Zaginiona Biblioteka

Literatura - David Mitchell

ASX76 - 2008-10-01, 19:13
: Temat postu: David Mitchell
David Mitchell urodził się w Southport w 1969 roku. Dorastał w Malvern w hrabstwie Worcestershire, gdzie studiował literaturę angielską i amerykańską. Tytuł magistra w zakresie literatury porównawczej zdobył na University of Kent. Przez rok mieszkał na Sycylii, następnie przez osiem lat w Japonii (Hiroszima), gdzie uczył języka angielskiego.
Jest uznawany za jednego z najlepszych pisarzy nowego pokolenia. Jego pierwsza książka - "Widmopis" (wydana w 1999 roku) spotkała się z dużym uznaniem zarówno krytyków, jak i "zwykłych" czytelników. W Polsce ukazała się 4 lata później, jednak ze względu na słabą reklamę i mizerny poziom czytelnictwa jej pojawienie się nie wzbudziło większego zainteresowania. Niewiele lepiej było z kolejnymi utworami Davida. Wydawać by się mogło, że u kogo jak u kogo, ale przynajmniej u miłośników fantastyki taki typ prozy powinien wzbudzić co najmniej zainteresowanie, a tu... również nie było z tym "za różowo", delikatnie mówiąc. Może częściowo zawiniły szkaradne okładki? Skądinąd wiem, że wiele osób zwraca uwagę na takie pierdoły... ;)
Mimo to, Wydawnictwo Literackie, niezrażone słabymi wynikami sprzedaży (na co wskazywało stosunkowo szybkie "lądowanie" książek na przecenie) kontynuuje wydawanie
twórczości Mitchella (za co mu chwała po wsze czasy). Raz nawet "skusiła się" Bellona publikując "Atlas chmur"...
Kto wie, może najnowsze dzieło brytyjskiego pisarza pt. "Konstelacje", ze względu na poruszaną tematykę (jakże bliską sercu i wspomnieniom każdego z nas - okres dorastania, szkolne doświadczenia, pierwsza miłość...) zainteresuje większą liczbę czytelników?
Mitchell doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że współczesnego odbiorcę trudno czymkolwiek zaskoczyć jeśli chodzi o postaci czy konstrukcję fabuły, gdyż jak sam mówi:
"zazwyczaj sprowadza się do schematu „ktoś chce czegoś i albo to dostaje, albo nie”.
Z kolei struktura książki, jako chyba ostatni jej element, jest najmniej wykorzystywana do wprowadzania innowacji i ciągle jeszcze pozostawia pole do popisu (nie mylić z politycznym bagnem! :-P ). Wszystko zależy od inwencji twórczej autora. Aż się prosi wspomnieć o "Welinie" Duncana, który pod względem eksperymentów z formą posunął się za daleko jak na mój gust, ponieważ "skakanie" non stop z wątku do wątku (a przecież było ich dużo...) było męczące i wybijało z rytmu. Ledwo się "wczytało/wgryzło" w jeden, a już następował błyskawiczny przeskok do następnego i tak "w koło Macieju". Wracając do tematu... Najwyższy czas "nabazgrać" cosik o książkach.
"Widmopis" składa się z 10 rozdziałów-opowiadań przy czym każdy wiąże się z kolejnymi w różny sposób (jaki, to już każdy może sobie przeczytać). Pod żadnym pozorem nie należy czytać blurba na okładce, ponieważ znajdują się tam spoilery (jak stąd do Honolulu) :!:
Proza Michella łączy w sobie różne gatunki literackie, w tym także zawiera elementy fantastyczne. O treści nie ośmielę się wspomnieć, gdyż najlepiej potraktować książkę jako "podróż w nieznane". Dzięki temu satysfakcja będzie większa. To samo odnosi się również do innych dzieł pisarza. Kolejność czytania poszczególnych tytułów ma znaczenie, ponieważ... (miało nie być spoilerów, prawda?).
Na obecną chwilę bibliografia Davida przedstawia się następująco:
1. "Widmopis" ("Ghostwritten") - 1999 r., wyd. pol. - 2003
2. "Sen nr 9" ("Number9dream") - 2001 r., wyd. pol. - 2002
3. "Atlas chmur" ("Cloud Atlas") - 2004 r., wyd. pol - 2006
4. "Konstelacje" ("BLACK SWAN GREEN") - 2006 r., wyd. pol - 2007
Nie wiedzieć czemu polski tytuł jest zupełnie inny, co może wprowadzić w błąd.

"Atlas chmur" jest (chyba) moim ulubionym dziełem Mitchella. Akcja sześciu opowiadań (jedne są w formie dziennika, inne listów, jeszcze inne wywiadu...) rozgrywa się w różnym czasie, nieraz losy poszczegółnych bohaterów przedzielają długie lata czy nawet stulecia, jednak momentami pojawiają się.... , które ich w pewien sposób.... . To kolejna charakterystyczna cecha twórczości pisarza. Każda książka jest inna, różnią się między sobą nie tylko przyjętą formą np. "Adama Ewinga Dziennik Pacyficzny" jest napisany stylizowanym językiem ("w duchu" ówczesnych czasów), "Pierwsza tajemnica Lisy Rey" jest opowieścią sensacyjną, z kolei Antyfona Sonmi~451 to już klimaty s-f... To, w jaki sposób się ze sobą łączą, jest... zachwycające, zresztą tak samo jak i pozostałe elementy skladające się na książkę. Warszat pisarski Mitchella stoi na bardzo wysokim poziomie przy czym jest niezwykle przyjazny dla czytelnika, co nie znaczy, że nie wymaga skupienia. Autor porusza ważkie tematy dotyczące człowieczeństwa, zniewolenia, terroryzmu, istnienia... etc. etc. misternie je wplatając w bardzo atrakcyjne fabuły. A jego poczucie humoru... Coś wspaniałego. Nieraz po kilka razy czytałem wybrane fragmenty śmiejąc się do rozpuku. Gdybym miał jednym słowem określić prozę Mitchella wybrałbym termin - BOGACTWO. Czego? Stylu, formy, błyskotliwych porównań, nawiązań literackich (Kesey, Eco, Dick, Murakami...). Przygoda z twórczością Mitchella nie tylko stanowi dla mnie źródło niezwykle atrakcyjnej rozrywki, ale i wzbogaca intelektualnie. Każdą spośród przeczytanych przeze mnie książek kończyłem ze świadomością, że z wielką przyjemnością jeszcze nieraz do nich wrócę.
Na koniec tej przydługiej wypowiedzi w formie pisemnej chciałbym przytoczyć mały cytacik:
"Nadzieja bez rozpaczy to tylko hollywoodzka opera mydlana z piekła rodem, świat Beverly Hills 90210” - David Mitchell.
ASX76 - 2008-10-01, 19:13
:
Beata napisał/a:


No tak... wiedziałam... recenzji nie czytać... nie pytać dlaczego... tylko Mitchella czytać zgodnie z zadaną kolejnością... to jakaś dyktatura jest, cycuś? ;)



Nie dyktat to jest czy inny "cycuś", lecz tako rzecze Wujek Dobra Rada. :-P
Widzę, że bez uzasadnienia się nie obejdzie. Otóż, w pewien sposób, oczywiście nie zdradzę jaki, niektóre książki Mitchella łączą pewne.... Kto przeczyta, to się dowie.
W każdym razie zostało to zrobione tak pomysłowo i inteligentnie, że rączki same rwą się do oklasków.
Nieładnie tak "ciągnąć za język", nieładnie... ;)
Beata - 2008-10-01, 19:48
:
No dobra, Wujku. Niechta bedzie po Twojemu. Mitchell do tej pory popełnił 4 książki (w kolejności chronologicznej): Widmopis, Sen numer 9, Atlas chmur i Konstelacje. Najpierw mam czytać Atlas chmur, tak? A co potem? Pytam, bo Atlas powinien już w drodze i niedługo będę mogła zacząć...
ASX76 - 2008-10-01, 20:17
:
Proponuję następującą kolejność: Atlas chmur, Konstelacje, Widmopis, Sen nr 9.
Albo Widmopis, Atlas chmur, Konstelacje, Sen nr 9.
Najważniejsze, żeby Atlas był (bezpośrednio) przed Konstelacjami, a Sen na końcu.
Beata - 2008-10-03, 09:22
:
Czytam Widmopis - na razie mam za sobą pierwsze cztery opowiadania. Podobno są ze sobą powiązane - owszem, nastawiona na wyszukiwanie miejsc, w których ogniwa łańcucha łączą się - mam już pewne swoje tropy. Jestem bardzo ciekawa, czy dobrze kombinuję... a może Autor mnie zaskoczy...? :)

Ale ja nie o tym chciałam... każde z dotychczas przecztanych opowiadań jest samodzielną całością. Każde z nich jest o kimś i - w zależności od osoby bohatera - pisane jest innym językiem. Mam nadzieję, że tak będzie do końca. Mitchell zaczął bardzo mocnym akcentem - pierwsze opowiadanie dosłownie wbija czytelnika w beton i leciutko rozsmarowuje pozostałości. ;) Takie wejście do głowy fanatyka, pokazanie jak funkcjonuje umysł człowieka po przepierce mózgu, przelanie na papier wszystkich nigdy niewypowiedzianych myśli, a nade wszystko sposób ich ukazania (inny, obcy punkt widzenia, inna hierarchia wartości) - to wszystko razem robi niesamowite wrażenie.
ASX76 - 2008-10-03, 11:25
:
W rzeczy samej... :)) Czy zaskoczy? Masz to jak w banku! :))
Piąte w kolejności opowiadanie ("Mongolia") dosłownie wgniata w ziemię... :))
Bardzo chciałbym o tym napisać, ale musiałbym zaspoilerować... :-/

O bogowie... "Widmopis" jest extra, ale "Atlas chmur"... Brak słów... :))
Beata - 2008-10-05, 15:25
:
Skończyłam Widmopis. Zgodnie z obietnicą blurba na okładce przeczytałam na samym końcu. W sumie dobrze się stało, bo z pewnością by on mnie trochę zasugerował. A tak mam swoje wyjaśnienie (wcale nie twierdzę, że jedyne). Uważam, że te opowiadania są także o samotności - czasami wynikającej z wyboru, czasami z odrzucenia, czasami z niemożności dostosowania się... tak naprawdę człowiek zawsze jest sam. Nawet jeśli ma rodzinę, pracę, jest pochłonięty jakimś hobby, wymienia się poglądami ze znajomymi - tak naprawdę jest sam ze sobą. Sam ze swoimi uczuciami, o których nie mówi innym - nie dlatego, że nie chce, ale nie potrafi...

A w ogóle, to w każdym z opowiadań jest mnóstwo takich małych "podtematów" - każdy z nich wart osobnej dyskusji. O chęci dostosowania się za wszelką cenę do kreowanego przez media wizerunku (dziewczyny ze sklepu muzycznego w opowiadaniu "Tokio"), o tym, czy naukowiec powinien mieć moralność ("Clear Island"), o cenie przetrwania ("Święta góra"), o skutkach prania mózgu ("Okinawa"). Ach, długo by wymieniać.

Najlepszą puentą jest zakończenie "Clear Island" - w życiu bym nie wymyśliła tak złośliwego zakończenia. :)
ASX76 - 2008-10-06, 10:49
:
Mnie (chyba) najbardziej urzekła "Mongolia" i droga w poszukiwaniu własnej tożsamości, choć i "Święta góra" wywarła duże wrażenie. Element łączący oba dwa utwory - bardzo pomysłowy.
W "Widmopisie", ogólnie rzecz biorąc, bohaterowie walczą o zachowanie człowieczeństwa.

"Atlas chmur" przynosi jeszcze większy kalejdoskop wrażeń i różnorodność "podtematyczną". ;) Najlepiej wziąć się za niego po "Widmopisie" (przypominam na wszelki wypadek).
Beata - 2008-10-27, 09:43
:
Czytam sobie "Atlas chmur". Jestem gdzieś za połową, więc nie mam jeszcze całości obrazu. Podoba mi się konstrukcja książki - podział na zróżnicowane (pod względem fabularnym i językowym) kawałki tekstu (to nie są opowiadania - już bardziej rozdziały), z których każdy pisany jest innym językiem, dzieje się w innych czasach, opisuje zupełnie różnych ludzi. A mimo wszystko te "kawałki" łączą się ze sobą...

Coraz bardziej podoba mi się twórczość tego Autora, głównie ze względu na to, że posiadł on szalenie cenioną przeze mnie umiejętność skręcania z fabułą. Ten niezbyt wdzięczny zwrot oznacza, że Autor potrafi tak wykręcić kota ogonem, że zaskoczy nawet czujnego i przygotowanego na takie niespodzianki czytelnika. Cenię sobie tę umiejętność, gdyż - nie ukrywam - podczas każdej lektury tworzy mi się obraz możliwego zakończenia. Nie bardzo lubię książki, w których Autor zdaje się na najłatwiejsze rozwiązania fabularne - po prostu nudzi mi się, gdy czytam to, co sama sobie w głowie ułożyłam podczas lektury. A tymczasem pan Mitchell już dwa razy mnie zrobił w balona... :) a dopiero pół książki przeczytałam.

No i Autor ma u mnie jeszcze jeden plus: za smaczki. Podczas lektury trafiłam na nazwisko Spiro Agnew i ruszyła mi cała lawina skojarzeń. Nie wiem tylko, czy Autor z rozmysłem tam wstawił tę postać do tekstu... będę musiała sobie to jeszcze przymyśleć...

A ze Spiro Agnew było tak: facet był politykiem republikańskim, wiceprezydentem USA za prezydentury Nixona. Był znany ze swojej walki z mediami - utrzymywał, że media w USA są korporacyjnie sterowane, liberalne i wrogie prezydentowi z definicji. Miał różne pomysły zmiany tego stanu rzeczy - m.in. kombinował z cenzurą, ale tak nie wprost, bo zarzucał mediom korporacyjną cenzurę i utrzymywał, że rząd powinien mieć jakieś możliwości obrony. I może nawet by mu się udało, ale w tak zwanym międzyczasie okazało się, że wziął łapówkę i oszukiwał na podatkach, zatem Spiro Agnew odszedł w niesławie ze stanowiska. A z jego nazwiska zaczęto sobie robić anagramy... najsłynniejszy z nich to "Grow a penis", który został wymyślony przez niewiadomo kogo i niemal publicznie użyty w 1973 roku, w programie TV lecącym na żywo. W programie gościem był kilkukrotnie odznaczony weteran wietnamski, na którego przez cały program napadała dziennikarka i usiłowała go tak docisnąć, żeby przyznał, że wojna w Wietnamie to ZUO. A on nic, wcale nie zdenerwowany, spokojnie jej się wywijał. I w końcu ona zapytała, dlaczego armia US jest przeciwna służbie kobiet w jednostkach liniowych. I wtedy ten żołnierz nabrał powietrza, zrobił znaczącą pauzę i powiedział: "Spiro Agnew". A następnie wstał i wyszedł. I nic by nie było, bo dziennikarze się nie zorientowali, gdyby nie komentarze tego weterana w barze przy piwku - usłyszał je ktoś ze stacji TV i rozkręcił aferę. Ale od tego czasu Spiro Agnew to nie tylko imię i nazwisko...
ASX76 - 2008-10-27, 12:30
:
Po skończeniu lektury zapraszam do przeczytania wywiadu z panem Mitchellem:
http://esensja.pl/ksiazka...st.html?id=3505

Przypominam, że autor studiował literaturę angielską i amerykańską, a kwestie polityczne również nie są Mu obce... Spiro Agnew to nie przypadek... :-)

Ledwo pół książki to jeszcze nic... Im dalej, tym robi się jeszcze ciekawiej. Niemożliwe? A jednak... :))
Beata - 2008-10-27, 13:45
:
Wiem, że miałam dopiero po zakończeniu lektury "Atlasu chmur" na wywiad zerkać, ale przecież nie byłabym sobą, gdybym na owoc zakazany nie rzuciła okiem. ;) I tak mi się Deshima i jej holenderscy mieszkańcy z Clavellowskim "Gai-gin'em" skojarzyli... sama jestem ciekawa, czy słusznie... muszę sprawdzić, bo zdaje się, że to bardzo odległe skojarzenie...
ASX76 - 2008-10-27, 18:30
:
Beata napisał/a:
Wiem, że miałam dopiero po zakończeniu lektury "Atlasu chmur" na wywiad zerkać, ale przecież nie byłabym sobą, gdybym na owoc zakazany nie rzuciła okiem. ;) (...)


Nie ufałem Ci w tym względzie, dlatego przed zapodaniem linka przeczytałem wywiad jeszcze raz w poszukiwaniu spoilerów. :-P Gdyby były, to miałabyś okazję "rzucić okiem" dopiero po skończeniu pysznej lektury. Od kiedy Ewa skusiła Adama metodą na jabłko, trzeba być podwójnie ostrożnym. ;)
Beata - 2008-10-28, 08:09
:
Skończyłam "Atlas chmur" i muszę przyznać, że w niedosycie mnie pozostawił. No co ja poradzę... nie podoba mi się, że Luisa przeżyła. Ja wiem, że to fikcyjna postać, że tylko bohaterką z popcorniastego czytadła jest, ale... gdyby jej się nie udało, to to Apokalipsa późniejsza byłaby dużo bardziej uzasadniona... wszystko by mi pasowało... a tak... ech...
No dobra, wiem, że i bez jej misji mamy (jako ludzkość) zupełnie wystarczający potencjał "apokaliptyczny", jednakowoż niedosyt się mię ulągł i pozostał.

Za to podobało mi się całe mnóstwo różnych, różnistych... Pomysł, żeby Cavendisha ukryć tam, gdzie go ukryto, jest po prostu majstersztykiem - uśmiałam się, jak czytałam o jego reakcjach, gdy prawda o miejscu pobytu do niego docierała. A jeszcze wcześniej - gdy Cavendish podgląda przez okno Ursulę i zostaje odkryty przez wnuka Ursuli - jego rozmowa z chłopcem jest perełką. I ta groźba! Miodzio!
W ogóle uważam, że Mitchell jest wyjątkowo utalentowany w opisach takich malusieńkich zdarzeń, epizodzików (nie epizodów nawet) i przecudownie je puentuje.
ASX76 - 2008-10-28, 11:54
:
No popatrz... A ja kibicowałem Luisie Rey (nie tylko dlatego, że jest kobietą)... Co ciekawe, w pewnym momencie bohaterka niemal uświadamia sobie, że jest fikcyjną postacią...
Mitchell i tak zrobił mnie w bambuko, bo myślałem, że jej historia skończy się... szybciej.
Twój zarzut domniemany jest bezzasadny z logicznego punktu widzenia. Przecież ludzkość, o ile nie uprzedzi jej "śmierć z niebios" w postaci dużego meteorytu czy innego "ciała wędrującego", wcześniej czy później, sama doprowadzi do apokalipsy i (przeciw)działania jednego bądź kilku ludzi niczego nie zmienią. Jednostka o stosunkowo niskim zasięgu oddziaływania nie jest w stanie zapobiec temu, co nieuniknione.
Liczyłem na bardziej żywiołową reakcję na koniec... Przecież zakończenie "Adama Ewinga Dziennik Pacyficzny" wgniata w ziemię, podobnie jak "Listy z Zedelghem" czy "Antyfona Sonmi ~451". "Upiorna udręka Timothy'ego Cavendisha" również jest świetnym utworem, jako żywo budzącym skojarzenia z "Lotem nad kukułczym gniazdem" Keseya, ale nie stawiałbym go ponad pozostałe.
"Antyfona Sonmi ~451" - s-f pełną gębą, postakaliptyczna wersja przyszłości, która jest przerażająca w swojej wymowie. Czy "Androidy śnią o elektrycznych owcach"...? :cry: :))

I niechbyś nawet rozczarowała się panią Rey, czy zmienia to fakt, że "Atlas chmur" jest ZNAKOMITĄ książką???

Chciałbym wspomnieć w tym miejscu o pewnej ironii losu. Otóż gdyby MAG wydał "Atlas chmur" w serii "Uczta Wyobraźni", wówczas wielu z aktywnych użyszkodników tę knigę by zakupiło (za 35 zł), przeczytało i rozpływało się w zachwytach, natomiast opublikowała ją u nas Bellona, pozycja skończyła na przecenie i choć kosztuje śmieszne pieniądze (12 zł), nikt poza nami na tym forum jej nie przeczyta(ł)... LOL. Co więcej, gdybym Cię nie molestował/motywował/zachęcał do sięgnięcia po nią, to sam jeden pisałbym w tym wątku... :-P
Beata - 2008-10-28, 12:23
:
ASX76 napisał/a:
No popatrz... A ja kibicowałem Luisie Rey (nie tylko dlatego, że jest kobietą)...

A kto mówi, że jej nie kibicowałam... :) pewnie, że w napięciu pozostając, chłonęłam tekst... :) ale co za dużo, to niezdrowo... jak te drzwi od sejfu jej koło ucha przeleciały, to zaczęłam mieć dość...

ASX76 napisał/a:
Twój zarzut domniemany jest bezzasadny z logicznego punktu widzenia. Przecież ludzkość, o ile nie uprzedzi jej "śmierć z niebios" w postaci dużego meteorytu czy innego "ciała wędrującego", wcześniej czy później, sama doprowadzi do apokalipsy i (przeciw)działania jednego bądź kilku ludzi niczego nie zmienią. Jednostka o stosunkowo niskim zasięgu oddziaływania nie jest w stanie zapobiec temu, co nieuniknione.

No przeca napisałam, że mamy wystarczający potencjał "apokaliptyczny"... Jednakowoż, gdyby Luisie się nie udało, to raportu nikt by nie zobaczył, HYDRA zostałaby uruchomiona... i bęc! jaka piękna katastrofa... tak mi się "wymyśliło" podczas lektury...

ASX76 napisał/a:
Liczyłem na bardziej żywiołową reakcję na koniec...

No co, mam podskakiwać? ;) Podobało mi się. Nawiasem mówiąć, ja rzadko chwalę, a jak siedzę cicho i się nie czepiam, to znaczy, że wszystko jest OK. Kwestię Sonmi muszę sobie jeszcze przemyśleć, ale już wiem, że ta wizja świata jest... fuj! okropniasta... i jeszcze motyw z przerabianiem klonów na pożywienie... zresztą, to już kiedyś było (jaki to tytuł był - i książka i film... do licha, mam w tej chwili pustkę w głowie)... a jeszcze, gdy uświadomię sobie, że to pożywienie Mydłem się nazywa... brrr... stary koszmar powraca...

ASX76 napisał/a:
I niechbyś nawet rozczarowała się panią Rey, czy zmienia to fakt, że "Atlas chmur" jest ZNAKOMITĄ książką???

Uwaga, proszę zapisać w kominie: ASX miał rację - "Atlas chmur" jest ZNAKOMITĄ książką - dającą mnóstwo punktów zaczepienia do dyskusji. :)

ASX76 napisał/a:
Chciałbym wspomnieć w tym miejscu o pewnej ironii losu. Otóż gdyby MAG wydał "Atlas chmur" w serii "Uczta Wyobraźni", wówczas wielu z aktywnych użyszkodników tę knigę by zakupiło (za 35 zł), przeczytało i rozpływało się w zachwytach, natomiast opublikowała ją u nas Bellona, pozycja skończyła na przecenie i choć kosztuje śmieszne pieniądze (12 zł), nikt poza nami na tym forum jej nie przeczyta(ł)... LOL. Co więcej, gdybym Cię nie molestował/motywował/zachęcał do sięgnięcia po nią, to sam jeden pisałbym w tym wątku... :-P

Ironia... złośliwość... wszystko jedno - życie nie jest sprawiedliwe... ;)
ASX76 - 2008-10-29, 09:21
:
Beata napisał/a:

A kto mówi, że jej nie kibicowałam... :) pewnie, że w napięciu pozostając, chłonęłam tekst... :) ale co za dużo, to niezdrowo... jak te drzwi od sejfu jej koło ucha przeleciały, to zaczęłam mieć dość...



Opowieść o Luisie jest utrzymana w konwencji pulpowego thrillera (ze wszystkimi tego wadami i zaletami)... A w takich i nie takie przedmioty latają koło ucha (nie wspominając o inszych partiach ciała...). :-P
Mitchell zakpił sobie z drzwiami od sejfu... My tu czytamy ze śmiertelną niemalże powagą, a On taki numer wykręcił... :badgrin: Albo np. autor wyrzucający krytyka przez okno...
Do ziemi było daleko... ;)

Szczerze pisząc, liczyłem, że o każdej z historii napiszesz przynajmniej kilka zdań.

Weźmy np. "Listy z Zedelghem"... Kapitalne opowiadanie w niespotykanej formie... listów do przyjaciela. Główny bohater jest jaki jest, ale... wzruszył mnie. Podobnie jak pozostali. Zdawać by się mogło, że nic szczególnie ciekawego się tu nie może wydarzyć, a tu proszę... Jak to ktoś niegdyś zauważył, tylko miłość i muzyka są wieczne.
Mitchell potrafi zaskoczyć nawet doświadczonego czytelnika. Zwroty akcji rzeczywiście są zwrotami z prawdziwego zdarzenia, a nie tylko z nazwy i mają swoje logiczne uzasadnienie.
To trudna sztuka - wystrychnąć obcującego z (jego) prozą na dudka, przy czym wielokrotnie czynić to z tak naturalnym wdziękiem, że buźka sama się otwiera ze zdziwienia...
Na szczególną uwagę zasługują świetny styl i bardzo wysoki poziom erudycji. Autor pisze w taki sposób, że jego książki się chłonie... niczym gąbka wodę.
I nawet w zakutym łbie cosik zostaje. ;)
Beata - 2008-10-29, 09:39
:
ASX76 napisał/a:
Szczerze pisząc, liczyłem, że o każdej z historii napiszesz przynajmniej kilka zdań.

No właśnie próbuję... :) nie ukrywam, że mam kłopot... wiem mniej więcej "co", tylko pozostaje "jak". Żeby uniknąć zdradzania wszystkiego.
ASX76 - 2008-10-29, 09:44
:
Beata napisał/a:

No właśnie próbuję... :) nie ukrywam, że mam kłopot... wiem mniej więcej "co", tylko pozostaje "jak". Żeby uniknąć zdradzania wszystkiego.


Możesz śmiało pisać. Spośród tu obecnych i tak nikt nie zdecyduje się na przeczytanie "Atlasu chmur". Z różnych powodów np. przekory, ignorancji... ;)

Spoilery można "pokolorować" i/lub ostrzec przed nimi. W innych wątkach tak robią, dlaczego tu nie można? ;)
Beata - 2008-10-29, 09:54
:
ASX76 napisał/a:
Możesz śmiało pisać. Spośród tu obecnych i tak nikt nie zdecyduje się na przeczytanie "Atlasu chmur". Z różnych powodów np. przekory, ignorancji... ;)

Prowokator! :evil:

ASX76 napisał/a:
Spoilery można "pokolorować" i/lub ostrzec przed nimi. W innych wątkach tak robią, dlaczego tu nie można? ;)

Tylko że moim celem jest napisanie recenzji - chcę spróbować, ciekawe czy mi się uda (w takim stopniu, jaki sobie zaplanowałam). I nie ukrywam, że dyskusja nt. tej książki bardzo mi w uporządkowaniu myśli pomaga. :)
Maria - 2008-10-29, 20:40
:
A Wy już przestańcie tu opowiadać o "Atlasie", bo zmuszona jestem puszczać Wasze wpisy mimo oczu... przeczytać go chcę samodzielnie!!! ;)
A póki co - w czytaniu mam "Widmopis".
ASX76 - 2008-10-30, 09:19
:
Biorąc pod uwagę powyższe, już zamykam dziób(ek) na kłód(k)ę. Co nie znaczy, że jej nie otworzę... ;)
Jeszcze tylko jedna uwaga: istnieje ważny powód, dla którego warto przeczytać "Konstelacje" możliwie niedługo po "Atlasie chmur"...
Maria - 2008-11-01, 23:40
:
O, jaka błoga cisza... ;) żadnych podpowiedzi i przedpowiedzi... :)

Jak na razie pożyczony "Widmopis" wyczytuję do każdego przecinka i każdej kropeczki... mało tego - czasem nawracam i zawracam i się napawam niektórymi fragmentami z wielką frajdą...
ale już w poniedziałek-wtorek mam mieć swój osobisty!!! wraz z Atlasem i Snem... a Konstelacje za dni kilka...
I co na to Winowajca... ;)
ASX76 - 2008-11-02, 09:59
:
To już mogę się odzywać...? ;) Winowajca jest wdzięczny za zaufanie i bardzo się cieszy, że Wam się podoba. :))

Miałem tak samo jak Ty, czyli "wyczytywałem, nawracałem, zawracałem i się napawałem...". Dla zaostrzenia apetytu dodam/przypomnę, że "Atlas chmur" jest jeszcze lepszy - niesamowita książka!
Z dużą niecierpliwością czekam na recenzje Beaty. Nieśmiało liczę, że Maria również bardziej się rozpisze i nie trzeba będzie "ciągnąć za języ(cze)k"... ;)
Beata - 2008-11-05, 20:23
:
Recenzja "Atlasu Chmur" napisana i opublikowana. :) Zapraszam tutaj .
Maria - 2008-11-22, 17:51
:
Swoją podróż po zakątkach mitchellowskiego Widmopisu zaczęłam chyba nietypowo, bo od Tokio. A wszystko przez jedno zdanie – „ten rozdział musi ci się 'muzycznie' spodobać”. I tak oto najpierw się zasłuchałam w szelest opadających płatków z wiśniowych drzew. Może właśnie z tej przyczyny tym większym obuchem dostałam, gdy zawróciłam na Okinawę. A potem było już tylko bardziej… lub bardziej niż bardziej… a podróży nie chciałam zakańczać, więc wędrowałam nie tylko zgodnie z nurtem, ale po częstokroć - ni stąd, ni zowąd - pod prąd lub w jego poprzek…
A cały czas, do ostatniego słowa, miałam rzeczywistą ochotę namalować niuanse wszelkich zapętleń labiryntu, w którym znaleźli się bohaterowie. I nie mam złudzeń, że z takiego obrazka wyszłoby coś na kształt precyzyjnie wykreślonego algorytmu…
Beata - 2009-01-26, 21:03
:
Właśnie przeczytałam na portalu Katedra, że 9 marca 2009 wychodzi antologia opowiadań pod red. Zadie Smith, a w niej będzie opowiadanie Davida Mitchella - link . :)
toto - 2010-06-17, 21:06
:
Ale wiesz ASX, że możesz już zacząć się ślinić? ;)
ASX76 - 2010-06-17, 23:04
:
toto napisał/a:
Ale wiesz ASX, że możesz już zacząć się ślinić? ;)


Ale wiem, że na razie nie mam powodu. Ślinę wolę zaoszczędzić na odpowiednią okazję po temu. :-P
Jak uczy życie/doświadczenie między wstępnymi szkicami a planem wydawniczym często istnieje głęboka przepaść, szczególnie w przypadku zainteresowania nowym (dla wydawnictwa) autorem. Na obecną chwilę nic z tego nie wynika.
toto - 2010-09-19, 09:11
:
Atlas chmur jest wspaniały. Jeszcze nie skończyłem, ale i tak wiem, że jest jedną z najlepszych książek jakie w tym roku przeczytałem.
Beata - 2010-09-19, 09:23
:
toto napisał/a:
Atlas chmur jest wspaniały. Jeszcze nie skończyłem, ale i tak wiem, że jest jedną z najlepszych książek jakie w tym roku przeczytałem.

Bardzo się cieszę, że dołączyłeś do grona zwolenników prozy Mitchella. :mrgreen:
toto - 2010-09-19, 09:27
:
Zwolennikiem Mitchella byłem już od jakiegoś czasu. Czytałem już Konstelacje i Sen_numer_9. I z niecierpliwością czekam na The Thousand Autumns of Jacob de Zoet.
Beata - 2010-09-19, 09:46
:
Sen_numer_9 jeszcze przede mną. Nie ma co ukrywać, dawkuję sobie Mitchella w oczekiwaniu na kolejną książkę. I mam nadzieję, że jakiś wydawca zdecyduje się zaangażować - wprawdzie Mag coś przebąkiwał na ten temat, ale kiedy to było...
toto - 2010-09-19, 10:57
:
W tym roku :-P
ASX76 - 2010-09-20, 06:40
:
toto napisał/a:
W tym roku :-P


Zapałką w powietrzu pisane... :-P Od "przebąknięcia" do konkretu droga bardzo daleka i pokrętna bardziej niż ASX, tym bardziej, że w przypadku MAG-a, nawet z pozoru rzeczy pewne
(do wydania) wcale takimi być nie muszą, jak doskonale obrazuje sytuacja z "Gap" Donaldsona. --_-
toto - 2010-09-20, 07:56
:
W tym roku odnosiło się do czasu kiedy Mag o tym wspominał. Bo wydanie pewnie nie wcześniej niż w 2012r.
ASX76 - 2010-09-20, 08:07
:
toto napisał/a:
W tym roku odnosiło się do czasu kiedy Mag o tym wspominał. Bo wydanie pewnie nie wcześniej niż w 2012r.


Rozumie samo przez się do czego się odnosiło. Co do przewidywanego roku wydania - mam poważne wątpliwości czy MAG tak naprawdę będzie chętny. Podejrzewam, że VanderMeer, Mieville czy któryś inny z wielkich idoli literackich pana Andrzeja, napisze nową książkę i tym samym miejsca w planie wydawniczym dla Mitchella zabraknie.
toto - 2010-09-20, 08:50
:
Mieville jest raczej łapany przez Zyska. Teraz Miasto i miasto, za rok Kraken. Zawsze istnieje szansa, że Mitchell pójdzie w Nowej Prozie.
Urshana - 2011-03-31, 18:20
:
Jakiś czas temu skończyłam przygodę z "Atlasem chmur" i muszę powiedzieć, że wprawdzie początek mnie nie uwiódł, ale potem utonęłam w historiach, języku, powiązaniach. Zwłaszcza Sonmi i antyutopijna wizja społeczeństwa przyszłości robi ogromne wrażenie. Moja recenzja tutaj .
Sabetha - 2011-08-26, 21:36
:
Przeczytałam „Atlas chmur” i chociaż nie za bardzo lubię zbiory opowiadań (poza „Medytacjami nad kuflem piwa” Haška i „Tańcem kogutów” Broszkiewicza, ale to zupełnie inna bajka), do tego pewnie wrócę nieraz. Po pierwsze dlatego, iż oczarowała mnie niezwykle starannie przemyślana kompozycja, prawdziwy „atlas chmur na sekstet”, godny talentu samego Roberta Frobishera (;) ) – takie subtelne powiązania pomiędzy opowiadaniami spajające je w jedną historię, która, jak wiadomo, szalenie lubi się powtarzać. Tak szalenie, iż można by nawet zadać sobie pytanie, czy reinkarnacja to aby na pewno li i jedynie pobożne życzenie hinduistów. Poza wszystkim Mitchell serwuje czytelnikom różnorodność gatunków i stylów, z których najmniej przypadł mi do gustu amerykański Mikołaj Doświadczyński (proszę wybaczyć skojarzenie, to silniejsze ode mnie), a najbardziej losy Sonmi 451 i rewelacyjne „Listy z Zedelghem”. Nie wspominając już o tym, iż ujął mnie szereg zagadnień, nad którymi można pomedytować w trakcie i po lekturze – przynajmniej ja tak miałam ;)
AM - 2012-07-26, 11:35
: Temat postu: David Mitchell
http://hatak.pl/aktualnos...wa_Wachowskich/
Młodzik - 2012-07-26, 11:55
:
O matko, ale piękny trailer.
Ja tylko bardzo proszę, o wznowienie "Atlasu Chmur" przed premierą filmu :) .
AM - 2012-07-26, 12:05
:
Młodzik napisał/a:
O matko, ale piękny trailer.
Ja tylko bardzo proszę, o wznowienie "Atlasu Chmur" przed premierą filmu :) .


Nie ma obaw. Będą 2 wydania. Jedno w UW. Z okładką, która nie ma nic wspólnego z filmem. I edycja filmowa w miękkich oprawach.
Sabetha - 2012-07-26, 13:38
:
//hurra

No to mam na co czekać :mrgreen:
toto - 2012-07-26, 13:57
:
Super wiadomość, będzie okazja, żeby sobie jeszcze raz odświeżyć wspaniałą książkę. Inne książki, The Thousand Autumns of Jacob de Zoet, Widmopis, Mitchella też będą


Może trochę szkoda, że w tym trailerze Ayrs wygląda trochę za rześko i miło na wrednego syfilityka.
AM - 2012-07-26, 15:00
:
toto napisał/a:
Super wiadomość, będzie okazja, żeby sobie jeszcze raz odświeżyć wspaniałą książkę. Inne książki, The Thousand Autumns of Jacob de Zoet, Widmopis, Mitchella też będą


W II kwartale 2013 wydamy The Thousand Autumns of Jacob de Zoet, a potem? Kto wie :) .
adamo0 - 2012-07-26, 19:55
:
A kiedy premiera książki, bo nie mogę się doczekać? :->
Młodzik - 2012-07-26, 19:59
:
Po premierze "Jonathana Strange'a i Pana Norrella" mam nadzieję :evil: .
adamo0 - 2012-07-26, 20:08
:
Mam nadzieję, że przed (bo Jonathana Strange'a i Pana Norrella czytałem :mrgreen: ).
sanatok - 2012-07-26, 20:58
:
Z jakiś tam zapowiedzi pamiętam, że jednak po.
AM - 2012-07-26, 21:04
:
adamo0 napisał/a:
A kiedy premiera książki, bo nie mogę się doczekać? :->


Wersja w UW ukaże się w listopadzie. Wersja filmowa razem z filmem.
toto - 2012-07-26, 21:17
:
Nie boicie się, że film spotka to samo, co Drogę? Wydawnictwo Literackie specjalnie przygotowało wydanie filmowe na okazję naszej kinowej premiery, a skończyło się chyba tylko opóźnionym wydaniem na DVD. Niby może zadziałać magia nazwisk, ale nie oszukujmy się, film raczej nie będzie dla wszystkich. Chociaż trailer pokazuje, że będą fajerwerki tam, gdzie w książce jest trochę akcji.
AM - 2012-07-26, 21:31
:
toto napisał/a:
Nie boicie się, że film spotka to samo, co Drogę? Wydawnictwo Literackie specjalnie przygotowało wydanie filmowe na okazję naszej kinowej premiery, a skończyło się chyba tylko opóźnionym wydaniem na DVD. Niby może zadziałać magia nazwisk, ale nie oszukujmy się, film raczej nie będzie dla wszystkich. Chociaż trailer pokazuje, że będą fajerwerki tam, gdzie w książce jest trochę akcji.


Film powinien wejść na ekrany. Jesteśmy już w kontakcie z dystrybutorem i zanosi się na bardzo fajną współpracę. Nie ukrywajmy, nie liczymy na fajerwerki sprzedażowe. Jeśli skończy się na przykład na 5 tysiącach, też będzie ok, w końcu w następnym roku na ekrany wchodzi Miasto kości Cassandry Clare, a my do tego czasu będziemy mieli 8 książek Cas w sprzedaży :) .

Myślę, że przy odrobinie szczęścia, kilku zbiegach okoliczności, sporym nagłośnieniu i dobrej prasie dla filmu, da się sprzedać więcej. 10 może 15 tysięcy. Oczywiście, większość tego uzależniona od dzieła Tykwera i Wachowskich. Gdyby okazało się, że film jest świetny i w dodatku uniwersalny, oraz posypią się Oskary dla aktorów... to kto wie, może będzie 20 tysięcy :) .

Na wyniki 100000+ jak w przypadku Diabeł ubiera się u Prady nie liczymy :) .
Tomasz - 2012-07-26, 22:23
:
AM napisał/a:

Na wyniki 100000+ jak w przypadku Diabeł ubiera się u Prady nie liczymy :) .

Ale my życzymy. Wtedy pewnie by poszło masę mniej dochodowych tytułów, z których bylibyśmy bardzo radzi. ;)
ASX76 - 2012-07-26, 22:33
:
Ach, przypominała mi się ta cudna książka... //spell
Trailery dają nadzieję, że twórcy, być może, podołają zadaniu. Ale i tak radzę przeczytać dzieło Mitchella przed obejrzeniem ekranizacji.
Jachu - 2012-07-27, 08:07
:
Tomasz napisał/a:
AM napisał/a:

Na wyniki 100000+ jak w przypadku Diabeł ubiera się u Prady nie liczymy :) .

Ale my życzymy. Wtedy pewnie by poszło masę mniej dochodowych tytułów, z których bylibyśmy bardzo radzi. ;)
Dokładnie tak. Pod wypowiedzią Tomasza podpisuję się rękami i nogami ;) Byłoby super, gdybyście sprzedali taką ilość egzemplarzy, aby nieźle zarobić i wrzucić na rynek książki, o których marzymy ;)
You Know My Name - 2012-07-27, 08:40
:
Mam Atlas Chmur, ale wydanie UW nabędę ku chwale ojczyzny.
ASX76 - 2012-07-27, 10:19
:
Jachu napisał/a:
Byłoby super, gdybyście sprzedali taką ilość egzemplarzy, aby nieźle zarobić i wrzucić na rynek książki, o których marzymy ;)


I bez tego, MAG "wrzuca" na rynek takie książki... ;) Niestety, za wyjątkiem Donaldsona. :-(
AM - 2012-07-27, 10:21
:
ASX76 napisał/a:
Jachu napisał/a:
Byłoby super, gdybyście sprzedali taką ilość egzemplarzy, aby nieźle zarobić i wrzucić na rynek książki, o których marzymy ;)


I bez tego, MAG "wrzuca" na rynek takie książki... ;) Niestety, za wyjątkiem Donaldsona. :-(


Donaldson nie jest "taką" książką. Bliżej mu do Harris czy Cassandry Clare :P .
Shadowmage - 2012-07-27, 10:37
:
Bez takich, ASXowi żyłka pęknie na takie stwierdzenia, a przecież nie chcielibyśmy, by naszemu ulubionemu trollowi coś się stało :P
adamo0 - 2012-07-27, 11:57
:
Trolle ciężko zniszczyć. Przynajmniej w większości książek fantasy tak jest :mrgreen:

Jeszcze pytanie - czy wydanie MAGa będzie się czymś różniło od wydania Bellony (bo chyba poprzednio Bellona wydała Atlas Chmur). Bo nie wiem czy wypożyczyć i przeczytać teraz, a potem kupić, czy najpierw kupić a potem czytać :-P
ASX76 - 2012-07-27, 13:05
:
adamo0 napisał/a:
Trolle ciężko zniszczyć. Przynajmniej w większości książek fantasy tak jest :mrgreen:

Jeszcze pytanie - czy wydanie MAGa będzie się czymś różniło od wydania Bellony (bo chyba poprzednio Bellona wydała Atlas Chmur).

Bo nie wiem czy wypożyczyć i przeczytać teraz, a potem kupić, czy najpierw kupić a potem czytać :-P



1. A dlaczegóż to niszczyć fantastyczne stworzenia? //pacnij

2. Niewątpliwie twardą oprawą i znacznie lepszym papierem, wszak jedna wersja ma ukazać się w serii UW. Wydanie Bellony jest potworne.

3. Zależy kiedy chcesz przeczytać. Jak szybko - wariant nr 1. :-P
adamo0 - 2012-07-27, 13:06
:
Chodziło mi raczej o jakieś tłumaczenie czy cuś w ten deseń.
Oprawa i okładka to sprawa wiadoma skoro wychodzi w UW.

Okładka Bellony z tego co wyguglowałem to niezły koszmarek :shock:
ASX76 - 2012-07-27, 13:15
:
adamo0 napisał/a:
Chodziło mi raczej o jakieś tłumaczenie czy cuś w ten deseń.


Przekład Pani J. Gardzińskiej czytało mi się bardzo dobrze i bez żadnych zgrzytów. Nie ma sensu kombinować z nowym, czy cuś w ten deseń. :-P
adamo0 - 2012-07-27, 13:24
:
Pytam, bo często nowe wydania, czy wydania w nowych wydawnictwach puszczane są z nowym tłumaczeniem, a nie chciałbym się męczyć. Skoro jednak mówisz, że tłumaczenie jest okej to jestem spokojny.
ASX76 - 2012-07-27, 13:39
:
Cóż stoi na przeszkodzie wypożyczyć wydanie Bellony i samemu się przekonać?
adamo0 - 2012-07-27, 13:52
:
Tak właśnie zrobię po Twoim wyjaśnieniu ;)
ale to jutro, dzisiaj trzeba skończyć aktulne lektury.
Ard - 2012-07-27, 23:19
:
Widmopis można obecnie dostać w Matrasach za 9,90 zł, w wydaniu WL-owskim (i chyba jedynym).
ASX76 - 2012-07-27, 23:24
:
Ard napisał/a:
Widmopis można obecnie dostać w Matrasach za 9,90 zł, w wydaniu WL-owskim (i chyba jedynym).


Bo innego wydania w Polsce nie było, jak dotychczas.

A książka świetna.
AM - 2012-07-28, 23:06
:
adamo0 napisał/a:
Chodziło mi raczej o jakieś tłumaczenie czy cuś w ten deseń.
Oprawa i okładka to sprawa wiadoma skoro wychodzi w UW.

Okładka Bellony z tego co wyguglowałem to niezły koszmarek :shock:


Przekład będzie ten sam. Jest naprawdę dobry.
Romulus - 2012-12-08, 12:41
:
Przeczytałem grubo ponad połowę "Atlasu Chmur" i jestem zauroczony, choć do zachwytu mi daleko. Ale to i tak więcej, niż się spodziewałem. Bez wątpienia jest to powieść, ktora zapada w pamięć. Choć może, póki co, zbyt subtelna dla mnie :) jeśli chodzi o motyw łączący poszczególne opowieści.
ASX76 - 2012-12-08, 18:13
:
Spokojnie, na zachwyt może jeszcze przyjdzie czas. ;)
Jachu - 2012-12-08, 20:20
:
ASX76 napisał/a:
Spokojnie, na zachwyt może jeszcze przyjdzie czas. ;)
Wątpię ;)
Jestem mniej więcej na tym samym etapie czytania "Atlasu chmur" co Romulus Sędzisław i w zasadzie mam podobne wrażenia. Książka jest bardzo dobra, ale z całą pewnością nie można jej zaliczyć do "trzech najlepszych w UW". Tak sądzę, chociaż większości serii nadal nie przeczytałem. Z aktualnie przeczytanych "Atlas chmur" jest na jakimś 3-4 miejscu :)
ASX76 - 2012-12-08, 20:23
:
Nieładnie. Nie przeczytałeś do końca i już oceniłeś. :-P
Młodzik - 2012-12-08, 20:41
:
Ja przeczytałem i się podpisuję pod postem Jacha (?). Jedna z najlepszych, ale nie pierwszych trzech.
ASX76 - 2012-12-08, 20:46
:
Młodzik napisał/a:
Ja przeczytałem i się podpisuję pod postem Jacha (?). Jedna z najlepszych, ale nie pierwszych trzech.


A pierwsze trzy według Ciebie to...: "Ślepowidzenie", ...
Młodzik - 2012-12-08, 21:07
:
"Wieki Światła", "Shriek: Posłowie" i hmm... zastanawiam się między "Opowieściami Sieroty" i "Ślepowidzeniem" właśnie :P .
Jachu - 2012-12-09, 09:57
:
ASX76 napisał/a:
Nieładnie. Nie przeczytałeś do końca i już oceniłeś. :-P
Po przeczytaniu ponad połowy książki jestem w stanie już ją oceniać. Tym bardziej, że nie wierzę w sytuację, że ostatnia strona zmieni moją ocenę o 180 stopni ;) "Atlas chmur" to bardzo dobra książka i tego będę się trzymał. Nawet się cieszę, że dałem ci się namówić na jej lekturę :) To jednak nijak ma się do "najlepsiejszości" w całej UW. Osobiście kończę dopiero dziesiątą pozycję z tej serii i już przeczytałem kilka książek, które oceniam wyżej niż "Atlas chmur".
toto - 2012-12-09, 10:16
:
Mnie zastanawia, czy "sukces" Atlasu chmur może wpłynąć na przyspieszenia wydania The Thousand Autumns of Jacob de Zoet?
ASX76 - 2012-12-09, 15:23
:
toto napisał/a:
Mnie zastanawia, czy "sukces" Atlasu chmur może wpłynąć na przyspieszenia wydania The Thousand Autumns of Jacob de Zoet?


Dobre pytanie. //mysli
Na chłopski rozum powinien, o ile lud skojarzy tę pozycję z nazwiskiem autora, a co za tym idzie - "Atlasem chmur". Należy "kuć żelazo, póki gorące". ;)
Wydaje mi się, że jeśli na przedniej okładce "The Thousand..." zamieści się info: "nowy bestseller autora "Atlasu chmur" (czy coś w ten deseń) i ładnie wyda w twardej oprawie, to znacznie zwiększy szansę na sukces. :-)
AM - 2012-12-09, 17:32
:
toto napisał/a:
Mnie zastanawia, czy "sukces" Atlasu chmur może wpłynąć na przyspieszenia wydania The Thousand Autumns of Jacob de Zoet?


Najpierw pewnie wydamy "Widmopis", bo przekład "The Thousand Autumns of Jacob de Zoet" potrwa do końca czerwca.
Jachu - 2012-12-09, 18:15
:
AM napisał/a:
Najpierw pewnie wydamy "Widmopis", bo przekład "The Thousand Autumns of Jacob de Zoet" potrwa do końca czerwca.
W Uczcie Wyobraźni czy raczej to będzie casus Charlesa Strossa?
AM - 2012-12-09, 18:41
:
Jachu napisał/a:
AM napisał/a:
Najpierw pewnie wydamy "Widmopis", bo przekład "The Thousand Autumns of Jacob de Zoet" potrwa do końca czerwca.
W Uczcie Wyobraźni czy raczej to będzie casus Charlesa Strossa?


Myślimy raczej o nowym "formacie" dla Mitchella. Dotyczy to również Atlasu, bo wersje filmowe mają to do siebie, że "żyją" dosyć krótko.
ASX76 - 2012-12-09, 20:10
:
AM napisał/a:


Myślimy raczej o nowym "formacie" dla Mitchella. Dotyczy to również Atlasu, bo wersje filmowe mają to do siebie, że "żyją" dosyć krótko.


Czy rozważacie Państwo wydania w twardej oprawie?
AM - 2012-12-09, 20:21
:
ASX76 napisał/a:
AM napisał/a:


Myślimy raczej o nowym "formacie" dla Mitchella. Dotyczy to również Atlasu, bo wersje filmowe mają to do siebie, że "żyją" dosyć krótko.


Czy rozważacie Państwo wydania w twardej oprawie?


Być może i w takiej i miękkiej, ale nie należy traktować mojej wypowiedzi wiążąco.
ASX76 - 2012-12-09, 20:33
:
Zatem potraktuję ją jako dobry prognostyk. ;)
Romulus - 2012-12-10, 17:33
:
Przeczytałem "Atlas Chmur". Choć mnie nie zachwycił, to jednak jest to doskonała literatura. Muszę ją jeszcze jakoś przemyśleć. Wprawdzie jest prostszy niż proza Henry Jamesa :) ale jednak, dla mnie - łopatologa - zbyt subtelny i nie nadający się do prostej interpretacji.
ASX76 - 2012-12-10, 17:42
:
Jeśli napiszesz z czym masz problem, to może pomożemy. :-P
Romulus - 2012-12-10, 18:10
:
Najpierw muszę zdecydować, czy go w ogóle mam :) Bo może nie mam. Albo, jak ł, z ołówkiem trzeba będzie wykresy robić po książce :) Ale chyba aż ambitny nie będę.
Jachu - 2012-12-12, 15:32
:
Skończyłem "Atlas chmur" i aby nie być gołosłownym - podtrzymuję swoje wcześniejsze opinie i wrażenia. Książka bardzo dobra, choć nierówna. Momentami wciągająca maksymalnie, a momentami denerwująca i smętnie nudząca (zwłaszcza wątek Zachariasza i fragmentami Ewinga), ale ogólnie bardzo pozytywne wrażenia. Zadowolenie z lektury jest. Podtrzymuję jednak swoją opinię, że nie jest to pierwsza trójka UW ;)
nosiwoda - 2012-12-17, 12:59
:
Gdy tak czytam zachwyty nad MJHarrisonem oraz Mitchellem, to coraz bardziej dochodzę do wniosku, że muszę być niewrażliwym idiotą. Bo co zrobić, żeby zachwycało, kiedy k.... nie zachwyca?!
Sabetha - 2012-12-17, 13:02
:
Spokojnie - mnie Harrison też nie zachwyca, natomiast Mitchell jak najbardziej XD
adamo0 - 2012-12-17, 13:12
:
Mitchell zachwyca. Co tu ma nie zachwycać, jak zachwyca, bo zachwycać się jest czym :mrgreen:
Cintryjka - 2012-12-17, 13:25
:
Sabetha napisał/a:
Spokojnie - mnie Harrison też nie zachwyca, natomiast Mitchell jak najbardziej XD


To samo mam:)
ASX76 - 2012-12-17, 13:39
:
Cintryjka napisał/a:
Sabetha napisał/a:
Spokojnie - mnie Harrison też nie zachwyca, natomiast Mitchell jak najbardziej XD


To samo mam:)


adamo0 napisał/a:
Mitchell zachwyca. Co tu ma nie zachwycać, jak zachwyca, bo zachwycać się jest czym :mrgreen:


To samo mam. :-P
Shadowmage - 2012-12-17, 13:45
:
W Mitchellu podoba mi się strona językowa przede wszystkim (na bazie Konstelacji i Atlasu chmur). Harrison ma za to świetne pomysły. Nie rozstrzygnę który lepszy, do uwielbiania też mi daleko, ale to dobra literatura jest w obu przypadkach moim zdaniem :)
AM - 2012-12-19, 01:42
:
Shadowmage napisał/a:
W Mitchellu podoba mi się strona językowa przede wszystkim (na bazie Konstelacji i Atlasu chmur). Harrison ma za to świetne pomysły. Nie rozstrzygnę który lepszy, do uwielbiania też mi daleko, ale to dobra literatura jest w obu przypadkach moim zdaniem :)


A to nie jest tak, że pod jedną poduszeczką trzymasz Martinka, a drugą Wegnerka :P ?
Shadowmage - 2012-12-19, 08:03
:
Martinka tak, Wegnerka już mniej :D Ale to inny rodzaj frajdy z literatury, łatwiej go fanbojować :D
Ł - 2012-12-20, 20:42
:
Powtórzę to od czego wczoraj zaczełem swoje gadane na stolyku literackim - "Atlas Chmur" jest książką dobrą w absolutnie każdym calu. Ale genialną w żadnym.

A że dobrą książką od książki genialnej dzieli większa odległość niż książkę dobra od książki złej, to nie wiem czy będę kontynuował przygodę literacką z tym autorem.
Sabetha - 2012-12-20, 21:16
:
Ł napisał/a:
zaczełem
Łaku!!! //pisowcy

Nikt poza ASXem nie twierdził chyba, że "Atlas" jest genialny. Co nie przeszkadza mu być bardzo dobrą książką, która warto przeczytać, ciekawą pod względem języka i samej choćby kompozycji. Samo to sprawia, że chętnie sięgnę po inne dzieła Mitchella, jeśli tylko będę miała taką możliwość :P
ASX76 - 2012-12-20, 21:21
:
Za karę "Widmopisu" nie dostaniesz. :-P

Azaliż użyłem wobec "Atlasu chmur" określenia "genialny"? Nie przypominam sobie, dlatego proszę o dowód. //mysli
Sabetha - 2012-12-20, 21:24
:
ASX napisał/a:
Azaliż użyłem wobec "Atlasu chmur" określenia "genialny"?


A nie? //mysli

ASX76 napisał/a:
proszę o dowód.


Pan z policji? XD
ASX76 - 2012-12-20, 21:26
:
1. Nie za bardzo. Określenie "genialny" raczej nie jest przeze mnie stosowane, z tego co się orientuję. //mysli

2. Z policji forumowej. ;)
Tixon - 2012-12-20, 21:42
:
ASX76 napisał/a:
"Atlas chmur" jest (chyba) moim ulubionym dziełem Mitchella. Akcja sześciu opowiadań (jedne są w formie dziennika, inne listów, jeszcze inne wywiadu...) rozgrywa się w różnym czasie, nieraz losy poszczegółnych bohaterów przedzielają długie lata czy nawet stulecia, jednak momentami pojawiają się.... , które ich w pewien sposób.... . To kolejna charakterystyczna cecha twórczości pisarza. Każda książka jest inna, różnią się między sobą nie tylko przyjętą formą np. "Adama Ewinga Dziennik Pacyficzny" jest napisany stylizowanym językiem ("w duchu" ówczesnych czasów), "Pierwsza tajemnica Lisy Rey" jest opowieścią sensacyjną, z kolei Antyfona Sonmi~451 to już klimaty s-f... To, w jaki sposób się ze sobą łączą, jest... zachwycające, zresztą tak samo jak i pozostałe elementy skladające się na książkę. Warszat pisarski Mitchella stoi na bardzo wysokim poziomie przy czym jest niezwykle przyjazny dla czytelnika, co nie znaczy, że nie wymaga skupienia. Autor porusza ważkie tematy dotyczące człowieczeństwa, zniewolenia, terroryzmu, istnienia... etc. etc. misternie je wplatając w bardzo atrakcyjne fabuły. A jego poczucie humoru... Coś wspaniałego. Nieraz po kilka razy czytałem wybrane fragmenty śmiejąc się do rozpuku. Gdybym miał jednym słowem określić prozę Mitchella wybrałbym termin - BOGACTWO. Czego? Stylu, formy, błyskotliwych porównań, nawiązań literackich (Kesey, Eco, Dick, Murakami...). Przygoda z twórczością Mitchella nie tylko stanowi dla mnie źródło niezwykle atrakcyjnej rozrywki, ale i wzbogaca intelektualnie. Każdą spośród przeczytanych przeze mnie książek kończyłem ze świadomością, że z wielką przyjemnością jeszcze nieraz do nich wrócę.

Cóż, nie użył dosłownie słowa genialny... Więc skoro jest ASXiem, to będzie wił się jak piskorz i niczego mu nie udowodnisz :-P
adamo0 - 2012-12-20, 22:39
:
Tak pewnie będzie. Asx byłby doskonałym adwokatem, o ile nim nie jest ;-)
You Know My Name - 2012-12-20, 22:47
:
Chyba nie, ale napewno napisał
Cytat:
Lepszej książki od "Atlasu chmur" nie znajdziesz.

Shadowmage - 2012-12-21, 08:21
:
Ale na pewno było przy tym zastrzeżenie, że np. w ciągu pięciu minut w promieniu siedmiu metrów od komputera, za wyłączeniem autorów zaczynających się na D... i co tam jeszcze chcesz :P
ASX76 - 2012-12-21, 17:54
:
Dobra, które książki z UW są według Was lepsze od "Atlas chmur"? :>
Shadowmage - 2012-12-21, 18:12
:
Większość :P
Ł - 2012-12-21, 18:12
:
Przy "Księdze Wszystkich Godzin" (specjalnie daje ten przykład bo to podobny pomysł na literaturę) "Atlas..." jest po prostu cienki. W każdym tego słowa znaczeniu.
toto - 2012-12-21, 20:10
:
ASX76 napisał/a:
Dobra, które książki z UW są według Was lepsze od "Atlas chmur"? :>
Shriek: Posłowie, Smok Griaule oraz Wieki światła i Księga Wszystkich Godzin. Trochę waham się ze Ślepowidzeniem i Światłem.
MadMill - 2012-12-21, 20:16
:
ASX76 napisał/a:
Dobra, które książki z UW są według Was lepsze od "Atlas chmur"?

Dobre pytanie. To zależy czego szukamy w literaturze. Faktycznie, jakby się dobrze zastanowić to odpowiedź jest coraz bardziej nie po mojej myśli i odmówię jej udzielenia. :P
You Know My Name - 2012-12-21, 23:36
:
ASX76 napisał/a:
Dobra, które książki z UW są według Was lepsze od "Atlas chmur"? :>
KWG, obie części.
Światło i Nova Swing
Shriek i Finch
Nakręcana...
Ślepowidzenie
Accelerando
i jeszcze jakieś inne, których jeszcze nie przeczytałem, albo zapomniałem, że przeczytałem.
Sporo ich.
Młodzik - 2012-12-21, 23:54
:
"Wieki Światła" (stylistycznie przede wszystkim), "Shriek: Posłowie" (głównie konstrukcyjnie).
AM - 2012-12-22, 01:08
:
ASX76 napisał/a:
Dobra, które książki z UW są według Was lepsze od "Atlas chmur"? :>


ASXie spokojnie, wielu wielkich ludzi nie znalazło zrozumienia w czasach, w których przeszło im żyć :) .
MadMill - 2012-12-22, 09:29
:
AM napisał/a:
ASXie spokojnie, wielu wielkich ludzi nie znalazło zrozumienia w czasach, w których przeszło im żyć .

Wielu kończyło na stosach, szubienicach, gilotynach...
:P
ASX76 - 2012-12-22, 13:02
:
AM napisał/a:


ASXie spokojnie, wielu wielkich ludzi nie znalazło zrozumienia w czasach, w których przeszło im żyć :) .


MadMill napisał/a:

Wielu kończyło na stosach, szubienicach, gilotynach...
:P



1. Już dobrze. Wturlałem w gardziel kilka uspokajających dropsów --> ;)

2. Trzeba będzie wrócić do tych wielokrotnie sprawdzonych (pewnych) metod postępowania z niepożądanym elementem rozsiewającym bluźnierstwa. :-P
Ł - 2012-12-28, 20:47
:
Moja recenzja "Atlasu...": http://katedra.nast.pl/ar...id-Atlas-chmur/ Jak dla kogoś zbyt tl;dr to tytuł wyraża wszystko.
You Know My Name - 2012-12-28, 21:23
:
Długa? Tyle powinien trwać Stolyk o tej książce :)
toto - 2012-12-28, 22:02
:
Powiedzcie szczerze. Które książki z UW są skończenie genialne? Albo które nie obiecują więcej, niż tak naprawdę dają? Potraficie wymienić więcej niż 3?
AM - 2012-12-28, 22:22
:
toto napisał/a:
Powiedzcie szczerze. Które książki z UW są skończenie genialne? Albo które nie obiecują więcej, niż tak naprawdę dają? Potraficie wymienić więcej niż 3?


To wszystko zależy od tego jak wysoko "zawieszony" jest poziom genialności :P .
toto - 2012-12-28, 22:41
:
Skończona genialność jest raczej wysoko.

Dlaczego Drooda nie było widać poza światkiem fantastycznym? Mnie się wydawało, że ta książka ma potencjał (może poza ceną i okładką) na chwycenie czytelnika niefantastycznego. A tu cisza kompletna (przynajmniej ja nie trafiłem na jakąkolwiek wzmiankę). Czyżby ten sam grzech, co w Reamde, zbyt skomplikowana to historia?
AM - 2012-12-28, 23:47
:
toto napisał/a:

Dlaczego Drooda nie było widać poza światkiem fantastycznym? Mnie się wydawało, że ta książka ma potencjał (może poza ceną i okładką) na chwycenie czytelnika niefantastycznego. A tu cisza kompletna (przynajmniej ja nie trafiłem na jakąkolwiek wzmiankę). Czyżby ten sam grzech, co w Reamde, zbyt skomplikowana to historia?


To chyba cecha ogólnoświatowa twórczości Simmonsa. Nic, co napisał od czasu Hyperiona (całej serii) nie osiągnęło większej popularności i nie zostało zauważone poza światkiem fantastycznym. Być może źle dobiera sobie wydawców, być może w jego prozie jest jakiś "feler", który wyklucza wypłynięcie na szerokie wody, a może po prostu, jako pisarz kojarzony z fantastyką, nie ma na to szans.
toto - 2012-12-29, 00:25
:
Szkoda, że ekranizacja Hyperiona nie doszła do skutku, pewnie miałaby szansę trochę napędzić sprzedaż książek. Zredukowanie historii tylko do kilku elementów - przebłyski wojny z wybuchającym drzewostatkiem, Chyżwar jako mordercza machina, plus skupienie się tylko na wątku Kassada (może jeszcze Konsula) przy pominięciu reszty pielgrzymów - pozwoliłoby pokazać na ekranie niezłą, nietrzymającą się kupy nawalankę. Ale kina może byłyby pełne?
Młodzik - 2012-12-29, 10:47
:
IMO "Hyperion" jest trudniejszy do zekranizowania niż "Atlas Chmur".
toto - 2012-12-30, 16:18
:
Dlatego piszę, że gdyby zredukowali powieść tylko do opowieści Kassada, dali przebitki z Chyżwarem i wybuchającym drzewostatkiem, to może i film nie miałby sensu, ale za to widowiskowości by nie brakło.
Ł - 2012-12-30, 18:22
:
Wątek Kassada rozciągnięty na jakieś 2 h? To coś takiego tylko zamiast Sir Lancelot daj Kassad, a zamiast zamek daj Chyżwar:


Jander - 2012-12-30, 18:22
:
E tam film, zrobić serial jak Gra o Tron.
Tixon - 2013-01-16, 23:43
:
ASX jest fałszywym prorokiem. Owszem, MAG wydał książkę w UW i to było głównym powodem sięgnięcia po nią, ale pomylił się co do ceny i odczuć po lekturze.
Było dobrze, na poziomie średniej utworów z UW, lecz do zachwytu trochę brakowało.
Mówiąc Łakiem "książka w każdym aspekcie, czy to stylizacja językowa, kompozycja, koncept, czy prowadzenie fabuły, jest ponadprzeciętnie dobra", ale to właściwie wszystko, do zachwytów zabrakło czegoś, co by mnie jakoś emocjonalnie chwyciło. Poszczególne historie, mimo, że rzemieślniczo dobre, zwłaszcza językowo (chociaż to obosieczna broń - w dwóch czasowo ostatnich historiach - świetnie, w pierwszej sprawiało kłopoty), niczym się nie wybijały. I jak to powiedział Nosiwoda - były tylko kliszami. Zaś to, co je spajało, co miało pozwolić na wyłonienie się większego obrazka - czyli wątek reinkarnacji - spalił na panewce. Zbyt prosty - znamię, zbyt oczywiście podany. Nie przekonał mnie. No i gdzie ten cały atlas chmur? W dwóch historiach?
MadMill - 2013-01-17, 06:34
:
Fascynuje mnie fakt jak to ASX potrafi przekonać zachęcaniem do jakiejś książki do jej znielubienia przez ogól populacji internetu //mysli
MrSpellu - 2013-01-17, 09:49
:
Tak samo miałem z Kysiem Tołstojowej. Zapowiadało się bardzo fajnie, a wyszło niby ok, ale jednak bez urywania dupy.
nosiwoda - 2013-01-17, 16:24
:
MadMill napisał/a:
Fascynuje mnie fakt jak to ASX potrafi przekonać zachęcaniem do jakiejś książki do jej znielubienia przez ogól populacji internetu //mysli
To jest temat na jakieś opowiadanie SF w stylu Sheckleya - antymarketing, coś w rodzaju zwiadowcy minimum. A możliwe, że ktoś już takie napisał.
Kalevala - 2013-03-14, 20:21
:
Wie ktoś może coś na temat "Atlasu chmur" w wydaniu z UW?
Wiem, że może na razie na fali filmowej sprzedaje się filmowa okładka, ale książka miała premierę stosunkowo niedawno - w listopadzie 2012, a już od dłuższego czasu widnieje w księgarniach jako niedostępna. A najśmieszniejsze jest to, że jeszcze chwilę temu co chwilę gdzieś można było natknąć się na reklamy, np. w empikowej gazetce, chociaż zamówić jej nie można było już od paru dobrych tygodni...
Czy jest możliwe, że będzie one jeszcze dostępna w regularnej sprzedaży?
Tixon - 2013-03-14, 20:39
:
Kalevala napisał/a:
Wie ktoś może coś na temat "Atlasu chmur" w wydaniu z UW?

Limitowane wydanie zdaje się wszystko tłumaczyć ;)
Kalevala - 2013-03-14, 20:41
:
Ah, no tak:P Nie miałam pojęcia, że było limitowane. Niemniej empikowe reklamy dalej mnie trochę wyprowadzają z równowagi, reklamując coś, czego dostać nie można:P Tak samo jak reklama w internecie (zupełnie nie pamiętam gdzie), gdzie pokazane było właśnie to konkretne wydanie, a po kliknięciu okazywało się, że tak naprawdę to go nie ma.
Jezebel - 2013-03-14, 20:47
:
Jeszcze ze 2-3 tygodnie temu widziałam na allegro kilka egzemplarzy wydania z UW w regularnych cenach, obecnie jednak posucha (jedyny egzemplarz wskazuje, że posiadacze zwietrzyli już okazję do zarobku). Jeśli Ci jednak bardzo zależy, jedna nieużywka (chyba) mignęła mi ostatnio na wystawie małej krakowskiej antykwariato-księgarni - mogę kupić (pewnie parę złotych będzie można utargować) i Ci wysłać, jeśli jeszcze nie zniknęła.
Młodzik - 2013-03-14, 21:03
:
Ja non stop natrafiam na nie w warszawskich księgarniach, empikach.
Jezebel - 2013-03-14, 21:08
:
A to dziwne, bo ja w Empikach nie widywałam wydania UW już niedługo po premierze.
Kalevala - 2013-03-14, 21:12
:
A mogłabyś powiedzieć co to za księgarnia?:) Bo może obeszłoby się bez angażowania Ciebie :mrgreen:
Ł - 2013-03-22, 22:45
:
Mnie się udało wczoraj kupić w Legolasie za 32 zł. Ale to była ostatnia sztuka (wiem bo próbowałem kupić więcej żeby pospekulować na allegro) --_- .
Jezebel - 2013-03-22, 22:57
:
A o Mitchellu ogólnie - sięgnęłam po 'Atlas chmur' z okazji ekranizacji. I dobrze się stało, bo choć rzeczywiście składowe snutej (snutych?) przez Mitchella opowieści niczym szalenie innowacyjnym nie są, książka porwała mnie emocjonalnie. Jest w niej coś magicznego, jakkolwiek trywialnie by to nie brzmiało. No i umiejętności autora - każdy rozdział brzmiący tak, jakby napisał go ktoś zupełnie inny, daleko idąca umiejętność wczucia się w zupełnie odmiennych bohaterów w taki sposób, by nie stwarzać wrażenia, że niby protagoniści różni, a jednak we wszystkich da się wyczuć odautorski pierwiastek wspólny - to robi wrażenie.
Fidel-F2 - 2013-04-17, 09:49
:
Atlas chmur Początkowo czytałem, bo zacząłem, nic mnie specjalnie nie wciągało, ot historie jak historie, ładne zgrabne ale bez szaleństw, dopiero opowieść Zachariasza łyknąłem z głodem czytelniczym i żalem, że to już koniec, dalsze dopełnienia pozostałych opowieści już szły znacznie lepiej, jednak ostanie, Adama, znów mnie zmuliło i mimo że w pewnym momencie zostało 20 stron do końca to czytałem je na trzy raty. Poza tym. Książka językowo miła i radująca, sympatyczna w nawiązaniach i skojarzeniach, jeśli idzie o przesłanie raczej banalna. Podsumowując, nie żałuję lektury i raczej polecam, rzetelne wyższe stany stanów średnich.
Sabetha - 2013-04-17, 18:30
:
Dziennik pacyficzny Ewinga tez mnie na początku wymęczył. To chyba przez ten styl. Za to "Antyfonę Sonmi" łyknęłam błyskawicznie i (chyba już o tym pisałam, ale co warto zrobić raz, nie zaszkodzi powtórzyć :mrgreen: ) podobała mi się najbardziej. Co ciekawsze, w filmie podobała mi się najmniej. Za koncertowe spierdolenie jej potencjału twórcy powinni dostać jaką nagrodę albo co.
Cintryjka - 2013-04-17, 18:36
:
Bo w filmie wycięli z niej puentę nadającą sens.
Fidel-F2 - 2013-04-17, 18:46
:
Historia Sonmi była najlepsza z pierwszych połówek, z fajnym konceptem rozwoju społeczeństwa ale z serii drugich połówek zakończenie miała najsłabsze.

Sabetha napisał/a:
Dziennik pacyficzny Ewinga tez mnie na początku wymęczył. To chyba przez ten styl.
To nie to, styl mi nie przeszkadzał, po prostu uznałem, że co książka miała do powiedzenia to już powiedziała i te ostanie strony to już marnowanie papieru i czasu.
ASX76 - 2013-04-17, 18:58
:
Sabetha napisał/a:
Za koncertowe spierdolenie jej potencjału twórcy powinni dostać jaką nagrodę albo co.


Zasłużyli tylko na taką:

Jachu - 2013-07-15, 15:43
:
Andrzej Miszkurka na forum MAG napisał/a:
Robimy właśnie tłumaczenia Widmopisu i Snu, więc w następnym roku należy się ich spodziewać.


Andrzej Miszkurka na forum MAG napisał/a:
Widmopis Maria Gębicka Frąc, a Sen Wojtek Szypuła. Kolejną nową powieść Mitchella przełoży Justyna Gardzińska.

adamo0 - 2013-07-15, 17:17
:
A co z poprzednim tłumaczeniem było nie tak, że MAG zdecydował się na nowe?
ASX76 - 2013-07-15, 17:39
:
adamo0 napisał/a:
A co z poprzednim tłumaczeniem było nie tak, że MAG zdecydował się na nowe?


Poprzednie tłumaczenia są OK. :-)
You Know My Name - 2013-07-15, 17:46
:
ale być może taniej jest przetłumaczyć niż kupować od tłumacza/wydawcy poprzednie.
Jachu - 2013-07-15, 20:01
:
ASX76 napisał/a:
Poprzednie tłumaczenia są OK. :-)
W sumie Literackie ma renomę i z tego co wieść gminna niesie mają bardzo dobre tłumaczenia. Chyba, że akurat w tym wypadku się nie popisali.

You Know My Name napisał/a:
ale być może taniej jest przetłumaczyć niż kupować od tłumacza/wydawcy poprzednie.
Swoją drogą interesujące. Tłumaczenie "Jonathana Strange'a i Pana Norrella" MAG wykorzystał po Literackim właśnie. Ciekawe co jest tańsze? ;)
ASX76 - 2013-07-15, 20:25
:
Jachu napisał/a:
ASX76 napisał/a:
Poprzednie tłumaczenia są OK. :-)
W sumie Literackie ma renomę i z tego co wieść gminna niesie mają bardzo dobre tłumaczenia. Chyba, że akurat w tym wypadku się nie popisali.



Toż napisałem wyraźnie, że tłumaczenia są OK... Problemy ze wzrokiem? :-P
AM - 2013-07-16, 19:26
:
Jachu napisał/a:
Tłumaczenie "Jonathana Strange'a i Pana Norrella" MAG wykorzystał po Literackim właśnie. Ciekawe co jest tańsze? ;)


Tańsze jest kupienie starego tłumaczenia. W przypadku Jonathana zajęło to ponad rok. Szkoda czasu.
Misiel - 2013-08-10, 16:21
:
Pewnie jako jeden z ostatnich ZBowcow przeczytalem w koncu "Atlas chmur" i odczucia mam podobne do wiekszosci. Wspanialy jezyk i, czego sie nie spodziewalem, humor. Mam na mysli szczegolnie opowiesc Cavendisha - tak nienachlanie i szczerze dowcipna literature chcialbym czytac czesciej, zazwyczaj jednak wiekszosc autorow trudniacych sie tego typu powiesciopisarstwem niepotrzebnie sili sie na to, aby koniecznie kazdy akapit, kazdy dialog byl zabawny, co skutkuje niesamowita sztucznoscia i zalewem sucharow. Z drugiej strony jakby strescic postronnej osobie "o czym w ogole jest Atlas chmur" to pewnie wiekszosc rozmowcow myslalaby, ze to nowa powiesc Coelho. Czyli jak slusznie stwierdzil Fidel - banal. Ale banal pierwszej klasy.
Fidel-F2 - 2014-02-25, 00:48
:
Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta Jak ja lubię taki obyczaj, wypełniony dobrymi dialogami i nieśpiesznym, rzetelnym, mięsiwem; bez tanich chwytów, i zamulania mieliznami. Gdzie z jednej strony wydaje się, że niewiele się dzieje, a z drugiej człowiek duma i rozmyśla nad rzeczywistością, gdzie brak rzeczy jednoznacznych a rzadko który medal ma jedynie dwie strony. Świetne. I tylko, czemu to jest na fantaście??

Wyraźnie smaczniejsze od Atlasu chmur.
Sabetha - 2014-02-25, 19:27
:
Fidel-F2 napisał/a:
Wyraźnie smaczniejsze od Atlasu chmur.


Nie dalej niż wczoraj trzymałam w ręku i zastanawiałam się nad zakupem. Skoro lepsze od "Atlasu", to źle zrobiłam, że pożałowałam grosza. Ale nic to, przy najbliższej okazji naprawię błąd.
Jezebel - 2014-02-25, 22:33
:
Mnie się "Atlas..." chyba bardziej podobał, ale też bardzo doceniam "Tysiąc jesieni...", z mniej więcej tych samych powodów, które wymienił Fidel.

Gdyby się uprzeć i potraktować dosłownie wypowiedź jednego z bohaterów, zapominając na chwilę, że najprawdopodobniej jest szalony, "Tysiąc jesieni..." ma element fantastyczny //spell
Shadowmage - 2014-02-25, 22:41
:
Szalony, nieszalony, jak dla mnie jest w tym element fantastyczny :) A powieść zacna, chyba też mi się bardziej podobała od "ACh" (ale nie wszystkich jego opowieści składowych).
Fidel-F2 - 2014-02-25, 23:13
:
To taka sama fantastyka jak Lalka Prusa. Tam też był element fantastyczny, podobnie istotny.
Shadowmage - 2014-02-26, 00:14
:
Ostatnio padł pomysł, żeby "Lalkę" na Stolyku Lyterckim omawiać, więc coś jest na rzeczy :P
Cintryjka - 2014-02-26, 13:39
:
Atlas w sumie wypada nieco lepiej, ale Tysiąc jesieni też jest bardzo dobre. Choć porównywanie tych powieści w zasadzie mija się z celem, bo są zupełnie różne.
Romulus - 2015-01-11, 20:06
:
"Widmopis" mnie pozostawił nieco zamyślonego :mrgreen: Pewnie będę musiał przeczytać ponownie za jakiś bliżej nieokreślony czas. Wcześniej nie czytałem recenzji, omijając je szerokim łukiem. Aby złapać pierwszą i własną pierwszą myśl o tej powieści. Zaczęła mi się ona podobać dopiero od rozdziału "Wyspa Clear". A potem było jeszcze lepiej i nastąpił koniec. Pierwsza myśl o tej powieści była taka, że jest to powieść o przypadku. I o znaczeniu przypadku. Nasunęły mi ją fragmenty z rozdziału "Wyspa Clear". Co by było gdyby Mo Mundeldary nie zetknęła się ze śmiercią bohatera, który zmarł kilka rozdziałów wcześniej. Czy miałoby to wpływ na jej decyzję. A w konsekwencji czy doprowadziłoby do tego, co się wydarzyło/nie wydarzyło w rozdziale "Nocny Pociąg". Ale ta śmierć - jaki byłby jej związek z losami dziewczyny, z którą przespał się bohater "Londynu". Czy też raczej właśnie z nim. I czy jest tu związek. I czy musi być. Bo kiedy to piszę, to wydaje mi się, że jednak błądzę po manowcach. Bo jak to wszystko się ma do rozdziału pierwszego, drugiego i trzeciego?

Zatem zadanie: przeczytać ponownie "Widmopis" i znaleźć odpowiedź. Albo jej nie znaleźć, bo może to nie jest ta "nitka", którą myślałem, że znalazłem. Przypadek jako punkt wyjścia od razu domaga się zdefiniowania, umieszczenia go jako elementu ciągu - przyczynowo skutkowego. Coś jak trzepotanie skrzydeł motyla, ktore wywołuje tsunami po drugiej stronie globu. Pasowałby mi do tego "ciąg" geograficzny. Ale wówczas musiałbym przyjąć, że rozdział "Okinawa" był początkiem, co od razu wprowadza pewien problem związany ze znaczeniem rozdziału "Metro". I był początkiem czego?

Albo jeszcze inaczej. Przypadek nie jako zdarzenie losowe, ale zdarzenie metafizyczne (przeznaczenie i tym podobny crap, w który naprawdę nie chcę wchodzić, bo to ruchome piaski bełkotu).

Albo jeszcze inaczej. W ogóle błądzę a ten przypadek to kwestia zasugerowania się dwoma rozdziałami. A chodzi, na przykład, o realność rzeczywistości i pytanie o jej naturę. Ale przypadek podoba mi się bardziej. Jednak sam wymyśliłbym dla takiego klucza-punktu wyjścia argumenty przeciwne.

Pomyślę może jeszcze. A potem zderzę się z innymi interpretacjami.
Kvothe - 2015-01-13, 13:09
:
Czytałem "Atlas..." i "Tysiąc jesieni...", jutro lub pojutrze planuję zabrać się za "Widmopis".

Post Romulusa dodatkowo mnie zachęca (głównie objętością), choć nie przeczytam go dokładnie, z obawy przed ewentualnymi spoilerami i przedwczesnymi (dla mnie) interpretacjami.
Fidel-F2 - 2016-04-09, 21:16
:
Kilka słów o Czasomierzach

http://szortal.com/node/9697
Beata - 2016-04-12, 22:08
:
Skończyłam Czasomierze. IMHO słabsza od Atlasu chmur, co wcale nie znaczy, że słaba. Odniosłam wrażenie, że wątek fantastyczny został tylko po to wprowadzony, by autor mógł uzasadnić pojawienie się w powieści bohaterów innych jego książek i żeby ograć wątek spiskowy. A potem warstwa fantastyczna rozpływa się, zanika. Wszystko konstrukcyjnie trzyma się kupy, owszem, ale jakoś tak... czy ja wiem... za dosłownie może. Muszę to jeszcze przemyśleć, może gdyby wątek fantastyczny potraktować symbolicznie, jako metaforę albo inną alegorię... no nic, pokombinuję. Ale pierwsze cztery księgi są absolutnie rewelacyjne, Mitchell kapitalnie potrafi nakreślić postaci, one żyją naprawdę, momentami prawie wyłażą z kart, nie pozostawiają czytelnika obojętnym. Świetnie potrafi opowiadać.
Fidel-F2 - 2016-04-12, 22:31
:
Potrzebował życia dłuższego niż ludzkie. Dla porównania, dla ukazania sensów, wartości. Obie strony konfliktu przedstawiają odmienne podejście do pewnych wartości, czytelnik ma to rozważyć.
MadMill - 2016-04-13, 09:47
:
Wartości? Że niby wegetarianizm i chęć zniszczenia wroga jest jakąś wyższą wartością? Czym dalej od tej książki tym wydaje się po prostu głupsza.
Fidel-F2 - 2016-04-13, 09:55
:
Ubawiłeś
Romulus - 2016-04-13, 11:11
:
MadMill napisał/a:
Wartości? Że niby wegetarianizm i chęć zniszczenia wroga jest jakąś wyższą wartością? Czym dalej od tej książki tym wydaje się po prostu głupsza.

Trzymam się z daleka od recenzji. Czekam z zakończeniem lektury. Jak na razie, to cieszę się nią. "Czasomierze" wydają mi się najłatwiejszą z dotychczasowych powieści Mitchella. I chyba pierwszą, od której cięzko się oderwać. Są w niej znakomite akapity, aż się wyrywałem czasami, aby wrzucić jakiś świetny, celny cytat na forum lub Fejsbuka. Ale wciąż (po ok. 400 stronach) nie widzę w tej powieści wiele więcej poza tym, co bezpośrednio wynika z fabuły.
MadMill - 2016-04-13, 12:12
:
I tak będzie prawie do końca, a końcówka jest tak słaba, że aż przykro.
Fidel-F2 - 2016-04-13, 12:18
:
Spokojnie, bez specjalnego wysiłku, można odnaleźć trzy odrębne warstwy przekazu. Być może więcej, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę powiązania z innymi powieściami autora.
Romulus - 2016-04-14, 14:48
:
Skończyłem.
Zgodzę się, że to opowieść o przemijaniu - i świata i życia. Plus połączenie z "Atlasem chmur" i "Tysiącem jesieni..." - ale nie trzeba znać tych powieści. To dodatkowy smaczek.

Powieść w lekturze była znakomita. Wciągająca i intrygująca. Może pod tym względem jest to najlepsza powieść Mitchella, z dotychczas wydanych w Polsce.
bio - 2016-04-14, 22:44
:
Z Mitchellem pewnie mam tak, jak z Pratchettem. Przeczytałem jedną powieść. Nie spodobała mi się. Praczetolodzy podsuwali miłe sugestie. Bez skutku. Czy jest coś, co waszym zdaniem powinno skłonić mnie do spróbowania Mitchella jeszcze raz? Co takiego w jego pisaniu jest, że tylu go czytać chce?
Fidel-F2 - 2016-04-15, 06:38
:
Nie
Romulus - 2016-04-15, 11:00
:
Bio, chyba nie ma sensu. :)

Wracając do "Czasomierzy" - podobała mi się kwestia upadku ekonomicznego i ekologicznego (albo ogólnie: cywilizacyjnego). Mitchell po raz kolejny w tej powieści walnął celnymi obserwacjami i wnioskami. Rozmowa Holly z panem z milicji na temat tego, jak teraz świat wygląda i jak wyglądał była mocna i przerażająco prosta oraz dosadna we wnioskach i konsekwencjach. Jeden z lepszych fragmentów tej powieści.
Fidel-F2 - 2016-04-15, 11:07
:
Prawda, końcówka jest świetna.
Trojan - 2016-04-15, 12:22
:
Bio:

Prachetta też nie czytuje (przeczytałem 3 - ale zupełnie mi nie podchodzi), ale Mitchell to zupełnie inna para kaloszy - spróbuj Jakuba DaZeta.
Romulus - 2017-04-02, 20:47
:
Przeczytałem "Slade House". Za jednym posiedzeniem. Nie planowałem, ale kiedy zacząłem czytać, to jakoś żal było przerywać lekturę. Tajemnica Slade House była bardzo interesująca, choć - w finale - wcale nie okazała się najważniejsza. Bo powieść ta, co nie jest istotnym spoilerem, łączy się fabularnie z "Czasomierzami". Nie pierwsza to powieść tego autora tego typu. Choć ta chyba najmocniejsza pod tym względem. Chętnie odświeżyłbym sobie teraz "Czasomierze", aby sprawdzić, jak istotne jest to połączenie. Może chociaż przekartkuję. Szkoda, że fabuła nie jest bardziej rozbudowana. Ale przez to jest bardziej intensywna i tak dobrze się ją czyta. I może także dlatego tak pochłania.
Tixon - 2017-04-02, 21:59
:
Widmopis w końcu przeczytany. Mam problem z Mitchellem - nie potrafię go umiejscowić czy pisze bardzo ważne książki z przesłaniem, czy po prostu są to ładne, uniwersalne historie, które od banału oddziela kunszt autora.
Miejscami potrafi porwać narracją, doskonale oddając świat widziany oczami bohaterów, czasami przeraża właśnie ten świat, czasami to postrzeganie bohatera jest straszne (szczególnie to siedzenie w głowie fanatyka - brrr).
O czym jest ta książka? Jak dla mnie o wierze w dane wartości (bądź uczucia), podążaniu za nimi i co to może przynieść. O poszukiwaniu własnego miejsca. I o przypadkach. Które wcale przypadkami być nie muszą.
Ale mam problem z ułożeniem tego w całość. Czy to się w ogóle łączy, czy to moje wrażenie, że powinno się łączyć? I o co chodzi z ostatnim rozdziałem - jak Metro do tego wszystkiego pasuje?
Fidel-F2 - 2017-04-02, 22:44
:
Właśnie zacząłem, jak skończę to Ci powiem. :p
Rashmika - 2017-04-03, 15:56
:
Też już mam Slade House za sobą. Cóż, słabiej jest niż poprzednio, ale głównie poprzez to, że Mitchell postanowił dalej penetrować temat Horologów, nie wnosząc nic nowego. Fabularnie poprawne, bez epickiego rozmachu, bohaterowie są właściwie tylko zarysowani i pojawiają się na zbyt krótko, by się z nimi jakoś czytelniczo związać - a ogólne wrażenie końcowe, że trochę to było "puszczone" i bardziej opowiadanie niż powieść. Ale fajnie, jak zawsze, Mitchella się czyta.
Yria - 2017-04-04, 20:14
:
Czyli od "Slade House" nie ma co przygody zaczynać?
ASX76 - 2017-04-04, 21:11
:
Yria napisał/a:
Czyli od "Slade House" nie ma co przygody zaczynać?


Najlepiej zacząć od "Widmopisu" :-)
bio - 2017-04-04, 22:32
:
Ja zacząłem na Sen numer 9. I zakończyłem.
ASX76 - 2017-04-04, 23:02
:
bio napisał/a:
Ja zacząłem na Sen numer 9. I zakończyłem.


No to źle Pan zaczął i tak samo skończył ;)
bio - 2017-04-05, 00:36
:
Snu mi to nie mąci.
Fidel-F2 - 2017-04-05, 00:40
:
A szkoda, bo omija cię pierwszorzędna literatura.
Tixon - 2017-04-05, 01:35
:
Czytaj Widmopis, a nie kłóć się na forum --_-
Fidel-F2 - 2017-04-05, 06:51
:
No czytam, ale nie mam za wiele czasu. Jestem w 1/3. A dzisiaj przywożą nowego Y700 więc nie wiem jak będzie.
Rashmika - 2017-04-05, 09:38
:
Yria napisał/a:
Czyli od "Slade House" nie ma co przygody zaczynać?


Slade House przeczytaj po Czasomierzach. Ale jakbyś chciała się w Mitchellu zabujać to zacznij od Tysiąca Jesieni, potem Atlas.
Trojan - 2017-04-05, 10:29
:
Fidel-F2 napisał/a:
No czytam, ale nie mam za wiele czasu. Jestem w 1/3. A dzisiaj przywożą nowego Y700 więc nie wiem jak będzie.



eh, ten problem
albo czytasz, albo oglądasz (seriale) albo grasz ....

:(
Fidel-F2 - 2017-04-05, 10:37
:
Seriali mało oglądam, ciężko znaleźć coś wartego
Trojan - 2017-04-05, 10:48
:
Fidel-F2 napisał/a:
Seriali mało oglądam, ciężko znaleźć coś wartego


tyż oglądam znacznie mniej niż bym chciał ...
Yria - 2017-04-05, 12:06
:
Rashmika napisał/a:
Slade House przeczytaj po Czasomierzach. Ale jakbyś chciała się w Mitchellu zabujać to zacznij od Tysiąca Jesieni, potem Atlas.

To mi jest na rękę, bo "Czasomierze" akurat przyszły. Reszta może się doszuka. Dzięki!
Rashmika - 2017-04-05, 12:59
:
Yria napisał/a:
bo "Czasomierze" akurat przyszły


Czasomierze i Slade House są ciutkę słabsze od wcześniejszych. Myślę jednak, że się nie zniechęcisz, tak czy siak.
ASX76 - 2017-04-05, 19:50
:
Fidel-F2 napisał/a:
Seriali mało oglądam, ciężko znaleźć coś wartego


"American Crime", "Fargo", "Line of Duty", "This is Us", "Olive Kitteridge", "Shameless", "The Big C", "Sneaky Pete"...
Zakładam w ciemno, że takie dzieła jak: "Deadwood" i "The Shield" zostały zaliczone... ;)



A co do Mitchella, to zalecam zainteresowanym czytanie jego książek w następującej kolejności:
- Widmopis
- Atlas chmur
- 1000 jesieni Jacoba de Zoeta
- Czasomierze
- Slade House

"Sen nr 9" i "Black Swan Green" (u nas pt. "Konstelacje") - można sobie darować, albo zostawić na później.
Jachu - 2017-04-05, 20:31
:
Ja tam jestem jakiś dziwny, bo dla mnie zarówno "Konstelacje", jak i "Sen nr 9", to świetne książki... choć ta druga dość specyficzna i nie każdemu może przypaść do gustu. Za to "Widmopis" jest mocno nierówny, zacząłem ponad 2 tygodnie temu i nie mogę do niego wrócić. Na usprawiedliwienie mam dużo obowiązków i pisanie magisterki... Również "Tysiąc jesieni..." nie przekonało mnie, ale zacząłem ją czytać w ciężkim okresie i przestałem po ok. 200 stronie. W wakacje planuję kolejne podejście.
Najlepsze jak na razie to "Czasomierze". Ta książka wymiata :) "Slade house" czeka na swoją kolej... Pewnie ją machnę w okolicach maja w drodze do Wrocka, bo grubością nie grzeszy.
Trojan - 2017-04-08, 01:21
:
Bo to taka opowiastka na podróż pociągiem...
Tysiąc, Czasomierze i Slade pewnie będą miały jakąś kontynuację... jakieś Opus magnum tego uniwersum.
Fidel-F2 - 2017-04-08, 01:50
:
Mało jest książek które czytałem z równą przyjemnością co Tysiąc jesieni...
Cintryjka - 2017-04-08, 12:15
:
Szkoda, ze Czasomierze tę świetną powieść popsuły.
Fidel-F2 - 2017-04-08, 12:21
:
Czasomierze są słabsze o trzy czwarte włosa, czytałem z porównywalną przyjemnością.
marjarkasz - 2017-04-08, 18:23
:
Fidel-F2 napisał/a:
Mało jest książek które czytałem z równą przyjemnością co Tysiąc jesieni...


Dobrze gadasz, z tym że dałbym kwantyfikator >zbyt mało<

Cintryjka napisał/a:
Szkoda, ze Czasomierze tę świetną powieść popsuły.


+1

Fidel-F2 napisał/a:
Czasomierze są słabsze o trzy czwarte włosa, czytałem z porównywalną przyjemnością.


Czasomierze są słabsze.....duuużo słabsze.
Fidel-F2 - 2017-04-12, 19:53
:
marjarkasz napisał/a:
Czasomierze są słabsze.....duuużo słabsze.
:?:
bio - 2017-04-12, 20:21
:
Te Tysiąc... nawet kupiłem. Może przeczytam. Może Sen... nie był najbardziej reprezentatywny. A może będzie jak z Murakamim.
Fidel-F2 - 2017-04-14, 01:21
:
Tixon napisał/a:
Ale mam problem z ułożeniem tego w całość. Czy to się w ogóle łączy, czy to moje wrażenie, że powinno się łączyć?
łączy się, świetna książka
Tixon napisał/a:
I o co chodzi z ostatnim rozdziałem - jak Metro do tego wszystkiego pasuje?
Fidel-F2 napisał/a:
jak skończę to Ci powiem
skończyłem i wiem, i zaraz powiem, ale trochę pisania więc później trochę
marjarkasz - 2017-04-14, 17:56
:
Fidel-F2 napisał/a:
marjarkasz napisał/a:
Czasomierze są słabsze.....duuużo słabsze.
:?:


Na łopatki mnie rozłożyło pojawienie się tego czegoś : Anachoreci Kaplicy Zmierzchu Katara Ślepca Klasztoru Tomasjanów z Przełęczy Sidelhorn.. I w ogóle wątek fantastyczny. Delikatnie mówiąc był to zabieg nie na miejscu, drażniący jak upierdliwy kret na posesji.
Fidel-F2 - 2017-04-14, 18:25
:
Czyli nie książka słaba, nie podałeś nawet pół argumentu, ot, jeden fragment ci się nie spodobał. Ech..., czyli zostajemy przy tym, że to bardzo dobra książka.
Cintryjka - 2017-04-14, 19:18
:
TU masz argumenty, które zapewne i tak cię nie przekonają: http://siekierka.blox.pl/...nowego-bez.html
Fidel-F2 - 2017-04-14, 20:56
:
Gdzie te argumenty? Ani pół. Ta wypowiedź jest żenująca. Po prostu nie podoba mi się i koniec. Ani słowa skarbnicy o myśli jaką jest każda powieść Mitchella. To tak jakby stwierdzić, że Ford Mustang jest ujowy bo jest żółty a ja nie lubię żółtego. Jak tak rozmyślam nad Czasomierzami przy okazji kolejnych takich bzdurnych wypowiedzi to dochodzę do wniosku, że chyba do tej pory zbyt nisko oceniałem tę powieść.

Polecam odrzucić dotychczasowe podejście, nawet wbrew sobie założyć, że się nie ma racji i pomyśleć nad Czasomierzami od nowa, tym razem skupiając się na rzeczach istotnych.
Misiel - 2017-04-19, 22:21
:
Czy "Czasomierze" to jakiegoś rodzaju kontynuacja "Tysiąca jesieni..."? Jeżeli tak, to czy przed przeczytaniem tej pierwszej polecacie odświeżyć drugą (pamiętam tylko, że była zajebista, a akcja toczyła się w Japonii;)).
Fidel-F2 - 2017-04-20, 00:21
:
Widmopis - David Mitchell

UWAGA MOŻLIWE, ALBO RACZEJ PEWNE, SPOJLERY (ostatni akapit)!

Debiutancka powieść autora jest pozycją przewrotną. Przez większą część lektury miałem poczucie lekkiego rozczarowania, by na koniec doznać olśnienia i uznać powieść za rewelacyjną. Formalnie mamy tu konstrukcję segmentową, typową dla Mitchella. Kolejne epizody łączą się ze sobą nie ściślej niż korale nanizane na rzemyk. Każdy z nich jest oddzielną fabułą, z własnym przesłaniem, problemami, itp, która łączy się z którymś z pozostałych mikrosceną, gdzie dochodzi do interakcji między bohaterami obu epizodów. Czasem jednoznaczną, czasem bardzo subtelną. Dodatkowo, o czym dowiadujemy się na samym końcu (chociaż domyślać się czegoś możemy już wcześniej), wszystkie te epizody łączy ów rzemyk, nadrzędna idea, dla której powstał Widmopis. Czemu początkowo wspomniałem o rozczarowaniu? Raz, że tłumaczenie nie jest najdoskonalsze, pani Maria Gębicka-Frąc zdecydowanie ustępuje tłumaczącej późniejsze dzieła autora, pani Justynie Gardzińskiej na polu maestrii językowej, a ja znając owe późniejsze dzieła oczekiwałem podobnego poziomu. A dwa, poszczególne epizody, z których składa się Widmopis, choć zupełnie niezłe same w sobie, jednak nie są żadną rewelacją intelektualną. Owszem są tam jakieś emocje, jakaś myśl, ale to wszystko jednak takie na pół gwizdka, niespecjalnie mnie wzruszało. Po Mitchellu spodziewałem się znacznie więcej.

Różne są koncepcje o czym Widmopis jest. Zwykle czytelnicy rozważają tematy poszczególnych epizodów, bo to najprostsze i łatwo rzuca się w oczy. Czasem ktoś powie, że to rozważania nad tym jak przypadek rządzi naszym życiem i jest to bliższe sedna, choć moim zdaniem to spłycenie przekazu jaki płynie z lektury tej powieści.

Widmopis można by (pierwotnie chciałem użyć sformułowania 'należałoby', acz po namyśle uznałem je za zbyt mocne) czytać dwukrotnie. Pierwszy raz skupiając się na poszczególnych fabułach, a drugi, po odnalezieniu klucza w 'Metrze', dla prześledzenia tropów budujących owe nadrzędne przesłanie powieści (o czym za chwilę). Jednak w miarę bystry i obdarzony jaką taką pamięcią czytelnik, będzie w stanie wstecznie odtworzyć sobie ową koncepcję.

'Metro' to klucz do zrozumienia Widmopisu. Głównego bohatera tego króciutkiego epizodu czytelnik zna już z epizodu pierwszego i raczej nie pała do niego sympatią, co poniektórzy życzą mu pewnie nawet śmierci i to raczej bolesnej. I tu autor wywija kozła. Treść 'Metra' jest prosta. Zamachowiec uruchamia bombę w wagonie metra i próbuje wysiąść na stacji by uratować własną skórę. Wie, że zapalnik jest tak ustawiony, że jeśli teraz nie wysiądzie, kolejnej stacji już nie dożyje. Na jego drodze staje jednak bezwolny tłum podróżujących, który swym ściskiem i upakowaniem, jak bagno, oblepia go i nie pozwala się wydostać. Mijają kolejne chwile narastającej paniki, podczas których bohater coraz bardziej histerycznie stara się wyrwać z matni w którą sam się zapędził. Czytelnik kibicuje mu z antyintencją i ma coraz większa nadzieję, że mu się nie uda. Z nadzieją podszytą gorzkim rozczarowaniem bo przecież z wcześniejszej lektury wie, że jednak nikczemnik się uratuje. W efekcie jednak, jego sukces jest zbawienny, ponieważ dzięki temu, że przeżył, bohater uruchamia ciąg zdarzeń dzięki któremu powstanie sztuczna inteligencja, która uratuje ludzkość od atomowej apokalipsy. Ludzkość wyjdzie z tego poraniona, ale przetrwa. Doraźna sprawiedliwość, przynosząca zamachowcowi natychmiastową śmierć od własnej bomby, skutkowałaby brakiem zdarzenia inicjującego i w efekcie anihilacją ludzkości. Mitchell ukazuje tu złożoność i relatywizm koncepcji sprawiedliwości, etyki czy moralności. Pokazuje, że świat jest znacznie bardziej skomplikowany niż by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać i że często, jednoznaczna ocena wydarzeń nie jest możliwa, ponieważ nigdy nie będziemy w stanie poznać z całą pewności wszystkich możliwych przyczyn i następstw. I nawet jeśli coś, w danej sytuacji, wydaje się jednoznaczne moralnie, to przy szerszym spojrzeniu może w ogóle nie poddawać się jakiejkolwiek ocenie. I, moim zdaniem, ów relatywizm moralny, a nawet brak jakiejkolwiek możliwości zastosowania owego kryterium, jest głównym przekazem wypływającym z Widmopisu. Oczywiście na tym nie koniec, możemy rozważania ciągnąć dalej - taka chyba była intencja autora - i dumać nad naiwnymi koncepcjami sensu istnienia, złudności panowania nad swoim przeznaczeniem, i innymi podobnymi które w tym momencie nie przychodzą mi do głowy. I na tym chyba polega wielka literatura, pozwala nam udać się w kierunku, o którym wcześniej nawet nie mieliśmy pojęcia.

10/10
Fidel-F2 - 2017-04-20, 00:23
:
Misiel napisał/a:
Czy "Czasomierze" to jakiegoś rodzaju kontynuacja "Tysiąca jesieni..."?
To zupełnie odrębna powieść zazębiająca się z Tysiącem..., delikatnym niuansem. Można czytać bez znajomości.
Tixon - 2017-04-20, 00:47
:
Spoilery z Widmopisu


Fidel-F2 napisał/a:
'Metro' to klucz do zrozumienia Widmopisu. Głównego bohatera tego króciutkiego epizodu czytelnik zna już z epizodu pierwszego i raczej nie pała do niego sympatią, co poniektórzy życzą mu pewnie nawet śmierci i to raczej bolesnej. I tu autor wywija kozła. Treść 'Metra' jest prosta. Zamachowiec uruchamia bombę w wagonie metra i próbuje wysiąść na stacji by uratować własną skórę. Wie, że zapalnik jest tak ustawiony, że jeśli teraz nie wysiądzie, kolejnej stacji już nie dożyje. Na jego drodze staje jednak bezwolny tłum podróżujących, który swym ściskiem i upakowaniem, jak bagno, oblepia go i nie pozwala się wydostać. Mijają kolejne chwile narastającej paniki, podczas których bohater coraz bardziej histerycznie stara się wyrwać z matni w którą sam się zapędził. Czytelnik kibicuje mu z antyintencją i ma coraz większa nadzieję, że mu się nie uda. Z nadzieją podszytą gorzkim rozczarowaniem bo przecież z wcześniejszej lektury wie, że jednak nikczemnik się uratuje. W efekcie jednak, jego sukces jest zbawienny, ponieważ dzięki temu, że przeżył, bohater uruchamia ciąg zdarzeń dzięki któremu powstanie sztuczna inteligencja, która uratuje ludzkość od atomowej apokalipsy. Ludzkość wyjdzie z tego poraniona, ale przetrwa. Doraźna sprawiedliwość, przynosząca zamachowcowi natychmiastową śmierć od własnej bomby, skutkowałaby brakiem zdarzenia inicjującego i w efekcie anihilacją ludzkości. Mitchell ukazuje tu złożoność i relatywizm koncepcji sprawiedliwości, etyki czy moralności. Pokazuje, że świat jest znacznie bardziej skomplikowany niż by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać i że często, jednoznaczna ocena wydarzeń nie jest możliwa, ponieważ nigdy nie będziemy w stanie poznać z całą pewności wszystkich możliwych przyczyn i następstw. I nawet jeśli coś, w danej sytuacji, wydaje się jednoznaczne moralnie, to przy szerszym spojrzeniu może w ogóle nie poddawać się jakiejkolwiek ocenie. I, moim zdaniem, ów relatywizm moralny, a nawet brak jakiejkolwiek możliwości zastosowania owego kryterium, jest głównym przekazem wypływającym z Widmopisu. Oczywiście na tym nie koniec, możemy rozważania ciągnąć dalej - taka chyba była intencja autora - i dumać nad naiwnymi koncepcjami sensu istnienia, złudności panowania nad swoim przeznaczeniem, i innymi podobnymi które w tym momencie nie przychodzą mi do głowy. I na tym chyba polega wielka literatura, pozwala nam udać się w kierunku, o którym wcześniej nawet nie mieliśmy pojęcia.


To w sumie się rozczarowałem. Takie oddziaływanie bohaterów na siebie jest widoczne gołym okiem, to pierwsza warstwa. Myślałem, że w książce siedzi coś głębszego, jakaś nić, której nie potrafiłem dostrzec. A to po prostu są ładne, uniwersalne historie, które od banału oddziela kunszt autora.
Oczywiście nie mogę zgodzić się z tezą, że jednoznaczna ocena wydarzenia jest niemożliwa, bo, oczywiście, jest możliwa. Nie jest to jednak tożsame z doraźną sprawiedliwością, to w końcu dwa różne pojęcia.
No i jest to dosyć oczywisty motyw. Casus Golluma.
Fidel-F2 - 2017-04-20, 00:50
:
Tixon napisał/a:
Ale mam problem z ułożeniem tego w całość.
Tixon napisał/a:
Czy to się w ogóle łączy, czy to moje wrażenie, że powinno się łączyć?
Tixon napisał/a:
I o co chodzi z ostatnim rozdziałem - jak Metro do tego wszystkiego pasuje?

Tixon - 2017-04-20, 00:55
:
Fidel, w całość. Dopasować poszczególne elementy dopasowałem, ślepy by nie dopasował. Chodziło mi czy to razem tworzy jakiś większy obraz. I jak na jego tle prezentuje się ostatni rozdział, co jest tym kluczem. Sprowadzenie tego do - gościu musi przetrwać, bo inaczej nie doszło by do wcześniej przedstawionych zdarzeń jest.... no banałem. Plus, ani mu nie kibicowałem z antyintencją, ani nie oczekiwałem natychmiastowej sprawiedliwości. Nie miało by to sensu.
Fidel-F2 - 2017-04-20, 00:58
:
No to czytaj Przybyłka, Mitchell widać za słaby jest dla Ciebie.
Tixon - 2017-04-20, 01:10
:
No przepraszam, że ładne, uniwersalne historie za mało wyrażają mój zachwyt genialnością autora. :evil:
Fidel-F2 - 2017-08-29, 21:12
:
Slade House - David Mitchell

Rozczarowanie. Jak lubię i cenię pisarstwo Mitchella, tak tym razem jestem bardzo mocno zawiedziony. Prostota granicząca z prostactwem. Może odrobinę przesadzam, nie wiem. Fabuła jest prosta jak drut, nudząca kolejnymi iteracjami tej samej subfabułki, które różnią się jedynie koronkami i pudrem. Dodatkowo sam pomysł stary jak świat, brak miejsca na zadowalające rozwinięcie postaci (chociaż akurat w tym aspekcie jeszcze nie jest najgorzej), łatwy do przewidzenia finisz. Przykrość. Być może ktoś nie znający Czasomierzy, miałby szansę lepiej odebrać tę powieść. Uzyskana przy okazji wcześniejszej lektury wiedza eliminuje jakikolwiek suspens, który i bez tego jest marny.

W przeciwieństwie do innych powieści autora, brak tu jakiegokolwiek drugiego dna, głębszej myśli. Jest tylko historyjka sama w sobie, prosta, rozczarowująca.

Nie zmienia się styl Mitchella, na szczęście. Mamy tu ładny, elegancki język, plastyczne opisy, przyjemne oddzielne scenki. I tylko brak miejsca na rozwinięcie skrzydeł.

Całość wygląda na dzieło autora, który musi spełnić wymagania kontraktu a od długich miesięcy cierpi na całkowitą zapaść twórczą. W efekcie mamy przeciętniaka, powieść, która nie wymaga myślenia, czyta się łatwo i lekko niczego po sobie nie pozostawiając.

Lepiej sobie darować.
5/10
Fidel-F2 - 2018-02-12, 16:25
:
sen_numer_9 - David Mitchell

Ejdżi ma pod górkę. Matka alkoholiczka i prostytutka chciała go zabić, następnie porzuciła, by później gnębić swoimi problemami. Ojciec, dla którego jest synem z nieprawego łoża, w ogóle nie chce go znać, a siostra bliźniaczka, z którą chłopak był najmocniej związany emocjonalnie, umiera we wczesnym nastolęctwie. W pewnym momencie, mając cirka koło dwudziestki, postanawia opuścić prowincjonalną wysepkę na której się wychował i wyruszyć do Tokio by odnaleźć ojca. I ma przygody. I zasadniczo ma pod górkę.

Konstrukcja fabularna jest poszarpana, bez ostrzeżenia zmieniane są plany, dickowsko rozmyta jest granica snu i jawy czy też narkotycznych wizji, nie mamy pewności czy niemal bondowskie przygody bohatera są realne czy też nie. Dodatkowo opowieść uzupełniona jest jakimiś freakowymi bajkami dla nie wiadomo kogo i fragmentami pamiętnika drugowojennego podwodniaka samobójcy. Obie te wstawki moim zdaniem są zupełnie niepotrzebne, chyba, że nie zrozumiałem czegoś fundamentalnego. Owa chaotyczność, mimo iż jest lekko przesadzona, przy odrobinie skupienia daje się ogarnąć. Gorzej oceniam samą fabułę, bo mimo rozmaitych udziwnień, nieprawdopodobieństw i rozmaitych meandrów po jakimś czasie mimo wszystko staje się lekko nudnawa.

Samo pisanie Mitchella jest bez zarzutu, literacki fach w ręku tego autora nigdy nie zawodzi. Gorzej z tłumaczeniem, zwłaszcza irytująca jest transkrypcja nazw własnych. Nie wiadomo po co, oryginalny Eiji Miyake przetłumaczony jest na Ejdżi Mijake. I tak ze wszystkim. Jakby wam się podobał, dajmy na to, Lók Skajłoker? Właśnie.

Niejednoznaczna jest też treść przekazu, brak tu wyraźnego skupienia się autora na jakimś konkretnym przesłaniu. Oczywiście wieloproblemowość nie jest wadą. Jeśli jednak miałbym coś wytypować to powiedziałbym, że Mitchell przygląda się tu zjawisku losu/przypadku/niemożnością wpłynięcia na swój los. Podobny temat rozważał w debiucie, sen_numer_9 to jego druga powieść, będzie tym również zajmował się i w przyszłych powieściach.

W mojej ocenie nie jest to zła literatura, wciąż warta lektury, niemniej nie zaliczyłbym jej do najbardziej udanych w repertuarze autora.