Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Ekonomia
Autor Wiadomość
Trojan 


Posty: 2711
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-06-05, 10:46   

hmm, Romku
po pierwsze trzeba jasno zdefiniować strony konfliktu na mapie. Oczywistym jest to że GazetaW jeste (jednym z) głównym rozgrywających na medialnej mapie Polszy, ze strony PO/.N/Wielki Obóz Starej Władzy. Z tego względu wiadomości przez nich przekazywane nie mogą być brane serio.

Odnosząc się bezpośrednio do artykułu... no cóż, nie za bardzo rozumiem dlaczego akurat jego wziąłeś jako przykład. Co ma z niego wynikać?

Od blisko 20 lat pracuje na obszarze HumanResources - a po polsku jestem po prostu kadrowcem (m.in), i tak się składa że zaczynałem pracę właśnie w szwalni (ok. 50 osób) w'99 roku. Także, doświadczeniem weryfikując artykuł z GW, mogę z dużą pewnością stwierdzić że po raz kolejny zaserwowano artykuł z d.wzięty - typowa robota na zlecenie dla studenta z ustalonym założeniem.


nie twierdzę że nie ma na rynku pracy patologii - zwłaszcza na obszarach "upośledzonych" ale jest to na prawdę praktyka coraz bardziej zanikająca.


500+ to najszybsza, najlepsza i najtańsza pomoc jaką może teraz zaoferować państwo. Oczywiście powinni ją "przyciąć", założyć pewne konkretniejsze ramy żeby nie trafiała do takich ciulów jak Piertu ale na tą chwilę nic sensowniejszego nie dało się wymyślić.

Choć jestem całym sercem przeciwko PiS&PO
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7044
Wysłany: 2017-06-05, 13:01   

Trojan napisał/a:
Oczywiście powinni ją "przyciąć", założyć pewne konkretniejsze ramy żeby nie trafiała do takich ciulów jak Piertu ale na tą chwilę nic sensowniejszego nie dało się wymyślić.
sysytem przycinania wygeneruje koszty większe niż oszczędności
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 17382
Wysłany: 2017-06-05, 13:04   

Kupuję to. "Śmieciówki" przyszłością narodu. Kodeks pracy to przeżytek. Jest 500+, jest dobrze. Już nie narzekam.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Trojan 


Posty: 2711
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-06-05, 13:19   

Fidel-F2 napisał/a:
Trojan napisał/a:
Oczywiście powinni ją "przyciąć", założyć pewne konkretniejsze ramy żeby nie trafiała do takich ciulów jak Piertu ale na tą chwilę nic sensowniejszego nie dało się wymyślić.
sysytem przycinania wygeneruje koszty większe niż oszczędności


no nie wiem - zrobić proste przycinanie zależne od przychodu z U.S. i po sprawie. Policzyć ile by to kosztowało i już.

Romulus napisał/a:
Kupuję to. "Śmieciówki" przyszłością narodu. Kodeks pracy to przeżytek. Jest 500+, jest dobrze. Już nie narzekam.


zaraz zaraz, skąd takie wynikowanie sobie wymyśliłeś? I znów, mimo że nie trawię to PiS zrobił najwięcej żeby ukrócić śmieciówki.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7044
Wysłany: 2017-06-05, 14:34   

Trojan napisał/a:
zależne od przychodu z U.S.
czyli?
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Trojan 


Posty: 2711
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-06-05, 14:46   

Fidel-F2 napisał/a:
Trojan napisał/a:
zależne od przychodu z U.S.
czyli?


taka pozycja w PITcie.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7044
Wysłany: 2017-06-05, 14:50   

to wiem, pytam o wysokość
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Trojan 


Posty: 2711
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-06-05, 15:14   

Tak trochę kwota z tramwaju wzięta ale 40 tys na twarz członka rodziny mogła być barierą.

+ wszyscy liniowi
  
 
 
dworkin 


Posty: 3216
Wysłany: 2017-06-05, 15:20   

Trojan napisał/a:
nie twierdzę że nie ma na rynku pracy patologii - zwłaszcza na obszarach "upośledzonych" ale jest to na prawdę praktyka coraz bardziej zanikająca.

Meanwhile in Poland... http://warszawa.wyborcza....wym-brzegu.html
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 16537
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2017-06-05, 15:41   

Przecież Wyborcza pisze pod tezę //spell
_________________
"I've seen things you people wouldn't believe. Attack ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like tears in rain. Time to die."
 
 
Trojan 


Posty: 2711
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-06-05, 16:18   

Nieładnie dworkin,
Znak że nie czytasz tego co piszą inni
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7044
Wysłany: 2017-06-05, 18:40   

znaczy odsiew będzie kosztowniejszy
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
dworkin 


Posty: 3216
Wysłany: 2017-06-06, 07:32   

Trojan napisał/a:
Nieładnie dworkin,
Znak że nie czytasz tego co piszą inni

No ale przecież nikt ich do pracy nie zmusza. Nie podoba się? Droga wolna! Niech same założą firmę odzieżową i płacą więcej. Bo ten kraj jest chory, reguluje minimalne stawki, kradnie w podatkach i rozdaje nierobom. A potem się dziwi, że biedny przedsiębiorca robi, co musi, by związać koniec z końcem.
  
 
 
Trojan 


Posty: 2711
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-06-06, 08:41   

proste/tanie podwykonawstwo/odzieżówka skończyło opłacalność najdalej 10 lat temu.

nie twierdzę że artykuł kłamie, ale może być tak że nie Warszawa a Radom i nie szwalnia a ceglarnia. GW lubi takie manewry.
 
 
dworkin 


Posty: 3216
Wysłany: 2017-06-06, 09:52   

I na koniec Sroczyński - http://wyborcza.pl/duzyfo...ka-27-proc.html

Cytat:
Zieliński jest głównym ekonomistą w dużym banku, zarabia miesięcznie 80 tys. zł. Od tej kwoty płaci dokładnie 20,4 proc. podatku. Malinowska jest sprzątaczką w tym samym budynku, zarabia miesięcznie 2 tys. zł, czyli pensję minimalną. Od tej kwoty płaci dokładnie 27 proc. podatku.

Dlaczego jako społeczeństwo zgadzamy się na ten skandal? Dlaczego wisi nam, że od lat mamy system podatkowy, w którym biedni płacą dużo wyższe stawki niż bogaci? Dlaczego kolejne rządy nic z tym nie robią? (...)

Liniowy PIT dla samozatrudnionych to hańba naszego systemu podatkowego. Korzysta z niego około pół miliona najzamożniejszych Polaków. Średnia ich zarobków – jak wynika z danych urzędów skarbowych – wynosi 200 tys. zł rocznie (17 tys. miesięcznie). Podkreślam – średnia. W tej grupie jest też Zieliński z rocznym dochodem w wysokości 960 tys. Policzmy raz jeszcze. Podatki Zielińskiego to liniowe 19 proc. oraz ryczałt na ZUS (1100 zł), który wynosi 1,4 proc. jego zarobków. W sumie więc płaci 20,4 proc. Tymczasem sama składka emerytalna Malinowskiej to prawie 10 proc. jej lichej pensji. Do tego Malinowska płaci chorobowe, rentowe, składkę zdrowotną i zaliczkę na podatek. Z pensji w wysokości 2 tys. zł brutto dostaje na rękę 1459 zł. Jej daniny na rzecz państwa wynoszą w sumie 27 proc.

W mediach ciągle słyszymy narzekania na rozmaite przywileje zawodowe: górników, rolników, służb mundurowych, nauczycieli. Natomiast o przywileju osób zamożnych – liniowym PIT – prawie się nie dyskutuje. Dlaczego? Ponieważ ci, od których zależy, o czym się dyskutuje, to ci sami, którzy z tego przywileju korzystają. W samozatrudnienie uciekają menedżerowie, doradcy finansowi, prawnicy, naukowcy, sportowcy (firma świadczy usługę „kopanie piłki”), medialni eksperci oraz gwiazdy dziennikarstwa (firma świadczy usługę „prowadzenie programu”). Wszystko to jest oczywista fikcja, bo pisanie artykułów, zadawanie pytań w radiu i telewizji czy kopanie piłki nie ma nic wspólnego z działalnością gospodarczą. Te jednoosobowe firmy przecież nikogo nie zatrudniają. Jedynym powodem ich istnienia jest niższy podatek. Dobrze zarabiający unikają w ten sposób wejścia w drugi próg podatkowy, mimo że wcale nie jest on u nas wysoki, bo wynosi jedynie 32 proc. Nie winię zamożnych, że tak robią, to ich prawo. Winię państwo, które od 2004 roku zgadza się na tę fikcję.

Mieliśmy w Polsce okres neoliberalnej mody, kiedy większość mediów powtarzała, jak fantastycznym pomysłem jest powszechny podatek liniowy. Moda na szczęście minęła, obecnie jedynie Ryszard Petru zgłasza ten postulat, co zresztą jest najmniej nowoczesnym elementem programu partii Nowoczesna. Ale cóż z tego, że podatek liniowy jest passé. W Polsce ta idea nie tylko wygrała, ale wręcz przeszła samą siebie. Nasz system podatkowy jest jak z marzeń amerykańskiej Tea Party. Mamy bowiem podatki regresywne! Przypomnę: sprzątaczka – 27 proc., doradca w banku – 20,4 proc. Oto sprawiedliwość po polsku.

Obciążanie wyższymi stawkami podatkowymi osób słabiej zarabiających jest sprzeczne z polską konstytucją. Wpisaliśmy do niej „społeczną gospodarkę rynkową” i rozmaite zasady sprawiedliwości. Fakt, że menedżer w banku oddaje państwu mniejszą część swoich dochodów niż sprzątaczka, jest łamaniem tych zapisów – takim samym, jak demolowanie przez PiS Trybunału Konstytucyjnego. Taki system podatkowy demoluje spójność społeczną. W kraju, w którym biedniejsi muszą płacić wyższe stawki niż zamożniejsi, nigdy nie będzie poczucia sprawiedliwości społecznej. Powinniśmy w tej sprawie krzyczeć równie głośno jak w sprawie sądów czy edukacji.

Co robić? Najlepiej byłoby przebudować system podatkowy w stronę solidnej progresji z kilkoma progami i górną stawką w okolicach co najmniej 40 proc. Próbował to zrobić minister Szczurek, ostatnio próbował też minister Kowalczyk, obaj skapitulowali, bo to polityczne ryzyko. Mam więc postulat minimum: skończmy przynajmniej z rajem podatkowym dla zamożnych. Samozatrudnieni niech będą opodatkowani jak cała reszta. Do progu 85 tys. rocznie – stawka 18 proc. Powyżej tego progu – stawka 32 proc. Ci, którzy w swoich jednoosobowych firmach zarabiają 3-7 tys. miesięcznie, nie stracą. A zamożniejsi zaczną płacić uczciwszą dolę. Będzie z tego kilka miliardów, które należy przeznaczyć na służbę zdrowia – i wyraźnie zapisać, że dodatkowe pieniądze mają iść na pensje pielęgniarek i lekarzy rezydentów. Ostatni dzwonek, żeby nie uciekli nam z kraju.
 
 
Trojan 


Posty: 2711
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-06-06, 10:04   

eh, tylko w Razem jest polityczna wola ruszenia koronnej ustawy SLD/Millera
tak jak napisał - wszyscy decyzyjni korzystają z tej ulgi, więc nie ma co oczekiwać na zmianę.
 
 
dworkin 


Posty: 3216
Wysłany: 2017-06-14, 13:25   

https://justpaste.it/17uxc

Dla tych, co zawsze chcieli poznać "Kapitał w XXI wieku" Thomasa Pikettego, ale nie mieli czasu i chęci dla tej ekonomicznej cegły... Review i zarazem streszczenie autorstwa innej ekonomicznej gwiazdy rocka - Paula Krugmana.

Cytat:
Thomas Piketty, profesor Paryskiej Szkoły Ekonomii, nie nosi powszechnie znanego nazwiska. Ale wkrótce to się może zmienić, bo wydano angielski przekład jego znakomitych rozważań na temat nierówności "Kapitał w XXI wieku".

Żyjemy w nowym pozłacanym wieku, w drugiej la belle époque - twierdzi francuski ekonomista. Erę tę, tak jak jej poprzedniczkę sprzed stulecia, definiują bowiem wielkie nierówności ekonomiczne i niewiarygodny wzrost majątku należącego do 1 proc (...)

Większość badaczy zajmujących się nierównością przyjmuje założenie, że wszystko dzieje się tam, gdzie się zarabia. I że dochody z kapitału nie są ani ważne, ani interesujące. Piketty wykazuje jednak, że nawet dzisiaj to przychody kapitałowe, a nie wynagrodzenia, zajmują najwyższą pozycję w dystrybucji dochodów. Dowodzi też, że w przeszłości - w czasach la belle époque w Europie i w mniejszym stopniu w trakcie pozłacanego wieku w USA w USA - głównym czynnikiem napędzającym nierówności w dochodach był nierówny podział aktywów, a nie różnice w wynagrodzeniach.

Na koniec zaś udowadnia, że właśnie do takiego modelu społeczeństwa wracamy.
 
 
Trojan 


Posty: 2711
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-07-10, 10:31   

Czy do zmiany w statucie S.A. potrzebna jest 75% większość ?
czy taka spółka może mieć inne zapisy w statucie ? że wystarcza zwykła większość ?
 
 
Trojan 


Posty: 2711
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-07-20, 12:21   

http://www.geekweek.pl/ak...polskiego-rzadu

Cytat:
Spożywczy rasizm w całej Unii Europejskiej pod lupą polskiego rządu

Latem ubiegłego roku wybuchła afera po tym, jak wykryto, że sprzedawane w Polsce popularne herbatniki Leibnitz reklamowane jako "maślane" w rzeczywistości zawierają bardzo niezdrowy utwardzony olej palmowy. Dla porównania w kraju, z którego pochodzą, a więc w Niemczech, oleju palmowego nie ma, w zamian jest zdrowe masełko.

Skąd takie rozbieżności? Firma tłumaczy się specyfiką polskiego rynku. Aby cena była niska i atrakcyjna dla przeciętnego klienta, konieczna okazała się modyfikacja składu produktu.

Teraz okazuje się, że nie był to wcale odosobniony przypadek. Jak informuje serwis euractiv.pl, węgierskie i słowackie urzędy bezpieczeństwa żywności przeprowadziły w ostatnim czasie szczegółowe kontrole produktów żywnościowych, zwłaszcza w niemieckich sklepach Lidl i Aldi. Wyniki były porażające.

Ponad połowa produktów miała inny skład niż ich odpowiedniki w Niemczech czy Austrii. Produkty miały nie tylko inną zawartość, ale również wagę, rozmiary, smak i konsystencję. Jedne były mniej chrupkie, a inne słodsze. Jedynie czekolady Milka były identyczne we wszystkich krajach Unii.

Mimo, że bardzo dokładnie prześledzono wszystkie parametry jakościowe produktów, w tym zawartość mięsa, tłuszczy czy białka, Komisja Europejska uznała wyniki badań za bezpodstawne, co więcej, wskazała, że międzynarodowe koncerny mają prawo do modyfikacji swoich produktów w danych krajach.
To, że w Polsce, Czechach czy na Węgrzech skazani jesteśmy na "podróbki" oryginalnych produktów, każdy z nas wiedział od dawna, choć nie sposób było to potwierdzić. Mity o tym, że w Polsce proszki do prania czy płyny do płukania są gorszej jakości niż Niemczech, stały się już faktem.

Do Środkowo-Wschodniej Europy trafiają produkty drugiej kategorii. Dowodem są na to chociażby owoce, takie jak banany czy pomarańcze, których wygląd i smak pozostawia wiele do życzenia w porównaniu z tym, co możemy dostać w Niemczech czy Austrii.

Rząd Polski, w porozumieniu z krajami Grupy Wyszehradzkiej (V4), rozważa wstrzymanie importu produktów spożywczych o jakości gorszej niż ich odpowiedniki sprzedawane w takich samych opakowaniach w innych państwach, jeśli Komisja Europejska nie podejmie bardziej zdecydowanych działań w tej sprawie.

Beata Szydło, Premier Polski, zapowiedziała, że nie pozwoli krzywdzić pod tym względem zwykłych obywateli i uczyni wszystko, aby mogli oni kupować w sklepach produkty takiej samej jakości jak te oferowane w sklepach w zachodniej Europie, tym bardziej, iż często są one w Polsce dużo droższe.

Miejmy nadzieję, że władze UE przestaną przymykać oko na ten zakrojony na szeroką skalę międzynarodowy skandal i w końcu pokażą, że wszystkie kraje należące do wspólnoty i ich obywatele są wobec siebie równi i nie powinni być oszukiwani przez zapatrzone w pieniądza koncerny.

Źródło: Forsal/E


może w końcu coś z tym zrobią
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7044
Wysłany: 2017-07-20, 12:31   

Trzeba, kurwa, czytać etykiety a nie czekać żeby Szydło o ciebie zadbała. I nie kupować kiełbasy po 6,99
Trojan, .jesteś zjebanym produktem PRLu.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
utrivv 
Roztargniony mag


Posty: 5229
Skąd: Z kapusty
Wysłany: 2017-07-20, 13:58   

Fidel-F2 napisał/a:
Trzeba, kurwa, czytać etykiety a nie czekać żeby Szydło o ciebie zadbała. I nie kupować kiełbasy po 6,99
Trojan, .jesteś zjebanym produktem PRLu.

Nie wkurza cię że to samo opakowanie żelków haribo barchen parchen kupione w Polsce smakuje dużo gorzej od takiego samego i tańszego produktu z Niemiec?
Czytanie etykiety niczego tu nie zmieni bez doktoratu z chemii
_________________
Sens nie jest aprioryczną strukturą obecności, lecz ruchem rozplenienia, efektem gry różnicy i powtórzenia //utrivv

Ł napisał/a:

wydrukowałem sobie ten wpis, złożyłem kartkę 8 razy i włożyłem do kieszeni mokrej koszuli. Wyschła od razu. I kota który leżał obok niej też zmumifikowało.


Próbuj. Przegrywaj. Nieważne. Próbuj po raz kolejny. Przegrywaj po raz kolejny. Przegrywaj lepiej
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7044
Wysłany: 2017-07-20, 16:40   

A czemuż miałoby mnie wkurzać? Widocznie nie ma zapotrzebowania na lepszy towar. Czytaj droższy. Być może z biedy, być może z głupoty. Z czego by to nie wynikało lud dostaje to czego potrzebuje.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Trojan 


Posty: 2711
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-07-20, 18:22   

pier%^isz jak potłuczony
uj ci da czytanie etykiet np. chemii domowej która od lat jest znacznie gorsza od "takiej samej" ale sprzedawanej w Niemczech.

nie ma zapotrzebowania bo się kierwa nie wie nawet że zza Odrą "ten sam" towar jest lepszy/zdrowszy i przy okazji w tej samej cenie/lub tańszy.


co do żywności - mam mieszane uczucia, nigdy nie porównywałem jakości czekolad czy innych słodkości. Ogólnie zapewne koncernowe mogą się czasami różnić składem / jego jakością,
ale summa summarum żarcie niemieckie jest gorsze. Być może na + wychodzą w jakiś jogurtach, ciasteczkach czy czekoladzie i napojach.
Np. ostatnio w biedronce Tymbark sprzedaje skoki słodzone glukozo-fruktozą.

co do RTV/AGD - stoimy na podobnym poziomie cenowy, ale nasze elektrobarachło jest tańsze *czyli takie cuś po max kilkadziesiąt PLN"
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7044
Wysłany: 2017-07-20, 20:09   

Głupiś
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
utrivv 
Roztargniony mag


Posty: 5229
Skąd: Z kapusty
Wysłany: 2017-07-20, 20:24   

Fidel-F2 napisał/a:
A czemuż miałoby mnie wkurzać? Widocznie nie ma zapotrzebowania na lepszy towar. Czytaj droższy. Być może z biedy, być może z głupoty. Z czego by to nie wynikało lud dostaje to czego potrzebuje.
Dochodzi do tego że "oryginalne" haribo z lidla jest gorsze niż lidlowe podróbki bo one są właśnie z niemiec
_________________
Sens nie jest aprioryczną strukturą obecności, lecz ruchem rozplenienia, efektem gry różnicy i powtórzenia //utrivv

Ł napisał/a:

wydrukowałem sobie ten wpis, złożyłem kartkę 8 razy i włożyłem do kieszeni mokrej koszuli. Wyschła od razu. I kota który leżał obok niej też zmumifikowało.


Próbuj. Przegrywaj. Nieważne. Próbuj po raz kolejny. Przegrywaj po raz kolejny. Przegrywaj lepiej
 
 
goldsun 
Szeregowy


Posty: 151
Skąd: Bytom
Wysłany: 2017-07-20, 20:32   

Trojan napisał/a:
co do żywności - mam mieszane uczucia, nigdy nie porównywałem jakości czekolad czy innych słodkości. Ogólnie zapewne koncernowe mogą się czasami różnić składem / jego jakością,
ale summa summarum żarcie niemieckie jest gorsze. Być może na + wychodzą w jakiś jogurtach, ciasteczkach czy czekoladzie i napojach.
Np. ostatnio w biedronce Tymbark sprzedaje skoki słodzone glukozo-fruktozą.

Dodam trochę z tego co wiem.
Na jogurtach są lepiej, bo jogurty, sery itp. w sporej ilości są importowane z Polski.
Nie wiem jak teraz, ale kilka lat temu obsługiwałem m.innymi mleczarnie.
I miałem okazję popróbować produktów, których w Polsce nie kupisz, bo one są tylko na rynek zachodni właśnie. To też z cyklu "lepsze produkty na zachodzie" - polskie fabryki same tak robią, że co lepsze to idzie za walutę.
_________________
Załączam różne wyrazy i pozdrawiam
Goldsun
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7044
Wysłany: 2017-07-20, 22:14   

utrivv napisał/a:
Dochodzi do tego że "oryginalne" haribo z lidla jest gorsze niż lidlowe podróbki bo one są właśnie z niemiec
no i?

goldsun napisał/a:
Dodam trochę z tego co wiem.
Na jogurtach są lepiej, bo jogurty, sery itp. w sporej ilości są importowane z Polski.
Nie wiem jak teraz, ale kilka lat temu obsługiwałem m.innymi mleczarnie.
I miałem okazję popróbować produktów, których w Polsce nie kupisz, bo one są tylko na rynek zachodni właśnie. To też z cyklu "lepsze produkty na zachodzie" - polskie fabryki same tak robią, że co lepsze to idzie za walutę.
czyli nie ma u nas problemu z dobrymi produtami? //mysli
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
utrivv 
Roztargniony mag


Posty: 5229
Skąd: Z kapusty
Wysłany: 2017-07-21, 05:51   

Fidel-F2 napisał/a:
utrivv napisał/a:
Dochodzi do tego że "oryginalne" haribo z lidla jest gorsze niż lidlowe podróbki bo one są właśnie z niemiec
no i?

No i w zasadzie to nic ale ponarzekać można i człowiek się lepiej czuje //utrivv
_________________
Sens nie jest aprioryczną strukturą obecności, lecz ruchem rozplenienia, efektem gry różnicy i powtórzenia //utrivv

Ł napisał/a:

wydrukowałem sobie ten wpis, złożyłem kartkę 8 razy i włożyłem do kieszeni mokrej koszuli. Wyschła od razu. I kota który leżał obok niej też zmumifikowało.


Próbuj. Przegrywaj. Nieważne. Próbuj po raz kolejny. Przegrywaj po raz kolejny. Przegrywaj lepiej
 
 
Trojan 


Posty: 2711
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-07-24, 18:50   

http://zielonewiadomosci....lu-kapitalizmu/

Świetny tekst.
Cytat:
Jan Chudzyński: Jaka jest relacja pomiędzy antropologią ekonomiczną a ekonomią?
dr Kacper Pobłocki:
Antropologia różni się od wszystkich innych nauk tym, że powstała jako nauka dotycząca społeczeństw rzekomo prymitywnych. Podczas gdy socjologia miała zajmować się społeczeństwem, ekonomia gospodarką, a politologia polityką, antropologia z założenia była nauką bardzo holistyczną. W badaniu społeczeństw tradycyjnych te sfery nie były przecież rozdzielane i w rezultacie nigdy nie było założenia, że te wycinki rzeczywistości są od siebie niezależne.
Pewnie dlatego jeden z najsłynniejszych artykułów w socjologii ekonomicznej, czyli praca Marka Granovettera na temat zakorzenienia sfery gospodarczej w kulturze, jest dla antropologów banalna. Antropolodzy od zawsze wiedzieli, że gospodarka nigdy nie była odseparowaną, autonomiczną sferą ludzkiej działalności. To wyjaśnia widoczną w antropologii tradycję ekonomii politycznej, która była punktem styczności pomiędzy obiema dziedzinami. Z czasem holizm w badaniach społeczeństw pierwotnych został przełożony na inne obszary badań. Współcześni antropolodzy robią np. badania etnograficzne na Wall Street.
Drugi punkt styczny to czerpanie przez ekonomię z szeregu antropologicznych mitów, np. tego o barterze.

Na czym polega ten mit?
To jest pewna teoria oparta na założeniu, że najpierw był barter, a później na skutek nieśmiałych aktów wymiany doszło do pojawienia się rynku. Czyli rynek narodził się w wyniku potrzeby wymiany towarów. Na początku spotykaliśmy się raz na rok, potem raz na tydzień, aż w końcu doszło do regularnej wymiany towarowo-pieniężnej. Rozrastały się rynki i miasta kupieckie itd. Tyle, że to smithowska wizja, która nie ma pokrycia w historii gospodarczej.

Rynki były zawsze i zawsze były efektem działalności państwa, a nie wymiany. Arabscy i chińscy filozofowie pieniądza uważaliby taką wizję genezy pieniądza za zabobon. Pieniądz był bowiem dla nich instrumentem działalności państwa. W mojej książce opisuję genezę polskiego państwa. Okazuje się, że zostało ono zbudowane za srebrne pieniądze produkowane na eksport w emiracie sammanickim, czyli na obecnym terytorium Afganistanu i Iranu. W Polsce przez pierwsze dwieście lat nie było kupców, nie było miast rzemieślniczo-kupieckich, które teoretycznie są zalążkiem zachodniego kapitalizmu. Była za to instytucja niewolnictwa, dzięki której produkowano różne towary. Była też wymiana, ale pod bardzo silną kuratelą państwa.
To trochę inna wizja rozwoju kapitalizmu. Codzienność mitycznego chłopa, który produkuje na własne potrzeby i coś czasami odsprzedaje na rynku, wyglądała więc trochę inaczej. Handel, wymiana i rynki od zawsze były dziełem państwa.

Rzeczywiście to wbrew popularnym przekonaniom na ten temat…
Wróćmy jeszcze do punktów stycznych antropologii ekonomicznej i ekonomii. Otóż trzeci punkt wynika z tego, że antropologia jest też w dużej mierze nauką o przestrzeni. I tak np. ważna książka Erica Wolfa Europa i ludy bez historii pokazuje, że nie byłoby zachodniego kapitalizmu bez tzw. Trójkąta Atlantyckiego. Nie można mówić o angielskiej rewolucji przemysłowej abstrahując od niewolnictwa, Afryki Zachodniej, Karaibów i USA. Eksportowano niewolników z Afryki Zachodniej do Karaibów i do USA, gdzie produkowali oni bawełnę i cukier, które były transportowane do Wielkiej Brytanii. Bez cukru, który stał się bardzo ważnym komponentem kalorycznym diety robotników, urbanizacja i rewolucja przemysłowa nie osiągnęły aż takiej skali. Oczywiście dochodzi do tego jeszcze tania bawełna, z której można było produkować towary.

Wolf jako pierwszy pokazał, że rozrost niby zaawansowanych społeczeństw zachodnich był bezpośrednio związany z pojawieniem się prymitywnych struktur społeczno-ekonomicznych w innych miejscach. To szereg formacji, które razem tworzą pewną bardzo spójną konfigurację. Antropologia jako jedna z pierwszych nauk pokazuje te zależności.
Inaczej jest w ekonomii, gdzie mamy do czynienia z bardzo silnym nacjonalizmem metodologicznym, czyli założeniem, że przedmiotem badania jest państwo. Gdy mówimy o wzroście, to z reguły chodzi o PKB jakiegoś państwa i porównania np. Islandii i Chin. Zakłada się, że można zestawiać ze sobą kraje, które mają odpowiednio 300 tys. i ponad miliard mieszkańców. Z powodu takiego podejścia bierze się też fetysz krajów nordyckich i przeświadczenie, że pomimo ich niewielkich populacji jest to model, który można zastosować w dużo większym kraju.
Antropologia od samego początku badała gospodarkę zarówno w skali bardzo lokalnej, jak i na poziomie globalnych zależności. A to umyka ekonomistom, którzy się zafiksowali na punkcie statystyk dotyczących państwa narodowego.

Jak więc z punktu widzenia antropologii ekonomicznej wygląda współczesna gospodarka rynkowa, kapitalizm?
Przede wszystkim kapitalizm i gospodarka rynkowa to nie jest to samo. Mimo to większość polskich publicystów i ekonomistów zakłada, że nie ma między tymi pojęciami żadnej różnicy. Taki pogląd wywodzi się z rzeczywistości lat 80. XX wieku, kiedy w Polsce utożsamiano kapitalizm z drobną, kupiecką przedsiębiorczością. I drobnymi handlarzami, którzy jeszcze w latach 90. wykładali na ulicy słynne łóżka polowe. W 1993 roku Michael Burawoy napisał artykuł o tym, że postrzeganie kapitalizmu jako rynku i wymiany towarów jest poglądem archaicznym i że ten prawdziwy kapitalizm, funkcjonujący w centrach światowej gospodarki, nie jest oparty na wolnym handlu, tylko na monopolu. A to są zupełnie inne warunki. Według niego ten wolnorynkowy kapitalizm kupiecki skończył się pod koniec XIX wieku.
Rynki i wymiana handlowa istniały zawsze i są tak stare, jak znane nam społeczeństwa. Gatunek ludzki, człowiek, jakiego widzimy dziś, żyje na ten planecie od ok. 70 tys. lat Przez większość tego czasu klimat był na tyle zmienny, że nie pozwalało to na budowanie trwałych, osiadłych społeczeństw. Mniej więcej 12-15 tys. lat temu klimat ustabilizował się na tyle, że można było zacząć budować to, co nazywamy cywilizacjami. Pojawiło się rolnictwo, niewolnictwo i praca. A z nimi też dług. Pieniądz materialny jest bowiem dosyć młodym zjawiskiem – monety pojawiły się ok. 600 r. p.n.e. Wcześniej istniał pieniądz wirtualny, czyli pewne zobowiązanie, dług, który był związany z instytucją niewolnictwa. Mamy tego świadectwo w postaci zapisów na mezopotamskich glinianych tabliczkach sprzed 5 tys. lat. Dane archeologiczne pozwalają jednak przypuszczać, że tego rodzaju zależności są tak stare jak ludzkość.

Co odróżnia współczesny kapitalizm od jego wcześniejszych form?
Kapitalizm współczesny to coś innego. Najbardziej skłaniam się tu ku optyce Karla Polanyi’ego, który pisał, że współczesny kapitalizm to system oparty na trzech rynkach: nieruchomości, pieniądza i pracy.
Po pierwsze pieniądz kredytowy, który nie jest wyłącznie środkiem wymiany, ale stanowi mechanizm sprawowania władzy. Pieniądz funkcjonował praktycznie zawsze, ale był formą wymiany, umożliwiał handel. Jako jeden z tych trzech filarów kapitalizmu pojawia się w momencie, w którym powstaje rynek pieniądza i za pomocą pieniądza można uzyskać go jeszcze więcej. Po drugie wyalienowana praca, realizowana głównie przez instytucję niewolnictwa, która pod wieloma względami jest niezwykle współczesna. Natomiast trzeci filar, czyli rynek obrotu nieruchomościami, pojawia się dopiero pod koniec XIX wieku. I wtedy te trzy elementy stworzyły nową całość, doprowadzając do dużej zmiany jakościowej, która zbudowała podwaliny systemu ekonomicznego, w którym żyjemy.

Rządzą nim dwie podstawowe zasady, czyli 5 procent zysku z kapitału i 3 procent wzrostu gospodarczego. Gdybym miał zdefiniować współczesny kapitalizm, to byłyby to jego dwie fundamentalne cechy. System ciągłego wzrostu, który napędzany jest przez te dwie zasady, pojawił się dopiero pod koniec XIX wieku.
W mojej książce rozróżniam kapitalizm w wąskim i szerokim tego słowa znaczeniu. Są bowiem autorzy, np. David Graeber, którzy twierdzą, że kapitalizm jest tak stary jak ludzkość. To spojrzenie jest uzasadnione, jeżeli kapitalizm zdefiniujemy jako system oparty o pieniądz kredytowy i instytucję niewolnictwa. Natomiast inne ujęcie przypomina, że tak daleko w przeszłości nie można szukać zalążków współczesnego systemu. Nasza dzisiejsza sytuacja jest przecież radykalnie inna od tego, co działo się na świecie 3-4 tys. lat temu, i jakościowa zmiana dokonała się dopiero gdy te opisane przez Polanyi’ego trzy filary weszły razem w interakcję. To nie była powolna ewolucja, tylko drastyczne cięcie, w wyniku którego pojawiło się coś zupełnie nowego.

Czyli pojawiła się możliwość przerzucania kapitału z jednego rynku na drugi?
Tak. Pojawiła się ciągłość inwestycyjna, tzn. założenie, że inwestuje się pieniądz po to, żeby po jakimś czasie mieć go więcej. A wtedy można mieć go jeszcze więcej. Stąd pod koniec XIX wieku pojawiają się bezpośrednie inwestycje zagraniczne, a także idea ciągłego wzrostu. Ten system, który definiujemy przez zasady 3 i 5 proc., wyłonił się razem z drugą rewolucją przemysłową, na przestrzeni trzech ostatnich dekad XIX w. Był to pierwszy prawdziwie zglobalizowany system.

Czy wzrost jest konieczny do funkcjonowania tego systemu?
Jest takie założenie, że zdrowa gospodarka rozwija się w tempie 3 proc. rocznie. Jeżeli jest to 8 proc., to rewelacja, a jak 20 proc., to już w ogóle szał. Ale gdy spada poniżej 3 proc., to wszyscy mówią, że zaczyna się recesja.

A skąd się wzięła taka zasada?
Wzięła się z tego, że historycznie tak było.

Czyli to nie wynik jakiejś głębszej analizy?
Nie. To samo dotyczy drugiej żelaznej zasady kapitalizmu. Z danych widać, że 5 proc. zwrotu z zainwestowanego kapitału to pewna zasada, która funkcjonowała wśród kupców. W XIX-wiecznych powieściach, np. u Balzaca czy Dostojewskiego, wprowadzając nowe postacie wystarczyło podać informację, ile ta osoba ma majątku, żeby każdy wiedział, jaki ma roczny dochód. Każdy był w stanie sobie to przeliczyć, bo zakładano, że zysk z kapitału to 4-5 proc.
Było takie założenie wśród kupców, że to jest zadowalający poziom zwrotu. Fabrykanci zarabiali więcej, 7-8 proc., a ta nadwyżka 2 proc. to był dodatkowy zysk, jaki dostawali za swoją pracę.

Czyli taka umowa, zwyczaj?
Tak, zupełnie arbitralna umowa. Z kolei jeśli chodzi o zasadę 3 proc. wzrostu, to jest to przekucie pewnego historycznego doświadczenia na ogólną zasadę. W zasadzie każda teoria ma taki historyczny rodowód, tylko bardzo często się o tym zapomina. W tym przypadku widzimy zuniwersalizowanie europejskiego, XX-wiecznego doświadczenia.

– A czy to jest możliwe do utrzymania?
Ten kapitalizm, który wydaje nam się oczywisty, to system trwający mniej więcej od 150 lat. To jest moment dominacji atlantyckiej, czyli USA i Wielkiej Brytanii, a jego szczyt nastąpił w 1950 roku. Dzisiaj to już Chiny są największą gospodarką.
Mamy więc do czynienia z pewnym bardzo konkretnym systemem społeczno-ekonomicznym, którego centrum sytuuje się w kręgu anglosaskim, a zasady wynikają z partykularnego doświadczenia tych krajów. Ale tak zdefiniowany kapitalizm kończy się. Powody są czysto matematyczne. Rozrost światowej gospodarki zachodzi w sposób geometryczny i żeby utrzymać te 3 proc. wzrostu od wartości całej globalnej gospodarki, czyli 70 bilionów dolarów, potrzeba niebotycznych środków. Skala tego procesu staje się tak duża, że to już matematycznie nie do utrzymania. Bo 3 proc. od złotówki to mało, ale ten sam procent od bilionów to już naprawdę dużo.
Dlatego świat oparty o tak precyzyjnie zdefiniowane kryteria odchodzi do lamusa. Piketty twierdzi, że tempo wzrostu będzie spadać do 1-2 proc. A nawet może być to mniej. Dochodzimy do ściany i pozostają już tylko sztuczne metody radzenia sobie ze spadającą stopą zysku.

Jakie to „sztuczki”?
Stopa zwrotu w USA w okresie powojennym wykazuje tendencje spadkowe. Jest jeden magiczny sposób utrzymania jej powyżej poziomu 5 proc. Można go zaobserwować od końca lat 70. gdy nastąpił początek finansjalizacji. Wtedy gospodarka amerykańska zamiast handlu i produkcji zaczęła się reorientować w kierunku sektora finansowego. Dzięki temu, choć w sztuczny sposób, skutecznie udało się odwrócić trend spadkowy. Jednak krach w 2008 roku pokazał, że finansjalizacja jest wyłącznie odroczeniem momentu rozwiązania problemu.
Co warto podkreślić, ten wzrost nie pojawił się wirtualnie. Nastąpiła rekonfiguracja materialnych podstaw gospodarki. W USA nastąpiło odejście od produkcji i rozwinął się rynek nieruchomości, ale to było możliwe tylko dzięki temu, że Chiny i inne kraje zaczęły produkować towary dla konsumenta amerykańskiego. I te uzyskane z eksportu dolary wracały do USA i były lokowane w coraz większym sektorze finansowym, w nieruchomościach.
Wzrost zawsze ma swoje materialne podstawy, ale to często umyka, jeśli patrzymy tylko na fragment rzeczywistości. Czytałem o badaniu, które pokazuje, że emisja CO2 wywoływana przez serwery obsługujące Internet jest porównywalna z tą powodowaną przez branżę lotniczą.
Ograniczając analizę do USA może się wydawać, że doszło pojawienia się społeczeństwa postindustrialnego. Natomiast w skali globalnej to absurdalne twierdzenie, bowiem żyjemy w dobie największej rewolucji przemysłowej.

Nowe centrum będzie w Azji?
Tak podejrzewa m.in. Giovanni Arrighi. Ale trudno powiedzieć, czy Chiny będą kolejnym hegemonem, czy powstanie wielobiegunowa rzeczywistość, w której nie ma jednego centrum. To, co się w tym momencie rodzi, może być zupełnie inne od tego, co było wcześniej.

Najwięcej można zarobić w Afryce. I wydaje się, że to Chiny działają tam najprężniej..
Nie wiadomo, jak to się skończy. Ale na pewno można dostrzec pozytywne efekty znaczącej pozycji Chin we współczesnym świecie. Przecież na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy w kwestiach klimatycznych to chińskie władze okazują się być w awangardzie i przekonują, że walka z ocieplaniem się klimatu musi być prowadzona w skali globalnej.

Z jednej strony dramatyczne poszukiwanie wzrostu, a z drugiej troska o klimat...
Tak naprawdę to, że Chińczycy będą bardziej agresywnie wydobywać surowce w Afryce, nie ma aż tak wielkiego znaczenia w skali całego systemu. Przecież wymóg 3 proc. wzrostu oznacza podwojenie PKB co dwadzieścia kilka lat. I to jest czysto matematyczny powód, dla którego ten system nie jest możliwy do utrzymania. Kwestie środowiskowe i klimatyczne, czyli niezamierzone konsekwencje działania według formuły 3 proc. i 5 proc., to druga przyczyna.
Jak mówi David Harvey, kapitalizm nie rozwiązuje swoich problemów, tylko przesuwa je w inne miejsce. Eksternalizuje je. Było nawet takie badanie, które pokazywało, że w zasadzie żadna globalna korporacja nie wykazałaby zysków, gdyby włączała do swoich kosztów koszty środowiskowe, które obecnie ponoszą inni.

Czy jest szansa, że poprawią się relacje między gospodarką a środowiskiem naturalnym?
Moim zdaniem i tak czeka nas dosyć radykalna zmiana świata ekonomicznego. Pytanie tylko, czy to się skończy wielką wojną i apokalipsą, która po prostu zakończy to wszystko. W takim scenariuszu nie ujrzymy końca kapitalizmu, tylko koniec świata. Bo już dziś widzimy, że problemy ekologiczne wcale nie mają ekologicznej manifestacji, przybierają raczej formę działań politycznych i militarnych. Prowadzą do wojen domowych, tak jak na Bliskim Wschodzie.
Jako alternatywę mamy radykalne zmiany.

———-

Kacper Pobłocki jest antropologiem społecznym. Jego praca doktorska pt. The Cunning of Class – Urbanization of Inequality in Post-war Poland (2010) została wyróżniona nagrodą Prezesa Rady Ministrów. Autor tekstów z zakresu studiów miejskich, antropologii porównawczej i ekonomicznej oraz historii społecznej. Współautor książki Anty-bezradnik przestrzenny – prawo do miasta w działaniu (2013, nagroda im. Jerzego Regulskiego) oraz współredaktor książki Architektura niezrównoważona (2016). Pracuje w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz w Centrum Europejskich Studiów Lokalnych i Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego.
 
 
dworkin 


Posty: 3216
Wysłany: 2017-08-02, 09:14   

W Lechistanie bez zmian... http://gospodarka.dzienni...atrudnieni.html

Cytat:
Ponad 20 tys. osób zadeklarowało fiskusowi w 2016 r. dochód do opodatkowania przekraczający milion złotych. Było ich o tysiąc więcej niż w 2015 r. – wynika z danych zebranych przez nas w izbach administracji skarbowej. Ponad 80 proc. najbogatszych rozlicza dochody według 19-proc. liniowej stawki PIT (...)

– Składka na ZUS i NFZ w wysokości 1200 zł miesięcznie. To niedużo przy rocznych dochodach rzędu miliona złotych. Za to dla małych firm to realny ciężar. Mamy sytuację, w której tzw. klin podatkowy jest bardzo duży w przypadku najmniejszych przedsiębiorców i stosunkowo mały u tych z największymi dochodami. To jest przesłanka, by iść w stronę jakiejś zmiany w systemie – mówi Łukasz Kozłowski.

Paweł Wojciechowski tłumaczy to na przykładzie mikrofirmy uzyskującej małe dochody rzędu 2 tys. zł i samozatrudnionego prowadzącego działalność gospodarczą zarabiającego 100 tys. zł miesięcznie.

– Dla 100 tys. zł dochodu efektywna stawka całkowitego obciążenia wynosi ok. 21 proc., a dla miliona już tyle, ile podatek PIT, czyli nieco powyżej 19 proc. A w przypadku najniższych dochodów z działalności gospodarczej, rzędu 2 tys. zł miesięcznie, klin wynosi nawet 56 proc. Taki degresywny system, przy którym wraz ze wzrostem obciążeń spadają obciążenia, jest mocno krytykowany – mówi ekonomista ZUS.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Katedra


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant | Craiis ]

Strona wygenerowana w 0,38 sekundy. Zapytań do SQL: 14