Zaginiona Biblioteka

Fantastyka zagraniczna - John Brunner

Plejbek - 2015-04-28, 10:20
: Temat postu: John Brunner
John Brunner (ur. 24 września 1934, zm. 26 sierpnia 1995), brytyjski pisarz science fiction.

Urodził się w Preston Crowmarsh w Oxfordshire. Służył jako oficer w lotnictwie brytyjskim od 1953 do 1955 r. Zmarł w wyniku wylewu w Glasgow, w trakcie odbywającego się w tym mieście 53. Światowego Konwentu SF.

Jego najbardziej znane powieści to Stand on Zanzibar z 1968 r., The Jagged Orbit z 1969 r. i The Sheep Look Up z 1972 r. Pierwsza z nich otrzymała Nagrodę Hugo za najlepszą powieść. W zapowiadającej nurt cyberpunkowy powieści The Shockwave Rider (1975) ukuł termin robak komputerowy (computer worm).

Bibliografia
Urodzony pod Marsem, 1993, Alfa, (Born Under Mars (1966))
Wszyscy na Zanzibarze, 2015, MAG, (Stand on Zanzibar (1968))
The Jagged Orbit (1969)
The Wrong End of Time (1971)
The Sheep Look Up (1972)
Starventure, 1991, Wydawnictwo E.I.A., (More Things in Heaven (1973), poprawione The Astronauts Must Not Land (1963))
The Shockwave Rider (1975)
The Infinitive of Go (1980)
Gwiezdny labirynt, 1994, Varia-APD, (A Maze of Stars (1991))
Plejbek - 2015-04-28, 10:28
:
Jestem już przy końcu "Wszystkich na Zanzibarze" - naprawdę znakomita książka.


Brunner przedstawia świat, który jest ekstremalnie przeludniony, przesycony krzykliwymi mediami, powszechnie dostępnymi i akceptowanymi narkotykami, nihilizmem i ludzką obojętnością, apatią i jednak samotnością pomimo fizycznej ciasnoty. Jest to wg mnie kompletna wizja świata A.D. 2010 wywiedziona z obaw Brunnera i obserwowanych przez niego trendów technologicznych i socjologicznych w latach 60tych.

Wiele rzeczy przewidział trafnie: ogłupiające, wszechobecne teledyskowe media jak u Noona i Bradbury'ego łykane bez problemu przez społeczeństwo (choć nie jest to teraz w naszym obecnym świecie jeszcze pociągnięte do takiego stopnia); liberalizację obyczajową w obszarze seksu, orientacji, identyfikacji płciowej, zawierania związków, interpretacji roli rodziny; megakorporacje i kult pieniądza. Ba, przewidział nawet trafnie wielkość populacji na świecie za 40 lat.

Z kilkoma sprawami się jednak przeliczył: Siedem czy osiem miliardów ludzi nie jest ilością mogącą spowodować to co się dzieje w książce (ze 100 miliardów pewnie tak). Nie mamy teraz jak w książce powszechnej eugeniki i ścisłej kontroli narodzin w krajach rozwiniętych, Nie mamy "wścieków" - osób, które z powodu ograniczonego obszaru własnego terytorium życiowego idą w berserk. Brakuje też komputerów i internetu, które u nas od lat są już pod strzechami a u Brunnera jest to coś na poły magicznego i niezrozumiałego.

Czytałem, że sporo czytelników może odbić się od książki ze względu na styl autora i że fabuła jest trudna do ogarnięcia bo nie jest przedstawiona w linearny, prosty sposób. To nieprawda. Fabuła jest tak samo trudna jak np. u Neala Stephensona czy Iana McDonalda. Jest tylko nietypowo podana – ja przynajmniej zetknąłem się z taką metodą chyba pierwszy raz. Książka podzielona jest na cztery przeplatające się plany narracyjne złożone z krótkich rozdziałów:
- Kontekst - objaśnienie zasad obowiązujących w świecie przedstawionym odbywające się m. in. za pomocą wycinków z książek jednego z drugoplanowych bohaterów. Mamy tu przedstawione dokładnie realia świata początku XXI wieku.
- Świat-tu-i-teraz - to właśnie linia narracyjna zbliżona do "TV Ciało" Noona. Teledyskowe podawanie informacji za pomocą mediów wszelakiego rodzaju (oprócz Internetu - tego Brunner nie przewidział), bombardowanie totalne głupotą.
- Na zbliżeniu - rozdziały przedstawiające postaci mniej lub bardziej oddalone od głównych wydarzeń. Ich krótkie historie dopełniają obrazu świata na zasadzie krótkich przeplatających się czasem fabularnych wstawek – coś jak dodatkowe machnięcia pędzlem przy tworzeniu obrazu.
- Ciągłość - główna linia fabularna. Kręci się ona wokół dwóch centralnych postaci w świecie początku XXI wieku (prognozowanego z poziomu 1968 roku). To zupełnie standardowa część narracji, niemożliwa jednak do poprawnej interpretacji bez trzech pierwszych.

Razem powstaje wspaniały patchwork, gdzie żaden element nie jest ważniejszy od drugiego. Dopiero w komplecie możemy docenić w pełni tą książkę.

Science Fiction jaką ja lubię (ta klasyczna i ta z Nowej Fali również) w większości przypadków charakteryzuje się przede wszystkim naciskiem na kreację świata i przedstawienie pewnej koncepcji, wizji autora. Worldbuilding jest zdecydowanie ważniejszy od budowy postaci, z którymi ciężko się identyfikować, a także od fabuły przez co książka taka może być trudniejsza w odbiorze. "Wszyscy na Zanzibarze" to jest typowy przykład takiego podejścia, to nie jest ani lekka przygodówka SF ani sensacyjny thriller. Jest to jedna z najbardziej kompletnych i najlepszych wizji świata przyszłości jakie w życiu przeczytałem. Bardzo mocno polecam.
Romulus - 2015-05-10, 11:07
:
Przeczytałem i się zgadzam. Zastanawiam się, co dodać nowego. Podoba mi się struktura powieści. Jest w pewien sposób logiczna. To jest poziomy narracyjne uzupełniają się i tworzą całość. Struktura przypomina nieco sploty warkocza. To co u późniejszego Noona było dla mnie nie do zniesienia, u Brunnera było elegancką kompozycją. Choć czasami narracja "Świat-tu-i-teraz" była dla mnie niestrawna. Nawet dziś można obrażać tę powieść określeniem powieść postmodernistyczna (cokolwiek to znaczy, ale bez wątpienia jest obraźliwe :) ), choć przy dzisiejszych zachwytach nad takimi badziewiem, Brunner wypada jak konserwatysta literacki :) Ale zapewne współcześni mu, mogli go w ten sposób obrażać swoimi zachwytami :)

Najsłabszą częścią powieści są bohaterowie, ale fabuła wynagradza wszystko. Nawet uwzględniając to, że nie wszystko Brunner przewidział (wspomniane komputery, czy Sieć), to jednak zarzutem to nie jest, bo to przecież nie jasnowidz. A jego przewidywania i intuicje wydają i się w większości trafne. Składają się na w miarę kompletny świat przyszłości, który nawet jeśli z biegiem lat od wydania powieści, nie zaktualizował się, to nie stracił swojego uroku i atrakcyjności.

Zdecydowanie - znakomity początek serii "Artefakty".
AM - 2015-05-10, 14:28
:
Romulus napisał/a:

Nawet uwzględniając to, że nie wszystko Brunner przewidział (wspomniane komputery, czy Sieć), to jednak zarzutem to nie jest, bo to przecież nie jasnowidz.


Na komputery, sieć czy robaki komputerowe przyjdzie czas w jego następnej "Artefaktwej" powieści.
Beata - 2015-05-30, 10:20
:
Przed chwilą skończyłam. Podpisuję się pod wszystkimi pochwałami (i jeszcze parę swoich mam do dodania). Absolutna rewelacja. :) A jeszcze, gdy się pomyśli, kiedy została napisana, to już w ogóle czapy z łbów. Język rewelacyjny, momentami bardzo współczesny (brawa dla tłumacza, słówko "ziom" przecudownie uwspółcześnia tekst, tak sobie myślę, całkiem prywatnie, że autor ze slangu pożyczył, a tłumacz użył najbliższego nam dziś odpowiednika; zresztą nieważne, jak było - istotne, że efekt jest znakomity), a czasami wnoszący zupełnie nowe określenia ("wielorybia mierzwa"- wciąż próbuję zwizualizować ;) ). Nota na okładce mówi, że John Brunner był pisarzem gniewnym. Faktycznie, z narracji przebija momentami wręcz wściekłość na społeczeństwo, że samo robi wszystko, by sobie zrobić kuku: nierówność dostępu do dóbr, stygmatyzacja ze względu na coś tam (wszystko jedno, co by to miało być, Brunner akurat użył eugeniki), tabloidyzacja mediów, wszechobecne agresywne reklamy dają w efekcie otoczenie, które naprawdę może zniechęcać do dalszego życia. Ludzie zatracili życzliwość, agresja (taka kompletnie bezinteresowna) jest wszechobecna, nie dziwota, że wścieki są na porządku dziennym. Plejbek napisał, że nie mamy dziś wścieków - akurat z tym pozwolę sobie się nie zgodzić: mamy wścieków jak najbardziej, choć na szczęście nie są oni tak powszechni, jak u Brunnera - ci wszyscy, co z wiatrówki strzelają do autobusów (na razie tylko z wiatrówki), ci urządzający co jakiś czas masakrę w szkole, ci, co na zwróconą uwagę wyciągają noże i nie wahają się ich użyć. IMHO uważam, że idziemy dokładnie tą ścieżką, tylko jesteśmy na początku drogi. Koszmarne jest, że nikogo to nie obchodzi, bo liczy się tylko tu i teraz - i w tym kontekście cholernie ważna jest postać Chada Mulligana - a tymczasem mam wrażenie, że nasi współcześni Mulliganowie oddalili się ze sfery publicznej do własnych zajęć, niekoniecznie na emigrację wewnętrzną, ale po prostu wycofali, bo widzą, że i tak nikt ich by nie posłuchał, choćby nawet wypluli sobie płuca. Bardzo pesymistyczny i bardzo aktualny wydźwięk.
Wspaniała powieść.
Romulus - 2015-05-30, 11:43
:
Beata napisał/a:
Plejbek napisał, że nie mamy dziś wścieków - akurat z tym pozwolę sobie się nie zgodzić: mamy wścieków jak najbardziej, choć na szczęście nie są oni tak powszechni, jak u Brunnera - ci wszyscy, co z wiatrówki strzelają do autobusów (na razie tylko z wiatrówki), ci urządzający co jakiś czas masakrę w szkole, ci, co na zwróconą uwagę wyciągają noże i nie wahają się ich użyć. IMHO uważam, że idziemy dokładnie tą ścieżką, tylko jesteśmy na początku drogi.

Mamy też Internet, który kanalizuje wściek nasz codzienny :) Bez niego może byśmy już całkowicie zgłupieli.
Beata - 2015-05-30, 12:24
:
A to prawda. Znaczy, dzięki internetowi mamy szansę na uniknięcie powszechnej obecności wścieków. Ale coś za coś - musimy nie tylko pogodzić się z hejtem w sieci, ale nawet przyznać, że on musi tu być. Ba, zbyt mało hejtu - zagrożenie wściekami na ulicach rośnie. ;)
gg72 - 2015-06-08, 14:47
:
Czy w wersji oryginalnej Mulligan również występuje w dwóch 'postaciach': Chad S. Mulligan i Chad C. Mulligan? Czy to tylko polskie tłumaczenie tak ma :?:

edit: Czy nikt nie ma dostępu do wersji angielskiej tekstu? Czy może intrygujący mnie 'problem' jest aż taki nijaki, że niewart nawet sprawdzenia :-P
Jeśli znalazłby się jednak dobra dusza posiadająca tekst oryginalny, to ja bym bardzo prosił o sprawdzenie...
bio - 2015-06-10, 14:05
:
To zwykła literówka. Czy to najciekawsze w tej powieści?
gg72 - 2015-06-10, 14:12
:
bio napisał/a:
To zwykła literówka. Czy to najciekawsze w tej powieści?


Absolutnie nie. W ogóle to ciekawe nie jest, wcale a wcale :-)
Ale skoro już zauważyłem, to mnie męczyło. Szczególnie, że jest to 'literówka' powtarzalna, więc różne 'teorie' po głowie się tłukły...
utrivv - 2015-08-06, 06:17
:
Plejbek napisał/a:
"Wszystkich na Zanzibarze"

Z kilkoma sprawami się jednak przeliczył: Siedem czy osiem miliardów ludzi nie jest ilością mogącą spowodować to co się dzieje w książce (ze 100 miliardów pewnie tak). Nie mamy teraz jak w książce powszechnej eugeniki i ścisłej kontroli narodzin w krajach rozwiniętych, Nie mamy "wścieków" - osób, które z powodu ograniczonego obszaru własnego terytorium życiowego idą w berserk. Brakuje też komputerów i internetu, które u nas od lat są już pod strzechami a u Brunnera jest to coś na poły magicznego i niezrozumiałego.


Czy na pewno?
Eugenika już bardzo mocno widoczna - in vitro, eutanazja, aborcja a produkty uboczne wykorzystuje wielki przemysł a jeszcze kilkanaście lat temu w większości krajów samobójstwo było karalne (sic!) a godności ciała ludzkiego nikt nie podważał.

Prawie co tydzień czytam o masakrze w kinie, w szkole. Normalny człowiek bierze z szafki karabin i pistolet i leci mordować. Jak to nie są wścieki to ja jestem arabską księżniczką.

Ominął internet (Arpanet był dopiero testowany na uczelniach, wyciekł kilka lat później) i komputery ale trafnie przewidział takie maszynki jak Salmanasar i Konfucjusz (łącznie z małymi rozmiarami i niestandardową architekturą (porównaj z takim D-Wave)
MadMill - 2015-08-06, 06:26
:
utrivv napisał/a:
Ominął internet (Arpanet był dopiero testowany na uczelniach, wyciekł kilka lat później) i komputery ale trafnie przewidział takie maszynki jak Salmanasar i Konfucjusz (łącznie z małymi rozmiarami i niestandardową architekturą (porównaj z takim D-Wave)

No właśnie nie, bo wspomniane to nic innego jak google, wiki czy po prostu serwisy informacyjne, które już nie przekazują informacji a kreują rzeczywistość.

utrivv napisał/a:
Jak to nie są wścieki to ja jestem arabską księżniczką.

A kto Cie tam wie...
utrivv - 2015-08-06, 08:20
:
Google używa tych maszynek do wyszukiwania informacji skoro jednak robi to sztuczna inteligencja a nie algorytm to skąd wiesz czy nie dodaje czegoś od siebie?
Nie tak dawno wybuchła afera że murzyni zostali rozpoznani jako małpy a to pewnie tylko wierzchołek góry lodowej (oczywiście mrugam tutaj okiem)
Plejbek - 2015-08-06, 08:33
:
utivv, chyba jednak trochę przesadzasz,
równie dobrze można stwierdzić, że Tevis się nie pomylił i zaraz obudzimy się w świecie analfabetów, ledwo co umiejących podetrzeć sobie tyłek - bo przecież obserwujemy zanik czytelnictwa oraz coraz większą skłonność człowieka do walki o swoją prywatność kosztem osłabienia więzi międzyludzkich. Obie wizje są ciekawe i pokazują pewien kierunek zmian nawet trafnie - ale ja w nie nie wierzę jako w docelowe kształty świata w którym przyjdzie kiedyś żyć naszym prawnukom. Ty wierzysz?

Chyba, że zrównujesz już teraz in vitro i eutanazję w obecnej postaci z tym o czym pisze Brunner - to wtedy się chyba nie porozumiemy.

Gdzie Ty znajdujesz co tydzień informacje o masakrach w szkołach i kinach?
Jachu - 2015-08-06, 08:55
:
Plejbek napisał/a:
(...) przecież obserwujemy zanik czytelnictwa oraz coraz większą skłonność człowieka do walki o swoją prywatność kosztem osłabienia więzi międzyludzkich (...)
Nie czytałem Brunnera, ale czytając temat przypomniało mi się, że dokładnie taki zarzut usłyszałem w ubiegłym tygodniu na zebraniu Rady Osiedla, na którym mieszkam. Udałem się tam, aby zainterweniować w kwestii faktu, iż mieszkańcy sąsiadującego bloku nagminnie korzystają z parkingu należącego do mieszkańców mojego bloku. Oczywiście w głębokim poważaniu mają to, że parking nie należy do nich (nie leży na ich działce), nie oni płacą za jego utrzymanie i sprzątanie oraz że posiadają swój parking (oddalony od ich bloku o parę minut drogi, więc z wygody stawiają samochody na naszym, a ich stoi pusty :roll: ). Na zebraniu zostałem (delikatnie mówiąc) zrugany i oskarżony o "snobizm" oraz "chęć odgradzania się od społeczeństwa". Na moje pytanie o prawo własności dostałem odpowiedź, że "u nas ważniejsze jest zacieśnianie więzi międzyludzkich, pomaganie bliźniemu, jego potrzeby niż partykularne interesy jednostki". Ręce opadają. Dokąd zmierza ten kraj i w ogóle świat?
Fidel-F2 - 2015-08-06, 09:00
:
tam gdzie zawsze
utrivv - 2015-08-06, 09:22
:
Plejbek napisał/a:
utivv, chyba jednak trochę przesadzasz,

Chyba, że zrównujesz już teraz in vitro i eutanazję w obecnej postaci z tym o czym pisze Brunner - to wtedy się chyba nie porozumiemy.

Gdzie Ty znajdujesz co tydzień informacje o masakrach w szkołach i kinach?

Nie zrównuje ale trudno nie zauważyć wektora zmian, ty tego nie dostrzegasz?
Dotychczasowa obserwacja innych zmian sugeruje że ten proces będzie przyspieszał, za 10 - 15 lat może być już nieprzyjemnie tyle tylko że powodem wcale nie jest przeludnienie //mysli

site:tvn24.pl strzelanina, dodaj do tego tych szaleńców którzy zabijają własne rodziny
Fidel-F2 - 2015-08-06, 09:51
:
utrivv, imho następuje ograniczanie. Jedynie dzięki rozwojowi technologi dostajemy do ręki nowe narzędzia, dotychczas niedostępne, i to powoduje fałszywe wrażenie. Jeśli pogrzebiesz to znajdziesz w historii projekty od których dzisiaj włos się jeży.
Plejbek - 2015-08-06, 10:11
:
Utrivv, dostrzegam - napisałem, ze kierunek zmian u Brunnera jest w miarę trafny. Nie widzę chyba jednak w in vitro i eutanazji takich demonów jak Ty.
utrivv - 2015-08-06, 10:14
:
Plejbek napisał/a:
Utrivv, dostrzegam - napisałem, ze kierunek zmian u Brunnera jest w miarę trafny. Nie widzę chyba jednak w in vitro i eutanazji takich demonów jak Ty.
Na razie masz rację, wszystko będzie zależeć w jakim kierunku to pójdzie (np. zakaz naturalnego poczęcia, korporacjom to by się spodobało)
MadMill - 2015-08-06, 11:10
:
Czemu korporacjom? A większości społeczeństwa, nie? Skąd wiesz? ;)
utrivv - 2015-08-06, 11:51
:
MadMill napisał/a:
Czemu korporacjom? A większości społeczeństwa, nie? Skąd wiesz? ;)

Poradnik jak zapłodnić żonę nie odrywając się od komputera :badgrin:
bio - 2015-08-06, 23:06
:
Trzeba być zgredem, by nie zjeść ciastka wciąż je posiadając. Świat idzie do przodu. Nawet ni e o te lemingi prawdziwe chodzi. Brunner mnie zachwycił, bo napisał coś bardzo profetycznego w krótkim zasięgu. A o to niełatwo. I rozczulił jako człowiek. Taki intelekt, który nie dawał sobie rady z codziennością. Są dwie szkoły. Ja z tej, która w lekturze pamięta o autorze. Czemu napisał to, co napisał? Jaki to gościu był? Szkoda, że nie miałem okazji z nim pogadać. Na naszym poletku przypomina mi się Snerg. Trochę podobna osobowość. Moje wrażenie takie.
Plejbek - 2015-10-15, 07:16
:
Kilka słów o nowym Brunnerze
bio - 2015-12-10, 23:59
:
Kiedy uratujesz komuś życie, a przy następnym spotkaniu dasz mu bułkę z kiełbasą, to będzie tak, jak w przypadku wyczekanego Zanzibara i potem Szoku. Drugie też należy docenić. Ale bez pierwszego nie miało by racji bytu.
Fidel-F2 - 2015-12-11, 00:27
:
to porównanie posiada całe mnóstwo innych konotacji :mrgreen:
Plejbek - 2016-03-09, 09:18
:
Ślepe Stado to bardzo dobra rzecz. Poziomu Zanzibaru nie złapało, ale porównywalne jest z Na Fali Szoku. Ogólnie Brunner w tej książce daje się poznać jako taki bardzo rozemocjonowany prorok, zwiastun apokalipsy. Rozemocjonowany bardziej niż w poprzednich książkach. Więcej tutaj:
http://szortal.com/node/9501
bio - 2016-03-09, 19:03
:
Na pewno kolejna pozycja do zakupu. Normalnie dawno byłoby po sprawie, ale się ostatnio znowu zatkałem na kilku lekturach. Nie wiem, czy dzisiaj przemysł wydawniczy oferuje nam takich pisarzy jak Brunner. Dużo dla pieniędzy, by czasem coś istotnego? Raczej albo to, albo drugie. Acz samych neo Dostojewskich nie widzę. Bo w drugą mańkę przewaga okrutna.
Beata - 2016-03-09, 19:32
:
Plejbeku, machnąłeś dobry tekst, czwarty akapit jest świetny. Ślepe stado czytam pomaleńku, bo muszę przerywać, albowiem się we mnie gotuje ze złości, szczególnie gdy sobie przypomnę publiczne wypowiedzi niektórych mędrali na najróżniejsze temat związane z ochroną środowiska, a raczej z brakiem potrzeby jej ochrony. W Brunnerze też się gotowało i umie to przekazać. Smutne jest tylko to, że książkę mu wydali w 1972 roku, czyli w prehistorii (bo dwa pokolenia, to jest prehistoria), a aktualna jest, jak szlag.
Plejbek - 2016-03-10, 07:44
:
Beata, dzięki. Ja liczę jeszcze na The Jagged Orbit w Artefaktach. Co prawda, AM napisał wczoraj, że jeśli będzie Brunner to raczej w zmienionej konwencji (zbiór The Traveler in Black) ale może kiedyś... The Jagged Orbit to podobno (uwaga na to słowo, ostatnio niebezpiecznie pisać "podobno" na forach) jeszcze bardziej teledyskowo-reporterski styl niż to co już wyszło, dodatkowo tam Brunner bierze się za rasizm.
To bym chciał przeczytać.
Trojan - 2017-11-27, 09:56
:
Wszyscy na Zanzibarze
choć w sumie się zgadzam z większością tutaj wrzuconych tekstów to mam kilka uwag:

Struktura książki - podobny motyw już z raz czy dwa przewinął się przez fantastykę. Na szybko: Gateway - Pohla

Jednakże trochę zaskakuje mnie to że nikt nie zwrócił uwagi że mamy do czynienia z fundamentem Cyberpunka - z 3M mamy tutaj Miasto i Masę a Maszyna też jest choć nie w takim stopniu - mamy też Megakorporacje. Brunner skupia się na aspektach psychologiczno-społeczno-kulturowych choć i technika jest mocno podkreślana.
Większa indywidualizacja komputerów - całkiem w starym klasycznym rozumieniu, czy nawet wprowadzenie przed-wszczepów. Sieć - jest coś na jej kształt w postaci TVkanalizatora
Dziwię się że nawet a hamerykańskiej wiki-cyberpunk nie ma śladu po tej książce.

Wychodzi mi że rolą Gibsona to było tylko i wyłączenie wymieszanie Mechanicznej Pomarańczy z Zanzibarem a od siebie dodał tylko sieć i wszczepy(choć wszczepy już się pojawiały wcześniej - nawet właśnie w Zanzibarze) - wszystko podlane najwyżej średniej jakości warsztatem.


a ze smaczków - prezydentem Wspólnoty Europy jest Polak :)

i facet napisał to w '67...


ps. jestem w połowie książki.
Beata - 2017-11-27, 10:54
:
Trojan napisał/a:
Jednakże trochę zaskakuje mnie to że nikt nie zwrócił uwagi że mamy do czynienia z fundamentem Cyberpunka

Ekhem, ekhem. Zwrócił, nie zwrócił. Jest jeszcze jedna możliwość - zwrócił, ale ma w rzyci klasyfikowanie i temu nic o tym nie napisał. :P
Trojan - 2017-11-27, 11:26
:
zastanawiam się czy przypadkiem nie wyciągnąć Starventure i przeczytać to jeszcze raz.

Wiesz Beata - nawet nie chodzi o klasyfikowanie ale o stworzenie czegoś nowego, wytyczenie nowego kursu.
Wizja/książka Brunnera ma kilka misfire'ów ale to raczej w szczegółach - po lekturze połowy śmiało mogę powiedzieć ze to jedna najważniejszych książek SF w ogóle. Że w Polsce późno wydana - trochę dziwne ale... może wydawała się za trudna ? wydaje się że ogólnie w SF światowym jest trochę zepchnięta na boczny tor.
Trojan - 2017-12-03, 20:12
:
Skończona.
Taka uwaga bodaj do Plejbeka w sprawie komputerów, Brunner traktuje je po staremu. Czyli prawdziwe komputery to SI ( np Mike z Luna tsp )

Spora dawka idealizmu wychodzi z kart książki.
niemniej jednak znakomita pozycja.
Fidel-F2 - 2018-04-10, 22:41
:
Wszyscy na Zanzibarze - John Brunner

Przeczytałem cirka 40 % tekstu i wystarczy, każda kolejna strona była coraz większą męczarnią. Marsz przez zaspy, pod wiatr, w zapadającym zmroku. Ja wszystko rozumiem, wizja, przewidywania trendów, obserwacje człowieka, wszystko świetnie, doceniam. Naprawdę doceniam. Serio, serio. Ale forma..., ta powieść jest kwintesencją określenia "przerost formy nad treścią". Bo przekaz Brunnera, choć celny, jednak jest prosty, przez te dwieście kilkadziesiąt stron, które przeczytałem, pisał w kółko to samo. Za to forma wybujała nadspodziewanie. Opowieść, fabuła, rdzeń dobrej powieści, znajduje się tu w ilościach śladowych, obudowana jest oderwanymi notkami, strzępami wiadomości, cholera wie czym jeszcze. Fascynujące jak czytanie encyklopedii. Mamy tu dwadzieścia procent powieści i resztę didaskaliów. Pisarz jest od tego żeby te składniki wymieszać i podać w strawnej formie. Jeszcze żeby się ogarnął w jakie maksymalnie trzysta stron, byłoby to do przełknięcia. Ale nie prawie siedemset. Po co? Albo żeby chociaż ładnie pisał, żeby było czym się zachwycić. Miast tego mamy monotonną narrację w zgrzebnym stylu. Od biedy można to nazwać literaturą, ale na pewno nie piękną. Mam jeszcze dwóch Brunnerów na półce, z rozpędu kupionych, może kiedyś sięgnę, choć z pewnością nieprędko. Szczęśliwie, są to pozycje dużo szczuplejsze. Treść powieści, wyobraźnię autora oceniałbym wysoko, jednak sposób przekazu jest karygodnie szkaradny, w moich oczach dyskwalifikujący.
3/10
Fidel-F2 - 2018-04-11, 07:00
:
Plejbek, i kompletnie nie wierzę w te masowe osiem-dziesięć gwiazdek. Tak a'propos teorii o przyklaskiwaniu. Zachowanie stadne i antyostracyzmowe.
Plejbek - 2018-04-11, 12:42
:
Kurde, ja dałem 10 :)

Gadaliśmy już o tym i ja Cię nie przekonam, zresztą nawet nie chcę. To jak piszesz o pewnych książkach wskazuje mi na te punkty, na które, być może powinienem zwrócić szczególną uwagę w literaturze, więc lepiej żebyś tego nie zatracił. Mam kontrapunkt.

I weź tego "Stalkera" obejrzyj, bo zaraz za duży odstęp od "Pikniku..." będziesz miał.
Fidel-F2 - 2018-04-11, 12:48
:
Że ty dałeś 10 mnie nie dziwi, dziwak jesteś. ;) Ekstrema zawsze się zdarzają.

Sytuacja jest taka, że ciężko mi obejrzeć coś dłuższego.
Beata - 2018-04-11, 16:56
:
Ja też dałam 10. //evil

Obaj macie po -1 :P , bo dyskusję w SB uskuteczniacie, zamiast się wypowiedzieć tutaj. I nie chodzi mi o to, że kłopot z czytaniem (szczególnie, jak gadacie z przeskokiem), tylko o to, że zniknie.
bio - 2018-04-17, 20:13
:
Próbowałem czytać Stand on Zanzibar w miarę jak poznawałem niemiecki i angielski. Wciąż byłem za cienki. Ponad 20 lat. AM zrobił mi prezent i dał po naszemu w świetnym przekładzie. To genialna powieść SF. Po tylu latach oczekiwań się nie rozczarować? No, no!