Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Magia Gwiezdnych Wojen?
Autor Wiadomość
BG 
Wyżełłak


Posty: 1761
Wysłany: 2017-12-03, 15:29   

Premiera SW VIII, "Ostatnich Jedi", już za pasem. Ciekaw jestem, czy będzie to dla widzów fajny i udany film i jak zostanie odebrany przez krytykę. Rian Johnson to reżyser praktycznie nieznany i nie wiadomo, czego się po nim spodziewać.
Osobiście cenię scenariusze pisane przez Lawrence'a Kasdana i gdy było już wiadomo, że Kasdan nie będzie pracował nad scenariuszem SW VIII, to poczułem lekki zawód. No ale zobaczymy, jak wyjdzie dzieło Johnsonowi.

Czy wiadomo coś o tym, ile czasu po akcji "Przebudzenia Mocy" ma dziać się akcja "Ostatnich Jedi"?

Jak obstawiacie: czy Rey okaże się córką Luke'a Skywalkera? Bo ja obstawiam, że tak.
_________________
Załaduj Wszechświat do działa. Wyceluj w mózg. Strzelaj.
 
 
Dabliu 


Posty: 834
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-12-15, 19:20   

Ja chodzę na kolejne odsłony Gwiezdnych Wojen już chyba tylko dla córki. I może jeszcze z czystej ciekawości opartej na sentymencie.

Przebudzenie Mocy było tragicznie złe, wręcz bulwersujące w swej bezwstydności, jeśli chodzi o żywe plagiatowanie oryginalnej trylogii. Beznadziejne, obrzydliwie źle wyreżyserowane prequele miały przynajmniej jakieś ambicje opowiedzenia czegoś nowego w świecie GW.

Natomiast Łotr 1 nie trzymał się kupy od strony storytellingowej.

Oba filmy miały swoje momenty, nie przeczę, ale to trochę za mało jak na cykl-legendę. Ech.
No ale i tak pójdę do kina.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 17981
Wysłany: 2017-12-15, 19:32   

Jak pisałem w innym temacie - w moim przypadku saga GW była kolejnym filmem. Żadnym objawieniem, niczego u mnie nie zdefiniowała, niczym nie naznaczyła. Już bardziej "przeżyłem" "Star Trek - Next Generation". Aczkolwiek nie mógłbym się określić jako trekkie. GW oglądam, bo dlaczego nie? Widziałem w podstawówce, potem w liceum, na studiach. Pierwsza saga, to oczywiste. Potem druga - która była wielkim "meh", aczkolwiek oglądając ją na blu-ray doceniłem wizualne piękno. Ale to "wina" jakości obrazu skrzyżowanej z dużym telewizorem - wygląda to lepiej niż w kinach. "Przebudzenie Mocy" - bardzo na "tak". Nie dziwi mnie sukces i nie zrzucam go tylko na barki "masowości". "Łotr 1" zdobył mnie tym, jak się kończy fabuła. Lubię coś takiego". "Ostatni Jedi" - widzę w tym logiczną kontynuację "Przebudzenia...", tak jak "Imperium Kontratakuje" w przypadku "Nowej Nadziei". Ja akurat zapisuję się do entuzjastów tego filmu. Choć mam zastrzeżenia.

SPOILER




Czekałem na śmierć Lei, a nie Luke'a.
Podobało mi się objawienie kim byli rodzice Ray, aczkolwiek czy można w to wierzyć? To dodatkowy atut - niby padła odpowiedź, ale nie można wierzyć w jej prawdziwość. :) W mojej ocenie, "Ostatni Jedi" jest znakomitym kontynuatorem klasycznej, pierwszej sagi.


I coś jeszcze - tak się składa, że fanem GW jest mój chrześniak. Dzieciak przeżywa te filmy tak, jak pewnie przeżywali je pierwsi odbiorcy. Chodzi oczywiście o tę nową trylogię. :) Czasami mu zazdroszczę tej radochy i cielęcego wyrazu twarzy kiedy oglądał "Przebudzenie Mocy", "Łotra 1", a teraz - zapewne - "Ostatniego Jedi". Ja się na to nie załapałem, ale widzę, że w nowym pokoleniu "magia" GW nadal działa. Na nas, staruchów, którzy za dużo widzieli i przeżyli - już za późno na "przeżyjmy to jeszcze raz". :)
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
marjarkasz

Posty: 127
Wysłany: 2017-12-15, 19:36   

Dabliu napisał/a:

Przebudzenie Mocy było tragicznie złe, wręcz bulwersujące w swej bezwstydności, jeśli chodzi o żywe plagiatowanie oryginalnej trylogii. Beznadziejne, obrzydliwie źle wyreżyserowane prequele miały przynajmniej jakieś ambicje opowiedzenia czegoś nowego w świecie GW.

Natomiast Łotr 1 nie trzymał się kupy od strony storytellingowej.


Miałem to samo odczucie.
+1
 
 
Dabliu 


Posty: 834
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-12-15, 19:45   

No ja jednak widziałem oryginalną trylogię 25 lat temu i widząc Przebudzenie Mocy przecierałem oczy ze zdumienia - jak można tak rżnąć oryginały :/
Gdyby nie to, pewnie by mi się podobało. Nie licząc jeszcze jednego mankamentu - galaktyka w PM wydawała mi się jakaś mikroskopijna. Miałem wrażenie, że we wszechświecie istnieją ze trzy lokacje a poza nimi nie ma nic. W Nowej Nadziei natomiast miałem poczucie, że gdzieś tam uniwersum jest naprawdę wielkie i ludne.
Aha, no i ta nieszczęsna merysujka :/
I kompletnie bezsensowna postać tego pseudo-szturmowca (WTF?).
I najfajniejsza obietnica trailera (scena w nocy, w deszczu - mroczni rycerze pod wodzą chyba Kylo Rena - zdawało się, że stoi za tym jakaś mroczna i ekscytująca opowieść typu backstory) - to naprawdę tylko jedna scena. Dokłądnie tak długa jak w trailerze.
I jeszcze ten dziwnie wprowadzony wątek Hana Solo... Nie cierpię tzw. fan service.

Co do Łotra - tak, zakońćzenie to - zwłąszcza z perspektywy czasu - najlepsza rzecz w tym filmie.
 
 
marjarkasz

Posty: 127
Wysłany: 2017-12-15, 20:07   

Dabliu napisał/a:
widziałem oryginalną trylogię 25 lat temu


A ja 30.

Oglądam SW TYLKO z sentymentu, bo to jedyna opcja.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 17981
Wysłany: 2017-12-15, 21:20   

Może już za starzy jesteście? :-P

"Ostatni Jedi" to kolejny krok ku nowej trylogii. Brzmi to nieco banalnie. Ale wszystkie elementy "starej" trylogii już się zgrały. Pobrzmiewają w nowej, w schemacie fabularnej "Przebudzenia Mocy", ale w "Ostatnim Jedi" widać (ze znakiem zapytania, bo pewnym być na razie nie można), że GW zmierza w nowym kierunku. Jedi to bajka dla dzieci, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością uniwersum i nie mogąca już na nie wywrzeć większego wpływu. Odejście Luke'a o tym świadczy. Że coś się skończyło. W kolejnej części odejdzie Lea. Zostanie Rey i Kylo władający mocą. Ale już bez mitologii, bez (pseudo)religijności "zakonu" Jedi. "Starzy" fani albo się zaadoptują albo "zginą". :) Tak samo jak bohaterowie. Może przesadzam, ale chyba "Ostatni Jedi" kładzie podwaliny pod nową trylogię. Ostatecznie przekonamy się za dwa lata.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7675
Wysłany: 2017-12-15, 21:57   

zaadaptują

Wybacz, że nie kręcą nas bajki dla dzieci. Marne bajki.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 17981
Wysłany: 2017-12-16, 08:47   

Bo jakby GW były kiedykolwiek czymś więcej niż bajką. :) Już odnowiona "Battlestar Galactica" ma więcej realizmu, niż GW (trylogie).

Captain Obvious has spoken. :)
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Dabliu 


Posty: 834
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-12-16, 16:28   

Fidel-F2 napisał/a:
Wybacz, że nie kręcą nas bajki dla dzieci.


A mnie nawet jeszcze umiarkowanie kręcą (nie te marne, rzecz jasna). Tyle że albo muszą mieć w sobie coś co pozwoli mi się do nich odnieść na jakimś głębszym poziomie niż "och jakie efektowne wodotryski", albo muszą być po prostu dobrze napisane.

Na ten moment mogę powiedzieć, że mój ranking gwiezdnowojennej sagi wygląda następująco:
1. Imperium kontratakuje
2. Nowa nadzieja
3. Powrót Jedi
4. Rebelianci

...tutaj dłuuugo długo NIC, po czym:

5. Łotr 1
6. Zemsta Sithów
7. Przebudzenie mocy
8. Atak klonów
9. Mroczne widmo

Wojny klonów nie widziałem, więc nie liczę.
 
 
dworkin 


Posty: 3310
Wysłany: 2017-12-16, 16:45   

Ja wolę Przebudzenie od Łotra. GW opowiadają o herosach, nadzwyczajnych indywidualnościach, na których opiera się nie tylko akcja, lecz w ogóle cały świat. Łotr opisuje coś odwrotnego, casualowy teamwork, który ma swoją treść, ale nie jest to treść GW, nie o to w nich chodzi. Sceną, jaka tę treść oddaje i zarazem najlepszym (epickim) momentem filmu jest końcowe wejście Lorda Vadera.

A co do Wojen Klonów, to (imo) są lepsze od Rebeliantów.
 
 
Dabliu 


Posty: 834
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-12-16, 17:09   

dworkin napisał/a:
Ja wolę Przebudzenie od Łotra.


To nie tak, że ja uważam Łotra za film lepszy od Przebudzenia. Raczej Przebudzenie oceniam niżej niż Łotra (za bardzo bolała mnie odtwórczość Przebudzenia).

dworkin napisał/a:
najlepszym (epickim) momentem filmu jest końcowe wejście Lorda Vadera.


To prawda. Najlepszy moment filmu.
 
 
dworkin 


Posty: 3310
Wysłany: 2017-12-16, 18:08   

Kiedy w ciemności kina zabrzmiał jego oddech i zaraz potem pojawił się miecz świetlny, cała sala zrobiła "Uooo!". W znaczeniu "Uo, kurwa, przejebane...".
 
 
Dabliu 


Posty: 834
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-12-17, 00:41   

https://www.youtube.com/watch?v=34XfTL2TL7U
 
 
Asuryan 
Król Bogów


Posty: 3209
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-12-17, 01:18   

https://www.youtube.com/watch?v=nohQReM7BpI
_________________
"Sometimes known as the Phoenix King, Asuryan was the king and the most powerful deity of the pantheon of Eldar gods. He was believed to be the psychic might of the whole universe."
 
 
Vector4 


Posty: 24
Wysłany: 2018-02-09, 19:58   

Chociaż nie jestem mega wielbicielem Gwiezdnych Wojen, znającym każdy szczegół z ich świata, to jednak budzą we mnie pewne zainteresowanie. Przede wszystkim jest to (przynajmniej w moim mniemaniu) ciekawe połączenie science fiction i fantasy. Co prawda "mocy" nie nazywają tam magią, ale mimo wszystko istnieją pewne podobieństwa. Nie wspominając już o rycerzach jedi wraz z ich świetlnymi mieczami - koncept pasujący bardziej do fantasy niż SF, niemniej bez niego Gwiezdne Wojny nie byłyby tym samym.
 
 
Adeptus Gedeon

Posty: 311
Wysłany: 2018-03-31, 15:13   

Odnośnie "Przebudzenia Mocy".


Pewną tradycją w "Gwiezdnych Wojnach" jest to, że epizody poszczególnych trylogii mocno nawiązują do siebie nawzajem. W I epizodzie danej trylogii powinna być sierota z pustynnej planety, ucieczka przed złolami w celu przekazania ważnych informacji, niszczenie olbrzymiej superbroni, a także śmierć podstarzałego mentora. W II epizodzie trylogii ktoś powinien stracić rękę, ktoś z Ciemnej Strony powinien zachęcać kogoś z Jasnej, żeby do niego dołączył i wspólnie naprawił galaktykę. W III epizodzie powinna być wielka bitwa kosmiczna, a ktoś z rodziny Skywalkerów powinien zmienić stronę Mocy. To oczywiście nie wszystkie analogie, tylko przykłady. Prawdopodobnie ma to pokazywać cykliczność losów kolejnych pokoleń, to, że "wszystkie opowieści sprowadzają się do tego samego", zgodnie z Lucasowską fascynacją "Bohaterem o tysiącu twarzy" Campbella (tak, wiem, że Lucas już nie kręci GW, ale jakby nie patrzeć, to jego dziedzictwo). Daje to także okazję do zabawy w szukanie owych nawiązań przez fanów. Dlatego pewna wtórność "Przebudzenia Mocy" (niektórzy wręcz nazywali je "remakiem Nowej Nadziei") nie była zwykłym pójściem na łatwiznę, ale kontynuacją pewnego zamysłu artystycznego (który rzecz jasna, może się podobać, albo nie - ale to już inna rzecz). Tym niemniej... przyznaję, że "Przebudzenie Mocy" było trochę ZBYT wtórne. Dobrze się bawiłem na tym filmie, poza tym rozumiem, że na reaktywację filmowych Star Warsów wybrano mocno zachowawczy, "bezpieczny" scenariusz bez nadmiernych eksperymentów. Ale gdyby "Ostatni Jedi" okazał się tak mocno kalką "Imperium Kontratakuje", to jednak świadczyłoby o tym, że Disney wyrzucając do kosza dotychczasowe EU nie ma pomysłu na opowiedzenie własnych historii i potrafi jedynie odcinać kupony w nadziei, że ciemny lud i tak kupi bilety, DVD i gadżety.
Na szczęście, w tej kwestii twórcy "Ostatniego Jedi" sprawili się bardzo dobrze. Film jest pełne nawiązań do "Imperium Kontraktuje" (w mniejszym stopniu do "Ataku Klonów" - ale trzecia ucięta ręka w serii jest), ale go nie kopiuje. Pojawiają się stare motywy, ale z reguły są one ukazane w inny sposób, z jakimś "przekrętem" albo w całkiem innym kontekście i wychodzi to całkiem fajnie, bo w kilku miejscach dałem się oszukać, myśląc "AHA, widać do czego zmierzamy, ten wątek będzie kopią tej sceny z V epizodu", a tu nagle okazywało się, ze wcale nie. Poza tym, fabuła jako taka jest nowa - to, ze zawiera nawiązania, nie oznacza, że staje się "tylko" przeróbką. Z jednej strony - tradycji stało się zadość, z drugiej - dostajemy nową, oryginalną historię. Szczegóły, w spoilerowej analizie poniżej.
Historia jest w ogólnym zarysie poprowadzona bardzo dobrze. Nowe postacie zostają pogłębione, jest kilka dobrych plot twistów (i znowuż - w kilku miejscach twórcom udaje sie oszukać widza - przynajmniej mnie - i pewne wątki okazują się zmierzać do zupełnie innego rozwiązania, niż z początku się zdaje).
Dlaczego "w ogólnym zarysie"? Bo niestety, w szczegółach jest trochę gorzej. Film bywa nierówny - niektóre rozwiązania są bardzo błyskotliwe, niektóre mocno głupawe, czy po prostu absurdalne. Jeśli chodzi o widowiskowość, szału nie ma. Żadna walka/bitwa mnie nie zachwyciła - jest (jak na GW) przyzwoicie (pomijając wzmiankowaną absurdalność niektórych rozwiązań, która mogła mi przeszkodzić w cieszeniu się niektórymi starciami - ale wiem, że nie każdego to ruszy).
Film zdecydowanie należy do tych mroczniejszych gwiezdnowojennych pozycji. Trup ściele się gęsto po obu stronach. Jest trochę humoru, ale wydaje mi się, że wbrew temu, co niektórzy twierdzą - nie ma z nim przesady (może na ich odbiór wpłynął fakt, że jedna z pierwszych scen jest własnie humorystyczna).
W sumie - moim zdaniem, plus przeważają nad minusami.


A teraz - SPOILERY i analiza.


Odnośnie nawiązań i kreatywności w ich stosowaniu:
- Utrata ręki, która MUSIAŁA się pojawić w środkowym epizodzie trylogii. Przez jakiś czas zdawało mi się, że to olano - a jednak nie! Kiedy trup Snoke'a spada z tronu, wyraźnie widać, że stracił kończynę.
- Myśliwiec Luke'a - kiedy zobaczyłem X-winga na planecie sanktuarium, pomyślałem "OK, czyli będzie scena z wyciąganiem myśliwca, jak w V EP". A jednak nie. Luke zatopił swój myśliwiec dlatego, że nie chciał nigdy opuścić planety i koniec, on tam ma zostać, ani mu się śni, żeby kazać Rey go wyciągać.
- Generalnie cały wątek szkolenia ostatniej nadziei Jedi przez starego mistrza, który udał się na wygnanie - z trailerów było widać, że będzie ważny i zdawać by się mogło, że będzie kalką z relacji Yoda-Luke... i przez chwilę tak wygląda. Podobnie jak Yoda wobec Skywalkera, tutaj Luke zachowuje się z początku, jakby chciał odstraszyć Rey... tylko, że Yoda grał i testował potencjalnego ucznia, a Luke nie udaje - on po prostu nie chce uczyć Rey, nie i już, poszła won. A gdy wreszcie się zgadza, oświadcza, ze zrobi to tylko po to, żeby uświadomić jej, czemu Jedi ssą i w sumie nie przekazuje jej niczego przydatnego.
- Kiedy Finn i Rose odlatują z krążownika, pani przy "radarze" oznajmia wiceadmirałce, że ich statek to tylko odpadki. Podobna scena była w V EP, tylko, że tam mówił to imperialny oficer do swojego zwierzchnika o Sokole Millenium (no i mylił się, a tutaj wygląda na to, ze "radarówka" celowo okłamuje Holdo).

Jeśli chodzi o motywy fabularne, które zostały dobrze rozegrane:
- Konflikt Luke-Kylo - bardzo spoko, udało się pokazać tragizm konfliktu, do którego doszło tak naprawdę bez niczyjej winy. Wersje obu stron, choć pokazane z różnych punktów widzenia, nie przeczą sobie.
- Rodzice Rey - jedną z głównych dyskusji w fandomie było "Czyją córką (ewentualnie inną krewniaczką) okaże się Rey". Większość ludzi obstawiała Luke'a, pojawiały się też teorie związane z Obi-Wanem. I film (podobnie jak poprzednia część) do pewnego momentu grał tym motywem, sugerował, że doznamy jakiegoś objawienie typu "I am your father", które rzuci kompletnie nowe światło na relacje między postaciami i przekręci wszystko o 180 stopni... A tu guzik, rodzice Rey byli patolami, którzy sprzedali ją, żeby mieć na wódkę, czy tam przyprawę, umarli, albo cholera wie, co się z nimi stało, w każdym razie byli nikim i nie odegrają żadnej roli. Ktoś może się poczuć rozczarowany - ale moim zdaniem, ostatecznie, dobrze to zagrało.
- Bunt Kylo przeciwko Snoke'owi - dopóki Ben i Rey bili się z czerwonymi patafianami, jak biłem się z myślami. "Czy on na serio się nawrócił? To o czym będzie trzecia część? Pojawi się jakieś nowe zagrożenie, przeciwko któremu się zjednoczą? Może Snoke jednak nie zginął? A może po prostu Kylo chce go zastąpić na tronie?" Jak widać, wybrano ostatnie rozwiązanie - i jak widać, można się było go domyślić, skoro przeszło mi to przez myśl, ale jednak nie było to takie oczywiste. A już sam fakt buntu na tym etapie był zaskoczeniem.
- Wątek "zapasowego hakera" - w pewnej chwili zdawało się, że twórcy zagrają kliszą "łajdak okazuje się mieć złote serce" - w chwili, gdy zwraca Rose wisiorek - a potem się okazało, ze jednak nie. Znowu ładny plot twist. Znaczy - sama zdrada jest kliszowa, ale ponieważ wcześniej zasugerowano, że ten wątek pójdzie w stronę zupełnie innej kliszy, w sumie wyszło fajnie. Aha, bardzo dobrze, że pierwszoporządkowi go wynagrodzili i pozwolili odleciecieć. Motyw "źli mordują pomocnika, któremu obiecali nagrodę, natychmiast jak tylko na chwilę okaze się im nie być potrzebny" jest tyleż popularny, co durny.
- Yoda potwierdza, że jest małym, złośliwym skurczysynem. Z początku spalenie świętego drzewa wygląda na ilustrację wykładu pt. "Rzeczy, którym musimy pozwolić odejść z naszego życia, część setna. Nie przywiązuj się do niczego, nawet do dżedajskich świętości". Ale biorąc pod uwagę, że jak się okazuje, Rey wcześniej zajumała z drzewa księgi, o czym Yoda zapewne wiedział, to zwyczajnie zrobił Luke'a w jajo. I już wiadomo, czego tak rechotała zielona menda, niemal nakrywając się nogami.
- To, że Kylo każe przez kilka minut napierniczać ze wszystkiego, co fabryka dała, w Luke'a. Wreszcie ktoś ze złych się nauczył, że nie należy lekceważyć niepozornego zagrożenia i jeśli masz środki, to Z NICH KORZYSTAJ. Oczywiście, akurat w tym przypadku nic to nie dało, ale liczą się złe intencje. Plus - to się ładnie komponuje z dotychczasowym zachowaniem Kylo. Wcześniej, jak się wkurzył, rozwalał meble, dzięki "awansowi" może przejść na wyższy poziom środków wyrazu.

Co moim zdaniem zagrało nie za bardzo?
- Od początku było wiadome, że plan z wyłączeniem śledzenie się nie uda. Dlaczego? Bo był robiony wbrew Holdo. A było oczywiste, że pani wiceadmirał MUSI mieć rację i okazać się kompetentna, a w sporze z nią Poe MUSI przegrać, bo gdyby nie, to zaszkodziłoby to feminizacji Star Warsów, która jest w tym epizodzie jeszcze bardziej widoczna, niż poprzednim. Co samo w sobie nie przeszkadza mi, jeśli nie dostajemy w pakiecie wyzudanego seksu, aborcji itp. Tym niemniej, sama świadomość, że twórcy idą w tę stronę, pośrednio zasugerowała mi kierunek rozwoju fabuły.
- Kwestia tego, jak potraktowano Poe. Najpierw nie wykonał rozkazu, został za to zdegradowany, spoko. Potem wszczął bunt. WSZCZĄŁ BUNT. W trakcie akcji bojowej. Bezpośrednio po tym, jak został zdegradowany za niewykonanie rozkazu. To, że na sam koniec mu się upiekło, w sumie miałoby sens - z oporników została garstka uciekinierów i w tej sytuacji ciężko, żeby Leia urządzała sąd polowy jednemu (jedynemu?) ocalałemu oficerowi z doświadczeniem bojowym. Ale to, że Leia i Holdo gadając nad nieprzyjemnym Po uśmiechają się z rozczuleniem i dochodzą do wniosku, że "postrzelony, ale i tak go lubimy" (czy wręcz "ale za to właśnie go lubimy") jest lekko absurdalne. Mam wrażenie, że to wynika trochę z rozdarcia - z jednej strony, musiało dojść do konfliktu w wyniku którego Poe dostanie od nich po łapach, bo feminizacja. Z drugiej, trzeba było pokazać, że panie dowódczynie są spoko ziomkiniami, a nie jakimiś sztywniaczkami, lubią buntowników, bo przecież bunt jest fajny, luzacki i w ogóle.
- Kwestia Snoke'a. Ok, rozumiem, że to nie był film o nim i że nie każda postać może być rozwinięta... Ale tak trochę wychodzi, że on był postacią znikąd - i co gorsza, "donikąd". Nie wiadomo, skąd się wziął potężny stary darksider, który ewidentnie nie jest Sithem, dlaczego nim nie jest, w jaki sposób się od nich odróżnia, jakie są jego cele, dlaczego przejął władze nad resztkami Imperium itd. Skoro nie potrafili dać mu ciekawej historii, to mogli zrobić z niego Plaguisa, jak tego oczekiwało wielu fanów. Albo po prostu jednego z imperialnych mrocznych Jedi w rodzaju inkwizytorów, którzy przecież przeszli ze starego kanonu do nowego (są w "Rebeliantach"). Aha - dlaczego każe Kylo zabić Rey, zanim wyciąga z niej informację o miejscu przebywania Luke'a?

Rzeczy, co do których mam wątpliwości, czy dobrze zagrały:
- Pierwsza bitwa. Mam mieszane uczucia wobec niej. Z jednej strony - Poe samodzielnie rozwalający wszystkie wieżyczki wygląda na typowo absurdalną akcję typu "Jestem bohaterem, więc wszystko mi wychodzi, nawet jak to nie ma sensu!". Z drugiej - jeśli zastosować analogię bo bitew morskich (a głównie na tym bazują bitwy kosmiczne w space-operach, w tym w GW), to faktycznie, masywne, ciężkie okręty są wrażliwe na atak "samolotów" - i dlatego współcześnie zrezygnowano z takich np. pancerników, a największą siłę uderzeniową posiadają lotniskowce (i łodzie podwodne). No i jest niby powiedziane, że pierwszoporządkowcy za późno poderwali swoje myśliwce. Więc, mam takie mieszane uczucia, ale nie powiem wprost, że to na pewno bzdura. Ale nawet jeśli - trochę szkoda, że po raz kolejny dobrzy wygrywają nie tyle dzięki swojej błyskotliwości, co dzięki niekompetencji złych.
- Phasma - postać kreowana na badassa, która za każdym razem dostaje wciry. Przynajmniej tym razem mogła choć chwilę powalczyć. W sumie nie wiadomo, czy na pewno zginęła - spadnięcie z wysoka, to jest takie typowe "Nie żyje! A może jednak? Ciała nie widzieliśmy". Skoro przetrwała zamkniecie z gniatarce śmieci na planecie, która chwile potem eksplodowała, to i to może przeżyć. W sumie, gdyby wróciła w następnej części, to byłby jakiś sposób na tę postać: "Możesz mnie pokonać, ale nie możesz mnie zniszczyć".
- Hux. W poprzedniej części chyba nie był pokazany jako niekompetentny i słaby. Raczej jako "młody i ambitny". Fandom do tej pory postrzegał go raczej jako osobę nieco dystyngowaną, sztywną, starającą się zachowywać profesjonalizm i zirytowaną "żywiołowością" Kylo. Dlatego nie wiem, czy poprowadzono tę postać w dobrym kierunku - ale sceny interakcji Huxa i Rena w same sobie były całkiem fajne.
- To, co zrobiła Rose, taranując Finna, było bardzo głupie, podobnie jak wygłoszone przez nią uzasadnienie, było na poziomie drętwych gadek z "Ataku klonów" (czyli analogia!). Gdyby pozwoliła mu na atak kamikadze, zginąłby, ale pomógł uratować innych. Doprowadzając do kraksy tuż za liniami wroga, ryzykowała, że zginą oboje, całkiem nadaremno. No ale skoro się w nim zakochała, to jest sens w jej bezsensownym zachowaniu.
-Podejście Luke'a jest bzdurne. Ok, nie będzie więcej Jedi - ale będą się rodzić osoby wrażliwe na Moc. Odmawiając szkolenia ich, Luke jedynie zwiększa ryzyko, że przejdą na Ciemną Stronę - zwłaszcza, że przecież wie, że galaktyce działają aktywni darksiderzy, którzy raczej nie mają jego skrupułów. Z drugiej strony - Luke może się zachowywać bez sensu, własnie dlatego, że jest w depresji.

Rzeczy, które uważałem za absurd, ale po namyśle są ok:
- To, że Finn i Rose mogą sobie skoczyć na planetę hazardu. Mogli zatankować ten mały statek do pełna paliwem podebranym z krążownika - zapewne różnica w tonażu była na tyle mała, że krążownik w ogóle tego nie odczuł. W przeciwieństwie do krążownika, mogli się poruszać z nadświetlną - bo flota wroga śledziła krążownik - no i jw. ich statek zużywał mniej paliwa.
- To, że Snoke mówi Rey, że po wyciągnięciu z niej informacji, zabije ją w okrutny sposób. No hej, takich rzeczy się nie mówi przesłuchiwanemu, bo po co? Żeby wiedział, że idąc na współprace nic nie osiągnie? Jak nie "daruję ci życie" to chociaż "zabiję cię szybko i bezboleśnie". Ale po namyśle... Snoke nie chce Rey przesłuchiwać. Chce z niej telepatycznie wyciągnąć informację. Legilemens! (pozdro dla kumatych). Możliwe, że dodatkowe przerażenie dziewczyny miało mu w tym pomóc, osłabiając jej wolę. Zapewne w tym samym celu pokazał jej na ekranie rzeź uciekinierów (natomiast to, że w pewnej chwili każe ją zabić, zanim wyciąga te informacje, już sensu nie ma, o czym wspomniałem powyżej). Aha, w kontekście tej sceny, niektórzy widzowie zarzucali, że to, że uniesiony Mocą miecz wali Rey w głowę, to slapstickowy humor, który nie pasuje do powagi sceny, jarjarowanie itd. Owszem, to ma być w pewnym sensie śmieszne - Snoke chce ośmieszyć Rey. Upokorzyć ją.

No i rzecz, którą uważam za zdecydowany, oczywisty absurd: dlaczego właściwie ktoś musi pilotować opuszczane statki aż do ich zniszczenia, ginąc wraz z nimi? Ok, statek musi lecieć, żeby wróg od razu nie zorientował się, że został porzucony... ale dlaczego ktoś musi go pilotować? Serio, cywilizacja, która masowo produkuje roboty obdarzone sztuczną inteligencją (również bojowe), nie jest w stanie stworzyć autopilota, który mógłby chociaż utrzymywać ostatni kurs? Zresztą - nawet bez autopilota, wystarczy przed opuszczeniem odpowiednio ustawić statek i zostawić go z włączonym silnikiem, żeby leciał przed siebie. Nonsens pogłębia fakt, że kiedy Holdo zostaje na krążowniku, wyraźnie jest pokazane, że NIE MUSI go pilotować - stoi sobie na mostku i patrzy przez okno, czekając na śmierć, zaczyna robić coś innego dopiero, kiedy podejmuje decyzję o taranowaniu. Ale przecież tego początkowo nie było w planie. Otóż ona zostaje na tym statku wyłącznie z potrzeby narracyjnej - żeby można było pokazać, jak postać się poświęca.
A właśnie. Właściwie dlaczego gwiezdnowojenne floty nie używają częściej taranowania? To pytanie zadałem już przy analizie "Łotra Jeden", w którym korweta spycha dużo większy statek z kursu, łamiąc szyk Imperium i doprowadzając do kolizji. Tutaj, mamy pokazane jeszcze efektywniejsze taranowanie z użyciem hipernapędu - to jest właściwie broń doskonała, przecież tego się nie da uniknąć, żadne tarcze tego nie powstrzymają. Czemu nie robić tego częściej? Że poświęcanie statków i załóg się nie opłaca, a w drugim wypadku jest jeszcze niemoralne? Jak napisałem wcześniej - nie da się wskazać logicznego powodu, dla którego ktoś koniecznie musiałby pilotować statek-samobójcę. A skoro tak - to taki statek może składać się wyłącznie z kadłuba, silnika i komputera sterującego, nie potrzeba kajut, układów podtrzymywania życia, zgniatarek do śmieci. Taki "taran" byłby dużo tańszy, niż załogowy odpowiednik takiego samego tonażu - a mógłby posłużyć do zniszczenia dużo większego okrętu (razem z jego załogą), więc to nie jest marnotrawstwo, taki "gambit" to jest super efektywna taktyka, również z ekonomicznego punktu widzenia. Moralnie też wszystko gra - dzięki temu zginie mniej ludzi po naszej stronie (a że zginą tamci - to przecież i tak do tego dążymy, nie oszukujmy się). Nie mówię, że floty powinny składać się wyłącznie z "taranów" - rozumiem, że statki załogowe są potrzebne do bardziej finezyjnych taktyk, czy chociażby do akcji przeciwko siłom na planetach (no i do przewożenia desantu) - ale mimo wszystko, ktoś powinien wpaść na to, żeby stosować je w sytuacjach innych, niż krańcowa desperacja.
Notabene, to właściwie trzeci przypadek taranowania w GW. W "Powrocie Jedi" pilot X-Winga (lub podobnego statku) pokonuje niszczyciel/krążownik Imperium, wbijając się w jego mostek (nie jestem pewien, czy to atak kamikadze, czy po prostu postrzelony myśliwiec utracił sterowność). Z jednej strony - Rebelia/Ruch Oporu ma ograniczone zasoby, nie może beztrosko ich poświęcać.... Ale przecież to jest własne oszczędzanie! Zamiast posyłać myśliwce i bombowce i ich pilotów do ataku, w którym straci się wielu pilotów i maszyn, naprowadzić ze trzy takie okrojone X-wingi na autopilocie i dawaj w nadświetlną (X-wingi mają taki napęd). W starym kanonie było coś takiego jak statki interdykcyjne, które posiadały urządzenia pozwalające wyrwać wrogi okręt z nadprzestrzeni (i nie pozwolić mu na ponowne uruchomienie napędu) generując sztuczną studnię grawitacyjną - ale w starym kanonie było właśnie przyjęte, że silna grawitacja wyrywa statek z nadprzestrzeni - skoro w nowym kanonie da się wlecieć nawet w atmosferę planety, to ten sposób nie dałby rady.

Aha, pozostając przy kwestiach taktycznych - ktoś zwrócił uwagę, że cały ten pościg nie ma sensu, bo przecież Porządek powinien zwyczajnie wezwać posiłki, każąc im wyskoczyć z nadprzestrzeni PRZED uciekającymi opornikami, żeby wziąć ich w kleszcze. Do głowy przychodzi mi takie wyjaśnienie, że Hux koniecznie chciał doprowadzić do tego, żeby przed walką wróg wyczerpał całe paliwo, uniemożliwiając mu manewrowanie, żeby potem wygrać bitwę bez żadnego ryzyka i strat.

Jeszcze co do kwestii religijnych. Nie podoba mi się, że w tej części "kazanie" Luke'a o Mocy było takie mocno materialistyczne, sprowadzało Moc wyłącznie do sił przyrody i równowagi, wyłączając aspekt moralny i duchowy. Do tej pory Moc była przedstawiana w sposób ambiwalentny, jako ogólna metafora "jakiegoś" Absolutu/Siły Wyższej. Niektóre utwory starego EU dążyły bardziej w stronę panteistyczną, inne w teistyczną - mam wrażenie, że zależało to od osobistych poglądów ich autorów. Nawet w ramach filmów, wypowiedź Yody o Mocy z "Imperium Kontratakuje", będąca odpowiednikiem nauk Luke'a z tej części, była zdecydowanie bardziej uduchowiona i wskazywała, że istnieje jakaś rzeczywistość duchowa PONAD materią, a Moc nie jest jedynie sumą oddziaływań pomiędzy wszystkim, co żyje, ale tym, co stwarza życie: "For my ally is the Force. And a powerful ally it is. Life creates it, makes it grow. Its energy surrounds us and binds us. Luminous beings are we, not this crude matter".
George Lucas jest zafascynowany religiami Wschodu i nie można go określić jako ortodoksyjnego chrześcijanina, tym niemniej wierzy w Boga-Stwórcę: https://hollowverse.com/george-lucas/ i sam wskazuje, że Moc miała być taką ogólną metaforą "Boga w ogóle", choć nie konkretnej religii: https://www.youtube.com/watch?v=UHGXWGbtNsU
_________________
O mój Jezu, przebacz nam nasze winy, zachowaj nas od ognia piekielnego, doprowadź wszystkie dusze do Nieba i pomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.



W sumie głównie po to się zarejestrowałem: http://www.zaginiona-bibl...p=233382#233382

Mój blog: adgedeon.blogspot.com
  
 
 
tr 


Posty: 587
Skąd: Kobyłka/ENE od W-wy
Wysłany: 2018-03-31, 18:11   

Adeptus Gedeon napisał/a:
Odnośnie "Przebudzenia Mocy".
I co? Okazało się, że te Caracale to szajs, który nie odrywa się od ziemi, teraz Francuzi mają z nimi kłopot, gdybyśmy je kupili, to my byśmy mieli (za to nie mielibyśmy grubego hajsu wyrzuconego w błoto) ale czy ktoś przyzna, że dobrze się stało, ze Macierewicz zerwał rozmowy?


Bardzo "osobliwy" wątek, nie wiem co ma wspólnego ze światem Gwiezdnych Wojen, ale i tak ci odpowiem. Nie - nie masz racji.

Macierewicz wywalił kupę forsy na Wojska Obrony Terytorialnej - które nie wiadomo czym mają być i jaką rolę pełnić, kupił zbędne na razie karabinki MSBS Grot, wywalił grube miliony złotówek na remont przestarzałych stalowych hełmów, kupił węgiel ze śląskich hałd itp. A śmigłowce jak były potrzebne tak nadal są, z tym że anulowanie zakończonego przetargu spowodowało, że o kilka lat przesunie się granica wprowadzenia nowego sprzętu w miejsce starych ponad trzydzeistoletnich rzęchów, które zaraz zaczną spadać z powodu zmęczenia materiału. W razie dużej katastrofy morskiej u naszych brzegów należy się liczyć, że może być dużo ofiar śmiertelnych, zwłaszcza gdy będzie zła pogoda.

Francuzi Caracale wykorzystywali w Afryce, na terenie pustynnym. Wszechobecny piach mocno szkodzi śmigłowcom i powoduje konieczność większej ilości napraw, przeglądów itp. Co kosztuje. Każda armia ma swój budżet i musi od czasu do czasu ciąć wydatki gdzie się da. W warunkach pokoju oznacza to, że zawsze część sprzętu wojskowego jest niesprawna, a zwłaszcza w lotnictwie gdzie wypuszczenie w powietrze statku powietrznego nie będącego w 100% sprawnym oznacza ryzykowanie życiem i zdrowiem załogi, pasażerów oraz ryzyko utraty sprzętu. Większość sił zbrojnych na świecie ma 40-60% sprawność lotnictwa w warunkach pokoju - pozostałe maszyny są w naprawie, albo uszkodzone czekają na lepsze czasy finansowe, albo wręcz są kanibalizowane do napraw pozostałego sprzętu. Po prostu produkuje się więcej sprzętu na zapas, na wypadek wojny, bo gdy dojdzie do konfliktu to nie będzie czasu na produkcję uzbrojenia, ale z dużym prawdopodobieństwem uda się zreperować to co już jest, ewentualnie będzie się ryzykować na nie w pełni sprawnym sprzęcie. Zresztą przykłady cięcia wydatków na sprzęt mamy np. w Niemczech, gdzie niedawno było głośno o tym że niemieckie siły powietrzne mają tylko 6 sprawnych myśliwców.
 
 
Adeptus Gedeon

Posty: 311
Wysłany: 2018-03-31, 21:07   

No, zaskoczyłeś mnie pozytywnie. Nie spodziewałem się, że ktokolwiek to przeczyta. I w dodatku odniosłeś się bardzo merytorycznie. Szanuję i dziękuję. Co zaś do sedna Twojej wypowiedzi. Odnośnie helikopterów - nie mam na tyle wiedzy, żeby dyskutować w tej kwestii, "na zdrowy rozum" wydawało mi się, że jest, jak napisałem, ale Twoja wypowiedź faktycznie wzbudza moje wątpliwości, dlatego usunąłem stosowny fragment z moje powyższego postu, wycofując się z tego twierdzenia.
Co do Obrony Terytorialnej, to akurat ją uważam, za dobry bardzo dobry pomysł (możliwe, że nie jest zrealizowany do końca prawidłowo - znowuż, nie mam na tyle wiedzy, by być pewnym w tej kwestii). I chyba mają określoną rolę - wsparcie "głównych" sił zbrojnych. W czasie pokoju nie potrzeba aż tak dużej armii - zresztą, zapewne nie bylibyśmy w stanie jej utrzymać, ponadto jest wielu ludzi, którzy chętnie poddadzą się przeszkoleniu wojskowemu, ale nie poświęcą całego życia na bycie żołnierzem. Ale w czasie konfliktu zbrojnego na naszym terytorium, dobrze mieć pod ręką takich przeszkolonych i będących w stanie "półgotowości" wociarzy, niż rekrytować od zera zupełnych cywili. Zwłaszcza, że nie oszukujmy się - w konflikcie np. z Rosją nasza armia zostanie rozbita w kilka dni i będzie co najwyżej mogła stać się bazą do tworzenia partyzantki. No chyba, że nie będzie to "pełnowymiarowy" konflikt, a jak na Ukrainie - "wojna hybrydowa", gdzie zielone ludziki będą przenikać przez granice i wszczynać zamęt. I w jednym i w drugim przypadku taka paramilitarna organizacja (czy raczej, będąca o krok dalej), może okazać się cenną bazą, czy to jako punkt wyjścia do stworzenia szerokiego ruchu oporu, czy jako właśnie obrona terytorialna, pilnująca poszczególnych regionów przed przenikaniem zielonych ludzików i wszczynaniem przez nich jakichś "powstań".
Plus różnego rodzaju działania pomocnicze, typu zwalczanie skutków klęsk żywiołowych.
Zapewne to co piszę, nie ma sensu, ale na mój mały rozum tak to wygląda - i dopóki nikt mnie nie wyprowadzi z błędu, będę tak myślał.



Swoją drogą - offtop ostry. Wiem, że ja zacząłem, ale jak wyżej - nie spodziewałem się, że ktoś to w ogóle przeczyta (a jeśli w ogóle, to co najwyżej napisze "Ale co Ty o tym Macierewiczu, zgłupiałeś do reszty" - i przynajmniej będę wiedział, że KTOŚ jednak przeczytał. Ale że ktoś to potraktuje na serio i wejdzie w dyskusję...)
_________________
O mój Jezu, przebacz nam nasze winy, zachowaj nas od ognia piekielnego, doprowadź wszystkie dusze do Nieba i pomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.



W sumie głównie po to się zarejestrowałem: http://www.zaginiona-bibl...p=233382#233382

Mój blog: adgedeon.blogspot.com
 
 
utrivv 
Roztargniony mag


Posty: 5488
Skąd: Z kapusty
Wysłany: 2018-04-03, 07:57   

tr napisał/a:


Bardzo "osobliwy" wątek, nie wiem co ma wspólnego ze światem Gwiezdnych Wojen, ale i tak ci odpowiem.
Przeczytałeś to? //panda
_________________
Sens nie jest aprioryczną strukturą obecności, lecz ruchem rozplenienia, efektem gry różnicy i powtórzenia //utrivv

Ł napisał/a:

wydrukowałem sobie ten wpis, złożyłem kartkę 8 razy i włożyłem do kieszeni mokrej koszuli. Wyschła od razu. I kota który leżał obok niej też zmumifikowało.


Próbuj. Przegrywaj. Nieważne. Próbuj po raz kolejny. Przegrywaj po raz kolejny. Przegrywaj lepiej
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Qfant


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,53 sekundy. Zapytań do SQL: 14