Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
James Ellroy
Autor Wiadomość
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2009-10-11, 20:40   James Ellroy

Nie wiem, czy jest sens zakładać temat poświęcony jednemu z autorów, których wielbię. Nie jest on szeroko w Polsce znany, ale prawie każdy, kto nie uważa siebie za filmowego ignoranta zetknął się przynajmniej z jedną z adaptacji jego powieści. Albo jest takim ignorantem :)
James Ellroy - Sułtan Brudów, Demon Dog of American crime fiction, uchodzi za aroganta i bufona, ale to tylko chwytliwa poza. Jeden z klasyków (i to żyjący) współczesnego criminal noir, ale nie tylko, ponieważ skończył już z czarnym kryminałem. Niedawno ukończył trzecią, ostatnią z powieści z cyklu Underworld USA Trilogy. Więcej o jego sylwetce tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/James_Ellroy

Jak sam powiedział, swoje powieści pisze napalmem i krwią. I to przekłada się rzeczywiście na styl powieści. Brutalne fabuły, które wwiercają się pod powierzchnię tego, o czym piszą inni autorzy powieści sensacyjnych, nie dają czytelnikowi wytchnienia, wywlekając na karty powieści odrażające zbrodnie. Jeśli w jego powieści pojawi się jakiś dobry bohater - najczęściej gliniarz, to można być pewnym, że Ellroy przeciągnie go bezlitośnie przez fabułę, aby w finale zostawić go albo rozbitego, albo pokaleczonego. Ale, najczęściej, także żywego. I trudno nazywać taki finał "dobrym".

Najsłynniejsze powieści należące do dwóch najważniejszych cykli w gatunku: L.A. Quartet i właśnie Underworld USA Trilogy - nie dzieją się współcześnie. Kwartet L.A. poświęcony jest głównie Wydziałowi Policji Los Angeles i dzieje się na przestrzeni kilkunastu lat, tak między 1946 r. a 1958 r. Kilka pomniejszych postaci przewijających się w tym cyklu powraca w Underworld USA Trilogy, która rozgrywa się między 1958 r. a 1972 r. (chyba, ponieważ nie ukazała się jeszcze w Polsce ostatnia jej część).

L.A. Quartet to "Czarna Dahlia", "Wielkie Nic", "Tajemnice Los Angeles" i "Biała gorączka". Jak pisałem, ich głównym bohaterem jest tak naprawdę policja Los Angeles. Nie jest to bynajmniej obraz sielski. Nie ma wśród bohaterów tych powieści aniołów. Zdemoralizowani policjanci, albo - co najmniej - przybrudzeni korupcją, która w tamtych latach jakiś wielkim grzechem nie była. Każda z powieści to inni bohaterowie, inne spojrzenia i dramaty. Dopiero dwie ostatnie bardzo mocno ze sobą są związane. Wszystkie spaja nie tylko zbiorowy bohater, ale także postać kapitana Dudleya Smitha, który - upraszczając - jest w tym cyklu głównym czarnym charakterem. choć trudno w to uwierzyć zważywszy na postaci przestępców: zdrowo zboczonych gwałcicieli i psychopatów. Sprawiedliwość w tych powieściach to pojęcie umowne. Podobnie, jak pisarstwu Ellroya obca jest polityczna poprawność. Mamy więc tu pozbawioną jakiegokolwiek osądu moralnego segregację rasową i wulgarny rasizm. Nie wiem, czy pada w tych powieściach choć raz słowo Murzyn. Prawie zawsze jest to "asfalt", albo "czarnuch". Podobnie z Meksykanami: "meksi", "kaktusy" itd. I mimo, że nie ma świętych, to nie sposób nie kibicować głównym bohaterom, którzy wykonują swoją pracę, angażują się i czasami choć na chwilę budzi się w nich iskierka, destrukcyjna chęć czynienia dobra. Bezużyteczna i skazana na zapomnienie próba odkupienia żałosnego życia. I żądnych osądów.

Czarna Dahlia - została sfilmowana przez De Palmę. Ekranizacja do kitu, można obejrzeć tylko dla Hillary Swank.
Tajemnice Los Angeles - adaptacja bardzo niekanoniczna. Prawdziwe autorskie spojrzenie twórców filmu na książkę. Scenariusz okroił powieść i zostawił dla filmu jakąś 1/3 fabuły. Pozmieniał kilka wątków. I w efekcie otrzymaliśmy dzieło równie ekscytujące i doskonałe, jak powieść. Zresztą, Ellroy był zachwycony adaptacją.

Powieści z tego cyklu lepiej czytać we wskazanej kolejności (nawracanie pewnych wątków i postaci). Ale to nie jest wymóg. Tylko w przypadku dwóch ostatnich jest to niezbędne.

UNDERWORLD USA TRILOGY; "Amerykański spisek", "Sześć tysięcy gotówką" i - od miesiąca na rynku w USA - "Blood's a Rover".
Powieści te to właśnie political noir. Brutalna dekonstrukcja mitu JFK i Ameryki pod jego rządami. Autor przeprowadził ogromny research, ktory sprawił, że połączył w tej powieści politykę i zorganizowaną przestępczość w naprawdę wybuchową mieszankę. Trudno się oderwać. Te powieści trzeba czytać bez wątpienia w podanej kolejności. Głównych bohaterów jest kilku. A najważniejszymi czarnymi charakterami są: John Edgar Hoover - szef FBI, który przez kilkadziesiąt lat rządził tą instytucją i który, ponoć, miał haki na wszystkich liczących się ludzi w kraju; Howard Hughes - miliarder, ekscentryk, geniusz lotnictwa, nawet klasyk filmowy, pociągający za sznurki w polityce i biznesie, człowiek, który wykupił od mafii Las Vegas, wreszcie "władca" haremu, narkoman i nieszczęśliwy człowiek, którego imperium po śmierci zostało rozdrapane przez mormonów. Jest jeszcze Richard Nixon, ale tu będę miał pewność dopiero po przeczytaniu 3 tomu :) W tych powieściach Ellroy oszczędza tylko Roberta Kennedy, którego - jak przyznał - wielbił.

Bo i sam autor - mimo politycznej niepoprawności, deklaruje się po lewej stronie. Ale - co trzeba podkreślić - jego literatura nie ma poglądów politycznych.

Uważam, bez cienia przesady, że nieznajomość powieści Jamesa Ellroya - na pewno tych wskazanych wyżej (bo napisał ich 16), upośledza znajomość kryminału noir. To tak, jak czytać fantasy nie znając Władcy Pierścieni. Prowadzi to nieuchronnie do zachwytu Goodkindem :) , czyli do ignorancji :)

Jedyne o co mam żal do tego "aroganta" to to, że nie lubi Raymonda Chandlera i woli Dashiella Hammetta. Ale, może ma rację.

Na koniec jeszcze 2 wywiady, których udzielił Ellroy Conanowi O'Brianowi:
http://www.youtube.com/watch?v=BSifaJk54rE
i
http://www.youtube.com/wa...feature=related
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2010-01-10, 13:40   

Będę, widać, kustoszem jedynym tego ogródka. Ale, przy okazji zdrożnych marzeń na temat New Yorkera, znalazłem w jego archiwum wybór omówień i recenzji Jamesa Ellroya: http://www.newyorker.com/...ubmitbtn=Submit
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Tigana 
Sandman


Posty: 4427
Skąd: Czerwone Zagłębie
Wysłany: 2010-02-07, 21:22   

Tak żeby Romulus nie czuł się zbyt samotnie. Czytałem "Wielkie Nic" (świetny kryminał) i "Tajną sprawę" . Próbowałem też wziąć się za inne, ale odstraszył mnie dziwny styl pisarza - np "Biała gorączka" - była pisana jakąś dziwną składnią.
_________________
"Z gustami literackimi jest po trosze jak z miłością: zdumiewa nas, co też to inni wybierają"
Andre Maurois

 
 
Himura 


Posty: 229
Skąd: z forum MAG-a
Wysłany: 2010-02-08, 18:15   

Postanowiłem kiedyś spróbować pisarstwa d(zięki polecankom Romulusa) Ellroya i zacząłem czytać "Tajemnice Los Angeles" - niestety próba zakończyła się niepowodzeniem, choć nie wykluczam, że za czas jakiś zostanie ponowiona.

Za to wielkim fanem twórczości Denisa Lehane jestem, więc w przypadku tego autora na pewno się z Romulusem zgadzamy :-)
_________________
Płyńcie łzy moje poprzez smutku knieje! Wygnani na wieki, niechże was opłaczę; Gdzie czarny ptak nocy haniebną pieśń pieje, Tam dni pędzić będą tułacze.
------------------
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2010-02-08, 20:51   

Kiedyś zarzucano Ellroyowi, że próbuje wejść w buty Chandlera. Gdyby ktoś znał podstawowe fakty na temat jego twórczości - nie pisałby takich bzdur. Ellroy nie cierpi Chandlera (chyba o tym pisałem) i jeśli już czerpie od klasyków to bliżej mu do Dashiella Hammetta, czy Mike'a Spillane (nie wiem, czy tego autora cosik się ukazało w Polsce, kiedyś czytałem jego nowelkę w "Antologii czarnego kryminału" i - rzeczywiście - można nazwać go kontynuatorem stylu M. Spillane).

Co do stylu. Ten - jak to się określa - telegraficzny styl, jako rzecze anegdota, wziął się stąd, ze wydawca kazał mu skrócić którąś z powieści. Ellroy to złośliwy gnom - wziął powieść i wyciął z każdego zdania przydawki (przymiotne) albo przymiotniki. Stąd wyszedł mu ten telegraficzny styl, który wielu odrzuca. Ale pozostaje klimat: brudnego świata, pełnego psycho - seksualnych zboczeń i zbrodni, w których mała iskierka przyzwoitości w oczach czytelnika urasta do rozmiarów jakiejś niesamowitej heroiczności. Ech, uwielbiam tego gościa.

EDIT: mocne to słowa, ale śmiem nazywać zarówno Ellroya, jak i Lehane za żyjących klasyków czarnego kryminału.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Oranea


Posty: 15
Wysłany: 2010-02-08, 21:07   

Czytałam tylko "Czarną Dalię", i to niestety też tylko dlatego, że film wchodził na ekrany kin (inaczej nawet bym się o tej książce nie dowiedziała). Pamiętam, że lektura bardzo mnie wciągnęła, a do stylu autora się przyzwyczaiłam i potem zupełnie mi już nie przeszkadzał. :)
_________________
..::Eppur.Si.Muove::..
>>>Srebrzyście<<<
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2010-02-08, 21:12   

A widziałaś ten kiepski film? Podpisał go Brian De Palma i jedno można powiedzieć -albo go zdominowali producenci albo facet skończył się jako reżyser.

A powieść "Czarna Dalia" to dopiero wstęp do LA Quartet. Potem jest ostrzej.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Oranea


Posty: 15
Wysłany: 2010-02-08, 21:24   

Tak, film też obejrzałam, bo chciałam porównać z ksiązką. I wyszło na to, że film im się faktycznie rozjechał... Może nie byłoby tak źle gdyby nie podpierali się książką, tylko po prostu stworzyli coś własnego. Chociaż nie byłam po seansie jakos skrajnie zdegustowana, po prostu drugi raz nieprędko do niego wrócę.
_________________
..::Eppur.Si.Muove::..
>>>Srebrzyście<<<
 
 
Himura 


Posty: 229
Skąd: z forum MAG-a
Wysłany: 2010-02-09, 20:40   

Romulus napisał/a:
... czy Mike'a Spillane (nie wiem, czy tego autora cosik się ukazało w Polsce, kiedyś czytałem jego nowelkę w "Antologii czarnego kryminału" i - rzeczywiście - można nazwać go kontynuatorem stylu M. Spillane).


Jakiś czas temu (połowa 2008) wydano u nas "Ja jestem sądem"
_________________
Płyńcie łzy moje poprzez smutku knieje! Wygnani na wieki, niechże was opłaczę; Gdzie czarny ptak nocy haniebną pieśń pieje, Tam dni pędzić będą tułacze.
------------------
 
 
Tomasz 
Kain Czarny


Posty: 3653
Skąd: Skraj Nieba
Wysłany: 2011-01-02, 19:20   

Czytam właśnie "Tajemnice Los Angeles" i jestem zachwycony. Mimo, że znam i lubię film, to książka od początku wgniotła mnie w fotel. Jest ostrzejsza, brudniejsza, a do tego rewelacyjnie napisana. Styl autora, w zasadzie reporterski, unikający opisów, idealnie pasuje do przedstawienia brutalnego świata policji z Los Angeles.
Kupiłem już na Allegro pozostałe trzy części Kwartetu i czekam z niecierpliwością na przesyłkę.
I przy okazji pytanie:
Czy Underworld USA Trilogy wyszła już w całości w Polsce czy nadal są tylko dwie części? A jeśli ukazał się trzeci tom to jaki ma polski tytuł?
_________________
"Różnorodność warto celebrować, z niej bowiem rodzi się mądrość." Duiker, historyk imperialny (Steven Erikson "Malazańska Księga Poległych")
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2011-01-02, 19:43   

Trzeci tom jeszcze się w Polsce nie ukazał i w zasadzie nie wiem, kiedy i czy w ogóle to nastąpi. Tytuł to "Blood's a Rover". Leży i czeka na przeczytanie. Muszę to nadrobić w najbliższym czasie, ale uzbierało mi się trochę wydań po polsku. Choć, jak sam się już przekonałeś styl pisania Ellroya nie jest skomplikowany. Fragmencik ze wspomnianej powieści:
Cytat:
"He was a sergeant on the Vegas PD. He was married. He had a chemistry degree. His father was a big Mormon fat cat. Wayne Senior was jungled up all over the nut Right. He did Klan ops for Mr. Hoover and Dwight Holly. He pushed high-line hate tracts. He rode the far-right zeitgeist and stayed in the know. He knew about the JFK hit."

Rety, zanim do niej zajrzę musze sobie odświeżyć poprzednie dwie. To będzie orgiastyczna lektura!

Super, że spodobały ci się powieści z L.A. Quartet. Inne powieści Ellroya (na ogół wcześniejsze) nie są tak dobre. Widać to przy otwierającej Kwartet "Czarnej Dalii". Ale potem forma szybuje w górę a ostatnia z tego cyklu "White Jazz" - dla mnie esencja stylu Ellroya.

"Amerykański spisek" i "Sześć tysięcy gotówką" również stoją na bardzo wysokim poziomie. Gdzieś tam migają w tle drugoplanowe postaci z Kwartetu - a jedna z nich Pete Bondurant, jest obsadzona na pierwszym planie.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2011-02-13, 22:20   

Opowiadania ze zbioru "The New space Opera 2" wchodzą opornie, więc, aby się za bardzo nie "zadręczać" odświeżam sobie dwie pierwsze części USA Underwoold Trilogy. "American Tabloid" za mną, teraz "Sześć tysięcy gotówką". Ech, mają moc te powieści i chyba się już nie zatrzymam i następną będzie trzecia część, tyle że po angielsku. Uwielbiam styl Ellroya.
Kolejna próba, tym razem po polsku
Cytat:
Poparzył palce. Usmiechnął się. Cur-tii zachichotał. Cur-tii dzielił herę.
Zakręcił nożem. Udał, że rozpruwa komuś bebechy. Powiedział: - Całkiem jak świnia w przebraniu. - Zakręcił nożem. Udał, że kogoś goli. Powiedział: - Wendell lubi gładkie. A ciachanie cipek to zawsze było Wendella modus operandi. - Powiedział jeszcze: - Zrobił jej to, facet. Stracił swoją spluwę, więc musiał się jakoś odegrać.
Wayne to USŁYSZAŁ. Natychmiastowe skojarzenie. Wayne to ZOBACZYŁ - natychmiastowa sekwencja obrazów.
Pobiegł. Poślizgnął się. Potknął. Wpadł w błoto. Wstał. Potknął się. Biegł. Wsiadł do samochodu. Dźgał kluczykiem w stacyjkę. Nie mógł trafić.
Udało się. Przekręcił klucz. Wrzucił bieg. Koła zawirowały i samochód ruszył.
Zajasniała błyskawica. Rozległ się grzmot. Wayne prześcignął deszcz.
Przemykał przez skrzyżowania. Jechał na żółtych światłach i na czerwonych. Podskakiwał na torach tramwajowych. Zahaczał o krawężniki. Ocierał się o zaparkowane wozy.
Dotarł do domu. Wjechał na trawnik. Wytoczył się z auta i biegł. W domu panowała ciemność. Zamek był uszkodzony. Jego klucz utknął w dziurce.
Kopniakiem wyważył drzwi. Rozejrzał się po korytarzu. Zobaczył światło w sypialni. Podszedł i zajrzał.
Była naga.
Pościel była czerwona. Czerwień lała się z niej. W czerwieni tonęło całe łóżko.
Rozciągnął jej ręce i nogi. Poprzywiązywał. Użył krawatów Wayne'a. Rozpłatał ją i ogolił. Wyciął kawałek tkanki na łonie.
Wayne wyciągnął broń. Wayne odbezpieczył. Włożył sobie lufę do ust i pociągnął za cyngiel.
Kurek pstryknął tylko. Wystrzelił cały magazynek na złomowisku.

Burza minęła. Uszkodziła linie energetyczne. Nie działały światła na ulicach. Ludzie jeździli jak obłąkani.
Wayne jechał z rozwagą. Wayne jechał bardzo powoli.
Zaparkował koło budy. Chwycił śrutówkę. Podszedł i kopniakiem wyważył drzwi.
Cur-tii pakował towar. Jego brat gapił się w telewizor. Ujrzeli Wayne'a. Skinęli głowami. Usmiechali się jak debile.
Wayne próbował coś powiedzieć. Wayne'owi kołkiem stanął język. Za to Cur-tii gadał. Gadał na zwolnionych obrotach, jak to po herze.
- Hej gościu. Wendella nie ma. Chyba nie myślisz, że będziemy dawać żreć...
Wayne podniósł strzelbę. Wayne zamachnął się kolbą.
Zdzielił Cur-tii'ego. Przewrócił go. Stanął mu na piersi. Chwycił sześć woreczków. Wpakował mu je do ust.
Cur-tii się krztusił. Cur-tii gryzł folię. Ugryzł Wayne'a w rękę. Cur-tii łykał herę razem z woreczkami.
Wayne stanął mu na gębie. Woreczki pękały. Zęby mu się łamały. Żuchwa wyskoczyła z zawiasów.
Cur-tii się rzucał. Nogi mu zesztywniały. Krew poszła nosem. Cur-tii drgnął i ugryzł Wayne'a w but.
Wayne zrobił głośniej telewizor. Morey Amsterdam ryczał. Dick Van Dyke wrzeszczał.
Braciszek płakał. Braciszek błagał. Braciszek zaklinał. Zaklinał na wszystkie świętości, rozwalony na podłodze.
Usta mu się ruszały. Cała twarz się ruszała. Powieki zatrzepotały. Oczy się wywróciły.
Wayne go zdzielił.
Wybił mu zęby. Złamał nos. Złamał kolbę od śrutówki. Usta mu się ruszały. Cała twarz się ruszała. Oczy się wywróciły. Widać było białka.
Wayne podniósł telewizor. Wayne spuścił mu go na głowę. Lampy popękały i eksplodowały. Spaliły mu twarz.

Linie energetyczne zostały naprawione. Światła na ulicach działały. Wayne jechał na złomowisko.
Zatrzymał się. Włączył długie światła. Trafił w buicka. Wysiadł i otworzył bagażnik.
Zdjął Leroyowi taśmę. Spytał: - Gdzie jest Dufree?
Leroy powiedział: - Nie wiem.
Wayne go zastrzelił - pięć kulek w twarz - bez pudła, z najgrubszego śrutu.
Odstrzelił mu łeb. Rozwalił bagażnik. Rozniósł podwozie. Wzbił w powietrze stare opony.
Wrócił do samochodu. Spod maski z sykiem dobywał się dym. Jeździł bez oleju. Zatarł silnik.
Rzucił strzelbę.
Wrócił do domu pieszo.
Usiadł przy Lynette.

"Sześć tysięcy gotówką", strona 160 - 162.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
stian
Nałogowiec


Posty: 465
Wysłany: 2011-02-15, 19:25   

Zapowiedź Blood's a Rover http://www.esensja.pl/ksi...&idobiektu=8654

Co do Ellroya to bez wątpienia pisarz wybitny w swoim gatunku. Czytam właśnie "Amerykański spisek", epicka opowieść o ludziach złych i jeszcze gorszych, kluczowych dla powojennej historii Ameryki. Znakomite.
 
 
Tomasz 
Kain Czarny


Posty: 3653
Skąd: Skraj Nieba
Wysłany: 2011-02-15, 19:49   

stian napisał/a:
Zapowiedź Blood's a Rover http://www.esensja.pl/ksi...&idobiektu=8654


I to jest news. To zaczynam w tym tygodniu czytać "Amerykański spisek". Będzie cała trylogia. Ciekawe czy nowy wydawca będzie sięgał po inne tytuły czy to taki jednorazowy wyskok kończący niedokończoną przez innego wydawcę trylogię.
_________________
"Różnorodność warto celebrować, z niej bowiem rodzi się mądrość." Duiker, historyk imperialny (Steven Erikson "Malazańska Księga Poległych")
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2011-02-15, 20:44   

Tomasz napisał/a:
stian napisał/a:
Zapowiedź Blood's a Rover http://www.esensja.pl/ksi...&idobiektu=8654


I to jest news. To zaczynam w tym tygodniu czytać "Amerykański spisek". Będzie cała trylogia. Ciekawe czy nowy wydawca będzie sięgał po inne tytuły czy to taki jednorazowy wyskok kończący niedokończoną przez innego wydawcę trylogię.

Szok! To może poczekam z czytaniem po angielsku trzeciej części. Dla tej ksiązki zrezygnowałbym z kilku innych zapowiadanych na ten rok :) I, jeśli będzie trzeba, nawet mi powieka nie mrugnie.

Hmmm... Dwight Holly - nieciekawy typek, ale przecież u Ellroya tacy są najfajniejsi :) Spodziewam się, że będzie ponuro. Wprawdzie Ellroy nie będzie się skupiał na aferze Watergate, ale i tak książka się skończy chyba jeszcze przed śmiercią Hoovera i Howarda Hughesa - więc "zło" zatriumfuje. Z drugiej strony Hughes w ostatnich latach życia stał się samotnikiem i w ogóle był nieuchwytny dla nikogo, aż umarł a majątek próbowali rozgrabić mormoni, którymi się na starość szczelnie otoczył. Hoover, zdaje się, pod koniec swych lat również nie był u szczytu formy, choćby z czasów obydwu braci Kennedy.

Fajnie gdyby wydawnictwo położyło łapę również na poprzednich powieściach Ellroya. Choć i tak najważniejsze to te, które tworzą Kwartet i Trylogię.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2011-05-30, 13:17   

"Krew to Włóczęga" - już można zamawiać w Empikowej przedsprzedaży: http://www.empik.com/krew...90152,ksiazka-p Szkoda że już nie zdążę jej zabrać ze sobą na urlop. A może i dobrze - po powrocie końcówkę urlopu uczczę naprawdę godnie :-P
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
stian
Nałogowiec


Posty: 465
Wysłany: 2011-05-30, 19:15   

Grubo, ale do lipca sesja 8)
 
 
ramirez82

Posty: 1
Wysłany: 2011-06-23, 12:00   

Miło, że są tacy pasjonaci Ellroya. Ja sam kilka lat temu miałem na niego straszną jazdę i czytanie każdej, kolejnej
wydanej u nas ksiązki, dostarczało mi mnóstwo emocji. Ale później jakoś mi przeszło, druga i trzecia część trylogii
o Hopkinsie rozczarowała, a Śmierć w podróży w ogóle mnie nie wciągneła i nie skończyłem jej. Może przejadłem się Ellroyem.
Tak czy siak Kwartet L.A. to dla mnie potęga, a Trylogii Underworld U.S.A. niewiele do tego brakuje - przynajmniej pierwszej
i drugiej części, bo trzeciej nie czytałem jeszcze.

A co z innymi autorami? Ostatnio C&T, wydawca Ellroya, wydaje sporo wartościowych klasyków noir, Jima Thompsona, Davida
Goodisa, oraz Asfaltową dżunglę W.R. Burnetta. Znacie? czytacie? Rewelacyjne rzeczy! Np. taki Thompson i jego Z piekła rodem.
Krótka, bo raptem 150-cio stronnicowa powieść, niby schemat, bo o facecie, któremu nadarzyła się okazja zdobycia grubszej
gotówki i który zrobi wszystko by nie przepuścić takiej okazji. Cyniczna, bezkompromisowa i przyprawiona czarnym
humorem. Josh Bazell, pisarz, którego szczerze mówiąc nie znam, pytany o autorów, którzy wywarli
na niego największy wpływ, wymienia m.in. Ellroya i Thompsona, po czym dodaje:"Przy Ellroyu i Thompsonie inni pisarze wydają
się ślepi na rzeczywistość". I coś w tym jest, dlatego przede wszystkim polecam waszej uwadze Jima Thompsona, a dopiero potem
Goodisa i Burnetta, warto dać im szansę.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2011-06-23, 13:16   

ramirez82 napisał/a:
Miło, że są tacy pasjonaci Ellroya. Ja sam kilka lat temu miałem na niego straszną jazdę i czytanie każdej, kolejnej
wydanej u nas ksiązki, dostarczało mi mnóstwo emocji. Ale później jakoś mi przeszło, druga i trzecia część trylogii
o Hopkinsie rozczarowała, a Śmierć w podróży w ogóle mnie nie wciągneła i nie skończyłem jej. Może przejadłem się Ellroyem.
Tak czy siak Kwartet L.A. to dla mnie potęga, a Trylogii Underworld U.S.A. niewiele do tego brakuje - przynajmniej pierwszej
i drugiej części, bo trzeciej nie czytałem jeszcze.

Ellroy to dla mnie tylko L.A. Quartet i USA Underworld Trilogy. Miażdżące. Pozostałe powieści podeszły mi letnio i nawet ich nie szukam do mojej biblioteczki.

Szkoda, że "Krew to włóczęga" przeczytam dopiero po powrocie z urlopu. Od dawna leży u mnie na parapecie wydanie angielskie, ale kiedy dowiedziałem się o polskim postanowiłem się wstrzymać z czytaniem. Spodziewam się czytelniczej orgii - jak przy poprzednich jego powieściach z tego cyklu.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
kokos

Posty: 4
Wysłany: 2011-07-15, 19:50   

Ogólnie zgadzam się z powyższymi opiniami. Czytałem cały LA Quartet - świetne książki, ale trzeba przyzwyczaić się do specyficznego stylu. Chociaż czwarty tom, "White Jazz", akurat uważam za najsłabszy i najtrudniejszy w odbiorze. Może wynikało to z tego że czytałem je w niewielkim odstępie czasu, więc byłem już nieco Ellroyem "zmęczony".

Ostatnio skończyłem też "American Tabloid" i jest równie dobry, ale przed kolejnymi tomami zamierzam zrobić większą przerwę. To bardzo długa i intensywna pozycja, każdy rozdział zawiera więcej treści niż 50-100 stron innych książek sensacyjnych,

Fanom Ellroya zdecydowanie polecam "Power of The Dog" (Z PSICH PAZURÓW - fatalny polski tytuł i okładka) Dana Winslowa - równie mocne, a jednocześnie bardzo przystępnie napisane.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2011-07-16, 17:45   

Wróciłem z wakacji. Zabrałem ze sobą "Krew to włóczęga". Pękłem, bo mam słaby charakter. ale warto było. Włochy w połączeniu z Ellroyem, kiedy na Włochy nie patrzyłem - to ekstaza. Powieść jest genialna. Idealne zwieńczenie USA Underworld Trilogy. Fabuła cudownie skomplikowana, wielowątkowa. Bohaterowie - jak zwykle: źli i jeszcze gorsi, ale nie sposób nie fascynować się ich losami. Więcej w niej smutku, niż w innych powieściach tego pisarza. Przecudowny, mięsisty opis lewicowych środowisk w latach 1968 - 1972 i całego ówczesnego fermentu. Można się zżymać, że Ellroy wszystko ubrudzi, splugawi - ale to nieprawda. Zawsze zostawi jakąś "perełkę" dobra, która musi być chroniona. Zawsze bronią jej ci, którzy próbują odkupić swoje winy w całkowicie daremnym, (auto)destrukcyjnym zrywie. Zakończenie wątku Wayne'a Tedrowa - poezja. Dwight Holly - jeden z najlepszych bohaterów Ellroya. Choć fani nie znajdą tu nic nowego. Ale to co znajdą, to będzie właśnie Ellroy we właściwym sobie stylu. Tylko tego mi było trzeba. Jak na razie, najlepsza powieść, jaką przeczytałem w tym roku. Wybitna.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
You Know My Name 
Vortex Surfer


Posty: 7413
Skąd: wyższe sensy lodu
Wysłany: 2011-07-17, 22:54   

Romku, od czego zacząć Ellroya LA Quartet czy Underworld...?
_________________
Ziuta na Polconie napisał/a:
Pałac Kultury i Nauki...
Mały, ale gustowny
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2011-07-17, 23:00   

L.A. Quartet. Choć nie mają ze sobą wielu punktów stycznych, to powieści z Kwartetu rozgrywają się wcześniej. Choć i tam pojawia się pobocznie Howard Hughes, czy póxniejszy bohater dwóch części Trylogii: Pete Bondurant lub pomniejsze szuje, jak Fred Otash. "Czarna Dalia" jeszcze na kolana nie rzuca, ale "Wielkie Nic", "Tajemnice...", czy "Biała gorączka" już walą w skronie brudem. I chyba od "Wielkiego Nic" zaczyna się słynny "telegraficzny" styl Ellroya.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
stian
Nałogowiec


Posty: 465
Wysłany: 2011-07-17, 23:50   

Bez przesady. "Czarna Dalia" też jest solidnie brudna i bardzo porządnie napisana. Sama kreacja tytulowej femme fatale Czarnej Dalii robi wrazenie.
 
 
batou 


Posty: 505
Skąd: Tai chi
Wysłany: 2011-07-18, 08:35   

Jak dla mnie "Czarna Dalia" to lepsza powieść. W "Wielkim Nic" średnio podszedł mi wątek "komunistyczny", ale zgodzę się, że to powieść brudniejsza niż pierwsza z cyklu. Generalnie przyłączam się do polecania. Soczysta. męska proza.
_________________
dont open your eyes you wont like what you see
the devils of truth steal the souls of the free
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2011-07-18, 14:11   

stian napisał/a:
Bez przesady. "Czarna Dalia" też jest solidnie brudna i bardzo porządnie napisana. Sama kreacja tytulowej femme fatale Czarnej Dalii robi wrazenie.
Masz rację. Słabością "Czarnej Dalii" był jednak - moim zdaniem - nieco infantylnie przedstawiony wątek przyjaźni dwóch głównych bohaterów. I to mi trochę obniża ocenę tej powieści. Ale poza tym, jest świetna. Sama tajemnica morderstwa rozwiązana krwawo i ponuro :)

A w "Newsweeku" wywiad z Sułtanem Brudów: http://www.newsweek.pl/ar...yminalu,79399,1 Polecam wszystkim. Cenię tego pisarza ogromnie także za bezpretensjonalną szczerość, którą ujawnia także w tym wywiadzie. A zapowiedź nowych powieści (czteroksiąg) jest elektryzująca.
Jest jeszcze wywiad z "Wprostu", ale mi się nie otwiera: http://www.wprost.pl/ar/2...rzechy-Ameryki/

Ocena JFK jest miażdżąco realistyczna i lapidarnie celna :) Ciekawe, swoją drogą: Ellroya kryminał już znudził i dlatego zabrał się za powieści historyczne. Zatem zapowiedź nowego cyklu osadzonego w latach poprzedzających wydarzenia z L.A. Quartet jest niesamowicie mnie jarająca.

EDIT: no i okazało się, że to "Libra" była inspiracją dla Ellroya :)

EDIT2: no i zapowiedź serialowej wersji USA Underworld Trilogy przygotowywanej z tomem Hanksem... Tyle dobrych wiadomości jednego dnia chyba nie przeżyję :)
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
stian
Nałogowiec


Posty: 465
Wysłany: 2011-07-18, 15:39   

Moze Albatros wypromuje teraz Ellroya, czyli zrobi to co nie udalo sie zrobic wydawnictwu C&T. Bo to skandal, ze taki pierwszoligowy pisarz jest w Polsce praktycznie nieznany.
 
 
Tomasz 
Kain Czarny


Posty: 3653
Skąd: Skraj Nieba
Wysłany: 2011-07-18, 16:56   

Romulus napisał/a:
Masz rację. Słabością "Czarnej Dalii" był jednak - moim zdaniem - nieco infantylnie przedstawiony wątek przyjaźni dwóch głównych bohaterów. I to mi trochę obniża ocenę tej powieści. Ale poza tym, jest świetna. Sama tajemnica morderstwa rozwiązana krwawo i ponuro :)


Też mi się wydawało to momentami infantylne czy naiwne. I czytałem "Czarną Dalię" po "Tajemnicach Los Angeles", co powoduje że zderzenie stylów wypada mocno na niekorzyść pierwszej książki z cyklu.

Na razie dopiero te dwie książki przeczytałem, ale już obie najważniejsze cykle skompletowałem i zabieram się właśnie za "Wielkie nic".

Romulus napisał/a:
no i okazało się, że to "Libra" była inspiracją dla Ellroya :)

Oj "Libra" bardzo zacna, wciąż jestem pod wrażeniem. I mam wielką chęć na wersję Ellroya, ale jednak będę czytał po kolei czyli najpierw dokończę Kwartet.
_________________
"Różnorodność warto celebrować, z niej bowiem rodzi się mądrość." Duiker, historyk imperialny (Steven Erikson "Malazańska Księga Poległych")
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18296
Wysłany: 2011-07-20, 19:20   

Tekst o Ellroyu w ostatnim "Wproście" jest raczej przeciętny. Wywiad z "Newsweeka" znacznie, znacznie ciekawszy. We "Wprost" mamy zbiór ogólnie znanych fanom faktów dotyczących pisarza. W sam raz, aby przybliżyć jego postać tym, którzy go wcześniej nie znali.

Mam ogromną nadzieję, że Ellroy "chwyci" nad Wisłą. Bo to geniusz :)

Ale najlepszy w tym artykule i tak jest cytat z samego Ellroya:
Cytat:
Nazwijcie mnie rasistą, nazwijcie mnie ksenofobem, ale nie przepadam za arabskimi terrorystami. Myślę, że to zbieranina palantów posuwających wielbłądy. Mam ochotę robić sobie z nich jaja, bo jestem złym chłopcem. A jeśli się to komuś nie podoba, może mnie pocałować w dupę


Poza tym, że podpisuję się pod tym tekstem, jakby był moimi własnymi słowami, to dedykuję go wszystkim cieciom od politycznej poprawności.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
lilkaz

Posty: 2
Wysłany: 2011-07-22, 00:30   

Przyznaje szczerze – nie często mi się to zdarza, ale przed rozmową z panem byłem totalnie przerażony!
James Ellroy: To ciekawe a dlaczego? Tak strasznie wyglądam czy coś w tym guście?
Nie, po prostu przygotowując się do rozmowy, czytałem i oglądałem wywiady z panem i załamałem się po pana wystąpieniach w popularnym w Stanach talk show u Conana O’Briena. Mówił pan tam tak szybko że mało co zrozumiałem do tego strasznie cynicznie to brzmiało.
Conan O’Brien to delikatnie rzecz ujmując pajac. A jego program jest idiotyczny z założenia. Pewnie macie w Polsce takie programy telewizyjne, gdzie prowadzący udaje (albo jest naprawdę) idiotę a zaproszeni goście muszą dostosować się do jego idiotycznego poziomu. Jeśli takowe macie to działa w nich ten sam mechanizm co u O’Briena. Jako zaproszony gość wchodzi pan do studia i pieprzy co mu ślina na język przyniesie, bo tego wymaga konwencja programu. Dlatego w tych wywiadach zachowuje się tak jak się zachowuje. To show dla publiczności. Co ciekawe, wbrew temu co wydaje się Conanowi, programy tego typu nie sprzedają książek. Nawet ich nie promują. Chodzi w nich przede wszystkim o to, żeby się pokazać i udowodnić że James Ellroy to nazwisko na tyle silne że zaprasza się je do tak popularnych show jak to O’Briena. Biorąc udział w czymś takim sprzedaje siebie, swoją markę, po to aby ktoś strasznie próżny w Hollywood dajmy na to powiedział – to gość od O’Briena, nic jego nie czytałem ale ten szalony pisarz zniszczył w show Conana może więc zamówimy u niego jakiś scenariusz. I o to w tym chodzi. O zarabianie pieniędzy. Rozmawiając z panem zupełnie na poważnie mówię normalnie – prawda?
Nie dość że normalnie to bardzo racjonalnie i rozsądnie. Czy w Stanach zawsze trzeba mieć pomysł na to jak się sprzedać? Bez odpowiedniego image’u nie da się odnieść sukcesu?
W Stanach tygodniowo wychodzi około nie pamiętam chyba sześćdziesiąt kryminałów i każdy autor marzy o tym, aby mu się udało. Mówiąc brutalnie szczerze, kreowanie określonego wizerunku, na pewno pomaga wybić się z tej magmy.
Czyli te wszystkie dziwne i pokręcone określenia jak choćby „demoniczny pies czarnej literatury”, czy „pisarz dla całych rodzin, o ile wasza rodzina to rodzina Charlesa Mansona” to pana pomysły i forma cynicznej promocji?
Oczywiście i te opowieści o terrorystach też. Sam sobie wymyślałem różne przezwiska, dziwaczne określanie własnych książek i teorie dookoła siebie. Wszystko po to aby się odróżnić od reszty autorów. A poza tym także po to aby ubiec jakieś kretyńskie epitety narzucane przez dziennikarzy – „demoniczny pies czarnego kryminału” brzmi lepiej niż „nowy Raymond Chandler”. A w dodatku kocham psy i to te najgroźniejsze pit bulle, bulteriery. Ta nazwa to taki mój hołd dla tych ras.
Twórczości Raymonda Chandlera pan ponoć nie ceni.
Bo jego detektyw Filip Marlowe to taka przestylizowana pizda. Wiecznie prawym, wiecznie dobry, tylko udaje cynicznego i zblazowanego. W rzeczywistości Chandler nie stworzył postaci z krwi i kości a subtelnego elegancika, takiego co to bardzo chce ale się boi. Jego język także mnie nie przekonuje. Krytycy mówią że to język ulicy itp. ale tak naprawdę Chandler nie miał pojęcia o języku ulicy. Wszystko u niego było wystylizowane. O wiele bardziej przekonywujący jest dla mnie Dashiell Hammett. To prawdziwa twarda proza, może i niedoskonała, ale mocna, waląca po łbie. Chandler nas po łbie najwyżej głaskał.
Ponad dekadę temu poczuł się pan chyba zmęczony pisanie kryminałów, bo w jednym z wywiadów rzucił pan iż nie będzie już więcej pisał powieści kryminalnych.
I słowa dotrzymałem. Dorosły mężczyzna nie może całe życie układać kryminalnych łamigłówek. A poważnie po prostu wyczerpałem jak dla siebie możliwości tego gatunku. Nic mnie w nim już nie pociągało, dlatego postanowiłem pisać powieści historyczne. Nie interesuje mnie już sama akcja a jej kulisy, to co doprowadziło w rzeczywistości to pewnych zdarzeń w historii Ameryki.
Jak zamach na prezydenta Johna F. Kennedyego?
Największym błogosławieństwem z życiu Kennedyego było to że go zabito w zamachu. Wiem, brzmi to cynicznie, ale nie zmienia to faktu, że jego legenda żyje wiecznie w Ameryce dzięki temu iż do dziś trwają dywagacje, kto zlecił zabójstwo w Dallas, kto pociągnął za spust. Prawda jest taka iż Kennedy nie był dobrym prezydentem. Był zwykłym jebaką, którego bardziej od polityki kręciły cipki. W dodatku przez swoje polityczne decyzje narobił sobie masę wrogów; – począwszy od konkurentów do urzędu, przez mafię, FBI na CIA kończąc. Nikt go nie lubił, nikt nie akceptował.
Porównał pan kiedyś Baracka Obamę do Kennedyego…
Nigdy. To kłamstwo. Nie interesuje mnie współczesna Ameryka i jej polityczne problemy. Jedyne podobieństwo jakie widzę między nimi to, to że obaj strasznie szeroko się uśmiechają. No i podobnie jak Kennedy, Obama jest fatalnym prezydentem.
Pytam o Kennedyego nie bez powodu . „Krew to włóczęga” pańska powieść która niebawem ukaże się w Polsce zamyka trylogię „Underworld USA” (Podziemna Ameryka – w skład której wchodzą „Amerykański spisek”, „Sześć tysięcy gotówką” i „Krew…”) to właściwie wielka historyczna epopeja, której akcja krąży dookoła tego kto i dlaczego zlecił zabicie Kennedyego.
„Underworld USA” zacząłem pisać w połowie lat 90. Wtedy właśnie poczułem się zmęczony czarnym kryminałem, potrzebowałem zupełnie innego bodźca innej literatury. Największym natchnieniem dla mnie była absolutnie genialna powieść bodaj najwybitniejszego współczesnego amerykańskiego pisarza Dona DeLillo „Libra”. To jego wizja tego jak wyglądał zamach w Dallas sprawiła, że zacząłem pisać „Amerykański spisek”.
Sekunda – pan, człowiek który podkreśla na każdym kroku że czyta tylko swoje książki, żeby się nikim nie inspirować przyznaje że wpłynął na niego DeLillo?
To było dawno temu. Naprawdę od kilku dobrych lat nic nie czytam, jeśli potrzebuje literatury sięgam po Hammetta i Jamesa M. Caina. Co nie zmienia faktu, że DeLillo to absolutna pierwsza liga współczesnej literatury amerykańskiej.
Skoro pan nic nie czyta to jakim cudem od czasu do czasu poleca pan książki innych autorów?
Pyta pan o blurby czyli te polecenia na okładkach? A to proste wydawca mi opowiada o czym jest. (śmiech) A tak poważnie to bardzo rzadko to robię, kartkuje wtedy powieści – nie czytam. Jak się jest w tej branży tak długo łatwo poznać co jest dobre, co fatalne.
To wróćmy do pańskich książek. Każda z powieści wchodzących w skład trylogii to opasłe, blisko siedmiuset stronicowe tomisko. Dużo zajmuje panu tzw. „reaserch” czyli zbieranie materiałów do książki?
Nic mi nie zajmuje, bo tego nie robię. Zatrudniam zazwyczaj dwójkę ludzi, którzy zbierają dla mnie informacje, ja tylko przekazuje im wskazówki. Należę do wymierającej generacji pisarzy, którzy nie używają Internetu, nie posiadają komputerów itp. Ciągle piszę ręcznie, czasami dyktuję niektóre fragmenty zatrudnionej przez mnie kobiecie a jedynym komputerem jakiego używam jest mój mózg. Tak więc gdy dostaje zamówione materiały zamykam się z nimi i czytam, wyciągam wnioski i tworzę własną wizję historii. Pan musi zrozumieć jedno – przez pojęcie powieść historyczna nie rozumiem książki, która opowie panu historię Ameryki od początku do końca. Chodzi mi o to aby bazując na historii opowiedzieć jej własną interpretację. Dlatego bardzo długo czytam materiały i szukam pęknięć w historii, momentów niejasnych w których wprowadzam swoich fikcyjnych bohaterów.
Nigdy się pan nie myli? Nie zdarzyło się panu przekręcić jakiegoś zdarzenia przez przypadek?
Oczywiście, że przekręcam zdarzenia, w końcu to nie literatura faktu. Ale dla największej wiarygodności opisywanych przeze mnie zdarzeń staram się unikać rzeczy kompletnie nieprawdopodobnych. Natomiast co do błędów to raz zaliczyłem wpadkę totalną, a mianowicie wsadziłem jednemu z moich bohaterów (rzucającemu palenie) do ust gumę nicorette. Pech chciał że akcja toczyła się w 1962 roku, a guma nicorette pojawiła się bodaj w 1978 roku.
Czytając pańską „Krew to włóczęga” trudno nie odnieść wrażenia, że wg pana Ameryka to kraj potwór w którym rządzi korupcja i zło. Nie jest to zbyt pozytywny wizerunek kraju.
Pan zwróci uwagę, że nie mówimy tu o Ameryce zwykłych ludzi, którzy chodzą do pracy i zarabiają pieniądze. Ta Ameryka to kraj który kocham i który wciąż w to wierzę jest krajem miliona możliwości. Ale istnieje druga Ameryka, ta która chowa swoje oblicze przed światem, a to właśnie korupcja, związki mafii z rządem, sprzedajni gliniarze, karierowicze w polityce itp. Tę Amerykę próbuje bezlitośnie obnażać.
Do tego stopnia ją pan obnażał, że po wydaniu „Sześć tysięcy gotówką” amerykańscy dziennikarze pisali o panu, że jest pan rasistą?
Niech pan nie zwraca uwagi na to co wypisują durni pismacy. Całe to zamieszanie dookoła rasizmu wzięło się z tego iż „Sześć tysięcy…” było napisane niezwykle mocnym, ale prawdziwym językiem lat 60. Myśli pan że w tamtych czasach ktoś próbował być poprawny politycznie? Absolutnie nie. Słowa takie jak „bambus”, „czarnuch”, „asfalt”, „ciota”, „pedryl” były powszechnie używane. Zresztą dla większości Amerykanów Czarni byli w tamtych czasach „bambusami”. Mój bohater człowiek zamieszany w zamach na Martina Luthera Kinga był rasistą i mówił rasistowskim językiem. Kto tego nie rozumie jest zwyczajnym idiotą. Że niby jak Ku Klux Klan to była jakaś grupa wsparcia? A utożsamianie autora z jego bohaterami to już jakaś kompletna dziennikarska dziecinada.
Zabójstwa Martina Luthera Kinga, Kennedyego, afera Watergate to kamienie milowe w historii Ameryki…
Przepraszam najmocniej ale ja nie piszę o Watergate – kompletnie mnie to nie interesuje, zresztą i tak jest to opisane na dziesiątą stronę. Nie ma nic pociągającego w Watergate a zatem swoją książkę czyli „Krew…” zakończyłem tuż przed. Ale co do Kennedyego i Kinga to tak, owszem to zdarzenia niezwykle istotne, Ameryka nie tylko traciła swoją niewinność ale przede wszystkim udowodniała jak bardzo jest wyrachowana, zimna.
Chodziło mi o to iż nigdy pan nie pisze o czasach współczesnych.
Bo mnie nie interesują. Najciekawsze w historii Ameryki są lata od 30 do 70 ubiegłego wieku. Przez te cztery dekady pojawiło się tyle przekręciarzy, było tyle afer, tajemniczych zniknięć polityków itp., że dzisiejsza Ameryka ze swoimi aferami i politycznymi przekrętami może się schować. Dlatego też zupełnie mnie nie interesuje.
Powiedział pan kiedyś: „jeden skorumpowany polityk jest bardziej przerażający i może uczynić więcej zła niż wszyscy seryjni mordercy”.
Wie pan ilu seryjnych morderców działa obecnie na terenie Stanów Zjednoczonych?
Nie mam pojęcia.
Maksymalnie trzydziestu. Rachunek prawdopodobieństwa gwarantuje nam niemal ze stuprocentową pewnością, że nigdy takowego na swojej drodze nie spotkamy. A wie pan ile powieści o seryjnych mordercach powstaje w Stanach?
No nie.
Około trzydziestu tygodniowo. Seryjni mordercy choć w zasadzie w przyrodzie nie występują zawładnęli masową wyobraźnią. Ludzie się ich boją, uwielbiają o nich czytać, choć tak naprawdę spotkanie seryjnego mordercy graniczy z cudem. Musiałby pan mieć naprawdę niezwykłego pecha, pasować do jego modus operandi i na swoje nieszczęście mieszkać na jego terytorium. Tym czasem większe zagrożenie dla pana życia, zarobków stanowią politycy, którzy mają moc decydowania o naszym poziomie życia.
Dlatego unika pan pisania w powieściach historii seryjnych morderców…
Jedną napisałem „Noce krwi” ale to było dawno temu.
A zapełnia pan karty książek postaciami autentycznymi?
Interesuje mnie prawdziwa zbrodnia. Większość swoich książek opieram na prawdziwych zdarzeniach. Punktem wyjścia „Tajemnic Los Angeles” była słynna sprawa „Bloody Christmas” czyli jatki na tle rasowym do jakiej doszło na komisariacie w L.A. w święta Bożego Narodzenia w 1951 roku. „Czarna Dalia” to wariacja na temat nigdy nie rozwiązanego morderstwa Elizabeth Short. Jak już wspomniałem trylogia „Underworld USA” to historia Stanów od 1958 do 1972 roku. Życie pisze najciekawsze scenariusze.
W „Krew…” jak i w pozostałych powieściach tego cyklu kluczową rolę złego, czy może bardziej demiurga odgrywa John Edgar Hoover, legendarny dyrektor i jeden z założycieli FBI. Czy w rzeczywistości to była tak zła postać?
To był człowiek z obsesją władzy i obsesją ścigania komunistów za wszelką cenę, co doprowadziło nie tylko do wynaturzenia działalności Biura, ale i przede wszystkim stworzenie czegoś na kształt prywatnego imperium Hoovera, który de facto rządził przez pewien moment Stanami. Nic nie działo się bez jego wiedzy, Hoover był wszędzie.
I był gejem co w tamtych czasach nie było powszechne, zresztą dookoła tego narosły legendy. Ponoć przebierał się za drag queen – to prawda?
To była niezwykle pokręcona i dziwna postać, ale nie sądzę by się przebierał za drag queen. To był odrażający facet, który za nic nie byłby wstanie wyglądać jak kobieta. Myślę, że w dużym stopniu jego obsesje brały się z tego, że całe życie ukrywał to kim jest naprawdę.
Myśli pan że Clint Eastwood, który właśnie kończy prace nad biograficznym filmem od Hooverze pokaże złożoność tej postaci?
Nie wiem, nie mnie oceniać cudzą pracę, ale wątpię.
Wracając do tego co pan powiedział przed chwilą, że życie pisze najciekawsze scenariusze. W pana przypadku to absolutna prawda. Gdy miał pan dziesięć lat zamordowano pańską matkę.
I to zdarzenie rzuciło cień na całe moje życie. Napisałem dwie książki autobiograficzne próbujące rozwikłać i zrozumieć co stało się tamtej nocy 1958 roku. Policja nigdy nie wpadła na trop jej zabójców. Sam będąc już dorosłym człowiekiem przeprowadziłem prywatne śledztwo wraz z emerytowanym policjantem Billem Stonerem. Trwało blisko półtora roku i nic nie wskóraliśmy. Nigdy nie dowiem się, kto zabił moją matkę. Ale to śledztwo udowodniło mi inną rzecz – przekonałem się jak mocno żyjemy wyimaginowanym wyobrażeniem o kimś. Przez lata pamiętałem matkę jako piękną kobietę. Tym czasem na zdjęciach policyjnych zobaczyłem zapuchniętą pijaczkę. To był szok, wyparłem z pamięci ten obraz, zastępując go ideałem.
Czy to zabójstwo sprawiło że zaczął pan pisać?
Nie. Ale na pewno zainteresowało mnie zbrodnią. Zacząłem czytać reportaże o nierozwiązanych sprawach, fascynować się kryminalistyką.
To kiedy zaczął pan pisać?
Po tym jak prawie się zabiłem.
Po śmierci matki nie miał pan łatwego życia. Napady, włamania, alkoholizm, więzienie.
Dokładnie o tym mówię. Miałem dwie drogi albo zostanę młodocianym kryminalistą i szybko zginę, albo zmienię coś w swoim życiu. Naprawdę było ze mną źle. Chlałem na potęgę, okradałem sklepy, włamywałem się do domów i mieszkań. To nie są rzeczy w których jestem dumny, ale przeżyłem je i nie ma co tego ukrywać.
A pamięta pan moment przemiany? Chwilę w której zrozumiał pan że podąża na dno?
Nie było jednego momentu, tylko raczej cały zbieg różnych zdarzeń. Odsiadki w więzieniu, coraz gorsze samopoczucie, coraz bogatsza kartoteka. A potem nagle przemówił do mnie Bóg. Niech pan nie myśli, że jestem jakimś religijnym maniakiem. Po prostu wydaje mi się że to Bóg mnie ocalił, bez niego dziś nie rozmawialibyśmy.
Po zerwaniu z przestępczym życiem został pan…
Chłopakiem który nosi kije golfowe. Świetna robota. Czyste nieopodatkowane pieniądze i masa wolnego czasu. O drugiej schodziłem już z pola golfowego i miałem całe popołudnie dla siebie. Wtedy zacząłem pisać na poważnie.
To wtedy też napisał pan „Tajną sprawę” pański drugi kryminał, a zarazem powieść w której rozwiązał pan zagadkę morderstwa pańskiej matki.
W bardzo naiwny sposób obarczając winą mojego ojca. To była tylko książka, w której egzorcyzmowałem własne demony. Mój tata nie zabił matki. Rodzice byli już wtedy po rozwodzie, mieszkali daleko od siebie.
Pańska kariera właściwego rozpędu nabrała po publikacji wspomnianej „Czarnej Dali” w 1987 roku.
Do 1987 byłem pisarzem kultowym. Moje powieści jak cykl z sierżantem Lloydem Hopkinsem, nie sprzedawały się dobrze ale cieszyły uznaniem fanów i krytyki. „Czarna Dalia” rozpoczęła cykl „LA Quartet” oraz lawinę popularności – to fakty.
Gdy w 1997 roku do kin trafiają „Tajemnice Los Angeles” jest już pan totalna gwiazdą. Mimo to że film był wielkim hitem, zdobył dwa Oscary pan zdaje się nie przepadać za ekranizacjami swoich książek.
Myli się pan. „Tajemnice Los Angeles” lubię i to bardzo. Każdy pisarz powinien marzyć o tak udanej adaptacji, która nie tylko pozostaje wierna książce ale ma swój charakter, tempo itp. Byłem rozczarowany „Czarną Dalią” Briana de Palmy, bo zanim ten film trafił do kin widziałem jego trzygodzinną wersję i była świetna. Niestety producenci zakazali De Palmie wpuszczać do kin tak długiego filmu i tym sposobem została ona idiotycznie pocięta i teraz może pan oglądać nie film a ogryzek.
Pisuje pan także scenariusze autorskie – jak choćby do „Królów ulicy” z Keanu Reevesem.
A tego niech pan na poważnie nie traktuje. W 2006 roku tak się ułożyło moje życie, że po jedenastu latach małżeństwa rozwiodłem się z żoną. Zdarza się. Niestety wtedy też mimo iż jestem pisarzem bardzo dobrze opłacanym zostałem postawiony w dość ponurej finansowo sytuacji. Musiałem zapłacić wielkie alimenty, wyprowadzić się z domu w Kansas itp. To wszystko kosztowało mnie masę nerwów i nie mogłem skupić się na pisaniu powieści. I wtedy upomniało się o mnie Hollywood. Przeprowadziłem się z powrotem do L.A. i zacząłem pisać dla nich scenariusze. Jednym z nich byli właśnie „Królowie ulicy”. Wiem że to gówniany film, wiem. Specyfika tej roboty polega na tym, że ja sobie piszę swój scenariusz a oni kupują go ode mnie i piszą swój. Dlatego też nie biorę udziału w żadnych akcjach promocyjnych związanych z filmami opartymi na „moich” scenariuszach. Po prostu kasuje za nie pieniądze. Myślę że to uczciwy układ. Teraz robię jakieś seriale, pisze kolejne filmy i zarabiam, tyle że absolutnie nie przywiązuje się do tego jak Hollywood traktuje moją pracę. Interesuje mnie czek.
„Krew to włóczęga” zamknęła trylogię „Underworld USA” od tamtej pory nic pan nie napisał. Przeżywa pan blok twórczy czy pochłonęło pana to Hollywood?
Nic z tych rzeczy. Rozpocząłem pracę na czteroksięgiem będący nawiązaniem do serii „LA Quartet” tyle że będzie się ona działa przed opisanymi w tamtych książkach wydarzeniami. No i nie będą to kryminały a powieści historyczne. Efekt tej pracy powinien ujrzeć światło dzienne w przyszłym roku.
Kocha pan to Los Angeles – zawsze pan o nim pisze.
Kocham, kocham. Ale jestem już nim zmęczony. Przez lata mojego małżeństwa mieszkaliśmy na prowincji w Kansas. Teraz znów siedzę w LA. To niesamowite miasto, ale mnie brakuje prowincji. Starzeje się, teraz bardziej o nocnego jazgotu miasta pragnę ciszy i spokoju, przez co za niedługo wyprowadzę się pod Los Angeles. Ale pisać o nim będę zawsze, bo to miasto mam we krwi.
:-)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,41 sekundy. Zapytań do SQL: 12