Zaginiona Biblioteka

Fantastyka polska - Stanisław Lem

grubshy - 2008-01-06, 12:14
: Temat postu: Stanisław Lem
Tak sobie przegladalem forum i ze zdziwieniem zauwazylem, ze jeden z najlepszych rodzimych pisarzy nie ma wlasnego tematu.
Zakladam, ze kim byl Stanislaw Lem, nie musze nikomu mowic, ale na wypadek wypadku, zamieszczam link do Wiki.

Ja moje spotkania z Lemem zaczalem jak wielu w szkole, i chociaz i 'Pirx' i 'Cyberiada' byly na tle innych lektur szkolnych ciekawymi pozycjami, to jednak musialem jeszcze kilka lat dorosnac, by w pelni docenic te ksiazki. I potem juz polecialo 'Sledztwo', 'Dzienniki Gwiazdowe', 'Niezwyciezony', 'Golem XIV' itd
Z najwspanialsze dzielo Lema uwazam 'Solaris' - jest to jedyna ksiazka, ktora poruszyla mnie tak bardzo, ze gdy tylko zakonczylem lekture, zaczalem ja czytac od nowa : )

A jakie jest Wasze zdanie o tworczosci Lema? Czytacie? Lubicie?
Romulus - 2008-01-07, 15:22
:
Ja też Lema czytałem w podstawówce (Pirx). Potem z niego wyrosłem. Próbowałem wracać, ale obeszło się bez objawień. Mówiąc bez ogródek, ku pohańbieniu wiecznemu: Lem mnie nudzi. Mam szacunek z uwagi na dorobek i rozpoznawalność na świecie. Ale tylko dlatego.

W końcówce życia Lem będąc jakimś tam komentatorem Wyborczej wypisywał na jej łamach jakieś androny. Może się wszyscy zachwycali, ale dla mnie to było tylko eksploatowanie znanego nazwiska przez redakcję. Kto dziś pamięta te złote myśli?
andy - 2008-01-07, 17:01
:
No cóż może do Lema trzeba dorosnąć. Bo fakt patrząc przez pryzmat lekturki w szkółce to raczej obrzydzenia dostać można. Wierzę, że kiedyś powrócisz. Ale uwaga łatwa literatura to nie jest. Nie chodzi o jakieś kontakty z kosmitami, podróże kosmiczne i nawet o zgrozo chwalenie komunizmu (bywało). Ta spóścizna Mistrza ma drugie dno (a może i więcej). Trzeba się tylko do tego dogrzebać.
A komentarzy "światłych i wybitnych ludzi" w gazetach to ostatnio mnogo - do wyboru, do koloru (politycznego też)
Jaskier - 2008-01-08, 23:00
:
Czytalem kilka ksiazek Stanislawa Lema.
Podobnie jak romulus mam sentyment z racji sławnosci autora, aczkolwiek nie powiem ze nie lubie czytac jego ksiazek.
Najbardziej podobaly mi sie ''Solaris'' i ''Eden'' ktory czytalem dosyc niedawno.
Lem uzywa czesto bardzo specyficznego slownictwa ( na niektorych wyrazach mozna polamac sobie jezyk). Tresc ksiazek zazwyczaj jest dosyc ciekawa, nawet chwilami trzyma w niepewnosci.
To czego nie lubie w ksiazkach Staszka to malo wyraziste postacie, przynajmniej ja mam odczucie ze bohaterowie malo wpadaja w pamiec i sa jakies takie proste.
Wydaje mi sie ze napewno kiedys jego ksiazki bardziej urzekaly, ludzi bardziej ciekawila nowoczesna technika, Wszechswiat, wyprawy kosmiczne itp. Teraz wiekszosc ludzi podchodzi do nowinek techniki z dystansem, sa po prostu przesyceni. Kiedys nie bylo tylu nowoczesnych wynalazkow co teraz, ksiazek o takiej tematyce takze i z racji tego ludzie siegali po ksiazki Lema z czystej ciekawosci.
Lem w dzisiejszych czasach przestal byc modny.
BG - 2008-01-09, 22:12
:
Czytałem Cyberiadę (pierwszą część) i Bajki robotów. Kiedyś zabrałem się również za Dialogi, ale przeczytałem zaledwie kilkadziesiąt pierwszych stron, bo to jednak trudne w odbiorze.
Cyberiada mi się bardzo podobała. Zwłaszcza rozdziały Jak ocalał świat , Maszyna Trurla, Wyprawa pierwsza, Wyprawa pierwsza A, Wyprawa druga i Bajka o trzech maszynach opowiadających króla Genialona.

Te wiersze, które tworzył ten Elektrybałt... coś niesamowitego. Trzeba mieć wyobraźnię i zdolności językowe, żeby coś takiego wymyślić.
ajsber - 2008-01-09, 22:32
:
romulus napisał/a:
Ja też Lema czytałem w podstawówce (Pirx). Potem z niego wyrosłem.

Czytałem Stanisława Lema i w podstawówce, i w średniej, i na studiach, i teraz.
Nie wyrosłem z Niego
Jaskier napisał/a:
To czego nie lubie w ksiazkach Staszka to malo wyraziste postacie, przynajmniej ja mam odczucie ze bohaterowie malo wpadaja w pamiec i sa jakies takie proste.

Nie ośmieliłbym się tak fraternizować ze Stanisławem Lemem jak Jaskier aby tak bezpośrednio i pośmiertnie mówić mu per "Ty", ale rozumiem, że jesteś imć Panie Jaskierze dużo lepszym prozaikiem niż Pan Stanisław i dlatego wolno Ci tak swobodnie i beztrosko określać co dobre a co złe.

P.S. Stanisław Lem był/jest wizjonerem i geniuszem, który miał tego pecha, że tworzył po polsku. Gdyby nie to, miałby wzięcie tysiąc razy większe niż..........
Tanit - 2008-01-10, 08:19
:
Lem...? Nie! //backoff

Tak, to pozostałość po urazie z dzieciństwa i omawianiu niejakiego pilota P. Szczerze powiedziawszy nie potrafię dokładnie określić co było nie tak. Ale było mi z tym źle... miałam porównania czytałam wiele, pracowałam w szkolnej bibliotece przez kilka lat i się naczytałam nie tylko lektur.
Wracając do Lema
Wiem, że czytając jedną książkę trudno określić czyjść twórczość ale się zraziłam.
Z drugiej strony nigdy nie lubiłam powieści 'w kosmosie', moje zainteresowania to bardziej fantasy niż s-f ;)

Koleżanka polecała mi 'Dzienniki gwiazdowe' - wielokroś patrzę na tę książkę w antykwariacie... ale zawsze mam coś innego, własnego, w moim mniemaniu - lepszego i ciekawszego.
Cóż... Lem będzie musiał poczekać ;)

Au revoir!
Jaskier - 2008-01-10, 21:51
:
ajsber napisał/a:
Nie ośmieliłbym się tak fraternizować ze Stanisławem Lemem jak Jaskier aby tak bezpośrednio i pośmiertnie mówić mu per "Ty", ale rozumiem, że jesteś imć Panie Jaskierze dużo lepszym prozaikiem niż Pan Stanisław i dlatego wolno Ci tak swobodnie i beztrosko określać co dobre a co złe.

Nie uwazam sie za lepszego prozaika niz Lem co jest jasne.
Wyrazam tylko na podstawie swoich przemyslen opinie o czytanych ksiazkach Lema.
Mowie co osobiscie mi sie podobalo a co nie.
Lubie podchodzic do czegos z przymruzeniem oka i nie zamierzam tego zmieniac jezeli Ci sie to az tak bardzo nie podoba nie czytaj moich postow i po sprawie ;)
Ł - 2008-01-14, 21:38
:
Grubshy trudno cokolwiek pisać o Lemie, bo dochodzi się do tak zwanych oczywistych oczywistości że to wielki pisarz był. ; ) Było postawić jakoś temat prowokacyjnie, to odrazu wywiązałoby się jakaś dyskusja. : p

Sporo przeczytałem beletrystyki Lema. Solaris, Pokój na Ziemii, Fiasko, Katar, Opowiadania o Pilocie Prixie, Eden, Pamiętnik znaleziony..., Dziennikia Gwiazdowe, Cybeirada-Bajki robotów (akurat te miałem wydane razem zdaje się i zawsze ujmuje je razem). Do niektórych powracam już drugi raz np. ostatniej jesieni ponownie przeczytałem Opowiadania o Pilocie Prixie i muszę powiedzieć że była to dla mnie całkiem nowa lektura. Jednak człowiek dorasta, rozumie więcej rzeczy.

Lem ma swój głęboki ale i scetyczny, co pewnie niektórych zniechęca, styl. Zazwyczaj jego bohaterem jest mężczyzna introweryk który prowadzi wewnętrzne monologii, przemyślenia, wpada w dysonanse. Później jest długo długo nic, a później bohaterowie trzecioplanowi. Nie wiem czemu tak krytykujecie te postacie - ona właśnie takie mają być żeby zostawić miejsca na obserwacje i przemyślenia głownego bohatera który w większosic utworów jest trochę takim wyalinowanym odkrywcą i cichym komentatorem rzeczywistości. Wydaje mi się że również pejzaże są przytłacające - albo wnętrza statków kosmicznych rysowanych trochę archaicznie [rury, stosy atomowe itp ; )] albo rozległe pejzaże czy to ziemii księżyca czy innych planet. I tutaj napewo odpadną ci którzy nie wysiedzą jeśli nie będa mieli drużyny radosnych indywduów przełżącej przez las/miasto/lochy(zapętlić). Mi ten ascetyczny i minimalistyczny styl odpowiada, chociażby dlatego że jest orginalny, sam w sobie, jedyny dla siebie.
andy - 2008-01-15, 14:31
:
Łaku napisał/a:
I tutaj napewo odpadną ci którzy nie wysiedzą jeśli nie będa mieli drużyny radosnych indywduów przełżącej przez las/miasto/lochy(zapętlić). Mi ten ascetyczny i minimalistyczny styl odpowiada, chociażby dlatego że jest orginalny, sam w sobie, jedyny dla siebie.

I o to mi chodziło pisząc cuś tam powyżej. Kiedyś (lata 50-70) to była nowość, ale ... no właśnie bo nie na opisach pejzaży czy technologii kosmicznych tkwi siła tego autora (dzisiaj to już myszką trąci, i w zasadzie nijak się ma do tego co wiemy o Wszechświecie), ttylko właśnie to drugie? dno prozy Mistrza. No cóż trzeba widać dorosnąć
AM - 2008-01-15, 16:24
:
Łaku napisał/a:
Nie wiem czemu tak krytykujecie te postacie


To cecha większości dobrych powieści sf, nie tylko Lema. A dzieje się tak, dlatego że większość osób na forach, to miłośnicy fantasy, ale i rzeczy w stylu Honor Harrington, którzy są przyzwyczajeni do zupełnie innej kreacji bohaterów (zresztą wiele wspólczesnych lżejszych sf wygląda podobnie); nawet u Martina, nie mówiąc już o Hobb, Kayu czy Jordanie, sposób portretowania postaci i ich przedstawiania ociera się o romans, obyczaj czy telenowele. Bohaterowie są zwykle ważniejsi od wizji i idei autora (są na pierwszym planie, nawet jeśli na przykład u Martina wydaje się, że tak nie jest); są po to, żeby czytelnik miał z kim się utożsamiać, o kogo się martwić , komu dopingować itd. Obserwujemy pierwszy sex, okres, miłość... dostajemy zwykle w postaci serialu, który, jak w Modzie na sukces czy M jak Miłość zabawia nas perypetiami i niezbyt często czymś więcej.

Tymczasem sf spod znaku Lema, Dicka, Strugackich czy wielu współczesnych autorów nie korzysta zwykle z tego typu kreacji postaci (autorom nie zależy, żeby tworzyć fajniutkie opowieści obyczajowo-awanturniczo-przygodowe, w których fantastyka jest jedynie pretekstem lub sztafażem). Tutaj w większości przypadków bohaterowie są podporządkowani koncepcji autora; są tylko środkiem do osiągnięcia celu, a nie celem samym w sobie.

Stąd te częste rozczarowania.
andy - 2008-01-15, 16:49
:
AM napisał/a:
To cecha większości dobrych powieści sf, nie tylko Lema. A dzieje się tak, dlatego że większość osób na forach, to miłośnicy fantasy, ale i rzeczy w stylu Honor Harrington, którzy są przyzwyczajeni do zupełnie innej kreacji bohaterów (zresztą wiele wspólczesnych lżejszych sf wygląda podobnie);

Co do Webera to niby masz rację, ale kotzur to czytał i lubi może nie za kreację bohaterów, ale z sprawy nazwę to "techniczne" i nie o warsztat pisarski tu chodzi. O co? gdzieś się chyba tu już wypowiadałem (na tym i nie tylko forum).
AM napisał/a:
ymczasem sf spod znaku Lema, Dicka, Strugackich czy wielu współczesnych autorów nie korzysta zwykle z tego typu kreacji postaci (autorom nie zależy, żeby tworzyć fajniutkie opowieści obyczajowo-awanturniczo-przygodowe,


Niby też racja, ale ... no właśnie zaczyna się offtop, ale co by powrócić do tematu u Lema też się to zdarzało. No w pewnym sensie oczywiście. ;)
Regissa - 2008-01-15, 18:40
:
A ja przyznam, że "Dzienniki gwiazdowe" i owszem, przeczytałam, na którymś tam roku studiów dopiero, i... No właśnie, przyjemne, ciekawe, miejscami bardzo zabawne, ale jakoś mnie nie pochłonęły. Fakt, że wolę fantasy od sf nie jest jedynym wytłumaczeniem, bo na ten przykład Zajdel stał się moim ulubionym autorem. Więc chyba jednak jest to znak, że ludzie się między sobą różnią, także jeśli chodzi o gusta czytelnicze :mrgreen:
ajsber - 2008-01-15, 21:06
:
Regissa napisał/a:
A ja przyznam, że "Dzienniki gwiazdowe" i owszem, przeczytałam, na którymś tam roku studiów dopiero, i... No właśnie, przyjemne, ciekawe, miejscami bardzo zabawne, ale jakoś mnie nie pochłonęły.

To tylko jedna z wielu twarzy Lema. Zupełnie inne oblicze znajdziesz w Cyberiadzie, jeszcze inne w Solaris czy Fiasku. Lem należy do tych autorów, którzy nie trzymają sie niewolniczo jednej, wytyczonej sukcesem drogi. Erikson, Martin, Kay i wielu wielu innych podąża łatwą ścieżką powielania. Ciągną i ciągną swe sagi albo piszą ich warianty wiedząc, że czytelnik znajdzie wspólny mianownik.
U Lema nie jest tak prosto. Prawie każda książka jest o czymś innym, inaczej napisana, z inną pointą, z innym przesłaniem. Co tu gadać, po prostu Mistrz.

Jaskier napisał/a:
Lubie podchodzic do czegos z przymruzeniem oka i nie zamierzam tego zmieniac jezeli Ci sie to az tak bardzo nie podoba nie czytaj moich postow i po sprawi

Ależ mruż oczy ilekroć chcesz. Nie uważam natomiast za piękne mówienie per Ty do Lema. Czy byłbyś tak samo odważny i pewny siebie i mrugający porozumiewawczo okiem gdybyś mówił do żywego Lema lub tez innej osoby na jakimś tam piedestale np. Królowej Elżbiety II ( już widzę jak mówisz do niej "Elka" ) lub dla przeciwwagi Władimira Putina ?
Jaskier - 2008-01-16, 14:31
:
ajsber napisał/a:
Ależ mruż oczy ilekroć chcesz. Nie uważam natomiast za piękne mówienie per Ty do Lema. Czy byłbyś tak samo odważny i pewny siebie i mrugający porozumiewawczo okiem gdybyś mówił do żywego Lema lub tez innej osoby na jakimś tam piedestale np. Królowej Elżbiety II ( już widzę jak mówisz do niej "Elka" ) lub dla przeciwwagi Władimira Putina ?

Jasne ze bym tak nie powiedzial -.-. Tylko ze tutaj jest forum a nie spotkanie na zywo z Lemem.
Nie wiem dlaczego tak strasznie sie tego czepiasz , jakbym nie wiem jak obrazil Lema.
Nie powiedzialem tego po to zeby go obrazac , i uwierz mi ze nie bylo to napisane w wyniku jakiejs drwiny.
jejku Jezeli tak strasznie Cie to boli to sory...
Jesli ty do wszystkich spraw podchodzisz tak powaznie to wspolczuje.

Bardzo proszę, żeby na tej wypowiedzi skończyć już ten wątek - El

PANA STANISŁAWA LEMA bardzo lubie czytalem i czytam jego ksiazki z duzym zainteresowaniem.
Pozdrawiam wszystkich JEGO fanow z cisnieniem jak i tych bez cisnienia ;)
grubshy - 2008-01-18, 00:10
:
Łaku napisał/a:
Grubshy trudno cokolwiek pisać o Lemie, bo dochodzi się do tak zwanych oczywistych oczywistości że to wielki pisarz był. ] Było postawić jakoś temat prowokacyjnie, to odrazu wywiązałoby się jakaś dyskusja. : p

Ale tworczosc nie kazdego Wielkiego Pisarza musi sie podobac (ja na ten przyklad Tolkiena nie trawie : )
Przyznaje zreszta, ze spodziewalem sie wiekszej ilosci glosow krytycznych.

ajsber napisał/a:
To tylko jedna z wielu twarzy Lema. Zupełnie inne oblicze znajdziesz w Cyberiadzie, jeszcze inne w Solaris czy Fiasku. Lem należy do tych autorów, którzy nie trzymają sie niewolniczo jednej, wytyczonej sukcesem drogi.

Podpisuje sie pod tym stwierdzeniem oboma rekoma. Czasem trudno uwierzyc, ze Iona Tichego, ktory pieszo szuka w kosmosie swojego statku opisal ten sam czlowiek, ktory w 'Pirxie' z technicznymi detalami przedstawia awarie sluzy. Co ksiazka to inny styl.
Kamila - 2008-05-13, 22:25
:
andy napisał/a:
No cóż może do Lema trzeba dorosnąć. Bo fakt patrząc przez pryzmat lekturki w szkółce to raczej obrzydzenia dostać można.


Podpisuję się pod tym co napisał Andy obiema rękoma :)
Czytając Lema X lat temu w szkole podstawowej, "Opowieści o pilocie Pirxie" nabrałam wstrętu do tego Pana na długie lata. Jednakże pod koniec zeszłego roku mi minęło..i w ciągu kilku miesięcy przeczytałam większość dzieł Lema.Z zachwytem.
Każda z książek Lema- obojętnie czy typowo sf, sensacyjna czy inna, bo takie też pisał-, ma "drugie dno", odniesienie do psychicznej, moralnej kondycji człowieka...nawet nielubiany przeze mnie Pirx.
Najbardziej urzekły mnie "Fiasko" i "Powrót z gwiazd".
You Know My Name - 2008-08-25, 22:45
:
Beata w innym temacie napisał/a:
Kinga doceniam bardzo za Zieloną milę i Skazanych na Shawshank. I w ogóle uważam go za szczęściarza, bo obie ekranizacje wyszły rewelacyjnie. W ramach offtopu wyrażę tutaj żal, że nasz Lem już takiego szczęścia nie zaznał...

Hmm, czytałem wywiad z Mistrzem, w którym to mówił, że bardzo dobrze wspomina ekranizacje/adaptacje swoich dzieł. A najbardziej już te, do których prawa wykupiono, zapłacono i nienakręcono a ponoć było takich sporo.
Umówmy się jednak - nie te czasy nie te środki wyrazu. Inna sprawa, że gdyby King do swoich dzieł wepchnął tyle nauki, skomplikowanych teorii, psychologi (casus Solaris) to też trzebionoby te dzieła w Choliłódzie.
Ł - 2008-08-26, 01:18
:
Inna sprawa że King piszę bardzo filmowalną literature a Lem mało niefilmowalną (jeśli to Mag miałeś na myśli pisząc o środekach wyrazu). U Lema czasami większośc książki to monologi wewnętrzne bohaterów snujących się bohaterów - gdyby chciano przełożyć to dosłównie to wyszłoby chyba "Siedemnaście mgnień wiosny" w scenografii SF. Dlatego chyba ważne jest umiejętne przekładanie niewprost (trzebienie?), tak jak np. Hollywoodzkie Solaris gdzie inaczej rozłożono akcenty, stawiając wątek miłosny na głównym miejscu.

Innych ekranizacji Lema nie widziałe, boje się zwłaszcza tych robionych na wschód od żelaznej kurtyny (bo tam to co najfaniejsze niszczono - vide "Na srebrnym globie) choć podobno radzieckie Solaris jest niczego sobie (chyba na stronie klubu miłośników kina jest artykuł o ekrnizacjach Lema).
Beata - 2008-08-26, 08:24
:
Mag_Droon napisał/a:
Hmm, czytałem wywiad z Mistrzem, w którym to mówił, że bardzo dobrze wspomina ekranizacje/adaptacje swoich dzieł. A najbardziej już te, do których prawa wykupiono, zapłacono i nienakręcono a ponoć było takich sporo.

Hihihi... wcale się nie dziwię, że wyraził zadowolenie. Każdy by... :)

Ale wracając do tematu - holiłódzka adaptacja "Solaris" była jedną z najgorszych, najsłabszych, najgłupszych... no, co ja będę się znajomością słownika popisywać. Pamiętam, jak reklamiarze podkręcali nastroje tuż przed wejściem tego "dzieła" na ekrany. Nawet specjalnie przypomniałam sobie wcześniej książkę, żeby nie było, że się bezpodstawnie czepiam. I nadszedł ten dzień... i co się okazało? Że "holiłódzcy miszczowie" dali popis... szkoda, że nie w tym pozytywnym sensie. I nawet nie mam pretensji o to, że zrezygnowali ze sfilmowania niektórych kawałków - w porządku, rozumiem, że nie da się literalnie w całości przenieść książki na ekran. OK. Tego się nie czepiam. Mam pretensję, że dodali od siebie (nie zamierzam spoilerować - jeśli ktoś ma w sobie wystarczająco dużo siły, to z pewnością sam przeczyta, obejrzy, porówna i oceni). Śmiem twierdzić, że dodali tam, gdzie nie zrozumieli, albo bali się, że tępy widz nie chwyci.

A adaptacje Kinga uniknęły tego losu. Nikt nie dodał do nich piersiastej panienki z wydętymi wargami w celu "ożywienia atmosfery", nikt na siłę niczego widzowi nie wyklepacza. I w tym sensie King szczęściarzem jest.
You Know My Name - 2008-08-26, 08:44
:
Tak, mysle, ze dla Lema wazne bylo glownie CO przekazuje (JAK mial dane jako Talent, ukladalo sie samo - wiem, ze to bylo tez wypracowane ale bez Talentu ani rusz), King natomiast oprocz pisarstwa jest tez scenarzysta, "mysli kamera".
Ale tak sobie mysle, ze ekranizacja np Kongresu futurologicznego wyszlaby jak zapis nieziemskiego tripu. Pomyslmy jeszcze o Dramacie pralniczym albo o etiudach stworzonych na wzor trailerow ekranizacji nieistniejacych ksiazek, do ktorych Lem pisal cudne recenzje.
Ale widzac co zrobiono z Pewnym-Znanym-Cyklem-Fantasy-Polskiego-Autora to rece precz od Lema. Mozna kecic filmy ale na litosc, z glowa!

Co do rosyjskiej ekranizacji Solaris, to jest ona uwazana za najbardziej udana ekranizacje prozy Lema, inna sprawa, ze nakrecil ja Andriej Tarkowskij. Mistrz kina.
YOB - 2008-09-01, 09:27
:
Ilustracja
raz na jakis czas bawie się ilustracjami do bcyberiady Lema, to wyprawa druga, pozdrawiam
wred - 2008-09-01, 17:35
:
YOB napisał/a:
raz na jakis czas bawie się ilustracjami do bcyberiady Lema, to wyprawa druga, pozdrawiam
fajne, jak to malujesz ? masz inne ? Pozdrawiam
YOB - 2008-09-03, 19:43
:
to digitalpainting-tablet a tu więcej:
http://cggallery.itsartmag.com/gallery/Thx/
pozdro
Toudisław - 2008-09-16, 16:29
:
Do 23 września trwa na Allegro Aukcja której przedmiotem jest Mercedes Stanisława Lema. Dochód przeznaczony będzie na fundację charytatywną "Mam marzenie".
Komisarz Aratap - 2008-09-22, 20:38
:
Nie miałem okazji czytać - jak wielu z tutaj obecnych - utworów Lema jako lektur szkolnych. Lecz może to i lepiej - nie było ryzyka, że zniechęcę się do autora, czytając go z przymusu. Na własną rękę przeczytałem min. trzy powieści polecone mi przez mojego znajomego, który Lema bardzo ceni: "Kongres Futurologiczny", "Wizja lokalna" i "Pokój na Ziemi", które łączy jeden bohater. I nie żałuję ani odrobinę! Zachwycił mnie wręcz rozmach i oryginalność tworzonych tam przez Lema światów. Czytelnik wraz z bohaterem niepewnie zagłębia się w te uniwersa, ogląda je jego oczami, razem z nim głowi się nad kolejnymi uzyskanymi informacjami i stara się wyłowić strzępy tych nielicznych prawdziwych spośród zalewającego go szumu.
Uczeni dwóch rywalizujących ze sobą i skrajnie odmiennych ras zamieszkujących pewną planetę przekrzykują się "badając" jedni drugich i publikując barwne informacje na ich temat w "rzetelnych" pracach naukowych ("Wizja lokalna").
Rządowa propaganda zachwala pod niebiosa swój projekt wprowadzenia trwałego "Pokoju na Ziemi", który pozornie nie ma żadnych wad.
Z kolei w "Kongresie Futorologicznym" bohater żywi wątpliwości nie tylko co do zrealizowanego pomysłu na powszechne szczęście, ale również do tego czy to co obserwuje nie jest tylko jego urojeniem. Zakończenie tej powieści dosłownie zwaliło mnie z krzesła.
Co tu dużo gadać, wszystkie te dzieła to dla mnie pozycje obowiązkowe. Innym książką tego autora, które muszę określić w ten sposób jest "Próżnia Doskonała" - istna kopalnia pomysłów, książka, do której na pewno jeszcze nie raz wrócę.
Feline - 2008-09-27, 15:43
:
Hm... moje podejście do twórczości Stanisława Lema jest zapewne trochę specyficzne. Bardzo na tak, z niewieloma cieniami.

Dla mnie była to lektura przed-szkolna. Po prostu - ojciec, znudzony czytaniem sześciolatkowi ciągle tych samych dziecięcych bajek zaserwował mi Bajki robotów. I wsiąkłem... Zostało mi do dzisiaj 8)
Metzli - 2008-10-11, 11:57
:
Od 15 października Gazeta Wyborcza rozpoczyna wydawanie serii ze Stanisławem Lemem. Pierwszy tom, Dzienniki gwiazdowe za 9,99, kolejne za 19,99. Mam zamiar nabyć i w końcu bliżej zaznajomić się z tym autorem :)) Lepiej późno niż wcale o.o No i trzeba zrobić miejsce na półce ;P
Jachu - 2008-10-11, 12:06
:
Więcej informacji na temat kolekcji

Kolekcja z całą pewnością interesująca. Szkoda tylko, że na stronie nie umieszczono dokładnego planu jaki tytuł i kiedy zostanie wydany...
Ł - 2008-10-11, 12:20
:
Na Katedrze masz rozpiske http://katedra.nast.pl/nowosci/7878/Lem-w-GW/
You Know My Name - 2008-10-11, 16:04
:
Numery: 1, 2, 4, 8, 13, 14, 16 nabędę.
Ciekawe dlaczego, mimo że autor oficjalnie "odrzucał" Szpital ... wszystkie kolekcje Lemowskie zawierają tą pozycję, ciekawe też dlaczego autor kiedy mógł już nie napisał zakończenia "autorskiego".
Beata - 2008-10-11, 19:02
:
Ja mam w planach nabycie pozycji: 2, 4, 6, 8(?), 10-14, 16.
Wydawca zrobił mi osobistego psikusa - w pozycji 8 połączył Śledztwo (nie mam) i Katar (mam). I teraz mam dylemat: kupić... nie kupić... //mysli
Shadowmage - 2008-10-11, 19:26
:
A ja nabędę wszystkie, o! Jeśli rzecz jasna będę pamiętał. Akurat jedyna książka Lema, którą posiadam, w serii się nie znalazła. No, może gdzieś są jeszcz "Bajki robotów", ale w jakimś rozsypującym się wydaniu.

Beata napisał/a:
Wydawca zrobił mi osobistego psikusa - w pozycji 8 połączył Śledztwo (nie mam) i Katar (mam). I teraz mam dylemat: kupić... nie kupić...
Takie psikusy to mi Solaris notorycznie wykręca. Na razie się nie złamałem i nie kupowałem. Ale i książki droższe niż te gazetowe dodatki.
Ł - 2008-10-11, 21:14
:
310 zł na raty za małą Lemografie to w sumie nie tak dużo. Ale chyba i tak za dużo jak dla mnie. Zastanawia mnie forma wydania książek. Swoją drogą umieszczanie w każdej kolejnej książce fragmentów słownika, czy publicystyki to sprytny chwyt marketingowy ale chyba estetycznie średni.
You Know My Name - 2008-10-13, 09:57
:
No prosze, a tu taki hicior:
http://wiadomosci.gazeta....lawa_Lema_.html
Mila wiadomosc dla fanow, choc w jaki sposob to moglo "zaginac"??
Beata - 2008-10-13, 10:21
:
No więc poczytałam sobie o tej Lemowej kolekcji, o odnalezionym maszynopisie, o opatrzeniu każdego z wydawanych tomów publicystyką i słownikiem... przeczytałam też owąż piękną operę... Co Wam powiem, to Wam powiem - z pełną świadomością daję się na ten chwyt marketingowy złapać jak ryba na haczyk. Chyba jednak kupię wszystko...
batou - 2008-10-13, 12:32
:
Większość tych książek czytałem, sporo już mam, ale w stanie dalekim od ideału i długo nie przetrwają. Lema warto mieć w biblioteczce, więc pewnie kupię wszystko. Żal tylko trochę, że nie ma Fiaska, bo to jednak bardzo ważna książka w jego twórczości.
Jachu - 2008-10-13, 12:37
:
Ja na 100% kupię pierwszy egzemplarz, a co do pozostałych, to jeszcze nie wiem. Muszę dokładnie przemyśleć sprawę. Na półce mam tylko "Solaris" w miękkiej oprawie, więc minimum jeszcza jedna pozycja by się przydała ;)
Beata - 2008-10-13, 18:12
:
Znalazłam dziś ulotkę z GW, gdzie stoi napisane, że w prenumeracie za całość kolekcji Lema chcą 285 zł z góry przelewem - wtedy koszty przesyłki pokrywa wydawca. Info na stronie www.gazeta.pl/kolekcje.
ASX76 - 2008-10-15, 19:15
:
Właśnie skusiłem się na "Dzienniki gwiazdowe" z kolekcji GW. Pierwotnie nie zamierzałem kupować wszystkich książek z serii ("Szpital przemienienia niespecjalnie mnie interesował), ale gdy zobaczyłem jak porządnie został wydany pierwszy tom, zmieniłem zdanie. :-)
Chyba nie muszę pisać, że są twarde okładki? ;)

Kupować i nie marudzić! 9,99 zł za pierwszy tom i po 19,99 zł za pozostałe, przy takiej jakości wydania, jest niską ceną.
elTadziko - 2008-10-15, 19:21
:
Ja też kupiłem "Dzienniki gwiazdowe" ;) Też zastanawiam się nad kupnem wszystkich dzieł, ale nie wiem, czy będę miał tyle forsy :/
Na razie przeczytałem dwa opowiadania z "Dzienników...". Podróż siódma jest bardzo fajna i dowcipna :P Podróż ósma daje już więcej do myślenia, rozwalili mnie w niej Bann i Pugg ^^ Tak więc na razie mi się podoba - oby tak dalej.
MadMill - 2008-10-15, 19:33
:
ASX76 napisał/a:
ale gdy zobaczyłem jak porządnie został wydany pierwszy tom, zmieniłem zdanie.

Bardzo ładnie jak za takie pieniądze. Ja już zacząłem sobie poczytywać przed meczem. Hmm... czemu jak wcześniej Lema nie czytałem? //mysli
ASX76 - 2008-10-15, 19:52
:
Pierwszą książką pana Lema którą miałem przyjemność przeczytać były "Bajki robotów" (IV lub V klasa szk. podstawowej). Najbardziej spodobały mi się: "Maszyna Trurla" i "Trzej elektrycerze" (czytałem wielokrotnie). Pozostałych nie pamiętam zbyt dobrze. Wreszcie będzie dobra okazja odświeżyć znajomość z twórczością Mistrza.
Szkoda tylko, że w kolekcji GW nie będzie tekstów publicystycznych.

Bodaj najbardziej zabawną opinię o panu Stanisławie "skomponował" P. Dick:
"Lem jest najprawdopodobniej wieloosobowym komitetem, a nie pojedyńczym osobnikiem, gdyż pisze wieloma stylami i raz zna niektóre obce języki, a raz nie."
;)
Ł - 2008-10-15, 20:11
:
ASX76 napisał/a:
Szkoda tylko, że w kolekcji GW nie będzie tekstów publicystycznych.
No właśnie będą. Tylko że Michnika.
ASX76 - 2008-10-15, 20:30
:
Ł napisał/a:
ASX76 napisał/a:
Szkoda tylko, że w kolekcji GW nie będzie tekstów publicystycznych.
No właśnie będą. Tylko że Michnika.


To robi wielką różnicę. :badgrin:
Jaskier - 2008-10-15, 21:08
:
Właśnie przed chwilą czytając forum Zb dowiedziałem się o kolekcji Gw , pobiegłem szybko do empiku i na szczęście udało mi się dostać ostatni egzemplarz Dzienników gwiazdowych :D <Jupi>
Jachu - 2008-10-15, 21:13
:
Ja niestety w dniu dzisiejszym zapomniałem o książce Lema :( Jutro wybiorę się do wzystkich Empików na terenie Szczecina w poszukiwaniu. Doszły mnie słuchy, że w jednym jest kilkanaście egzemplarzy, więc jest szansa, że trafię i będe miał nową książkę na półkę ;)
MadMill - 2008-10-16, 12:36
:
Okładka do tomu drugiego Kolekcji GW - Kongres Futurologiczny.

Spis treści:


Za Lem.pl
Ł - 2008-10-16, 17:43
:
A w pierwszym wydaniu jakie były konkretnie bonusy (nie kupiłem bo mam wersje z 1999 ;) ) ? I wogóle jak z faktura tychże książek?
MadMill - 2008-10-16, 17:46
:
Lema nie ma - Orlińskiego i posłowie Spór między Munchhausenem a Guliwerem Jastrzebskiego, no i słowniczek część pierwsza. ;)

Ładnie wyglądają. W relacji cena/jakość to wysoko można ocenić.
Ł - 2008-10-16, 17:50
:
To polece na Kongres, a pierwszą częśc słownika sobie odkseruje od ciebie jak warto. ; )))
MadMill - 2008-10-16, 17:58
:
Ł napisał/a:
a pierwszą częśc słownika sobie odkseruje od ciebie jak warto. ; )))

Nie wiem nie dotarłem jeszcze. Słownik zostawiam sobie na koniec. :P Czytam sobie spokojnie poklei stronami - niesamowite, nie? xD

Btw. naprawdę czyta mi się świetnie, może nie ma jakiś fajerwerków, mieczy świetlnych i gołych... e.. no wiecie, ale za to przyjemność z czytania ogromna. ;)
Beata - 2008-10-17, 08:25
:
A ja - zgodnie z wcześniejszymi pogróżkami - obejrzałam w kiosku pierwszy tom kolekcji, stwierdziłam staranność wydania i zamówiłam sobie prenumeratę. Będę teraz obgryzała palce z niecierpliwości w oczekiwaniu na kolejne przesyłki.
You Know My Name - 2008-10-17, 10:26
:
Bede Cie prosic na kolanach abys zeskanowala mi polowe publicystyki //ari .
Rachunek ekonomiczny mnie dopadl i po oplaceniu polowy Latajacego Cyrku Monty... z Przekroju i kupnie corce nowego lozka nie moglem pozwolic sobie na calosc....
Beata - 2008-10-17, 10:35
:
Mag_Droon napisał/a:
Bede Cie prosic na kolanach abys zeskanowala mi polowe publicystyki

Nie ma sprawy - widzę, że dzięki Lemowi nauczę się również skanować... ;)
I wstań, bardzo proszę, boć o nieprzystojność jakowąś posądzić nas jeszcze widzowie gotowi... ;)
ASX76 - 2008-10-17, 11:59
:
Zaiste, nieprzystojność jakowaś w tym się kryje... ;)

Dowództwo Gazety Wyborczej spisało się na złoty medal podejmując decyzję o wydawaniu serii książek Stanisława Lema. Dzięki temu więcej osób zainteresuje się jego wspaniałą twórczością, a przy okazji będzie można wzbogacić własną kolekcję o ładnie wydane egzemplarze w bardzo przystępnej cenie.
Ciekawe co sprawiło, że nie będzie "Fiaska"? :roll:

Jak słusznie zauważył Philip Dick, pan Lem pisze różnymi stylami, dlatego nawet jeśli któraś książka nie podpasuje, nie należy się zniechęcać przedwcześnie. ;)
Metzli - 2008-10-18, 00:02
:
Też zakupiłam Dzienniki gwiazdowe. Nie muszę się martwić, że któregoś egzemplarza mi zabraknie, bo np. zapomnę kupić - seria zamówiona u pani w księgarni, za każdym razem będzie mi odkładać :)) I pomyśleć, że kiedyś tak broniłam się przed Lemem, a teraz tak mnie cieszy ten egzemplarz na półce ;P

ASX napisał/a:
Dowództwo Gazety Wyborczej spisało się na złoty medal podejmując decyzję o wydawaniu serii książek Stanisława Lema.


Co jakiś czas wydają takie kolekcje i dlatego warto śledzić takie rzeczy. W ten sposób zakupiłam Kapuścińskiego, równie staranne wykonanie, no i po tak niskiej cenie. Teraz przyszła kolej na Lema :)
Beata - 2008-10-24, 10:38
:
Nie mogę się doczekać przesyłki z dwoma pierwszymi tomami kolekcji Lema. Czekanie osładzam sobie gmeraniem w sieci i oto, co znalazłam:

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Stanisław Lem – cytaty

* Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
* Dosyć, że Triody znikł, ledwo »Awruk!« krzyknąć zdołał, słowo ulubione, zawołanie bitewne rodu.
o Źródło; Jak Erg Samowzbudnik bladawca pokonał
* Im bardziej zaawansowane technicznie (doskonalsze!) medium, tym bardziej prymitywne, błahe i bezużyteczne wiadomości są przy jego pomocy przekazywane.
* – Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe.
o Opis: Pirx ma problem w kosmosie
o Źródło: Opowieści o pilocie Pirxie
* Kiedy kanibal używa noża i widelca, czy jest to oznaką postępu?
* Komputer? Sam? Już panu tłumaczyłem, że on jest głupi.
* Nie jestem w stanie pojąć, czemu na drogi publiczne nie wpuszcza się ludzi pozbawionych prawa jazdy, natomiast na półki księgarskie mogą się dostawać w dowolnej ilości książki osób pozbawionych przyzwoitości – że nawet nie wspomnę o wiedzy.
o Źródło: Głos Pana
* Polska jest, za przeproszeniem, cywilizacyjnym zadupiem, które tak naprawdę nie liczy się w świecie.
* Prezydent Bush ma bowiem tę właściwość, że jest głupi.
* Zgodnie z przyjętą systematyką, występujące w naszej Galaktyce formy anormalne obejmuje typ Aberrantia (Zboczeńce), dzielący się na podtypy Debilitales (Krentyńce) oraz Antisapientinales (Przeciwrozumowce). Do tego ostatniego podtypu należą gromady Canaliacaea (Paskudławce) i Necroludentia (Zwłokobawy). Wśród Zwłokobawów rozróżniamy z kolei rząd Patricidiaceae (Ojcogubce), Matriphagideae (Matkojady) i Lasciviaceae (Obrzydłce). Obrzydłce, formy już skrajnie zwyrodniałe, klasyfikujemy dzieląc na Cretiniae (Tępony, np. Cadaverium Mordans – Trupogryz Bęcwalec), i Horrorissimae (Potworyjce, z klasycznym przedstawicielem w postaci Mętniaka Bacznościowca - Idiontus Erectus Gzeemsi). Niektóre z potworyjców tworzą własne pseudokultury; należą tu gatunki takie, jak Anophilus Belligerens, Zadomiłek Zbójny, który nazywa siebie Genius Pulcherrimus Mundanus, albo jak ów osobliwy, łysy na całym ciele egzemplarz, zaobserwowany przez Grammplusa w najciemniejszym zakątku naszej Galaktyki - Monstroteratum Furiosum (Ohydek Szalej), który zwie siebie Homo Sapiens.
o Opis: obce rasy na temat człowieka
o Źródło: Dzienniki gwiazdowe, Podróż ósma
Romulus - 2008-10-24, 20:18
:
Napiszę krótko: przyznam się szczerze, że nie rozumiem fascynacji Lemem. Poza SOLARIS nie widzę tam dla siebie niczego interesującego ("tam", czyli w jego twórczości). Jego ostatnia publicystyka - takie krótkie komentarze w Gazecie Wyborczej to jakaś załamka. Ale uznaję jego autorytet. Mimo to, mnie nie uwodzi.
BG - 2008-10-24, 22:40
:
romulus napisał/a:
przyznam się szczerze, że nie rozumiem fascynacji Lemem. Poza SOLARIS nie widzę tam dla siebie niczego interesującego

A czytałeś "Cyberiadę"? Jeśli nie, to polecam - naprawdę świetne. "Dialogi" zresztą również.
Ł - 2008-10-25, 22:50
:
romulus napisał/a:
Napiszę krótko: przyznam się szczerze, że nie rozumiem fascynacji Lemem. Poza SOLARIS nie widzę tam dla siebie niczego interesującego ("tam", czyli w jego twórczości).
romulus napisał/a:
Ale uznaję jego autorytet. Mimo to, mnie nie uwodzi.

To znaczy - uznajesz jego autorytet literacki nawet jeśli cię nie grzeje? Czy chodzi o jakieś inny (ogólludzki?) wymiar autorytetu?
Romulus - 2008-10-26, 01:05
:
Miałem możliwość przeczytania twórczości Lema - rok po studiach byłem bezrobotny i miałem duuużo czasu na czytanie w przerwie nauki do egzamu. A moja książnica miejska, jeśli chodzi o "wyposażenie" w literaturę fantastyczną jest naprawdę imponująca (zresztą, jak i w dzieła Lenina, ale tych nie tykałem). Więc, pomyślałem sobie, dlaczego nie? Zwłaszcza że wczesniej tylko Pilota Pirxa w podstawówce czytałem.
Ale, aby być ścisłym i odpowiedzialnym za słowa przejrzałem spis twórczości i nie kojarzę jednak kilku pozycji. Są to: Dialogi, Filozofia przypadku, Przekładaniec, Listy albo opór materii. Nic mi te tytuły nie mówią, stąd i możliwe, że ich nie czytałem lub nie pamiętam, że czytałem.

Co do autorytetu Lema - jest oczywistym dla mnie, że polskiej fantastyki bez Lema nie da się... ująć, zrozumieć, analizować. Przyjmuję to jako fakt. Nie znać Lema i czytać bądź pisac o literaturze tego gatunku to niekompetencja (pisanie) i oderwanie od korzeni (czytanie). Stąd przyjmuję go jako autorytet, punkt odniesienia. Ale nie mój, bo jego twórczość, pisząc mało obrazowo, po prostu mi nie "podeszła". Poza SOLARIS. Jednakże, skoro fantastykę lubię (i piszę o niej tylko w kontekście tego, co mi się podobało a co nie), to na maksa i wszystko musiałem przeczytać, jeśli wpadło w ręce. I Lema i, z przeciwnej jakościowo strony, takiego ciecia literackiego jak Goodkind (jeszcze mi ostatni tom pozostał), czy Weber.
Ł - 2008-10-26, 10:40
:
Ok. Kwestie autorytetu rozumiem, rozchodziło się mni o to że często mówiąc o autorytetach w domyśle stawiamy słówko "mój", stąd warto poczynić rozróżnienie.

romulus napisał/a:
Jednakże, skoro fantastykę lubię , to na maksa i wszystko musiałem przeczytać, jeśli wpadło w ręce.

Dla mnie dziwne podejście - 'skoro lubie jabłka wogóle to jem wszystko nie patrząc czy nadgniłe czy robaczowe'. Zwłaszcza że fantastyka to nie jest jakaś skromna ilościowo nisza i można przebierać.

romulus napisał/a:
bo jego twórczość, pisząc mało obrazowo, po prostu mi nie "podeszła". Poza SOLARIS.

Co jest o tyle dziwne że przecież między Solaris a np. Prixem nie ma dużo różnicy ani w stylu, ani w dość ponurym introspektywnym klimacie (w przeciwieństwie do swobodniejszych a często prześmiewczych opowiadań o Tichym czy bajkach robotów). Tak więc nie mogę cię zrozumieć - co odnalazłaś takiego jakościowego w Solaris czego nie było gdzie indziej. Zagadka.

Ps - Lenin to też SF. ; )
Romulus - 2008-10-26, 13:38
:
Psiakość, trudno mi racjonalnie wytłumaczyć subiektywne, ulotne wrażenia. Może dlatego lubię SOLARIS, że najwięcej jest w niej - w moim odczuciu - poezji, Niepoznawalnego, Niezrozumiałego, w stosunku do innych utworów fabularnych Lema. Nie miałem wówczas wrażenia, że czytam "tylko" fantastykę - choć to też zbyt łatwy "wykręt". Ale muszę to przemyśleć. SOLARIS chciałem ponownie przeczytać po LODZIE Dukaja, do którego wracam na dniach. Zatem może wówczas, będąc "na świeżo", do głowy przyjdzie mi coś mądrzejszego.
Jaskier - 2008-10-30, 20:29
:
Wie ktoś w jakiej kolejności będą wydawane następne książki przez Gazetę wyborczą?
MadMill - 2008-10-30, 20:32
:
Use google Luck! o.o

Ja nie wiem kiedy to wszystko przeczytam biorąc pod uwagę, że nie potrafię jednego autora paru książek pod rząd czytać. :P
Jaskier - 2008-10-30, 20:36
:
MadMill napisał/a:
Use google Luck! o.o


Dzięki

MadMill napisał/a:
Ja nie wiem kiedy to wszystko przeczytam biorąc pod uwagę, że nie potrafię jednego autora paru książek pod rząd czytać. :P


Zrobisz zapasy, a kazda przeczytana ksiazke Lema bedziesz przeplatac pozycjami innych autorow :P
elTadziko - 2008-10-30, 22:27
:
Niestety nie mam możliwości kupić wszystkich tomów Lema, więc mam pytanie - które szczególnie polecacie, a które można sobie spokojnie odpuścić?
Na razie myślałem by na pewno wziąć "Głos Pana", "Bajki robotów", "Opowieści oilota Pirxa" i "Cyberiadę", a odpuścić sobie "Doskonałą próżnię". Dobry wybór? :P
Jaskier - 2008-10-30, 22:44
:
elTadziko napisał/a:
które szczególnie polecacie, a które można sobie spokojnie odpuścić?


Polecam ''Eden'' może nie bardzo przejmuje treścią , jednak jest to bardzo ciekawa pozycja, czyta sie lekko i bardzo przyjemnie, bohaterowie przynajmniej dla mnie bardzo wyrazisci(przynajmniej w porównaniu z innymi książkami autora) i zapadający w pamięć, choćby tylko dlatego uważam że warto mieć ta książkę.

Bardzo chętnie ponownie do niej wrocę :)


O ile się nie mylę wczoraj przypadała 3 środa w związku z czym miał być do kupienia 3 tom czyli ''Solaris'', nie kupiłem ponieważ w 3 kioskach powiedziano mi że tego dnia do Wborczej dołączona jest książka Olgi Tokarczuk -.- .

Też mieliście problem tego rodzaju czy może kupiliście ''Solaris'' bez problemowo?
Oczywście nie mam zamiaru odpuszczać i nadal bede nagabywał Panie sprzedawczynie :evil:

Nie zamawiam prenumeraty podobnie jak elTadziko, postanowiłem wybrać tylko te najbardziej mnie interesujące.
elTadziko - 2008-10-30, 23:39
:
Mi też w jednym kiosku próbował facet wcisnąć Tokarczuk, ale ładnie mu zwróciłem uwagę, że jest z Polityki, a nie z Wyborczej :P Ale Lema nie miał, musiałem iść do innego kiosku.
Metzli - 2008-10-30, 23:46
:
Ja tam nie miałam problemu ;D Ale moi rodzice zamówili sobie GW i codziennie odbierają gazetką, teraz z tą różnicą, że w środy biorą też Lema (nie ma jak wysługiwanie się rodziną xD). Przy poprzedniej był jakiś problem, teraz nic mi nie zgłaszali ;) A książki stoją na półce i bardzo ładnie wyglądają, czekają aż się za nie wezmę ;P
jar_pen - 2008-11-01, 14:28
:
Czytałem "Powrót z gwiazd" czyli moją najstarszą książkę na półce ... ach te antykwariaty a wspomnę że książka ma już 33 lata, to prawie jak biały kruk dla prywatnych koneserów literatury. Zawsze sądziłem że lem powoli rozbudowuje fabułę przy nadmiarze opisów, dla tego wziąłem tą jedną z uznawanych za trudniejszą tego pisarza. I o dziwo na początku akcja jest szybsza niż na końcu, choć może nie, więcej jest opisów świata a mniej rozterek Halla dla tego początek wydaje mi się ciekawszy, dialogi dla mnie mimo iż nie płaskie to takie niekiedy nijakie, końcówka książki świetna, niedomówień sporo co cieszy bo nie traktuje się czytelnika jak 10 latka choć rozterki emocjonalne głównego bohatera w środku książki trochę mnie nudziły i w pewnym momencie 30 kartek było przejść mordęgą choć było warto. Cały świat i przedstawienie go oczami pilotów którzy powrócili na ziemię po 160 latach i ich problemy z przystosowaniem się do nowej rzeczywistości to jest chyba siłą lema. Cała złożoność tego i przemyślenie, rzadko się zdąża mi czytając książki żeby mówić że jakąś rzecz można było zrobić inaczej, pójść innym torem żeby było ciekawiej bo to jest odtwórcze i przerabiane albo naiwne, u lema jak czytałem wszystko było tak jak być powinno. Choć 10/10 bym nie wystawił bo jednak niektóre dialogi lub ten krótki moment zniechęcenia dalszymi losami w książce był. Mam jeszcze na półce własne dzienniki gwiazdowe ale wpierw są 4 inne książki do rzerobienia.
Sabetha - 2008-11-01, 15:25
:
Zdarzyło mi się przeczytać kilka książek Lema, z których moją zdecydowaną faworytką była i najprawdopodobniej pozostanie "Solaris". Niezwykła historia osnuta na pomyśle "uważaj, czego sobie życzysz, bo jeszcze ci się to spełni". A wtedy może się okazać, że wcale nie będziesz zachwycony. Tajemniczy ocean płata bohaterom brzydkiego figla, urealniając ich najgłębiej skrywane sekrety - między innymi przywracając do życia żonę Krisa Kelvina, która popełniła samobójstwo. Tylko czy to na pewno ona? I czy dręczonego poczuciem winy mężczyznę naprawdę obchodzi, kto ukrywa się w skórze Harey?
Do moich ulubionych Lemowskich lektur należą też "Bajki robotów". Są rozbrajające :mrgreen:
Frey'a - 2008-11-03, 10:38
:
Muszę przyznać, że czytałam wyłącznie "Solaris" (trochę mi wstyd, bo przecież Lem to już klasyka) , ale i tak uwielbiam Lema, choćby wyłącznie za tą jedną jedyną książkę!!! Była dla mnie jednocześnie fascynująca i przerażająca, trudno opisać jak skrajne emocje we mnie wywołała...po prostu fantastyczna....od razu zaznaczam, że filmu nie widziałam i nie mam zamiaru oglądać...nie wiem, czy jest dobry czy nie, ale mimo wszystko nie chcę psuć sobie wrażeń po przeczytaniu książki...
MadMill - 2008-11-08, 17:54
:
elTadziko w Co teraz czytam napisał/a:
Jakiś czas temu skończyłem "Kongres futurologiczny" & "Opowiadania Ijona Tichego". Fajne, ale bardziej podobały mi się "Dzienniki gwiazdowe" ;)

No właśnie czytam Kongres futurologiczny i dochodzę do wniosku, że wolę Lema poważnego. Jednak Solaris mi się podobał bardziej niż Dzienniki i Kongres właśnie. Od Solaris nie mogłem się oderwać, choć książkę czytałem już drugi raz - pierwszy raz z 4 lata temu i wtedy mi się zupełnie nie podobała, jak całe s-f, ale to już insza inszość.

Nie twierdzę, że książki gdzie głównym bohaterem jest Ijon Tichy są słabe, one po prostu nie trafiają tak w moje gusta jak przygoda czy sytuacja w której znalazł się dr Kelvin. Kongres może skończę jeszcze dzisiaj i na półce zostaje Głos Pana.
Ł - 2008-11-08, 20:34
:
Mad, myśle że możesz zmienić zdanie po przeczytaniu "Pokoju na Ziemii". Jest to Lem... "półpoważny" (dla mnie wogóle dyskusyjny przymiotnik, bo ironizowanie na tematy poważne jest niepoważne? - patrz Dzienniki), w którym Tichy jest ewidentnie głównym bohaterem a nie tylko narratorem uczestniczącym.

Frey'a napisał/a:
nie wiem, czy jest dobry czy nie, ale mimo wszystko nie chcę psuć sobie wrażeń po przeczytaniu książki...

Nie całkiem rozumiem, jak słaba ekranizacja może zepsuć wrażenie po dobrej książce? Napewno może go zepsuć przed narzucając wyobraźni słabą wizje intepretacyjną ale po, to nie wiem jakim sposobem.
Sabetha - 2008-11-08, 20:39
:
Ł napisał/a:
Nie całkiem rozumiem, jak słaba ekranizacja może zepsuć wrażenie po dobrej książce? Napewno może go zepsuć przed narzucając wyobraźni słabą wizje intepretacyjną ale po, to nie wiem jakim sposobem.


Być może nie jest w stanie zepsuć opinii o książce, ale z pewnością może zepsuć człowiekowi humor. Pamiętam, jak z niecierpliwością czekałyśmy z przyjaciółką na ekranizację "Solaris". George Clooney i w ogóle... Jedyną pozytywną reakcję wywołał u nas widok nagiego tyłka głównego bohatera. Reszta, jak mówią, jest milczeniem.
MadMill - 2008-11-08, 20:40
:
Ł napisał/a:
dla mnie wogóle dyskusyjny przymiotnik, bo ironizowanie na tematy poważne jest niepoważne?

Z braku lepszego słowa użyłem takiego, ale specjalnie też wziąłem je w cudzysłów. :)

Na razie sobie przeczytam tak jak Agora to wydaje w serii. Potem się zobaczy, ale to jednak Kolekcja GW, więc coś mi się nie zdaje, że skończą na 16 książkach. ;)
Ł - 2008-11-08, 21:08
:
Chyba chciałeś go wziasc w cudzysłów - bo w poście go nie masz kłamczuszku. : d

A co do amerykańskiej ekranizacji Solaris to raczej będe obstawał przy tym że jak na książke którą jest Solaris i pisarza jakim jest Lem, to reżyser wybrnoł z twarzą. Nie olśniewająco ale film ten ma swój urok (i urok te nie promieniuj wcale z pośladków Clooneya IMO).
MadMill - 2008-11-08, 23:09
:
Ł napisał/a:
Chyba chciałeś go wziasc w cudzysłów - bo w poście go nie masz kłamczuszku. : d

Byłem przekonany, że wziąłem w cudzysłów. :P

Co do ekranizacji Soderbergha to mnie się ona bardzo podobała, sam Lem kręcił nosem na ekranizacje Solaris, ale może być to sprawa tego, że na kinie się nie znał - to chyba powiedział reżyser rosyjskiej ekranizacji Solaris.

Ł napisał/a:
wybrnoł

I zajoł pozycję choryzontalnoł...
Sharin - 2008-11-16, 10:04
:
Stanisław Lem „Dzienniki gwiazdowe”

Korzystając z dobroci „Gazety Wyborczej” postanowiłem zgromadzić kolekcję książek Stanisława Lema. Wiem, że to trochę dość droga impreza, ale czego się nie robi dla poszerzenia swoich horyzontów myślowych. Poznając twórczość tego sławnego pisarza na pewno nie zbiednieję.

Pana Ijona Tichego poznałem już w czasach liceum, kiedy to po raz pierwszy miałem styczność z tym, co napisał pan Stanisław. Początkowo przygody tego dzielnego badacza kosmosu nie przypadły mi do gustu. Być może wynikało to z faktu, że zapatrzony byłem w inny rodzaj fantastyki a pisarz Lem kojarzył mi się wyłącznie z pilotem Pirxem, do którego podchodziłem jakoś lekceważąco.

Dziś prostuję swoje wyobrażenie: podróże pana Ijona Tichego są czymś bardzo, bardzo niesamowitym i klimatycznym. Przeczytałem wiele powieści, opowiadań SF ale czegoś takiego chyba nie miałem okazji. Moim zdaniem wszystko to za sprawą paru czynników, wśród których na pierwsze miejsca wysuwają się:
- Klimatyczny język Stanisława Lema. Cechuje go duża porcja humoru, który przemieszany jest z poważnymi dywagacjami na różne filozoficzne, egzystencjonalne, eschatologiczne tematy. Daje to wszystko mieszankę iście wybuchową, zwłaszcza gdy bohaterem „Dzienników gwiazdowych” jest taka pseudo Różowa Pantera kosmosu, jaką jest Ijon. Niby wszystko mu się udaje (no niemalże wszystko), ale jakoś tak nieporadnie sobie radzi, że czasami rozbawia czytelnika do bólu brzucha.
- Różnorodność tematów poruszanych w książce. Każda podróż opisana przez Ijona Tichego zawiera w sobie alegorię, metaforę świata, w którym funkcjonujemy. I to nie tylko w szerokim rozumieniu naszej rzeczywistości. Stanisław Lem porusza niemalże wszystkie sfery życia zewnętrznego i wewnętrznego człowieka. Wobec tych rozważań czytelnik nie może przejść obojętnie.
- Mnogość niesamowitych wynalazków, cudów techniki, itd. Co podróż to nowe „coś”. A wszystko „szyte grubymi nićmi”, naprawdę wielkimi. Gdyby się przypatrzeć bliżej można zaobserwować pomysły rodem z Związku Radzieckiego. Po prostu: dążenie do wielkich rzeczy jak najmniejszym kosztem. Coś cudownego i szalenie zabawnego.

To chyba tyle ode mnie.
Zachęcam do przeczytania!

Pozdrawiam!
Sharin, Pigeon Slayer
Ariusz - 2008-11-28, 19:04
:
Hum-hom. Zacząłem czytać Dzienniki Gwiazdowe, i po trzech opowiadankach zrezygnowałem z lektury. Była to moja pierwsza styczność z SF, chciałem się do niego przekonać. Lem ma ciężki język, który oczytanych w SF pewnie bawi- ale "średniowiecznym" fantastom może wydawać się bełkotem.


PS: Pierwsze opowiadanie, mimo wszystko było niezłe- fajnie było przeczytać o tym, jak dwie niedziele się do kupy zeszły=]
Romulus - 2008-11-28, 20:22
:
Nie załamuj się tak łatwo. Choć do miłośników Lema się nie zaliczam, to warto go znać. Nie tylko ze snobistycznych względów (wiadomo: jedyny polski XX wieczny pisarz, który jest rozpoznawalny, czy raczej sławna jest jego twórczość - celowo tu nie wspominam o naszych Noblistach XX wiecznych, bo to ramotka), ale - przede wszystkim - intelektualnych. Na pewno nie stracisz przez to, że zapoznasz się z jego twórczością.
Misiekh - 2008-11-29, 13:48
:
Mój ojciec uwielbia Lema, więc odkąd nauczyłem się czytać podrzucał mi różne jego ksiązki - a to "Pirxa", a to "Bajki robotów" czy potem "Dzienniki gwiazdowe". I tak już jakoś zostało, że Lemowskie science fiction uważam teraz za wzór dobrego SF ;) . Ale przez "Maskę" i "Dialogi" i tak nie udało mi się przebić //mur
Ł - 2008-11-29, 14:33
:
Ariusz napisał/a:
ale "średniowiecznym" fantastom może wydawać się bełkotem.

Dla ""średniowiecznych" fantastów" bełkotem jest wszystko gdzie nie ma zaczarowanego przedmiotu którym można pokonac ZŁO, nie?
Sharin - 2008-11-29, 17:17
:
"Nowa Fantastyka" napisał/a:
Obecnie w postprodukcji znajduje się film zatytułowany "1", który jest adaptacją "Jednej Minuty Ludzkości" - recenzji nieistniejącej książki, która znalazła się w zbiorze "Biblioteka XXI wieku" Stanisława Lema. Reżyserem i pomysłodawcą całego projektu jest Węgier Peter Sparrow. Daty premiery jeszcze nie podano, ale już słyszy się opinie, że będzie to najlepsza adaptacja prozy Lema.


Bezczelnie ściągnąłem z:
"Nowa Fantastyka"; Nr 12 (315) Grudzień 2008 :mrgreen:

Pozdrawiam!
Sharin, Pigeon Slayer
Ariusz - 2008-12-05, 18:33
:
Ł napisał/a:
Ariusz napisał/a:
ale "średniowiecznym" fantastom może wydawać się bełkotem.

Dla ""średniowiecznych" fantastów" bełkotem jest wszystko gdzie nie ma zaczarowanego przedmiotu którym można pokonac ZŁO, nie?


Niekoniecznie. Ale "droga między wyświerdliwymi pytryfulami" (zdanie autorstwa mojego, proszę podziwiać) owszem. Chodzi mi o to, że dobra SF nie musi być pisana językiem zaczerpniętym z projektu rakiety kosmicznej. Bo czytelnik sięga po powieść, nie po podręcznik do techniki. Piękny język to prosty język- co nie oznacza, że prymitywny, jak uczył Kres.
Kennedy - 2008-12-05, 19:11
:
Cytat:
Lem ma ciężki język, który oczytanych w SF pewnie bawi- ale "średniowiecznym" fantastom może wydawać się bełkotem.

Język "Lema humorystycznego" (czyli Dzienniki, Cyberiada, Bajki Robotów, Kongres Futurologiczny, chyba niczego nie pominąłem?) faktycznie może być ciężki, ale typowy dla SF to on nie jest. Po prawdzie, cięzkko mi znaleźć jakąś podobnie pisaną ksiązkę z gatunku... Może Gombrowicz mi staje przed oczami, ale to nie sf wszakże.
Złą ksiązkę wziąłeś na start, nie tylko z Lemem, ale i z gatunkiem w ogóle. Ksiązki Lema są dosyć wymagające i lektura na rozerwanie się to raczej nie jest.
Na początek z Lemem weź lepiej Eden, albo Solaris, względnie Niezwyciężonego, chociaż w nim akurat jest trochę technicznego bełkotu. Są pisane "normalnym" językiem, wszystko jest wyłożone prosto i zrozumiale.

Cytat:
"droga między wyświerdliwymi pytryfulami" (zdanie autorstwa mojego, proszę podziwiać)

Dobre, brzmi jak wyjęte z Cyberiady :P
Ariusz - 2008-12-06, 10:35
:
wyświerdliwe pytryfule gdzieś wyczytałem- być może w poradniku literackim Kresa, który przestrzegał przed takim językiem=]. Coś było w ten deseń.
Kennedy - 2008-12-06, 12:41
:
I słusznie przestrzegał, tylko weź poprawkę na to, iż porady Kresa są skierowane do początkujących pisarzy, którzy nie bardzo potrafią opisać głównego bohatera siedzącego w kuchni, ale "wyświerdliwymi pytryfulami" i "nieopisywalną nieopisywalnością bulgoczącą leniwie na horyzoncie zdarzeń" szpikują każde zdanie tekstu ;) Ma Kres jak najbardziej rację, że zanim się ktoś weźmie za eksperymenty językowe, to powinien umieć pisać normalnym, prostym językiem.

W Dziennikach... i nie tylko, przyjąl Lem specyficzną konwencję językową, która dodatkowo podkreśla charakter świata przedstawionego. Absurd w fabule, absurd w języku.
elTadziko - 2008-12-13, 11:24
:
Które książki Lema, które mają jeszcze wyjść w Gazecie Wyborczej, szczególnie polecacie? Bo chcę zredukować moje wydatki na tę serię i nie wiem jakie pozycje najlepiej nie ominąć ;)
Na razie wiem tylko, że "Cyberiadę" wezmę na pewno :P A co z reszty szczególnie warto? Myślałem, by też wziąć "Szpital przemienienia", ale w końcu zrezygnowałem...
Ł - 2008-12-13, 11:35
:
Np. Pamiętnik znaleziony w wannie - materiał tylko dla hardcorówców. Wysoki zamek, to dla maniaków persnoaliów Lema, i ludzi którzy chcą wiedziec o nim absolutnie wszystko, żeby mieć lepszy ogląd na reszte dzieł.

Warto mieć - 10. Eden 11. Powrót z gwiazd 12. Niezwyciężony No i jeszcze Skonocony kryminał to dla mnie jedna wielka niewiadoma. Narazie.
Tifa Lockhart - 2008-12-13, 12:59
:
Mam w domu jedną jego książkę . Próbuje ją przeczytać , ale zawsze coś stoi mi na przeszkodzie. Cóż może w końcu w święta się za nią zabiorę . ;D
blancheflor - 2008-12-17, 22:33
:
Moje pierwsze książkowe spotkanie ze Stanisławem Lemem to chyba "Podróż do gwiazd". Do pewnego momentu czytałam trochę sceptycznie nastawiona- byłam uprzedzona do science- fiction- ale był w tej książce taki moment... jak główny bohater opisywał swoją podróż, a szczególnie moment, kiedy stanął i zobaczył rozciągające się przed nim miliony galaktyk- różnokolorowych- błyszczących- wspaniałych. To był majstersztyk, już dobrych parę lat minęło od czasu, kiedy czytałam tę pozycję, a do tej pory jak przypominam to sobie przechodzą mnie dreszcze...
Kennedy - 2008-12-17, 22:47
:
blancheflor napisał/a:
Moje pierwsze książkowe spotkanie ze Stanisławem Lemem to chyba "Podróż do gwiazd".

A nie "Powrót z Gwiazd"? Bo "Podrózy do Gwiazd" Lem żadnej nie napisał, chyba.

Pewnie chodzi o "Powrót z Gwiazd". Dawno temu czytałem i nie wszystko pamiętam, ale podobało mi się. Sam pomysł jest dobry, powieść zaczyna się tam, gdzie inne często się kończą, problem poruszony w powieści (tytułowy powrót z gwiazd) równiez myszka nie trąci. Dobra rzecz, dziwi mnie nieco, że Lem niespecjalnie "Powrót..." lubił.
blancheflor - 2008-12-18, 13:09
:
Powrót, masz rację :oops:
Jaskier - 2009-01-20, 15:46
:
Blog przedstawiający błędy i nieścisłości popełnione przez Stanisława Lema w jego powieściach.

Jeżeli ktoś byłby zainteresowany oto adres:

http://bledylema.wordpress.com/
beldin - 2009-01-31, 21:36
:
Spotkanie z sf zacząłem wiele wiele lat temu od Edenu i spodobało się na tyle, że wciągnęło i trzyma do dzisiaj. Faktem jest, że niektórych książek (pamiętnik znaleziony w wannie) nie jestem w stanie przebrnąć, a inne przeszedłem w mękach (katar, śledztwo, solaris). Część przeczytałem tylko raz (dzienniki, bajki). Za to parę dzieł hołubię i czasami do nich wracam: właśnie Eden, Pirx, Powrót z gwiazd, Niezwyciężony.Co do reszty nie wypowiadam się bo nie wszystko przeczytałem lub pamiętam ale ja osobiście czuję sentyment do Lema i uważam że warto się przemóc i spróbować przeczytać choć parę z jego dzieł.
Jachu - 2009-02-16, 13:33
:
Miejska Biblioteka Publiczna w Szczecinie napisał/a:
HERBATKA U LEMA

Czy Stanisław Lem był ateistą? Jak bardzo przepadał za ekranizacjami swoich powieści? Co zrobił z pierwszą pozytywką, którą dostał od ojca i dlaczego tak bardzo nie przepadał za Szczecinem?
To tylko niektóre z pytań, które padły podczas ostatniego spotkania poświęconego życiu i twórczości Stanisława Lema. Miejska Biblioteka Publiczna, kwartalnik literacko – filozoficzny [fo:pa] oraz Urząd Miasta Szczecina podjęły się zorganizowania kolejnej imprezy z cyklu „Herbatka u…”, którą uświetniła wizyta trzech doskonałych znawców spuścizny literackiej najsłynniejszego polskiego futurologa. Najbarwniejszymi opowieściami podzielił się ze szczecińską publicznością prof. Jerzy Jarzębski - literaturoznawca i autor dwu książek poświęconych twórczości Lema. Zapytany o lekturę, od której najlepiej zacząć poznawanie Lema polecił „Doskonałą próżnię”. Ponad dwie i pół godziny upłynęły pod znakiem przybliżania światopoglądu i nieznanych wątków z życia autora „Solaris”. Dowiedzieliśmy się, m.in. tego, że Lem nigdy nie uzyskał stopnia magistra, pomimo, że kilka uczelni przyznało mu tytuł doktora honoris causa. Do obszernej dyskusji na temat filozofii i koncepcji „kalekiego Boga” przyłączyli się Maciej Płaza (autor doskonałej pracy doktorskiej, poświęconej Lemowi) oraz Wiktor Jaźniewicz (tłumacz dzieł Lema na język rosyjski i białoruski). Wspominali o tym, że Lem zachowując bardzo prosty kręgosłup moralny, do końca życia konsekwentnie pozostał ateistą. Przyczyn tak przyjętej postawy upatrywali w doświadczeniu wojny, które wywarło niemały wpływ na późniejsze postrzeganie świata i człowieka.
Pojawił się również akcent lokalny. Pani Jolanta Liskowacka przygotowała i odczytała uczestnikom „Herbatki” kilka listów autorstwa Lema. W jednym z nich pojawił się wątek teatralny, dotyczący wrażeń po szczecińskiej premierze sztuki „Jacht Paradise”. Podsumowując list, słynny prozaik poprosił władze Szczecina o zwrot kosztów biletów lotniczych…
Wiktor Jaźniewicz opowiadał o wydźwięku prozy Lema na Wschodzie i w Stanach Zjednoczonych. Interesujący fragment rozmowy dotyczył współpracy bohatera „Herbatki” z Philipem Dickiem, znanym amerykańskim pisarzem science fiction. Dick, po jednej z niekorzystnych recenzji, jakie napisał Lem o amerykańskiej powieści fantastycznej rozszyfrował jego pierwsze litery imienia i nazwisko (St. Lem) jako: „towarzysz Stalin, Lenin, Engels i Marks”. Udowadniając, że nie ma w Polsce takiego nazwiska jak Lem, oświadczył, że jest to wroga organizacja, knująca spisek wymierzony przeciwko amerykańskiej prozie.
Spotkanie, dotowane ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego poprowadził Konrad Wojtyła - dziennikarz Polskiego Radia Szczecin.
Pogrubienie moje :mrgreen: Rozwalił mnie ten fragment. O tym, że Dick uważał Lema za szpiega KGB, organizację komunistyczną itp., to doskonale wiedziałem. Ale to rozszyfrowanie nazwiska naszego pisarza było dla mnie nowością :-PP
MadMill - 2009-03-07, 17:48
:
Od 25 marca będzie kontynuowana seria dzieł St.Lema w Gazecie Wyborczej. Oto lista:
    Pokój na Ziemi
    Biblioteka XXI wieku. Golem XIV
    Sex Wars
    Człowiek z Marsa. Opowiadania
    Mój pogląd na literaturę
    Astronauci
    Fantastyka i futurologia t. 1
    Fantastyka i futurologia t. 2
    Fiasko
    Filozofia przypadku
    Wizja lokalna
    Summa Technologiae
    Maska
    Moloch
    Wejście na orbitę
    Dialogi
    Przekładaniec

Za www.lem.pl
Tomasz - 2009-03-07, 18:58
:
Extra, to jest info! Zapowiada się całkiem spore wydanie. Eh, tylko ja nie nadążę z kupowaniem, jeszcze pierwszej serii nie skompletowałem :(
kirk_pazdzioch - 2009-03-08, 22:58
:
Spokojnie, teraz ma być raz na miesiąc, dlatego też myślę że skompletuję tę serię. Gorzej idzie z czytaniem, ale w wakacje to się nadrobi. ;)
Metzli - 2009-03-08, 23:04
:
Kirk napisał/a:
Gorzej idzie z czytaniem, ale w wakacje to się nadrobi. ;)


Optymista xD Ale trzeba będzie się w końcu wziąć za Lema, bo aż głupio jak książki stoją na półce, nieużywane w ogóle :P
You Know My Name - 2009-06-08, 09:29
:
biolog w innym temacie napisał/a:
Lema (byłego zaciekłego komunistę)
Tia, był komunistą, z tą zaciekłością to bym jednak nie przesadzał. Problem z komunizmem a'la Lem był taki, że był niezgodny z jakąkolwiek linią partii (i naszej i KPZR, nie sądzę aby pasował też do KPP). Znakomita większość ludzi z jego pokolenia to osoby mające komunizujący bądz faszyzujący epizod w swoim życiu. Ja bym powiedział, że to signum temporis. Partia z Lema nie miała pożytku.
A co do pokrewieństwa dzięki temu z GW, to ..[żenuła].. lewicowość nie jedno ma imię RAF też uważał się za lewicę i czy czyni to ich "krewnymi" Olofa Palmego??
Jaskier - 2010-03-09, 19:40
:
Człowiek oceniający wizualnie książkę pt.''Niezwyciężony'' może dojść do wniosku, że autor albo miał pomysł, ale zabrakło mu weny twórczej żeby rozwinąć treść, albo że rozwlekał opowiadanie do granic mozliwości, tylko po to żeby nadać mu miano powieści.
159 stron bardzo dobrego sf, w książce podobało mi się wszystko poza tym, że jest zdecydowanie zbyt krótka.
Ksiażka pomimo tego że pisana dawno nie straciła nic na wartości.
Cała oś powieści opiera się jak to w większości książek Lema na pierwszym kontakcie i współpracy załogantów statku kosmicznego.
Tym razem jednak autor przedstawia kontakt z cywilizacją zautomatyzowaną, ale nierozumną, która wykształciła się na zasadach podobnych ewolucji zachodzącej w warunkach ziemskich.
Niesamowicie podobała mi się decydująca rola paleontologii i oceanografii w akcji książki.
Lem potrafi przedstawić coś niezrozumiałego dla nas jako czytelników, i dla samych bohaterów w taki sposób, że musimy podczas lektury zastanawiać się nad tym czy to co tam się dzieje ma jakikolwiek sens.
Zakończenie daje do myslenia,a moje konkluzje to przede wszystkim problem nie tyle funkcjonowania(bo z tym bohaterowie jakos sobie radzą), ale poznawania i rozumienienia środowiska poza stałym obszarem działania człowieka.
Tixon - 2010-08-26, 18:17
:
Posty przeniesione z wątku Kanon Sapkowskiego i podobne - El

Nie czytałem nic beletrystycznego jeszcze Lema, więc mam pytanie - czy Lem autentycznie na to zasługuje, czy jest to po prostu takie wrzucenie aby było coś polskiego?
Romulus - 2010-08-26, 18:27
:
Monsieur provocateur?

Uwielbiam "Solaris". Tyle napiszę. Przeczytaj. Jeśli ci się nie spodoba, to chyba daj sobie spokój z resztą.
ASX76 - 2010-08-26, 19:50
:
Tixon napisał/a:
Nie czytałem nic beletrystycznego jeszcze Lema, więc mam pytanie - czy Lem autentycznie na to zasługuje, czy jest to po prostu takie wrzucenie aby było coś polskiego?


Pytanie jest co najmniej niemądre. ;)
Właśnie Lem zasługuje na laury jak mało kto.
Może na początek sięgnąłbyś po "Bajki robotów"?
Sabetha - 2010-08-26, 19:50
:
Tixon napisał/a:
Nie czytałem nic beletrystycznego jeszcze Lema, więc mam pytanie - czy Lem autentycznie na to zasługuje, czy jest to po prostu takie wrzucenie aby było coś polskiego?


Tix, nie bluźnij, proszę.

Romulus napisał/a:
Uwielbiam "Solaris".


Lema "ugryzłam" właśnie od Solaris. Autentycznie kocham tę książkę. Zaraz potem w moim prywatnym lemowskim rankingu widnieją "Niezwyciężony" i... "Bajki robotów" :mrgreen:
toto - 2010-08-26, 20:38
:
Tixon, chcesz beletrystycznego Lema? Seria gazety wyborczej, przynajmniej pierwsza część (do Cyberiady) możesz brać w ciemno każdy i chyba bez Wysokiego zamku. Może poczekaj z Doskonałą próżnią, bo to inna para kaloszy. Recenzje książek nieistniejących, świetne pomysły, sporo przemyśleń. Ale wszystkie inne książki możesz brać w ciemno, ja bym zaczął od Dzienników gwiazdowych, Solaris i Bajek robotów lub Cyberiady oraz Głosu pana.
Kennedy - 2010-08-26, 20:45
:
Tixon napisał/a:
czy Lem autentycznie na to zasługuje, czy jest to po prostu takie wrzucenie aby było coś polskiego?

A ten jak prowokuje
Lem >>>> cała reszta polskiej fantastyki (i nie tylko)

Bierz Opowieści o pilocie Pirxie, albo Solaris. Względnie Eden. I będzie cacy, bo to świetne rzeczy są i dosyć przystępne. A jeśli lubisz bardzo ostry absurd, to Dzienniki gwiazdowe albo Cyberiadę. Jeśli nie bardzo, to radziłbym zostawić te książki na później. Są... specyficzne.
toto - 2010-08-26, 21:11
:
A Esensja jak na zawołanie opublikowała rozmowę o twórczości Lema.
You Know My Name - 2010-08-26, 21:18
:
Tixon napisał/a:
Nie czytałem nic beletrystycznego jeszcze Lema, więc mam pytanie - czy Lem autentycznie na to zasługuje, czy jest to po prostu takie wrzucenie aby było coś polskiego?
To jest wypowiedź "samoplantująca się", nie wymaga komentarza.
Beata - 2010-08-26, 22:12
:
Tixon napisał/a:
Nie czytałem nic beletrystycznego jeszcze Lema, więc mam pytanie - czy Lem autentycznie na to zasługuje, czy jest to po prostu takie wrzucenie aby było coś polskiego?

Jak na zawołanie: esensyjna dyskusja o twórczości Lema.
toto - 2010-08-26, 22:14
:
Ekhm. :-)
Beata - 2010-08-26, 22:35
:
Znaczy, znowu popisałam się selektywnym widzeniem. Cóż... :mrgreen:
Ł - 2010-08-28, 22:24
:
Michał Cetnarowski o Dukaju i Lemie napisał/a:
obaj pisarze stronią od metafizyki

Ogłuszający huk wystrzału i przeraźliwy PLASSSK! rozrywanej stopy, uniemożliwy mi dalszą lekturę tekstu.
You Know My Name - 2010-08-28, 22:59
:
Łaku, nie powinieneś czytać wszystkiego co pisza o Lemie i Dukaju. Pisz to za nich i zgarniaj kasę za wierszówkę.
Sharin - 2010-08-29, 12:01
:
Tixon napisał/a:
Nie czytałem nic beletrystycznego jeszcze Lema, więc mam pytanie - czy Lem autentycznie na to zasługuje, czy jest to po prostu takie wrzucenie aby było coś polskiego?


Smoku, zacząłem od "Solaris" i było lepiej, niż bardzo dobrze :]
"Dzienniki gwiazdowe", "Eden" i oczywiście "Bajki robotów" ;)
Sabetha - 2010-10-01, 18:56
:
Do listy książek Lema, które miałam okazję, czas ( z tym ostatnio najciężej jakoś) i chęci przeczytać, dołączyły niedawno „Dzienniki gwiazdowe”. Szczerze mówiąc, momentami szło opornie – prawdopodobnie dlatego, że lwią część przeczytałam na trasie praca-dom i podczas porannych dyżurów w szatni, gdzie skupić się trudno, a i usiedzieć w miejscu dłużej niż pięć minut nie idzie...
Ale do rzeczy. Tonące w oparach absurdu wojaże Guliwera kosmosu to tylko cieniutka warstewka, pod którą kryje się mrowie zagadnień całkiem poważnych i zawsze aktualnych. Mamy więc rozważania o Bogu i funkcjonowaniu świata, o naturze człowieka oraz idiotyzmach, do jakich jest zdolny, począwszy od niemożności dogadania się z bliźnim (ba, ze sobą nawet!) aż do kretyńskiej beztroski, z jaką traktuje swoje wynalazki. Mamy próbkę tego, co by było, gdybyśmy dostali szansę „naprawy” wszechświata albo, nie daj Bóg, wynaleźli wehikuł czasu. Jak moglibyśmy wyglądać, jeśliby każdy mógł zmieniać powierzchowność według własnego widzimisię itd.
Uniwersum Ijona Tichego to zaiste dziwne miejsce, w którym zdarzyć się może wszystko, nawet sytuacja rodem z „Matrixa”, gdzie szurnięty naukowiec gra rolę boga kreującego wirtualne życie dla elektronicznych mózgów, gdzie rdzewiejące roboty odkrywają istotę wiary doskonałej, a na wskroś poczciwi kosmici, zapoznani z dziejami chrześcijaństwa, robią z misjonarza męczennika, żeby nieborak mógł z fanfarami pójść do nieba. Wszystko to zarazem śmieszy i skłania do wyciągania wniosków – z reguły niezbyt dla homo sapiens pochlebnych.
Nie wypada też nie wspomnieć o Lemowym stylu – najeżonym neologizmami „jak dobra kasza skwarkami”, że tak zacytuję nieboszczyka Haška. Momentami jest on (styl znaczy się, nie Hašek) pompatyczny i nadęty – z reguły tam, gdzie autor pisze o jakimś szczególnym idiotyzmie (jak pobyt na planecie, nomen omen, Indiotów), co dodatkowo wzmaga efekt komiczny, czasem stosunkowo prosty i pozbawiony niepotrzebnej ornamentyki – kiedy mówi się serio o sprawach poważnych. No i okropnie podoba mi się większość skrótowców z CIPKIEM na czele :lol:
Ard - 2010-10-29, 19:04
:
Krótka piłka - która z eseistycznych książek Lema jest najlepsza? Zastanawiam się nad jakąś, ale trudno mi "na czuja" wybrać tę najciekawszą. Co możecie polecić (z tych wydanych w kolekcji GW)?
wred - 2010-10-30, 01:52
:
cyberiada, nie eseistyczna, aczkolwiek... ale najlepsza
Ard - 2010-10-30, 11:01
:
W tym rzecz, że większość prozy Lema (w tym i Cyberiadę) już przeczytałem, teraz szukam właśnie czegoś eseistycznego, bo z tym segmentem działalności Lema jeszcze się nie zapoznałem.
Ł - 2010-10-30, 12:14
:
"Summa..." choć ma już pół wieku to jest na start całkiem lajtowa, "Fantastyka i Futurologia" to niezły, ale niezwykle pożyteczny, beton. Co do nowszych zbiorów esejów, to sam nie jestem na bieżąco niestety.
You Know My Name - 2010-10-30, 15:25
:
Sabetha napisał/a:
Tonące w oparach absurdu wojaże Guliwera kosmosu to tylko cieniutka warstewka, pod którą kryje się mrowie zagadnień całkiem poważnych i zawsze aktualnych.
Czy to nie znak szczególny wszystkich powieści i opowiadań Lema??
Sabetha - 2010-10-30, 17:34
:
Sugerujesz, że powyższą Mądrością Smerfa Ważniaka wyważyłam otwarte drzwi? XD To tylko tak na wszelki wypadek, żeby nikt nie śmiał zapomnieć //evil
Beata - 2011-02-09, 22:11
:
W Hollywood ekranizują Kongres futurologiczny Lema.
toto - 2011-02-09, 22:16
:
Przynajmniej główną atrakcją nie będzie goły tyłek Clooneya.
rybieudka - 2011-02-09, 22:45
:
Jeśli Harvey Keitel ma mieć coś wspólnego z tym filmem to ja już jestem zachwycony :)
Dabliu - 2011-02-10, 02:23
:
Beata napisał/a:
W Hollywood ekranizują Kongres futurologiczny Lema.


Jeśli znowu zepsują tę ekranizację, tak jak zepsuli ją bracia Wachowscy w 1999 roku, to się wkurzę ;)
rybieudka - 2011-02-10, 09:45
:
Dabliu napisał/a:
Jeśli znowu zepsują tę ekranizację, tak jak zepsuli ją bracia Wachowscy w 1999 roku, to się wkurzę ;)


Tam nie było Keitel'a ;)
ASX76 - 2011-02-10, 09:49
:
rybieudka napisał/a:
Dabliu napisał/a:
Jeśli znowu zepsują tę ekranizację, tak jak zepsuli ją bracia Wachowscy w 1999 roku, to się wkurzę ;)


Tam nie było Keitel'a ;)


Jeśli scenarzysta i reżyser spieprzą robotę, to żaden aktor nie pomoże. :-P
Dabliu - 2011-02-10, 12:41
:
Dokładnie. Powymyślali sobie jakiegoś Neo, jakąś Trinity, jakieś Kung Fu... Partacze //pisowcy
Tixon - 2011-09-12, 23:39
:
Powergraph przygotowuje antologie Głos Lema : http://www.kawerna.pl/akt...znic%C4%99.html
Cytat:
Znajdziecie w niej utwory znajomitych twórców – głos zajęli (o Lemie, Lemem, Lemowi): Cyran, Kosik, Miszczak, Nowak, Orkan, Orliński, Paliński, Piskorski, Podrzucki i Skalska

Dobra, kim oni są?
A na poważnie - kilku z nich znam, kilku czytałem, ale kim jest Cyran, Gütsche, Haka? I prawdę mówiąc, to wolałbym aby o Lemie mówili Dukaj, Sapkowski, ktoś w ten deseń.
Jander - 2011-09-12, 23:40
:
Do Dukajów i Sapkowskich polska literatura się nie ogranicza. Chociaż pewnie wielu wydaje się, że owszem.
rybieudka - 2011-09-13, 00:23
:
Cyran jest fizykiem i informatykiem, który pisze SF. Opowiadania wychodziły głównie w NF. Teraz Powergraph wydał ich zbiór (wcześniej jeden wydała FS) pt. Teoria diabła i inne spekulacje. Właśnie kończę lekturę. To było moje pierwsze zetknięcie z jego twórczością i jestem pod sporym wrażeniem. Jest z pomysłem, jest nieźle literacko... czasami czuć wpływy lemowskie. Myślę, ze z tematem powinien sobie nieźle poradzić.

A tak ogolnie to dukaj o Lemie mówił nie raz i nie dwa... a twórczość Mistrza jest dobrem równie wartościowym dla wszystkich nas -fantastów. I każdy może i ma prawo sie do niej odwoływać. mnie taki a nie inny dobór autorów intryguje.

A co do Gutsche to tu jest jakieś jego opowiadanie:
http://ideefixe-rpg.pl/pozegnanie-z-marta/
Nie czytałem wiec nie wiem czego się spodziewać.
Ł - 2011-09-13, 00:31
:
Tixon napisał/a:
Powergraph przygotowuje antologie Głos Lema : http://www.kawerna.pl/akt...znic%C4%99.html
Cytat:
Znajdziecie w niej utwory znajomitych twórców – głos zajęli (o Lemie, Lemem, Lemowi): Cyran, Kosik, Miszczak, Nowak, Orkan, Orliński, Paliński, Piskorski, Podrzucki i Skalska

Dobra, kim oni są?
A na poważnie - kilku z nich znam, kilku czytałem, ale kim jest Cyran, Gütsche, Haka? I prawdę mówiąc, to wolałbym aby o Lemie mówili Dukaj, Sapkowski, ktoś w ten deseń.

No to będziesz miał okazje poznać. Mnie np. ciekawi co do powiedzenia o Lemie ma Orkan, bo jego twórczość skojarzona jest u mnie z klimatami którym do Lema daleko.
Dabliu - 2011-09-13, 07:57
:
Tixon napisał/a:
kim jest Cyran?


E, no bez przesady...

Tixon napisał/a:
I prawdę mówiąc, to wolałbym aby o Lemie mówili Dukaj, Sapkowski, ktoś w ten deseń.


A co mógłby o Lemie, Lemem lub Lemowi napisać Sapkowski? "Nie lubię"?

Ł napisał/a:
Mnie np. ciekawi co do powiedzenia o Lemie ma Orkan, bo jego twórczość skojarzona jest u mnie z klimatami którym do Lema daleko.


Mnie z tych samych powodów ciekawią teksty Palińskiego i Piskorskiego.
mc - 2011-10-11, 11:29
:
"Głos Lema" w księgarniach za tydzień-dwa, tu linkuję fragment pierwszego z opowiadań, jeśli ktoś zainteresowany :]
mc - 2011-10-17, 10:50
:
I kolejne fragmenty - tym razem teksty Dabliu i Wawrzyńca Podrzuckiego.


Głos Lema 2

"Na Księżyc dotarliśmy pod wieczór, zaraz po dopiciu popołudniowej herbatki. Zamczysko postawiliśmy na rozległej równinie, żółtej i w całości porośniętej dziwnymi, niskopiennymi roślinami przypominającymi drewniane kołki, jakimi zwykło się mocować liny utrzymujące namioty. Te tutaj sterczały jednakowoż zupełnie bez widocznej przyczyny, jakby po prostu samoistnie powyrastały z księżycowej gleby, dlatego też wziąłem je za miejscową florę. Podjąłem natychmiast decyzję, iż udam się na zewnątrz, w celach badawczych. Zanim jednak zdążyłem wyrychtować niezbędny do takich eskapad ekwipunek, do bram zamku jęli dobijać się tubylcy. Rozkazawszy więc Terpeklesowi opuścić most zwodzony, podnieść kratę i rozewrzeć wrota, rozsiadłem się w audiencyjnej komnacie, by podjąć tam godnie naszych gości. Na wypadek zaś, gdyby okazali się oni przedstawicielami miejscowego gminu – albowiem brałem pod uwagę i taką możliwość – wziąłem ze sobą Słownik terminów plebejskich i Almanach wieśniaczej retoryki, oba autorstwa znamienitego lingwisty-organisty Montreya.



Wreszcie drzwi otworzyły się i do komnaty weszli czterej osobnicy o dość egzotycznej aparycji. Otóż przypominali oni równo ścięte, długie na metr pniaki, okryte gładką korą piaskowej barwy i poruszające się w postawie pionowej dzięki trojgu podobnych do korzeni odnóży. Z górnej części wyrastały im giętkie gałęzie, również w liczbie trzech, przycięte na jednakową długość, pozbawione mniejszych gałązek czy choćby widocznych zgrubień lub wystających sęków. Wszyscy oni – a w mej komnacie zjawił się już cały tuzin owych istot – zdawali mi się identyczni, wręcz nie do odróżnienia.



— Witojta, miesiączne kumy — podjąłem, w każdej dłoni dzierżąc stosowne tomiszcze. — Tamój mata stągiew przedniej pomby, dyć ona zamorska, spróbujta. A siadajta podle stołu, przeciech wy w moje progi, kiej te janioły-pielgrzymi, dyć i ja was z leda powodu nie ukrzywdzę, a ugoszczę. Tyla tego, kiejby dla całej gromady. Żechbyście, kumy, nie gadali, że książę Kordian ma wiater we śpichrzu".


„Księcia Kordiana księżycowych przypadków część pierwsza i najprawdopodobniej ostatnia”, Rafał W. Orkan


----
Głos Lema 3

„— A może to jest wiadomość? — głos Saito wyrwał kapitana z zadumy. — Może już o nas wiedzą i to jest forma powitania? Ewentualnie testu. I dopiero kiedy go rozwiążemy, zostaniemy uznani za wartych rozmowy. Czy w ogóle wpuszczenia za próg.

— To jeszcze mi z łaski swojej powiedz, jak mielibyśmy im to zakomunikować? — spytał Hindus.

— Co?

— No, rozwiązanie.

— Nie wiem. — Saito rozłożył ręce. — Taka po prostu przyszła mi do głowy myśl.

Według Mirskiego była to myśl niegłupia, a przynajmniej dawała jakiś punkt zaczepienia. Kapitan pstryknął palcami.

Dwa z niewidzialnych botów – choć teraz Mirsky nie miał już co do tego stuprocentowej pewności – wspięły się na wysoki pułap i jak para jastrzębi zaczęły krążyć, przeczesując równinę swoimi elektronicznymi oczyma. Z takiej perspektywy, w rozległym rzucie pionowym, koronkowy deseń wyglądał jeszcze wspanialej, stracił jednak pierwotną geometryczną regularność na rzecz innej, o wiele bardziej znajomej.

— Mandelbrot... — zaryzykował porównanie Karlsson.

Było to raczej z jego strony stwierdzenie symboliczne, bo wzór stanowił złożenie trzech odrębnych fraktalnych rozwinięć. Z jednym punktem startowym dla wszystkich – miastem, które na podobieństwo miniaturowej spiralnej galaktyki tkwiło pośrodku wielobarwnej pajęczyny z odnogami sięgającymi hen, poza zasięg kamer autobotów. Żeby ogarnąć całość, musieliby wezwać w sukurs instrumentarium orbitującego Koryfeusza".


„Zakres widzialny”, Wawrzyniec Podrzucki
mc - 2011-10-21, 12:06
:
"Głos Lema" ma dziś premierę, przyjemna chwila... W ramach "informacji zbiorczej" uzupełniam fragmenty opowiadań, które pojawiły się już na profilu Poweru na fs. (Może ktoś przeczyta, choć wpis długi...)

----
„Lecieli zwiększonym ciągiem, przyspieszenie wzrosło
w stosunku do tego, przy którym kładł się spać kilka
godzin temu. Szedł zatem pewnym krokiem przez lekko
zaciemniony pokład, upstrzony tylko mdłym światłem
rozwieszonych co kilkanaście metrów jarzeniówek. Liny
nieważkościowe, ciągnące się wzdłuż ścian i pokryte
samoświecącą farbą, też dawały matową poświatę. Mógł
wydać polecenie zapalenia oświetlenia głównego, ale nie
chciał burzyć na „Porywie” porządku pokładowej nocy.
Szybkim krokiem doszedł do schodów i wbiegł do góry,
raz tylko dotykając zimnej poręczy.

„Wejście tylko dla personelu gwiazdowego”, przeczytał
napis na tabliczce. Nie mógł powstrzymać uśmiechu.
Wiedział, że ten tekst ma zrobić wrażenie na pasażerach
„Porywu”, którzy – jak tylko on i jego ludzie przetestują
statek – zaludnią jego kabiny, apartamenty i korytarze.
Personel gwiazdowy – tak, to musiało robić wrażenie na
dzieciakach czy panienkach, które by tutaj zbłądziły, snując
się po meandrach pokładów.

Drzwi rozsunęły się, kiedy tylko przed nimi stanął,
nawet nie zdążył wyciągnąć klucza. Wezgłowia trzech
z siedmiu foteli wieńczyły głowy. Siedzieli w nich Sunne,
Omut i Blanco, a Vallaverdi stał przed ekranem optycznym.
Ci pierwsi odpięli rękawy z mundurów Transgalaktiku
i kłuli go w oczy karaibską opalenizną. Tylko Vallaverdi
miał długie rękawy. No i on, Larsen. Jego zastępca skinął
mu głową i wskazał drogę do kabiny łączności radiowej,
przylegającej do sterowni. Tam zastali Janssena, który
pochylał się nad Marwajkiem, a raczej nad jego plecami.
Tamten z kolei, ze słuchawkami na uszach, notował coś
na kartkach. Ktoś nadawał morsem? Larsen spojrzał na
Vallaverdiego.

— „Albatros” wzywa pomocy. Jesteśmy dość blisko...

— Rozumiem”.


„Poryw”, Andrzej Miszczak


----
Wilson grzał stos, jak zwykle trochę poniżej
krzywej rozruchowej. Oficjalne zalecenie od
czasów obowiązku zimnego startu, ale Gleb
tego nie lubił, stos ma optymalne parametry i po co od nich
odstawać? Radiowiec gadał z wieżą, przyszło potwierdzenie
rezerwacji korytarza, przydział elipsy. Csabo, ziewając,
włączał agregaty podług listy kontrolnej, już niosło się
z dołu narastające wycie sprężarek. Kramer siedział spięty
z oczami na indykatorach trymu ładowni, teraz pokazywały
oczywiście zero i zero; piloci przekomarzali się z kalkulatorem
nawigacyjnym o poprawkę na wiatr. Dziesięć
minut, z wieży przyszło zezwolenie. Gleb odchrząknął.

— Do startu w chwili zero. Sześćset. — Włączył automat
odliczania.

Wilson:

— Stos moc startowa.

— Zimny ciąg całą mocą w chwili zero. — Csabo włączył
automat boosterów, do mechanicznego głosu odliczania
kontrapunktem dołączyło pikanie.

Pierwszy pilot:

— Grawimetria bez odchyleń do wejścia na krzywą.

Drugi pilot:

— Poprawki kursowe wprowadzone.

— Pasy, maski!

Szczęknęły dopinane klamry, sięgnęli w bok foteli po
śnieżnobiałe skorupy, zgrzytnęły zapięcia i zaczepy masek
tlenowych.

Automat doszczekał do dwustu dwudziestu. Nawigator
zdjął z szyi mały kluczyk, wsunął w zamek na swoim pulpicie,
przekręcił, odskoczyła klapka zabezpieczająca czerwony
przycisk. Widział, jak piloci robią to samo u siebie.

Wcisnął przycisk, przytrzymał.

— Zapłon potwierdzony do startu w chwili zero.

— Zapłon potwierdzony.

— Zapłon potwierdzony.

Pikanie automatu zapłonowego zmieniło ton, przy stu
dwudziestu z dołu dobiegł narastający szum przechodzący
w huk.

— Zapłon planowy.

— Pięćdziesiąt.

— Temperatura dysz w normie.
Przy trzydziestu zaczęło rzucać rakietą w górę i w dół,
coraz mocniej, Csabo dodał ciśnienia do amortyzatorów, na
chwilę stłumił drgania. Fotele rozłożyły się samoczynnie.

— Zero.


„Lalka”, Alex Gutsche


----
Obiekt po raz pierwszy zaobserwowano w maju, ale
opinię publiczną poinformowano dopiero pod koniec
lata. W czasie tych kilku miesięcy od maja do września
naukowcy zdołali nieco otrząsnąć się z szoku i nakreślić
kilka teorii oraz oględnych scenariuszy możliwych wydarzeń.
Powołano niezliczoną ilość komisji, składających
się ze specjalistów, wysoko postawionych wojskowych
i polityków. Kiedy więc wreszcie NASA zdecydowała się
zorganizować teraz już pamiętną konferencję prasową,
główny przekaz szczodrze okraszono uspokajającymi
informacjami. Wszystko mamy pod kontrolą – zdawała się
mówić spokojna i szczera twarz Johna Burrowa, świetnego
fizyka od dziesięcioleci pracującego dla agencji, którego
wybrano, by stanął przed telewizyjnymi kamerami.

W rzeczywistości nic nie było pod kontrolą. W rzeczywistości
nic nie wiedzieli. Jedynie tyle, że nieznany obiekt
o własnym napędzie mknie w kierunku Ziemi i w połowie
listopada, a dokładnie czternastego, wleci w jej atmosferę.
Jego zamiary były nieznane – mimo wielokrotnych prób
nie odpowiadał na próby nawiązania łączności.

W oficjalnych komunikatach od początku starannie
unikano nazewnictwa związanego z UFO. Zamiast
o niezidentyfikowanym obiekcie latającym konsekwentnie
mówiono o „obiekcie Murraya”; nazwa ta powstała od
nazwiska laboranta, który pełnił dyżur w pracowniach
agencji tego wieczoru, gdy teleskopy i instrumenty nasłuchowe
przeszły w tryb alarmowy. Starano się nie wywoływać
paniki i nawet tak drobna rzecz jak niezbyt chwytliwa
i mało sensacyjna nazwa miała znaczenie.

Histerycznym reakcjom nie dało się oczywiście zapobiec.
Pojawiły się głosy twierdzące, że najbardziej czarny
ze scenariuszy przyszłych wydarzeń, czyli totalne zniszczenie
planety przez obcych, jest też scenariuszem najbardziej
prawdopodobnym. Żądano, żeby uprzedzić atak.
Żeby skonstruować potężną, naszpikowaną materiałami
wybuchowymi rakietę i wypuścić ją w przestrzeń, celując
w złowrogi statek, póki ten znajduje się setki tysięcy
kilometrów od Ziemi. Takie przedsięwzięcie wymagałoby
jednak ogromnych nakładów, a także – a może przede
wszystkim – czasu. Czasu znacznie dłuższego niż dwa
miesiące, które zostały do listopada. I technologii kosmicznych
bardziej zaawansowanych niż te, którymi dysponowano
i których rozwój zastopowały decyzje polityków
prawie dekadę wcześniej. Postanowiono więc skoncentrować
się na bardziej realnych celach.

Teraz, z perspektywy czasu, łatwo to analizować
w taki chłodny sposób. „Pojawiły się głosy…”, „Zabrakło
czasu…”, „Postanowiono się skoncentrować…”. Ale
wtedy… Wtedy, w trakcie tych dwóch miesięcy oczekiwań,
chyba nie było na całej Ziemi osoby, której choć raz
nie ogarnęła panika, ten najgorszy rodzaj strachu przenikający
całe ciało, odbierający zdolność oceny, odzierający
ze wszystkich myśli, z wyjątkiem tej jednej: „To koniec, to
koniec”, dudniącej w głowie jak rozkołysany dzwon.

Czternastego listopada obiekt Murraya wykonał łagodny
manewr i ustawił się na orbicie. Następnie zaczął krążyć
wokół Ziemi. Nie było żadnego sygnału, żadnej próby
nawiązania kontaktu, jedynie bryła tocząca się w ciszy
godzinę za godziną, a potem dzień za dniem – wysoko po
niebie.


„Płomieniem jestem ja”, Joanna Skalska


----
Pascal spojrzał na automat, a potem podszedł do stołu
i usiadł na krześle naprzeciw niego. Sarrazin wstał z sapnięciem
z fotela, włączył maszynę, przekręcając pokrętło
na boku stołu, i wrócił na swoje miejsce.

Murzyn otworzył oczy i wykonał pierwszy ruch.

— Rozpoczynający wygrywa! Przynajmniej wtedy, gdy
mierzą się ze sobą dwa idealne byty, choć mimo wszystko
nie sądzę, żeby Pascal do nich należał. — Złośliwie
uśmiechnął się Sarrazin.

— Jesteś bardzo pewny swego. — Kardynał ze stolika
stojącego pomiędzy nimi podniósł kieliszek z winem.

— Wierzę w ludzki rozum. Jeśli Murzyn nie wygra,
to będzie oznaczało tylko tyle, że to ja popełniłem jakiś
błąd. Zresztą, jak powiedziałem, ta gra to dopiero wstęp.
Nie ośmieliłbym się powiedzieć, że mój automat myśli. Za
wcześnie na to. To tylko dość skomplikowana mechanika.

— Gdybyś wierzył w ludzki rozum, stawiałbyś na
Pascala, a nie na mechanizm. — Duchowny powąchał
ciemny płyn. — Nie myślę o szachach – pewnie masz rację,
nie przywiązując do nich aż takiej wagi – ale o tym, co
zamierzasz w przyszłości. Czasem mam wrażenie, że dla
ciebie wszystko jest mechanizmem.

— Ależ właśnie tak! Jesteśmy mechanizmami. Jednak
obdarzonymi rozumem, zdolnością myślenia. Potrafimy
objąć umysłem wszystko, co nas otacza. Wszystko zrozumieć.
Jedynie to usprawiedliwia nasze istnienie. Wyłącznie
taki cel, całkowite pojęcie świata, może nam przyświecać.

Kardynał patrzył na grających. Murzyn po każdym
ruchu chłopca pochylał się nad szachownicą i zawsze po
tym samym odstępie czasu wykonywał swoje posunięcie.
Chłopiec kręcił się nerwowo na krześle, nieruchomiał,
wreszcie łapał za bierkę i stawiał ją z trzaskiem na wybranym
polu.

— Musiałeś poczynić znaczne postępy w swoich
pracach, skoro wypowiadasz się już tak zdecydowanie.
Myślałem o tym po naszej ostatniej rozmowie, Adrien.
Otóż mylisz się co najmniej z trzech powodów. Zupełne
poznanie nie jest możliwe, nigdy go nie osiągniemy. Po
pierwsze, nie możemy poznać samych siebie. Jeśli podejmujesz
się tego zadania rankiem, kiedy wreszcie je wykonasz
i w południe masz już pełny obraz samego siebie,
to przyswoiwszy go, stajesz się już kimś innym niż ten,
którego obraz przedstawia. Bo jesteś sobą z rana, owszem,
ale teraz zmienionym zdobytą wiedzą. I tak musiałbyś
zabrać się od nowa do swojej syzyfowej pracy. Po drugie,
jeśli nie możemy pojąć samych siebie, jeśli jesteśmy skazani
na to, że pozostaniemy dla siebie na zawsze tajemnicą,
to tym bardziej dotyczy to całego świata, choćby tylko
dlatego, że jesteśmy jego częścią. Wreszcie do świata jako
całości odnosi się podobne rozumowanie. Biorąc do ręki
narzędzia, jakich świat dostarcza, zdołamy uzyskać tylko
częściowe oświetlenie rzeczy. Oglądając z lampą w ręku
ogród zatopiony w zupełniej ciemności, wyławiamy
z mroku fascynujące szczegóły – i tylko tym możemy się
cieszyć. Zrozumienie zupełne wymaga wyjaśnienia także
i narzędzi, jakich używamy do osiągania wiedzy, zatem
użycia ich samych w odniesieniu do siebie. Jest to czynność
tak samo skuteczna, jak podniesienie siebie samego
za włosy. Ty chciałbyś zobaczyć jednocześnie i marmurową
rzeźbę, która w owym ogrodzie nagle wyłania się
przed tobą, i jasny obraz całego ogrodu, i jednocześnie
całość – rzeźbę, ogród i siebie idącego z lampą. Taki obraz
nie istnieje, drogi przyjacielu, mógłby go uzyskać tylko
ktoś, kto stoi poza murem ogrodu, patrzący ze wzgórza
nieopodal, wyposażony w zdolność widzenia wszystkiego
w swoim własnym wewnętrznym świetle”.


„Słońce król”, Janusz Cyran
Ł - 2011-10-24, 21:42
:
http://katedra.nast.pl/ar...ogia-Glos-Lema/ < recenzja "Głosu Lema" na Katedrze.
Tixon - 2011-10-24, 21:53
:
Cytat:
w pokoleniu, które wzrastało wraz z sagą o Wiedźminie, czytaną w gimnazjum bo krew i cycki, a która dziś czyta i ogląda z tego samego powodu „Grę o Tron”, zaczytywanie się Lemem wydaje się postawą w jakimś stopniu odstającą

Ty też?! :mrgreen:
Ł - 2011-10-24, 22:38
:
Można przeżywać przemianę w gimnazjalne zwierzę na wiele sposób. Jedni czytają Wiedźmina. Inni zakładają nauczycielom śmietniki na głowę.
MrSpellu - 2011-10-25, 09:32
:
A co ze mną? Ja nie chodziłem do gimnazjum.
Zaś w liceum krew i cycki miałem na co dzień.
dworkin - 2011-10-25, 09:41
:
Łaku - robisz fale, a w morzu mieszkają potwory...
You Know My Name - 2011-10-25, 10:26
:
Zapominasz, że Ł jest największym z nich i od czasu do czasu wznieca dla czystej przyjemności odświeżający chaos.
MrSpellu - 2011-10-25, 10:37
:
Łaku nie jest potworem, on jest raczej nieustraszonym Argonautą przemierzającym Sieć w poszukiwaniu cyfrowego Złotego Runa.
Po drodze wydłubie cyklopowi oko, oszuka złą wiedźmę czy też poskromi jakąś złośliwą syrenę...
Stary Ork - 2011-10-25, 10:46
:
Spellu, zachowujesz się jak minstrele sir Robina //mysli
MrSpellu - 2011-10-25, 10:48
:

mc - 2011-11-07, 10:48
:
„Głos Lema” od kilkunastu dni w księgarniach. Żeby „zwieńczyć dzieło” – zamieszczam tu fragmenty reszty zawartych tam testów. Jeśli ktoś niezdecydowany, ale „przychylnie życzliwy”, może to zachęci go jeszcze do zaglądnięcia do środka ;] (A ja zaraz zaczynam odliczanie do "Science Fiction").


-----
„— Mam nadzieję, że wszyscy przygotowali swoje
lemiany zgodnie z instrukcją? — zapytał krupier.

Odpowiedzią było wesołe chóralne potwierdzenie
i szelest kilkunastu kopert wydobywanych z kieszeni
turystów.

— Prawo stanu Nevada zabrania mi kontroli zawartości
kopert, ale zobowiązuje mnie, bym się upewnił, czy
wszyscy klienci przygotowali koperty i prawidłowo umieścili
je w białych pojemnikach.

— Ja przyniosłam siedem, mam nadzieję, że się zmieszczą?

— powiedziała zażywna, rumiana kobieta z silnym
południowym akcentem.

— Pojemnik ma pięć przegródek, ale spokojnie można
włożyć kilka kopert do jednej. Proszę tylko się nad tym za
bardzo nie zastanawiać, żeby to się jak najsłabiej zapisało
w pani pamięci krótkoterminowej — odpowiedział krupier,
który najwyraźniej już wielokrotnie musiał to wyjaśniać.

— Pomożesz mi, facet? — zaczepiła mnie siedząca
obok samotna brunetka z gustownym tatuażem na
policzkach. — Jeśli dobrze rozumiem, o co biega
z tą pamięcią, najlepiej będzie, żeby ktoś inny schował
moje lemiany.

— Przykro mi, proszę pani, ale regulamin kasyna tego
zabrania — wtrącił się krupier. — Każdy musi to zrobić
sam. Inaczej skąd pani będzie wiedziała, że się pani
w ogóle obudziła?

— Starałam się to zrozumieć, czytając broszurę, ale ciągle
nie rozumiem, o co właściwie chodzi z tymi lemianami —
poskarżyła się rumiana kobieta z Południa.

— Chodzi o to, że kasyno ma dostęp do państwa
pamięci krótkoterminowej, bo to wynika z samej idei
wirtualnej rzeczywistości — odpowiedział krupier. —
Długoterminowa jest dla nas jednak niedostępna. Dobry
lemian powinien zawierać coś, co pamiętamy sprzed lat
i nie widzieliśmy tego od dawna, żebyśmy po wyjściu
z wirtualu mogli się upewnić, że rzeczywiście wyszliśmy
z wirtualu. Dlatego musicie wybrać je i schować sami, żeby
mieć pewność, że nikt nie podmienił niczego po drodze.

— Będę chyba wiedziała, czy jestem w Nowym Jorku
w roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym piątym, czy
w Las Vegas dzisiaj?".

„Stanlemian”, Wojciech Orliński


----
„Przerwali program i powtarzali w kółko nagranie
zrobione chyba komórką: samolot zniża się nad
lasem, chwilę sunie skrzydłami po wierzchołkach drzew
i wygląda to, jakby tak miało być, jakby miał miękko
osiąść na tych drzewach. Przypomina papierowy samolocik
zrobiony przez całkiem zdolnego dzieciaka, taki dobrze
wyważony, który wolno szybuje nad kanapą, stołem i
miękko ląduje na puszystym dywanie przed telewizorem.
Jednak samolot pasażerski waży ponad trzydzieści ton. Po
kilku sekundach zieleń pochłania kadłub, ale wydaje się, że
mimo wszystko udało się, że zapadł w wielki dywan, a
pasażerowie odepną pasy i zjadą po nadmuchiwanych
zjeżdżalniach jak na niedzielnym festynie przed centrum
handlowym. Wtedy sto, może dwieście metrów dalej
pojawia się kula ognia i dymu.

Kinga zerkała na ekran małego telewizorka w kuchni,
przygotowując mięso na pieczeń dla Romka. Jednoczesne
oglądanie telewizji i krojenie to zły nawyk, łatwo o wypadek.
Wiedziała o tym doskonale, ale przyzwyczajenie było
silniejsze. Romek miał wrócić za parę godzin, a zawsze
po kilkudniowej konferencji był głodny. Twierdził, że nie
smakuje mu hotelowe jedzenie.

Marysi, która kilka minut temu wróciła z kina, katastrofa
nie obeszła zanadto. Zerknęła na kilkusekundowe
nagranie i zapytała, ile osób zginęło. Tego nikt jeszcze nie
wiedział, bo i skąd. Trzynastolatka wychowana na You
Tubie i filmach, gdzie efekty i tempo zajęły miejsce logiki
i psychologii, potrzebowała więcej bodźców. Zainteresuje
się znów na kilka sekund, gdy pokażą wybuch z innego
ujęcia, a najlepiej miejsce katastrofy z bliska. Na razie nie
mieli innego nagrania. Wypadek zdarzył się niecałą godzinę
temu. W przekazie na żywo widać było tylko dym nad
lasem. W studiu pojawiło się dwóch ekspertów, którzy też
nic nie wiedzieli. Omawiali historię katastrof lotniczych,
co również nie było specjalnie zajmujące.

Marysia grzebała w lodówce wypełnionej dzisiejszymi
zakupami. Zdecydowała się na colę. Kinga już otwierała
usta, aby powiedzieć, że zabroniła jej pić tyle tego świństwa,
ale uświadomiła sobie, że to głupie, przecież sama tę
colę kupuje. Spojrzała na córkę i zauważyła coś dziwnego.

— Popatrz na mnie — poprosiła, odkładając nóż”.

„Telefon”, Rafał Kosik


-----
„Blask spłynął na K. gdzieś na początku czerwca. W
kościele, na mszy. Z początku K. pomyślał, że to tętniak,
strzeliła mu w głowie jakaś żyłka, nie za duża, nie za mała,
na tyle jednak ważna, aby na resztę życia uczynić go
kaleką. Setka osób na klęczkach, on stał, a kontury
wszystkich ludzkich postaci rozjarzyły się niby obramowane
szklanymi rurkami neonu – znieruchomiał więc,
przekonany, że zaraz ugną się pod nim nogi, usta zaleje
ślina i przewróci się niewładny na plecy w oczekiwaniu na
zbiegowisko i wachlarz twarzy współwiernych, które
nadpłyną zewsząd niczym wielkie, ciekawskie, płaskie ryby.
Nic takiego się jednak nie stało. Blask przygasł i znikł.
Wszyscy w kościele znów stali się nieprzezierni i zgaśli.
Tylko jego ciało przepełniło niespotykane uczucie, dziwnie
nowa integralność. Jakby do tej pory na szwach, pod
pachami i w pachwinach było wybrakowane, złączone „na
zakładkę”, z nie do końca spasowanych elementów, od
urodzenia fabrycznie niedołężne, natomiast teraz zwarło się
w sobie, pozbyło szpetnych szczelin. Wrócił do domu
biegiem – zrezygnował z autobusu. Nie poczuł zmęczenia,
nie miał zadyszki.

Wieczorem pod prysznicem zauważył, że zanikł mu pępek”.

„Blask”, Paweł Paliński


-----
„UR-2 LEHMER TIBOR – jedna z głównych postaci
cyklów opowiadań fantastycznonaukowych Dominika
Vidmara Opowieści kosmobotyczne (1999) i Peregrynacje
pozaskończone (2007); cybernetyczny kustosz zamieszkujący
planetoidę 3836 i opiekujący się umiejscowionym
w pasie asteroidów Planetoidalnym Muzeum Muzeów,
w którym składowane są niepotrzebne ziemskie zbiory
przeniesione w przestrzeń kosmiczną. PMM zawiera między
innymi kolekcje z muzeów astrologii, astronautyki,
fantastyki, homeopatii, książki, parapsychologii, sportu,
mebli, motoryzacji, telewizji i wielu innych.
.
„UR-2 wzrostu był niespecjalnego, miał zdecydowany
deficyt owłosienia czaszki, na patrzących przenikliwie
paciorkowatych oczach nosił staromodne protezy optyczne
słusznych rozmiarów. Poruszał się nieco zgarbiony,
bezdźwięcznie sunąc w swoich filcowych bamboszach po
gładkich posadzkach z prasowanego gruzu kosmicznego.
Tors stalowy wbudowany w ciało połatany miał wieloma
łatami nitowanymi (...). Dokumentację muzealną z uporem
sporządzał na pradawnej mechanicznej maszynie
do pisania, twierdząc, że jej stukot go uspokaja. Na tejże
maszynie pisywał także czasem literaturę dla ćwiczenia
umysłu bardziej niż dla czytelników, bo przecież, jak
mawiał, »żyjemy w czasach, w których nikt nic nie czyta;
jeśli czyta, nie rozumie; jeśli nawet rozumie, natychmiast
zapomina«”.

„Opowieści kosmobotyczne Dominika Vidmara.
13 haseł ze Słownika postaci literatury nieznanej”, Filip Haka



-----
„— W czym mogę pomóc? — spytał Rychu.

— Chodzi o listy.

— Listy? — Rychu całą swoją siłę woli włożył
w powstrzymanie nerwowego uśmiechu.

— Pańskie listy, panie Ryszardzie. Pisane do Biura. —
Rozparty wygodnie Slattery patrzył gdzieś za okno.

— Sprawdziliście te reklamówki Citroena?

— Proszę?

— Reklamy telewizyjne francuskich samochodów.
Citroena, Peugeota.

— Słuchamy.

— Zawierają ukryte antyamerykańskie przesłanie. To
zakamuflowany atak na naszą religię. I społeczeństwo.
Technologia audiowizualna służy do wytwarzania określonych
postaw, które wypierają te będące podstawą
naszej kultury. W ten sposób chcą osłabić kraj. — Rychu
pochylił się w stronę agentów. Spojrzeli po sobie, słuchali
dalej. — Niektóre z reklam są zaprojektowane tak, by
wizerunek krzyża wywoływał w widzach negatywne
fizjologiczne reakcje. I mam podejrzenie graniczące z pewnością,
że poprzez część reklamówek próbują stymulować
niektóre grupy ludzi do zmiany ich stosunku do aborcji.
To jakaś skomplikowana marksistowska technologia:
przekaz ukryty jest w pozornie neutralnych obrazach
i dźwiękach. Superstechnicyzowana wojna na symbole.
Efekty mogą nie być widoczne od razu, ale kumulują się.
Odkładają w całym społeczeństwie. Oddziaływanie bezpośrednie
– to zmniejszenie populacji. I oddziaływanie
pośrednie – przesunięcia w dzielonych tożsamościach. Ja
się zorientowałem przypadkiem, gdy… Zorientowałem
się w chwili dużego zmęczenia i jednocześnie intensywnej
koncentracji. — Rychu poprawił się w fotelu, który
aż skrzypnął. — Choć to oczywiście fajne auta. Citroeny.
Zwrotne, dynamiczne.

Agent Slattery wziął do ręki pustą szklankę. Zblazowane,
uprzejme niedowierzanie agenta Hamma jakby wzrosło.

— Superstechnicyzowana wojna symboliczna — odezwał
się Slattery.

— Na symbole.

— Proszę?

— Trafniejszym terminem jest superstechnicyzowana
wojna na symbole — odpowiedział Rychu.

Slattery powoli odłożył szklankę na ławę. W to samo
miejsce, gdzie kładł ją wcześniej: przykrył okrągły wilgotny
ślad.

— Panie Ryszardzie — zaczął Slattery — kiedy pan
wysłał do Biura list o tych reklamach?

— Nie wysłałem.

Slattery długo patrzył mu w oczy.

— To skąd mielibyśmy znać jego treść?

— Bo przeglądacie je, gdy wyjeżdżam z żoną do jej
siostry.

To Slattery pierwszy opuścił wzrok. Uśmiech agenta
Hamma zrobił się szerszy.

— Nie przyszliśmy tu rozmawiać o samochodach —
przerwał Hamm.

Miał niski głos, mówił cicho i uprzejmie. Rychu drgnął
i zastanowił się, czy to nie głos z Nocnego Kuchennego
Zdarzenia. Doszedł do wniosku, że nie. Agent Hamm
spodobałby się Kate, bez dwóch zdań.

— Nie bagatelizowałbym tego — odparł Rychu.

— Nikt tego nie robi — przytaknął Slattery.

— A o czym przyszliście rozmawiać?

— O Stanisławie Lemie — powiedział agent Hamm”.

„Rychu", Jakub Nowak
Romulus - 2011-11-07, 11:30
:
Nawiązanie do "Mad Men" jest kuszące i cierpliwie będę czytał w oczekiwaniu na ten tekst :0
Antologię dziś odebrałem i z jeszcze większą niecierpliwością czekam na "Science Fiction".
mc - 2011-11-07, 14:24
:
Czytaj, czytaj, a jak Cię weźmie na opinie po lekturze całości, to z kolei z chęcią poczytam je ja. Zaś co do samego tekstu Nowaka - to IMO tam są lepsze atrakcje niż samo to eastereggowe nawiązanie ;]
Tixon - 2011-11-13, 17:39
:
Solaris za mną. Trochę mnie zaskoczyło - nie spodziewałem się nacisku na wątek romantyczny. Ale ogólnie - niezbyt mnie przekonuje. I trochę głupio słuchać, że ocean jest numer jeden jeśli chodzi o kontakt z Innością w literaturze SF. Może coś jest w tym, że Lem pisał książkę bez planu, pozwalając akcji samej się rozwijać. Kevin na staję przybywa, jeden z naukowców popełnił samobójstwo, inny jest deczko dziwny, w powietrzu czuć Tajemnicę. Ale to szybko przechodzi na inną płaszczyznę, na zmaganie się z przeszłością, a potem ze sobą. I tak bohater snuje się po stacji badawczej, od czasu do czasu podejmując jakieś działanie (wtedy też książka jest odczuwalnie lepsza, dynamiczniejsza).
Ale również znaczenie może mieć kwestia tego, że powieść pisana była pięćdziesiąt lat temu, kiedy to dominowało inne spojrzenie na kontakt i niemożliwość porozumienia się. Ten pesymizm Lema czuć, miejscami aż za bardzo - ludzie nic nie wiedzą, nic nie zrozumieją, niczego nie osiągną.
Niemniej, książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jakie oczekiwałem, dużo fragmentów - zwłaszcza przytaczanie opisów planety - było praktycznie rzecz biorąc nudnych (z wyjątkiem dla relacji pilota). Trochę drażni też duża liczba pytań bez odpowiedzi : co było w utajnionej rozmowie pilota, jakie F odwiedzały innych badaczy, jak zareaguje Ziemia, co pozostało w rakiecie?

Teraz czeka Wieczny Grunwald. Jestem ciekaw, jak mi podejdzie.
Ł - 2011-11-13, 18:26
:
Tixon napisał/a:
Niemniej, książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jakie oczekiwałem, dużo fragmentów - zwłaszcza przytaczanie opisów planety - było praktycznie rzecz biorąc nudnych (z wyjątkiem dla relacji pilota).

Nie wiesz co dobre. Te fragmenty, a szczególnie opisy symetriad, to poezja. Monumentalizm, zachwyt, a nawet zastrach nad abstrakcyjnym pięknem tworów Solaris. Cała estetyka obcych scenerii w powieściach Jacka Dukaja to rozwinięcie tego patentu Lemowskiego:

"Będziemy krzyczeć... powiemy mu, co zrobił z nas, aż się przerazi... wybuduje
nam srebrne symetriady i pomodli się za nas swoją matematyką, i obrzuci nas
zakrwawionymi aniołami, i jego męka będzie naszą męką, a jego strach naszym
strachem, i będzie nas błagał o koniec. "


Tixon napisał/a:
Trochę drażni też duża liczba pytań bez odpowiedzi : co było w utajnionej rozmowie pilota, jakie F odwiedzały innych badaczy, jak zareaguje Ziemia, co pozostało w rakiecie?

Tixon, takich niewiadomych w powieści nie można traktować jako luk. One są po to niewiadome żeby Ci coś zasygnalizować właśnie. Pomyśl.
Tixon - 2011-11-13, 18:45
:
Ł napisał/a:
Nie wiesz co dobre. Te fragmenty, a szczególnie opisy symetriad, to poezja.

Na poziomie ideowym, Lem odnosi sukces. Na poziomie konstrukcyjnym również - te fragmenty są świetne, jeśli idzie o konstrukcje świata przedstawionego, jego obudowę. Ciekawostką jest jedność poglądów na przestrzeni lat - czy to efekt tego, że Lem żył w komunizmie i tam występowało tak, że poglądy naukowe musiały być zgodne aż do punktu krytycznego, kiedy pojawiał się nowy wyznacznik; czy też tak rzeczywiście jest w nauce, że jeden nurt dominuje, aż do wyeksploatowania?
Niemniej, na mój dzisiejszy stan - te fragmenty mnie nudziły. :-P
Ł napisał/a:
Tixon, takich niewiadomych w powieści nie można traktować jako luk. One są po to niewiadome żeby Ci coś zasygnalizować właśnie. Pomyśl.
Wiem. Znowu - dzisiaj mnie drażniły. Jak również postępowanie bohatera - prawie że wołałem powiedz jej prawdę! Chciałbym zobaczyć jak potoczyłby się wątek, gdyby razem z dziewczyną zgłębiali to, że jest ona fantomem, jakie wtedy miała by znaczenie miłość do niej.
Gdybym miał pisać recenzję, była by pozytywna, jednak nie piszę i mogę ocenić książkę całkowicie subiektywnie :->
Ł - 2011-11-13, 19:01
:
Tixon napisał/a:
Wiem. Znowu - dzisiaj mnie drażniły. Jak również postępowanie bohatera - prawie że wołałem powiedz jej prawdę! Chciałbym zobaczyć jak potoczyłby się wątek, gdyby razem z dziewczyną zgłębiali to, że jest ona fantomem, jakie wtedy miała by znaczenie miłość do niej.

Ale ona sama się tego domyśliła po jakimś czasie. I ten dylemat był przerabiany. Więc nie wiem o co Ci chodzi. bohater sam najpierw miał problem z uwierzeniem że sam nie jest szalony, fantom dziewczyny też to miał, więc sytacja jaką przedstawiłeś "usiądzmy i rozważmy to na zimno" wydaje mi się sprzeczna z duchem ksiązki i estetycznie oraz logicznie nieprzekonywująca.

Cytat:

Gdybym miał pisać recenzję, była by pozytywna, jednak nie piszę i mogę ocenić książkę całkowicie subiektywnie :->

W recenzji tez można, a nawet powinno się oceniać subiektywnie. Ważne jednak by dawać jasne kryteria tej oceny.
Tixon - 2011-11-13, 19:12
:
Ł napisał/a:
W recenzji tez można, a nawet powinno się oceniać subiektywnie. Ważne jednak by dawać jasne kryteria tej oceny.

Z tym, że to jest na zasadzie - książka zacna, w ten dzień mi nie podeszłą :p

Ł napisał/a:
Ale ona sama się tego domyśliła po jakimś czasie. I ten dylemat był przerabiany. Więc nie wiem o co Ci chodzi. bohater sam najpierw miał problem z uwierzeniem że sam nie jest szalony, fantom dziewczyny też to miał, więc sytacja jaką przedstawiłeś "usiądzmy i rozważmy to na zimno" wydaje mi się sprzeczna z duchem ksiązki i estetycznie oraz logicznie nieprzekonywująca.

Pomiędzy najpierw, a po jakimś czasie był moment, gdy on już wiedział, a ona tylko widziała jego wiedzą w stosunku do siebie. Wtedy też zaproponowała szczerą rozmowę, z której on się wycofywał (i chyba nawet kłamał). Dlatego też kwestia rozważenia tego na zimno, powiedzenia prawdy dziewczynie, osobiście wydaje mi się i moralnie poprawna, i mogąca prowadzić do ciekawych scen, rozwiązań. (A tego mi w książce brakowało).
Tomasz - 2011-11-13, 20:13
:
Tixon napisał/a:
Niemniej, na mój dzisiejszy stan - te fragmenty mnie nudziły. :-P


Bodajże w "Gosie Lema" Dukaj stawia tezę, że do Lema trzeba dorosnąć, dojrzeć. Bez obrazy Tixon, ale tak po prostu jest. Zachwyt nad "Solaris" pewnie się u ciebie kiedyś pojawi. To co cię nudzi wprawi cię w zachwyt.

Tixon napisał/a:
Dlatego też kwestia rozważenia tego na zimno, powiedzenia prawdy dziewczynie, osobiście wydaje mi się i moralnie poprawna, i mogąca prowadzić do ciekawych scen, rozwiązań.


Dziewczynie? Oceanowi? Samemu sobie? Przecież on sam nie chce przyznać niektórych rzeczy, jest rozdarty, ta jego logika naukowca podpowiada mu coś, co potem wywołuje u niego wyrzuty sumienia. Ta "dziewczyna" robi mu sieczkę z psychiki. Ja to tak widzę.
Tixon - 2011-11-13, 20:24
:
Tomasz napisał/a:
Bodajże w "Gosie Lema" Dukaj stawia tezę, że do Lema trzeba dorosnąć, dojrzeć. Bez obrazy Tixon, ale tak po prostu jest.

Dlatego* zabrałem się za poznawanie Lema dosyć późno. Niemniej nie sądzę, żeby to akurat było. Bardziej prawdopodobne, że ta książka autora nie trafia do mnie (Kongres i Dzienniki natomiast podobały się bardzo).
Tomasz napisał/a:
Dziewczynie? Oceanowi? Samemu sobie? Przecież on sam nie chce przyznać niektórych rzeczy, jest rozdarty, ta jego logika naukowca podpowiada mu coś, co potem wywołuje u niego wyrzuty sumienia. Ta "dziewczyna" robi mu sieczkę z psychiki. Ja to tak widzę.

Raczej jest przyczyną, aby on sam sobie robił sieczkę. Dlatego IMO taka rozmowa pomogła by i mu, i jej.

*No jest też lenistwo. Wcześniej mi się nie chciało :P
Romulus - 2011-11-13, 21:14
:
Skończyłem dziś "Głos Lema". Świetny zbiorek. Nie rzucił mnie na kolana, ale z pewnością natchnął pozytywnym oczekiwaniem na antologię "Science Fiction".

Nie będę oceniał "zawartości Lema" w tej antologii, czy też jej "lemowatości" - bo brak mi kompetencji. Napiszę tylko, że moje ulubione opowiadanie wyszło spod pióra Wojciecha Orlińskiego. A to, co mi się w nim spodobało to: lokacja, dynamika (jak z komiksu albo fajnej gry, w którą chętnie bym zagrał, lub z niezłej powieści science - fiction), pomysł - prosty, elegancko wykonany. Niezły styl i prowadzenie fabuły - nie nudziłem się przez moment. Niezła robota.
You Know My Name - 2011-11-18, 20:41
:
Łaqu, jak brzmiała ta teza co to mi ją u Shadowa wykładałeś, ta dotycząca op-ka Joanny Skalskiej, bo hmmm... nie pamiętam dokładnie na co kładłeś akcenty a zapolemikować, choćby pobocznie niejako, mógłbym chyba.
Ł - 2011-11-18, 20:51
:
Że to humanistyczna trawestacja "Głosu Pana" i wykazanie że ludzie oraz ich instytucje społeczne (polityczne, religijne etc.) są tak samo bezsilni wobec zarówno całkiem obcego sygnału przysłanego z kosmosu (Lem) jak i najzwyklejszego człowieka przesłanego z kosmosu (Skalska)?

A btw. o czym mówiłem pod koniec?
You Know My Name - 2011-11-18, 22:08
:
To dobrze pamiętałem //yupi

a później to byliśmy już //panda ocknąłem się na dobre na Królewskiej.

Spojleruję!

A wracając do tematu to jest to co najwyżej trawestacja bardzo odległa. Właściwie nawet nie trawestacja. Bo zmienia się jeden ważny składnik: jawność / tajność przekazu. U Lema przekaz jest otwarty, ale hermetyczny (z naszego, ludzkiego punktu widzenia) a u Skalskiej przekaz jest z założenia tajny. Kobieta jest z założenia przesłaną piątą kolumną, wysłaną tabula rasa, którą obcy oceniać będą po tym jak będzie zapisana (potraktowana). Poniekąd zgadza się to z (bardzo emocjonalnym) zakończeniem u Lema, że jeżeli ludzie znajdą w przekazie broń, to nie znajdą nic więcej. Ale to tylko jedno z płynących z Głosu Lema możliwych przesłań, co więcej raczej mniej prawdopodobnym, bo skażonym lękiem podmiotu przed smiercią (ja to tak osobiście odebrałem), taką parafrazą mitu o nawróceniu się Einsteina na łożu śmierci.
Ł - 2011-11-19, 00:49
:
Nie zgłaszam zastrzeżeń, z tym że dla mnie mimo wszystko ta bardzo odległość jest dosyć bliska, bo jednak pierwsze co mi przyszło do głowy.
You Know My Name - 2011-11-19, 01:07
:
Tak, bo poza formą u Haki i Orkana to najsilniejsze odniesienie wprost chyba.
Ł - 2011-11-19, 01:21
:
Nie no, najsilniejsze odniesienie w formie i treści było u Miszczaka, bo zrobił regularnego spin-offa Pirxa.
You Know My Name - 2011-11-19, 01:29
:
W kwestii nomenklatury tak, ale to bardziej wyglądało na bunt Nexusów jak u Dicka... W ogóle to jest antologia lemowsko-dickowska.
rybieudka - 2011-11-20, 12:52
:
You Know My Name napisał/a:
W ogóle to jest antologia lemowsko-dickowska

Coś w tym jest, choć to na dobrą sprawę dotyczy tylko kilku tekstów. Co zaś do opowiadania Skalskiej, to imho jest top najmocniejszy punkt całej antologii.
You Know My Name - 2011-11-20, 20:35
:
rybieudka napisał/a:
Coś w tym jest, choć to na dobrą sprawę dotyczy tylko kilku tekstów
tiaaa, ale jeżeli z kilku op-ek antologii poświęconej Lemowi wyłazi Rysiek to jest to dosyć ciekawe, wzmiankowania godne.
Ł - 2011-11-20, 21:23
:
Ale z jakich kilku? Ok, Rychu, Orliński raz przywołuje ale tego Dicka to Miszczakowi ewidentnie dorabiasz, motyw buntu androidów to raczej zrobienie spin-offa "Albatrosa" przez pryzmat "Rozprawy" gdzie Lem wykorzystał motyw zbuntowanego nieliniowca po swojemu. A to że się Dick pojawia często i w dyskusjach polaków codziennych to wina tego że każdy chce zablysnac anegotką o Lemie i Dicku, którą wszyscy znamy.
You Know My Name - 2011-11-20, 22:48
:
Oczywiście, że dorabiam :mrgreen: Inna sprawa, że nieliniowcy u Miszczaka bardziej wyglądają mi na Nexusy - otwarty bunt i zabijanie ludzi. Więcej akcji niż w Rozprawie.
Kolejna sprawa: olśnienie promieniem bohatera Blasku. Też jakby kalka, nie?
I ostatnia rzecz: w Trzynastu interwałach Iorri Konglomerat spotyka , hmmm, boginię. Mistycyzm niezbyt przystający do Lema i przeze mnie na siłę połączony z Dickiem. Tyle.
Ale to wszystko to oczywiście nie zarzuty, może tylko zwrócenie uwagi na to co literalnie wyraziłeś. Jak Lem to i Dick. Oczywiście już samo to, że tak kojarzę jest inną formą tego samego spaczenia.
Ł - 2011-11-20, 22:57
:
You Know My Name napisał/a:
Oczywiście, że dorabiam :mrgreen: Inna sprawa, że nieliniowcy u Miszczaka bardziej wyglądają mi na Nexusy - otwarty bunt i zabijanie ludzi. Więcej akcji niż w Rozprawie.
Kolejna sprawa: olśnienie promieniem bohatera Blasku. Też jakby kalka, nie?

Ale że z Dicka czy raczej może z Biblii, men? Motyw światła/ognia z góry to dość uniwersalny motyw.

You Know My Name napisał/a:
I ostatnia rzecz: w Trzynastu interwałach Iorri Konglomerat spotyka , hmmm, boginię. Mistycyzm niezbyt przystający do Lema i przeze mnie na siłę połączony z Dickiem. Tyle.

W'gle te opowiadanie jest najmniej przystające do antologii i mogłoby spokojnie pójść w antologii SF. Ja próbowałem to tłumaczyć tym ze autor chciał rozumieć Lema "dynamicznie" to znaczy spróbować zasymulować jakby pisał Lem gdyby żył teraz i miał 50 lat mniej.
You Know My Name - 2011-11-20, 23:02
:
Motyw uniwersalny, ale zapisywanie szczegółów przemiany w dzienniku już mniej uniwersalne, nie?
Ale zważ, żem napisał/a:
Oczywiście już samo to, że tak kojarzę jest inną formą tego samego spaczenia.

Ł - 2011-11-20, 23:07
:

Razem wydane dzienniki czterech z tych gości to mimo wszystko większy bestseller niż twórczość Rycha.
You Know My Name - 2011-11-20, 23:14
:
I tu IMO popełniasz błąd, bo wydaje mi się, że dzienniki tych z obrazka powstały po "Idźcie i nauczajcie!" raczej niż po zesłaniu świętego ducha.
A że sprzedaje się głównie czwórkę spośród zgromadzonych to tylko efekt polityki wydawnictwa Imperium Romanum a raczej Prezesa Zarządu Konstantyna Wielkiego.
toto - 2011-11-21, 21:04
:
No i szatany przez was zacząłem Głos Lema czytać. Po pierwszym opowiadaniu coś mnie tchnęło i wziąłem się za powtórkę Głosu Pana. Coś czuję, że dzisiaj skończę.
You Know My Name - 2011-11-21, 21:55
:
Jesteś podatny na wpływy widać, inna sprawa, że warto.
mc - 2011-11-23, 10:38
:
Kliknij na Trurla... Google dołączyło do promocji "Głosu Lema" ;-)
Ł - 2011-11-25, 14:33
:
Oramus o "Głosie Lema": http://www.dziennikpolski...lem-sredni.html z kwiatkami takimi jak Kłopot w tym, że w SF zamykanie bohaterów w pozorowanej elektronicznie realności uchodzi za tandetę .
Shadowmage - 2011-11-25, 14:38
:
Ładny pojazd. Inna sprawa, że Oramus to chyba też się w czasach Lema pod niektorymi względami zatrzymał ;p
rybieudka - 2011-11-25, 14:54
:
Ja pozwolę sobie skopiowac z fb swoja wypowiedź na temat tej recenzji:
Cytat:
A ja mam wrażenie, że, niestety, przyjmując postawę zoila Oramus próbuje zamaskować fakt, iż trochę mu już współczesna polska fantastyka "ucieka". Z jednej strony pisze o tym co jest współcześnie w fantastyce modne lub niemodne, z drugiej zaś z pewnym oburzeniem stwierdza, że "nazwisk znanych na rynku odcyfrował dwa-trzy". Ok, jego prawo, ale sporo w tym niepotrzebnej i nie do końca uzasadnionej złośliwości. Mnie osobiście cieszy to, iż docenił tekst Haki, no i potwierdza się to, co pisałem w swojej recenzji - dla starszego pokolenia "Głos Lema" nie jest atrakcyjny i tyle... bo jak to jacyś "gówniarze" (np. Cyran, czy Podrzucki ;) śmieją podnieść rękę na LEMA? No i w kwestii tych momentami bardzo luźnych nawiązań też ma rację, choć akurat mnie to nie przeszkadza w żadnej mierze.

You Know My Name - 2011-11-25, 15:30
:
Cóż, żółć jeno pozostała, bo Oramusa już nie proszą do antologii, powieści jego ostatnio tylko na rozsprzedażach wyprzedaży widziałem. Bywa.
Ł - 2011-11-25, 15:42
:
No niestety ten tekst to takie pukanie w szybkę słoika z formaliną. Od środka.
Tixon - 2011-11-25, 16:34
:
rybieudka napisał/a:
Z jednej strony pisze o tym co jest współcześnie w fantastyce modne lub niemodne, z drugiej zaś z pewnym oburzeniem stwierdza, że "nazwisk znanych na rynku odcyfrował dwa-trzy". Ok, jego prawo, ale sporo w tym niepotrzebnej i nie do końca uzasadnionej złośliwości.

To mi przypomina moją reakcję, gdy dowiedziałem się o Głosie Lema :"Dobra, kim oni są?
A na poważnie - kilku z nich znam, kilku czytałem, ale kim jest Cyran, Gütsche, Haka?"
Ł napisał/a:
z kwiatkami takimi jak Kłopot w tym, że w SF zamykanie bohaterów w pozorowanej elektronicznie realności uchodzi za tandetę .

Dobra, czemu jest to kwiatkiem? SF nie jest moim konikiem, ale i bez tego wiem, że jest to już rozwiązanie trącące myszką i wymaga wiele wysiłku, aby przedstawić to na poważnie (jak np. światy wirtualne w Gamedecku, będące rozwinięciem idei gier).
Sammael - 2011-11-25, 17:07
:
Tixon napisał/a:
Dobra, czemu jest to kwiatkiem? SF nie jest moim konikiem, ale i bez tego wiem, że jest to już rozwiązanie trącące myszką i wymaga wiele wysiłku, aby przedstawić to na poważnie (jak np. światy wirtualne w Gamedecku, będące rozwinięciem idei gier).


Si senor, jest właśnie tak jak napisałeś - jest to temat w którym obecnie trzeba się postarać, żeby coś świeżego i dobrego napisać.

Ale żeby "uchodziło za tandetę"...? Czy ten człowiek przeczytał swoją recenzję na trzeźwo, przed wysłaniem?
toto - 2011-11-25, 17:14
:
A ja mam inne pytanie, chyba do mc. Skąd pomysł na antologię? Rozumiem, że okrągła rocznica urodzin, ale co było impulsem, który zapoczątkował prace nad książką? Seria książek Lema wydana przez Agorę? A może "Oko potwora" Dukaja? Czy może jak zbieraliście materiały do antologii SF, to któryś z autorów przyszedł z lemowskim w duchu tekstem? A może jeszcze coś innego?
Ł - 2011-11-25, 17:45
:
Tixon napisał/a:

To mi przypomina moją reakcję, gdy dowiedziałem się o Głosie Lema :"Dobra, kim oni są?
A na poważnie - kilku z nich znam, kilku czytałem, ale kim jest Cyran, Gütsche, Haka?"

Ulica zalana była łagodnymi promieniami słońca, typowego dla złotej jesieni. Ludzie zmierzali z zakupami do domów, ale nieśpiesznie, rozkoszując się spacerem. Mówili sobie dzień dobry, uśmiechali się. Wtem zza rogu wyjechały dwie czarna furgonetki. Skręcając z piskiem przecięły chodnik w dwóch miejscach, tak że spacerowicze pomiędzy zatrzymali się oglądając wkoło. Ujrzeli tylko, dwóch, ubranych na czarno mężczyzn wysiadających z każdej strony. Ten z przodu powiedział że to zamach i o ile nie zgłosi się paru ochotników do napisania opowiadań Lemowskich których brakuje do antologii, to rozstrzelają wszystkich na miejscu. Po chwili oczekiwania z tłumu wystąpiła garstka odważnych, zostawiając za sobą przerażone kobiety i popłakane dzieci. Wsiedli do czarnych furgonetek który znikły na długo przed głosem policyjnych syren. TO NA PEWNO BYŁO TAK TIXON.

PS o rzeczywistosci wirtualnej napisze jak uwolnie ręce od double facepalma.
Shadowmage - 2011-11-25, 20:12
:
[quote="Tixon"]
rybieudka napisał/a:
To mi przypomina moją reakcję, gdy dowiedziałem się o Głosie Lema :"Dobra, kim oni są?
A na poważnie - kilku z nich znam, kilku czytałem, ale kim jest Cyran, Gütsche, Haka?"
Debiutantem tylko Gutsche jest... chociaż to pseudonim, więc sam autor jest nawet znany, chociaż nie z beletrystyki. Cyran pisze od lat, Haka przewijał się w NF.
Fakt, że większość pisarzy, to nie tuzy... ale to przecież nie moze przekreślać ich umiejętności odwołania się to twórczości Lema. Bo inaczej popadamy w Przewodasową skrajność z FB: "ja rozmawiałem z Lemem, więc mam prawo pisać, bo go znałem. Inni nie mogą".
mc - 2011-11-26, 00:33
:
@toto - Pomysł - z afektu czytelniczego do twórczości Lema, plus "okrągłej", podwójnej rocznicy. Myśli była taka - jak nie teraz coś podobnego, to kiedy?
MrSpellu - 2011-11-26, 08:56
:
Ł napisał/a:
Ulica zalana była łagodnymi promieniami słońca, typowego dla złotej jesieni. Ludzie zmierzali z zakupami do domów, ale nieśpiesznie, rozkoszując się spacerem. Mówili sobie dzień dobry, uśmiechali się. Wtem zza rogu wyjechały dwie czarna furgonetki. Skręcając z piskiem przecięły chodnik w dwóch miejscach, tak że spacerowicze pomiędzy zatrzymali się oglądając wkoło. Ujrzeli tylko, dwóch, ubranych na czarno mężczyzn wysiadających z każdej strony. Ten z przodu powiedział że to zamach i o ile nie zgłosi się paru ochotników do napisania opowiadań Lemowskich których brakuje do antologii, to rozstrzelają wszystkich na miejscu. Po chwili oczekiwania z tłumu wystąpiła garstka odważnych, zostawiając za sobą przerażone kobiety i popłakane dzieci. Wsiedli do czarnych furgonetek który znikły na długo przed głosem policyjnych syren.

Cholera, wydało się.
toto - 2011-12-04, 15:00
:
Wawrzyniec Podrzucki trochę polemizuje z Oramusem, trochę tłumaczy się dlaczego napisał swoje opowiadanie.

http://www.blog.podrzucki.eu/?p=201
Romulus - 2011-12-21, 11:25
:
http://jawnesny.pl/2011/1...ulenie-o-lemie/
http://lemologia.pl/
http://www.facebook.com/LEMologia?sk=wall
Muszę poszukać tej aplikacji, może na ajFona też się zmieści.
You Know My Name - 2011-12-21, 12:11
:
AjTjunz na fejsie mówi, że da radę, ale może to standardowy autotekst.
Ł - 2011-12-29, 18:20
:
Ciekawostka: http://kompromitacje.blog...adze-liczb.html (dla wszystkich którzy narzekali na to że ja jestem kibolem intelektualnym i czepiam się szczegółów).
Ard - 2011-12-29, 21:02
:
Widzę, że nie jestem jedyną osobą, która więcej tekstu zamieszcza w przypisach, niż we właściwej części publikacji :mrgreen:
You Know My Name - 2011-12-29, 22:34
:
Zniechęciło mnie już samo miano autora: Ebenezer. Nie mógł wymyślić sam, musiał zerżnąć?
MORT - 2012-04-26, 23:43
:
Cóż - mój maraton z Lemem na razie przyjmuje raczej formę lekkiego truchtu...
Cztery książki z Ijonem Tichym za mną i powiem tyle tylko - bosko.

Teraz powróciłem po wielu latach do Solarisu. Jestem po pierwszej połowie, w której to, ku memu zaskoczeniu [czy też zaskoczeniu mego wewnętrznego nastolatka, który kiedyś przecież przeczytał tę książkę i był pod ogromnym wrażeniem] wyszło trochę jakby nieprzemyślanych momentów. WTF-ów takich. :-/
Choć nie licząc ich wciąż nieźle.
No nic, idę czytać dalej...
sanatok - 2012-04-27, 18:34
:
Ja właśnie skończyłem powtórkę "Kongresu". Cykl z Tichym, należy do moich ulubionych dzieł Lema, zwłaszcza "Dzienniki" mają kapitalny ładunek łagodnej (nie agresywnej) niechęci do człowieka + jak to się mawia "Lem największym filozofem polskim był".
MORT - 2012-04-28, 02:06
:
"Łagodnej niechęci do człowieka" - dobrze ujęte //spell

Jakieś ulubione utwory z Ijonem?

I przy okazji - oglądaliście Ijon Tichy: Raumpilot?* Co myślicie?

*dołączony do 16. tomu - Sknoconego kryminału.
sanatok - 2012-04-29, 13:10
:
Nie ma mnie teraz w domu, jak będę miał książkę pod ręką, to posprawdzam tytuły i napiszę. Do moich ulubionych należy podróż (chyba 8?), w której Ijon wybiera się na zebranie Organizacji Planet Zjednoczonych, w celu przyjęcia Ziemi w poczet jej członków, oraz Tragedia pralnicza - "Czy chcesz, żeby Twoja pralka była inteligentniejsza od Ciebie?!" - trafia do mnie taka wizja ekonomii, i złośliwy z niej chichot, przy świadomości jaki cech wyrazem jest człowieku, lubię żarto-groźby z "fizyki dystrybucji, produkcji, konsumpcji".

Co do Raumpilot, to leży gdzieś w zdefragmentowanych czeluściach dysku, ale jakoś nie zebrałem się nigdy do oglądania, słyszałem/czytałem jednak kilka całkiem pozytywnych opinii jakie słyszałem. Gdzieś nawet krąży ponoć wersja z dubbingiem.

Na dokładkę:
Fanowska biografia Ijona Tichego
MORT - 2012-04-30, 02:32
:
U mnie na podium zdecydowanie podróż 21. [Ewolucja religii w obliczu nauki, duizm i dalej], podróż 8. [tak, to Organizacja Planet Zjednoczonych], podróż 14. [polowanie na kurdle, Strum!], oraz indeed Ze wspomnień Ijona Tichego V (Tragedia pralnicza) ^ ^.

Co do niemieckiej adaptacji [MINIMALISTYCZNE SPOILERKI], z początku zdziwił mnie mocno sposób przedstawienia rakiety [wewnątrz obskurne mieszkanie, na zewnątrz, jakiś przyrząd do kawy - nie pijam, nie znam się :P więc dokładnie nie powiem], obcych i robotów [różne kuchenne przedmioty i inne śmieci], itd. Ale się szybko przyzwyczaiłem, ma to swój specyficzny urok. Nastąpiły też pewne zmiany w składzie osobowym rakiety... ale pewnie do tv nie mogło być inaczej, żeby bohater nie musiał do siebie gadać w podróżach. Ostatecznie może być.

Co do przedstawienia historii bywało lepiej, bywało gorzej. Czasem starali się być dość wierni [każdy odc ma jednak tylko ok 15 minut, więc okrojenia i uproszczenia bywały spore], innymi razy robili wariacje na temat. Zdziwiło mnie np. zatytułowanie odpowiednika podróży ósmej Kongresem Futurologicznym...
Ale były i pomysły całkiem z d... wzięte. Cóż nie można mieć wszystkiego.

Btw, płytka dołączona do Sknoconego kryminału jest właśnie z dubbingiem polskim - można przeżyć.
Ponoć jest już drugi sezon, ale znaleźć to gdzieś... to póki co problem.
MORT - 2012-05-01, 00:05
:
Skończyłem Solaris...
Pierwszy raz, czytałem laaata temu i prawdopodobnie czas, oraz powstały później film nieco wypaczyły mi obraz książki. Ale to nieważne, bo podczas lektury prawdziwe wspomnienia ożyły. Świetny klimat utrzymuje się przez większość powieści, opisy oceanu, oraz śledzenie zrytej psychiki bohaterów - fascynujące, ale niestety, jak pisałem wyżej, dochodzi do pewnych nieścisłości, czy nielogiczności, które odciskają się smutno piętnem na tej niegdyś nieposiadającej dla mnie wad powieści.

Żeby nie pozostać gołosłownym - chodzi mi chociażby o początek, gdzie [SPOILERS, obviously] bohater słyszy od Snauta o gościach i rozważa czym mogą być. Rzuca nawet pytanie, czy chodzi o formy tworzone przez ocean. A później chodzi długo i szuka wszelkich możliwych wyjaśnień, ocean POMIJAJĄC, ignorując wręcz. Nie dość, że na początku sam poddał taką ideę, to jeszcze później dowiadujemy się o jego ogromnej wiedzy nt. Solarisu, oraz koncepcji go dotyczących, a co jeszcze gorsze, z czasem dowiadujemy się, że choć plazma uciekała przed kontaktem z ciałami ludzi, to jednak czasem była do niego 'zmuszana' (wypadki), oraz że w naturalny sposób kopiowała inne przedmioty [ileż więcej potrzeba, żeby choć wykoncypować możliwość fantomów od razu?! [nie koniecznie od razu uwierzyć]]. Zresztą - bez przerwy znajdował się nad cholerną planetą! Jak mógł ją tak ignorować? Żeby przynajmniej Lem wspomniał coś o potężnych polach magnetycznych, czy dowolnych fantastycznie-innych, o które można by podejrzewać tworzenie halucynacji...*
Podobnie - niezbyt przekonująca była cała część z doświadczalnym udowodnieniem sobie, że nie śpi, ani nie ma halucynacji - a jeśli już ją przyjąć, to ostatnie kroki powinny chyba być odwrócone... [wspominam za to, że mnie-nastolatka ta część przekonała w stu procentach :-> ].

Tak więc do połowy książki doczytałem nie mogąc cieszyć się w pełni klimatem, bo pod czaszką bez przerwy miałem posmak WTF-ów. Zrobiłem sobie więc dwa dni przerwy i dalej doczytałem prawie bez przeszkód. A ciąg dalszy miło łechtał zwoje. :mrgreen:
Jedyny problem, jaki miałem w drugiej połowie, to elementy obrazu ewolucji solarystyki i definitywne odrzucenie pewnych koncepcji - np. "obcej inteligencji" - przez grono naukowe, zmuszając jednak czytelnika do uznania tej świętości przekonania, bez żadnego konkretnego argumentu. Czuło się wręcz, że Lem tak mocno ciśnie swój modelowany świat w kierunku odmówienia oceanowi dowolnego rodzaju świadomości [aż bolało!], że na pewno musi się okazać świadomym w jakimś stopniu na końcu opowieści. Może jednak był to anachronizm spowodowany pisaniem o dalekiej przyszłości przez pryzmat poglądów przeszłości, czy też ówczesnej Lemowi teraźniejszości... tę niewiarę byłem więc w stanie zawiesić... gdzieś w przedpokoju, poza zasięgiem wzroku i udawać, że jej tam nie ma.

Poza tym jednak, klimat, klimat, klimat, koncepcje, koncepcje, klimat. Mru :mrgreen:
Mimo pewnych wad 5,5/6

Za to narzekania Tixona były całkiem bezpodstawne //sneaky



EDIT: *ok - zreflektowałem się - było przecież podejrzenie o zatrucie gazem atmosfery Solarisu, ale pomijanie działania planety jako ewentualności wciąż gryzie.
Tixon - 2012-06-05, 19:18
:
MORT napisał/a:
Za to narzekania Tixona były całkiem bezpodstawne
--_-

Opowieści o pilocie Pirxie - o ile pierwsze opowiadania czyta się nieco ciężko, tak od Terminusa zaczyna się jazda pierwszą klasą. Koncepcja naprawdę dobra, znowu większość jest niedopowiedziana, zostawiająca pole dla wyobraźni czytelników. Również intrygujący jest Odruch warunkowy, Rozprawa i Ananke.
Fajnie jest widzieć, jak po latach współcześni pisarze próbują ruszyć po swojemu tematy poruszane przez Lema (chociaż głównie dostrzegam Dukaja, cóż nie jestem zbytnio za SF).
Ogólnie - Pirxie daje radę.
Tixon - 2012-06-20, 22:21
:
Pozachwycajmy się Lemem, czyli Tixon przeczytał "Doskonałą Próżnię". Niby Toto pisał o czym DP jest, ale zdążyłem zapomnieć i byłem deczko zdziwiony, że zamiast kolejnej powieści jest to zbiór recenzji książek. Wymyślonych książek. Pomysł co najmniej znakomity. Lem od początku wkracza na wyżyny, pisząc we wstępie omówienie książki. A potem są koncepty. Szczerze mówiąc, niektóre są średnie. Słowo klucz - niektóre, bo pozostałe to ostra jazda bez trzymanki. Świetne, świetne. Załapałem też o co chodziło z Gigameshem --_-


Dalej z Lema, bezwarunkowo planuję Bajki robotów. A co potem mi polecacie?
(Bazując na Bibliotece Gazety Wyborczej mam 1-6 przeczytane plus F&F).
Ajmdemen - 2012-06-20, 23:53
:
"Dialogi" są bardzo fajne, jeśli jeszcze nie czytałeś.
You Know My Name - 2012-06-21, 08:36
:
Obowiązkowo Katar i Śledztwo oraza Głos Pana.
Pierwsze to prawie nie fantastyka a moją opinią o Głosie Pana już chyba czytałeś.
Tixon - 2012-06-21, 10:46
:
Głos Pana czytałem ;)

Cytat:
Głos Pana Lema.
Specyficzne, zdecydowanie specyficzne. Brak akcji, za to bardzo rozbudowana ta... obudowa. Przy okazji, kolejna książka autor, którą należy czytać przy odpowiednim nastroju; przypuszczam, że gdybym miał ją czytać np. latem, rzuciłbym ją w kąt po pięćdziesięciu stronach.
Podczas lektury miałem silne skojarzenia z Córką łupieżcy Dukaja, podejmująca wątki, których brak w Głosie - rozkradanie obcej technologii. Lem na jego tle rysuje się dosyć pesymistycznie, po raz kolejny ludzkość nie jest w stanie niczego się nauczyć z kontaktu, poza jakimiś wypadkami przy pracy.
Chociaż starałem się zwracać uwagę na wszelkie ślady epoki, czytelnym fragmentem był dla mnie tylko moment, gdy omawiał doktora praw, napominając jednocześnie o podsłuchach i kontroli. Oczywiście, poza wyraźną zimnowojenną rywalizacją - my albo oni. Może to moja nadinterpretacja, ale cały czas czułem 'ducha epoki'. Więcej uwag można było odczytać pod adresem science fiction.

Interesujący jest natomiast motyw reprezentacji/odbioru wiadomości, w Głosie wspomniany chyba tylko gdzieś na marginesach, bardzo widoczny był natomiast w Kontakcie - kto miałby prawo do reprezentacji ludzkości, odbioru wiadomości. Ciągnie mnie tu w stronę jakiegoś złośliwego przypadku, jak dajmy na to kontakt z obcą cywilizacją nawiązany przez jakieś mało znaczące państwo europejskie (:P), bądź za kontakt ma odpowiadać buntownik mający to wszystko gdzieś (co mi bardzo pachnie Wattsem ).

sanatok - 2012-06-21, 10:50
:
Cytat:
A co potem mi polecacie?


Cyberiade, Bajki Robotów (ponoć w wydaniu Agory nie ma - "Bajki o maszynie cyfrowej, co ze smokiem walczyła"), Szpital Przemienienia, Śledztwo, Summa technologiae :>
Tixon - 2012-06-21, 10:55
:
Ponoć jest w Cyberiadzie. Poza tym Agora ma o wiele lepsze okładki. Nie takie krzykliwe, jak te nowe.
toto - 2012-06-21, 12:43
:
sanatok napisał/a:
ponoć w wydaniu Agory nie ma - "Bajki o maszynie cyfrowej, co ze smokiem walczyła"),
Nieprawda. Bajki robotów w wydaniu Agory nie zawierają trzech opowiadań o Trurlu i Klapaucjuszu, ale "Jak ocalał świat", "Maszyna Trurla" i "Wielkie lanie" otwierają Cyberiadę, więc nic nie zginęło. Wydanie Agory zawiera za to opowiadanie "Dzieła Cyfrotikon, czyli o dewijacyach, superfiksacyach a waryjacyach serdecznych. O królewiczu Ferrycym i królewnie Krystali", którego nie ma w nowym wydaniu WL (pewnie będzie w Cyberiadzie).
Ard - 2012-06-21, 15:18
:
Cytat:
Niby Toto pisał o czym DP jest, ale zdążyłem zapomnieć i byłem deczko zdziwiony, że zamiast kolejnej powieści jest to zbiór recenzji książek. Wymyślonych książek. Pomysł co najmniej znakomity.


Wiadomo. Borges byle jakich pomysłów nie miał ;)
Tixon - 2012-12-11, 10:59
:
Przeczytałem Bajki robotów. Absolutna rewelacja. Zarówno pod względem pomysłów, jak i języka. Lem pokazuje tym klasę.
Jaskier - 2013-01-09, 15:05
:
Tixon napisał/a:
Przeczytałem Bajki robotów. Absolutna rewelacja. Zarówno pod względem pomysłów, jak i języka. Lem pokazuje tym klasę.


Poczekaj aż przeczytasz ''Dzienniki gwiazdowe'' (zakładając że jeszcze tego nie zrobiłeś).

Do tej pory z repertuaru Lema za mną ''Bajki robotów'', ''Dzienniki gwiazdowe'', ''Solaris'', ''Niezwyciężony'' i ''Eden''

Definitywnie najlepszą książką jest zbiór opowiadań ''Dg''. Zachwycąjace pod każdym względem. Szczególnie podoba mi się sposób ironizowania stosowany przez Lema, który jest tak bardzo dobitny, że aż uśmiech pojawia się człowiekowi na twarzy. Mnogość problemów natury filozoficzno-egzystencjalno-naukowej poruszanych w Dziennikach jest powalająca.

Czytałem tę książkę stosunkowo dawno i w sumie to mało co pamiętam. Był jeden fragment w którejś z końcowych podróży, gdzie Lem opisywał poczynania niejakiego Jeremiasza, który bił obuchem materię w imię ludzkości. Chyba między innymi w celu uwolnienia się spod jarzma praw fizyki. Ten fragment był mega śmieszny i idealnie trafił w moje poczucie humoru. No nie pamiętam kiedy ostatnio śmiałem się aż tak, jak po przeczytaniu tego fragmentu.

Chyba jednym z najlepszych opowiadań było to, o zgrupowaniu planet, na które Ijon pojechał w roli przedstawiciela Ziemi.

Wiem, że ogromne wrażenie zrobiła na mnie podróż w której była jakaś fabryka, czy coś w tym rodzaju i Kalkulator, chociaż nie wiem, czy przypadkiem nie pomyliłem ze sobą kilku opowiadań. Zakończenie tego opowiadania było świetne, niestety mało co z tego pamiętam.

Koniecznie sięgnę po tę książkę jeszcze nie jeden raz, bo z pewnością jest warta poświęcenia dla niej czasu.
Tixon - 2013-02-07, 18:15
:
Jaskier napisał/a:
Poczekaj aż przeczytasz ''Dzienniki gwiazdowe'' (zakładając że jeszcze tego nie zrobiłeś).

Czytałem, na początku nie zrobiły wielkiego wrażenia, ale z biegiem czasu coraz cieplej je wspominam.

Na długie podróże pociągami wybrałem Szpital przemienienia, czyli Lem realistyczny, wojenny. Co prawda przez większość czasu wojna jest tłem, a na pierwszym planie jest typowy lemowy bohater. Stefan Trzyniecki, młody lekarz świeżo po studiach, znajduje pracę w "sanatorium" - szpitalu psychiatrycznym, gdzie prowadzi szereg rozmów na filozoficzne tematy.
Cóż, książka jest dobra, ale brakowało mi do niej mięty. Nie wiem na ile był to wpływ miejsca czytania, czy po prostu taka literatura mnie nie wciąga. Ale i tak uznanie dla Lema za różnorodność.
princessa2013 - 2013-03-22, 15:45
:
czytając pierwszy raz jego utwory w szkole szczerze mówiąc nie rozumiałam ich, teraz gdy do tego wracam, może dlatego że jestem 10 lat starsza, poruszają mnie pomimo, że czytam je po raz kolejny...
Tixon - 2013-06-01, 13:07
:
Następna w kolejności (no nie do końca, ale tak na nią trafiło) książka Lema - Powrót z gwiazd.
Po raz kolejny brawa dla Lema, za świetny pomysł, by w dobie opowieści o podróżach międzygwiezdnych, napisać o tym, co dzieje się po skończeniu podróży.
Wizja Ziemi po powrocie jest miejscami bardzo trafna (ach te ebooki i audiobooki), chociaż pomysł "i cała planeta decyduje się na takie rozwiązanie" trąci nieco myszką.
Męczy mnie też lemowski romans, widać znak czasu.
qtr - 2013-07-18, 15:23
:
Mam pytanie: Czy książki z Kolekcji „Dzieła Stanisława Lema" Gazety Wyborczej są wydane solidnie i sensownie?
Chodzi mi przede wszystkim o to, czy czcionka nie jest przesadnie mikroskopijna i czy grzbiety książek są szyte?
A w ogóle, czy warto zaopatrzyć się w książki Lema w tym wydaniu, czy szukać innego?
Plejbek - 2013-07-18, 15:32
:
Jeśli szukasz praktycznie wszystkich dzieł Lema (poza Obłokiem Magellana, który chyba nawet kiedyś został przez samego Lema uznany za książkę, której nie powinno się już wydawać) to jest to najlepsza i chyba jedyna opcja w tej chwili. WL wydaje pojedyncze książki Lema (lub wydawało do niedawna) ale nie jest to komplet i wg mnie wydanie GW jest o wiele lepsze. Twarda oprawa i szyte grzbiety, czcionka w sam raz.
Fenris - 2013-07-18, 17:14
:
qtr napisał/a:
Mam pytanie: Czy książki z Kolekcji „Dzieła Stanisława Lema" Gazety Wyborczej są wydane solidnie i sensownie?
Chodzi mi przede wszystkim o to, czy czcionka nie jest przesadnie mikroskopijna i czy grzbiety książek są szyte?
A w ogóle, czy warto zaopatrzyć się w książki Lema w tym wydaniu, czy szukać innego?


Warto - obecnie idzie cały komplet (bez tomu 12go) dostać za 550 zeta, wychodzi niecałe 17 złotych za tom.
MadMill - 2013-07-18, 17:27
:
Cały komplet, czy pierwsze 16, bez 12?
Fenris - 2013-07-18, 17:48
:
http://kulturalnysklep.pl...lawa-lema-.html
adamo0 - 2013-07-18, 17:54
:
Potwierdzam jakość wydania Gazety Wyborczej. Porównując je do wydania z WL, to oprócz okładek wydanie GW bije je na głowę.
qtr - 2013-07-18, 19:10
:
Dziękuję za odpowiedzi.
W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaopatrzyć się w wydanie GW.
Tixon - 2013-07-18, 21:47
:
W wydaniu GW czcionka mogła być odrobinę większa, poza tym jest świetna.
MORT - 2013-07-18, 22:00
:
Nie ma też w tej kolekcji sztuki Jacht paradise (choć właściwie była to współpraca dwóch autorów i chyba wydano to tylko raz).
Ł - 2013-07-18, 22:01
:
@Plejbek, WL wydawało i Lemowskie spójne komplety http://loki.ovh.org/lem.php , bardzo ładne zresztą ale sporo droższe od wydania GW. Gdybym chciał skolekcjonować spójną Lemografie i Bozia pieniążkiem by sypneła, to chyba wybrałbym tą opcję. Póki co na półkach Lemowski misz-masz.
Tixon - 2013-08-28, 11:53
:
Cyberiada - czysty pokaz mistrzostwa.
silaqui - 2013-12-11, 01:09
:
Sprawa taka: z Lema znam mniej niż niewiele (ot kiedyś się przeczytało "Bajki Robotów". jakiś czas temu skusiłam się na "Niezwyciężonego" (moja opinia TUTAJ , link wklejam byście wiedzieli jak "Niezwyciężonego" odebrałam) ). Chcę więcej, ale Lema tyle, że nie wiem, co wybrać. Na pewno nie Pirxa, do tego mam uraz z podstawówki, ale poza tym nie mam uprzedzeń.
Co polecicie? :)
Ard - 2013-12-11, 02:55
:
Moje ulubione to Głos Pana i Powrót z gwiazd. Na pewno warto jeszcze Dzienniki gwiazdowe, Cyberiadę i Kongres... (no i rzecz jasna Solaris).

Odradzałbym za to Eden, Szpital przemienienia i najwcześniejsze utwory (Astronautów np.).
rybieudka - 2013-12-11, 06:36
:
Cytat:

Moje ulubione to Głos Pana i Powrót z gwiazd. Na pewno warto jeszcze Dzienniki gwiazdowe, Cyberiadę i Kongres... (no i rzecz jasna Solaris).

Dobra lista na początek. Ja bym jeszcze dołożył Pokój na Ziemi. Jesli chcesz się zabierać za teksty z Tichym to warto zacząć od Dzienników gwiazdowych (IMO są tam jedne z najlepszych opowiadań sf jakie kiedykolwiek powstały) a potem Kongres futurologiczny czy wspomniany Pokój.... Głos Pana i Solaris to klasyka klasyki, a Cyberiada to chyba jedna z bardziej oryginalnych rzeczy Mistrza. Jak się wstrzelisz w odpowiedni nastrój to rewelacja, ale trzeba mieć na uwadze, ze pod płaszczykiem formalnej frywolności ładunek lemowskiego filozofowania jest tam przeogromny.
toto - 2013-12-12, 19:42
:
silaqui napisał/a:
Chcę więcej, ale Lema tyle, że nie wiem, co wybrać. Na pewno nie Pirxa, do tego mam uraz z podstawówki, ale poza tym nie mam uprzedzeń.
Jednak spróbuj też Pirxa. Daj mu szansę, przeczytaj dwa pierwsze opowiadania, jeśli ci się nie spodobają, to daj ostatnią szansę i sprawdź "Ananke". Jeśli to cię nie przekona, jesteś stracona.
silaqui - 2013-12-12, 20:18
:
Tyle polecanych, a w tym miesiącu mogę kupić tylko jedną :( zdam się na Macieja i z jego propozycji wylosuję jedną. W końcu, trzeba sobie jakiś prezent mikołajkowo-urodzinowo-świąteczny zrobić :) dziękuję za wskazówki, nie omieszkam poinformować o swoim wyborze i moich wrażeniach po lekturze.
kurrrak - 2013-12-12, 20:39
:
silaqui napisał/a:
Tyle polecanych, a w tym miesiącu mogę kupić tylko jedną :( zdam się na Macieja i z jego propozycji wylosuję jedną. W końcu, trzeba sobie jakiś prezent mikołajkowo-urodzinowo-świąteczny zrobić :) dziękuję za wskazówki, nie omieszkam poinformować o swoim wyborze i moich wrażeniach po lekturze.


Mogę Ci sprezentować "Kongres", zabulisz tylko za wysyłkę. Choć osobiście podpisuję się rękami i nogami pod "Głosem".
rybieudka - 2013-12-14, 11:21
:
Głos Pana czy Solaris mają to do siebie, że są zamkniętymi całościami i to jest ich niewątpliwa zaleta. Za to Dzienniki... mają jakiś nieodparty urok. Taką kolejnośc bym proponował: Głos Pana potem ew. Solaris, potem podnowne podejście do Pirxa lub Dzienniki..., a potem Cyberiada no i dalsze teksty z Tichym. I jeszzce mnóstwo innych tekstów :)
silaqui - 2013-12-17, 00:29
:
rybieudka napisał/a:
I jeszzce mnóstwo innych tekstów :)

I to "mnóstwo" sprawia, że nie wiem, za co się chwycić :P
Fidel-F2 - 2013-12-17, 00:41
:
leć po kolei
Oceansoul - 2013-12-17, 03:24
:
Sil, jeśli podobały Ci się "Bajki Robotów", to ja gorąco polecam "Cyberiadę", jest fenomenalna. To, co Lem potrafi wyczyniać z językiem, nie ma sobie równych. :)
rybieudka - 2013-12-17, 07:48
:
Oceansoul napisał/a:
ja gorąco polecam "Cyberiadę", jest fenomenalna. To, co Lem potrafi wyczyniać z językiem, nie ma sobie równych. :)

To prawda, językowo to mistrzostwo świata. Ale mim zdaniem, żeby docenić w pełni tę książkę trzeba trochę się otrzaskać z Lemem, tzn. jego sposobem łączenia refleksji filozoficznej z rozrywkowym na pozór tekstem. A to jest jednak łatwiejsze na bazie choćby Dzienników gwiazdowych
Plejbek - 2013-12-17, 09:21
:
Fidel-F2 napisał/a:
leć po kolei

To jest bardzo dobry pomysł ale dla kogoś kto już choć trochę Lema zna i chce poznać całość jego twórczości. Dla osoby nie znającej Lema wcale to jest złe rozwiązanie.
"Człowiek z Marsa", "Astronauci" czy wyklęty przez Lema "Obłok Magellana" to w sumie ciekawe książki ale wyraźnie słabsze od innych i mnie na przykład na pewno by nie zachęciły do szerszego poznania Lema.

Proponuję przeczytać najpierw takie cztery książki:
"Dzienniki Gwiazdowe" - pierwsze spotkania z Tichym co jest świetną przygrywką do trudniejszych ale zbliżonych "Kongresu...", "Pokoju na Ziemi" i świetnej "Wizji Lokalnej"
"Bajki Robotów" - co da niezły wstęp do jednej z moich ulubionych ale co trzeba też zaznaczyć jednej z trudniejszych beletrystyk czyli "Cyberiady".
"Solaris" - bo to kurde Solaris i geniusz w czystej postaci. Choć jest to też niebezpieczne - jak czytasz najpierw najlepsze to już wiesz że lepszej nie przeczytasz. W tonie Solarisu masz potem np. "Głos Pana" czy "Fiasko"
"Opowieści o Pilocie Pirxie" - tak, ja wiem, że męczono nas w dzieciństwie. Ja wiem, że nie jest to może czołówka książek Lema ale mimo wszystko to jest książka w której wg mnie siedzi kolejna część Lemowej esencji. Potem koniecznie "Niezwyciężony", "Powrót z gwiazd" czy "Eden".

A potem czas na ostrą jazdę: "Pamiętnik znaleziony w wannie"; "Golem XIV" i nie-beletrystyka (ale to już musisz sama zdecydować , jak przejdziesz to co wypisałem to albo się w Lemie zakochasz albo wyrzucisz wszystkie jego książki przez okno).
Fidel-F2 - 2013-12-17, 09:29
:
nie mirmiłuj
Plejbek - 2015-04-22, 15:06
:
Postanowiłem (po poście Fidela) wziąć się znowu solidnie za Lema i w ciągu najbliższych lat przeczytać chronologicznie wg dat wydania kolekcję Agory sprzed 5-6 lat. Brakuje tam co prawda kilku rzeczy (np. Obłoku Magellana i dalszego ciągu Szpitala Przemienienia) ale są to książki wyklęte przez samego Lema i systematycznie przez niego banowane jeśli chodzi o propozycje wznowień – więc dam spokój. Kiedyś dawno temu przeczytałem „Obłok..” i był faktycznie przesiąknięty doktryną socrealizmu. Można w sumie czytać jak kto koniecznie chce ale myślę, że nie warto.

„Człowiek z Marsa. Opowiadania młodzieńcze. Wiersze” – Tom XX kolekcji.
„Szpital Przemienienia” – Tom IX.


Pierwsza nowela, pierwsze opowiadania, pierwsza powieść. Wszystko nietknięte jeszcze pazurem cenzury i jedynie słusznymi wówczas prawidłami literatury realnego socjalizmu.

Opowiadania związane z tematycznie głównie z II wojną światową, pisane „dla chleba” do różnego rodzaju periodyków i gazet. Najlepsze opowiadanie to „Obcy” – oderwane właśnie od tej tematyki i stanowiące już pierwszy znak mówiący o tym w jakim kierunku podążać będzie Lem w późniejszym pisarstwie (fantastyka naukowa). Lem zaczyna też już tworzyć swoje powieściowe alter-ego z wczesnego okresu pisarstwa czyli Stefana Trzynieckiego, późniejszego bohatera „Szpitala Przemienienia”. Młody dwudziestoparoletni lekarz medycyny w realiach drugiej połowy lat czterdziestych, szukający swojej drogi w życiu.

„Człowiek z Marsa” był czytany przeze mnie właśnie po raz drugi. USA, lata powojenne, tajne laboratorium badawcze jak w strefie 51, młody reporter amerykańskiej gazety wciągnięty w wir wydarzeń, których kompletnie nie rozumie. I tutaj pojawia się też wstęp do jednego z głównych obszarów zainteresowań Lema – do próby kontaktu z obcą inteligencją. I od razu Lem przyjmuje stanowisko negatywne – nawet jeszcze ostrzej postawione niż w późniejszych książkach. Obcy to zło absolutne, nie tylko nie można się porozumieć a wręcz należy uniemożliwić jakąkolwiek próbę kontaktu. Obca cywilizacja u Lema uosabia tutaj chyba państwo totalitarne jako coś na wskroś przerażającego i groźnego. Potem ten radykalizm nieco słabnie - to brak wspólnego mianownika komunikacyjnego jest kluczowy.

„Szpital Przemienienia” to pierwsza część trylogii „Czas Nieutracony”. Druga i trzecia część pisana pod dyktando władzy została ostatecznie uznana przez Lema jako coś co praktycznie nie jest jego autorstwem i tak odbiega od jego własnego światopoglądu, że nie może być wznawiane. Tom pierwszy wywinął się jeszcze cenzurze i jedynoprawdzie socjalistycznej - Lem pisze swój pierwszy traktat filozoficzny. Jeszcze bez tej siły rażenia i potęgi jakie mają jego późniejsze rzeczy ale i tak warty przeczytania. Najlepsze są tu rozmowy Trzynieckiego (wg mnie Lem wzorował się przy tworzeniu tej postaci na własnej osobie) z pacjentem szpitala - poetą Sekułowskim. Sekułowski to totalny nihilista moralny w przeciwieństwie do głównego bohatera. Stefan Trzyniecki próbuje cały czas szukać pewnych punktów oparcia do umocowania stałych wartości moralnych - odpowiedź kto ma rację nie jest tutaj jednoznacznie podana. Chociaż sam Lem wg mnie jednak skłania się ku swojemu literackiemu alter-ego, świat z płynnymi fundamentami moralnymi jest chyba nie do zaakceptowania. (Swoją drogą, jak czasem wchodzę w dysputę z jednym moim znajomym, który nie widzi możliwości zaistnienia stałych moralnych i etycznych nie wywiedzionych z religii to podaję mu właśnie przykład Lema - ateisty, który wg mnie takie stałe jednak zakłada). i może w kolejnych częściach Lem rozwija temat ale ja ich już raczej nie przeczytam (bo i skąd?). Aha, warto też przeczytać umieszczoną na koniec książki korespondencję Lema z księdzem Obirskim, świetna rzecz.

Podsumowując - książki te na pewno odbiegają nieco poziomem od szczytowych osiągnięć Lema. Nie proponowałbym od nich zaczynać poznawania jego twórczości. Ale ci co Lema trochę już znają i przede wszystkim lubią powinni je przeczytać. Bo to jednak kawał bardzo dobrej literatury. No i pokazuje jak nasz Mistrz zaczynał.

Następne za jakiś czas to będą powtórki - "Astronauci" i "Dzienniki Gwiazdowe". Chyba za bardzo krótki czas :)
jewgienij - 2015-04-22, 16:11
:
Jeśli nie układamy listy dla dzieci i zupełnych amatorów, to warto by zacząć od Fiaska i tekstu Kultura jako błąd z "Doskonałej próżni", w zestawieniu z bardzo dyskutowanym tutaj Ślepowidzeniem Wattsa.
Plejbek - 2015-04-24, 12:35
:
„Astronauci” – Tom XXII.

Tutaj już widać wymuszony przez władze dydaktyzm. Komunizm zaprowadził powszechny pokój i dobrobyt na całym globie. Sahara użyźniona wodą z Morza Śródziemnego zamieniła się w raj na ziemi a ludzie budują sztuczne słońca nad biegunami w celu roztopienia lodowców i likwidacji zimnych prądów morskich :shock: .

Wiele jest takich kwiatków w tej książce - politowanie mogą budzić zarówno hymny wyśpiewywane przez Lema na cześć komunizmu (ale i tak są one w miarę stonowane i obowiązkowe ze względu na realia w których wtedy pisał) jak i naukowe skuchy, które popełnił. Tylko, że trzeba wziąć poprawkę na dwie rzeczy: dzisiaj łatwo po 65 latach pokazywać palcem gdzie Lem spudłował mając za sobą bagaż tysiąca książek SF i nawał literatury popularnonaukowej. Ja przymykam oko na te rzeczy i doceniam pierwszą lemową pełnoprawną powieść science fiction, trochę chyba ukształtowaną książkami Verne’a bo czytając ją nie mogłem się oprzeć porównaniom z bardzo dawno już czytanym Vernem właśnie. Po drugie jest to chyba pierwsza (może mnie ktoś poprawi jeśli się mylę) polska książka science fiction, którą można nawet podciągnąć pod "hard" - przygody astronautów są zdecydowanie drugorzędne w stosunku do konceptów naukowych i filozoficznych, które Lem chce przekazać. I przedstawia je dość szczegółowo - czasami to wręcz wykład popularnonaukowe.

Astronauci to nadal nie jest skok wzwyż w porównaniu z „Człowiekiem z Marsa” czy „Szpitalem Przemienienia”. Ja ją stawiam nawet nieco niżej niż te dwie pierwsze. Ale powtórzyłem czytanie z wielką przyjemnością. Choćby dla rodzącej się wtedy afirmacji Lema dla humanizmu i powątpiewaniu w ślepe zawierzenie tylko i wyłącznie metodzie naukowej (widać to w opowieściach załogantów po drodze z Ziemi na Wenus).
Plejbek - 2015-05-17, 13:52
:
„Dzienniki Gwiazdowe” – Tom I.
Pierwsze arcydzieło Lema. Nie napiszę w sumie nic co nie jest już napisane o tych opowiadaniach, może tylko tyle, że do tego zbioru trzeba wracać cały czas co kilka lat. Obok Cyberiady, Solaris i Głosu Pana to chyba największe dokonanie Lema.

„Eden” – Tom X.
To są tak naprawdę Astronauci 2.0 - książka napisana lepiej, składniej, już po od Odwilży zatem Lem mógł zapomnieć o narzucanych przez władzę prawidłach pisania i zrobić coś bardziej po swojemu. Fabuła i zamysł jest podobny do Astronautów bardzo - widać coraz większą fascynację autora nauką, cybernetyką i już pierwsze krytyczne spojrzenia na ustrój panujący w Polsce (bo Edeńczycy tkwią właśnie w takim zakłamanym, wykreowanym świecie).
No i według mnie treść Edenu to wprost idealny materiał na jakąś porządną sesję RPG (ta książka to praktycznie gotowy scenariusz, nie wiem tylko czy istnieje jakiś dobry system na taką rozgrywkę).
Fidel-F2 - 2015-05-31, 17:12
:
Obłok Magellana Estetyka mocno w klimacie Verne'a, bardziej przypomina piknik zakładowy albo wycieczkę luksusowym statkiem wycieczkowym niż wyprawę naukową. Utopia nasączona naiwnością Campanelli i ideałami szczytowego komunizmu, wszystkie problemy społeczne zostały rozwiązane; wszyscy są szlachetni, rozsądni, spolegliwi i uczynni, zawsze robią co trzeba, robią ile mogą, biorą ile potrzebują i nie więcej. Miejscami narracja meandruje i mieliznuje przynudzając. Oczywiście to wszystko z perspektywy dwudziestopierwszowiecznego cwaniaczka, biorąc pod uwagę czas i miejsce powstania, ówcześnie to była niezła mimo wszystko rzecz. Mimo, że Lem wydaje się tu miejscami jakiś niezdecydowany i nieogarnięty to oczywiście błyska co jakiś czas jego inteligencja, wyobraźnia i zdolność do podpatrywania rzeczywistości z boku i perspektywy. Fabuła liniowa, miejscami dygresyjna, miejscami pretekstowa nie jest szczególną wartością w tym dziele. Czyta się w miarę ale jestem pewien, że nigdy nie wrócę do tego tomu. Strasznie smutny, depresyjny i monotonny wyszedł ten świat Lemowi. 3,5/6
Plejbek - 2015-06-13, 22:09
:
"Śledztwo. Katar" - Tom VIII
Uwalniam nieco mocy ukrytej w szortach
Shadowmage - 2015-06-13, 22:43
:
Ch... zapomniałem cię spytać, czy byś czasem dla Katedry czegoś nie napisał i już talent ukradli :P
Plejbek - 2015-07-18, 10:07
:
"Solaris" - Tom III
"Powrót z Gwiazd" - Tom XI

Dwie znakomite książki z tego samego okresu twórczości, zdecydowany top jeśli chodzi o powieści Lema. Wszyscy wiedzą o czym te książki traktują, jedna to kwintesencja Lemowej teorii o niemożliwości kontaktu z obcą inteligencją, druga to najsilniejszy chyba argument za inną (choć zbieżną ideowo) tezą - o bezsensie romantycznych nadziei pokładanych w planach eksploracji kosmosu i o praktycznej niemożliwości uzyskania jakichkolwiek wymiernych korzyści z wypraw poza Ziemię.

Nie będę pisał nic więcej - ale chciałem zwrócić uwagę na pewną rzecz, która nasunęła mi się podczas czytania opracowań i różnych omówień tych książek. Lem pisał książki szybko, w zupełnie niedukajowy sposób. W róznych wywiadach przyznał się do kilku rzeczy:
- Lem, gdy pisał fragment o tym, że Kelvin po przybyciu na stację spotyka jednego z tubylców, nie wiedział zupełnie co przytrafi się bohaterowi w kolejnym rozdziale. Założył tylko, że będzie to coś co wywróci jego światopogląd do góry nogami. Nie miał w zamiarze jeszcze wtedy zaprzęgnięcia oceanu do kluczowego rozwiązania fabularnego (może to tłumaczy nieco Lema pod kątem zastrzeżeń Morta sprzed dwóch stron wątku).
- zupełnie nie planował Harey jako istoty nawiedzającej Kelvina, tak samo jak "wielkiej Murzynki" czy "tego czegoś co tupocze małymi stópkami" - te postacie nagle wpadły mu do głowy podczas pisania konkretnego rozdziału.
- W Powrocie z Gwiazd, we fragmencie gdy Bregg zaproszony jest do pokoju nowo poznanej dziewczyny Lem przedstawia pomysł na betryzację społeczeństwa. Wpadł na ten pomysł dopiero gdy ten rozdział pisał i tak już zostało. W ogóle nie zamierzał pisać tej książki w formie dystopii aż do tego momentu.

I pewnie takich przykładów jest więcej. To znaczy, że Lem pisał powieści szybko i bez konspektów. Ktoś w ogóle w dzisiejszych czasach tak pisze? I pisze tak, że wychodzą arcydzieła? - bo te dwie książki jesli nawet arcydziełami nie są to na pewno o tą definicję się ocierają. Tym większe brawa dla Lema.

A może się mylę - może taki proces twórczy to jednak ogólnie przyjęta norma?
Plejbek - 2015-07-22, 12:31
:
"Pamiętnik Znaleziony w Wannie" - Tom XIII
MORT - 2015-07-22, 13:28
:
Słuszna uwaga co do Solarisu. Jest to jakieś wytłumaczenie.

@Pamiętnik: Dużo bardziej wymagający od Pamiętnika był Katar - ale w kontekście cierpliwości czytelnieka. ;)

Btw, w Przekładańcu jest też scenariuszowa wersja Pamiętnika.
Trojan - 2015-07-22, 13:35
:
co do Solariusu to wszystko zależy od przekładu
utrivv - 2015-07-22, 13:48
:
Plejbek napisał/a:
"Pamiętnik Znaleziony w Wannie" - Tom XIII
Przecie Lem był racjonalistą jakże więc nie wierzył w reguły rządzące wszechświatem?
Gdyby naprawdę wierzył w determinizm nie rzucał by się tak na wiedzę, nie pisał, nie zgłębiał - zresztą jak jednocześnie można wierzyć w determinizm i brak reguł? //panda
Plejbek - 2015-07-22, 15:03
:
utrivv napisał/a:
Plejbek napisał/a:
"Pamiętnik Znaleziony w Wannie" - Tom XIII
Przecie Lem był racjonalistą jakże więc nie wierzył w reguły rządzące wszechświatem?
Gdyby naprawdę wierzył w determinizm nie rzucał by się tak na wiedzę, nie pisał, nie zgłębiał - zresztą jak jednocześnie można wierzyć w determinizm i brak reguł? //panda


Lem w Pamiętniku raczej nie wierzył w możliwość stwierdzenia czy reguły istnieją czy nie - ze względu na ułomność ludzkiego poznania. To o tej niemożności (pociągnietej do ekstremum), o posługiwaniu się ciągle znaczeniami i szyfrem traktuje m. in. pamiętnik. Brak reguł to jedynie jedna z możliwości, przed którą broni się nasza ludzka istota.

A fatalizm/determinizm (może trochę źle to ująłem, bardziej to jest niemożność stanowienia o sobie w oparciu o prawdziwe - jeśli istnieją :) - reguły rządzące bytem. Bardziej brak pełnego indeterminizmu) wynika trochę również z samego człowieka a nie z tylko budowy świata. Gmach/świat cały czas prowadzi bohatera i daje mu złudzenie wolnego wyboru. Bohater nie jest transcendentny wobec Gmachu, nie ma oglądu z zewnątrz i misja którą ma wypełnić (misja-życie) to tylko symbol poszukiwań a nie misja jako taka. Bo wszystko wokół niego to kamuflaż - błędna interpretacja bohatera, on ciągle szuka, szuka i wciąż okazuje się, że jego decyzje są już z góry ustalone (rozmowa z postacią, która mu przewiduje kolejne etapy jego wędrówki, rozdział o "lilijnej" i w końcu "spisek" z lekarzem, który też się nie udaje). Tak przynajmniej to widzę.
MORT - 2015-07-23, 01:50
:
Plejbek napisał/a:

Lem w Pamiętniku raczej nie wierzył w możliwość stwierdzenia czy reguły istnieją czy nie - ze względu na ułomność ludzkiego poznania. To o tej niemożności (pociągnietej do ekstremum), o posługiwaniu się ciągle znaczeniami i szyfrem traktuje m. in. pamiętnik. Brak reguł to jedynie jedna z możliwości, przed którą broni się nasza ludzka istota.


Mogę już nie pamiętać dobrze, ale przez Pamiętnik przewijał się przede wszystkim motyw szukania i nieodnajdywania jakiegoś zewnętrznego celu życia ("misji"). Nie chodziło o brak reguł rządzących wszechświatem jako takim (Gmach przecież istnieje i działa), a o niemożność odnalezienia wymiaru teleologicznego w tymże wszechświecie i chaos w ludzkich umysłach, jaki jest tego skutkiem (równie chaotyczne istniejące i powstające frakcje, które obierają sobie jakiś cel i walczą między sobą, choć kto jest z kim (i kiedy) nigdy nie wiadomo - bo nikomu do głowy wejść się nie da; bariera subiektywności. Paradygmat istnienia celu tworzy jednak nacisk, który zmusza wszystkich do zachowywania pozorów, do grania swojej roli (choć oczywiście nie wszyscy weń wierzą i kombinują naokoło tego paradygmatu)). Na samym początku bohater ma wyuczone wrażenie poukładanego świata, gdzie wszystko ma swoją funkcję i swój porządek, by nagle zostać zaatakowanym (razem z czytelnikiem) przez chaos i wrażenie arbitralności doświadczanych celów i sensów z jednej strony, a z drugiej przez wrażenie kontroli nad jego życiem, które być może ma go zmusić do uznania istnienia celowości "mimo wszystko", jakby to bezsensowne się nie wydawało - zaszczepić przeciw wątpliwościom.

A na końcu i tak zalała ich magma. :mrgreen:

Cytat:
i wciąż okazuje się, że jego decyzje są już z góry ustalone (rozmowa z postacią, która mu przewiduje kolejne etapy jego wędrówki, rozdział o "lilijnej" i w końcu "spisek" z lekarzem, który też się nie udaje). Tak przynajmniej to widzę.

Która to była postać? Chodzi ci o szpiega, który spał w łazience?
I co to była ta lilijna, bo zupełnie nie pamiętam?

Nie jestem całkiem pewien co do tego, że decyzje bohatera były z góry ustalone (tej historii z lekami nikt chyba nie przewidział, znalezienie mapy Gmachu przez bohatera też było zaskoczeniem dla przełożonego).

Część decyzji bohatera mogła być np. zainscenizowana i/lub przewidywalna (w ludziach zawsze jest mniejszy lub większy pierwiastek przewidywalności*), być może aby dać mu wrażenie istnienia wymiaru teleologicznego. Szyfry w szyfrach w szyfrach - i tak w nieskończoność były na tyle absurdalne, mistyczne wręcz, że też odebrałem je jako sposób manipulacji pojmowaniem bohatera. Oto mamy jakieś metafizyczne, mistyczne prawdy, których ty, bohaterze nie rozumiesz, ale sztuczka tu, sztuczka tam, zrobimy na tobie wrażenie, sprzedamy ci bajkę o znaczeniach przesycających wszechświat, a ty bądź posłuszny.

* i powtarzalności. Szpieg śpiący w łazience widzi w bohaterze siebie sprzed lat - popełniającego te same błędy, natrafiającego na te same problemy. Tak jak niemal każdy człowiek powtarza głupie błędy poprzednich pokoleń i trafia na te same egzystencjalne problemy. Czym jest misja? W ogóle istnieje? itd...
Plejbek - 2015-07-24, 00:37
:
Mort, ciekawa sprawa z tym teleologicznym podejściem. Nie myślałem w ten sposób - może przy kolejnym podejściu do "Pamiętnika.." spróbuję pod tym kątem.

Na interpretację Gmachu jako świata doskonale kryjącego się ze swoimi zasadami (albo ich brakiem) przed ludźmi naprowadziło mnie kilka tropów:
- dekodowanie Szekspira (rozdział IV) jako nieskończony ciąg szyfrów, które kryją tekst, który kryje jednak szyfr, który kryje tekst.... I tak to jest przełożone na całą przyrodę, którą my próbujemy dekodować - bez szans
- to dekodowanie, nadawanie znaczeń jako ludzka cecha nierozerwalna z naszą naturą powraca w rozdział XI na popijawie w "psychiatryku"
- no i kluczowy chyba rozdział XII gdzie ksiądz Orfini naprowadza w końcu bohatera na potencjalne rozwiązanie (Gmach nie jest mądry, nie zawiera kluczy, nie daje odpowiedzi - to tylko totalna ale ślepa doskonałość, nieskończenie zakamuflowana, oparta na pozorach). Tylko czy w takim świecie można zaufać i takiej interpretacji?


MORT napisał/a:

Cytat:
i wciąż okazuje się, że jego decyzje są już z góry ustalone (rozmowa z postacią, która mu przewiduje kolejne etapy jego wędrówki, rozdział o "lilijnej" i w końcu "spisek" z lekarzem, który też się nie udaje). Tak przynajmniej to widzę.

Która to była postać? Chodzi ci o szpiega, który spał w łazience?
I co to była ta lilijna, bo zupełnie nie pamiętam?

Tak, chodzi o szpiega w łazience. Lilijna to dziewczyna, którą spotyka w rozdziale XIII i przy której objawia się jego niemoc, brak wolnej woli, która jest niczym wobec woli Gmachu (chce ją "zhańbić" aby potwierdzić samemu sobie że jest "łaydakiem" wobec świata/oszusta, wyzwolonym z nieskończonej gry znaczeń, gotowym do "prawdziwego" spisku przeciwko Gmachowi, ale niestety znowu wpada w narzucone samemu sobie gry pozorów - im dłużej zwleka z "hańbieniem" tym bardziej reinterpretuje znaczenie spotkanej osoby i w końcu rezygnuje wracając na poprzednią ścieżkę). Ten brak wolnej woli (co ja określiłem fatalizmem, determinizmem w recenzji) polega na tym, że Gmach jako świat, gdzie dla człowieka, wszystko to co obserwuje i doświadcza jest pozorowane przez percepcję, uniemożliwia podjęcie w pełni suwerennego działania, opartego na poprawnie zinterpretowanych przesłankach. Gmach/Świat, fałszując (mimowolnie bo to wg mnie sami robimy jako niedoskonałe poznawczo istoty) każdy aspekt naszego działania, naszą autonomię również fałszuje.
Tixon - 2015-08-16, 23:47
:
Ankieta o Lemie i jego twórczości.
Fidel-F2 - 2015-10-18, 17:37
:
Człowiek z Marsa Wellsowska inwazja w kameralnym wymiarze, pod kontrolą pożalsięborze naukowców. Lem nie chciał tego wznawiać i ja go rozumiem. Rzecz ma w sobie zalążki tego i owego co się jeszcze w przyszłości autorowi przyda ale zasadniczo jest kulawa konstrukcyjnie, naiwna i chaotyczna. Jako wczesny wytwór mistrza warto poznać, ale nie ma żadnego innego po temu powodu.
Plejbek - 2015-12-11, 09:48
:
"Cyberiada" - Tom XV
Drugie czytanie w życiu i w końcu mam odpowiedź na pytanie "która książka Lema jest tą najlepszą". Nie Solaris, nie Fiasko, nie Dzienniki Gwiazdowe - to jest właśnie Cyberiada.
Ta książka to jest takie stężenie geniuszu (nie tylko literackiego - Lem jest tu najwyższej klasy filozofem, futurologiem, rubasznym gawędziarzem, kpiarzem, mistrzem języka polskiego), że każde pojedyncze opowiadanie może go z powodzeniem rozdawać na roczny nakład literatury wydawanej obecnie i jeszcze by go starczyło. Poziom trudności rośnie w miarę czytania - warto czytać w pełnym skupieniu zwłaszcza w drugiej połowie (ekstremalna miodność i mindblow pojawia się gdzieś tak od Altruizyny).

Ja to częściowo czytałem, częściowo słuchałem - audiobook w wykonaniu Peszka, Linde-Lubaszenko i Lecznara. Peszek jest Trurlem, Lubaszenko Klapaucjuszem a Lecznar całą resztą - czytają to tak, że oderwać się nie można.

Tak ogólnie to jest książka do regularnego czytania i powrotów przez całe życie. Choć piekielnie trudna momentami.
Tixon - 2015-12-11, 11:15
:
Chyba się z Tobą zgadzam.
Plejbek - 2016-02-01, 09:03
:
"Opowieści o Pilocie Pirxie" - Tom V

Rzecz należąca na pewno do elementarza każdego miłośnika Lema. Doceniam tą książkę jako element wszechświata jego filozofii (znaczący, bo skupiony na temacie wzajemnej relacji technologia-człowiek i zagadnieniach związanych z szukaniem pierwiastka człowieczeństwa w maszynach) i uważam to za wysoką półkę science-fiction - choć nie jest to moja ulubiona książka.

Lem, w żadnej innej beletrystyce nie idzie tak mocno w technikalia (nie wiem czy sadzi błędy, czy jest rzetelny - pewnie tak, wierzę mu na słowo). Widać tutaj mocno ducha czasu, można wręcz powiedzieć, że te opowiadania powstać musiały jako swego rodzaju konieczność dziejowa - Lem pisał o Pirxie od 1959 do 1970 roku (Jurij Gagarin, Walentyna Tierieszkowa, pierwsze loty na orbitę i ostatecznie program Apollo i lądowanie na Księżycu). Jednocześnie Lem tutaj też filozofuje, choć nie stawia tego akurat na pierwszym planie.
Fidel-F2 - 2016-03-13, 20:11
:
Dialogi Lektura trudna, wymaga od czytelnika ciągłego skupienia. Pierwotne dialogi są lżejsze i łatwiejsze w percepcji. Późniejsze aneksy i komentarze to rzecz wyjątkowo wymagająca. Nie będę odkrywał Ameryki opisując treść, można to znaleźć w sieci bez problemu. Dla czytelników beletrystyki pozycja całkowicie zbędna. Warto jednak poznać nawet nie dla kwestii merytorycznych ale by uświadomić sobie wielkość intelektualną umysłu autora. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do narzędzia jakie Lem nosił pod kopułką, Dialogi je rozwieją.
Plejbek - 2016-03-18, 19:51
:
"Głos Pana" - Tom IV
Niektórzy zaliczają tą książkę do nurtu filozofii Lema w którym głosi on niemożność kontaktu z obcą cywilizacją. Nie zgadzam się z tym. Nurt ten reprezentują Solaris jako dojrzała beletrystyka o spójnej i kompletnej filozofii i Fiasko jako jej podsumowanie i zwieńczenie.
A Głos Pana ma u mnie drugie miejsce jak na razie (za Cyberiadą) wśród utworów Lema jeśli je segregować wg wielkości dzieła. To lekko zbeletryzowany esej w którym ustami bohatera-matematyka Lem wykłada swoje zdanie na temat możliwości ludzkiego poznania (znaczy nie pisze tylko o poznaniu - jest to po prostu główny temat). Lem o poznaniu pisał już wcześniej - Głos Pana to jego podsumowanie tego obszaru. Czytałem to po raz drugi w życiu, ale jakbym czytał po raz pierwszy. Nie dziwię się już toto, że pisze regularnie o powrotach do Głosu Pana. Też będę wracał.

A teraz powoli, z przystankami i dość sporym skupieniem czytam pierwszy raz w życiu Summę Technologiae. Czytam w sumie jak podręcznik, a to co Lem miał pod kopułą tu widać jeszcze chyba wyraźniej niż w Dialogach.
Dulaman - 2016-03-31, 18:20
:
Na kanale AleKino+ był dopiero co film dokument "Wizyta",
http://www.filmweb.pl/film/Wizyta-2015-740852
jak go opisują inspirowany książkami Lema.
Oglądaliście może?

Ja sobie nagrałem ale zastanawiam się czy oglądać teraz czy najpierw przeczytać książki Lema bo jestem jeszcze na etapie zbierania biblioteczki.
Czy jeśli jest się jeszcze przed lekturą Mistrza to oglądanie tego filmu może pomóc czy raczej zaszkodzić? Są tam spoilery i łopatologia które odbiorą potem przyjemność z czytania i samodzielnego wyciągania wniosków?
kamil11359 - 2016-04-05, 12:33
: Temat postu: Ekranizacja "Podróży siódmej" autorstwa Stanisława
Chcielibyśmy zekranizować jedną z najciekawszych przygód Ijona Tichego z „Dzienników gwiazdowych” Stanisława Lema – "Podróż Siódmą". Nie znamy wybitniejszego twórcy fantastyki naukowej. Tworzymy w poczuciu misji i obowiązku oddania hołdu postaci wybitnej i niepowtarzalnej, cenionej na całym świecie. Lem swój geniusz oddał literaturze, dając tym samym polski wkład w budowę światowego kanonu SF, jak dotąd nikomu więcej nie udało się tego dokonać.
Ekranizując Lema chcemy nie tylko wyrazić swój podziw, ale przede wszystkim złożyć podziękowanie za dorobek, który dla wielu pokoleń jest początkiem przygody z fantastyką naukową.
Wszystkie informacje znajdziecie w linku.

Mamy nadzieję że zainteresuje was nasz projekt;-)

https://polakpotrafi.pl/projekt/ekranizacja-jednego-z-opowiadan-stanislawa-lema



https://www.facebook.com/podrozsiodma/?fref=ts
bio - 2016-04-05, 21:05
:
Gratuluję ambicji i dobrej wizji. Macie moją cegiełkę, tylko nie znalazłem adresu konta?
Beata - 2016-04-05, 21:34
:
Najpierw wybierasz okienko z kwotą, którą chcesz wpłacić (albo z nagrodami, które chcesz otrzymać), zaznacza się ono na zielono, a z boku pojawia się guziorek z napisem "wesprzyj projekt", w który klikając przechodzisz do podsumowania, a następnie do płatności elektronicznej (tak sądzę, albowiem nie poszłam dalej, bom jeszcze nie zdecydowała o wysokości wsparcia).
Dulaman - 2016-04-09, 13:16
:
Gdybym był szejkiem arabskim to sfinansowałbym nie tylko ten film ale i cały serial bo potencjał w pomyśle jest :mrgreen:

Przydało by się dotrzeć z promocją projektu do Nowej Fantastyki jeden felieton tam mógłby dać większy efekt niż zbiórka na tej stronie internetowej ;)
Plejbek - 2016-04-26, 13:21
:
"Doskonała Próżnia" - Tom VI

Jakoś nigdy za dużo nie słyszałem/czytałem o tej książce. To chyba jedna z niedostatecznie docenionych książek Lema. Znakomite intelektualne wywody autora pod przykrywką recenzji nieistniejących książek. Każda z tych recenzji mogłaby być materiałem na powieść lub przynajmniej sążnisty esej. Może i dobrze, że Lem ograniczył się do tej formy - skondensowana dawka erudycji i brawurowy popis filozofii robi naprawdę wielkie wrażenie.

Czego tu nie ma: szydercze spojrzenie na tworzenie i analizę literatury; rozprawa z błędną interpretacją prawdopodobieństwa zdarzeń z powodu stawiania siebie samego w wyróżnionym punkcie wszechświata; unieważnienie przeświadczenia o wyższości biologicznego życia i świadomości nad programami komputerowymi działającymi na podobnej zasadzie; definicja geniuszu, który jest niedostrzegalny tylko z powodu tego, że porusza się zupełnie innymi koleinami niż te wytyczone przez sposoby interpretacji otaczającego świata ukształtowane przez tysiące lat ewolucji; dywagacje na temat umocowania człowieka w kulturze i zasadność tego umocowania w obliczu rozwoju technologicznego, który otwiera wachlarz niedostępnych do tej pory możliwości kreacyjnych (to o tym pisał Jewgienij u góry strony); nowa wersja wygnania z raju i nowa wersja Drzewa Poznania Dobra i Zła; wreszcie czesząca neurony Nowa Kosmogonia.

Rewelacja, jak zwykle.

Aha, no i Dukaj na końcu jako wisienka na torcie.
Fidel-F2 - 2016-07-06, 22:58
:
Dzienniki Gwiazdowe Niby fantastyka, niby humoreski a tak naprawdę to czysta filozofia i obnażanie absurdów w które przez tysiąclecia przystroiła się ludzkość. Oczywiście bezdyskusyjna rewelacja.
Fidel-F2 - 2017-01-15, 22:19
:
Eden - Stanisław Lem
Eden wyznacza początek "dojrzałej twórczości" Lema. Tak mówią, ale mnie to szczególnie nie przekonuje. Uważam, że wcześniejsze opowiadania z cyklu dzienników gwiazdowych, są o wiele dojrzalsze i głębsze. Eden, jeśli miałbym robić z niego cezurę, postawiłbym raczej jako słup graniczny kończący początkowy, chropawo-siermiężny okresu twórczości autora. Naturalnie, nie jest to najgorsza powieść na świecie ale jednak obciążona istotnymi niedociągnięciami. Eden to tak naprawdę Astronauci w wersji ulepszonej, odchudzonej o najbardziej ewidentną komunistyczną propagandę. Fabuła prosta i sama z siebie nie niosąca radości czytelniczej, przypomina stelaż do którego przypięte są niemal samodzielne moduły wypraw załogantów rakiety i powiązane z tym opisy lokacji odkrywanych na Edenie. Same wyprawy, będące co prawda festiwalem lemowskiej wyobraźni, raczej przez większą część czasu nudziły, prócz barwnych opisów przyrody niewiele tam jest. Winę za to ponoszą, w sporej mierze moim zdaniem również, kompletnie drętwe postacie. Zupełnie się Lemowi nie udały. Sztuczne, w dużej mierze przemawiające, wygłaszające oświadczenia i książkowe formułki zamiast prowadzić rozmowy. Nie lepiej wyglądają działania tych postaci. Chaotyczne, bez przemyślenia, przypominają zachowania wystraszonego słonia w składzie porcelany.

Miejscami można dostrzec 'ludzkiego' Lema, który zaspokajając potrzebę dowartościowania miłości własnej, a może tylko odreagowując wkurzenie, używa Edenu do pognębienia autorów ówczesnej pulpy fantastycznej, naśmiewając się z powszechnie występujących w tego typu literaturze idiotyzmów.

Na plus można zaliczyć dwie rzeczy. Mniejsza, to próba wykazania, że w przypadku potencjalnego kontaktu z obcymi inteligentnymi, szanse na porozumienie, z wielu powodów będą nikłe. A większa, to zwrócenie uwagi na śmieszność wszelkich aksjomatycznie przyjętych wartości oraz niestosowność podejmowania łatwych i szybkich ocen. W tym sensie, faktycznie, to proza dojrzała.

Czy polecać Eden? Umiarkowanie, ale na pewno, nie na pierwszy kontakt z twórczością Lema.
bio - 2017-01-15, 23:15
:
W czasie gdy powstała była nowatorska. Nie sposób oceniać SF tylko z perspektywy dzisiejszej. Czas leci. Ale ja lubię te zmiany. Dzisiaj na Hyperiona patrzę inaczej niż w 91'. I muszę podjąć pewien wysiłek, by uświadomić sobie, że to nie było wczoraj i nie jest to już nowoczesna SF.
Fidel-F2 - 2017-01-15, 23:18
:
urzekła mnie twoja historia, ale czemu przerwałeś?
bio - 2017-01-15, 23:32
:
Powiedz, co chciałbyś usłyszeć, a ja powiem czy da radę.
Fidel-F2 - 2017-01-15, 23:33
:
rozwinięcie tak błyskotliwego wstępu
Adeptus Gedeon - 2017-02-26, 13:14
:
Zapewne świadczy to o mojej głupocie, ale z Lema najbardziej podobały mi się te groteskowe opowiastki w rodzaju "Bajek robotów" i "Cyberiady".
Stary Ork - 2017-02-26, 13:50
:
Czemu o głupocie? To świetna wielowarstwowa literatura, przyswajalna i w młodym wieku, i w dojrzałym kiedy wychwytuje się już więcej z tego co poeta miał na myśli. Poza tym Lema można czytać choćby i dla warsztatu, zabaw językiem i słowotwórstwa. Bajki mam cały czas pod ręką //orc .
toto - 2017-03-29, 19:29
:
Nadchodzi biografia Lema. Autorem Orliński. http://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=471804
Fidel-F2 - 2017-04-17, 18:19
:
Czy w Masce wydanej przez Agorę jest cała Inwazja z Aldebarana?
toto - 2017-04-17, 18:24
:
Ostatnie słowa:

Cytat:
- Od brata z Ameryki dostałem - odparł flegmatycznie Jołas na pytanie o pochodzenie Syntektarycznej tkaniny. Dziennikarz doniósł więc w swym artykule, spłodzonym pod wieczór, tylko o pomyślnym przebiegu akcji skupu - ani słowem nawet nie wspomniawszy o klęsce Inwazji Aldebarana na Ziemię.


Czy czegoś brakuje? Nie mam innych książek Lema z tym tekstem, nie mogę porównać.
Fidel-F2 - 2017-04-17, 18:50
:
Nie, nie. Chodzi mi o to, czy Maska Agory zawiera cały zbiór opowiadań wydany pierwotnie pod tytułem Inwazja z Aldebarana.

Spis utworów Inwazji z Aldebarana:
Inwazja
Przyjaciel
Test (z cyklu Opowieści o pilocie Pirxie)
Patrol (z cyklu Opowieści o pilocie Pirxie)
Albatros (z cyklu Opowieści o pilocie Pirxie)
Exodus
Inwazja z Aldebarana
Ciemność i pleśń
Młot
toto - 2017-04-17, 18:54
:
Spis treści "Maski" z wydania Agory:

Szczur w labiryncie
Inwazja
Przyjaciel
Inwazja z Aldebarana
Ciemność i pleśń
Młot
Formuła Lymphatera
Pamiętnik
Prawda
Maska
Sto trzydzieści siedem sekund
Zagadka
Materac
Fidel-F2 - 2017-04-17, 19:06
:
Dzięki. Brakuje Exodusu i Pirxa, ale Pirxa mam gdzie indziej.

Czy ktoś wie czy istnieje inne wydawnictwo zawierające Exodus?
toto - 2017-04-17, 20:24
:
Fidelu, chcesz zebrać wszystkie teksty Lema? Fantasta mówi, że "Exodus" był tylko w "Inwazji z Aldebarana". Kiedyś trafiłem na stronę fana, który chciał zebrać wszystkie możliwe wydania książek Lema (nie wiem czy też prasa), przynajmniej polskie, zagraniczne chyba sobie odpuścił. Teraz nie mogę tej strony znaleźć, ale pewnie tamten fan byłby Ci w stanie pomóc, czy "Exodus" pojawił się jeszcze w jakimś innym wydaniu.
Fidel-F2 - 2017-04-17, 21:43
:
Nie chodzi o zbieranie. Czytam Lem jak leci w kolejności wydawania, nie zależy mi na zbieraniu. Raz, że nie chcę dublować a też dwa, że ciężko znaleźć Inwazję w sensownym stanie i sensownej cenie. Taka Maska Agory byłaby idealna gdyby nie ten Exodus.

Swoją drogą ciekawe czemu zrezygnowali z tego jednego opowiadania.

Hmmm, gdyby kto miał Exodus w formie elektronicznej, mógłby pożyczyć i podesłać. Obiecuję, że po przeczytaniu wykasuję. :-P
Fidel-F2 - 2017-05-21, 16:31
:
Inwazja z Aldebarana - Stanisław Lem

Nie dotarłem do oryginalnego wydania; nie chciałem kupować rozlatujących się egzemplarzy ani wydawać grubej gotówki na takie w miarę utrzymane. Pozbierałem więc opowiadania z innych wydań. Niestety, jak mi się wydaje, opowiadanie zatytułowane Exodus nie doczekało się nigdy kolejnego wydania i niesety nie dane było mi poznać jego treści.

Nie będę patroszył każdego opowiadania oddzielnie, ani czasu ani ochoty ani sensu chyba. Jest to zbiór niezbyt homogeniczny, również jakość poszczególnych opowiadań waha się wyraźnie.

Dziś te opowiadnia nie wyglądają wyjątkowo. Napisane dość ciężkim stylem, niestety Lem nie miał zwiewnego pióra, zawierają wyraźną dawkę błędów rzeczowych, nie błyszczą szczególnymi fabułami. Ale to w zasadzie nieważne jednak, jeśli zauważymy, że opowiadania te powstały w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku to dociera do nas jak są intelektualnie błyskotliwe i wyjątkowe. Kolejne potwierdzenie niezwykłego daru obserwacji autora i jego wybitnej zdolności do tworzenia zadziwiająco logicznych konstruktów. Lem dumał już wtedy nad rzeczami które reszcie ludzkości zaczęły przychodzić do głowy lata lub nawet dziesięciolecia później.

Krótko mówiąc, literacko poprawnie, intelektualnie genialnie
7,5/10 (odpowiednio 5/10 i 10/10)
bio - 2017-05-21, 21:56
:
Kwestia cierpliwości. Gdy obwoluta z pierwszego wydania gdzieś przepadła poczekałem na allegro jak kleszcz na jelenia i kupiłem w doskonałym stanie za takąż cenę. Jest jeszcze jedna książka której pierwszego wydania pożądam w dobrym stanie. Ale nie wiem, czy kiedykolwiek będzie mnie stać. Uwzględniając inne prerogatywy życiowe. Kaprysy. A tytułowe opowiadanie czytała mi mama, gdy nie chciałem jeść obiadku. Dziś wydaje się to niemożliwe - że nie chciałem jeść. Czysta SF kulinarna.
Fidel-F2 - 2017-05-21, 22:49
:
bio napisał/a:
Gdy obwoluta z pierwszego wydania
jedynego

zbierasz pierwsze wydania Lema?
bio - 2017-05-21, 23:15
:
Nie zbieram, ale mam pierwsze Sezamu i Śledztwa, bo mama uwielbiała Staśka. Tak mówił o nim mój ojciec. Też był lekarzem, acz nigdy nie zdradził jak się poznali jako rówieśnicy. Stary nie był wylewny. Vice versem do mamy. To mam po kądzieli słowotoki.
Fidel-F2 - 2017-10-16, 21:25
:
Śledztwo - Stanisław Lem

Jako kryminał, wszak tak jest ta pozycja postrzegana, nie podlega ocenie bo to nie kryminał choć schemat jest widoczny na pierwszy rzut oka. Są gadżety 'kryminalne', ale od początku, z premedytacją, wywinięte na nice. I przedmiot dociekań i metody i finał. Przeciwnie do standardowego kryminału, gdzie początkowa niewiedza i rozbicie transformują się z biegiem fabuły w logicznie poukładany obraz, w Śledztwie dążymy w stronę chaosu. Początkowa logika rozprzęga się, zaczepy puszczają, elementy zaczynają się oddalać. Wszystko przestaje się, pardą maj frencz, kupy trzymać.

Jeśli kryminał mamy z głowy, możemy powiedzieć, że Śledztwo to powiastka filozoficzna. Ot niespodzianka, prawda? Powiastka o tym, że przypadkowy zbieg okoliczności może wystrychnąć na dudka nawet najtęższą głowę. Ot i tyle. Prywatnie chętniej przeczytałbym ją jednak w formie eseju.

Literacko nie zachwyciło mnie. Postaci są przykre, co do sztuki. Warstwa fabularna, podporządkowana wyższemu celowi, tyle, że jest. Zauważalna jest mroczna atmosfera, tajemniczość. Jakoś mi to wszystko niepotrzebne. No, może poza samym pomysłem na 'przestępstwo'.

Warstwa literacka 5/10, filozoficzna 8/10.
6/10
utrivv - 2017-10-17, 08:59
:
Fidel-F2 napisał/a:
Śledztwo - Stanisław Lem

Literacko nie zachwyciło mnie. Postaci są przykre, co do sztuki. Warstwa fabularna, podporządkowana wyższemu celowi, tyle, że jest. Zauważalna jest mroczna atmosfera, tajemniczość. Jakoś mi to wszystko niepotrzebne. No, może poza samym pomysłem na 'przestępstwo'.

Za to adaptacja w teatrze TV rewelacyjna :)
Fidel-F2 - 2018-02-17, 11:41
:
Księga Robotów - Stanisław Lem
Przeczytane z kronikarskiego obowiązku, wcześniej znane mi były wszystkie zamieszczone tu opowiadania oprócz Formuły Lymphatera. Trudno więc o jakieś kolejne odkrywcze oceny (pomijając już fakt, że to Lem więc o odkrycia tu raczej trudno). Małe arcydzieła, niby fantastyka, niby humoreski a tak naprawdę to czysta filozofia i obnażanie absurdów w które przez tysiąclecia przystroiła się ludzkość tudzież przegryzanie się przez rozmaite koncepcje. Oczywiście bezdyskusyjna rewelacja.
10/10
Fidel-F2 - 2018-03-31, 16:56
:
Pamiętnik znaleziony w wannie - Stanisław Lem

Bohater zostaje wezwany do Gmachu by otrzymać Misję. Gmach posiada po wrogiej stronie swój odpowiednik - Antygmach, i głównym zadaniem, jednego jak i drugiego, jest knuć, szpiegować, siać zamęt i intrygować. Bohater po zameldowaniu się w stosownej komórce, nieustannie próbuje poznać cel swej Misji, jednak stopień absurdu, zagmatwania i zafałszowania gargantuicznie przerośniętej machiny biurokratycznej Gmachu, nie daje mu najmniejszych szans. Postawiony przed szeregiem sprzecznych, niezrozumiałych, bezsensownych i dezinformujących sytuacji, powoli zaczyna popadać w obłęd doszukując się znaczeń. Jeśli już coś zrozumie (co znaczy tylko tyle, że wydaje mu się, że coś zrozumiał) to po chwili kolejne zdarzenie wywraca mu koncepcję na nice, by za chwilę kolejne coś znów wszystkiemu zaprzeczyło. I tak bez ustanku. Trudno nie skojarzyć w tej sytuacji kafkowskiej metody traktowania zagubionego bohatera. Lem jednak chyba nie wzorował się ani nie nawiązywał do Kafki. Ów schemat jest po prostu integralną cechą koncepcji i przekazu Pamiętnika.... Powieść jest ogromna stertą nagromadzonego absurdu, w związku z czym, można tak naprawdę dokonywać tu rozmaitych interpretacji. W mojej ocenie Lem nie nawiązuje do żadnej doraźnej sytuacji, a tworzy odpowiedź na odwieczne pytanie o sens istnienia. Gmach to tak naprawdę wszechświat w którym żyjemy a bohaterem jest każdy z nas. Jeden doszukuje się sensu w religii, inny w rodzinie, a jeszcze inny we wnętrznościach kury tudzież w woskowych kształtach lanych na wodę. Czy w czymkolwiek innym. Żyjemy w Gmachu, który nie daje nam żadnej odpowiedzi, a z jakiegoś powodu, człowiek uparł się by jakąś znaleźć, uparł się, że jakiś sens musi być. Czemu? Nie wiadomo ale być może dzięki temu homo sapiens vulgaris nie popada w obłęd. Bohater Pamiętnika... w pewnym momencie zadaje pytanie "Czego ode mnie chcą? Co mi przeznaczono?". W odpowiedzi otrzymuje jedno zdanie "Odpowiedzi nie będzie". To w sumie i tak więcej niż otrzymujemy my.

Pamiętnik znaleziony w wannie to tak naprawdę traktat filozoficzny przybrany w formę powieści. Ma to swoje wady. Rozmiar absurdu, mechaniczna powtarzalność, rekurencyjna metoda rozwoju fabuły powodują znużenie czytelnika, którego potrzeba nowości, niespodzianki, urozmaicenia, tudzież postępu logicznego i jakiegoś sensu (sic!), są wystawione na ciężką próbę. Końcowy efekt oczywiście wynagradza, jednak droga do oświecenia jest ciężka. Na osłodę mamy pewną barokowość, wysmakowanie językowe ukazujące jednocześnie inteligencję, szerokość horyzontów skojarzeniowych i niewymuszoną swobodę w posługiwaniu się materią słowa.

8/10
Trojan - 2018-04-01, 00:24
:
Czytałem toto za bydlątka,
nic nie pamiętam - chyba tylko poza faktem że to w wydaniu z Katarem było razem.
Plejbek - 2018-04-01, 11:35
:
Top 5 Lema jak dla mnie. Nie czytałem nigdy wypowiedzi Lema w której powolywalby sie na Kafke ale gdy ostatnio czytałem "Zamek" to powieść ta przychodziła na myśl automatycznie. "Kosmos" Gombrowicza i "Dom z liści" Danielewskiego też kojarzy mi się z "Pamietnikiem". A nawet "Dzielenie przez zero" Chianga. Uporczywe systematyzowanie doznań, taplanie sie w chaosie, motyka na słońce. Różne podejścia do podobnego zagadnienia. A Pamiętnik wspaniały oczywiście.
m_m - 2018-04-01, 13:07
:
Młodzieńcem będąc zaczytywałem się w Lemie, pamiętam że Pamietnik.. zrobił na mnie spore wrażenie.
Niestety, jakiś czas temu usiłowałem przeczytać Niezwyciężonego ponownie.
Nie dałem rady, kilkadziesiąt stron i pojawiła się myśl ,,po co się tak męczę?''
Ciekawe czy np. Śledztwo też odrzuciłbym? Lub Powrót z gwiazd?
Boję się próbować.
bimali1 - 2018-04-01, 20:51
:
Hmmm...
"Niezwyciężonego", "Solaris" i "Powrót z gwiazd" mogę czytać nieustannie.
A przynajmniej raz na kilka lat.
dworkin - 2018-04-02, 10:50
:
Jeśli Niezwyciężony jest niezjadliwy, to chyba nic od Lema nie będzie zjadliwe.
Observer - 2018-06-01, 09:59
:
Ktoś pomoże?
Szukam tytułu opowiadania/powieści Lema, w którym opisuje, jak w gwiazdolocie lecącym przez wiele pokoleń, gdzieś w gwiazdy, zmieniają się ludzie i ich dzieci po upływie wielu, wielu pokoleń. Mimo dostępnych bibliotek, informacji cyfrowej (biblio- i filmoteki) kolejne rozdziały pisane są przez półanalfabetów. Nie mogę sobie przypomnieć, choć Lema znam całego, oprócz ostatnich pozycji, które były filozoficznie zbyt błąkające.
m_m - 2018-06-01, 12:18
:
Jesteś pewien że to Lem?
Observer - 2018-06-01, 12:29
:
Zdecydowanie.
bio - 2018-06-01, 13:12
:
Chyba z alternatywnego świata.
Stary Ork - 2018-06-01, 15:07
:
Było takie opowiadanie Zajdla, ale tytułu nie pamiętam. Chyba z któregoś z wcześniejszych zbiorów.
m_m - 2018-06-01, 16:44
:
Koledze się pojepało z Cieplarnią.
Elektra - 2018-06-01, 20:21
:
m_m napisał/a:
Koledze się pojepało z Cieplarnią.

A może z Non Stop.

Ale z opowiadaniem Zajdla też mi się kojarzy.
toto - 2018-06-01, 20:27
:
To jest dość popularny motyw statku arki.
m_m - 2018-06-01, 20:53
:
Racja Elektra, to mnie się Cieplarnia pojepała z Non Stop.
bio - 2018-06-02, 12:42
:
Non Stop odpada jeśli kolejne rozdziały pisze kto inny i jeszcze opóźniony.
Romek P. - 2018-06-02, 14:00
:
Mnie to najbardziej wygląda na jakąś dziwaczną krzyżówkę opowiadania Ballarda, "Trzynastu do Centaura", z opowiadaniem/powieścią "Kwiaty dla Algernona" Keyesa :)
Observer - 2018-06-02, 19:19
:
Charakterystyczne najbardziej był układ. Jakieś datowanie/ kolejne ileś lat/ coraz większa liczba, a następnie dialog. Na coraz niższym poziomie intelektu rozmawiali ze sobą „zwykli” ludzie, o zwykłych sprawach. Finalnie na poziomie bardzo pierwotnych dźwięków.

Nie ma w necie jakiegoś forum poświęconego Lemowi, gdzie może byłby jakiś ekspert czy co? Dajcie linka, jak jest.
m_m - 2018-06-02, 19:48
:
:mrgreen:
Tixon - 2018-06-04, 15:41
:
Pytaj tutaj, jeśli tu nie będą wiedzieli, to nigdzie nie będą wiedzieli. --_-
Observer - 2018-06-04, 18:33
:
Dzięki. Spróbuję. Szkoda. Tego projektu zaginiona biblioteka.
Aha, dlaczego szukam u Lema? Bo kojarzę z czymś zabawnym, a nie ponurym.
Observer - 2018-06-06, 07:50
:
Nie zaakceptowało mojego zgłoszenia.
Fidel-F2 - 2018-06-26, 10:51
:
Powrót z gwiazd - Stanisław Lem

Książka doskonała pod względem problemowym. Bada granice człowieczeństwa, pyta o jego sedno stawiając bohaterów w ekstremalnych sytuacjach środowiska krańcowo groźnego i krańcowo przyjaznego. Obnaża naiwność hurraoptymizmu lotów kosmicznych, typowego dla połowy ubiegłego wieku. Rozważa problemy związane z rozwojem sztucznej inteligencji i etyczne konsekwencje z tego wynikające. Zastanawia się nad kierunkami rozwoju społeczeństwa, zwłaszcza w kontekście postępu technologicznego, wskazuje na potrzebę zachowania balansu przyroda-technologia. Jest też kilka innych spraw. Na przykład Lem uświadomił mi, że gigantyzm wszechświata jest pośrednim dowodem falsyfikującym koncepcje istnienia boga. Przynajmniej tego z kilku popularnych religii. Widzimy też, że próba uporządkowania wszystkiego skazana jest na porażkę, zanurzony w człowieku pierwiastek irracjonalności wcześniej czy później dojdzie do głosu. Można też znaleźć tu kilka innych tematów do rozmyślań ale nie będę już tego ciąagnął bo wymagałoby to długiego eseju w miejsce krótkiej notatki.

Niestety pozostałe aspekty powieści są wyraźnie słabszej klasy.
Chociaż w aspektach problemowych Lem poszedł bardzo daleko, to jednak nie przyszło mu do głowy, że tak dalece zmieniona rzeczywistość zmieni też stosunki społeczne. W Powrocie z gwiazd ludzie są tak staroświeccy jakby od czasu dzieciństwa Lema nic się nie zmieniło w tej sferze. Zwłaszcza przedstawienie stosunków damsko-męskich w wymiarze społecznym, ale i jednostkowym, nie zasługuje na pochwały. Socjologiczny, i w sporej mierze psychologiczny, aspekt powieści to słabe punkty utworu. Brakło tu autorowi wyobraźni.

Fabuła jest symboliczna, zasadniczo bohaterowie szwendają się bez specjalnego celu z miejsca na miejsce i przeżywają. Kompozycja utworu jest zgrabna. Zostajemy wrzuceni wraz z bohaterem na głęboką wodę, razem z nim czujemy zagubienie w chaosie nieznanego świata. Po czasie sytuacja pozwala na próbę odnalezienia swego miejsca i pewnego uspokojenia, próbę odnalezienia kotwicy w postaci przyrody. Stylistycznie to typowy Lem, żaden artysta ale rzetelny rzemieślnik. Dialogi, próbujące nadmiernie zbliżyć się do naturalistycznego zapisu, nie są najlepszym pomysłem. Ten aspekt również nie zachwyca. Jedynie główny bohater jest rzetelnie, w sensie obszernie, skonstruowany. Chociaż też w jakiś dziwny sposób. Z całej ludzkości Lem wybrał do podróży międzygwiezdnej osobnika niezdyscyplinowanego, gwałtownego, skorego do przemocy, niestabilnego emocjonalnie. Co najmniej zastanawiające. Pozostali bohaterowie to wydmuszki, dekoracje, postacie namalowane na kartonowej planszy.

W płaszczyźnie przedmiotowej powieść zasługuje na najwyższą ocenę 10/10. Jako dzieło literackie to najwyżej 5/10.

8/10
Fidel-F2 - 2018-10-16, 11:27
:
Solaris - Stanisław Lem

Przeczytane po raz wtóry po dwudziestu pięciu latach. Wtedy głównie znużyła, dziś raczej doceniam więcej. Rozpisywanie się nad tym tytułem nie ma chyba większego sensu. Na temat Solaris napisano morze prac, rozważań, analiz. Wieloaspektowość tej pozycji czyni wręcz niemożliwym odniesienie się do wszystkich poruszanych w niej problemów w krótkiej notce. Oryginalna wizja obcego, problem kontaktu, miejsce człowieka we wszechświecie, jego ograniczenia, sedno człowieczeństwa, jego natura, rozmaite filozoficzne konsekwencje wynikające z rozwinięcia powyższych problemów. To rzeczy najbardziej oczywiste i rzucające się w oczy, można tu dorzucać jeszcze i jeszcze. Nad temat każdego z tych problemów można by napisać esej. Zaiste wielkie dzieło.
Do wad zaliczyłbym drewno w bohaterach i teatralność zachowań, relacji między postaciami. Z jednej strony winny jest tu intelektualny styl Lema, który w tym aspekcie zawsze, w mojej ocenie, odrobinę kulał, a z drugiej czas powstania książki i wynikające z tego różnice zachowań społecznych. Ponad pół wieku temu co innego było normą, inaczej ludzie się do siebie zwracali, itd. Przez pokolenie czy dwa potrafią zmienić się normy społeczne, zwłaszcza w czasach które pędzą jak nigdy dotąd w historii. Tak czy siak, uważam tę wadę, w kontekście całego dzieła, za zupełnie pomijalną.

Jedna z najlepszych książek ever.
10/10
utrivv - 2018-10-17, 09:36
:
Dożyłem dnia w którym doceniłeś Solaris //aaa
ASX76 - 2018-10-17, 10:40
:
Czyli możesz już Pan z czystym sumieniem kaputnąć ;)
Fidel-F2 - 2018-10-17, 11:48
:
a ja kiedyś dyskredytowałem Solaris? :shock:
Beata - 2018-10-17, 16:15
:
Może i nie, ale doceniłeś dopiero teraz. :P I utrivv dożył. :mrgreen: Radujmy się :!:
ASX76 - 2018-10-17, 16:28
:
//hurra azaliż może być o tak? ;)
Beata - 2018-10-17, 17:25
:
Może. 8)
bio - 2018-10-17, 21:32
:
Solaris to taki autobus, co się czasem spala.
Fidel-F2 - 2018-10-17, 23:10
:
Ale tylko jak prowadzi go Kazik.