Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Magia przypadku... trzynastego.
Autor Wiadomość
ASX76 
twój stary


Posty: 12111
Skąd: białostocki gród
Wysłany: 2008-11-13, 21:58   Magia przypadku... trzynastego.

Pewnego zimnego dnia, Anno Domini 2008, dnia 13 listopada, bohater naszych czasów o wdzięcznej ksywie ASX (mniejsza o to, któż tam kryje się pod tymi zagadkowymi incjałami) udał się do centrum grodu celem poczynienia zakupów. Zapasy jak to zapasy, kiedyś w końcu się wyczerpują i nolens volens, nie ma inszej rady jak zwlec kuper (nawet lekki ciężko ruszyć) z zapiecka. Jako że transport nożny bywa męczący, zwłaszcza gdy zachodzi mus drałowania na drugi kuniec mieściny (przypomnijmy, iż pogoda pod psem, czy inszym kutem była), bystry niczem woda w... potoku nieokrzesaniec, wpadł w swojej prostocie na przedni koncept: po kiego... Wacka traktować płucka chłodem (godzi się nadmienić, iż wówczas biec by przyszło, więc stąd ów chłód) marnując czas przy tem (a i owszem, sport to zdrowie, nie da się zaprzeczyć, jednak co za dużo to niezdrowo) skoro z luksusu powozu autobusnego linii miejskiej skorzystać można? Jak pomyślał chłopina (co z tego, że chłop? taki toże bohatyrem może się ostać!; mało to takich było?), tak i uczynił.
Traf chciał (właściwie to zwykłe gapiostwo było, ale przecież ASX-ik jest kryształowym i nieskazitelną personą, która nawet gdy popełnia błędy, to zwala winę na dla naprzykładu: kocura czarnej maści, któren gościniec zabiegnie, lewą nogą z łoża poranne powstanie, tudzież jakoweś insze przypadki; długo wymieniać, niżem bym o wsiech razkazał, pospali by się czytelniki historyji nieszczęsnej, takoż i miszcz piera, w pocie czoła, nieśpiesznie ją skrobiący)... Pogubiłem się ja pogubiłem... O czym to... aaa... Już wiem. Nu i... ten tego...
Pomyliłem autobusy. Zamiast wsiąść do "21", skusiłem się na "2". Zapyta ktoś (i słusznie): "...ale jak można tak się "piznąć? Ślepy czy durny, albo jedno i drugie?"
Ano całkiem prosto. Ruch na ulicy duży, samochód widziałem z daleka (okazało się, że jeden jechał za drugim), uwaga w pierwszej kolejności skierowana była na kluczeniu między wozami (jak dobiec w jednym kawałku), a że przybieżałem prawie w ostatniej chwili (od zadniej strony) to i "darowanemu koniowi w paszczę nie zaglądałem", moszcząc się wygodnie na siedzeniu i kontemplując miastowe krajobrazy.
Rychło się przekonałem, że coś mi tu nie gra (trasa...), oderwałem się więc od (umysłowego) błądzenia w obłokach (ma się rozumieć oczy od szyby również "odkleiłem") i zachowując zimną krew, opuściłem "karetę" napędzaną konikami mechanicznymi. Nie ma tego dobrego (z przyjemnością przebiegłem się na następny przystanek), co by na złe nie wyszło (do tego dojdę za chwilę, o ile w międzyczasie nie nastąpi z dawna przepowiadany koniec świata). Blisko miejsca docelowego zadałem sobie pytanie: "Ciekawe, ile przyjdzie czekać...". A tu proszę... Jest. W samą porę. Trzynastego, a tyle szczęścia... (można powiedzieć: więcej niźli rozumu). W pogodnym nastroju (nie zmienił się przez cały ten czas) usadowiłem się na grzędzie z tyłu busa, poczem zamknąłem oczy i oddałem się relaksacji oddechowej (dla przyjemności i zdrowotności). Siedzę więc sobie, jak na kulturalnego człowieka przystało, nie wadzę nikomu... aż tu przysiada się z lekka "podcięty" (znaczy się miał w czubie małe conieco) jegomość o gabarytach troglodyty z epoki przedlodowcowej: duży łeb, masywny korpus, obecności szyi nie stwierdzono... . Rzuciłem nań jednym okiem (nikt nie strzeże cię lepiej, niż ty sam) i wróciłem do przerwanej czynności, zachowując przy tym niezbędne minimum czujności. W moim przypadku zamknięte oczy nie oznaczają stanu nietrzeźwości czy narkotycznego otępienia (akurat te rzeczy mnie nie interesują). Ciało nieruchome, lecz umysł pracuje pełną parą (zawsze jest o czym i/lub o kim, myśleć). W pewnym momencie facet zaczął do mnie cicho "nadawać".. Włączyłem opcję "ignore" i potraktowałem go jak na to zasługuje, czyli jak powietrze. Brak reakcji na jego "brzęczenia" najwidoczniej zachęcił/odważył go do podjęcia bardziej zuchwałych działań. Myślał, żem wstawiony... Kiedy się spionizowałem "sygnalizując" zamiar wyjścia, cymbał chwycił autobusowy drążek (siedziałem w samym rogu) i ustawił cielsko tak, że uniemożliwił mi wydostanie się na wolność. Bydlak, wykorzystując większą masę, zaparł się solidnie. Mocowaliśmy się kilka ładnych chwil. Pierwotnie chciałem go spacyfikować ulubionym chwytem ("lewym przedramieniem pod szyję i do góry"), ale... nie było za co złapać, ponieważ łeb miał osadzony bezpośrednio na ramionach. Bić w papę, przy ludziach jakoś nie bardzo wypada. Koniec końców oderwałem typa od poręczy i wypchnąłem przez otwarte "drzwi" sadząc mu jeszcze solidnego kopa w d... Miał szczęście, że byłem w lekkich butach. Na tym jednak nie koniec, bo złapał mnie za kurtkę sprawdzając wytrzymałość materiału (nigdy nie sądziłem, że może być aż tak rozciągliwy) i trzymał z maniakalnym uporem. Okaż takiemu uprzejmość, a zaraz wlezie na głowę... Na zewnątrz było więcej miejsca i to definitywnie przypieczętowało dalszy rozwój wydarzeń. Za długo cackałem się ze swołoczą. Strzeliłem w pysk, poprawiłem z drugiej strony i agresor salwował się ucieczką do autobusu. Silny to może i on był, ale na rozumie i szybkości mu nie zbywało.
Morał z tej historii jest taki: pozory mylą. :-P
Wszystko dobre, co się dobrze kończy...? No, nie do końca: trochę mnie noga boli. ;)
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4568
Wysłany: 2008-11-14, 14:26   

Ooo, Ty niedobry. Nieczuły. Bezwzględny. Ach - i jeszcze agresywny. ;) Ten pan na pewno tylko się chciał przytulić... odczuwał głód kontaktu z bliźnim, z drugim człowiekiem zainteresowań być może tożsamych (chodzi o miłość do komunikacji publicznej :P ), zakolegować tylko się pragnął... ech, życie...
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
ASX76 
twój stary


Posty: 12111
Skąd: białostocki gród
Wysłany: 2008-11-14, 17:58   

A kot go trącał, pies mordę lizał, a jeż(ozwierz) w d... kuł.
Chamidło nie chciało przyjąć do wiadomości, że mi jego potrzeby/problemy wiszą kalafiorem/bananem. Gdyby ograniczył się do roli "cichego radia", wtedy nie zwróciłbym nań uwagi, jednak gdy wyskoczył z "grabiami", przebrała się miarka i skończyła moja anielska cierpliwość. Wcześniej, gdy "szczeknął" po raz pierwszy, przeczuwałem, że może to być jeden z ciężkich przypadków, który póki nie dostanie na co sobie zasłużył, nie odczepi się z własnej i nieprzymuszonej woli. Wydawało mu się, że jestem pijany (albo naćpany) i liczył na to, że pójdziemy do knajpy. Okazałem mu nazbyt dużo miłosierdzia i teraz mam wyrzuty sumienia. Żałuję, że od razu nie przefastrygowałem mu rysopisu zamiast wdawać się w zbędne przepychanki. Przez moje anielskie podejście omal nie rozerwał mi ulubionej kurtki. To byłaby tragedia.
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4568
Wysłany: 2008-11-14, 19:05   

ASX76 napisał/a:
(...) a jeż(ozwierz) w d... kuł.

Jeż kowalem... :P nietypowe, ale śmiałe - lubię takie porównania. ;)

Prezentujesz typowo męski i materialistyczny punkt widzenia. ;) Kurtka i kurtka. Phi. //foch

Ale jednak zobacz - trzynastka okazała się szczęśliwa: kurtka wytrzymała, miałeś urozmaicony dzień, noga tylko trochę boli... w zasadzie same plusy. ;)
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
ASX76 
twój stary


Posty: 12111
Skąd: białostocki gród
Wysłany: 2008-11-14, 19:46   

Pal sześć, literkę - "ł" - "zjadłem"... i wyszedł jeż(ozwierz) na kowala. ;)

Zaraz tam męski i materialistyczny... To raczej kobiety zwracają baczniejszą uwagę na swój ubiór (nie wspomnę o "sąsiadkach") i całą resztę, którymi niepotrzebnie obciążają i zakrywają... "to i owo". :-P
Gdyby między niewiastami doszło do starcia pierwszego stopnia (czyli z wykorzystaniem ząbków, pazurków, szarpania za włosy...) i nie daj licho, ucierpiała na tym którakolwiek część garderoby, wtenczas walka byłaby długa i namiętna: żadnego strachu, zero tolerancji, obłędna wściekłość w oczach. ;)

Twój punkt widzenia jest zbyt optymistyczny... Kurtka wytrzymała, lecz uległa częściowemu rozciągnięciu. Noga (tylko trochę) boli (a przecież mogło być gorzej?). Takie urozmaicenie dnia mnie nie rajcuje.
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4568
Wysłany: 2008-11-14, 20:45   

Cytat:
Takie urozmaicenie dnia mnie nie rajcuje.

Ale jakie wspomnienia będziesz miał za 10 lat... Ha!

Mi ciągle po głowie się plącze, jak wracałam raz do domu, późnym wieczorem, jeszcze w czasach niezmotoryzowanych. Wysiadłam mianowicie z kolejki podmiejskiej i spokojnym krokiem udałam się na przystanek autobusowy. I nagle patrzę - autobus już stoi. No to przyspieszyłam kroku. Patrzę dokładnie - autobus odpala silnik (kłąb spalin mu z rury...). No to rzuciłam się do peronowego biegu i karkołomnych skoków po schodach. I gdy już, już prawie dopadałam autobusu... ten łobuz zamknął drzwi i odjechał. Typowe.
Wraz ze mną do sprintu zerwał się jeszcze jeden facet i też nie zdążył. Ale zamiast spokojnie sapać i dyszeć na przystanku, on chodził wokół i mamrotał. Ciemno wszędzie, pusto - tylko ja i ten facet. Przeszedł koło mnie w tę i nazad chyba ze cztery razy, aż w końcu zostałam zaszczycona bezpośrednią odzywką:
- A pani to się w ogóle nie denerwuje, tak?
No to sobie pomyślałam, że choćby nie wiem co, to w życiu się nie przyznam, że zła jestem jak diabli. I mówię:
- Ja? Wcale się nie denerwuję.
A facet na to:
- Ja też się wcale nie denerwuję. Wcale nie jestem zdenerwowany. Nic, a nic. Tylko mi się gwizdać chce!
Kamienną twarz udało mi się zachować chyba tylko cudem. Od razu mi się humor poprawił. Na szczęście na przystanek przyszli inni ludzie, którzy postanowili nie ryzykować sprintu po schodach i facet jakoś sam się zniechęcił.
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
ASX76 
twój stary


Posty: 12111
Skąd: białostocki gród
Wysłany: 2008-11-14, 23:21   

Nie ma to jak sportowy duch w narodzie... uaktywniający się dopiero w sytuacjach "podbramkowych". ;) Lenistwo nie popłaca... :-P
Skoro zależało na czasie, czyż nie lepszym rozwiązaniem było zacząć biec jeszcze zanim autobus "odpalił"?
Zalety:
1. zwiększenie szans na osiągnięcie celu (nim umknie)
2. nieco rozruchu na świeżym powietrzu zawsze się przyda

Mam już wspomnienia z kilku walk i nie potrzebuję więcej.
Każde starcie wiąże się z pewnym ryzykiem. Nigdy nie wiadomo na kogo się trafi, co przeciwnik umie, czym zaskoczy... Nawet pozornie cienki Bolek może nagle wyjąć "kosę", a gdy jest szybki, zna się na rzeczy i wokół mało miejsca, może zrobić się nieciekawie. Człowiek nie jest z żelaza (nie licząc bohatera filmu Andrzeja Wajdy ;) ). Zdrowie i życie ma się tylko jedno. "Ripleja" niet. :-P
OK, wygra się, "licząc" jakiemuś gadowi ząbki i żebra piąstką. Za jakiś czas spotkamy się znowu, tyle że będzie z nim kilku przydupasów. Ćwierć biedy kiedy rozpoznam go pierwszy. Gorzej, gdy on to zrobi, a ja go nie zauważę... np. w autobusie. "I huzia na ASX-a!" Wcale nie muszą okazać się na tyle mili i kulturalni, żeby cierpliwie zaczekać aż wysiądę. "Skóra nie warta wyprawki". :-P
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Żuławski


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 13