedzy). To ważące tyle co książka urządzenia elektroniczne sprzedawane przez największą księgarnię internetową Amazon.com. Służą do czytania zamieszczanych w serwisie elektronicznych (trochę tańszych od papierowych) wersji tytułów, których w ofercie Amazona jest już ponad 300 tysięcy, a także gazet. Najnowsza wersja urządzenia mieści 3,5 tysiąca książek, czyli tyle co 70-metrowa półka. Ma też wbudowanego lektora, ale to funkcja raczej dla desperatów, bo brzmi on jak głos robota z "Gwiezdnych wojen". Do łączenia się z internetem Kindle używa WiFi lub wykorzystuje amerykańskie sieci komórkowe, ale nie trzeba płacić za połączenie. Producenci zapewniają, że strony elektronicznej książki imitują kolor papieru, ale w rzeczywistości są one po prostu szare, recenzent "New Yorkera" określił je jako "trupio siwe".

Sceptyczny wobec popularnego urządzenia jest profesor Michael S. Hart, szef Projektu Gutenberg, który ma za zadanie zdigitalizowanie i udostępnienie w sieci całej światowej literatury i umieszczenie w sieci miliarda książek, tak by każdy mógł mieć w komputerze swoją własną bibliotekę. Przekonuje, że w tym całym zamieszaniu o czytniki e-książek, które właśnie są na ustach wszystkich, chodzi najmniej. - To tylko gadżety, w dodatku jednofunkcyjne. Jako takie są chwilową modą - nie ma wątpliwości. I udowadnia: - Ostatnio kupiłem netbooka z pełnym oprogramowaniem, kilkoma wejściami USB, wideoportem, WiFi i mnóstwem innych funkcji za 278 dolarów. Same czytniki długo nie utrzymają się na rynku. Bo w końcu dlaczego mam za tę samą lub wyższą cenę kupować coś, co może dużo, dużo mniej?

Nie dla "trupio siwego" papieru, to pewne. Ale elegancki, modny i niewinnie wyglądający czytnik może mieć w porannej podróży metrem znaczenie strategiczne. Wystarczy z odpowiednio intelektualnym wyrazem twarzy zagłębić się w lekturę czegoś, co dla współpasażerów wygląda przynajmniej na traktat filozoficzny. Nikt nie domyśli się, że przeżywamy właśnie miłosne uniesienia razem z bohaterami jednego z popularnych chick litów, czyli babskich powieścideł, albo że wypieki zawdzięczamy próbie wyśledzenia, kto jest mordercą w czytanym właśnie e-kryminale. Trudno powiedzieć, czy szefowi Amazonu Jeffowi Bezosowi, gdy ogłaszał "nadejście kulturalnej rewolucji", chodziło właśnie o wzrost popularności literatury pociągowej, ale że on następuje, to pewne. Na liście kindle’owych bestsellerów mocno trzymają się wszelkiego rodzaju książki sensacyjne i romanse, a szefowie francuskiego oddziału Harlequina, którzy w e-bookach jako jedni z pierwszych odkryli dla siebie niszę, na widok prognoz zysków zacierają ręce.

"E-booki świetnie się sprawdzają w przypadku książek, które przeczytamy raz i nie zamierzamy do nich wracać. A te, które są nam szczególnie bliskie, wciąż będziemy chcieli mieć na półce" - nie ma wątpliwości Paweł Adam Piotrowicz. "Sporą wadą czytników jest powolne przewracanie stron" - dodaje i wspomina seminarium, w którym ostatnio brał udział. Wszystkie zadane lektury miał w formie elektronicznej. "Z czytaniem nie było problemów, ale potem wertowanie i szukanie konkretnych fragmentów w 800-stronicowej powieści Dostojewskiego przeradzało się w mały koszmar" - opowiada. Doktor Marek Adamiec z Uniwersytetu Gdańskiego, badacz e-booków i założyciel pierwszej Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej wskazuje również na niską jakość książek elektronicznych: "Powielanie informacji w bardzo szybkim czasie to czasem także powielanie błędów. Widać to w braku staranności w przygotowywaniu tekstów elektronicznych".

E-czytniki są dużą szansą dla dla prasy - zarówno popularnej, jak i specjalistycznej. Widać to chociażby po przerzucaniu się czasopism branżowych (na przykład medycznych) na wersje e-bookowe - dużo tańsze i szybciej uaktualniane od papierowych. Technologia ta umożliwia również czytelnikowi kupno tylko części, która go interesuje. "W Niemczech popularna jest gazeta konsumencka, która zajmuje się porównywaniem i ocenianiem różnych produktów. Zawiera średnio kilkanaście tekstów i kosztuje 5 euro. Ale ktoś, kto planuje kupno nowego telewizora i jest zainteresowany tylko jednym artykułem, może go kupić w sieci za 1 euro. W ten sposób zyskują obie strony" - mówi Piotrowicz. Za szybki dostęp do informacji czytelnik może czasem chcieć zapłacić o wiele więcej. "Gdy prawnik dzień przed rozprawą orientuje się, że niezbędny jest mu jakiś komentarz do ustawy, jest gotów wydać niemal każde pieniądze, żeby mieć go za moment w swoim komputerze" - tłumaczy.

Wydawcy przekonują jednak, że jednym z podstawowych atutów e-booków jest niska cena (a w wielu wypadkach darmowość). Amazon chwali się, że elektroniczne wersje z listy bestsellerów "New York Timesa" kosztują 10 dolarów, podczas gdy ich papierowe odpowiedniki nawet trzy razy więcej. Przemilcza jednak fakt, że e-książki nie można wydrukować, pożyczyć komuś ani sprzedać. I że księgarnia może w każdej chwili skasować e-book z Kindle’a. Tak stało się ostatnio, gdy z czytników klientów Amazona - który przypomniał sobie, że jednak nie załatwił kwestii praw autorskich - zniknęło kilka książek, jak na ironię między innymi "Rok 1984" Orwella (pieniądze klientom zwrócono, szef firmy się pokajał).

Przy drogich książkach specjalistycznych oszczędność może być nawet większa. Ale jeszcze bardziej pozorna. Autor recenzji Kindle’a w "New Yorkerze" analizuje różnice między papierową (656 dolarów) i elektroniczną (288 dolarów) wersją słynnego podręcznika "Imaging in Oncology" (Obrazowanie w onkologii). Oszczędność spora, ale pożytek żaden. "Tabele się rozjechały, nie wiadomo też, które części zdjęć pokazują na żółto organy zaatakowane przez nowotwór, a które - na papierze niebieskie - są zdrowe. Wszystkie bowiem są podobnie szare. Właściwie to w wersji e-bookowej nawet całe nowotwory zniknęły".

Na drodze do pełnego upowszechnienia e-booków stoją także prawa autorskie. Swobodne darmowe korzystanie dotyczy dzieł, których autorzy zmarli ponad 70 lat temu, a w niektórych krajach nawet 100 lat temu. "To stanowczo zbyt długo. Razem z Project Gutenberg walczymy, by prawa majątkowe wygasały po 25 latach. Mam wrażenie, że ludzie jeszcze nie są gotowi na ten krok" - mówi DZIENNIKOWI John Guagliardo, szef największej na świecie e-biblioteki World Public Library (2,2 miliona tytułów). "Co ciekawe, do naszych zasobów sięgają najczęściej studenci i osoby starsze, które po przejściu na emeryturę szybko dokształcają się z nowych technologii".

Ale bez wątpienia są gotowi na piractwo. I piratują. Wystarczy trochę pogrzebać, by znaleźć w sieci skany lub przepisane ręcznie najnowsze książki. W ten sposób pozbawiają one ich autorów części honorariów. Są jednak twórcy, którzy książkowym piratom sprzyjają. W ubiegłym roku na targach we Frankfurcie Paulo Coelho przekonywał innych pisarzy, że kopiowanie przez internautów ich książek może spowodować wzrost popularności, który przełoży się na większą sprzedaż. Coelho wie, co mówi, bo sławę w Rosji zdobył dzięki przekazywanej przez czytelników z komputera na komputer nielegalnej wersji "Alchemika". Teraz udostępnia swoje utwory za darmo w internecie.

Podobne doświadczenia, tyle że z perspektywy wydawcy, ma także Piotrowicz. Od ubiegłego roku jego wydawnictwo udostępnia powieści historyczne w formie darmowych e-booków, a ich sprzedaż w tradycyjnej formie nie tylko nie spadła, ale lekko wzrosła. "Ludzie mają potrzebę posiadania prawdziwej książki i ta potrzeba tak szybko nie zniknie" - przekonuje. "Zmieni się pewnie sposób wydawania. Każda nowość ukaże się w postaci e-booka, będzie miała swój miniportal internetowy, gry na komórkę, quizy na Facebooka i kilka innych gadżetów, wśród których znajdziemy również książkę papierową" - przewiduje. Ale według wynalazcy e-booka, profesora Harta, papier dla następnych pokoleń nie będzie już tak oczywisty. I przytacza jeden ze swoich ulubionych cytatów: "Nowe teorie naukowe triumfują nie dlatego, że dawni oponenci się do nich przekonali, ale raczej dlatego, że zmarli, a nowe pokolenie wyrosło w przekonaniu, że są one czymś oczywistym". Dokładnie tak samo jest z książkami elektronicznymi.

A Roman Grygorcewicz z eBook.pl wzdycha pół żartem, pół serio: "To dziwne, że papier utrzymał się tak długo. Zdecydowanie za długo".

Tomasz - 2009-08-10, 08:40
:
e booki nie dla mnie, zdecydowanie nie dla mnie
w tym temacie to ja zgreda jestem
A poza tym, to myślę że jeszcze się nasza cywilizacja na tyle nie zmieniła żeby wyprzeć papierowe książki. Raczej zagrożone są gazety codzienne, tu internet robi swoje.
E booka jak jest zaznaczone, nie pożyczyć znajomemu, nie sprzedaż jak ci się nie spodoba, nie postawisz na półce. W książkach jest jednak aspekt kolekcjonerski, materialny, namacalny. To nie gazeta, którą po przeczytaniu wyrzucasz. Przecież lubimy swoje biblioteki, chwalenie się nimi, to też ważny element.
Książka to dobry prezent, fajnie się go pakuje, jak na prezent jest tani. A jak mamy e booka komuś sprezentować w ładnej formie?
E booki nie mogą wyprzeć książek, skoro sprzedają się ładne wydania, w twardych okładkach, w dużych formatach, a nie tylko jak najmniejsze, najtańsze itd.
Nasze zachowania, jak i półki empików i oferty wydawców najlepiej pokazują że cena to nie wszystko.
Romulus - 2009-08-10, 09:23
:
Ściągnięcie 25 milionów wirtualnych ksiażek w ciągu miesiąca jest jednak znakiem, że książka tradycyjna nie odejdzie może do lamusa, ale zostanie z biegiem czasu zastąpiona przez ksiązkę elektroniczną. A papierowa - jak pisałem wcześniej - stanie się pewnego rodzaju snobizmem.

A jaki potencjał tkwi w niemożliwości pożyczania książek elektronicznych :) Zresztą, to chwilowe utrudnienie, jak podejrzewam. Niemożliwość pożyczania to efekt czarnej dziury, jaką są prawa autorskie. Ale jeśli będzie opłacalne z punktu widzenia biznesowego... To i prawa autorskie da się trochę powściągnąć (i tak są rozpasane).

Tu nawet nie chodzi tylko o cernę. Tylko na początku wprowadzania nowych technologii to zawsze jest hamulec. Odtwarzacze blu-ray też są teraz drogie. Ale stanieją - to nieuchronne.

Zacznie sie wszystko od e-gazet. Już teraz Rupert Murdoch zapowiedział wprowadzenie płatnego contentu i rezygnację z bezpłatnego dostępu do gazet w internecie (i słusznie bo to parodia biznesu: z jednej strony płatne papierowe, z drugiej bezpłatne internetowe). Potem przyjdzie pora na książki. Postępu nie zatrzymasz, zwłaszcza jeśli tkwi w nim potencjał biznesowy.
Liv - 2009-08-10, 12:57
:
Hmm przecież Amazon (dla przykładu)już od lat posiada w swojej ofercie ebooki - cena jest o wiele niższa od zwykłej książki, oczywiście, ale i tak czasami dochodzi powiedzmy do 3$.
Osobiście ostatnią książkę kupiłam ... bardzo dawno temu (nawet nie mogę sobie tego przypomnieć) tak się przyzwyczaiłam do ebooków i mojej kochanej mp4, że trudno mi jest się z nią rozstać na dłużej. To kwestia przyzwyczajenia ... ok może nie mam książki na półce w realu, ale posiadam ją w chomikowej 'spiżarni' z opisem i jpgiem okładki ...
wob001 - 2009-08-10, 13:08
:
O potencjalnych "zagrożeniach" czytnikowych polecam artykuł:
http://www.ksiazka.net.pl...id=17889&mail=1

Może nieco na wyrost, ale dla mnie w skrócie czytnik ebooków prezentowany jest jako (w przyszłości) swego rodzaju dbiornik tresci przesyłanych przez np. Amazon z możliwością sugestii, manipulacji itp. Troche jak telewizja "standardowa" gdzie nie możesz wyłączyć reklam i nie masz wpływu na ramówkę, a dobór programów zależy od "oglądalności".

Podczas gdy tradycyjny sposób wyszukiwania, wyboru i posiadania książki papierowej pomaga zachować (może tylko pozory:) świadomej, własnej decyzji. Oczywiście pomijam tutaj osoby, które książek szukają w top ten empiku, bo oni już działają w sposób, który może być bardzo łatwo narzucony w przyszłosci, przy posiadaniu ciągle włączonego w sieć wielkiego wydawnictwa czytnika/odbiornika.
ghosia - 2009-08-11, 20:49
:
Obecnie ebooki sprzedawane są przez duże wydawnictwa bądź księgarnie, które albo mają jakąś umowę podpisaną z jednym z producentów czytników, albo sami, jak Amazon, mają swój własny czytnik. To bardzo spowalnia rozpowszechnianie ebookow... O prawach autorskich nie wspominając...

Czytanie ebooków w końcu się upowszechni, jeśli nie w najbliższym czasie, to w kolejnym pokoleniu, które papierowe książki będzie uznawało za przeżytek. Pogadajcie z babciami i dziadkami na temat poczty elektronicznej - ich dzisiejszy pogląd na emaile będzie Waszym poglądem na książki za kilkanaście lat ;) .

Kiedy już ebooki się upowszechnią - ustandaryzuje się ich format, będzie wiele urządzeń do ich czytania, dostępnych za akceptowalną cenę dla większości czytelników - zmieni się też ich sposób dystrybucji. Nie będą one wydawane przez duże domy wydawnicze i księgarnie w ich obecnych kształcie. Raczej będzie można je kupić przez serwisy pośredniczące między autorem i czytelnikiem. Cena będzie zupełnie inna niż aktualne ceny ebooków - taka, żeby właściwie nie opłacało się piracić.

Jeśli rzeczywiście do czegoś takiego dojdzie, jaki interes autorzy będą mieli w tym, żeby wydawać swoje książki na papierze? Żadnego... Książki papierowe staną się po prostu zbędne...

Tak przynajmniej ja to widzę. I, szczerze powiedziawszy, nie mogę się tego doczekać :) .

Chwalenie się swoimi książkami? Jeśli ktoś nie czyta w ogóle, nie zrobi na nim moja biblioteczka większego wrażenia (a przynajmniej nie zrobi takiego wrażenia, na jakim mi by zależało). Jeśli czyta - no cóż, rozmawiamy na tym forum o książkach, które mamy, niekoniecznie chwaląc się zdjęciami naszych bibliotek. Mamy spisy posiadanych książek - ale równie dobrze możemy wymieniać się zawartością pamięci ebook readera, palmtopa czy katalogu z książkami na domowym komputerze. Nie musicie widzieć, na której półce stoi u mnie Pratchett, żebyśmy mogli na temat tego Pratchetta porozmawiać.

Manipulacje i sugestie przez czytniki książek? Chyba nie bardzo. Owszem, amazonowi się zdarzyło wykasowanie książek z Kindle. Dlatego nie należy kupować urządzeń, które będą same robić coś, czego robić nie mają. Ja na przykład nie kupuje iPoda, bo nie podoba mi się to, co sam robi po podłączeniu do komputera. Wiem, że mogę połowę z tych "pomocnych" funkcji wyłączyć, albo po prostu podłączyć go pod linuxowy system, ale zamiast tego wolę kupić creativa, który robi tylko to, co ma robić - czyli odtwarza muzykę w dowolnym formacie. To samo z czytnikami książek elektronicznych. Aktualnie na rynku jest spory wybór różnego rodzaju sprzętu i spokojnie można wybrać sobie taki, który będzie robił to, co ma robić.

Przeglądanie i wyszukiwanie jest rzeczywiście problematyczne w aktualnie istniejących na rynku czytnikach. Ale czytanie z komputera czy z netbooka to już zupełnie inna sprawa - nie ma przeładowywania się każdej strony, można wyszukiwać słowa kluczowe, przeskrolować ekran na stronę 800 bez żadnych problemów. Za kilka lat każdy ebook reader będzie to miał, bo po prostu takie są wymagania rynku. Podobnie jak kolorowy wyświetlacz.

Pożyczanie - DRM to oczywiście niewypał totalny. Każdy szanujący się posiadacz zabezpieczonej książki czym prędzej ją odbezpiecza, żeby móc zrobić kopię zapasową ;) . Mogę potem przesłać taką niezabezpieczoną książkę znajomemu, który ją załaduje na swój czytnik. Tylko, jeśli książka będzie kosztować 10 zł, to z samego szacunku dla autora i jego pracy, jeśli tylko rzeczonego znajomego będzie stać na jej kupno, to ją kupi. Jasne, piractwo będzie nadal istniało, ale na to poradzić się nic nie da - niektórzy będą ściągać nielegalne kopie nawet wtedy, gdy oryginał będzie kosztować 10 groszy.

Tak wygląda mój idealny świat książek elektronicznych i mam nadzieję, że realny świat szybko do niego dorówna ;) .
toto - 2009-08-11, 21:24
:
ghosia napisał/a:
Jeśli rzeczywiście do czegoś takiego dojdzie, jaki interes autorzy będą mieli w tym, żeby wydawać swoje książki na papierze? Żadnego... Książki papierowe staną się po prostu zbędne...
Wiesz, niektórzy wciąż zbierają rękopisy...
ghosia napisał/a:
Kiedy już ebooki się upowszechnią - ustandaryzuje się ich format, będzie wiele urządzeń do ich czytania, dostępnych za akceptowalną cenę dla większości czytelników - zmieni się też ich sposób dystrybucji. Nie będą one wydawane przez duże domy wydawnicze i księgarnie w ich obecnych kształcie. Raczej będzie można je kupić przez serwisy pośredniczące między autorem i czytelnikiem. Cena będzie zupełnie inna niż aktualne ceny ebooków - taka, żeby właściwie nie opłacało się piracić.

Siłą wydawnictw jest również praca nad tekstem i z autorem nad jego warsztatem. Tak przynajmniej powinno być. Tworzenie książki to nie tylko autor i drukarz. To również wiele niewidocznych osób pomiędzy, bez których książki miałyby inną formę.

A niższa cena? Nie bój się. Jak już e-book zje książki papierowe, jego cena będzie wyższa. Taki psikus.
Piracenie. Ja swoich książek nie oddaję na xero i nie wciskam znajomym (żeby przeczytali), dlatego nie widzę wielkiego sensu w automatycznym zdejmowaniu zabezpieczeń każdego zakupionego (na razie hipotetycznie) e-booka. Jak ktoś mnie poprosi o kopię, mogę się zastanowić. Wcześniej, nie widzę wielkiej potrzeby.
A posiadanie e-booków, które nie będą zapisane na jakimś dedykowanym czytniku wymusi możliwość robienia kopii do użytku właściciela. Czyli problem powinien rozwiązać się sam.
ghosia - 2009-08-11, 21:55
:
toto napisał/a:
ghosia napisał/a:
Jeśli rzeczywiście do czegoś takiego dojdzie, jaki interes autorzy będą mieli w tym, żeby wydawać swoje książki na papierze? Żadnego... Książki papierowe staną się po prostu zbędne...
Wiesz, niektórzy wciąż zbierają rękopisy...
I zapewne będą też zbierać papierowe książki. Ale rękopisów się teraz już nie "produkuje". Większość autorów pisze na maszynach, więc rękopisów nie ma. Podobnie będzie z książkami papierowymi.

toto napisał/a:
ghosia napisał/a:
Kiedy już ebooki się upowszechnią - ustandaryzuje się ich format, będzie wiele urządzeń do ich czytania, dostępnych za akceptowalną cenę dla większości czytelników - zmieni się też ich sposób dystrybucji. Nie będą one wydawane przez duże domy wydawnicze i księgarnie w ich obecnych kształcie. Raczej będzie można je kupić przez serwisy pośredniczące między autorem i czytelnikiem. Cena będzie zupełnie inna niż aktualne ceny ebooków - taka, żeby właściwie nie opłacało się piracić.

Siłą wydawnictw jest również praca nad tekstem i z autorem nad jego warsztatem. Tak przynajmniej powinno być. Tworzenie książki to nie tylko autor i drukarz. To również wiele niewidocznych osób pomiędzy, bez których książki miałyby inną formę.

Edytowanie i prowadzenie pisarza za rączkę ma oczywiście swoje dobre strony, nie da się tego ukryć. Ale ma też swoje złe - ja bardzo chętnie przeczytałabym drugą wersję Czarnych Oceanów Dukaja, którą ten zmienił na prośbę wydawcy ;) .

toto napisał/a:

A niższa cena? Nie bój się. Jak już e-book zje książki papierowe, jego cena będzie wyższa. Taki psikus.

Hm... nie wiem, czy się z Tobą zgadzam w tej kwestii. Oczywiście, brak alternatywy (książki papierowej) będzie jednym z argumentów, żeby cenę ebooka podnieść, ale z drugiej strony cały czas pozostaje kwestia piractwa. O wiele łatwiej jest skopiować elektroniczną książkę, niż zrobić xero wersji papierowej. Więc jeśli ceny będą za wysokie - jak aktualne ceny niektórych specjalistycznych publikacji naukowych - większość ludzi zacznie czytać kopie pirackie. Czyli teoretycznie wydawcy/autorzy powinni ustawić ceny tak, żeby im to się opłacało, ale jednocześnie tak, żeby nie opłacało się piractwo... Oczywiście nasz aktualny system praw autorskich jest do niczego i coś takiego jest raczej niemożliwe. Ale ja mam nadzieję, że to się zmieni ;) .
Metzli - 2009-08-11, 22:13
:
W pracy spędzam 8h kiedy siedzę i cały czas gapię się w monitor komputera, jakoś po takim całym dniu (gdzie jeszcze po spędzam jeszcze parę godzinek przed kompem w domu) nie potrafię sobie wyobrazić żebym mogła czerpać przyjemność z czytania ebooka. Byłoby to bardzo męczące ;)

Jestem konserwatystką w tym względzie, a za jakiś czas zostanę pewnie snobem ;P
wob001 - 2009-08-11, 23:59
:
ghosia napisał/a:
[...]Tak wygląda mój idealny świat książek elektronicznych i mam nadzieję, że realny świat szybko do niego dorówna ;) .


Widzę dużo plusów takiego rozwiązania dla uczniów i studentów czy dla zabieganych czytelników lekkiej i szybkiej literatury, korzystających z każdej wolnej chwili na przystanku czy w tramwaju. Natomiast wzdragam sie trochę przed czytnikami jako standardem czytania w domu, dla przyjemności wieczornego, długiego i wymagającego skupienia posiadywania nad książką.

Mam wrażenie, że jesteś dość mocną orędowniczką książek elektronicznych.
Ciekawi mnie w czym książki elektroniczne, w sensie czytania literatury dla przyjemności, są lepsze od tradycyjnych?
Toudisław - 2009-08-12, 00:28
:
ghosia napisał/a:
Pogadajcie z babciami i dziadkami na temat poczty elektronicznej - ich dzisiejszy pogląd na emaile będzie Waszym poglądem na książki za kilkanaście lat ;) .

A ja nadal pisze listy na papierze O.o
ghosia napisał/a:
taka, żeby właściwie nie opłacało się piracić.

A co by miało obniżyć tą cenę ? Tylko pozory. Druk to nie więcej niż 20 % ceny. pośrednicy byli by nadal. Tak samo korekta, redakcja, promocja. Książka e book nie mogła by stanieć o 70 %. Chyba że kosztem jakości wydania elektronicznego
ghosia napisał/a:
jednym z argumentów, żeby cenę ebooka podnieść, ale z drugiej strony cały czas pozostaje kwestia piractwa. O wiele łatwiej jest skopiować elektroniczną książkę, niż zrobić xero wersji papierowej.

Obecnie tak 80-90 % książek ma nielegalnie wersie E book. Piractwo już bardzo wyższe być nie może


A mnie zastanawia czy ludzie w czasach E book będą czytać w ogóle. Czy zimna technologi zwiększy cy zmniejszy ilość czytelników
Liv - 2009-08-12, 00:37
:
Wob001 napisał/a:
Ciekawi mnie w czym książki elektroniczne, w sensie czytania literatury dla przyjemności, są lepsze od tradycyjnych?

A w czym są gorsze?
Tomasz - 2009-08-12, 01:42
:
Jeśli mają wyprzeć książki papierowe to powinny być lepsze.
Ja myślę że ebooki będa funkcjonować obok papierowych wydań. Tak samo jak wideo, dvd i blue ray nie zlikwidowały kin.
Już radio i telewizja miała zabić książki i nie zabiła. E booki też nie zabiją.
Ot, prosty przykład. Maile i smsy nie zlikwidowały poczty papierowej i rozmów telefonicznych. Za to mamy możliwość videorozmów przez internet, czy choćby po prostu rozmowę przez skype'a.
E booki czy powoli rosnąca popularność audiobooków to po prostu alternatywa dla tradycyjnych książek a nie ich konkurencja.
Do tego coraz więcej osób pracuje przy ekranach komputera, ja też, to średnio mi się marzy czytanie z ekranu. Nieraz próbowałem ale to się u mnie nie sprawdza. Bo czytanie to cały rytuał, w tym również zapach papieru, dotyk itd, nawet nieświadomie, ale to ma znaczenie. Może nie dla wszystkich ale chyba dla większości z tej garstki czytających.
I jestem spokojny o losy książek drukowanych. Długo im nic nie zaszkodzi. Co innego gazetom codziennym, ich los jest na dłuższą metę policzony. Wydania internetowe muszą tylko stać się profesjonalne w pełnym tego słowa znaczeniu i szybsze, nawet od radia. I będzie po gazetach jeśli internet się upowszechni tak jak to można przewidywać.
ghosia - 2009-08-12, 14:07
:
Metzli napisał/a:
W pracy spędzam 8h kiedy siedzę i cały czas gapię się w monitor komputera, jakoś po takim całym dniu (gdzie jeszcze po spędzam jeszcze parę godzinek przed kompem w domu) nie potrafię sobie wyobrazić żebym mogła czerpać przyjemność z czytania ebooka. Byłoby to bardzo męczące ;)

Nie miałam jeszcze w rękach czytników z e-inkiem, ale z różnych źródeł można się dowiedzieć, że tych czytników w ogóle nie można porównywać z ekranami monitorów. Nie ma tam ekranu takiego, jak w monitorze, technologia wyświetlania jest zupełnie inna i, podobno, oczy się od tego nie męczą bardziej niż podczas czytania zwykłej, papierowej książki.

Toudisław napisał/a:
Obecnie tak 80-90 % książek ma nielegalnie wersie E book. Piractwo już bardzo wyższe być nie może

Nie wszyscy natomiast ściągają nagminnie te nielegalne ebooki. Oczywiście, nie można porównywać kopiowania książki papierowej i kopiowania ebooka. Ale dla porównania można popatrzeć na filmy. Wszystkie niemalże tytuły można obecnie ściągnąć z sieci, w dowolnej jakości - DVD, DVDRip, BluRay, co tylko chcesz. Można więc zapytać, po co kupować oryginał, skoro można sobie z nielegalnej kopii wypalić płytkę i będzie to samo? A jednak ludzi nadal kupują oryginalne DVD i BluRaye. Czyli podobnie może być z ebookami w przyszłości.



Porównanie sytuacji ebooków i książek papierowych do kin i wydań domowych filmów chyba nie do końca jest trafne. Przecież do kina chodzi się głównie po to, żeby obejrzeć film na dużym ekranie, z super efektami dźwiękowymi. Jest to coś, czego w domu większość osób raczej nie może doświadczyć - każdy musiałby mieć własne kino...
O wiele bardziej adekwatne wydaje mi się zestawienie losów książek pisanych ręcznie i książek drukowanych. Nikt już nie pisze książek ręcznie, rękopisy zostały zastąpione drukiem. Dlaczego więc druk nie miałby zostać zastąpiony wersją elektroniczną? Wydaje mi się, że jest to naturalna ewolucja książek ;) .

No i tak, oczywiście można malować czarną wersję przyszłości, w której nie ma ebooków, ponieważ nikt nie czyta żadnych książek. Ale taka przyszłość mi się nie bardzo podoba, więc nie biorę jej pod uwagę w moich rozważaniach ;) .
Tomasz - 2009-08-12, 17:48
:
ghosia napisał/a:
Porównanie sytuacji ebooków i książek papierowych do kin i wydań domowych filmów chyba nie do końca jest trafne. Przecież do kina chodzi się głównie po to, żeby obejrzeć film na dużym ekranie, z super efektami dźwiękowymi. Jest to coś, czego w domu większość osób raczej nie może doświadczyć - każdy musiałby mieć własne kino...
O wiele bardziej adekwatne wydaje mi się zestawienie losów książek pisanych ręcznie i książek drukowanych. Nikt już nie pisze książek ręcznie, rękopisy zostały zastąpione drukiem. Dlaczego więc druk nie miałby zostać zastąpiony wersją elektroniczną? Wydaje mi się, że jest to naturalna ewolucja książek ;) .


Chodziło o dostępność i możliwość oglądania. Zresztą teraz porządne kino domowe takie ful wypas plus spory ekran i masz w domu prawie jak w kinie i jeszcze ci nikt nie zajada obok popkorny i nie rozpakowuje szeleszczących opakowań.
Wideo a potem dvd miały być potwornym zagrożeniem dla kin a nie są.
A książki pisane ręcznie i te drukowane dzieliła dostępność, liczba egzemplarzy. Aktualnie dostępność drukowanych książek nie jest ograniczona, właściwie można wszystko kupić.
Jakość wydania książek która jak widać dla kupujących ma znaczenie, pokazuje że ebooki nie wyprą papierowych książek. Skoro płacimy za wydania w twardych oprawach mogąc kupić w miękkich, skoro nas wydawcy kusza ładnymi okładkami, które potem fajnie prezentują się na półkach, to e booki tego nie zastąpią.
Romulus - 2009-08-12, 19:53
:
My - tzn. obecnie żyjący i czytający, przyzwyczajeni i wychowani z książką papierową rzeczywiście w swojej masie pozostaniemy jej wierni. Ale każde "nowe" pokolenie, coraz bardziej przyzwyczajone do szybkich stałych łączy, nowych technologii i nowych możliwości, uzależnione od nich - im łatwiej będzie się przestawić z książki papierowej na elektroniczną. To nie my, ale oni będą motorem postępu w tej kwestii. Co jest chyba naturalne. Wyprzedzą nas, tak jak my wcześniej wyprzedziliśmy naszych rodziców z internetem, grami, odtwarzaczami mp3 itd.
Tomasz - 2009-08-12, 20:39
:
Romulus napisał/a:
My - tzn. obecnie żyjący i czytający, przyzwyczajeni i wychowani z książką papierową rzeczywiście w swojej masie pozostaniemy jej wierni. Ale każde "nowe" pokolenie, coraz bardziej przyzwyczajone do szybkich stałych łączy, nowych technologii i nowych możliwości, uzależnione od nich - im łatwiej będzie się przestawić z książki papierowej na elektroniczną. To nie my, ale oni będą motorem postępu w tej kwestii. Co jest chyba naturalne. Wyprzedzą nas, tak jak my wcześniej wyprzedziliśmy naszych rodziców z internetem, grami, odtwarzaczami mp3 itd.


niby tak, ale ja np. dalej kupuję płyty cd z muzyką, z mp3 prawie nie korzystam
czytających osób jest mało, czyli ich przyzwyczajenia decydują o rynku
Romulus - 2009-08-13, 07:52
:
Tomasz napisał/a:
Romulus napisał/a:
My - tzn. obecnie żyjący i czytający, przyzwyczajeni i wychowani z książką papierową rzeczywiście w swojej masie pozostaniemy jej wierni. Ale każde "nowe" pokolenie, coraz bardziej przyzwyczajone do szybkich stałych łączy, nowych technologii i nowych możliwości, uzależnione od nich - im łatwiej będzie się przestawić z książki papierowej na elektroniczną. To nie my, ale oni będą motorem postępu w tej kwestii. Co jest chyba naturalne. Wyprzedzą nas, tak jak my wcześniej wyprzedziliśmy naszych rodziców z internetem, grami, odtwarzaczami mp3 itd.


niby tak, ale ja np. dalej kupuję płyty cd z muzyką, z mp3 prawie nie korzystam
czytających osób jest mało, czyli ich przyzwyczajenia decydują o rynku

I właśnie wracamy do początku artykułu, który przywołałem wcześniej. Mianowicie do tych ponad 25 milionów ściągnięć wirtualnych tytułów przez miesiąc. Nie wiem, czy rzeczywiście wszyscy ściągający zrobili to dlatego, że są miłośnikami książek elektronicznych. Ale 25 milionów... To daje podstawy do snucia planów o rozwoju rynku. Bo jednak grupa miłośników nie jest wcale tak nieliczna.
Procella - 2009-08-13, 20:19
:
Tomasz napisał/a:
niby tak, ale ja np. dalej kupuję płyty cd z muzyką, z mp3 prawie nie korzystam

Co więcej, są osoby, które kolekcjonują winyle (sama sobie lubię czasem czarną płytę kupić) - i wciąż wiele nowych płyt ukazuje się w tej formie. Przypuszczam, że z książkami będzie podobnie - po prostu będą dostępne w różnych formach.
Jander - 2009-09-16, 23:40
:
Ostatnio MTV było z wizytą u Rubika i zaprezentował swojego Sony Readera - przyznam, że wyglądał bardzo atrakcyjnie. Jak cena zejdzie do milszego poziomu i wejdzie na europejski rynek to z chęcią sięgnę. Choć na możliwość zakupu polskich e-booków pewnie musimy czekać jeszcze wiele lat.
Kennedy - 2009-09-17, 00:05
:
Jeśli po upowszechnieniu ebooków papierowe książki drastycznie stanieją, jak kasety magnetofonowe, to ja chcę ebooki teraz - będe kupował papierowe ksiązki na kilogramy. Jak nie, to podziękuję :roll: Chociaż jakby technologia odczytu się rozwinęła do poziomu, w którym czytanie ebooka przypominało by normalną lekturę książki (wymagany epapier, zwykłe wyświetlacze mnie nie interesują), to może i czemu nie... Póki co dziękuje, postoję.

A chociaż nie, podoba mi się jedna perspektywa jesli chodzi o ebooki. Uczelniane biblioteki udostępniają swoje zbiory elektronicznie. Wchodzę na stronę biblioteki, ściągam ebooka, za darmo (bo jestem studentem), czytam, wkuwam, czy co tam mam z nim zrobić. Żadnych kolejek, żadnego kserowania, żadnego czekania, aż ktoś odda potrzebną pozycję, żadnego szukania po ludziach, żadnego użerania się ze zmasakrowanymi od częstego kserowania książkami, z których wypadają wszystkie strony... To by było piękne.
Tanit - 2009-09-17, 07:52
:
Na Polconie odbyło się spotkanie dotyczące czytników e-papieru. 'Przenośny e-book' nie meczący oczu wielkości cienkiego zeszyciku. I to 'Made in Poland' ;)
zapraszam:
http://eclicto.pl/

Osobiście już zbieram kaskę na, mam nadzieję, noworoczny prezencik ;)
Jander - 2009-09-17, 12:55
:
Kennedy napisał/a:
Chociaż jakby technologia odczytu się rozwinęła do poziomu, w którym czytanie ebooka przypominało by normalną lekturę książki (wymagany epapier, zwykłe wyświetlacze mnie nie interesują)

Właśnie ów e-papier mnie zachwycił - wyglądał dokładnie jak normalna zapisana kartka.
Cieszy mnie eClicto, choć nie wiem za jaką cenę i kiedy można się spodziewać.
Tanit - 2009-09-17, 20:07
:
No cóż... wszystko wciąż jest w fazie prób. Nie będzie chyba nadużyciem jeśli powiem to czego dowiedziałam się na spotkaniu.
Otóż przy dobrych wiatrach pierwsze czytniki pojawia się w okolicach nowego roku.
Koszt, co zapewne interesuje największą ilość osób, zależeć będzie dużo od waluty. Na stan obecny planowany koszt jest do ok 800 zł. (bliżej 750). Jednak prognozy są dobre i po kolejnym półroczu czytniki mogą wyraźnie stanieć. W tym wypadku ktoś kto kupił wcześniej może być stratny. Otóż nie, bo podobnież ma być jakaś rekompensata - szczegółów najzwyczajniej nie pamiętam o_O
(Maeg, poratuj xD)
Dhuaine - 2009-09-18, 11:28
:
Czytnik może kosztować nawet 1000 zł. Przy dobrych wiatrach może wyjść już pod koniec tego roku lub na początku następnego. Dostępne są wersje 6- i 10-calowe. Czytnik jest bardzo lekki, przyjemny w dotyku, ponoć przeżywa bezproblemowo upuszczenie na podłogę i nie padnie, jeśli oberwie kroplą wody ;)

A teraz coś na ostudzenie zapałów: same eBooki. Książki z systemu eClicto ściąga się z netu na kompa poprzez specjalną aplikację szyfrującą dane. Dopiero potem manager wysyła książkę na czytnik. Czytnik sam w sobie nie może pobrać książki z systemu (jak np. Kindle). Na czytnik można wysłać pdfy własnej roboty itd ( :P ), ale nie można na niego przenieść ebooków z innych systemów. Tak samo nie można odczytać ebooków kupionych od eClicto na innych czytnikach.
Jeśli coś zdechnie, to książkę można pobrać jeszcze dwa razy (max 3). Potem trzeba się użerać z biurem obsługi klienta. Książka i aplikacja są przywiązane do komputera - jeśli ten puści dymek, to jest problem. :P

W mojej opinii czytnik wygląda fajnie, ale możliwości książkowe - nie ;)
Metzli - 2010-07-12, 22:44
:
Musiał nadejść urlop i związane z nim wolne dni oraz niemiłosierne upały żebym przypomniała sobie o takim ładnym miejscu jak Park Szczytnicki we Wrocławiu :) Kiedy temperatura przekracza 30 stopni w cieniu, bardzo miło jest wybrać się do takiego parku, usiąść na ławce czy trawce, cieszyć się cieniem jakie dają drzewa oraz zagłębiać się jednocześnie w lekturę. Wspomniany park jest na tyle duży (i chyba na tyle daleko), że spokojnie można znaleźć ustronne miejsce w którym nikt nie zakłóca spokoju. Odrywając się czasami od książki posłuchać śpiewu ptaków i poobserwować pojawiające się, co i rusz rude wiewióry.

Tylko następnym razem muszę pamiętać o czymś na komary, bo mnie cholery zeżrą żywcem.
Tixon - 2010-07-12, 23:16
:
Metzli napisał/a:
Wspomniany park jest na tyle duży (i chyba na tyle daleko), że spokojnie można znaleźć ustronne miejsce w którym nikt nie zakłóca spokoju.

Tja. Ja zrobiłem dziś to samo - Bulwary są o krok od domu więc tam się udałem, po trudach znalazłem wolną i zacieniowaną ławeczkę, rozsiadłem się i zabrałem do lektury. Nie minęła chwila, jak przeszedł tabun gimnazjalistek na koloni, co to czytającego w spokoju pozostawić nie mógł. Może pół godziny później nawiedzony fanatyk (znany zresztą w mieście) obrał mnie za cel swego płomiennego przemówienia o zbliżającym się szatanie. Spokojnie poinformowałem go o moich upodobaniach podczas czytania, z położeniem nacisku na silną niechęć wobec kogoś kto mi przerywa czynność, wobec czego się oddalił, jednak nie zamilkł... Ludzie //mur
Beata - 2010-07-12, 23:20
:
Wobec Waszych komarowo-kolorytowolokalnych przeżyć na wolnym powietrzu jestem nadzwyczajnie wręcz zadowolona, że zdecydowałam się na lekturę domową z nogami w misce z zimną wodą. I ciszej, i chłodniej niż na zewnątrz. :)
Metzli - 2010-07-12, 23:22
:
W moim pokoju na pewno nie jest chłodno, dlatego z niego uciekam. Dopiero gdzieś o tej godzinie jest tak w miarę. A opcję w parku przećwiczyłam parę razy, ale dopiero dzisiaj mnie tak pożarły. Ale od czego są offy czy inne paskudztwa :badgrin:
Jander - 2010-07-12, 23:26
:
Do 22 ciężko jest gdziekolwiek oddychać. Ja teraz zabieram się za lekturę, świeżo po zimnym prysznicu. Jakoś się da, ale i tak gorąco.
MrSpellu - 2010-07-13, 07:54
:
U mnie da się wytrzymać, nawet w ogrodzie pod parasolem i metodą Beaty z miską zimnej wody (aczkolwiek wanna z zimną wodą też jest całkiem mru). Park pszczyński też ma swój czytelniczy urok. Dużo ławek w cieniu, dużo przestrzeni na koc jest gdzie się usadowić. Ba, nawet na gałęzi można poczytać :badgrin: A i monopolowe blisko...
martva - 2010-07-13, 16:02
:
Bardzo mi wzrosło czytelnictwo, odkąd kupiłam rowerek stacjonarny. W TV nigdy nic nie ma, nie da się klikać w internet, a czytanie jest idealne. Wsiadasz, otwierasz książkę, pedałujesz godzinkę, jeszcze zmienne tempo się samo robi jak napięcie w fabule skacze ;)
Jachu - 2010-07-14, 15:48
:
martva napisał/a:
Bardzo mi wzrosło czytelnictwo, odkąd kupiłam rowerek stacjonarny. W TV nigdy nic nie ma, nie da się klikać w internet, a czytanie jest idealne. Wsiadasz, otwierasz książkę, pedałujesz godzinkę, jeszcze zmienne tempo się samo robi jak napięcie w fabule skacze ;)
No nie, ależ kapitalny pomysł podałaś :mrgreen: W życiu bym na coś takiego nie wpadł. Niestety, nie zanosi się u mnie w najbliższym czasie na zakup tak skomplikowanego urządzenia jak rowerek do ćwiczeń, choć - nie ukrywam - przydałby się i to bardzo :P Może sobie zażyczę na Boże Narodzenie? //mysli
mad5killz - 2010-07-26, 21:29
:
Kiedy? Sobota.

O której? Rano.

Gdzie? Na kiblu.

Dlaczego? Bo mogę!


To tak odnośnie zwyczajów. W tygodniu nie czytam, na kiblu. :D


Co do niedzieli, hmm, sobota rzadko się kończy. Nie zaliczam jej pełnego dnia. (:
Maeg - 2010-08-22, 12:14
:
W Tygodniku Powszechnym nie potrafią wymyślać dobrych tytułów (choćby poprawić wymyślony przez autora) ale polecam lekturę tekstu Jacka Dukaja, który mógłby się nazywać Google zgwałciło nam mózgi (cytat z tekstu).

A naprawdę jest to Za długie, nie przeczytam...
Jander - 2010-08-22, 13:22
:
Ubertekst, w trakcie jego czytania przeczytałem jakieś 10 artykułów z kompletnie odmiennych dziedzin. I napisałem tego posta.
A rozwiązaniem na "chęć otwarcia kolejnego okna przeglądarki" w trakcie czytania książki jest czytania kilku książek na raz, zmieniając je po każdym rozdziale lub jeszcze częściej.
toto - 2010-10-12, 19:07
:
Masz na myśli kogoś konkretnego?
Maeg - 2010-10-12, 21:09
:

MrSpellu - 2010-10-13, 07:00
:
E-bookiem nie podeprzesz krótszej nogi od stołu i ze złości nie przepuścisz przez piec --_-
Możesz co najwyżej wykasować, ale to już nie to samo...
MadMill - 2010-10-13, 18:03
:
To jak rzucać komórkową słuchawką? ;)
MrSpellu - 2010-10-13, 19:16
:
O, właśnie. Ale komórkę możesz wypieprzyć przez okno. A to już jest coś.
AM - 2010-10-13, 20:15
:
batou napisał/a:
A czy nie jest tak, że istnieją np. takie firmy jak Olesiejuk biorące swoją dolę? W przypadku plików ścieżka wygląda tak: Wydawca -> Empik. Koniec, nie ma pośredników, nie ma kosztów transportu i odpada to magazynowanie, które założę się, że jest sporym kosztem. Jedyne co trzeba zrobić to inaczej książkę złożyć i stworzyć odpowiedni plik, a potem go wysłać do ostatecznego dystrybutora, czyli w tym przypadku Empiku, który oczywiście swoje na pewno skasuje, ale to już jest dużo mniej.

EDIT:
Mad, dlatego jeśli chce się przekonywać ten konserwatywny naród to trzeba to tutaj robić ceną. A można.


Czy aby na pewno dużo mniej? Może lepiej to sprawdzić i zrobić prostą kalkulację. I przy okazji dlaczego nikt nie wspomina o 22% podatku Vat na e-booki?
toto - 2010-10-13, 20:31
:
AM napisał/a:
I przy okazji dlaczego nikt nie wspomina o 22% podatku Vat na e-booki?
Prawdopodobnie czytelnicy o tym nie wiedzą.

Po wprowadzeniu VATu na książki będzie jedna stawka na papierowe i elektroniczne? Czy będzie 5% na książki tradycyjne i 23% na e-booki?
batou - 2010-10-13, 21:02
:
AM napisał/a:
Czy aby na pewno dużo mniej? Może lepiej to sprawdzić i zrobić prostą kalkulację.

Patrząc na obrazek wklejony przez Maega, który raczej nie jest wyprodukowaną przez Amazon ściemą widać, że to dystrybucja najbardziej wpływa na cenę. Jeśli u nas Empik tutaj nie chce ustąpić to sam sobie strzela w stopę, a że jest monopolistą to strzela na dzień dzisiejszy w stopę całego rynku.

Co do VATu to osobiście myślę, że petycje i lanie wody przez polityków nic nie zmienią i ta stawka od nowego roku będzie taka sama, więc tutaj nie widzę pola dla rozbieżności między papierową książką i ebookiem. Może to ma wyglądać tak, że ebooki zostaną w cenach obecnych wydań papierowych, a ceny tych drugich poszybują w górę i to ma ludzi przyciągnąć do wersji elektronicznych.
AM - 2010-10-13, 21:07
:
toto napisał/a:
AM napisał/a:
I przy okazji dlaczego nikt nie wspomina o 22% podatku Vat na e-booki?
Prawdopodobnie czytelnicy o tym nie wiedzą.

Po wprowadzeniu VATu na książki będzie jedna stawka na papierowe i elektroniczne? Czy będzie 5% na książki tradycyjne i 23% na e-booki?


Na razie wygląda to tak:

http://blog.eclicto.pl/wa...vat-na-e-booki/

Nie znalazłem nic nowszego.
AM - 2010-10-13, 22:08
:
batou napisał/a:

Patrząc na obrazek wklejony przez Maega, który raczej nie jest wyprodukowaną przez Amazon ściemą widać, że to dystrybucja najbardziej wpływa na cenę. Jeśli u nas Empik tutaj nie chce ustąpić to sam sobie strzela w stopę, a że jest monopolistą to strzela na dzień dzisiejszy w stopę całego rynku.


Tu nie chodzi o EMPIK. Rabaty wszystkich dystrybutorów są wyższe niż 28% z załączonego przez Maega obrazka (prawdę mówiąc nie wierzę w 28% Amazonu). Jeśli dodatkowo weźmiemy jeszcze pod uwagę ten nieszczęsny 22 % Vat, sprawa nie wygląda dobrze.
batou - 2010-10-13, 22:20
:
W przypadku książek tradycyjnych jak i ebooków ja nie mam złudzeń i wiem, że ta cena kształtuje się po tym jak Wy tę książkę przygotujecie. Nie marudzę też aż tak na ceny tych książek do tej pory. No może poza wznowieniem "Cryptonomiconu", które mnie nieco powaliło ;) Po prostu nie jestem w stanie pojąć z ekonomicznego punktu widzenia jak ebook może być droższy lub tańszy o powiedzmy 5% od książki papierowej. Nawet uwzględniając ten VAT. Może nie siedzę w tej branży, ale doskonale wiem ile kosztuje logistyka związana z każdym towarem. Jakie są koszty magazynowania, transportu i marże pośredników, chociaż po tym co czytam widzę, że tutaj i tak jest Wersal w porównaniu z tym co wyczyniają np. sieci handlowe takie jak Tesco. Po prostu w przypadku ebooka musi odpaść tyle kosztów, że te ceny są dla mnie zwyczajnie nierealne. A bardzo kibicuję rozwojowi tego rynku po tym jak zasmakowałem tego jak teraz wyglądają ebooki.
AM - 2010-10-14, 11:45
:
batou napisał/a:
W przypadku książek tradycyjnych jak i ebooków ja nie mam złudzeń i wiem, że ta cena kształtuje się po tym jak Wy tę książkę przygotujecie. Nie marudzę też aż tak na ceny tych książek do tej pory. No może poza wznowieniem "Cryptonomiconu", które mnie nieco powaliło ;) Po prostu nie jestem w stanie pojąć z ekonomicznego punktu widzenia jak ebook może być droższy lub tańszy o powiedzmy 5% od książki papierowej. Nawet uwzględniając ten VAT. Może nie siedzę w tej branży, ale doskonale wiem ile kosztuje logistyka związana z każdym towarem. Jakie są koszty magazynowania, transportu i marże pośredników, chociaż po tym co czytam widzę, że tutaj i tak jest Wersal w porównaniu z tym co wyczyniają np. sieci handlowe takie jak Tesco. Po prostu w przypadku ebooka musi odpaść tyle kosztów, że te ceny są dla mnie zwyczajnie nierealne. A bardzo kibicuję rozwojowi tego rynku po tym jak zasmakowałem tego jak teraz wyglądają ebooki.


Gdybyśmy działali na takich samych zasadach, jak te z obrazka powyżej, ebooki migłyby być tańsze nawet o 30-35% od książek papierowych. Oczywiście w troszkę innej sytuacji są wydawcy prozy rodzimej, bo nie ponoszą kosztów przekładów, które w Polskich warunkach są bardzo istotnym elementem ceny książki. Weźmy chociażby wspomniany Cryptonomicon. Gdyby to była tłumaczona po raz pierwszy książka, koszty przekładu, redakcji, korekty i składu, wyniosłyby około 50 tysięcy złotych (a nie około 35 tysięcy, jak w naszym przypadku). I tu już wszystko zależy od nakładu. Większość książek fantastycznych, sprzedaje się w przedziale pomiędzy 1.5, a 5000 egzemplarzy (średnia sprzedaż książek z UW to 2000 egzemplarzy). Nakład Crypto to 3000 (sukcesem pewnie bedzie, jak sprzedamy połowę). Po odjęciu marży dystrybutora za książkę dostajemy pomiędzy 32 a 34 PLN. Po stronie kosztów jest 18 PLN za druk, około 11 na egzemplarz za przekład, redakcję, korektę oraz skład i 7,12 dla autora. To daje nam już 36.12. Czyli po sprzedaniu trzytysięcznego nakładu, który jest niesprzedawalny, za abstrakcyjne w Polskich warunkach 89 PLN, nadal jesteśmy w plecy. Paranoja!

Rozważmy, jak wyglądałaby ta sytuacja, gdyby Crypto ukazał się po raz pierwszy w Polsce i sprzedał w nakładzie 3000 w formie elektronicznej, przy założeniu, że marża dystrybutora jest taka, jak w Amazonie i nadal mamy 22% Vatu.

Koszty tłumaczenia, redakcji, korekty i składu w takim przypadku to 50000 PLN czyli około 17 PLN na egzemplarz.

Ok, zaczynamy.

Crypto e-book
Cena detaliczna - 50 PLN
Cena netto (po odjęciu podatku Vat) 39
Suma po odjęciu marży dystrybutora jak w Amazon,com, około 28% - 28,08
Honorarium dla autora - zwykle około 25% od ceny którą otrzymijemy po odjęciu Vatu i marży dystrybutora (25 % z 28,08 PLN)
Zostaje nam 21, 06

Czyli po zapłaceniu kosztów przekładu, redakcji, korekty i składu mamy 4.06 PLN i jeszcze kilka rzeczy do zapłacenia, nie mówiąc już o kosztach stałych wydawnictwa (śmieszna suma w porównaniu do tej z Amazona i to w przypadku, gdy książka kosztuje abstrakcyjne 50 PLN, co przecież nikogo nie zadowoli.

Mam nadzieję, że rzuca to trochę więcej światła na wiele zagadnień.
AM - 2010-10-14, 11:46
:
batou napisał/a:
W przypadku książek tradycyjnych jak i ebooków ja nie mam złudzeń i wiem, że ta cena kształtuje się po tym jak Wy tę książkę przygotujecie. Nie marudzę też aż tak na ceny tych książek do tej pory. No może poza wznowieniem "Cryptonomiconu", które mnie nieco powaliło ;) Po prostu nie jestem w stanie pojąć z ekonomicznego punktu widzenia jak ebook może być droższy lub tańszy o powiedzmy 5% od książki papierowej. Nawet uwzględniając ten VAT. Może nie siedzę w tej branży, ale doskonale wiem ile kosztuje logistyka związana z każdym towarem. Jakie są koszty magazynowania, transportu i marże pośredników, chociaż po tym co czytam widzę, że tutaj i tak jest Wersal w porównaniu z tym co wyczyniają np. sieci handlowe takie jak Tesco. Po prostu w przypadku ebooka musi odpaść tyle kosztów, że te ceny są dla mnie zwyczajnie nierealne. A bardzo kibicuję rozwojowi tego rynku po tym jak zasmakowałem tego jak teraz wyglądają ebooki.


Gdybyśmy działali na takich samych zasadach, jak te z obrazka powyżej, ebooki mogłyby być tańsze nawet o 30-35% od książek papierowych. Oczywiście w troszkę innej sytuacji są wydawcy prozy rodzimej, bo nie ponoszą kosztów przekładów, które w Polskich warunkach są bardzo istotnym elementem ceny książki. Weźmy chociażby wspomniany Cryptonomicon. Gdyby to była tłumaczona po raz pierwszy książka, koszty przekładu, redakcji, korekty i składu, wyniosłyby około 50 tysięcy złotych (a nie około 35 tysięcy, jak w naszym przypadku). I tu już wszystko zależy od nakładu. Większość książek fantastycznych, sprzedaje się w przedziale pomiędzy 1.5, a 5000 egzemplarzy (średnia sprzedaż książek z UW to 2000 egzemplarzy). Nakład Crypto to 3000 (sukcesem pewnie bedzie, jak sprzedamy połowę). Po odjęciu marży dystrybutora za książkę dostajemy pomiędzy 32 a 34 PLN. Po stronie kosztów jest 18 PLN za druk, około 11 na egzemplarz za przekład, redakcję, korektę oraz skład i 7,12 dla autora. To daje nam już 36.12. Czyli po sprzedaniu trzytysięcznego nakładu, który jest niesprzedawalny, za abstrakcyjne w Polskich warunkach 89 PLN, nadal jesteśmy w plecy. Paranoja!

Rozważmy, jak wyglądałaby ta sytuacja, gdyby Crypto ukazał się po raz pierwszy w Polsce i sprzedał w nakładzie 3000 w formie elektronicznej, przy założeniu, że marża dystrybutora jest taka, jak w Amazonie i nadal mamy 22% Vatu.

Koszty tłumaczenia, redakcji, korekty i składu w takim przypadku to 50000 PLN czyli około 17 PLN na egzemplarz.

Ok, zaczynamy.

Crypto e-book
Cena detaliczna - 50 PLN
Cena netto (po odjęciu podatku Vat) 39
Suma po odjęciu marży dystrybutora jak w Amazon,com, około 28% - 28,08
Honorarium dla autora - zwykle około 25% od ceny którą otrzymijemy po odjęciu Vatu i marży dystrybutora (25 % z 28,08 PLN)
Zostaje nam 21, 06

Czyli po zapłaceniu kosztów przekładu, redakcji, korekty i składu mamy 4.06 PLN i jeszcze kilka rzeczy do zapłacenia, nie mówiąc już o kosztach stałych wydawnictwa (śmieszna suma w porównaniu do tej z Amazona i to w przypadku, gdy książka kosztuje abstrakcyjne 50 PLN, co przecież nikogo nie zadowoli.

Mam nadzieję, że rzuca to trochę więcej światła na wiele zagadnień.
batou - 2010-10-14, 12:45
:
Jasne, że 50 Zł to abstrakcyjna cena, ale i tak w tym przypadku mamy dokładnie 44% procent taniej niż papier, a to dla mnie jako klienta jest właśnie ta logiczna różnica. Przykład z Cryptonomiconem jest o tyle specyficzny, że mowa o ekskluzywnym wydaniu w dużym formacie i twardej oprawie, więc koszt druku jest tutaj spory, ale gdyby w porównaniu z paperbackiem uzyskać na ebooku cenę o powiedzmy 30% niższą to już można myśleć o realnej szansie na sukces. Teraz mamy tak, że pierwszy tom trylogii Larssona kosztuje w Empiku 37,99 Zł za paperback i 34,90 za ebooka. Coś takiego ciężko traktować jak normalne i to się nie sprzeda. Cały czas piszę o puncie widzenia klienta, dla którego klasyczna książka otwiera jeszcze rynek wtórny, więc nietrafiony zakup można sobie zrekompensować np. sprzedaniem książki na Allegro. Z ebookiem nie da rady.
AM - 2010-10-14, 13:07
:
batou napisał/a:
Jasne, że 50 Zł to abstrakcyjna cena, ale i tak w tym przypadku mamy dokładnie 44% procent taniej niż papier, a to dla mnie jako klienta jest właśnie ta logiczna różnica. Przykład z Cryptonomiconem jest o tyle specyficzny, że mowa o ekskluzywnym wydaniu w dużym formacie i twardej oprawie, więc koszt druku jest tutaj spory, ale gdyby w porównaniu z paperbackiem uzyskać na ebooku cenę o powiedzmy 30% niższą to już można myśleć o realnej szansie na sukces. Teraz mamy tak, że pierwszy tom trylogii Larssona kosztuje w Empiku 37,99 Zł za paperback i 34,90 za ebooka. Coś takiego ciężko traktować jak normalne i to się nie sprzeda. Cały czas piszę o puncie widzenia klienta, dla którego klasyczna książka otwiera jeszcze rynek wtórny, więc nietrafiony zakup można sobie zrekompensować np. sprzedaniem książki na Allegro. Z ebookiem nie da rady.


30% jest realne, pod warunkiem, że Vat zostanie ujednolicony i dystrybutorzy będą sobie życzyli rabatów na poziomie 30-35%.
Procella - 2011-01-09, 20:07
:
O wyższości ksiązek nad czytnikami e-booków - na wesoło.
Romulus - 2011-02-16, 21:14
:
O, jest gorzej, niż w zeszłym roku: http://wiadomosci.onet.pl...,wiadomosc.html A największy ciemnogród to ludzie z wyższym wykształceniem :) No i mamy skutki masowej edukacji :) I jeszcze jedno: MłodziWykształceniZWielkichMiast? He?
Jander - 2011-02-16, 21:40
:
Trzeba zapierdalać niewolniczo na spłacenie kredytów na domy, samochody etc. nie ma czasu na takie bzdury jak czytanie. Na to był czas za komuny.
Sabetha - 2011-02-16, 21:41
:
Jest gorzej, a będzie jeszcze gorzej. Już w tej chwili wśród gimnazjalistów osoby czytające książki są uważane za za coś w rodzaju zoologicznej osobliwości. Kiedy uczniowie widzą mnie z książką na dyżurze czy przystanku (cóż, czytam, gdzie i kiedy mogę :)) , nigdy nie omieszkają wygłosić komentarza w stylu: "że też można tak z własnej woli książkę czytać...". Niestety pewne rzeczy wynosi się z domu. I nie mam tu na myśli telewizora i odtwarzacza DVD ;)
Jander - 2011-02-16, 21:42
:
Akurat gimnazjaliści czytają najwięcej według tego badania.
Sabetha - 2011-02-16, 21:44
:
Aż strach więc pomyśleć, ile czytają studenci XD
Fidel-F2 - 2011-02-16, 21:46
:
studenci w dużej mierze właśnie wyrwali sie z domu i maja duużo rzeczy do (nad)robienia
Jander - 2011-02-16, 21:47
:
Wikipedii?
Przecież lepiej na studiach ładować rzeczy do CV, ilości przeczytanych książek tam nie wciśniesz.
ASX76 - 2011-02-16, 22:28
:
Jander napisał/a:
Akurat gimnazjaliści czytają najwięcej według tego badania.


Nie mają innego wyjścia, ponieważ z przeczytanych lektur są rozliczani ocenowo. :-P
Jander - 2011-02-16, 22:44
:
To w liceum już przestają być?
Tixon - 2011-02-16, 23:23
:
ASX76 napisał/a:

Nie mają innego wyjścia, ponieważ z przeczytanych lektur są rozliczani ocenowo. :-P

Kiedy pan był ostatnio w gimnazjum? :mrgreen:
W gim/lic to się nawet opracowania (czy chociażby streszczenia) nie chce czytać.
ASX76 - 2011-02-16, 23:26
:
Jander napisał/a:
To w liceum już przestają być?


W gimnazjum mają lepszą motywację i nie są jeszcze tak doszczętnie zepsuci jak w liceum. :-P
mad5killz - 2011-02-16, 23:32
:
Ojj wy chyba w mamuty kamieniami rzucaliście. (:

Gimnazjum to największa deprawacja. Wszystkiego próbujesz, wszystko zaczynasz. :D

Oprócz nowej książki. (:
Jander - 2011-02-16, 23:33
:
Ale skąd mają ją wziąć? Z domu?
mad - teraz pewnie tak, za moich czasów jeszcze było spokojnie.
ASX76 - 2011-02-16, 23:33
:
Jander napisał/a:
Akurat gimnazjaliści czytają najwięcej według tego badania.


Jeszcze jakieś niejasności? :-P

Jander napisał/a:
Ale skąd mają ją wziąć? Z domu?


Wypożyczyć ze szkolnej/osiedlowej biblioteki. :-P
mad5killz - 2011-02-16, 23:38
:
ASX76 napisał/a:
Jander napisał/a:
Ale skąd mają ją wziąć? Z domu?

Wypożyczyć ze szkolnej/osiedlowej biblioteki. :-P

Papier na bletki zawsze się przyda. (:
Tomasz - 2011-02-17, 00:59
:
E tam, przeszkadza wam bycie w czytelniczej elicie? Mnie nie. Czuję się bardziej wyjątkowy. Ja tam uważam, że nigdy lepiej nie było, po prostu ludzie mówili że przeczytali a nie czytali. Teraz zwłaszcza młodsi walą prosto z mostu. Nie wstydzą się. I dobrze.
A wy zróbcie jedną. Przypilnujcie wychowania dzieci, żeby tak jak wy czytały i już poziom nie spadnie, tylko pewnie realnie urośnie.
Jak jechałem ze studiów autobusem do domu i jako jedyny czytałem w tym autobusie, to miałem poczucie wyższości nad szarą tępą masą.
Romulus - 2011-02-17, 07:39
:
Skompilujmy to badanie z listą bestsellerów a może być jeszcze gorzej :mrgreen:

Po przespaniu się z tą wiadomością nie wiem, czy jest sens rozpaczać. Bo elita ma to do siebie, że jest nieliczna. A dziś sam fakt bycia członkiem elity jakoś nie uszlachetnia ani nie nadaje mocy. No, chyba że jest się członkiem elity pieniądza. Intelektualiści to męczydusze, których ci, którzy mają władzę udają, że słuchają. Czytanie Hemingwaya, czy innych noblistów lub całej sfory intelektuali - nie jest potrzebne, aby przeprowadzić rewolucję. Do tego wystarczy Facebook :-) Nawet zdobycie i sprawowanie władzy nie zależy od ilości przeczytanych książek (choć pewnie ma to wpływ). Tysiące przeczytanych książek nie dają zbyt wielu szans na zdobycie fortuny (chyba że w teleturnieju o bardzo wysokim stopniu wymagań, ale "Wielka Gra" już nie istnieje), jeśli nie masz pomysłu. Czy Mark Zuckerberg potrzebował Heideggera? Albo Bill Gates i inni? Ciekawe, kto częściej staje się milionerem? Mol książkowy, czy posiadacz dyplomu z zakresu techniki/informatyki, który ma pomysł?

Zatem może i czytanie książek staje się coraz bardziej elitarne, ale elita ta jest pozbawiona znaczenia.
toto - 2011-02-17, 07:52
:
Bill Gates chyba nawet nie skończył studiów. Niedawno przeczytałem wypowiedź Gatesa. Nie będzie to dokładny cytat, ale sens wypowiedzi raczej nie ucierpiał.

"Miałem kolegę, który skończył studia informatyczne. Teraz jest inżynierem w Microsofcie. Ja studiów nie skończyłem, teraz jestem właścicielem Microsoftu."
Sabetha - 2011-02-17, 08:00
:
Romulus napisał/a:
Tysiące przeczytanych książek nie dają zbyt wielu szans na zdobycie fortuny (chyba że w teleturnieju o bardzo wysokim stopniu wymagań, ale "Wielka Gra" już nie istnieje), jeśli nie masz pomysłu.


Przypomniała mi się scena z "Poranku kojota", gdzie grany przez Józefowicza gangster (imienia w tej chwili nie pomnę) wyjaśnia, iż przeczytał w życiu tylko dwie książki XD .

Oczywiście, masz rację - jeśli jakiś nowy Bill Gates nie będzie wiedział, kim był Lew Tołstoj i co zrobił dla świata, powyższy świat się nie zawali. Panu Heniowi z warsztatu samochodowego Słowacki niepotrzebny, pani Krysi z warzywniaka Remarque chleba nie da. Kościół i telewizja wytłumaczą im, co mają myśleć //evil . Smutne to tylko trochę, iż wieki ludzkiej myśli będą sobie leżały zakurzone i zapomniane w bibliotekach (o ile wszystkie nie zostaną zlikwidowane z powodu oszczędności).

A co do tej elity, to ja, szczerze mówiąc, nigdy nie myślałam o czytaniu książek w tych kategoriach. Mnie czytanie po prostu jest potrzebne do pełni szczęścia. I już.
toto - 2011-02-17, 08:31
:
linkowany przez Romulusa tekst napisał/a:
Przynajmniej jednokrotny kontakt z książką w ciągu ostatniego roku zadeklarowało 44 proc. badanych Polaków, czyli o 6 proc. więcej niż w 2008 roku

(...)

zwiększenie czytelnictwa o 6 proc. w stosunku do roku 2008

(..)

Ten odsetek regularnie spadał osiągając w 2008 roku najniższy poziom - 36 proc.


:mrgreen:
Fidel-F2 - 2011-02-17, 08:40
:
na dodatek nie kuma różnicy między między wzrostem procentowym a wzrostem o punkty procentowe
Tixon - 2011-02-17, 16:09
:
Sabetha napisał/a:
Mnie czytanie po prostu jest potrzebne do pełni szczęścia. I już.

Like It :)
Toudisław - 2011-02-18, 07:21
:
Tomasz napisał/a:
E tam, przeszkadza wam bycie w czytelniczej elicie? Mnie nie.

http://www.tokfm.pl/Tokfm...ce=facebook.com
No to po tym pewnie jeszcze bardziej. Ale ja nie podzielam zdania Autora i profesora że to tak prosto doprowadzi do powstania elit. Bo ile czytają np poslowie ? Mamy demokracjie a nie czytający wybierają władze
Tomasz - 2011-02-18, 08:49
:
Toudisław napisał/a:

http://www.tokfm.pl/Tokfm...ce=facebook.com
No to po tym pewnie jeszcze bardziej. Ale ja nie podzielam zdania Autora i profesora że to tak prosto doprowadzi do powstania elit. Bo ile czytają np poslowie ? Mamy demokracjie a nie czytający wybierają władze


Fajny artykuł. Wszystkożerność kulturalna wyznacznikiem podziału społecznego. Extra. Coś w tym jest. Osoby o szerokich horyzontach zainteresowań kulturalnych, czytające, chodzące do teatru, opery itd przyszłą klasą panującą. Oby tak było, nie mam nic przeciwko. I rację też ma Czapliński, że to rodzice uczą czytania. Jak dziecko w domu nie uświadczy książki i tylko widzi rodziców siedzących przed telewizorem to gdzie ma znaleźć wzorzec czytelnika?

Toudi, kwestia ile czytają posłowie nie ma tu nic do rzeczy. Bo, po pierwsze mowa o przyszłości, a nie teraźniejszości, a po drugie chodzi o przeróżne umiejętności, których nabywa się przy konsumowaniu kultury, ot chociażby umiejętności wysławiania się, która się przydaje w manipulowaniu tępymi masami wyborców nieczytających.
Shadowmage - 2011-02-18, 08:59
:
Pomijam już fakt, że tacy posłowie albo członkowie rządu wcale za dużo czasu na czytanie nie mają. Nie mówię, że ich zajęcia są bardzo produktywne, ale jest ich sporo :)
Romulus - 2011-02-18, 09:37
:
Całkowicie mnie ten artykuł nie przekonuje, jeśli chodzi o tą klasę panującą. Idealistyczne podejście i nic więcej. Do pracy w administracji nie jest potrzebne czytanie książek. Do pracy w biznesie również. Chyba że w reklamie. Nawet zarządzenie kadrami wymaga innych umiejętności i oczytanie do tego jest niepotrzebne. Do zarządzania albo się ma talent albo się nie ma i polega się na zastępcach, jeśli ktoś ma dość oleju w głowie, żeby nie bać się mądrzejszych od siebie. Znani mi korporacyjni kierownicy czytają co najwyżej książki pisane przez guru zarządzania (choć już sam fakt, że muszą czerpać z nich wiedzę jakoś ich dyskwalifikuje jako pozbawionych talentu) lub Sun Tzi lub von Clausewitza. Jeśli czytający książki mają być w przyszłości klasą panującą to mi trochę się chce śmiać. Znowu wracając do Billa Gatesa, nie wiem ile książek przeczytał, ale liczyło się to, że ma pomysł na biznes i dziś sam dzięki wrodzonemu głównie, a nie wykształconemu lekturami, intelektowi, jest tam, gdzie jest. I tak dalej, i tak dalej.

Bez wątpienia, ci, którzy nie czytają, nie są "wszystkożercami" (ja też nie jestem, bo - wedle tej definicji - w ogóle nie oglądam sportu :) ) będą mieli gorzej i jako słabiej wykształceni, będą gorzej zarabiać. Ale i spośród nich, tak samo jak spośród "wszysktożerców", sukces będą odnosić głównie dzięki cechom charakteru: uporowi, determinacji, wrodzonym i rozwijanym talentom. Zatem to czytanie może służyć tylko do rozwijania talentów, które się już ma.

EDIT: ale jeśli jesteś pierdołą, zakompleksionym, bez szczególnej motywacji i cech charakteru do osiągnięcia sukcesu - to choćbyś całą bibliotekę przeczytał to, poza przyjemnością, nic innego to nie przyniesie.
Toudisław - 2011-02-18, 10:24
:
Romulus napisał/a:
choć już sam fakt, że muszą czerpać z nich wiedzę jakoś ich dyskwalifikuje jako pozbawionych talentu)

Bzdura. To tak jak byś powiedział że ciebie dyskwalifikuje czytanie komentarzy do kodeksów czy opinii prof prawa. korzystanie z czyś doswiadczeń nie jest żadną ujmą. Po prostu uczysz się jak nie popełniać błędów i korzystasz z czyjejś wiedzy
Romulus - 2011-02-18, 11:22
:
Chodziło mi raczej o sprawowanie przywództwa :) Ale masz rację. Choć kiedyś mi szwagier żony powiedział, że nie jeździ na żadne szkolenia z przywództwa, bo to albo się ma, albo się nie ma i żaden von Clausewitz nie pomoże :)

Jedyne co mogą robić czytający to łączyć się w kluby książki, a nie przez sam fakt oczytania aspirować do bycia elitą. Chyba że nic nie znaczącą.

Jeśli o mnie chodzi, skoro mamy przewidywać przyszłość, jaka czeka nas, jeśli przestaniemy czytać, to bliżej mi w tych przewidywaniach do Paolo Bacigalupiego i jego wizji z opowiadania "Pompa numer 9".
Maeg - 2011-02-19, 23:38
:
Cytat:
Nie ma to nic wspólnego z fetyszem. Ot, twarde okładki gwarantują większą żywotność książki i odporność na uszkodzenia. Jak ktoś, tak jak ja, lubi mieć książki w dobrym stanie to twarda okładka gwarantuje, że nawet wielokrotna lektura książek nie uszkodzi.


Żeby nie ciągnąć tego offtopa w temacie Maga. Ja rozumiem, że dla kogoś liczy się to jak książka się prezentuje, ale z mojego punktu widzenia, oprawa HC to swego rodzaju właśnie fetysz. Wydania tak zwane kolekcjonerskie dla kolekcjonerów. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale zawsze to kojarzyło mi się z miejscem gdzie książki stoją na półkach, które od świata odgradza jeszcze szkło. Żeby kurz się nie dostał, a sięgając po nie trzeba zakładać białe rękawiczki. Takie "podniecanie" się jej zewnętrzną powłoką. Dla mnie książka w sensie fizycznym to tylko nośnik danych, w tym wypadku literek, które składają się na lepszą czy gorszą literaturę. Lubię sobie powzdychać do fajnych okładek, albo popsioczyć na kiepskawe. Ale to czy będzie się ona prezentowała na półce olśniewająco ze względu na twardą oprawę i czy będzie szyta jest dla mnie zaprzeczeniem mojego podejścia. Fascynacji słowem, a nie produktem. Uwielbiam gromadzić literaturę, a nie pięknie wyglądające nośniki danych, więc twarda oprawa czyli wyższe koszty stoją mi na przeszkodzie, powodują, że zgromadzę mniej.

I druga sprawa, ale z tym powinienem pójść do wątku HC kontra PB.
Wkurza mnie trochę, jak ludzie optują za HC, a na głos sprzeciwu zaczyna się gadka o większej trwałości itp. Zwolennikom HC wolno lobbować, Ci od PB, których widać mają za gorszych od siebie, winni siedzieć cicho.

Ps. I nie cierpię e-booków. ;P
Tomasz - 2011-02-20, 00:47
:
Maeg dorabiasz filozofię nie wiadomo do czego.
Fakty:
1. Twarde okładki powodują że książka wytrzymuje więcej. Nie zadzierają się łatwo robi, nie łamią się okładki, książki w twardych są najczęściej szyte i się nie rozklejają.
2. W twardych wyglądają lepiej.

I koniec. Kosztuje to trochę więcej. Za lepsze rzeczy mogę płacić więcej. Kiepskie niech będą na miękko, bo i tak w twardych nie kupię.

A według twojego podejścia to również dobrze można sobie ściągnąć z netu i wydrukować. Po co płacić za nośnik, ledwo za papier zapłacisz a książkę czyli jej treść będziesz mieć.
Dodatkowo jeśli ci wygląd zwisa, to i twarda okładka ci przeszkadzać nie będzie.
Maeg - 2011-02-20, 00:58
:
Cytat:
1. Twarde okładki powodują że książka wytrzymuje więcej. Nie zadzierają się łatwo robi, nie łamią się okładki, książki w twardych są najczęściej szyte i się nie rozklejają.

I co z tego? Trzeba umieć obchodzić się z książką.

Tomasz napisał/a:
2. W twardych wyglądają lepiej.

To nie jest fakt, a subiektywna, twoja ocena.

Cytat:
Kosztuje to trochę więcej. Za lepsze rzeczy mogę płacić więcej.

I znów nie fakt, a ocena wypływająca z twojego podejścia, które różni się od mojego. Dla mnie w niczym książka w twardej nie jest lepsza od tej w miękkiej, a ma minus. bo więcej kosztuje. Dla mnie prosty rachunek. U Ciebie przeważa to czy jest w HC czy nie.

Cytat:
A według twojego podejścia to również dobrze można sobie ściągnąć z netu i wydrukować. Po co płacić za nośnik, ledwo za papier zapłacisz a książkę czyli jej treść będziesz mieć.

:roll:

Ale jeśli zaczynasz od tego, że dorabiam niby sobie jakąś filozofie do nie wiadomo czego, to już milknę.
Ł - 2011-02-20, 01:55
:
Dorabiać filozofie każdy może do wszystkiego byle była spójna.
Maeg napisał/a:
Uwielbiam gromadzić literaturę, a nie pięknie wyglądające nośniki danych, więc twarda oprawa czyli wyższe koszty stoją mi na przeszkodzie, powodują, że zgromadzę mniej.

[...]

Ps. I nie cierpię e-booków. ;P

Tu nie jest.
Tomasz - 2011-02-20, 03:34
:
Maeg ja nie wiem po co ta rozmowa. Ja wole twarde okładki ty miękkie. Fajnie.
Ja napisałem, że wznowienie Reynoldsa chętnie bym widział w twardej. Tak ci to przeszkadza? Jeśli ci zwisa czy twarda czy miękka, to twarda może być. Nikt nikogo do zakupu nie zmusza. Nawet jak ci jakiegoś tomu brakuje to i tak po reedycji w twardych okładkach pojawiłyby się na Allegro wszystkie tomy wydane w miękkich. Wszyscy będą zadowoleni.
A zapewne nie tylko ja bym chętnie widział Reynoldsa w twardych okładkach. Tak samo jak niektórzy cieszą się, że ma być PLiO Martina w twardych, niektórzy pytają o Cykl barokowy Stephensona w twardych okładkach. Wielu kupiło nowe wydania Dukaja. Teraz wyjdą w twardej okładce "Miasta pod Skałą" Huberatha. Reedycje dobrych rzeczy w twardych okładkach to coś normalnego i oczywistego. Tymczasem wydanie Reynoldsa na nowo w innym formacie ale na miękko nic nikomu nie da. Uzupełnisz to będziesz miał różne wydania. Ci co mają kompletne wydanie stare też nie kupią itd.

I uwierz mi, że nikt tak nie obchodzi się z książkami jak ja. Ale jak coś czytasz po 5 i 6 razy to choćby minimalnie będzie widać że książka jest używana. Ot, chociażby załamanie na okładce, naturalnie powstające, którego się uniknąć nie da, zwłaszcza w grubszych tomach, gdzie jak nie zrobisz załamania to ci grzbiet pęknie. A książka w twardej okładce przy poszanowaniu i po 20 razie będzie wyglądała jak nowa. Poza tym książki klejone same się z czasem rozklejają. Po 20 latach, 30, ale się pewnie zaczną rozklejać. Książka szyta, a twarde najczęściej są szyte się nigdy nie rozklei.

I obiektywnie książka w twardej okładce jest ładniejsza niż w miękkiej. Porównaj sobie wygląd przy tych samych okładkach tzn. obrazkach, grafice itd na miękko i na twardo. Trzeba być ślepym żeby nie zobaczyć różnicy.
Fidel-F2 - 2011-02-20, 08:16
:
Tomasz napisał/a:
1. Twarde okładki powodują że książka wytrzymuje więcej. Nie zadzierają się łatwo robi, nie łamią się okładki, książki w twardych są najczęściej szyte i się nie rozklejają.
2. W twardych wyglądają lepiej.
IMHO to są prawdy aksjomatyczne i w zasadzie jakakolwiek dyskusja na ten temat to poemat pijanego przy księżycu, piekny i wzruszający acz pozbawiony sensu
MadMill - 2011-02-20, 09:01
:
Wydanie Dukaja w HC wygląda badziewnie, podobnie jak Klasyka SF Solarisu. I gdzie tutaj piękność i funkcjonalność?

Inną sprawą jest to o czym pisze Tomasz. Wszystko w HC to bzdura, ale np. wybrane pozycje, dla fanów danych autorów to inna sprawa. M.in. wspomniany Cykl Barokowy.
Tixon - 2011-02-20, 11:57
:
Maeg napisał/a:
Ja rozumiem, że dla kogoś liczy się to jak książka się prezentuje, ale z mojego punktu widzenia, oprawa HC to swego rodzaju właśnie fetysz. Wydania tak zwane kolekcjonerskie dla kolekcjonerów. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale zawsze to kojarzyło mi się z miejscem gdzie książki stoją na półkach, które od świata odgradza jeszcze szkło. Żeby kurz się nie dostał, a sięgając po nie trzeba zakładać białe rękawiczki. Takie "podniecanie" się jej zewnętrzną powłoką

Niby rozumiem, ale od kilku dni jaram się stojącą na półce Nakręcaną Dziewczyną :)
Asuryan - 2011-02-20, 13:50
:
Tomasz napisał/a:
A według twojego podejścia to również dobrze można sobie ściągnąć z netu i wydrukować. Po co płacić za nośnik, ledwo za papier zapłacisz a książkę czyli jej treść będziesz mieć. Dodatkowo jeśli ci wygląd zwisa, to i twarda okładka ci przeszkadzać nie będzie.

Albo brak jakiejkolwiek ;) Ja, jeśli tylko mam wybór, wybieram zawsze HC - dla mnie również ważniejsza jest trwałość, a nie niższa cena. A argument Maega, że przez to mogę teoretycznie kupić mniej, w ogóle do mnie nie trafia. Nie kupuję bowiem wszystkiego jak leci, a staram się nabywać tylko wybrane przeze mnie perełki.
mad5killz - 2011-10-14, 22:54
:
To co za chwilę przeczytacie zdarzyło mi się dzisiaj. Do miejsca w którym pracuję (firma nie odgrywa tu większego znaczenia) przyszedł starszy mężczyzna z zamiarem oprawienia książki.
Po szybkich i dziwnych opisach odparłem, że nie świadczymy takiej usługi. Niezrażony klient, bo przyszedł tylko zapytać wdał się w opis, że ostatnio dużo kupuje używanych książek i dokładnie czyści ich okładki. Używając do tego (i teraz najlepsze) chusteczek dla niemowląt Pampers, ściereczki z mikrofibry i Pronto do drewna, zapach jaki kto lubi. Uwierzcie nie widziałem, o co dla człowieka chodzi, ale pomysł był zacny. Po powrocie do domu, porządnie zadziwiony opisem, sprawdziłem czy mam wszystkie składniki. Były, tak hehe. Przystąpiłem do czyszczenia Uczty Wyobraźni, kupiłem przecież ostatnio trzy książki z serii, używane. (:
You Know My Name - 2011-10-18, 15:41
:
Chyba tu było o czytnikach ibókuf, nie?
Czy w Kindle'u otworzymy nasze swojskie pirackie e-booki? Na żywca, czy konwersja potrzebna?
Jander - 2011-10-18, 16:09
:
Konwersja to nic strasznego - Amazon sam przekonwertuje (wysyłasz na adres mailowy Kindle i odbierasz przez wifi) bądź możesz to zrobić w banalny sposób przez Calibre + kabel. Mało jest książek od razu w formacie czytalnym przez Kindle.
A i jak kupujesz teraz to dostaniesz nieco drożej, bo zaczęli liczyć VAT. Wcześniej było o 23% taniej, VAT pokrywał Amazon.
Jander - 2012-01-02, 20:49
:
ASX76 napisał/a:
14 zł za e-booka? Phi! Nawet gdybym był zainteresowany tą pozycję, to bym ją zbojkotował.

Za tanio?
ASX76 - 2012-01-02, 20:52
:
Za drogo.
Jander - 2012-01-02, 21:01
:
A autor i wydawca mają żywić się powietrzem i słońcem?
ASX76 - 2012-01-02, 21:43
:
A klient ma kierować się potrzebami wydawcy, czy swoim interesem?
Jander - 2012-01-02, 21:46
:
Swoim, ale oczekiwanie mniejszej ceny jest jednak nierealne. Chociaż rozumiem, że dla Ciebie 75% ceny książki jaką jesteś w stanie zapłacić to papier i okładka.
ASX76 - 2012-01-02, 21:54
:
Jeśli książka mnie interesuje, to papier i okładka być muszą.
Skoro tak chwacko radzisz sobie z liczbami, to proszę jeszcze doliczyć koszt czytnika e-booków (czy jak tam się to zwie). I wziąć również pod uwagę, że nie każda kniżka w wersji elektronicznej pasuje do każdego czytnika, co zwiększa koszty.
Jander - 2012-01-02, 22:02
:
Czytnik + książki to na pewno mniejszy wydatek niż metr kwadratowy mieszkania na którym trzymasz regał z książkami.
ASX76 napisał/a:
I wziąć również pod uwagę, że nie każda kniżka w wersji elektronicznej pasuje do każdego czytnika, co zwiększa koszty.

W jaki sposób zwiększa koszty? Konwersja nic nie kosztuje.
ASX76 - 2012-01-02, 22:09
:
Kosztuje choćby stracone nerwy. ;)

Co do czytnik + książki vs regał(y) z książkami na metr kw. - są rzeczy, których nie da się przeliczyć na kasę. ;)
Jander - 2012-01-02, 22:12
:
Pewnie, że się nie da każdej rzeczy przeliczyć na kasę - jedną z nich jest wygoda czytania na czytniku i możliwość posiadania na nim olbrzymiej biblioteki książek.
ASX76 - 2012-01-02, 22:20
:
Z drugiej strony są: papier, druk, okładki, dotyk, zapachy - niezbędniki każdego szanującego się książkowego fetyszysty.
Jander - 2012-01-02, 22:29
:
Czyli nie mówimy już o zwykłych czytelnikach tylko o swego rodzaju "zboczeńcach", marginesie czytelniczym. Do nich wydawnictwa mogą kierować wydania kolekcjonerskie, ale nie są oni głównym źródłem zarobków (chyba że się w tym specjalizują).
ASX76 - 2012-01-02, 22:42
:
Jander napisał/a:
Czyli nie mówimy już o zwykłych czytelnikach tylko o swego rodzaju "zboczeńcach", marginesie czytelniczym.


Z pańskiego wpisu wynika, że osobnik lubiący czytać książki w wersji papierowej jest zmarginalizowanym zboczeńcem. Nu, ładna. :lol:

Otóż nie jest tak źle, jak tu próbujesz przedstawić. Póki co, to w Polsce margines stanowią czytnikowi czytacze. ;)
Jander - 2012-01-02, 22:44
:
ASX76 napisał/a:
Z pańskiego wpisu wynika, że osobnik lubiący czytać książki w wersji papierowej jest zmarginalizowanym zboczeńcem. Nu, ładna.

Lubię czytać w papierze, ale nie jest to dla mnie konieczny element książki.
ASX76 napisał/a:
Póki co, to w Polsce margines stanowią czytnikowi czytacze.

Margines w Polsce stanowią w ogóle czytacze, a co dopiero fetyszyści - sam użyłeś tego słowa. Sądzę, że większość czytaczy przykłada jednak większą wagę to treści, niż do wydania. Nawet na forum więcej dyskutujemy o tym co autor napisał, a nie jak wydawnictwo wydało książkę. :)
makatka - 2012-01-02, 23:05
:
a ja się zastanawiam nad przerzuceniem się na readera bo zaczyna mi w mieszkaniu brakowac miejsca na knigi, a jak juz mam to jest "smok na skarbach" i nie jestem się w stanie rozstać.

Niniejszym nasuwa "się mnie się" pytanie- ma ktoś doświadczenia z readerami, jakie, z jakimi, na co zwracać uwagę etc oraz: skąd (prócz torrentów :badgrin: ) można ściągać knigi, jakie to zazwyczaj są koszta i jak mają się do tego, co jest aktualnei wydawane? ew jakiego poślizgu się spodziewać i czy z fantastyki spokojnie da się dorwac to, co po "polskiemu" wyszło czy są z tym niejakie problema?
ASX76 - 2012-01-02, 23:14
:
Jander napisał/a:
Nawet na forum więcej dyskutujemy o tym co autor napisał, a nie jak wydawnictwo wydało książkę. :)


Gdyby nowa książka Sapkowskiego została wydana tylko w wersji elektronicznej, wówczas druga kwestia była by bardziej poruszająca i poruszana zarazem. ;)

Co do cen książek w wersji papierowej - są różnego rodzaju promocje/rabaty/zniżki, gdzie można dokonać zakupu nawet za 30-50% mniej, tak więc proszę nie tak prędko z szafowaniem 75% dodatkowych kosztów w przypadku skuszenia się na paper version. ;)

Określenie "fetyszyści" było podpuchą. :-P Wszak lubienie zapachu i dotyku książki nie czyni osobnika fetyszystą. Co innego, gdy wąchanie i macanie stanie się manią. ;)
Jander - 2012-01-02, 23:27
:
ASX76 napisał/a:
Co do cen książek w wersji papierowej - są różnego rodzaju promocje/rabaty/zniżki, gdzie można dokonać zakupu nawet za 30-50% mniej, tak więc proszę nie tak prędko z szafowaniem 75% dodatkowych kosztów w przypadku skuszenia się na paper version.

Nie nie nie, chodziło mi o Twoje podejście - dla mnie wydanie to gdzieś 10-20% wartości (niekoniecznie pieniężnej) książki.
Makatka - czytniki są różne, ja mam Kindle i sobie cenię, niestety z dostępnością e-książek, zwłaszcza fantastyki po polsku, jest słabo. Jest Runa, Fabryka Słów, wchodzi Ars Machina, ma wejść Powergraph, natomiast z MAGiem czy Solaris nic nie wiadomo. Polskie wydawnictwa boją się elektronicznych wersji/jest to dla nich za duży wydatek, więc rzadko w to wchodzą. Póki co największym sklepem z polskimi e-książkami jest niestety Chomikuj. Natomiast w marcu ma wchodzić do polski Amazon i jest spora szansa, że pojawi się sporo więcej e-książek po polsku. Koszta e-książek nie są zwykle mniejsze niż zwykłych - VAT 23% skutecznie zniechęca do zakupów.
makatka - 2012-01-02, 23:42
:
Jander napisał/a:
Póki co największym sklepem z polskimi e-książkami jest niestety Chomikuj.

"sklepem" taaaaa....
no i właśnie tego się boję...
ostatnio miałam nie-przyjemność drukowania paru knig z chomika, któreż to knigi są nader cięzkie do dostania.
ogólem: formaty RTF, bardzo wiele znaków pogubionych, o akapitach i takich tam "drobiażdżkach" lepiej nie wspominać :/

Jander napisał/a:
Koszta e-książek nie są zwykle mniejsze niż zwykłych - VAT 23% skutecznie zniechęca do zakupów.

ueeee.. to tu mnie waćpan nie pocieszasz
Jander - 2012-01-02, 23:44
:
No cóż, są lepiej i gorzej przygotowane rzeczy na chomiku, a zdecydowanie wolałbym zostawiać kasę w kieszeni wydawcy niż na chomiku.
ASX76 - 2012-01-02, 23:52
:
makatka napisał/a:

ueeee.. to tu mnie waćpan nie pocieszasz


Prawda lub pocieszenie - jedno albo drugie. :-P

Korzystanie z Chomika jest bardzo tanią i wygodną opcją, jeśli chodzi o ściąganie książek (najlepiej w pliku pdf). Na pewno wyjdzie o niebo taniej, niż zakup poszczególnych kniżek u e-wydawców...


Panie Jand --> Książkę w wersji papierowej nieraz można odsprzedać z dużym zyskiem (polecam zaglądać na Allegro). W przypadku pozycji w wersji elektronicznej nie ma takiej możliwości. Co Pan na to?
makatka - 2012-01-02, 23:58
:
ASX76 napisał/a:
Korzystanie z Chomika jest bardzo tanią i wygodną opcją, jeśli chodzi o ściąganie książek (najlepiej w pliku pdf). Na pewno wyjdzie o niebo taniej, niż zakup poszczególnych kniżek u e-wydawców...

tyle to i ja wiem. nie ucz waść grafika w czym teksty ściągać ;)
Luinloth - 2012-01-02, 23:58
:
ASX76 napisał/a:
Książkę w wersji papierowej nieraz można odsprzedać z dużym zyskiem (polecam zaglądać na Allegro).
Ten argument działa tylko na tych, którzy się nie przywiązują do swoich książek :P Kiedy kupuję sobie książkę to nie po to, żeby ją sprzedawać. A 14 zł za książkę to jest ta cena, przy której wychodzisz z księgarni i szukasz jucznego osła, żeby to wszystko jakoś dotaszczyć do domu.
Jander - 2012-01-02, 23:58
:
Nie sprzedaję książek, mam podejście jak makatka:
makatka napisał/a:
jak juz mam to jest "smok na skarbach" i nie jestem się w stanie rozstać.

Czasem myślę czy nie przenieść się całkowicie na wersje elektroniczne i sprzedać wszystko to co mam na półkach i zarazem na czytniku. Jednak jeśli to zrobię to tylko w czarną godzinę. Poza tym od kupna czytnika już nie kupuję tak nałogowo książek, więc mam spore oszczędności.
Nie mam problemów z tym, że nie mogę odsprzedać wersji elektronicznych - tak samo mam sporo gier w wersji cyfrowej (Steam) i zupełnie mi nie przeszkadza niemożność odsprzedaży. Dla mnie jest to wygodniejsze, nie muszę ze sobą wozić gier, szukać płytek etc. wystarczy dostęp do internetu i mam.
ASX76 - 2012-01-03, 00:10
:
Luinloth napisał/a:
Ten argument działa tylko na tych, którzy się nie przywiązują do swoich książek :P

Kiedy kupuję sobie książkę to nie po to, żeby ją sprzedawać.

A 14 zł za książkę to jest ta cena, przy której wychodzisz z księgarni i szukasz jucznego osła, żeby to wszystko jakoś dotaszczyć do domu.



1. Czyli jednak fetyszystów jest więcej niż sądziłem. ;) Dlaczegóż nie można spojrzeć na tę kwestię z innej strony: sprzedam daną pozycję np. z pięciokrotną przebitką, to będę mieć środki na zakup kilku nowych w miejsce jednej... Wydawca za jakiś czas zapewne ją wznowi, a ja skoro i tak nie planuję ponownie czytać w ciągu kilku najbliższych lat (a nawet jeśli, to można (wy)pożyczyć), to co mi szkodzi/przeszkadza poza nielogicznym nastawieniem?

2. Książkę kupuje się po to, aby ją przeczytać i ewentualnie postawić na półce. Jednak w sytuacji opisanej przeze mnie w pkt. 1 niemądrze jest trzymać się tej zasady za wszelką cenę.

3. Nie no, jeśli zakup jest tak duży, że wymaga skorzystania z jucznego osła, to najlepiej dokonać zamówienia za pośrednictwem Internetu. ;)

P.S. Dziwni jesteście, z tym podejściem "nie sprzedam i koniec!" :-P
toto - 2012-01-03, 00:23
:
ASX76 napisał/a:
Korzystanie z Chomika jest bardzo tanią i wygodną opcją, jeśli chodzi o ściąganie książek (najlepiej w pliku pdf). Na pewno wyjdzie o niebo taniej, niż zakup poszczególnych kniżek u e-wydawców...
I płacić paserom? Głupi pomysł.
makatka - 2012-01-03, 00:29
:
ASX76 napisał/a:
1. Czyli jednak fetyszystów jest więcej niż sądziłem. ;) Dlaczegóż nie można spojrzeć na tę kwestię z innej strony: sprzedam daną pozycję np. z pięciokrotną przebitką, to będę mieć środki na zakup kilku nowych w miejsce jednej... Wydawca za jakiś czas zapewne ją wznowi, a ja skoro i tak nie planuję ponownie czytać w ciągu kilku najbliższych lat (a nawet jeśli, to można (wy)pożyczyć), to co mi szkodzi/przeszkadza poza nielogicznym nastawieniem?


a co do tego nie masz pewności ;)
poza tym (jak na moje, oczywiście można się ze mną nei zgadzać :P ) pierwsze wydania Sapka i Kresa były dużo bardziej klimatyczne niż dostępne obecnie.

ASX76 napisał/a:
2. Książkę kupuje się po to, aby ją przeczytać i ewentualnie postawić na półce. Jednak w sytuacji opisanej przeze mnie w pkt. 1 niemądrze jest trzymać się tej zasady za wszelką cenę.


lubię mieć. lubię mieć świadomośc, że w ciągu 3 min jestem w stanie wyszukać pozycję i znaleźć (dajmy na to) rozdział/akapit, który coś/jakieś wydarzenie/przeczytany cuś/cokolwiek mi nasunęło na myśl.


ASX76 napisał/a:
3. Nie no, jeśli zakup jest tak duży, że wymaga skorzystania z jucznego osła, to najlepiej dokonać zamówienia za pośrednictwem Internetu. ;)

gorzej, jeśli to jest tzw "tania ksiązka" na warszawskich Koszykach i prowadzi tylko sprzedaż w punkcie ;)


ASX76 napisał/a:
P.S. Dziwni jesteście, z tym podejściem "nie sprzedam i koniec!" :-P

sam jesteś dziwny :P
acz fakt faktem- jam chyba fetyszystka :P lubię ksiązki "spod igły", pachnące świeżym papierem i farbą drukarską.
za ebookami przemawia drastycznie malejąca ilość miejsca. Acz jeszcze ze 2 lata temu byłam nastawiona negatywnie, bo "to nie to samo".
Luinloth - 2012-01-03, 00:32
:
ASX76 napisał/a:
Czyli jednak fetyszystów jest więcej niż sądziłem. ;)
Nie jestem fetyszystką zapachu farby i przewracania kartek - owszem, jest to miły element, ale nie niezbędny. Nawet się zastanawiam, czy sobie kiedyś nie sprawić czytnika, ale musiałabym się bardziej rozeznać w sytuacji. Pewnie gdybym już miała czytnik, to miałabym podejście do kupowania takie, jak teraz w przypadku już przeczytanych, a nieposiadanych książek: jeśli widzę powód, żeby do jakiejś książki wracać co jakiś czas, to chętnie ją przygarnę na półkę. Mogę więc być co najwyżej fetyszystką posiadania - no przecież to moje książeczki są, spora część ma dodatkową wartość sentymentalną, jakżebym mogła?
Sammael - 2012-01-03, 01:24
:
Ja też jestem fetyszystą, co prawda ostatnio zrobiłem wietrzenie biblioteczki (przygniótł mnie Brak Miejsca), ale spokojnie - nic cennego nie poszło. Za to pomysł płacenia za e-książki - dla mnie to hi hi, hehe, ho ho ho. Kolega kupił sobie ostatnio Kindle'a i z obserwacji oraz własnych prób podejścia do niego, stwierdzam że kompletnie nie rozumiem/popieram tej gałęzi technicznej ewolucji :-P

No chyba że chodzi o książki naukowe, które potrzebuję na studia. Wtedy zasady padają a Chomik staje się przyjacielem. :mrgreen:
ASX76 - 2012-01-03, 01:29
:
toto napisał/a:
ASX76 napisał/a:
Korzystanie z Chomika jest bardzo tanią i wygodną opcją, jeśli chodzi o ściąganie książek (najlepiej w pliku pdf). Na pewno wyjdzie o niebo taniej, niż zakup poszczególnych kniżek u e-wydawców...
I płacić paserom? Głupi pomysł.


Pański argument jest wysoce nielogiczny, by nie użyć mocniejszego wyrazu. Oprę się na jasnym niczym słońce na bezchmurnym niebie przykładzie: książka niejakiej Sulik (czy jak jej tam) z wydawnictwa Runa kosztuje w e-booku około 14 zł. Nie wiem jakich rozmiarów jest ten plik, natomiast chyba zbliżona do niego objętością "Kwarantanna" Egana w pdf-ie zajmuje 1,09MB. Transfer 9GB kosztuje na Chomiku 8,30 zł... Różnica jest kosmiczna, jak widać.
Głupi to jest ten, który wybiera tragicznie nieekonomiczne rozwiązanie, a później narzeka, że nie ma $ na zakupy książek.
Paserstwo? Grube nadużycie tego określenia.

makatka napisał/a:
ASX76 napisał/a:
1. Czyli jednak fetyszystów jest więcej niż sądziłem. ;) Dlaczegóż nie można spojrzeć na tę kwestię z innej strony: sprzedam daną pozycję np. z pięciokrotną przebitką, to będę mieć środki na zakup kilku nowych w miejsce jednej... Wydawca za jakiś czas zapewne ją wznowi, a ja skoro i tak nie planuję ponownie czytać w ciągu kilku najbliższych lat (a nawet jeśli, to można (wy)pożyczyć), to co mi szkodzi/przeszkadza poza nielogicznym nastawieniem?


a co do tego nie masz pewności ;)

poza tym (jak na moje, oczywiście można się ze mną nei zgadzać :P ) pierwsze wydania Sapka i Kresa były dużo bardziej klimatyczne niż dostępne obecnie.

lubię mieć. lubię mieć świadomośc, że w ciągu 3 min jestem w stanie wyszukać pozycję i znaleźć (dajmy na to) rozdział/akapit, który coś/jakieś wydarzenie/przeczytany cuś/cokolwiek mi nasunęło na myśl.

gorzej, jeśli to jest tzw "tania ksiązka" na warszawskich Koszykach i prowadzi tylko sprzedaż w punkcie ;)

sam jesteś dziwny :P
acz fakt faktem- jam chyba fetyszystka :P lubię ksiązki "spod igły", pachnące świeżym papierem i farbą drukarską.

za ebookami przemawia drastycznie malejąca ilość miejsca. Acz jeszcze ze 2 lata temu byłam nastawiona negatywnie, bo "to nie to samo".


1. Jedyna pewna pewność to taka, że każdy kiedyś umrze. ;) Tak czy siak: książkę papierową zawsze można sprzedać (niekoniecznie z zyskiem, lub choćby zminimalizować poniesiony koszt), o ile ktoś nie jest EMO-fetyszystą. Przy e-bookach niewiele można wykombinować. :-P

2. Pozwolę sobie się nie zgodzić z tą kontrowersją.

3. Czy można prosić o przedstawienie tego zdania w zrozumiałej formie? :-P Bo nie chciałbym zgadywać, o co chodzi... ;)

4. Wyjątki potwierdzają regułę. W tej sytuacji podjeżdża się samochodem/wynajmuje tragarza/zamawia taxi... Możliwości jest wiele.

5. I kto tu bardziej dziwny, a? :-P E tam, lubienie książek czystych i nowych świadczy o poczuciu estetyki, niekoniecznie o fetyszu... :-P

6. No tak, jak się trzęsie nad książkami niczym kwoka nad jajkami, kokosi je i nikomu nie chce żadnych oddać/sprzedać, to i sama sobie stwarza problem z brakiem miejsca. Drastycznie malejąca ilość miejsca przemawia za "pozbyciem się" tych pozycji, po które nie zamierzamy już sięgać, tudzież nie spełniły naszych oczekiwań.

Luinloth napisał/a:
Mogę więc być co najwyżej fetyszystką posiadania - no przecież to moje książeczki są, spora część ma dodatkową wartość sentymentalną, jakżebym mogła?


Na moje kaprawe oko, mylisz pojęcia, Pani. Wartość sentymentalna a fetyszyzm to dwie różne "bajki". ;)
Zatem "sporą część" o znaczeniu sentymentalnym pozostawić, natomiast pozostałą sprzedać/rozdać i tym samym zrobi się więcej miejsca na nowości. :-P
Sentymenty nie są złe, lecz w nadmiarze szkodzą. ;)
Jander - 2012-01-03, 01:36
:
ASX76 napisał/a:
Paserstwo? Grube nadużycie tego określenia.

Sorry ASX ale mając do wyboru dać kasę autorowi i wydawnictwu, a dać 1% właścicielom Chomika - wolę to pierwsze.
Sammael napisał/a:
Kolega kupił sobie ostatnio Kindle'a i z obserwacji oraz własnych prób podejścia do niego, stwierdzam że kompletnie nie rozumiem/popieram tej gałęzi technicznej ewolucji

Większej filozofii nie ma, weź Lód Dukaja na wycieczkę, pojeździj z nim pociągiem, autobusem, pochodź po górach, potrzymaj w jednej ręce. A potem zrób to samo z Kindle. Jest różnica?
ASX76 - 2012-01-03, 01:44
:
Jander napisał/a:

Sorry ASX ale mając do wyboru dać kasę autorowi i wydawnictwu, a dać 1% właścicielom Chomika - wolę to pierwsze.


To ja tak: w przypadku wydania książki w wersji papierowej oczywiście wolę dać kasę autorowi i wydawcy, natomiast gdy w grę wchodzi jedynie czytanie w e-booku, to wybieram Chomika lub darmowe ściągnięcie z innego źródła.
Sammael - 2012-01-03, 01:47
:
Jander napisał/a:
Większej filozofii nie ma, weź Lód Dukaja na wycieczkę, pojeździj z nim pociągiem, autobusem, pochodź po górach, potrzymaj w jednej ręce. A potem zrób to samo z Kindle. Jest różnica?


Tak, będę się bał że zniszczę ustrojstwo warte niemałe pieniądze :-P Poza tym, kto mówił, że wszystkie książki muszą być dobrem z którego można korzystać wszędzie? Jak gdzieś jadę i nie mam miejsca/warunków, to biorę cieńszą książkę, cegły czytam w domu bądź w miejscu gdzie są do tego warunki. Nie istnieje coś takiego jak prawny/obyczajowy przymus czytania "Lodu" podczas wycieczki w góry. :-P
ASX76 - 2012-01-03, 01:53
:
Poza tym, na wycieczki/w góry jeździ się m. in. po to, żeby podziwiać widoki/aktywnie wypoczywać, a nie targać/poświęcać uwagę książkom/czytać...
Skoro ktoś czuje że musi, to w podróż bierze się lżejsze pozycje, również gatunkowo. :-P
toto - 2012-01-03, 02:03
:
Nie dogadamy się ASX.
MrSpellu - 2012-01-03, 07:08
:
Jander napisał/a:
Nie mam problemów z tym, że nie mogę odsprzedać wersji elektronicznych - tak samo mam sporo gier w wersji cyfrowej (Steam) i zupełnie mi nie przeszkadza niemożność odsprzedaży

Jak wcześniej rzucałem urwami i wujami na Steam, tak teraz twierdzę, że to ustrojstwo jest bardzo wygodne. Zwłaszcza jak stracę płytkę z grą.

ASX76 napisał/a:
Dziwni jesteście, z tym podejściem "nie sprzedam i koniec!"

Też nie sprzedaję, co najwyżej mogę oddać. Bibliotece, dobremu znajomemu...

ASX76 napisał/a:
Pański argument jest wysoce nielogiczny, by nie użyć mocniejszego wyrazu. Oprę się na jasnym niczym słońce na bezchmurnym niebie przykładzie: książka niejakiej Sulik (czy jak jej tam) z wydawnictwa Runa kosztuje w e-booku około 14 zł. Nie wiem jakich rozmiarów jest ten plik, natomiast chyba zbliżona do niego objętością "Kwarantanna" Egana w pdf-ie zajmuje 1,09MB. Transfer 9GB kosztuje na Chomiku 8,30 zł... Różnica jest kosmiczna, jak widać.
Głupi to jest ten, który wybiera tragicznie nieekonomiczne rozwiązanie, a później narzeka, że nie ma $ na zakupy książek.
Paserstwo? Grube nadużycie tego określenia.

Jest to nielegalne czerpanie korzyści z cudzej własności intelektualnej. Jest to także kradzież. Pośrednik, który sprzedaje kradzione rzeczy bywa nazywany paserem.
ASX i jego relatywizm moralny. Dziwisz się, że MAG nie wchodzi w e-booki, skoro nawet Trybun Ludowy namawia do kupna zrabowanych dóbr?

Sammael napisał/a:
Wtedy zasady padają a Chomik staje się przyjacielem.

A to inna sprawa. Niektóre rzeczy po prostu inaczej nie są dostępne, lub cena jest wzięta z kosmosu (Allegro, antykwariat). To akurat jest spekulacja :/

Sammael napisał/a:
Nie istnieje coś takiego jak prawny/obyczajowy przymus czytania "Lodu" podczas wycieczki w góry.

Ale za to jaki szpan!

Sammael napisał/a:
Tak, będę się bał że zniszczę ustrojstwo warte niemałe pieniądze

Dla mnie e-book to idealne rozwiązanie dla wydawnictw naukowych lub uczelnianych. Niektóre cegły z literaturoznawstwa chętnie bym skompostował i wziął zamiennik w pdf. Ale tak fajnie w biblioteczce nie wygląda...
Romulus - 2012-01-03, 07:34
:
U mnie kwestią czasu jest kupno iPada, bo samego czytnika pewnie nie kupię. A iPad idealnie nadaje się do czytania e-booków. Miałem sobie kupić czytnik Kindle, ale nie wiem do końca co to za urządzenie, tzn. jak bardzo jest wielofunkcyjne :) W konsekwencji wszystko u mnie zmierza do tego, aby przesiąść się na czytnik. Nie spieszę się z tym, ale to nieuniknione. Poczekam na jakiś standard, bo nie chcę być forpocztą rewolucji :) Ostatecznie i tak wszystko zmierza do tego, aby umarły nawet komputery, tj. nie będzie już twardych dysków w komputerach tylko połączenie z siecią i z Chmurą, w której wszystkie dane są zabezpieczone i przechowywane poza jednostką, z kórej się korzysta. Apple już tak robi w najnowszej wersji swojego systemu operacyjnego i sam się przesiadam na iCloud, choć na razie mój ajFon nie stanowi jakiegoś istotnego miejsca przechowywania danych.

Póki co, korzystać z czytnika, który mam w ajFonie i czytanie jest dosyć przyjemne, np. w trakcie podróży. Sprawdzałem wydania gazet i książek na iPadzie kolegi i to naprawdę jest alternatywa dla prasy i książek. Przebieram nogami z niecierpliwości, aby kupić.

Z książkami mam jak Luinloth. Nie kupuję, aby sprzedawać. Staram się kontrolować wydatki i kupować z rozwagą, omijając makulaturę. Np. ostatnio okazało się, że dobrym pomysłem było nie kupowanie najnowszej powieści Umberto Eco :) I tak w końcu kupię, coś co okaże się pomyłką, ale wtedy zawsze mogę komuś oddać, wymienić, lub - najczęściej - spalić w piecu z wściekłości, że wyrzuciłem pieniądze na taką makulaturę.
utrivv - 2012-01-03, 08:01
:
Książki mają jedną podstawową zaletę która sprawia że nawet nie rozważam zastąpienia mojego zbiorku - żaden gówniarz z sąsiedztwa czy wirus nie włamie się na czytnik i nie wykasuje mi tego co od lat zbieram.
Owszem mógłbym kupować e-czytadła takie na jeden raz, szybki numerek. Wtedy e-book ma wielką zaletę - mogę go mieć od razu.
MrSpellu - 2012-01-03, 08:04
:
Ale ten sam gówniarz może Ci puścić dom z dymem.
Luinloth - 2012-01-03, 08:07
:
MrSpellu napisał/a:
Też nie sprzedaję, co najwyżej mogę oddać. Bibliotece, dobremu znajomemu...
To szlachetne. Aczkolwiek odkąd moja matka oddała połowę książek z domu do biblioteki z braku miejsca, a kilka lat później okazało się, że podrosłam i chętnie przeczytałabym to i owo z tamtego zbioru, nawet do oddawania podchodzę bardzo ostrożnie - kto wie, może książka jeszcze się przyda mnie albo komuś innemu. Możliwe, że dałabym dobremu znajomemu jakąś pozycję, na której mocno by mu zależało, chociaż chyba nawet wtedy raczej kupiłabym mu w prezencie nową. Cóż, trauma ze wczesnej młodości i mamy smoka na skarbach. ;)
Sabetha - 2012-01-03, 08:33
:
Jestem jak Makatka i Lu, jak już kupię/dostanę, to nikomu nie oddam XD . Jest tylko jeden wyjątek od tej reguły - szkolne loterie fantowe. Wtedy z małą mną robimy przegląd naszego mienia i z bólem serca odstępujemy jego część na cele dobroczynne. Hm, trzeba uczyć młodzież obywatelskiej postawy...

Poza wszystkim, jak już mam płacić za książkę, to tylko za papierową. Jestem za stara na taką rewolucyję światopoglądową jak czytniki. Mogę korzystać z ebooków, jak już muszę, ale nikt mnie nie zmusi, żebym to polubiła.
MrSpellu - 2012-01-03, 08:37
:
Sabetha napisał/a:
Jestem za stara na taką rewolucyję światopoglądową jak czytniki.

To samo kiedyś mówiono o papierze toaletowym.
Asuryan - 2012-01-03, 12:54
:
Sabetha napisał/a:
Jestem jak Makatka i Lu, jak już kupię/dostanę, to nikomu nie oddam XD .

Mam dokładnie tak samo. No chyba, że są to wyjątkowe gnioty typu cykl Miecz Prawdy Goodkinga, który najpierw miał trafić do Toudiego, ale znalazła się chętna osoba z rodziny do wzięcia tej makulatury.
Procella - 2012-01-03, 13:24
:
Ja też przywiązuję się do książek.

Z przestawieniem się na czytnik miałabym problem ze względów... nazwijmy to estetycznych. Chodzi mi o książki na półkach. Regał solidnie wypchany książkami, po których widać, że były solidnie przez parę osób "wyczytane", jest dla mnie czymś, co sprawia, że czuję się bezpiecznie i domowo. Plastikowe (czy z czego tam to ustrojstwo robią) pudełko mi tego nie zapewni.
Asuryan - 2012-01-03, 13:28
:
Nie no, ja piszę o książkach, a nie o ich mniej lub bardziej marnych e-imitacjach :mrgreen:
Jander - 2012-01-03, 13:34
:
Procella napisał/a:
Plastikowe (czy z czego tam to ustrojstwo robią) pudełko mi tego nie zapewni.

Ja nie pozbywam się biblioteki z domu, tak jak pisałem nie przestawiłem się na czytnik stuprocentowo, tylko prawie w 50%. Poza tym okładki do czytników są stylowe i jak to mówi mój współlokator - kupiłby dla samej okładki.
Procella - 2012-01-03, 13:39
:
Jander napisał/a:
Poza tym okładki do czytników są stylowe
No ale nie kupujesz czytników pięciuset, tylko jeden. Półki to nie zapełni ;)
Jander - 2012-01-03, 13:41
:
Tak, ale czytnik zawsze mam na wierzchu, a żeby dokopać się do jakiejś książki muszę czasem zdejmować kilkanaście innych.
Procella - 2012-01-03, 14:03
:
No to jest plus, przyznaję. Ale i tak nie spieszy mi się do przesiadki i mam nadzieję, że nie zostanę do tego prędzej czy później zmuszona (np. przez ukazywanie się większości książek tylko w wersjach elektronicznych). Za dużo mam ciągot kolekcjonerskich.
MadMill - 2012-01-03, 17:06
:
Jander napisał/a:
Koszta e-książek nie są zwykle mniejsze niż zwykłych - VAT 23% skutecznie zniechęca do zakupów.

Wprowadźmy preferencyjną stawkę, w końcu ekonomia przemysłowa wykończyła jeszcze za mało ludzi na tym świecie.
Metzli - 2012-01-03, 17:54
:
Procella napisał/a:
Z przestawieniem się na czytnik miałabym problem ze względów... nazwijmy to estetycznych. Chodzi mi o książki na półkach. Regał solidnie wypchany książkami, po których widać, że były solidnie przez parę osób "wyczytane", jest dla mnie czymś, co sprawia, że czuję się bezpiecznie i domowo.


Ale przecież kupno czytnika nie musi automatycznie oznaczać, że pozbywamy się tradycyjnych książek z domu. Jeśli o mnie chodzi to zakup tego urządzonka jest tylko kwestią czasu, a jedynym co mnie powstrzymuje jest cena, która na ten moment trochę odstrasza. Zwyczajnie czekam aż potanieją. A jak już kupię to podejrzewam, że nastąpi podział książek na e-booki i takie, które będę chciała trzymać na półce, żeby cieszyły moje oczy. Taki czytnik to przede wszystkim wygoda zabierania książek w podróż (i te parę kilogramów mniej do dźwigania).
Tixon - 2012-01-03, 17:56
:
I kolejne urządzenie, które trzeba pilnować jak oka w głowie...
Metzli - 2012-01-03, 17:59
:
Zawsze możesz na 2-tygodniowy wyjazd dźwigać dalej górę książek... :mrgreen:
Tixon - 2012-01-03, 18:01
:
Metzli napisał/a:
Zawsze możesz na 2-tygodniowy wyjazd dźwigać dalej górę książek... :mrgreen:

Albo jeden podręcznik do historii... też starcza ;)
Jander - 2012-01-03, 18:22
:
Tixon napisał/a:
I kolejne urządzenie, które trzeba pilnować jak oka w głowie...

Odpowiednio zapobiegliwe osoby nawet nie dopuszczają do sytuacji, że coś im może zginąć lub ktoś coś ukraść. Więc pilnuję czytnika tak samo jak wszystko inne. Zresztą za argument "nie chcę tego, bo drogie i zgubię albo ukradną" dostajesz Saikę tygodnia.
...i mówi to osoba, która zostawiła pada u znajomego i może przez to grać na konsoli.
Tixon napisał/a:
Albo jeden podręcznik do historii... też starcza

A woź sobie tysiącstronicowe kobyły (poniżej to nie podręcznik do historii), ja wolę moje 170 gram.
Luinloth - 2012-01-03, 18:43
:
Jander napisał/a:
...i mówi to osoba, która zostawiła pada u znajomego i może przez to grać na konsoli.
Ale to się nie liczy jako zginięcie, bo przecież go oddadzą, to jest zwykłe zapomnienie. Zgubienie może być chyba tylko wtedy, kiedy coś wypadnie na ulicy albo zostawisz w pociągu, a do zostawienia Kindla w pociągu trzeba byłoby mieć wybitny talent albo sklerozę.
A argumentu "bo ja lubię mieć książki na półce" nie rozumiem do końca - zakup czytnika spowoduje, że książki w magiczny sposób wyparują? Można nawet w domu czytać same papierowe książki, a czytnik zabierać wyłącznie w podróż.
Tixon - 2012-01-03, 18:46
:
Prawo przyznawania Saiki to ma Romulus, ewentualnie Łaku i być może Spellu; za darmo to nie przychodzi.
I nie bądź taki prędki w wyrokach, a przyjrzyj się kontekstowi. Coraz częściej otaczamy się gadżetami, takimi dorosłymi odpowiednikami zabawek. Coraz efektowniejsze, nowsze, droższe. Masz telefony komórkowe, laptopy, teraz wchodzą czytniki (z obserwacji w szkołach, na uczelni). Jako, że sprzęt drogi, jak i również stanowi łatwy łup, wymaga STAŁEJ CZUJNOŚCI. Może i przesadzam, ale wychowałem się w takiej dzielnicy, gdzie łatwo było dostać w nos i stracić dobra materialne.
Jander napisał/a:
woź sobie tysiącstronicowe kobyły (poniżej to nie podręcznik do historii), ja wolę moje 170 gram.

Pff! 700 (czasami i mniej) i traktujące o odpowiednich okresach.
Romulus - 2012-01-03, 18:47
:
Za kilka lat zapomnisz o tym, że komputery miały twarde dyski i systemy operacyjne :)
Tixon - 2012-01-03, 18:50
:
Err... ja pamiętam jeszcze windows z numerkiem 3.coś tam.
ASX76 - 2012-01-03, 19:37
:
MrSpellu napisał/a:

Jest to nielegalne czerpanie korzyści z cudzej własności intelektualnej. Jest to także kradzież. Pośrednik, który sprzedaje kradzione rzeczy bywa nazywany paserem.

ASX i jego relatywizm moralny. Dziwisz się, że MAG nie wchodzi w e-booki, skoro nawet Trybun Ludowy namawia do kupna zrabowanych dóbr?


1. To nie jest takie proste, jak Waść prawisz. Zapytaj Augustusa, który zna się na prawie. Może Cię oświeci. ;)

2. Nie jest to namawianie do kupowania zrabowanych dóbr, lecz jedynie info o możliwości zakupu transferu umożliwiającego ściągnięcie różnych rzeczy np. od dawna niedostępnych w normalnej sprzedaży czy takich, które w ogóle do niej nie trafiły, jak i również książek w wersji elektronicznych, przy czym nieraz jest tak, że wersje papierowe tych książek na Allegro osiągają wysokie ceny... Proszę nie fałszować obrazu rzeczywistości.

Trybun jest przeciwnikiem e-booków i będzie walczył z tym bluźnierstwem wszelkimi dostępnymi środkami. Jasne? :-P
Luinloth - 2012-01-03, 20:02
:
ASX76 napisał/a:
Trybun jest przeciwnikiem e-booków i będzie walczył z tym bluźnierstwem wszelkimi dostępnymi środkami. Jasne?
Z ciekawości: muzyki też słuchasz tylko z winyli?
toto - 2012-01-03, 20:14
:
ASX
wiki napisał/a:
Paserstwo – zachowanie polegające na nabyciu rzeczy uzyskanej za pomocą czynu zabronionego (najczęściej kradzieży), lub udzieleniu innej osobie pomocy do jej zbycia, albo na przyjęciu tej rzeczy lub pomocy w jej ukryciu.
Nie brzmi jak opis działalności chomika?


ASX76 napisał/a:
Trybun jest przeciwnikiem e-booków i będzie walczył z tym bluźnierstwem wszelkimi dostępnymi środkami. Jasne? :-P
I jednocześnie jest gotowy ściągać plik z chomika? //facepalm

Tylko nie tłumacz się emotką. Weź odpowiedzialność za słowa.
Sharin - 2012-01-03, 20:26
:
Metzli napisał/a:
Ale przecież kupno czytnika nie musi automatycznie oznaczać, że pozbywamy się tradycyjnych książek z domu.


A ja właśnie taki czytnik e-booków dostałem na gwiazdkę. Dostałem go z jednego, ważnego powodu: o niektóre książki cholernie ciężko, a jeżeli już są dostępne to są cholernie drogie. Zwyczajnie i po prostu: nie stać mnie na ich kupno. Wydaje na czytnik był wydatkiem jednorazowym; nie minęło dwa tygodnie a jego zakup już się zwrócił. A wracając do tych "cholernie drogich" książek. Wspominając je nie mam na myśli nowości wydawniczych, które w ten czy innym sposób zdobywam. Rozchodzi mi się o książki, które nie są wznawiane i prawdopodobnie nie będę, np. stare zbiory opowiadań sf czy horrory. Jeżeli jedyna szansa ich zdobycia wiąże się z odwiedzaniem stron typu Chomik to sorry, ale wyboru wielkiego nie mam.

Dalej. Tak, jak powiedziała Metzli: kupno czytnika nie oznacza, że wyrzekłem się książek drukowanych. Kupowałem, kupuję i nadal je będę kupować; zwłaszcza te, które ładne wyglądają na półkach :P ale nie tylko. Dwie trzecie moich książek to starocia, które jeszcze trochę i się rozlecą, ale za nic na świecie bym ich nie oddał ;)
ASX76 - 2012-01-03, 20:35
:
Luinloth napisał/a:
ASX76 napisał/a:
Trybun jest przeciwnikiem e-booków i będzie walczył z tym bluźnierstwem wszelkimi dostępnymi środkami. Jasne?
Z ciekawości: muzyki też słuchasz tylko z winyli?


Muzyka to inna sprawa. Podejście dotyczy tylko książek. :)


Panie Toto --> Interesuje mnie wyłącznie kwestia Prawa, a to jest niejasne. Wszelkie wątpliwości należy interpretować na korzyść oskarżonego. :-P
Zamiast mi tu cytować Wiki, proszę zasięgnąć rady/informacji Augustusa, który zna się na Prawie.

Co do ściągania z Chomika -> Przeciwnik e-booków, co nie znaczy, że nie uwzględnia uwarunkowań ekonomicznych... No bo jeśli za książkę w wersji papierowej wystawionej na Allegro w ostro zawyżonej cenie trzeba zapłacić np. 150 zł, a w wersji elektronicznej można ją mieć właściwie za darmo, to wybór jest jasny i oczywisty.
Innymi słowy można być przeciwnikiem czegoś, jednak nie zawsze za wszelką cenę i do samego końca.
Mnie natomiast dziwi sytuacja, gdy ktoś książkę może komuś oddać lub spalić w piecu, ale sprzedać to nigdy. Natomiast z tego powodu nie robię tak -> //facepalm
Fidel-F2 - 2012-01-03, 20:48
:
ale jak to jest z książką tradycyjną? kupujesz przedmiot który jest Twoją własnością czy ograniczone prawo do korzystania z własności intelektualnej? No bo jeśli przedmiot to nikogo nie powinno obchodzić co ja z nim robię a jeśli prawo do korzystania to w przypadku zniszczenia egzemplarza powinienem kolejny dostać za darmo jako że za prawo do korzystania już zapłaciłem
toto - 2012-01-03, 20:59
:
ASX76 napisał/a:
Innymi słowy można być przeciwnikiem czegoś, jednak nie zawsze za wszelką cenę i do samego końca.

ASX76 napisał/a:
Trybun jest przeciwnikiem e-booków i będzie walczył z tym bluźnierstwem wszelkimi dostępnymi środkami. Jasne? :-P

I nie, emotka ciebie nie broni.


Rozumiem ściąganie książek niedostępnych, ale tobie za przykład posłużyła też książka pani Salik (Sulika i kości dziadunia w to nie mieszaj).
ASX76 napisał/a:
Pański argument jest wysoce nielogiczny, by nie użyć mocniejszego wyrazu. Oprę się na jasnym niczym słońce na bezchmurnym niebie przykładzie: książka niejakiej Sulik (czy jak jej tam) z wydawnictwa Runa kosztuje w e-booku około 14 zł. Nie wiem jakich rozmiarów jest ten plik, natomiast chyba zbliżona do niego objętością "Kwarantanna" Egana w pdf-ie zajmuje 1,09MB. Transfer 9GB kosztuje na Chomiku 8,30 zł... Różnica jest kosmiczna, jak widać.
Głupi to jest ten, który wybiera tragicznie nieekonomiczne rozwiązanie, a później narzeka, że nie ma $ na zakupy książek.


Zdecyduj się w końcu, którą bajkę chcesz nam sprzedawać.
ASX76 - 2012-01-03, 21:15
:
Panie Toto --> O emotce nic nie wspominałem... Przypomnę zatem, że gdy żartuję używam takiej -> ;)

Co do bajki --> nieważne którą ja chcę sprzedać - samo ważne jest to, którą chcecie kupić. ;)


Zapodany przykład z książką pani Salik miał za zadanie uzmysłowić, że zakup e-booka w cenie 14 zł budzi wątpliwości z perspektywy fetyszo-ekonomicznej potencjalnego klienta (ASX-a). Kapiszi?
Luinloth - 2012-01-03, 21:17
:
ASX76 napisał/a:
Luinloth napisał/a:

ASX76 napisał/a:
Trybun jest przeciwnikiem e-booków i będzie walczył z tym bluźnierstwem wszelkimi dostępnymi środkami. Jasne?
Z ciekawości: muzyki też słuchasz tylko z winyli?



Muzyka to inna sprawa. Podejście dotyczy tylko książek.

E, to akurat gorzej. Robiłam sobie nadzieję, że może masz ogólny fetysz czy tam sentyment do nośników tradycyjnych, ale skoro muzyka z mp3 jest w porządku, a e-booki to zuo, to chyba średnio konsekwentna ta Twoja ideologia ;)
Sabetha - 2012-01-03, 21:20
:
Ideologia może i nie jest spójna, ale za to jaka przejrzysta - muzyka z mp3 jest dobra. E-booki są niedobre. Mnie pasuje :mrgreen:
ASX76 - 2012-01-03, 21:20
:
Luinloth napisał/a:

E, to akurat gorzej. Robiłam sobie nadzieję, że może masz ogólny fetysz czy tam sentyment do nośników tradycyjnych, ale skoro muzyka z mp3 jest w porządku, a e-booki to zuo, to chyba średnio konsekwentna ta Twoja ideologia ;)


Ja przepraszam, dlaczego fetysz nie może dotyczyć wyłącznie książek, lecz być rozciągnięty także na inne nośniki? :-P

Do książek mam sentyment z dzieciństwa. Do innych rzeczy - nie. Co "ideologia" ma z tym wspólnego, hę?
MrSpellu - 2012-01-03, 21:23
:
Tixon napisał/a:
Prawo przyznawania Saiki to ma Romulus, ewentualnie Łaku i być może Spellu


Romulus przyznaje prestiżowe Saiki roku.
Łaku przyznaje Saiki miesiąca.
Mi przypada przyznawanie znacznie mniej zaszczytnego tytułu Saiki roku.
Ale kompensuję to sobie możliwością przyznawania Książki Przez Piec Roku :badgrin:

Tixon napisał/a:
I nie bądź taki prędki w wyrokach, a przyjrzyj się kontekstowi. Coraz częściej otaczamy się gadżetami, takimi dorosłymi odpowiednikami zabawek. Coraz efektowniejsze, nowsze, droższe. Masz telefony komórkowe, laptopy, teraz wchodzą czytniki (z obserwacji w szkołach, na uczelni). Jako, że sprzęt drogi, jak i również stanowi łatwy łup, wymaga STAŁEJ CZUJNOŚCI.

W moim domu też trzymam cenne fanty, muszę być STALE CZUJNY by mnie nie obrobili.

ASX76 napisał/a:
1. To nie jest takie proste, jak Waść prawisz. Zapytaj Augustusa, który zna się na prawie. Może Cię oświeci.

Augustusie znający się na prawie, oświeć mnie. Ale zdawało mi się, że troszkę się orientuję w prawie dotyczącym własności intelektualnej.

ASX76 napisał/a:
Nie jest to namawianie do kupowania zrabowanych dóbr, lecz jedynie info o możliwości zakupu transferu umożliwiającego ściągnięcie różnych rzeczy np. od dawna niedostępnych w normalnej sprzedaży czy takich, które w ogóle do niej nie trafiły, jak i również książek w wersji elektronicznych, przy czym nieraz jest tak, że wersje papierowe tych książek na Allegro osiągają wysokie ceny... Proszę nie fałszować obrazu rzeczywistości.

Toż się zgodziłem, że to czasami jest Janosikowa robota. Niemniej często związana ze zwykłym łamaniem prawa. "Publikując" (kserując, kopiując, powielając) teksty, do których się nie ma praw autorskich, łamie się prawo.

toto napisał/a:
Tylko nie tłumacz się emotką. Weź odpowiedzialność za słowa.

On? Jaja sobie robisz.

Sharin napisał/a:
Jeżeli jedyna szansa ich zdobycia wiąże się z odwiedzaniem stron typu Chomik to sorry, ale wyboru wielkiego nie mam.

"Wysoki Sądzie, naprawdę nie miałem wyboru! Te starodruki dostępne były tylko w Muzeum Narodowym, inaczej nie mogłem ich zdobyć więc je wyniosłem!".

ASX76 napisał/a:
No bo jeśli za książkę w wersji papierowej wystawionej na Allegro w ostro zawyżonej cenie trzeba zapłacić np. 150 zł, a w wersji elektronicznej można ją mieć właściwie za darmo, to wybór jest jasny i oczywisty.

No pewnie, jak ukradniesz samochód to też masz za darmo. Wybór jest jasny i oczywisty.

ASX76 napisał/a:
Mnie natomiast dziwi sytuacja, gdy ktoś książkę może komuś oddać lub spalić w piecu, ale sprzedać to nigdy

Książek i używanych ciuchów nie sprzedaję. Nie widzę w tym nic dziwnego. Mogę wystawić na Allegro, ale nie mam takiej finansowej potrzeby. Kiedyś stary monitor opchnąłem znajomemu za cztery piwa.
ASX76 - 2012-01-03, 21:25
:
MrSpellu napisał/a:

No pewnie, jak ukradniesz samochód to też masz za darmo. Wybór jest jasny i oczywisty.


Kradzież samochodu to zupełnie co innego. Przed dalszym pogrążaniem się w kwestii nieznajomości Prawa radzę zasięgnąć opinii prawnika.
MrSpellu - 2012-01-03, 21:28
:
Tobie za to się radzę skontaktować z farmaceutą, bo chwilowo to tylko Ty tutaj uprawiasz relatywizm moralny.
Sammael - 2012-01-03, 21:29
:
Jest też taka kwestia, że wartość użytkowa płyty CD z muzyką i plików mp3 z muzyką jest podobna - a jeśli ktoś bardzo potrzebuje, to może sobie te mp3 nagrać na CD bądź ściągnąć format loseless i różnicy nie ma. Znaczy, jest, ale tylko jeśli się ma audiofilski sprzęt ;)

W przypadku książek, tak nie jest. Zamiast możliwości czytania papierowej książki, ma się gapienie w elektroniczny ekranik. I w drugą stronę też to idzie, bo widzę że argument o przenośności odtwarzaczy ebooków do niektórych przemawia. Tak więc są spore różnice między obydwoma nośnikami, których się nie zastąpi.

edit, jezu, piszę posta, zdaje mi się że krótko, a tu kilka nowych odpowiedzi się pojawia :shock:
MrSpellu - 2012-01-03, 21:31
:
Fidel-F2 napisał/a:
kupujesz przedmiot który jest Twoją własnością czy ograniczone prawo do korzystania z własności intelektualnej?

Nie możesz jej odbić na ksero i sprzedawać odbitek, ale już nic mi nie wiadomo na temat odsprzedawania oryginalnego egzemplarza :)
Luinloth - 2012-01-03, 21:31
:
ASX76 napisał/a:
Do książek mam sentyment z dzieciństwa. Do innych rzeczy - nie. Co "ideologia" ma z tym wspólnego, hę?

A to, że Twoje dotychczasowe argumenty przeciw wcale nie opierały się na stwierdzeniu, że masz sentyment do papieru, za to wykazywały mnóstwo powodów mających uzmysłowić reszcie świata, jaki to głupi pomysł kupować e-booki, czyli sentyment zamienia się w ideologię. Jeśli uważam, że coś mi się nie przyda albo mi się nie podoba, to po prostu nie kupuję - bez wytykania innym, że popełniają zbrodnię przeciw ludzkości.
MrSpellu - 2012-01-03, 21:33
:
Ten typ tak ma.
ASX76 - 2012-01-03, 21:42
:
Luinloth napisał/a:

A to, że Twoje dotychczasowe argumenty przeciw wcale nie opierały się na stwierdzeniu, że masz sentyment do papieru, za to wykazywały mnóstwo powodów mających uzmysłowić reszcie świata, jaki to głupi pomysł kupować e-booki, czyli sentyment zamienia się w ideologię.

Jeśli uważam, że coś mi się nie przyda albo mi się nie podoba, to po prostu nie kupuję - bez wytykania innym, że popełniają zbrodnię przeciw ludzkości.



1. Argumenty przedstawiające mój sentyment do papieru przedstawiałem na tyle często, że nie chciałem ich powtarzać po raz enty. Istnieją zarówno argumenty: sentymentalne, jak i ekonomiczne. Dlaczegóż to nie mogą współistnieć? Sentymenty są ważniejsze, ale to wcale nie znaczy, że zawsze zwyciężają.
Nigdy nie twierdziłem, że kupowanie e-booków jest głupie. Napisałem jedynie, że zakup e-booka Salik jest nieopłacalny. Obie kwestie nie są jednoznaczne.

2. Hola, hola... Zbrodnia przeciw ludzkości? W którym to miejscu coś takiego wytykam innym?
Sharin - 2012-01-03, 21:43
:
MrSpellu napisał/a:
"Wysoki Sądzie, naprawdę nie miałem wyboru! Te starodruki dostępne były tylko w Muzeum Narodowym, inaczej nie mogłem ich zdobyć więc je wyniosłem!".


I tak właśnie będę się tłumaczył, gdy mnie złapią ;)
Podobnie będę się tłumaczył z oglądania niektórych filmów. Myślę, że nie tylko ja :P
ASX76 - 2012-01-03, 21:47
:
Sharin napisał/a:
MrSpellu napisał/a:
"Wysoki Sądzie, naprawdę nie miałem wyboru! Te starodruki dostępne były tylko w Muzeum Narodowym, inaczej nie mogłem ich zdobyć więc je wyniosłem!".


I tak właśnie będę się tłumaczył, gdy mnie złapią ;)

Podobnie będę się tłumaczył z oglądania niektórych filmów. Myślę, że nie tylko ja :P



1. W pierwszym przypadku kary nie unikniesz.

2. W drugim - nie musisz się tłumaczyć, gdyż przestępstwa nie popełniasz.
Sharin - 2012-01-03, 21:54
:
Skoro tak mówisz.
Luinloth - 2012-01-03, 21:59
:
ASX76 napisał/a:

Nigdy nie twierdziłem, że kupowanie e-booków jest głupie. Napisałem jedynie, że zakup e-booka Salik jest nieopłacalny. Obie kwestie nie są jednoznaczne.

Zakup e-booka za kilkanaście zł, podczas gdy papierowa książka kosztuje w okolicach 30, nie opłaca się? Zakładam tu wbrew sentymentom, że chcesz zapłacić tylko za samą możliwość czytania tekstu, a nie za dodatkowe atrakcje typu zapach farby.
ASX76 napisał/a:

2. Hola, hola... Zbrodnia przeciw ludzkości? W którym to miejscu coś takiego wytykam innym?

Cytat:
Trybun jest przeciwnikiem e-booków i będzie walczył z tym bluźnierstwem wszelkimi dostępnymi środkami.
Szukać dalej? To było pierwsze z brzegu. ;)
ASX76 - 2012-01-03, 22:06
:
Luinloth napisał/a:

Zakup e-booka za kilkanaście zł, podczas gdy papierowa książka kosztuje w okolicach 30, nie opłaca się? Zakładam tu wbrew sentymentom, że chcesz zapłacić tylko za samą możliwość czytania tekstu, a nie za dodatkowe atrakcje typu zapach farby.

Szukać dalej? To było pierwsze z brzegu. ;)



1. Proszę jeszcze wziąć pod uwagę, że, jak już wcześniej wspomniałem, nieraz są promocje/zniżki/rabaty pozwalające na zakup np. 30-50% taniej... Jak również uwzględnić koszt zakupu czytnika. Do tego dodać wartość sentymentu do książki w wersji papierowej...
Samo czytanie tekstu bez takich bajerów jak: papier, okładka, macanie książki, zapach... - jak to się mówi/pisze - to już nie to samo...

2. Atak argumentem "pierwszym z brzegu" został koncertowo/brawurowo odparty. Next, please. ;)
Jander - 2012-01-03, 22:13
:
Zniżek na e-książki nie ma? Proszę Cię...
Koszt zakupu czytnika się zwraca dość szybko jeśli dużo kupujesz.
To trochę jak z instalacją LPG do samochodu - dodatkowy wydatek, nie wszędzie LPG kupisz no i nie masz zapachu benzyny. :mrgreen:
ASX76 - 2012-01-03, 22:20
:
Jander napisał/a:
Zniżek na e-książki nie ma? Proszę Cię...

Koszt zakupu czytnika się zwraca dość szybko jeśli dużo kupujesz.

To trochę jak z instalacją LPG do samochodu - dodatkowy wydatek, nie wszędzie LPG kupisz no i nie masz zapachu benzyny. :mrgreen:



1. A w którym to niby miejscu napisałem, że nie ma zniżek na e-booki? :shock:

2. Jeśli dużo kupujesz...

3. Tyle że bez szkodliwego smrodu benzyny można się obejść, natomiast z macania i wąchania książek jakoś trudno zrezygnować. ;)
Jander - 2012-01-03, 22:29
:
Mówiłeś o promocjach na książki, nie wspomniałeś słowem że na e-książki też one są. Jeśli obydwa mają promocje to po co o tym wspominać?
ASX76 napisał/a:
Jeśli dużo kupujesz...

78, 67, 23, 23, 129, 20, 142, 86, 183 - to liczby zakupionych książek jakie pojawiają się w temacie o podsumowaniach czytelniczych. Tu nie ma jeśli, jesteśmy na forum gdzie kupujemy dużo książek.
ASX76 napisał/a:
Tyle że bez szkodliwego smrodu benzyny można się obejść, natomiast z macania i wąchania książek jakoś trudno zrezygnować.

Wciągasz atrament, a kobiecie każesz nosić stanik z papieru?
Macanie i wąchanie książek jest fajne, bo łączy się z przyjemnymi uczuciami jakie towarzyszą czytaniu książek. Samo w sobie nie jest fajne. Ja lubię dotykać skórzaną okładkę czytnika, bo wiąże się to dla mnie pozytywnym uczuciem towarzyszącym czytaniu książki.
MrSpellu - 2012-01-03, 22:31
:
Jander napisał/a:
Ja lubię dotykać skórzaną okładkę czytnika

Taa... czytnika.

Dzieła Marksa i Engelsa oprawione w ludzką skórę, to jest to :perv:
Sammael - 2012-01-03, 22:33
:
No i się wydało. Trzeba wszystkie książki oprawić Janderowi w skórę :mrgreen:
Romulus - 2012-01-03, 22:34
:
Nie chce mi się wywodów prawniczych uskuteczniać. Ani moralizować.
Ale każdy kto używa Chomika niech postawi się w sytuacji siebie mówiącemu Andrzejowi Sapkowskiemu: przykro mi nie zapłacę ci za twoją pracę, bo nie podoba mi się okładka książki/cena/Empik/głupi wydawca :) Albo jeszcze lepiej postawić siebie w roli Andrzeja Sapkowskiego słuchającego tych słów :)
MrSpellu - 2012-01-03, 22:47
:
Odpowiedz tylko, czy chomikuj.pl można przyrównać do paserki jeżeli świadomie umożliwia nielegalne udostępnianie tekstów chronionych prawem autorskim.
makatka - 2012-01-03, 23:18
:
Asuryan napisał/a:
Mam dokładnie tak samo. No chyba, że są to wyjątkowe gnioty typu cykl Miecz Prawdy Goodkinga, który najpierw miał trafić do Toudiego, ale znalazła się chętna osoba z rodziny do wzięcia tej makulatury.

muahahaha... taaa.. jedna z niewielu lektur, z którymi się rozstałam :badgrin:
ASX76 - 2012-01-04, 01:02
:
Romulus napisał/a:

Ale każdy kto używa Chomika niech postawi się w sytuacji siebie mówiącemu Andrzejowi Sapkowskiemu: przykro mi nie zapłacę ci za twoją pracę, bo nie podoba mi się okładka książki/cena/Empik/głupi wydawca :)


Ależ ja jestem za płaceniem autorom za pracę, ale dobrze wykonaną, a nie płaceniem za: słabiznę, odcinanie kuponów, czy coś, co mnie nie interesuje.
Panu Sapkowskiemu powiedziałbym tak: "Sorry, Mistrzu, lecz "Żmija" nie jest warta ceny którą wydawca za nią "zaśpiewał", a sam utwór jest mizerny, biorąc pod uwagę pańskie wcześniejsze dokonania. Skoro masz Pan czytelnika w niepoważaniu płodząc coś takiego, a wydawca przywala taką cenę, to nie licz Pan, że za to zapłacę, bo to byłoby frajerstwo."
toto - 2012-01-04, 01:22
:
Może pójdź do sklepu rtv i weź sobie telewizor średniej klasy. Pracownikom powiedz, że nie zapłacisz, bo w porównaniu do lepszych modeli, ten ma mniej funkcji (i nie ma 3D!) i jest droższy od starszych modeli producenta z tego samego segmentu. A zapłacić możesz, ze dwie dychy, ale jakiemuś dzieciakowi spotkanemu w galerii, który pomoże ci zanieść telewizor do samochodu. Genialne.
ASX76 - 2012-01-04, 01:41
:
Panie Toto, ja tu piszę o książkach, a Pan wyskakuje z telewizorami... Szkoda, że nie napisałeś o kiełbasie czy szynce. Proszę wrócić do tematu wątku.
Asuryan - 2012-01-04, 03:36
:
Toto, choćbyś nie wiem jak się starał, to i tak nie wytłumaczysz ASX-owi że zarówno kupno telewizora od pasera, jak i kupno skopiowanej nielegalnie książki, to korzystanie i wspieranie procederu złodziejstwa. Obojętnie czy jest to kupno kopii e-booka czy ksera normalnej książki.
Romulus - 2012-01-04, 07:25
:
ASX76 napisał/a:
Panie Toto, ja tu piszę o książkach, a Pan wyskakuje z telewizorami... Szkoda, że nie napisałeś o kiełbasie czy szynce. Proszę wrócić do tematu wątku.

Ale to jest to samo, choćbyś nie wiem jak zaklinał rzeczywistość.

Paserstwo umyślne:
Art. 291. § 1. Kto rzecz uzyskaną za pomocą czynu zabronionego nabywa lub pomaga do jej zbycia albo tę rzecz przyjmuje lub pomaga do jej ukrycia,
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. W wypadku mniejszej wagi, sprawca
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Paserstwo nieumyślne:
Art. 292. § 1. Kto rzecz, o której na podstawie towarzyszących okoliczności powinien i może przypuszczać, że została uzyskana za pomocą czynu zabronionego, nabywa lub pomaga do jej zbycia albo tę rzecz przyjmuje lub pomaga do jej ukrycia,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. W wypadku znacznej wartości rzeczy, o której mowa w § 1, sprawca
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

I jeszcze:
Art. 293. § 1. Przepisy art. 291 i 292 stosuje się odpowiednio do programu komputerowego.
§ 2. Sąd może orzec przepadek rzeczy określonej w § 1 oraz w art. 291 i 292, chociażby nie stanowiła ona własności sprawcy.

Oraz:
Art. 294. § 1. Kto dopuszcza się przestępstwa określonego w art. 278 § 1 lub 2, art. 284 § 1 lub 2, art. 285 § 1, art. 286 § 1, art. 287 § 1, art. 288 § 1 lub 3, lub w art. 291 § 1, w stosunku do mienia znacznej wartości,
podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 2. Tej samej karze podlega sprawca, który dopuszcza się przestępstwa wymienionego w § 1 w stosunku do dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury.

I:
Art. 295. § 1. Wobec sprawcy przestępstwa określonego w art. 278, 284-289, 291, 292 lub 294, który dobrowolnie naprawił szkodę w całości albo zwrócił pojazd lub rzecz mającą szczególne znaczenie dla kultury w stanie nieuszkodzonym, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.
§ 2. Wobec sprawcy przestępstwa wymienionego w § 1, który dobrowolnie naprawił szkodę w znacznej części, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.

Paserstwo to nabycie rzeczy uzyskanej przy pomocy przestępstwa, pomoc do jej zbycia, przyjęcie, pomoc do ukrycia.

Nabycie rzeczy uzyskanej za pomocą czynu zabronionego, to dokonanie transakcji zmierzającej do uzyskania przez pasera od zbywcy przedmiotu tej transakcji w zamiarze postępowania z nią jak właściciel (z reguły jest to kupno, ale może być również zamiana bądź przyjęcie darowizny). Należy wszakże podkreślić, że paser, jako nabywca rzeczy uzyskanej za pomocą czynu zabronionego, który działa w złej wierze, nie uzyskuje własności rzeczy nabytej (zob. art. 169 k.c.). Z komentarza: najczęściej, ukrywając przestępne pochodzenie rzeczy, zbywa ją dalej, narażając na stratę kolejnego nabywcę, który może pozostawać w błędzie co do stanu prawnego przedmiotu transakcji. Obrót rzeczą skradzioną utrudnia w sposób istotny jej odzyskanie przez właściciela. Jest to zatem szczególnie groźna forma paserstwa, godząca w prawo własności i bezpieczeństwo obrotu prawnego.
Pomoc w zbyciu rzeczy uzyskanej za pomocą czynu zabronionego, np. wskazanie nabywcy, dostarczenie przedmiotu do miejsca transakcji itp.
Przyjęcie rzeczy pochodzącej z czynu zabronionego, np. w celu jej przechowania, dokonania określonych zmian i przeróbek zwiększających spodziewaną cenę sprzedaży itp., przy czym motywem kierującym sprawcą jest z zasady chęć osiągnięcia korzyści majątkowej.
Pomoc do ukrycia rzeczy pochodzącej z czynu zabronionego, wiąże się najczęściej z przesłanką działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej za tę "usługę". Znamię to jednak nie występuje obecnie w przepisie art. 291 (cel osiągnięcia korzyści był znamieniem paserstwa w art. 215 k.k. z 1969 r.).

Kwestia teraz odpowiedniego zakwalifikowania właściciela bądź administratora serwisu takiego jak Chomikuj. Mógłbym się zastanowić nad paserstwem nieumyślnym, ale chyba nie dałoby się obronić. Chyba że właściciel pyta użytkownika, który wrzuca pliki do serwisu, na swoje konto, o kwestie uregulowania ich praw autorskich, tj. czy użytkownik ma licencję na takie rozpowszechnianie (jeśli rozpowszechnia).

Mogłoby też wchodzić w grę jeśli nie sprawstwo główne, czyli bezpośrednie wyczerpanie znamion tych występków, to również np. pomocnictwo do paserstwa, które jest karalne tak samo jak sprawstwo "główne".

EDIT:
z uwagi na specyficzny przedmiot ochrony w tym przypadku, należałoby się zastanowić, czy stosowanie tych przepisów nie będzie wyłączone przez przepisy karne ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W wolnej chwili poszukam, jeśli będzie takie zapotrzebowanie.
utrivv - 2012-01-04, 08:21
:
Nie przesadzajcie z tą obroną autorów atakiem na chomika. Chmoik działa od lat mimo szumnych zapowiedzi pewnych osób więc MUSI być legalny. Odpowiedź na pytanie dlaczego tak jest zostawiam prawnikom ale chomik zarabia dużą kasę więc teoretycznie jest niezłym celem ataków tymczasem nic nie słychać o uzyskanych odszkodowaniach.

Czym chomik różni się od youtube w świetle waszych argumentów? (może to i legalne ale jak spojrzeć autorowi w twarz?) A czym od telewizji?

Sporadycznie ściągam książki z chomika - mianowicie wtedy gdy chcę poczytać w pracy :oops: jednak imo nie są to kopie dzieł z księgarni a czasami mam wręcz wrażenie że to domorosłe tłumaczenia.

Nie demonizowałbym ściągania pdf'a z chomika - czym to się różni od odwiedzenia biblioteki? W obu przypadkach zapoznaję się z książką, nie płacę autorowi i książka nie staje się moją własnością.

Co do czytnika - co się dzieje gdy sprzęt się zepsuje? Jak mogę odzyskać książki i przenieść je na nowy nośnik?
Plejbek - 2012-01-04, 09:50
:
Prawda jest niestety taka, że polskie prawo (nie tylko zresztą polskie) nie jest w stanie wg mnie nadążyć za technologią i możliwościami jakie ona stwarza w zakresie wymiany własności intelektualnej. Nie ma jednoznacznych paragrafów na podstawie których można wytoczyć postępowanie karne komuś, kto ściągnie pdfa z chomika z najnowszą książką. Tak samo ściąganie p2p. Teoretycznie ściągający, który odłączy torrenta w ułamek sekundy po tym jak osiągnie 100% tez jest czysty. Przecież nie udostępniał filmu tylko jakiś plik, który nie jest możliwy w ogóle do uruchomienia zanim te 100% osiągnie.

W momencie gdy prawo zmieni się tak, że bez żadnych wątpliwości użytkownik torrenta czy chomika będzie mógł być skazany to od razu znajdzie się 10 innych sposobów na obejście tego prawa.

Warto się zastanowić nad tym co napisał uttriv. Możemy wyobrazić sobie sytuację w której kupuję książkę i pożyczam ją setce moich znajomych. Biblioteka kupuje książkę i pożycza ją tysiącu odwiedzających. Z chomikiem różnica jest taka, że "pożyczona" książka nie jest zwracana pożyczającemu lecz "pożyczana"dalej co w realu nie byłoby możliwe. Zwiększa się skala czytania za darmochę. Ale to tak naprawdę jedyna różnica.

Temat nie jest prosty ale wg mnie należy do niego podejść kierując się tylko literą własnego sumienia a nie literą prawa. Jak widać ASX nie ma moralnych rozterek - ja mam. I uważam tutaj tak jak większość, nie jest to MORALNIE ok.
Romulus - 2012-01-04, 10:09
:
Z Chomikiem różnica jest taka, że pozwala na udostępnianie bez licencji utworów objętych prawami autorskimi i pobiera za to pieniądze. Prawdopodobnie nie dzieli się tymi pieniędzmi z organizacjami zarządzającymi prawami autorskimi do tych utworów.

Porównanie z bibliotekami nie wytrzymuje krytyki, gdyż biblioteki działają legalnie, na podstawie przepisów prawa. Chomik działa w najlepszym razie gdzieś na jego pograniczu z przechyłem na nielegalność. A to, że działa zawdzięcza nie temu, że jest legalny, ale temu, że jeszcze nie dopadły go organizacje zarządzające prawami autorskimi. A jeśli pobiera opłaty, to dopaść go już łatwo, chyba że mieści się gdzieś w Tajlandii lub Malezji. Wtedy już trudniej. Ale to niczego nie zmienia.

Z pewnością ściąganie z Chomika nie jest moralnie fair. Bo Chomik nie jest biblioteką publiczną ani organizacją pożytku publicznego.
Fidel-F2 - 2012-01-04, 10:15
:
Romulus napisał/a:
Z pewnością ściąganie z Chomika nie jest moralnie fair. Bo Chomik nie jest biblioteką publiczną ani organizacją pożytku publicznego.
ale efekt masz ten sam z wyjątkiem tego że nie trzeba wydawać publicznych pieniędzy
Ł - 2012-01-04, 10:32
:
Romulus napisał/a:

z uwagi na specyficzny przedmiot ochrony w tym przypadku, należałoby się zastanowić, czy stosowanie tych przepisów nie będzie wyłączone przez przepisy karne ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W wolnej chwili poszukam, jeśli będzie takie zapotrzebowanie.

Oczywiście że będzie wyłączone, więc ten pokaz posiadania czarnego pasu w kodeksie karnym mogłeś sobie darować. Przede wszystkim nie twórzmy iluzji jak w tej przygłupiej propagandówce swego czasu słusznie obśmianej w sieci. Kradzież samochodu to nie jest to samo co piractwo. Ponieważ kradzież powoduje brak przedmiotu u okradzionego. Piractwo nie. Piracąc, nie posiadasz kradzionej rzeczy, posiadasz nieautoryzowaną kopię tej rzeczy. Nie jest to postępowanie chwalebne ale z kradzieżą i paserstwem nie ma nic wspólnego. Tak samo jak z remilitaryzacją Nadrenii i ludobójstwem.

e: jednak najlepsza parodia retoryki antypirackiej była w IT crowd: http://www.youtube.com/wa...feature=related
You Know My Name - 2012-01-04, 10:44
:
Ł napisał/a:
Kradzież samochodu to nie jest to samo co piractwo. Ponieważ kradzież powoduje brak przedmiotu u okradzionego. Piractwo nie. Piracąc, nie posiadasz kradzionej rzeczy, posiadasz nieautoryzowaną kopię tej rzeczy.
Czy to samo odnosi się do kupna legalnego ebooka i ściągnięcia pliku z sieci i przerobienia go na produkt o takiej samej funkcjonalności?
Stary Ork - 2012-01-04, 10:46
:
Ł napisał/a:
Przede wszystkim nie twórzmy iluzji jak w tej przygłupiej propagandówce swego czasu słusznie obśmianej w sieci.



Ja bym powiedział, że to dość typowy język komunikowania i perswazji masowej - przesada, uogólnienie, jazda peryferyjnymi kanałami perswazji, zestawienie pojęć w taki sposób, żeby wytworzyć i utrwalić u odbiorcy pożądane skojarzenia. Nihil novi w świecie propagandy i reklamy. Przygłupie? Ale działa.

Plejbek napisał/a:
Warto się zastanowić nad tym co napisał uttriv. Możemy wyobrazić sobie sytuację w której kupuję książkę i pożyczam ją setce moich znajomych. Biblioteka kupuje książkę i pożycza ją tysiącu odwiedzających.


Zastanawiam się, kiedy w świetle ochrony praw autorskich pożyczanie książek znajomym zostanie calkowicie zakazane - bo przecież dla wydawcy skutek jest ten sam, traci stu potencjalnych klientów, w zasadzie go okradasz :mrgreen: .
AM - 2012-01-04, 10:56
:
Chomik powołuje się na ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która wyłącza odpowiedzialność właściciela serwisu za treści umieszczane przez użytkowników, o ile wdroży on odpowiednie procedury zgłaszania naruszeń. I właściwie zakończyło to wszystkie próby dobrania się mu do skóry.

Czym innym są jednak roszczenia i pozwy kierowane przeciwko użytkownikom portalu. Jeśli ktoś się uprze, nie ma z tym problemu. A właściwie jest jeden. Pieniądze. Wydawców nie stać na korzystanie z usług prawników lub też wyspecjalizowanych "firm", zajmujących się ściąganiem kasy. To proceder na zbyt dużą skalę.
toto - 2012-01-04, 11:03
:
Pewnie wielokrotnie przechodziliście przez jezdnię w miejscu niedozwolonym i pewnie nigdy nie dostaliście za to mandatu (jak ja). Ale to nie znaczy, że nie popełniliśmy wykroczenia. Tak samo jest w przypadku ściągania rzeczy z chomika (i innych). To, że nie zostałeś ukarany wcale nie znaczy, że jesteś czysty.

Zgadzam się, że prawo nie nadąża. I pewnie nigdy nie będzie nadążać, zawsze znajdzie się jakaś luka, dzięki której będzie można przepisy obejść. Tu chodzi o to, żeby rzeczy nazywać po imieniu.

I chcę wierzyć, że ASX tylko sobie jaja robi.
Ł - 2012-01-04, 11:06
:
You Know My Name napisał/a:
Ł napisał/a:
Kradzież samochodu to nie jest to samo co piractwo. Ponieważ kradzież powoduje brak przedmiotu u okradzionego. Piractwo nie. Piracąc, nie posiadasz kradzionej rzeczy, posiadasz nieautoryzowaną kopię tej rzeczy.
Czy to samo odnosi się do kupna legalnego ebooka i ściągnięcia pliku z sieci i przerobienia go na produkt o takiej samej funkcjonalności?

A gdzie jest różnica? Nadal nie jest to kradzież, czyli zabór czyjejś rzeczy, jest to naruszenie praw własności intelektualnej.
batou - 2012-01-04, 11:20
:
Proste rozwiązanie tych wszystkich problemów natury moralnej i prawnej już funkcjonuje w USA i zwie się publiczne biblioteki ebooków. U nas pewnie najwcześniej za 10 lat.

http://literalubicyfre.pl...oferuje-ebooki/
sanatok - 2012-01-04, 12:07
:
toto napisał/a:

Zgadzam się, że prawo nie nadąża. I pewnie nigdy nie będzie nadążać, zawsze znajdzie się jakaś luka, dzięki której będzie można przepisy obejść. Tu chodzi o to, żeby rzeczy nazywać po imieniu.


A jak "to" się nazywa po imieniu ?

Prawo w takim wypadku nie tyle powinno "nadążać" za ludźmi (przestępcami), czyli starać się przewidzieć próby jego złamania.
Złe prawo, to takie którego większość nie przestrzega, w takim wypadku prawo powinno się zmieniać i dostosowywać to realiów "płynnej nowoczesności" - innymi słowy prawo powinno dopasowywać do rzeczywistości, a nie próbować ją cofnąć konserwując stan poprzedni. Obecna forma pojmowania praw autorskich, co najmniej kilku lat okazuje się przeżytkiem. Należało by zastanowić się nad jakąś zmianą postrzegania praw autorskich w prawie i ich egzekucji, bo w społeczeństwie taka zmiana zachodzi - nazywanie tego kradzieżą, hańbą, barbarzyństwem raczej nie wiele pomoże - no chyba, że SOPA i jakaś wersja pomysłu "zbitej szyby" w internecie.:)
Stary Ork - 2012-01-04, 12:20
:
sanatok napisał/a:
Prawo w takim wypadku nie tyle powinno "nadążać" za ludźmi (przestępcami), czyli starać się przewidzieć próby jego złamania.
Złe prawo, to takie którego większość nie przestrzega, w takim wypadku prawo powinno się zmieniać i dostosowywać to realiów "płynnej nowoczesności" - innymi słowy prawo powinno dopasowywać do rzeczywistości, a nie próbować ją cofnąć konserwując stan poprzedni. Obecna forma pojmowania praw autorskich, co najmniej kilku lat okazuje się przeżytkiem. Należało by zastanowić się nad jakąś zmianą postrzegania praw autorskich w prawie i ich egzekucji, bo w społeczeństwie taka zmiana zachodzi - nazywanie tego kradzieżą, hańbą, barbarzyństwem raczej nie wiele pomoże - no chyba, że SOPA i jakaś wersja pomysłu "zbitej szyby" w internecie.:)


Wymyśl dobry sposób szybkiego dopasowywania prawa do płynnej rzeczywistości, a będę na Cię głosował do końca dni moich albo nawet zostanę Twoim minionem :mrgreen: .
toto - 2012-01-04, 12:27
:
sanatok napisał/a:
A jak "to" się nazywa po imieniu ?

Doczytaj.
utrivv - 2012-01-04, 13:06
:
Toto twój młodzieńczy zapał jest godny szacunku ale póki co ściąganie plików z chomika nie jest przestępstwem ani nawet wykroczeniem.
Pozostaje kwestią sumienia czy my osoby którym zależy na tym by książek było dużo i dobrej jakości powinniśmy z tego prawa korzystać?
Uważam że nie.
toto - 2012-01-04, 14:17
:
Łaku, przedmiotem paserstwa mogą być też programy komputerowe (http://www.tukan.org.pl/tresc/audyt/prawo.html). Mały kroczek i jesteśmy przy e-bookach. W obu przypadkach chodzi o posiadanie/używanie nieautoryzowanej kopii.


Dobra, wychodzę na jakiegoś faszystę. Po prostu wkurzyła mnie postawa: jak coś będzie dostępne tylko w formie elektronicznej (oryginalny e-book), to lepiej zapłacić grosze chomikowi niż kilkanaście zł autorowi lub wydawcy. I doszedł do tego post o Żmii.
ASX76 - 2012-01-04, 14:21
:
Ł napisał/a:
Przede wszystkim nie twórzmy iluzji jak w tej przygłupiej propagandówce swego czasu słusznie obśmianej w sieci. Kradzież samochodu to nie jest to samo co piractwo. Ponieważ kradzież powoduje brak przedmiotu u okradzionego. Piractwo nie. Piracąc, nie posiadasz kradzionej rzeczy, posiadasz nieautoryzowaną kopię tej rzeczy. Nie jest to postępowanie chwalebne ale z kradzieżą i paserstwem nie ma nic wspólnego. (..)



O to właśnie mi się rozchodzi! Wreszcie rozsądna opinia, bez popadania w niewłaściwe/absurdalne uogólnienia i wrzucania wszystkiego do jednego wora. :-)
Ł - 2012-01-04, 14:29
:
toto napisał/a:
Łaku, przedmiotem paserstwa mogą być też programy komputerowe (http://www.tukan.org.pl/tresc/audyt/prawo.html). Mały kroczek i jesteśmy przy e-bookach. W obu przypadkach chodzi o posiadanie/używanie nieautoryzowanej kopii.

W przytoczonym przez siebie linku masz napisane: "Warunkiem ponoszenia odpowiedzialności karnej jest jednak to, aby przestępca działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej". Więc dla mnie to fakin duży kroczek, żeby sytuacje były adekwatne - musiałbyś prowadzić lewą działalność gospodarczą polegającej na sprzedaży lipnych ebooków. Albo lewe kino w przypadku spiraconych filmów.
toto - 2012-01-04, 14:39
:
Cytat:
Zgodnie z art. 291 § 1 kk program komputerowy może być przedmiotem paserstwa umyślnego. Paserstwo umyślne polega na tym, iż osoba postronna nabywa program komputerowy wiedząc, iż program ten został np. skradziony lub bezprawnie skopiowany. Paserstwo umyślne może polegać także na tym, iż osoba postronna, wiedząc, iż program został np. skradziony, pomaga w jego zbyciu (np. właściciel sklepu widząc, iż oferowany mu program komputerowy został skradziony, zgadza się sprzedać program w swoim sklepie) lub pomaga w ukryciu tego programu, albo przyjmuje program (np. na przechowanie).

Moim zdaniem bardzo mały kroczek. Mowa o paserstwie, nie kradzieży.

e:
Nie będę się upierał przy takiej interpretacji. Chodzi o to, że granica nie jest tak wyraźna, jak niektórzy próbują przekonywać. I równie dobrze można próbować podciągnąć taką działalność pod paserstwo.
Tixon - 2012-01-04, 14:40
:
ASX76 napisał/a:
Ależ ja jestem za płaceniem autorom za pracę, ale dobrze wykonaną, a nie płaceniem za: słabiznę, odcinanie kuponów, czy coś, co mnie nie interesuje.
Panu Sapkowskiemu powiedziałbym tak: "Sorry, Mistrzu, lecz "Żmija" nie jest warta ceny którą wydawca za nią "zaśpiewał", a sam utwór jest mizerny, biorąc pod uwagę pańskie wcześniejsze dokonania. Skoro masz Pan czytelnika w niepoważaniu płodząc coś takiego, a wydawca przywala taką cenę, to nie licz Pan, że za to zapłacę, bo to byłoby frajerstwo."

Co z przypadkiem właśnie słabizny, czy odcinania kuponu. Użyłeś słowa zapłacę, a nie kupię, więc interesuje mnie ta kwestia. Rozwiniesz?
ASX76 - 2012-01-04, 14:48
:
Skrót myślowy: "płacenie autorowi", czyli - w owym skrócie = zakup książki.
AM - 2012-01-04, 14:50
:
Cała sprawa wymaga tylko dodefiniowania pojęcia dozwolonego użytku osobistego oraz kilku korekt w przepisach i z górki. W dobie zmian, które zachodzą trudno mi sobie wyobrazić, że naruszanie praw podmiotowych innej osoby bez jej zgody może nie być przestępstwem.
utrivv - 2012-01-04, 15:12
:
AM napisał/a:
Cała sprawa wymaga tylko dodefiniowania pojęcia dozwolonego użytku osobistego oraz kilku korekt w przepisach i z górki. W dobie zmian, które zachodzą trudno mi sobie wyobrazić, że naruszanie praw podmiotowych innej osoby bez jej zgody może nie być przestępstwem.
e-book to w zasadzie taki program komputerowy więc dopisanie go do ustawy to tylko kwestia czasu/popularności jednak pozostaje sprawa ksiązek drukowanych dostępnych na chomiku.
Romulus - 2012-01-04, 16:23
:
Wykazanie korzyści majątkowej przy przestępstwach przeciwko mieniu, a zatem także kradzieży programu komputerowego to nic trudnego :) Zwłaszcza że dla bytu tego przestepstwa nie jest konieczne osiągnięcie korzyści majątkowej, ale samo działanie w celu jej osiągnięcia.

AM napisał/a:
Cała sprawa wymaga tylko dodefiniowania pojęcia dozwolonego użytku osobistego oraz kilku korekt w przepisach i z górki. W dobie zmian, które zachodzą trudno mi sobie wyobrazić, że naruszanie praw podmiotowych innej osoby bez jej zgody może nie być przestępstwem.

Całkowicie się zgadzam. Chomikuj.pl to nic innego jak skur........o. Ale myślę, że kwestia kilku pozwów cywilnych (duzych) zamknęłaby sprawę raz na zawsze. Bez angażowania w to prokuratury wyłapującej drobnych użytkowników.
You Know My Name - 2012-01-04, 20:13
:
Korzyść majątkowa?? Przeliczcie wszystkie posiadane na twardzielach ebooki "ściągnięte", przemnóżcie ilość przez około 20 pln i jest korzyść - nie poniesiony koszt, który można było zaoszczędzić, odłożyć na emeryturę, przepić, itp
Jander - 2012-01-04, 21:20
:
Ależ ściągnąć jest bardzo łatwo i dlatego często ściąga się rzeczy zupełnie niepotrzebnie. Ileż mam muzyki, której nigdy nie przesłuchałem, o e-książkach nie wspomnę. Dlatego nie przeliczałbym tak lekką ręką na stratę - pewnie bym tych książek nie kupił, może pożyczył od znajomych. Inna sprawa, że Ci co sporo ściągają też sporo kupują. Gier już nie ściągam prawie w ogóle, choć kiedyś to był jedyny sposób w jaki je nabywałem.
ASX76 - 2012-01-04, 21:51
:
Wychodzi na to, że do gier komputerowych mam najbardziej uczciwy - wg Waszych definicji - (w 100%) stosunek, bo kupuję i gram wyłącznie w oryginalne.
Gdy widzę, że gra jest za droga, spokojnie czekam aż ukaże się w tańszej opcji cenowej.
Dawno minęły te czasy, gdy gry wychodziły dopieszczone/bez większych błędów/usterek. Teraz trzeba zazwyczaj czekać minimum pół roku, aż twórcy załatają to, co załatania wymaga. Akurat "Diablo 3" kupię jak tylko wyjdzie, bo jego twórcy nigdy mnie nie zawiedli i zawsze dokładają wszelkich starań, żeby wypuszczać produkty dopracowane.
Kupując gry nie mam odczucia nieraz towarzyszącemu zakupowi książek - że zostałem nabity w butlę. ;) Z czasem się schytrzyłem i od pewnego momentu kupuję knigi głównie wykorzystując promocje/obniżki.

Zgadzam się z opinią Pana Janda. Gdyby trzeba było zapłacić za wszystko co się ściągało na twardy dysk, to z pewnością wiele rzeczy by się na nim nie znalazło. Natomiast jeśli istnieje możliwość ściągnięcia za darmo, to... why not?
Niestety, na polskim rynku muzycznym/serialowym wielu rzeczy po prostu nie ma dostępnych/wydanych, i pomimo szczerych chęci zakupu, nie pozostaje mi nic innego, jak ratować się ściąganiem. Pewnie, można kupić w angielskim sklepie angielską wersję, tyle że nic mi po niej, bo znajomość języka za słaba. Cóż mi po zakupie z którego nie skorzystam... Ponadto, nawet jeśli jakaś rzecz zostanie w Polsce wydana, to jakość tegoż nieraz pozostawia wiele do życzenia np. cenzura.
Tak więc w grę wchodzi niemało uwarunkowań/(współ)zależności determinujących wybory, co kupić, a co nie, bo...
Co do książek, to nie przeczytałem ani jednej ściągniętej z Internetu/Chomika w całości. Co najwyżej fragmenty w celu zdobycia informacji/przekonania się, czy dana pozycja przypasuje. Jeśli tak - kupuję, jeśli nie - to nie. Wydawca na tym interesie nic nie traci. Prędzej zyska, bo gdybym nie wykorzystał możliwości wcześniejszego wypróbowania, to zapewne bym jej wcale nie kupił. Zatem ten ASX wcale nie jest aż takim pirackim demonem/nieuczciwą szelmą/złodziejem, jak można by wnioskować na podstawie jego wcześniejszych postów. Pozory mylą.
Tixon - 2012-01-04, 22:05
:
ASX76 napisał/a:
Natomiast jeśli istnieje możliwość ściągnięcia za darmo, to... why not?

Because it's illegal, immoral and fattening.
ASX76 napisał/a:
Niestety, na polskim rynku muzycznym/serialowym wielu rzeczy po prostu nie ma dostępnych/wydanych, i pomimo szczerych chęci zakupu, nie pozostaje mi nic innego, jak ratować się ściąganiem. Pewnie, można kupić w angielskim sklepie angielską wersję, tyle że nic mi po niej, bo znajomość języka za słaba. Cóż mi po zakupie z którego nie skorzystam...

Jeśli nie została wydana w Polsce, to ściągniesz wersję obcojęzyczną. Z której nie skorzystasz, bo znajomość języka za słaba.

ASX76 napisał/a:
Co do książek, to nie przeczytałem ani jednej ściągniętej z Internetu/Chomika w całości. Co najwyżej fragmenty w celu zdobycia informacji/przekonania się, czy dana pozycja przypasuje.

"Ściągnąłem, ale nie przeczytałem do końca, nie liczy się panie władzo" :mrgreen: A fragmenty od wydawcy, biblioteki itp? ;)
ASX76 - 2012-01-04, 22:17
:
Tixon napisał/a:

"Ściągnąłem, ale nie przeczytałem do końca, nie liczy się panie władzo" :mrgreen:

A fragmenty od wydawcy, biblioteki itp? ;)



1. W niecnym stylu wyolbrzymiasz chcąc zwielokrotnić mą "winę" - nieładnie, Panie Tix. Jak już wspomniałem wcześniej, czytam fragmenty, a nie "ale nie przeczytałem do końca" - zasadnicza różnica.

2. Fragmenty od wydawcy - sorry, ale znacznie szybciej jest mi ściągnąć, niż szukać po rożnych stronach, na dodatek to ja sam wolę zadecydować, który fragment chcę przeczytać, a nie narzucony przez wydawcę.
Biblioteki? Bez przesady. Chcę poczytać fragmenty, a nie wypożyczyć całą książkę. O ile w ogóle będzie dostępna w chwili potrzeby, a z tym to zwykle nieciekawie bywa w okolicy zamieszkania. Ściągając oszczędzam na czasie. Ponadto do bibliotek zniechęca mnie widok i dotyk książek brudnych/pozalewanych/wyślizganych/porysowanych w brudnych łapskach.
batou - 2012-01-04, 22:24
:
ASX76 napisał/a:
Niestety, na polskim rynku muzycznym/serialowym wielu rzeczy po prostu nie ma dostępnych/wydanych, i pomimo szczerych chęci zakupu, nie pozostaje mi nic innego, jak ratować się ściąganiem. Pewnie, można kupić w angielskim sklepie angielską wersję, tyle że nic mi po niej, bo znajomość języka za słaba.


Kupujesz oryginalne płyty w zagranicznych sklepach, ściągasz polskie napisy i odpalasz to razem. Będziesz teraz kupował, czy dalej grał niewiniątko, które ściąga, no bo przecież nie ma innego wyjścia...? Sam czytam sporo lewizny, ale się nie usprawiedliwiam, bo to obłuda czarne białym nazywać. Prawda jest taka, że czytając to co masz w najbliższej bibliotece + kupując trochę sam życia Ci nie starczy, żeby się znudzić. Tak samo oglądając seriale/filmy w TV, czy wypożyczając. Nie kombinuj tylko przyznaj, że robisz to co robisz dla własnej wygody, bo tak jak teraz to te próby bronienia się są co najmniej nieudolne.
Tixon - 2012-01-04, 22:26
:
ASX76 napisał/a:
W niecnym stylu wyolbrzymiasz chcąc zwielokrotnić mą "winę" - nieładnie, Panie Tix. Jak już wspomniałem wcześniej, czytam fragmenty, a nie "ale nie przeczytałem do końca" - zasadnicza różnica.

Cóż, na to ile przeczytałeś, mamy Twoje słowo. To co ściągałeś, zdolny informatyk bez trudu odczyta.

ASX76 napisał/a:
Fragmenty od wydawcy - sorry, ale znacznie szybciej jest mi ściągnąć, niż szukać po rożnych stronach, na dodatek to ja sam wolę zadecydować, który fragment chcę przeczytać, a nie narzucony przez wydawcę.
Biblioteki? Bez przesady. Chcę poczytać fragmenty, a nie wypożyczyć całą książkę

Jasne, czyli przeważa wzgląd wygody :-P

I zapomniałeś o drugim. Czyżbyś nie miał w zanadrzu wykrętu i na to? :-P
Edit
batou, psujesz mi sidła...
ASX76 - 2012-01-04, 22:29
:
batou napisał/a:

Kupujesz oryginalne płyty w zagranicznych sklepach, ściągasz polskie napisy i odpalasz to razem.


O, to rzeczywiście da się tak odpalić? A co z zabezpieczeniami? Zagraniczne wydania ich nie mają? ;)

Tix --> O jakim drugim? Konkret, please. :-P
batou - 2012-01-04, 22:34
:
O jakich zabezpieczeniach piszesz? Chodzi Ci o region dla DVD? Do obejścia, a przecież na pewno to uczciwsze względem twórców niż zasysanie z torrenta, czyż nie?

PS. Nie oczekuję, że mi przyznasz kiedykolwiek rację, albo się logicznie wytłumaczysz, więc w sumie bez spiny.
ASX76 - 2012-01-04, 22:50
:
batou napisał/a:
O jakich zabezpieczeniach piszesz? Chodzi Ci o region dla DVD? Do obejścia, a przecież na pewno to uczciwsze względem twórców niż zasysanie z torrenta, czyż nie?

PS. Nie oczekuję, że mi przyznasz kiedykolwiek rację, albo się logicznie wytłumaczysz, więc w sumie bez spiny.



1. Z Torrentów ściągam rzadko. Nie jestem pewny, czy uda mi się bezproblemowo wszystko ułożyć i dopasować tak, żeby wszystko grało.

2. Z czegóż ja mam się tłumaczyć, na litość boską, wszak przestępstwa ani zbrodni nie popełniłem. :-P

Żebyśmy się dobrze zrozumieli: dostęp do HBO, FOX i innych stacji mam w domu, ale tam w chwili obecnej nie mieszkam, a ściągam tylko wersje puszczane w TV. Cóż więc dla Was za różnica: obejrzę w domu (ale musiałbym specjalnie w tym celu dojeżdżać kilkanaście km poza miasto, a samochodu nie mam), ponadto nie lubię wersji z lektorem, czy ściągnę sobie tam gdzie mieszkam i obejrzę kiedy chcę (z napisami), a nie kiedy muszę?
Pasuje takie "wytłumaczenie"?
batou - 2012-01-04, 22:52
:
Nie i nawet się nie starałeś, ale spoko :)
ASX76 - 2012-01-04, 23:00
:
To była krótka dygresja, bo temat o książkach, jakby nie patrzeć. A tu jestem czysty niczym meta robiona przez W. White'a w "Breaking Bad". Ba, nawet czystszy, nie chwaląc się... --_-
Tyle tytułem oświecenia ludzi małej wiary w niewinność ASX-a. :-P
Ł - 2012-01-04, 23:34
:
utrivv napisał/a:
e-book to w zasadzie taki program komputerowy

W zasadzie to nie.

You Know My Name napisał/a:
Korzyść majątkowa?? Przeliczcie wszystkie posiadane na twardzielach ebooki "ściągnięte", przemnóżcie ilość przez około 20 pln i jest korzyść - nie poniesiony koszt, który można było zaoszczędzić, odłożyć na emeryturę, przepić, itp

Jasne, a ja jak ściągne czasem .rar 200 ebooków po to że potrzebuje z jednego z nich skopiować obszerny cytat, np do dyskusji na forum, to stawia mnie na równi z facetem który zrobił skok na hurtownie książek.

batou napisał/a:

Kupujesz oryginalne płyty w zagranicznych sklepach, ściągasz polskie napisy i odpalasz to razem.

Gdyby to było takie łatwe...: Rok temu dyrektor artystyczny firmy Gutek Film, Jakub Duszyński, zażądał od właścicieli serwisów www.napisy.info i www.napisy.org usunięcia napisów do wydawanych przez GF filmów (w przeciwnym razie zagroził podjęciem odpowiednich kroków prawnych). Zapytany przez nas przy tej okazji prawnik Aleksander Stuglik z Kancelarii Prawnej B. Żuradzka przyznał rację Gutek Film: "Zgodnie z art. 2 ustawy z 1994 o prawie autorskim, opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego. Tłumaczenie cudzego utworu, np. tłumaczenie dialogów filmowych może stanowić niezależny od utworu pierwotnego - czyli filmu - przedmiot prawa autorskiego" za http://www.pcworld.pl/new...zatrzymani.html
You Know My Name - 2012-01-04, 23:44
:
Ł napisał/a:
Jasne, a ja jak ściągne czasem .rar 200 ebooków po to że potrzebuje z jednego z nich skopiować obszerny cytat, np do dyskusji na forum, to stawia mnie na równi z facetem który zrobił skok na hurtownie książek.
Nie mów leniu, że nie znajdziesz jej samodzielnej....
Ł - 2012-01-05, 00:03
:
A jaka jest różnica? Przy obcych szybkościach łącz ściągnięcie jednego ebooka czy packa 200 ebooków to mniej więcej taki sam czas, czy przysłowiowa chwila. A skasuje tak czy tak potem, po znalezieniu tego co potrzebuje. No ale ukradłem wagon książek każda warta co najmiej 20 zł, nie?

Powiem Ci że jestem jeszcze większym leniem - czasem robie tak z książkami które mam na półkach. Szybciej jest mi wygooglac ebooka-pirata, ściągnac go i zctrlefować cytat, niż szukać go ręcznie, szczególnie w cegłach. Czasem lubię zrobić na książce jakieś małe badania statystyczne, np. najczęsciej powtarzające się słowa (po odrzuceniu tych najbardziej oczywistych typu spójniki, można ciekawe rzeczy zauważyć) - uprzedzając pytanie - tak mógłbym robić to ręcznie, licząc w tabelkach słowa w paruset stronnicowej cegle....
You Know My Name - 2012-01-05, 00:08
:
Robię podobnie, czego dowodem pewien plik, który Ci wysłałem, bo chciałem jeden cytat wstawić jakiś czas temu do podpisu na forum.
Jander - 2012-01-05, 01:48
:
utrivv napisał/a:
e-book to w zasadzie taki program komputerowy

E-książka to usługa.
utrivv - 2012-01-05, 08:00
:
utrivv napisał/a:
e-book to w zasadzie taki program komputerowy

Jander napisał/a:

E-książka to usługa.

Ł napisał/a:
W zasadzie to nie.


Chodzi mi tu o tę właściwość (nazwijmy ją zapachem) programu komputerowego i e-booka że istnieją one tylko w wersji pliku komputerowego i mogą być co najwyżej zapisane na nośniku. Nie jest tak samo w przypadku książek, filmów czy muzyki.
Zakładam że twórcom ustawy chodziło właśnie o ten zapach.
Ł - 2012-01-05, 08:54
:
Ultrivv, sory ale nie masz wielkiego pojęcia o własności intelektualnej. Program/powieść są chronione przez prawo autorskie jako utwory. Niezależnie od formy zapisu - czy to ebook czy książka, czy recytowanie fragmentów powieści w radiu z pamięci. Czy to program w postaci cyfrowej, czy fragmenty kodu wydrukowane. Ebooka nie traktuje się jako jakieś całości - jest to utwór (prawo autorskie) rozpowszechniany (Jander napisał że to usługa więc pewnie jakieś zabezpiecznie know-how, choć głowy nie dam) w takiej a nie innej formie (postać cyfrowa,forma, więc oddzielne prawa do designu etc.). Jeszcze łatwiej tłumaczy się to na przykładzie np. perfum - oddzielnie chroniony jest skład chemiczny perfum, kształt opakowania i kształt flakonika. A załóżmy że na opakowaniu jest jeszcze jakiś głupawy wiersz. Każdy z nich jest niezależnie od siebie chroniony innymi prawami własności intelektualnej, niektóre autorskimi, niektóre jako znaki towarowe, etc. Gotowy produkt jaki dostajesz w swe łapki to nie jakaś całość - to masa różnych praw i licencji z których każdą z nich można łamać niezależnie od siebie. Ebook/program nie jest czymś wyjątkowym i zasadniczo nie różni się od np. praw autorskich do piosenki, które nabywasz poprzez np. samo publiczne zagwizdanie melodii (więc tez bez żadnego fizycznego nośnika).
batou - 2012-01-05, 09:08
:
Ł napisał/a:

batou napisał/a:

Kupujesz oryginalne płyty w zagranicznych sklepach, ściągasz polskie napisy i odpalasz to razem.

Gdyby to było takie łatwe...


Wiem, znam temat. Nie chodziło mi tutaj o podejście ASXa od strony prawa, ale "sprawiedliwości". W moim pojęciu jeśli by te seriale kupował to jest czysty jak łza, nawet gdyby potem programem rozwalił zabezpieczenie regionu, przerobił je na avi i dociągnął polskie napisy. Wiem, że z punktu widzenia prawa tak nie jest ok.
A tak swoją drogą to z tego co pamiętam, tłumacze, których wtedy wyłapali podczas akcji Gutek mieli większe problemy przez to co u nich znaleziono na dyskach niż przez to, że tłumaczyli filmy. Cała ta akcja była moim zdaniem śmieszna. Znany jest przypadek dystrybutora, który wprowadzając do Polski serial "Ghost in the shell" sam się zwrócił do autora fanowskiego tłumaczenia z prośbą o dopieszczenie jego pracy i wrzucenie do oficjalnego wydania.
utrivv - 2012-01-05, 09:56
:
Ł napisał/a:
Ultrivv, sory ale nie masz wielkiego pojęcia o własności intelektualnej. Program/powieść są chronione przez prawo autorskie jako utwory. Niezależnie od formy zapisu - czy to ebook czy książka, czy recytowanie fragmentów powieści w radiu z pamięci. Czy to program w postaci cyfrowej, czy fragmenty kodu wydrukowane. Ebooka nie traktuje się jako jakieś całości

Zapewne masz rację - nie znam się i nie jestem prawnikiem jednak zauważam że w prawie ustawodawca wyróżnił programy komputerowe - jeżeli nie chodziło o ich formę to o co?

Ściąganie programów z sieci jest traktowane przez prawo jak kradzież podczas gdy ściąganie filmów, książek czy plików muzycznych jest dozwolone na prywatny użytek nawet jeżeli podejrzewamy że zostały "opublikowane" nielegalnie.

Prawo autorskie jest nieco pokręcone bo z jednej strony kupiony film mogę skopiować i rozdać rodzinie i bliskim znajomym (dystrybutor który się temu sprzeciwiał został ukarany przez UOKiK) a z drugiej strony łamanie zabezpieczeń płyt (uniemożliwiających skopiowanie) jest w Polsce zabronione.
makatka - 2012-01-05, 11:21
:
hueh.. może niech ktoś podzieli temat i wywali nowy jako prawa autorskie czy cuś, bo coś wam się misie uciekło "trochę" od tematu ;)
You Know My Name - 2012-01-05, 12:29
:
Przeniosę do Własności intelektualnej wieczorem.
Ł - 2012-01-05, 16:24
:
utrivv napisał/a:
jednak zauważam że w prawie ustawodawca wyróżnił programy komputerowe - jeżeli nie chodziło o ich formę to o co?

Myślę że przede wszystkim trzeba pamiętać że przepis ten nie mówi o wszystkich programach ale tych uzyskanych " w celu osiągnięcia korzyści majątkowej", co w moim przekonaniu nie dotyczy użytku osobistego. Ale ja nie jestem prawnikiem i googlam a googiel mówi że tutaj opinie są podzielone - cześć z nich zgadza się z tym co napisał Droon (moim zdaniem nonsens) - tu np. dyskusja http://forumprawne.org/pr...deks-karny.html . Moim zdaniem ten przepis ma za zadanie walkę z:
  • piractwem w działalności gospodarczej i nielegalne używanie różnorodnych programów/narzędzi do bogacenia się. Bo taki program jak gra komputerowa to pewna całość i człowiek cieszy się nim na własny użytek, tymczasem taki program jak np. photoshop to narzędzie do produkcji innych dóbr na których można zarabiać. Likwidowanie piractwa wśród firm to w przeciwieństwie do piractwa na własny użytek, sprawa realna, co więcej dla wydawców dużo bardziej opłacalna niż dręczenie pojedyńczych ludków (prawnik będzie kosztował więcej niż ta wywalczona trzykrotność ceny spiraconego produktu). Stąd pewnie ta procedura.
  • walkę z piractwem "zawodowym". Te nowelizacje pochodziły z 1997, kiedy centrum zaopatrywania się w lewe programy i gry były stadiony i giełdy komputerowe (ah te gry tłumaczone z angielskiego na polski przez Rosjan) , więc ktoś te facto zarabiał na byciu pośrednikiem w piractwie. Rozwój internetu, sieci p2p, chomików i innych wynalazków zlikwidował ten problem, rozpłaszczając całkowicie piramidę piratów - jest ich więcej, ale bez pośredników
Natomiast programy komputerowe takie jak gry, muzyka, ksiązki stosowane na własny użytek powinny być bronione na podstawie innych przepisów niż tych o kradzieży czy paserstwie.

batou napisał/a:
A tak swoją drogą to z tego co pamiętam, tłumacze, których wtedy wyłapali podczas akcji Gutek mieli większe problemy przez to co u nich znaleziono na dyskach niż przez to, że tłumaczyli filmy. Cała ta akcja była moim zdaniem śmieszna. Znany jest przypadek dystrybutora, który wprowadzając do Polski serial "Ghost in the shell" sam się zwrócił do autora fanowskiego tłumaczenia z prośbą o dopieszczenie jego pracy i wrzucenie do oficjalnego wydania.

Ale widzisz - to zależy od dobrej woli wydawcy. Tej czasem nie ma. Ja nie chce być uzależniony od niej - stąd dobrze żyje mi się w świecie gdzie jednak piractwo istnieje, chociażby po to że czasem w tej szarej strefie są takie rzeczy jak alternatywne lepsze tłumaczenia. Niestety niewidzialna ręka rynku pokazuje czasem dość ostentacyjnie fakolca, więc nie generalizowałbym że piractwo zawsze jest przejawem lenistwa, bezmyślności i sk*****syństwa jak napisał Romulus.
Luinloth - 2012-01-05, 16:52
:
Jeśli chodzi o seriale to sprawa jest trochę bardziej pokręcona, bo przecież mogę sobie odpalić Foxa czy BBC i ustawić nagrywanie odcinka. Skoro sieci reklamują dekodery z nagrywarką pod hasłem "już nie musisz czatować przed TV na serial, możesz go obejrzeć kiedy chcesz", to nie widzę znaczącej różnicy między nagraniem sobie odcinka na dekoderze a ściągnięciem go z sieci.
ASX76 - 2012-01-05, 17:32
:
Luinloth --> No, chyba że ktoś jest ASX-em - względem tego osobnika kryteria na forum są znacznie ostrzejsze. :-P Ciągle każą mu się tłumaczyć. Z tego wszystkiego boję się przechodzić po przejściu dla pieszych, nawet na zielonym świetle. ;)
Sabetha - 2012-01-05, 17:36
:
ASX, gdybyś się tyle nie tłumaczył, pewnie miałbyś spokój ;)
ASX76 - 2012-01-05, 17:40
:
Sabetha napisał/a:
ASX, gdybyś się tyle nie tłumaczył, pewnie miałbyś spokój ;)


Jakże mógłbym nie podejmować bohaterskich/dzielnych prób obrony, gdy jestem brzydko pomawiany/bezczelnie oskarżany? :-P
You Know My Name - 2012-01-05, 19:20
:
Luinloth napisał/a:
Jeśli chodzi o seriale to sprawa jest trochę bardziej pokręcona, bo przecież mogę sobie odpalić Foxa czy BBC i ustawić nagrywanie odcinka. Skoro sieci reklamują dekodery z nagrywarką pod hasłem "już nie musisz czatować przed TV na serial, możesz go obejrzeć kiedy chcesz", to nie widzę znaczącej różnicy między nagraniem sobie odcinka na dekoderze a ściągnięciem go z sieci.
Nie oglądając odcinka w TV nie oglądasz reklam. Nie oglądasz, TV ma mniejszą oglądalność i dostaje relatywnie mniej za reklamy.
Luinloth - 2012-01-05, 21:43
:
You Know My Name napisał/a:
Luinloth napisał/a:
Jeśli chodzi o seriale to sprawa jest trochę bardziej pokręcona, bo przecież mogę sobie odpalić Foxa czy BBC i ustawić nagrywanie odcinka. Skoro sieci reklamują dekodery z nagrywarką pod hasłem "już nie musisz czatować przed TV na serial, możesz go obejrzeć kiedy chcesz", to nie widzę znaczącej różnicy między nagraniem sobie odcinka na dekoderze a ściągnięciem go z sieci.
Nie oglądając odcinka w TV nie oglądasz reklam. Nie oglądasz, TV ma mniejszą oglądalność i dostaje relatywnie mniej za reklamy.
Najczęściej zmieniam kanał na reklamach, no ale nie wiem jak oni liczą oglądalność wtedy. Chciałam też zauważyć, że nie każda stacja przerywa odcinki reklamami. :)
Natomiast jeśli okaże się, że mimo to TV na tym traci, to nie będę się upierać przy wybielaniu sobie sumienia.
Jander - 2012-01-05, 22:25
:
Dlatego wolę ściągać i dlatego też używam Adblocka. Reklamy to dżuma XXI wieku.
Fidel-F2 - 2012-01-05, 22:29
:
Luinloth napisał/a:
Najczęściej zmieniam kanał na reklamach, no ale nie wiem jak oni liczą oglądalność wtedy.
:mrgreen:
ASX76 - 2012-01-05, 23:26
:
Jeśli stacja przerywa emisję filmu/serialu reklamami, to sorry, ale cierpliwości aż tyle to nie mam. ;)
Ł - 2012-01-20, 08:57
:

batou - 2012-01-20, 13:17
:
A tymczasem w Polsce...

http://www.eksiazki.org/2...kie-o-e-bookach

http://www.eksiazki.org/2...okowe-na-2012-r
Romulus - 2012-03-01, 20:00
:
Jakim trzeba być twardzielem, żeby przeczytać 1000 książek rocznie: http://wyborcza.pl/1,7548..._zwariowac.html ? Nawet zawodowo?
W sumie jestem szczęśliwy jeśli przeczytam wszystko, co kupiłem w ciągu roku i zaliczę do tego jakiś "powrót" (jak teraz z Sapkowskim). Góra 100 książek.
Tomasz - 2012-03-01, 20:15
:
3 książki dziennie? nie wierzę, to bujda. Ale te dwieście da się przeczytać. Na studiach trzy tygodniowo łykałem bez problemów. Bo nie bywałem na wykładach i na ćwiczeniach w zasadzie też :mrgreen:
Shadowmage - 2012-03-01, 20:19
:
Jeśli masz za sobą kurs szybkiego czytania (ale taki naprawdę skuteczny - mój kolega potrafi czytać tak z 300 stron na godzinę)? Dałoby radę, szczególnie, jeśli robisz to zawodowo. Inna sprawa czy by się chciało :P
Tixon - 2012-03-01, 20:20
:
Tomasz napisał/a:
3 książki dziennie? nie wierzę, to bujda.

Zależy od szybkości czytania. Widziałem program o chłopaku czytającym Lalkę w 15 minut bodaj. Z tym, że to skrajność.
Romulus - 2012-03-01, 20:51
:
Mnie by się nie chciało. Bo i po co? Aż tylu książek wartych przeczytania nie ma. A i szkoda czasu i życia. Musiałbym sobie odmawiać innych przyjemności. Spośród nich ksiązki mają istotne znaczenie, ale nie są jedyne :)
ASX76 - 2012-03-01, 21:32
:
Tixon napisał/a:
Tomasz napisał/a:
3 książki dziennie? nie wierzę, to bujda.

Zależy od szybkości czytania. Widziałem program o chłopaku czytającym Lalkę w 15 minut bodaj. Z tym, że to skrajność.


I jaka w tym przyjemność z lektury płynąca? :-P
Im szybciej przeczyta(sz), tym szybciej skończy(sz), lecz i o wiele mniej rozkoszy będzie. No, chyba że chodzi tylko o "zaliczenie"... ;)
Fidel-F2 - 2012-03-01, 21:53
:
i mniej z tego kumasz, jeśli rzeczywiście w 15 minut to masa szczegółów idzie w pizdu a pozostają tylko ogólne wrażenia, ani czasu na język ani na chwilę zastanowienia o docenieniu poczucia humoru autora nie wspominając
ASX76 - 2012-03-01, 21:58
:
"Kumanie" również wchodzi w zakres przyjemności, w szerszym znaczeniu. ;)
sonia - 2012-03-02, 00:09
:
Trzy książki dziennie, ale właściwie po co? Ani czasu na zastanowienie się nad przekazem, ani na delektowanie lekturą ;) Bez sensu dla mnie. A Lalka w 15 minut to chyba dla samego lansu posiadania takowej umiejętności.
Jander - 2012-03-02, 00:12
:
Akurat na kursach szybkiego czytania uczy się nie tylko samej prędkości, ale też zapamiętywania i rozumienia tekstu.
sonia - 2012-03-02, 00:21
:
Nie wątpię, że tak jest, ale to jakoś nie to samo dla mnie ;)
Tixon - 2012-03-02, 00:35
:
Fidel-F2 napisał/a:
jeśli rzeczywiście w 15 minut to masa szczegółów idzie w pizdu a pozostają tylko ogólne wrażenia, ani czasu na język ani na chwilę zastanowienia o docenieniu poczucia humoru autora nie wspominając
sonia napisał/a:
Trzy książki dziennie, ale właściwie po co? Ani czasu na zastanowienie się nad przekazem, ani na delektowanie lekturą

No wiesz, spotkałem osoby które celowo wolno czytały, aby dłużej delektować się lekturą. Sam, gdy trafie na dobrą książkę, irytuję się wolnym tempem czytania, bo chcę już teraz wiedzieć co jest na stronie następnej i kolejnej, i dalszej... Nie wszyscy muszą czytać w ten sam sposób, w ten sam sposób się delektować.
Luinloth - 2012-03-02, 00:38
:
No jeśli chodzi o przyjemność, to możliwe, bo sama często siłą odrywam się od lektury, żeby nie skończyć książki w jeden dzień. Natomiast jeśli czytasz teksty typowo informacyjne albo po prostu w celu przyswojenia maksimum treści w minimalnym czasie, to połączenie szybkiego czytania i sprawnej pamięci może być więcej niż pożyteczne.
Fidel-F2 - 2012-03-02, 07:25
:
Jander napisał/a:
ale też zapamiętywania i rozumienia tekstu
uczą, uczą ale co z tego
Shadowmage - 2012-03-02, 10:44
:
Wystarczy w sumie popatrzeć jak wyglądają mistrzostwa - czytają błyskawicznie tekst, a potem średnio odpowiadają na więcej pytań niż zwykły czytelnik.
Nie mam natomiast pojęcia, jak wtedy jest z czuciem języka, emocjami, etc. Chyba na tym się traci, nie na przyjętych informacjach.
utrivv - 2012-03-05, 09:20
:
Właśnie czytałem że włosi tak zakręcili falę elektromagnetyczną że mogą nadawać jednocześnie na tej samej częstotliwości kilka różnych transmisji. Wyobrażam sobie urządzenie do czytania wielu pozycji - implant w głowie + odpowiednie oprogramowanie i możesz czytać powiedzmy 10 książek na raz. Do tego pilot do przeskakiwania świadomością pomiędzy czytankami :)
ASX76 - 2012-03-05, 13:11
:
Dla mnie w zupełności wystarczy lektura jednej książki naraz do rozrywki.
Co innego do nauki. Wówczas takie urządzonko miałoby zastosowanie. :-P
MORT - 2012-03-05, 13:55
:
utrivv napisał/a:
Właśnie czytałem że włosi tak zakręcili falę elektromagnetyczną że mogą nadawać jednocześnie na tej samej częstotliwości kilka różnych transmisji.

Jakiś link, czy coś?
utrivv - 2012-03-05, 14:01
:
Choćby tu
W artykule jest link do tej strony
Shadowmage - 2012-03-05, 14:09
:
utrivv - ale wiesz, to już krok od automatycznego wgrywania treści książki do głowy - po co czytać kilka tekstów równocześnie, skoro można je sobie błyskawicznie ją uploadować i przyswoić?
utrivv - 2012-03-05, 14:40
:
Shadowmage napisał/a:
utrivv - ale wiesz, to już krok od automatycznego wgrywania treści książki do głowy - po co czytać kilka tekstów równocześnie, skoro można je sobie błyskawicznie ją uploadować i przyswoić?

Oczywiście można i tak ale zawsze pozostanie grupa ludzi którzy po prostu lubią czytać.
Czytanie sprawia mi przyjemność więc zaczynam powiedzmy lekturę newsów ze świata, fajsa, notowań giełdy, jakieś tam materiały do pracy x4 i powiedzmy Sapka - i tylko ta ostatnia lektura jest świadoma. Czemu nie?
MORT - 2012-03-05, 15:30
:
poza tym do czytania nie potrzeba by było aż tak szybkich, oszczędnych technologii.
Raz by się je zgrało, a potem ciągnęło z pamięci.
Filmy to co innego.
Shadowmage - 2012-03-05, 15:32
:
utrivv napisał/a:
Oczywiście można i tak ale zawsze pozostanie grupa ludzi którzy po prostu lubią czytać.
Czytanie sprawia mi przyjemność więc zaczynam powiedzmy lekturę newsów ze świata, fajsa, notowań giełdy, jakieś tam materiały do pracy x4 i powiedzmy Sapka - i tylko ta ostatnia lektura jest świadoma. Czemu nie?
No tak, ale po co wtedy czytać dziesięć książek na raz, tak jak sugerowałeś? Rzeczy nudne uploadujemy, dla przyjemności czytamy pojedynczą książkę.
utrivv - 2012-03-06, 08:09
:
Shadowmage napisał/a:
utrivv napisał/a:
Oczywiście można i tak ale zawsze pozostanie grupa ludzi którzy po prostu lubią czytać.
Czytanie sprawia mi przyjemność więc zaczynam powiedzmy lekturę newsów ze świata, fajsa, notowań giełdy, jakieś tam materiały do pracy x4 i powiedzmy Sapka - i tylko ta ostatnia lektura jest świadoma. Czemu nie?
No tak, ale po co wtedy czytać dziesięć książek na raz, tak jak sugerowałeś? Rzeczy nudne uploadujemy, dla przyjemności czytamy pojedynczą książkę.

Wydaje mi się że mózg inaczej traktował by wiedzę przeczytaną a inaczej załadowaną. Nigdy tak nie miałeś że coś "wiesz" ale zdajesz sobie sprawę z tego że to raczej nieprawda a jednocześnie nie pamiętasz skąd to wiesz?
Kiedy coś czytasz już wstępnie mózg to filtruje przez to co nazwalibyśmy "Wiedzą", liczy się kontekst, co to jest za pozycja itp.
Kiedy czytasz fantastykę inaczej podchodzisz do wiadomości niż czytając raport ONZ albo PRL.
Kiedy czytasz coś z internetu inaczej podchodzisz do strony superlaski_i_zajebiście_super_prawdziwe_fakty a inaczej do słownika PWN.
Kiedy załadujesz wiedzę od razu nie będziesz miał żadnej pewności o to jaką wagę przykładać do tego - coś jak halucynacje.
ASX76 - 2012-03-20, 14:17
:
Walder Frey napisał/a:

Stare w ogóle się nie prezentuje, niestety.

Ja chyba jednak skuszę się na to najnowsze. Tomy są na tyle grube, że brak twardej okładki jakoś przeżyję.



1. Biorąc pod uwagę relację: jakość wydania - cena, nie jest tak tragicznie. ;)

2. Pytanie, czy obszerna książka w dużym formacie wypuszczona na miękko, nie rozp... się podczas lekturowania... ;) A jeśli nawet nie, to zawsze pozostaje kwestia zaginających się rogów okładek...
adamo0 - 2012-03-20, 14:26
:
No nie wiem co trzeba robić z książką żeby ją "rozp... się podczas lekturowania...".
Moja żona ma książki naukowe, niektóre prawie po 1000 stron i nic się z nimi nie dzieje. Zaznaczam tylko, że ona na nich pracuje, wozi je ciągle ze sobą, czyta, robi notatki itp. i ciągle wyglądają bardzo dobrze.

Sam mam kilka/kilkanaście bardzo grubych książek w miękkich oprawach i też nic się z nimi nie stało.

Trzeba się nauczyć czytać.
ASX76 - 2012-03-20, 14:37
:
Dla mnie, książka która ma widoczny uraz grzbietu (spowodowany rozchylaniem podczas czytania) jest rozp... . ;)
Żebyśmy się dobrze zrozumieli: lekturuję się trzymając książkę pod kątem uniemożliwiającym jakiegokolwiek uszkodzenia, niemniej, nieraz bywało, że z "grubasami" trzeba było szczególnie uważać, co nie wpływało zbyt dobrze na wygodę...
Gorzej, gdy taką knigę ktoś pożyczy i zaczyna "gimnastykować" knigę, żeby sobie zmaksymalizować wygodę... ;)
adamo0 - 2012-03-20, 14:55
:
No rozumiem, ale nie ma też co przesadzać.
Ważne, że MAG podejmuje się po raz trzeci (jeżeli licząc zwykłą edycję i edycję kolekcjonerską) wydania tej samej serii w sytuacji, gdy nie przynosi ona zbyt dużych zysków/nie cieszy się dużym powodzeniem (vide: forum MAGa). Wolę już grubasa w miękkiej oprawie niż dzielenie tomów na 2/3 książki, bo to potem zajmuje całą półkę na regale. Zresztą - przeczytam raz i odstawię to co mi za różnica?
ASX76 - 2012-03-20, 15:42
:
Jedna obszerna powieść podzielona na dwa tomy (MKP jeśli była dzielona, to na 2 max), zajmuje tylko troszkę więcej miejsca, niż wydanie w jednym tomie (ot, o grubość samych okładek), więc proszę nie wyolbrzymiać braku miejsca z tym związanego... ;)
adamo0 - 2012-03-20, 15:47
:
No ale dla mnie głupio to wygląda. Tak jak Ty masz pewne zboczenia na temat wyglądu książek, tak mam i ja.
PLiO nie wygląda dla mnie zbyt ciekawie na półce, tak samo Cykl Barokowy. Podobnie podejrzewam jest z MKP podzieloną na tyle tomów.

Dlatego ja się cieszę z zarówno nowego wydania MKP, jak i nowego wydania Cyklu Barokowego.
ASX76 - 2012-03-20, 15:58
:
adamo0 napisał/a:
No ale dla mnie głupio to wygląda.

Tak jak Ty masz pewne zboczenia na temat wyglądu książek, tak mam i ja.

PLiO nie wygląda dla mnie zbyt ciekawie na półce, tak samo Cykl Barokowy.

Dlatego ja się cieszę z zarówno nowego wydania MKP, jak i nowego wydania Cyklu Barokowego.



1. No ale... czym innym jest kwestia rzekomo zmniejszonego miejsca na półce dzięki rozbiciu jednej książki na dwa tomy, a czym innym "głupi wygląd". ;)

2. Nie tyle jest to kwestia zboczenia, ile osobistego poczucia estetyki. ;)

3. Co innego eleganckie wznowienie "PLiO" w twardej oprawie. //spell

4. Zdaje się, wznowienie Cyklu Barokowego będzie w HC. Jednak "grubasy" w twardej oprawie prezentują się o wiele ładniej.
Romulus - 2012-03-20, 16:07
:
Najnowszego Reynoldsa kupiłem w U.K. w wersji "miękkiej", ale w dużym formacie. I wygląda to nieźle ani nie zapowiada się, że rozpadnie się w pojedyncze kartki. Jeśli "MKP" też miałaby się tak ukazać, to może i kupiłbym nowe wydanie. Bo faktem jest, iż to pierwsze zajmuje ogromnie dużo miejsca na półce.
ASX76 - 2012-03-20, 16:20
:
Wznowienie MKP ma być w dużym formacie, więc to one zabierze więcej miejsca niż pierwsze wydanie: mniejsze i dzielone, tyle że pod względem wysokości. :-P
Jander - 2012-03-20, 16:24
:
adam00 napisał/a:
PLiO nie wygląda dla mnie zbyt ciekawie na półce, tak samo Cykl Barokowy. Podobnie podejrzewam jest z MKP podzieloną na tyle tomów.

Mam PLiO w pojedynczych tomach i i tak ich nie widzę - są zasłonięte przez inne, nieprzeczytane, książki. Zresztą grzbiety w większości chyba i tak są złamane (żeby nie złamać musiałbym chuchać i dmuchać przez 1200 stron). Erikson leży w większości na wierzchu, chociaż cały się nie mieści, jakieś grzbiety też są złamane.
Przerzuciłem tego offtopa z tematu o MKP.
dworkin - 2012-04-06, 09:52
:
http://www.youtube.com/watch?v=iuFV5196dYQ

Jest w tym coś wspaniałego... By jednak nie popaść zbytnio w sentymentalizm - każda książka to przede wszystkim treść.

PS. Tyle zachodu, a grzbiet i tak się odklei...
Tixon - 2012-04-15, 00:40
:
ASX76 napisał/a:
Może wydawca ma Ci za darmo wysłać książki w twardej oprawie w ramach zadośćuczynienia za doznane cierpienia, Marudo?

Byłbym kontent gdyby wydawca dał mi wybór ;)
ASX76 - 2012-04-15, 01:02
:
Tixon napisał/a:

Byłbym kontent gdyby wydawca dał mi wybór ;)


Ależ wybór masz. Nikt Cię do niczego nie zmusza. :-P

Wydawca wyczerpująco uzasadnił zmianę w polityce wydawniczej rączką Pani Kasi.
Została również przekonująco przedstawiona kwestia niemożności wypuszczenia "na miękko" i "na twardo". Jedno albo drugie. A że podjęto decyzję o przejściu na twardą oprawę, więc nie ma co tu jojczeć. :-P
Jander - 2012-04-15, 12:24
:
Masz spory wybór:
- ekonomiczny wariant nie zwraca uwagę na wygląd na półce,
-wariant luksusowy - kupujesz poprzednie części w twardej (tutaj można dodać wariant żydowski, gdy jeszcze sprzedajesz części w miękkiej i wychodzisz na plus)
- wariant marudny - nie kupujesz w ogóle tylko najwyżej pożyczasz,
- wariant gadżetowy - czekasz na e-booki.
Sammael - 2012-04-15, 15:01
:
Jander napisał/a:

-wariant luksusowy - kupujesz poprzednie części w twardej (tutaj można dodać wariant żydowski, gdy jeszcze sprzedajesz części w miękkiej i wychodzisz na plus)


Ja właśnie wybrałem wariant luksusowy (bo nie wyobrażam sobie żeby takie świetne książki jak Meekhan mieć w różnych formatach), ale chciałbym zastosować i ten wariant żydowski - poucz mnie, waść, jak mogę sprzedać stare wydania tak, żeby jeszcze wyjść na całej operacji na plus? :mrgreen:
Ł - 2012-04-15, 15:13
:
Sammael napisał/a:
chciałbym zastosować i ten wariant żydowski - poucz mnie, waść, jak mogę sprzedać stare wydania tak, żeby jeszcze wyjść na całej operacji na plus? :mrgreen:

Na początek, zamiast "stare wydania" zacznij pisać "kultowe wydania vintage".
Jander - 2012-04-15, 16:41
:
^To
A poza tym kupuj tanio (teraz jest chyba najtaniej), sprzedawaj drogo (poczekaj aż skończy się nakład w twardej). Przydatne może się okazać pozostawienie paru egzemplarzy w modnych miejscach, jak Starbucks, wrocławski Falanster, Nowy Wspaniały Świat (napisz też do Jasia Kapeli i Wojciecha Orlińskiego, żeby rozreklamowali). Jeśli będziesz miał czas to postój przed gimnazjami z torbą pełną Wegnerów - mów, że pierwsze opko za free.
Sammael - 2012-04-15, 17:48
:
No, ale ja pytałem: jak sprzedać drogo? Używane książki w miękkiej oprawie, z której to wydawnictwo właśnie się wycofuje. Radzisz żebym je zostawił w Starbucksie? No, faktycznie, bardzo zyskowna opcja :-P
Jander - 2012-04-15, 18:13
:
Przecież Ci napisałem. Poczekaj na zmianę koniunktury, zostawianie w Starbuniu to element większej kampanii.
toto - 2012-04-26, 08:02
:
Ciekawe infografika. Chyba już niedługo przełom nastąpi też u nas.
Jachu - 2012-10-08, 12:11
:
Gorombas napisał/a:
I to jest promocja :->
Może i tak, ale co to za czytanie?
Sammael - 2012-10-08, 13:42
:
Zapłacić 10 zł żeby móc sobie poczytać z ekranu? Podziękuję :mrgreen:
Jander - 2012-10-08, 15:53
:
Jachu napisał/a:
Może i tak, ale co to za czytanie?

:?:
Jachu - 2012-10-08, 17:37
:
Jander napisał/a:
Jachu napisał/a:
Może i tak, ale co to za czytanie?

:?:
Czytanie z ekranu to jak jazda wirtualnym samochodem. Niby jedziesz, ale to jednak nie te same doznania. Więc, co to za czytanie...
Jander - 2012-10-08, 17:48
:
Czytanie z ekranu czytnika już lepiej porównać do elektrycznych samochodów - w przyszłości wszyscy będą nimi jeździć i mało kto będzie pamiętał o autach na benzynę, najwyżej żeby powspominać jej zapach.
Chyba że mówisz o ekranie komputera/komórki, ale to już jak jazda zdezelowanym Maluchem.
Młodzik - 2012-10-08, 18:15
:
Sądzę, że papierowe książki spotka taki sam los, co drewniane meble - staną się towarem ekskluzywnym i cholernie drogim. Ostatecznie mają tę jedną przewagę nad czytnikami, że ładnie się prezentują i robią wrażenie.
Fidel-F2 - 2012-10-08, 18:43
:
czytniki wyprą paperbacki i w sumie to wszystko
Sammael - 2012-10-08, 18:52
:
http://www.zaginiona-bibl...topic.php?t=223

Jachu napisał/a:
Czytanie z ekranu to jak jazda wirtualnym samochodem. Niby jedziesz, ale to jednak nie te same doznania. Więc, co to za czytanie...


+1

btw nawet jeśli kiedyś czytniki wyprą książki (w co nie wierzę), nie stanie się to za naszego życia.
utrivv - 2012-10-09, 08:33
:
Jander napisał/a:
Czytanie z ekranu czytnika już lepiej porównać do elektrycznych samochodów - w przyszłości wszyscy będą nimi jeździć i mało kto będzie pamiętał o autach na benzynę

To bardzo możliwe w końcu nie liczą się efekty a klawy pomysł :)
Co ważne nie jestem przeciwnikiem czytników, sam powoli się przymierzam do kindla.
Kindel bury, kindel bury, kindel bury fajny jest //muzyka
Jachu - 2012-10-09, 08:50
:
Jander napisał/a:
Czytanie z ekranu czytnika już lepiej porównać do elektrycznych samochodów - w przyszłości wszyscy będą nimi jeździć i mało kto będzie pamiętał o autach na benzynę, najwyżej żeby powspominać jej zapach.
Być może, ale nadal to jest to porównanie na zasadzie: gra w szachy oko w oko z Kasparowem - gra w szachy z komputerem lub innym graczem za pośrednictwem komputera. W przyszłości pewnie wszyscy będą grali wirtualnie i choć będzie to namiastka prawdziwej gry, to jednak będzie brakowało tego "czegoś", co daje tylko pojedynek jeden na jeden oko w oko, kiedy wręcz czujesz pot spływający po czole przeciwnika... Z e-bookami jest to samo. To jedynie namiastka czytania.

W "Gazecie Wyborczej" z dn. 07.03.2012 r. Mariusz Sieniewicz, autor m.in. powieści "Miasto szklanych słoni", trzykrotnie nominowany do Paszportów "Polityki", dwukrotnie do Nike w felietonie określił swoje zdanie na temat e-booków. Muszę przyznać, że w pełni wyraził moje zdanie w tej materii ;)
Cytat:
Co do e-booków jestem totalną konserwą. Nie czytam ich po prostu, są mi z gruntu obce jak przereklamowane nowinki cybernetycznych światów, które już dawno stały się celem, a nie narzędziem. Zawsze wskazuję i wybieram papier. Sugerowane wygoda, mobilność, praktyczność e-booka jakoś nie przekonują mnie - zresztą, kto powiedział, że wszystko musi być wygodne, praktyczne, no i mobilne. Jestem papierojadem (mówiąc za Marianem Stalą), a kontakt z książką, z jej zapachem, szelestem kartek jest cudownym rytuałem, któremu oddają się zarówno młodzi adepci słowa, jak i mędrcy. Materialnej powagi i dostojności Sołżenicyna, Joyce'a czy Prousta nie odda krążek wyglądem konkurujący jedynie ze sprasowanym ananasem w plastrach. Tradycyjna książka podkreśla swoją odrębność, swoją niepowtarzalność, jest czymś więcej niż tylko nośnikiem treści. Przewrócenie kartki, odgięcie okładki świeżo wydrukowanej książki to arystokratyczne gesty, przy których elektroniczne przewijania zdają się być dzisiaj czymś plebejskim. Moje lektury elektroniczne są wyłącznie "informacyjno-poznawcze". Ekran nie przenosi estetyki, nie przenosi wyobraźni, nie komunikuje obrazów między tekstem a czytającym. Poza tym lekturę elektroniczną cechuje płytkość, pośpiech i nieuważność. Ekran mieli setki informacji, codziennie przetrawiam megabajty tych ważnych i tych kompletnie zbytecznych wiadomości, stając się zgooglowanym konsumentem, bezrefleksyjną maszyną trawiącą. Im więcej czytam elektronicznie, tym więcej zapominam, co czyni w pewien sposób ze mnie istotę niepoczytalną. Pamiętam książki, które czytałem dziesięć, piętnaście lat temu, a często nie potrafię odtworzyć notki, którą przeczytałem wczoraj na ekranie. Elektroniczność lektury sprawia, że coraz częściej zapadam na jakąś formę technologicznego alzheimera. Z papierem jest inaczej: papier domaga się dyscypliny, uważności, wreszcie uczestnictwa i percepcji wyższej od control V i control C. Czy e-book może mieć swoją wartość antykwaryczną? Czy może mieć odręczne zapiski, ekslibrisy, pożółkłe rogi, w których czas ześlizgnął się okiem, podklejane okładki, ba! - nawet plamy po kawie czy przysłowiowych plackach? A w nich przecież zawiera się opowieść nie tylko książki, ale i jej czytelników. Ilekroć natrafiam na starą książkę, śledzę tę równoległość historii. Książka wyczarowuje świat, e-book go tylko odtwarza.

Fidel-F2 - 2012-10-09, 08:56
:
utrivv, różnica jest taka, że ropa się skończy a prąd nie. Więc efekty będą ogromnych rozmiarów.

Jachu napisał/a:
Być może, ale nadal to jest to porównanie na zasadzie: gra w szachy oko w oko z Kasparowem - gra w szachy z komputerem lub innym graczem za pośrednictwem komputera. W przyszłości pewnie wszyscy będą grali wirtualnie i choć będzie to namiastka prawdziwej gry, to jednak będzie brakowało tego "czegoś", co daje tylko pojedynek jeden na jeden oko w oko, kiedy wręcz czujesz pot spływający po czole przeciwnika... Z e-bookami jest to samo. To jedynie namiastka czytania.
ale masz na to jakąś ustawę albo inne wsparcie?

Jachu napisał/a:
W "Gazecie Wyborczej" z dn. 07.03.2012 r. Mariusz Sieniewicz, autor m.in. powieści "Miasto szklanych słoni", trzykrotnie nominowany do Paszportów "Polityki", dwukrotnie do Nike w felietonie określił swoje zdanie na temat e-booków.
Klaun
utrivv - 2012-10-09, 09:06
:
Fidel-F2 napisał/a:
utrivv, różnica jest taka, że ropa się skończy a prąd nie. Więc efekty będą ogromnych rozmiarów.

Nie wiem na ile wnikliwie czytałeś zalinkowany artykuł ale sedno jest takie że ten prąd produkuje się z ropy lub węgla.Niemcy właśnie odchodzą od atomu więc co zostaje? W marzeniach ebooki miały być tańsze od książek, łatwo dostępne, wygodne. Czy będzie tak kiedykolwiek? Chyba tylko wtedy gdy znikną wydawcy.
Fidel-F2 - 2012-10-09, 09:20
:
nie czytałem artykułu bo po co? I tak, odejdą od atomu i przesiądą się na dynama jak się węgiel i ropa skończy.
MrSpellu - 2012-10-09, 09:23
:
Nie, przejdą na wiatr i kolektory słoneczne, ewentualnie biomasę. A ja zaczynam poważnie zastanawiać się nad kupnem czytnika. Wtedy normalne książki wywalę gdzieś w kosmos i będę miał więcej miejsca na figurki.
Fidel-F2 - 2012-10-09, 09:27
:
MrSpellu napisał/a:
Nie, przejdą na wiatr i kolektory słoneczne, ewentualnie biomasę
siur, i na co im to starczy? na prąd do czytników?
Jachu - 2012-10-09, 09:35
:
MrSpellu napisał/a:
normalne książki wywalę gdzieś w kosmos i będę miał więcej miejsca na figurki.
A nie lepiej mieć figurki wirtualne? Wtedy będziesz miał jeszcze więcej miejsca ;)
MrSpellu - 2012-10-09, 09:44
:
Fidel-F2 napisał/a:
i na co im to starczy? na prąd do czytników?

Mam znajomego, który pracuje w branży uzyskiwania energii elektrycznej ze słońca. Bardzo się zdziwiłem, gdy mi wyjaśnił jak ostatnio ta technologia zrobiła się wydajna.

Jachu napisał/a:
A nie lepiej mieć figurki wirtualne? Wtedy będziesz miał jeszcze więcej miejsca

Nie, nie lepiej. I nie porównuj czytania książki do modelarstwa, bo to bardzo odległe sprawy. Komfort czytania z czytnika jest niemal taki sam jak komfort czytania z papieru. No może bałbym się tak czytać w wannie.
Fidel-F2 - 2012-10-09, 09:45
:
MrSpellu napisał/a:
Mam znajomego, który pracuje w branży uzyskiwania energii elektrycznej ze słońca. Bardzo się zdziwiłem, gdy mi wyjaśnił jak ostatnio ta technologia zrobiła się wydajna.
ok to jeszcze podświetlą rybki w akwariach
Tomasz - 2012-10-09, 10:10
:
Czytniki nie wyprą książek z tego powodu, że rynek czytelników jest za mały. Jednak wielu, tak jak ja woli mieć książki, które stoją na półce, które mogę pomacać, powąchać, na plaży idąc do wody zostawić na ręczniku i się nie bać, że ktoś zakosi, przestawiać je, sortować, układać, oglądać, kartkować itd.
Część osób woli czytniki, ale to nie rynek porównywalny do słuchających muzykę, którzy wybrali mp3 i neta, albo oglądających filmu, dla których jakość dvd była większa niż vhs a teraz br jest lepsza od dvd.
Czytnik to coś zastępczego, obok, i tylko dla tych, dla których czytanie jest tylko czytaniem, a nie również rozrywką dla estety.
Romulus - 2012-10-09, 10:20
:
Nie chcę być wredny, ale po raz kolejny w nowym temacie wałkowane są argumenty poruszane wcześniej w co najmniej dwóch innych tematach.
Młodzik - 2012-10-09, 11:04
:
Jachu, też wolę książki papierowe, ale bez obrazy, takiego pierdolenia, jak w zacytowanym przez ciebie artykule, dawno nie widziałem. Czytnik czy książka, to kwestia gustu, nie ma sensu prowadzić dyskusji nt. "O wyższości papieru/czytnika", bo niczego nie da się w ten sposób udowodnić. A jeśli już ktoś próbuje, to wychodzi taki właśnie bełkot.
Jachu - 2012-10-09, 12:01
:
Młodzik napisał/a:
bez obrazy, takiego pierdolenia, jak w zacytowanym przez ciebie artykule, dawno nie widziałem.
Dlaczego pierdolenia? I dlaczego świadomie używasz wulgarnego określenia na przemyślenia i zdanie uznanego pisarza? Nie umiesz dobrać słów odpowiednich do sytuacji? Możesz się z nim nie zgadzać, ale odrobina kultury i dobrego wychowania by się przydała, w końcu to forum publiczne.

Młodzik napisał/a:
Czytnik czy książka, to kwestia gustu
Zgoda. I analogicznie do mojego przykładu - jedna osoba będzie wolała pograć w szachy z graczem za pośrednictwem komputera, a druga w cztery oczy, dzięki czemu będzie można spojrzeć graczowi w oczy, poczuć jego stres, kopnąć go pod stołem czy chociażby uścisnąć mu dłoń po zakończeniu gry. To takie drobiazgi, ale to właśnie one tworzą klimat, którego brakuje w świecie wirtualnym, a które są ogromnie ważne. Ale spoko, to przecież "pierdolenie", prawda? --_-
MrSpellu - 2012-10-09, 12:24
:
Jachu napisał/a:
Dlaczego pierdolenia? I dlaczego świadomie używasz wulgarnego określenia na przemyślenia i zdanie uznanego pisarza? Nie umiesz dobrać słów odpowiednich do sytuacji? Możesz się z nim nie zgadzać, ale odrobina kultury i dobrego wychowania by się przydała, w końcu to forum publiczne.

Jachu, nie obraź się, ale to jest pierdolenie. I to chyba jakiejś starej konserwy. Przypomina mi to trochę tego mnicha, który beształ Gutenberga, że druk nie ma duszy. Przecież kopiowanie domaga się dyscypliny, uważności, wreszcie uczestnictwa i percepcji wyższej od układania sztanc drukarskich...

Sam się przekonałem, że ekran a czytnik to dwie różne sprawy. A byłem sceptyczny i to bardzo.
MORT - 2012-10-09, 12:37
:
To nie jest smętne pierdolenie - to osobiste odczucie, którym podzielił się autor (mam podobnie) - to kwestia rytualizacji pewnych aktywności, a u każdego wygląda to inaczej (Lem np., stronił od komputerów - pisał tylko na maszynie).
Ale czego oczy nie widzą... - za jakiś czas książki będą ludziom tylko śmierdzieć, będą nieporęczne i ciężkie, w porównaniu do czytnika, a to ciągłe przewracanie stron będzie irytujące, itd. Kwestia pokolenia, dwóch i książka stanie się produktem luksusowym dla starszych czytelników, albo wycofa się do sfery "projektów artystycznych". :P

Czemu my o tym tutaj piszemy?
MrSpellu - 2012-10-09, 12:43
:
Osobiste odczucia bardzo często są smętnym pierdoleniem. Nie widzę błędu w moim rozumowaniu.

Spoko, ministerstwo kultury pewnie przyzna subwencje wydawcom, by mogli wydawać taniej :badgrin:
Jachu - 2012-10-09, 12:46
:
MrSpellu napisał/a:
Jachu, nie obraź się, ale to jest pierdolenie.
Ależ ja się nie obrażam, skąd w ogóle takie wrażenie? ;) Po prostu nie jestem w stanie pojąć, jak oczytani ludzie bez skrupułów świadomie nadużywają wulgarnego słownictwa, ale to pewnie głónie dlatego, że jestem misiem o bardzo małym rozumku. Masz swoje zdanie? W porządku. Szanuję to, choć mogę się z nim nie zgadzać. Pisanie jednak, że autor pierdoli bez sensu, jest po prostu nie na miejscu i źle świadczy o wypowiadającym. Bliżej mi do zdania MORTA, który jest w stanie się wznieść ponad czubek własnego nosa i nie uważać zdania czy odczuć innego człowieka jako "pierdolenie"...

MrSpellu napisał/a:
Sam się przekonałem, że ekran a czytnik to dwie różne sprawy.
Yhy, czyli czytnik nie ma ekranu? //osochozi

MrSpellu napisał/a:
Osobiste odczucia bardzo często są smętnym pierdoleniem. Nie widzę błędu w moim rozumowaniu.
Czyli, jak rozumiem, pierdolisz w tym momencie? :mrgreen:
MrSpellu - 2012-10-09, 12:51
:
Jachu napisał/a:
Po prostu nie jestem w stanie pojąć, jak oczytani ludzie bez skrupułów świadomie nadużywają wulgarnego słownictwa, ale to pewnie głónie dlatego, że jestem misiem o bardzo małym rozumku.

Mam określone poglądy na temat wulgarnego słownictwa w języku polskim. Jest ono piękne i należy go używać.

Jachu napisał/a:
Pisanie jednak, że autor pierdoli bez sensu, jest po prostu nie na miejscu i źle świadczy o wypowiadającym.

No patrz, ja tam zawsze myślałem, że to źle świadczy o autorze.

Jachu napisał/a:
Yhy, czyli czytnik nie ma ekranu?

hmm... różni się on od ekranu komputera, tableta etc?

Jachu napisał/a:
Czyli, jak rozumiem, pierdolisz w tym momencie?

Nie, bo to nie są moje osobiste odczucia. To stwierdzenie faktu.
Sammael - 2012-10-09, 12:55
:

utrivv - 2012-10-09, 13:13
:
Uważam tak samo jak Jachu ale się ze sobą nie zgadzam, tzn. rozumiem że z lodowcem nie wygram i jeżeli jutro MAG zrezygnuje z papierowych wydań nie będę protestował przed sejmem. Mam wielka nadzieję że książki papierowe zostaną ale jak wiadomo trudno w takie wydanie wrzucić DRM'a więc dla wydawcy ten rynek nie ma przyszłości.
Luinloth - 2012-10-09, 14:10
:
Znowu w dyskusji czytniki vs. papier niektórzy sprawiają wrażenie, jakby kupienie czytnika powodowało automatyczną anihilację całego domowego księgozbioru. Przecież to od każdego zależy, czy sprzeda całą swoją kolekcję, czy sobie ją zostawi, czy może nawet będzie nadal kupował papierowe książki, jeśli na posiadaniu jakichś będzie mu zależeć. Tak samo jak pożyczanie książek od kogoś albo z biblioteki nie wyklucza się z kupowaniem.
A co do wygody, to na laptopie zalegają mi nieprzeczytane e-booki, bo nie lubię męczyć oczu czytaniem długich tekstów z ekranu. Miałam za to przyjemność przeczytania całej książki na Kindlu i praktycznie o wiele bliżej mu do książki niż do monitora.

Mam nadzieję, że ktoś złapie za nożyczki i przeniesie to do tematu o czytnikach :roll:
MrSpellu - 2012-10-09, 14:13
:
Luinloth napisał/a:
Znowu w dyskusji czytniki vs. papier niektórzy sprawiają wrażenie, jakby kupienie czytnika powodowało automatyczną anihilację całego domowego księgozbioru.

A to nie jest tak, że jak kupisz Kindla to wszystkie książki w domu ulegają samospaleniu? o_O

Luinloth napisał/a:
Mam nadzieję, że ktoś złapie za nożyczki i przeniesie to do tematu o czytnikach

Najsensowniejsza wypowiedź w tym temacie.
Luinloth - 2012-10-09, 14:31
:
MrSpellu napisał/a:
Luinloth napisał/a:
Znowu w dyskusji czytniki vs. papier niektórzy sprawiają wrażenie, jakby kupienie czytnika powodowało automatyczną anihilację całego domowego księgozbioru.

A to nie jest tak, że jak kupisz Kindla to wszystkie książki w domu ulegają samospaleniu?
Znam osobiście tylko jednego posiadacza Kindla i sądząc po stężeniu książek na metr kwadratowy w mieszkaniu... ee, o dziwo chyba nie.
Uprzedzając kolejne listy od czytelników: Kindle nie zakłada Ci też blokady uniemożliwiającej wejście do księgarni i wydania tam całej swojej kasy na kolejne książki z serii. O_o

Spellu, a Ty chcesz sobie kupić Kindla amazonowego czy użyłeś tej nazwy na określenie czytnika ogólnie?
MrSpellu - 2012-10-09, 14:35
:
Luinloth napisał/a:
Uprzedzając kolejne listy od czytelników: Kindle nie zakłada Ci też blokady uniemożliwiającej wejście do księgarni i wydania tam całej swojej kasy na kolejne książki z serii.

Niewiarygodne!

Luinloth napisał/a:
Spellu, a Ty chcesz sobie kupić Kindla amazonowego czy użyłeś tej nazwy na określenie czytnika ogólnie?

Skrót myślowy. Rover też był firmą ;)
Prędzej jednak niż czytnik kupię sobie Harder & Steenbeck evolution silverline 2 in 1. Te same pieniądze, a radość nieporównywalnie większa :mrgreen:
batou - 2012-10-09, 15:23
:
Ebooki będą wypierać z rynku paperbacki. W sumie już się to dzieje w krajach, gdzie ten rynek się rozwinął. Ja, odkąd mam Kindle (jakieś 2 lata), kupiłem sporo książek, ale są to tylko wydania HC książek, które po prostu chcę mieć w wersji "real".

A tak z ciekawości mam pytanie do zakochanych w papierze i negujących ebooka jako książkę... Ktoś z Was przeczytał jakiegokolwiek ebooka na czytniku? Nie plik .doc na laptopie, tylko przygotowanego ebooka, na urządzeniu służącym do ich czytania.
utrivv - 2012-10-09, 15:23
:
MrSpellu napisał/a:

Prędzej jednak niż czytnik kupię sobie Harder & Steenbeck evolution silverline 2 in 1. Te same pieniądze, a radość nieporównywalnie większa :mrgreen:
Nie widzę pojemnika na napalm, trzeba dokupić osobno? //panda

ps przed napisaniem tego postu starannie sprawdziłem czy to aby nie mój dział ;)
MrSpellu - 2012-10-09, 15:42
:
batou napisał/a:
A tak z ciekawości mam pytanie do zakochanych w papierze i negujących ebooka jako książkę... Ktoś z Was przeczytał jakiegokolwiek ebooka na czytniku? Nie plik .doc na laptopie, tylko przygotowanego ebooka, na urządzeniu służącym do ich czytania.

Kolega z pracy sobie kupił. Dał mi poczytać. I jestem na tak.
Jachu - 2012-10-09, 15:54
:
batou napisał/a:
Ktoś z Was przeczytał jakiegokolwiek ebooka na czytniku?
Kuzyn żony ma Kindle'a. To nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.
Luinloth - 2012-10-09, 16:13
:
Ja przeczytałam całą książkę, bardzo wygodnie się czyta. Dodatkowy plus za możliwość ustawienia czcionki, bo u mnie to mocno wpływa na komfort i tempo czytania.
martva - 2012-10-09, 16:46
:
Wydawało mi się że to taki zupełnie niepotrzebny gadżet i pewni nigdy bym nie kupiła sama z siebie, ale że dostałam, to spróbowałam. I wsiąkłam. Strasznie fajna sprawa, mogę sobie powiększyć czcionkę do większej niż Fabryczna, w łóżku mogę przewracać strony nosem, w komunikacji miejskiej nie muszę czekać aż autobus się zatrzyma albo tłum zmniejszy żeby mieć miejsce na przerzucenie kartek. Wzrok mi się nie męczy tak jak podświadomie myślałam, i mam wrażenie że czyta się dużo szybciej niż papierowe książki.
Luinloth - 2012-10-09, 16:49
:
Masz już naprawiony/wymieniony? :)
Młodzik - 2012-10-09, 16:55
:
Uhuhu, nie myślałem, że aż tak bardzo kogoś zbulwersuję.
Jachu, pozwól, że się wytłumaczę. W zacytowanym przez ciebie artykule dla mnie było drażniące już to, że w ogóle powstał. Dlaczego? Oto osoba znana, o jakimś autorytecie, wypowiada się na temat, na który powiedziano już wszystko i nie dodaje nic nowego poza kilkoma straszliwymi głupotami. I jaki jest w ogóle sens powoływać się na coś takiego. Jeśli mnie nie przekonują argumenty przeciętnego zjadacza chleba to już takie same powtórzone przez jakiś tam autorytet staną się dla mnie objawieniem? Nie sądzę.

A dlaczego dla mnie to takie głupoty, że użyłem brzydkiego słowa? Głównie przez ten fragment:
Cytat:
Materialnej powagi i dostojności Sołżenicyna, Joyce'a czy Prousta nie odda krążek wyglądem konkurujący jedynie ze sprasowanym ananasem w plastrach. Tradycyjna książka podkreśla swoją odrębność, swoją niepowtarzalność, jest czymś więcej niż tylko nośnikiem treści. Przewrócenie kartki, odgięcie okładki świeżo wydrukowanej książki to arystokratyczne gesty, przy których elektroniczne przewijania zdają się być dzisiaj czymś plebejskim. Moje lektury elektroniczne są wyłącznie "informacyjno-poznawcze". Ekran nie przenosi estetyki, nie przenosi wyobraźni, nie komunikuje obrazów między tekstem a czytającym. Poza tym lekturę elektroniczną cechuje płytkość, pośpiech i nieuważność.

Autor zrezygnował tu z zaznaczania, że to tylko jego zdanie, podejrzewam, że nadal pozostało to w domyśle, ale dla mnie zabrzmiało już jak jedyna słuszna prawda.
Pociągając rzecz do absurdu można stwierdzić, że jedynym słusznym polskim wydaniem "Ulissesa" jest tylko wydanie trzecie dodruk drugi, bo tylko ono posiada odpowiedni format, okładkę, czcionkę i rodzaj papieru, które mają przeogromny wpływ na interpretację całości. Pozostałe wersje to herezje niegodne uwagi. No i to demonizowanie czytnika, którego nijak nie potrafię zrozumieć. Nie przenosi wyobraźni, obrazów? Płytkość, pośpiech i nieuważność? Już samo to, że analizuję ten tekst za pomocą edytora tekstu jest dostatecznym dowodem na jego bzdurność.
A żeby było zabawniej, autor zdaje się sugerować, że treść wcale nie jest najważniejszą cechą książki, co najwyżej równoważną do nośnika i wydania. A to przecie bzdura.

Co do brzydkiego słowa - tutaj moje podejście jest identyczne jak w przypadku MrSpella. Nie lubię, ale są czasami takie sytuacje gdy po prostu nie można inaczej.
martva - 2012-10-09, 16:55
:
Luinloth, okazało się że ma z tyłu taką malutką dziurkę, i jak mu się tam wetknie szpilkę to się cudownie samouzdrawia XD
Ale oczywiście zostałam pouczona że 'na przyszłość' powinnam mieć Kindla, bo... bo tak.
Tixon - 2012-10-09, 16:58
:
W całej rozciągłości zgadzam się z Młodzikiem.
Luinloth - 2012-10-09, 17:11
:
martva napisał/a:
Luinloth, okazało się że ma z tyłu taką malutką dziurkę, i jak mu się tam wetknie szpilkę to się cudownie samouzdrawia XD
Ale oczywiście zostałam pouczona że 'na przyszłość' powinnam mieć Kindla, bo... bo tak.
A to sprytna bestia.
Ja właśnie o Kindlu myślę. No ale kiedy się dostaje w nagrodę albo w prezencie, to przecież zupełnie inna sprawa.
MrSpellu - 2012-10-09, 17:13
:
Młodzik napisał/a:
A żeby było zabawniej, autor zdaje się sugerować, że treść wcale nie jest najważniejszą cechą książki, co najwyżej równoważną do nośnika i wydania. A to przecie bzdura.

No ale w sumie to jest bibliofilskie trzepanie kapucyna. Co jest nawet zrozumiałe.
Młodzik - 2012-10-09, 17:20
:
Ależ ja też jestem bibliofilem, tylko moje podejście do książek jest czysto estetyczne - ładnie wyglądają na półce, więc dlatego je cenię bardziej niż czytniki :) .
martva - 2012-10-09, 17:22
:
Cytat:
Ekran nie przenosi estetyki, nie przenosi wyobraźni, nie komunikuje obrazów między tekstem a czytającym. Poza tym lekturę elektroniczną cechuje płytkość, pośpiech i nieuważność.


Yyyyyy... :roll:
Ja chyba mam jakąś dziwną wyobraźnię, bo w ogóle mi nie robi różnicy czy czytam z papieru czy z e-papieru (w sumie coś wciągającego mogłabym i ze zwykłego monitora czytać, tylko krótko). Co za bullshit.

Luinloth napisał/a:
No ale kiedy się dostaje w nagrodę albo w prezencie, to przecież zupełnie inna sprawa.

Mój kolega ma Kindla, i wszystkim poleca Kindla, ale mówi że ten mój jest ciut lepszy od Kindli. Ja tam nie wiem, nie znam się, ale odkryłam że można w nim rysować. To słodkie, aż żałuję że nie umiem rysować ;)
Romulus - 2012-10-09, 17:32
:
MrSpellu napisał/a:
Młodzik napisał/a:
A żeby było zabawniej, autor zdaje się sugerować, że treść wcale nie jest najważniejszą cechą książki, co najwyżej równoważną do nośnika i wydania. A to przecie bzdura.

No ale w sumie to jest bibliofilskie trzepanie kapucyna. Co jest nawet zrozumiałe.

Ale i żałosne. O, jestem takim zajebistym bibliofilem i nie widzę lub nie chcę dostrzec, że świat za oknem się zmienia, czy mi się to podoba, czy nie.
Jander - 2012-10-09, 18:22
:
batou napisał/a:
Ja, odkąd mam Kindle (jakieś 2 lata), kupiłem sporo książek, ale są to tylko wydania HC książek, które po prostu chcę mieć w wersji "real".

Ja to samo, tylko że nie tylko HC. W tym roku na Kindle przeczytałem tylko 1/3 wszystkich przeczytanych książek, w zeszłym połowę. Teraz głównie mam ochotę na papier, ale skończę książkę w papierze/dwie i wrócę na czytnik. Dla mnie jedno drugiego nie wypiera, a jedynie uzupełnia.
dworkin - 2012-10-09, 19:48
:
Tomasz napisał/a:
Czytniki nie wyprą książek z tego powodu, że rynek czytelników jest za mały. Jednak wielu, tak jak ja woli mieć książki, które stoją na półce, które mogę pomacać, powąchać, na plaży idąc do wody zostawić na ręczniku i się nie bać, że ktoś zakosi, przestawiać je, sortować, układać, oglądać, kartkować itd.

To bardzo krótkowzroczna prognoza, najwyżej na dziesięć, maksymalnie dwadzieścia lat. Bo prawda jest taka, że czytniki (w tej czy innej, może na dzień dzisiejszy nawet niewyobrażalnie kosmicznej formie) wyprą papierowe książki. Będą bardziej ergonomiczne, bardziej wygodne, ekonomiczne, optymalne. A kto sądzi inaczej, pozostanie skamieliną.

Nikt zresztą nie mówi o całkowitym wyparciu, tylko przejęciu jakichś 99% rynku. Na którym papierówki staną się mniej lub bardziej elitarną kolekcją.
Tomasz - 2012-10-09, 19:51
:
Romulus napisał/a:

Ale i żałosne. O, jestem takim zajebistym bibliofilem i nie widzę lub nie chcę dostrzec, że świat za oknem się zmienia, czy mi się to podoba, czy nie.


Ludzie co ma piernik do wiatraka? Piszecie o dwóch różnych rzeczach. Na czytniku (pewnie że sobie za jakiś czas kupię) każda książka jest taka sama. A ty sam Romulusie jak kupujesz grube, wielkie dzieło w twardej oprawie to się cieszysz i piszesz, że to jest to.
Na półkach układamy według okładek, według rozmiarów, tematyki.
Narzekamy, że jak MAG wydał "Cykl barokowy" to każda część inna.
A jak przyjdzie do rozmowy o czytnikach, to jedyny zauważany przez zwolenników argument, że czyta się jak na papierze.
A na półce sobie kolekcję UW z czytnika ustawię? Uraduję się tym, że kupiłem ogromniasty "Lód" Dukaja?
Kupię nowe wydanie jakiejś książki, mimo że mam stare?
Itd.
Jakby w książkach liczył się tylko tekst i jakość papieru, to powinni wszystko wydawać w postaci zbindowanych wydruków na dobrej jakości papierze.
Czemu tak nie robią? I czemu to nie wyparło książki w postaci kanonicznej?
MrSpellu - 2012-10-09, 19:58
:
No przecież pisałem, że jest to zrozumiałe. Czy żałosne? No jak ktoś wyciąga argumenty z kosmosu "no bo nie ma duszy..."
Luinloth - 2012-10-09, 19:59
:
Tomasz napisał/a:
A na półce sobie kolekcję UW z czytnika ustawię? Uraduję się tym, że kupiłem ogromniasty "Lód" Dukaja?
Kupię nowe wydanie jakiejś książki, mimo że mam stare?
Itd.
A posiadanie czytnika wyklucza się z kupowaniem książek do kolekcji?
Wszystkie książki, które posiadasz, są z jakiejś konkretnej serii i masz każdą z tych serii zebraną w całości?
Ja widzę znaczącą różnicę pomiędzy:
- książkami, które chcę przeczytać
- książkami, które chcę posiadać
- książkami, które chcę posiadać w konkretnym wydaniu (UW, Dicki Rebisu)
Mając czytnik, nadal kupowałabym książki z 2. i 3. kategorii, a pewnie i część z 1. Odpadłyby na przykład takie, których jestem ciekawa, ale nie jestem pewna, czy są dobre, albo takie z przypadku, które widząc u kogoś albo w bibliotece może bym pożyczyła. Czyli takie, których nie kupuję nawet teraz.
Romulus - 2012-10-09, 20:02
:
Tomasz napisał/a:
Romulus napisał/a:

Ale i żałosne. O, jestem takim zajebistym bibliofilem i nie widzę lub nie chcę dostrzec, że świat za oknem się zmienia, czy mi się to podoba, czy nie.


Ludzie co ma piernik do wiatraka? Piszecie o dwóch różnych rzeczach. Na czytniku (pewnie że sobie za jakiś czas kupię) każda książka jest taka sama. A ty sam Romulusie jak kupujesz grube, wielkie dzieło w twardej oprawie to się cieszysz i piszesz, że to jest to.

No jasne. I to się nie zmieni :) Przed kupnem Kindle'a powstrzymuje mnie tylko fakt, że w tym roku już nie za bardzo mnie na to stać. Ale w przyszłym, pewnie sobie kupię jakąś wypaśną wersję i będę kupował książki na Amazonie, które pewnie długo albo wcale nie ukażą się w naszej kochanej Polszy.
batou - 2012-10-09, 20:05
:
Tomasz napisał/a:
A jak przyjdzie do rozmowy o czytnikach, to jedyny zauważany przez zwolenników argument, że czyta się jak na papierze.

Nie. Jeśli chodzi o wygodę to czyta się lepiej niż na papierze.
Tomasz napisał/a:
A na półce sobie kolekcję UW z czytnika ustawię?

Nie ustawisz i dlatego ją sobie kupisz taką jak MAG wydał. Sam mam całość i oko me cieszy.
Tomasz napisał/a:
Uraduję się tym, że kupiłem ogromniasty "Lód" Dukaja?

Mnie te ogromniaste wydania radują, bo lubię ładnie zrobioną książkę i jeśli jeszcze jest to książka dobra to chętnie kupuję. Z tym, że czytając Peanatemę serio miałem ochotę odłożyć na półkę i wziąć ebooka. Ale nie żałuję, że na nią wydałem tyle kasy. To jest dopiero bibliofilia! Jestem w stanie się z Tobą założyć o flachę dobrego alkoholu, że jak kupisz czytnik będziesz miał podobnie :)
Romulus - 2012-10-09, 20:09
:
Hehehe, akurat ładne okładki mnie nie podniecają, jeśli w środku nie ma nic interesującego. Dlatego z przyjemnością przerzedziłem swój zbiór UW i wyrzuciłem książki, które nie były godne stać na moich półkach.

Tak marzę sobie, że ukochana się poświęci i mi kupi Kindle'a na Gwiazdkę :) Ale to płonne nadzieje.
MrSpellu - 2012-10-09, 20:11
:
Romulus napisał/a:
Tak marzę sobie, że ukochana się poświęci i mi kupi Kindle'a na Gwiazdkę

Powiedz jej o tym.
Tixon - 2012-10-09, 21:06
:
Bądź subtelny, daj jej poczytać forum :)
utrivv - 2012-10-10, 07:54
:
- Twój mąż jest jakiś inny, taki radosny, świeży, pracowity - nawet zmywa z usmiechem, co się stało?
- O to nic takiego, po prostu kupiłam mu Kindle'a.
- Kundla? Takiego pieska?
- Nie, Kindle to czytnik do ebooków, teraz każdy prawdziwy facet takiego ma :)

Nagramy taką reklamę na forum i puścisz jej niby przypadkiem //utrivv
Romulus - 2012-10-10, 08:14
:
Nie znacie jej :P
Tak sobie myślę, że Kindle to dobre rozwiązanie do czytania po angielsku. Bo nie chce mi się kupować i sprowadzać książek z Wielkiej Brytanii czy USA w wersji papierowej. A polskie ebooki są drogie w odróżnieniu od hamerykańskich czy brytyjskich. A przy tym to fajny gadżet, a ja lubię ładne zabawki (pod warunkiem, że są też funkcjonalne).
utrivv - 2012-10-10, 08:26
:
BTW chyba wszyscy się zgadzamy że to fajny gadżet, emocje wzbudza tylko ewentualne zastąpienie papieru ebookami a to ma kilka wad:
- Problem estetyczny (można tu wrzucić także brak kontaktu z papierem)
- Problem z bezpieczeństwem (mamy plik dzieł historycznych, nowa władza czy zwykły hacker nadpisuje je nam,mówimy o sytuacji że już nie ma kopii papierowych)
- Zabezpieczenia (juz niedługo nie tylko filmy czy gry będą wymagały logowania i dostępu do sieci)
- Ceny (przykład z PSP - producent może nam zdalnie zmienić oprogramowanie, zablokować niektóre pozycje bo np. w USA książka ma zakaz publikacji itp)

Mam nadzieję że te skróty myślowe są zrozumiałe.
Fidel-F2 - 2012-10-10, 08:28
:
utrivv napisał/a:
mówimy o sytuacji że już nie ma kopii papierowych
tak, to skrót myślowy jest, bardzo
utrivv - 2012-10-10, 10:15
:
Fidel-F2 napisał/a:
utrivv napisał/a:
mówimy o sytuacji że już nie ma kopii papierowych
tak, to skrót myślowy jest, bardzo

Skrót myślowy że to skrót myślowy :)

Widuję czytniki wszędzie i co tu dużo mówić - chcę tez to mieć, to jest wygodne choćby na szkolenia czy inne wyjazdy ale kiedy wielbiciele ebooków głośno żądają by MAG zaczął wydawać w tym formacie po ludzku mnie to wnerwia :)
Jander - 2012-10-10, 10:19
:
utrivv napisał/a:
kiedy wielbiciele ebooków głośno żądają by MAG zaczął wydawać w tym formacie po ludzku mnie to wnerwia

WTF chcesz żeby jedyną opcją było ściąganie z chomika?
utrivv - 2012-10-10, 10:35
:
Przykład:
http://mag.com.pl/forum/v...=asc&start=2835

MAG musi na takiego ebooka osobno sporo wydać więc na pytanie czy wolisz np. Skoki czy Reamde dodatkowo w ebooku wybieram Skoki.
Zdaję sobie sprawę że to samolubne ale problemu nie ma. Gorzej gdy oburzony kindlowiec zaczyna psy na wydawnictwie wieszać że nie szanuje czytelnika itp - to już powoduje negatywne emocje.
Fidel-F2 - 2012-10-19, 17:14
:
a propos dyskusji papier vs czytnik

Zdarzyło się, że mam dostęp do wersji papierowej i elektronicznej. Zacząłem jak buk przykazał od papierowej, przeczytałem 50 stron i okoliczności spowodowały, że wersja papierowa stała się bardzo nieporęczna, wziąłem więc czytnik. Potem niekorzystne okoliczności ustąpiły i... zupełnie nie chciało mi się wracać do papieru.
Jachu - 2013-03-12, 14:56
:
Kto mi zrobi (albo kupi) takie cudo?

http://blog.zdobi.pl/tree...lka-na-ksiazki/

:mrgreen:
Procella - 2013-03-12, 15:11
:
Tylko że to trochę taka półka na książki dla tych, którzy nie mają książek. Ładne, ale niepraktyczne.

Chyba że ktoś sobie czytnik postawi ;)
Jachu - 2013-03-12, 15:23
:
Coś w tym jest ;) Robi ładne wrażenie, ale w sumie za wiele książek się tam nie zmieści. Dla prawdziwych "zbieraczy" makulatury i słowa pisanego niespecjalnie się przyda i może robić jedynie za element ładnego wnętrza dla gospodyń domowych posiadających zaledwie kilka sztuk poradników i książek kucharskich ;)

Chociaż ja w sumie nie mam aż tak wielu pozycji w domu //mysli
Jezebel - 2013-03-12, 15:36
:
My goth, cały las bym sobie musiała na ścianach zrobić :P Ale prezentuje się ślicznie.

Mam czytnik, a nadal czytuje głównie papierówki. Przypadek niereformowalny, co tu dużo mówić.
Choć kundelka bardzo sobie chwalę, wygodne to, pojemne i w ładnym zielonym ubranku... na półce leży :P
Plejbek - 2013-07-16, 08:30
:
http://www.przekroj.pl/ar...y-na-miare.html

Usłyszałem o tym w Trójce dziś rano i nie mogłem o tym nie napisać. Kto chce żeby Panie przyszły i zrobiły mu biblioteczkę?
toto - 2013-07-16, 08:33
:
http://www.zaginiona-bibl...opic.php?t=2114
Młodzik - 2013-07-16, 09:48
:
Jakoś ciężko mi uwierzyć, że ktoś kto nie ma czasu na bieganie po księgarniach, będzie miał czas na czytanie.
Shadowmage - 2013-07-16, 10:03
:
Poniekąd widzę sens takiego rozwiązania (i nie na zasadzie "zrobię sobie biblioteczkę") - zamiast latać po księgarniach za każdą książką po prostu podchodzi się do regału i wybiera coś, na co akurat ma się ochotę.
k - 2013-07-16, 10:11
:
To jest chore.A z drugiej strony,nie o czytanie książek tutaj chodzi. :badgrin:
toto - 2013-07-16, 10:12
:
Taniej by wyszło, gdyby dogadał się z jakimś księgarzem, który by kilka/kilkanaście (w zależności od potrzeb) książek miesięcznie takiemu klientowi wybierał i sprzedawał. Nie dość, że klient nie płaciłby za usługę doradztwa, to jeszcze pewnie dostałby jakiś rabat. Może nie taki jak w (ASX, to specjalnie dla ciebie) arosie, ale zawsze jakiś.

Właśnie zdałem sobie sprawę, że już właściwie nie kupuję książek w tradycyjnych księgarniach i zrobiło mi się smutno.
k - 2013-07-16, 10:21
:
toto napisał/a:
Taniej by wyszło, gdyby dogadał się z jakimś księgarzem, który by kilka/kilkanaście (w zależności od potrzeb) książek miesięcznie takiemu klientowi wybierał i sprzedawał. Nie dość, że klient nie płaciłby za usługę doradztwa, to jeszcze pewnie dostałby jakiś rabat. Może nie taki jak w (ASX, to specjalnie dla ciebie) arosie, ale zawsze jakiś.

Właśnie zdałem sobie sprawę, że już właściwie nie kupuję książek w tradycyjnych księgarniach i zrobiło mi się smutno.
Księgarze w większości nie wiedzą już co sprzedają i jest im to chyba obojętne.
Jander - 2013-07-16, 10:47
:
toto napisał/a:
Właśnie zdałem sobie sprawę, że już właściwie nie kupuję książek w tradycyjnych księgarniach i zrobiło mi się smutno.

Promocje nas rozpuściły. Już prawie nie zaglądam do antykwariatu, gdzie sprzedają książki 1/3 taniej, bo ostatnio pojawiają się już promocje -35%. Inna sprawa, że po prostu książki podrożały i na promocjach można sporo oszczędzić.
Shadowmage - 2013-07-16, 10:53
:
toto napisał/a:
Taniej by wyszło, gdyby dogadał się z jakimś księgarzem, który by kilka/kilkanaście (w zależności od potrzeb) książek miesięcznie takiemu klientowi wybierał i sprzedawał.
Wyszło by taniej, ale uzupełnianie regału by długo trwało. I przecież nie o pieniądze tu chodzi, a o wygodę. A pewnie jeszcze dziewczyny na życzenie załatwiają introligatora i identyczne oprawy ze złoceniami, więc luz :D
Jezebel - 2013-07-17, 00:21
:
I tak... bez całej tej frajdy związanej z wybieraniem, przebieraniem, wyłuskiwaniem ciekawych opinii i polecajek? Bez sensu.
Tomasz - 2013-10-16, 18:20
:
Doradźcie laikowi kompletnemu do jakiego czytnika się przymierzyć? I napiszcie od razu dlaczego do takiego a nie innego. Chyba powoli czas się złamać i kupić.

I druga sprawa, po przeprowadzce muszę sobie jakąś bibliotekę sprawić coby książki wyciągnąć z kartonów. Znacie jakąś firmę/stolarza z terenu Śląska, który też coś doradzi, zaprojektuje ciekawie, itd?
Fidel-F2 - 2013-10-16, 18:26
:
Mam dotykowego kindla i jestem b. zadowolony, naturalnie teraz bym brał z podświetleniem. A czemu to nie wiem, innych nie znam. Poczytaj tu http://swiatczytnikow.pl/
Beata - 2013-10-16, 20:10
:
Mam zwykłego Kindla (z przyciskami do przewijania stron) i jestem takoż zadowolona. Przede wszystkim waga torebki zmalała znacząco. To podstawowa zaleta. Owszem, dotykowy ekran byłby lepszy ze względu na łatwiejszą obsługę wyświetlanej klawiatury - nie używam jej, gdyż wkurza mnie prowadzenie kursora klawiszami, a poza tym nie umiem włączyć/dograć polskich liter (to na pewno trywialne jest, ale zraziłam się i nie zgłębiam tematu). Kusił mnie też paperwhite, ale w ramach surogatu nabyłam sobie lampkę ledową. Jedyną IMHO prawdziwą "wadą" kundelka jest stosunkowo niewielka pamięć (1,25 GB dostępne dla użytkownika, to jest raptem jakieś 1400 książek) bez możliwości rozszerzenia o pamięć zewnętrzną. Niby można książki przeczytane wywalać do archiwum (dysk w kompie, albo pendrive) i w ten sposób zwalniać pamięć, ale czasem trzeba/chce się wrócić do jakiejś starszej pozycji.
Aaa... przypomniało mi się, może ktoś wie: czy jest możliwość przełączenia sortowania książek z chronologicznego na alfabetyczne, dajmy na to według nazwisk autorów?

W sumie czytnik misię bardzo, do tego stopnia, że jeśli kiedyś na rynku pojawi się paperwhite z dużo większą pamięcią, to zupełnie serio będę rozważać kolejny zakup.
Fidel-F2 - 2013-10-16, 20:20
:
U mnie jest po wgraniu softu podciągającego Toucha do poziomu Paperwhite'a. Czy w Twoim się da, nie wiem. U mnie jest wg chronologii, nazwiska, tytułu i podkatalogów (collections).
Beata - 2013-10-16, 20:24
:
Dzięki. Już wiem, co zadam koledze. //evil
Urshana - 2013-10-17, 07:18
:
Najpopularniejszy wśród e-czytaczy jest Kindle. Osobiście mi na nim nie zależało, bo i tak nie czytam po angielsku. Mam PocketBook 622 Touch i jestem zadowolona. Zależało mi na polskim interfejsie. Muszę tylko wreszcie mu pamięć rozbudować. Świat Czytników to wręcz blog obowiązkowy dla właścicieli czytników, pojawiają się na nim regularnie testy nowych czytników oraz codzienne zestawienia promocji, co ułatwia życie.
Tomasz - 2013-10-17, 07:52
:
Nie przepadam za dotykowymi ekranami. Tego kindla z klawiaturą bym pooglądał. Ma ktoś? Jak się sprawdza?
Fidel-F2 - 2013-10-17, 10:01
:
Tomasz napisał/a:
ie przepadam za dotykowymi ekranami.
z jakiegoś konkretnego powodu?
Jander - 2013-10-17, 10:08
:
Ja mam z klawiaturą, prawie jej nie używam. Sprawdza się w porządku, ale od dłuższego czasu nie korzystam.
Romulus - 2013-10-17, 11:52
:
Mam Kindle Touch. Przycisk tylko jeden. Klawiatura jest mi kompletnie zbędna. Wszystkie ksiązki do przeczytania "trzymam" razem "w kupie", a po przeczytaniu przerzucam do folderu z przeczytanymi. I jakoś to idzie. Tomasz - olej klawiaturę. Nie bądź "analogowy" :mrgreen: Klawiatury używam tylko w laptopie i przy stacjonarnym :) Najchętniej i przy nich pozbyłbym się jej.
Cintryjka - 2013-10-17, 13:05
:
Również nie przepadam za dotykowymi. Edycja i takie rzeczy w całości w Calibre, zwykły Kindle sprawdza się u mnie znakomicie, z wyświetlanej klawiatury korzystałam 0 razy:)
Fidel-F2 - 2013-10-17, 13:27
:
Cintryjka napisał/a:
z wyświetlanej klawiatury korzystałam 0 razy:)
czasem jednak chcesz coś znaleźć
Tomasz - 2013-10-17, 19:32
:
co ja poradzę, za stary jestem. Dotykowe mnie nie wzięły. Nawet telefon to mam Blackberry'ego a nie jakieś z dotykowymi ekranami. Dotąd jak próbowałem to mi się źle korzystało z ekranu dotykowego.
Fidel-F2 - 2013-10-17, 20:00
:
Czyli bez powodu. Wytrąciłeś mi broń z ręki. Albo..., poczekaj chwilę..., próbowałeś terapii?
Jachu - 2013-10-17, 20:11
:
Tomasz napisał/a:
co ja poradzę, za stary jestem. Dotykowe mnie nie wzięły. Nawet telefon to mam Blackberry'ego a nie jakieś z dotykowymi ekranami. Dotąd jak próbowałem to mi się źle korzystało z ekranu dotykowego.
Kurczę, może to dla mnie zły znak, ale od 2 miesięcy mam telefon Samsung Galaxy Ace i jakoś sobie z nim radzę. Przyznam się szczerze, że nawet się przyzwyczaiłem, chociaż na początku miałem ochotę pier... o ścianę. Myślałem wtedy co to w ogóle za pomysł machać palcem po ekranie? :P Ostatecznie przywykłem, moja żona wróciła jednak do Nokii E52 z klawiaturką i nadal twardo obstaje przy standardowym modelu. Jednak jak sobie myślę, że miałbym czytać książki z ekranu i machać palcem, aby przewrócić stronę, to jakoś tego nie widzę :mrgreen: Zaczynam się jednak bać, że za kilka lat nie pozostanie mi nic innego jak zakupić czytnik, bo wszystkie wydawnictwa przejdą na e-booka :-(
Fidel-F2 - 2013-10-17, 20:14
:
Jachu, ja jak czytam książkę papierową to stukam palcem w kartkę żeby się przewinęła. Po jakimś czasie to staje się automatyczne jak oddychanie. Ale rozumiem irytację żony. Mój pierwszy dotykowy telefon to było jakieś LG sprzed dobrych kilku lat. Posługiwanie się nim to była męka ale cieszę się, że to przetrwałem i nie dałem się zniechęcić.
Tomasz - 2013-10-17, 21:28
:
Fidel-F2 napisał/a:
Czyli bez powodu. Wytrąciłeś mi broń z ręki. Albo..., poczekaj chwilę..., próbowałeś terapii?

A to kwestia gustu, przyzwyczajenia, czy już od razu uważasz, że jak nie podzielam Twojego optymizmu to się muszę leczyć?
W czym klepanie w ekran jest lepsze od klepania po klawiaturze?


Jachu, mam podobne odczucia. :-)
Urshana - 2013-10-17, 22:07
:
Ja w moim dotykowym czytniku mam u dołu takie dwie strzałeczki, którymi mogę przewijać strony i korzystam naprzemiennie z guzików i ze stukania w ekran. Klawiatury w ogóle nie używam, wystarczy podkreślenie czy zakładka, dokładnie tak samo jak w pozycjach papierowych. W życiu nie kupiłabym tylu świetnych pozycji w formie tradycyjnej, które bezkarnie mieszczą się w tym małym, lekkim urządzeniu, po prostu, miejsca na półkach by mi brakowało, a poza tym, jednak jest różnica, gdy płacę 9.99 w jakiejś promocji, a kilkadziesiąt złotych za wydanie papierowe. Idea miejsca w mieszkaniu, większej puli pieniędzy na książki i większej ilości przeczytanych pozycji, już widzę, że średnio miesięcznie czytam jedną książkę więcej, a pewnie mogę to jeszcze zwiększyć, mnie osobiście przekonała.
martva - 2013-10-17, 22:15
:
Też mogę przewijać strony i mazianiem, i guzikami i bardzo sobie to cenię w moim czytniku - korzystam z obu możliwości zależnie od sytuacji (i jeszcze guziki z obu stron czytnika przewijają w obie strony, co bardzo ułatwia czytanie w MPK). Czasem (znaczy się w łóżku) przewijam też dotykając nosem, ale bywa że jest za zimny i nie ma reakcji ;)
Romulus - 2013-10-18, 06:58
:
Jachu napisał/a:
Jednak jak sobie myślę, że miałbym czytać książki z ekranu i machać palcem, aby przewrócić stronę, to jakoś tego nie widzę :mrgreen:

Wystarczy dotknąć. A Kindle Touch jest tak czuły, że wystarczy czasem tylko palec blisko ekranu "zawiesić" :)

Generalnie czytanie na czytniku jest dla mnie doskonałym uzupełnieniem. Czytam na nim głównie po angielsku i polską fantastykę. Ale, po ostatnich zakupach, widzę, że się "rozwijam". Coraz więcej beletrystyki. A moja żona w zasadzie większość czasu spędza z czytnikiem niż z tradycyjną książką.
Fidel-F2 - 2013-10-18, 09:25
:
Tomasz napisał/a:
A to kwestia gustu, przyzwyczajenia, czy już od razu uważasz, że jak nie podzielam Twojego optymizmu to się muszę leczyć?
W czym klepanie w ekran jest lepsze od klepania po klawiaturze?
Zdecydowanie nie uważam, ze musisz się leczyć. To żart był. :-| I nie mówimy o klawiaturze a kilku klawiszach nawigacyjnych, klawiatura jako taka wymagana jest w ułamku promila zastosowań czytnika. I różnica jest taka, że na dotykowym od razu wybierasz potrzebną opcję, klawiszami musisz przewijać menu, różnica niewielka bo zwykle składają się z kilku pozycji ale jednak. Dotykowy jest imho bardziej user friendly, nie musisz nawet wiedzieć do czego jest jaki klawisz bo masz tylko jeden :-P

I chyba tylko dotykowe mają podświetlenie, co całą resztę zostawia jakieś dwadzieścia siedem długości z tyłu.
Jezebel - 2013-10-18, 09:48
:
Beata napisał/a:
Mam zwykłego Kindla (z przyciskami do przewijania stron) i jestem takoż zadowolona. [...] Owszem, dotykowy ekran byłby lepszy ze względu na łatwiejszą obsługę wyświetlanej klawiatury - nie używam jej, gdyż wkurza mnie prowadzenie kursora klawiszami

Też mam niedotykowego classica i bardzo sobie chwalę. Nie jest tak kobylasty, jak Kindle bodajże 3 z klawiaturą zewnętrzną, tej "ekranowej" nie używam jakoś szczególnie często i w sumie aż tak mnie nie wkurza. Ot, trzeba temu chwilę poświęcić, a zazwyczaj ograniczam się do wpisywania pojedynczych słów, nie jest to zbyt długa chwila. No ale wmontowanego podświetlenia mi czasem dotkliwie brakuje.

Tomasz napisał/a:
Nie przepadam za dotykowymi ekranami. Tego kindla z klawiaturą bym pooglądał. Ma ktoś? Jak się sprawdza?

Jak wyżej - ze swojej strony polecam rozwiązanie pośrednie :)

Beata napisał/a:
Aaa... przypomniało mi się, może ktoś wie: czy jest możliwość przełączenia sortowania książek z chronologicznego na alfabetyczne, dajmy na to według nazwisk autorów?

Przekliknij się ponad listę książek - klikajac w prawo i w lewo zmieniasz sposób sortowania :)
Beata - 2013-10-18, 19:36
:
Jezebel napisał/a:
Przekliknij się ponad listę książek - klikajac w prawo i w lewo zmieniasz sposób sortowania :)

Łomatko, ależ gapa ze mnie! //mur Dziękuję. :)
Tomasz - 2013-10-18, 19:40
:
Fidel-F2 napisał/a:
Zdecydowanie nie uważam, ze musisz się leczyć. To żart był.


Sorry za nadęcie. Pewnie, że to był żart, ale ostatnio mam hu..wy nastrój. Kupa stresu.
Tym czytnikiem mam zamiar się nawet odstresować trochę. Nie ma to jak sobie jakąś zabawkę kupić.
A wracając do Kindla, to zastanawiać się w takim razie nad Paperwhite, tak?
Urshana - 2013-10-18, 20:36
:
Zobacz sobie, co o nowym modelu w tej chwili na Świecie Czytników się pojawiło, autor bloga właśnie testuje nowy Paperwhite.
Procella - 2013-11-19, 08:48
:
Przeniesiono z tematu Emil Rheged Strzeszewski
T.

Rheged napisał/a:
Trochę mnie nie było. A teraz trochę pospamuje. Zbliża się wreszcie premiera "Ektenii" i można oglądać już okładkę, jak i ofertę sprzedaży książki, która może Wam posmakować. Wklejam. W ogóle jak Wam się zdjęcia podobają? Są autorstwa grupy Altersteam. Sam jestem z nich ogromnie zadowolony 8)

Obrazek

Obrazek

Czy dobrze rozumiem ze strony zapowiedzi Powergraphu, że będzie tylko ebook? Jeżeli tak, to szkoda, bo książki nie przeczytam :-?
Shadowmage - 2013-11-19, 11:21
:
Tak, to będzie tylko ebook.
Jezebel - 2013-11-19, 20:33
:
Procella napisał/a:
Czy dobrze rozumiem ze strony zapowiedzi Powergraphu, że będzie tylko ebook? Jeżeli tak, to szkoda, bo książki nie przeczytam :-?

Se czytnik kup, miast marudzić :P

A na "Ektenię" czekam niecierpliwie już od dłuższego czasu ^^
Jachu - 2013-11-19, 20:49
:
Jezebel napisał/a:
Se czytnik kup, miast marudzić :P
O ile znam Prockę, to jest konserwatywna w kwestiach książkowych ;) Tak jak ja zresztą... więc niestety nie zapoznam się z nową powieścią Emila :-(
Jander - 2013-11-19, 20:49
:
Wydrukujcie sobie. :mrgreen:
Jezebel - 2013-11-19, 20:51
:
Jachu napisał/a:
O ile znam Prockę, to jest konserwatywna w kwestiach książkowych ;) Tak jak ja zresztą... więc niestety nie zapoznam się z nową powieścią Emila :-(

Jak jej książki jeszcze trochę ograniczą przestrzeń życiową, to się może z konserwatyzmu wyleczy :P A już chyba niewiele brakuje, co, Precel? //spell
Rheged - 2013-11-19, 22:26
:
Z e-bookiem to jest tak, że:

- jestę debiutantę - to moja pierwsza książka, a co za tym idzie duże ryzyko dla wydawnictwa. Choć opowiadania puszczam od ładnych kilku lat, to jednak nie zmazuje ze mnie statusu debiutanta. Tym bardziej, że to jest steampunk, co już samo w sobie ogranicza grono odbiorców, a na dodatek jest to steampunk, w którym PRAKTYCZNIE NIE MA NIC O REWOLUCJI TECHNOLOGICZNEJ, jest za to rewolucja społeczna, cenię bowiem sobie aspekt punk, a nie steam
- e-book mniej daje po kieszeni - to jest oczywiste. Papierówka kosztowałaby prawdopodobnie ponad 30 złotych, jeśli nie 40. E-book to koszt paczki fajek, więc ukłon w stronę czytelników - ja chcę być czytany, cena jest, nie ukrywajmy tego, wyznacznikiem, ile osób zechce mnie przeczytać
- e-book zawsze będzie dostępny, nigdy się nie zniszczy, możesz go czytać na urządzeniach mobilnych, na czytnikach, ale też na komputerze. Ja uwielbiam argument, że jak nie jest to wygodne, to można zawsze kompa podpiąć pod rzutnik i wtedy nawet może być epicko

I ostatnie, chyba najważniejsze dla mnie jako fantasty - kto ma iść z duchem czasu, jeśli nie fantasta? To zróbmy to i zadebiutujmy w e-booku. Nie będę pierwszy, ale będę jednym z pierwszych w poważanym wydawnictwie. Z mojej strony - nie mogłem sobie lepiej wymarzyć.

A teraz decyzja czytelników. Sam byłem betonowym zwolennikiem papieru. Dopóki nie musiałem się przeprowadzać z Olsztyna do Warszawy. Po książki musiał przyjechać van.
Procella - 2013-11-19, 22:37
:
Jezebel napisał/a:
Jachu napisał/a:
O ile znam Prockę, to jest konserwatywna w kwestiach książkowych ;) Tak jak ja zresztą... więc niestety nie zapoznam się z nową powieścią Emila :-(

Jak jej książki jeszcze trochę ograniczą przestrzeń życiową, to się może z konserwatyzmu wyleczy :P A już chyba niewiele brakuje, co, Precel? //spell
Jeszcze łóżko w pokoju się mieści :-P Czytnik to jednak kosztowna zabawka, wolę za te pieniądze książek sobie nakupić ;)

Czasem kusi i pewnie kiedyś się złamię, ale prawdę mówiąc, kiedy widzę ksiażkę wydaną tylko w e-formie, odechciewa mi się - bo czuję się albo szantażowana, albo lekceważona i traktowana jak czytelnik drugiej kategorii. A taki mam charakter, że wtedy staję dęba i wizja zakupu czytnika oddala się bardzo poważnie.
Sędzia - 2013-11-19, 22:38
:
Rheged napisał/a:
snip


Wszystko fajnie, ale w czym problem, żeby wydawnictwo zapewniło możliwość druku na żądanie?

Jeśli nie mogą sami, to na pewno da się to uzgodnić np. z Solarisem.

I już każdy zadowolony, i ten co woli zapłacić 10 zł za plik, i ten co woli zapłacić 60 zł za martwe drzewo.
Procella - 2013-11-19, 22:41
:
Rheged napisał/a:
E-book to koszt paczki fajek, więc ukłon w stronę czytelników - ja chcę być czytany, cena jest, nie ukrywajmy tego, wyznacznikiem, ile osób zechce mnie przeczytać

Tyle, że wcześniej trzeba wydać kilkaset złotych na czytnik.
Jander - 2013-11-19, 23:00
:
A potem same oszczędności, bo płacisz za książkę nie 40zł ale najwyżej 20.
Shadowmage - 2013-11-19, 23:07
:
Mam czytnik 3 miesiące i nie kupiłem żadnej książki (tylko F&SF) :P Inna sprawa, że czytam na nim darmowe/recenzenckie/pracowe rzeczy. Tak więc czynnik oszczędnościowy do mnie nie przemawia.
Rheged - 2013-11-19, 23:34
:
Powiem tak - debatować nad wyższą jednego nad drugim można latami, a tymczasem wyjdzie wiele książek tak tylko na papierze, jak tak tylko na e-booku. Czytnik to wydatek kilkuset złotych, który osobiście mi zwrócił się w mniej więcej trzy miesiące - bo taka tania literatura.

Wybór jest więc między osobistą niechęcią do zmiany, a pragnieniem czytania. I to jest coś, co wybiera każdy samodzielnie, a ja nie mam absolutnie zamiaru nikogo do niczego zmuszać. Ja oferuje, mam nadzieję, dobry produkt, dobrą książkę, dobrą rzecz w taki sposób, jaki według mnie powinno się takie rzeczy robić. Ja robotę ze swojej strony wykonałem, tym bardziej, że promocja jest wcale niezła i z Powergraphem robimy wszystko, aby ludziom rzuciło się w oczy. A czy sięgną? Ja jestem gotowy na wpadkę. Od początku się z tym liczyłem. Cieszę się po prostu, że realizuję swój pewien plan z żelazną konsekwencją od ładnych wielu lat.

Co do druku w Solarisie - wydawcą jest Powergraph.
Sędzia - 2013-11-19, 23:52
:
Rheged napisał/a:

Co do druku w Solarisie - wydawcą jest Powergraph.


Jasne, ale Solaris prowadzi drukarnię i drukuje na zlecenie, ma też możliwość druku na żądanie. Gdyby tylko Powergraph chciał udostępnić opcję druku na żądanie, to wystarczy obgadać to z Solarisem (albo dowolną inną drukarnią, która udostępnia druk na żądanie).

Pozostaje tylko wrzucić to na stronę i załatwione.
Jander - 2013-11-19, 23:58
:
Shadowmage napisał/a:
Mam czytnik 3 miesiące i nie kupiłem żadnej książki (tylko F&SF) :P Inna sprawa, że czytam na nim darmowe/recenzenckie/pracowe rzeczy. Tak więc czynnik oszczędnościowy do mnie nie przemawia.

Ty i tak dostajesz książki za free, nie liczysz się.
Zresztą ja też nie kupuję elektronicznie, tylko w papierze. Naładowałem czytnik setkami e-książków jeszcze nim pojawiły się w legalnej sprzedaży, wygrała zasada kto pierwszy ten lepszy. A Rafał Kosik w tym czasie przebąkiwał na blogu, że DRM albo śmierć.
Tomasz - 2013-11-20, 12:31
:
Procella napisał/a:
prawdę mówiąc, kiedy widzę ksiażkę wydaną tylko w e-formie, odechciewa mi się - bo czuję się albo szantażowana, albo lekceważona i traktowana jak czytelnik drugiej kategorii. A taki mam charakter, że wtedy staję dęba i wizja zakupu czytnika oddala się bardzo poważnie.

Też tak trochę mam. E-book powinien być wyborem czytelnika a nie wydawnictwa. Powergraph mi podpadł i w ogóle paru ich rzeczy nie kupiłem, a miałem kupić. Wkurzyło mnie to wydawanie tylko w e-booku. Jak wydaję masę forsy na książki papierowe, to jednak dla wydawcy powinienem być ważniejszy. A wydawca mnie olał.
Jander - 2013-11-20, 12:44
:
Myślę, że w wielu przypadkach mają wybór - albo wydać w e-booku albo nie wydać wcale. Rozumiem, że wolałbyś żeby Rheged dalej czekał na swój debiut?
Shadowmage - 2013-11-20, 13:25
:
Niestety to jest właśnie taka alternatywa jak napisał Jander. I nie tylko Rhegeda to dotyczy.
Procella - 2013-11-20, 14:13
:
Ja to rozumiem, ale i tak jest mi z tego powodu smutno. Bo jeżeli ta tendencja będzie się pogłębiać - a pewnie będzie - albo zostanę zmuszona do zakupu, którego z różnych przyczyn wcale nie chcę, albo wypadnę (czy raczej zostanę wyrzucona) na margines świata czytelniczego. Nie jest mi przyjemnie z tą myślą.
Plejbek - 2013-11-20, 14:37
:
Procella, napisz co tak dokładnie Cię zniechęca do zakupu czytnika. Bo to, że za drogi to nie wierzę - widzę ile kupujesz książek. Cena czytnika to 10 książek (mniej więcej - chyba że z taniej księgarni to 14 książek). A potem możesz już tylko zaoszczędzić - i kasę i miejsce.
Konserwatyzm? Ja też tak myślałem dopóki nie zacząłem zwyczajnie używać czytnika - teraz już nie widzę różnicy pomiędzy papierowym a elektronicznym czytaniem. Próbowałaś przeczytać jakieś książki na czytniku?

A co do podejścia Powergraphu do czytelnika - ja podkreślę to co już pisałem - jestem pełen uznania za wejście w rynek ebooków. Dla debiutujących pisarzy pewnie nie ma w tej chwili innego wyjścia. A jeśli się sprzeda jakoś sensownie to i papierowa wersja się pojawi.
Procella - 2013-11-20, 14:49
:
Cena też - bo musiałabym przez jakieś dwa-trzy miesiące nie kupować książek. No i względy, nazwijmy to, estetyczne - ksiażki podobają mi się jako przedmioty, zwłaszcza, kiedy naszą ślady używania. Czytnik - przy wszystkich swoich zaletach, których absolutnie nie neguję - jest taki trochę... bezosobowy, bez wyrazu, a kolekcja fizycznych książek to też dekoracja, i coś w rodzaju wizytówki, i gotowy punkt zaczepienia do rozmowy...

No i trochę w tym przekory, mam odczucie, że cały świat chce mnie do kupna czytnika zmusić, więc się opieram, póki mogę ;)
Tomasz - 2013-11-20, 15:33
:
Jander napisał/a:
Rozumiem, że wolałbyś żeby Rheged dalej czekał na swój debiut?

Tak, wolałbym. Chociażby ta sprawa pokazuje, że jest grono odbiorców, do których ta książka nie dotrze. I wg mnie jest to grono pokaźne i najważniejsze dla wydawcy, bo to przecież ja kupuję kilkaset chyba książek rocznie, a na pewno ponad sto i to ja należę do grupy która kupuje, bo chce mieć, trzymać na półce itd. Inaczej mógłbym pożyczyć, a przy e-booku pewnie skopiować itd. Czyli to osoby takie jak ja utrzymują wydawnictwa, a nie miłośnicy e-booków.
Widzę sens wydawania e-booków obok wydań normalnych.
Plejbek napisał/a:
A co do podejścia Powergraphu do czytelnika - ja podkreślę to co już pisałem - jestem pełen uznania za wejście w rynek ebooków.

A ja nie. W innym wątku przeczytałem, że "Holocaust F" jest lepiej rozumiany po przeczytaniu zbioru opowiadań, który to zbiór w nowym, uzupełnionym wydaniu jest tylko w e-booku. I gdzie tu logika? To bezsens. To szantaż na czytelniku, żeby się skusił na e-booki. Krótkowzroczna polityka.
Fidel-F2 - 2013-11-20, 15:54
:
To tak jak szantaż kierowcy by kupował nowe modele Forda Focusa czy innego Mondeo a nikt z wredoty nie chce produkować starego dobrego Forda T. Nabywca samochodu powinien mieć wybór.
Romulus - 2013-11-20, 17:23
:
Plejbek napisał/a:
Konserwatyzm? Ja też tak myślałem dopóki nie zacząłem zwyczajnie używać czytnika - teraz już nie widzę różnicy pomiędzy papierowym a elektronicznym czytaniem.

To tak jak ja. Prawie.
Plejbek napisał/a:
A co do podejścia Powergraphu do czytelnika - ja podkreślę to co już pisałem - jestem pełen uznania za wejście w rynek ebooków. Dla debiutujących pisarzy pewnie nie ma w tej chwili innego wyjścia. A jeśli się sprzeda jakoś sensownie to i papierowa wersja się pojawi.

Dokładnie tak. Akurat tu dawanie wyboru czytelnikowi oznacza większe ryzyko finansowe dla wydawnictwa. A rynek książki w Polsce jaki jest - każdy widzi.

Jeśli o mnie chodzi, to gdyby nie ebook to nie rozważałbym w ogóle zakupu książki Rhegeda. Bez obrazy, to nic osobistego. Po prostu już tyle razy popełniłem błędy w doborze kupionych lektur, że jestem przerażony stertą książek czekających na wywiezienie do książnicy miejskiej. Większość to fantastyka. Z polską fantastyką jako taką w wersji papierowej pożegnałem się już definitywnie. Jeśli autor nie nazywa się Dukaj, Brzezińska, czy Sapkowski - nie ma opcji, że kupię.

Oczywiście, kupno ebooka Rhegeda nie oznacza, że książka mi się spodoba. Ale jesli nie - to:
- nie zapłaciłem tyle, ile za "normalną" więc i kasy szkoda mniej :)
- zawsze mogę dwoma kliknięciami pozbyć się jej ze swoich zbiorów.

Na pewno jest to opcja wygodniejsza pod każdym względem. Dla mnie. Dlatego ja działalność Powergraphu akceptuję bez narzekania. Zwłaszcza że - wracając do poprzedniej wypowiedzi, nie widzę różnicy między czytaniem "tradycyjnym" a z czytnika. Nie wspominam także, że kilka razy mi to życie umilało na co nudniejszych wykładach szkoleniowych, czy całodniowych zgromadzeniach (Zbierzchowski na przykład) :) .
Fidel-F2 - 2013-11-20, 18:28
:
Mi się zdarzyło parę razy zacząć papier by po kilkudziesięciu stronach zrabować ebooka i dokończyć na czytniku zwłaszcza w przypadku kobył w rodzaju Eriksona, które są kurewsko niewygodne w czytaniu. Zwłaszcza gdy się czyta w samochodzie, poczekalni czy innym dworcu. No i nie ma dylematu co robić gdy zostało niewiele do końca a trzeba gdzieś wyjść. W czytniku nigdy nie braknie lektury. No i w terenie można dowolnie przerywać lekturę i zaczynać co innego. I jak się czyta w obcy języku to słownik zawsze jest pod ręką z ultra szybką możliwością sprawdzenia nieznanego słowa. Papier sucks!
kurrrak - 2013-11-20, 19:31
:
Już kilka razy byłem o krok od zakupu czytnika. Nie mam sentymentu do papieru i denerwuje mnie trzymanie godzinami cegieł w ręku oraz zajmowanie miejsca na półkach. Jednak powstrzymuje mnie nieobecność sporej liczby nowości w języku polskim w formacie czytnikowym, szczególnie u MAGa.
Bo kupować czytnik, żeby potem musieć i tak nabywać papier, to mija się z celem. Może zacznę czytać wszystko po angielsku...
Tomasz - 2013-11-20, 19:51
:
Fidel-F2 napisał/a:
To tak jak szantaż kierowcy by kupował nowe modele Forda Focusa czy innego Mondeo a nikt z wredoty nie chce produkować starego dobrego Forda T. Nabywca samochodu powinien mieć wybór.


Chybione porównanie. To jak już można porównać z wydaniami w różnych okładkach, formatach itd. Ale jakby Ford nagle "dał" wybór kierowcom i zaczął produkować tylko rowery nazywane fordami, o to by było sensowniejsze porównanie.

Romulus napisał/a:
Na pewno jest to opcja wygodniejsza pod każdym względem. Dla mnie. Dlatego ja działalność Powergraphu akceptuję bez narzekania. Zwłaszcza że - wracając do poprzedniej wypowiedzi, nie widzę różnicy między czytaniem "tradycyjnym" a z czytnika. Nie wspominam także, że kilka razy mi to życie umilało na co nudniejszych wykładach szkoleniowych, czy całodniowych zgromadzeniach (Zbierzchowski na przykład) :) .

I ekstra. Dla ciebie. Widać wydawnictwo woli ciebie jako klienta niż mnie.
Hmm, ile ich książek dotąd kupiłeś? Ja dwadzieścia dwie, w tym wymieniłem Wegnera z miękko na twardookładkowego. To który czytelnik im się bardziej opłaca?
Fidel-F2 - 2013-11-20, 19:55
:
Tomasz, moje porównanie jest słabe ale Twoje to już całkiem pozbawione cienia sensu. :-P
Romulus - 2013-11-20, 19:58
:
Z Powergraphu - same ebooki kupuję. Z "normalnych" książek została mi tylko antologia "Science Fiction". Na Kindle'u mam teraz około 30 tytułów (polskich z 10). Poza Kindlem, na dysku - drugie tyle.

Ale ok. Nie rozstrzygniemy tutaj, co fajniejsze, czytnik, czy "tradycyjna" książka. I nie róbmy aż tak sporego offtopu.

Rzecz w tym, odnosząc się do Powergraphu i książki Rhegeda, czy innych polskich autorów - że dla mnie jest to dostosowywanie się do zmieniającego się rynku.

Tomasz, takich ludzi jak ty, czy Procella jest promil promila. Jak wnoszę z takiej "polityki" Powergraphu, nie da się już z was wyżyć.
Rheged - 2013-11-20, 20:45
:
Nie każdemu można dogodzić. Układ jest prosty - papieru nie ma, bo tniemy koszty. W zamian jednak ebook w cenie lepiej niż dobrej. I ten układ jest fair. Dla autora, dla czytelnika, dla wydawcy. Ja osobiście nie odbieram tego jako ograniczanie liczby odbiorców (choć na pewno w jakimś sensie ich liczbę ogranicza), ale jako otwarcie się na nowych.

Z mojej strony to jest tak, że swoją karierę twórcy, krytyka, działalność w fandomie zaczynałem od sieciowego periodyka. Piszę do CzF, które właśnie weszło jako cyfrowe. Realizowałem się wykorzystując nowe technologie. Ebook jest dla mnie naturalnym wyborem. Chciałem to zrobić z Powergraphem, bo to wydawnictwo z dobrymi książkami. Mógłbym spokojnie poczekać następnych parę lat, ale nie czekam. Robimy premierę tylko w ebooku, aby czytelnicy się przekonali, że pełnowartościowe rzeczy mogą wychodzić też w ten sposób. Za dwa lata nikt nie miałby do mnie o to pretensji. Wiem, że za dwa lata ebook sprzedałby się dobrze. Teraz to ruletka. Ale ktoś to w końcu musi zrobić, a ja po prostu się nie bałem. Zgodziłem się na to po trzech sekundach, dosłownie. Kasia Kosik była w szoku.

Nie mogę zrobić nic więcej, aby ludzi przekonać. Pisałem "Ektenię" sześć lat, starałem się. Myślę, że puszczam dobrą książkę. Oczywiście można to zweryfikować. Będę wdzięczny ludziom, którym się zechce. Kupiłeś, przeczytałeś, nie podoba się, napisz o tym! Publicznie, prywatnie, jakkolwiek. Dla mnie to istotne i byłbym zachwycony.
Jezebel - 2013-11-20, 21:14
:
Procella napisał/a:
Czasem kusi i pewnie kiedyś się złamię, ale prawdę mówiąc, kiedy widzę ksiażkę wydaną tylko w e-formie, odechciewa mi się - bo czuję się albo szantażowana, albo lekceważona i traktowana jak czytelnik drugiej kategorii. A taki mam charakter, że wtedy staję dęba i wizja zakupu czytnika oddala się bardzo poważnie.

Ale to nie do końca tak - e-booki pozwalają wydawcy podjąć pewne ryzyko, na przykład, jak w przypadku Emila, postawić na debiutanta, miast inwestować wyłącznie w znane nazwiska. Więc nie mamy tu do czynienia z sytuacją "wydajemy e-booka, bo mamy gdzieś czytaczy papierowych". Jeśli (z przeróżnych przyczyn) nie ma możliwości wypuszczenia czegoś drukiem, a jest to rzecz warta wydania, lepiej chyba wypuścić tylko e-booka, niż kazać autorowi zamknąć rękopis w szufladzie i czekać na lepsze czasy, czyż nie? ;)

Procella napisał/a:
Cena też - bo musiałabym przez jakieś dwa-trzy miesiące nie kupować książek. No i względy, nazwijmy to, estetyczne - ksiażki podobają mi się jako przedmioty, zwłaszcza, kiedy naszą ślady używania. Czytnik - przy wszystkich swoich zaletach, których absolutnie nie neguję - jest taki trochę... bezosobowy, bez wyrazu, a kolekcja fizycznych książek to też dekoracja, i coś w rodzaju wizytówki, i gotowy punkt zaczepienia do rozmowy...

Przecież to nie tak, że w momencie kupna czytnika będziesz musiała swoje zbiory na śmietnik wynieść albo same wyparują :P Ja stale przeskakuję z ekranu na papier i z powrotem, w sumie nawet więcej czytam z papieru. W internetach przyjęło się sprawę stawiać tak, że musisz dokonać wyboru na całe życie, ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością :P

Rheged napisał/a:
Kupiłeś, przeczytałeś, nie podoba się, napisz o tym! Publicznie, prywatnie, jakkolwiek. Dla mnie to istotne i byłbym zachwycony.

U nas recenzja na pewno będzie ;)
Rheged - 2013-11-20, 21:26
:
Procella napisał/a:
Cena też - bo musiałabym przez jakieś dwa-trzy miesiące nie kupować książek


Przy rejestracji na Publio, Nexto i Woblinku otrzymujesz około 40 książek za darmo.
Procella - 2013-11-20, 22:10
:
Jezebel napisał/a:
Ale to nie do końca tak - e-booki pozwalają wydawcy podjąć pewne ryzyko, na przykład, jak w przypadku Emila, postawić na debiutanta, miast inwestować wyłącznie w znane nazwiska. Więc nie mamy tu do czynienia z sytuacją "wydajemy e-booka, bo mamy gdzieś czytaczy papierowych". Jeśli (z przeróżnych przyczyn) nie ma możliwości wypuszczenia czegoś drukiem, a jest to rzecz warta wydania, lepiej chyba wypuścić tylko e-booka, niż kazać autorowi zamknąć rękopis w szufladzie i czekać na lepsze czasy, czyż nie?

Ja to wiem, ogarniam, dlaczego tak się dzieje. Ale rozum swoje, a emocje swoje ;) Po prostu na jakimś poziomie jest mi przykro. Jest mi przykro, że w ramach "otwierania się na nowe", grupa czytelników (w tym ja) została uznana za nieważną i wystawiona na śmietnik jak stara szafa, żeby zrobić miejsce na "nowych, lepszych". I to nie jest skierowane konkretnie do wydawnictwa Powergraph ani tym bardziej do Rhegeda, tylko raczej jest moim ogólnym odczuciem co do zmian na rynku książki.

I wiem, że nie takie były intencje, że to nie było robione przeciwko komuś, a po prostu takie są realia, nie musicie mi tego tłumaczyć.
Jezebel napisał/a:
Przecież to nie tak, że w momencie kupna czytnika będziesz musiała swoje zbiory na śmietnik wynieść albo same wyparują Ja stale przeskakuję z ekranu na papier i z powrotem, w sumie nawet więcej czytam z papieru. W internetach przyjęło się sprawę stawiać tak, że musisz dokonać wyboru na całe życie, ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością

No tak, ale kupować (nietani) czytnik i go nie używać?

Poza tym - nie wiem, dlaczego czytnikowcy czują się w obowiązku przekonywać mnie (czy innych "papierowych") do czytnika. W tej chwili nie chcę, ale przecież nie mam obowiązku chcieć. Nie chcę (w ogóle albo w tej chwili) i nie mam także wielu innych rzeczy, które ktoś może uważać za atrakcyjne. Jeżeli kiedyś zechcę albo zostanę do "zechcenia" zmuszona przez coraz mniejszą liczbę wydawanych książek papierowych - pomyślę o zakupie, to nie jest tak, że bezczytnikowość jest dla mnie sprawą życia i śmierci. Wiem, że czytniki i ebooki mają wiele zalet, nie prowadzę krucjaty przeciwko nim, wręcz przeciwnie, cieszę się, że ci, dla których to fajne i wygodne, mogą z takiej opcji skorzystać, po prostu osobiście preferuję papier, do czego mam prawo. Nikomu nie robię krzywdy tym, że czytnika nie mam, co prawda paru autorów na mnie nie zarobi, ale ja za to nie przeczytam ich, być może znakomitych, książek, więc jesteśmy kwita ;)

Rheged napisał/a:
Procella napisał/a:
Cena też - bo musiałabym przez jakieś dwa-trzy miesiące nie kupować książek


Przy rejestracji na Publio, Nexto i Woblinku otrzymujesz około 40 książek za darmo.

Ale to nie to samo, co kupowanie książek. Wybieranie zestawu na dane zakupy, czekanie na listonosza czy kuriera, rozpakowywanie paczki...
Jachu - 2013-11-20, 22:17
:
Procella napisał/a:
Po prostu na jakimś poziomie jest mi przykro. Jest mi przykro, że w ramach "otwierania się na nowe", grupa czytelników (w tym ja) została uznana za nieważną i wystawiona na śmietnik jak stara szafa, żeby zrobić miejsce na "nowych, lepszych". I to nie jest skierowane konkretnie do wydawnictwa Powergraph ani tym bardziej do Rhegeda, tylko raczej jest moim ogólnym odczuciem co do zmian na rynku książki.
Rozumiem co czujesz, ponieważ mam tak samo. Zresztą, podobne odczucia mam w stosunku do tego jak traktuje mnie Plus GSM - jestem z nimi od 1999 roku, a czasami mam wrażenie, że nie mogę liczyć od firmy na fajną taryfę czy tańszy model telefonu, bo takie warunki dają... nowym (i pewnie lepszym ;) ) użytkownikom, którzy dopiero podpisują umowę. I też czuję się podobnie jak Procka.

Procella napisał/a:
Ale to nie to samo, co kupowanie książek. Wybieranie zestawu na dane zakupy, czekanie na listonosza czy kuriera, rozpakowywanie paczki...
Dotykanie, wąchanie, przytulanie... ;)

Ehhh... pomarudziłem sobie, a przecież wesoły człek jestem ;)
Rheged - 2013-11-20, 22:34
:
Ilu ja ludzi skrzywdziłem wydając książkę. Jaką formę honorowego samobójstwa wybrać? Tabletem przez łeb, czy czytnikiem w serce? :P
Jezebel - 2013-11-20, 22:36
:
Odwołaj premierę! //pisowcy
Jachu - 2013-11-20, 22:36
:
Rheged napisał/a:
Ilu ja ludzi skrzywdziłem wydając książkę. Jaką formę honorowego samobójstwa wybrać? Tabletem przez łeb, czy czytnikiem w serce? :P
Kindlowe harakiri :badgrin:
Tixon - 2013-11-20, 22:48
:
IMO Procella histeryzuje.
Nawet w żartobliwej formie, to jest przesada.
ASX76 - 2013-11-20, 23:09
:
Panie Tix, przesadą jest ocenienie wpisu Procelli jako histerycznego. --_-
Tomasz - 2013-11-20, 23:34
:
Rheged napisał/a:
Ilu ja ludzi skrzywdziłem wydając książkę. Jaką formę honorowego samobójstwa wybrać? Tabletem przez łeb, czy czytnikiem w serce? :P


E tam, bez przesady. Wystarczy sprezentować nam po kindlu i już.
Jander - 2013-11-20, 23:44
:
W którejś polskiej bibliotece czytniki można już wypożyczać.
Procella napisał/a:
Ale to nie to samo, co kupowanie książek. Wybieranie zestawu na dane zakupy, czekanie na listonosza czy kuriera, rozpakowywanie paczki...

Czekanie to absolutnie najgorsza część, możliwość ominięcia jej przez natychmiastowe zakupy jest cudowna. Zresztą, zamawianie książek to nie to samo co ich kupowanie w księgarni, gdzie możesz je dotknąć, przeczytać fragment, wybrać najlepszą, zrobić stosik i pójść z nim do kasy. ;)
Mój Kindle obecnie leży i się kurzy, ale nie żałuję zakupu.
MrSpellu - 2013-11-20, 23:45
:
Tomasz napisał/a:
Też tak trochę mam. E-book powinien być wyborem czytelnika a nie wydawnictwa. Powergraph mi podpadł i w ogóle paru ich rzeczy nie kupiłem, a miałem kupić. Wkurzyło mnie to wydawanie tylko w e-booku. Jak wydaję masę forsy na książki papierowe, to jednak dla wydawcy powinienem być ważniejszy. A wydawca mnie olał.


Szanowny kolega chyba nigdy nie miał do czynienia z Games Workshop //spell
Fidel-F2 - 2013-11-21, 00:49
:
Tixon +1

Procella wygraża niebu bo deszcz pada. Niby można.
Romulus - 2013-11-21, 11:11
:
Jachu napisał/a:
Procella napisał/a:
Po prostu na jakimś poziomie jest mi przykro. Jest mi przykro, że w ramach "otwierania się na nowe", grupa czytelników (w tym ja) została uznana za nieważną i wystawiona na śmietnik jak stara szafa, żeby zrobić miejsce na "nowych, lepszych". I to nie jest skierowane konkretnie do wydawnictwa Powergraph ani tym bardziej do Rhegeda, tylko raczej jest moim ogólnym odczuciem co do zmian na rynku książki.
Rozumiem co czujesz, ponieważ mam tak samo. Zresztą, podobne odczucia mam w stosunku do tego jak traktuje mnie Plus GSM - jestem z nimi od 1999 roku, a czasami mam wrażenie, że nie mogę liczyć od firmy na fajną taryfę czy tańszy model telefonu, bo takie warunki dają... nowym (i pewnie lepszym ;) ) użytkownikom, którzy dopiero podpisują umowę. I też czuję się podobnie jak Procka.

Musisz z nimi umieć negocjować. Kiedy mi chcieli wcisnąć w T-Mobile jakieś dziadostwo LG czy tym podobne smartfonopodobne badziewie przed moim pierwszym iPhonem, to powiedziałem panu, że nie skorzystam z oferty, bo właśnie siedzę przed kompem i widzę jakie oferty mają dla nowych klientów (a ja też w T-Mobile jestem od 1999 r.) i jakie oferty ma konkurencja dla nowych klientów. Od razu pan zmienił gadkę i iPhone "cudem" się dla mnie znalazł w konkurencyjnej (wówczas) cenie. :)

Z książkami tak się pewnie nie da robić :) A i trzeba przywyknąć do tego, że nowe idzie. To, że ebooki jeszcze w Polsce nie rządzą, tak jak w USA wynika także z tego, że polskie prawo podatkowe jest zaporą dla nich. Więc ta nowoczesność wkracza do naszego zaścianka powoli.

Zatem Rheged i inni debiutujący autorzy mogą mieć lepsze perspektywy startu na rynku elektronicznym niż przy bardziej obarczonym ryzykiem i kosztami rynku papierowym.
Jander - 2013-11-21, 11:14
:
Romulus napisał/a:
polskie prawo podatkowe jest zaporą dla nich.

Zaporą jest akurat prawo unijne, które traktuje e-booka jako usługę, więc z wyższym VATem.
Rheged - 2013-11-21, 22:39
:
Tymczasem fragment za friko. Otwierający na dodatek!
agrafek - 2013-11-27, 08:54
:
Zwykle jestem tu tylko "lukerem", ale uznałem, że warto się tym razem odezwać, bo widzę, że pojawiły się nieporozumienia odnośnie wydawania powieści wyłącznie w ebookach.

Nie jest tak, że chęć nadążenia za galopującym postępem sprawia, iż wydawcy "zapominają" o grupie czytelników, która z różnych przyczyn woli tradycyjnie wydaną książkę od ebooka. Takie a nie inne decyzje wymusza na wydawcach (i autorach) ekonomia. Przykre to, ale wydawanie książek innych niż poradniki albo wspomnienia gwiazd z robienia zakupów, jest obecnie związane ze zbyt dużym ryzykiem. Ogólnoświatowy kryzys gospodarczy nałożył się na nasz lokalny kryzys rynku książki a wydawcy stają na rzęsach, żeby przeżyć i mimo wszystko jakoś wydawać młodych autorów. Boli to wszystkich - od wydawców, poprzez autorów po czytelników. Ale nikt tu nikogo nie "olewa" ze względu na pęd za nowoczesnością. Wszystkich nas trzyma za gardło ekonomia.

Poczułem głębokie nieukontentowanie czytając czyjąś wypowiedź, w której postawiono Powergraph zarzut, że źle potraktował czytelników wydając "Requiem dla lalek" wyłącznie w ebooku. Oniemiałem, prawdę mówiąc. Wydawca podjął pewien trud i poszedł na rękę czytelnikom wznawiając zbiór opowiadań, który kilka lat temu ukazał się w formie tradycyjnej. Musiał to zrobić? Nie musiał. Postąpił tak, ponieważ zdawał sobie sprawę, że wielu czytelników tamtego zbioru nie zna. I teraz ktoś robi mu z tego zarzut. Powtórzę - oniemiałem.

Rozumiem, że nie każdy ma czytnik, a ktoś wolałby dostać to drugie wydanie w wersji tradycyjnej. Rzecz w tym, że wydanie "Requiem..." w takiej formie oznaczałoby z całą pewnością stratę finansową dla wydawcy. Pomogli nam, czytelnikom jak mogli. Nie możemy domagać się od nich, by dopłacali do naszych czytelniczych przyjemności.
rybieudka - 2013-11-27, 09:04
:
agrafek napisał/a:
Rzecz w tym, że wydanie "Requiem..." w takiej formie oznaczałoby z całą pewnością stratę finansową dla wydawcy.

Tym bardziej, że w momencie wydania wersji e można było kupić stare wydanie papierowe, nówkę poniżej dychy (z wysyłką w cenie).
Tomasz - 2013-11-27, 10:12
:
Komuś się coś myli. Wydawca mi nie pomaga. Ja jestem jego klientem. Jak będę niezadowolony, to przestanę być klientem. I tyle. Wydawca zatem musi rozważyć kwestie ekonomiczne. Jeśli wychodzi mu z wyliczeń, że powinien mnie olać to ma mnie olać i się nie dziwić że mu sprzedaż książek tradycyjnych spada. I nie biadolić. I już. Wydawać w e-bookach i olać moje marudzenia.
Szanuję wydawcę jak mówi, że wydaje to co mu się opłaca i już. Że ma taką a nie inną politykę. Ale nie muszę być z tego zadowolony i mogę narzekać. Bo to ja płacę, a nie wydawca mnie. Wydawca podejmuje decyzję, wydaje książkę, zarabia albo traci, albo z góry wie że straci. Ale pisanie, że poszedł na rękę czytelnikowi i podjął pewien trud? No dajcie spokój. Co to filantropia? To biznes. Skoro wydawał książki i np. ja je kupowałem, to chyba jednak nie na wszystkich tracił, bo inaczej nigdy by nie wydawał. Albo chciał wydawać z innych powodów, ale to jego sprawa i ma do tego prawo.
agrafek napisał/a:
Pomogli nam, czytelnikom jak mogli.

Kurcze filantropi. A ja myślałem, że jednak płacę jak chcę coś od nich przeczytać.
agrafek napisał/a:
Nie możemy domagać się od nich, by dopłacali do naszych czytelniczych przyjemności.

A oni nie mogą się domagać żebym kupował ich książki jak mnie olali jako potencjalnego kupca i nie mogą się domagać, żebym nie narzekał, bo jestem klientem i płacę.

Znam, nawet jak z innych zakątków księgarskich, wydawnictwa, które mają równie kiepski albo i gorszy rynek, a wydają, zarabiają i już. Między innymi dlatego, że szanują czytelnika, że wydają dla konkretnej grupy zainteresowanych, podług ich oczekiwań nie tylko co do tematyki ale i formy, jakości wydania itd. Budują kontakt z czytelnikami różnymi sposobami. Czyli widzę, że się da, nawet przy bardzo małych nakładach, pomimo wysokich cen.
agrafek - 2013-11-27, 12:42
:
Czym innym jest wydawanie książki nowej, a czym innym takiej, która już na rynku, całkiem niedawno, była. Ebook "Requiem..." nie został wydany - w moim przekonaniu - po to, by wydawca zarobił na nim jakąś znaczącą kasę. Bo nie mógł. najlepsze, na co mógł liczyć, to że zwrócą mu się poniesione nakłady. Część czytelników już ten zbiór miała, część mogła wciąż kupić jego pierwsze wydanie - w tradycyjnej formie, ale wydane przez innego wydawcę. Ebook "Requiem..." był właśnie gestem wydawcy. "Holocaust F" osadzony został w tym samym świecie, więc wydawca umożliwił czytelnikom nie znającym zbiorku zaopatrzenie się weń. Jeśli sądzisz, że mógł choćby liczyć, że na tym zarobi, to znaczy, że bardzo optymistycznie oceniasz nasz rynek.

Nie nazywałbym tego filantropią, ale właśnie gestem wobec czytelnika. Być może, na dłuższą metę, taki gest przynosi zyski w postaci czytelniczej sympatii (choć, jak widać, można się przejechać na takich oczekiwaniach), ale na bezpośrednie zyski z sprzedaży raczej wydawca nie liczył.
Jachu - 2013-11-27, 22:10
:
agrafek, mam nieodparte wrażenie, że wypowiadasz się nieco z pozycji wydawcy lub osoby z wydawcą "spowinowaconej" ;) Nie jest to oczywiście zarzut dyskwalifikujący twoją osobę, ale czytając twoje wypowiedzi, w mej głowie zapaliła się czerwona lampka ;)

Ale do rzeczy - aspekt ekonomiczny, o którym długo się rozwodziłeś. Spoko, jest to argument który do mnie przemawia. Rozumiem, że w obecnych czasach wydawca często nie ma możliwości wydania książki w tradycyjnym formacie i posiłkuje się wydaniem w wersji elektronicznej. Ok, ma takie prawo i mnie osobiście nic do tego. Mogę sobie oczywiście popsioczyć, ale tylko tyle mi zostaje.

Druga sprawa - napisałeś "Ebook "Requiem..." był właśnie gestem wydawcy. "Holocaust F" osadzony został w tym samym świecie, więc wydawca umożliwił czytelnikom nie znającym zbiorku zaopatrzenie się weń. Przepraszam cię bardzo, ale nie utożsamiaj wąskiej grupy społecznej zwanej posiadaczami czytników z ogółem czytelników, bo to nieprawdziwe twierdzenie. Posiadacze czytników są obecnie w mniejszości i jeszcze przez pewien czas tak zostanie. Myślę, że pokolenie obecnych trzydziestolatków jest raczej sceptycznie nastawione do e-booków, choć z całą pewnością są wyjątki (również na tym forum). Jednak generalnie czytniki są (i będą) raczej domeną nieco młodszych obywateli i to do nich w przyszłości należeć będzie ten rynek. Z mojej perspektywy - mam nadzieję, że nastąpi to jak najpóźniej.

agrafek napisał/a:
Nie nazywałbym tego filantropią, ale właśnie gestem wobec czytelnika.
Nie jestem fanem polskiej fantastyki, która niestety (poza drobnymi wyjątkami) raczej konsekwentnie utwierdza mnie w przekonaniu, że to kiepska literatura jest. Wspomnianego Zbierzchowskiego czy Strzeszewskiego nie oceniam, bo nic nie czytałem... Ale załóżmy, że z wytęsknieniem czekałem na "Holocaust F" i jak myślisz - czy "gest Powergraphu wobec czytelnika" pozwoliłby mi zapoznać się z uniwersum, w którym dzieje się akcja książki Zbierzchowskiego? ;) Pomogę ci - NIE 8) To gest nie wobec czytelnika... To nawet nie gest wobec potencjalnego kupującego papierową wersję "Holocaustu". To ładny gest wobec tych, którzy kupią powieść Zbierzchowskiego w formie elektronicznej i nabiorą ochoty na drugą pozycję tego samego autora. Ile takich osób będzie? Kilkadziesiąt? A może kilkaset? Wątpię. Jeśli wydawca skalkulował sobie, że papierowe wznowienie nie sprzeda się nawet w nakładzie 1000 egzemplarzy, to musiał się spodziewać, iż sprzedanych e-booków będzie o wiele, wiele mniej.

To tyle, pomarudziłem sobie, a miłośnicy czytników zaraz powieszą na mnie psy :mrgreen: Będzie wesoło i nie na wiodący temat wątku :badgrin:
Tixon - 2013-11-27, 22:39
:
Tomasz napisał/a:
A oni nie mogą się domagać żebym kupował ich książki jak mnie olali jako potencjalnego kupca

Z tym jednym nie mogę się zgodzić. Bo gdybym się tym kierował, musiałbym oskarżyć MAGa, że olali mnie jako potencjalnego kupca, bo zrezygnowali z wydawania kolejnych tomów Haydon i dalszych książek McKillip.
agrafek - 2013-11-28, 07:50
:
Jachu, ale rzecz w tym, że gdy ukazywał się "Holocaust F" papierowa wersja "Requiem..." była jeszcze do dostania - jeśli ktoś trochę poszukał, fakt. Więc "tradycjonaliści" mogli zdobyć zbiorek. A w formie ebooka go nie było.

Ja to widzę w ten sposób - wydawca mógł wcale nie wznawiać "Requiem..." albo wznowić w takiej formie, na jaką było go stać. Zrobił to drugie i teraz zbiera tu cięgi za to, że w ogóle spróbował dotrzeć choć do części czytelników.

Wszystkich nas ograniczają finanse. Jeśli o tym zapomnimy i będziemy opieprzać wydawców, którzy w ogóle próbują coś robić, ryzykujemy, że następnym razem dadzą sobie spokój. I owszem, wtedy ja, kupujący coraz więcej książek na czytnik, bo tradycyjne mi się w domu już nie mieszczą, będę poszkodowany. Ba, już poniekąd jestem, bo MAG nie wydaje swoich powieści w formie elektronicznej, przez co już z kilku tytułów MAGa - ale też Solaris - zrezygnowałem. Więc oczywiście, jestem interesowny. Chciałbym, żeby wszyscy mieli swoje czytniki, bo wtedy może każdy wydawca wydawałby także ebooki.

Ale nie wydaje mi się, by ta moja interesowność, a także fakt, że istotnie wydawałem opowiadania w antologiach Powergraph, odbierały sens moim argumentom.
utrivv - 2013-11-28, 08:08
:
agrafek napisał/a:

Wszystkich nas ograniczają finanse. Jeśli o tym zapomnimy i będziemy opieprzać wydawców, którzy w ogóle próbują coś robić, ryzykujemy, że następnym razem dadzą sobie spokój.
Zupełnie mi to wisi czy następnym razem wydawca zrezygnuje z ebooka bo ich nie kupuję, kupuje tylko "żywe" książki. Mam wrażenie że patrzysz na czytelników z pozycji hurtownika czytników który "wie" że za parę lat wszyscy będą ich używać. Nic bardziej mylnego.

Posmęcę trochę i ja. Boję się że ewolucja przebiega w tę stronę:
Czytelnik kupujący książki -> tylko ebooki bo to szybsze i prostsze -> nie mam czasu na ebooki.
Fidel-F2 - 2013-11-28, 09:29
:
Jachu napisał/a:
Przepraszam cię bardzo, ale nie utożsamiaj wąskiej grupy społecznej zwanej posiadaczami czytników z ogółem czytelników, bo to nieprawdziwe twierdzenie. Posiadacze czytników są obecnie w mniejszości i jeszcze przez pewien czas tak zostanie. Myślę, że pokolenie obecnych trzydziestolatków jest raczej sceptycznie nastawione do e-booków, choć z całą pewnością są wyjątki (również na tym forum). Jednak generalnie czytniki są (i będą) raczej domeną nieco młodszych obywateli i to do nich w przyszłości należeć będzie ten rynek. Z mojej perspektywy - mam nadzieję, że nastąpi to jak najpóźniej.
Okrutnie przedziwny to pogląd moim zdaniem, zaskakujący znaczy, wydawało mi się od jakiegoś czasu, że nie-czytnikowiec wśród ludzi regularnie czytających to jakiś wstecznik i dinozaur których zostało ze czterech czy może pięciu w Polsce. Poza tym mam czterdziestkę (za dwa tygodnie :) ) i siłą rzeczy znajomych w podobnym wieku. Ci co czytają mają czytniki lub je rozważają ( sukcesywna zmiana nastawienia na aprobujące wśród kolejnych osób jest na przestrzeni miesięcy widoczna ewidentnie). Twierdzenie że, en masse, trzydziestolatkowie są sceptyczni jest najbardziej mylnym z całej Twojej wypowiedzi. I wciąż pokutuje pogląd, że wraz z kupieniem czytnika wymagane jest spalenie całego księgozbioru i zaszycie się w celu ochrony przed złamaniem się i wzięciem papieru do ręki. Duży Fiat to bardzo dobry samochód, po co mi Ford Focus?
agrafek - 2013-11-28, 09:38
:
utrivv napisał/a:
Mam wrażenie że patrzysz na czytelników z pozycji hurtownika czytników który "wie" że za parę lat wszyscy będą ich używać. Nic bardziej mylnego.


Mam wrażenie, że rozmowa zaczyna się kręcić w okolicach idiotycznego podziału na "ibukowców" i "tradycyjnych". Większość moich znajomych posiadających czytniki kupuje z ochotą książki wydane na papierze. Jedno nie wyklucza drugiego; przeciwnie, czytnik to dodatek.

W przypadku powieści Emila pech polega na tym, że jego powieść ukazała się tylko w ebooku i to rzeczywiście odcina część zainteresowanych nią czytelników. W przypadku "Requiem..." takiego podziału nie było - bo papierowa wersja książki już się wcześniej ukazała. Dlatego mogę zrozumieć zarzuty w przypadku powieści "Ektenia" i nie pojmuję ich w przypadku "Requiem...". Jaśniej tego wytłumaczyć nie potrafię.
Jander - 2013-11-28, 11:11
:
utrivv napisał/a:
Posmęcę trochę i ja. Boję się że ewolucja przebiega w tę stronę:
Czytelnik kupujący książki -> tylko ebooki bo to szybsze i prostsze -> nie mam czasu na ebooki.

Straszne pieprzenie. Na czytnikach czyta się wygodniej i łatwiej czytać wszędzie.
Czytelnik kupujący ręcznie przepisane książki -> tylko druk bo to szybsze i prostsze -> nie mam czasu na książki
Romulus - 2013-11-28, 11:13
:
Czy znajdzie się chętny moderator, który ogarnie temat i przeniesie dużą część tej dyskusji do właściwego tematu? Bo ja jestem w biegu :)
Jander - 2013-11-28, 11:22
:
Tixon, on to lubi. :)
Ja wam tego nie zapomnę :-P
T.

utrivv - 2013-11-28, 11:30
:
Niestety jestem zawalony robotą i na razie nie mam czasu, może za tydzień.

agrafek
Odnoszę się tylko do twoich wypowiedzi, coś mi chyba umknęło bo imo cały czas o tym tyko gadacie czy wydawca jest prokliencki czy nie gdy wydaje ebooki.

Jander, Nie ma to jak popieprzyć strasznie, poprawia humor :)
Tomasz - 2013-11-28, 11:37
:
Tixon napisał/a:
Bo gdybym się tym kierował, musiałbym oskarżyć MAGa, że olali mnie jako potencjalnego kupca, bo zrezygnowali z wydawania kolejnych tomów Haydon i dalszych książek McKillip.

Wiele osób się o to wkurzało i na MAGa psioczyło. Mnie to zwisało, bo ja pieniędzmi za tymi książkami nie głosowałem.

Fidel-F2 napisał/a:
Okrutnie przedziwny to pogląd moim zdaniem, zaskakujący znaczy, wydawało mi się od jakiegoś czasu, że nie-czytnikowiec wśród ludzi regularnie czytających to jakiś wstecznik i dinozaur których zostało ze czterech czy może pięciu w Polsce. Poza tym mam czterdziestkę (za dwa tygodnie :) ) i siłą rzeczy znajomych w podobnym wieku. Ci co czytają mają czytniki lub je rozważają ( sukcesywna zmiana nastawienia na aprobujące wśród kolejnych osób jest na przestrzeni miesięcy widoczna ewidentnie).
Jander napisał/a:
Straszne pieprzenie. Na czytnikach czyta się wygodniej i łatwiej czytać wszędzie.
Czytelnik kupujący ręcznie przepisane książki -> tylko druk bo to szybsze i prostsze -> nie mam czasu na książki

Czas pokaże, ale ja jestem zdania, że e-booki z czytelnictwem, jego wzrostem, spadkiem itd mają bardzo mało wspólnego. To że ktoś czyta czy nie, nie zależy od cen książek, konieczności kupowania w e-bookach albo papierowo itd. Jak ktoś chce, to czyta. Jak jest głąbem nieczytającym, to niby rzuci się na kilkuset złotowy czytnik, żeby odkryć w sobie miłość do literatury?
Czytelnictwo wraca tam gdzie jego miejsce, czyli czytać będzie wąska grupa zainteresowanych. Obserwując od jakiegoś czasu rynek widzę, że dobrze radzą sobie wydawcy, którzy nie będąc zainteresowani masowym wydawaniem poradników i innych pierdółek, idą tropem zadowalania niewielkiej grupy czytelników, którym nie przeszkadza to że są jakoś "wyjątkowi", którzy zaaprobują wyższą cenę, jeśli dostaną świetny produkt, świetnie wydany, w twardej oprawie, na świetnym papierze. Czyli niższe nakłady, wyższe ceny, lepsza jakość wydania, dostępność głównie dla zainteresowanych, w określonych księgarniach, a jedynie pojedyncze bardziej nośne tytuły w sieciówkach itd.
I myślę, że na takiej grupie zarobić idzie łatwiej niż licząc na wydania e-booków.
Powergraph dopiero co zrobił fajny ruch decydując się na twarde okładki, jakoś musiał mieć do tego uzasadnienie, bo przecież ekonomicznie, to na miękko pewnie taniej.
Myślę, że jakkolwiek to absurdalnie brzmi i będzie niezrozumiałe dla zwolenników e-booków, to łatwiej część czytelników (wg mnie ważniejszą bo skłonną wydawać na książki sporo pieniędzy) zainteresować droższymi, lepiej wydanymi tytułami niż obniżaniem cen. Było zresztą kilka prób choćby na rynku fantastycznym, wydawania taniej, a jakoś żadna się nie udała.

Fidel, Jander, Romulus, napiszcie ile przez ostatnie dwa miesiące wydaliście na e-booki, ile tytułów kupiliście (nie ściągnęliście skądś za darmo, ale za pieniądze).
Jander - 2013-11-28, 12:00
:
Tomasz napisał/a:
Fidel, Jander, Romulus, napiszcie ile przez ostatnie dwa miesiące wydaliście na e-booki, ile tytułów kupiliście (nie ściągnęliście skądś za darmo, ale za pieniądze).

0, w tym roku przeczytanych na Kindle też 0. Ale nie jestem przeciętnym czytelnikiem, więc się mną nie sugeruj, a o piractwie w przeciwieństwie do ASXa nie będę rozmawiał(choć chomikowi też trzeba płacić). To co mnie interesuje to w e-booku nie kupię, bo nie ma, więc zwyczajnie kupuję papier i kupuję go sporo. Sporo z tych zakupów to działalność charytatywna, bo kupuję więcej niż czytam.
Jak się wydawnictwu nie wypłaca wydać e-booka - spoko, przeżyję. Ściągnę pirata*, kupię w papierze.

*zapłacę żelazną cenę
Shadowmage - 2013-11-28, 12:03
:
Wczoraj na spotkaniu było trochę o ebookach powergraphu, i ogólnie o tym rynku. Wyszło, że czytelników z czytnikami nie interesują tanie książki, a książki przecenione - o wiele lepiej sprzeda się książką z promocją z 40 na 20 zł niż ta sama książka, mająca cały czas cenę 20 zł. Nie wiem jak z czytaniem, ale kupowanie odbywa się głównie kompulsywnie, pod wpływem promocji.

Co do samych czytników - mam kindle'a trzy miesiące mniej więcej i faktycznie, jest to bardzo wygodne urządzenie. Co nie zmienia faktu, że kupiłem na niego w zasadzie tylko rzeczy, których w papierze nie ma. A papierowych przybyło mi w tym czasie pewnie kilkadziesiąt.
Fidel-F2 - 2013-11-28, 12:04
:
Tomasz napisał/a:
Czas pokaże, ale ja jestem zdania, że e-booki z czytelnictwem, jego wzrostem, spadkiem itd mają bardzo mało wspólnego. To że ktoś czyta czy nie, nie zależy od cen książek, konieczności kupowania w e-bookach albo papierowo itd. Jak ktoś chce, to czyta.
Tomasz, plis, czytaj ze zrozumieniem. Toż mówię o ludziach którzy czytają a nie o wszystkich moich znajomych.

Tomasz napisał/a:
Powergraph dopiero co zrobił fajny ruch decydując się na twarde okładki, jakoś musiał mieć do tego uzasadnienie, bo przecież ekonomicznie, to na miękko pewnie taniej.
Bo rzecz wygląda tak, że e-book w pierwszej kolejności wypiera tanie paperbacki, przynajmniej na moim przykładzie tak to wygląda. Rzeczy na których mi naprawdę zależy, np. UW, Eco czy Perez-Reverte, kupuję droższe twardookładkowe wydania (co nie znaczy, że nie zrabuję e-booka -> ładna książka stoi na półce a ja czytam na czytniku :oops: ), a coś co bym sobie łyknął i nie miał ciśnienia do posiadania na półce, przygodówki jakieś wagonowo-letnio-plażowe i normalnie kupiłbym pewnie paperbecka po taniości to wolę wersję elektroniczną ergo na rynku jak dla mnie może pozostać twarda okładka i e-book.

Tomasz napisał/a:
Fidel, Jander, Romulus, napiszcie ile przez ostatnie dwa miesiące wydaliście na e-booki, ile tytułów kupiliście (nie ściągnęliście skądś za darmo, ale za pieniądze).
nie jestem w stanie Ci powiedzieć, zupełnie nie liczę i nie notuję, nawet ilościowo nie mam pojęcia ale podejrzewam, że wychodzi coś po połowie
Plejbek - 2013-11-28, 12:10
:
Tomasz napisał/a:

Fidel, Jander, Romulus, napiszcie ile przez ostatnie dwa miesiące wydaliście na e-booki, ile tytułów kupiliście (nie ściągnęliście skądś za darmo, ale za pieniądze).


Wiem, że nie mnie pytasz ale się wtrącę. Ja kupiłem 10 ebooków w październiku i listopadzie. Jednocześnie ograniczam kupowanie książek papierowych bo zwyczajnie nie mam już miejsca w mieszkaniu. Przemawia do mnie aspekt zarówno "przestrzenny" i finansowy - kupuję w promocjach. Nie jestem maniakiem pachnącego papieru, dekorowania półek - liczy się dla mnie treść i wygoda czytania. I nie mam 20 lat tylko dokładnie tyle co Ty (teza Jacha o oporze trzydziestoparolatków przed czytnikami jest nie trafiona zupełnie - mam w pracy chyba czterech kumpli, którzy posiadają i używają Kindla cały czas).

Nie wiem czy jestem ważniejszym klientem dla wydawnictw niż Ty czy Jachu, uważam jednak, że skoro ebooki się pojawiają i to coraz częściej to chyba jednak jakąś tam wagę mam. I tak jak mówisz, kto chce czytać ten czytać będzie, a to czy finansowo wygrają "małe nakłady dla wybranych" czy "rynek ebooków" to już chyba nie jest ważne. Rynek to wyreguluje.
Procella - 2013-11-28, 12:45
:
Fidel-F2 napisał/a:
Bo rzecz wygląda tak, że e-book w pierwszej kolejności wypiera tanie paperbacki

I to jest dla mnie kolejny powód, żeby nie lubić ebooków ;) Kocham paperbacki, zwłaszcza zachodnie, w takim fajnym małym formacie.
Plejbek napisał/a:
Rynek to wyreguluje.

I to jest smutne :(
Fidel-F2 - 2013-11-28, 12:58
:
Procella, gdy do kina wchodziły filmy dźwiękowe, zrzeszenie muzyków przygrywających do filmów niemych zażądało nałożenia na włascicieli kin wyświetlających filmy dźwiękowe specjalnej opłaty, z której byliby dofinansowywani muzycy którzy stracą pracę w kinach z powodu bezdusznych filmów dźwiękowych. Opłaty nie było a rynek to wyregulował. Historia pełna jest takich przykładów. Możesz próbować zawrócić kijem Wisłe, ale to sie rzadko udaje. Możesz to zrozumieć i do końca życia żyć w niezgodzie i zgryzocie albo po prostu się pogodzić.
Cintryjka - 2013-11-28, 13:14
:
A u mnie jest tak, że w e-bookach kupuję wiele książek, których inaczej, ze względu na cenę wydania papierowego, nie kupiłabym w ogóle. Książki nowych autorów i pozycje jednorazowe. Przez rok posiadania czytnika (od listopada 2012) kupiłam około 40 e-booków (z których przeczytałam około połowy), za cenę 423 złotych, czyli jakichś maksymalnie 12 książek tradycyjnych.
Nie zrezygnowałam bynajmniej z papieru, ale poszerzyłam spektrum swoich lektur, bo wcześniej, ze względu na ograniczoną ilość przestrzeni w domu, w papierze kupowałam tylko autorów sprawdzonych.
Dla porównania - w całym 2012 kupiłam 12 książek tradycyjnych.
Beata - 2013-11-28, 13:40
:
Jachu napisał/a:
Myślę, że pokolenie obecnych trzydziestolatków jest raczej sceptycznie nastawione do e-booków, choć z całą pewnością są wyjątki (również na tym forum).

Na całe szczęście, Fidel już odpowiedział. :) Troje moich znajomych, nb. najbardziej aktywnych "czytaczy", jest również posiadaczami czytników, przy czym tylko dwójka z nich łapie się na wskazany przedział wiekowy (jacyś tacy podejrzanie młodzi są //evil ). IMHO używanie czytnika dużo mniej wiąże się z wiekiem, a dużo bardziej z przyzwyczajeniami (czytaj: z wyrobionym nawykiem czytania). Czytnik to tylko narzędzie.

Tomasz napisał/a:
Fidel, Jander, Romulus, napiszcie ile przez ostatnie dwa miesiące wydaliście na e-booki, ile tytułów kupiliście (nie ściągnęliście skądś za darmo, ale za pieniądze).

Akurat na to pytanie mogę odpowiedzieć, bo jeszcze nie zdążyłam wyczyścić skrzynki mejlowej. W październiku i listopadzie wydałam w trzech sklepach 680 zł (62 ebooki). Od razu mówię, że te wydatki nie są reprezentatywne. Normalnie kupuję mniej, ale akurat w październiku była niezwykle korzystna promocja na książki Lema.

P.S. Nie przestałam kupować książek papierowych, nie przestałam ich również czytać. Po prostu w domu czytam głównie papier, czytnik za to sprawdza się "w trasie", gdyż uwalnia od konieczności targania ciężarów.
Tomasz - 2013-11-28, 14:10
:
Fidel-F2 napisał/a:
Tomasz, plis, czytaj ze zrozumieniem. Toż mówię o ludziach którzy czytają a nie o wszystkich moich znajomych.

Idiotycznie zacytowałem, fakt.
Fidel-F2 napisał/a:
Bo rzecz wygląda tak, że e-book w pierwszej kolejności wypiera tanie paperbacki, przynajmniej na moim przykładzie tak to wygląda. Rzeczy na których mi naprawdę zależy, np. UW, Eco czy Perez-Reverte, kupuję droższe twardookładkowe wydania

I w takiej formie rozumiem posiadanie e-booka, sam się nad tym zastanawiam. Ale biorąc pod uwagę to że sam chce decydować co będę miał w e-booku a co papierowo, to toleruję e-book tylko jako alternatywny wybór.

Ja po prostu jestem sceptyczny co do argumentów ekonomicznych. Od strony wydawcy. Wiem ile kupuję książek, za jakie kwoty. Przeciętny zjadasz e-booków rocznie pewnie wyda tyle co ja przez miesiąc. Ciekawe ile zarabia wydawnictwo na jednym sprzedanym e-booku a ile na papierowym.
W jednym wydawnictwie, które wydaje właśnie "luksusowo" przez ostatni miesiąc zamówiłem nowości za 400 zł. Ciekawe czy ten wydawca zarobi więcej na mnie czy zarobią wydawcy na e-bookowych zakupach Beaty. A Beata pod względem tych zakupów pewnie jest wyjątkiem.
Powergraph to chyba niewielkie wydawnictwo, które poza Feliksami wydaje rzeczy dla niewielkiej grupy czytelników. A zatem widzę dwie zasady: 1. że podniesienie ceny nie spowoduje straty takiego klienta, 2. że e-book ma sens jako alternatywa dla taniego paperbacka, tak psize Fidel, to po kiego grzyba Powergraph bawi się w e-booki? Dla nich powinien być ważny ten kupujący, niszowy klient, który płaci drożej za twardą oprawę.
Wyliczyć ile ma kosztować by się opłacało, wydać w takiej cenie i już. Sprzeda się. Bo tacy jak ja kupią.
Wydawanie tanio ma sens dla masówki, w wielkie nakłady itd. Wszystkie wydawnictwa myślące, że obniżając cenę zyskają czytelników tylko na tym straciły. Cena, nośnik itd nie ma znaczenia dla pozyskania klienta. Klienta pozyskuje się jakością pomimo wysokiej ceny. Bo książka, patrząc na ilość kupujących to już towar luksusowy. I taki powinien być.

Fidel to potwierdza pisząc, że kupuje to na czym mu zależy. A taki Eco kosztuje naprawdę sporo.
Fidel-F2 - 2013-11-28, 14:10
:
Beata napisał/a:
czytnik za to sprawdza się "w trasie", gdyż uwalnia od konieczności targania ciężarów.
moim zdaniem, ważny jest też fakt, że jeśli zostało niewiele do końca książki to trzeba było targać dwie, a z czytnikiem mamy komfort
Fidel-F2 - 2013-11-28, 14:19
:
Tomasz napisał/a:
Ja po prostu jestem sceptyczny co do argumentów ekonomicznych. Od strony wydawcy. Wiem ile kupuję książek, za jakie kwoty. Przeciętny zjadasz e-booków rocznie pewnie wyda tyle co ja przez miesiąc. Ciekawe ile zarabia wydawnictwo na jednym sprzedanym e-booku a ile na papierowym.
W jednym wydawnictwie, które wydaje właśnie "luksusowo" przez ostatni miesiąc zamówiłem nowości za 400 zł. Ciekawe czy ten wydawca zarobi więcej na mnie czy zarobią wydawcy na e-bookowych zakupach Beaty. A Beata pod względem tych zakupów pewnie jest wyjątkiem.
oboje jesteście skrajnymi wyjątkami, trudno, żeby do któregokolwiek z was wydawnictwa jakoś specjalnie chciały się dostosowywać (bycie regularnym czytelnikiem to już nisza a jeszcze skrajne pozycje w tej grupie to juz naprawdę pojedyncze sztuki)

i istotny argument przytoczyła Cintryjka, łatwiej na nieznanego autora wydać 10zł , czy czasem nawet mniej, za e-booka niż 30 zł na jego paperbeck
Jander - 2013-11-28, 14:28
:
Tomasz napisał/a:
Klienta pozyskuje się jakością pomimo wysokiej ceny. Bo książka, patrząc na ilość kupujących to już towar luksusowy. I taki powinien być.

Dobra, Ty jesteś klientem premium, a ja chcę jak najtańsze książki. I nie chcę, żeby bariera ekonomiczna przeszkadzała mi w poznaniu odpowiednich książek, bo wydawnictwa będą nastawione na klienta premium i 80zł za książkę będzie standardem. Ja bym chciał kupować paperbacki za 8$, jak Procella.
Zresztą towar luksusowy nie zaczyna się chyba od ilości kupujących, ale ceny.
Romulus - 2013-11-28, 15:27
:
Ja na czytnik kupuję tylko książki, których normalnie nie kupiłbym w papierze - polską fantastykę. A ostatnio rozszerzyłem na inne gatunki (Tom Clancy na przykład). To pierwsza "półka" książek.

Druga to książki po angielsku - dzięki temu nie muszę kupować za granicą "normalnych" wydań. Gdybym wcześniej miał czytnik, trzymałbym na nim całą twórczość A. Reynoldsa, którą wydano w UK, ale nie ma szans na wydanie w Polsce - bo może i fandom w Polsce mamy, ale "karmi" się on głównie "śmieciowym żarciem" :) (sorry za złośliwość, ale nie mogłem się oprzeć przed małą wiązką hejtu) i nie warto dla niego sprowadzać nowej powieści Reynoldsa, bo kupi ją ze 200 osób.

Ale po angielsku staram się kupować na czytnik też inne książki, tylko wcześniej robię selekcję. Bo nie wiem, czy byłbym w stanie przeczytać Grega Egana w oryginale :) Albo Henry Jamesa :)

I nie zamierzam przestać kupować książek "normalnych". Ale tu, dzięki czytnikowi, mam możliwość większej selekcji. Po ostatnim "odświeżeniu" moich półek, pozbyłem się ponad 40 tytułów(!) - książek, po których przeczytaniu stwierdziłem, że mi się nie podobały i psuły mi widok zaśmiecając swoją lichotą moje regały. Mam zamiar na tym zaoszczędzić. Bo skuchy się będą zdarzały - ale już w wersji elektronicznej. Czyli tańsze, głównie po angielsku, kupione z Amazona za połowę polskiej ceny.
Urshana - 2013-11-28, 20:58
:
Odnosząc się do kilku wypowiedzi jednocześnie mogę tylko potwierdzić, że jako kobieta 36-letnia od prawie roku używam czytnika, ma go też moja rok młodsza szwagierka, co więcej wiem, że spora grupa regularnie czytających blogerów mniej więcej w moim wieku używa czytników. Teza, że to urządzenie dla młodszych jest zupełnie niepotwierdzona. Wydaję na książki mniej więcej tyle samo, co wcześniej, ale większość kupuję w wersji elektronicznej, brak miejsca jest tu podstawowym argumentem. I jestem w tym konsekwentna, bo na przykład dwa brakujące tomy Dukaja dokupiłam w wersji na czytnik, mimo że na półce pozostałe stoją w twardych okładkach. Nie piracę książek, ale kupuję je właściwie tylko w promocji. A w drodze do pracy czytnik jest niezastąpiony, o czym przekonałam się wczoraj, kończąc "Japoński wachlarz" Bator i od razu przechodząc do "Requiem dla lalek" Zbierzchowskiego. Obserwuję też wspomniane już chyba przez Fidela zjawisko, że jak ktoś czyta dużo i regularnie, to najczęściej korzysta z czytnika, bo z różnych powodów jest to po prostu wygodne. I ostatnia moja obserwacja, nie wiem, jak to wygląda u innych, ale mimo ograniczonego czasu przez małe dziecko, odkąd mam czytnik czytam więcej. W zeszłym roku go nie posiadałam i przeczytałam 42 książki, w tym roku już mam 52 pozycje za sobą, a to jeszcze nie koniec.
Jachu - 2013-11-28, 21:19
:
agrafek napisał/a:
Ja to widzę w ten sposób - wydawca mógł wcale nie wznawiać "Requiem..." albo wznowić w takiej formie, na jaką było go stać. Zrobił to drugie i teraz zbiera tu cięgi za to, że w ogóle spróbował dotrzeć choć do części czytelników.
Napisałem w poprzedniej wypowiedzi, że to ładny gest dla posiadaczy czytników i osobiście przechodzę z tym do porządku dziennego. Przywołałem ten przykład tylko dlatego, żeby ci uzmysłowić, że nie pisałeś całej prawdy ;)

agrafek napisał/a:
Wszystkich nas ograniczają finanse.
Ano właśnie, nie każdego przeciętnego pochłaniacza książek stać na zakup czytnika. Mnie osobiście nie stać na zakup cyklu "Rakietowe Szlaki" z Solarisa po promocyjnej cenie 282,00 zł za komplet, a co dopiero mówić o zakupie czytnika ;) Osobiście czekam aż powszechne staną się czytniki połączone z telefonem komórkowym, bo wydaje się, że wtedy będzie mi łatwiej (i przede wszystkim taniej) wejść w posiadanie takiego urządzenia. Jakoś nie widzę większego sensu, aby nosić ze sobą i telefon i czytnik i mp3 i aparat fotograficzny. Więc gdybym dostał to wszystko w jednym modelu, byłoby super, ale na razie mam model tylko bez czytnika ;)

Fidel-F2 napisał/a:
Twierdzenie że, en masse, trzydziestolatkowie są sceptyczni jest najbardziej mylnym z całej Twojej wypowiedzi.
Fidel, przypuszczalnie masz dużo racji. Użyłem swego rodzaju skrótu myślowego, zapewne niezbyt trafnego ;) Nie da się jednak ukryć, że e-booki będą raczej domeną młodszego pokolenia... że nie wspomnę o naszych dzieciach, które od dziecka są oswajane z laptopami, smartfonami, tabletami i czytnikami. Dla nich tradycyjna książka będzie archaizmem nadającym się jedynie do muzeum ;)

Fidel-F2 napisał/a:
Duży Fiat to bardzo dobry samochód, po co mi Ford Focus?
Fiat Stilo to bardzo dobry samochód, po co mi Fisker Karma na prąd? ;)

agrafek napisał/a:
Mam wrażenie, że rozmowa zaczyna się kręcić w okolicach idiotycznego podziału na "ibukowców" i "tradycyjnych".
A czy decyzja Powergraphu, choć zapewne uzasadniona ekonomicznie, nie wzmocniła takiego podziału wśród czytelników?

agrafek napisał/a:
Większość moich znajomych posiadających czytniki kupuje z ochotą książki wydane na papierze. Jedno nie wyklucza drugiego; przeciwnie, czytnik to dodatek.
Owszem, jedno nie wyklucza drugiego... dopóki książki które dana osoba chce przeczytać są na tym papierze wydawane. Stąd wracamy do sedna - możliwości wyboru.
Zresztą Shadow przyznał: "Co nie zmienia faktu, że kupiłem na niego w zasadzie tylko rzeczy, których w papierze nie ma."

Jander napisał/a:
Na czytnikach czyta się wygodniej i łatwiej czytać wszędzie.
Nie sądzisz, że w twojej opinii zabrakło słowa "mnie"? ;) Ja mam zupełnie inne odczucia i wolę trzymać w ręku książkę, a że chodzę na siłownię, nie sprawia mi to żadnego problemu i ręka mi nie "więdnie". Czytałem w tylu miejscach, że sobie pewnie nawet nie wyobrażasz, ale jak sam przyznałeś - mało czytasz i nie jesteś reprezentatywnym czytaczem ;)

Tomasz napisał/a:
Czytelnictwo wraca tam gdzie jego miejsce, czyli czytać będzie wąska grupa zainteresowanych. Obserwując od jakiegoś czasu rynek widzę, że dobrze radzą sobie wydawcy, którzy nie będąc zainteresowani masowym wydawaniem poradników i innych pierdółek, idą tropem zadowalania niewielkiej grupy czytelników, którym nie przeszkadza to że są jakoś "wyjątkowi", którzy zaaprobują wyższą cenę, jeśli dostaną świetny produkt, świetnie wydany, w twardej oprawie, na świetnym papierze. Czyli niższe nakłady, wyższe ceny, lepsza jakość wydania, dostępność głównie dla zainteresowanych, w określonych księgarniach, a jedynie pojedyncze bardziej nośne tytuły w sieciówkach itd.
I takie rozwiązanie w sumie mi się podoba, choć zdecydowanie będę musiał wtedy ograniczyć zakupy. Podejrzewam jednak, że nie będzie to aż takie "bolesne", bo i tak z wiekiem czytam coraz mniej, więc i mniej kupuję.

Shadowmage napisał/a:
Wczoraj na spotkaniu było trochę o ebookach powergraphu, i ogólnie o tym rynku. Wyszło, że czytelników z czytnikami nie interesują tanie książki, a książki przecenione - o wiele lepiej sprzeda się książką z promocją z 40 na 20 zł niż ta sama książka, mająca cały czas cenę 20 zł. Nie wiem jak z czytaniem, ale kupowanie odbywa się głównie kompulsywnie, pod wpływem promocji.
Ale to się tyczy ogólnie kupujących, nie tylko posiadaczy czytników. Na studiach miałem omawiane teorie mówiące o wywieraniu wpływu na ludzi za pośrednictwem udawanych promocji.

Urshana napisał/a:
Obserwuję też wspomniane już chyba przez Fidela zjawisko, że jak ktoś czyta dużo i regularnie, to najczęściej korzysta z czytnika, bo z różnych powodów jest to po prostu wygodne.
Nie bardzo rozumiem te tezy o "wygodzie". W jakich wy miejscach i przy jakich czynnościach czytacie, że "jest wygodniej"?

Urshana napisał/a:
W zeszłym roku go nie posiadałam i przeczytałam 42 książki, w tym roku już mam 52 pozycje za sobą, a to jeszcze nie koniec.
Ja czytam na papierze i też przeczytałem w tym roku więcej niż w zeszłym. Tylko co z tego wynika? Nic.
martva - 2013-11-28, 21:36
:
Jachu napisał/a:
W jakich wy miejscach i przy jakich czynnościach czytacie, że "jest wygodniej"?


Autobus chociażby. Czytnik da się obsługiwać jedną ręką, książkę nie bardzo, trzeba czekać na odpowiedni moment żeby spróbować przewrócić stronę.
I zajmuje o wiele mniej miejsca w torebce.
I można sobie powiększyć czcionkę w gorszych warunkach oświetleniowych na przykład.
Jachu - 2013-11-28, 21:42
:
martva napisał/a:
Autobus chociażby. Czytnik da się obsługiwać jedną ręką, książkę nie bardzo, trzeba czekać na odpowiedni moment żeby spróbować przewrócić stronę.
Kwestia wprawy i zdolności. Ja sobie dobrze radzę i szczerze nie rozumiem "maruderów" jęczących że im niewygodnie.

martva napisał/a:
I zajmuje o wiele mniej miejsca w torebce.
O plecaku słyszała? ;)

martva napisał/a:
I można sobie powiększyć czcionkę w gorszych warunkach oświetleniowych na przykład.
Mam szczęście i mam dobry wzrok.

Nie przekonałaś mnie :badgrin:
Jander - 2013-11-28, 21:48
:
Jachu napisał/a:
Cytat:
Na czytnikach czyta się wygodniej i łatwiej czytać wszędzie.

Nie sądzisz, że w twojej opinii zabrakło słowa "mnie"? Ja mam zupełnie inne odczucia i wolę trzymać w ręku książkę, a że chodzę na siłownię, nie sprawia mi to żadnego problemu i ręka mi nie "więdnie". Czytałem w tylu miejscach, że sobie pewnie nawet nie wyobrażasz, ale jak sam przyznałeś - mało czytasz i nie jesteś reprezentatywnym czytaczem

Nie jestem typowym reprezentantem rasy czytających, przynajmniej mam takie złudzenie, ale czytam wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że czytnik jest wygodniejszy. Tak samo jak prowadzenie auta jest wygodniejsze z rękami na kierownicy, niż na pedałach. Chociaż pewnie komuś będzie wygodniej. No ale ja jestem chuderlak, trzymanie "Lodu" jedną ręką i przewracanie stron tą samą ręką jest dla mnie bardziej problematyczne od trzymania czytnika i naciśnięcia przycisku znajdującego się pod kciukiem. A i leżąc w łóżku nawet nie muszę trzymać czytnika, większość książek muszę trzymać przynajmniej jedną ręką, a czasem dwoma. I nie muszę używać zakładki, ale Ty pewnie zapamiętujesz stronę i jednym ruchem otwierasz książkę tam gdzie skończyłeś.
W toku tej dyskusji zacząłem dwie książki na czytniku, w jednej jestem w 1/4. Cholera, jakie to wygodne. A ja cały rok czytałem z kaprysu na papierze.
Jachu - 2013-11-28, 21:57
:
Jander napisał/a:
Nie jestem typowym reprezentantem rasy czytających, przynajmniej mam takie złudzenie, ale czytam wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że czytnik jest wygodniejszy.
Ciągle brakuje słowa odnoszącego się do ciebie ;) "Wygoda" to kwestia czysto indywidualna.

Jander napisał/a:
A i leżąc w łóżku nawet nie muszę trzymać czytnika, większość książek muszę trzymać przynajmniej jedną ręką, a czasem dwoma.
Zależy od pozycji, leżąc na boku można książkę czytać bez użycia rąk :mrgreen:

Jander napisał/a:
I nie muszę używać zakładki, ale Ty pewnie zapamiętujesz stronę i jednym ruchem otwierasz książkę tam gdzie skończyłeś.
Człowieku... z wygody mówię książce "Otwórz się tam gdzie skończyłem" i ona się sama otwiera --_-
Jander - 2013-11-28, 22:01
:
Nie, czytniki są wygodniejsze. Tak jak leżenie w łóżku jest wygodniejsze, niż leżenie na podłodze. Nie muszę dodawać, że "dla mnie".
Fidel-F2 - 2013-11-28, 22:26
:
Jachu, idziesz w kpiący ton, zwykle jest to skutkiem braku argumetów. Nikt nie twierdzi, że nie da się czytać papieru w autobusie czy na leżąco. Da się. Co nie zmienia faktu, że jest to bardziej uciążliwe niż czytanie z czytnika. Na argument że ktoś woli najeść się pizzą ripostujesz, że przecież na sucharach też da się żyć. Jeśli rozmowa ma iść w tę stronę to ja pasuję, szkoda czasu. Masz chęć to się fochaj na czytniki i wydawnictwa. Twój problem. Z drugiej strony i tak nie przeczytasz wszystkich książek świata więc równie dobrze możesz odpuścić sobie te elektroniczne. Twoja sprawa jak dobierasz kryteria. Na koniec powiem jeszcze, że argument o braku wyboru jest durnawy. Z całym szacunkiem. Można by mieć pretensje do Solarisu, że nie wydaje GG w twardych lakierowanych okładkach z tasiemkami. A ja bym, kurwa, właśnie takie chciał. Sedeńko mnie olał, taki owaki. No i jeszcze wymiary mi nie pasują.

No i sam domagasz się prawa do wyboru a na martvej chcesz wymóc noszenie plecaka.
martva - 2013-11-28, 23:10
:
Jachu napisał/a:
O plecaku słyszała? ;)


Słyszała. Fakt, nie ma nic wygodniejszego w zatłoczonym autobusie, niż plecak który trzeba ściągnąć z pleców i jeszcze wygrzebać z niego książkę, a potem jedną ręką trzymać się uchwytu, w drugiej trzymać plecak, w trzeciej książkę, a czwartą przewracać strony.

Poza tym - jestem dziewczynką, do cholery.
Romulus - 2013-11-29, 06:56
:
Jachu napisał/a:
Jander napisał/a:
Nie jestem typowym reprezentantem rasy czytających, przynajmniej mam takie złudzenie, ale czytam wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że czytnik jest wygodniejszy.
Ciągle brakuje słowa odnoszącego się do ciebie ;) "Wygoda" to kwestia czysto indywidualna.

Oj, nie. Śmiem się upierać, że w przypadku czytnika to fakt, a nie opinia.
agrafek - 2013-11-29, 08:10
:
Ktoś napisał, że będzie kupował ebooki, jeśli będą dobre czytniki na telefony. Zważywszy na przywiązanie do szczegółu wykazywane w tej dyskusji nie jestem pewien granic definicji słowa "dobre". Niemniej np. cały "Rok po końcu świata" przeczytałem właśnie na telefonie (czytnik akurat wymieniałem na nowszy). Odpowiednie aplikacje już istnieją.

Odpowiadając na pytanie, czy dużo kupuję na czytnik, odpowiem, że czasem wydaje mi się, iż aż nazbyt dużo. Promocje ebookowych księgarni są niebezpieczne, bo nie dość, że same pukają do drzwi klienta, to skorzystanie z nich wymaga ledwie kilku kliknięć:). I właśnie dzięki takim promocjom i czytnikowi kupiłem kilkanaście książek, których nie kupiłbym i pewnie nie przeczytał w normalnym wydaniu ze względu na brak miejsca na półkach.
Romulus - 2013-11-29, 08:37
:
Czytałem na początku na moim iPhonie. Ale to nie umywa się do czytnika. Raz - zużycie baterii albo prądu (przy długim czytaniu musiałem iPhona podłączyć do ładowarki). Dwa - wzrok. W porównaniu z czytnikiem są to różnice kolosalne. Kindle z oczywistych względów oczu nie męczy, bo nie ma żadnego podświetlenia. Inne czytniki też. A i z uwagi na to oraz na technologię, bateria w moim czytniku miażdży wytrzymałością, tj. długością czuwania.

Co do zakupów, to sam się wczoraj powstrzymałem przed kupnem ebooków za, łącznie, 100 zł. Za ta samą kwotę kupiłbym tylko trzy papierowe książki z tej listy. A tak, zmieściłoby mi się w tej kwocie aż pięć. Ale to akurat zależy od ceny książki, normą nie zawsze bywa, tj. różnice bywają mniejsze jeśli chodzi o przełożenie ceny ebooka na cenę książki.
agrafek - 2013-11-29, 08:55
:
Jasne, że nie istnieją chyba telefony, które byłyby w stanie dorównać czytnikom pod względem wygody czytania.
Niemniej samo czytanie ebooka na telefonie nie jest niemożliwe. I może być w miarę wygodne (na krótką metę).
Shadowmage - 2013-11-29, 09:03
:
Łaku kiedyś przeczytał "Lód" na komórce. I to dość starego typu. Można :P
You Know My Name - 2013-11-29, 09:05
:
Przy komórkach z wyświetlaczami AMOLED jest to całkiem komfortowe przy ustawienia czarnego tła i szarej czcionki.
utrivv - 2013-11-29, 14:52
:
Shadowmage napisał/a:
Łaku kiedyś przeczytał "Lód" na komórce. I to dość starego typu. Można :P

Łaku policzył też od zera do nieskończoności. Dwa razy.
Asuryan - 2013-11-29, 20:26
:
Jakoś nie dane było mi do tej pory użyć czytnika, więc ciężko mi się wypowiedzieć w tym temacie. Może też i dlatego nie kusi mnie by kiedykolwiek z takiej formy czytania skorzystać. Ale ja już bardziej pod pokolenie 40-letnich czytaczy podchodzę, niż 30-letnich - może też i z tego powodu interesuje mnie tylko i wyłącznie tradycyjna forma książki.
Młodzik - 2013-11-29, 20:50
:
Ja to cichutko mam nadzieję, że jak już niemal każdy będzie miał czytnik, to standardem na rynku wydawniczym będzie ebook i pakiet książka + ebook
Luinloth - 2013-12-01, 23:25
:
Młodzik napisał/a:
Ja to cichutko mam nadzieję, że jak już niemal każdy będzie miał czytnik, to standardem na rynku wydawniczym będzie ebook i pakiet książka + ebook

To jest fajny pomysł, mnie się zdarza czytać na czytniku coś, co mam w domu albo co mój facet ma w domu, ale np. akurat nie chce mi się tego taszczyć albo chcę zacząć czytać już, a pożyczyć mogę za dwa dni. I tak, w tym momencie yo ho ho i butelka rumu, bo przecież raz już za książkę zapłaciłam. Ebook gratis byłby świetną opcją dla mnie.
@ argument nie mieści się w torbie, weź plecak - najlepiej walizkę na kółkach, bo chcę mieć wybór, co będę czytać. Nikt nie mówi, że przeczytanie papierowego Lodu w autobusie jest niemożliwe albo jakieś strasznie wykańczające, ale jest mniej wygodne niż na czytniku, deal with it. To jakby mówić, że ręczne mycie garów jest wygodniejsze niż zmywarka (której oczywiście wcale nie musisz mieć i może nawet nie potrzebujesz, ale nie dziw się, jak ktoś woli).
Jezebel - 2013-12-04, 12:31
:
Shadowmage napisał/a:
Łaku kiedyś przeczytał "Lód" na komórce. I to dość starego typu. Można :P

Ja w akcie desperacji przeczytałam "Nawałnicę mieczy" i "Ucztę dla wron" na iPodzie Touch, a jego wyświetlacz do ogromnych bynajmniej nie należy :P

Przekonałam się na własnej skórze, że argument, iż papierowa książka, w przeciwieństwie do czytnika, się nigdy nie rozładuje w najmniej odpowiednim momencie, ma choć cień sensu i jakiekolwiek przełożenie na rzeczywistość :D Otóż mężczyzn zapomniał o naładowaniu mojego Kindla, kabel wyniósł do pracy i tam zostawił, a następnego dnia jeszcze zapomniał go do domu przynieść. I tym sposobem muszę dziś z tabletu czytać. Fajnie, że wyświetlacz duży i w ogóle, ale po oczach paskudztwo wali niemożebnie :P

Młodzik napisał/a:
Ja to cichutko mam nadzieję, że jak już niemal każdy będzie miał czytnik, to standardem na rynku wydawniczym będzie ebook i pakiet książka + ebook

Też niecierpliwie czekam na nastanie takich pięknych czasów.
Jander - 2013-12-04, 12:36
:
Jezebel napisał/a:
zapomniał o naładowaniu mojego Kindla, kabel wyniósł do pracy i tam zostawił, a następnego dnia jeszcze zapomniał go do domu przynieść

Kabel usb-micro usb to problem? O_o
Shadowmage - 2013-12-04, 13:06
:
Ba, nawet ładowarka do Samsunga działa :)
Fidel-F2 - 2013-12-04, 13:11
:
nawet do LG
Jander - 2013-12-04, 13:19
:
Każda ładowarka zadziała, jeśli kabel będzie miał odpowiednią końcówkę.
Fidel-F2 - 2013-12-04, 13:31
:
:mrgreen:
Shadowmage - 2013-12-04, 13:55
:
Jander napisał/a:
Każda ładowarka zadziała, jeśli kabel będzie miał odpowiednią końcówkę.
I rodzaj wtyczki musi się zgadzać!
:mrgreen:
Tomasz - 2013-12-04, 17:51
:
I trzeba wtyczkę wetknąć do gniazdka.

I trzeba w gniazdu mieć prąd.

Czyli trzeba mieć załączone korki.

I trzeba za prąd płacić, żeby nie odłączyli.

I trzeba się schylić do tego gniazdka włączając, bo gniazdka najczęściej nisko są, a książki najczęściej są wyżej niż gniazdka. I mam świetny argument za książkami. Czytaj książkę papierową - oszczędzaj prąd.
:mrgreen:
Shadowmage - 2013-12-04, 18:04
:
Od jakiegoś miesiąca w trosce o oczy nie ryzykowałbym czytania bez zapalonego światła niezależnie od pory dnia :P
Romulus - 2013-12-04, 18:20
:
Tomasz napisał/a:
I trzeba wtyczkę wetknąć do gniazdka.

I trzeba w gniazdu mieć prąd.

Czyli trzeba mieć załączone korki.

I trzeba za prąd płacić, żeby nie odłączyli.

I trzeba się schylić do tego gniazdka włączając, bo gniazdka najczęściej nisko są, a książki najczęściej są wyżej niż gniazdka. I mam świetny argument za książkami. Czytaj książkę papierową - oszczędzaj prąd.
:mrgreen:

Najlepiej w ogóle pozbyć się prądu z domu :) Środowisko odetchnie i za takie poświęcenie mozna otrzymać moralną Odznakę Przyjaznego Środowisku Skauta :)

A poważnie. Nagle znalazłem sposób na kupno ebooków bez wydawania pieniędzy. Olśniło mnie, że mam kartę Payback. Skorzystałem z niej tylko w Ępiku. I za te punkty kupiłem trzy ebooki, które planowałem wcześniej. A za czwarty zapłaciłem 5 złotych. Cztery nowości za pięć złotych w sumie. Interesujące. Nie przeliczałem, ile bym za to kupił papierowych książek, więc do porównania nie dorzucę.
Ivonna_G - 2013-12-04, 21:15
:
Ja od pewnego czasu mam już tylko czytnik ( mała kawalerka, to trzymanie większej ilości książek jest tak naprawdę niemożliwe ). Są plusy i minusy - plus jest taki, że książka towarzyszy mi już wszędzie. Znacznie zwiększyła się liczba "pożeranych" tytułów, zabrakło zapachu prawdziwej książki. Paybacka używam tylko do ebooków :)
Przy wstawaniu z łóżka - na szafce stoi kawa, na półeczce czytnik:) I zanim ekspres upora się z kawą, zdążę kilka stron przeczytać.
Jezebel - 2013-12-04, 23:01
:
Jander napisał/a:
Kabel usb-micro usb to problem? O_o

Też mi się wydawało, że żaden problem, ale kindlowe gniazdo jest odrobinę mniejsze.
Shadowmage - 2013-12-04, 23:08
:
?????????
Fidel-F2 - 2013-12-04, 23:11
:
Jezebel, trzeba obrócić wtyczkę o 180°
utrivv - 2013-12-05, 09:27
:
Fidel, każdą wtyczkę usb trzeba obrócić co najmniej 4 razy wokół osi zanim wejdzie, nie wiedziałeś o tym? :shock:
Fidel-F2 - 2013-12-05, 10:18
:
to fakt
Jezebel - 2013-12-05, 10:46
:
Albo chodzi o to, że jedyny kabel z tych nagromadzonych w domu, który podejrzewałam o bycie microUSB wcale nim nie jest, mimo sporego podobieństwa //mysli
Shadowmage - 2013-12-05, 11:59
:
Nie jest przypadkiem od canona? Oni mieli (może nadal mają) w niektórych aparatach nieco inne wejście.
Jezebel - 2013-12-05, 13:54
:
Nie, od siakiegoś dysku zewnętrznego. Ale już po problemie, biały kabelek szczęśliwie wrócił do domu :D
Romulus - 2014-08-16, 09:35
:
http://booklips.pl/newsy/...ki-e-czytelnik/
Widzę, że należę do większości :) :) po pierwsze facet, po drugie w przedziale wiekowym, po trzecie z Kindlem :)

Ciekawe, jak wyglądałyby wyniki badań dotyczących czytelnictwa za pośrednictwem czytników. Ile się sprzedaje ebooków, jakie są najczęściej kupowane (i nie piszcie, że "Greye"). Wartość rynku chyba rośnie, jak mi się zdaje. W moim przypadku jest już normą, standardem, kupowanie książek przede wszystkim na czytnik. Tradycyjne książki kupowane przeze mnie to już absolutny must have. Reszta to wersje elektroniczne. I półki mi już nie puchną nie zagracając mieszkania. A po następnej ultymatywnej czystce, którą planuję (pozbywam się części kryminałów i ostatniego "rzutu" fantastyki, ale jeszcze selekcji nie zrobiłem), przejdę już całkowicie na czytanie elektroniczne.

Bez mojego Kindle nie ma wyjazdu, wycieczki, urlopu. To urządzenie równie istotne jak mój iPhone. A nawet cenniejsze. Mam na nim obecnie około 60 książek, ale jeszcze więcej mam na dysku, bo staram się nie zapychać urządzenia. Choć, wobec jego pojemności, chyba przy kilku tysiącach książek musiałbym się martwić o wolne miejsce :)

I dzięki czytnikowi, co najważniejsze, wzrosło u mnie czytelnictwo i kupowanie książek. Nie żal mi kupic książki, której normalnie nie kupiłbym w wersji tradycyjnej.
Beata - 2014-08-16, 09:52
:
Romulus napisał/a:
Widzę, że należę do większości :)

No to ja przeciwnie. :) W istocie domniemuję, że zgłoszone przeze dane zostały "zdyskwalifikowane z badania". Ciekawość, czy jako skrajne, czy nierealistyczne (cokolwiek to miałoby znaczyć)? :P
Romulus - 2014-08-16, 10:27
:
A co było w nich takiego? :)
Beata - 2014-08-16, 10:41
:
Za dużo czytam. Należę do niewłaściwej grupy wiekowej. I płeć też jakby nie taka. :)

Edytowałam.
Romulus - 2014-08-19, 20:35
:
Aby nie być jednostronnie podnieconym gadżeciarzem zapatrzonym w postęp technologiczny, wrzucę to: http://www.theguardian.co...ation?CMP=fb_gu

Strzelam focha :) Jak to!? Ja mam być głupszy, ponieważ czytam książki na Kindle? Szok i niedowierzanie!
Romulus - 2014-09-21, 12:42
:
Cytat:
Po dwóch latach spadków w ubiegłym roku rynek książki zanotował w końcu niewielki wzrost (0,4 proc.) - wynika z najnowszego raportu Biblioteki Analiz dla Instytutu Książki, do którego dotarła "Wyborcza". Gigantyczny skok dotyczył szczególnie e-booków, które po raz kolejny osiągnęły kilkudziesięcioprocentowy wzrost. Nie ma jednak jeszcze sensu otwierać szampana. Wciąż jednym z największych udziałowców rynku są wydawnictwa specjalizujące się w podręcznikach, te prognozują, że w 2014 roku czeka je solidny spadek. A rosnący rynek e-booków stanowi ledwie 2 proc. rynku książek.

W 2013 roku Polacy wydali 2,68 mld zł na książki. To o 10 mln więcej niż rok wcześniej, ale równocześnie o 260 mln mniej niż w rekordowym 2010 roku. Dwuletnie załamanie na rynku zdaniem Biblioteki Analiz spowodowane było wprowadzeniem 5-proc. VAT-u na książki (przed 1 stycznia 2011 roku VAT był zerowy). Spowodowało to wzrost cen detalicznych nawet o 10 proc., a w przypadku podręczników - nawet o 15 do 20 proc.

W zeszłym roku wydaliśmy więcej, choć przeciętna książka staniała - kosztowała 38,30 zł, czyli o 40 gr mniej niż rok wcześniej.

"Pomimo pesymistycznych prognoz w 2013 roku zwiększyła się liczba tytułów wprowadzonych do sprzedaży o 10 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Zwiększył się też - wbrew przewidywaniom - łączny nakład książek i wyniósł 112,4 mln egz., czyli był o 4 proc. wyższy niż rok wcześniej" - informuje w raporcie Biblioteka Analiz.

Fiskus dyskryminuje cyfrowych

W danych wyraźnie widać, że coraz więcej Polaków przestawia się z książek papierowych na elektroniczne. Już od kilku lat sprzedaż e-booków stale rośnie i to w tempie kilkudziesięciu procent rocznie. W 2013 r. wzrost wyniósł 28 proc. Mimo to cyfrowe wydania nadal mają niewielki udział w rynku - wartość sprzedaży w ubiegłym roku wyniosła zaledwie 53,7 mln zł.

- Rozwój na rynku elektronicznej książki jest zauważalny. Zwłaszcza że systematycznie powiększa się oferta wydawnicza. Wzrosła też świadomość wydawców, e-booki nie są już niczym wyjątkowym, stanowią obecnie naturalne uzupełnienie tradycyjnych, papierowych książek - mówi Beata Gutowska, dyrektorka internetowej księgarni Publio.pl. - Zdarza się tak, że książka szybciej ma premierę w wersji cyfrowej niż papierowej. I działa to pozytywnie na całą sprzedaż - dodaje.

- Jeżeli chodzi o tradycyjną książkę, to nasza sprzedaż w 2013 roku wyglądała podobnie jak dwa lata temu. Za to sprzedaż e-booków zdecydowanie się zwiększyła. I co ciekawe, wcale nie kosztem książki papierowej. Wygląda to tak, jakby dzięki łatwemu dostępowi do elektronicznych wydań więcej osób sięgało po książki - mówi Agata Wiśniewska z wydawnictwa Albatros.

Możliwe, że rynek e-booków za rok czy dwa dostanie dodatkowy zastrzyk energii. Od dawna trwa dyskusja nad zmianami w podatku VAT od elektronicznych wydań książek. Chodzi o zrównanie stawki. W tej chwili ta sama pozycja w wersji papierowej obłożona jest 5-proc. VAT-em, a e-book - 23--proc. Ale zdaniem Gutowskiej nawet jeżeli zmiana wejdzie w życie, to nie należy się spodziewać gwałtownej obniżki cen: - Prawdopodobnie na obniżce częściowo skorzystają zarówno czytelnicy, jak i wydawcy oraz dystrybutorzy. Ci ostatni będą mieli wyższą marżę.

Pozostaje jeszcze kwestia piractwa. Tu też następuje zmiana. Wydawcy coraz aktywniej i skuteczniej usuwają nielegalne pliki z sieci. W dodatku przeciw jednemu z czołowych serwisów oferujących udostępnianie plików toczy się sprawa sądowa z powództwa grupy wydawców.

Wydawnictwa szkolne hamują

Pomimo optymistycznego zamknięcia 2013 roku niepewne jest, czy wzrost utrzyma się i w tym roku. Główny powód to zmniejszenie się przychodów wydawnictw specjalizujących się w podręcznikach. - W związku z wprowadzeniem darmowego elementarza szacujemy, że przychody wydawnictw spadną w tym roku od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych - mówi Jarosław Matuszewski, rzecznik Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych i przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki.

"Ponieważ w pierwszym roku wprowadzono tylko jeden bezpłatny podręcznik (do pierwszej klasy szkoły podstawowej), to skutki ekonomiczne dla rynku książki nie będą jeszcze zbyt dotkliwe, jednak planowane wprowadzenie bezpłatnych podręczników do kolejnych klas w następnych latach z pewnością spowoduje upadek małych wydawców edukacyjnych i likwidację kilkuset księgarń w całym kraju" - informuje w swoim raporcie Biblioteka Analiz.

BESTSELLERY 2013:

Beletrystyka:

1. E.L. James "Nowe oblicze Greya" (Sonia Draga) - 356 tys. egz.

2. Dan Brown "Inferno" (Sonia Draga) - 320 tys. egz.

3. E.L. James "Pięćdziesiąt twarzy Greya" (Sonia Draga) - 244 tys. egz.

4. Andrzej Sapkowski "Wiedźmin - Sezon burz" (SuperNowa) - 214 tys. egz.

5. E.L. James "Ciemniejsza strona Greya" (Sonia Draga) - 144 tys. egz.

6. Katarzyna Grochola "Houston, mamy problem" (Wydawnictwo Literackie) - 135 tys. egz.

7. Anna Ficner-Ogonowska "Zgoda na szczęście" (Znak) - 85 tys. egz.

8. Zygmunt Miłoszowski "Bezcenny" (W.A.B.) - 80 tys. egz.

9. Stephen King "Doktor Sen" (Prószyński Media) - 77 tys. egz.

10. Anna Ficner-Ogonowska "Alibi na szczęście" (Znak) - 70 tys. egz.

Non-fiction:

1. Eben Alexander "Dowód" (Znak) - 100 tys. egz.

2. Artur Andrus, Maria Czubaszek, Wojciech Karolak "Boks na ptaku" (Prószyński Media) - 79 tys. egz.

3. Witold Gombrowicz "Kronos" (Wydawnictwo Literackie) - 60 tys. egz.

4. Danuta Stenka, Łukasz Maciejewski "Flirtując z życiem" (Znak) - 50 tys. egz.

5. Katarzyna Grochola "Trochę większy poniedziałek" (Wydawnictwo Literackie) - 50 tys. egz.

6. Paulina Młynarska, Dorota Wellman "Kalendarzyk niemałżeński" (Znak) - prawie 50 tys. egz.

7. Jeremy Clarkson "Moje lata w Top Gear" (Insignis) - 48 tys. egz.

8. Maciej Stuhr "W krzywym zwierciadle" (Zwierciadło) - 35 tys. egz.

9. Mariola Pryzwan "Tańcząca Eurydyka. Anna German we wspomnieniach" (PIW) - 30 tys. egz.

10. Mark Owen "Niełatwy dzień" (Wydawnictwo Literackie) - 30 tys. egz.


Cały tekst: http://wyborcza.biz/bizne...l#ixzz3Dwg6bA9c


Wydaję na książki elektroniczne więcej niż na papierowe. Czytam więcej książek elektronicznych niż papierowych. Gdyby ebooki były traktowane przez państwo inaczej, to kto wie, jak wyglądałyby teraz te dane. Pewnie byłoby więcej na korzyść książek elektronicznych.

Spoglądając na listę bestsellerów zastanawiam się, dlaczego jeszcze nie zmogłem ostatniej częsci trylogii "Greya". Pierwsza i druga poszły gładko, ponieważ to słabizna nie wymagająca wysiłku. I okraszona kilkoma "zabawami". Ciekawe, czy w trzeciej wyobraźnia autorki poszła dalej... :) I czy Ana i Christian będą szczęśliwi? :mrgreen:

A poza tym z beletrystyki przeczytałem tylko Sapkowskiego z tej listy. Reszty nie zamierzam.

W non fiction nie przeczytałem żadnej książki z listy. Spoglądając po tytułach, niewiele straciłem. A nawet zyskałem (nuda Gombrowicza!).
Jaskier - 2014-12-24, 00:07
:
Jakiś tam argument w kwestii sporu ebook vs papier:

http://www.sciencedaily.c...41222131348.htm
Jander - 2014-12-24, 09:33
:
Ale to chyba nic nowego, zresztą sporo czytników nie daje żadnego światła i czytanie wymaga tak samo zewnętrznego źródła światła jak książka.
Romulus - 2014-12-24, 10:46
:
Dokładnie. U mnie ten argument przeważył za czytnikiem. Czytanie z tabletu, które początkowo rozważałem byłoby głupim pomysłem. Raz - emisja światła (w przypadku czytania w ciemności). Dwa - bateria. Tablet musiałby chyba być cały czas podłączony do prądu. Kiedy zacząłem czytać na moim Kundelku - od pierwszej strony wiedziałem, że to jest to. Znakomita bateria, która wystarcza na baaaaardzo długo. Poręczność. Intuicyjność. Czysta przyjemność czytania.

O, akurat mi wpadł w oko ten artykuł:
http://www.spidersweb.pl/...e-czytniki.html

Zatem, zbieram się na wyjazd. Z moim czytnikiem, załadowanym 15 książkami czekającymi na przeczytanie :)
Fidel-F2 - 2014-12-24, 13:20
:
Romulus napisał/a:
Znakomita bateria, która wystarcza na baaaaardzo długo
ale to nie rzecz w baterii, czytnik pobiera niewielki prąd wyłącznie w momencie zmiany strony, poza tym nie pobiera go wcale
Tixon - 2014-12-24, 20:57
:
Romulus, przypomnij jaki masz sprzęt i za ile idzie go dostać?
Romulus - 2014-12-24, 21:48
:
Tixon napisał/a:
Romulus, przypomnij jaki masz sprzęt i za ile idzie go dostać?

Kindle Touch. Nowe chodzą od 300 do 370 zł. Używane spokojnie znajdziesz o 100 zł tańsze.
Ale po co ci Kindle. Czytniki z technologią e-ink kupisz w cenie poniżej 200 zł. A pewnie większość z nich w standardzie "czyta" formaty .epub, .mobi i .pdf. Jeśli szukasz dobrego to sprawdź opinie na Świecie Czytników.
wred - 2014-12-26, 00:07
:
Jak dla mnie jedyną przeszkodą przed zakupem czytnika i przejściem na elektroniczne wersje książek jest brak możliwości odsprzedaży ebooków. Gdyby jeszcze kosztowały symboliczne kilka złotych...
MadMill - 2014-12-26, 11:58
:
Ale żeś wymyślił, chłopie...
wred - 2014-12-26, 13:35
:
Ke ? :) - Na Allegro sprzedałem książek za kilka tysi, co mam zrobić ze zakupionymi ebookami /audiobookami w wersji elektronicznej ???
toto - 2014-12-26, 13:43
:
Jak kupię ebooka za 10-15 zł (bardzo rzadko płacę więcej, po prostu poczekam do promocji, która w końcu będzie), to nie jest jakiś problem. Za wydanie papierowe często trzeba zapłacić 40 zł i więcej (nawet w arosie czy innej taniej księgarni). Sprzedasz to może za 20 zł. Przy dobrych wiatrach dobijesz do 30. Ebook i tak wychodzi taniej.
MadMill - 2014-12-26, 14:56
:
Wred, idąc tym tropem trzeba teraz policzyć ile kosztuje Cię transport książki, składowanie czyli półki, wygoda jak zabierasz książkę w jakiś wyjazd itd...

Toto, z Twoich wyliczeń wynika coś zupełnie innego... bo wynika, że ebook którego sprzedać nie możesz kosztuje 15-20 zł, a różnica między kupnem a sprzedażą papieru to 10-20. No w porywach nie ma różnicy...
Asuryan - 2014-12-26, 21:33
:
Z czytnika nie czuć zapachu farby drukarskiej :P :mrgreen:
Romulus - 2014-12-26, 22:07
:
Asuryan napisał/a:
Z czytnika nie czuć zapachu farby drukarskiej :P :mrgreen:

Nie brakuje mi tego w ogóle :)

A w przypadku plików, rzeczywiście trudno nimi handlować. Bo nie ma jak się targować :) Zawsze można. Ale niby dlaczego miałbym schodzić z ceny pliku? :) Bo co, bo zużył się nieco od tego, że go ściągnąłem ze sklepu na dysk komputera? :) Ale to nie jest mój problem.
Fidel-F2 - 2014-12-26, 22:12
:
Romulus, no jak, przecież nie masz praw do sprzedaży
Romulus - 2014-12-26, 22:37
:
Jakby to był problem w tym kraju :) Pewnie gdybym ten plik "odsprzedawał" masowo, to ktoś by się tym zainteresował. Bo wtedy byłoby to opłacalne. Kupiłbym plik za 20 zł, sprzedałbym go dziesięć razy po dziesięć złotych i byłbym piratem co się zowie :) Tak jak to robią różne "chomiki", czy inne...
Fidel-F2 - 2014-12-26, 22:42
:
ech, Romciu, ale wtedy taka dyskusja mija się z mijaniem, bo przecież wszystkie e-booki są darmowe
Jaskier - 2014-12-27, 00:12
:
Jander napisał/a:
Ale to chyba nic nowego, zresztą sporo czytników nie daje żadnego światła i czytanie wymaga tak samo zewnętrznego źródła światła jak książka.


Romulus napisał/a:
Dokładnie. U mnie ten argument przeważył za czytnikiem. Czytanie z tabletu, które początkowo rozważałem byłoby głupim pomysłem.


Istotnie, podlinkowany artykuł dotyczy wyłącznie tabletów i innych podobnych urządzeń emitujących światło o określonej długości fali.

Ja z kolei mam w zwyczaju robienie notatek i podkreślanie ciekawych fragmentów podczas czytania.

Czy zatem urządzenia Kindle są wyposażone w funkcje pozwalające na selektywne i trwałe zaznaczanie tekstu?
Można w jakiś sposób szybko i sprawnie dodawać swoje notatki do treści?

Pytam, bo prawdę mówiąc jeszcze nie miałem styczności z urządzeniami przeznaczonymi stricte do czytania, a rozważam kupno choćby dla prenumerat czasopism niedostępnych w Polsce, które w wersji cyfrowej wychodzą cenowo nieporównywalnie atrakcyjniej niż papierowe odpowiedniki.
wred - 2014-12-27, 00:40
:
Romulus napisał/a:
Jakby to był problem w tym kraju :) Pewnie gdybym ten plik "odsprzedawał" masowo, to ktoś by się tym zainteresował. Bo wtedy byłoby to opłacalne. Kupiłbym plik za 20 zł, sprzedałbym go dziesięć razy po dziesięć złotych i byłbym piratem co się zowie :) Tak jak to robią różne "chomiki", czy inne...
No tak, ale ebooki mają watermarki wskazujące na kupującego, sprzedasz takie coś a ktoś to udostępni w sieci i na kogo będzie ?. Zresztą wydawnictwa ebookowe raczej nie wyrażają zgody na odsprzedaż... swojej usługi. I co jak mi się nie spodoba ebook ? mogę sobie go skasować :)
Fidel-F2 - 2014-12-27, 01:09
:
Nie wiem czy szybko i sprawnie ale możesz zaznaczać tekst i robić notatki.
Shadowmage - 2014-12-27, 09:49
:
Kindle paperwhite ma podświetlenie, ale zupełnie nie męczy/razi oczu.

Notatki można robić, dość łatwe (zaznaczasz palcami fragment, otwiera się okno z możliwością wpisania komentarza). Mając kundelka robię notatki częściej niż przy papierze - zwykle wysiłek związany ze znalezieniem długopisu był dla mnie nie do przezwyciężenia podczas czytania :D
Romulus - 2014-12-27, 21:03
:
Cytat:
Trudno było w święta wstać od stołu? Wyłącz tablet świecący prosto w oczy. Poczytaj prawdziwą, szeleszczącą papierem książkę. Rozproszone światło nocnej lampki jest zdrowsze. O ile oczywiście nie świeci do rana.

Potwierdzają to właśnie badania opisane w PNAS. - Eksperyment trwał dwa tygodnie. W tym czasie 12 ochotników czytało na iPadach przez cztery godziny przed pójściem spać - wyjaśnia współautorka pracy dr Anne-Marie Chang. Robili tak przez pięć dni. Kolejne dni czytali papierowe książki. W drugiej grupie na odwrót: najpierw papier, potem iPad.

I powtarzane półprawdy, ćwierćprawdy, czy po prostu kłamstwa, stają się powoli prawdą :)
http://wyborcza.pl/1,7524...Gazeta_Wyborcza

Szczepionki też zabijają dzieci :) A GMO to już w ogóle ZUO totalnej i New World Order w ataku.
Jaskier - 2014-12-27, 22:57
:
Romulus napisał/a:
czy po prostu kłamstwa, stają się powoli prawdą


Jedną kwestią są konkluzje wyciągnięte z empirycznych badań naukowych, natomiast drugą nadinterpretacja i koloryt dziennikarski niejednokrotnie zresztą doprowadzające do nieporozumień.

Wyniki eksperymentu rzeczywiście wskazują na zły wpływ światła (emitowanego przez urządzenia bez technologii e-ink) na jakość snu. Biorąc pod uwagę większą popularność i dostępność standardowych tabletów, to bardzo dobrze, że tego typu sprawy są periodycznie nagłaśniane.

Rzeczywiście szkoda tylko, że nie pisze się o alternatywach przez co najbardziej poszkodowane są niczemu nie winne e-booki, bo przecież problem leży wyłącznie w rodzaju urządzenia.

Jeśli się tylko chce, demonizować można wszystko, łącznie z bananem zawierającym promieniotwórcze izotopy potasu. :->
Kvothe - 2015-03-05, 17:44
:
Zarzekam się zazwyczaj, że nie pożyczam książek, ale jak przychodzi co do czego, to mam miękkie serce. Tylko od razu uprzedzam, że książka ma wrócić w tym samym stanie. Ostatnio znajomej zdarzyło się udrzeć w podróży na kilka centymetrów kartkę "Imienia wiatru" i zachowała się bardzo przyzwoicie - odkupiła nowy egzemplarz, a ten zachowała (zwłaszcza, że książka się jej podoba).

Nie brudzę, nie kładę grzbietem do góry - szanuję. Nie pożyczam książek wartościowych - takich, które już nie doczekają się w tej formie dodruków albo takich, które sprowadzałem sobie z zagranicy.

Czasem ktoś traktuje to jako dziwactwo, ale co mnie to w sumie obchodzi? Parę razy pożyczyłem coś i wróciło w stanie opłakanym ("Ready Player One", a to takie przyjemne czytadło - jak psu z gardła), ponieważ niektórzy nie "zbierają" książek, tj. nie kupują ich i nie kompletują sobie biblioteczek i jeśli coś czytają, to właśnie cudze albo z biblioteki, dlatego właśnie robią z tymi książkami co im się żywnie podoba - wyginają grzbiety żeby się książka sama z siebie nie zamykała, zaginają rogi ("bo tam jest fajny cytat, zią") itd. A mnie to mierzi.

Oczywiście nie widzę nic złego w tym, że stara książka wygląda jak stara książka. Denerwuje mnie jedynie, jeśli książka nie ma roku, a jest w opłakanym stanie, bo ktoś upieprzył ją keczupem, złamał grzbiet i nadpalił okładkę, odstawiając na nią patelnię, bo "tak wyszło".
Fidel-F2 - 2015-03-06, 07:26
:
A ja jednocześnie jestem zwolennikiem i przeciwnikiem takiego podejścia. Lubię ładne, estetyczne, ślicznie wydane tomy ale jednocześnie uważam, że keczup na okładce czy siekiera w futrynie nadają charakteru. Oczywiście jeśli z przypadku. No i kuźwa, mam w sobie takiego kota z przymocowaną posmarowaną kanapką.