Zaginiona Biblioteka

Kulinaria - Alkohole, ja pinkolę!

Olisiątko - 2007-10-20, 23:21
: Temat postu: Alkohole, ja pinkolę!
Tak, stare pijuski, alkoholicy, degustatorzy, imprezowicze, żule i studenci... temat o alkoholu i (nowość) kulturze picia takowego.
Pytania proste - co pijecie, czego nie, czemu, jak, z kim, po co, za ile i co macie jeszcze do opowiedzenia o alkoholu.

Zacznę od najpopularniejszego napoju rozrywkowego jakim moim zdaniem jest piwo. Złocisty płyn stanowi wspaniały dodatek do dobrej, kulturalnej rozmowy o wszystkim. Zakres tematów przy piwie jest ogromny, poczynając od ładnej dziewczyny przy stoliku obok, przez kulturę a na polityce kończąc (tutaj zwykle rozmówcy się nawalają). Właśnie do tego moim zdaniem piwo nadaje się najlepiej - jako napój przy rozmowie gdzieś w barze wśród znajomych by potem spokojnie wrócić do domu.
Wódkę stosuję osobiście tylko w celu nawalenia się szybko.
makatka - 2007-10-21, 10:40
:
Moje ulubione napoje procentowe to:
piwo: Żywe- żadne inne go do tej pory nie przebiło. Niepasteryzowane piwko Amberu to jest to, co zwierzaki uwielbiają :mrgreen: Szkoda, że w tak niewielu sklepach można je dostać, aczkolwiek od jakiegoś pół roku, całe szczęście, zaczęło się rozpełzać tu i tam. Koło mnie jest dostępne w trzech sklepach aktualnie :mrgreen: Ba, nawet na wsi u rodziców się poznali i w jednym ze sklepów można nabyć zarówno Żywe, jak i Koziołka :mrgreen:
rum: mniam, pyszności, pod warunkiem, że nie jest to signiorita, tylko prawdziwy rum. Najlepiej w towarzystwie coli i limonki, bądź a la Hemingway z wodą, cukrem i świeżą miętą.
wino: czerwone lub białe, w zależności od pory roku. Latem wolę n a ogół białe. Najczęściej "oba dwa" popijam z wodą mineralną gazowaną (zaraz ktoś zacznie krzyczeć, że profanacja :mrgreen: ). Miłośniczką wytrawnych nie jestem, chyba, że jest to moje ukochane aksamitne czerwone winko z delikatną nutką migdałów.
wódka: żołądkowa gorzka miętowa najlepiej w towarzystwie wody gazowanej i kilku kropelek cytryny.
gin: nie z tonikiem, za to z sokiem grapefruitowym.

wred - 2007-10-21, 20:35
:
Alkohol lubię :) , nie stronię i nie zamierzam :) .
Z piw preferuję butelkową Warkę, a szczególnie Stronga, raczę się nim dosyć często, zazwyczaj staram się mieć w lodówce stale na czarną godzinę :P . Nie preferuję ani czeskich, ani irlandzkich ani innych :D, może to Makatka zdoła mnie przekonać do Żywego ale musimy się spotkać w tym celu //bicz2 :D

Wina to sporadycznie jakieś tam obojętnie półsłodkie, wódka jeszcze sporadycznej najchętniej wściekłe pieski.
Tyraela - 2007-10-21, 20:45
:
Piwo przestało mi smakować dawno temu - teraz dla towarzystwa mogę wypić maksymalnie jedno, potem mnie już prawdziwe obrzydzenie bierze.
Chętniej natomiast sięgam po likiery. Moja ciotka ostatnio zrobiła mi likier krówkowy, mniam <3 ale na pierwszym miejscu od dawien dawna stoi likier jajeczny. Kokosowe, karmelowe czy inne bajery też ujdą.
Malibu z mlekiem, też bardzo chętnie. Za to wina (te tanie w szczególności, ohyda), wódka, żubrówka czy inny spiryt - nie lubię... ;P
makatka - 2007-10-22, 06:27
:
wred napisał/a:
może to Makatka zdoła mnie przekonać do Żywego ale musimy się spotkać w tym celu

Z wielkim zapałem i z bacikiem w garści będę przekonywać :mrgreen:
Zła - 2007-10-24, 11:30
:
Na swoim weselu ku mojemu zdziwieniu piłam wódkę //zaskoczony nie przepadam za tym alkoholem.
Lubię wino czerwone, ale nie mogę go za dużo wypić, bo jest dość ciężkie. Za białym jakoś ie przepadam. Ogólnie piję mało i nie przepadam jak osoby pijące ze mną nie znają umiaru... --_- Nie lubię jak ktoś się upija i nic na to nie poradzę.
Regissa - 2007-10-24, 11:51
:
Zdecydowanie wino... Najlepiej hiszpańskie, nie lubię francuskiego paskudztwa. A jeszcze bardziej precyzyjnie - słodkie i półsłodkie, takie nawet bliżej nalewek :) Z hiszpańskich Moscatel z Walencji albo wina z doliny Bierzo, niestety, niedostępne w Polsce :(
Kolejne na liście, to portugalskie Porto oraz cypryjskie Mandorla... Mmmm....
I oczywiście cały wachlarz ze wschodu: rumuńskie Cotnari, bułgarskie przeróżne, węgierski Tokaj, grecki Imigyklos, Mołdawia też ma niezłe zasługi... Ech, rozmarzyłam się...
Z mocniejszych lubię różne, najlepiej egzotyczne albo bardzo pomieszane, byle słodkie XD
Czystej wódy nie trawię w żadnym wypadku :evil:
I, oczywiście, piwo z sokiem imbirowym oraz imbirowe jako takie, ale głównie i przede wszystkim Guinness... Choć ostatnio zasmakowałam też w Strongbow, choć to cydr, nie piwo :)
A na taką porę, jak teraz, najlepszy jest gorący galicyjski grzaniec! :mrgreen:
Wulf - 2007-10-24, 16:47
:
Piwo, piwo i piwem pogania ;) Piwo to podstawa mojego alkoholizowania :)
Najchętniej albo "ale" albo "Guinness". Potem piwa ciemne (w tym portery), potem bocki, potem pilsnery, a następnie cała reszta w sumie. Lubię eksperymentować więc w sumie sporo tego jest.

Na drugim miejscu - whisky (i whiskey) a także gin i rum. Potem koniaczek, metaxa, żołądkowa gorzka, balsam pomorski. Następnie absynt na zimno. Potem zaś czysta, tequilla etc. A potem Keleris, Komandos, Lipa z miodem, czysty spirytus i tego typu zabawy :D
Toudisław - 2007-10-26, 19:23
:
:arrow: Piwo Ten napój lubię. Dobry an wile okazji i ma własny ciekawy smak. Staram się na piwko wskoczyć co jakiś czas. Najbardziej Lubie Warkę Strong i Tyski. Żywe też całkiem dobre tylko w krakowie nie do dostania.
:arrow: Wino Czemu nie. Tokaj doba rzecz. reńskie i bułgarskie wina też mi przypadły do gustu.

:arrow: Wódka a no bo ze tak. Nie raz mam ochotę napić się w towarzystwie jakiegoś mocniejszego trunku. Mam jednak tak że z byle kim wódki się nie napije. Musi to być osoba która lobię i szanuję . Gdy się z kimś wódki napije tu już znaczy ze może na meni liczyć

ostatnio mamę wiozło na nalewki. Wiśniówka ( Metz pamiętasz co ? :mrgreen: ) Malinówka, Brzoskwiniówka , śliwkówka. Miodunka Dobre i przyjemne
MadMill - 2007-10-29, 23:04
:
:arrow: Piwo - Tyskie, najbardziej mi smakuje i tyle, ten smak... mrauuu... xD Nie pogardzę tez Warką czy Królewskim, przy tym że są z beczki. W ogóle piwo beczkowane jest najlepsze... no chyba, że sprzedawca leci sobie w kulki i wody jakiejś dolewa i chrzci. --_-
:arrow: Wódka - no nie powiem, że nie pijam, bo bym skłamał. Nie powiem, że nie lubię, bo bym skłamał. xD Najbardziej smakuje mi Gorzka Żołądkowa, oraz Finlandia Żurawinowa. Z czystych to też Finlandia.
:arrow: Wino - najlepiej wytrawne lub półwytrawne i to czerwone. Lubię sobie posączyć. ;) Lubię też wina obiadowe... chociaż te są dla mnie niebezpieczne, bo bardzo je lubię. xD
Shadowrunner - 2007-10-31, 23:17
:
Jestem żulem, i jak każdy szanujący się żul należę - w kwestii piwa - do klubu przyjaciół Żubra, ale tak naprawdę to mi wszystko jedno co za piwo piję byleby:
a) nie kosztowało mniej niż 1,99 zł ;)
a) nie kosztowało więcej niż 3,50 zł :P

Uwielbiam też czeskie piwa, szczególnie takie ważone tradycyjnie, o dobrej goryczy i mocnym aromacie chmielowym.

Z mocniejszych rzeczy to pijam spirytus :mrgreen:

Ale rzadko kiedy czysty, bo choćżem Słowianin, to takim hardkorem jak mój dziadek niestety nie jestem (mój dziadek, dopóki zawału nie przeszedł, potrafił tankować czysty ;-) ). Zwykłem je rozrabiam lub przerabiam w różne "magiczne mikstury" i raczę nimi moich znajomych. Nikt się do tej pory nie skarżył :P

Wódki pić nie lubię, bo za cienka :P Tzn. piję - ale nie lubię picia wódki w towarzychu które pije na akord - tzn. kieliszek opróżniony to leją następny. Bo ja to się lubię powoli i spokojnie wódką delektować, smakować ją i przyjemnie rozpływać w jej objęciach - a nie zwalić pod stół po takim szybkim krótkodystansowcu - tego to nie lubię ;-)
Kiedyś kolorowych świństw na przykład też nie lubiłem - ale przekonałem się do wynalazków takich jak wspominana wcześniej żołądkowa (RULEZ!) czy tam inne krupniki. Łyskacze, rumiacze i tym podobne rude wódy z myszy to toleruję tylko w drinach.

Winem delektować się też nie przepadam... aczkolwiek uwielbiam wino domowej roboty, pędzone z czegokolwiek, choćby z ryżu, to mój ulubiony rarytas :) Z kupnych win to w sumie kiedyś byłem fanem takich luksusowych, tych powyżej 3,50 zł, ale już wyrosłem :P Za to z takich naprawdę burżujskich to lubię Vermout (czy wermut - jak to się tam pisze), a z takich trochę mniej to Sangrię i tym podobne wynalazki.

Natomiast miód pitny to mógłby pochłaniać hektolitrami. Trójniaczek do żarełka, dwójniaczek na podwieczorek, albo jedynaczka z przyjaciółmi do białego rana (albo do momentu, kiedy ktoś pierwszy raz na popijawie chce wstać od stołu celem udania się do WC i występują objawy tzw. nóg z betonu ;-) )

No i przepadam za absyntem - a że w Polsce jest to napój nielegalny (co za idiotyzm :roll: ) to także pichcę go sobie sam. Niewiele osób bowiem zapewne wie, iż Absyntu nie wymyślili francuziki - wszak już starożytni sarmaci znali go - tylko go wódką piołunówką zwali :) a taki przyrządzić można w domowych warunkach bez problemu, przeprowadzając nawet najprostszą destylację metodą łaźni parowej (dzieci - nie róbcie tego w domu!!! 8) )

A skoro zeszliśmy na temat domowych wyrobów - no to jestem zajadłym zwolennikiem nalewek babuni - oczywiście niekoniecznie przez samą babunię przyrządzanych. Domowej roboty likiery, nalewatory - to jest to, co tygryski lubią najbardziej: cytrynowe, aptekarskie, pomarańczowe, miodowe - to pić należy a promować powszechnie - bo nie ma to jak poskładać się wyrobami własnej produkcji. Alkohol zrobiony w domowej piwniczce smakuje najlepiej.

Na pohybel polskim monopolom spirytusowym. :mrgreen:
Olisiątko - 2007-10-31, 23:25
:
Shadowrunner napisał/a:

Uwielbiam też czeskie piwa, szczególnie takie ważone tradycyjnie, o dobrej goryczy i mocnym aromacie chmielowym.


Jak dla mnie czeskie piwa to siki bez powera :P a próbowałem wielu, nie ma to jak meiszkac przy granicy :P

Shadowrunner napisał/a:
a) nie kosztowało mniej niż 1,99 zł ;)


... burżuj ...

Shadowrunner napisał/a:

Natomiast miód pitny to mógłby pochłaniać hektolitrami. Trójniaczek do żarełka, dwójniaczek na podwieczorek, albo jedynaczka z przyjaciółmi do białego rana (albo do momentu, kiedy ktoś pierwszy raz na popijawie chce wstać od stołu celem udania się do WC i występują objawy tzw. nóg z betonu ;-) )


A nie półtorak? o_O nigdy nie słyszałem o jedynaczku :P pozatym nie wiem jak tym się można nawalić, poimo najlepszych prób chlania tego nigdy nie wyszedlem poza stan podwyzszonego humoru o_O

I sam uwielbiam domowe "przetwory" alkoholowe :mrgreen: mój ojciec robi świetną wiśnióweczkę, dodaje do niej miodu tak, że prawie nie kopie i mozna bardzo miło i kulturalnie się napić. Pozatym smocza krew czyli nalewka z malin mi smakuje straszliwie :devil:
Shadowrunner - 2007-10-31, 23:32
:
Olimp Bathory napisał/a:

A nie półtorak? o_O nigdy nie słyszałem o jedynaczku :P pozatym nie wiem jak tym się można nawalić, poimo najlepszych prób chlania tego nigdy nie wyszedlem poza stan podwyzszonego humoru o_O

A może rzeczywiście półtorak, ja się nie za bardzo orientuję w nazwach - ja znam tylko proporcje :P - znaczy im więcej miodu na wode, tym mocniejszy - chyba rzeczywiście półtorak - znaczy ten mocny: 2 uncje miodu na 1 uncję wody (chyba).

Jak to się nie wprowadziłeś w stan poskładania (znaczy nie mówię o takim poskładaniu jak od wódki czy coś, bo wszak miód nie po to wynaleziono by się nim sprawać jak świnia po wódce :P )? A to był miód kupny czy ważony domowymi metodami? Bo ja ze sklepu miodu nie pijam, bo to szczyny są a nie miód, najlepszy jest taki domowej roboty - robiony przez fachowca (ja to się w sumie na tym specyfiku specjalnie tak nie znam, ale za to mój stary taki robi - jest pszczelarzem :) )
Olisiątko - 2007-10-31, 23:37
:
Shadowrunner napisał/a:
Jak to się nie wprowadziłeś w stan poskładania (znaczy nie mówię o takim poskładaniu jak od wódki czy coś, bo wszak miód nie po to wynaleziono by się nim sprawać jak świnia po wódce :P )? A to był miód kupny czy ważony domowymi metodami? Bo ja ze sklepu miodu nie pijam, bo to szczyny są a nie miód, najlepszy jest taki domowej roboty - robiony przez fachowca (ja to się w sumie na tym specyfiku specjalnie tak nie znam, ale za to mój stary taki robi - jest pszczelarzem :) )


Nie miałem okazji spróbowac takiego domowego, raczej kupne, chooć dorgie półtoraczki są czasami, ale za jakosc sie placi :P
Przszczelarze podli ssą, informuja, że sprzedają miód, ale nie mówia nic o pitnym :P musze się upomnieć :P ciekawe czy wszysscy przeszczelarze robią o_O
Bruja - 2007-10-31, 23:43
:
To jest jakaś patologia o.O

Weźcie pierwszy post Shadowrunnera*, dodajcie komentarze Oliego i macie mniej więcej Bruję o.o

Nigdy nie ukrywałam tego, że mam chamskie gardło i prawie wszystko przez nie przejdzie :mrgreen:


* poprawki, które należałoby wprowadzić:
Preferuję Tyskie, bądź też Żywca/ Lecha... ale jak szaleć to tylko Ginness.
Spiryt w ostateczności. Szanujmy się xD
Uwielbiam wino //amor byle nie było słodkie... a za prawdziwą Sangríę dam się pokroić na cienkie plasterki i usmażyć na oleju.
Shadowrunner - 2007-10-31, 23:44
:
Olimp Bathory napisał/a:
Przszczelarze podli ssą, informuja, że sprzedają miód, ale nie mówia nic o pitnym :P musze się upomnieć :P ciekawe czy wszysscy przeszczelarze robią o_O


Bo nie wolno alkoholem handlować bez licencji (kolejny idiotyzm polskiej legislacji - Polak, jak na słowiańskiego narodu dziecię przystało winien mieć prawo do pędzenia kazdego alkoholu i robienia z nim co mu się żywnie podoba, niekoniecznie jeśli chodzi tylko o picie), Olimpie :D, nie zapominaj, że w Polsce żyjemy. Taki pszczelarz może cię co najwyżej miodem poczestować, albo sprzedać ci go na lewo (choć u mnie w domu pędziło się to tylko na własny użytek - bo nawet jak wszystkie gąsiory zalaliśmy to i tak szybko znikały po dojrzeniu), bo jakby sprzedawał oficjalnie, to by go fiskus zmasakrował :P
Olisiątko - 2007-10-31, 23:48
:
Bruja napisał/a:

Nigdy nie ukrywałam tego, że mam chamskie gardło i prawie wszystko przez nie przejdzie :mrgreen:


Nalewczki z Żabki? //amor mhhrrrr albo piwo Gorskie za 90 groszy? xD

Shadowrunner napisał/a:
Taki pszczelarz może cię co najwyżej miodem poczestować, albo sprzedać ci go na lewo (choć u mnie w domu pędziło się to tylko na własny użytek - bo nawet jak wszystkie gąsiory zalaliśmy to i tak szybko znikały po dojrzeniu), bo jakby sprzedawał oficjalnie, to by go fiskus zmasakrował :P


Popytam paru pszczelarzy :P mam nadzieję, że jeszcze mają zapas jakiś :P
Nabu Nezzar - 2007-10-31, 23:48
:
Nie piję alkoholu praktycznie wcale. Nie przepadam, ale najważniejsze jest to, że nie chcę. Nie potrzebuję też alkoholu by się dobrze bawić. Dobrze mi bez wspomagaczy.
Jedyny wyjątek to szampan, a i to jedynie lampka gdy jest jakaś okazja typu imieniny, urodziny czy sylwester.
Na początku ludzie się dziwili jak w ogóle mogę żyć bez alkoholu, ale z czasem się przyzwyczaili. Pojawiły sie nawet głosy, że taką postawą imponuję im 8)
Bruja - 2007-10-31, 23:50
:
Olimp Bathory napisał/a:

Nalewczki z Żabki? //amor mhhrrrr albo piwo Gorskie za 90 groszy?


Oli, masz gwarantowanego wielkiego kopa! xD
Powtarzam... szanujmy się! //dystans
makatka - 2007-11-02, 11:13
:
Shadowrunner napisał/a:
No i przepadam za absyntem - a że w Polsce jest to napój nielegalny (co za idiotyzm ) to także pichcę go sobie sam. Niewiele osób bowiem zapewne wie, iż Absyntu nie wymyślili francuziki - wszak już starożytni sarmaci znali go - tylko go wódką piołunówką zwali a taki przyrządzić można w domowych warunkach bez problemu, przeprowadzając nawet najprostszą destylację metodą łaźni parowej (dzieci - nie róbcie tego w domu!!! )

AAAAAA.. aaaaa.. AAAAAA !!!! Ja chcę tego wynalzaku! Proszę, błagam i nawet na kolanach popełznę do monopolowego w środku nocy po spiryt. Wszelki kupny, czeski, słowacki, czy jakikolwiek inny bądź smakuje przeterminowaną pastą do zębów, jest obrzydliwy i koło absyntu nawet nie leżał. Jeden jedyny do tej pory słuyszny piłam pędzony przez psiapsiółkę, która jednakowoż zapomniała rozcieńczyć piołunówkę i piłyśmy wysokoprocentowy zajazjer z nadzieją, że nie oślepniemy. Do dziś jesteśmy z siebie dumne, że nam się 0,7 udało w 4 osoby obalić :mrgreen: Ale się ostatnio zbiesiła i pędzić nie chce, a jak pędzi to jakies brzoskwiniówki. Ja natomiast nie umiem, a znając sierotyzm, to prędzej "wybuchłabym" przy okazji cały swój budynek mieszkalny.

Shadowrunner napisał/a:
Łyskacze, rumiacze i tym podobne rude wódy z myszy to toleruję tylko w drinach.

Za nazywanie rumu "rudą wódą" będziesz się smażył w piekle //evil . Rum jest albo biały, albo brązowy. Biały jest słabszy i delikatniejszy w smaku i leżakuje w beczkach z białego drewna i krócej. Ciemny leżakuje dłużej, w ciemnym drewnie, które jednakowoż nie nadaje mu specyficxznego dla łyskaczy (fuj paskudztwo) posmaku i bywa doprawiany dla wzbogacenia koloru syropem cukrowym. Ogólnie ciemny uważany jest za szlachetniejszy.

Maeg - 2007-11-02, 12:54
:
Alkohol? Lubię ale nie potrzebuję go żeby dobrze się bawić. Nie pijam już polskiego wina owocowego (tzn. jaboli) co robiło się nagminnie w liceum. Nie pije też spirytusy i wódki z podejrzanych źródeł. Piwa z Tesco itp produktów. Nie mam ulubionego gatunku alkoholu. Czasami mam ochotę na piwo, czasem na wódkę a czasem na wino.

Piwa: Najchętniej wszelakiego rodzaju stouty, ale (tradycyjnie angielskie ale też szkockie czy belgijskie) czy porter (szczególnie porter bałtycki w tym oczywiście polskie).
Z polskich piw unikam Tyskiego w ogóle nie przypada mi do gustu, za to smakuje jak najbardziej Żywiec oraz Lech a w warszawskich pubach to Królewskie. Kiedyś dobry był Okocim Mocny ale sporo ostatnio stracił. Jakieś dwa miesiące temu piłem dobre ukraińskie piwo, niestety nie pamiętam jego nazwy. Sentymentem darze Faxe, te w dużych puszkach ale koniecznie rozlewane w Danii a nie w Polsce.
Z Irlandzkich to wiadomo Guinness, Murphy's i Beamish. Z belgijskich to Chimay, Lefe, Jupiler, Belle-vue oraz Souvernirs

Wódki: Najchętniej Gorzka Żołądkowa nie ma na świecie lepszej wódki, ale też Żubrówka czy Finlandia. Inne już trudniej przechodzą przez gardło. Żołądkowa oczywiście bez popitki, nie wypada ;) . Musi być dobrze schłodzona, najlepiej podawać w momencie gdy szron osiada na butelce.

Whisky: Szkocka do picia a irlandzka doskonała do kawy :) Szkocka whisky najwyżej z lodem, a na pewno nie z colą. Amerykańska da się pić i nie ma co ukrywać że jest u nas jej najwięcej, ale to nie jest prawdziwa whisky

Wina: Lubie wieczorem do książki sobie lampkę wina wypić, to samo tyczy się popołudniowego posiłku. Ostatnimi czasy najchętniej spożywam wina z Mołdowy. Nie rozumiem marudzenia Oliego, że to podróbka. Jakoś ich win jest porównywalna do przereklamowanrgo wina francuskich. A cena jeszcze niższa. Dobre wino z Mołdowy można kupić w przedziale od 18 do 25 zł za butelkę. Najlepsze jakie dało mi się pić to była Lidia. Do tego uwielbiam wręcz Kadarkę oraz Tokaja. Mam też pewną słabość do różowego wina oraz rodziny win zwanych reńskimi.

Inne: tak samo jak Bruj za każda ilość Sangrii dał bym się pokroić ale to samo tyczy się śliwowicy (choćby Rakija czy „Daje krzepę, krasi lica nasza łącka Śliwowica.” Rum, bimber, różne nalewki czy wina domowej roboty.
Retiarius - 2007-11-02, 15:19
:
Alkohol bardzo rzadko. Ostatnio łaskawiej spojrzałem na piwo - jednorazowo jeden Żywiec, Żubr albo Pilsner.
Lubię Gin z tonikiem i cytryną i do święta jakieś wino :D
BG - 2007-11-03, 11:11
:
Nie piję alkoholu w ogóle. Próbowałem go tylko dwarazy w życiu: raz, w swoją osiemnastkę, spróbowałem wina owocowego, teoretycznie słodkiego, ale faktycznie cierpkiego jak cholera, i raz w sylwestra 2005/2006 spróbowałem szampana, i stwierdziłem, że smakuje gorzej niż Ambrosol (taki ohydny syrop, jakby ktoś nie wiedział). Od piwa odrzuca mnie sam zapach (a właściciwe smród). Poza tym, piwo kojarzy mi się z takim "wulgarnym" napojem, który piją różne indywidua pod sklepem, przeklinając głośno podczas rozmów. Wóda już w ogóle kojarzy mi się z alkoholizmem i pijaństwem, czyli generalnie niczym przyjemnym. Póki co, nie zamierzam nawet próbować ani piwska, ani wódy.
Villemo - 2007-11-04, 18:33
:
Ja lubię alkohol... Lubię piwo, czerwone półwytrawne wino i ruskiego szampana na Sylwestra ;) Wszystko jest dla ludzi, tylko w odpowiednich ilościach ;)
Soulforged - 2007-11-04, 21:50
:
Zasadniczo nie piję alkoholu.
W praktyce można by rzec, że jestem abstynent- gdyby nie jedna słabość...
Brandy :cry:
Nie znoszę piwa, nie widzę różnicy między winem a sokiem ;) , rum jakoś mi nie smakuje, a wódki po prostu nie uznaję.
Mimo wszystko, w barku stoi sobie spokojnie buteleczka brandy, z której z rzadka popijam przy co ważniejszych okazjach. :mrgreen:
Niestety, złożyłem naszej kochanej Zir obietnicę, iż więcej trunku tego nie tknę (nie licząc ostatniej flaszki, którą dostałem na urodzinki :mrgreen: ).
Toteż niedługo będe 100% abstynentem.... jakoś tak nie po polsku, ale co tam ;)
Shadowcat - 2007-11-04, 22:21
:
Zasadniczo piję mało. Ale nie przeszkadza mi, gdy ktoś pije. Jak jest okazja czyt. na przykład impreza, to lubię się napić
- piwo (piję przeważnie jedno przez całą noc :P )
- tanie wino - tylko ono tak dobrze smakuje podczas ognisk
- szampan - od wielkiego dzwonu

Wódki nigdy nie piłam. Za to bardzo lubię likiery.
Tanit - 2007-11-05, 10:52
:
Piję mało, nie bawi mnie upijanie się na imprezach.
-piwo - albo zwykłe albo z sokiem imbirowym (strong, dębowe mocne, żywiec)
-wino - najlepiej białe, słodkie albo wytrawne ^.^ - żadna taniocha ;)
-drinki
-wódka - no oczywiście i bez popicia :P

Mieszam, nie mieszam... no, nie mam za wiele okazji do picia. Najwięcej to chyba i tak do obiadu (czerwone winko np - pychotka, albo białe do ciasta ;) )

Au revoir!
Toudisław - 2007-11-05, 11:12
:
Tanit napisał/a:
-wódka - no oczywiście i bez popicia :P

No ba //faja Do pierwszej flaszki się nie przepija. :mrgreen:
Ale zagrych to co innego. Taki ogóreczek/grzybek/ kiełbasa to po prostu mód w gębie. Jak byłem w szczecinie to z Jednym Ukraińcem ostro piliśmy wódę spiryt i wiosnówkę tylko zagryzając i rano nie było żadnego kaca ani nic w ten deseń.
Bernard Gui napisał/a:
Poza tym, piwo kojarzy mi się z takim "wulgarnym" napojem,

Bluźnierca //pisowcy Piwo ta napij bogów cudowny i doskonały. Ja ostatnio polubiłem piwa nie pasteryzowane. W krakowie z Jackiem Komudą wypiliśmy nie mało piwka z małego browaru, to był napój bogów a nie zupa ze spirytusem jaka na ogół się pije
Neander - 2007-11-05, 15:06
:
Nie piję, powiecie - ze względu na wiek. Lecz nie. Większość moich znajomych pije, nie to za lekko powiedziane, upija sie często. Ja z wyboru, po złych doświadczeniach w domu, mówię stanowcze NIE upijaniu się. Jeśli oczywiście ktoś poje z umiarem to nie mam nic przeciwko.

Ale absolutnie, bezwzględnie nie toleruję osób siadających za kółkiem nawet po jednym piwie. To jest zwykła nieodpowiedzialność i narażanie swojego, a co gorsza, cudzego życia.
Prev - 2007-11-05, 16:42
:
Soulforged napisał/a:
Niestety, złożyłem naszej kochanej Zir obietnicę, iż więcej trunku tego nie tknę (nie licząc ostatniej flaszki, którą dostałem na urodzinki :mrgreen: ).
Toteż niedługo będe 100% abstynentem.... jakoś tak nie po polsku, ale co tam ;)

A ja przez nią przestałem pić kawę //ooo Stary, musimy urwać tą znajomość --_-
Soulforged napisał/a:
Toteż niedługo będe 100% abstynentem.... jakoś tak nie po polsku, ale co tam

Bardzo nieładnie, bardzo... I z kim ja wtedy będę pił Armen Brendy ???

Dwa jedyne alkohole, jakie uznaję: Whisky i Vodka czysta schłodzona.
Piwo jest dla pipek, więc go nie pijam. Wino - czasem, wytrawne, czerwone.
Drinki - mój ulubiony to krwawa marry *-*.
Alrauna - 2007-11-05, 20:13
:
Neander, ze mną niby podobnie, ale jednak nie tak... bo ja się niby nawróciłam ;) .
Był taki czas, gdy lubiłam pójść sobie z kolegami i... no chlupnąć sobie. Głupio było też odmówić na moich urodzinach, w końcu postawili... to było coś... do czasu.
Lubiałam też likiery np. kawowo waniliowy (smaki osobno, wlewa się osobnymi otworami, nie wiem jak się ten likier nazywa, ale wiem, że jest drogi) czy wino. Domowe też raz piłam, po dyskotece, ale w domu czasem lampkę takiego lepszego, sama nie wiem co.

W domu zaczęły się doświadczenia... alkohol niszczy, naprawdę. Dogłębnie zrozumiałam to, gdy tato trafił do szpitala. To było okropne.
Postanowiłam, że trzeba z tym skończyć. Z tą lekkomyślnością. Mam jeszcze ze starych czasów wino za 1,5 euro, nazywa się Fragolino. Koleżanki się zapowiadają, to poczęstuję.
Ale kończę z wycieczkami z kumplami.

Wydaje mi się, że (prawie) każdy przechodzi taki czas, gdy chce spróbować czegoś zakazanego (generalnie chodzi mi o b. młode osoby, coraz młodsze), ale trzeba wydorośleć i myśleć odpowiedzialnie. Ja to zrobiłam - po przykrym doświadczeniu.
Asuryan - 2007-11-05, 22:54
:
Z alkoholi uwielbiam:

- szampany - tylko że niestety są zbyt drogie bym mógł się nimi raczyć częściej niż raz do roku.
- wina musujące - do prawdziwych szampanów się nie umywają, ale skoro nie stać mnie na to co lubię... :mrgreen:
- miód pitny - najlepiej półtorak.
- rum - szczególnie Malibu z mlekiem.
- wina - ale tylko półsłodkie... choć przy pieczonej na ognisku kiełbasce nie wzgardzę siaro podobnym lub jakąś naleweczką :mrgreen:
- piwo - Guinness, Kilkenny, Gingers, a i jabłkowym Redsem nie pogardzę :mrgreen:
- wódka - ale tylko i Żołądkowa z pieprzem. Resztę ewentualnie w drinkach.
Nevi - 2007-11-12, 23:32
:
Alrauna napisał/a:
Neander, ze mną niby podobnie, ale jednak nie tak... bo ja się niby nawróciłam ;) .


Normalnie myślałem, że takich ludzi już nie ma, którzy są zdolni się nawrócić.

No cóż, od sierpnia nie pije, a ostatnie dwa lata to było morze alkoholu, zwłaszcza, że pijący ze mnie był nieekonomiczny i litr na dwójkę to mało było. Jednak pomyślałem sobie czy pijąc, paląc, jarając mogę w jakikolwiek sposób odłożyć kasę? Ne ;], więc rzuciłem to na co mi szło najwięcej kasy, jasne i proste.

Czasami wypiję lampkę wina. Ostatnią piłem 4 godziny.
Alrauna - 2007-11-14, 17:42
:
Anomandaris napisał/a:
Alrauna napisał/a:
Neander, ze mną niby podobnie, ale jednak nie tak... bo ja się niby nawróciłam ;) .


Normalnie myślałem, że takich ludzi już nie ma, którzy są zdolni się nawrócić.


Bo generalnie mało takich ludzi. Bardzo mało.

Ostatnio wypiłam z dwoma koleżankami Fragolino, czyli wino za 1,5 € (ale to nie z tych "Tanie wino jest dobre bo jest dobre i tanie"). Bardzo dobre. Ale od teraz - koniec.
Riana - 2008-03-10, 17:03
:
a ja wyznaję zasadę iż przeciez nie liczy się truneka towarzystwo, bo przy nudziarzach i smutasach nawet najlepsza nalewka czy miodzik nie podchodzi.. a w dobrym towarzystwie moge pić nawet szampana za piątaka a będzie smakowac jak Legendarny Cristal z Czterech Pokoi :P
chociaż przyznam,że na miodzik zwany Jadwigą nie ma mocnych :-P
Jander - 2008-03-19, 20:47
:
Miałem dziś niewątpliwą przyjemność pierwszy raz spróbować Guinnessa - muszę przyznać, że jest naprawdę bardzo dobry, wielka szkoda, że tak strasznie szybko się kończy.
Tego samego dnia miałem niewątpliwą nieprzyjemność napić się najgorszego piwa na świecie - lanego Żywca w pubie przy Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Wszystkim, którzy muszą tam uczęszczać naprawdę współczuję - krzywiłem się po każdym łyku gorzej jak go kiepskiej wódce. Nie udało mi się tego czegoś dopić. Najgorzej wydane 5zł w życiu.
A ogólnie, bo widzę, że się jeszcze nie wypowiadałem - wino, piwo, wódka, bez różnicy, ale wódka tylko w dobrym towarzystwie i w dobrym miejscu. Z piw preferuję Żywce, Carslbergi bądź Żubry(tak, wiem że to różnica kategorii :P ). Absolutnie nie pijam Tyskiego, tj. piwa w proszku.
pozdrawiam :)
Tigana - 2008-03-20, 00:31
:
Piwo to specyficzny trunek - najlepiej konsumuje się go w towarzystwie - warunek - musi być dobrze schłodzony :P Jestem zwolennikiem piw mocnych"Warka Strong, Heweliusz Kaper, Żywiec- Porter, Strzelec-Mocny.
Ja mam zawsze problem, bo o ile pierwszym 'browarem" jestem w stanie sie delektować to kolejne wchodzą mi automatycznie - nawet nie czuje, ze pije, a kufel coraz bardziej pusty. Wniosek - jedno piwo OK, więcej niż dwa - droga do kaca.
Sunshine - 2008-03-20, 13:34
:
Hm. Alkohole są mi obojętne, jakby zniknęły nagle wszystkie rodzaje "procentów' nie odczułabym straty, bo nigdy nie piję żeby sie upić (choć czasem mnie korci). Podobnie jak Nabu nie muszę mieć alkoholu żeby się dobrze bawić. Nie oznacza to że że jak ktoś mi chce postawic piwo, to odmawiam ;) . Jedno piwo jest ok. Do tego lubię białe wina pólslodkie, najlepiej hiszpańskie. Czerwone wino jest okropne, nie smakuje mi. Do tego wina musujące (tańszy zamiennik szampana ;) ) oraz likiery (np. dwusmakowy... Sheridan? Dwie osobne butelki z dwoma likierami, ale drogie to-to jak diabli, najtańsze widzialałam 78 zeta, najdroższe sięgnęło prawie stówy :shock: ). Raczej nie piję, dlatego msm słabą głowę... :mrgreen:
Romulus - 2008-04-06, 21:41
:
Na codzień preferuję piwo. Mało dolegliwe nazajutrz a jak jest dobrze schłodzone to niewiele już do szczęścia mi potrzeba.

Wódka już mi nie podchodzi. Przestałem udawać, że picie czystej jest fajne. Nie trawię. Jeśli już musze to mieszam z sokiem z czarnej porzeczki i solidną dawką lodu. Połączenie z wódką wyjętą po kilku godzinach z zamrażalnika (takiej oleistej konsystencji nabiera) sprawia, że mogę spożywać ją w ten sposób bez żadnych negatywnych konsekwencji. Przestałem za to trawić nalewki domowej roboty. Po ostatniej "zaprawie" nie moge patrzeć na nie a musze wypić jeszcze z pół litra winogronówki mojej roboty (podobno "wytrawna" co nie brzmi jak komplement chyba).

Nie ma to jednak jak dobre wino. I to wcale nie to ze sklepu. Najlepsze są wina domowej roboty. Tych jestem koneserem. Do tego stopnia, że na niedawne urodziny dostałem butelczynę bardzo szlachetnego ponoć wina z Chile, ale jakoś nie sprawia mi takiej przyjemności, jak dobrze zrobione winko domowej roboty. Marzy mi się jednak przeżycie takiej przygody związanej z winem, jak bohaterowie filmu BEZDROŻA.

Szczytem przyjemności alkoholowej dla mnie jest jednak mojito. Od kiedy spróbowałem czuję się uzależniony. Piło się je w kilku barach, ale najlepsze póki co jest w barze TAPAZ na Nowym Świecie w Warszawie. Każdy mój pobyt w stolicy musi obejmować degustację tego trunku w tym miejscu połączoną z bezwstydnym wyjadaniem resztek ze szklanki. Ekstaza. Podobno nieźle się na ten drink "wyrywa". Ale nie próbowałem :-P bo to opinia mojego kumpla geja, który przetraca w tym barze większość swych zarobków.
Bruja - 2008-04-06, 22:21
:
romulus napisał/a:
Szczytem przyjemności alkoholowej dla mnie jest jednak mojito.
(...)
najlepsze póki co jest w barze TAPAZ na Nowym Świecie w Warszawie.


Słyszeli moi koledzy? :>
Ja i Metz chcemy tam zawędrować xD

PS. To było poważnie.
MadMill - 2008-04-06, 22:37
:
Bruja napisał/a:
Słyszeli moi koledzy? :>
Ja i Metz chcemy tam zawędrować xD

PS. To było poważnie.

Tego się właśnie obawiałem...

PS. To też było na poważnie... pewnie. :P
Bruja - 2008-04-06, 22:43
:
MadMill napisał/a:
PS. To też było na poważnie... pewnie. :P


Co byś nie napisał i tak wyjdzie na moje xP xDDD
BitterSweet - 2008-04-07, 16:21
:
Wrażenia opiszecie po. Teraz nie ma się co ekscytować. A jak mnie najdzie, to napiję się z Wami. Kiedyś. :P

Żeby nie było OT, to lubię pić od czasu do czasu. Na imprezach piwo. W domu likier.
Ostatnio wypiło mi się dużo na Słowacji. Absyntu i jakiejś nalewki myśliwskiej, ziołowej. Niedobre, ale daje kopa. :P Poza tym w słowackich gospodach nie umieją robić drinków, dlatego jak poszłam pić z kumplem, to on znawca ich na uczył. I mieliśmy pyszne redbullowe i jakieś tam cytrynowe popitki. ;D A tak ogólnie, to prawie zawsze upijam się na smutno, szczególnie będąc w dużym gronie znajomych. o.o :P
Jaskier - 2008-11-04, 17:01
:
W moim życiu sprawa alkoholi wygląda następująco:

Nie pije alkoholu wcale, pod żadną postacią.
Nie uznaje żadnych stymulantów i nie potrzebuje ani ich tajemniczego działania ani smaku.
Nia są mi potrzebne żadne alkohole czy pochodne do tego, żeby całkiem dobrze się bawić.

Z tego co zaobserwowałem ,pod wpływem stymulantów ( w tym alkoholu) człowiek zachowuje się całkowicie inczej niż w rzeczywistości (trzeźwości). Ja nie potrzebuje być kimś kim tak naprawde nie jestem, i między innymi dlatego nie pije.

Owszem jest jeszcze grupa ludzi ktorzy pija tylko i wylacznie dla samego smaku, spoko jeżeli to komuś smakuje nic mi do tego, jednak mi jakoś nie smakuje.
You Know My Name - 2008-11-04, 19:54
:
Ja pijam wszystko co mi podadzą z wyjątkiem wermuthu, win poniżej 5 pln za flakon oraz mocnych jasnych piw (tzw. strongów) oraz niektórych win słodkich. Gołdę też tylko do 5 kielonków, nie więcej.
Preferuje gin z tonikiem oraz inne drinki, wina, piwa, portery, podpiwki, łyskacze, brandy, koniaki, winiaki, sporą część wódek smakowych, jeśli o czymś zapomniałem to to coś też lubie.
Lubię być trzeźwy, lubie być na rauszu lubię być umiarkowanie pijany.
Upijam się na wesoło, euforycznie, czasem na poważnie.
Piję jakoś od 18 lat, za sobą mam przynajmniej jeden okred w życiu kiedy alkohol był dla mnie realnym problemem i zagrożeniem.

To tyle.
No to polewajcie i na zdrowie!!
Olisiątko - 2008-11-04, 20:18
:
Ostatnio smakuje w piwach Made In The USA. Szczególnie rozsmakowałem się w piwie Miller które pomimo nikczemnej ilości (butelka 0.300) smakuje świetnie i po prostu fajnie się go pije/nawala się nim.
No i zdziwienie - piwo Desperados. Wyobraźcie sobie coś o smaku Reddsa ale mającego kopa jak prawdziwe piwo a nie ten soczek. Taki jest Desperados. Piwo z tequilla o_O mi smakuje bardzo :P
Obecny ranking browarów:
1 Miller
2 Desperados
3 Lech butelkowy
4 Żywiec butelkowany

Reszta - szczyny :P
Shadowmage - 2008-11-04, 20:28
:
Hmm... amerykańskie piwa z proszku to nawet nie szczyny. To... piwa z proszku :P Zresztą patrząc na Twoje gusta, to chyba się nie dogadamy pod względem gustów piwnych...
Olisiątko - 2008-11-04, 20:31
:
Shadowmage napisał/a:
Hmm... amerykańskie piwa z proszku to nawet nie szczyny. To... piwa z proszku :P Zresztą patrząc na Twoje gusta, to chyba się nie dogadamy pod względem gustów piwnych...


Może być nawet z psiego gówna jeśli smakuje zajebiście i ma moc :D
MadMill - 2008-11-04, 20:31
:
Oli napisał/a:
Ostatnio smakuje w piwach Made In The USA.

Głosujesz na Obamę pewnie w dodatku. :DD
Co za szczyny, dzizas...

Z piw ostatnia moda nastała taka, zę pije się Ciechana, a że dobrze smakuje to ja też ulegam ten tendencji. ;P

Co do alkoholu. Jakoś nie miałem nigdy problemów z tym, żeby nie pić. :P Wódka: zależy jaka, bo na takie typu Z Czerwoną kartką to jestem za stary, ale dobrą wódką nie pogardzę, ani jakimiś eksperymentami typu miodówka czy grejfrutówka... tylko kokosówka ostatnio mnie wykręciła. Czasami potrafię sobie strzelić kieliszek wódki wieczorem, tak dla zdrowotności.

Wino, lubię wino! Najbardziej to mi smakuje czerwo wytrawne, półwytrawne też może być. W białych jakoś nie gustuję, a raczej rzadko je pijam i to może dlatego.

Piwo, jak wcześniej pisał to Ciechan i ostatnio to jakoś tak jak nic innego nie ma jednak Żywiec lub zwykły Lech. Tyskie się zepsuło, a kiedyś było niezłe, Warki Strong to jakiś dziwny wymysł - nie lubię słodkawego smaku w alkoholach, chyba już wspominałem, nie? Okocimy jakieś też bzdura. Kiedyś mi też okazyjnie pite smakowały piwa Perła i Łomża.

Lubię alkohol dodawany do napojów, najbardziej kawy. Wtedy może być słodki, np. Ajerkoniak, Baileys, czy też koniak rozcierany z bitą śmietaną, rum. No czyli wychodzi na to, że ja lubię procenciki. :DD
Tigana - 2008-11-04, 20:40
:
Oli napisał/a:
No i zdziwienie - piwo Desperados. Wyobraźcie sobie coś o smaku Reddsa ale mającego kopa jak prawdziwe piwo a nie ten soczek. Taki jest Desperados. Piwo z tequilla o_O mi smakuje bardzo :P

Potwierdzam "Desperado" jest naprawdę dobre - fajny smaczek i moc w porządku.

Oli napisał/a:
Może być nawet z psiego gówna jeśli smakuje zajebiście i ma moc :D

Spróbuj "Zamkowe Mocne" - hardcore. "Warka Strong" to przy nim woda :mrgreen:

Z alkoholi głównie piwo - czasami wino lub szampan. innych alkoholi nie pijam. No chyba, ze dobra śliwowica domowej roboty - słodziutka, ale mocarna.

Ostatnio z piw pijam głównie "Warkę Strong", ale przerzuciłem się na laną lub butelkową. Z puszki mi niezbyt smakuje. Drugie miejsce "Lech" - ale tio głównie dlatego, ze w mojej ulubionej knajpie nie ma już "Warki" ;( Ostatnio pijam też wspomniane wyżej "Desperado" - fajny orzeźwiający smak.Inne piwa w zależności od okazji i miejsca picia.
Olisiątko - 2008-11-04, 20:43
:
Tigana napisał/a:
"Warka Strong" to przy nim woda :mrgreen:


Warka Strong to serio, woda jest o_O nie dość, ze smakuje okropnie to na mnie nie ma takiego efektu jak np ta sama ilość Lecha.
Moim zdaniem lepiej procenty wchodzą (w sensie stan upojenia :P ) im bardziej brocwzyk smakuje :P
Tigana - 2008-11-04, 20:48
:
Oli napisał/a:
Moim zdaniem lepiej procenty wchodzą (w sensie stan upojenia :P ) im bardziej browczyk smakuje :P

Widocznie mam spaczony gust, bo mnie Warka smakuje, a Żywiec pity na miejscu w browarze juz nie.
Co do Lecha mam mieszane wrażenia - piłem go w paru knajpach i w każdej miał inny smak. Niestety chrzczenie piwa wciąż pozostaje nierozwiązanym problemem.
Olisiątko - 2008-11-04, 20:49
:
Tigana napisał/a:

Co do Lecha mam mieszane wrażenia - piłem go w paru knajpach i w każdej miał inny smak. Niestety chrzczenie piwa wciąż pozostaje nierozwiązanym problemem.


Temu najlepiej butelkowe. Nie trafi się wtedy na koniec beczki, chrzczone albo nie wiadomo co jeszcze. Może i drożej, ale warto ^_^

Tigana napisał/a:

Widocznie mam spaczony gust, bo mnie Warka smakuje, a Żywiec pity na miejscu w browarze juz nie.


Niet, każde piwo inaczej smakuje każdemu :D
Romulus - 2008-11-04, 21:07
:
Dzielę alkohole na piwa i wina. Wódki już nie piję. A kiedy już muszę ją pić, to raczej drinki. I nie upijam się wóda, bo nazajutrz cierpię. To już norma, więc chyba się sypię. Z piwek TYSKIE, ostatnio ŻYWIEC mi nie podchodzi i na drugie miejsce awansował LECH. Potem HEINEKEN. Amerykańskich nie pijam, bo jak słusznie zauważył MadMill, to siki.

Wina: czerwone półsłodkie lub półwytrawne. Też koneserem nie jestem. Ostatnio, aby zaszpanować samemu sobie kupiłem wino za 35 złotych, szlachetne włoskie. Wypiłem całą butelkę i nic nie poczułem, żadnego szumu, kołysania a nazajutrz czułem się jakbym nic nie pił. Dlatego pijam wina nie przekraczające 15 zł za butelkę i nie zawierające żadnych siarczanów.

Ale żałosne jest to, że wątroba już nie ta, a mam dopiero trzydziestkę na karku i muszę się kontrolować. W zasadzie każde przedawkowanie kończy się rano cierpieniem trwającym przez większość dnia. Więc zrobiłem się wstrzemięźliwy, bo nie komplikowanie sobie życia to moja dewiza :-)
Shadowmage - 2008-11-04, 21:29
:
Wiecie, ja mam w zeszyciku koło 350 etykiet różnych piw - wszystkie własnoręcznie wypite. Także takie Zamkowe Mocne nie robią na mnie wrażenia. Piłem o wiele gorsze... I fakt, najgorsze co może być, to tanie mocne polskie piwo.
A Lech to piwo rozrobione pół na pół z wodą. Nie dla mnie. Choć i tak lepsze niż zaprawiane spirolem tyskie...

Piję głównie piwo, bo lubię. Z tym, że w polsce tak naprawdę dobrych piw mamy niewiele, a importowane są strasznie drogie. Czasem jednak można pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa. A na codzień pozostają bardziej strawne rodzime marki.
Wino - też lubię, zwykle białe wytrawne, czasem czerwone. Słodkich nie lubię.
Z drinków gin+tonic (czyli choinka) na pierwszym miejscu; później ulubiony drink Magla :P czyli whiskey z colą. Sama smakuje jak lekarstwo. Bardzo złe lekarstwo.
Wódki itp - niekoniecznie, chyba że w dobrym towarzystwie. I najlepiej czyste. A już na pewno będę się trzymał z dala od samoróbek Magla :P
Tigana - 2008-11-04, 21:34
:
Shadowmage napisał/a:
Piję głównie piwo, bo lubię. Z tym, że w Polsce tak naprawdę dobrych piw mamy niewiele, a importowane są strasznie drogie.

A które według Ciebie polskie gatunki piwa są dobre? Sporo się mówi o małych, mniej znanych browarach, które ponoć produkują najlepsze piwa w naszym kraju.
You Know My Name - 2008-11-05, 09:29
:
romulus napisał/a:
Dlatego pijam wina nie przekraczające 15 zł za butelkę i nie zawierające żadnych siarczanów.
Znaczy to tak: albo robisz sam lub ktos znajomy i wiesz, ze nie dodaje siarczynow. Te etykietowane zawieraja juz prawie wszystkie (tanie wszystkie) bo inaczej fermentowalyby dalej.
Romulus - 2008-11-05, 09:36
:
Czytam etykietki na butelkach, aby uniknąć siarczanów, ale fakt: najlepsze wina, jakie piłem w życiu były domowej roboty :)

Ostatni mój "dorobek" nie wyszedł za bardzo. Winogrono było za mało wyraziste w smaku, a tak się cieszyłem bo to było pierwsze wino na tych owocach mojej roboty. Na długi listopadowy weekend jadę do teścia i zobaczymy, jak mu wyszło wino na malinach (jak nie wyszło to się je na nalewkę przerobi :mrgreen: )...
You Know My Name - 2008-11-05, 09:47
:
Ojciec szwagra zrobil wino ze sliwek, potem je odparowal i wodeczka ma moc 48 i wchodzi jak mleko.

A co do win, czasem informacja o siarczanach jest na opakowaniu zbiorczym.
Romulus - 2008-11-05, 09:53
:
:mrgreen: Teściowi też kiedyś wino ze śliwek nie wyszło, więc "przerobił" je na śliwowicę. Uhh........ Ledwie dech złapałem i oczy łzawiły...
Shadowmage - 2008-11-05, 14:35
:
Tigana napisał/a:
A które według Ciebie polskie gatunki piwa są dobre? Sporo się mówi o małych, mniej znanych browarach, które ponoć produkują najlepsze piwa w naszym kraju.
Tatra, żubr, królewskie ;)
A na poważnie - najlepsze są te niepasteryzowane. Ciechan jest niezły, choć ostatnio jakby się psuł. Podobnie Żywe. Niezłe są niektóre produkty browaru Amber, ale nie wszystkie. Kiedyś był niezły browar Książęcy, ale upadł. Czarnków ma to do siebie, że jakość piwa zależy od piwowara chyba, bo bardzo różne im produkty wychodzą.
Mnie jednak chodziło raczej o to, że u nas nie ma pszenicznych, stautów, ale (nieliczne próby zwykle należy pominąć łaskawym milczeniem). Pozostaje tylko import.
Mogget - 2008-11-05, 14:35
:
Lubię piwo, ale nie pijam go zbyt często (raz na jakiś czas można wyjść i posiedzieć na ławce ze znajomymi) i nie w dużych ilościach. Ulubione to Grolsch, a najczęściej pity Lech :) Dobre wino, czemu nie? Jeśli chodzi o wódkę to staram się unikać bo na drugi dzień bywa nie najlepiej zwłaszcza, że głowy mocnej nie mam :)
Beata - 2008-11-05, 14:58
:
A to może i ja własny kamyczek dorzucę... :)
Piwa: Lech, Foster, Koszerne (dawna sprawa, od lat nie widziałam), Guiness. Nie lubię piw z dodatkami soczków czy innych płynów - piwo ma smakować jak piwo!
Wina: czerwone wytrawne i półwytrawne. Polecam uwadze wina austriackie - po wielkim skandalu w latach 90. jakość austriackiego wina bardzo się poprawiła.
Wódki i inne mocne alkohole: w zasadzie unikam. W szczególności unikam whisky i koniaków.
Drinki: gin z tonikiem i plasterkiem cytryny oraz Tabasco (choć to chyba nie jest drink).
Słodkie alkohole: unikam jak ognia ze względu na konieczność przeżycia następnego dnia.
Alkohole domowej roboty: lubię, kiedyś sama wiśnióweczkę przyrządzałam. A najlepsze były wisienki... :)
Mój sąsiad robił kiedyś wódkę z mleka - muszę go zapytać o przepis, bo nawet fajnie wchodziła - tak gładziutko... ;)
Geoffrey - 2008-11-05, 15:28
:
Tigana napisał/a:
Drugie miejsce "Lech" - ale tio głównie dlatego, ze w mojej ulubionej knajpie nie ma już "Warki" ;(


Warka Strąg jest zdecydowanie przereklamowana,
natomiast jednym z najlepszych piw jest czerwona warka ( "zwykła").
To piwo ma smak. Trochę delikatniejszy niż Żywiec, lub Pilsner Urquel ( który jest gorzkawy),
Ale smak jest bez porównania intensywniejszy niż w "oranżadkach" typu Lecha czy Tyskiego.

Proponuję zainteresowanym eksperyment - kupcie sobie po jednym piwku interesujących Was gatunków i porównajcie - po łyczku.
Dopiero przy porównaniu czuć, co się pije.


Z mocniejszych alkoholi - czysta Absolut i Nemiroff, kolorowa- Gorzka Żołądkowa i czeska Becherovka. Z win - wytrawne i półwytrawne, raczej czerwone.

edit: ostatnio zapunktował u mnie Żubr.
Jander - 2008-11-05, 19:26
:
Niech marudy mówią co chcą - ja sobie życia bez piwa nie wyobrażam.
Najbardziej smakowo/ekonomicznie podchodzi mi Harnaś, potem Żywiec, potem Żubr.
Reszty nie pijam, w barach z piw lanych unikam tyskacza i piasta (choć tego drugiego nawet nie piłem, ale cóż. Górnośląski patriotyzm).
Prev - 2008-11-05, 19:37
:
Wino jest fajne... Jak się je pije raz na miesiąc. Ja natomiast wolę zwykłą, dobrą szkocką. I w sumie piję ją nietypowo, bo czystą (nierozcieńczaną, bez lodu), co zapewnia ten wspaniały, głęboki i wyrazisty smak. Mógłbym pić codziennie, na wieczór świetna rzecz ;)
You Know My Name - 2008-11-05, 22:37
:
Jander napisał/a:
w barach z piw lanych unikam tyskacza i piasta (choć tego drugiego nawet nie piłem, ale cóż. Górnośląski patriotyzm).
Ech Piast jest jednym z moich ulubionych piw od czasu odjazdu naukowego w 1994 roku we Wrocku. Dalej: Żywiec, Żubr, Harnaś, Leżajsk, Perła, Grolsch, Kilkeney, Fischer, Guiness, czeski Budweisser i może jeszcze kilka innych.
You Know My Name - 2008-11-20, 20:35
:
Dziś Wielkie Święto: Beaujolais nouveau!!
Dzień kiedy "młodze i cierpkie" to nie przytyki a oznaka radości, że już jest. Dzień Pierwszego Wina.
Świętujmy!!
Romulus - 2008-11-20, 21:40
:
Mnie się zawsze wydawało, ze to całe Bożole to ściemka marketingowa. Mój były szef jeździ na jakieś smakowania tego trunku i oczywiście - zawsze kiedy go spotykam - pręży się, że ma w piwniczce butelkę i muszę wpaść to skosztujemy. Po czym wpadam i jakimś cienkuszem mnie raczy :) Toteż podwójnie Bożole mnie "Wkurza" :)
Geoffrey - 2008-11-20, 22:26
:
Raz dałem się skusić na Beaujolais Nouveau i starczy.
Owszem, była miła imprezka, pozostaną mi raczej pozytywne skojarzenia, ale samo wino dość słabe.

Takie w gatunku win w cenie do dychy :))

W większym stopniu to produkt marketingowy, niż winiarski.
You Know My Name - 2008-11-20, 22:28
:
Malkontenci,
Geoffrey napisał/a:
W większym stopniu to produkt marketingowy, niż ...
Tak Dżeff można powiedzieć o prawie całej naszej kulturze a Ty wybrzydzasz, ech.
Regissa - 2008-11-21, 14:08
:
A ja wczoraj miałam takie bożole, że pomieszałam dwa gatunki vieux win i od razu zrobiły się nouveau :-PP

I tak najlepsze są słodkie, hiszpańskie moskatele albo portugalskie Porto... mmmm... rozmarzyłam się przez Was...
Romulus - 2008-11-21, 16:23
:
A ja na weekend kupiłem Kadarkę - bułgarskie wino, od razu wspomnienia wróciły :) . Nic specjalnego, ale umila wieczór idealnie. Niczego więcej nie oczekuję.
Jander - 2008-11-21, 18:12
:
Romulus pije studenckie wino? No nie spodziewałem się... ;)
You Know My Name - 2008-11-21, 18:15
:
Stara miłość nie rdzewieje, jeszcze tylko wytrawna Sophia i będzie jak w LO.
Zastanawiam się czy nie powtórzyć wczorajszego bożoleta, co prawda w godzinę po wypiciu pozostawił pewną suchość w ustach, ale szczerze mówiac był lepszy od masy Pinotage'y czy Shirazów (w podobnych cenach).
Romulus - 2008-11-21, 21:48
:
Zazdroszczę ci, Magu, tego Bożoleta, bo nigdy nie piłem i chyba jutro pójdę do sklepu z winami... Shirazy są łagodne, jak na moja wątrobę. I bardzo dobrze. Oglądałem niedawno ponownie BEZDROŻA i zacząłem poszukiwać win, które tam się pojawiają. Magu, jeśli nie widziałeś - obejrzyj, koniecznie z butelką pod ręką. Nawet najzwyczajniejszego cabernet sauvignon.

Kadarka - zacne wino. Jander, no chyba nie miałeś mnie za jakiegoś snoba? Od czasu do czasu pozwolę sobie na mały luksus, ale stara miłość nie rdzewieje. Właśnie osuszam półsłodką, czerwoną Kadarkę oglądając filmy na dvd przytargane z wypożyczalni. I wiem, ze jutro obudzę się zdrowy na ciele, bo na umyśle - wszystkie zmysły wyostrzone :mrgreen:
Shadowmage - 2008-11-22, 07:51
:
Bożoleta? Weźcie sobie kubcie jabcoka - w smaku będzie takie samo, a o ile taniej wyjdzie :D
You Know My Name - 2008-11-22, 12:29
:
Nie tak dużo, bożolet z Biedtonki kosztował poniżej 9 pln, to rozsądna cena za wino.
Shadowmage - 2008-11-22, 13:22
:
Ile oni musieli tych biedronek porozgniatać, zeby tyle płynu na butelkę uzbierać :P
Maeg - 2008-11-22, 14:40
:
Cytat:
Nie tak dużo, bożolet z Biedtonki kosztował poniżej 9 pln, to rozsądna cena za wino.


9 zł? To ja bym już chyba wolał dwa dobre piwa. Wina jak już to preferuje w cenie tak około 20 zł (można świetne wina z Mołdowy za tą cenę dostać, bądź niektóre z Nowego Świata. ), jedyny wyjątek robię dla win Reńskich, ale to też tylko gdy idę do pewnych znajomych którzy nie dają się przekonać do innych. ;)
Regissa - 2008-11-22, 16:19
:
Maeg napisał/a:
można świetne wina z Mołdowy za tą cenę dostać,

To nawet nie o cenę chodzi. Wina z tej części Europy, czyli rumuńskie, węgierskie, bułgarskie czy mołdawskie, to poezja smaku. Ostatnio coraz bardziej doceniane, co się, niestety, odbija na ich cenie. Ale zawsze można poprosić kogoś o przywiezienie butelki w ramach suweniru :mrgreen:

Cena wina nie zawsze idzie w parze ze smakiem, zwłaszcza w przypadku francuskich win. Swoją drogą francuskie wina to wybitne paskudztwo... Moje podniebienie widocznie jest zbyt chamskie na taką wykwintność ;)
Za to hiszpańskie - proszę bardzo! Najlepiej prosto z bodegi, bez firmowych nalepek, z przepyszną ensaladą na dodatek... Mmmmmm //amor
You Know My Name - 2008-11-22, 21:25
:
Maeg napisał/a:
9 zł? To ja bym już chyba wolał dwa dobre piwa.
I to pisze Ciechanopijca? Zresztą za dwie dychy co kupisz czego nie ma za 10-15 (jeśli chodzi o gatunki). A co do reńskich, jeśli qualitetswein mit predikat auslesse można nabyć za 20 to naprawde nie ma na co narzekać.
A z win to nie można zapomnieć o austriackiej chlubie czyli Rieslingu, moim chyba ulubionym trunku.
Wulf - 2008-11-22, 22:07
:
1) Ktoś pitolił, że w Polsce absynt jest nielegalny (nie pamiętam kto) - bzdura. Dzięki unijnym przepisom legalny jest, nawet u nas go ktoś produkuje :D
2) Zmieniły mi się smaczki:

- Pierwsze miejsce - piwo - dalej najpierw ciemne, potem jasne, najpierw brytyjskie, potem kontynentalne. Ale ogólnie - bardziej jestem skłonny do zabawy piwem i uznaję wiele gatunków za równorzędne.
- Drugie miejsce - rum - najlepiej ciemny, może być sam, chociaż wolę dobrą cuba libre
- Trzecie miejsce - whisky/whiskey - czysta, bez lodu, na ciepło wręcz
- Czwarte miejsce - wino - byle nie mocno wytrawne. Raczej czerwone niż białe
- Piąte miejsce - wódka - czysta, albo smakowa, raczej nie słodka mocno
- Szóste miejsce - wszystko inne :D
Jander - 2008-11-22, 22:31
:
ad 1) Natomiast gdzie go można kupić?
MadMill - 2008-11-22, 22:34
:
Wulf napisał/a:
1) Ktoś pitolił, że w Polsce absynt jest nielegalny (nie pamiętam kto) - bzdura. Dzięki unijnym przepisom legalny jest, nawet u nas go ktoś produkuje :D

Ja, pisałem, że był. o_O
Mag_Droon napisał/a:
I to pisze Ciechanopijca?

Ciechan jest smaczny, nie wiem o co Ci chodzi. :P
Romulus - 2008-11-22, 22:35
:
Absynt - to dla twardzieli. Próbowałem i powiem jedno - do bohemy to ja się z moim mieszczańskim podniebieniem nie nadaję. Aczkolwiek, kiedy koleżanka podpaliła go to miły dreszczyk przebiegł po plecach. Ale smak zaraz zabił całe... podniecenie.
You Know My Name - 2008-11-22, 23:26
:
Wulf napisał/a:
Ktoś pitolił, że w Polsce absynt jest nielegalny (nie pamiętam kto) - bzdura. Dzięki unijnym przepisom legalny jest, nawet u nas go ktoś produkuje
Z tym absyntem, któerym upijał się Rimbaud to wspólną ma tylko nazwę i kolor. Właśnie dzięki przepisom przestał być tak toksyczny (ale podobno zatracił też charakter)
Zireael - 2008-11-22, 23:44
:
Lubię te alkohole, które są... smaczne(bardzo odkrywcze, wiem :P ). Czyli w moim przypadku słodkie. Uwielbiam nalewki Toudiego, są obłędne. Lubię likiery(najbardziej migdałowy), słodkie i półsłodkie wino, no i rum jest całkiem niezły(brak jakichkolwiek konkretnych nazw i marek). Piwo pijam głównie dla towarzystwa, w śladowych ilościach. Nie cierpię Żubra, Tyskie jest niezłe, Lech jest mi chyba obojętny. Za to przepadam za Redds'sem(tak, piwo dla bab i pedałów, ale pragnę zauważyć, że do jednej z tych grup się zaliczam XD ).
Od biedy wypiję drinka złożonego z czystej i soku/coli.
Asuryan - 2008-11-23, 00:05
:
Ja od jakiegoś czasu wraz z Małżowinką raczę się półtorakiem "Jadwiga". Przepyszny miodzik, istna królowa w pełni zasługująca na swe imię. Żałuję tylko że na targach ezoterycznych na którym go nabyliśmy, kupiliśmy tylko jedną butelkę.
Maeg - 2008-11-23, 00:16
:
Cytat:
I to pisze Ciechanopijca?

Z wszystkich piw dostępnych w Px Ciechan jest najlepszy. Poza Paulinerem ale on kosztuje 10 zł :P
Poza tym wątpie bym dostał za 10-15 zł równie dobre wina, w których się lubuje. Zbyt często za taką cenę trafiam na dziwactwa które w smaku odbiegają od tego co lubię. Poza tym czasem trafi sie butelka za 17, 18 zł czasem za 22 zł, dlatego napisałem około. A dorzucić dwa, trzy złote do piętnastu to nie duże, nie?

I zgadzam się z Regisską, że francuskie wina są mocno przereklamowane. Unikam, unikałem i będę unikał. ;)
MadMill - 2008-11-23, 00:20
:
Maeg napisał/a:
I zgadzam się z Regisską, że francuskie wina są mocno przereklamowane.

Tanie, obiadowe są dobre. A te niby rocznikowe to po prostu wina, które nie schodzą we Francji i się je sprzedaje jako te super hiper ekstra. :P Odkryłem spiskową teorię dziejów Francji! :P
Olisiątko - 2008-11-23, 10:04
:
Wczoraj mi coś odwaliło i nie dość, ze wreszcie spróbowałem Tequilli (złotej, cynamon plus cząstka pomarańczy) to tak mi zasmakowało, że w ciągu 15 minut wypiłem Mohito i Margeritę o_O Cud, miód i orzeszki. Pluję sobie w zarost, ze tak długo przebywałem w nieświadomości, ze coś tak dobrego istnieje :P
Mohito wędruje na szczyt ulubionej listy drinków :P Wyprzedziło Kamikadze, Szarlotkę i Wściekłego Psa :P
Romulus - 2008-11-23, 10:54
:
Oli napisał/a:
Mohito wędruje na szczyt ulubionej listy drinków :P Wyprzedziło Kamikadze, Szarlotkę i Wściekłego Psa :P


He he, tuś mi brat... Mojito - napój bogów. Najlepsze mojito jest w barze Tapaz na Nowym Świecie w Warszawie. Romulus lubi je o każdej porze roku :mrgreen:
Wulf - 2008-11-23, 17:36
:
Mag_Droon napisał/a:
Właśnie dzięki przepisom przestał być tak toksyczny (ale podobno zatracił też charakter)
1) Tamten absynt nie był do końca toksyczny. On po prostu był narkotyczny. Obecny też jest, ale w mniejszym stopniu. Po prostu substancji aktywnej jest mniej.
2) Trochę takie gadanie głupiego bo... kto może znać smak absyntu z czasów bohemy? :D Jeśli nawet ktoś zachował butelkę z epoki, to może moc wynika z "upływu czasu", a nie oryginalnej receptury? A może po prostu ktoś tak mówi... i nie ma porównania nawet, a po prostu przez to, że sam nie został poetą, to pitoli, że to nie ten absynt co wtedy? :D
Jander napisał/a:
Natomiast gdzie go można kupić?
W manufakturze łódzkiej swego czasu był. I pewnie w dobrych monopolach jest :)
Regissa - 2008-11-28, 09:41
:
Wulf napisał/a:
kto może znać smak absyntu z czasów bohemy?

I do tego bohemy paryskiej ;) Polska bohema (no dobrze, krakowska, bo do tej moje naukowe badania się ograniczyły ;) ) absynt pijała baaaardzo rzadko, głównie o absyncie sobie opowiadano, jak któryś powrócił z wojaży francuskich (z których nie przywoził kolegom absyntu, raczej syfilis). Nie ten przedział cenowy. Nasi rodzimi cyganie pijali głównie kolorowe wódki, w dalszej kolejności koniaczek i wino, przy wielkich okazjach, jak się znalazł sponsor, to i szampan się znalazł ;)
Zatem jeśli ktoś czuje potrzebę zostania poetą przeklętym, to nie musi uganiać się za absyntem :mrgreen: Choć to diablo pyszny trunek, tylko trzeba go umieć podać :mrgreen:
You Know My Name - 2008-11-28, 10:27
:
Na terenach jasnie oswieconego cesarstwa, na terenie, ktory przedtem i potem Czechami nazywano absynt produkowano bez przerwy prawie, jeno, poddawano go obrobce oczyszczajacej go prawie ze wszystkiego co nadawalo mu jego niszczacy urok.

I raczej trudna bedzie do obrony teza, ze obecnie jest to tak samo smakujacy i "kopiacy" trunek jak za czasow Verlaina.
Wulf - 2008-11-28, 11:04
:
Mag_Droon napisał/a:
absynt produkowano bez przerwy prawie, jeno, poddawano go obrobce oczyszczajacej go prawie ze wszystkiego co nadawalo mu jego niszczacy urok.
czyli znowu - nie ma obecnie kogoś (albo nie ma za wiele takich osób), które taki trunek spijały. Bo skoro nawet tam gdzie była ciągłość destylacji zmieniła się procedura... to cóż nie ma lekko.
Mag_Droon napisał/a:
I raczej trudna bedzie do obrony teza, ze obecnie jest to tak samo smakujacy i "kopiacy" trunek jak za czasow Verlaina.
A dlaczego? Ja się zapytam - skąd wiadomo jak smakował i kopał tamten trunek? Czy ktoś wtedy badał skład chemiczny tego trunku pod względem zawartości tujonu, żeby wiedzieć, że obecnie produkowany ma go mniej? Z tego co wiem, jest we Francji producent, który robi absynt wg tego co uzyskał w wyniku badań chemicznych jakiegoś starego szkła. Wziął z tego próbkę, zbadał i produkuje wg tego co tam było - takie same składniki etc. I co? Czy jego absynt aby na pewno będzie gorszy od tego z czasów bohemy?
You Know My Name - 2008-11-28, 11:45
:
Zachowaly sie za to informacje osob, ktore pily absynt zlotego wieku jak i ten poprawny politycznie.
A co do Twojego przykladu z Francji - jak ocenial co jest zanieczyszczeniem a co skladem oryginalnym??
martva - 2008-11-28, 12:26
:
A przepisy się nie zachowały? Bylica piołun nie wyginęła i nie zmutowała od tego czasu, o ile mi wiadomo :) Robienie domowych nalewek, win i innych takich jest strasznie trendy teraz, kojarzę że ktoś na jakimś forum wspominał że robi absynt, ale zmienia proporcje na korzyść bodajże anyżu. Jako że anyżu nienawidzę z całego serca i kubeczków smakowych, nie wnikałam.
Romulus - 2008-11-28, 12:35
:
martva napisał/a:
Robienie domowych nalewek, win i innych takich jest strasznie trendy teraz (...)


No ba :) Abstrahując od absyntu, który jest ohydny w smaku - zamierzam sobie zrobić naleweczkę w tym roku. Tyle że tym razem na cytrynach. Szwagierka zrobiła rok temu i: oh my God! Dla zdrowotności jak znalazł. W zeszłym roku użyłem winogrono i była taka sobie ("wytrawna", jak ktoś ujął nie chcąc mi przykrości zrobić) - jeszcze stoi w małym gasiorku i może dojrzeje za parę lat :) W tym roku owoce trochę mnie "ominęły" (przespałem), więc zostały cytryny i pomarańcze. Po pół literka zrobię na próbę z każdego "smaku". Tylko muszę dobry spirytus znaleźć. Bo na wódce to ostateczność.
You Know My Name - 2008-11-28, 12:42
:
Ale na skorkach czy na miazszu zrobisz??
Podaj przepisy, moze jak mi sie bronek i winko znudza to sobie jakiej mocnej nalewki nastawie.
martva - 2008-11-28, 13:19
:
Do Gazety Wyborczej dodali w swoim czasie takie cieniutkie broszurki o nalewkach - przepisy tradycyjne i nowoczesne. I na przykład nalewka na landrynkach mnie nęci ;) I jakieś takie różne z przyprawami typu kardamon i kolendra (uwielbiam zapach nasion kolendry). I imbirówka.
Nalewki produkuje mój ojciec, matka i siostra, ja się opieram, chociaż zrobiłam kiedyś likier czekoladowy i kusi mnie domowy domowy Baileys . Bo lubię słodkie :)
Romulus - 2008-11-28, 16:04
:
Mag_Droon napisał/a:
Ale na skorkach czy na miazszu zrobisz??
Podaj przepisy, moze jak mi sie bronek i winko znudza to sobie jakiej mocnej nalewki nastawie.


Wychodzi na to, że na miąższu, bo leci to tak:
6 cytryn, 1 do 2 litrów wódki (ale ja spróbuję na spirytusie, więc nie wiem, czy proporcja wystarczająca z cytrynami), trzy-czwarte szklanki cukru.

Cytryny trzeba wyszorować i sparzyć, obrać cienko, aby było jak najmniej białej "skórki". Nie napisała mi, ile ma stać...
Wulf - 2008-11-28, 16:08
:
Mag_Droon napisał/a:
Zachowaly sie za to informacje osob, ktore pily absynt zlotego wieku jak i ten poprawny politycznie.
A są takie osoby? Tzn. ludzie, którzy przed I Wojną Światową mniej więcej pili absynt w takich ilościach by mieć o nim pojęcie, i teraz go piją, by mieć porównanie? Cóż, pogratulować kondycji chyba by im trzeba. I czy aby na pewno ich opinia o dawnym absyncie nie mieści się w ramach standardowej "idealizacji przeszłości" (słynne - "za moich czasów to...").
Mag_Droon napisał/a:
A co do Twojego przykladu z Francji - jak ocenial co jest zanieczyszczeniem a co skladem oryginalnym??
Nijak. Produkował to co mu wyszło.
You Know My Name - 2008-11-28, 16:15
:
Romulus napisał/a:
Nie napisała mi, ile ma stać...
Trzeba duzo butli nastawic i czesto probowac jak sie sprawy maja :P
martva - 2008-11-28, 16:50
:
Romulus napisał/a:
Cytryny trzeba wyszorować i sparzyć, obrać cienko, aby było jak najmniej białej "skórki".


Ja bym to właśnie zrozumiała że na samej skórce, tej żółtej :) Skórka ma olejki eteryczne i cały cytrynowy aromat. Może jeszcze dopytaj o szczegóły, zanim zrobisz?
Bo tu na przykład jest przepis na pomarańczówkę:
http://www.gotowanie.wkl.pl/przepis29889.html
I jest na samych skórkach.

Parę przepisów także tu:
http://wino.org.pl/content/view/216/136/
Między innymi na nalewki cytrynowe, i tam i skórka i reszta/sok.
Toudisław - 2008-11-28, 17:52
:
martva napisał/a:
Ja bym to właśnie zrozumiała że na samej skórce, tej żółtej :) Skórka ma olejki eteryczne i cały cytrynowy aromat. Może jeszcze dopytaj o szczegóły, zanim zrobisz?

Myślę że tu problem jest jak z Wiśniówką. Czy dawać z pestkami czy bez. Od białej "skórki" może chyba lekko zgorzknieć ale głowy nie dam czy o to biega. Są różne szkoły.
martva - 2008-11-28, 18:05
:
Dlatego ja bym zrobiła z tej żółtej skórki z gruczołami olejkowymi oraz miąższu/soku, a białej skórki wewnętrznej się pozbyła.
Shadowrunner - 2008-11-30, 14:33
:
Nieco odbiegając od tematu was wszystkich - domorosłych bimbrowników ;) - chciałbym powrócić do kwestii win...

Ostatnio bowiem wpadło mi w ręce wino z Ukrainy (rodzinka była na wycieczce), nie pamiętam już jak się nazywało, bo wyrzuciłem butelkę, ale muszę powiedzieć że o ile do ukraińskich wódek i papierosów jestem uprzedzony, o tyle uraińskie wina należy pochwalić - szczególnie te słodkie i półsłodkie, czerwone przede wszystkim. Wina te, oprócz tego że słodzone są niewielką ilością miodu w czasie powtórnej fermentacji, to w dodatku są wyrabiane z takich małych, okrągłych winogron - bardzo podobnych do tych jakie uprawia się w Polsce - i jakie w Polsce uprawiało się przed wiekami, kiedy klimat był u nas cieplejszy i byliśmy w przemyśle winnym znani nie mniej od pludraków czy południowców.
Te małe winogrona (znaczy te ukraińskie wcale nie są małe) różnią się od tych zagranicznych choćby tym, że nie są owalne ale okrągłe w kształcie - winogrona obce są też delikatniejsze w smaku - nasze zaś mają charakterystyczny lekko cierpki, lekko "spicy" smak - i takoż właśnie smakują wina na nich robione - z tym że ponieważ ukraińskie winogrona są dorodniejsze, to i wina z nich robione tam są lepsze. Naprawdę je polecam (jak znajdę w sklepie te które piłem to wam powiem markę - bo nie wszystkie wina ukraińskie tak smakują - to o którym mówię jest sprzedawane tam w takiej charakterystycznej, kanciastej butelce z zielonego szkła - ale nie dam sobie głowy uciąć czy w polce nie jest tak że rozlewane są do normalnych butelek okragłych) - także ze względów historycznych, że tak powiem - choć bowiem dziś nie jesteśmy winną potęgą (nie liczę oczywiście tych wszystkich Kelerisów, Byków i Komandosów) - co podobno ma się zmienić (w związku z nowym prawodawstwem i efektem cieplarnianym :mrgreen: ) - to spróbowanie ukraińskich, aromatycznych win pozwala sobie "przypomnieć" jak smakowały one w dawnej, "Wielkiej Polszcze", kiedy ową potęgą byliśmy.
MrSpellu - 2008-12-12, 14:22
:
Przepis, który zamieściłem na innym forum:

Ja sam napisał/a:
Grzane wino

- 1 butelka czerwonego wina, jeżeli ktoś nie jest burżujem, albo nie ma wujka Francuza to polecam tanią i dobrą Kadarkę.
- 1 pokrojona w plastry cytryna
- odrobina gałki muszkatołowej
- pół garści goździków
- dwie laski cynamonu
- dwie spore łyżki miodu malinowego
(może być zwykły, byle by był naturalny i lejny - ja malinowy dostaję po znajomości od teściów ;) )

W zasadzie tyle. Opcjonalnie plasterek pomarańczy i kieliszek brandy, koniaku lub sherry.

Podgrzewamy wino z przyprawami i owocami, gdy już pomalutku przymierza się by zawrzeć, szybciutko ściągamy z ognia, dolewamy miodu, mieszamy, natychmiast rozlewamy i w miarę szybko pijemy by nie wystygło. Coś kurna pysznego.


Jeżeli chodzi o napoje wyskokowe to ostatnio preferuję wódkę. Idealną zapitą jest zimny sok pomidorowy lub z braku takowego, mało agresywny grejpfrutowy. Chętnie zagryzam, najlepiej kabanosem lub kiszonym ogórkiem. Jeżeli chodzi o piwo to namiętnie pijam tyskie, dębowe i tyskie książęce - lokalny patriotyzm ;) Z wódek preferuję wyborową, królową polskich napojów wysokoprocentowych. Nie cierpię wódek smakowych. Męczę się nawet z Finlandią Cranberry. Uwielbiam gin, z tańszych Seagrams, z droższych Gordons lub Bombay. Mój ulubiony drink to "Jutrzenka Swobody" czyli gin, tonik, lód i cytryna (względnie limonka). Z win nie pogardzę wytrawnym cabernetem. Z takich, które nie biją po kieszeni preferuję Tchergę - bułgarskie, czerwone, wytrawne.
Romulus - 2008-12-12, 16:30
:
Spellsinger napisał/a:
Z win nie pogardzę wytrawnym cabernetem. Z takich, które nie biją po kieszeni preferuję Tchergę - bułgarskie, czerwone, wytrawne.


Dobrze prawisz. To jedno z najlepszych win, jakie zdarzyło mi się pić. Po cenie przystępnej otrzymuje się boski napój :)
Kruk - 2008-12-29, 13:25
:
Piwo przeżarło się mi.Już nie smakuje tak jak kiedyś.. czuję tylko tą gorycz ,która niegdyś była miła a teraz... no cóż.
Temu przerzuciłem się na wyższy stopień czyli wódka.Z takich czystych to z chęcią wypije Wyborową.Żubrówka z sokiem jabłkowym jest również dobra.Pił ktoś z was Medovinę.słowacką wódkę z miodem? Cudo! Słodka i pyszna ale daje w gaźnik i pali trzewia wzorcowo.
Jednak nader wszystko preferuję szkocką whiskey. Ma moc i smak który jest niezastąpiony.
martva - 2008-12-29, 13:38
:
Kruk napisał/a:
Pił ktoś z was Medovinę.słowacką wódkę z miodem?


Mam taką małą buteleczkę przywiezioną ze Słowacji, tak sobie leży i czeka aż mi się przypomni o jej istnieniu.
MadMill - 2009-01-03, 22:03
:
Cytrynówka:

0,5l spirytusu lubelskiego
6 cytryn
Cukier
Woda

Krok 1:
Umyć cytryny w samej wodzie, dobrze wytrzeć. Wziąć nożyk i obrać cytryny jak jabłka, żeby powstała taka łupinka. Najlepiej cienko, aby została sama żółta skórka.

Krok 2:
Skórki kroimy w drobne paseczki – wszystkich sześciu cytryn jakby komuś umknęło – parzymy w gorącej wodzie, odcedzamy i czekamy aż ociekną.

Możemy zrobić sobie kawy… albo wycisnąć sok z cytryn które obieraliśmy, to najgorsza rzecz chyba podczas robienia cytrynówki. Kupi mi ktoś wyciskarkę?

Krok 3:
Wyciskamy sok do oddzielnej miseczki, oddzielnej! Nie zmieszać mi tego ze spirytusem tylko w tym momencie… No to wyciskamy. Odstawiamy na 2-3 dni do lodówki.

Krok 4:
Bierzemy jakaś butelkę – najlepiej po litrowym Kubusiu, taki zwyczaj – wrzucamy do niej sparzone skórki wcześniej obranych cytryn i zalewamy 0,5l spirytusu. Zakręcamy i odstawiamy. Może być do lodówki, ale niekoniecznie.

Można też wrzucić parę goździków do tego na te 2-3 dni, nie wiem jak to smakuje wtedy, nie próbowałem… jeszcze. Więc nie ręczę za wynik.

Krok 5:
Sprzątamy bajzel w kuchni.

Krok 6:
Czekamy 2-3 dni.

Krok 7:
Wyciągamy… komponenty, czyli sok z cytryn i skórki w spirytusie. Odcedzamy spirytus – powinien być żółciutki jak… no żółty być powinien. Skórki możemy wypłukać w czystej wodzie, która później użyjemy do gotowania, zawsze trochę tego spirytusu więcej w cytrynówce będzie.

Krok 8:
Sok z cytryn gotujemy i dolewamy do niego wody. Jeśli mamy 0,5l spirytusu, to dolewamy wody na tyle aby wyszło około 700 ml soku wraz z wodą, słodzimy to sześcioma dużymi, stołowymi łyżkami cukru – oczywiście jak ktoś lubi słodsze to więcej, a jeśli nie to mniej, chociaż myślę, ze 6 to jednak minimum, bo przy mniejszej ilości jest chyba za cierpkie.

Można osłodzić miodem zamiast cukru, ale tak samo jak z goździkami, jeszcze tego nie wypróbowałem.

Krok 9:
Czekamy aż ten wywar ostygnie. Jak jest już zimny po prostu mieszamy ze cytrynowym spirytusem. Przepuszczamy całość przez gazę aby pozbyć się niechcianych elementów, miąższu, pestek i jakiś małych skórek cytryn jak zostały w spirytusie. Rozlewamy do butelek i odstawiamy na 7-10 dni.

Krok 10:
Pijemy zimne! I bez jakiejkolwiek popitki!

Uwagi:
*Można to samo robić z grejpfrutami czy pomarańczami, z tym, że jedno i drugie pewnie trzeba rozrobić z mniejszą ilością cukru, bo z pomarańczy to by nam likier wyszedł raczej.
Chociaż nawet do cytrynówki można bonusowo dać 1-2 pomarańcze i skórki do spirytusu.

*Jak komuś za długo to walimy spirytus wraz z koncentratem cytrynowym – takie coś sprzedają do herbaty w sklepach – fuj – mieszamy jeszcze z przegotowaną, osłodzoną wodą i tak żeby nam 1,2l z 0,5l spirytusu wyszło. Wstawiamy do lodówki i pijemy na następny dzień. Efekt pewnie podobny, ale smak o wiele wiele gorszy.
Olisiątko - 2009-01-04, 16:18
:
Krok 11:
Idziemy zabić Mada, ze nie dobre wyszło i kupujemy starą dobrą czystą albo piwo.

Dobra Mad, spróbuję ;p
martva - 2009-01-04, 23:21
:
MadMill napisał/a:
No to wyciskamy. Odstawiamy na 2-3 dni do lodówki.


A właściwie czemu? Jedyny cel takiej operacji jaki przychodzi mi do głowy, to nasycenie soku lodówkowymi zapachami, ale zapewne nie o to tu chodzi ;) Ma to jakąś racjonalną przyczynę, czy po prostu 'tak się robi'?

Cytrynówka brzmi mrrr. Zastanawiałam się przez chwilę czy nie zrobić, ale mi się nie chcę - podpuszczę siostrę :P
KreoL - 2009-01-04, 23:51
:
martva napisał/a:
A właściwie czemu?


Może dlatego, że z tego co zrozumiałem to wszystkie kroki do 5 dzieją się w tym samym czasie a wyciskamy po to by nie musieć robić tego za 3 dni i tylko przelewać a nie bawić się bardziej niż to konieczne.

Obrane cytryny przez 3 dni leżące sobie straciły by sporo z witaminy C, która pozostawiona samej sobie w temperaturze pokojowej utlenia sie tracąc właściwości zdrowotne, a przecież o te właściwości chodzi nam przygotowując ten napój. Zimna temperatura powoduje znaczne spowolnienie tego procesu dlatego trzymamy w lodówce. To tak troche z biochemicznego punktu widzenia :mrgreen:
MadMill - 2009-01-05, 06:34
:
KreoL napisał/a:
To tak troche z biochemicznego punktu widzenia :mrgreen:

Oj Ty mój chomiku. :DD O to w dużej mierze chodzi, a żeby nie przeszło lodówkowymi zapachami można to w małej butelce po Kubusiu trzymać. :P
martva - 2009-01-05, 16:33
:
KreoL napisał/a:
Obrane cytryny przez 3 dni leżące sobie


Ale przecież się je obiera tylko z tej żółtej warstwy skórki, całe albedo zostaje. Czyli można by je zostawić w tej białej skórce i wycisnąć po tych kilku dniach jak sądzę.

KreoL napisał/a:
z witaminy C, która pozostawiona samej sobie w temperaturze pokojowej utlenia sie tracąc właściwości zdrowotne,


No to chyba mniejsze szanse na utlenienie się mają witaminy pozostające sobie w całych tkankach i komórkach, niż wydobyte stamtąd i narażone na kontakt z powietrzem. Tak na babski rozum.

KreoL napisał/a:
a przecież o te właściwości chodzi nam przygotowując ten napój.


No chyba żartujesz, cytrynówka jako źródło witaminy C? Równie dobrze mógłbyś zrobić nalewkę ze świeżej białej kapusty ;) na jedno by wyszło.
Jestem fanką wszystkiego co cytrynowe, ale ze względu na smak :-)
MrSpellu - 2009-01-05, 18:29
:
Ja robiłem kiedyś z kumplem wiśniówkę na spirytusie. Smakowo 10/10 ;) (tylko to polegało na zasypaniu drelowanych wiśni cukrem, a po kilku tygodniach uszlachetnianiu 'soku' spirytusem - po to by znów odstawić na jakiś czas ;) )
Kruk - 2009-01-05, 20:51
:
MadMill przypomniał mi jak to w sylwestra piłem miód pitny.To jest specyjał nad specyjałami! Ma tak specyficzny smak że nie da się go opisać a przy tym mocne i pali trzewia.Już wiem czemu szlachcie tak bardzo lubili ten trunek ^^
KreoL - 2009-01-06, 00:09
:
martva napisał/a:
No chyba żartujesz, cytrynówka jako źródło witaminy C?


No co Ty :P A piwo z ziomkami pijemy zawsze tylko i wyłącznie ku zdrowiu nereczek, w sanatoriach lokalnych zwanych pub'ami. Trzeba dbać o zdrowie, a kac czasami następnego dnia to tylko jedno z wielu poświęceń w dążeniu do dłuższego życia. :))

Po zdjeciu żółtej skórki to już nie chroni przed dostępem powietrza i cały owoc 'oddycha' poprzez pory,mikrokanaliki itp. Jeśli wyciśniesz i zamkniesz w kubusiu mniejsza ilość się utleni. ;)

Cytrusy rulez xD
martva - 2009-01-06, 00:24
:
KreoL napisał/a:
No co Ty :P


Uff, bo ostatnio się dowiedziałam że _gorąca_ herbata z _plasterkiem_ cytryny to bomba witaminowa i wymiękłam ;)

KreoL napisał/a:
Po zdjeciu żółtej skórki to już nie chroni przed dostępem powietrza i cały owoc 'oddycha' poprzez pory,mikrokanaliki itp.


Albedo chyba chroni, i te błonki które nie wiem czy mają jakąś fachową nazwę. Obranie z żółtego i trzymanie owoców w lodówce, żeby się metabolizm spowolnił wydaje mi się lepszym wyjściem niż zostawienie wyciśniętego z komórek soku. Ale to i tak czcze dywagacje, bo tej witaminy jest w cytrynie naprawdę niewiele i czepiam się z zasady :P

KreoL napisał/a:
Cytrusy rulez xD


No nie wiem, grejpfrutów nie lubię.

Ktoś tu wcześniej pisał o takiej wódce z miodu, słowackiej - a ja taką mam. Odkurzałam ją dzisiaj. I chyba jest przedatowana. Czy wódka się może przedatować? :P
Przywiozłam ją ze Słowacji kiedy jeszcze nie byłam z moim poprzednim byłym, czyli cholernie dawno, chyba jeszcze dziewiętnastki nie skończyłam...
KreoL - 2009-01-06, 01:11
:
martva napisał/a:
_gorąca_ herbata z _plasterkiem_ cytryny to bomba witaminowa


Może nie tyle witaminowa co Alluminiowa ;) kwas cytrynowy w gorącej herbacie powoduje powstawanie łatwo przyswajalnej soli cytrynianu glinu, który oskarża się np o choroby mózgu.

martva napisał/a:
trzymanie owoców w lodówce, żeby się metabolizm spowolnił


<uwaga czepia sie> rozkład a nie metabolizm ;) to już dawno nie są żywe komórki.

martva napisał/a:
Czy wódka się może przedatować?


wypij, to się przekonamy :))

Ja ostatnio to głównie degustuje piwo i stałem się dość wybredny po odkryciu kilka miesięcy temu pubu z ponad 100 rodzajów piwa :))
martva - 2009-01-06, 10:37
:
KreoL napisał/a:
Może nie tyle witaminowa co Alluminiowa ;)


Ale taki jest stereotyp, że co kwaśne to witaminowe. Takie kiszone ogórki na przykład (a przecież świeże ogórki nie mają witaminy C wcale, a kiszone jeszcze mniej :P )

KreoL napisał/a:
<uwaga czepia sie> rozkład a nie metabolizm ;) to już dawno nie są żywe komórki.


No nieee, znów się okazuje że mnie okłamali na studiach? Semestr nudnych zajęć z przechowalnictwa i wciąż nam wmawiali głupoty o oddychaniu i żywych komórkach? Źli ludzie :|

KreoL napisał/a:
100 rodzajów piwa :))


Kurczę, nie lubię piwa. Część moich przodków pewnie przewraca się w grobach, ale nie lubię i już. Pewnie bym lubiła, gdyby dawno temu ktoś nie wpadł na pomysł że piwo powinno być gorzkie, a Martve nie lubią gorzkich rzeczy.
Robi się gdzieś jakieś piwo bez chmielu?
MrSpellu - 2009-01-06, 12:47
:
martva napisał/a:
Kurczę, nie lubię piwa. Część moich przodków pewnie przewraca się w grobach, ale nie lubię i już. Pewnie bym lubiła, gdyby dawno temu ktoś nie wpadł na pomysł że piwo powinno być gorzkie, a Martve nie lubią gorzkich rzeczy.
Robi się gdzieś jakieś piwo bez chmielu?

Polecam piwa pszenne, można je zakwalifikować jako 'słodkawe', a raczej o neutralnym smaku. Zawsze możesz sięgnąć po 'piwa' smakowe lub karmelowe - takie kobiece dość klimaty smakowe ;) Akurat uwielbiam goryczkę piwa (mmm... portery) i ogólnie lubię gorzkie alkohole (mmm... gin).
martva - 2009-01-06, 12:49
:
A pszenne są bezchmielowe?
MrSpellu - 2009-01-06, 12:51
:
martva napisał/a:
A pszenne są bezchmielowe?

Tak. Zawiera 'tylko' słód jęczmienny i pszenicę :) Takie piwo jest naturalnie mętne i 'goryczkę' czuć ledwo ledwo :)

EDIT: no dobra jest chmiel, ale tyle co kot napłakał ;)
KreoL - 2009-01-06, 14:13
:
Zgadza się. Pszeniczne nie są takie gorzkie zazwyczaj tyle, że są mętne. Pozatym mocniejsze piwa są również słodkawe. Mi z polskich piw smakuje "Czarny Smok" dosć słodkawe <ale bez przesady> ciemne piwo. Są też piwa słodkie smakowe ale tego to nie pijam.
Shadowmage - 2009-01-06, 14:59
:
martva napisał/a:
Kurczę, nie lubię piwa. Część moich przodków pewnie przewraca się w grobach, ale nie lubię i już. Pewnie bym lubiła, gdyby dawno temu ktoś nie wpadł na pomysł że piwo powinno być gorzkie, a Martve nie lubią gorzkich rzeczy.
Mięsa nie ruszasz, piwa nie pijesz... dziewczyno, po co ty żyjesz? :D:D
Myślę, że bardziej niż pszeniczne, podejdą Ci ciemne piwa - byle nie stouty, bo te gorzkie, kawowe są. Zresztą... u nas nie robi się prawdziwych stoutów :P Choć spróbowanie pszenicznego też nie zaszkodzi... a zawsze pozostaje również możliwość ciemnych pszenicznych (paluszki lizać!).
KreoL - 2009-01-06, 15:11
:
Shadowmage napisał/a:
ciemnych pszenicznych (paluszki lizać!).


grrrr to czemu do takich lokali gdzie takie piwo serwują, na spotkaniu w listopadzie nas nie zabraliście tylko w tym Paradoxie, gdzie męczyłem sie Ciechanami >.< :!:
Shadowmage - 2009-01-06, 15:34
:
Bo takich lokali nie ma, albo ich nie znam. Mówię o własnych doświadczeniach z butelkowym importowanym (czasem na własnym grzbiecie :P ).
martva - 2009-01-06, 15:35
:
KreoL napisał/a:
Pozatym mocniejsze piwa są również słodkawe.


Wszyscy wokół mówią że Warka Strong jest słodka, a dla mnie to piwo jak piwo, równie gorzkie jak inne :P Podobnie jak Dog in the Fog. Ba, nawet malinowy Redds był dla mnie ciut zbyt gorzki (chociaż piłam ostatnio i był w sam raz, może zmienili recepturę).

Shadowmage napisał/a:
Mięsa nie ruszasz, piwa nie pijesz... dziewczyno, po co ty żyjesz? :D:D


Jeszcze nie wiem ;)
MrSpellu - 2009-01-06, 19:12
:
martva napisał/a:

Wszyscy wokół mówią że Warka Strong jest słodka, a dla mnie to piwo jak piwo, równie gorzkie jak inne :P Podobnie jak Dog in the Fog. Ba, nawet malinowy Redds był dla mnie ciut zbyt gorzki (chociaż piłam ostatnio i był w sam raz, może zmienili recepturę).

Wymieniłaś jedne ze słodszych piw jakie znam (słodsze jest takie jedno importowane, bananowe ;) ) Podejrzewam, że jesteś jedną z tych osób, które piwa nie lubią i nie polubią. Cóż, jesteś skazana na wino i wódkę :P
martva - 2009-01-06, 19:38
:
Spellsinger napisał/a:
(słodsze jest takie jedno importowane, bananowe ;) )


Lubię banany, ale rzeczy z bananów, od chipsów po lody i nadziewane czekoladki, są be.

Spellsinger napisał/a:
Podejrzewam, że jesteś jedną z tych osób, które piwa nie lubią i nie polubią.


Ehh, a mój pra(prapra?)dziadek browar otworzył...

Spellsinger napisał/a:
Cóż, jesteś skazana na wino i wódkę :P


Dobrze że jest wiśniówka, chociaż zaczyna mi się nudzić. Muszę znaleźć alternatywę.
batou - 2009-01-06, 19:52
:
Martva, a Desperadosa próbowałaś? Nie powiem, że goryczy w tym piwie nie ma, ale smak specyficzny, może akurat zasmakuje. Ja bardzo polubiłem.

martva napisał/a:
Dobrze że jest wiśniówka, chociaż zaczyna mi się nudzić. Muszę znaleźć alternatywę.

Krupnik ;)
martva - 2009-01-06, 20:06
:
batou napisał/a:
Martva, a Desperadosa próbowałaś?


A nie.

batou napisał/a:
smak specyficzny, może akurat zasmakuje.


Miewam specyficzne smaki, ale nie wiem czy w tę stronę. Spróbuję przy okazji ;)

batou napisał/a:
Krupnik ;)


Hmmm, może.
Romulus - 2009-01-06, 20:09
:
Spróbuj mojito niewiasto - a poczujesz smak raju :mrgreen:
Olisiątko - 2009-01-06, 20:22
:
Romulus napisał/a:
Spróbuj mojito niewiasto - a poczujesz smak raju :mrgreen:
batou napisał/a:
Martva, a Desperadosa próbowałaś? Nie powiem, że goryczy w tym piwie nie ma, ale smak specyficzny, może akurat zasmakuje. Ja bardzo polubiłem.


Popieram obu tych panów :mrgreen:
Pozatym zawsze możes zpić sok z piwem (herezja no ale cóż... kobiety są walniętę).
martva - 2009-01-06, 20:45
:
Ja bym się nie upierała przy tym piwie, muszę po nim biegać do łazienki co chwilę, a poza tym uderza mi do głowy strasznie nagle. I mocno.
Niemniej chciałabym znaleźć gatunek który mogę pić bez większego dyskomfortu ze strony kubeczków smakowych.
MrSpellu - 2009-01-06, 23:48
:
Cóż, będzie trudno Ci dogodzić. Ja tam kieruję się lokalnym patriotyzmem i namiętnie pijam tyskie :P
Shadowmage - 2009-01-07, 08:20
:
Jak ktoś lubi siki... :P

Co do krupniku - wchodzi całkiem, całkiem - ale przedawkowanie jest straszliwe w skutkach...
Jander - 2009-01-07, 12:43
:
True, patriotycznie to ja mogę Żywca pić, Tyskacza nie tykam.
Ostatnio zagościł u mnie Żywiec Porter, zwłaszcza w barach jest ekonomiczne, cena 1,5 piwa, a czas picia w porównaniu z normalnymi 2.0 ;)
MrSpellu - 2009-01-07, 13:05
:
Shadowmage napisał/a:
Jak ktoś lubi siki...

Pfff, gorol :P

Jander napisał/a:
True, patriotycznie to ja mogę Żywca pić, Tyskacza nie tykam.

Żywca nie tykam odkąd regularnie co roku od kilku lat szczam do Zimnika :P Kto nie wie co to za źródło i jaki browar czerpie z niego wodę... to jego problem XD (Kto się Żywcem sponiewierał ten czuł moją MOC :mrgreen: )
martva - 2009-01-11, 00:10
:
Więc, Desperados. Smakuje nieźle (chyba), jest go zdecydowanie za dużo objętościowo (na pewno), nie należy go mieszać (tak sądzę), może napiszę więcej rano (o ile dożyję).
:P
MrSpellu - 2009-01-11, 00:53
:
Ale to jest 0,4 :mrgreen: Trzeba było pić gin z tonikiem :mrgreen: Pozdrawiamy :mrgreen:
martva - 2009-01-11, 13:12
:
Spellsinger napisał/a:
Ale to jest 0,4 :mrgreen:


O jakieś 0,2 za dużo.

Spellsinger napisał/a:
Trzeba było pić gin z tonikiem :mrgreen:


Tonik jest fe.
KreoL - 2009-01-11, 17:26
:
martva napisał/a:
O jakieś 0,2 za dużo.


Twoje pseudo i powiedzenie " nie pijesz, nie żyjesz" nie mogło się z niczego wziąść :))
You Know My Name - 2009-01-11, 19:10
:
martva napisał/a:
Spellsinger napisał/a:
Trzeba było pić gin z tonikiem :mrgreen:


Tonik jest fe.
I przez to zamiast gin było giń ...
martva - 2009-01-17, 01:24
:
Postanowiłam coś zmienić w swoim życiu, w związku z czym piłam dziś żołądkową gorzką zamiast wiśniówki.
BitterSweet - 2009-01-18, 16:43
:
martva napisał/a:
Postanowiłam coś zmienić w swoim życiu, w związku z czym piłam dziś żołądkową gorzką zamiast wiśniówki.


A może by tak szerzej o tym? Wrażenia etc., etc.?

Żołądkową gorzką- pierniczka!- (może być odmiana miętowa również) uwielbiam pić ze Spritem i cytrynką.
Poza tym wódka z Red Bullem też mnie kręci. No i czasem nawinie się dobre Mojito.
Wiśniówka Soplica albo z Sobieskiego- nie pamiętam dokładnie :P absolutny hit.
No i popołudniami, czasem do sałatki owocowej- likier jajeczny waniliowy. Gorzej znoszę czekoladowe, karmelkowe, tudzież pozostałe smaki.
Ogólnie bardziej wolę drinki, nalewki niż piwo. Pewnie jak większość kobitek.
martva - 2009-01-18, 16:53
:
E tam, wrażenia. Wywlokłam się z domu, bolał mnie brzuch, bolał mnie żołądek, ale czego się nie robi dla kobiety swojego życia... W każdym razie stwierdziłam że raz w życiu wezmę coś innego. Wiśniówka jest lepsza od żołądkowej, takiej zwykłej żołądkowej, miętowej nie miałam okazji pić, ale mam zamiar. Żołądkowa natomiast rzeczywiście dobrze działa na żołądek, zrobiło mi się ciut lepiej.
Ale raczej się do niej nie przyzwyczają, wolę słodsze wódki.

W ogóle nosi mnie na zrobienie jakiegoś słodkiego babskiego świństwa, advocata, likieru czekoladowego, Baileysa albo czegoś takiego.
batou - 2009-01-21, 12:29
:
Miałem ostatnio nieprzyjemność spróbować włoskiego piwa. Nazywa się to coś Peroni i jeśli chodzi o smak mógłbym je porównać do znanego wszystkim studentom piwa marki DiT z Tesco. Tragedia.

Co do Żołądkowej to właściwości "lecznicze" swoją drogą, ale to całkiem dobra wódka jak dla mnie i nie pamiętam, żeby mnie po niej jakiś mega kac kiedykolwiek męczył.
Jander - 2009-01-21, 12:40
:
Ostatnimi czasy kasę, którą wcześniej przeznaczałem na książki, wydaję na lepszy alkohol, a konkretniej whisky. Dużo bardziej odpowiada mi od wódki, mniej poniewiera smakowo, a to dalej 40%. Cenowo trochę gorzej, póki co z tego co ostatnio piłem, Dark Whisky 33zł 0,5, Teacher's 50zł za 0,7.
A z rzeczy tańszych Sophia półwytrawna za 5,70 w Pierdonce (klasyka). Przekonuję się również powoli do Leżajska, półka ta sama co mój ulubiony Harnaś, a produkcja Żywca, którego wolę dużo bardziej od Carlsberga (a Harnaś jest Carlsberga).
pozdrawiam :)
Jander - 2009-01-21, 18:49
:
Nie wiem czy chodzi Ci o piwo czy o whisky, więc odpowiem na obydwa:
Leżajskiego muszę pić więcej, żeby przyzwyczaić żołądek do niego, więc póki co dalej moim pewniakiem jest Harnaś.
A co do whisky to jeszcze nie wyczuliłem kubków smakowych na różne whisky, więc mój wybór wynika z kaprysu - Dark Whisky, bo jest polskie, tańsze i ma mroczną nazwę. ;)
Tyraela - 2009-01-21, 19:26
:
Jander napisał/a:
A z rzeczy tańszych Sophia półwytrawna za 5,70 w Pierdonce (klasyka).

No chyba żartujesz - to wino jest bardziej podłe od niektórych nalewek :P smak godny kloszarda, za to opakowanie jakby ktoś na przyjęcie je kupował. Ile to razy już się to piło z korkiem wciśniętym do środka... O.o
Jander - 2009-01-21, 19:37
:
Mówimy o tej samej Sophii Sakar?

Jak dla mnie lepsza o kilka klas od wiśniówek, które obalałem dawniej.
Ale może to moje Śląskie poczucie smaku, ludzie co ze Śląska znam też na Sophię nie narzekają.
Tyraela - 2009-01-21, 20:51
:
http://www.winka.net/wino/sophia-melnik-752.html <- mówię raczej o tej : D
Jander - 2009-01-21, 20:54
:
Tego na oczy nie widziałem. Sophie są różne, podobno zmniejszyliśmy dług Bułgarii, a oni w zamian dają nam tańszą Sophię. Czy coś w ten deseń.
W każdym razie Sophia Sakar ma znak jakoś Jand, dobre wino studenckie :)
MrSpellu - 2009-01-23, 10:07
:
Nie lubię smaku whisky. A zdarzało mi się pić te z odrobinę wyższej półki. Smak tego alkoholu kojarzy mi się z tekturą, kartonem czy innym styropianem. Z dużą ilością lodu ujdzie, z colą jest jeszcze gorsze. Podobnie jest z rumem, tylko że kiedyś rum bardzo lubiłem. Po jednej imprezie (moje siedemnaste urodziny :mrgreen: ) gdy ostro ów trunek przedawkowałem, to do tej pory gdy zjem cukierka rumowego dostaję torsji :mrgreen: Gorsza jest tylko szwabska doppelkorn. Jest to jedyny alkohol, który spowodował u mnie twardy rzyg po wypiciu jednego kieliszka. A tego dnia wcześniej nie piłem nic. I nie byłem chory. Kumpel bardziej zaprawiony w bojach wytrzymał trzy dawki XD

Wniosek jest taki: lubię gin i czystą wódkę. Wszelkie smakowe 'mocne' alkohole odpadają.

Jander napisał/a:
Ale może to moje Śląskie poczucie smaku, ludzie co ze Śląska znam też na Sophię nie narzekają.

I Ty wolisz Żywca bluźnierco? Zgoroliłeś się ;)

Co do win to lepsza jest bułgarska Tcherga. Kosztuje coś koło 15zł ale walory smakowe są naprawdę dobre.
Stary Ork - 2009-02-05, 08:58
:
Jand napisał/a:
Nie jestem ślepym wyznawcą okrutnie słabego Tyskiego. A Tychy to sypialnia i menelnia Śląska i ich zwyczajnie nie lubię.


Ugodziłeś mnie wręcz na wskroś :DD , człowieku z Mysłowic, pierwszego miasta w Polsce uhonorowanego Nagrodą im. Ferdynanda Kiepskiego za wybitne niestosowanie się do zaleceń Sanepidu :DD .

A Tyskie jest okrutnie słabe, podobnie jak 90% piw masowych (zgodnie z zasadą, że 90% czegokolwiek to szajs). Słabszy jest chyba tylko Lech i podobne mu wody smakowe. Żywiec jeszcze od biedy ujdzie, ale ogólnie z wód smakowych preferuję Dębowe, które jeszcze ma jako-taką goryczkę. Pilsner ostatnio strasznie spsiał, ale i tak wyprzedza konkurencję o kilka długości.
W ogóle jestem entuzjastą piwa Żywego (browar Amber), czasem można je dostać gdzieś spod lady - niepasteryzowane, niekonserwowane i smakuje jak piwo, a nie jak coś, co zostawia się w laboratorium, żeby sprawdzić, czy nie chorujemy na cukrzycę. Z braku onego kuruję się zazwyczaj Fratrem podwójnym, porterem żywieckim (raz na jakiś czas, z kostką gorzkiej czekolady, cud-mniód) albo Obolonem białym; niezłe są też koźlaki różnej maści, ale trzeba mieć na nie humor (i kuzynkę w sklepie monopolowym, co zadzwoni, że akurat dowieźli :DD )

Sophia to ogólnie najlepsza przyjaciółka studenta, w swojej kategorii cenowej nie ma konkurencji (no, chyba, że Hercules Płońsk Aperitif :DD ). Takie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie.

A w ogóle to rządzą białe wódki i tyle. Waaaaaaaaaaaaaaaaaagh.

EDIT: pozwoliłem sobie wrzucić parę recenzji z innego miejsca:
Cytat:

Obolon Białe - miłość od pierwszego łyku, ukraińskie białe piwo do dostania w niektórych marketach (dopadłżem onego w lokalnym tesku). Niby białe, ale nie w 100% pszeniczne, nie czuć drożdżami i nie ma osadu na podobieństwo wojskowej grochówki (jest mgiełka delikatna jak poranny opar unoszący się nad szambem ), więc znikają trzy cechy białych piw, których przeciętny konsument nie toleruje. W smaku świeże, cytrusowe (aromatyzowane kolendrą, rewelacja po prostu), ale bez popadania w landrynkowość, ot na tyle orzeźwiające, żeby opróżnic od jednego machu w upalny dzień, ale z na tyle wyraźną, męską goryczką, żeby móc nadal sikać na stojąco, nie odróżniać lawendowego od śliwkowego i z pogardą patrzeć na osuszających reddsy czy podobne trunki wytwarzane na bazie goblińskiej uryny i syntetycznych aromatów. W dodatku nie jest kwaśne jak 99% białych piw. Idealne letnie piwo. Cena przystępna, ale trzeba się trochę naszukać. Ork poleca.

Żywe - kolejna miłość absolutna, produkt z jakiejś pipidówki na Pomorzu, wytwarzany prawdopodobnie przez teściową sołtysa w szopie w samym środku puszczy. Ale ludzie, jak to smakuje! Po pierwsze, jest całkowicie niepasteryzowane i niekonserwowane, więc zachowuje całą głębię smaku (uwierzcie, to, co mówią o głębi i pełni smaku w reklamach to najbardziej pokrętne i ohydne kłamstwo w dziejach ludzkości, kłamstwo oświęcimskie traci do tego ze trzy okrążenia, a kłamstwa wyborcze startują w zupełnie innej formule ). Dość słodkie, ciężkie i ciemne, lekko orzechowe, na pewno nie do żłopania hektolitrami (ale jak kto chce się sponiewierać, to może tego dokonać choćby leszkami czy innym ścierwem); niepilnowane ma tendencję do wyłażenia z butelki, początkowo nie bąbelkuje zbyt siarczyście, ale ma mnóstwo naturalnego, rozpuszczonego gazu (podobno robione według całkowicie naturalnych procedur, więc chyba nie dobijają CO2 - to z resztą czuć, piwa masowe tracą gaz w minutę po otwarciu butelki). Producent: browar Amber, cena przystępna (kupuję za 3,50 w zaprzyjaźnionym monopolu). Z kupieniem może być kłopot, więc trzeba się naszukać, ale warto. Uwaga: ma kosmicznie krótki czas przydatności do spożycia (około miesiąca), więc warto spojrzeć na etykietkę. Ork poleca, o ile uda się dopaść.

Frater podwójny - kiedy nie ma nic innego pod ręką (oprócz masówek z wielkich browarów), pierwszoklaśny produkt, ot co. Smak zdecydowany, ciężki, goryczka taka sobie, ale równoważy słodycz i trunek nie mdli po dwóch łykach. Pity z umiarem nie szkodzi nawet w dużych ilościach .

Porter żywiecki - jedyny godny uwagi produkt z Żywca; ogólnie bardziej mi smakuje litewski porteris polecany kiedyś przez Spella, ale żywiecki ma tą przewagę, że sprzedają go w butelkach 0,33 (a na cholerę mi 0,5 l porteru, najbardziej zdradzieckiego piwa świata? ). Długo zachowuje smak i można ciumkać go drobnymi łyczkami, poza tym nieźle nadaje się do łamania wód smakowych typu Lech.

Jander - 2009-02-05, 09:18
:
Sanepid? A co to? :mrgreen:
Żywca Portera również lubię, aczkolwiek raczej w 0,5 w barach, bo cenowo bardziej się opłaca od toczenia kilku piw po 6,5, jak Portera można za 8 dostać w tym samym miejscu.
Stary Ork - 2009-02-05, 09:23
:
W lokalach preferuję portera jako pierwsze piwo, nigdy ostatnie, bo i smaku już nie czuć, i zdradziecki bywa okrutnie :mrgreen: . Poza tym mam delikatny żołądeczek, a portery są ciężkostrawne. Niech się młodzi trują. Waaaaaaaaaaaaaaaah.
MrSpellu - 2009-02-06, 01:30
:
Stary Ork napisał/a:
Porter żywiecki - jedyny godny uwagi produkt z Żywca; ogólnie bardziej mi smakuje litewski porteris polecany kiedyś przez Spella, ale żywiecki ma tą przewagę, że sprzedają go w butelkach 0,33 (a na cholerę mi 0,5 l porteru, najbardziej zdradzieckiego piwa świata? ). Długo zachowuje smak i można ciumkać go drobnymi łyczkami, poza tym nieźle nadaje się do łamania wód smakowych typu Lech.

Ach... czuję się zaszczycony :DD Ogólnie to ja wolę właśnie porter żywiecki. I to piwo wcale nie jest zdradzieckie, trzeba tylko zastosować inną miarę i jedną butelkę traktować jak półtora piwnej dawki :DD Porteris jest dla mnie zbyt subtelny ale i tak lubię to piwo.
Stary Ork napisał/a:
W lokalach preferuję portera jako pierwsze piwo, nigdy ostatnie, bo i smaku już nie czuć, i zdradziecki bywa okrutnie :mrgreen: . Poza tym mam delikatny żołądeczek, a portery są ciężkostrawne. Niech się młodzi trują.

Mam prostą zasadę. Gdy piję wódkę to piję już tylko wódkę. Wino to tylko wino. Piwo to tylko piwo, a jak już sięgam po portera... to na nim kończę, na jego którymś tam koledze się znaczy :mrgreen: Następnego dnia zazwyczaj umieram ale co tam :P

A teraz się truję moją ulubioną trucizną, czyli zimnym Seagramsem z tonikiem. Do pełni szczęścia brakuje mi lodu i cytryny. W barach mnie zawsze irytuje, że dają mi do tego różową lub (pół biedy) czarną słomkę.
R7 - 2009-02-06, 10:53
:
Wypiłem przedwczoraj szklankę czarnego jasia, ogólnie rozczarowanie. Ma smak, ma zapach, ale głowa tak napierd.... tralala, jakby stado krasnoludków zap.... mi tam kilofami na akord. Trza mi było machnąć co nieco aby przeszli z akordu na dniówkę.
Nie ma to jak nasza dobra, polska wódeczka - Pan Tadeusz, Żołądkowa Gorzka, a nawet Niemiroff z chili i miodem (tak, to polska, przedwojenna marka z Lwowa). Poszukiwanym od lat rarytasem jest wódka z korzeniem żeń-szenia z bodajże Rzeszowa. Ostatnia skrzynka rozeszła się przed laty w niecałe dwa miesiące - tabuny znajomych - rozeszła się plotka, że korzeń dobrze robi na korzeń i tematy pokrewne - może i coś w tym było ;) . Sama wódeczka miała delikatny posmak jakby chrzanu, lekko mętnawa, na końcu chrupało się korzeń. Pycha.
Romulus - 2009-03-13, 09:51
:
Czytam sobie Andre Domine - Wino i podnoszę kwalifikacje w smakowaniu wina. A także w zakresie wiedzy o historii winiarstwa. Największe osiągnięcia w rozwój winiarstwa w Europie położyły Imperium Rzymskie i Kościół Katolicki - ale to z grubsza wiadomo.

Jeśli chodzi jednak o wrażenia smakowe, czy też..., hmm..., ogólnoustrojowe. Jakość wina łatwo poznać nie tylko po smaku (do którego docenienia trzeba wyćwiczyć sobie podniebienie). Zaleca się - w zależności od indywidualnej tolerancji na alkohol - spożywanie od 2 do 4 kieliszków wina dziennie dla zdrowia (przy odpowiedniej diecie także). Jeśli spożywając dzienną porcję wina - podkreślam, w granicach tolerancji organizmu - odczuwa się nazajutrz ból głowy i/lub żołądka, nie oznacza to, że wczoraj przesadziliśmy z piciem :) To także oznaka tego, że wino było kiepskiej jakości, bo najprawdopodobniej zostało wyprodukowane przy użyciu sporej ilości "chemii".

Sprowadzając to wszystko do prostoty: kac jako miernik wartości wina... To bardzo rozleniwiająca metoda testowania tego napoju. :mrgreen:

Ale też okazało się przy tym, jakim jestem ignorantem. Postanowiłem się swego czasu posnobować i kupiłem "wypasione" wino za kilkadziesiąt złotych. Wypiłem całą butelkę w ciągu długiego wieczora i nazajutrz wstałem, jak nowonarodzony, bez bólu głowy ani dołującego ciężaru w żołądku. Pomyślałem: co za sikacz to musiał być. A tu, proszę, piłem prawdziwe, głębokie wysoko jakościowe wino i nie doceniłem. Jak wieprz, któremu się rzuci perłę... :oops:
Jander - 2009-04-07, 22:45
:
Dosłownie przed chwilą zmieszałem żołądkową gorzką z mlekiem - wychodzi tanio i dobrze, w ustach pozostaje posmak kakao. Wszyscy pijący byli bardzo zadowoleni/zachwyceni ze smaku. Zastanawiam się czy chodzi tu o żołądkową gorzką czy taki smak wychodzi w samym połączeniu z mlekiem.
Oczywiście inspiracją był Big Lebowski.
KreoL - 2009-04-08, 07:35
:
OO bedzie trzeba spróbować ^^ żołądkowa jest z cytryną też dobra

Jander napisał/a:
pijący byli bardzo zadowoleni/zachwyceni ze smaku


o tej godzinie to pewnie cokolwiek byś już nie polał było by świetne ;)
Jander - 2009-04-08, 11:39
:
Wcześniej zaserwowałem żołądkową bez dodatków i raczej nie smakowała. ;)
Wykorzystałem mleko 3,2 drugiej świeżości, ale jeszcze zdatne do spożycia.
Z proporcji zwykła ilość wódki, czyli koło 1,5 kielona, mleka do połowy szklanki.
Poza posmakiem kakao rano zaobserwowano jeszcze wanilię. Kacowego testu nie zdało, ale to wynik raczej mieszania z innymi trunkami.
Z tego co zobaczyłem po małym internetowym riserczu to pomysł mało znany, ale smakuje prawie każdemu.
martva - 2009-04-09, 18:05
:
Z jednej strony brzmi intrygująco, z drugiej - szczerze nienawidzę mleka ;)
Zostanę przy wiśniówce z lodem i cytrynką :-)
MrSpellu - 2009-04-09, 18:11
:
A ja zaraz idę przyswajać jałowca z chininą w dużych ilościach. Potem jakiś rajd po parku jak za dawnych, dobrych czasów... aż łezka się w oku kręci :mrgreen: Jak dobrze jest czasem powspominać ;)

Co to drinków na mleku -> nie przyswajam. Jakiś czas temu kumpel mi postawił białego ruska w barze, zemdliło mnie od samego zapachu. U mnie alkohol plus mleko to śmierć w męczarniach ;/
Asuryan - 2009-04-09, 22:02
:
martva napisał/a:
Z jednej strony brzmi intrygująco, z drugiej - szczerze nienawidzę mleka ;)

Ja samego mleka też nie trawię, ale kawa z mlekiem, czy jeszcze bardziej malibu - to to, co tygrysy lubią najbardziej ;) Może więc chociaż spróbuj, byś wiedziała co tracisz odmawiając sobie tego drinka :P
You Know My Name - 2009-04-12, 11:24
:
Tia, człowiek uczy się całe życie. Dopiero wczoraj, mając ponad 34 lata dowiedziałem się co to jest piwo. Człowiek pijał różne piwa, produkty i wynalazki. Do tych ostatnich zaliczm produkty piwo(nie)podobne w cenie niższej niż 1 peelen za puszkę, potem prawie wszystko co jest dostępne w sklepach, piwa dużych browarów i małych. Czasem pijało się szlachetne wytwory takie jak np Fischer, Grolsch lubo inne piwa Żywe lubo Belfast czy Spiż.
I na stare lata ląduje człowiek w Browarmii, zaglądając w kartę i widząc nic nie mówiące nazwy (no, może nie nic, ale nie za wiele), zamawia Piwo Karmazynowe i doświadcza olśnienia. vd wczoraj świat ma inny, lepszy smak. Nie będę opisywał, bo nie mam się co silić na poetyckość. TRZEBA SAMEMU SPRÓBOWAĆ.
Potem był Stout i Koźlak (ten mi nie podszedł, bo pieruńsko kwaśny jest, ale smak każdy znajdzie sam). Za jakieś dwa i pół tygodnia idę na rekonesans do Bierhalle, sprawdzić czy ich Koźlak jest równie kwaśny oraz popróbować.

P.S. Endymion pod piwko czyta się świetnie.
MrSpellu - 2009-04-13, 10:03
:
A ja wczoraj też popiwkowałem. Tylko nie w browarni lecz w parku. I miałem na stanie Złotego Bażanta i parę Tyskaczy, a potem dwa metry Warki w Pubie (nie że sam chlapnąłem, ja w tym miałem jakieś 4 browarki udziału) XD Piwa mam dość na jakiś czas :badgrin:
Jachu - 2009-04-13, 10:21
:
Aaa to widzę, że nie tylko ja wczorajszego wieczora piwkowałem :) Pojechałem na święta do rodziców na wioskę i szybko stwierdziłem, że masa znajomych z którymi nie miałem kontaktu również wróciła na stare śmieci. Dużo zachodu nie trzeba było, aby kilka osób zebrać na nabrzeżu i wychylić parę piwek. Powspominało się stare czasy, posłuchało opowieści jak to sobie znajomi radzą w ogarniętym kryzysie kraju :) Okazało się, że w zasadzie wszyscy z mojej wioski wyjechali do dużych miast - Poznania, Krakowa, Warszawy czy Gdańska, więc opowieści było co niemiara. Najgorsze jednak jest to, że najbliższa okazja do takiego większego spędu nadarzy się dopiero za rok.
Jander - 2009-05-04, 18:58
:
Ostatnimi czasy przerzuciłem się na Tatrę Mocną - schodzi nieco wolniej od Harnasia, poza tym smakowo jest mniej sztuczny. Harnasia pijam jak sok i w lodówce nie wytrzymuje u mnie długo, więc nawet przy wyższej cenie Tatry wychodzi mnie taniej.
Piłem zachwalane tutaj piwo Żywe, ale bez rewelacji. Może miałem zbyt duże oczekiwania, może musiałbym wyrobić sobie na niego smak. Niestety z reguły pojawiam się w supermarkecie, a tam Żywego niet.
Przekonałem się na powrót do Bolsa, na którego byłem przez dłuższy czas obrażony. Dobrze poniewiera, szybko schodzi. Natomiast jeśli chodzi o czyste to prym dalej wiedzie Smirnoff.
pozdrawiam
Riana - 2009-06-04, 12:20
:
a ja wam powiem, że ostatnio wiatry zaniosły mnie w okolice białegostoku, mianowicie do auastowa. i tam pomijając już fakt żubra z beczki za 4,50/0,5l okazało się, że łomża lokalna wielkości 0,3 jest cudowna. wielkość taka, że wchodzi na raz, przez co wlewasz ich w siebie pół kratki i nie wiesz kiedy. ta eksportowa też jest miodzio :D

p.s. innego tematu po olisiu bym się w życiu nie spodziewała ;D
Romulus - 2009-06-14, 19:55
:
Z podróży na Litwę przywiozłem sobie trochę alkoholi. Głównie miodki, bo wóda wszędzie taka sama. Krupnik - 40 procent i dwa inne po 50 procent. Spożywałem na próbę na miejscu i doszedłem do wniosku, że będzie wypasik. Litewskie piwo zaskakująco dobre. Zarówno to niepasteryzowane, warzone w niektórych dobrych knajpach, jak i to pasteryzowane. Sądząc po wszechobecności marki "Svyturos" jest ona najprawdopodobniej najpopularniejszym tamtejszym gatunkiem. Mnie smakowała bardzo, choć wybierałem wersję light. Można się dobrze nią opić, nie ma dużo goryczki - idealna do posiłku. Co zresztą udokumentuję w innym dziale, kiedy się ogarnę ze zdjęciami.

Generalnie - warto na Litwę pojechać po tamtejszy miodek. Przedni.
MrSpellu - 2009-06-15, 15:46
:
Romulus napisał/a:
Litewskie piwo zaskakująco dobre. Zarówno to niepasteryzowane, warzone w niektórych dobrych knajpach, jak i to pasteryzowane

Litewski Porteris. Zajebiste piwo. Ork mi świadkiem :)

Kiedyś jak grzałem dupsko na chorwackich plażach zauważyłem, że południowcy mają do dupy piwo. Z jednym wyjątkiem: Karlovacko, naprawdę przyzwoite. Ale do Chorwacji nie jedzie się by pić piwo --_- (Tylko domowe wino i rakiję :freak: )
MrSpellu - 2009-06-19, 22:24
:
Obolon aksamitne

Ukraińskie, ciemne piwo o woltażu 5,3%. Bardzo zacny trunek o przyjemnym, lekko orzechowym smaku. Miło rozchodzi się po podniebieniu. Nie szczypie w język jak nasze masówki z butelki. Ma miły zapach i ciekawy posmak. Nawet nie zauważyłem kiedy osuszyłem cały kufel. Bardzo dobre. Z czystym sercem polecam miłośnikom ciemnego piwa :)
Romulus - 2009-06-19, 23:40
:
Piłem to piwo we Lwowie jakieś 2 lata temu. Wspominam nieźle. Zwłaszcza że wszyscy jak barbarzyńcy zakupowali spiryt albo ukraińskie likiery (masakra). Ale Guinnessa nie przebija.

A ja jestem po osuszeniu połowy butelki litewskiego "Krupnikos". W odróżnieniu od kosztowanych wcześniej litewskich miodków (w tym najmocniejszego, wyciskającego łzy z oczu "Zalgiris") ten nie "zaciąga" ziołami. 40 procentowy - a to robi swoje po dwóch, trzech kieliszkach. Miałem za 12 godzin prowadzić auto, ale z ostrożności sobie daruję.
MrSpellu - 2009-06-21, 11:18
:
Obolon Magnat

Naszło mnie coś na tą serię :) Lekkie, przyjemne piwko o skromnym woltażu 5%. Co mnie uderzyło, w składzie tego browarka prócz chmielu i słodu jęczmiennego jest jeszcze ryż (zastanawiałem się skąd taki posmak) :mrgreen: Smakowo bardzo fajne, z lekką goryczką. Jeszcze zostało kilka rodzajów piwa z tej stajni do obczajenia. Magnat jest w sam raz na piwny wieczór z filmem ;)
MrSpellu - 2009-06-25, 21:06
:
Lwowski Porter

Kolejny ukraiński produkt. Mam dobrze zaopatrzone delikatesy zaraz przy mieszkaniu ;) Mocarne piwo, ekstrakt 20%, a woltaż pełne 8%. Dużo chmielu, słód jęczmienny zaprawiany karmelem, palony. Zdecydowany gorzki smak, naprawdę świetna gorycz - czuję, że piję truciznę :mrgreen: Dużo mocniejszy w smaku od litewskiego Porterisa ale też troszkę słabszy od Portera żywieckiego. W zasadzie piwo klasą porównywane do swojego kolegi z Żywca. Polecam jako ciekawostkę, bo nasze krajowe i tak troszkę lepsze.

... parę minut, kilka łyków później...

EDIT: Huh, ale czy mi się wydaje czy to piwo bije po głowie mocniej od żywieckiego... aż mi się ciepło zrobiło :freak:
Tefros - 2009-06-26, 12:54
:
Winko

Trunek upadły niedaleko od wina :-> Charakterystyczny smak, charakterystyczny smak polskiej wsi, nieco landrynkowy, ze wszech miar naturalny i owocowy 8)
Cena niewygórowana 3zł plus szkło. Najlepiej komponuje się ze spacerami w blasku księżyca, gdzieś między blokami, ewentualnie na wypad do lasu. Wchodzi w miłą reakcję z hot-dogami i kanapkami, które możemy sobie zaserwować, odwiedzając orlen.
Asuryan - 2009-06-27, 13:20
:
Spellsinger napisał/a:
Obrzydliwe hamburgery za 6zł wielkie jak talerz, które dało się zjeść dopiero po drugim winie

Winie, czy raczej winku :?: :mrgreen: Winko jako takie najlepsze jest do ogniska wraz z pieczonymi kiełbaskami. Z resztą do tego to i byle nalewka jest dobra. Bo do ogniska ważny jest nie tyle dobór alkoholu, co towarzystwa z którym spędzamy tam czas.
You Know My Name - 2009-06-28, 18:34
:
Dziś rozpocząłem swego rodzaju eksperyment - otworzyłem butelkę bretońskiej whisky. Pierwsze wrażenia pozytywne, butelczyna zamykana korkiem a nie zakrętką. Może tylko trochę łagodniejsza od standardowych scotch-y. Cena wporzo: 70 pln za standardową flaszkę (0,7). Więcej myślę napiszę o niej za jakiś czas....
MrSpellu - 2009-06-28, 20:37
:
A ja zaczynam obserwować u siebie zmianę smaku, bo ze smakiem piję Pilsnera. Piwo, za którym jakoś nigdy nie przepadałem. Jutro zaś prawdopodobnie będę wlewał w siebie spore ilości chininy z jałowcem - albo z radości albo smutku. Czas pokaże :mrgreen:
Metzli - 2009-07-10, 14:07
:
Podczas mojego krótkiego pobytu w Gdyni zostałam zaprowadzona do cudownego lokalu. Tak duży wybór wśród najlepszych piw, ech... ja chcę coś takiego u siebie we Wrocławiu //panda Spiż czy Academus wypada przy tym bardzo blado ;P

Teraz raczę się białym Obolonem, cudowne :)) Trzeba będzie pokonywać swoje lenistwo i uderzać do monopolowych trochę dalej od domu położonych gdzie takie inne piwa można dostać.
You Know My Name - 2009-07-11, 09:10
:
Tiaaa, Obolony sa wpozo.
Ja dzis testowalem mozliwosci przyswajania ginu, tonicu i cytryny. Popyt byl wiekszy niz podaz i ze szwagrem dopadlismy nalewke mojego ojca (pigwowka). Zawsze wiedzialem, ze nalewka na wodce to ZUO, ale zeby az tak bylo to niespozywalne....
MrSpellu - 2009-07-12, 05:55
:
Żołądkowa gorzka z sokiem grejpfrutowym. Wyborowa z sokiem porzeczkowym. Pod grillowane schabik i boczek. Mniam. Umieram.
MrSpellu - 2009-07-12, 18:26
:
Próbowałem teraz 2 alkoholi. Gruszkówki z Łacka i Wiśniówki z tegoż samego miejsca (50 i 55%), Ciepła wódka wchodzi zajebiście dobrze. Do Gruszkówki sok pomarańczowy a do wiśniówki porzeczkowy. Epic Fail. Jak piszę te słowa jestem nawalony jak jasna cholera :mrgreen:
martva - 2009-07-12, 18:51
:
Jak już jesteśmy przy nawaleniu, wczoraj po południu miałam sensacje żołądkowe, a wieczorem wyjście, więc zamiast mojej ulubionej wiśniówki zamawiałam żołądkową gorzką, raz zwykłą i raz miętową. Skopała mnie niesamowicie. I teraz się zastanawiam czy była mocniejsza od wiśniówki, czy byłam odwodniona i to dlatego tak? Musiałam sobie urządzić dłuuugi spacer żeby się doprowadzić do jakiegoś stanu ;)
Metzli - 2009-07-15, 22:17
:
Kreol napisał/a:
Oczywiście, że w Gdyni wszystko jest cudowne xD zapraszam częsciej ;)


Czemu tylko to tak daleko... A tak na serio to dziwne pomysły zaczynają się rodzić w mojej główce, ale ciii... i bez offtopu ;)

Ale do tematu, bardzo mi smakuje piwo z Pomorza, z browaru Amber - dzisiaj byłam chyba w jedynym pubie we Wrocławiu gdzie takowe serwują. Koźlak, mmmmm ;D A koleżanka wzięła Ciechana.... Ale później żałowała xD A tak swoją drogą, to nawet nie wiedziałam, że je mają ;P
You Know My Name - 2009-07-26, 18:35
:
Tanit temat obok napisał/a:
Nooo... ktoś kto chce w ten sposób dokonać 'resetu systemu' też jest dla mnie żałosny... no ale bywa :roll:
No cóż, z dostępnych środków pomagających dokonać odłączenia kresomózgowia ten jest najszerzej dostępny i najłatwiejszy w zastosowaniu.
Można także mantrować, odmawiać cięgiem różańce, ale umówmy się, ile czasu to trwa??? No i wrażenie dobrej zabawy też raczej nie występuje.
Romulus - 2009-07-26, 18:37
:
Mag_Droon napisał/a:
Można także mantrować, odmawiać cięgiem różańce, ale umówmy się, ile czasu to trwa??? No i wrażenie dobrej zabawy też raczej nie występuje.

Raz długo trwa, dwa - nieskuteczne - chyba że się wierzy, że zadziała. Autosugestia też pomaga.

Lepiej skosztować alkoholu, w dobrym towarzystwie. Lepsze niż różaniec i kręcenia młynkiem, czy jak się to robi, to coś medytująco - ommmmmmmmującego... :badgrin:
MrSpellu - 2009-09-01, 17:09
:
Wczoraj zakończyłem produkcję jeżynówki na spirycie i zrobiłem mały eksperyment. Połączyłem moją mieszankę z niewielką ilością soku malinowego... i smak jest niezwykle intrygujący. Teraz tylko mocno schłodzić i czekać na okazję, czyli do piątku jak znam życie :)
Romulus - 2009-09-01, 18:58
:
Ja czekam na moją malinówkę. Teraz "łapie" piękną barwę w butelce. Jakoś nie mogę się przekonać do "miodówki": 100 g miodu lipowego na pół litra spirytusu - bez wyrazu to może być. Szukam jakiegoś przepisu bogatszego, z czymś jeszcze zmieszam może, to będzie ciekawsze w smaku. Spiryt o smaku miodu to żadna frajda na podniebieniu.
You Know My Name - 2009-09-01, 19:02
:
Ostatnio popijałem to i owo:
Kasztelańskie niepasteryzowane. Tak z oczko niżej od Ciechana, ale z braku laku szło całkiem nieźle.
Heban Dunkel. No, no, no. Baaardzo dobre, nie za mocne (5,2%), ale jest smak. Lepsze od aksamitnego Obołona.
Piłem też serbskie piwo - nazywa się Tatra :mrgreen: w pecie półtoralitrowym - żadnego waloru smakowego nie posiada. Jest za to w wygodnej dużej butli i kosztuje niewiele. Czytaj idealne na wypady w plener.
Łyskacz Stary Szmugler. Klasyczna whisky za niewielkie pieniądze.
Tomasz - 2009-09-01, 19:05
:
Mnie ostatnio zdarzyło się zakosztować rum MATUZALEM. Z Dominikany bodajże ale z certyfikatem rumu kubańskiego. Zabijcie mnie na rumach się nie znam. Smakowało za to extra. Dla mnie na razie z rumów numer 2 po rewelacyjnej "8" Bacardi.
MrSpellu - 2009-09-01, 19:12
:
Mag_Droon napisał/a:
Heban Dunkel. No, no, no. Baaardzo dobre, nie za mocne (5,2%), ale jest smak. Lepsze od aksamitnego Obołona.

Zaintrygowałeś mnie. Zdegustuję przy okazji.

Tomasz napisał/a:
Mnie ostatnio zdarzyło się zakosztować rum MATUZALEM. Z Dominikany bodajże ale z certyfikatem rumu kubańskiego. Zabijcie mnie na rumach się nie znam. Smakowało za to extra. Dla mnie na razie z rumów numer 2 po rewelacyjnej "8" Bacardi.

Do rumu mam wstręta od siedemnastego roku życia. Do tej pory mnie mdli jak jem nawet cukierki rumowe.
martva - 2009-09-01, 19:25
:
Do miodówki się dorzuca coś cytrynowego z tego co wiem, słyszałam też o wersji z grejpfrutem - ale nie mam pojęcia czy skórka, czy sok, czy jedno i drugie :)
You Know My Name - 2009-09-06, 14:51
:
Testuję ostatnio niedrogie łyskacze. Będąc codzień w Auchan na zakupach spoglądam "co jest w promocji" i nabywam jeśli coś się pojawia. W ten sposób uwiódł mnie Teacher's i ucieszyły Old Smuggler (obie to szkockie klasyki)Armoric (francuska whisky z Bretonii) oraz Tullamore Dew (irlandzka). Czekam na promo na kanadyjską whiskey i jakiegoś rozsądnego bourbona.
Potem przerzucę się na brandy i na łyskacze dwunastoletnie.
Tomasz - 2009-09-06, 17:09
:
Tullamore Dew to bardzo fajna irlandzka whiskey. Dawno nie piłem, muszę zakupić ;) Old Smuggler to klasyk.
Pozostałych nie pamiętam. Może piłem, nie wszystkie pamiętam, ale nie przez ostatnie dwa trzy lata.
Szczególnie mnie ta francuska interesuje. Jak smakuje?
You Know My Name - 2009-09-06, 17:52
:
Muszę powiedzić, ze w porównaniu, ż Przemytnikiem pozycjonowana jest wyżej. I czuje się to w smaku. Jest przyjemnie delikatna w smaku przy zachowaniu standardowej mocy trzyletniego łyskacza. Warto!
Tomasz - 2009-09-06, 18:48
:
Spróbuję ją jutro dorwać, tym bardziej że jutro wypłata to trzeba uczcić. Pokosztuję i dam znać jak wypadła.

Z trochę droższych ostatnio mi do gustu przypadło J&B
Arlzermo - 2009-09-07, 09:50
:
Drink miesiąca:
Melisana Klosterfrau + Lech(ewentualnie inne piwo :P )
Pomimo 66% w melisanie bardzo słabo czuć alkohol, co mnie zainspirowało do jej wymieszania z innym trunkiem. Cóż na początku podchodziłem do tego nieufnie, ale gdy tylko spróbowałem... Przyjemny smak Lecha okraszony bukiecikiem ziołowych zapachów z melisanki, dużo mocniejszy niż zwykłe piwo... :b Bardzo fajnie wchodzi i generalnie polecam wszystkim - wystarczy tylko kilka kropel. ^.^
Tomasz - 2009-09-07, 17:57
:
No i niestety nie chciało mi się po robocie jechać po tę francuską whiskey. Może jutro podjadę. Dzisiaj już chłodzę colę i szykuję Granta, a że go mało zostało to jeszcze Jasia Wędrowniczka. Sposób picia nieambitny. Najpierw szklaneczka whiskey. Potem trochę coli na zapitkę, potem szklaneczka whiskey z colą, potem szklaneczka whiskey, potem cola na zapitkę i tak aż mi się znudzi, US Open się skończy, żona zmusi mnie do wyłączenia telewizora i zakończenia oglądania tenisa, bo będzie szła spać obok. Albo do zaśnięcia.
Ot, koszmarny roboczokac z kategorii: "mam dość roboty na tydzień a jest poniedziałek".
You Know My Name - 2009-09-10, 18:20
:
Poległem przedwczoraj na imprezie firmowej w Pradze. Rum w [mohito], [cuba libra] i [daiquiri] był tak dobry, że sam nie wiem ile go wypiłem, dużo.
Cuba libra pozostanie ze mną na dłużej. Jest co prawda prosta jak konstrukcja cepaz: rum, cola, lód i limonki ćwiartka. Podane w półlitrowj szklance. Ech...
MrSpellu - 2009-09-10, 18:23
:
Mag_Droon napisał/a:
Cuba libra pozostanie ze mną na dłużej. Jest co prawda prosta jak konstrukcja cepaz: rum, cola, lód i limonki ćwiartka. Podane w półlitrowj szklance. Ech...

To był mój ulubiony drink jak miałem... 16-17 lat? Niestety pożegnałem się z Cuba Libre po pamiętnej imprezie z rumem 80% zapijanym rumem 40%. Do tej pory nawet jak jem cukierki rumowe to mnie mdli XD
Romulus - 2009-09-10, 18:50
:
Mnie po mojito zostało jeszcze prawie pół butelki rumu (Baccardi). I nie mam pomysłu, jak go wykorzystać, tj. spożyć. "Czyścioch" nie wchodzi w grę, choć może jakbym go przymroził do oleistej konsystencji...
Tomasz - 2009-09-10, 19:36
:
Zakupcie sobie Baccardi 8, taka specjalna z 8 gatunków czy coś tam, ta wchodzi na czysto wyśmienicie.
A zwykły Baccardi jak nie lubisz to przechowaj do zimy i rób herbatę z rumem.
Albo wsadź do paczki i przyślij do mnie. Nie pogardzę.
Sharin - 2009-09-10, 19:50
:
Rum z mlekiem? Choć z drugiej strony: do odważnych świat należy ;)
W moim odczuciu najlepiej połączyć,: rum, colę i cytrynę. Wiem, że pewnie oryginalny nie jestem ale trzeba szukać czegoś nowego skoro najlepsze już wymyślono :P
Asuryan - 2009-09-11, 00:34
:
Podejrzewam że to zależy od gatunku rumu. Takie Malibu to tylko z mlekiem (rumu na grubość palca do szklanki). Długo się tym zapijałem bez żadnych sensacji żołądkowych.
Romulus - 2009-09-16, 13:25
:
Przepraszam za chamskie wklejanie, ale artykul ten wart jest zacytowania zamiast omówienia.
Daily Telegraph sprzed miesiąca napisał/a:


"Perfekcyjny gin z tonikiem

Słowa "gin z tonikiem" wywołują u większości mieszkańców krajów anglosaskich niesamowitą reakcję

Wszystko zaczęło się od niewielkiej notatki w "Daily Telegraph", gdzie stwierdzono, że gin z tonikiem naprawdę może koić nerwy po stresującym dniu.

Naukowcy z Uniwersytetu Tokijskiego wykryli te dobroczynne właściwości w zapachu cytrusa. Kiedy zatem nalejesz sobie ginu z tonikiem i zanim jeszcze poczujesz działanie ginu, linalol – składnik zapachowy roślin i owoców takich jak cytryna – zaczyna usuwać skutki stresu w 109 genach twojego organizmu.

Wieść o tym odkryciu pojawiła się zaraz po tym, jak Marks & Spencer postanowił pomóc nam w sporządzaniu naszego ukochanego koktajlu, oferując cytrynki wielkości piłeczki pingpongowej i odsyłając wyschnięte połówki cytryny w niebyt przeszłości.

"Ale przecież do ginu z tonikiem nie używa się cytryny – oburzył się czytelnik, jeden z wielu, którzy poczuli się zmuszeni, aby napisać do naszej gazety w tej sprawie. – Cytryna jest gorzka, podobnie jak gin i tonik – napisał Robert Ballantine z Suffolk. – Świetnie pasuje natomiast dojrzała limonka, która jest słodka", zakończył.

Inni, tacy jak Fred Ford z Salford, twierdzili, że ani cytryna, ani limonka, lecz "tylko plasterek ogórka". A major Colin Bligh z East Sussex zastanawiał się "Co się stało z różowym ginem z dawnych kolonialnych czasów?".

Gin pity jest od dawna. Zanim jednak został połączony z tonikiem, limonką i lodem, miał złą prasę. William Hogarth pisał w 1751 roku o nędzy i szaleństwie, które kojarzą się z tym drinkiem będącym napitkiem biedoty. I choć obecnie głównym składnikiem ginu jest jałowiec, jeszcze w 1913 roku Webster`s Dictionary głosił, że "zwykły gin jest zwykle aromatyzowany terpentyną".

Wczesny i długotrwały związek ginu z tonikiem został podobno zawarty w brytyjskich koloniach tropikalnych, gdzie ginu używano dla zabicia smaku chininy, którą rozpuszczano w toniku.

Dzisiaj regularnie pojawiają się nowe marki ginu, "super premium". Proces destylacji ginu jest bardziej skomplikowany niż w przypadku jego sparingpartnera, wódki. Oprócz jałowca można dodawać też inne rośliny, w tym: anyż, kolendrę, gałkę muszkatołową, arcydzięgiel i wiele innych.

Miller's Gin, jedna z nowych marek "super premium" , został stworzony przez Martina Millera, który ukończywszy swój przewodnik po antykach zainteresował się ginem. – Gin z tonikiem zostały ukrzyżowane w angielskim pubie – mówi. – Paskudny gin w brudnej szklance, z tonikiem na wierzchu nalanym z kurka, dwumiesięczna marynowana cytryna i jeśli miało się szczęście – odrobina lodu. Gin Millera jest znakomicie destylowany w urządzeniu o nazwie Angela. Wykonane jest ono z miedzi i w czasie destylacji czuje się ciepło z odległości ponad pięciu metrów – mówi Miller. Zamiast wody z Tamizy używa on wody islandzkiej, wytapianej z lodowców.

Ale czy te nowe wymyślne giny cieszą się uznaniem konsumentów? – Jak najbardziej – mówi Paul Mant, szef baru w londyńskiej restauracji Quo Vadis. Twierdzi on, że klienci zamawiają gin, kierując się marką. – Po ginie z tonikiem można ocenić bar – podkreśla.

I w ten sposób wracamy do pytania, co to dokładnie jest. – 50 ml ginu – mówi Mant – w schłodzonej szklance, tonik do dwóch trzecich wysokości szklanki, kostki lodu i pół limonki na wierzch.

I tu zaczyna się zabawa. Mant twierdzi, że nie miesza koktajlu i nie używa toniku Schweppes. Denis Broci, szef baru w Claridge's, uważa, że należy mieszać i stosuje tonik Fever Tree. Mant używa Beefeatera, Broci wyłącznie Bombay Dry.

A co z pytaniem Colina Bligha o różowy gin? "Od 1953 roku codziennie pijam go przed lunchem, z marynowaną cebulką perłową w środku", napisał Denis Harvey-Kelly z Dorset. A zatem i ja sięgam po gin z tonikiem (tuż po siódmej wieczór, w szerokiej szklaneczce, używając Sipsmith i Fever Tree), żeby ukoić stres.

Nabrałem ochoty.
MrSpellu - 2009-09-16, 14:00
:
Romulus napisał/a:
Nabrałem ochoty.

Z całego serca polecam. Szklaneczka Gordona wymieszanego z tonikiem Kinley (jest leciutko słodkawy ale nadal ma wyraźną gorycz) plus lód i cytryna ze skórką (wolę cytrynę od limonki, ale to moje osobiste preferencje ginoholika ;) ). Jeżeli jesteś burżujem to zamiast Gordona zakup Bombay. Szczerze mówiąc, różnica w smaku jest nieznaczna, a Gordon jest tańszy :) O tak, lubię koić nerwy ginem //amor

Ostatnio wychlałem w barze, do którego chadzam, ostatnią butelkę Gordona. Sam jeden. Od tamtej pory nie zakupili nowej, mają tylko Lubuski :( Lubuski jest ohydny --_- Jeżeli szukasz Romku czegoś jeszcze tańszego od Gordona, a w smaku lepszego od Lubuskiego to zakup Seagramsa. Też zacny.

Ale narobiłeś mi smaka na gin z tonikiem, figlarzu... :P
You Know My Name - 2009-09-16, 16:11
:
Taaa, Gordon to klasyk, ale Seagram's też daje radę, szczególnie, że można kupić wersję z dodatkiem koncentratu o smaku limonki, co nie raz uratowało smak mojego ulubionego drinka kiedy okazało się, że cytryna wyszła...
Ja twardo walczę z nałogiem i nic nie piję do soboty (od ostatniej niedzieli po południu).
Tomasz - 2009-09-16, 19:14
:
Jako burżuj całą gębą stwierdzam że Bombay jest lepszy. Wyczuwalnie. Ale
Gordon a nawet Seagrams też spokojnie dają radę.
Tego z ohydną polską nazwą nigdy na szczęście nie próbowałem.

Ja kontynuuję napoczętą wczoraj butelkę "urodzinową" (prezent na moje urodziny, nie jakaś nowa edycja :) ) księcia whiskey czyli najlepszą według mnie szkocką whiskey, czyli Chivasa Regala. 12letniego oczywiście.

I marzy mi się jakiś fajny singel malt. Robię właśnie pewno robotę która może przyniesie jakieś extra pieniądze do pensji za wrzesień to sobie może wtedy sprawię.
You Know My Name - 2009-09-16, 19:27
:
Jander napisał/a:
Tomasz napisał/a:
Tego z ohydną polską nazwą nigdy na szczęście nie próbowałem.

Gin Lubuski? Piłem i przy dobrym wymieszaniu z tonikiem był bardzo w porządku. :)
Ja też tu i ówdzie go dostałem i gęby nie krzywiło, to nie wóda Parkowa.
Nienajgorzej wchodził także [Finsbury].
Ale to wszystko po połączeniu z chininą, już od dawna nie piłem ginu czystego.
Tomasz - 2009-09-16, 19:42
:
Zrobiliście mi ochotę na gina. Skończę dzisiaj flaszeczkę ukochanego Chivasa to jutro serwuję sobie gin z toniciem. Tylko jakiegoś seagramsa muszą zakupić.
MrSpellu - 2009-09-25, 21:01
:
Dzisiaj z braku laku mnie przypiliło i uraczyłem się Ballantine's Finest, z braku lodu wsadziłem najpierw pustą szklankę do zamrażalnika. Utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że nie cierpię whisky.

EDIT: Alleluja!!! Przypomniałem sobie, że w lodówce w piwnicy mam skitraną domową wiśniówkę na spyrolu z papryczką chilli. Wiśnia zaprzyjaźniła się z chilli i efekt jest piorunująco zajebisty, wynalazłem wyzwalacz ochoty na lody czekoladowe :-P
You Know My Name - 2009-09-25, 22:08
:
Spellsinger napisał/a:
Dzisiaj z braku laku mnie przypiliło i uraczyłem się Ballantine's Finest, z braku lodu wsadziłem najpierw pustą szklankę do zamrażalnika. Utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że nie cierpię whisky.

EDIT: Alleluja!!! Przypomniałem sobie, że w lodówce w piwnicy mam skitraną domową wiśniówkę na spyrolu z papryczką chilli. Wiśnia zaprzyjaźniła się z chilli i efekt jest piorunująco zajebisty, wynalazłem wyzwalacz ochoty na lody czekoladowe :-P
Ballantine's Finest jak na ogólnie znanego i poważanego lyskacza jest po prostu marny. Bez coli nie podchodź.
Ja testuję Canadian Special Old. I muszę wam powiedzieć, że to zwykły zbożowy zajzajer jest. Ma tylko jedną dobrą cechę - nie smakuje gorzej jak przestaje być chłodna. Kanadyjskie łyskacze to jednak nie to... polecam raczej burbona.
Wulf - 2009-09-26, 08:02
:
Ja się muszę w końcu dorwać do mojego "Lupulusa" (belgijskie piwo w buteleczce 0,7). Czekał aż się dostanę na doktorat (i się dostałem), czekał aż się dostanę na aplikację (i się dostałem), czekał na prawo jazdy (zdobyte)... ja zaś czekam na niego :-) I muszę się w końcu zaprzyjaźnić.

W smaku wiem jaki jest, bo w Brukseli się z nim zaznajomiłem. Fajne piwo, ciekawa naklejka (wilki). No i pojemność :) W sumie stwierdziłem, że Belgowie potrafią piwo warzyć, tylko podchodzą do niego... z pewnym dystansem. Dlatego mają tyle rodzajów, tyle smaków, tyle odmian. Muszą się bawić. I w sumie dobrze :-)
Romulus - 2009-09-26, 08:49
:
Wulf napisał/a:
Ja się muszę w końcu dorwać do mojego "Lupulusa" (belgijskie piwo w buteleczce 0,7). Czekał aż się dostanę na doktorat (i się dostałem), czekał aż się dostanę na aplikację (i się dostałem), czekał na prawo jazdy (zdobyte)... ja zaś czekam na niego :-) I muszę się w końcu zaprzyjaźnić.

Trzy zwycięstwa i jeszcze zwlekasz? (Która aplikacja?)

Ja mam dziś zgrzyt. Wczoraj opijałem kolejny samotny weekend w samotności moim ulubionym Heinekenem. Ale potrzebuję małej odmiany. Nalewka malinowa jeszcze 2 miesięcy potrzebuje (ale ładnie się równoważy na języku, jak dotąd). Ostatnia butelka z Neapolu czeka na parapetówkę (mam nadzieję, że się nie zepsuła). Nie mam ochoty na mocniejsze trunki. Win degustować nie chcę. Ale muszę się czegoś napić. Kupię sobie jakieś wino stołowe chyba. Tak żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że nie smakuję tylko wlewam.
You Know My Name - 2009-09-26, 09:47
:
Romulus napisał/a:
muszę się czegoś napić. Kupię sobie jakieś wino stołowe chyba. Tak żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że nie smakuję tylko wlewam.
To jeśli tylko masz jakiś sklep Lidl w okolicy to leć kupić tanie wino. Takie do picia szklankami. Polecam dwa kalifornijskie: Ruby Cabernet oraz Zinfandel oba po około 9-10 pln za butlę. Alternatywą może być Sun of Moldova z Biedronki, sprzedawana w litrowych buteleczkach.
Ewentualnie jeśli masz i troszkę czasu to polecam promocję Wina Świata w Auchan - duży wybór win, tanich win i sikaczy (choć urokliwych, reńskich).
MrSpellu - 2009-09-26, 09:56
:
Mag_Droon napisał/a:
To jeśli tylko masz jakiś sklep Lidl w okolicy to leć kupić tanie wino. Takie do picia szklankami. Polecam dwa kalifornijskie: Ruby Cabernet oraz Zinfandel oba po około 9-10 pln za butlę. Alternatywą może być Sun of Moldova z Biedronki, sprzedawana w litrowych buteleczkach.

To już lepiej dopłacić piatkę i kupić Tchergę. Kieliszka tym nie obrazisz specjalnie, a i doznania smakowe są całkiem całkiem. Wczoraj znalazłem jeszcze wytrawne Chardonnay 2006 i na dobranoc wypiłem schłodzony kieliszek. Miałem słodkie sny :)
You Know My Name - 2009-09-26, 10:08
:
Spellsinger napisał/a:
Mag_Droon napisał/a:
To jeśli tylko masz jakiś sklep Lidl w okolicy to leć kupić tanie wino. Takie do picia szklankami. Polecam dwa kalifornijskie: Ruby Cabernet oraz Zinfandel oba po około 9-10 pln za butlę. Alternatywą może być Sun of Moldova z Biedronki, sprzedawana w litrowych buteleczkach.

To już lepiej dopłacić piatkę i kupić Tchergę. Kieliszka tym nie obrazisz specjalnie, a i doznania smakowe są całkiem całkiem. Wczoraj znalazłem jeszcze wytrawne Chardonnay 2006 i na dobranoc wypiłem schłodzony kieliszek. Miałem słodkie sny :)
Winka z Biedronki i Lidla za bardzo od "Dywaników" nie odstają, a sam Tcherga jest w Oszą w promo.
Ja skusiłem się na czerwone, wytrawne wino z Izraela, taka nowość i odskocznia od moich utartych winnych schematów.
MrSpellu - 2009-09-27, 09:46
:
Wczoraj z panią Spellową raczyliśmy się Chianti Corte alle Mura 2007, jestem naprawdę pod bardzo pozytywnym wrażeniem. Cenowo podobne do Tchergi, a smakowo ją na pewno przewyższa :)
Wulf - 2009-09-27, 09:53
:
Ja wczoraj się raczyłem w lokalach drinkami.

Najpierw Cuba Libre, potem Caipirinha (czy jak to się pisze). Na koniec przyszedł drink mi szerzej nieznany. Miks Absyntu, Ginu, Czystej, Blue Curacao (czy czegoś podobnego) i bodaj soku pomarańczowego. Raczej chyba innych składników nie kojarzę. Dość mocne, ale i dość fajne :-) A przynajmniej ładnie zielone :-) Jakby ktoś znał przepis - niech da znać :-) W necie najbliżej mu do Turtlemint, ale nie kojarze w moim drinku ani cytryny, ani likieru miętowego... ale cóż :D
You Know My Name - 2009-09-27, 09:55
:
Ja z każdym dniem wyżej oceniam Canadian Special Old. Mimo, że przy poerwszym łyku atakuje aromatem podłej gołdy, to jednak pozostawia przyjemny finisz (nie mylić z aromatem kiszonej kapusty na finiszu). Obywa się bez wykrzywiania gęby, ale mimo wszystko postawię na Scotch'a (z wyjątkiem dla łyskacza z Bretanii) lub Burbona (myślę, że w listopadzie będzie Jim Beam Black lub Jack).

Spell napisał/a:
Wczoraj z panią Spellową raczyliśmy się Chianti Corte alle Mura 2007, jestem naprawdę pod bardzo pozytywnym wrażeniem. Cenowo podobne do Tchergi, a smakowo ją na pewno przewyższa
Źródełko eliksiru?
Tomasz - 2009-09-27, 10:48
:
Mag_Droon napisał/a:
lub Burbona (myślę, że w listopadzie będzie Jim Beam Black lub Jack).
Mnie Burbony nie podchodzą jakoś. O ile stary dobry Jack Daniels jest ok, jakoś mi nawet skamuje, to Jim Beam to nie moje smaki. Szkockie whiskey są najlepsze. Chivas Regal jest mniam mniam. Jaś Wędrowniczek trochę mi się znudził, ale za to znalazłem dobry dla mnie smak tego J&B. Polecam też irlandzkie Jamesony, wszelakie wersje są smakowite.

A ostatnio kumple w piątki mnie raczą wenezuelskimi rumami. Z Colą i cytryną wchodzą świetnie, ceny przystępne. Nie ma co narzekać. Choć ja po rumie mam małe wspomnienie kaca, po whiskey nigdy.
Jander - 2009-10-01, 10:06
:
W ramach inauguracji roku akademickiego zabawiliśmy się w wymagającą grę. Losujemy jedną z części Gwiezdnych Wojen, następnie postać (Luke, Han, Vader, Leia) i za każdym razem gdy ktoś powie imię postaci (bądź "księżniczko", "wasza wysokość") ta osoba pije kieliszek wódki (bądź w wersji light - łyk piwa). Przy ciemnej stronie i imperium piją źli, przy jasnej stronie i rebelii piją dobrzy, przy jedi piją jedi, a przy mocy piją wszyscy.
Wymaga zapasów wódki/piwa. Piliśmy w wersji light, przy wódce nie dotarlibyśmy do połowy (zwłaszcza, że czasem są combosy i Vader pije 6 razy pod rząd).
:mrgreen:
Romulus - 2009-10-18, 09:44
:
Moim zdaniem, Fuckin' Pretty Awesome Game...

Jestem po degustacji nalewek Jesienny Otwock 2009 :)

Cóż rzec. Wóda to przeżytek. Na pewno dla mnie.
Wczoraj wypiliśmy ze szwagrem butelczynę miodu, który przywiozłem w wakcje z Litwy. To nie to samo co ichni krupnikas (niebo, niebo w gębie), bo korzenny i mocniejszy. Idealnie nas rozgrzał i już się zanosiło, że niczego więcej nie spróbujemy. Ale po 1,5 godzinie żar ustąpił z głów nie pozostawiając nawet bólu po sobie. Zatem przystapiliśmy około 18.00 do właściwej konsumpcji. Porównanie z polską miodówką wypadło na korzyść litewskiego miodku.

Ale nalewka na wiśniach, na borówkach, na malinach (moja dojrzeje już za miesiąc!) - poezja smaku. Orzechówka - tak sobie. Zbyt wytrawna dla mnie, ale smak ma głęboki, podobnie jak kolor. Najgorsza - nalewka truskawkowa. Brakowało jej wszystkiego poza spirytusem. Ale może to wina truskawek. Winogronowa niestety jeszcze nie "doszła". Za to cytrynówki już nie pamiętam. Ale w święta zrobimy Wielkopolski Epilog.

Dlaczego wóda to przeżytek? Wstałem rano, wlałem w siebie 0,33 litra wody mineralnej gazowanej, zjadłem jajecznicę, popiłem gorącą mocną herbatą i jestem jak nowo narodzony. Po takiej ilości wódy - umierałbym cały dzień.
Romulus - 2009-10-23, 13:50
:
Oto zapowiedź monumentalnej pracy poświęconej alkoholom i okraszonej pięknymi fotografiami: http://www.empik.com/alko...,prod23350010,p
Nie polecałbym, ale jestem w posiadaniu innej książki tego autora poświęconej winom. Bogata, monumentalna i totalna - otworzyła mi oczy na moją ignorancją i wytyczyła szlak do eksploracji winnych, począwszy od detali, jak kieliszki i kompozycja jedzenia i wina, po gatunki win z całego świata ze wskazaniem wszystkich znaczących winnic, marek, roczników. Jeśli ta o alkoholach jest tak dobra, to się stoczę...

EDIT: tu zresztą zapowiedź nowego wydania "Wino" A. Domine: http://www.empik.com/wino-ksiazka,prod22460329,p
Romulus - 2009-11-07, 20:09
:
Skończyłem próbowanie mojej nalewki malinowej. AWESOME. Półtora litra najlepszego alkoholu, jaki wyszedł spod mojej ręki. Idealnie zrównoważona między alkoholem, malinami i cukrem. W zasadzie, pół litra już za nami. Literek zostanie na inne okazje. Po przeprowadzce za miesiąc zabieram się za mieszankę miodu, cytryn i spirytusu.
Romulus - 2010-01-16, 21:29
:
Dzisiejszy wieczór "sponsoruje" dziesięcioletnia LAPHROAIG Single Malt.
Snobowanie się poprzez picie "czystej" nie skończyło się dobrze. Zatem: plus cola, plus cytryna i jest wyśmienicie. Lodu mi się nie chciało robić.
Kennedy - 2010-01-21, 22:48
:
Wreszcie zaczęły mi grzańce wychodzić //kas Dużo miodu, pól cytryny, jedno piwo, cztery goździki, trochę imbiru. Dokłądne ilości mam wyliczone mniej więcej "na czuja", ale wreszcie składa się wszystko w ładną całość. I smakuje mi na tyle, że piję trzeciego tego wieczora już.
You Know My Name - 2010-01-22, 18:32
:
Jak można dodawać miód do piwa //facepalm
Miód jest wpytkę ale do mięsa czy do deserów, do chlebka z masełkiem. Do piwa to ja proponuje (podawać a nie dodawać) sery twarde, pikantne, lub pleśniowe.
MrSpellu - 2010-01-22, 19:07
:
Mag_Droon napisał/a:
Jak można dodawać miód do piwa

Veto. Miód w grzanym piwie jest moim skromnym zdaniem czymś immanentnym. Ja zawsze dodaję miód (zwłaszcza malinowy od teściów) do grzańca, ba - grzańca bez miodu nawet nie potrafię sobie wyobrazić. Do tego trochę muszkatu, laskę cynamonu, goździk, imbir, plaster cytryny do smaku i jest naprawdę mru...

Oczywiście miód dodany do zimnego piwa, to już tak nie bardzo. Szkoda miodu i piwa, bo to tylko strata :)

Mag_Droon napisał/a:
Miód jest wpytkę ale do mięsa czy do deserów

A grzaniec to co to jest? --_- Zaraz zechcesz mi wmówić, że śledź w śmietanie to nie deser --_- Albo grillowany boczek --_-
You Know My Name - 2010-01-22, 19:13
:
W ogóle uważam, że podgrzewać to należy pościel a nie alko :P
Inna rzecz, że kawę, herbatę, kakao, czekoladę też preferuję zimne lub conajmniej chłodne (zimne espresso, mniam).
MrSpellu - 2010-01-22, 19:18
:
Mag_Droon napisał/a:
W ogóle uważam, że podgrzewać to należy pościel a nie alko

Ale grzaniec to nie jest alkohol, tylko trunek na bazie alkoholu. To trochę tak jak nazwanie Redds'a piwem. Grzańca pijam dla świątecznego smaku lub w walce z przeziębieniem. Czy to na bazie wina czy na bazie piwa.

Mag_Droon napisał/a:
Inna rzecz, że kawę, herbatę, kakao, czekoladę też preferuję zimne lub conajmniej chłodne (zimne espresso, mniam).

Akurat zimna kawa, czekolada, kakao mi nie podchodzą. Aczkolwiek domowa, mocna "kawówka"... to jest konkret ^^
Metzli - 2010-01-22, 20:08
:
Spell napisał/a:
Zaraz zechcesz mi wmówić, że śledź w śmietanie to nie deser --_- Albo grillowany boczek --_-


A ze słodyczy to najlepsza kiełbacha jest, nie? xD

A grzańce pijam bardzo rzadko. Samej nie chce mi się w domu robić, bo to żadna rewelacja dla mnie. A jak siedzę w pubie to już wolę sobie wziąć normalne, zimniutkie piwo :))
You Know My Name - 2010-01-22, 20:22
:
Spellsinger napisał/a:
A grzaniec to co to jest? Zaraz zechcesz mi wmówić, że śledź w śmietanie to nie deser Albo grillowany boczek
Grzaniec to efekt afektu do pomyłki, śledż w śmietanie to nie jest jedzenie, chyba że dla kota.
A boczek grilowany, hmm, to zależy od kolejności spożywania ;)

W ogóle alkohole na słodko (a grzańce do takich należą) spożywalne są dla mnie tylko w opcji nalewki / wódki.
Ł - 2010-01-23, 11:54
:
Żadnych ajerkoniaków, pinakolady, czy malibu? Maaaagu to przy tobie jestem chyba jakimś strasznym alko-relatywistą bo nie mam jakiś specjalnych upodobień względem większości alkoholowych, wszystko zalezy raczej od sytuacji. Słodkie grzańce też potrafie przełożyć nad alkohol, co miałes okazje widzieć.
Lev - 2010-01-23, 12:24
:
Czemu mój post został skasowany?
Ten, który mówił o tym jak pyszne jest grzane piwo z koglem-moglem?
MrSpellu - 2010-01-23, 12:35
:
Lev napisał/a:
Czemu mój post został skasowany?
Ten, który mówił o tym jak pyszne jest grzane piwo z koglem-moglem?

Bo prowadzę politykę usuwania jednolinijkowców z wybranych tematów - także z tego :) Wyjątkiem jest tu temat o kacu. Bo wszakże sam rozumiem, że ciężko napisać choć słowo w tym stanie, a co dopiero zdanie. Rym przypadkowy.

Ł napisał/a:
Żadnych ajerkoniaków, pinakolady, czy malibu? Maaaagu to przy tobie jestem chyba jakimś strasznym alko-relatywistą bo nie mam jakiś specjalnych upodobień względem większości alkoholowych, wszystko zalezy raczej od sytuacji. Słodkie grzańce też potrafie przełożyć nad alkohol, co miałes okazje widzieć.

Akurat za słodkimi alkoholami także nie przepadam (wspomniane ajerkoniaki etc. chyba, że adwokat w pączku, o). Ale jak pisałem, do grzańca dodaję dość specyficzny, naturalny miód malinowy. Miód w gębie, dosłownie.

Mag_Droon napisał/a:
śledż w śmietanie to nie jest jedzenie, chyba że dla kota.

To zajebiście wielki i spasiony ze mnie kot :P W sumie pani Spellowa mówi do mnie per "kocie" więc pewnie coś jest na rzeczy :P
You Know My Name - 2010-01-23, 16:02
:
Ł napisał/a:
Żadnych ajerkoniaków, pinakolady, czy malibu? Maaaagu to przy tobie jestem chyba jakimś strasznym alko-relatywistą bo nie mam jakiś specjalnych upodobień względem większości alkoholowych, wszystko zalezy raczej od sytuacji. Słodkie grzańce też potrafie przełożyć nad alkohol, co miałes okazje widzieć.
No dobra, drinki na bazie mocnych alkoholi (łyskacz czy burbon z colą, gin z tonikiem, margarita, "moja" grapefruitówka" z sokiem) są ewidentnie słodkawe i je piję. Do tego w sumie są słabe (na oko 8-10 %) więc taki rygorystyczny nie jestem. Nie przepadam za winami półsłodkimi, nie cierpię słodkich, niektórych mocnych piw, bo są ewidentnie słodkie. A jeżeli piwo jest i podgrzane i posłodzone to porażka dla mnie.
MrSpellu - 2010-01-23, 16:09
:
Mag_Droon napisał/a:
A jeżeli piwo jest i podgrzane i posłodzone to porażka dla mnie.

A zupę piwna jadłeś? Kurczaka duszonego w piwie? Grillowane żeberka nabierające mocy w piwie z miodem i cynamonem? Grzaniec to także taka "potrawa" na bazie piwa. Bo samo słodkie, gorące piwo to nie grzaniec, tylko zepsute piwo.

Mag_Droon napisał/a:
gin z tonikiem

Gin, który waliliśmy u mnie ewidentnie był słodkawy (nie licząc seagramsa), ale zazwyczaj gin z tonikiem jest gorzkawy, a nie słodki ;) Zresztą pierwszy raz na tej imprezie waliłem gin, tak jak czystą i byłem zszokowany głębią doznań smakowych //spell
You Know My Name - 2010-01-23, 17:36
:
Spellsinger napisał/a:
A zupę piwna jadłeś? Kurczaka duszonego w piwie? Grillowane żeberka nabierające mocy w piwie z miodem i cynamonem? Grzaniec to także taka "potrawa" na bazie piwa. Bo samo słodkie, gorące piwo to nie grzaniec, tylko zepsute piwo.
Polewki piwnej nie, ale sam używam alkoholi jako dodatków do sosów czy marynat. I jest wporzo. Ale alkohol nie jest wtedy "daniem głównym" a dodatkiem. Nie przepadam za podgrzanymi trunkami, tyle.
Spellsinger napisał/a:
Zresztą pierwszy raz na tej imprezie waliłem gin, tak jak czystą i byłem zszokowany głębią doznań smakowych
Mowa, dla mnie jest dużo lepszy niż z tonikiem, tyle, że oprócz walorów smakowych ma też wtedy przyspieszoną mózgoje..ość.
martva - 2010-01-25, 20:50
:
Mag_Droon napisał/a:
Do piwa to ja proponuje (podawać a nie dodawać) sery twarde, pikantne, lub pleśniowe.


Ciastka serowe. Pikantne. Są megafajne pod piwo. Jak się nie lubi piwa, to też są fajne.

A co do słodkich alkoholi - im słodsze, tym lepsze. Krówkówka rządzi. Ale wychodzi na to że moja mama się zapatrzyła na jakiegoś Japończyka jak byłam w fazie płodowej, bo jestem z tych co się potrafią jednym piwem nawalić (na szczęście nie lubię). Więc taką krówkówkę lubię dlatego że jest słodka, a nie dlatego że jest alkoholem :P
MrSpellu - 2010-03-09, 08:46
:
Wczoraj po pracy udałem się do fryzjera. Zeszło mi się tam trochę i postanowiłem poczłapać po moją kobietę do jej pracy gdyż kończyła czterdzieści minut później. Umówiliśmy się, że poczekam w pobliskim pubie. Strzelę sobie kawę, etc. Okaszało się, że ciśnieniowy ekspres się zepsuł, a parzoną maja tylko Jacobsa. No to postanowiłem zaszaleć i... kupiłem gin z tonikiem. Choć ostatnio coś mi średnio smakował. W knajpce było pusto, przyjemnie, leciał stary Santana... Gordon, Kinley, lód i limonka. Znalazłem kawałek raju. Smakowało jak nigdy wcześniej //spell
Romulus - 2010-05-08, 14:18
:
Hmmm... Znalazłem polską stronę o absyncie, z której dowiedziałem się, że absynt, który przywiozłem z Pragi jest taki sobie (jak wszystkie czeskie rodzaje absyntu). A już się podpaliłem, żeby próbować. No nic, trzeba będzie jakoś wypić po znalezieniu odpowiedniego kieliszka żeby odpowiednio przyrządzić. Może, kiedy zmętnieje będzie miał jakiś egzotyczny smak a nie - jak napisał pan na stronie - kolorowanej wódki wysokoprocentowej. :-|
You Know My Name - 2010-05-08, 14:34
:
Myślę, że można znależć w necie poradnik jak zrobić piołunówkę tak jak robiono to dawniej, bo teraz absynt jest wolny od substancji (chyba podpadajądzych dziś pod narkotyki), które nadawały mu ów nieporównywalny smak i aromat.
MrSpellu - 2010-06-11, 19:49
:
Piję właśnie siódmy gin z tonikiem. Seagrams. Czuję się jakby wszelkie troski tego świata utonęły w tym nektarze gorzkolubnych Bogów. Jutro na kaca mam solidnie schłodzone dwa Dębowe mocne, a na wieczór umówiłem się na piwo. Góra siedem.

@

dziewiąty g&t //spell
Romulus - 2010-07-19, 21:33
:
Poszedłem na imprezę do koleżanki w weekend. Zostałem zaskoczony propozycją nie do odrzucenia: zrobić mojito. Oblał mnie zimny pot, a i tak bez tego było gorąco. Wcześniej dla tego zestawu osobników nic nie przyrządzałem. A szczególnie tego czegoś. Na dodatek gospodyni dostarczyła wszystkich składników, ale zamiast brown sugar był syrop klonowy. Z duszą na ramieniu zacząłem łączyć składniki. I w finale wyszło mi coś tak przezajebiście smacznego, że mogę stwierdzić z czystym sumieniem, że tak dobrego mojito nie piłem w życiu.

Przepisu nie podam, bo zawsze drinki robię na wyczucie i z pamięci. Wiem, jakich składników trzeba, ale proporcje sprawdzam organoleptycznie.

Zostałem królem imprezy.

To mój ostatni, przedurlopowy tydzień pracy i wiem jedno: w weekend jadę po rum i resztę składników i będę się zachlewał mojito przez 3 tygodnie.

To tyle. Byłem taki zajebisty, że ledwie wytrzymałem te dwa dni nim się pochwaliłem. :P

http://www.youtube.com/watch?v=Kv_6BRs5T2I
You Know My Name - 2010-07-28, 11:51
:
Kupiłem podłą whisky kanadyjską Black Velvet. Dlaczego podłą? Bo to żytnia, jeno w dębinie leżakowana. No i stosunkowo tania, bo 43 peeleny flaszka kosztowała. Zobaczymy jak z Colą light będzie się komponować.
You Know My Name - 2010-08-12, 21:58
:
Jest podła, nawet tania szkocka przy niej to nektar, ale nie ukrywajmy, obie przy jakiejkolwiek wódzie (no, może z wyjątkiem żurawinowej Finlandii - bardzo dobrze ją wspominam) są boskie.
Kennedy - 2010-08-15, 19:42
:
Pił ktoś ten wynalazek:

?
Dobre/do czego w ogólności podobne?
MrSpellu - 2010-08-16, 07:08
:
Piłem. Ziołowa wóda, która przypomina smakiem bardzo mocną beherovkę. Osobiście nie przepadam.
You Know My Name - 2010-09-11, 18:43
:
Dziś, oczywiście pod przemożnym wpływem wczorajszego Big Lebowskiego, nabyłem półlitry, likier kawowy i gęstą śmietankę.
KONTRREWOLUCJA!
Biały Rosjanin rządzi, mówcie mi dude!
Jander - 2010-09-11, 22:23
:
Ale Smirnoff? ;)
Miłego nihilizmu, w październiku pewnie też dostąpię tego nihilstycznego trunku.
You Know My Name - 2010-09-11, 22:35
:
Jander napisał/a:
Ale Smirnoff?
Miłego nihilizmu, w październiku pewnie też dostąpię tego nihilstycznego trunku.
Mowa, Biały Rosjanin nie może jechać na żadnej komunistycznej okowicie.
MrSpellu - 2010-09-12, 09:27
:
Mag_Droon napisał/a:
Mowa, Biały Rosjanin nie może jechać na żadnej komunistycznej okowicie.

Drink chujowy jak siedem nieszczęść. Reaguję alergicznie.

Ostatnio jakoś nie mam okazji to wlewania w siebie wysokowoltażowych specjałów. Kumpel mnie namówił na szklaneczkę Jacka Danielsa, moja przygoda z szklaneczką skończyła się na czubku języka. Jak można pić karton rozmiękczony w ropie?
MadMill - 2010-09-12, 09:42
:
Dobre whisky zaczyna się co najmniej od Green Label, resztę na zachodzie pije się w drinkach z colą bo inaczej nie idzie... JD to też jest wóda do coli nic więcej.
You Know My Name - 2010-09-12, 09:56
:
MadMill napisał/a:
Dobre whisky zaczyna się co najmniej od Green Label, resztę na zachodzie pije się w drinkach z colą bo inaczej nie idzie... JD to też jest wóda do coli nic więcej.
Po pierwsze primo Daniels to nie whisky, to burbon, więc trochę się różni. Dla mnie jest to całkiem zacny napitek.
MadMill - 2010-09-12, 09:57
:
Do coli, bo inaczej pić się go nie da.
You Know My Name - 2010-09-12, 09:59
:
Racja, inna sprawa, że ja w ogóle pijam drinki, no może z wyjątkiem moich "naleweczek".
Ł - 2010-09-12, 10:24
:
Czy ktoś mi wyjaśni fenomen Jägermeistera? Miałem w bieszczady przyjechać z butelką tequili, ale w wyniku splotu dziwnych wydarzeń w końcu przyjechałem z tym gównem i nie dziwie się że dostałem po łbie od kapitana owsianki, bo tego się kurwa nie da przecierpieć. W końcu dżagamasta został zmęczony jako dodatek do termosianej herbaty i środek do wcierania w bolące kolano znajomej. Nazistowska trucizna.
MadMill - 2010-09-12, 10:38
:
Nigdy tego nie piłem, ale wygląda jak krople żołądkowe.

Pił może ktoś czarnego smirnoffa? Ostatnio spotkałem się z opinią, że lepszej wódeczki nie ma.
Toudisław - 2010-09-12, 10:43
:
MadMill napisał/a:
Pił może ktoś czarnego smirnoffa?

Tak. Ale wole nemiroffa. Czarny nemiroff jest genialny.
Ł - 2010-09-12, 11:29
:
MadMill napisał/a:
Nigdy tego nie piłem, ale wygląda jak krople żołądkowe.

Ja myślę że germańscykurwaoprawcy nacierali się tym na brzuszku żeby wonieć jarzyną coby jelenia zmylić. Albo polują na jelenie w ten sposób że łapią takiego i nacierają jaigermaisterem a on pada. Wtedy rzeczywiście to ma jakiś sens.

Próbowałem nawet mlekiem to zabić tak jak mam w zwyczaju pijać czasem żołądkową (w ogóle jest jakiś urban legend że mleko i wysokie % to haft instant, zaprzeczam a nawet jeśli to mleko kojąco na przełyk) ale maister nie dał się. Ej podopono Daniels z mlekiem tez jest ok.
Jander - 2010-09-12, 11:32
:
Mleko z żołądkową zdarzyło mi się parę razy, smak świetny, ale jakoś rano nieziemski kac z pękającą głową na czele.
MadMill - 2010-09-12, 11:34
:
To przypomina mi picie rakiji prosto z Chorwacji. Waliła jak podpałka do grilla i nawet z colą nie można tego było zdzierżyć w proporcjach 1:5... Pół litra piliśmy przez 4 dni imprezy, dobrze że też mieliśmy polską czystą aby zabić te chorwackie bakterie, bo mogło się to tragicznie skończyć.
Romulus - 2010-09-12, 11:36
:
Rakija nie jest zła. Choć, bez szału. Niewielka ilość straszliwie mnie kiedyś sponiewierała. Od kilku miesięcy pół butelki stoi w związku z tym w kredensie i czeka na jakichś twardzieli, którzy rozpiją resztę.
Ł - 2010-09-12, 11:41
:
Romulus napisał/a:
Od kilku miesięcy pół butelki stoi w związku z tym w kredensie i czeka na jakichś twardzieli, którzy rozpiją resztę.

To co widzę zapraszasz ekipę z forum, a ja wezmę do tego NIEZNISCZALNYCH na pirackim DVD!
MadMill - 2010-09-12, 11:48
:
Romku, robimy remont mieszkanka? //spell
You Know My Name - 2010-09-12, 11:48
:
O tym kojącym mleku to racja, ja wczoraj "reakcjonistę" piłem z gęstą śmietanką jaką się do kawy leje i dzięki temu mocny drinol wchodził jak "bawarka", na miękko.
Romulus - 2010-09-12, 11:55
:
Zaproszenie do mnie zawsze aktualne :) Barek wyposażony a za kilka miesięcy większy telewizor (46 cali) i możemy z NIEZNISZCZALNYMI w tle zniszczyć się rakiją, Beherovką, Śliwowicą i Absyntem.
Ł - 2010-09-12, 11:58
:
Mag_Droon napisał/a:
O tym kojącym mleku to racja, ja wczoraj "reakcjonistę" piłem z gęstą śmietanką jaką się do kawy leje i dzięki temu mocny drinol wchodził jak "bawarka", na miękko.

Ale mi chodziło że o to że wychodzi też równie łatwo dzięki temu zabiegowi. Oczywiście to tylko takie teoretyczne gdybanie. :P
Jander - 2010-09-12, 11:59
:
Kupowaliśmy raz Rakiję u restauratora chorwackiego, bo pędził ją w domu. Tylko mówił, żeby ją wieźć w cieniu, bo przy wysokiej temperaturze może wybuchnąć. //spell
Metzli - 2010-09-12, 12:05
:
Romek napisał/a:
Zaproszenie do mnie zawsze aktualne


Hm hm :perv:

Z takimi deklaracjami trzeba bardzo ostrożnie xD
Jander - 2010-09-12, 12:08
:
Ostrożnie to z Porto i z zapiekankami //spell
You Know My Name - 2010-09-12, 12:21
:
Jak się z porto nie uważa, to o zapiekance można zapomnieć :P
Tanit - 2010-09-12, 20:40
:
Jander napisał/a:
Kupowaliśmy raz Rakiję u restauratora chorwackiego, bo pędził ją w domu. Tylko mówił, żeby ją wieźć w cieniu, bo przy wysokiej temperaturze może wybuchnąć.

To Rakija taka odjechana jest o_O ? uuu to ja nie wiem co te zamknięte butelki w barku u mnie jeszcze robią xD trza spróbować xD Jakaś porada?
You Know My Name - 2010-09-12, 20:42
:
Kontrrewolucji ciąg dalszy. Coraz bardziej mi się podoba wódka z mlekiem (i likierem kawowym).
Jander - 2010-09-12, 21:04
:
Masz odpowiednie proporcje tak swoją drogą? Tj. 50 wódki, 50 kahlui i 100 mleka?
You Know My Name - 2010-09-12, 21:34
:
Tiaaaa, mocna cholera, ale wchodzi leciutko.
Jander - 2010-09-12, 21:36
:
Najgorzej, że jednak na taki zestawik trzeba stówę w sklepie zostawić.
You Know My Name - 2010-09-12, 21:40
:
Well, czasem sobie pozwalam (teraz kupowałem alko na urodziny żony i córki, a goście i tak winko sączyli...) :mrgreen:
MrSpellu - 2010-09-12, 22:12
:
Ł napisał/a:
Czy ktoś mi wyjaśni fenomen Jägermeistera? Miałem w bieszczady przyjechać z butelką tequili, ale w wyniku splotu dziwnych wydarzeń w końcu przyjechałem z tym gównem i nie dziwie się że dostałem po łbie od kapitana owsianki, bo tego się kurwa nie da przecierpieć. W końcu dżagamasta został zmęczony jako dodatek do termosianej herbaty i środek do wcierania w bolące kolano znajomej. Nazistowska trucizna.

Już tłumaczę.

Niemieccy samce piją to zaraz przed rozmnażaniem.
Wychodzą bowiem z założenia, że dwa "-" dają "+".
MORT - 2010-09-12, 22:40
:
http://www.dietotenhosen....a-wyborowa.html
apropos niemieckich samców ;)
Romulus - 2010-09-13, 07:13
:
Tanit napisał/a:
Jander napisał/a:
Kupowaliśmy raz Rakiję u restauratora chorwackiego, bo pędził ją w domu. Tylko mówił, żeby ją wieźć w cieniu, bo przy wysokiej temperaturze może wybuchnąć.

To Rakija taka odjechana jest o_O ? uuu to ja nie wiem co te zamknięte butelki w barku u mnie jeszcze robią xD trza spróbować xD Jakaś porada?

Pij bardzo bardzo zmrożoną
MrSpellu - 2010-09-23, 07:59
:
Łaku, jeszcze raz zarzucisz mi pozerstwo :>

Cytat:
Drugie miejsce przypadło trochę lżejszemu 35 proc. alkoholowi. Niemiecki Jägermeister to likier ziołowo-korzenny otrzymywany w wyniku macerowania w spirytusie 56 ziół i przypraw korzennych (m.in. tymianku, rumianku, drzewa sandałowego, szafranu, imbiru, rozmarynu, borówki, bazylii, pietruszki, cynamonu). W zeszłorocznej edycji rankingu trunek znalazł się na 6. miejscu.

Sprzedaż w 2009 - 6 383 250
Sprzedaż w 2008 - 6 499 150
Największy rynek (2008) - USA: 41 proc.

Trunek upodobały sobie gwiazdy sceny rockowej i metalowej. Zespoły suportujące metalowej grupie Slayer zawsze mogą liczyć na mały podarek. Kerry King, członek grupy Slayer, ofiarowuje przed koncertem butelkę Jägermeister każdemu zespołowi, z którym występuje.

You Know My Name - 2010-09-23, 12:56
:
To ostatnie potwierdza, że King i Hanneman to nazole :mrgreen:
Kennedy - 2010-09-23, 14:46
:
Ł napisał/a:
Czy ktoś mi wyjaśni fenomen Jägermeistera? Miałem w bieszczady przyjechać z butelką tequili, ale w wyniku splotu dziwnych wydarzeń w końcu przyjechałem z tym gównem i nie dziwie się że dostałem po łbie od kapitana owsianki, bo tego się kurwa nie da przecierpieć

Dwa dni temu kupilismy z kumplem, na spróbowanie. Mocy (35%) w smaku w ogóle nie czuć (nie trzeba niczym zapijać), wchodzi jak soczek i podobnie smakuje, a wygląda, jak słusznie zauważono, niczym krople żołądkowe. Zresztą ogólnie prezentuje się bardzo "aptecznie", za sprawą kształtu butelki i wyglądu etykiety. Dla mnie bardzo ok. No może nieco za słodki, ale poza tym mi się podoba.
Ł - 2010-09-30, 00:36
:
A później zagryźliście to samochodem marki ŻUK? Z jakiej wy jesteście planety?



Ostatnio odkryłem jak powstają wódki smakowe. Wlaliśmy do sziszy starogardzką i po dwugodzinnym męczeniu tytoniu pomarańczowego (swoją drogą para z wódki przez płóca też fajnie łechcze), postanowiliśmy rozlać wódkę z sziszy z całym tym syfem który rzekomo płyn filruje. Nie było złe IMO choć zdanie były podzielone,dla mnie to nawet trochę starogardzką, choć o to nie trudno, uszlachetniło. :perv:
MrSpellu - 2010-10-04, 08:25
:
We wspomnianej knajpce zamówiliśmy sobie z żoną po drinku. Moja ślubna zażyczyła sobie Cosmopolitan (bo po Seksie w wielkim mieście zawsze chciała spróbować), a ja zamówiłem sobie Mojito (bo Romulus na forum zachwalał). Cosmo był mocno babski i mi nie podszedł. Mojito było albo źle zrobione, albo... nie lubię :) Tak czy siak. Od alkoholowej strony dzień został uratowany przez moich starych, dobrych przyjaciół. Gordona i Kinleya ;)

Ł napisał/a:
A później zagryźliście to samochodem marki ŻUK? Z jakiej wy jesteście planety?

Myśliwy to była jedyna flaszka jaką wylałem do ogniska na wieczorze kawalerskim i nikt nie protestował :)
Stary Ork - 2010-10-29, 10:09
:
Hmm, warto mieć kontakty międzynarodowe, bez dwóch zdań - dzięki takiemu holenderskiemu łącznikowi raczymy się od czasu jakiegoś boskim i zjawiskowym Martini Fiero, czyli wariacją na temat wermutu z dodatkiem czerwonych pomarańczy. Ork zdecydowanie poleca, ale w Polsce, o ile wiem, nie sprzedaje się tego cudeńka. A szkoda.
MrSpellu - 2010-11-14, 20:52
:
Mikstura na kaca "Wściekły byk" aka "Wściekły niedźwiedź" aka "Wiedźmiński dekokt".

:arrow: Tequila
:arrow: Red Bull
:arrow: Trzy kostki lodu
:arrow: Plaster cytryny

Wypijasz jeden i schodzi kac.
Wypijasz dwa i widzisz przez ściany.
Wspaniałe walory smakowe //spell
Toudisław - 2010-11-14, 21:31
:
MrSpellu, Jakie proporcje ?
MrSpellu - 2010-11-14, 21:44
:
50ml Tequili
250ml Red Bulla :)
You Know My Name - 2010-11-27, 17:35
:
Czy ktoś ostatnio (2-3 m-ce) widział gdzie w Wawie cydr??
MrSpellu - 2010-11-27, 19:22
:
Mag_Droon napisał/a:
Czy ktoś ostatnio (2-3 m-ce) widział gdzie w Wawie cydr??

Ha! Ja ostatnio wytrąbiłem butelkę normandzkiego cydru, która od kilku lat była skutecznie skitrana w piwnicy, zaraz obok nalewki porzeczkowej //spell
You Know My Name - 2010-11-27, 20:09
:
Nie podku*wiaj ucha...
Jander - 2010-12-05, 19:48
:
Na urodziny dostałem Ballantinesa i strasznie w nim zasmakowałem. Ma w sobie to coś, co nie pozwala przestać na jednym łyku. I cena jest przystępna, jak na moim zdaniem luksusowy smak. Teraz kupiłem litra i liczę, że mi wystarczy na porządny tydzień-dwa.
W ramach spijania się whisky kupiłem też Golden Loch w Biedronce i poznałem co to znaczy marna whisky. Dark Whisky jest dużo lepsze //spell
Maeg - 2011-02-18, 22:37
:
Pierwsza dziś szklaneczka Old Smugglera z lodem. Mniami. //spell
MrSpellu - 2011-02-21, 15:47
:
Maeg napisał/a:
Pierwsza dziś szklaneczka Old Smugglera z lodem. Mniami.

Fuj, toż to jest karton w płynie.

Wczoraj zostałem wyciągnięty do knajpy i standardowo zaaplikowałem sobie trzy Gordony z tonikiem.
I powiem, że odwyk dobrze mi zrobił. Smakowało jak cholera :)
Ostatnio chodzi za mną Finlandia żurawinowa ze Spritem i zielonym ogórkiem :)
Za żoną zaś chodzi tequila z sokiem pomarańczowym i grenadyną (słodkie...)

Do najbliższej imprezy raczej daleko :(
You Know My Name - 2011-02-21, 22:24
:
Chodzi za mną "poważna" posiadówka w stylu "last man standing". Po łyżce na łeb i coś w rezerwie.

Ale chciałem o czym innym. Mam kilkumiesięczne lekarstwo na stole - naleweczka na syropie z pędów sosnowych, lekutka, 22-24 vol. Żadna grypa mnie nie weźmie.
You Know My Name - 2011-04-16, 22:49
:
Dziś zestaw (po kieliszku bądź szklaneczce):
wino czerwone,
śliwowica łącka (ta 70% paskuda :)) ,
pigwówka,
nalewka na głogu,
nalewka na róży,
śliwowica słowacka (tylko 52% a do tego niesmaczna),
śliwowica łącka,
wino białe,
wino białe,
wino czerwone,
biały Rosjanin,
biały Rosjanin,
wino porzeczkowe - domowe
ouzo z wodą (FAK, jak oni mogą to pić...),
wino porzeczkowe,
ouzo z wodą,
wino porzeczkowe,
wino porzeczkowe z ouzo (powstał paskudny vermuth),
nalewka morelowa (nawet po takim koktailu czułem, że jest paskudnie perfumowana).

Nie wiem czemu jeszcze jestem na nogach.
Nie powinienem...
Tomasz - 2011-04-16, 23:05
:
Mag_Droon napisał/a:
Nie wiem czemu jeszcze jestem na nogach.
Nie powinienem...

Nie jesteś na nogach, tylko po prostu jesteś tak pijany, że nie zauważyłeś, że już padłeś i śpisz w wannie, z głową pod kranem.
You Know My Name - 2011-05-23, 13:14
:
Audytor z Niemiec (lub z Chorzowa, zależy jak patrzeć) przywiózł mi flakon Stroha. Szykuje się high voltage! (80%).
You Know My Name - 2011-05-24, 20:20
:
Dostałem dziś od prezesa pewnej firmy flakon dwunastoletniego "Sziwasa". Za odrobinę dyskrecji i krzynę wyrozumiałości do człowieka nieogarniającego "szewskiego poniedziałku".

Zastanawiam się czy nie będzie aktem ostatecznego barbarzyństwa wypicie jej z colą light (podobnie jak powyższopostowego Stroha)?
MadMill - 2011-05-24, 20:40
:
Cytat:
Zastanawiam się czy nie będzie aktem ostatecznego barbarzyństwa wypicie jej z colą light (podobnie jak powyższopostowego Stroha)?

Taki alkohol pije się dla przyjemności. Jak przyjemność sprawia Ci picie go z cola to pij śmiało i się delektuj ;) ale ten to jest "najpodlejsza" odmiana Chivasa.

Ja mam w domu 12-letnie whiskey, Glen Ord, szkocki Single Malt. Ale poczeka na jakąś okazję jednak, bo szkoda mi otwierać go tylko dla siebie.
Fidel-F2 - 2011-05-24, 20:41
:
Mag_Droon napisał/a:
Zastanawiam się czy nie będzie aktem ostatecznego barbarzyństwa wypicie jej z colą light
ja bym Cię za to zastrzelił
You Know My Name - 2011-05-24, 22:00
:
MadMill napisał/a:
ale ten to jest "najpodlejsza" odmiana Chivasa
Najpodlejsza jest wersja trzyletnia. Ale i tak jest sporo lepsza od wielu innych, prawdziwie podłych.
Single malt mam za sobą dosyć nietypową, bo bretońską. Była całkiem dobra.
Fidel-F2 napisał/a:
ja bym Cię za to zastrzelił
Skąd to nadzwyczajne złagodzenie kary łaskawco?
Tomasz - 2011-05-24, 22:01
:
Fidel-F2 napisał/a:
ja bym Cię za to zastrzelił


ja również
MrSpellu - 2011-05-25, 04:56
:
Nawet z colą jest ohydne.
Tomasz - 2011-05-25, 07:45
:
MrSpellu napisał/a:
Nawet z colą jest ohydne.

Co? Chivas? Chivas Regal to bardzo fajna whiskey blended.
Lubię ją.

Z whiskey mam w domu jeszcze resztki Dimple, nie specjalnie mi smakuje, mimo że to jeden z bardziej cenionych typów blended.

A single malty ostatnio pite to bardzo dobry Talisker (podstawowa whiskey mieszana w Johnnie Walkerze), zawsze mi smakujący Glenfiddich. Ale moja ulubiona single malt to Bowmore, z najstarszej destylarni o niepowtarzalnym smaku. Mniam. Szkoda tylko że to drogie cholerstwo.

Z blended wybieram Ballantine's, Hedges & Butler, J&B.

Do tego może być jeszcze z Tennessee jedyna smakująca mi dotąd amerykańska whiskey czyli Jack Daniels.

A na koniec jedna z moich ulubionych mieszanych czyli irlandzka whiskey Jameson. Mniam.

No to tyle o moim ulubionym trunku alkoholowym.
You Know My Name - 2011-05-25, 12:09
:
Cytat:
Z blended wybieram Ballantine's, Hedges & Butler, J&B.
Odpowiednio: nie lubię, nie znam i bardzo cenię.
Irlandzkie (te, które znam) podchodzą mi bardzo: Jameson, Bushmills, Tullamore Dew.
Burbony i tzw. łyżki kanadyjskie to trunki stworzone po to aby pić je z colą.
Tomasz - 2011-05-25, 20:50
:
Mag_Droon napisał/a:
Bushmills

jeszcze nie próbowałem, w takim razie może na weekend poszukam

Mag_Droon napisał/a:
Tullamore Dew

jest ok, ale nie zapada mi w pamięć
MadMill - 2011-05-25, 20:59
:
Czarny Bushmills już nadaje się do picia na czysto, bez dodatków ;) a podstawowy jako colododatek jest świetny.
MrSpellu - 2011-05-25, 21:41
:
Dla mnie z reguły whisky smakuje jak karton.
Ostatnio "piłem" czarnego i niebieskiego jasia wędrownika.
Po "łyku" oddałem szklankę. Szkoda marnować na takiego niewdzięcznika.

Dziś się raczyłem kilkoma Paulanerami, wspomaganymi kilkoma Gordonami z tonikiem.
Jest dobrze.
Tomasz - 2011-05-25, 22:17
:
Spellu zniechęcasz się przereklamowanym Jasiem. Spróbuj Bowmore i zmienisz zdanie.
Fidel-F2 - 2011-05-26, 05:45
:
Mag_Droon napisał/a:
Burbony [...] to trunki stworzone po to aby pić je z colą.
zastrzelę Cię drugi raz
You Know My Name - 2011-05-26, 07:28
:
Fidel-F2 napisał/a:
Mag_Droon napisał/a:
Burbony [...] to trunki stworzone po to aby pić je z colą.
zastrzelę Cię drugi raz
Cytat:
- To, co zrobią mi po ćwiartowaniu - mruknął wiedźmin - to już mnie mało obchodzi.

MrSpellu - 2011-06-07, 13:45
:
Tower of power //spell
GilGalad - 2011-06-07, 13:55
:
Cytat:
W Polsce to jest nie wykonalne,zanim by zmontowali te schodki to nie byłoby już co pić.


:mrgreen:
Tomasz - 2011-06-07, 15:47
:
MrSpellu napisał/a:
Tower of power //spell


Spellu kiedy robimy taką wieżę i sami ją wypijamy????
Piszę się na to!
Może tak rozpoczniemy wakacje w tym roku?
stian - 2011-06-07, 18:26
:
w Polsce cały ten alkohol by wypili przy zbijaniu z desek schodów :mrgreen:
Fidel-F2 - 2011-06-07, 18:43
:
Mamy w Polsce inną tradycję - picia z szabli - na płaskiej szabli ustawia się kieliszki z wódką, ile kto tam czuje się na siłach, my ustawialiśmy po 10szt. Zawodnik pije je jeden po drugim i na koniec zagryza jakimś słodkim ciastem ze śledziem marynowanym. Zabawa przednia.
MrSpellu - 2011-06-08, 08:07
:
Tomasz napisał/a:
Spellu kiedy robimy taką wieżę i sami ją wypijamy?

Oficjalnie stwierdzam, że nie dałbym rady. Ostatnimi czasy przyzwyczaiłem się do tego, że nie mieszam i dobrze na tym wychodzę.
Tak ogólnie to ostatnio bardzo drastycznie spadło u mnie spożycie alkoholu. Wchodzę w fazę "zabawa z mniejszą ilością alko, też jest fajna".
Starzeję się //spell
You Know My Name - 2011-06-08, 09:01
:
stian napisał/a:
w Polsce cały ten alkohol by wypili przy zbijaniu z desek schodów :mrgreen:
Mowa, potem jeszcze zaczeliby po nich wchodzić, schody do nieba by to były.
You Know My Name - 2011-06-09, 18:16
:
Popijam "Sziwasa" (bez coli, żeby mi kule po pokoju nie świszczały) i dochodzę do następującego wniosku: mam wrażenie, że 12-latka niezbyt różni się od przeciętnego brandy (ostatnio brandy nie pijam, ale kiedyś dosyć często, aptekarskie ilości). To by oznaczało, że dominującą nutą jest dębina z beczek po winie. Pozostanę chyba przy prostych, trzyletnich łyżkach.

Ostatnio w Biedronce sprzedają rum kubański, aż korci mnie wypróbować, ale jako, że mam alko w domu to nie chcę denerwować małżonki.
MrSpellu - 2011-06-29, 10:33
:
Zmrożona Finlandia mango + Sprite + kostki lodu = detronizacja Gordona z Kinleyem.
Jestem śmiertelnie poważny. Aczkolwiek to dwie różne kategorie smakowe.
You Know My Name - 2011-06-29, 15:13
:
Hmmmm, chyba spróbuję, ale fajerwerków się nie spodziewam.

Sam w końcu kupiłem kubański rum w Biedronce i zastanawiam się jak to będzie smakować (z colą łoczywiście)?
makatka - 2011-06-29, 15:53
:
gordon z kinleyem= profanacja.
1. kinley przez długi czas miał minimalną zawartośc chininy tudzież jej w ogóle nie miał jak wynikało z opisu na etykiecie. Nie wiem jak teraz ale ja się niegdyś zraziłam do pseudo tonicu.
2. zanabądź sobie bombaja i podlej go schweppsem (lub w alternatywnej wersji sokiem grejpfrutowym) to dopiero jest BOMBA.

a ja chyba idę zaraz ajerkoniak na spirycie kręcić. stoi se 5 litrów spirytu na szafce i smutno łypie. Najwyższy czas siakowyś wynalazek sprokurować :D
Metzli - 2011-06-29, 17:02
:
Spell napisał/a:
Zmrożona Finlandia mango + Sprite + kostki lodu = detronizacja Gordona z Kinleyem.
Jestem śmiertelnie poważny.


//aaa

Aż będę musiała spróbować xD
MrSpellu - 2011-06-30, 14:38
:
makatka napisał/a:
kinley przez długi czas miał minimalną zawartośc chininy tudzież jej w ogóle nie miał jak wynikało z opisu na etykiecie. Nie wiem jak teraz ale ja się niegdyś zraziłam do pseudo tonicu.

Kinley jest lepszy od Shweppesa. Giń heretyku :P
Shweppes nie ma smaku.

makatka napisał/a:
2. zanabądź sobie bombaja

Dasz kasę, to chętnie kupię.
Stosunek ceny do smaku wychodzi na korzyść Gordona.

Mag_Droon napisał/a:
mmmm, chyba spróbuję, ale fajerwerków się nie spodziewam.

Na lato drink idealny. Nie czujesz alko, do momentu aż spróbujesz wstać //spell
makatka - 2011-06-30, 15:06
:
Sam żeś heretyk :P A Gordons (przynajmniej ten z Oszołoma z plastikową nakrętką) mizerny jest. Już wolę Seagramsa. Na Bombaya się odżałowuje kasę raz, a później się płacze, że trzeba się zadowolić czymś tańszym i to nie jest już to niebo w gębie ;)
Tomasz - 2011-06-30, 15:28
:
MrSpellu napisał/a:
Na lato drink idealny. Nie czujesz alko, do momentu aż spróbujesz wstać //spell

Dokładnie. Możesz wypić dwie butelki Finlandii z dwoma litrami sprite'a i w zasadzie czujesz się jakbyś nic nie wypił, potem wstajesz i uohohowo. Świetny drink. W zeszłym roku wypijałem tego morza, gdy wypoczywałem w Kazimierzu nad Wisłą. Teraz mi przypomniałeś, to wczoraj sobie zakupiłem od razu składniki i posmakowałem wieczorkiem.
batou - 2011-06-30, 20:26
:
Shweppes przy Kinley'u to taka oranżadka. Przynajmniej tak to pamiętam, bo daaawno rzuciłem Shweppes'a.
Gordon's jest wyraźnie lepszy od Seagrams. Nie wiem co to za wynalazek z plastikową nakrętką, ja mówię o takim:



Bombaj to oczywiście klasa, ale przekracza mój cenowy próg pijaństwa.
MrSpellu - 2011-07-01, 19:06
:
makatka napisał/a:
A Gordons (przynajmniej ten z Oszołoma z plastikową nakrętką)

//facepalm

batou napisał/a:
ja mówię o takim:

No przecież.

batou napisał/a:
Bombaj to oczywiście klasa, ale przekracza mój cenowy próg pijaństwa.

True, true.

Tomasz napisał/a:
Teraz mi przypomniałeś, to wczoraj sobie zakupiłem od razu składniki i posmakowałem wieczorkiem.

No to zdrówko //spell
makatka - 2011-07-02, 18:36
:
ja wlasnie po odpaleniu seagramsa z sokiem grejpfrutowym i sobie chwale :)
Tomasz - 2011-07-02, 19:31
:
Kupiłem sobie niedawno litewską nalewkę Roudonos Devynerios 999 Red Nines. Fajna, słodka, czerwona, 35% więc słabiutka. Genialna z sokiem pomarańczowym, albo jakąś multiwitaminą, albo z fantą po prostu.
makatka - 2011-07-06, 21:07
:
Sabetha napisał/a:

A co tam, no to raz, na lepszy sen.


ue.. ja tak nie umiem... jak mnie się da flaszkę rumu to wypuszczę ją z czułych objęć jak już pusta będzie...

swoją drogą: wielbicielom rumoholikom polecam tzw "wyprawę czarownic" czyli drink autorski by 3 rude cholery

a wyprawę sporządza się tak:
1 flacha rumu
1,5 kg bananów
ze 2 szklanki soku pomarańczowego
cynamon
kardamon
(po szczypcie mniejszej lub większej)

banany w mikser, w powstałą mazię flachę rumu, rozrzedzić odrobinę sokiem pomarańczowym, doprawić przyprawami, chlać do dna.

kaca, gwarantuję, po "wyprawie czarownic" nie uświadczysz :)
Sabetha - 2011-07-06, 22:10
:
Dwa. Na drugą nogę, taki słabiutki...


makatka napisał/a:
ue.. ja tak nie umiem... jak mnie się da flaszkę rumu to wypuszczę ją z czułych objęć jak już pusta będzie...


Młoda jesteś, ja już się teraz boję kaca, bo chyba by mnie zabił XD
makatka - 2011-07-06, 22:13
:
:badgrin: :badgrin: :badgrin:
dzięki za komplement :badgrin: :badgrin: :badgrin:
acz niestety jeno w sferze komplementu pozostaje :(
stian - 2011-07-19, 20:02
:
Śmiem polecić dwa drinki na wakacje, których pewno sam nie wymyśliłem, ale jakoś sam wpadłem na takie doskonałe połączenie ;)

1. Cappy Lemoniada + Blended Whisky (Ballantines, Grants, Cutty Sark, Old Smuggler etc.)

Wrzucamy kostki lodu, nalewamy whisky jak uważamy, polecam 50 ml i szklankę typu old glass uzupełniamy lemoniadą Cappy (o taką! - http://cokupic.pl/i/c_big7405994.jpg )

Doskonałe, ale nie stosować zamienników!

2. Finlandia Grejfrut + Sprite + Lód

Myślę, że wiadomo jak postępować. Pycha na wieczory letnie //piwo
MrSpellu - 2011-07-19, 20:16
:
stian napisał/a:
2. Finlandia Grejfrut + Sprite + Lód

Pomyliłeś z Finlandią Mango. Uwierz mi.
stian - 2011-07-19, 20:22
:
Będzie trzeba spróbować i mango przy czwartkowej wizycie w barze, bo w domu mam z wódżitsu tylko Grejfrut Finki i litrowego Smirnoffa :D

A Finka mandarynkowa, znana wam ? Nie piłem, czekam na opinie.
MrSpellu - 2011-07-19, 20:34
:
Ostatnio wziąłem i w konfiguracji ze Spritem jest znacznie gorsza od mango, ale daje radę (lepszy byłby jakiś kwaśny limonkowy sok).
Tomasz - 2011-07-19, 21:03
:
Tylko mango, jedyne słuszne połączenie. Spell wie co pisze.
stian - 2011-07-20, 11:03
:
Czwarek więc będzie sponsorował owoc mango :mrgreen:
Fraa - 2011-07-20, 11:50
:
Za drinkami w ogóle nie przepadam. Ostatnio polubiłam zestaw: tequila + tonik (napój tonikopodobny, pies trącał, w każdym razie używam Kinleya) + kostka lub dwie cukru trzcinowego + dwa plasterki limonki + lód, którym zostałam ugoszczona (znaczy zestawem, a nie lodem :P ), ale to chyba wszystko. Tak czy owak, napitek jest smaczniutki i w sam raz na ciepłe dni. :)
stian - 2011-07-22, 21:24
:
Finlandia mango ze spritem: napój bogów :mrgreen:
MrSpellu - 2011-07-23, 08:37
:
stian napisał/a:
Finlandia mango ze spritem: napój bogów :mrgreen:

Spell: 1
Nieznośna trzeźwość bytu: 0
Jander - 2011-07-23, 08:59
:
Nie wierzę, że lepsze od ginu z tonikiem. Nie uznaję wódek smakowych.
MrSpellu - 2011-07-23, 13:42
:
Jander napisał/a:
Nie wierzę, że lepsze od ginu z tonikiem.

To dotknij. Tfu, wypij :P
Romulus - 2011-08-16, 16:41
:
Skusiłem się ostatnio, dla malutkiej odmiany, na polski cydr. Znalazłem w winiarni półeczkę z miodami i cydrem właśnie, która albo jest tam od niedawna albo dotąd byłem zbyt ślepy, aby zauważyć :) Niemniej jednak na półeczce tej z miodkami stała butelko tegoż właśnie cydru: http://folky.pl/30-cydr-majatek-slawno.html Skusiłem się, bo Majątek Sławno przednie miodki produkuje. Sam nie wiem, czego się spodziewałem, ale smak nie za bardzo przypadł mi do gustu. Nie pomogło schłodzenie w lodówce i nie pomogły bąbelki. Zbyt mało zdecydowany, jednorodny w smaku (ale to chyba dziwić nie może, skoro to jabłecznik :) ). Niemniej jednak polecam, jako miłą odmianę. Choć ja nadal jestem na letnim "przerywniku", czyli na półsłodkich winach musujących (z przewagą włoskiego spumante i hiszpańskiej cavy).
MrSpellu - 2012-05-09, 21:16
:
Właśnie stworzyłem ciekawą miksturę:

7UP (nie było Sprite'a) + Finlandia Mango + lód i limonka + uwaga... sok jabłkowy.
Nawet, nawet niezłe.
You Know My Name - 2012-05-10, 08:25
:
Wczoraj piłem Homemade Plum Brandy (ta ze słabszych, tylko 40 voltów) z Chorwacji, kupioną przez dalszego-szwagra w budce na targowisku na jakiejś chorwackiej wsi zabitej dechami. Cymes, pół litra kosztowało 30 kun, czyli jakieś głupie 20pln a smak wyborny, czas chyba się wybrać na jakąś wycieczkę krajo/alko-poznawczą po Bałkanach.
Romulus - 2012-05-10, 15:23
:
You Know My Name napisał/a:
Wczoraj piłem Homemade Plum Brandy (ta ze słabszych, tylko 40 voltów) z Chorwacji, kupioną przez dalszego-szwagra w budce na targowisku na jakiejś chorwackiej wsi zabitej dechami. Cymes, pół litra kosztowało 30 kun, czyli jakieś głupie 20pln a smak wyborny, czas chyba się wybrać na jakąś wycieczkę krajo/alko-poznawczą po Bałkanach.

Montuję grupę na wycieczkę samochodową do braci Madziarów. Nie po to aby wspierać Orbana, ale aby nażreć się gulaszu, leczo, zupy rybnej, gesztenye puree i przywieźć (i wysączyć na miejscu) kilka skrzynek tokaja :)
W tym roku już nie wypali, chyba że jesienią, ale wiosna 2013, po moim remoncie łazienki, dla poratowania systemu nerwowego - zaczyna nabierać rumieńców. Tokaje, tokaje, tokaje... A poza tym palinka, likiery ziołowe...
Tomasz - 2012-05-10, 19:12
:
Romulus przywieź mi garniec gulaszu! W końcu na pewno odgrzewany będzie najlepszy. :mrgreen:
You Know My Name - 2012-05-11, 07:55
:
Romulus napisał/a:
Montuję grupę na wycieczkę samochodową do braci Madziarów.
//mysli jeżeli w przyszłym roku, to daj znać kiedy :>
Romulus - 2012-05-11, 09:02
:
You Know My Name napisał/a:
Romulus napisał/a:
Montuję grupę na wycieczkę samochodową do braci Madziarów.
//mysli jeżeli w przyszłym roku, to daj znać kiedy :>

Ja chciałbym wiosną (marzec), ale pewniejsza opcja to weekend majowy :) Choć będzie tłoczno pewnie. Ale najmniej kombinowania z urlopami :)
You Know My Name - 2012-06-01, 20:26
:
Wróciłem do swojego hobby: kupiłem podłą whisky i colę light z Biedronki. A jako, że ma napisane American Whisky, to nie wiem co to jest... nie burbon, cholera wie. Smakuje jak kanadyjska (czyli taka nieco lepsza gołda), nie ma informacji z czego jest robiona, czyli pewnie żytnio-kukurydziana.
Powinienem trzymać się jednak szkockich jęczmiennych.
MrSpellu - 2012-06-02, 14:27
:
A ja dziś w Lidlu wypatrzyłem likier miętowy. To nie to co kupiona lata temu wódka miętowa, ale to ustrojstwo też bardzo daje radę. Pyszniutkie.
Nic tylko dodać Rum, sok z cytryny i kruszony lód :)
MrSpellu - 2012-06-09, 11:47
:
Z powyższego:

:arrow: gin x (ilość)
:arrow: likier miętowy 1/2 z x
:arrow: kawałek zamrożonego grejpfruta
:arrow: sok z cytryny (wciśnięty plaster)
:arrow: dwie kostki lodu
:arrow: szklankę wypełnić Coca-colą

//spell
You Know My Name - 2012-06-15, 20:12
:
W ramach mojego opisywanego niedawno hobby kupiłem dziś w Lidlu ośmioletnią Oueen Margot. To chyba najlepsza łyżka w klasie do czterech dych. Nawet od Starego Przemytnika lepsza.
Romulus - 2012-08-05, 18:32
:
Drinki, drineczki. Znalezione dziś, jutro to zrobię, po siłowni kupię grejpfruta i cytrynę i białe winko, jakieś tanie ale nie "kwasa" i już mi się gęba śmieje. Tylko mineralkę wleję:
http://www.bordeaux.com/u...ocktail-recipe/
makatka - 2012-08-05, 20:05
:
Przysmaki Kresowe. Mają dobre pszeniczne. Niefiltrowane już mniej godne polecenia.
silaqui - 2012-08-06, 23:12
:
W 2008 roku miałam przyjemność popijać sobie w Wschowskim pubie piwko z Cernej Hory, smaczne, bez nadmiaru bąbelków. Czy można obecnie dostać jakieś wytwory tego czeskiego browaru w naszym kraju?
Tixon - 2012-12-27, 19:52
:
Dean's Old Scotch Whisky. Wczoraj dwa razy (raz na czysto, raz z colą), dzisiaj raz z colą.
Nie wykrzywia mnie, jak inne alkohole.
Jander - 2012-12-27, 19:57
:
Z Colą trudno, żeby wykrzywiało.
Luinloth - 2012-12-27, 20:03
:
Picie whisky z colą rzadko ma jakiś większy sens. //mysli
Fidel-F2 - 2012-12-27, 20:07
:
Też mnie to zastanawia. Po co płacić za wyjątkowy smak by go potem zmasakrować colą. To nie można wódki za16,99 do tej coli dolać. Efekt podobny a masa kasy w kieszeni zostaje.
sanatok - 2012-12-27, 20:08
:
Zależy co za whisky.
Luinloth - 2012-12-27, 20:10
:
Fidel-F2 napisał/a:
To nie można wódki za16,99 do tej coli dolać. Efekt podobny a masa kasy w kieszeni zostaje.
+1. Chcę % z colą - piję wódkę z colą albo czynię jakieś eksperymenta z alkoholem, którego mi nie żal. Wywalę kasę na whisky, to piję tak, żeby smak było czuć...

e:
sanatok napisał/a:
Zależy co za whisky.

Fakt, jak kupiłam kiedyś taką tanią, żeby zrobić domowy alkohol na jej bazie, to zdarzyło mi się z resztek zrobić drinka. Ale też sporo wypiłam solo, bo tragiczna nie była albo moje podniebienie jest jeszcze za mało burżujskie.
Jander - 2012-12-27, 20:10
:
Fidel napisał/a:
Efekt podobny a masa kasy w kieszeni zostaje.

Po wódce nawet mniejszy kac!
sanatok - 2012-12-27, 20:11
:
Znaleźli się talibowie alkoholizmu.

Jak Ci smakuje to mieszaj nawet z kwasem z baterii i sokiem z ogórków.
Jander - 2012-12-27, 20:14
:
sanatok napisał/a:
Jak Ci smakuje to mieszaj nawet z kwasem z baterii i sokiem z ogórków.

Nim się pozna dobry smak, smaczne może wydawać się nawet największe ciulstwo.
Ale akurat trzeba przyznać, że miłośników whisky z colą jest sporo. Ciekawe czy to wina majora Grossa, zamawiającego w Psach właśnie powyższe. //mysli
Na święta jak powiedziałem, że nie życzę sobie dolewania do whisky coli to wszyscy pijący whisky (właśnie z Colą) dziwnie się na mnie spojrzeli. No ale to osoby z Zagłębia.
Fidel-F2 - 2012-12-27, 20:17
:
sanatok, nie chodzi o fundamentalizm. To po prostu bez sensu. To tak jakby kupić sobie ciężarówkę żeby dojeżdżać do pracy. Moża? No jak kto ma fantazję to można.
sanatok - 2012-12-27, 20:19
:
Nie wiem czy to porównanie ma sens, ale ciul z nim.

Ciężko uwierzyć, że ktoś lubi smak whisky z colą? Nie wiem po co tu szukać sensu. Jeden lubi pomidorówkę z ryżem, drugi z makaronem.
Jander - 2012-12-27, 20:20
:
Pewnie są też miłośnicy ciepłego, wygazowanego piwa...
sanatok - 2012-12-27, 20:20
:
Ano pewnie są.
Sabetha - 2012-12-27, 20:21
:
Są nawet tacy, którzy nie lubią whisky :-)
Jander - 2012-12-27, 20:22
:
Są nawet osoby, które w ogóle nie lubią alkoholu.
Nie zmienia to faktu, że whisky z colą jest bez sensu.
Fidel-F2 - 2012-12-27, 20:25
:
Może i lubią taki smak ale imho to lans jest. Wódkę każdy prostak może pić a whisky jest dla szlachetnych podniebień. Tylko czemu to, kurwa takie niedobre. Myszami jebie, a naleję coli jakoś się wypije. No i mamy konesera whisky z colą.
Tixon - 2012-12-27, 20:28
:
Fidel-F2 napisał/a:
Może i lubią taki smak ale imho to lans jest

No ba.
Sabetha - 2012-12-27, 20:29
:
Fidel-F2 napisał/a:
Tylko czemu to, kurwa takie niedobre.


No właśnie. Dlatego nie piję whisky. Bo i trunek mi nie podchodzi, i lans mi wisi :lol:
MrSpellu - 2012-12-27, 20:37
:
Moje szlachetne podniebienie twierdzi, że whiskey smakuje jak karton polany ropą naftową.
A z colą jeszcze gorzej. Ogólnie alkohol z colą można od razu wylać (no dobra, Cuba Libre ujdzie).
Luinloth - 2012-12-27, 20:38
:
sanatok napisał/a:
A to lans nie jest właśnie jak się piję bez coli ? //mysli
Pozwól że Ci wyjaśnię: bez coli piję whisky, żeby czuć smak whisky. Jeśli będę pić wódkę, będę czuć smak wódki. Robi mi różnicę co piję, piję dla smaku.
Z colą mogłabym pić wódkę, bo to bez różnicy, byle było czuć woltaż - i tak nie czuć smaku konkretnego alkoholu, ale piję whisky, żeby móc powiedzieć: piję whisky, a nie wódkę jak wy biedaki. See? Lans.
MrSpellu - 2012-12-27, 20:46
:

Tomasz - 2012-12-27, 21:36
:
Po pierwsze to ja nie pamiętam, żebym miał kaca po whiskey, jak już to małego bardzo.
Po drugie whiskey z colą a wódka z colą jednak smakują całkiem inaczej. Kto tego nie rozróżnia to niech się w ogóle za whiskey nie bierze.
Po trzecie w zasadzie whiskey powinno się pić lekko rozcieńczone, żeby lepiej czuć smak, dlatego najlepiej z lodem ja pić a colą można zapijać.
Po czwarte wszelkie Jasie Wędrowniczki i inne blended z normalnymi cenami spokojnie można łykać z colą.
Po piąte jak ktoś by się napił fajnego single malta z colą to powinien od razu zostać wrzucony na najniższy poziom piekła i się tam smażyć.

Wyobrażam sobie jak ktoś wydaje 300+ zł za fajnego whiskacza i go miesza z colą. To jeszcze ciepłą do tego.
Fidel-F2 - 2012-12-27, 22:10
:
Nie rozumiem idei rozcieńczania, idei lodu też nie. No i nie rozumiem zapijania czymkolwiek.
Romulus - 2012-12-27, 22:32
:
Bez popitki nie ma wypitki, przynajmniej dla mnie. Ale wódę piję od święta więc się nie liczę. A whisky wcale. Z jednym się natomiast zgadzam: na rozcieńczanie szkoda dobrego alkoholu.
Fidel-F2 - 2012-12-27, 23:29
:
Dla mnie jest prosto. Jak się chcę najumać to wódka opcjonalnie z piwem. I wtedy jest mi obojętne czy to będzie wymieszane i z czym, choćby i z mrożona colą (byle nie z syropem miętowym) A łiskacze, wina i insze wynalazki to dla smaku. Jakżesz to popijać czymkolwiek?
You Know My Name - 2012-12-28, 00:32
:
Pijam tanie łyskacze (takoż whisky jako i whiskey czy burbony) z colą jako long drinki, można w ten sposób przez cały dzień utrzymywać na rauszu. Jeśli łyżka jest nieco szlachetniejsza to mogę ją popijać samą, przy czym za dużo w ten sposób nie wypiję (czyli do upijania średnio się nadaje).
Jeżeli ktoś nie widzi różnicy między wódką z colą a łyskaczem z colą to i różnicy między wódką a łyskaczem też chyba nie widzi. Wóda jest po prostu wstrętna w smaku.
Czyste bez popijania pijam brandy, koniaki, winiaki czasem też gin (choć do tego też się przyzwyczaiłem dodawać tonik i cytrynę).
Jander - 2012-12-28, 01:50
:
Mag napisał/a:
Jeśli łyżka jest nieco szlachetniejsza

Zależy co przez to rozumiesz. Dla mnie każda nadaje się do samodzielnego i całodziennego spożycia.
Fidel-F2 - 2012-12-28, 08:54
:
Jander +1
Asuryan - 2012-12-28, 18:52
:
MrSpellu napisał/a:
Ogólnie alkohol z colą można od razu wylać (no dobra, Cuba Libre ujdzie).

W zasadzie każdy rum z colą ujdzie, nie tylko biały (przeźroczysty), jak w Cuba Libre. Choć lepszy jest z mlekiem zamiast coli.
You Know My Name - 2012-12-28, 20:48
:
Rum z mlekiem //mysli to może być ciekawe, ale nie chce mi się kupować flaszki rumu by to sprawdzić. Przetwory mleczne w Białym Rosjaninie sprawdzają się.
You Know My Name - 2012-12-30, 01:01
:
sorki za posty pod sobą.
byłem dziś u siostry ciotecznej na wizycie świątecznej. i jak zanznaczyłem na szałcie piłem. nie woiem ilre. były Grolsh, piwa szwagra (świetnie uważył jasne podobne do karmazynowego z browarmii oraz ciemne), z trzy różne śliwpowice, nmorelówka, beherowka, borowiczka, "ruda" (czyli nasza kochana gorzka żołądkowaP), ze dwa likiery i dwie nalewki o niezbyt poznawalnej już proweniencji. aha, jeszcze łyskacze: słynna pardwa oraz rosa z tullamore/. FAK, aż boję się położyć spać , bo nie woiem czy się obudzę. Tak czy inaczej był o na bogasto.
aaaaa, nic nie popoijałem, zagruzałem do jakiś czas wiejską kiełbasą.
sanatok - 2012-12-30, 01:04
:
świąteczne +1, i byle do przodu panie.
You Know My Name - 2012-12-30, 01:05
:
a gdzie jest pszót?
sanatok - 2012-12-30, 01:14
:
Polskie jest Tokio ?
You Know My Name - 2012-12-30, 01:16
:
Kin-urwał-szasa też!
MrSpellu - 2012-12-30, 10:47
:
A ja się właśnie szczepię likierem benedyktyńskim produkcji mojej rodzicielki.
Odnoszę wrażenie, że do czystego spyrolu wrzuciła tylko garść ziół i anyżku. Jest moc. O dziwo smak też.
adamo0 - 2012-12-30, 10:52
:
Fuuuuuu - Anyż :-/ Nie cierpię tego smaku.
MrSpellu - 2012-12-30, 10:52
:
Nie wiesz co dobre, heretyku.
MrSpellu - 2013-01-30, 12:31
:
A to wuje --_-
makatka - 2013-01-31, 02:14
:
ja się ostatnio namiętnie raczę wynalazkiem przywiezionym onegdaj przez znajomą z Chorwacji acz rodem- bodajże- z Hiszpanii... łączącym- na pozór- rzeczy kompletnie ze sobą nie pasujące... czyli wino czerwone z colą w proporcji pół na pół..
Jezebel - 2013-03-14, 23:24
:
Ulubione alkohole? Cydr, miód pitny i czerwone wino. Lubię też ciemny rum, domowe nalewki, różne babskie likiery, szczególnie amaretto, niektóre białe wina, malibu z mlekiem, mojito na bazie Captaina Morgana Spiced, miodowe piwo, absynt.
Nie przepadam za czystą wódką i jasnymi piwami.
MrSpellu - 2013-03-15, 11:32
:
Jezebel napisał/a:
Lubię też ciemny rum

Po jednej imprezie zaliczyłem ośmioletniego wstręta do rumu. Dźwigało mnie nawet po cukierkach z rumem :/
Asuryan - 2013-03-15, 12:27
:
Ja zaś mam taki wstręt do wódki, za wyjątkiem Żołądkowej :mrgreen: Rum (oraz owa Żołądkowa) to chyba jedyny wysokoprocentowy alkohol, który mnie nie odrzuca.
You Know My Name - 2013-05-29, 10:36
:
Kupiłem wczoraj w Biedronce rum Stock. Z kolą w zestawie z cztery dyszki. Zobaczymy czy da radę.
sanatok - 2013-05-29, 11:12
:
Dało się wypić.
mad5killz - 2013-05-29, 14:17
:
You Know My Name napisał/a:
Kupiłem wczoraj w Biedronce rum Stock. Z kolą w zestawie z cztery dyszki. Zobaczymy czy da radę.

Zestaw z Biedronki dla prawdziwych koneserów:

Wódka Żołądkowa Gorzka 0,5l + BePower 250ml = "Bursztynek"

Wchodzi jak mjjjód. :D
You Know My Name - 2013-05-29, 15:58
:
Lepszy jest taki zestaw:
Żołądkowa 1l.
Wchodzi niczego sobie i jeszcze w nie trzeba ganiać do sklepu po drugą ;>
mad5killz - 2013-05-29, 16:08
:
Litr na głowę do obiadu kiepsko wychodzi finansowo, gdy masz dwójkę dzieci lubiących łoić pod energy drinki. (:
Paulo - 2013-05-29, 17:49
:
Asuryan napisał/a:
Ja zaś mam taki wstręt do wódki, za wyjątkiem Żołądkowej :mrgreen: Rum (oraz owa Żołądkowa) to chyba jedyny wysokoprocentowy alkohol, który mnie nie odrzuca.


Polecam Rum Stroh 80 (austriacki), lepszego nie piłem. Jak sama nazwa wskazuje 80% ale troszkę rumu na dnie i sok z czarnej porzeczki i palce lizać ;)
You Know My Name - 2013-05-29, 18:15
:
Nie nadaje się do niczego, smakuje jak aromat rumowy do ciasta, przefajniony. Cesarsko-królewski rum, phi... To trochę jak Piraci z modrego, szczerego Dunaju.

Jeśliś łasy na woltaż to bliżej mamy podkarpacie i tam pędzą ze śliwek lek na wszystko.
Paulo - 2013-05-29, 18:24
:
Kwestia gustu, gdyby mi zależało na procentach nie dolewałbym soku. Mnie i moim znajomym żeglarzom właśnie ten smak najlepiej zaskoczył.
Tixon - 2013-06-26, 21:20
:
Jutro impreza na zakończenie sesji, alkohol ma być obowiązkowy, więc zaopatrzyłem się w parę procentów. Mam nadzieję, że dobre. Niestety, nigdzie nie znalazłem cydru :(
Shadowmage - 2013-06-26, 21:31
:
Z tego co pamiętam, to fatalne :P
mad5killz - 2013-06-26, 21:43
:
Tixon napisał/a:
Jutro impreza na zakończenie sesji, alkohol ma być obowiązkowy, więc zaopatrzyłem się w parę procentów. Mam nadzieję, że dobre. Niestety, nigdzie nie znalazłem cydru :(

Mam nadzieję, że kupiłeś tylko jedną puszkę? Wyrzuć to!
Albo lepiej oddaj pijanemu koledze, zrobi to za Ciebie w bardziej efektowny sposób. :D
Stary Ork - 2013-06-26, 21:45
:
Shadowmage napisał/a:
Z tego co pamiętam, to fatalne :P


Gdyby było fatalne, to byś nie pamiętał :badgrin: Poza tym nieważne jak smakuje, byle sponiewierało //mysli .
MrSpellu - 2013-06-26, 21:51
:
Raz kupiłem z ciekawości. Zauważyłem, że dobrze się rzuca taką puszką.
Shadowmage - 2013-06-26, 21:54
:
Stary Ork napisał/a:
Shadowmage napisał/a:
Z tego co pamiętam, to fatalne :P


Gdyby było fatalne, to byś nie pamiętał :badgrin: Poza tym nieważne jak smakuje, byle sponiewierało //mysli .
Kupiłem dla lepszej połówki jak byliśmy w Niemczech, chcąc jej zrobić przyjemność, bo jest fanką JD z colą. No więc to nie ma nic wspólnego z JD z colą oprócz nazwy. A i sponiewierać nie potrafi. W każdym razie w smaku obleśne.
Stary Ork - 2013-06-26, 21:59
:
Tixon napisał/a:
Niestety, nigdzie nie znalazłem cydru


Występuje dość regularnie w Lidlu pod marką własną, w kapslowanych butelkach. Pyty nie urywa, moc ma mniejszą niż dwudziestoletni trabant, ale w sumie nieźle gasi pragnienie w upały.

Shadowmage napisał/a:
A i sponiewierać nie potrafi.


Paskudnie smakuje, nie kopie, kosztuje w3,14zdu... Ma jakieś zalety? //orc
mad5killz - 2013-06-26, 22:22
:
A więc Tixon szykuj się na...



bo trunek masz odpowiedni. //ghost
Jander - 2013-06-26, 22:24
:
Może chociaż dobrze zadziała jako zapojka?
mad5killz - 2013-06-26, 22:27
:
Jander napisał/a:
Może chociaż dobrze zadziała jako zapojka?

Widać, że nie zaznałeś jeszcze smaku tego nektaru. Zaufaj, nie próbuj. (:
Jezebel - 2013-06-27, 07:38
:
Tixon napisał/a:
Niestety, nigdzie nie znalazłem cydru :(

Jak cudownie żyć w miejscu, w którym cydr znaleźć można w prawie każdym monopolowym :mrgreen: Co prawda zazwyczaj jest to kilka wariacji smakowych Kissa/Suna, czasem Rekorderlig się trafia... Ale i o większe rarytasy nie tak znów trudno.
Luinloth - 2013-06-27, 21:52
:
Pomijając moje zdanie na temat gwałcenia whisky colą, które już nie raz wygłaszałam - widziałam ten napój w sklepie, cena nieadekwatna do zawartości whisky. Piłam jakiś inny z tej serii i alkoholem bym tego nie nazwała, wypiłam na ugaszenie pragnienia po drodze ze sklepu do domu. Taniej i sensowniej kupić flaszkę whisky i osobno colę, możesz sobie ustawić własne proporcje i wybrać colę zamiast pić takie zlewane niewiadomoco, ale skoro już po ptokach, to dokup whisky i użyj tego napitku zamiast zwykłej coli.
Shadowmage - 2013-06-27, 22:07
:
Tixon chciał błysnąć, a wygląda na to, że ze wstydu nad swoim zakupem zapadł się pod ziemię... chociaż, patrząc na post, który to wszytko rozpoczął, pewnie właśnie degustuje swój zakup ;)
Tixon - 2013-06-28, 21:20
:
Nie było tak źle. Zbiegiem okolicznosci mieliśmy czystą whisky (miała być dla jednego z promotorów, ale się rozminęła z nim) i dla wyrównania karmy jako jedyny piłem ją bez popity :)
sanatok - 2013-07-01, 10:08
:
Cytat:
jako jedyny piłem ją bez popity



Stary Ork - 2013-07-01, 12:03
:
Tix zakąszał malosolnymi //mysli
MadMill - 2013-07-01, 16:19
:
Łiski? To jest masta.
Shadowmage - 2013-07-01, 17:44
:
ja się nie znam, ale dla smakoszy to chyba popijanie łyskacza jest jeszcze większą zbrodnią niż wlewanie jej do coli :)
MadMill - 2013-07-01, 18:18
:
To zależy od sposobu picie, pije się samą, z lodem lub z wodą. Ale mówimy do łiski co najmniej 12 letniej, najczęściej single malt, a nie podłym jaśku (nawet czarnym) czy jacku, j&b czy bushmillsie.
Jezebel - 2013-07-03, 15:50
:
Od dobrych dwóch miesięcy chodzi za mną miód maliniak (dwójniak). Chyba trza będzie wreszcie ulec pokusie i się zaopatrzyć na najbliższym jarmarku z okazji... czegokolwiek.
Młodzik - 2013-07-28, 21:35
:
Post pasuje zarówno tutaj jak i do słodkości byczych, no ale jednak ilość procentów przeważyła na korzyść tego wątku.
Napatoczyło się 0,7 l Bushmillsa to i przerobiłem na 2,5 l likieru. Szczęśliwy jestem bardzo, bo likiery to jedyne alkohole, które piję z prawdziwą przyjemnością.
adamo0 - 2013-07-28, 23:17
:
Że co? Że jak? Likiery? Likiery to można ciumkać a nie pić --_-
Fidel-F2 - 2013-07-29, 01:39
:
adamo0 +1

Młodzik napisał/a:
0,7 l Bushmillsa to i przerobiłem na 2,5 l likieru
Bushmills mi bardzo bardzo, koncepcja zamordowanie go na jakiegoś ciumkacza jest poza granicami mojego pojmowania.
Młodzik - 2013-07-29, 06:36
:
Hmm... to moja definicja picia jest chyba inna, bo jestem święcie przekonany, że likiery to ja piję a nie ciumkam.
adamo0 - 2013-07-29, 08:04
:
No likieru to raczej nie wypijesz tak jak powiedzmy wina, piwa, whisky czy wódki. Likieru to raczej mały kieliszeczek dla smaku - do ciasta, lodów czy innych słodkości. Taki właśnie ciumkacz, a nie "upijacz" ;) No ale co kto lubi - ja jakbym pił likier to bym się zasłodził, pociumkać lubię.
MrSpellu - 2013-07-29, 10:16
:
Likier tylko do ciast (i raczej jako składnik) i do drinków na bazie czegoś mocniejszego. Na kogoś, kto używa tego inaczej niniejszym nakładam anatemę i pogardę. No chyba, że jest kobietą --_-
Stary Ork - 2013-07-29, 10:56
:
Chyba, że klasyfikujesz likiery w kategorii Słodycze, a nie Alkohole //mysli
Jezebel - 2013-07-30, 11:50
:

W Biedrze to ostatnio mieli, a ja nie kupiłam :(
k - 2013-07-30, 12:04
:
Jak te "Delicje"ładnie teraz pakują.W życiu nie zgadłbym,że to ciastka. --_-
Jezebel - 2013-08-05, 20:50
:
Cydr w osiedlowym sklepie! *_*



Niczego nie urywa i trzeba porządnie schłodzić, żeby nie wydawał się za słodki, ale ogólnie przyzwoita rzecz. 8 zł za litr mogę dać od czasu do czasu :)
Jander - 2013-08-05, 21:05
:
Gdzie kupione?
Jezebel - 2013-08-05, 21:08
:
W osiedlowym Lewiatanie.
Elektra - 2013-08-06, 21:03
:
Jezebel napisał/a:
Niczego nie urywa i trzeba porządnie schłodzić, żeby nie wydawał się za słodki, ale ogólnie przyzwoita rzecz. 8 zł za litr mogę dać od czasu do czasu

Patrz, a u nas jest po 9,90. Zdzierstwo. ;)
Jander - 2013-08-06, 21:18
:
W znanym mi barze za 20...
Luinloth - 2013-08-06, 21:46
:
8 za litr, jak ja dokładnie ten sam cydr piłam po 10 za kufel. Przynajmniej był z lodówki, więc smaczny, ale mam teraz pewne poczucie zdzierstwa...
Jezebel - 2013-08-07, 09:17
:
Piłam też niedawno Cydr Ignaców:



Dobra rzecz - jest lekki, nieco wytrawny (o wrażeniu przesłodzenia towarzyszącemu Lubelskiemu nie ma mowy), bardzo naturalny w smaku. Tylko po portfelu trzepie - też 8 czy 9 zł, ale za 375 ml bodajże.
Zireael - 2013-08-07, 10:45
:
Skąd Wy bierzecie te cydry i jeszcze w takich cenach? //buu W Poznaniu cydr można dostać u Marksa i Spencera, drogi, w smaku taki sobie. Są jeszcze cydry w puszkach, w sklepie (a potencjalnie sklepach, ale chodzę tylko do jednego) z piwem, jeszcze droższe i również dupynieurywające. Wyśmienity cydr piłam ostatnio w pubie, ale kosztował osiem złotych za szklanicę. :roll:
Jander - 2013-08-07, 11:23
:
Zireael napisał/a:
W Poznaniu cydr można dostać u Marksa

Marks wiecznie żywy! :mrgreen:
Jezebel - 2013-08-07, 19:00
:
Zireael, Ignaców na swojej stronie ma wypisane kilka punktów w Poznaniu :)
Zireael - 2013-08-07, 19:44
:
Nie kilka, tylko dwa i oba są restauracjami. : P
Jander - 2013-08-11, 21:16
:
Wreszcie trafiłem na Cydr Lubelski i to w dwóch miejscach (w jednym po 12,5, w drugim 10,4). Jest dobry. :)
Jezebel - 2013-08-11, 21:41
:
Coś wreszcie rusza do przodu w naszym absurdalnym (bo dopiero teraz) kraju, jeśli chodzi o produkcję cydru, bo własną markę wypuściła ostatnio... Kompania Piwowarska //ooo

http://www.kp.pl/dla-medi...wowarskiej.html

Miałam już okazję pić Green Mill i jest naprawdę rewelacyjny, nie wiem, czy nie najlepszy, jaki dotąd piłam. Półsłodki (nie ma mowy o wrażeniu przesłodzenia nawet gdy nie jest mocno schłodzony), delikatnie gazowany, bardzo, bardzo orzeźwiający i naturalny w smaku. Boskość. Niech tylko wyczaję go w sklepach, bo na razie dorwałam jedynie w knajpie (9 zł za butelkę).
Tylko nie mogę na razie znaleźć żadnej informacji, czy produkują go w Polsce, z polskich jabłek.
No i etykietka urocza ^^


Stary Ork - 2013-08-11, 23:24
:
Jezebel napisał/a:
Tylko nie mogę na razie znaleźć żadnej informacji, czy produkują go w Polsce, z polskich jabłek.


Coś mi się niejasno kojarzy, że robią w Niemczech, a w Polsce butelkują i gazują. Czyli lipa //mysli . Ale mogę się mylić //mysli .
Jezebel - 2013-08-12, 09:37
:
Poszukam info, bo mnie to ciekawi. Fajnie by było, gdyby Kompania nacisnęła trochę na ustawodawców (a że potrafi, to widać chociażby po tym, jak bardzo produkcja cydru była dotąd blokowana), żeby zdjęli limit roczny i żeby coś się ruszyło w sprawie tych ton polskich jabłek, które co roku gniją pod drzewami, bo się pozbierać nie opłaca.
Fenris - 2013-08-21, 10:41
:
Panowie i Panie, stanąłem przed musem wyboru wina. Szukam dobrego wina, które spełnia te dwa warunki:
- półsłodkie
- dobrze by było, gdyby było różowe

Coś, ktoś? Cena strasznie ważna nie jest, ale dobrze by było zamknąć się do 150 złotych (to realne w ogóle?).
Jezebel - 2013-08-21, 11:05
:
To mit, że dobre wino musi być drogie :) Da się znaleźć przyzwoite w przedziale cenowym 25-50.
Na różowych się nie znam, ale jeśli chcesz na randkę zabrać i dziewczęciu zaimponować, polecam czerwone Mogen David Pomegranate. Jak sama nazwa wskazuje, ma wyraźną nutę owoców granatu, oprócz tego wyczuwalne maliny. Pyszności ^^ I cena wielce przyjazna.
Romulus - 2013-08-21, 14:34
:
Jest już na forum temat o winie :0
A przedział cenowy od 25 zł do 50 jest dosyć szeroki i zapewniający mozliwość znalezienia dobrego wina.

Proponuję półsłodkie gruzińskie (zmieścisz się w 30 - 35 zł). Francuskie półsłodkie z Doliny Loary - ale tu będzie drożej. To jest bliżej 50 złotych znajdziesz bardzo dobre. A najbezpieczniej i najpewniej kupić jakiegoś rieslinga z Alzacji, sylvanera. Wina z Nowego Świata też znajdziesz w tym przedziale. Ale, mimo że są dobre, to raczej wybitnych moje kubki smakowe nie odnotowały (bo i jakoś nie przepadam za tamtymi rejonami).
Cintryjka - 2013-08-21, 18:09
:
Ja proponuję Lambrusco Castello del Emilia. Cena 35-50 PLN.
mad5killz - 2013-12-21, 01:48
:
Moja naleweczka nabiera jeszcze mocy. Około 1,5l ze śliwkami, czarną herbatą i kandyzowaną pigwą.
Jestem bardzo ciekaw tego połączenia, już czuję Magię Tych Świąt. //kas
Jezebel - 2013-12-21, 12:53
:
A ja dziś będę butelkować mirabelkówkę ^^ Albo ałyczówkę, w sumie nadal nie wiem, jak to z nią do końca jest. Zdegustowana już, wyszła przepyszna, bardzo owocowa, z nutą cytryny i miodu.
adamo0 - 2013-12-21, 14:44
:
Na wieczór przygotowaną mam już 10-cio letnią Starkę. Szczerze powiedziawszy nigdy jeszcze nie próbowałem tego trunku, więc jestem ciekawy jego smaku. Towarzystwo też mam nadzieję, że dopisze co zwiększy przyjemność degustacji (libacji?)
Asuryan - 2013-12-21, 20:12
:
Około miesiąca temu byłem na XXVI Festiwalu Zdrowia, Wróżb i Niezwykłości w celu nabycia niedrogiego miodu pitnego. Polowałem co prawda na półtorak, ale udało się mi dostać pyszny dwójniak - jedna flaszka poszła następnego dnia, a drugą chyba będę się raczył jutro //kas
Jezebel - 2013-12-21, 20:20
:
Ja wczoraj nabyłam na świątecznym kiermaszu dwójniak maliniak <3 To się chyba stanie moją małą świąteczną tradycją :P Bardzo dobrą tradycją, należy rzec.
Urshana - 2013-12-22, 22:39
:
A ja po raz pierwszy popróbowałam cydru. I w sumie uznaliśmy z mężem, że zamiast musującego wina na Sylwestra cydr będzie dobry. Słodki, bąbelkowy, orzeźwiający, całkiem miły.
sanatok - 2014-04-15, 15:36
:
Nic tylko się pochwalić: zabutelkowałem (czy też zakapslowałem) wczoraj 10L swojego cydru. 5L na drożdżach Sauterners 5L na drożdżach do tokaju. Mniej więcej połowa butelek wytrawna, druga pół - nie lubię słodkich cydrów. Mam jeszcze nastawione 4L na drożdżach S-04 (piwnych, do ale'i).

Próba organoleptyczna wyszła zaskakująco dobrze. Cydr na tokajowych w przedbiegach zjada wszystkie polskie sklepowe cydry, których próbowałem. A jeszcze musi się odstać z miesiąc czasu - co by się ładnie nagazował i drożdże wytrąciły. Na sauternersach też dobry, choć nie ten poziom, brak mu wyczucia - ale wszystko się przykryje CO2 :)
Fenris - 2014-05-02, 18:50
:


Dorwane dzisiaj. Alkohol czuć ciutkę za mocno, ale zaskakująco smaczny miód.
You Know My Name - 2014-05-31, 20:21
:
http://pieniadze.gazeta.p...alismy.html#Cuk
Od kilku lat też piję więcej łyżki niż gołdy
Tomasz - 2014-05-31, 22:55
:
No ja też gdzieś od 10 lat głównie whiskey i whisky oraz rum. O wódce niemal już zapomniałem.
Romulus - 2014-05-31, 23:11
:
Wódy nie piję, albo piję tak rzadko, że aż wstyd nasz narodowy trunek tak lekceważyć. Ale whisky nie daję rady w ogóle. Musiałbym ją zmrozić albo mieszać, bo nie mogę inaczej, zatem nie przykładam się też do tej statystyki. Jeśli już coś mocniejszego niż wino, to koniaczki - Hennessy, na przykład.
Tixon - 2014-05-31, 23:25
:
Jestem za!
Fidel-F2 - 2014-06-01, 01:23
:
Jest czas na wódę jest czas na myszankę.
MadMill - 2014-06-01, 11:28
:
A ja od południa dzisiaj jestem patriotą i ładuję cydra, z polskich jabłek.

BTW ostatnio pani w sklepie alkoholowym polecała mi cydr malinowy, eh... młodzież...

Whiskey nie piję od jakiegoś czasu, perfumy mi przestały smakować, wódka najczęściej na imprezach rodzinnych (imieniny, urodziny kogoś i tak z kieliszka to piję jedynie na weselach), w ogóle mocniejszych alkoholi unikam ostatnio. Wole napić się dobrego piwa (dobrego, nie z koncernu...), no i 2-3 razy w tygodniu wypijamy po butelce wina //mysli
mad5killz - 2014-06-01, 13:20
:
MadMill napisał/a:
...no i 2-3 razy w tygodniu wypijamy po butelce wina //mysli

12 zł tygodniowo na wino, toż to prawie budżetu rodzinnego nie uszczupla.
Zarzucę pomysłem przy jutrzejszym obiedzie. :D

BTW bimber FTW!
Asuryan - 2014-06-01, 13:52
:
Romulus napisał/a:
Wódy nie piję, albo piję tak rzadko, że aż wstyd nasz narodowy trunek tak lekceważyć. [...] Jeśli już coś mocniejszego niż wino, to koniaczki - Hennessy, na przykład.

Mam bardzo podobnie, tylko zamiast koniaków preferuję rum.
Stary Ork - 2014-06-01, 16:05
:
MadMill napisał/a:
A ja od południa dzisiaj jestem patriotą i ładuję cydra, z polskich jabłek.

BTW ostatnio pani w sklepie alkoholowym polecała mi cydr malinowy, eh... młodzież...


Gruszkowy (perry) rwie prącie, niestety trudny do dostania. No i niestety z rodzimych cydrów podszedł mi tylko jeden, a i tak normandzki sikacz z lidla bierze go jak burą sukę //mysli Długa droga przed nami //mysli
MadMill - 2014-06-01, 18:10
:
mad5killz napisał/a:
12 zł tygodniowo na wino, toż to prawie budżetu rodzinnego nie uszczupla.

Powiedzmy.

Chodziło mi raczej o to że cydr z założenia jest jabłkowy, a gruszkowe to jest pery jw. wspomniałeś. Malinowy to nie wiem jak będzie...
mad5killz - 2014-08-07, 20:30
:
Dzisiaj na plaży widziałem pustą butelkę Żołądkowa Gorzka - Czarna Wiśnia,
z napisem "Ambrozja! SWAG YOLO!" zrobionym złotym brokatowym mazakiem.
Czyżby nowy smak pojawił się na rynku?

Widziałem gdzieś taki mazak w domu, jutro poszukam butelki. :D
Tomasz - 2014-08-07, 22:26
:
Swego czasu pijaliśmy z kumplami rum Matuzalem. Bardzo nam przypadł do gustu. A ostatnio dorwałem na spóźnioną imprezę urodzinową 15letnią wersję. Mniam. Rewelacja. Na razie najlepszy rum, jaki piłem. Jeszcze zamierzam w weekend sprawdzić 10letni.
Romulus - 2015-02-08, 00:24
:
Dwunastoletnia The Glenlivet - whisky nie pijam. Ale "spotkałem się z kolegą, bo kolega jest od tego i wypada czasem spotkać się z nim..." :) A że chłopak po urodzeniu syna rozpija się whisky, to wciągnął mnie w degustacje. I ta whisky naprawdę mi podeszła. Trochę za bardzo gruszkowa w nosie, ale się nie znam. Z lodem wchodziła znakomicie i chyba się przełamałem. Ale w cholerę droga, właśnie sprawdzam. Miałbym za tę kasę wypasionego burgunda. Ale cóż. Będę pijał u kolegi. A co.
bio - 2016-07-08, 14:30
:
Właśnie nastawiłem piołunówkę. Strasznie trudno znaleźć piołun, a kiedyś rósł wszędzie. Widać gleby nam się użyźniły. Część przynajmniej dostępnych absyntów pozbawiana jest tujonu. Nie wiem zatem po co się kaleczyć gorzkim badziewiem. Tujon ryje banię w połączeniu z alkoholem przecudnie, ale trzeba go dawkować bardzo ostrożnie. Ostatni raz robiłem Zieloną Wróżkę sporo lat temu, bo za bardzo w niej zagustowałem. Teraz zrobię tylko trochę, a i tak trzeba będzie rozczęstować po towarzystwie.
Trojan - 2017-03-07, 18:12
:
Ogólnie nie lubię wiskaczy, brendy koniaków i tym podobnych.
ostatnio w ramach wdzięczności dostałem Ballantinesa w ramach podziękowania z pomoc/przysługę.
https://propaganda24h.pl/mobile/pl/p/BALLANTINES-BRASIL-Z-NUTA-LIMONKI-WHISKY-0,7L/988

I jest zajebiaszczy. Na czysciocha.
Carmilla - 2017-04-12, 19:46
:
Zasadniczo nie piję, bo a) względy zdrowotne, b) nie bardzo mam z kim. Jeśli jednak robię piernik np. piernik na pwie, do którego potrzebuję 1 szkl. piwa, to z drugą też coś zrobić muszę, a przecież nie wyleję. Czasem wypiję lampę czerwonego wina, którego zasadniczo używam do produkcji konfitury z czerwonej cebuli... A tak zupełnie ostatni to raz na parę dni wypiję sobie kieliszek likieru z kwiatów bzu czarnego, który kupiłam, bo dobry. Szkoda tylko, że się nie komponuje z kawą ani z niczym innym, więc piję go tylko w towarzystwie jakiejś książki ;)
Fidel-F2 - 2017-04-12, 20:05
:
Daj przepis na tę konfiturę.
Carmilla - 2017-04-12, 20:14
:
Aha, jak znajdę stosowny wątek ;-)
Romulus - 2018-08-03, 20:03
:
Po powrocie z Madrytu szukałem smaku sangrii. Nie jest trudno zrobić ją samemu, w internecie od groma przepisów, wyobraźnia twoim przewodnikiem. Ale znaleźć ten sam smak, który urzekł w Madrycie - trzeba iść do Lidla. :) Tam sprzedają w trzylitrowych kartonach już gotową. :) I smakuje jak na miejscu. Wystarczy napełnić szklankę lodem i dwoma plasterkami pomarańczy, zalać sangrią z kartonu i cieszyć się upałem. ;) Polecam ze szczerego serca. :)