Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
[UW] M. John Harrison
Autor Wiadomość
Shadowmage 


Posty: 3154
Skąd: Wawa
Wysłany: 2014-10-20, 10:00   

Mam wrażenie, że inne powieści Harrisona dzieliły bardziej niż "Viriconium". Porównania do "Pokoju" mnie zachęciły.
_________________
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2015-02-18, 21:36   

Plejbek trafnie zdiagnozował - do identycznych wniosków doszedłem w swojej recenzji na Katedrze (będzie na dniach). Pisząc tekst znalazłem jeszcze jeden rodzynek - Yaxley z "Drogi Serca" i Sparke z "Światła" to prawdopodobnie jedna i ta sama osoba - źródełko: https://twitter.com/mjohnharrison/status/335087292391768064
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2015-02-18, 23:35   

Właśnie odkryłem coś lepszego:





John M Harrison mordował w Twin Peaks. Teraz wszystko nabiera sensu.
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-02-18, 23:50   

No to wpadka! No ale mogłeś mnie z lepszego profilu pokazać.

A ja za niedługo wracam do trylogii o Trakcie. Będę się znowu jaral i pisał o tym na forum :mrgreen:

P.S. Dawaj szybciej tą recenzję.
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-02-19, 09:05   

Właśnie natknąłem się na coś takiego:

http://rushthatspeaks.livejournal.com/413552.html

No i rzeczywiście z narratorem w Drodze Serca jest coś mocno nie halo (choć moje wewnętrzne przemyślenia były o wiele słabsze i mniej spójne) - teraz część (ale na razie tylko część) klepek wskoczyła i na odpowiednie miejsce. Ale bez powtórki "Drogi Serca" się nie obędzie.

W każdym razie po przeczytaniu tego tekstu jeszcze niżej zamiatam podłogę kapeluszem przed Harrisonem.
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2015-02-19, 13:26   

Z narratorem "Drogi" to już blurb powinien zasiać ziarno wątpliwości. W tej recenzji/analizie brakuje mi uwzględnienia jeszcze jednej postaci - bohatera powieści Lucasa, poszukiwacza Serca, bo jego rzeczywistość to też oddzielny plan. W dodatku Harrison zrobił strukturalnie tę sama sztuczkę co później Dukaj w "Science Fiction" - szufladkę A umiescił w szufladce B, w której jest szufladka C, ale otwarta - prowadzi znowu do A. Taka powieść szufladkowa ożeniona z wstęga Moebiusa. Dlatego między innymi w powieści Lucasa występuje scena pożaru Kościoła, która później w końcu książki ten moment się powtarza w życiu Narratora.

Co do gnozy to nie fiksowałbym się zbytnio bo Harrison traktuje ją równie instrumentalnie co mechanikę kwantową w "Świetle" i kontynuacjach.
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-02-21, 13:13   

U Dukaja Moebius w wersji ABC jest tak oczywisty, że nie podlega żadnej dyskusji. Tutaj w ogóle go nie zauważyłem po przeczytaniu, dopiero gdy napisałeś. No i mamy małą różnicę pomiędzy Moebiusem u Dukaja i Harrisona. Bo w "Drodze Serca" mamy raczej "B zawiera się w A, które potem wywracają się na nice i zamieniają miejscami - A wchodzi w B". C nie widzę - chyba, że mnie naprostujesz.

Pomijając linkowaną przeze mnie interpretację i te wszystkie niesamowite rzeczy, które robi Harrison z symboliką gnostyczną czy samą narracją na dwóch planach i kolażowaniem motywów, które na dalekim horyzoncie ładnie układają się w całość - o czym jest tak naprawdę ta książka? Tzn. na takim zupełnie podstawowym poziomie?

Wg mnie o pragnieniu życia doskonałego, o błędnym przeświadczeniu ludzi, że takie życie jest w ogóle możliwe. Że możliwe jest życie bez bólu, zmartwień, w szczęściu absolutnym. Dwójka młodych studentów bierze udział w jakimś nieokreślonym rytuale. Młodzi, naiwni, niedoświadczeni chcą złapać (dosłownie) boga za nogi. Dzięki temu rytuałowi, będą żyć długo i szczęśliwie. Nic z tego - okazuje się. I może ten rytuał, nawiedzenia, poszukiwania Serca to jest jedna wielka metafora zawiedzionych nadziei?
Prawdziwe życie weryfikuje ich idealne wyobrażenia, po prostu. Pam i Lucas tracą z upływem czasu swą naiwną wiarę, że będzie idealnie, rozwija się choroba Pam. Karzeł i Biała Para to prześladujące ich rozczarowanie, owe zawiedzione nadzieje właśnie. Lucas chcąc jakoś utrzymać siebie i żonę na powierzchni zaczyna budować sobie bufor bezpieczeństwa w postaci powieści o poszukiwaniu Serca.

Czy może nie?
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2015-02-21, 19:23   

Plejbek napisał/a:
C nie widzę - chyba, że mnie naprostujesz.


A - Pleroma
B - Kenoma
C - Serce

albo

A - Narrator
B - Pam i Lucas
C - Powieść Lucasa

albo

A - Życie
B - Nieżycie
C - Moment śmierci (płonący kościół)

albo

A - Kobieta
B - Mężczyzna
C - Seks, moment i miejsce zbliżenia (wagina - róża - serce)

albo

A - Karzeł
B - Para
C - Dorodna kobieta



Ten trójpodział przewija się skrycie przez całą powieść.
 
 
Shadowmage 


Posty: 3154
Skąd: Wawa
Wysłany: 2015-02-21, 22:41   

W pewnym momencie przestałem was czytać, co by się nie spojlerować, ale zachęciliście mnie zdecydowanie do przesunięcia tej książki bliżej początku kolejki.
_________________
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-02-26, 10:40   

Bardzo dobra recenzja Łaku.
Z dyskusją wstrzymywałem się do czasu jej pojawienia się na Katedrze. A skoro już jest to może spróbujemy lekko nakreślić i zinterpretować fabułę? Dawno żadna książka nie została mi w głowie tak długo po przeczytaniu i nie dręczyła tak mocno koniecznością poszukiwania odpowiedzi. A odpowiedź „niech każdy czytelnik interpretuje po swojemu” nigdy nie była brana przeze mnie na poważnie.

SPOJLERY



Na samym początku podszedłem do tego tak:
- W naszym świecie (Kenomie) istnieje tylko Pam, Lucas i Yaxley. Narrator jest bytem z alternatywnej rzeczywistości, która przenika Kenomę. Przesuwa się on zupełnie nieświadomie pomiędzy tymi światami, jest pewnym symbolem, o którym wspominam potem.
- Narrator nie jest w ogóle fizyczną osobą w naszym świecie (do czasu). Nigdy nie występuje i nie prowadzi rozmowy jednocześnie z dwoma bohaterami (nie mówię tylko o Pam i Lucasie). Dla każdej postaci w książce jest uosobieniem pragnień, poszukiwań, czegoś do czego można uciec z Kenomy. I to już tłumaczy jego obecność z Pam przed rytuałem (jej np. seksualne pragnienia), tłumaczy to dwukrotne nazwanie go przez Pam "Lucasem" (jakiś przebłysk nadziei Pam na odnalezienie szczęścia z byłym mężem).
- Yaxley to mag, poszukiwacz Pleromy wykorzystujący naiwniaków, którym wciska kit o możliwości sięgnięcia absolutu, o możliwym życiu w szczęściu (Pam, Lucas a potem ten ojciec mający ochotę na własną córkę). Ma on jednocześnie kontakt z narratorem, który jest katalizatorem i niezbędnym składnikiem każdego rytuału - dla Yaxleya jest też symbolem pragnień i poszukiwań.
- Rytuał kończy się niepowodzeniem, Pam i Lucas dostają swój bagaż w postaci prześladujących ich jak to wcześniej nazwałem "zawiedzionych nadziei". Może nawet więcej - rytuał wręcz odebrał im szczęście i "przetransferował" je w jakiś sposób na osobę narratora, który żyje w idealnym świecie (do czasu).
- Yaxley zostawia swoje ofiary i urywa z nimi kontakt i nadal poszukuje drogi do Pleromy nawiedzając narratora w momentach, gdy pojawia się on w Kenomie. Narrator jest mu zwyczajnie potrzebny.
- Pam i Lucas mocno doświadczeni przez życie zaczynają tkać opowieść o poszukiwaniu Serca, która ma być odskocznią od horroru ich egzystencji. Ma być substytutem idealnego życia, które mieli wieść (ale nasz świat to Kenoma, platońska jaskinia - więc się nie da). Pam w opowieści staje się wręcz królową krainy Coeur.
- I teraz: Ja zinterpretowałem książkę tak, że powieść Lucasa o Coeur to ten sam plan fabularny (albo mocno powiązany) z planem narratora. Lucas i Pam mają jakieś przebitki w podświadomości pozostałe po rytuale i dzięki temu mogą ją właśnie stworzyć. Główny bohater powieści Michael Ashman to nasz narrator. Na ten trop naprowadziły mnie
* „cienie w zagłębieniu obojczyka” które widzi Ashman u cygańskiej wróżbitki, i które widzi narrator u dziewczyny, ofiary rytuału Yaxleya w połowie książki.
* wspomniany w recenzji Łaka pożar kościoła, który przytrafia się Ashmanowi i narratorowi.
Tym samym Pam i Lucas niejako „tworzą” postać narratora, który przechodząc po wstędze Moebiusa pojawia się jako emanacja symbolu i poszukiwań szczęścia w realnym świecie. Z czasem cały plan fabularny powieści Lucasa zaczyna dominować nad realnym światem („dorodna kobieta”/Phoenissa jako alter ego Pam objawia się narratorowi podczas wakacji w Kornwalii a ostatecznie po śmierci Pam narrator spotyka ją w domu zmarłej).
- Po śmierci Pam obsesja Lucasa pogłębia się, poszukiwania się nasilają. Lucas zaczyna być coraz słabiej zaznaczony w Kenomie, niejako „odpływa” z naszego świata. W przeciwieństwie do niego narrator osadzony zostaje w Kenomie coraz silniej. Kończy się to mocną weryfikacją i ostatecznym urealnieniem postaci narratora w Kenomie (śmierć żony w wypadku na cmentarzu i pożar kościoła).

Stąd Łaku moje trochę inne podejście do wstęgi Moebiusa w książce.

Pytania które dręczą:
- Dlaczego narrator został nazwany przez Yaxleya imieniem Jack? Nie kupuję tekstu z linkowanej przeze mnie interpretacji, w której dla autora tejże jest to jasne - "I'm jack's lack of surprise". Ta sentencja jest z Fight Clubu napisanego 4 lata po Drodze Serca. I co miałoby to mieć wspólnego z Drogą Serca?

- Kim jest wysoki czarnoskóry mężczyna - "czarny w chuj". Pojawia się dwa razy w książce, raz zostawia liścik dla narratora w pociągu a potem wiemy, że w przeszłości robił zdjęcia Pam, która wylądowała w sanatorium po ataku epilepsji. Czyżby też jakiś byt z innej rzeczywistości? A może jakieś alter ego Yaxleya, który szykował od dawna rytuał z Pam, tzn. od jej dzieciństwa? A może zmyłka Harrisona?

- Co dokładnie symbolizuje Biała Para i Karzeł? Na pewno te moje "rozczarowania i zawiedzione nadzieje"?



SPOJLERY
Sorry, za taki zbyt długi tekst. Jak ktoś czytał i chce pogadać to zapraszam, ja chcę bardzo.
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2015-02-26, 13:53   

Podzielam te spostrzeżenia. Mnie naprowadziło to że za każdym razem Yaxley gdy spotyka narratora to jest w jakimś afekcie, rozgorączkowaniu, poruszeniu jakby widział ducha. No i to że narrator jest obecny przy praktykach magicznych Yaxleya, niby jako "uczeń czarnoksiężnika", ale równie dobrze jako byt z zaświatów wokół którego rytuał się kręci. Później zreflektowałem się że faktycznie narrator nie bierze bezpośredniego udziału w wydarzeniach, nie on pcha je do przodu, a jego dialogi z innymi postaciami mogą być równie dobrze iluzją ukrywającą coś subtelniejszego - przywoływanie wspomnień, halucynacje, dialogi wewnętrzne. No i narrator widzi inne byty nadnaturalne.


Plejbek napisał/a:
Stąd Łaku moje trochę inne podejście do wstęgi Moebiusa w książce.

Ale jednak narrator czyta powieść Lucasa która w jakiś sposób go definiuje, więc ten przepływ odbywa się więcej niż między dwoma planami. Uważam też że narrator nie jest w całości tworzony a raczej odtwarzany po tym co stało się nim podczas rytuału - wskazuje na tym prolog gdzie oprócz narratora jest Pam i Lucas zaraz przed rytuałem. W czasie rytuału narratoriw stało mu się to na co czekał do samego końca Yaxley w stosunku do własnej osoby- został zassany do wyższego planu egzystencji.

Plejbek napisał/a:
Pytania które dręczą:
- Dlaczego narrator został nazwany przez Yaxleya imieniem Jack? Nie kupuję tekstu z linkowanej przeze mnie interpretacji, w której dla autora tejże jest to jasne - "I'm jack's lack of surprise". Ta sentencja jest z Fight Clubu napisanego 4 lata po Drodze Serca. I co miałoby to mieć wspólnego z Drogą Serca?


W nawiązaniu do tego co napisałem powyżej - jeśli przyjmiemy że narrator nie jest od podstaw tworzony a raczej odtwarzany jako osoba która zagineła w rytuale, to faktycznie mógł nazywać się Jack. Zresztą może być to gra słow "jack" w angielskim ma sporo znaczeń.

Plejbek napisał/a:
- Kim jest wysoki czarnoskóry mężczyna - "czarny w chuj". Pojawia się dwa razy w książce, raz zostawia liścik dla narratora w pociągu a potem wiemy, że w przeszłości robił zdjęcia Pam, która wylądowała w sanatorium po ataku epilepsji. Czyżby też jakiś byt z innej rzeczywistości? A może jakieś alter ego Yaxleya, który szykował od dawna rytuał z Pam, tzn. od jej dzieciństwa? A może zmyłka Harrisona?

Ja też nie mam żadnego pomysłu na tego kolesia. Może to easter egg nawiązujący do innej jego powieść? W każdym razie nie jest on strategiczny dla zrozumienia fabuły.

Plejbek napisał/a:
- Co dokładnie symbolizuje Biała Para i Karzeł? Na pewno te moje "rozczarowania i zawiedzione nadzieje"?

Myślę że genezy obu należy szukać w lękach Pam i Lucasa. Pam najbardziej bała się rozdzielenia stąd prześladuje ją obraz czepionej pary. Psotny karzeł to natomiast lęk i niecheć przed posiadaniem dziecka, jako czegoś nieprzywidywalnego. Oczywiście może zaryzykować tezę że to Shrander z "Światła" ale to chyba byłoby już szycie grubymi nićmi.


Plejbek napisał/a:
Bardzo dobra recenzja Łaku.

Ten tekst jest akurat bardziej kontrowy. Siłą napędową była recenzja "drogi..." autorstwa młodej nadziei e-publicystyki beletrystycznej, którą można streścić tak "na dwoje babka wróżyła, albo to ambtine dzieło, chociaż może być też że straszna kupa. Zależy od czytelnika". Byłem pod takim wrażeniem bezrefleksyjnego prześlizgnięcia się przez treść, połączoną z brakiem jaj uniemożliwiającą napisanie po prostu "nie podeszło mi", że wystukałem ten tekst w rekordowym tempie, co zresztą widać po literówach, zjedzonych nawiasach które właśnie poprawiam.
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-02-26, 15:35   

Ł napisał/a:

Ale jednak narrator czyta powieść Lucasa która w jakiś sposób go definiuje, więc ten przepływ odbywa się więcej niż między dwoma planami. Uważam też że narrator nie jest w całości tworzony a raczej odtwarzany po tym co stało się nim podczas rytuału - wskazuje na tym prolog gdzie oprócz narratora jest Pam i Lucas zaraz przed rytuałem. W czasie rytuału narratoriw stało mu się to na co czekał do samego końca Yaxley w stosunku do własnej osoby- został zassany do wyższego planu egzystencji.

To bym musiał jeszcze głębiej przemyśleć a najlepiej przeczytać trzeci raz książkę dokładnie pod tym kątem. Ja na początku też założyłem, że narrator jest/był fizyczną osobą ale potem odszedłem od tego. Jakoś ładniej mi się to zaczęło układać gdy założyłem, że w pierwszym rozdziale:
- narrator jako mały chłopiec już jest na innym poziomie egzystencji (rozdział nazywa się Pleroma w odróżnieniu od ostatniego rozdziału - Kenomy, gdzie narrator staje się ciałem)
- Pam jest fizycznie sama w pokoju gdy Lucas mówi, jej że wszystko gotowe do rozpoczęcia rytuału. Lucas zwraca się przez drzwi tylko do niej, a ona próbuje chyba ostatkiem sił powstrzymać swoje pragnienie (narratora) wzięcia w tym udziału.
A być może przeczytanie książki o Coeur przez narratora jest jakimś wyzwalaczem procesu jego urealnienia w świecie?

Ł napisał/a:

Myślę że genezy obu należy szukać w lękach Pam i Lucasa. Pam najbardziej bała się rozdzielenia stąd prześladuje ją obraz czepionej pary. Psotny karzeł to natomiast lęk i niecheć przed posiadaniem dziecka, jako czegoś nieprzywidywalnego. Oczywiście może zaryzykować tezę że to Shrander z "Światła" ale to chyba byłoby już szycie grubymi nićmi.

W momencie objawienia się dorodnej kobiety Lucasowi wraz z całą menażerią Harrison opisuje Białą Parę jako twór, który możemy powiązać z parą inwalida/niewidoma kobieta z wakacji narratora w Kornwalii i z parą barmanka/jednoręki facet "dusza towarzystwa" z knajpy tuż przed objawieniem. Coś w stylu wzajemnych relacji kobieta/mężczyzna/seks (sam to też zauważyłeś podając to jako jedną z triad). Więc pewnie o to właśnie chodzi.

Ł napisał/a:

Siłą napędową była recenzja "drogi..." autorstwa młodej nadziei e-publicystyki beletrystycznej

Zalinkujesz?

Ja np. znalazłem taką recenzję (jest grubo):
http://gexe.pl/ksiazki/art/4473,droga-serca


Właśnie podniosłem swoją ocenę książki na "Lubimy Czytać" i na "Fantaście" na maksimum.
W marcu "Światło" po raz drugi - koniecznie :mrgreen:
 
 
AM

Posty: 1212
Wysłany: 2015-02-26, 23:36   

http://ksiazki.polter.pl/Droga-serca-c27786
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 17980
Wysłany: 2015-02-27, 10:50   

A to wrzucę Łakową recenzję: http://katedra.nast.pl/ar...hn-Droga-serca/
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-03-03, 11:13   

Ł napisał/a:
Yaxley z "Drogi Serca" i Sparke z "Światła" to prawdopodobnie jedna i ta sama osoba

Przeczytałem Światło (ojapierdole o ile to lepsze teraz podczas drugiego czytania niż przed trzema laty) i bardzo ładnie się to układa w całość. Trakt jako naga osobliwość bez horyzontu zdarzeń (wiem, fizycy zgrzytają zębami) to miejsce gdzie prawa fizyki nie tyle przestają działać co przestają być prawami w ogóle. Znikają ograniczenia - Trakt reprezentuje tak naprawdę całą "metafizykę nieograniczonego potencjału", którą sprzedaje Harrison w trylogii. To co chcemy, żeby działało - działa, co chcemy osiągnąć - osiągamy. Takie idealne spełnienie dla każdego poprzez realizację jednej z nieskończonej liczby potencjalnych możliwości. Może się mylę ale mi to wygląda na taką trochę Pleromę w innym ubraniu.

Wg mnie Sprake/Yaxley szuka swej szansy poznania absolutu w "Świetle" dokładnie tak samo jak w "Drodze Serca". W "Świetle" chce to jednak zrobić używając pewnych zdolności głównego bohatera (fizyka Kearneya) - umiejętności jego widzenia struktury świata takiej jaka jest naprawdę, w postaci czystego kodu, budulca rzeczywistości. Sprake wyczuwa, że Kearney jest naznaczony w pewien sposób i przyczepia się do niego jak pasożyt.

Taka luźna teoria, jeszcze do przemyślenia i weryfikacji. Tylko, że bez tego Łakowego linka z twittera nie wpadłbym na to.
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2015-03-10, 07:04   

Ja bym dodał jeszcze identyczną prawie scenę śmierci. Narrator Drogi i Kearney znajdują zwłoki Yaxleya/Sprake'a w identycznym układzie. Można nawet sobie wyobrazić że minęli się z sobą w drzwiach o kwadrans.

Plejbek napisał/a:

Taka luźna teoria, jeszcze do przemyślenia i weryfikacji. Tylko, że bez tego Łakowego linka z twittera nie wpadłbym na to.

Właściwie nie korzystam z tt, wpadłem na to przez googla, bo coś mi migała zbieżność i wstukałem Yaxley/Sprake/harrison. Liczyłem na jakieś fanowskie teorie i tu bam! bezpośrednie dojście do źródła.
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-03-10, 08:15   

Czytasz teraz trylogię, czy po prostu pamiętasz tą scenę z pierwszego podejścia?
Skończyłem Pustą Przestrzeń parę dni temu i próbuję teraz walczyć z ontologią Harrisona.
Mam z nią nadal pewne problemy ale dotyczą chyba tylko szczegółów - przy założeniu, że nie błądzę całkowicie. No i mam też już jakąś ogólną interpretację trylogii jako całości i pewnie się nią tu podzielę ale jeśli jesteś w trakcie czytania to się wstrzymam.

A co do odniesień i powiązań trylogii do Drogi Serca to jest tego jeszcze więcej (weź chociażby nazwisko poszukiwacza Serca z powieści Lucasa i nazwisko detektywa o wyglądzie Einsteina z Novej. A Shrander/Karzeł to nie takie grube znowu nici jak pisałeś).
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2015-03-10, 08:55   

Światło mam czytane 2 razy więc dość dobrze znam treść, ale powtórzenie z analitycznym pazurem całej trylogii zakładam dopiero za jakiś czas, więc na razie samemu nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy.
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-03-10, 09:04   

Ł napisał/a:
Światło mam czytane 2 razy więc dość dobrze znam treść, ale powtórzenie z analitycznym pazurem całej trylogii zakładam dopiero za jakiś czas, więc na razie samemu nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy.

Spoko, mam notatki, wykresy, cytaty więc poczekam :) . Daj znać tylko z jakimś wyprzedzeniem, żebym z samymi tymi notatkami i gołą dupą do labiryntu nie wchodził a też zdążył przeczytać.
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2015-03-10, 09:56   

Błąd kryptocytowania - jak najbardziej wchodź samemu, ale nie łagodnie!
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-03-10, 10:45   

No więc dobra :) Osoby, które nie czytały i nie chcą się zdenerwować, proszone są o nie czytanie dalej. To co jest poniżej to jeden wielki spojler.



Gdybym miał teraz krótko powiedzieć o czym jest ta trylogia to stwierdziłbym, że o szukaniu sposobu na radzenie sobie ze swoją przeszłością. O tym jak definiowana jest nasza przyszłość: jak mocno przez różne traumy, lęki, bagaże doświadczeń z przeszłości a jak słabo przez potencjalne możliwości jakie oferuje rzeczywistość i życie samo w sobie.

Mam teorię wedle której jedynymi bohaterami (w przynajmniej jedynymi z naszej "normalnej" rzeczywistości) są osoby występujące w wątku Michaela Kearneya z "Światła" i Anny Waterman z "Pustej Przestrzeni". Reszta bohaterów i rzeczywistość w której funkcjonują to nie jest wcale XXV wiek w naszej linii świata - to raczej projekcje pragnień, obsesji, dążeń, obaw i patologii dwójki głównych bohaterów.
Do dyskusji pozostaje to, czy owe projekcje to tylko symbol i jedna wielka przenośnia czy może jednak jakaś prawdziwa rzeczywistość ontologicznie ukonstytuowana przez kod zapisany na twardym dysku, który Kearney zostawia żonie. Osobiście bliżej mi do drugiego rozwiązania.

Jest wiele tropów w trylogii, które spowodowały, że interpretuję świat przedstawiony właśnie tak (nie będę ich teraz wyjaśniał, tylko zaznaczę - jak kto ciekaw to możemy pogadać):
- koty
- tatuaż na ręce Sprake'a
- tekst napisany pisakiem na ciele pierwszej ofiary Kearneya i Sprake’a
- Sprake (rudy chudzielec) i Nowi Ludzie (rudzi chudzielce)
- dość wulgarne i dosadne podejście do tematów seksu - owe "rżnięcia" i masturbacje które tak mocno zostały zauważone przez wielu internautów ale nie zostały wzięte pod uwagę jako jeden z kluczy do fabuły. A jeśli Harrison używa tak często pewnych motywów to na bank nie robi tego przypadkowo.
- czaszkowe radio
- istnienie w "XXV wieku" takich tworów jak riksze, samochody cadillaki rocznik 1952, osoby spod krawieckiej igły o fenotypie Einsteina lub Monroe.
- świat ze wspomnień/snów Serii Mau
- kwestionowanie rzeczywistości przez bohaterów (np. Aschemann, Bonaventure)
- i kilka jeszcze innych



Takie podejście do ontologii w trylogii Harrisona prowadzi do następującej konkluzji:

Michael Kearney toczy batalię o własną przyszłość, toczy ją z demonami przeszłości, z samoizolacją spowodowaną przerażeniem własną przypadłością (widzenie prawdziwej natury świata jako deterministycznego algorytmu). Fatalizm nie do przejścia, tarot i kości Shrandera, które miały za zadanie wprowadzić odrobinę losowości w jego życie nie działają jak powinny, są bezużyteczne. Nieuchronność własnej przyszłości przeraża przez całe życie - dopiero coś w rodzaju objawienia na plaży pod koniec Światła pozwala mu pójść dalej i uciec z "Cierniowa" - z własnego wewnętrznego więzienia. Kearney ostatecznie zrozumiał, że był w błędzie - że powinien przestać się panicznie bać i może wziąć swoje życie we własne ręce. I ważne jest tutaj dopełnienie historii Kearneya w ostatnich rozdziałach przez postacie Serii Mau (biały kot, symbol przeszłości, która jest już nie do zmiany, z którą powinniśmy się pogodzić) oraz Eda Chianese (czarny kot, symbol przyszłości, której nie powinniśmy planować całkiem rozumowo lecz raczej powinniśmy dać się porwać nieskończonej liczbie możliwości - jak Ed dał się porwać Traktowi).

Historia Anny to trochę inne podejście. Anna Waterman to również osoba dręczona przeszłością podobnie jak jej były mąż. Dręczona wspomnieniami o nim, którego już z niewyjaśnionych powodów słabo pamięta. Podtytuł "Pustej Przestrzeni" to "The Haunting". W interpretacji "na gorąco, zaraz po zamknięciu książki" - chodzi tu o nawiedzanie Anny przez samą siebie (i o nawiedzanie asystentki - alter ego Anny - również przez samą siebie) podczas jej superpozycji w Alefie. Ale może właśnie chodzi również o nawiedzanie nas przez naszą przeszłość, wybory, które podjęliśmy? Może można odrzucić przeszłość, wymazać ją i ruszyć do przodu? I może można mimo, wszystko kreować swoją przyszłość w oderwaniu od tego co było? Niekoniecznie jak się okazuje. Zarówno Anna jak i Asystentka (wersja Anny w której pozbawiona jest ona bagażu przeszłości) nie mogą w żaden sposób wpłynąć na wydarzenia, które już nastąpiły. Pamięć o przeszłość i kreowanie przyszłości muszą zawsze współistnieć w harmonii jak yin i yang (czarne i białe koty).

Oczywiście mam mnóstwo wątpliwości i innych wariackich przypuszczeń, które może kiedyś obgadamy (czy Tate w ogóle istniał? co dokładnie stało się z Kearneyem? co oznacza trzykrotnie widziana przez różne osoby wizja waginy wyłaniająca się ze ściany? co oznacza jedna z najbardziej rypiących mózg scen w trylogii, czyli zbiorowa masturbacja w domu Tate'a przy "czaszkowym radiu", którą podgląda Anna z twardym dyskiem w ręku?)

Kończę spojlerowanie.

To co napisałem to tylko wierzchołek góry lodowej i tak naprawdę moja interpretacja po jednokrotonym czytaniu po kilkuletniej przerwie. Do Harrisona będę wracał na pewno nie raz i zapewne nastepnym razem jeszcze inne rzeczy mi się pokażą (tak samo mam np. z Wolfem). Bo może jeszcze udało by się bardziej nawiązać do Drogi Serca - mam też parę wniosków ale już nie będę się rozpisywał (Pam/Lucas/Karzeł vs. Anna/Michael/Shrander). A może ledwie musnąłem istotę rzeczy, może tylko się ślizgam po powierzchni, a może jednak nie zrozumiałem, a może warstw interpretacyjnych jest o wiele więcej w coraz drobniejszej skali, jak we fraktalnej strukturze rzeczywistości, którą widzi Kearney.
Czytajcie Harrisona :) Jego twórczość to jest naprawdę o wiele, wiele więcej niż się wydaje z wierzchu. - tylko trzeba mieć na nią naprawdę sporo czasu i wypoczęty umysł co akurat ostanio posiadałem.
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2015-03-12, 14:25   

Fajny szkic interpretacyjny, brakuje jeszcze żeby wpadł tu Fidel i napisał: "banały, precież to oczywiste".. Będę weryfikował przy następnym okrążeniu bo wszystkie pozycje z "Traktu..." czytałem zgodnie z kalendarzem premier, i choć to powieści z osobna są dobre, to chyba rzeczywiście trzeba spojrzeć na sprawę całościowo.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7675
Wysłany: 2015-03-13, 08:35   

Banały, przecież to oczywiste.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-03-19, 13:37   

No nie wyczymie. Wczoraj znowu mnie na analizowanie Harrisona wzięło i nadal nie zacząłem nowego Dukaja :( .

Tak jak napisał Łaku w recenzji - Droga Serca to swego rodzaju preludium do trylogii - a może i do innych późniejszych książek. Czyli pewne zasygnalizowanie takiego jakby meta-tematu Harrisonowego. Coś jak u Dicka (kontestacja struktury rzeczywistości) czy Ligottiego (nasza samoświadomość i egzystencja może być tylko złudzeniem, jesteśmy pionkami na planszy graczy, których nie jesteśmy w stanie pojąć).

A co do definicji meta-tematu Harrisona (przynajmniej na podstawie "Drogi..." i trylogii) to stawiam na coś w rodzaju próby odpowiedzi na pytanie "na ile możliwe jest takie życie, które całkowicie sami możemy sobie kreować dążąc do zaspokojenia naszych pragnień, a na ile jest ono predefiniowane przez czynniki będące poza naszym zasięgiem".
W trylogii odbywa się to na zasadzie badania wpływu naszej przeszłości na naszą przyszłość i wynikających z tego konsekwencji.
W "Drodze Serca" odbywa się to na zasadzie badania możliwości dążenia do życia idealnego, do wyjścia z platońskiej jaskini w której siedzimy.

Harrison jest pesymistą - przyjmuje stanowisko, że nie da się być swoim własnym, niezależnym od zewnętrza kreatorem. Można dążyć do celu ale jesteśmy ograniczani: przez strach przed tym co możemy osiągnąć, przez wybory, które podjęliśmy, przez naszą małość, przez innych ludzi obiecujących złote góry a po prawdzie będących pasozytami.

W jednej i drugiej powieści mamy punkty wspólne:
- Lucas i Pam z DS to tak jakby odpowiednik Thomasa i Anny z trylogii (rozwiedzeni, chora kobieta, prześladowani przez demony).
- Yaxley z DS to Sprake z trylogii (zgodnie ze znalezionym przez Łaka tweetem). Jest to mag-pasożyt, coś w stylu obcego czynnika ludzkiego obiecującego pomoc a tak naprawdę wykorzystującego nas.
- Bohater mężczyzna przerażony tym co oferuje mu życie, uciekający od tych możliwości, i choć na końcu biorący jednak sprawy w swoje ręce to ostatecznie przegrywający rozgrywkę (choć tutaj trzeba by było się zastanowić).
- Chora, umierająca na końcu bohaterka kobieta, mająca swoje alternatywne wersje (Pam/Phoenissa/Dorodna kobieta vs. Anna/Asystentka).
- Karzeł z DS to odpowiednik Shrandera z trylogii (demon - uosobienie strachu przed nieuchronną przyszłością a tak naprawdę będący wachlarzem możliwości)
- Biała Para z DS nie ma co prawda spersonifikowanego odpowiednika w trylogii ale symbolizuje ona tą samą predefiniującą życie dysfunkcję, którą posiada Pam i Anna – uzależnienie od drugiej osoby (i co ważne - znaczenie wg mnie ma to, że to uzależnienie jest mocno powiązane z seksem).
- Aschemann („a co jeśli wszyscy jesteśmy kodem?”) z Nova Swing to odpowiednik Ashmana/narratora DS (nawet nazwisko podobne), obaj to twory wyprodukowane przez bohaterów (za pomocą kodu / informacji, która stała się materią lub za pomocą zwykłej kartki i długopisu). To „produkowanie” w przypadku trylogii to wręcz gigantyczna skala (ale o tym może kiedy indziej).

Tych powiązań pewnie da się znaleźć więcej, na szybko mam takie.
 
 
utrivv 
Roztargniony mag


Posty: 5488
Skąd: Z kapusty
Wysłany: 2015-03-19, 14:23   

Wszystko to być może ale jak w takim razie rozumieć roztopienie się mony Irene czy też Liv (już nie pamiętam) przez to że coś tam zobaczyła?
_________________
Sens nie jest aprioryczną strukturą obecności, lecz ruchem rozplenienia, efektem gry różnicy i powtórzenia //utrivv

Ł napisał/a:

wydrukowałem sobie ten wpis, złożyłem kartkę 8 razy i włożyłem do kieszeni mokrej koszuli. Wyschła od razu. I kota który leżał obok niej też zmumifikowało.


Próbuj. Przegrywaj. Nieważne. Próbuj po raz kolejny. Przegrywaj po raz kolejny. Przegrywaj lepiej
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-03-19, 15:26   

utrivv napisał/a:
Wszystko to być może ale jak w takim razie rozumieć roztopienie się mony Irene czy też Liv (już nie pamiętam) przez to że coś tam zobaczyła?

Utrivv, nie kojarzę takiego zdarzenia. Musisz mnie naprowadzić - żadna z tych dwóch postaci nie uległa żadnemu "roztopieniu". Chyba, że masz kogoś innego na myśli - a ja zwyczajnie nie pamiętam fragmentu. Albo mnie podpuszczasz :mrgreen:
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7675
Wysłany: 2015-03-19, 15:44   

Plejbek, kontynuując takie rozumowanie można powiązać cokolwiek z czymkolwiek. W pewnym sensie wszystko jest w pewnym sensie. Korelacja ubocianienia z poziomem dzietności w gminie.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-03-19, 16:01   

Fidel-F2 napisał/a:
Plejbek, kontynuując takie rozumowanie można powiązać cokolwiek z czymkolwiek. W pewnym sensie wszystko jest w pewnym sensie. Korelacja ubocianienia z poziomem dzietności w gminie.

Piszesz o tych powiązaniach, pomiędzy DS a trylogią które mi się pokazują?
Ale oczekujesz dokładnych fragmentów z książek, na poparcie każdego z tych moich powiązań pomiędzy DS a trylogią? Całych akapitów? Czy może jakiegoś obszernego eseju w którym udowadniam dziesiątkami fragmentów? Może i mógłbym się porwać na coś takiego jak znajdę kiedyś mnóstwo czasu.

Ja zdaję sobie sprawę z tego, że osoba, która nie czytała tych czterech książek (nie wiem czy czytałeś) może to wszystko tak skwitować - jasne. Ale dla osoby, która czytała - to nie będzie to takie niekonkretne jak Ty to odbierasz (chyba, że źle Cię odczytuję).
  
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7675
Wysłany: 2015-03-19, 16:28   

Nie czytałem. Odnoszę się tylko do Twoich wypowiedzi. Być może komentujesz celnie. Ale wygląda to jak wygląda. Po namyśle bliżej temu do samogwałtu. A nawet jeśli to prawda to co z tego? Jeszcze dojdzie do tego, że przeczytam tego Harrisona, co tak się będzie kurzył na półce. Mam nadzieję, że to nie będzie taki śmieć jak Welin.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Plejbek 


Posty: 778
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2015-03-19, 17:41   

Fidel-F2 napisał/a:
Po namyśle bliżej temu do samogwałtu.

Jak sobie teraz przejrzałem dwie ostatnie strony to dochodzę do wniosku, że coś w tym jest :mrgreen:
Ale w wątku Stephensona mamy:
Cytat:
Ręczna rekonfiguracja nad treścią tej książki to coś naturalnego.

Mam tak z Harrisonem teraz.

Fidel-F2 napisał/a:
A nawet jeśli to prawda to co z tego? Jeszcze dojdzie do tego, że przeczytam tego Harrisona, co tak się będzie kurzył na półce.

Musisz mi zatem przybliżyć swoje pojmowanie takiego forum jak ZB. Myślisz, że lepiej dusić te wszystkie przemyślenia w sobie i kwitować każdą książkę jednym zdaniem? Fidel, trochę już czytałem Twoich postów, jakoś nie wierzę, że tak do tego podchodzisz.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,28 sekundy. Zapytań do SQL: 12