Zaginiona Biblioteka

Sport - W zdrowym ciele zdrowy duch?

Nabu Nezzar - 2008-02-16, 02:52
: Temat postu: W zdrowym ciele zdrowy duch?
No właśnie... Czy przywiązujecie uwagę do własnej kondycji, tężyzny fizycznej czy raczej bliżej wam do stereotypowego chudego i pryszczatego internauty?
Jeśli przywiązujecie uwagę to jak dbacie o własną kondycję? Siłownia, ćwiczenia w domu czy może uprawianie sportów lub np. tańca? A jeśli już olewacie to całkiem, z jakich powodów?
Zapraszam do dyskusji;p
Asuryan - 2008-02-16, 12:24
:
Nie przywiązuję zbytniej wagi do swej kondycji fizycznej, aczkolwiek nie wpasowuję się w schemat stereotypu internauty - pryszczów nie mam i do bycia chudzielcem mi daleko. A przyczyną takiego stylu życia jest zwykłe lenistwo. Poza tym jest tyle ciekawszych rzeczy do robienia w czasie wolnym niż wykonywanie jakichkolwiek ćwiczeń fizycznych :mrgreen:
BG - 2008-02-16, 13:04
:
Raczej nie przywiązuję wagi do własnej kondycji i tężczyny fizycznej, mimo że wiosną i latem dużo jeżdżę na rowerze, a w ciagu całego roku akademickiego zawsze chodzę pieszo od wydziału do wydziału, i z domu do przystanka PKS - mimo, że wielu studentów drogę między wydziłami przejeżdża autobusami. Po prostu kiedy mam wystarczająco dużo czasu i kiedy jest odpowiednia pogoda, to wszędzie chodzę pieszo.
Zaś latem nie wyobrażam sobie jeżdżenia środkami komunikacji miejskiej. Po Bydgoszczy i okolicach jeżdżę wyłącznie rowerem - chyba, że mi sie naprawdę spieszy.
Jaskier - 2008-03-23, 16:40
:
Jak najbardziej przywiazuje duza wage do kondycji fizycznej!!! Jest to dla mnie bardzo wazne i zarazem przyjemne:)
Uprawiam troszke sportow ekstremalnych, pływam , gram w gry zespołowe i przede wszystkim staram sie duzo wedrowac, zwiedzac z czego czerpie bardzo duzo radosci.
Kiedy jestem aktywny fizycznie czuje sie o wiele lepiej jak i w sprawie ducha tak i ciała.

Mimo tego ze jestem chudy to dysponuje wspaniala kondycja fizyczna.
Tanit - 2008-03-24, 00:48
:
Nie mam potrzeby by dbać o siebie :P
Ale lubię ćwiczyć. Ćwiczyłam dużo i po kilku latach znowu do tego wróciłam. co? Gimnastykę ^^ Od października w ramach w-fu trenuję wschodnie sztuki walki i mocne ćwiczenie z czasów gimnazjum pomogło. Teraz codziennie wieczorem po przynajmniej pół godzinki.
Od przyszłego roku planuję zapisać się na taekwondo o.o
Oprócz tego przez cały rok biegam po sklepach i centrach handlowych.
Zimą natomiast jest shopping + łyżewki :mrgreen:

Ćwiczę dla siebie, dla ducha, a nie dla ciała (fakt faktem, że nie potrzebuję :P ).

Au revoir!
Nabu Nezzar - 2008-03-28, 01:50
:
Tak jak Jaskier przywiązuje duża uwagę do kondycji fizycznej. W przeszłości chodziłem na siłownię, ale nie na oddzielną, tylko na mojej uczelni bo była za darmo :-P Praktycznie od zawsze grałem też w piłkę nożną (także w rozgrywkach szóstek raz w tygodniu przez jakiś rok) dla utrzymania formy. Tej zimy jednak z rozgrywkami szóstek skończyłem i zabrałem się za siatkówkę, w którą dotychczas grałem sporadycznie i głównie w wakacje. Obecnie w gronie znajomych gramy raz w tygodniu na wynajmowanej sali a dzięki kontaktom za dwie godzinki gry płacimy jedynie 25 zł w sumie 8) Poza siatkówką od 3 miesięcy (6-7 razy w tygodniu, nie mniej niż godzinę dziennie) ćwiczę w domu - z hantlami, pompki, brzuszki. Wybrałem ćwiczenie w domu bo na siłownię szkoda mi kasy :-P
Do niedawna zastanawiałem się poważnie nad kursem tańca towarzyskiego, ale względy finansowe wybiły mi to z głowy :roll:
W każdym razie jeśli chodzi o kondycję fizyczną to dbam i nie mam sobie nic do zarzucenia pod tym względem. W zdrowym ciele zdrowy duch! :-P
Daniel - 2009-04-08, 13:35
:
Mój pierwszy post i zastanawiam się,dlaczego tu?
Szukałem mojej dyscypliny: bieganie i nie znalazłem.
Czyżby tu nikt nie biegał?
Romulus - 2009-04-08, 16:03
:
Ja biegam. Od niedawna w zasadzie wznowiłem bieganie. Na razie 2 kilometry dziennie (weekend sobie daruję, bo nie pogodziłbym tego z alkoholem :) ), ale z biegiem czasu dystans będzie wzrastał. Jestem na etapie charczenia po każdym biegu. Ale jest super. Takie danie sobie w kość po dniu siedzenia w pracy naprawdę odświeża nie tylko ciało, ale i umysł. Trasa mało wymagająca. W zasadzie muszę zbiec w dół wzgórza, potem wzdłuż Wisły przebieżka, wbiegnięcie na wzgórze po schodach (tu boli najbardziej), mały relaks w postaci spaceru i biegnę do domu "górą". Muzyka na uszach - dzięki niej czas szybciej leci.
Daniel - 2009-04-08, 16:17
:
To super! :-o
Jest już nas dwóch. Gdy znajdzie się trzeci, zakładamy wątek.
Romulus - 2009-04-08, 17:05
:
E..., nie jestem fanatykiem sportu. Nie uprawiam żadnego, nawet nie oglądam w telewizji (chyba że potrzebuję lekarstwa na bezsenność :) ). Biegam dla przyjemności i dla zdrowia, aby stopić trochę "oponkę", która mi się ukształtowała na brzuchu. Zatem kiepski ze mnie dyskutant. Chyba że pogadamy o doborze muzyki do biegania :)
martva - 2009-04-08, 18:51
:
Romulus napisał/a:
aby stopić trochę "oponkę", która mi się ukształtowała na brzuchu.


Bieganie na to pomaga?

Kupiłam sobie względnie sportowe buty i na tym się skończyła moja aktywność w kwestii biegania. Najpierw nie było pogody, a jak się zrobiła, to chodzę jakaś zmulona, jakby mi ktoś mózg watą owinął. Przesilenie wiosenne chyba, dobrze że nie anemia :-)
ASX76 - 2009-04-08, 19:31
:
Daniel napisał/a:
To super! :-o
Jest już nas dwóch. Gdy znajdzie się trzeci, zakładamy wątek.


Jest i trzeci. :-) Moje motto: bieganie dobre na wszystko. Odświeża, odpręża, poprawia samopoczucie... Same zalety. Przy okazji lubię urozmaicać bieg różnymi zwodami. :-P
Muzyka? Why? Kompletnie zbędna. Szkoda uszu, które są wrażliwe na bezpośrednią styczność ze słuchawkami czy jakimkolwiek urządzonkiem znajdującym się za blisko narządu słuchu. Romulusie, opamiętaj się. ;)
Jander - 2009-04-08, 19:41
:
ASX76 napisał/a:
Szkoda uszu, które są wrażliwe na bezpośrednią styczność ze słuchawkami czy jakimkolwiek urządzonkiem znajdującym się za blisko narządu słuchu. Romulusie, opamiętaj się. ;)

To jak w rodzaju - nie wychodź na słońce, bo dostaniesz raka. Albo zamieszkaj na wsi, bo umrzesz. Ciało jest po to, żeby z niego korzystać, a nie chuchać na nie, jakby było nie swoje. Tak jakby zaciągnięty kredyt zakopać na wszelki wypadek w ziemi, zamiast zainwestować.
ASX76 - 2009-04-08, 19:58
:
Jander napisał/a:

To jak w rodzaju - nie wychodź na słońce, bo dostaniesz raka. Albo zamieszkaj na wsi, bo umrzesz. Ciało jest po to, żeby z niego korzystać, a nie chuchać na nie, jakby było nie swoje. Tak jakby zaciągnięty kredyt zakopać na wszelki wypadek w ziemi, zamiast zainwestować.


Bzdura! To nie tak jak w "rodzajach" które wymieniłeś, panie. Radzę poszerzyć swój zakres wiedzy, a zmniejszyć ignorancji. :-P
Romulus - 2009-04-08, 20:30
:
ASX76 napisał/a:
Muzyka? Why? Kompletnie zbędna. Szkoda uszu, które są wrażliwe na bezpośrednią styczność ze słuchawkami czy jakimkolwiek urządzonkiem znajdującym się za blisko narządu słuchu. Romulusie, opamiętaj się. ;)

Nie, nie, nie... Myślę, że bez muzyki w ogóle nie dałbym rady biegać zbyt długo i wytrwale. Mam za słaby charakter. Zainwestowałem w nowe słuchawki do mojego grającego maleństwa i ruszam dziarsko codziennie (bez weekendów) na "szlak".

A potem: zmęczenie, pot, rozszerzone płuca, prysznic i czuję się jak nowo narodzony.
You Know My Name - 2009-04-08, 20:40
:
martva napisał/a:
Romulus napisał/a:
aby stopić trochę "oponkę", która mi się ukształtowała na brzuchu.


Bieganie na to pomaga?

Kupiłam sobie względnie sportowe buty i na tym się skończyła moja aktywność w kwestii biegania. Najpierw nie było pogody, a jak się zrobiła, to chodzę jakaś zmulona, jakby mi ktoś mózg watą owinął. Przesilenie wiosenne chyba, dobrze że nie anemia :-)
Pomaga, pod warunkiem, że owe 2 km są zamiast kolacji. Stosowałem i działało (przed zimą, potem trochę opadłem z sił, ale za to jutro przyjeżdża do mnie rowerek, więc znowu porzucę kolacje.
Romulus - 2009-04-08, 20:53
:
Mag_Droon napisał/a:
martva napisał/a:
Romulus napisał/a:
aby stopić trochę "oponkę", która mi się ukształtowała na brzuchu.


Bieganie na to pomaga?

Kupiłam sobie względnie sportowe buty i na tym się skończyła moja aktywność w kwestii biegania. Najpierw nie było pogody, a jak się zrobiła, to chodzę jakaś zmulona, jakby mi ktoś mózg watą owinął. Przesilenie wiosenne chyba, dobrze że nie anemia :-)
Pomaga, pod warunkiem, że owe 2 km są zamiast kolacji. Stosowałem i działało (przed zimą, potem trochę opadłem z sił, ale za to jutro przyjeżdża do mnie rowerek, więc znowu porzucę kolacje.

Taa... Ja już po bieganiu jem tylko owoce i dużo piję. Rowerek planuję zakupić na jesień, bo nie mam zamiary być taki twardy cały rok.

A i chodzenie na siłownię - miałem w planach z kolegami z pracy, ale pomysł sam się rozmył po którymś piwie :-P Toteż stawiam raczej na indywidualną aktywność. Choć dałem się skusić na piątkową grę w piłkę nożną, ale nie spodziewam się, że będzie to długi romans. I członkowie drużyn: 2 razy więksi "brzuchowo" ode mnie. Może padną po pierwszym meczu. Na szczęście będzie jakiś lekarz na wypadek zawału :-P
ASX76 - 2009-04-08, 21:03
:
Romulus napisał/a:
Myślę, że bez muzyki w ogóle nie dałbym rady biegać zbyt długo i wytrwale. Mam za słaby charakter. (...)


Typowe usprawiedliwienie "grzesznika". Twój wybór, Twoje uszy, Hodowco Oponki. ;) :-P

Ja z kolei muszę się martvić, żeby nie przedawkować biegania, bo mam z niego dużą przyjemność. Nie potrzebuję żadnych muzycznych "dopalaczy". 8)

Martva -> Każdy pretekst jest dobry, żeby wysiłek fizyczny odsunąć w czasie? ;)
Tu nie trzeba się zastanawiać (bo mózg zawsze wynajdzie jakieś tanie usprawiedliwienie), tylko zacząć działać, o! :-P
Daniel - 2009-04-08, 21:13
:
Tak jak zapowiedziałem, założyłem wątek: Bieganie. Zapraszam wszystkich, których to interesuje.
Beata - 2009-04-08, 21:16
:
Aktywność fizyczna - OK, czemu nie. Ale żeby zaraz biegać? Jakoś nagle sceptycyzm mnie ogarnął... Czy bieganie po zastoju zimowym to nie nazbyt wielki wysiłek? ;) Może na początek wystarczą spacery z psem i rzucanie mu patyka?
ASX76 - 2009-04-08, 21:43
:
Beata napisał/a:
Aktywność fizyczna - OK, czemu nie. Ale żeby zaraz biegać? Jakoś nagle sceptycyzm mnie ogarnął... Czy bieganie po zastoju zimowym to nie nazbyt wielki wysiłek? ;) Może na początek wystarczą spacery z psem i rzucanie mu patyka?


Ludzie, trzymajcie, bo nie wytrzymam i popełnię zbrodnię... ;)

Nie zaraz. Nie na tym rzecz polega, żeby od razu po "zastoju" brać się z marszu do biegania. Pierwej warto się przygotować, czyli pogimnastykować (spokojnie, to tylko groźnie brzmi). Organizm, zwłaszcza leniwy (i szukający powodu żeby się wymigać) szybko się zmęczy i zniechęci, jeśli uprzednio nie przejdzie fazy rozciągająco-rozluźniającej (nie będę tu się rozpisywał, bo pewnie i tak nikogo to nie zainteresuje). Myślę, że "gibać" się każdy umie i nie wymaga to szczególnych zdolności. Kolejna sprawa: na początku zaczynamy wolno (w tempie galopującego ślimaka) i tego się trzymamy. Nie ma potrzeby nigdzie się śpieszyć, chyba że za potrzebą wyższą... ;) To nie wyścig o złoty medal czy o życie i ma sprawiać przyjemność. Bardzo ważną sprawą jest kontrolowanie oddechu (coby nie zasapać się tak, żeby go z trudnością próbować "łapać"). W każdej chwili można, a nawet trzeba przerwać, dopóki się go nie uspokoi i apiać. Jak napisałem wcześniej: wolno i spokojnie, bez gwałtownych wymachów "grabkami".
Spacery? Wolne żarty. Co najwyżej dobre dla psa, jeśli często mu się rzuca patyk. ;)
Na początek dla człowieka najlepsza jest gimnastyka, niekoniecznie ograniczona jedynie do poranków.
Beata - 2009-04-08, 21:53
:
ASX76 napisał/a:
Na początek dla człowieka najlepsza jest gimnastyka, niekoniecznie ograniczona jedynie do poranków.

Łomatko... to rano też coś trzeba? ;)

Ale na serio - próbowałam biegać (kiedyś, dawno temu to było), ale okazało się, że nie umiem oddychać. I dlatego teraz marszobieg ze skłonami do patyka to jedyne, na co mnie stać. ;) Ale za to pływanie... to jest to, co misie lubią najbardziej. :mrgreen:
ASX76 - 2009-04-08, 22:06
:
Beata napisał/a:


Ale na serio - próbowałam biegać (kiedyś, dawno temu to było), ale okazało się, że nie umiem oddychać.


Jasne... LOL Początki bywają trudne. Nigdy nie jest tak, że zaczynamy i od razu nam wychodzi z oddychaniem. Z tym problemem boryka(ł) się każdy, więc kwestię typu: "okazało się, że nie umiem oddychać" można włożyć między bajki i przybić młotkiem. ;)
W miarę zdobywania doświadczenia robi się coraz łatwiej. Organizm człowieka ma w sobie wielki potencjał, tyle, że ten korzysta z niego w bardzo ograniczonym zakresie.
Żaden sport nie przysporzy tylu korzyści co bieganie. Nie ma dwóch zdań. I bynajmniej nie jest to moje subiektywne widzimisię, lecz fakt.
kirk_pazdzioch - 2009-04-08, 22:06
:
Dobry temat. To powiedzenie, które stanowi jednocześnie tytuł wątku, ma w sobie wiele prawdy. Mi ćwiczenia fizyczne autentycznie poprawiają nastrój, mam więcej energii do działania w różnych sferach życiowych. Regularny wysiłek skutkuje nie tylko poprawą kondycji czy zdrowia, ale też (pośrednio i przez to, co wymieniłem) po prostu lepszym samopoczuciem, na które składa się również i równowaga psychiczna. Gimnastyka, biegi czy inna forma aktywności fizycznej może nawet doraźnie poprawić nastrój, bo pod jej wpływem wydzielają się endorfiny (jak ktoś nie wie co to, to do google odsyłam). Pamiętam jak kiedyś, w dosyć trudnym dla mnie okresie, właśnie dzięki temu nie popadłem w jakąś melancholię.

Dlatego staram się regularnie trochę "fizycznie powysilać", np. gimnastykując w domu lub biegając na świeżym powietrzu.
Asuryan - 2009-04-08, 22:54
:
ASX76 napisał/a:
Żaden sport nie przysporzy tylu korzyści co bieganie. Nie ma dwóch zdań. I bynajmniej nie jest to moje subiektywne widzimisię, lecz fakt.

A pływanie? Oczywiście pod warunkiem, że poświęci się na nie tyle czasu, co inni poświęcają na bieganie - tzn codziennie około 1h.
ASX76 - 2009-04-08, 23:18
:
Asuryan napisał/a:

A pływanie? Oczywiście pod warunkiem, że poświęci się na nie tyle czasu, co inni poświęcają na bieganie - tzn codziennie około 1h.


Dla układu oddechowego, rozładow(yw)ania napięć, stresu, poprawy samopoczucia... (naj)lepsze są: gimnastyka w połączeniu (niekoniecznie bezpośrednim) z bieganiem.
Człowiek, choć w większości składa się z wody, jest organizmem lądowym. ;)
Beata - 2009-04-09, 08:36
:
ASX76 napisał/a:
Dla układu oddechowego, rozładow(yw)ania napięć, stresu, poprawy samopoczucia... (naj)lepsze są: gimnastyka w połączeniu (niekoniecznie bezpośrednim) z bieganiem.

Pływanie wszystko powyższe zapewnia. I gratis ma się jeszcze masaż wodny. :P

ASX76 napisał/a:
Człowiek, choć w większości składa się z wody, jest organizmem lądowym. ;)

Heh. Skoro Ty tak, to ja tak: wszelkie życie lądowe wyszło z wody. Poprzez pływanie można doświadczyć powrotu do natury na zupełnie innym, głębszym poziomie. Takie "komórkowe" spojrzenie w twarz atawizmom... ;)
martva - 2009-04-09, 09:11
:
ASX76 napisał/a:
Martva -> Każdy pretekst jest dobry, żeby wysiłek fizyczny odsunąć w czasie? ;)


Jak Ty mnie dobrze rozumiesz ;)

Beata napisał/a:
Może na początek wystarczą spacery z psem i rzucanie mu patyka?


Spacery z psem codziennie, patyka mu nie rzucam bo do tego musiałabym mu zdjąć namordnik, co skończyłoby się ofiarami w ludziach i rowerzystach ;)

Beata napisał/a:
ale okazało się, że nie umiem oddychać.


Coś w tym jest :-) Ale jeszcze bardziej nie umiem oddychać idąc pod górę - po płaskim luz, trzygodzinny spacer i jest fajnie, a jak droga się robi odrobinę do góry, to dostaję zadyszki po dwóch minutach, niezależnie od tempa :(
ASX76 - 2009-04-09, 10:10
:
Beata napisał/a:

Pływanie wszystko powyższe zapewnia. (...)

Heh. Skoro Ty tak, to ja tak: wszelkie życie lądowe wyszło z wody. Poprzez pływanie można doświadczyć powrotu do natury na zupełnie innym, głębszym poziomie. Takie "komórkowe" spojrzenie w twarz atawizmom... ;)


1. Może i zapewnia, lecz nie w tak dużym zakresie co bieganie!! Nie ma to, tamto!! :-P

2. Skoro Ty tak, to jak tak: z tym wszelkim życiem to bym nie przesadzał. Od wyjścia z wody minęło mnóstwo czasu. Ile człowiek jest w stanie wytrzymać w wodzie? No właśnie...
Ląd jest jego domem. :-P Powrót do natury? Przecież człowiek nie wyszedł bezpośrednio z morza/oceanu, że miałby tam wracać... Istota ludzka jest lepiej przystosowana do biegania, a nie pływania. Ewolucja się kłania. ;) Głębszy poziom? Owszem, po wypiciu kilku "głębszych"... :-P
Gratis: w wodzie można utonąć. Niekoniecznie w głębszej. ;)

Martva -> Tak samo jak Beata "robisz z igły widły" -> kwestia oddychania jest do opanowania. Dla naprawdę chcącego to nic trudnego. "Najtrudniejszy pierwszy krok..."

Ja rozumiem, że pływanie jest mniej wymagające, a człowiek jest z gruntu leniwy i woli minimalizować wysiłek, niemniej argumentacja "przeciwników" biegania jest zabawna. ;)
Beata - 2009-04-09, 10:32
:
ASX76 napisał/a:
Ja rozumiem, że pływanie jest mniej wymagające, a człowiek jest z gruntu leniwy i woli minimalizować wysiłek, niemniej argumentacja "przeciwników" biegania jest zabawna. ;)

No teraz, panie dziejaszku, ten tego... pływanie mniej wymagające? Akurat wydatek energetyczny jest prawie taki sam - patrz przedostatni i ostatni wiersz zielonej tabelki .

ASX76 napisał/a:
Ile człowiek jest w stanie wytrzymać w wodzie?

A jak długo człowiek jest w stanie wytrzymać na pustyni? ;)

Ale podoba mi się ta dyskusja - ciekawe, jakie argumenty uda nam się jeszcze wymyślić. ;) I pomyśleć, że moglibyśmy w tym czasie być już na basenie, albo na trasie biegu... :P
batou - 2009-04-09, 11:05
:
No pewnie, że w zdrowym ciele zdrowy duch! :)

Ja regularnie, co tydzień gram dwie godzinki w kosza i w sezonie jeżdżę na rowerze po mniejszych i większych pagórkach. Oprócz tego jakieś pompki i seryjka z 31 dnia A6W co 2-3 dni. W ogóle ten zestaw ćwiczeń jest całkiem fajny. Zaczęliśmy to w tym roku z kumplami z pracy, ale do końca wytrzymałem tylko ja ;) Nie jest to jakieś super mordercze, a daje niezłe efekty. Jedyny minus to poświęcanie tych kilkudziesięciu minut dziennie na ćwiczenie tylko jednej grupy mięśni.

Ćwiczę z kilku powodów. Raz, że po prostu lepiej się czuję, dwa, że utrzymywanie dobrej kondycji pomaga w sezonie, kiedy chodzę po górach, a trzy - bo to po prostu przyjemne :)
ASX76 - 2009-04-09, 11:57
:
Beata napisał/a:
Akurat wydatek energetyczny jest prawie taki sam - patrz przedostatni i ostatni wiersz zielonej tabelki .

A jak długo człowiek jest w stanie wytrzymać na pustyni? ;)



1. Nie wszystko da się przeliczyć na liczby... Jeśli po kilkunastu metrach biegu dostajesz zadyszki, to znaczy że coś nie tak... i żadne pływanie tego nie zmieni(a), prawda? :-P

2. Pustynia basenowi nierówna. ;) Co ów argument ma w ogóle do rzeczy? :-P
Beata - 2009-04-09, 12:28
:
ASX76 napisał/a:
Jeśli po kilkunastu metrach biegu dostajesz zadyszki, to znaczy że coś nie tak... i żadne pływanie tego nie zmieni(a), prawda? :-P

Zdecydowanie coś jest nie tak - po przebiegnięciu 100 m sapię jak stary, rozregulowany parowóz, a po przepłynięciu 100 m zaczynam czuć, że żyję. :-P Znaczy, że w sensie osobniczo-ewolucyjnym, jeszcze z wody nie wyszłam... :P

ASX76 napisał/a:
Pustynia basenowi nierówna. ;) Co ów argument ma w ogóle do rzeczy? :-P

Zupełnie nic. ;) :mrgreen:
ASX76 - 2009-04-09, 12:33
:
Beata napisał/a:

Zdecydowanie coś jest nie tak - po przebiegnięciu 100 m sapię jak stary, rozregulowany parowóz, a po przepłynięciu 100 m zaczynam czuć, że żyję. :-P Znaczy, że w sensie osobniczo-ewolucyjnym, jeszcze z wody nie wyszłam... :P



Znaczy, że pływanie to zabawa dla leniwych i nie wymaga takiego zaangażowania. :-P
Beata - 2009-04-09, 12:57
:
ASX76 napisał/a:
Znaczy, że pływanie to zabawa dla leniwych i nie wymaga takiego zaangażowania. :-P

Kontynuuj, proszę, kontynuuj... mam trochę uzbieranych patyczków, w sam raz na niewielki stosik... :mrgreen:
ASX76 - 2009-04-09, 13:05
:
Beata napisał/a:

Kontynuuj, proszę, kontynuuj... mam trochę uzbieranych patyczków, w sam raz na niewielki stosik... :mrgreen:


Z taką formą nigdy mnie nie złapiesz, bo na potop się nie zapowiada. ;)
P.S. Ludzie żyją na lądzie, a nie w wodzie. W środowisku wodnym człowiek bardzo niewiele zdziała, niezwykle delikatnie pisząc. Nawet z patyczków nie skorzysta. :-P
Beata - 2009-04-09, 13:15
:
ASX76 napisał/a:
Z taką formą nigdy mnie nie złapiesz, bo na potop się nie zapowiada. ;)

Nigdy nie wiadomo - podobno lodowce topnieją w zastraszającym tempie. :-P

ASX76 napisał/a:
W środowisku wodnym człowiek bardzo niewiele zdziała, niezwykle delikatnie pisząc. Nawet z patyczków nie skorzysta. :-P

Dam sobie jakoś radę... może posypię patyczki fosforem... ;)
ASX76 - 2009-04-09, 13:29
:
Beata napisał/a:

Nigdy nie wiadomo - podobno lodowce topnieją w zastraszającym tempie. :-P


Dam sobie jakoś radę... może posypię patyczki fosforem... ;)


1. Nie w skali krótkiego ludzkiego życia. ;)

2. Cóż z tego, skoro stosiku w wodzie nie rozpalisz? :-P
Beata - 2009-04-09, 13:46
:
ASX76 napisał/a:
Nie w skali krótkiego ludzkiego życia. ;)

Nie upieram się, mogę żyć długo... ;)

ASX76 napisał/a:
Cóż z tego, skoro stosiku w wodzie nie rozpalisz? :-P

Chyba będę musiała zrobić próbę terenową - nie ma jak empiria... :)
ASX76 - 2009-04-09, 14:37
:
Beata napisał/a:

Nie upieram się, mogę żyć długo... ;)

Chyba będę musiała zrobić próbę terenową - nie ma jak empiria... :)


1. Ty tak. Ja nie obiecuję... ;)

2. Nie terenową, lecz podwodną. :-P
Romulus - 2009-04-09, 15:20
:
Beata napisał/a:
Zdecydowanie coś jest nie tak - po przebiegnięciu 100 m sapię jak stary, rozregulowany parowóz, a po przepłynięciu 100 m zaczynam czuć, że żyję. :-P Znaczy, że w sensie osobniczo-ewolucyjnym, jeszcze z wody nie wyszłam... :P

Kilka(naście) dni biegania na tym dystansie, nawet pod górkę i nie zdyszałabyś się już za bardzo.
ASX76 - 2009-04-09, 19:23
:
Romulus napisał/a:

Kilka(naście) dni biegania na tym dystansie, nawet pod górkę i nie zdyszałabyś się już za bardzo.


"Z tej mąki chleba nie będzie". ;) Przeciwniczki biegania wykazują się wyjątkową odpornością na logiczne argumenta. Wymyślają niestworzone powody, byle tylko uniknąć wysiłku i (tanio) usprawiedliwić własne lenistwo. :-P
martva - 2009-04-09, 20:25
:
Przebiegłam się kawałek na spacerze. Bardzo malutki kawałek. Dostałam zadyszki i kłuje mnie w boku (dlaczego Firefox podkreśla 'kłuje'?), ale jutro może przebiegnę większy. Zdecydowanie wolę po prostu iść szybko :(
Beata - 2009-04-09, 20:34
:
Romulus napisał/a:
Kilka(naście) dni biegania na tym dystansie, nawet pod górkę i nie zdyszałabyś się już za bardzo.

Postanowiłam spróbować, co tam - przeca nic nie tracę, nie? Zabrałam psa i udaliśmy się. Gdy już oddaliliśmy się od ludzi (bo przecież nie będę się kompromitować na oczach tłumu! ;) ), pościłam psa luzem i ruszyłam. I najśmieszniejsze było prawie od razu: nie dość, że zasapałam się już po 50 metrach, to jeszcze pies nie chciał lecieć ze mną! Bardzo podejrzliwie się na mnie patrzył. Gdy już wysapałam się na tyle, że mogłam mówić, zwróciłam mu uwagę, że tak się nie godzi. A ten zwierz nawarczał na mnie, machnął ogonem i poszedł polować na myszy. Zero zrozumienia! ;)

Jutro wieczorem też się wybieramy - to znaczy, ja mam taki plan. :) Może tym razem wytrwam na dłuższym dystansie. Mam na myśli 75 m.
Carmilla - 2009-04-09, 20:38
:
martva napisał/a:
Przebiegłam się kawałek na spacerze. Bardzo malutki kawałek. Dostałam zadyszki i kłuje mnie w boku (dlaczego Firefox podkreśla 'kłuje'?), ale jutro może przebiegnę większy. Zdecydowanie wolę po prostu iść szybko :(

zdecydowanie zgadzam się z Tobą w 100 %. Szybko przejść to ja mogę i 5 km a może i więcej (po płaskim, pod górkę w ogóle nie chodzę), a przebiec to i 100 metrów nie dam rady. Bieganie - jak się waży ciut za dużo, a ja tak mam - obciąża stawy, chodzenie, podobnież jak pływanie - nie. A poza tym po co mam biec parę minut a potem długo dochodzić do siebie, skoro mogę pochodzić szybko przez parę godzin?
I nie zamierzam zmuszać się do biegów tylko dlatego, że niektórzy twierdzą, że to jest bardzo zdrowe. Dla niektórych może i tak...
martva - 2009-04-09, 21:00
:
Beata napisał/a:
Gdy już oddaliliśmy się od ludzi (bo przecież nie będę się kompromitować na oczach tłumu! ;) ),


Siostrzana duszo! ^^

Beata napisał/a:
nie dość, że zasapałam się już po 50 metrach,


Ja właściwie nie wiem ile to jest 50 metrów :oops:

Beata napisał/a:
Bardzo podejrzliwie się na mnie patrzył.


One tak chyba mają, mój też patrzy dziwnie. A jak jest zasmyczony to się obraża że to ja ciągnę jego, a nie odwrotnie.

Beata napisał/a:
Jutro wieczorem też się wybieramy - to znaczy, ja mam taki plan


Też mam taki plan. Najtrudniejsze, to znaleźć płaski kawałek tak żeby nikt akurat nie przechodził XD

Carmilla napisał/a:
Szybko przejść to ja mogę i 5 km a może i więcej (po płaskim, pod górkę w ogóle nie chodzę),


Jak już będę duża i bogata, to zamieszkam nad morzem i będę codziennie chodzić plażą masę kilometrów na bosaka. O.

Carmilla napisał/a:
Bieganie - jak się waży ciut za dużo,a ja tak mam - obciąża stawy,


W sumie nie wiem czy ważę za dużo, ale o stawy się boję na wszelki wypadek, jak jakiś czas temu wymyśliłam że będę robić przysiady i wprowadziłam to w życie, a wtedy moje kolana powiedziały 'ej, Martva, nie wygłupiaj się, my tego nie lubimy' i przestałam. Po tygodniu :(

Carmilla napisał/a:
I nie zamierzam zmuszać się do biegów tylko dlatego, że niektórzy twierdzą, że to jest bardzo zdrowe. Dla niektórych może i tak...


Ja się chyba pozmuszam, coś ze sobą trzeba zrobić. Nie podobają mi się te dziwne rzeczy nad talią, muszę kopnąć mój metabolizm ;) Poza tym bieganie podobno robi endorfiny, a ja jestem uzależniona od endorfin - niestety czekolada szkodzi mi na cerę i figurę, a seks jest trudniejszy do uzyskania :> więc może spróbuję pobiegać. A co mi tam :)
Beata - 2009-04-09, 21:44
:
martva napisał/a:
Beata napisał/a:
nie dość, że zasapałam się już po 50 metrach,

Ja właściwie nie wiem ile to jest 50 metrów :oops:

Ja też nie wiem. :-P Liczyłam te... no... susy ;) (bo kroki to chyba nieodpowiednie słowo).

martva napisał/a:
(...)jak jakiś czas temu wymyśliłam że będę robić przysiady i wprowadziłam to w życie, a wtedy moje kolana powiedziały 'ej, Martva, nie wygłupiaj się, my tego nie lubimy' i przestałam. Po tygodniu :(

To już wolę się katować "brzuszkami" - przynajmniej można się położyć. ;) Tylko nie wiem, czy wtedy endorfiny nie zasypiają... //mysli
martva - 2009-04-09, 21:52
:
Beata napisał/a:
Tylko nie wiem, czy wtedy endorfiny nie zasypiają... //mysli


Zaczęłam dziś A6W po raz chyba siódmy (ciekawe czy wytrzymam dłużej niż do ósmego dnia). Zasypiają ;)
Asuryan - 2009-04-09, 22:56
:
ASX76 napisał/a:
Gratis: w wodzie można utonąć. Niekoniecznie w głębszej. ;)

Biegając można gratisowo dostać złamania zmęczeniowego piszczeli lub innych urazów nóg :P
ASX76 - 2009-04-10, 21:13
:
Asuryan napisał/a:

Biegając można gratisowo dostać złamania zmęczeniowego piszczeli lub innych urazów nóg :P


Ofiara losu lub rozdziawa/"kalectwo" może doznać groźniejszych urazów nawet nie wychodząc z domu. :-P

Jeśli przed bieganiem troszku się pogimnastykuje/rozciągnie, wówczas zminimalizuje minimalne ryzyko odniesienia kontuzji.

Na całkowicie naturalną (czyli wytwarzaną przez organizm) działkę endorfin trzeba uczciwie zapracować. :-P

Beato -> Nie biega się susami, lecz spokojnym i jednostajnym tempem, jak na początek. Później, gdy liźnie się nieco doświadczenia i zdobędzie kontrolę nad oddechem, można se urozmaicać bieg o różne fajne rzeczy.

Beata & Martva -> Jeśli zamiast na sobie, będziecie skupiać się na tym, co mogą pomyśleć o Waszych dzielnych poczynaniach postronni "świadkowie mimo woli", to niewiele osiągnięcie. ;)

Gołąbeczko Carmillo & Martva -> Przysiady to nieco "wyższa szkoła jazdy", jeśli się ma problemy (wynikające z... same wiecie) ze stawami. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby popracować nad wzmocnieniem nóg i kilku innych części ciała w pozycji leżącej poprzez zginanie i prostowanie raz jednej, raz drugiej nogi, naprzemiennie lub co jakiś czas.
Beata - 2009-04-10, 21:49
:
ASX76 napisał/a:
Beato -> Nie biega się susami, lecz spokojnym i jednostajnym tempem, jak na początek.

Biega się tak, jak się potrafi. >.< ;)

ASX76 napisał/a:
Beata & Martva -> Jeśli zamiast na sobie, będziecie skupiać się na tym, co mogą pomyśleć o Waszych dzielnych poczynaniach postronni "świadkowie mimo woli", to niewiele osiągnięcie. ;)

Temu się oddaliłam od świadków. Żeby nie musieć się skupiać. ;)

A poza tym przemyślałam sobie kwestię badań terenowych nad spalaniem fosforu pod wodą. Mianowicie, doszłam do wniosku, że to za dużo zachodu - prościej będzie dowiercić się do wnętrza Ziemi i trochę lawy upuścić prosto na uprzednio przygotowany stosik. Sukces, nawet podwodny, gwarantowany. :)
martva - 2009-04-10, 21:56
:
ASX76 napisał/a:
jeśli się ma problemy (wynikające z... same wiecie) ze stawami.


Nie mam problemów ze stawami. Znaczy nie miałam, dopóki nie zaczęłam robić dużej ilości przysiadów nagle ;)

ASX76 napisał/a:

Beata & Martva -> Jeśli zamiast na sobie, będziecie skupiać się na tym, co mogą pomyśleć o Waszych dzielnych poczynaniach postronni "świadkowie mimo woli", to niewiele osiągnięcie. ;)


Kiedy ja się fstydam :oops:

Dziś był nieco dłuższy kawałek. Nie spuściłam łaciatego, bo się bałam że się zgubimy po ciemku. Za pierwszym razem strasznie się ociągał, a za drugim udawał że nie rozumie pojęcia 'trucht', pewnie dlatego że drugi raz był w stronę domu.

To prawda z tymi endorfinami XD
ASX76 - 2009-04-11, 00:08
:
Beato -> Biega się tak, żeby sobie krzywdy nie zrobić. Tym, którzy się napatoczą pod nogi, również. Chcesz mieć to, o czym pisał Asu? :-P

Martva -> Jak to jest nie mieć mając? ;)

To, że próbuje się biegać nie jest powodem do wstydu. Co więcej, nie przejmując się takim drobiazgiem jak reakcja otoczenia na swoje "popisy", dowodzisz poczucia własnej wartości i odwagi.
martva - 2009-04-11, 15:51
:
Mam większe poczucie obciachowości niż wartości, a poza tym jestem tchórzem - przestanę się fstydać jak już będę biegać, a nie podbiegiwać ;) Dziś las był pusty, jeden rowerzysta się napatoczył, do tego całkiem rozsądny (zatrzymał się i poczekał aż złapię psa!), więc zaryzykowałam kilka odcinków. Tak z pięć.

Jeszcze miesiąc i może coś z tego będzie, jeszcze mogłabym wymyślić jak ograniczyć kompulsywne objadanie się... :-|
Lady_Aribeth - 2009-04-12, 14:06
:
Też biegam.
W okresie styczeń-luty, najpóźniej marzec lubię sobie od czasu do czasu pobiegać w parku niedaleko mojego domu. Niestety potem się robi cieplej, dresiarze i inny "kwiat dzielnicy" zaczyna zalegać w parku i zwyczajnie mnie zaczepiać, przez co wolę biegać na sprzęcie, który mam w domu. Wiadomo, że na sprzęcie jednak biega się trochę inaczej, ale poranne bieganie niestety odpada, bo sprawia, że czuję się fatalnie, natomiast przez wieczorne przebieżki czuję się jak nowo narodzona :mrgreen:

Największy problem jest z motywacją - rzekłabym, że to wręcz towar deficytowy xD. Po prostu się wie, że sport to zdrowie, ale równie "po prostu" się nie chce... xD.
Na szczęście dość niedawno zmotywowałam się do pracy i już prawie od miesiąca godzinę dziennie poświęcam na rozgrzewkę i bieganie. I przyznam, że czuję się o wiele lepiej :mrgreen:
MrSpellu - 2009-04-12, 17:05
:
Nie lubię biegać. Od stycznia dwa razy w tygodniu chodzę na siłownię tak po 60 minut z czego połowa to 'rower', minimum 12km. Ale biegać, kurna, nie lubię i nie polubię.
Jaskier - 2009-04-14, 11:38
:
Spellsinger napisał/a:
tak po 60 minut z czego połowa to 'rower', minimum 12km.


Zdecydowanie wolałbym przejechać na zwykłym rowerze 3 km niż 12 na takim w siłowni.

ASX76 napisał/a:
To, że próbuje się biegać nie jest powodem do wstydu. Co więcej, nie przejmując się takim drobiazgiem jak reakcja otoczenia na swoje "popisy", dowodzisz poczucia własnej wartości i odwagi.


Masz rację. Nigdy nie zwracam szczególnej uwagi na porę dnia. Biegam wtedy kiedy mam na to ochotę nie przejmujac się otoczeniem.
Bieganie powinno być raczej powodem do dumy, a nie wstydu.
martva - 2009-04-14, 18:01
:
Jaskier napisał/a:
Bieganie powinno być raczej powodem do dumy, a nie wstydu.


Jasne, jak zacznę biegać to będę dumna, na razie się wstydzę kondycji XD
Jaskier - 2009-04-14, 21:05
:
martva napisał/a:
Jasne, jak zacznę biegać to będę dumna, na razie się wstydzę kondycji


Aż tak źle? :mrgreen:
Wiesz, zawsze możesz zacząć od intensywnych spacerów :roll:
martva - 2009-04-14, 22:25
:
Aż tak źle.
Intensywne spacery to pikuś, w niedzielę pojechaliśmy na wycieczkę, zrobiliśmy jakieś 10km spaceru, potem zjedliśmy obiad i poszliśmy na następny spacer - jeśli teren jest względnie płaski i idę, a nie biegnę, to mogę iść, i iść, i iść - wzniesienie terenu albo przyspieszenie tempa skutkuje ciężkim dyszeniem i kłuciem w boku. Tak mam, no :-)
ASX76 - 2009-04-15, 07:34
:
Intensywne spacery są do... niczego. Podczas nich człowiek nie nauczy się pracować nad oddechem. Dobre dla osób na emeryturze, a nie młodych z potencjałem energii. :-P
Najlepiej stosować lekki trucht. Wtenczas organizm zaczyna się dostosowywać. No i endorfinki też jakieś będą. ;)
Wypada wspomnieć, że nie biega/gimnastykuje się bezpośrednio po jedzeniu, czyli z około 2 godziny (jak nie więcej) trzeba odczekać. Najlepszym rozwiązaniem jest metoda "na czczo" - wówczas spala się to co powinno, tudzież czego chcemy się pozbyć. ;)

Rower to jest... LOL Nigdy nie da tyle korzyści co bieganie, które angażuje wszystkie grupy mięśni i nie tylko.
Carmilla - 2009-04-15, 09:21
:
ASX76 napisał/a:
bieganie, które angażuje wszystkie grupy mięśni i nie tylko.

o, a ja to o nordic walkingu słyszałam. I w dodatku, że NW zdrowszy od biegania, bo mniej stawy obciąża
Jaskier - 2009-04-15, 09:47
:
ASX76 napisał/a:
Najlepszym rozwiązaniem jest metoda "na czczo"


To bardzo niemądre rozwiazanie.
Podczas snu organizm ludzki pożytkuje energię na procesy życiowe (oddychanie, krążenie), czerpiąc ją z zapasów które rano , szczególnie przed wysiłkiem fizycznym należy uzupełnić.

Taką metode mogą stosować osoby zaawansowane, początkującym zdecydowanie nie polecam takich radykalizmów.

ASX76 napisał/a:
Rower to jest... LOL Nigdy nie da tyle korzyści co bieganie, które angażuje wszystkie grupy mięśni i nie tylko.


Rower daje wiele innych korzysci(niekoniecznie dotyczących pracy mięśni), których bieganie nie jest w stanie zapewnić.
8)

Poza tym zachęcam do wprowadzania różnorodności w uprawianiu sportów ;)
ASX76 - 2009-04-15, 16:17
:
Jaskier -> Mądre czy niemądre - zależy dla kogo... Jeśli ktoś chce się pozbyć zbędnych kg, to czy widzisz lepsze rozwiązanie? ;)

Jakież to wiele korzyści zapewnia rower, których nie da(je) bieganie?

Różnorodność to jest dopiero radykalizm... Przez to co poniektórzy mogą sobie odpuścić bieganie wychodząc z błędnego założenia, że np. na rowerze mniej się zmęczą. ;)

Carmillo -> Cóż takiego obciąża te stawy? ;)
Asuryan - 2009-04-15, 20:33
:
Nie jestem Carmillą, ale pozwolę sobie odpowiedzieć na to pytanie. Stawy te (biodrowy, kolanowy i skokowy) podczas biegania obciąża masa naszego ciała, dlatego dla osób z dużą nadwagą zdecydowanie zdrowszą formą aktywności fizycznej jest właśnie jazda na rowerze, bądź pływanie. Przynajmniej dopóki nie zrzucą nadwyżki kilogramów.
MadMill - 2009-04-15, 20:36
:
No i jazda na rowerze jak i pływanie są o wiele fajniejsze i przyjemniejsze niż bieganie. Długie spacery też nie są czymś co nam nie pomaga, jak ktoś lubi chodzić i spaceruje często to także dobrze na niego kondycję wpływa.
Jaskier - 2009-04-15, 21:28
:
ASX76 napisał/a:
Jeśli ktoś chce się pozbyć zbędnych kg, to czy widzisz lepsze rozwiązanie? ;)


Współczuje komuś kto kosztem zdrowia chce pozbywać się zbędnych kilogramów.
Lepszym rozwiazaniem jest systematyczne spalanie kalorii.
Poranna głodówka połączona z ćwiczeniami to być może skuteczny, ale z pewnoscią niezdrowy sposób , przynajmniej dla początkujących osób.
Poza tym takie metody najczęściej kończą się fiaskiem w postaci efektu jojo.
Odpowiednio zbilansowana dieta, wraz z regularnymi ćwiczeniami gwarantuje sukces w dziedzinie odchudzania.

ASX76 napisał/a:
Jakież to wiele korzyści zapewnia rower, których nie da(je) bieganie?


W zasadzie poprzednicy odpowiedzieli już częściowo na twoje pytanie.
Pozwole jednak dodać od siebie że jazda na rowerze pozwala na pokonywanie większych dystansów, z mojego punktu widzenia zapewnia nam możliwość skupienia się na efektach wizualnych.
Posiadając oświetlenie rowerem możemy poruszać się nocą na nieoswietlonych drogach nie ryzykując upadku.
Nie orientuje się czy obecnie isteniją jakieś urządzenia które mierzą przebiegnięty dystans.
Licznik rowerowy pozwala nam monitorować i kontrolowac przebyty dystans, spalone kalorie, prędkosć.
Osobiście jadąc na rowerze czuje się bardziej skupiony, niż podczas biegania które wydaje mi się lekko chaotyczne.
ASX76 - 2009-04-15, 21:41
:
Asuryan napisał/a:
Nie jestem Carmillą, ale pozwolę sobie odpowiedzieć na to pytanie.


Przy obecnym stanie medycyny możesz być kim zechcesz. W granicach rozsądku, ma się rozumieć. Kobietą jeszcze możesz. ;) :-P

Asu, ja tu pisałem z myślą o ludziach nie odbiegających zbytnio od normy wagowej (proporcjonalnie do wzrostu), a nie o osobnikach z dużą nadwagą. Jest oczywistą oczywistością, że bieganie dla kogoś takiego (z wielkim bagażem zbędnych kg) jest mordęgą i lepiej dla nich (o ile chcą coś dobrego ze sobą zrobić) skupić się, przynajmniej na początku, na mniej wymagających wyzwaniach. Wydawało mi się, że nie zachodzi konieczność podkreślania jasnej jak słońce na bezchmurnym niebie kwestii, lecz jak się okazało, byłem nadmiernym "optymistom". ;)

Madku -> Co kto lubi. :-P

Spacery są dobre dla osób starszych. Młodsi, którzy ograniczają się nawet do częstych spacerów, niewiele w ten sposób uzyskają biorąc pod uwagę ich potencjał i witalność.

Nie na "niego" kondycję wpływa, lecz na "jego"...
Asuryan - 2009-04-16, 11:58
:
ASX76 napisał/a:
Asu, ja tu pisałem z myślą o ludziach nie odbiegających zbytnio od normy wagowej (proporcjonalnie do wzrostu), a nie o osobnikach z dużą nadwagą

Skąd założenie że na naszym forum brak osobników z dużą nadwagą? Ja sam mam zbędnych co najmniej 10 kg, a pewno są tu i tacy co mają tego więcej.
Carmilla - 2009-04-16, 12:44
:
ASX76 napisał/a:
Carmillo -> Cóż takiego obciąża te stawy?

bieg. I niekoniecznie trzeba mieć dużą nadwagę. Czasem wystarczy mała, czasem nawet jak się jej nie ma a ma się po prostu slabe stawy to bolą po biegu. Głównie kolana, ale skokowe też.
Więc wolę pozostać przy spacerach, a jak przezwiciężę uraz psychiczny to moze wrócę na szkolenia nordic walkingu i jak się da - to pływanie. Choć po żabce też bolą kolana :/
Asuryan - 2009-04-16, 13:06
:
Carmilla napisał/a:
Choć po żabce też bolą kolana :/

Pozostaje jeszcze kraul i motylek. Ewentualnie grzbietowy, ale w tym akurat zbyt dużo kalorii się nie spali.
Carmilla - 2009-04-16, 13:16
:
Asuryan napisał/a:
Ewentualnie grzbietowy, ale w tym akurat zbyt dużo kalorii się nie spali.

etam, można spalić. I grzbietowy jest dobry na mięśnie brzucha. W każdym razie dużo przyjemniejszy niż wykonwwanie nożyc pionowych w ramach porannej gimnastyki. Ma tylko tę wadę, że najlepiej plywać na grzbiecie jak jest mało ludzi, bo nie widzę w kogo ewentualnie wpływam :mrgreen:
ASX76 - 2009-04-16, 15:13
:
Asuryan napisał/a:

Skąd założenie że na naszym forum brak osobników z dużą nadwagą? (...)


Z optymizmu. :-P


Carmillo -> Co powiesz na aerobic?
Carmilla - 2009-04-16, 15:54
:
ASX76 napisał/a:
Carmillo -> Co powiesz na aerobic?

hmm, no nie wiem... zasadniczo w tańcu to mi muzyka nie przeszkadza, ale obawiam się że zupełny brak poczucia rytmu w aerobicu już mógłby :-P
ASX76 - 2009-04-16, 15:59
:
Carmilla napisał/a:

hmm, no nie wiem... zasadniczo w tańcu to mi muzyka nie przeszkadza, ale obawiam się że zupełny brak poczucia rytmu w aerobicu już mógłby :-P


"Strach ma wielkie oczy", a przecież "trening czyni mistrza". :-P
Carmilla - 2009-04-16, 19:08
:
wiesz, istnieje jeszcze coś takiego jak wrodzone lenistwo. To jedno. A drugie to stan zdrowia, który nie pozwala mi się przemęczać i przegrzewać (to lekarz wymyślił, nie ja). Dlatego wszelkie formy chodzenia: tak, pływanie - ale bez przesady - tak, rower - ewentualnie stacjonarny (tu dochodzi problem z równowagą, więc wolę nie ryzykować normalnego) i nie przemęczająca gimnastyka - tak. Skakanie, bieganie etc. - zdecydowanie nie //mur
ASX76 - 2009-04-16, 23:20
:
Jaskier napisał/a:


Poranna głodówka połączona z ćwiczeniami to być może skuteczny, ale z pewnoscią niezdrowy sposób , przynajmniej dla początkujących osób.

Posiadając oświetlenie rowerem możemy poruszać się nocą na nieoswietlonych drogach nie ryzykując upadku.

Nie orientuje się czy obecnie isteniją jakieś urządzenia które mierzą przebiegnięty dystans.
Licznik rowerowy pozwala nam monitorować i kontrolowac przebyty dystans, spalone kalorie, prędkosć.

Osobiście jadąc na rowerze czuje się bardziej skupiony, niż podczas biegania które wydaje mi się lekko chaotyczne.


Ciebie zostawiłem sobie na deser. ;) No to jedziem z tym koksem:
1. Poranna głodówka - bardzo mocne określenie i zupełnie nieadekwatne... Wyjść rano bez jedzenia i potruchtać z pół godziny (z przerwami)... Rzeczywiście, porażające. Może z głodu nie umrze. ;)
2. Jazda na rowerze nocą to jest dopiero niezdrowe dla organizmu i niebezpieczne. W przypadku wypadku odnosi się znacznie groźniejsze urazy niż te nad którymi trząsł się Asu pisząc o bieganiu. :-P
3. Po kiego... grzyba urządzenia? Wystarczy znajomość trasy, znaki orientacyjne... To przecież nie sport wyczynowy, że wszystko musi być rozpisane z dokładnością do liczb po przecinkach... ;)
4. Co jest chaotycznego w bieganiu? Jeśli ktoś (wy)pije, to owszem. Tak samo w przypadku jazdy na rowerze, z tą różnicą, że... -> vide pkt. 2
Jaskier - 2009-04-17, 00:41
:
ASX76 napisał/a:
Wyjść rano bez jedzenia i potruchtać z pół godziny (z przerwami)... Rzeczywiście, porażające. Może z głodu nie umrze. ;)


To w końcu się zdecyduj trucht czy bieg...
Co i tak nie zmienia faktu że takie metody nie są odpowiednie, dla przecietnego ludzkiego organizmu.
Są zdecydowanie lepsze sposoby na odchudzanie.

ASX76 napisał/a:
2. Jazda na rowerze nocą to jest dopiero niezdrowe dla organizmu i niebezpieczne.


Zauważ że to tylko przykład funkcjonalnosci, o który sam prosiłeś ;)

ASX76 napisał/a:
3. Po kiego... grzyba urządzenia? Wystarczy znajomość trasy, znaki orientacyjne... To przecież nie sport wyczynowy, że wszystko musi być rozpisane z dokładnością do liczb po przecinkach... ;)


Zdaje się że podałem w swoim poprzednim poście, w jakim celu mielibyśmy uzywać elektronicznych urządzeń.
Może dla Ciebie jest to coś zbędnego , mnie z kolei motywuje do działania, pozwala mi czerpać większą radość z uprawiania sportu.
Wedle gustu :)

ASX76 napisał/a:
4. Co jest chaotycznego w bieganiu?


Co do chaotycznosci, jest to tylko moje subiektywne odczucie, nie stwierdziłem że wszyscy mają tak samo.
Na rowerze o ile jadę po równym terenie, nie trzęsie mną tak jak przy bieganiu.
Co daje mi możliwosć lepszego skupienia, dlatego kiedy mam ochotę na przemyślenia wybieram rower.


Nawiązując jeszcze do obciażeń stawów, osoby które kiedykolwiek miały problem tak jak ja ze stawem skokowym, (skręcenia kostki itp.) podczas biegania mogą odczuwać wiekszy bądz mniejszy dyskomfort.
Metzli - 2009-04-17, 00:57
:
Bieganie? Pfff... Zdecydowanie wolę pływanie, o wiele bardziej się człowiek przy tym odpręża i odpoczywa. Poza tym bieganiem ani trochę nie pomogę sobie na mój krzywy kręgosłup :P Teraz tylko czekam aż będę mieć z pracy kartę Benefit (czy jak tam to cholerstwo się nazywa xD) i wtedy będę mogła śmigać na basenik nawet codziennie jak mnie najdzie ochota //devil
ASX76 - 2009-04-17, 18:34
:
Jaskier napisał/a:


To w końcu się zdecyduj trucht czy bieg...

Co i tak nie zmienia faktu że takie metody nie są odpowiednie, dla przecietnego ludzkiego organizmu.

Są zdecydowanie lepsze sposoby na odchudzanie.



1. Decyzja należy do tego, kto się skusi. :-P Trucht jest lżejszą odmianą biegu, a ściślej rzecz ujmując -> bieg jakby w zwolnionym tempie. ;) Wydawało mi się oczywiste, że na początek wskazany jest delikatny trucht.

2. Bieg jest/powinien być czymś naturalnym dla ludzkiego organizmu, natomiast w twoim ujęciu uchodzi za coś przekraczającego możliwości przeciętnego człowieka? LOL
Nic dziwnego, że tyle zdrowych "kalek" na "własne życzenie" w społeczeństwie.

3. My tu piszemy przede wszystkim o sporcie, a nie najlepszych metodach na odchudzanie. :-P
Jaskier - 2009-04-17, 20:03
:
ASX76 napisał/a:
3. My tu piszemy przede wszystkim o sporcie, a nie najlepszych metodach na odchudzanie. :-P


Pewnie że tak. Ja tematu odchudzania nie rozpoczynałem, w swoich wypowiedziach odnosiłem się tylko do twoich postów, w których podawałeś metody na skuteczne odchudzanie.

ASX76 napisał/a:
2. Bieg jest/powinien być czymś naturalnym dla ludzkiego organizmu, natomiast w twoim ujęciu uchodzi za coś przekraczającego możliwości przeciętnego człowieka? LOL
Nic dziwnego, że tyle zdrowych "kalek" na "własne życzenie" w społeczeństwie.


yyyyyy czy ja napisałem gdzieś że jestem przeciwnikiem biegania?
Nie wydaje mi się, wręcz przeciwnie, zdarza mi się biegać dość często.
Wynalazki które stworzyła dla nas cywilizacja pomagają nam w pewien sposób zróżnicować sport i chwała jej za to.
To że bieg jest czymś naturalnym, nie znaczy że nie powinniśmy korzystać z wynalazków które ułatwiają życie nie szkodząc.
Rower jest po prostu odpowiedniejszy dla niektórych ludzi, co nie wyklucza że nie moga oni biegać ;)

ASX76 napisał/a:
Wydawało mi się oczywiste, że na początek wskazany jest delikatny trucht.


Zależy dla kogo ;)
Jachu - 2010-02-05, 09:24
:
Od października uczęszczam na siłownię, choć do połowy stycznia robiłem to 2x, góra 3x w tygodniu. Od momentu złamania ręki postanowiłem robić to częściej, więc od stycznia robię to 6x w tygodniu. Zrzuciłem już 5 kg i nawet czuję się lepiej. Korzystam z karty BENEFIT, którą wykupuję w zakładzie pracy za 91,50 zł co trzy miesiące, co daje mi kwotę około 30 zł na miesiąc. Nie jest to kwota wygórowana, zważywszy na fakt, iż z tą kartą mogę korzystać z kilkunastu siłowni przez nieograniczoną ilość czasu :) Ponadto 1x lub 2x w tygodniu uczęszczam na basen. Niestety, kilka lat nic-nie-robienia spowodowało przybranie tłuszczu tu i ówdzie, więc pozbycie się tej "oponki" nie jest teraz proste i muszę się ostro starać :)
toto - 2010-04-14, 20:01
:
Po zimie zacząłem sobie biegać, tragedia. Krótkie przebieżki niezbyt szybkim tempem (na razie ok. 1,5 km), a ja nie mogę normalnie oddychać w trakcie biegu. Normalnie gorzej niż liceum. Ale zauważam powolną poprawę i jeśli nic nie pokrzyżuje mi planów będę systematycznie wydłużał swoje trasy. A jak się znudzi, siądę na rower i pojeżdżę po lesie.
Tixon - 2010-04-14, 20:13
:
Również biegam, o ile na początku byłem deczko zmęczony, tak teraz również jestem zmęczony, ale czuję się lepiej. Natomiast po pierwszym w tym roku meczu, byłem umierający - po doczłapaniu się do domu, ległem na tapczanie i nie mogłem się ruszyć. A dziś nogi zachowują się jak kłody. Ale będzie lepiej :)
MadJack - 2010-04-14, 20:40
:
Na WF-ie zaraz po zimie przebiegłem około 5km, tyle że biegliśmy 9 kółek, a później jedno marsz, 8 kółek, jedno marsz- i tak do 1. W sumie to jestem z siebie dumny, nigdy jeszcze tyle nie przebiegłem :mrgreen: No ale nie ma się co dziwić, przez zimę się ruszałem (narty, spacery, rowerek, ćwiczenie wieczorami...) i trochę schudłem, to było OK, a zakwasów nie miałem prawie w ogóle. Teraz wiosna, lato, to rower i góry pójdą przez ten czas w ruch, najważniejsze jest, żeby nie utracić tej namiastki kondycji, którą udało mi się uzyskać :)
martva - 2010-07-17, 22:30
:
Kupiłam sobie rowerek stacjonarny (i używam go, żeby nie było) i bardziej się przyłożyłam do gimnastyki. Efekty zerowe, znaczy mam wyrobione mięśnie brzucha - prawdopodobnie, bo są schowane pod tłuszczem, który sobie zupełnie nie chce pójść. Czasem się zastanawiam czy byłabym aż tak zdesperowana żeby przejść na dietę, bo ruch jest jednak przereklamowany.
Strasznie mnie zastanawia jak niektórzy ludzie tracą po kilka cm w talii po dwóch tygodniach ćwiczeń (niezbyt intensywny, np ośmiominutowy brzuszny ABS z jutuba, bardzo sympatyczny zresztą) albo picia jakiegoś świństwa. Juz nawet myślałam że mam jakąś niedoczynność tarczycy albo coś takiego, ale wyniki idealne... To co, źle pedałuję? :roll:
ASX76 - 2010-07-18, 07:17
:
martva napisał/a:
Kupiłam sobie rowerek stacjonarny (i używam go, żeby nie było) i bardziej się przyłożyłam do gimnastyki. Efekty zerowe, znaczy mam wyrobione mięśnie brzucha - prawdopodobnie, bo są schowane pod tłuszczem, który sobie zupełnie nie chce pójść. Czasem się zastanawiam czy byłabym aż tak zdesperowana żeby przejść na dietę, bo ruch jest jednak przereklamowany.


Ja przepraszam... O jakim ruchu piszesz? No błagam... Przecież jazda na rowerku to żaden ruch... LOL

Proszę się wziąć za gimnastykę typu: przysiady, pompki, trucht..., wtedy będą znacznie szybsze efekty!
Rozumiem, że człowiek jest leniwy i najchętniej to by siedział i nogami majtał po pedałach, jednak jeśli chcesz coś ze sobą zrobić, musisz dać więcej z siebie. Wysiłku, znaczy się. :-P
Sabetha - 2010-07-18, 11:36
:
ASX76 napisał/a:
Ja przepraszam... O jakim ruchu piszesz? No błagam... Przecież jazda na rowerku to żaden ruch... LOL


Chyba że jest to mój rowerek :P

Kocham jeść, więc gdybym nic nie robiła, tylko żarła, pewnie byłabym teraz grubsza od średnio wyrośniętego wieloryba :mrgreen: Jednakowoż lubię też ruch, więc wszystko gra. Jeżdżę na wspomnianym rowerku (rzecz jasna nie stacjonarnym, tylko prawdziwym :P ) i regularnie śmigam konno po zielonych stepach ściany wschodniej. Czasem nawet kilka brzuszków zrobię, jak mam dobry dzień :shock: . Efekt - nawet rzucenie palenia (Chryste, jak ja wtedy żarłam!) nie przyniosło dramatycznych skutków, jeśli chodzi o mieszczenie się w dżinsy (zresztą nie stać mnie na wymianę garderoby, więc trzymanie linii jak najbardziej leży w moim interesie ;) .
Elektra - 2010-07-18, 11:55
:
ASX76 napisał/a:
Proszę się wziąć za gimnastykę typu: przysiady, pompki, trucht..., wtedy będą znacznie szybsze efekty!

Zależy od osoby. Dla niektórych lepsza jest jazda na rowerze niż trucht.

martva napisał/a:
To co, źle pedałuję?

A ile czasu?

Ja zaczęłam od wiosny jeździć na normalnym rowerze. I efekty widzę. Może nie jest to od razu schudnięcie nie wiadomo ile (tylko trochę), ale np. poprawiła mi się kondycja. I to sporo.

martva napisał/a:
Strasznie mnie zastanawia jak niektórzy ludzie tracą po kilka cm w talii po dwóch tygodniach ćwiczeń (niezbyt intensywny, np ośmiominutowy brzuszny ABS z jutuba, bardzo sympatyczny zresztą) albo picia jakiegoś świństwa.

Przypuszczam, że to nie tylko od ćwiczeń. Że jakąś dietę jednak stosują.
martva - 2010-07-18, 11:57
:
ASX76 napisał/a:
O jakim ruchu piszesz? No błagam... Przecież jazda na rowerku to żaden ruch... LOL


Spadaj. Jest to bardziej ruchowe niż siedzenie przed kompem i klikanie.
Lolać sobie możesz z mojej matki, która pedałuje mniej więcej pięć minut dwa razy w tygodniu i uważa że to wystarczy.

ASX76 napisał/a:
Proszę się wziąć za gimnastykę typu: przysiady, pompki, trucht...,


Przysiady robie w ograniczonych ilościach w ramach gimnastyki, pompek nie, bo nie chcę sobie rozbudować mięśni ramion, trucht odpada.

ASX76 napisał/a:
wtedy będą znacznie szybsze efekty!


Sprecyzuj 'szybsze'? bo ja juz przestałam wierzyć w efekty.

ASX76 napisał/a:
jednak jeśli chcesz coś ze sobą zrobić, musisz dać więcej z siebie. Wysiłku, znaczy się. :-P


Uważam że w porównaniu z tym co robiłam, znaczy z zerowym poziomem ruchu, daję więcej z siebie. Miałam na początku zakwasy po głupich 10 kilometrach, ale juz nie mam.

Tak więc uważam że ruch jest przereklamowany, zresztą podobnie jak czerwona herbata i kilka innych rzeczy :>
Jander - 2010-07-18, 12:13
:
Przez ostatnie dwa semestry miałem karate w ramach studiów i jakoś wyrobiłem sobie posturę. Znaczy nie wyglądam już cherlawo, więc 1,5 h raz w tygodniu jednak coś tam daje. ;) Nie schudłem (na szczęście), tylko przytyłem odpowiednio do mojego wzrostu.
Jak będę się musiał zabrać za sport (dieta piwna dość mocno daje w brzuch) to pewnie wybiorę bieganie. Ale do tego czasu 18h dziennie na kanapie ;)
Metzli - 2010-07-18, 13:04
:
Martva, od jakiego ćwiczysz na tym rowerku? Akurat u siebie w pracy mam babeczki, które ciągle chcą zrzucić, liczą kalorie, a jak jem to na mnie "krzyczą" :P I u nich: chodzenie na basen, rower, aeorobik i jeszcze jakieś inne rodzaje ćwiczeń - jakiekolwiek efekty były widoczne dopiero po paru miesiącach ;)
martva - 2010-07-18, 13:39
:
Cytat:
Zależy od osoby. Dla niektórych lepsza jest jazda na rowerze niż trucht.


Na przykład dla mnie, próbowałam truchtać w zeszłym roku, ale piersi i kolana (niekoniecznie w tej kolejności) powiedziały że to nie jest dla mnie dobre.

Cytat:
A ile czasu?

30-40 kilometrów, czyli ok. godziny z hakiem, pięć razy w tygodniu. Raczej mniejsze obciążenia, bo od mniejszych się spala tłuszcz a od cięższych robią wielkie mięśnie, jak wyczytałam.

Cytat:

Przypuszczam, że to nie tylko od ćwiczeń. Że jakąś dietę jednak stosują.


Mówią że nie.

Cytat:
Martva, od jakiego ćwiczysz na tym rowerku?


Od początku maja. Wcześniej prowadziłam naprawdę nieruchomy tryb życia, znaczy od grudnia ćwiczenia na brzuch, ale że słabo działały, to mi poradzono włączyć jakieś ogólne spaladło typu bieganie, pływanie, pedałowanie i pedałowanie mi się wydało najbardziej OK.
Waga stoi w miejscu, ale ma prawo, ale wymiary też stoją w miejscu i wizualnie też nic się nie zmienia. Ba, nawet mam wrażenie że odkąd zaczęłam ćwiczyć i robić cokolwiek, jest gorzej.

Ale jak słyszę że wystarczy wprowadzić malutkie zmiany jak się wczesniej nic nie robiło i jakie to efekty są natychmiastowe, to mnie wścieklizna bierze.
Elektra - 2010-07-18, 18:40
:
martva napisał/a:
30-40 kilometrów, czyli ok. godziny z hakiem, pięć razy w tygodniu. Raczej mniejsze obciążenia, bo od mniejszych się spala tłuszcz a od cięższych robią wielkie mięśnie, jak wyczytałam.

A to sporo. Więc wydawałoby się, że bardziej widoczne efekty powinny być. Z tym, że przypuszczam, że te wielkie mięśnie to się robią, jakbyś jeździła z dużymi obciążeniami po dwie godziny dziennie. ;)

martva napisał/a:
Ale jak słyszę że wystarczy wprowadzić malutkie zmiany jak się wczesniej nic nie robiło i jakie to efekty są natychmiastowe, to mnie wścieklizna bierze.

Taa... natychmiastowe to jest chyba tylko odsysanie tłuszczu... chociaż to też niezbyt dobry pomysł, bo zostaje za dużo obwisłej skóry. ;) To jest takie gadanie jak z dietami cud. Po tygodniu 5 kg mniej, a po trzech 8 kg więcej. ;)

Z drugiej strony, są osoby, którym odchudzenie się przychodzi bez większego problemu. Znam taką aż jedną.

Ja nie ćwiczę regularnie (z lenistwa po prostu), ale efektów trochę widzę. Przede wszystkim poprawa samopoczucia, kondycji itp. Jest lepiej, niż gdy nic nie robiłam. Gdybym jeszcze znalazła kogoś z kim można by jeździć na wycieczki rowerowe bardziej regularnie...
martva - 2010-07-18, 19:09
:
Elektra napisał/a:
A to sporo. Więc wydawałoby się, że bardziej widoczne efekty powinny być.


No tez mi się tak wydaje, a ja się bardzo łatwo zniechęcam jak nie widzę efektów, w dowolnej dziedzinie.

Mnie nawet nie zalezy żeby jakoś szczególnie chudnąć, w sumie BMI mam w porządku, jakis kalkulator mi wyliczył że moja idealna waga to 53 kilo czyli 1-2 mniej niż mam i może mieć rację, a inny że 45.9 kg i tu już zwątpiłam - bo zostałaby ze mnie skóra i kości, gdybym zrzuciła dziesięć kilo. Normalnie mnie zmroziło. W każdym razie mogę sobie ważyć i 60, ale chciałabym mieć mniejszy brzuszek, węższą talię i twardszą resztę, bo na razie czasem mam wrażenie że moje ciało pod skórą to głównie budyń ;) Dlatego postanowiłam pójść bardziej w ruch niż w dietowanie (tu zmieniłam tylko skład posiłków, rano węglowodany, obiad mieszany, wieczorem białko - jedyny efekt: przestała podżerać między posiłkami, chyba że się robi zimno i pada, co właśnie zauważyłam).
Spódniczki mi się zrobiły z tyłu podejrzanie krótkie, co może oznaczać że mi się tyłek podniósł (jak ktos chce taki efekt, to polecam ten zestaw: http://www.youtube.com/wa...feature=related
przez pierwszych parę razy miałam tak dzikie zakwasy że ledwo chodziłam ^^ )
ASX76 - 2010-07-19, 22:24
:
Kobiety -> macie problemy, to polecam aerobic grupowy pod kierunkiem doświadczonej laleczki. Ona Wam ustawi obciążenia/tempo dostosowane do Waszych aktualnych możliwości fizycznych. I sprawa załatwiona. :-P
Jander - 2010-07-19, 23:16
:
A może joga? Znam osoby, które sobie chwalą i polecają. :)
batou - 2010-07-20, 14:24
:
Niestety ASX w ostatnich postach wyjątkowo ma rację. Aerobik wzmocniony pływaniem i jakąś dietą to chyba najlepsza metoda na schudnięcie. Swoją drogą szlag by mnie chyba trafił gdybym, jak Martva, nie widział żadnych efektów po kilkumiesięcznym, iście kolarskim treningu.

Ja od maja 3 razy w tygodniu robię sobie rozgrzewkę na siłowni jadąc 2 km w 5 minut na rowerku i mam po tym przynajmniej cholernie mocne łydki... No dobra, jeszcze 10 minut steppera.
Różnic w wadze żadnych nie zauważam (czyli generalnie to dobrze) a tygodniowo mam: 3 razy po godzinie siłownię, raz w tygodniu 2 godziny koszykówki i czasami w weekendy rower. Dziewczyna mówi, że widać po mnie efekty treningu. Ja tego może aż tak nie widzę, ale na pewno jestem dużo silniejszy i mam lepszą kondycję niż na wiosnę. No i taki tryb życia jest mocno uzależniający dla mnie. Nie byłoby łatwo przestać.
Metzli - 2010-07-20, 15:17
:
Baton napisał/a:
Różnic w wadze żadnych nie zauważam


To już by była anoreksja :P
batou - 2010-07-20, 15:21
:
Ale ja właśnie ćwiczę i jem tak, żeby ważyć więcej, a nie mniej ;)
Metzli - 2010-07-20, 15:31
:
Aaaa... xD hrhr xD
W sumie też bym się nie obraziła jakby mi przybyło parę kilo ;)
MadMill - 2010-07-20, 17:32
:
Ja pamiętam Cię jak ważyłeś 50 kg. Wyglądałeś jakbyś z Oświęcimia uciekł...
martva - 2010-07-20, 20:18
:
Aeorobiki i siłownie pewnie dają efekty, ale są o tyle niemiłe, że trzeba za nie płacić, a ja nie mam stałych źródeł dochodu, więc mogłoby być ciężko z systematycznością. Wolałam sobie kupić sprzęt do użytku domowego jak byłam przy kasie akurat. Pływanie odpada, bo raz, nie umiem, dwa, boję się wody, trzy, jak sobie wyobrażę cyrki z włosami i oczami to wymiękam.
Ale w sumie jeśli rowerek nie robi nic, to dlaczego nagle pływanie by miało? :(

batou napisał/a:
Swoją drogą szlag by mnie chyba trafił gdybym, jak Martva, nie widział żadnych efektów po kilkumiesięcznym, iście kolarskim treningu.


Czy Ty się ze mnie śmiejesz? Bo większość moich znajomych się wypowiada strasznie lekceważąco o pedałowaniu stacjonarnym, a potem jak się dowiadują ile mi to zajmuje to robią dziwną minę i zmieniają temat. A ja się zastanawiam czy jak zacznę jeździć po 50 km, to coś zmieni? Poza tym że mi się szybciej rowerek schrzani?
Asuryan - 2010-07-20, 21:50
:
martva napisał/a:
Ale w sumie jeśli rowerek nie robi nic, to dlaczego nagle pływanie by miało? :(

Bo pływanie różnorodnymi stylami angażuje o wiele więcej mięśni niż pedałowanie, szczególnie na rowerku stacjonarnym. Na takim rowerze rozwiniesz przede wszystkim mięśnie nóg, pływanie zaś jest ogólnorozwojowe.
batou - 2010-07-20, 22:21
:
martva napisał/a:
Czy Ty się ze mnie śmiejesz? Bo większość moich znajomych się wypowiada strasznie lekceważąco o pedałowaniu stacjonarnym, a potem jak się dowiadują ile mi to zajmuje to robią dziwną minę i zmieniają temat. A ja się zastanawiam czy jak zacznę jeździć po 50 km, to coś zmieni? Poza tym że mi się szybciej rowerek schrzani?

Nie no, ja serio pisałem. Wiem, że na stacjonarnym, szczególnie takim z regulowanym obciążeniem, można się konkretnie zmachać. Ale serio bym tym rzucił w diabły gdybym nie widział żadnych efektów po 2-3 miesiącach tak intensywnego treningu. Ja na stacjonarnym jeżdżę w sumie te 15 minut w tygodniu i 30 minut śmigam na stepperze, a widzę jakie mam łydki po tym. Przy A6W z kolei efekty widziałem po 2 tygodniach już. Cierpliwa jesteś po prostu ;)
ASX76 - 2010-07-21, 06:58
:
Martva -> Rowerek stacjonarny to największy szajs. Skoro tak jak El lenisz się (wygodne usprawiedliwienie zawsze się znajdzie...) gimnastykować czy biegać (przecież nie trzeba od razu dokonywać cudów - w zupełności wystarczy zastosować się do zasady: powoli do celu), to najlepiej ujeżdżać... wehikuł na pedały na świeżym powietrzu.
Nie stać Cię na płatny aerobic, to możesz sobie zorganizować zajęcia sama - wystarczy odrobinka pomysłu i chęci. A nie: "nie stać mnie, więc mam wygodną wymówkę". ;)
MrSpellu - 2010-07-21, 08:34
:
Jak mieszkałem w Krakowie, to ostatnie pół roku chodziłem na siłownię, dwa razy w tygodniu po godzinę, półtora. Z czego 30 minut to zawsze był rower stacjonarny. I było ok. Tylko, że ja mam tego typu ciało, że jak robię coś/ćwiczę regularnie, to po miesiącu już widać.
ASX76 - 2010-07-21, 09:54
:
MrSpellu napisał/a:
Jak mieszkałem w Krakowie, to ostatnie pół roku chodziłem na siłownię, dwa razy w tygodniu po godzinę, półtora. Z czego 30 minut to zawsze był rower stacjonarny. I było ok. Tylko, że ja mam tego typu ciało, że jak robię coś/ćwiczę regularnie, to po miesiącu już widać.


Pieprzenie. ;) W takim układzie od początku:
- ale rower stacjonarny był u Mistera jednym z dwóch elementów, a nie jedynym jak w przypadku kobitek; może być jako wspomaganie, natomiast jeśli ktoś ćwiczy tylko na "pedałach", to musi poświęcić o wiele więcej czasu na powrót do normalnej sylwetki
- u niewiast odkłada się więcej tkanki tłuszczowej czego chyba nikt tu nie bierze pod uwagę...
- przy "zasiedziałym" trybie życia/pracy/rozrywki i niewłaściwym odżywianiu się organizm nabiera sadełka w stosunkowo szybkim tempie (szczególnie kobiecy), zwłaszcza gdy ćwiczonka fizyczne "leżą odłogiem".
Więcej ruchu! :-P
martva - 2010-07-21, 09:58
:
batou napisał/a:
Ja na stacjonarnym jeżdżę w sumie te 15 minut w tygodniu i 30 minut śmigam na stepperze, a widzę jakie mam łydki po tym.


Łydki to akurat taki kawałek do którego nie mogłam się przyczepić, ładny były zawsze. Mam nadzieje że się nie zepsują ;)

batou napisał/a:
Przy A6W z kolei efekty widziałem po 2 tygodniach już.


Ja też. Podobnie jak przy czymś co nazywa się 8min ABS. Mam takie dwa wgłębienia powyżej pępka, których nigdy wcześniej nie widziałam, ale poniżej nadal nie jest dobrze.

batou napisał/a:
Cierpliwa jesteś po prostu ;)

Aż mnie to dziwi, szczerze mówiąc. Tylko wątpię żebym długo wytrzymała jeszcze, ja się szybko zniechęcam i jestem dziko leniwa z natury :(

ASX76 napisał/a:
Martva -> Rowerek stacjonarny to największy szajs.

Jeździłeś?

ASX76 napisał/a:
Skoro tak jak El lenisz się (wygodne usprawiedliwienie zawsze się znajdzie...) gimnastykować czy biegać

Halo, panie czepiacz, może by pan czytał uważnie co piszę. Pedałuję _i_ gimnastykuję się.

ASX76 napisał/a:
to najlepiej ujeżdżać... wehikuł na pedały na świeżym powietrzu.

Wygodne usprawiedliwienie: po wypadku trzy lata temu nie wsiadłam na zwykły rower.

ASX76 napisał/a:
Nie stać Cię na płatny aerobic, to możesz sobie zorganizować zajęcia sama - wystarczy odrobinka pomysłu i chęci.

//mur no to przecież to robię.
Naprawdę jak czytam co do mnie piszesz, to mam wrażenie że Ty nie czytasz co ja do Ciebie piszę. Powtórzę jeszcze raz, ale jeszcze nie dużymi literami: dużo rowerka na małych obciążeniach w ramach ogólnego spalacza, plus gimnastyka na konkretne partie, głównie brzuch, trochę pośladki, rzadziej nogi.
To moja matka wsiada na rower, pedałuje pięć minut i uznaje że dosyć. Nie ja.

MrSpellu napisał/a:
Tylko, że ja mam tego typu ciało, że jak robię coś/ćwiczę regularnie, to po miesiącu już widać.

Zazdroszczę, moje jest oporne :(
MrSpellu - 2010-07-21, 10:18
:
ASX76 napisał/a:
ale rower stacjonarny był u Mistera jednym z dwóch elementów, a nie jedynym jak w przypadku kobitek; może być jako wspomaganie, natomiast jeśli ktoś ćwiczy tylko na "pedałach", to musi poświęcić o wiele więcej czasu na powrót do normalnej sylwetki

Rower był jedynym urządzeniem, które oddziaływało na nogi i ogólnie pojętą "kondycję". Reszta to klata, plecy, ramiona, biceps :P
martva napisał/a:
Zazdroszczę, moje jest oporne

Grunt to dobre samopoczucie. Mi bardziej przeszkadza moje wilkołactwo od gabarytów i sadełka.
martva - 2010-07-21, 10:28
:
ASX76 napisał/a:
- ale rower stacjonarny był u Mistera jednym z dwóch elementów, a nie jedynym jak w przypadku kobitek;


Grrr //mur

ASX76 napisał/a:
natomiast jeśli ktoś ćwiczy tylko na "pedałach", to musi poświęcić o wiele więcej czasu na powrót do normalnej sylwetki


Chciałam napisać że moja sylwetka jest jak najzupełniej normalna, tylko nie spełnia moich wyśrubowanych standardów, ale jak juz piszesz o tym czasie... co to konkretnie znaczy 'więcej'?

MrSpellu napisał/a:
Mi bardziej przeszkadza moje wilkołactwo od gabarytów i sadełka.


Są rzeczy które przeszkadzają mi bardziej niz ta cholerna oponka, ale nie mam na nie wpływu, więc stwierdziłam że trochę się poznęcam nad moim ciałem. Bo, awruk, wydawało mi się to łatwiejsze do zrealizowania niż kilka innych rzeczy.
Elektra - 2010-07-21, 11:10
:
ASX76 napisał/a:
biegać (przecież nie trzeba od razu dokonywać cudów - w zupełności wystarczy zastosować się do zasady: powoli do celu),

Naprawdę bieganie nie dla każdego jest wskazane. Tak samo pływanie może sprawiać problem, gdy ciągle się po nim choruje (swoją drogą ja uwielbiam pływanie, tylko jakoś crawla nie umiem się nauczyć).

ASX76 napisał/a:
Nie stać Cię na płatny aerobic, to możesz sobie zorganizować zajęcia sama - wystarczy odrobinka pomysłu i chęci. A nie: "nie stać mnie, więc mam wygodną wymówkę". ;)

A tutaj problemem może być to, że samodzielnie ciężko będzie ustalić prawidłowe ćwiczenia. Znajdziesz tutaj, znajdziesz tam, spróbujesz poćwiczyć, efektów nie ma, a nie wiesz, co robisz źle.

ASX napisał/a:
- u niewiast odkłada się więcej tkanki tłuszczowej czego chyba nikt tu nie bierze pod uwagę...

A tu masz rację. Do tego mężczyznom łatwiej spalać tłuszcz.


Martva, a może hula-hop (czy jak to się pisze)?
Zireael - 2010-07-22, 02:28
:
Elektra napisał/a:
A tutaj problemem może być to, że samodzielnie ciężko będzie ustalić prawidłowe ćwiczenia. Znajdziesz tutaj, znajdziesz tam, spróbujesz poćwiczyć, efektów nie ma, a nie wiesz, co robisz źle.


Kuku sobie można zrobić. Najlepiej pochodzić jakiś czas na aerobic w grupie (nie cierpię, bo kompletnie nie mam poczucia rytmu) stadny, nabrać wprawy i potem odtwarzać ćwiczenia w domu. No, ale skoro Martva nie ma $, to takie gadanie jest zupełnie bezcelowe.
Ja swego czasu chodziłam z matką na zajęcia dla kobiet łączące aerobic i trening siłowy. Część tańczono - podskakująca mnie denerwowała, bo miałam wrażenie, że mam za dużo kończyn, ale stanowiła potrzebną rozgrzewkę i ćwiczenia na przyrządach szły gładko. Muszę się zorientować, czy po wakacjach zajęcia będą się odbywać, można by wznowić uczęszczanie. ;)

ASXie, nie wymądrzaj się tak, bo jesteś denerwujący. Ja na przykład biegać nie mogę, bo jeszcze nie wyleczyłam do końca złamanej w marcu nogi. Już pomijając to, że pan doktor zmyłby mi głowę za takie ekscesy, to jakakolwiek próba dłuższego biegu (więcej niż powiedzmy 200-300 metrów) owocuje u mnie okrutnym bólem kontuzjowanej kończyny. Ale pewnie jestem leniwa, nie?
ASX76 - 2010-07-22, 11:46
:
martva napisał/a:


Łydki to akurat taki kawałek do którego nie mogłam się przyczepić, ładny były zawsze. (...)


Jeśli rzeczywiście ładne, to chyba nie grzech pokazać? //slina :-P

martva napisał/a:


Aż mnie to dziwi, szczerze mówiąc. Tylko wątpię żebym długo wytrzymała jeszcze, ja się szybko zniechęcam i jestem dziko leniwa z natury :(


Ooo... To już wiem(y), gdzie leży kot pogrzebany. ;)

martva napisał/a:

Wygodne usprawiedliwienie: po wypadku trzy lata temu nie wsiadłam na zwykły rower.


Czyli jeśli na spacerze/chodniku ulegniesz jakiemuś wypadkowi, nie będziesz w ogóle chodzić? ;)

martva napisał/a:

Naprawdę jak czytam co do mnie piszesz, to mam wrażenie że Ty nie czytasz co ja do Ciebie piszę. Powtórzę jeszcze raz, ale jeszcze nie dużymi literami: dużo rowerka na małych obciążeniach w ramach ogólnego spalacza, plus gimnastyka na konkretne partie, głównie brzuch, trochę pośladki, rzadziej nogi.
To moja matka wsiada na rower, pedałuje pięć minut i uznaje że dosyć. Nie ja.


Skoro jest tak pięknie, to dlaczego pomimo wielu ćwiczeń w dalszym ciągu nie jesteś zadowolona z efektów? Naprawdę jak czytam co piszesz, to mam wrażenie, że się zbytnio nie przykładasz.

Zireael napisał/a:

ASXie, nie wymądrzaj się tak, bo jesteś denerwujący. Ja na przykład biegać nie mogę, bo jeszcze nie wyleczyłam do końca złamanej w marcu nogi. Już pomijając to, że pan doktor zmyłby mi głowę za takie ekscesy, to jakakolwiek próba dłuższego biegu (więcej niż powiedzmy 200-300 metrów) owocuje u mnie okrutnym bólem kontuzjowanej kończyny. Ale pewnie jestem leniwa, nie?


Skoro tak twierdzisz... ;) Przecież jest, a przynajmniej powinno być kwestią oczywistą, że nie biega się w sytuacji, gdy ma się kontuzjowaną/nie doleczoną kończynę... Czy za każdym razem muszę pisać o tak oczywistych oczywistościach? Wydawało mi się bowiem, że to jasne jak słońce na bezchmurnym niebie. No cóż... Jak widać, myliłem się. :-P
MrSpellu - 2010-07-22, 11:48
:
ASX76 napisał/a:
Skoro jest tak pięknie, to dlaczego pomimo wielu ćwiczeń w dalszym ciągu nie jesteś zadowolona z efektów? Naprawdę jak czytam co piszesz, to mam wrażenie, że się zbytnio nie przykładasz.

Albo jest kobietą i zawsze "coś jest nie tak".
martva - 2011-02-22, 20:27
:
Postanowiłam sobie odświeżyć wątek ;)

ASX76 napisał/a:
Skoro jest tak pięknie, to dlaczego pomimo wielu ćwiczeń w dalszym ciągu nie jesteś zadowolona z efektów?


Też bym chciała wiedzieć, może dlatego że ich nie było? :P

Pizdnęłam ćwiczeniami we wrześniu z powodu traumy osobistej i dopiero gdzieś tak w styczniu postanowiłam coś ze sobą zrobić znów. Właściwie tak naprawdę nie dlatego żeby próbować schudnąć, tylko dostałam leki po których można przytyć i mieć straszne rzeczy z sylwetką. Więc tak zapobiegawczo. 8min ABS na brzuch, prawie codziennie. Niedawno dorzuciłam rowerek, 2-3 razy w tygodniu. Dziś się pomacałam po udzie, i ono już nie jest w dotyku jak budyń w obszernym foliowym worku, zaczyna być bardziej zbite, jak sernik na zimno. A mięśnie brzucha zaczynam czuć jak idę, albo jak jadę samochodem (tu zwłaszcza na zakrętach).
Za cholerę nie rozumiem dlaczego jak się naprawdę starałam to efektów nie było wcale, a jak się ruszam mniej, rzadziej i krócej niż wtedy, generalnie bez jakiegoś szczególnego parcia, to się robią.
Żeby nie było, całe mięso jest nadal schowane pod tłuszczem i brzuszka nadającego się do pokazania publicznie pewnie się nie dorobię, ale i tak wow. Jak miałam 18 lat to nie miałam ani pół mięśnia na brzuchu, chociaż wyglądałam szczuplej i byłam lżejsza.
Trojan - 2016-08-17, 09:10
:
w nocy widziałem ciężary w kategorii Open. Masakra.
w rwaniu 215 a chwilę potem 216 (dwa rekordy świata) - w ogóle rwanie wyglądało jakby zapałki brali. Wygrał ten co 215 bo potem w podrzucie 258 kg (Gruzin), szkoda Irańczyka (ten od 216) który w podrzucie nic nie zaliczył żadnego ciężaru ( złoty z Lądku Zdr.) - dwa razy podniósł nad głowę ale nie mógł zblokować lewego łokcia - zresztą nieco *beep*, w drugiej próbie (240) pierwej mu zaświecili 3xbiała a w szatni anulowali - popłakał się, była lekka zadyma (kibice - wojsko).
Oczywiście ścisła czołówka to goście z rejony Morza Czarnego - klimat siakiś czy co ? Trochę tak jak czarni w sprincie.
toto - 2016-08-17, 20:47
:
Za 10 lat poznamy w końcu mistrza (później próbki są chyba niszczone). Tylko wciąż nie będzie pewności czy był czysty. A tak serio - ciężary? Ktoś to ogląda? :shock: Chociaż lepsze to niż napieprzanie się po głowach. Może i rujnuje zdrowie, ale przynajmniej mózg ma jakieś szanse na przetrwanie. A ktoś tu niedawno narzekał, że bieganie rujnuje zdrowie...
Trojan - 2016-09-08, 09:15
:
świetny tekst- który oddaje także moje odczucia:

Cytat:
Niepełnosprawni NIE SĄ TACY SAMI jak sprawni, choć usilnie próbuje się nam to wmawiać. Są inni. Są zazwyczaj mniej sprawni fizycznie, często nie radzą sobie w życiu, w ogromnej większości są w o wiele gorszej sytuacji pod każdym względem.

Rozpoczęły się igrzyska sportowe paraolimpijskie w Rio. Spektakl, który jest dla mnie absolutnie żenujący nie ze względu na to, że biorą w nim udział inwalidzi, tylko dlatego, że próbuje się z tego robić spektakl dla wszystkich. Próbuje się pokazywać to w godzinach największej oglądalności w telewizji stawiając mnóstwo osób wobec konieczności udawania zachwytu.

Warto, żeby ktoś to powiedział wprost, tak jak jest:

Jeśli patrząc w TV na paraolimpiadę czujecie jakieś zażenowanie, połączone z lekkim przerażeniem, gdy wyobrażacie sobie siebie samych z takimi kalectwami, jakie wam pokazują w telewizji i jest to dla was nieprzyjemne, jeśli macie wrażenie, że ten spektakl ma w sobie coś niezdrowego, to wiedzcie, że macie rację! To jest chore.

Nie, nie to, że inwalidzi uprawiają sobie sport. Sport to takie samo zajęcie jak każde inne i każdy może sobie zajmować czas tak, jak mu to odpowiada. Istnieją kluby sportowe dla inwalidów, sam nawet do takiego kiedyś należałem. Nie ma dla mnie niczego specjalnego w organizowaniu zawodów czy meczów różnych niepełnosprawnych praktykujących sport.

Chore jest dla mnie robienie z tego gigantycznego, ogólnoświatowego spektaklu udając, że jest on przeznaczony dla wszystkich, że powinien wszystkich zachwycać. Że powinien być na wszystkich ekranach telewizorów, w godzinach największej oglądalności. Tak, jak Olimpiada.

Warto sobie przypomnieć, że Olimpiady miały początkowo na celu promowanie właśnie sprawności, piękna ludzkiego ciała. Mówi się, że atleci w Grecji startowali nago do niektórych zawodów właśnie po to, by pokazać wszystkim swoje wyćwiczone ciało.

Świat, w którym żyjemy jest światem osób sprawnych. Warto o tym pamiętać. To ciała osób sprawnych wyznaczają kanony piękna - dla mnie, kaleki na wózku inwalidzkim również. Ja też z zachwytem patrzę na piękne sprawne kobiety, i to takie właśnie mi się podobają, a nie buduję sobie innego kanonu piękna tylko dlatego że nie mogę chodzić.

Ciało inwalidy rzadko jest piękne. Zazwyczaj nie wzbudza w nas zachwytu, raczej litość, albo przerażenie. Ostatecznie można się do jego widoku przyzwyczaić, jak się na przykład jest w bliskich stosunkach z niepełnosprawnym. Jednak zachwycanie się kalectwem miałoby w sobie coś (co najmniej) żenującego. Niektóre z dyscyplin sportowych paraolimpiady wzbudzają szczególną, chorą fascynację, jak na przykład pływanie osób bez rąk.

Jednak żyjemy w czasach, gdy takich rzeczy nie wolno otwarcie mówić. Nie wypada. Dziś już nawet użycie słowa kaleka, czy inwalida jest na granicy "mowy nienawiści". Dziś powtarza się wszędzie, każdemu kto chce, czy n ie chce słuchać, że niepełnosprawni są "tacy sami". A przecież wystarczy jeden rzut oka, żeby zobaczyć, że wcale tacy sami nie są!

Paraolimpiada, albo może raczej jej nagłaśnianie, robienie z niej spektaklu nadawanego dla wszystkich, w godzinach największej oglądalności, w moim przekonaniu wpisuje się w proces burzenia wartości moralnych i kulturowych, z którymi mamy do czynienia od kilku dziesięcioleci. To proces podobny na przykład do wmawiania ludziom, że dwaj faceci mogą być "małżeństwem", albo do tego, że lekarz powinien zabijać ludzi, jak im się znudzi życie. Kompletne pomieszanie pojęć, próba likwidacji najważniejszych kotwic utrzymujących NORMALNOŚĆ naszego myślenia.

Tak więc jak będziecie mieli poczucie zakłopotania, zażenowania, czy niezdrowej fascynacji patrząc na sceny takie, jak na poniższym zdjęciu, to nie wstydźcie się. To normalne.

Po prostu odwróćcie głowę, albo przełączcie kanał.


[facebook: Adam Pietrasiewicz]
toto - 2016-09-08, 16:33
:
Z deczka pierdolenie od czapy. Odniosę się do organizowania paraolimpiady w czasie "najlepszej oglądalności". O ile się orientuję, to na takich imprezach zawody odbywają się w sesji porannej i/lub popołudniowo-wieczornej czasu lokalnego. Między innymi dlatego, żeby ominąć najgorętszą porę dnia. Z tego co widzę, w Rio transmisje lecą między 22 a 2 może 3 rano dnia następnego (czas lokalny 17-21 (22)). Czyli z naszej perspektywy to już raczej po porze najlepszej oglądalności.
Co do inności niepełnosprawnych. Tak, często są inni fizycznie. Ale są takimi samymi ludźmi jak pełnosprawni, kochają, mają przyjaciół, mają pasje, zupełnie jak inni ludzie. I ja właśnie tak rozumiem hasło "tacy sami". A jeśli brzydzicie się oglądania nieidealnych ciał w tv, to macie problem, i to równie poważny jak brak ręki czy głuchota. Jak wy w ogóle poruszacie się po świecie, gdzie ludzi idealnych prawie nie ma? No i gdzie postawicie granicę akceptowalnego wyglądu? Chorobliwa nadwaga jest jeszcze ok? Już wiem, że brak rąk jest nie ok. A co z osobami poruszającymi się na wózku?

Nie, nie oglądam paraolimpiady, bo pracuję. Olimpiady właściwie też nie oglądałem, bo albo byłem w pracy, albo smacznie spałem. Tak to jest, kiedy zawody są na innym kontynencie.
martva - 2016-09-08, 18:54
:
Nie łapię w czym problem, ale ja nie do końca umiem włączyć telewizor rodziców i oglądanie sportu w czyimkolwiek wykonaniu jest dla mnie stratą czasu. Nie interesuje, nie oglądaj.
MrSpellu - 2018-05-22, 10:50
:
Znowu zacząłem chodzić na siłkę. Dziś idę drugi raz, a planuję raz w tygodniu przez 1,5h.
Tydzień temu po siłce jakbym skrzydeł dostał, zapomniałem jakie to jest zajebiste :)
Stary Ork - 2018-05-22, 10:53
:
Thought for the day: There is no escape from midlife crisis. It marks us all //spell2
EDIT: Żeby nie było, od czasu jak mnie posadzili za biurkiem sam ćwiczę, organizm się dopominał o ruch //spell Bez wyrobionej dziennej normy przerzucanego żelastwa jakiś taki smutny się robiłem //orc
Metzli - 2018-05-22, 12:54
:
Ja się cieszę, że zrezygnowałam z pracy za biurkiem i mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała do niej wrócić. 8h siedząc, cały czas w tej samej pozycji, zabójcze dla organizmu. Najpierw siedzenie w szkole, na uczelni, potem w pracy. Na szczęście od jakiegoś czasu, już koniec z tym. Ludzkie ciało jest stworzone do ruchu :)
Stary Ork - 2018-05-22, 13:00
:
Ale praca na jedną zmianę zamiast trzyzmianowego kołowrotka jest całkiem pożyteczna //orc . Gdybym miał do wyboru biurko od 6 do 14 albo ruch na trzy zmiany - wolę siedzieć; praca w nocy to szatański wynalazek.
Metzli - 2018-05-22, 13:43
:
No tak, w takim zestawieniu praca za biurkiem nie taka najgorsza. Co nie zmienia faktu, że do niej nie tęsknię :mrgreen: A praca na 3 zmiany, a przede wszystkim praca w nocy to wielki gwałt na ludzkim organizmie.
Romulus - 2018-05-22, 17:09
:
MrSpellu napisał/a:
Znowu zacząłem chodzić na siłkę. Dziś idę drugi raz, a planuję raz w tygodniu przez 1,5h.
Tydzień temu po siłce jakbym skrzydeł dostał, zapomniałem jakie to jest zajebiste :)

Ja mam czas tylko raz w tygodniu i żałuję. Oczywiście, gdybym się uparł i przesunął na początek priorytetów, to pewnie po pracy mógłbym zajeżdżać z torbą treningową w bagażniku. Ale znowu, musiałbym już z czegoś rezygnować, bo jednak godzinka wypocenia wkurwu piechotą nie chodzi.
Miałem dwa miesiące przerwy, z konieczności i mi brakowało nawet tego jednego razu w tygodniu. Teraz mam okazję chodzić dwa razy i już żałuję, że od przyszłego tygodnia powrót do jednorazowych odwiedzin.

Generalnie, godzina na siłowni daje mi tyle ile godzina biegania - mogę góry przenosić.
MrSpellu - 2018-05-22, 19:59
:
Właśnie wróciłem, obolały jak cholera. Ale poziom endorfin krytycznie wysoki //spell
Stary Ork - 2018-05-22, 21:48
:
Zuch chłopak //orc Ja wróciłem z koszykówki i mimo że ruszam się jak wóz z węglem, skaczę jak orogeneza hercyńska i nie wychodzą mi manewry które na konsoli grałem z zamkniętymi oczami to jest ubaw //spell . Ale wiadomo, zieloni nie potrafią skakać. Pewnie za mecz-dwa trzaśnie mi Achilles albo kolana zaczną się zginać na boki, ale póki co morale jest wysokie, wręcz skrajnie nieprzystające do formy //orc .
Fidel-F2 - 2018-05-22, 23:57
:
parę lat temu grałem na trawie, z synem i kumplami w piłę, noga mi się podwinęła, kolano powyginało, pobolało jak ch. ale przeszło, olałem, ale potem przy jakimś gwałtownym ruchu, kilka razy mi się powtórzyło, wiązadła, kilka razy, przy wsiadaniu do samochodu, jebłem na plecy na parkingu bo mi się kolano złożyło, no i co jakiś czas boli, co jakiś czas się odnawia, skończyłem karierę lekkoatlety
Stary Ork - 2018-05-23, 04:54
:
Przez sport do kalectwa //mysli
MrSpellu - 2018-05-23, 07:16
:
Kolega z pracy grał w koszykówkę, skoczył, wylądował, stracił przytomność z bólu. Jakieś dwie operacje nogi i pół roku L4 później stwierdził, że musi znaleźć coś bezpieczniejszego. Szachy, albo bierki czy coś //spell
Koleżanka podobnie, ale ona skakała ze spadochronu i miała krytyczny niefart przy lądowaniu (bardzo doświadczona, by nie było*).

*w skokach na spadochronie też :P
Stary Ork - 2018-05-23, 07:47
:
- Pamiętacie starego Schradera? Żona mu się raz kazała umyć i Schraderowi zmarło się wkrótce po tym.
- Bo go wściekły pies pokąsał.
- Jakby się nie umył, toby go pies nie pokąsał.


Akurat koszykówka jest w opór kontuzjogenna, kolega trenował w zasadzie zawodowo i kostki miał poskręcane po dwadzieścia razy. Ale to nałóg z którym trudno zerwać //orc .
MrSpellu - 2018-05-23, 07:57
:
Po wczoraj wiem, że mam jakieś mięśnie //spell

Pocieszające jest to, że mam bardzo mocne plecy i nogi. Ręce za to słabiutkie jak kompot ze ścierki :->

Na szczęście wczoraj w warsztacie sklejałem tylko duże elementy //spell
Trojan - 2018-05-23, 09:21
:
każdy sport stopa-ziemia jest kontuzjogenny - a osobnik im większą masą dysponuje tym bardziej naraża się uszkodzenia układu stawowo-kostnego.
Fidel-F2 - 2018-05-23, 10:28
:
Trojan, jak zwykle idziesz na rekord.
utrivv - 2018-05-23, 15:17
:
Trojan napisał/a:
każdy sport stopa-ziemia jest kontuzjogenny - a osobnik im większą masą dysponuje tym bardziej naraża się uszkodzenia układu stawowo-kostnego.

Właśnie, a dodaj do tego że sprawność manualna prawej nogi jest mniejsza niż lewej ręki i masz receptę na niezłą zabawę ;)
Asuryan - 2018-05-23, 16:48
:
Poprzerzucalibyście 50 k zakopertowanych druków dziennie, na 3 zmiany po 8 h (pn-pt od 13:30 do 21:30, następny od 6:00 do 14:00 i ostatni od 21:00 do 5:00) - to by się Wam odechciało jakichkolwiek dodatkowych ćwiczeń po pracy 8)
Fidel-F2 - 2018-08-13, 15:36
:
Zakupiłem AKU Slope Micro GTX, co mnie bardzo cieszy. W drugiej połowie września idę w Beskidy na tydzień.
Stary Ork - 2018-08-13, 15:48
:
W które Beskidy? Daj znać jakie wrażenia z użytkowania, mi się właśnie rozpadają dwudziestoletnie buty i w końcu trzeba będzie się z nimi rozstać (chociaż emocjonalnie to będzie coś na kształt usypiania starego psa, ech). W środę idę na Babią, jeszcze powinny dać radę, ale na wyprawy dłuższe niż jednodniowe już strach je brać //orc .
Fidel-F2 - 2018-08-13, 16:25
:
Żywiecki. Plan jest wyjść z Ujsołów na Wielką Rycerzową a potem z grubsza wzdłuż granicy na Babią.

Co do butów, to mają dobre opinie, poza tym polecił mi je przyjaciel, zapalony turysta. I cena zupełnie przyzwoita, lekko ponad pięć stówek.

Start 17 września, jak kto chętny to zapraszam. Na razie idziemy we dwóch.
Stary Ork - 2018-08-13, 17:11
:
Fajna trasa, życzę pogody i widoków z Babiej, w tym roku wreszcie mi się trafiło bezchmurne niebo na szczycie. Tygodnia urlopu we wrześniu nie dostanę, ale może się w weekend gdzieś miniemy na szlaku //orc .
Beata - 2018-08-13, 18:05
:
Fidel-F2 napisał/a:
Co do butów, to mają dobre opinie, poza tym polecił mi je przyjaciel, zapalony turysta. I cena zupełnie przyzwoita, lekko ponad pięć stówek.

Wyguglałam, nawet fajnie się prezentują. Co prawda w opisie znalazłam, że tkanina "oddychająca" przewyższa konwencjonalne materiały nawet o 11 razy, co mnie nieco zmroziło, ale luzik, oni mają dobre buty robić, nie za pisanie się im płaci. Najbardziej interesuje mnie, jak się podeszwa antypoślizgowo sprawdza - daj znać o wrażeniach.
Stary Ork - 2018-08-13, 19:55
:
Jeśli Vibram nie obniżył lotów to podeszwy będą w pytkę.
Fidel-F2 - 2018-08-25, 17:19
:
Kupiłem zestaw skarpet trekingowych i mam ambiwalentne. Z jednej strony, że to tak ma być, że technologia, że działa, itd. A z drugiej skład to tylko 20% wełny merynosów a reszta to rozmaite rodzaje plastiku i to czuć w dotyku, nie jest to przyjemny dotyk. No nic, zobaczymy jak się spiszą.
toto - 2018-08-26, 16:38
:
Jeśli na lato, to się nie bój - do biegania tylko skarpety z materiałów sztucznych. Jeśli na jesień/zimę, to nie wiem - może cieplejsza wełna ma przewagę. Włókna syntetyczne, poza elastycznością, świetnym dopasowaniem do stopy, mają jeszcze jedna ogromną zaletę - łatwo da się zrobić z nich tkaninę bardzo wydajnie odprowadzającą pot. U mnie obecnie nawet do codziennego użytku właściwie tylko skarpety sportowe - biją wszystkie skarpety, nawet trekkingowe (z tych, które miałem). Co prawda czasami w pracy się ze mnie śmieją, jak chodzę we wściekle żółtych skarpetkach, ale taki lajf.
Fidel-F2 - 2018-08-26, 17:26
:
Ja to wszystko wiem i rozumiem ale w dotyku sprawiają fatalne wrażenie.

Idę za trzy tygodnie więc temperatury powinny być umiarkowane a buty są nadające się do chodzenia w zimie. Powinno być ok, bardziej zależy mi na na melioracji niż na ogrzewaniu.
toto - 2018-08-26, 18:30
:
A tak z ciekawości, jakie skarpety? Patrzyłeś na x-socksy? Też mają merino/sztuczne. Chociaż to już są skarpetkowe mercedesy, współczynnik jakość/cena niestety przesunięty w kierunku ceny. Z polskich producentów wiem, że są Brubeck i Nessi. Pierwszego producenta znam z autopsji - niezła bielizna termoaktywna (także z wełną merino) w rozsądnej cenie. Ze skarpetami, przynajmniej biegowymi, gorzej. Z drugim producentem nie mam osobistych doświadczeń, ale na biegach widać ludzie w ich skarpetkach i opinie są bardzo pozytywne. Bardzo przyjemne są też skarpety sprzedawane pod marką Motive (mówię o biegowych, innych nie próbowałem) - na 99% dostępne w każdym intersporcie, są też trekkingowe. Ciekawe są też Segery (znowu, znam biegowe, ale są też inne trekkingowe), cena wyższa od polskich marek, ale dużo niższa niż X-socksów. Biegacz szybko się uczy, że buty to tylko połowa sukcesu, równie ważne są wygodne/pasujące skarpety (niekoniecznie najdroższe=najlepsze), podejrzewam, że w trekkingu podobnie. Wygodne buty są bardzo ważne, ale nawet najlepsze buty mogą zmasakrować stopę, jeśli skarpeta jest zła.
Stary Ork - 2018-08-26, 18:50
:
Trochę mi tęskno do czasów w których na pytanie "Jakie masz skarpetki?" padał odzew "Wczorajsze" //mysli
Fidel-F2 - 2018-08-26, 19:34
:
Nie są to jakieś cuda na kiju. Za 25pln. Wełna, Coolmax plus element antybakteryjny.

https://taternik-sklep.pl/skarpety-expansive-trekking-light.html
toto - 2018-08-26, 20:08
:
Coolmax - miałem z tym jakąś koszulkę i tam się sprawdzał.
Fidel-F2 - 2018-08-26, 20:25
:
Stary Ork napisał/a:
Trochę mi tęskno do czasów w których na pytanie "Jakie masz skarpetki?" padał odzew "Wczorajsze" //mysli
Orku, u mnie to były czasy gdy na pytanie "Gdzie wczoraj spałeś?", odpowiedź "Koło Kaśki", oznaczała że spałeś na słomie/gnoju, w boksie kobyły o imieniu Kaśka. O skarpety nikt nie pytał.
utrivv - 2018-08-27, 08:12
:
toto napisał/a:
A tak z ciekawości, jakie skarpety? Patrzyłeś na x-socksy? Też mają merino/sztuczne. Chociaż to już są skarpetkowe mercedesy, współczynnik jakość/cena niestety przesunięty w kierunku ceny.

Tak z ciekawości ile kosztuje jeden bieg? Rozmawiałem niedawno z wędkarzem hobbystą, mówił że jeden wypad na rybki kosztuje go 30zł, tu pewnie jest podobnie?
Romulus - 2018-08-27, 09:56
:
Ciekawe. :) Kupiłem nowe buty. Może zacznę prowadzić statystykę po ilu biegach mi się rozwalą. Poprzednie wytrzymały trzy lata.
Stary Ork - 2018-08-27, 10:11
:
utrivv napisał/a:
mówił że jeden wypad na rybki kosztuje go 30zł


Większość kosztów to dwa czteropaki i małpka-utrwalacz //mysli .


Fidel-F2 napisał/a:
Stary Ork napisał/a:
Trochę mi tęskno do czasów w których na pytanie "Jakie masz skarpetki?" padał odzew "Wczorajsze" //mysli
Orku, u mnie to były czasy gdy na pytanie "Gdzie wczoraj spałeś?", odpowiedź "Koło Kaśki", oznaczała że spałeś na słomie/gnoju, w boksie kobyły o imieniu Kaśka. O skarpety nikt nie pytał.


Ja to szanuję, u mnie też obowiązywała ścisła polityka Don't ask, don't tell, ale brakuje mi prostoty tych dni kiedy buty to były buty i nie trzeba było mieć osobnych skarpetek do wchodzenia i osobnych do schodzenia (oczywiście w wariantach na nawierzchnię suchą, wilgotną i mieszaną). Ale widocznie to już ten wiek kiedy się marudzi na te dzisiejsze czasy. Żeby nie było że jestem niereformowalnym dziadem, kupiłem sobie ostatnio pr0 kijek zamiast znajdowania poręcznego kostura na szlaku i jestem zdumiony jak do tej pory sobie bez niego radziłem, ale to jeszcze nie znaczy że dokupię drugi do pary, aż taki nowoczesny nie jestem --_- W sobotę trzeci raz w sezonie Babia (tydzień temu atak szczytowy od Markowych Szczawin w 35 minut i nadal żyję żeby to wspominać - ale nie chce mi się pompować wyniku, traci się całą przyjemność z widoków). Chyba że mnie zwieje na Pilsko, bo dawno nie byłem - albo w jakieś bardziej odludne okolice, łażenie w zwartej kolumnie w tym roku juz mi wyłazi bokiem.
MrSpellu - 2018-08-27, 10:33
:
A ja chodzę od jakieś czasu dwa razy w tygodniu na siłkę i już jestem szerszy w klacie niż w dupie //spell

No i waga ze 115kg spadła mi do 122kg xD
Metzli - 2018-08-27, 11:10
:
Jak dobrze, że do jogi nie potrzebuję żadnych butów, ani żadnej super hiper odzieży :DD Ale oczywiście rynek akcesoriów do jogi jest dosyć rozbudowany, jak patrzę na niektóre propozycje odzieży to mnie pusty śmiech ogarnia :)

Ja od września planuję dodać sobie jeszcze basen 2x w tygodniu, zatęskniło mi się za pływaniem.
Fidel-F2 - 2018-08-27, 13:18
:
Orku, dzisiaj też nie trzeba. Tyle, że to wszystko służy by było wygodniej i bezpieczniej, po prostu sensownie. Może to zabija jakiś fun ale daje inny a z wiekiem priorytety się zmieniają.
Stary Ork - 2018-08-27, 13:42
:
Fidelu, doskonale sobie z tego zdaję sprawę - zwłaszcza że parę(naście) lat temu takiego fajnego sprzętu albo po prostu nie było, albo kosztował jakieś kosmiczne pieniądze, albo musiał ci go przysłać wujek z Londynu. Po prostu z pogodną rezygnacją się z tego życzliwie podśmiewuję na starość.
Fidel-F2 - 2018-08-27, 14:57
:
w sumie racja, wymądrzam się nad oczywistościami niczym jakiś Asiks, sromam się
toto - 2018-08-27, 18:47
:
utrivv napisał/a:
Tak z ciekawości ile kosztuje jeden bieg? Rozmawiałem niedawno z wędkarzem hobbystą, mówił że jeden wypad na rybki kosztuje go 30zł, tu pewnie jest podobnie?
To wszystko zależy. Wysokość opłaty startowej zależy od wielu czynników -
1. Czy organizator chce po prostu zorganizować bieg i wyjść na zero, czy na nim zarobić. Tutaj duże znaczenie ma też wsparcie sponsorów lub samorządów - jak jest wsparcie i organizatorowi nie zależy na zarobku, to zazwyczaj jest bardzo tanio.
2. Jak duża jest impreza - im większa, tym jest drożej.
3. W jakim mieście jest impreza - im większe, tym zazwyczaj drożej.
4. Jaki dystans - im dłużej, tym zazwyczaj drożej.
5. Kiedy się zapisujesz - im wcześniej, tym taniej.
6. Czy trasa ma atest PZLA - atest swoje kosztuje i na pewno podnosi cenę biegu.
7. Pakiet startowy - czasami jest do wyboru - tylko numer startowy, czy numer startowy i gadżety. Wtedy jest spoko, bo jak nie chcesz dodatków, to po prostu nie płacisz. Niestety zdarzają się imprezy, gdzie pakiety są dość bogate, ale nie są finansowane przez sponsorów i to wszystko wliczone jest w opłatę startową.

Poza samym wpisowym dochodzą koszty dojazdu, czasami też noclegu.

Najtańsze zawody to 15 zł. Najdroższe - kilka stów, jak doliczę dojazd i nocleg. Ale to też nie do końca, bo jak już jadę gdzieś dalej, że potrzebuję noclegu, to celem nie jest sam bieg. Większość moich startów zamykam w 60 zł, wliczając wszystkie koszty.
Fidel-F2 - 2018-09-05, 19:19
:
Zrobiłem sobie pierwszy spacer w nowych butach, 9km po okolicznych pagórkach. Buty super ale mam obawę, że się zatrę w kroku, :badgrin: kurwele //czekam
toto - 2018-09-06, 18:53
:
Fidel-F2 napisał/a:
mam obawę, że się zatrę w kroku
Już nie tak świeży w kroku? :badgrin:
MrSpellu - 2018-09-07, 10:29
:
Do pośmiania się:


Fidel-F2 - 2018-09-07, 10:35
:
c'est toi ?
MrSpellu - 2018-09-07, 11:10
:
We własnej osobie.
Stary Ork - 2018-09-07, 11:11
:
ALWAYS ANGRY! ALL THE TIME!!! //buu
MrSpellu - 2018-09-07, 11:13
:
Zbije opone i kupie se skórzaną kurtkę //spell
MrSpellu - 2018-09-18, 09:45
:
Wykupiłem z kumplem pakiet z trenerem. W niedzielę w nocy miałem pierwsze zajęcia. Uokurwa, 45 minut rozgrzewki i byłem bardziej ściorany niż po standardowej wizycie xD
Stary Ork - 2018-09-18, 10:10
:
Kołczuje was jak bure suki? //panda
MrSpellu - 2018-09-19, 08:55
:
Powiem tak. Są rzeczy, które przychodzą mi łatwo. Są rzeczy, które sprawiają mi problemy. Ale nie ma chuja we wsi, który przy mojej wadze umiałby bezboleśnie rolować bok uda --_-
toto - 2018-09-19, 19:19
:
Jesteś pospinany. Skąd ja to znam. //spell Mnie od pół roku rozluźnia fizjoterapeuta i wciąż są miejsca, na szczęście coraz mniej, które są bardzo mocno zbite i każdy ich ucisk powoduje ból. Weź wałek (może być nawet kuchenny) i spróbuj pojeździć nim, solidnie dociskając, po piszczelach. Z przodu, z boków. Coś takiego jak na początku tego filmu, tylko duuuuuużo wolniej. Podejrzewam, że tam też jesteś mocno spięty i na początku będziesz odczuwał bardzo silny ból, szczególnie z przodu łydki.
MrSpellu - 2018-09-19, 19:40
:
Dzięki za tipsa. Spróbuję.