Zaginiona Biblioteka

Fantastyka polska - Anna Kańtoch

Toudisław - 2008-11-02, 16:46
: Temat postu: Anna Kańtoch
Anna Kańtoch (ur. 28 grudnia 1976 w Katowicach) - polska pisarka fantasy, znana również pod pseudonimem Anneke. Ukończyła orientalistykę (specjalność: arabistyka) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po studiach wróciła do Katowic, gdzie obecnie pracuje w biurze podróży. Należy do Śląskiego Klubu Fantastyki.

Debiutowała w kwietniu 2004 opowiadaniem Diabeł na wieży opublikowanym w czasopiśmie „Science Fiction”. Pisała recenzje filmów i książek do internetowego magazynu „Avatarae” (gdzie ukazało się opowiadanie będące kontynuacją Diabła na wieży - Czarna Saissa), dziś pisze do magazynu „Esensja”. W lipcu 2005 ukazał się zbiór opowiadań Diabeł na wieży o ich bohaterze, Domenicu Jordanie, wydany przez wydawnictwo Fabryka Słów. Jej debiutem książkowym była powieść Miasto w zieleni i błękicie, dziejąca się w tym samym świecie co opowiadania o Domenicu Jordanie.

Bibliografia

Tigana - 2008-11-03, 15:32
:
Czytałem tylko dwa zbiory opowiadań o Domenicu Jordanie i chyba na tym skończę znajomość z pisarką. No chyba, ze napisze kolejne opowiadania o wspomnianym wyżej bohaterze. :P Dlaczego Jordan? Bo fajnie się to to czyta, ma klimacik przypominający nieco Lovecrafta i wkurzającego swą arogancją bohatera. Polecam.
Zireael - 2008-11-03, 21:05
:
Tigana napisał/a:
Polecam.


A ja nie. Oba zbiorki "spłynęły po mnie jak po kaczce"- tragiczne nie były, ale też nie wyniosłam z lektury niczego wartościowego. Chyba już wolę Piekarę z takiej literatury, która ani ziębi, ani grzeje. Generalnie, Kańtoch przynudza. Próbowałam się wziąć zarówno za Miasto w zieleni i błękicie, jak i za 13 anioła(jakim cudem to dostało nominację do Zajdla do dziś nie wiem) i o ile opowiadania jeszcze jakoś strawiłam, to powieści mnie przerosły. Dałam sobie spokój z twórczością tej autorki, mój stos knig do przeczytania ma wystarczająco zatrważającą wysokość. : P
Tigana - 2008-11-03, 21:37
:
Zireael napisał/a:
A ja nie. Oba zbiorki "spłynęły po mnie jak po kaczce"- tragiczne nie były, ale też nie wyniosłam z lektury niczego wartościowego. Chyba już wolę Piekarę z takiej literatury, która ani ziębi, ani grzeje.

Według mnie Kańtoch pisze lepiej od Piekary - przynajmniej pod względem językowym. Czy przynudza? Piekara woli dosadność i szybko wykłada karty na stół, w opowiadaniach o Jordanie ważniejszy jest klimat gotyckiej opowieści grozy. Przynajmniej ja to tak widzę.
Liv - 2008-11-03, 22:17
:
Bardzo przyjemnie czytało mi się książki Kańtoch, zarówno opowiadania o Domenicu jak i powieść "Miasto w zieleni i błękicie". Obiecująca młoda pisarka z dobrym piórem - krótko zwięźle i na temat, bez wodolejstwa. Bardzo to sobie cenię.
"13 anioł" stoi na półce i czeka na swoją kolej ;)
SaY - 2008-11-03, 23:10
:
A ja właśnie jestem w trakcie 13 anioła i jakoś tak mi nie podchodzi.
Pewnie dlatego, że ja nie lubie powieści detektywistycznych :)
Shadowmage - 2008-11-04, 09:08
:
Czytałem jej trzy książki - "13. anioła" i dwa zbiorki o Domenicu Jordanie. O ile opowiadania mi podpasowały - moje klimaty - to powieść była dużym rozczarowaniem jednak i do następnych książek Kańtoch będę podchodził z dużą rezerwą.
Taclem - 2008-11-10, 10:51
:
Dla mnie jednak tylko Domenic Jordan tej autorki. Próbowałem innych tekstów i nie zostawiają wiele po sobie.
Azver - 2008-11-10, 13:09
:
Zireael napisał/a:

A ja nie. Oba zbiorki "spłynęły po mnie jak po kaczce"- tragiczne nie były, ale też nie wyniosłam z lektury niczego wartościowego. Chyba już wolę Piekarę z takiej literatury, która ani ziębi, ani grzeje.


Różnica polega na tym, że opowiadania Ani nie są jednak w kółko powtarzanym tym samym tekstem, który zaczyna się i kończy tak samo jak większość innych we wszystkich zbiorach. Co zdaje się być specjalizacją Jacka Piekary (przynajmniej w cyklu o Mordimerze)
Toudisław - 2008-11-10, 13:14
:
Azver napisał/a:
Jacka Piekary (przynajmniej w cyklu o Mordimerze)

Żeby tylko on. :( Nawet Grzędowiczowi się zdarza. --_-
Taclem napisał/a:
Dla mnie jednak tylko Domenic Jordan tej autorki.

No to chyba wiem za co się zabrać. Teraz pozostaje tylko napaść księgarnie.
Dabliu - 2009-01-13, 23:47
:
Bardzo interesująca zapowiedź i świetna okładka.
Shadowmage - 2009-01-14, 09:01
:
Okładka to mi się z jakąś grą kojarzy...
Saika - 2009-01-16, 20:43
:
Heh Aelis też była fajna... Ale jestem fanką Domenica.
Maeg - 2009-06-07, 20:17
:
Jestem już po lekturze Przedksiężycowych. To było moje pierwsze zetknięcie z tekstami Kańtoch. Nie było źle, mogę powiedzieć że było nawet dobrze. Ciekawy pomysł na świat, zobaczymy jak go dalej autorka pociągnie, bo jeszcze można go popsuć. Kantoch pisze tak, ze czyta się z przyjemnościa a to już duży plus bo można skupić się na innych aspektach powieści a nie tylko zmuszać się do dalszej lektury. Trochę słabiej wypada fabuła, nie zainteresowała mnie tak jak powinna, czasami miałem wrażenie, że to tylko połączenie luźnych zdarzeń z życia bohaterów, zabrakło jakiegoś spoiwa. Jako wprowadzenie do cyklu spisuje się (chyba) dobrze, ważny dla mnie będzie drugi tom jeśli fabuła nie nabierze jakiś realniejszych kształtów to może być już mniej ciekawie.
ghosia - 2009-06-15, 20:10
:
Mi Przedksiężycowi bardzo się podobali. Bardzo ciekawy świat i jak zawsze dobrze napisana książka.

Kańtoch jest jedną z niewielu polskich pisarzy fantastyki po których sięgam właściwie bez zastanowienia, bo wiem, że o czymkolwiek będzie jej nowa książka, będzie ciekawa i dobrze napisana, będzie miała unikalny klimat i coś zaskakującego (w sensie nieco innego spojrzenia na oklepany już wydawałoby się z każdej strony świat).
cedro - 2009-06-16, 12:22
:
Maeg napisał/a:
Kantoch pisze tak, ze czyta się z przyjemnościa a to już duży plus bo można skupić się na innych aspektach powieści a nie tylko zmuszać się do dalszej lektury. Trochę słabiej wypada fabuła,


:-D
HA HA HA
To na jakich aspektach można się skupić? Wygląd okładki? gładkość papieru? Czy forma czcionki??

Czytam właśnie \przedksiężycowych i napiszę tylko, że to jedna z najlepszych polskich powieści wydanych przez faBRYKE SŁÓW. A fabuła jest rewelacyjna i inteligentna.
Maeg - 2009-06-16, 12:42
:
cedro napisał/a:
To na jakich aspektach można się skupić? Wygląd okładki? gładkość papieru? Czy forma czcionki??

Forma czcionki? Tzn czego? Tych metalowych form? Chyba, że chodziło Ci o krój pisma. Nie myl pojęć. :roll: (wiem, że potocznie używa się słowa czcionka ale w rzeczywistości odnosi się ono do czego innego.)

Bardzo proste, ksiażki to nie tylko język jakim zostały napisane, to też fabuła, wykreowane uniwersum czy bohaterowie. W dalszych częściach będzie można zoabczyć jak Kańtoch poszło łączenie ze sobą wątków. Jest kilka rzeczy poza językiem.

Cytat:
Czytam właśnie \przedksiężycowych i napiszę tylko, że to jedna z najlepszych polskich powieści wydanych przez faBRYKE SŁÓW.

Dabliu mnie pewnie zabije, ale to akurat żadne osiągnięcie. :P Przedksiężycowi to tylko dobry wstęp do czegoś większego.
Toudisław - 2009-06-16, 18:13
:
Maeg napisał/a:
Dabliu mnie pewnie zabije, ale to akurat żadne osiągnięcie. :P

A Zimniak ? Twardoch ? Grzędowicz ? Michalski ? Nowosad ? Komuda ? Orkan :P Kilka naprawdę dobrych książek byś znalazł.
Maeg - 2009-06-17, 11:48
:
Cezary Michalski? No weź prosze. :P Poza tym kilka, i to nawet nie w ciągu roku a kilku lat. Więc to żadne osiągnięcie. :P Więcej jest pozycji średnich i słabych (choć to wydaje się normalne) ale nie zasypuje FS mnie (bo wciąż mówimy o całkiem subietywnym odbiorze) wieloma interesującymi pozycjami. ;)

Ale i tak lepiej wrócić do tematu, bo to nie miejsce na taką dyskusję. ;)
cedro - 2009-06-26, 10:00
:
Ostatecznie muszę się zgodzić z Meagiem. to znaczy nie w detalach, ale w ocenie... powiedzmy ogólnej. Doczytałem Przedksiężycowych do końca i tak, jak do połowy byli dla mnie REWELACYJNY tak ostatnie 200 stron po prostu NUDA NUDA NUDA

Faktycznie kompletnie nie yudało się Kańtoch połączyć dwóch głównych wątków, a rozwiązanie było po prostu kuriozalne... Ech...
Toudisław - 2009-06-28, 15:12
:
13 Anioł przeczytany. Książka mi się dość podobała. Nie mogę powiedzieć, że to jakieś super rewelacyjne dzieło ale dobra rozrywka już tak. Pomysł ciekawy zdecydowanie. Zakończenie już mnie nie co zawiodło. Przedksiężycowych przeczytam na 100 %
Sunshine - 2009-06-29, 14:08
:
Lubię Annę Kańtoch. Jest jedną z niewielu, która mnie potrafi wciągnąć w czytaną opowieść. Konkretna, nie rozwleka opisów, oszczędna w słowach, pozwala czytelnikowi samemu myśleć nad pewnymi rzeczami. Poza tym brakowało mi fantastyki takiej jak ona pisze - z nutką kryminalną, a przynajmniej "z zagadką". Nie twierdzę że to arcydzieło, ale wypada dużo pozytywniej w moich oczach niż wypociny Piekary, który albo serwuje stek wulgaryzmów, albo marną prowokację. <stanowczo nie lubi Piekary>
Elektra - 2009-07-08, 19:42
:
Tigana jakiś czas temu napisał/a:
Czytałem tylko dwa zbiory opowiadań o Domenicu Jordanie i chyba na tym skończę znajomość z pisarką. No chyba, ze napisze kolejne opowiadania o wspomnianym wyżej bohaterze.

W sumie mogę się podpisać pod tym stwierdzeniem. Chociaż nawet nie jestem pewna, czy sięgnę po kolejne tomy (jeśli powstaną). Doceniam umiejętności literackie autorki, ale klimat tych opowiadań nie bardzo mi pasuje.

Próbowałam też czytać "13. anioła", ale jakoś nie mogłam się wkręcić.
Saika - 2009-07-08, 20:09
:
Mnie również Domenic podpasował [trochę klimatu Mordimera jednak jest!], 13 Anioł był dobry, choć słabszy.
Mimo to- zdecydowanie Autorka musi się bardziej postarać.
Tixon - 2009-07-22, 21:27
:
Będzie krótko bo nie ma się nad czym rozwodzić - Kańtoch ma u mnie status najgorszej, w dodatku przereklamowanej, polskiej pisarki.
Zasłużyła sobie na niego przeraźliwie nudnym "Miastem w Zieleni i Błękicie", doprawiła tandetnym "13 Aniołem", a całość zakończyła pseudointelektualnymi "Zabawkami diabła" z idiotycznie irytującym Domenicu. To, co mnie wprost wpędziło w stan ciężkiej irytacji, to banda tekturowych postaci o pseudogłębi i skryptowym zachowaniu. Ale żebym tylko do tego miał zastrzeżenia... Motywacja bohaterów leży. Fabuła leży. Akcja leży, a porusza się tylko dzięki ingerencji siły wyższej która go kopnie w tyłek. Pomysły są interesujące, ale ich wykonanie leży. Styl ujdzie w tłumie.
"Przedsiężycowi" zapowiadają się ciekawie, ale pozostałe książki tej autorki też takie były. A recenzja - http://www.esensja.pl/ksi...st.html?id=7131 ...
Shadowmage - 2009-07-23, 08:03
:
Tak po koleżance z redakcji pojechać? Niedobry recenzent, niedobry :P

A co do mnie - mnie się jej opka o Domenicu podobały, "13.anioł" zdecydowanie mniej. Znalazłbym kilka znacznie gorszych rodzimych pisarek, nie przesadzałbym z tak negatywną oceną twórczości Kańtoch.
Toudisław - 2009-07-23, 08:35
:
Tixon napisał/a:
, doprawiła tandetnym "13 Aniołem"

Tak bardzo bym po tej pozycji nie jechał. To nie była jakaś zła książka. Nie głupi pomysł, kilka fajnych nawiązań. Szybka i dobra rozrywka.

Tixon napisał/a:
Styl ujdzie w tłumie.
"Przedsiężycowi" zapowiadają się ciekawie, ale pozostałe książki tej autorki też takie były. A recenzja - http://www.esensja.pl/ksi...st.html?id=7131 ...

A ja słyszałam też bardzo Dobrę opinie i widziałem niezłe recenzję. Sam przeczytam to się przekonam. Zapowiada się Faktycznie interesująco
Tixon - 2009-07-23, 09:52
:
Shadowmage napisał/a:
Tak po koleżance z redakcji pojechać? Niedobry recenzent, niedobry :P

A ja się cieszę, że miał odwagę powiedzieć, co myśli; zwłaszcza, że przedksiężycowi dostali się do Do księgarni marsz. Może i politycznie niepoprawne, ale uczciwe wobec czytelników :P
Toudisław napisał/a:
Tak bardzo bym po tej pozycji nie jechał. To nie była jakaś zła książka. Nie głupi pomysł, kilka fajnych nawiązań. Szybka i dobra rozrywka.

Nie głupi pomysł, owszem. Ale, na dziewięć piekielnych kręgów, do czego to się sprowadza? Do czekania, aż z nieba zjawi się wysłannik by dać nowe wskazówki? Praktycznie tylko czekają aż coś akcję ruszy.
Zaś postacie, udające głębokie i z doświadczone przeszłością, sprawiają tak tandetne wrażenie, że są wręcz odpychające.
Szybka może, ale ani dobra, ani rozrywka.
Saika - 2009-07-24, 15:07
:
Toudisławie zgodzę się z jednym- Kańtoch pisze rzeczy z gatunku "lekkich, łatwych i przyjemnych"... i dobrze, coś takiego też jest potrzebne! Ma lekkie pióro i nieźle konstruuje postaci (szczególnie w dyptyku o Jordanie, choć najbardziej spodobała mi się Aelis z "13 Anioła") i to wystarczy, by nie mdliło. RFantasy nie zawsze jest od pouczania... Ma bawić słowem, alegorią, tempem... Jeśli jest to rozrywka z intelektualną "wkładką"-tym lepiej.
Toudisław - 2009-07-24, 15:51
:
Saika napisał/a:
Ma lekkie pióro i nieźle konstruuje postaci

Przyzwoicie. Bo trzeba przyznać, że są dość przewidywalne. Każdy ma swój schemat. Przypisaną rolę i tyle. Nie zmienia się i nie zaskakuje .


Saika napisał/a:
RFantasy nie zawsze jest od pouczania... Ma bawić słowem, alegorią, tempem... Jeśli jest to rozrywka z intelektualną "wkładką"-tym lepiej.

To dopiero odkrywcze zdanie. Fantasy CZASEM może nie byś Ambitne. No faktycznie co za nowina.

A czy tą lekką rozrywkowa literaturę nie można by pisać dobrze/ z polotem i tak by przykuwała uwagę. A nie tylko dobrze się czytała
Saika - 2009-07-24, 15:58
:
Co do bohaterów- cóż... radzi sobie z pewnością nie gorzej niż Kossakowska...
Ha ha ha!!
Oczywiście, że można pisać z polotem/ lepiej whatever... I dlatego własnie nie biję przed Kańtoch pokłonów.
Pisze na tyle dobrze, by przy tym nie wymiotować, i tyle.
Tixon - 2009-07-24, 16:01
:
Saika napisał/a:
Pisze na tyle dobrze, by przy tym nie wymiotować, i tyle.

To ja mam pytanie - czy dobre jest to, co jest dobre, czy też to, co ledwo nie jest złe?
Saika napisał/a:
Co do bohaterów- cóż... radzi sobie z pewnością nie gorzej niż Kossakowska...

To sobie obrała patronkę^^
Toudisław - 2009-07-24, 16:08
:
Saika napisał/a:
Co do bohaterów- cóż... radzi sobie z pewnością nie gorzej niż Kossakowska...

Tu się zgodzę ale to nie jest komplement O_o
Saika napisał/a:
Pisze na tyle dobrze, by przy tym nie wymiotować, i tyle.

To ma być pochwała ?
13 anioł to przyzwoita książeczka. Tyle i aż tyle. Ale po inne jej pozycję sięgnę z ciekawości
Saika - 2009-07-24, 16:19
:
Nie o to chodzi, żeby tolerować bylejakość... chodzi o to, żeby eliminować to, co żeczywiście nie ma żadnej wartości.
Kańtoch ani przez chwilę nie udaje, że pisze coś "ambitnego"- tak pisał Lem. Ale umie na znanym szkielecie stworzyć coś nowego (połączenie nauki i magii w "13 Aniele", przeobrażenie postaci świętych w opowiadaniach o Domenicu) i to jest dobre. To jest w porządku. Płakać to płakałam nad moralizatorstwem "Czerwonej Gorączki" Pilipiuka...
Za co dać Kańtoch minusa?
Za powołanie do życia niektórych bohaterów... Czy naprawdę Don Domenic (którego psychologioa jest lepsza od samego rysunku) musi ubierać się w czerń? Być może (znowu Kossakowska!! :mrgreen: ) jest z nim jak z Freyem z "Siewcy wiatru"? Być może uznała, że tylko tak da się stworzyć głównego bohatera?? Piekara jednak miał swego Mordimera, sama Kańtoch- Aelis... i jakoś to frunkcjonowało. Ale nie, bohater musi się wyróżniać i być tragiczny- jak Geralt Sapkowskiego, pozostawiony na krawędzi, by musiał dokonywać wyborów... Co dziwniejsze- uważam, że sam Jordan takich zabiegów nie potrzebował, a przynajmniej nie do tego stopnia. Co zdumiewa jeszcze bardziej-właśnie on wzbudza naszą sympatię, nie jego nijaka krewna. Reszta postaci zlewa się z tłem (poza takimi jak Ptasznik na przykład) - chyba, że są wystarczająco złe...
Heh patronkę to nie... Będzie za mną Kossakowska chodzić jak cień. ;)
Eruana - 2009-08-03, 11:06
:
A ja tam Kańtoch lubię i szanuję, według mnie to jedna z najlepszych autorów (specjalnie tak odmieniam, bo mam na myśli obie płci:P) na rynku polskiej fantastyki. Odpowiada mi jej specyficzny humor, ironia, której używa subtelnie, umiejętność opisania emocji jednym zaledwie zdaniem, i to w jaki sposób buduje fabułę. Najsłabsze było Miasto w zieleni i błękicie, ale od tego czasu widać spory postęp, ona wciąż się rozwija, eksperymentuje. Fakt, jej bohaterowie nie są może najlepiej skrojeni i nie wiem, czym to sobie tłumaczyć, zupełnie, jakby kompletnie się nie angażowała w ich tworzenie, nie zastanawiała nad ich charakterami. O samej Fabryce Słów wypowiadać się nie będę, bo nie od dzisiaj wiadomo, że to wydawnictwo stawia na ilość, a tak naprawdę trzyma się na kilku dobrych pisarzach (i wcale nie mam na myśli Piekary i Pilipiuka, bo oni zaliczają się do innej kategorii). Jeśli chodzi o Kańtoch i Kossakowską, ja żadnego podobieństwa między nimi nie widzę, ta druga uwielbia metafory i zdania na pół strony, jest nudna i kompletnie nie trafia do mnie jej wizja świata i aniołów, chociaż zdarza jej się ciekawie o nich opowiadać (jak we wstępie do A.D. XIII t.1).

Maeg, dzięki za zaproszenie:-)
Tixon - 2009-09-13, 17:05
:
Przedksiężycowi tom 1 Anna Kańtoch

Słodko-gorzcy Przedksiężycowi. Przeczytać czy nie przeczytać, oto było pytanie. Z jednej strony pomysł (czy też w tym wypadku Pomysł) miasta Lunapolis, zamieszkałego przez obywateli, z których każdy musi dbać tylko o rozwój swoich talentów albo zostanie – i to dosłownie – w tyle, rządzonego przez mitycznych Przedksiężycowych, prowadzących ludzi do doskonałości; z drugiej Kańtoch jako autorka tego, autorka za którą nie przepadam, z irytującym mnie stylem i zagraniami, która już trzykrotnie mnie zawiodła. Jednak przykład z Ćwiekiem i „Ciemność płonie”, daje szanse na pozytywną lekturę. Ostatecznie jednak sprawę rozwiązał Toudi – mam przeczytać i tyle. Przeczytałem więc, a konkluzję mógłbym zamknąć w stwierdzeniu, że Przedksiężycowi są słodko-gorzcy. Ale to trochę lakoniczne.
Prolog jest farsą. Zaczyna się niby tani film sensacyjny, aby zmienić się w miniaturową wersję „Oszukać przeznaczenie” – owszem, później zostaje to wytłumaczone i ma sens, ale pozostaje zmarnowany potencjał. Również „Cube” otwarty zostaje sceną efektownej, ale niczym nieusprawiedliwionej śmierci, dopiero później wyjaśnia o co w tym wszystkim biega, prolog jednak takiego uroku nie ma; takie przywitanie przez książkę miast zachęcać, odrzuca. Poznajemy również Daniela Pantalekisa, jednego z bohaterów głównych, wokół którego kręci się fabuła. I nie mogę powiedzieć, aby przypadł mi do gustu – w zamyśle autorki miał być chciwym gnojem, ale aby być dobrym gnojem to też sztuka, temu to nie wyszło i jest tępym chciwym gnojem, w którym nie ma nic ciekawego.
Odwrócona strona i rozdział pierwszy rozpoczęty od wspomnień Finnena, kolejnego z głównych bohaterów. I tym razem jest to świetny wstęp, zawierający odniesienia do Dnia Zero, opowiedziany z perspektywy pierwszej osoby, ale ze sporym dystansem do samego siebie z przeszłości. Wielka szkoda, że liczy tylko cztery i pół strony i występuje bardzo rzadko, bo jest to najlepsza część książki.
Kolejna odwrócona strona i spełnia się najczarniejszy scenariusz – styl pisania w niczym nie różni się nie różni od poprzednich książek, co widać szczególnie przy bohaterach – niczym bohaterowie telenowel miotają się na prawo i lewo symulując wewnętrzną sprzeczność swojej jakże bogatej osobowości, zaś nad ich głowami wyświetlają się obrazki przedstawiające obecny stan emocjonalny, aby oglądający nie musiał się męczyć samemu myśląc, jaką jest osobą bohater i czemu zachował się tak a nie inaczej. Ogólnie, brakuje tu miejsca na własne
‘czucie’ bohatera.
Dwie strony medalu należą również do pomysłu, siły napędowej książki. Wizja świata jest bardzo ciekawa, wręcz fascynuje. Ale to powoduje, że rzucamy się na każdy szczegół świata przedstawionego, by mieć panoramiczne ujęcie, a wtedy pojawiają się ‘martwe piksele’. Zaczynamy myśleć, analizować, przetwarzać i obrabiać otrzymane dane, co prowadzi do wątpliwości.
Kańtoch przedstawiła nam świat egoistów, gdzie ludzi zmusza się do doskonalenia własnych cech, dążących do perfekcji mających zapewnić im mityczne Przebudzenie. Co jakiś czas następuje selekcja - przy czym nikt nie wie jaki klucz jest stosowany – Skok, który odsiewa jedną piątą społeczeństwa; pozostają oni w przeszłości, w świecie który jest skazany na zagładę – wszystko zaczyna się tam niszczyć i gnić, rany nie goją się, a przypadek stoi zawsze po stronie przeciwnej niż byśmy sobie tego życzyli. Ludzie nie muszą się martwić o jedzenie (najprostsze dostarczane za darmo), mieszkanie (wiele stoi opuszczonych), edukację czy pieniądze – chociaż te ostatnie bywają przydatne (o czym niedługo); ich jedynym zadaniem ma być doskonalenie własnych umiejętności.
W takim świecie nie dziwi podejście do człowieka jak do towaru, który projektuje się u Duszoinżynierów i traktowanie własnych dzieci jako zabawki stworzone dla kaprysu.
Mieszkańców Lunapolis trudno nazwać artystami (chociaż mówi się o art-zbrodniarzach), bo w naszej nomenklaturze oznacza to uzdolnionego człowieka, który daje nam coś od siebie; tam natomiast są to ludzie (sztucznie obdarzeni talentem, ale to nie ma wielkiego znaczenia) skażeni przez swój egoizm, zaś ich artyzm to samozachwyt nad własną skomplikowaną i niepowtarzalną (w ich mniemaniu) osobą, ich twórczość jest tylko jednym ze środków do tego celu.
Zamiast artysty mamy tutaj malarza, który robi to, bo potrafi, a nie bo chce; zamiast indywidualisty człowieka, który postępuje w taki a nie inny sposób, bo się za takowego uważa. Udają, wiecznie udają. To prowadziło do podstaw kreacji trzech wielki person powieści – Kairy, która jest prawdziwa w tym co robi i mówi (a więc na tle miasta wygląda jak dziwadło); jej ojca Brina Issy, który ma maskę na masce – udaję, nie udaję, udaję, że udaję; jest więc mistrzem oszustw, co stawia go jako ideowego przeciwnika córki; w końcu do samego Daniela Pantalekisa, człowieka z zewnątrz, którego jednak egoizm jest tak wielki, że sam świat stoi po jego stronie, przypadek zawsze działa na jego korzyść. Nie zdziwiłbym się, gdyby w przyszłości – w związku z Dniem Zero – doszło do konfrontacji (na i to na noże) pomiędzy ojcem a córką, którą z tej perspektywy wręcz tresował, aby w kulminacyjnej scenie rzuciła mu się do gardła.
Społeczność Lunapolisowych artystów, nawet jeśli nie są prawdziwi, sprowadza pewne problemy – bo oni się za takich uważają i starają zachowywać, jak przystało artyście. Co czyni piętnastomilionowe miasto pełne wszelkiej maści twórców, dążących do pokazania swoich umiejętności... ale komu? Koledze artyście, który „doceni” kupiony talent? Czy konkurentowi, który zapłacił więcej, więc jest jeszcze zdolniejszy? Trudno też mówić o doskonaleniu się, gdy kolejne zmiany genetyczne można sobie kupić - ale jest to rozwiązanie tylko dla najbogatszych. Również lepsze cechy u dziecka można dostać za większą kwotę; co powoduje skojarzenie z wyborem pakietu Internetu od operatora – lepszy pakiet to wyższa cena. W takim razie owo doskonalenie sprowadza się do posiadania większego bogactwa? Im więcej masz, tym na więcej zmian cię stać, tym więcej Skoków przeżyjesz, aby być jeszcze bogatszym dzięki czemu można pozwolić sobie na jeszcze więcej (np. uzdolnione dzieci) – taki schemat sprawdza się w przypadku Brina Issy.
Skoro więc pieniądze są takie ważne (a cały czas przypominane jest, że to sztuka liczy się najbardziej), czemu jedyny Pantalekis wpada na pomysł (zupełnie głupi, bo i tak nie ma czego z tym zrobić) szabru niższych światów? Ciekaw jestem również systemu rządów Lunapolis, wspomniano o tym bodajże jednym zdaniem, ale większego rozwinięcia brak.
Najbardziej jednak brakuje mi świadomości bohaterów co do otaczającego ich świata. Finnen jedyny raz wyraża własną opinię o Przebudzeniu i Przedksiężycowych, ogranicza się jednak ona do wyzwania ich od skurwysynów. Głębszych refleksji brak. Powiem dobitniej – chociaż w mieście jest ponad dziesięć milionów ludzi uważających się za indywidualistów, żaden z nich nie czuje potrzeby uzewnętrznienia swych poglądów i sposobu w jaki widzi świat w którym żyje. Żaden nie wzniesie się do refleksji na temat wyścigu w którym biorą udział, nikt nie wybije swej myśli ponad klatkę w której tkwi uwięziony. Finnen wspomina, że jego słabością były rozważania „co by było, gdyby…”, jednak gdzie one są?
W przypadku oceny fabuły nie ma problemu – leży na całej linii. Ze świetnego wstępu nic nie zostaje zrealizowane (tom pierwszy, aby coś zaczęło się dziać, trzeba czekać do tomu drugiego… G prawda, „Pan Lodowego Ogrodu” to też tom pierwszy, a od początku do końca był znakomity – dobra powieść obroni się sama, bez patrzenia na kontynuacje), miast zapowiedzianej młodzieńczej walki o zmianę świata, mamy pozbawione większego sensu latanie z miejsca na miejsce, przerywane wciąganiem do łóżka kogo tylko popadnie; wmieszanie się w poważniejsze sprawy jest zaś dziełem ubocznym i następuje wręcz przypadkowo. Fabularnie jest nieciekawie, chociaż potencjał miała Kaira, stworzona przez Duszoinżynierów chaosu, a więc nikt – łącznie z nią - nie wie co potrafi. Początkowo owa niewiadoma czyniła jej postać bardzo atrakcyjną, nieprzewidywalną; jednak kilka epizodów z jej udziałem rozwiało te marzenia.
Potencjał osoby Brina Issy w postaci masek został przesadzony, w pewnym momencie ma się wrażenie, że człowiek ten wie wszystko i ciągle udaje, jego słowa za każdym razem można różnorako interpretować, sprawia wrażenie, że zawsze może czymś zaskoczyć i jaki to on jest dzięki temu tajemniczy; tyle, że zamiast tego robi się śmieszny. W „Full Metal Panic!” Sousuke Sagara, doskonały najemnik i fanatyk uzbrojenia, jest poproszony o rzucenie wszelkie broni jaka ma przy sobie; w efekcie przed nim tworzy się stos którego fizyczną niemożliwością było by noszenie i to ukryte – wszystko to w doskonałym efekcie komediowym. W przypadku Brina Issy mamy jednak traktować to serio.
Trzecim zmarnowanym potencjałem jest morderca nasłany na Daniela Pantalekisa, którego można zobaczyć tylko w lustrze. Ten, kto spodziewałby się pasjonującego pojedynku w której jeden z oponentów dysponowałby wyjątkowo rozwiniętą technologią, a drugi swoim niezwykłym szczęściem i pomocą ze strony entropii świata, może dać se siana – nic takiego nie będzie. I zaraz pojawia się czwarty – ten sam Daniel trafia do obcego, dziwacznego świata. Żeby mieć szansę na przeżycie, musi go zrozumieć. Aby zrozumieć zaczyna prowadzić dziennik, który mógłby pokazać go z innej strony, dać mu szansę samemu zabrać głos i być własnym narratorem. Dziennik liczy sobie po kilka linijek i zawiera proste stwierdzenia, nic więcej.
O samym wydaniu słów kilka – typowe dla Fabryki Słów. Wydaje się duże – 430 stron, jest to złudzenie spowodowane dużą czcionką i sporymi marginesami. Całość podzielona na Prolog i cztery części, podzielone bardzo krótkimi rozdziałami.
Ogólne wrażenie – miejscami słodko, zwłaszcza analiza pomysłu, o którym chce się myśleć; w pozostałych miejscach gorzko, typowo wręcz dla Kańtoch. 5/10
Tixon - 2009-12-02, 13:51
:
Diabeł na wieży. Anna Kańtoch
Nie było tak źle. Po prawdzie, nie było też dobrze.
Zawiązania zagadek, w które zostaje rzucony Jordan, są świetne. Tajemnicze, nastrojowe, wzbudzające ciekawość, tak, że rozumiem dlaczego bohater chce je rozwiązać - na jego miejscu również bym się sprawą zainteresował. Udział sił nadnaturalnych dodaje sprawie ryzyka. Całość wytwarza bardzo wciągającą atmosferę, tak, że nie mogłem oderwać się od lektury zainteresowany jak najszybszym rozwiązaniem zagadki. I to ta jasna strona opowiadań. Złą jest rozwiązanie owych zagadek - absolutnie nie satysfakcjonują. Cała ta otoczka albo sprowadza się do trywialnych rozwiązań, gdzie aspekt nadprzyrodzony zostaje dodany jakby na siłę aby uczynić sprawę oryginalną, zaś odpowiedź jest z góry wiadoma, albo rozwiązanie jest wzięte z powietrza, zaś Jordan jest jedynym potrafiącym to uzasadnić. Szczytem jest tu Serena i Cień, zaczynające się bardzo ciekawie i stawiające podwójne wyzwanie przed bohaterem, wręcz niemożliwe dla niego do przeskoczenia. Jednak cała otoczka niepewności jest ułudą, bo wiem kto, dlaczego i jak Domenic sobie z tym poradzi.
Wielkie pochwały należą się zaś za subtelne zdradzanie informacji o przeszłości bohatera - wyławianie tych smaczków było całkiem przyjemne. <oklaski>
I tak podsumowanie - przy każdym opowiadaniu 2/3 czytało się bardzo dobrze, zakończenie pozostawiało jednak wielki niesmak, a że ono ma wielkie znaczenie, to ocena ostateczne - 6/10
Tixon - 2009-12-11, 23:45
:
Podczas lektury Przedksiężycowych, miałem wrażenie, że niektóre motywy już gdzieś widziałem.
Podczas lektury Diuny moją uwagę zwróciła walka nożem i tarczą, budzący skojarzenia z pojedynkami w Przedksiężycwych, ale to nie dokładnie to samo.
Natomiast teraz, podczas lektury Hyperionu, trafiłem na niezwykle podobny pomysł, od razu przywodzący książkę Kańtoch na myśl - zamordowana kobieta nagrywała swoje przygody łóżkowe, co odkryły służby badające sprawę jej śmierci.

Przypadek? Celowe odwołanie? Ciekawa sprawa.
Maeg - 2009-12-11, 23:49
:
Cytat:
Przypadek? Celowe odwołanie? Ciekawa sprawa.

//facepalm

Ty w kliku książkach zabito poprzez ścięcie głowy. A w kilku innych zastrzelono w ten sam sposób. Przypadek? Celowe odwołanie? Ciekawa sprawa.

edit: wiesz są takie dwie fajne nazwy jak nawiązanie/inspiracja lub intertekstualność. :P
Tixon - 2009-12-11, 23:51
:
Maeg napisał/a:
Cytat:
Przypadek? Celowe odwołanie? Ciekawa sprawa.

//facepalm

Ty w kliku książkach zabito poprzez ścięcie głowy. A w kilku innych zastrzelono w ten sam sposób. Przypadek? Celowe odwołanie? Ciekawa sprawa.


W ilu książkach spotkałeś się z wymienionym przeze mnie przykładem?
Maeg - 2009-12-11, 23:59
:
Ale jaki jest twój cel? Próbujesz być ironiczny ale średnio Ci to idzie. Chcesz zarzucić Kańtoch, że zainspirowała się sceną czy wykorzystała podobny motyw? Na tej zasadzie można dobrać się do wielu książek.

Nie podam Ci od ręki ale nagrywanie swoich ekscesów (xD) w łóżku to nic nowego, tak samo jak walka z nożem i tarczą.
Toudisław - 2009-12-12, 01:02
:
Tixon, Ty serio jesteś cięty na Anne Kańtoch. Nie wiem co ci biedaczka zrobiła ale ja na jej miejscy wystąpił bym o zakaz zbliżania.

Odwołania w przedksiężycowych są. To żadna tajemnica i sparwa jest oczywista. Widać podobieństwa do Forda, Mevila ja widzę do Martina. Do Forda jest ono szczególnie duże ale Autorka poszła w pewnym momencie nie co inną drogą. Poruszyła z pozory podobne ale jednak inne tematy. Wpisując się w pewien nurt musisz zrobić coś posobnie jak inni.

Jasne, że czasem tych motywów i podobieństw jest za dzurzo ale myślę, że to nie ten przypadek
Tixon napisał/a:
Podczas lektury Diuny moją uwagę zwróciła walka nożem i tarczą, budzący skojarzenia z pojedynkami w Przedksiężycwych, ale to nie dokładnie to samo.

No tak bo Tylko w Diunie walczą na noże .... A wiesz że walka na Noże to sztuka walki ? że ma swoje parwa i zasady ? że dwie Dobrze opisane walki na noże MUSZĄ mieć cechy wspólne ?

Tixon napisał/a:
- zamordowana kobieta nagrywała swoje przygody łóżkowe, co odkryły służby badające sprawę jej śmierci.

Gdzie to było ? Coś ci się pomerdało chyba z tą nadinterpretacją szalejesz
Tixon - 2009-12-12, 01:59
:
Toudisław napisał/a:
Tixon, Ty serio jesteś cięty na Anne Kańtoch. Nie wiem co ci biedaczka zrobiła ale ja na jej miejscy wystąpił bym o zakaz zbliżania.

Mylisz się.
Toudisław napisał/a:
Gdzie to było ? Coś ci się pomerdało chyba z tą nadinterpretacją szalejesz

W Przedksiężycowych czy w Hyperionie nie pamiętasz tej sceny?
Toudisław napisał/a:
No tak bo Tylko w Diunie walczą na noże .... A wiesz że walka na Noże to sztuka walki ? że ma swoje parwa i zasady ? że dwie Dobrze opisane walki na noże MUSZĄ mieć cechy wspólne ?

Spłycasz sprawę. Nie chodzi o samą walkę na noże, ale o pewne podobieństwo - w Diunie mamy zarówno noże i tarczę, wymagające odpowiedniej filozofii walki, w Przedksiężycowych noże i tarczę nie otaczającą całego ciała, ale dającą ochronę na konkretny punkt.

Maeg napisał/a:
Ale jaki jest twój cel? Próbujesz być ironiczny ale średnio Ci to idzie. Chcesz zarzucić Kańtoch, że zainspirowała się sceną czy wykorzystała podobny motyw? Na tej zasadzie można dobrać się do wielu książek.

Nie podam Ci od ręki ale nagrywanie swoich ekscesów (xD) w łóżku to nic nowego, tak samo jak walka z nożem i tarczą.

W sumie mogłem się spodziewać takiego pytania ;) Odpowiem. Nie, nie chcę. Gdybym chciał zarzucić powiedziałbym - ten motyw jest ściągnięty.
Moim celem jest uzyskanie informacji, jak inne osoby podchodzą do tego, uzyskuję zaś informacje, jak odnoszą się do moich informacji i jakie motywy jej przypisują.

Maeg napisał/a:
Nie podam Ci od ręki ale nagrywanie swoich ekscesów (xD) w łóżku to nic nowego

Nie tylko nagrywanie (z ukrytej kamery), ale i prowadzenie "dochodzenia" w tej sprawie - obydwie sceny łączy bardzo wiele, tak, że czytając o jednej ma się skojarzenia z drugą.
Maeg napisał/a:
edit: wiesz są takie dwie fajne nazwy jak nawiązanie/inspiracja lub intertekstualność. :P

No właśnie :> Spell to ładnie tłumaczył, ale nazwa jest trudna do zapamiętania ;)
Toudisław - 2009-12-12, 02:09
:
Tixon napisał/a:
W Przedksiężycowych czy w Hyperionie nie pamiętasz tej sceny?

No nie pamiętam właśnie.
Tixon napisał/a:
Spłycasz sprawę. Nie chodzi o samą walkę na noże, ale o pewne podobieństwo - w Diunie mamy zarówno noże i tarczę, wymagające odpowiedniej filozofii walki, w Przedksiężycowych noże i tarczę nie otaczającą całego ciała, ale dającą ochronę na konkretny punkt.

Chyba zawołam kogoś, kto zna się na tym lepiej niż ja. Ale gdzie niby nóż i tarcza otaczają całe ciało, co? Co ty gadasz. Znowu ci mówię, że obaj Autorzy mogli przedstawić to samo podejście do walki na noże.
Tixon napisał/a:
Nie tylko nagrywanie (z ukrytej kamery), ale i prowadzenie "dochodzenia" w tej sprawie - obydwie sceny łączy bardzo wiele, tak, że czytając o jednej ma się skojarzenia z drugą.

Tix O_o nie wiem jak u ciebie, ale wspólne dochodzenie nie jest tylko domeną Dana Simmonsa. :P Ludzie tak mają czasem. :P Znajdź sobie dziewczynę, to ci wytłumaczy. :P
Winisz Autorkę że ma udane życie seksualne. O_o
Zamorano - 2010-01-25, 21:10
:
Największą zaletą pisarstwa Ani Kańtoch jest cudowny, plastyczny język (w polskiej fantastyce mam wrażenie, że tylko kompetencja językowa Sapkowskiego, Dukaja i Lema jest tu na wyższym poziomie) to raz, oraz różne fajne, bardzo trafne obserwacje psychologiczne to dwa (na przykład bohaterka opowiadania "Selena i cień" z jej zachowaniami - perełka!!!). Ania po prostu umie opowiadać. Jest to proza bardzo konwencjonalna, to prawda. Zdecydowanie najlepsze w dorobku Kańtoch są IMVHO dwa tomy opowiadań o Domenicu Jordanie. Tam wszystko fajnei zatrybiło. Konwencja, język, klimatyczny świat Okcytania, świetna onomastyka. W drugim tomie udało się odejść od konwencjonalności rozwiązań fabularnych i do tego bardzo uczłowieczyć Domenica. Te dwa tomy to kawałek świetnej fantastyki. "13 anioł" jest moim zdaniem wyraźnie słabszy, co nie znaczy, że słaby. Ciekawy i ambitny pomysł wyjściowy, narracyjny talent. W sumie pod względem jakości Ania i w tą powieścią gra w ścisłej czołówce konwencjonalnej fantastyki made in Fabryka Słów. Jednak do cyklu o Domenicu dużo brakuje. "Miasta w zieleni i błękicie" nie czytałem.
ASX76 - 2010-01-25, 21:29
:
Zamorano napisał/a:
Największą zaletą pisarstwa Ani Kańtoch jest cudowny, plastyczny język (w polskiej fantastyce mam wrażenie, że tylko kompetencja językowa Sapkowskiego, Dukaja i Lema jest tu na wyższym poziomie) to raz, (...)


Waszmość zapomniał o pani Annie Brzezińskiej, która przewyższa w/w pod każdym względem. :-P
Zamorano - 2010-01-25, 21:49
:
Zgoda, zapomniałem. Niewątpliwie Anna Brzezińska to pisarka dużooooo wyższej klasy niż Ania Kańtoch, ale akurat frazą Kańtoch pisze po prostu śliczną. Z tymże opowiadania okcytańskie o Domenicu Jordanie grają w wyższej lidze niż całkiem znośny "13 anioł".
Fenrir - 2010-02-04, 13:51
:
Ostatnio skusiłem się i kupiłem "Diabeł na wieży" i "Zabawki diabła" podobno całkiem dobre.
Urshana - 2010-02-05, 09:53
:
Oba tomy czyta się przyjemnie, mnie o dziwo, bardziej podobał się tom drugi, ze względu na większą spójność. A postać Domenica kojarzy mi się dodatkowo z bohaterem "Jeźdźca bez głowy" Tima Burtona, granego przez Johnnego Deepa i jest to pozytywne skojarzenie. "13 anioł" jak dla mnie słabszy, dlatego nie nabyłam "Przedksiężycowych", wolałabym kolejny tom o Jordanie.
Oranea - 2010-02-08, 21:16
:
A ja wciąż się waham przy "Przedksiężycowych", i to za każdym razem gdy widzę książkę w księgarni. Myślę, że w końcu ją kupię, ale nie widzę sensu się spieszyć - i tak pewnie przeczytam dopiero gdy ukaże się całość historii. Nie mogę czytać w takich kawałkach, bo od razu się gubię. ;)

Zresztą mam wielką sympatię do Anny Kańtoch i bardzo lubię język jakim pisze. Czytałam wszystkie książki/tomy opowiadań, które wydała, bo lubię dać się porwać jej opowieści. :) Zdaję sobie sprawę, że nie jest pisarką na miarę Dukaja lub Brzezińskiej, ale jej książki dają po prostu dużo przyjemności. Nawet jeśli są smutne, to potrafią zapaść w pamięć. :)
Saika - 2010-02-14, 22:26
:
Fernir, one są całkiem dobre. Nic wielkiego, ale z klimatem i sensem.
Pozwalają się rozerwać.
Beata - 2010-03-10, 21:16
:
Wrażenia z lektury pierwszego tomu Przedksiężycowych opisałam tutaj .
Zamorano - 2010-04-06, 22:02
:
Oranea napisał/a:
A ja wciąż się waham przy "Przedksiężycowych", i to za każdym razem gdy widzę książkę w księgarni. Myślę, że w końcu ją kupię, ale nie widzę sensu się spieszyć - i tak pewnie przeczytam dopiero gdy ukaże się całość historii. Nie mogę czytać w takich kawałkach, bo od razu się gubię. ;)


Fajna, choć konwencjonalna fabuła. Jak zwykle bardzo ładnie napisana i jak zwykle ciekawe charaktery. Trochę taki polski New Weird. I całkiem ciekawy świat przedstawiony. Pierwszy tom to właściwie zawiązanie intrygi i nienachalna prezentacja świata Przedksiężycowych. Trochę długo już czekamy na drugi tom. Tutaj tekst Mojej Drugiej Połówki o tej powieści:

http://www.kamil78.dami.pl/przedksiezycowi1.htm

Cytat:
Zresztą mam wielką sympatię do Anny Kańtoch i bardzo lubię język jakim pisze.


Tak:)

Cytat:

Czytałam wszystkie książki/tomy opowiadań, które wydała, bo lubię dać się porwać jej opowieści. :) Zdaję sobie sprawę, że nie jest pisarką na miarę Dukaja lub Brzezińskiej, ale jej książki dają po prostu dużo przyjemności.


Nic dodać nic ująć.


Eurena napisał/a:
umiejętność opisania emocji jednym zaledwie zdaniem


Tak:) Na tym właśnie polega talent Anny Kańtoch.
mad5killz - 2012-08-25, 18:01
:
Dzisiaj premiera Czarne, na Polconie powiedziano też o losie Przedksiężycowych, dzieje się oj dzieje. (:

Z kupnem poczekam aż Powergraph wyda wszystkie tomy. :D
ASX76 - 2012-08-25, 18:30
:
Pomijając kwestie natury czysto osobistej - czy Pani K. faktycznie dobrze pisze? ;)
Tixon - 2012-08-25, 19:45
:
Jakościowo lepiej niż Wegner.
Jander - 2012-08-25, 22:44
:
Tixon napisał/a:
Jakościowo lepiej niż Wegner.

O to nietrudno.
Ł - 2012-08-26, 10:30
:
Czytałem jedno opowiadanie Kańtoch "Cmentarzysko potworów" W księdze strachu. Było świetne.
silaqui - 2013-03-04, 01:53
:
Z twórczości Kańtoch znam niewiele: ot, przeczytało się kiedyś "13 anioła", który nie powalił na kolana, o "Przedksiężycowych" coś tam się słyszało, a samą Anię widziałam i słyszałam podczas Targów Książki w Katowicach AD 2012. I jak tak sobie was czytam, to widzę, że Kańtoch nieźle się "wyrobiła", czego dowodem może być "Czarne": powieść dziwna, trudna, ledwo wpisująca się nawet w ramy powergraphowych Kontrapunktów. Dawno żadna książka nie wywołała u mnie efekty confused , a to na serio zdecydowana zaleta pozycji. O moim subiektywnym ( a jakże!) wrażeniu możecie poczytać tutaj
Jezebel - 2013-03-10, 21:58
:
Czytałam 'Miasto w zieleni i błękicie', '13 anioła' i dwa tomy opowiadań o Domenicu Jordanie, poza tym porozrzucane po antologiach opowiadania. No i 'Czarne'.
Pierwsze dwa tytuły to średniaki. Ot, lekkie, niezostające na długo w pamięci czytadła rozrywkowe. Jordan radzi sobie nieco lepiej, ale nie tyle za sprawą jakichś wyjątkowo odkrywczych i cennych treści, a raczej trudnej do zapomnienia atmosfery tych opowiadań.
Naprawdę dobrze zaczyna się robić przy 'Światach Dantego'. Czytałam lata temu, ale nadal pamiętam swoje wielkie WOW.

A 'Czarne' to już literacki majstersztyk. Mocno liryczna narracja, niebanalne metafory, nieliniowość i niedosłowność... Atuty tej krótkiej powieści długo by wymieniać.

Opowiadanie zamieszczone w antologii 'Pożądanie' też świetne. I pokazuje, jak wyrazistego szlifu nabrał warsztat autorki.

A teraz niecierpliwie czekam na pierwsze dwa tomy 'Przedksiężycowych' i cieszę się niezmiernie, że Powergraph potrafi docenić to, na co FS jest ślepa.
Tixon - 2013-03-10, 23:08
:
Robicie mi smaku na to Czarne, oj robicie.
Jezebel - 2013-03-10, 23:12
:
To (niestety) lektura na jeden wieczór, więc nawet jeśli jakimś cudem nie podejdzie, wiele nie stracisz :)
Cintryjka - 2013-03-11, 10:05
:
Zdecydowanie warto.
Toudisław - 2013-03-11, 10:14
:
Jak ktoś czekał na Przedksiężycowych to wyda ich Powergraph. Tzn wznowi pierwszy tom i wyda 2. Ania będzie też gościem Krakonu 2013. Więc serdecznie zapraszam.
Jezebel - 2013-03-11, 13:48
:
O pierwszym co prawda pisałam wczoraj (ale kto by tam czytał ostatniego posta na stronie ;) ), ale za to drugie to świetna wiadomość :)

Latem ukaże się trzeci tom 'Przedksiężcowych'.
silaqui - 2013-03-18, 23:52
:
Tixon napisał/a:
Robicie mi smaku na to Czarne, oj robicie.

I bardzo dobrze. Ta książka Kańtoch należy do pozycji, które mieszają w głowie i pokazują, że prócz fantasy i s-f fantastyka potrafi być czymś innym :D
Walder Frey - 2013-08-07, 12:42
:
ASX76 napisał/a:
Pomijając kwestie natury czysto osobistej - czy Pani K. faktycznie dobrze pisze? ;)

Jesli chodzi o samo pisanie- rewelacyjnie. Kilka postów wcześniej Zamorano dobrze to opisał.
Czytałem jak dotąd:

1. Miasto w zieleni i błękicie
2. pierwszy tom opowiadań o Domenicu Jordanie
3. 13. Anioł
4. Przedksiężycowi t. 1

Wszystkie te książki były co najmniej dobre, a 2. i 4. nawet bardzo dobre.
najsilniejszą ich stroną jest właśnie język, chociaż i fabuły niczego sobie. No i to jedna z niewielu pisarek, która pisarsko się stale rozwija.

"Czarne" też przeczytałem i jestem chyba jednym z niewielu, który nie pieje z zachwytu. Owszem, podobało mi się w kwestii języka, opisów, klimatu. To jest w tej książce oddane rewelacyjnie. natomiast reszta... powiem tak - nie kręcą mnie książki, które potrzebują instrukcji obsługi, żeby czytelnik zrozumiał o co dokładnie chodzi.
Przy całej sympatii do Ani, mam nadzieję, że to nie będzie tegoroczny Zajdel -ale ja nie trawię new weird, więc proszę wziąć poprawkę na to :)
Jezebel - 2013-08-07, 18:42
:
Walder Frey napisał/a:
natomiast reszta... powiem tak - nie kręcą mnie książki, które potrzebują instrukcji obsługi, żeby czytelnik zrozumiał o co dokładnie chodzi.

Ale to jest przecież problem czytelnika, a nie książki ;)

Na jesieni ukaże się nowa książka Anny Kańtoch, tym razem młodzieżówka - "Tajemnica Diabelskiego Kręgu". Więcej informacji i króciutki fragment tutaj.
Walder Frey - 2013-08-07, 19:03
:
Jezebel napisał/a:
Ale to jest przecież problem czytelnika, a nie książki ;)

No nie wiem. Według Ciebie, jaki procent czytelników zrozumiał dokładnie tę książkę?
Według mnie niewielki, skoro nawet w wydawnictwie potrzebowali 'mapy drogowej'.
Cintryjka - 2013-08-07, 19:33
:
To świadczy tylko o jednym - większość czytelników fantastyki czyta powierzchownie i nieuważnie. Czarne wymaga zwracania uwagi na drobne szczegóły. Nie jest new weirdem tylko sf.
Jezebel - 2013-08-07, 20:32
:
Walder Frey napisał/a:
Według Ciebie, jaki procent czytelników zrozumiał dokładnie tę książkę?

Co znaczy "dokładnie"? To książka z tych, których czytelnik nie ma rozumieć "dokładnie", a po swojemu.
Cintryjka - 2013-08-07, 20:37
:
Da się ją zrozumieć zgodnie z zamysłem autorki bez żadnych pomocy czy innych map - Toto się udało.
Walder Frey - 2013-08-08, 07:59
:
Cintryjka napisał/a:
Nie jest new weirdem tylko sf.

O, to nowość. W którym miejscu? Bo nikt nie kwestionuje obecności elementów fantastycznych, ale na pewno nie jest to sf.
Zresztą, nawet sama Autorka przyznaje się do new weird.
Cintryjka napisał/a:
Da się ją zrozumieć zgodnie z zamysłem autorki bez żadnych pomocy czy innych map - Toto się udało.

Pewnie tak. Czyli mamy już dwie osoby. Wrzuć może tutaj te 5 pytań, które mi kiedyś wysłałaś, i zobaczymy, jak na tym forum z percepcją :)
Jezebel napisał/a:
Co znaczy "dokładnie"? To książka z tych, których czytelnik nie ma rozumieć "dokładnie", a po swojemu.

Znaczy- zgodnie z zamysłem Autorki, czyli bez "białych plan" i niejasności interpretacyjnych.
A akurat w tej książce ponoć jest wszystko jednoznaczne.
Może to kwestia ilości 'przeczytań'? Uczciwie przyznaję, że jestem po jednym razie.
Ł - 2013-08-08, 08:47
:
Walder Frey napisał/a:
Cintryjka napisał/a:
Nie jest new weirdem tylko sf.

O, to nowość. W którym miejscu? Bo nikt nie kwestionuje obecności elementów fantastycznych, ale na pewno nie jest to sf.

No właśnie to na pewno jest SF. I to utrzymane w ramach klasyki polskiej szkoły fantastyki naukowej. Najbliżej Czarnemu do Robota Snerga.

Walder Frey napisał/a:
Zresztą, nawet sama Autorka przyznaje się do new weird.

Cytat. Bo mnie się wydaje że przyznaje się do niego w kontekście PRzedksięzycowych.

Walder Frey napisał/a:
Wrzuć może tutaj te 5 pytań, które mi kiedyś wysłałaś, i zobaczymy, jak na tym forum z percepcją :)

Jak ktoś ma te autorskiepytania do beta-testu Czarnego to chętnie je zobaczę.

Walder Frey napisał/a:

Może to kwestia ilości 'przeczytań'? Uczciwie przyznaję, że jestem po jednym razie.

Pierwsze liniowe czytanie to rozdziewiczanie książki. Drugie liniowe to jej poznawanie (ja w tym momencie podkreślam ważne fragmenty, stawiam wykrzykniki znaki zapytania albo tagi na marginesach o ile nie robiłem tego za pierwszym razem). Trzecie czytanie to hiperteksowe latanie po fragmentach. Więc 2-3 czytania to minimum przy takiej prozie. U mnie były trzy bo Czarne to powieść zwodząca, udaje coś czym nie jest, udaje też naiwność dlatego za pierwszym razem odpuściłem sobie notatki.
Cintryjka - 2013-08-08, 08:53
:
U mnie dwa wystarczyły. Ale dwa to minimum. Za pierwszym razem za bardzo chce się poznać zakończenie, żeby zwrócić uwagę na wszystkie odautorskie sugestie. Tak że - Frey, przeczytaj drugi raz, a już przynależność gatunkowa powinna być oczywista. To jest powieść do samodzielnego odkrywania, podpowiedzi nie mają tu sensu. Jeśli autorka się zgodzi, wrzucę tu później pytania pomocnicze.
Jander - 2013-08-08, 10:25
:
Cintryjka napisał/a:
Da się ją zrozumieć zgodnie z zamysłem autorki bez żadnych pomocy czy innych map - Toto się udało.

Link?
Cintryjka - 2013-08-08, 10:28
:
Wnioskuję to z dyskusji, którą odbyliśmy swego czasu w wątku poświęconym bieżącym lekturom.
Za zgodą autorki zamieszczam pytania testowe z cyklu: "Sprawdź, czy zrozumiałeś Czarne":

1. Co się zdarzyło na końcu?

2. Kim jest główna bohaterka?

3. Dlaczego spotkała Jadwigę po jej śmierci?

4. Kto zabił Jadwigę?

5. Gdzie rozgrywa się akcja?

Miłej zabawy:)
MadMill - 2013-08-08, 11:42
:
Ja na lekcji języka polskiego :P

Zaciekawiło mnie to, muszę przeczytać to "Czarne".
k - 2013-08-08, 11:46
:
MadMill napisał/a:
Zaciekawiło mnie to, muszę przeczytać to "Czarne".
Mnie też.Z taką ściągą może sobie poradzę :)
Urshana - 2013-08-08, 12:32
:
Mam za sobą pierwsze czytanie i coś mi się wydaje, że będę musiała wrócić do powieści, choć raczej mi się to nie zdarza. A przynajmniej do jej fragmentów, bo mnie zaintrygował wątek 1863, notatki, zwłaszcza na temat czasu będą również wskazane, choć jakoś nie umiem komfortowo robić ich na czytniku.
Ł - 2013-08-08, 12:48
:
Dodam że pytania mogą być podchwytliwe. :->
Ł - 2013-08-27, 17:08
:
Wreszci wymęczone: e http://katedra.nast.pl/ar...-Interpretacja/ Spisanie wymęczone bo egzegeza sama w sobie to cyzsta frajda.
Urshana - 2013-08-27, 18:29
:
I nie muszę czytać drugi raz :mrgreen: , a w swoim tekście na blogu mogę się spokojnie skupić na Jadwidze, bo ona mnie najbardziej zaintrygowała. Interpretację czyta się świetnie.
Cintryjka - 2013-08-28, 09:46
:
I prawie całkiem poprawna:)
Plejbek - 2013-08-28, 10:36
:
Cintryjka, a masz gdzieś linka do jakiejś odautorskiej intepretacji Czarnego (piszesz, że interpretacja Łaka jest prawie poprawna więc zakładam, że wiesz coś więcej)?
Ja przeczytałem właśnie Czarne po raz drugi i po przemyśleniu tego w całości przeczytałem Łakową interpretację właśnie. Nie ułożyłem sobie tego tak dokładnie i nie rozłożyłem na części jak Łaku ale mój ogólny odbiór książki i to jak sobie tłumaczyłem wydarzenia jest zasadniczo bardzo podobny.

Spojler



Mogę dodać tyle, że dla mnie główna bohaterka była czymś w rodzaju potężnego błędu systemu obcych, kreującego fałszywą Polskę. Być może było tak, że ilość iteracji całej historii opowiedzianej w książce była duża a nie tylko trzykrotna (jak to sobie policzyłem od 1863 roku). Jak na wstędze Mobiusa za każdym razem historia kończy się zabójstwem Jadwigi (prawdopodobnie przez Tadeusza Reca, który zabiera strzelbę synowi i zszokowany widokiem zbliżenia swojej córki i Jadwigi zabija tą drugą) aż w końcu dzieje się jakiś wyjątek (błąd systemu jest na tyle duży, że sytuacja wymyka się spod kontroli obcych) i o tej właśnie iteracji opowiada książka. Nie ma już zabójstwa, jest zespolenie postaci z dwóch iteracji i koniec cyklu. Co może oznaczać koniec cyklu? Anihilację kieszonkowego wszechświata, może restart systemu - można spekulować.

Koniec spojlera.


Tak to mi się ułożyło po drugim czytaniu - ale prawdopodobnie jest tu błąd jakiś w rozumowaniu, którego nie zauważam.

Tak czy inaczej, na fantaście daję 6 - genialna książka, do kilkukrotnego czytania. Dla tych, którzy lubią się zaangażować w lekturę.
Cintryjka - 2013-08-28, 12:18
:
Nie posiadam niestety takiego linka, ale co do najważniejszych spraw autor ma jak najbardziej rację. Problemem są szczegóły.

Np. pętla czasowa jest na obszarze Czarnego za sprawą działalności Stasia, a nie sama bohaterka jest katalizatorem pętli czasowej. Gdyby tak było, nie mogłaby spotkać swojego młodszego alterego. Bohaterka powraca do Czarnego w czasie pierwszej powtórki pętli, jako Jadwiga Rathe. A spisuje wspomnienia już w kolejnym cyklu czasowym (trzeci, a pętla druga), kiedy ma zarówno swoje pierwotne wspomnienia (z pierwszego dzieciństwa, kiedy w Czarnem była prawdziwa Jadwiga), i wspomnienia z pierwszej pętli (kiedy Jadwigą była ona sama, a obserwowało ją młodsze alterego, które następnie wchłonęła). Scenariusze w poszczególnych pętlach się różnią, bo działają "jako Jadwiga" różne osoby. Podobnie nie ma różnych rodzajów Obcych, po prostu bohaterka i inni spirytyści są Obcymi chorymi psychicznie. Rzekome różnice pomiędzy nimi a cała reszta są tylko ich urojeniem. Jedynymi ludźmi w tym świecie byli ci porwani z Polski jako wzory - m.in. jednym z potomków porwanych była pierwsza, prawdziwa Jadwiga Rathe. W chwili akcji żaden z nich już nie żyje. W świecie powieści żyją wyłącznie Obcy. Tożsamość zabójcy Jadwigi odgadłeś prawidłowo, co do tej pory nikomu się nie udało - autorka będzie zachwycona:) Jednak Jadwiga zginęła tylko raz, za drugim razem (gdy w rolę Jadwigi wcielała się już bohaterka), do śmierci nie doszło, wszak spotkała swoje alterego w altance. A cykl nigdy się nie skończy, bo gdy Staś z kolejnej pętli dorośnie, ponownie cofnie czas i znowu w Czarnem pojawi się 14-letnia "wersja" bohaterki.
Ł - 2013-08-29, 06:14
:
Dzięki za inne światło rzucone na problem. Szczegóły się różnią, bo ja poczyniłem założenie że niby-Polska w swej nieliniowości potrafi generować różne wersje Czernego, więc Staś i główna bohaterka mieli swoje fiksacje i skonstruowane przez nie swoje oddzielne Czerne, jako "fabryki afektów", różnych afektów. W podanej wykładni to jest jedno jedyne Czarne. Oba spojrzenia mi się podobają i w świetle danych z książki, zależnie od perspektywy, potrafią działać, ale moje chyba bardziej - po prostu estetycznie podoba mi się koncepcja głównej bohaterki jako żywej pętli czasowej. Nawet jeśli to nie do końca była intencja autorki. :-)
Anneke - 2013-09-01, 11:27
:
Ech, i wszystkie moje tajemnice odkryte. :)
Stary Ork - 2013-09-01, 11:51
:
A to nie jest tak, że pisarz dopiero od czytelników dowiaduje się co właściwie miał na myśli, psze pana? //mysli
Anneke - 2013-09-01, 18:40
:
Nie no, autor, pisząc, zazwyczaj coś tam ma na myśli (przynajmniej ja mam), a że czasem wychodzi coś zupełnie innego... Bywa. ;)
Tixon - 2017-03-14, 20:11
:
Młodzik napisał/a:
Po dwóch latach postanowiłem odświeżyć sobie "Czarne" i zrobić to porządnie, tak żeby wszystko do mnie dotarło. No kurczaczek, nie wyszło, ale i tak rozszyfrowałem większość zagadek. Po przeczytaniu zajrzałem jeszcze do bryku "Łaka", tak dla pewności. No, wszystko się zgadza.
Ponieważ, ochów i achów na temat "Czarnego" było już mnóstwo, w tym i w formie nagrody, więc będę się streszczał. Stanisław Lem spotyka Hertę Müller, o, tak widzę tę powieść, trafniej nie potrafię się wyrazić.

m_m - 2020-09-24, 15:35
:
Pani Anna znowu zapewne w nieoczywistym kryminale
https://woblink.com/ebook/wiosna-zaginionych-przedsprzedaz-anna-kantoch-194871u?utm_source=swiatczytnikow.pl&utm_medium=art&utm_campaign=promo

Jaram się.
Fidel-F2 - 2020-09-24, 15:42
:
a lato muminków
KS - 2020-09-29, 10:02
:
Właśnie skończyłem ostatni tom Przedksiężycowych. W swoim czasie rzecz ta narobiła zdaje się sporo szumu, który wtedy jakoś ominął mnie bokiem. Tym ochom i achom trudno się dziwić, biorąc pod uwagę poziom rodzimej twórczości. Wśród pozycji pisanych „dla jaj” i najzwyczajniej dla kasy, taka ambitniejsza w założeniu książka musiała skupić na sobie światła rampy.
Już sam pomysł na świat i jego niecodzienny mechanizm musiał intrygować czytelników, egzystujących przecież w społeczności po transformacji, gdzie problem „odrzuconych”, tych co się „nie załapali”, musi wywoływać ciekawe skojarzenia i reminiscencje. W pierwszym tomie autorka eksploruje, będący osią powieści pomysł, obraca go z wszystkich stron, sprawdzając możliwości fabularne, jakie da się z niego wycisnąć. Na zanętę dobre, nawet bardzo.
W tomie drugim Kańtoch bardziej skupia się na fabule i postaciach, co zrobiło na mnie dobre wrażenie. Warsztatowo ta część jest dojrzalsza, napisana z większą finezją. Niestety, ostatni tom zawiódł moje, rozbudzone poprzednimi, oczekiwania. Nie żeby Kańtoch straciła umiejętność pisania. Jednak nie mogłem oprzeć się natrętnej myśli, że autorka wymyka się bocznymi drzwiami z obszaru uczciwej socjologicznej SF, wykręcając się sianem w postaci weirdowego mambo dżambo i zostawiając mnie z fiutem w ręku. Ale może tylko mnie…
Chyba nie sięgnę po inne jej książki. Nie dlatego, bym miał do niej żal, ale blurby zniechęcają. Czary bary stories, kryminały, dziękuję uprzejmie. Poczekam, może jeszcze napisze coś dla mnie.