Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Otchłań, Orgon i cała reszta
Autor Wiadomość
Beata 
deformacja IU


Posty: 4569
Wysłany: 2012-02-21, 22:25   

Jaszczuroludzie w strachu i nie chcą pomagać,
bo im głos w gardłach uwiązł i muszą się zmagać
z traumatyczną afonią. No i bardzo świetnie,
bo cierpliwość do gadów ma wartości letnie.
Niech sobie siedzą cicho, niech się trochę boją,
a wokół twórczy chaos, wszyscy się swawolą,
bo bitwa już jest bliska. Lecz działa orgonowe
nie są naładowane, znaczy - niegotowe
w pełni do walki, mimo ofiarności wielkiej.
Zamartwia się troll, Nadrektor rozciąga szelki
Kwestora, strzela nimi głośno i powiada:
"Panowie, mamy problem. Wydajność nam spada,
a kreska ładowania prawie w miejscu stoi.
Misja wisi na włosku, cóż czynić przystoi?"
I gdy tak martwili się kozy zbawiciele,
rzeczony wskaźnik ruszył, najpierw nie o wiele,
a potem coraz szybciej. Skąd ta nagła zmiana? -
Za przyczyną ziemskiego rymotwórstwa fana,
który o kłopotach przeczytał w internecie,
i niezmiernie przejęty skrzyknął ludzi w sieci.
Tak właśnie na Ziemi nastała moda nowa,
świeżo wytworzona energia orgonowa
pomknęła strugą w kosmos, prosto do Bagażu.
Na pohybel Vaderu, niech się w piekle smaży!
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6798
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2012-02-22, 19:48   

I drugi ma to skutek - koniec gadziego
całej ludzkości ciemiężcy, zła zielonego.
Czwarta gęstość zamknięta niemal całkowicie.
Ludzkość będzie bezpieczna - Słucham, co mówicie?
Tak, oczywiście, Vader - ostatni z jaszczurów -
jeszcze dybie na ludzkość. Nie boi się murów,
co chronią możnych, królów a teraz ma kozę -
biedne, niewinne zwierzę - ciągnie ją na brzozę.
"No, miła panieneczko, teraz cię wydoję".
Tu tajemnicę zdradzę, choć trochę się boję:
Przeto słuchajcie uważnie, bo jej nie powtórzę.
Otóż niewielu to wie - dojąc kozę w burzę
i przelewając mleko w platynową misę
w mig otrzymasz antyorgonową polisę.
"Tylko czekam na grzmoty, deszczu odrobinę
coby rytuał zacząć, wydoić kozinę.
Vader siada pod brzozą, w niebo popatruje
tymczasem Bagaż przestrzeń kosmiczną pruje;
jego pasażerowie, zgraja całkiem liczna,
wykonują zadanie - i broń erotyczna
coraz większy ma zasięg. Tak trwa wyścig z czasem -
kto pierwszy gotów będzie? Troll strzeli kulasem
i orgonem potężnym Vadera porazi?
Czy też ten drugi sporządzi specyfik kozi?
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4276
Wysłany: 2012-02-22, 22:01   

Już z napięcia wielkiego wstrzymują oddechy
wszyscy akcję śledzący – już tam gaz do dechy
Nadrektor dodusza i Bagaż rozpędzony
mknie na kosmicznej fali, choć i tak spóźniony
może być wszelki ratunek. Jeśli wydoi
wpierw Vader biedną kozę, niechaj świat się boi.
Wnet do czwartej gęstości trakt otworem stanie,
jaszczury będą jadły dzieci na śniadanie,
DNA poskręcają nam na lewą stronę,
wszystkie będą dziewice pobałamucone,
na niebie wnet zaświecą ogromne spirale
że się wyspać nie będzie można w nocy wcale...
najgorsze jednak to jest, że broń orgonowa
na dobre ze wszechświata zniknąć nam gotowa!
Orgon zaś, jak wiadomo, związan z kopulacją.
„Do diabła idźcie sobie z tą jaszczurokracją!” –
krzyknął gromko Nadrektor, wizją porażony
świata, gdzie nie istnieją w ogóle orgony.
Mocniej stery pochwycił, zębiska zacisnął
wolę sielnie natężył, krwią w oku zabłysnął
i wnet Bagaż wprawił samą swą siłą moralną
w prędkość tyleż wspaniałą, ileż absurdalną.
Kłopot z tego wyniknąć miał zupełnie nowy.
Otóż mknąc przez kosmosu gwiaździste osnowy
herosi nasi cel wędrówki ominęli,
na orbitę Dagobah niechcący wlecieli
i z wielkim się impetem w bagienko zaryli.
W ten oto prosty sposób siedzibę odkryli
Mistrza Yody, co w całej galaktyce słynie,
albowiem nigdy nie miewa kaca po winie.
„Mglista przyszłość jest kozy” – Mistrz podróżnym rzecze. –
„Ciemna ją Mocy strona na zgubę powlecze
lecz jest jeszcze nadzieja, choć mała, cholera!
Musicie dziś odnaleźć Luka Skajłokera!
W nim ufność pokładajcie...”
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4569
Wysłany: 2012-02-23, 00:35   

"W nim ufność pokładajcie..." Mistrz Yoda powiedział,
uszy po się położył, zasnął tam, gdzie siedział.
A wyprawy członkowie stoją osłupiali.
No teraz to im zadał! Patrzą wokół mali
i więksi podróżnicy, w oczach pustkę mają.
Gdzież szukać teraz Luka, którego nie znają?
I jeszcze żeby dzisiaj - no tego się nie da!
Straszna się nam szykuje wszechświatowa bieda.
Nagle Myślak wyskoczył przed szereg i rzecze:
"Ja bym się nie przejmował, w końcu na tym świecie
ci, co szukają - znajdą. Zróbmy to najprościej:
napiszmy, że szukamy. On wtedy się zgłosi.
Widziałem obraz taki, Bagaż go wyświetlił,
z tablicą "Gdzie jest Mariusz?" szedł raz cały zespół.
I nam tak zrobić trzeba." I mówiąc te słowa
nad kartką się pochylił, przesylabizował:
"Gdzie jest Luke?" wyrył szybko, jeszcze dla pewności
serduszkiem przyozdobił, już nad głowę wznosi.
Możecie mi nie wierzyć, lecz właśnie w tej chwili
Luke z jakieś dziury wyszedł, za nim kroczą w tyli
dwa stwory jakieś dziwne: mały oraz złoty.
"Koniec przerwy, chłopaki! Czas nam do roboty!"
To rzekłszy do Bagażu podszedł raźnym krokiem,
a Myślak rozmarzonym wiódł za nimi okiem.
Nie za Lukiem, dalibóg, choć ma miecz u pasa
i na pewno w potrzebie użyje kulasa,
lecz za tymi dwoma, co w sposób mechaniczny,
sunęli popiskując, każdy ich ruch śliczny,
taki bardzo HEX-owy. Myślak, jak w amoku,
byłby się w bagnie skąpał, gdyby go w pół kroku
Yoda, co się obudził, nie przeniósł nad błotem.
Ale to boczny wątek, o tym będzie potem.
Na razie odjeżdżają, ścigając się z czasem.
"I niech moc będzie z wami" wołał Yoda basem.
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6798
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2012-02-23, 18:18   

Spakowany już Bagaż Luke wrzucił na statek,
zagonił także droidy, dorzucił kwiatek
i zaparzył herbatę - ziołową na wzdęcia,
co go męczą od wczoraj. Odprawia zaklęcia
tajemnicze nad sterem, popija herbatę.
Już mu lepiej - ból mija - w uszy wtyka watę
by nie ogłuchnąć całkiem w trakcie szaleńczego
lotu - wyścigu z czasem. "Właściwie dlaczego
i po co mam tam lecieć?" To geny jaszczurcze
doszły chyba do głosu. Luka łapią skurcze
i coś go zaswędziało - orgon w niego bije,
z Bagażu znalazł ujście, przy Luku się wije.
"Już dobrze, żartowałem sobie tylko przecie".
Wnet z Bagażu słychać głos "Przy niebieskim świecie,
za gwiazdą kwadratową, najpierw prosto
potem w górę i lewo. Tylko maszynisto
bez głupich szarż i szaleństw!" To troll podpowiada
jaki obrać kierunek. Vaderowi biada
jego twarz jakaś blada - maska nie pomaga
na orgonu działanie - o burzę już błaga.
Ktoś modłów jego wysłuchał - lać deszcz zaczyna,
pioruny walą w ziemię. Nie zdąży człeczyna
zatrzymać dojenia. Sił nowych nabrał Vader,
już do dojenia podchodzi ochoczo nader.
Ale mleko nie leci, ani kropla nawet
do miseczki nie spłynie. Wtem chwycił za welwet,
co płaszcz z niego ma zrobiony, maskę przeciera.
Lepiej próbuje doić, futerko pociera
kozie - tu coś mu nie gra - skąd anteny, wtyki?
Zdziwienie go ogarnia, jeszcze jakieś pstryki
znalazł za uchem lewym, w złości wcisnął wszystkie.
"Toż to android!" - Wrzasnął - "Choć futro milutkie"
dopowiedział już ciszej. Miskę zabrał, kopnął
brzozę, pogroził niebu.
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
MORT
in emergency brea...


Posty: 1905
Wysłany: 2012-02-24, 15:00   

dopowiedział już ciszej. Miskę zabrał, kopnął
brzozę, pogroził niebu. Tlenu z puszki żłopnął,
i pobieżył do swego myśliwca w te pędy,
z elektryczną kozą pod pachą. Na błędy
takie w tym swoim planie gotów nie był wcale,
lecz poddać się ni myśli. Bezcelowe żale.
Trza działać mu tem prędzej! Walka nie skończoną!
Koza mleka nie da, lecz będzie jego żoną!
Czuł to wszak wyraźnie, czuł to od początku - to...
uczucie co ściskało go Mocą w żołądku
(sztucznym, jakże inaczej, znacie tę historię -
prawdziwych części ciała, kulasa nie pomnę,
a właściwie pomnę, ale innym to razem,
nie miał Vader wiele - a no uszły mu płazem.
A konkretniej "płazem" kulasa świetlnego
dzierżon w rączych ręczach Obiłan Kenobiego).

Zwiąże kozę z sobą, na przyszłe wieki wieków!
Rzekł "nie potom się wlókł do australopiteków,
tych wszystkich prymitywów, neandertalczyków,
tych homo niewiadomo, pospolitych typów.
Nie potom w galaktyki slumsy aż się drepnął!"
Wszedł więc w nią od razu... znaczy w prędkość nadświetlną,
by zdążyć przygotować ważkie sprawy obie:
zaślubiny i bitwę - wyczuł wszak już w dobie,
w której to porwał kozę znad ziemskiego lasu,
że podążył wnet za nim cały tłum kulasów.
To jasna strona mocy ("orgonu", dla innych)
rebelią zgrać się waży! Należało winnych
silną ręką chwycić i soki zeń wycisnąć.
Tudzież w gwiezdną plazmę na powrót ich rozstrysnąć.
"Nie pierwszy raz stoi mi..." Darth Vader pomyślał
"...stłamsić opór w jądrze!", nie czekając więc wysłał
współrzędne w autopilot do Klitory Śmierci.
Sam zaś w myśli się zapadł intymnych odmęcin.

Poczuł odwzajemnienie uczuć swoich głębi
w kozich oczach, w jej futrze, w czerni zgniłych zębin,
choć sztucznych przecie, to jednak tak dlań prawdziwych,
rzędów dentes, niczym płot z kulasów krzywych.
Widział wyraźnie - koza rzec mu chciała słowo.
Acz nie musiała. Rozumiejąc kiwnął głową,
uśmiechnął się pod maską, jak możliwe tylko,
już nie mógł się doczekać, by ją związać linką...

Ale pytasz czytaczu, znicierpliwion wielce
co tam słychać u naszych bohaterów. Więc, nie
będę przedłużał twej agonii straszliwej
waląc prosto na statek tej gromady ckliwej.

Tu się zabawiali! Ładując orgon w działa.
Baba Jaga z chęcią wykładowcom się dała,
Myślak oddalił się gdzieś z dwoma robotami
uwiedzion HEXownymi, nagimi kablami.
Luke uniesion honorem w konfliktu swej roli
rzekł "z każdym naładuję działo aż zaboli"
Bagaż deptał kogoś, trolle mocno się skrzyły,
elfy za to jaszczurze truchła wygrzmociły.
Zgiełk i rumor ten trwał długo, aż ostatnie z dział
zostało wypełnione rozkoszą drżących ciał.
Tedy to spoczęli, odzyskując energię,
by na bitwę mieć siły, by móc ruszyć lędźwie.

***

Nadszedł wnet dzień bitwy - patrzą w dal. My niemoty!
Myśleli, jak tradycja stoi - we Sromoty
Gwiazdę każdą, do środka się wtargnie, dokona
abordażu, lub w słabość uderzy. Tak skona.
Klitora Śmierci jakże bardzo była inna,
nie było się gdzie wcisnąć! Cóż czynić powinna
załoga nasza dzielna? Siedzą, radzą, myślą.
Atakować? Uciekać? Jak orgonem trysną,
w niepenetrowalną powierzchnię swego wroga?
Cóż nam czynić teraz? Tragedia! Olaboga!
Wreszcie Luke postaje, co z trolem zeszłej nocy
zbratany silną więzią, "nie wezwiem pomocy"
rzekł głośno, zaraz dalej: "zdaniśmy na siebie,
nikt nam nie pomoże w tej palącej potrzebie.
Atakujmy! Przewagę dużą mamy póty,
radary wroga milczą -nie urwali dupy
naszemu myśliwcowi. Im dłużej zwlekamy
tym więcej szans zwycięstwa Klitorze oddamy!
Będziem nań nacierać, wraz, do stacji bojowych!
Z zewnątrz się w nią wcierać, siłą orgonowych
dział, aż się rozgrzeje, i pęknie jej pokrywa.
Wnet wlecim w sam jej środek, co kozę ukrywa."

Tak toczy się przemowa, co nowe pokłady
sił oraz orgonu wzbudza w ciałach gromady
cnych bohaterów...
________________ Jak nie bujło całem statkiem!
Promień z Klitory trafił wcale nie przypadkiem.
Słabość wszystkich zdjęła nagła. Jęczą coś słabo.
Jeden Kwestor przytomny krzyczy "W Bagaż, żwawo!
To ostatnia szansa by uciec od pogromu!"
Baba Jaga palcem wskaże. "Tam jest. Lecz co mu?
Cały się kołysze na nóżkach swych zwiotczałych,
ustać już nie może." Teraz rzygnął w ocalałych
przedmiotami wszelkimi, które zżarł był kiedy,
zasypując, siniacząc, dodając im biedy.
"To nie nóżki, a kulaski" Kwestor odpowie,
"wszak i im jest szkodliwy impotencji promień."
"Padł!" krzyczy Baba. "Jak zawierzyć mu swe życie?"
"Nie ma wyjścia!" odkrzykuje Kwestor.
________________________________Widzicie
teraz, jak wokół się gromadzą, uchylają
wieko. Jak wszystkich źrenice się rozszerzają!
W środku, w embrionalnej pozycji pochrapuje
mag, zwany Rincwindem, we śnie coś wyszeptuje.

***

"Widzisz, moja luba? To jest mój prezent ślubny
- prześladowców twych, jełopów, rychły los zgubny."
rzekł Darth Vader kozie.
____________________Nagle wstrząsło Klitorą
"Co na mego kulasa świetlnego z tą zmorą
się tu dzieje? Przecież gwiazada ta śmiercionośna
nie ma słabych punktów! Och zła dolo, nieznośna!"
Patrzy tedy w prawo - tam koza w częściach leży.
Biegnie pędem, podnosi jej głowę. Nie wierzy.
"Nie martw się moja miła. To naprawim szybko".
Wtula się w nią czując, że palcem na coś kliknął,
coś przy złączu przy karku, pod futrem ukryte.
Voice-Mode "Human" ON. "O rzesz ty" Krzyczy "Jest w pytę!"
A koza patrzy nań smutno, kręcąc swym nosem
i wreszcie doń przemawia, niskim męskim głosem.
"Muszę wyznać, nie ledwiem ludzkich rąk jest czynem.
Pewnym jest, że to czujesz. JESTEM TWOIM SYNEM!"

***

A tymczasem na zewnątrz rozpoczął się spektakl
Wszystkie ślepia wpatrzone w Klitorskie powierzchnia
pękające z hukiem i jękiem, dźwięki których
poprzez próżni eter ogłuszyły niektórych!
Z wnętrza krągłej Gwizady wielki dziób się wynurzył
rozpychając od środka skorupę rozburzył.
Mechaniczny, kosmiczny Żółw już narodzony,
rozsiewając Klitory resztki w cztery strony.
Stało się to za jakąś tajemniczą siłą,
osiem zaklęć Octavo Rincwindowi wyśniło.
Ten się budzi, staje, szatę nieco poprawia
"Przespałem coś ważnego?" zapytanie stawia.
"Do Bagażu!" znów krzyczą "Statek się rozpada!"
Rincwinda z sobą ciągną.

================
raz a hurtem :P
edit: no tak, zapomniałem, że jaszczury martwe
  
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4276
Wysłany: 2012-02-24, 22:00   

"Do Bagażu!" znów krzyczą "Statek się rozpada!"
Rincwinda z sobą ciągną. Ów wrzeszczy „biada!”
tamten padł na kolana i modlitwy zmawia,
Myślak zaś Rincewinda na nogi już stawia,
przy okazji stawiając mu i wymagania,
ale Magg się nie zrywa do ich wypełniania.
„To pomyłka jakowaś” – mamrocze ospale –
brać udziału w potyczce nie przybyłem wcale,
dajcie pospać, nie wrzeszczcie, bo mię boli głowa.”
„Która za moment z szyi zlecieć jest gotowa!” –
Kwestor wrzaśnie znienacka. – „Bowiem jeszcze chwila,
nie Żółwia kosmicznego, a Pterodaktyla
będziemy tutaj gościć!”. Wnet z zgrozy zamarli
kosmiczni wojownicy; pewnie by szaty rozdarli,
gdyby je jakim trafunkiem mieli wciąż na sobie.
Ale że przez czas cały, ba, nawet i w dobie
owej nieszczęsnej orgon wciąż generowali,
w historycznym momencie bez ubrań zostali.
Nawet statek ze strachu przestał się rozpadać.
Albowiem on sam to był. Ten, co całym władać
Uniwersum Jaszczurzym z dawna był zrodzony,
Przewielki Pterodaktyl, którego orgony
żadne zmóc nie są w stanie. Który Impotencję
rozsiewa po wszechświecie jak starość demencję,
jak komary malarię, jak zima katary...
Luk przypadł był do okna, krzyknął: „Nie do wiary!”
Potem nie bacząc na nic bierze w dłoń kulasa.
„Przecz ma wyginąć teraz cała nasza rasa
dinozaurowatego przez wypierdka tego?” -
albowiem we wzburzeniu pomieszał był szyki
które od dawna ładzą otchłań gramatyki.
Nadrektor, że był czuły na takie niuanse,
pragnął do Luka kwestii czynić jakieś anse,
ale spóźnił się lekko. Pterodaktyl dopadł
kosmicznego pojazdu. W tym momencie opadł
wzniesiony hen nad głową palec Barbarzyńcy
i odważni orkowie, świata dobroczyńcy
odpalają ostatnie orgonowe działo
które od Impotencji cudem ocalało!!!
Tu zamilknąć na chwilę godnym się wydaje,
bo skromnemu poecie słów dalej nie staje
aby ów odpowiednio heroizm opiewać.
Jakowy profan jeszcze z nudów zacznie ziewać,
nosem krzywym pokręci, rymów marność wskaże...
Trudno, co dalej będzie, kto inny pokaże.
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4569
Wysłany: 2012-02-25, 23:00   

I wystrzelili z działa, ufni w moc orgonu,
lecz rezultat jest żaden, choć pół nieboskłonu
w energii tej się nurza. A to wielkie bydlę
tylko mocniej zaciska szpony swe przebrzydłe.
Trwa historyczny moment, statek jak w imadle,
lada moment zostanie rozłupany na dwie
połówki, a załoga naga, jak z muszelki
małże, będzie wyssana przez dziób stwory wielki.
I byłabym się w grozie zatraciła całkiem,
gdyby nie Rincewinda dwa machnięcia wałkiem,
na którym był spoczywał. "Patrzcie, co tam leci!"
A do bitwy dwóch potęg zbliża się ktoś trzeci.
Któż to? Wróg czy przyjaciel? - Oto jest pytanie...
(nie ma wyjścia, należy odpowiedzieć na nie).
Przeogromna to była pterodaktylica.
Kwestor zgubił pigułki, pobladły mu lica,
bo dawno temu czytał o seksie daktylim
i jeśli autor książki faktów nie pomylił,
czekały na nich jeszcze straszliwe przeżycia,
jakich nie miał nikt jeszcze, i to od powicia.
Wcale nie są bezpieczni, on jeden to wiedział,
wokół wszyscy radośni, lecz on jeden siedział
osłabły i bez ducha. Ich statek nie działa,
a uciekać im trzeba. Gdyż po seksie cała
ta gwiezdna konstelacja zostanie zjedzona,
bo pterodaktylica jest nienasycona.
Powiedzieć tu się godzi, że Kwestora lęków
nie podzielał nikt zgoła, bo wśród zgodnych stęków
wszyscy się za naprawy zabrali tymczasem
zupełnie, jakby byli w zagrodzie pod lasem.
Rincewinda obecność to sprawiła - przecie
on od ucieczek specem największym na świecie.
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6798
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2012-02-26, 15:15   

Lecz poczekajcie chwilę, wyjaśnić spraw parę
już teraz musimy, zaszczyć w koncepcie szparę.
Czystkę należy zrobić w kosmicznym bestiarium.
Jaszczurów nie ma wcale. I nawet w terrarium,
co jest w Noego Arce, żaden się nie ostał.
Co? Vader? Jego nie liczmy, on swą kozę dostał
i jaszczurem być przestał. W droida przemianę
przechodzi, zło odrzuca. DNA zamianę
na kable, cewki, diody, tej której finałem
i ostatecznym skutkiem (prawie go przespałem)
jest szczęsny, miły całkiem byt cybernetyczny
napędzany orgonem. Ich związek tragicznym
przestał być w jednej chwili. Wróćmy do daktyli,
namiętność ich opisać (się zniecierpliwili
czytelnicy - "Seksu pterodaktyli!" krzyczą),
moim to jest zadaniem. Gadziny już syczą -
gra wstępna się zaczyna. Dinozaurze gody
uznajmy za zaczęte - chcą zaznać przygody,
w miłości się zapomnieć i cielesnej zaznać
rozkoszy. Swej chuci już nie mogą okiełznać,
lecą ku sobie, pozy kuszące przyjmują -
samiec kulasa ukazał, broń swą największą
w nadchodzącej potyczce. Ona się kryguje,
skromna to gadzia panna, lecz ją intryguje,
co ma między nogami jej przyszły kochanek.
Podlatuje ciut bliżej, odkrywa swój wianek,
już ma dojść do zbliżenia. "Hola, co to?" Ściska
trollica trolla, woła "Hej, patrzcie ludziska!
Ta przerosła modliszka już zaraz się wkurzy,
bo panu skrzydlatemu dziś kulas nie służy."
Wtem rzecz niesamowita, to przy drągu grzebie
zielona anielica, coś radzi w potrzebie.
Pod wrażeniem niewiasty, co na statku były,
jęły testować same - mężów otoczyły,
na nich odtwarzać ruchy pterodaktylicy.
To jest siła orgonu - koniec znieczulicy.
Lecz wróćmy do daktyli, tych ptero potworów,
co miłość zaczęły uprawiać bez oporów.
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
MORT
in emergency brea...


Posty: 1905
Wysłany: 2012-02-26, 23:26   

By opisać dokładnie, co się tam zdarzyło,
od researchu trza zacząć, referencji było
trzeba znaleźć pierwej parę. Rincewind więc sięgnął
wgłąb Bagażu przestrzeni, skąd zaraz wycięgnął
książkę jakąś grubaśną. Wersję drukowaną
Przewodnika po Galaktyce. Nie nadano
przypadkiem mu przecież ten tytuł (ależ trafił!):
'profesor Okrutnej, Niezwykłej Geografii'.
"Geografii, a nie Astronomii!!!" zakrzyknął
Rincwind z ciężkim wyrzutem, w górę wrogo łypnął.
"Co piszą?" pyta Myślak. Ponagla go: "Czytaj!"
"Na okładce, cytuję, stoi: NIE PANIKAJ"
- Rincewind z trudem przeczyta. "Nie panikuj, chyba."
"Tak tak, no rzeczywiście." "Ech, już przestań gdybać"
Myślak się zapieklił "i szybko nam poszukaj
o kosmicznych pterodaktylów godoruchach.
Bowiem na to wszystko, czego nie rozumiemy,
słów nam szybko zbraknie, wtedy nie opiszemy
co zobaczyliśmy. A z drugiej znowu strony,
na co słów nie mamy, nasz umysł przestraszony,
wyprze ze świadomości, ten niewysłowiony
obraz. Przestań grać na zwłokę!" - krzyczy wkurzony.
Rincewind chyba już znalazł: "Nic nie piszą! Tylko,
że raz ino w milenium takie widowisko,
że nikt wcześniej nie zoczył przed nami tych rzeczy,
nikt nie przeżył by wrócić, zdać sprawę, zaprzeczyć,
potwierdzić, krążące legendy. Tylko radzą:
<<ZA PÓŹNO JUŻ! ZGINIESZ! PO TOBIE! JUŻ NIE DADZĄ
NIC MODŁY. KATAKLIZM OBEJMIE NIEMAL CAŁY
PARSEK!>>" Wszyscy najpierw w lament wpadli niemały.
Potem pogodzili się ze straszliwym losem
Ktoś za chwilę podsunął drżącym szepcąc głosem:
"No nic to już, zginiemy, szans brak, nawet zdeczka.
I tak powietrze zbiega z naszego stateczka.
Póki więc żyjemy, skorzystajmy na koniec
z obserwacji tego cudu natury, wobec
którego świat zdaje się tak małym, nieznaczącym
pyłkiem na wietrze podrzucanym, parciejącym."
Patrzą razem już zgodnie, przez statku wizjery.
Gra wstępna jeszcze nie skończona. I zaczęły
ustawiać się dwa gady w dziwacznej pozycji,
mniejszy samiec, chwycił - w delikatnej petycji -
dziobem szyję partnerki. Ta skrzydło uniosła
na znak mu przyzwolenia. Samiec pary dostał,
odleciał kawałeczek, zapikował pięknie,
ustawił się tuż za nią kląskając namiętnie.
Zawinął się lędźwiami na jej nóg sterbłonach...
i w tej to właśnie chwili! Na bogów! Niech skonam!
Ciśnienie w kabinie zmalało już tak bardzo,
że H2O w powietrzu skropliło się, zmarzło,
tworząc, pomiędzy statku szybkami wizjerów,
lodową mgiełkę - nikt obejrzeć już nic nie mógł!
I tylko odgłosy wielce niepokojące
dochodziły z zewnątrz, sobie nic nie mające,
że próżnia tam jest przecież i pustka straszliwa.
Biednych bohaterów lód zaczyna pokrywać...
Wnet statek czymś oberwał. (Znów?! Co za parszywa
wątków, pomysłów i idei repetywa!)

***

Na koniec sam aktu, kosmicznej kopulacji,
doszło do jakże to niezwykłej perturbacji.
Samica bowiem była z "wyzwolonych" jedną,
darwinowski imperatyw miała za rzecz zbędną.
Pacaniem cieszyła się na modłę dowolną,
lecz że stać ich nie było na tak wielki kondom
skończyli oddzielnie - biała, lepka substancja
trafiła zaś w statek - cóż za egzemplifikacja
szansy o możliwości tak... z jednej na milion,
co w dziewięciu na dziesięć przypadków jest winnom
się spełnić. Daktylica zaś doszła po chwili,
rykiem dzikim spełnienia tłucząc - moi mili -
samegoż to jestestwa podstawy fizyczne,
czasu i przestrzeni ramy efemeryczne.
I tylko substancja, co statek okrywała,
uderzenie tej fali ledwo przetrzymała,
ratując eposnautów od straszliwej śmierci.
Pani daktylowa teraz głodna się wierci,
rozgląda się wokoło. Żółwia zobaczyła.
Niemożliwie szeroko dziób swój otworzyła
- połknęła w całości mechaniczną gadzinę.
Jakby się jej humor poprawił odrobinę.
Lecz jeszcze dzioba swego nagłem, szybkim smagiem,
połknęła białą kroplę, gdyż była spermofagiem...

***

Wśród otchłani żołądka pterodaktylicy,
Żółw wciąż płynie, z dyskiem na słoniej służbicy.
Wnet jego atmosferę kometa przecięła,
rozbijając się gdzieś, w dolinie, wybuchnęła.
Z głębokiego krateru, na kulaskach małych,
wyszedł Bagaż. Z kurzu otrząsnął się cały
i już wypluwać zaczął po kolei wszystkich,
kaszlących bohaterów, jakże śmierci bliskich.
Czy znajdą teraz gdzieś zagadek rozwiązanie?
Jak ustrzec cały wszechświat przed pteropacaniem?
Czy koza i ten... Vader wciąż gdzieś tutaj żyją?
Czy oni to przeżyli? Czy im się przyśniło?
Na te (...być może inne) odpowiedzi przyjdzie
zmierzyć się znowu kolejnemu z wieszczów. Pryndzej!
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4276
Wysłany: 2012-02-29, 19:07   

Poeta pokpił sprawę, bo długie antrakty
nie służą dobrze dziełu. Z młodzieżą kontakty
zaambarasowały biedną głowę jego,
odpowiadać był zmuszon na milion „dlaczego?”,
przydawki, dopełnienia, narracji tajniki
w pierwszej, w trzeciej osobie, trochę gramatyki
i ortografii nieco – tak to jakoś zeszło
i poezji tworzenie zbyt dobrze mu nie szło.
Lecz teraz czas nadrobić tę że opieszałość.
Nasza drużyna bowiem wielką ociężałość
ciał i umysłów swoich z trudem przezwycięża
i do walki o życie szuka już oręża.
„Czarami!” – tam Rincewind do kompanów woła.
Nadrektor oraz Myślak pukają się w czoła.
„Ta pterodaktylica na magię odporna,
a żołądka jej grubość iście jest upiorna,
toteż nawet i orgon nic tu nie pomoże” -
smętnie Kwestor objaśnia. Troll zakrzyknie: „Boże!”
nie bacząc, że poganin jest przez urodzenie.
Zresztą, może to „borze!” było wykrzyknienie,
wszak ciężko jest „ży” rodzaj rozpoznać ze słuchu,
a on był z boru przecie. „Słabować na duchu
kosmicznym wojownikom przeca nie przystoi,
nie przejdzie do legendy ten, co to się boi
w trakcie trwania przygody ubrudzić ubranie”.
Trollica demonstruje wymowne pukanie
serdecznym swym paluszkiem w zieloniutkie czoło.
„Nie ubrudzi ubrania ten, co chodzi goło” –
wyrokuje z ironią. - „Przechodźże do sedna”.
„Istnieje jeszcze szansa, na milijon jedna,
żeby się ze żołądka gadziny wydostać.
Trzeba tutaj po prostu tak długo pozostać,
aż można będzie wynijść w sposób naturalny,
przez, że tak to ujmę, korytarz analny”.
Wszyscy teraz na mówcę swe oczy zwracają,
i w wielkim zadziwieniu usta otwierają,
że na koncept ów prosty wcześniej już nie wpadli
i nimbu chwały wiecznej trollowi nie skradli.
Zostawimy ich teraz swojemu losowi.
Gdy wyjść z trzewi potwory będą już gotowi,
wtedy tam powrócimy. Teraz wieszcz zabiera
czytelników do kozy, brzozy i Vadera.
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4569
Wysłany: 2012-03-01, 18:58   

Bo na Vadera przyszły też srogie termina:
najpierw się okazało, że posiada syna
w niecodziennej postaci. Potem odszyfrował,
że to przekaz był tylko, który przed nim schował
ktoś w kozich czeluściach. A kto - nie wiadomo.
Może i syn to był, co samojeden gonił
przez galaktykę. A może to nie on, tylko
wrogowie, co chcąc się napawać chwały chwilką,
na manowce go wiodą. I gdy tak roztrząsał
możliwości wszelakie, poczuł że nim wstrząsa
wybuch potężny (czytelnicy wiedzą, że to
daktyl się wykluł). Vader w szoku, przeto
kompulsywnie się kręci, resztki kozy zbiera,
a w duszy kombinuje, czy będzie od zera
mógł swe życie budować. W ostatnim momencie
narzędzia chwycił, bo na cudzym śrubokręcie
polegać się nie da. Złapał butle tlenowe
co były zaraz obok, przy sekcji bojowej
i tylko tyle zdążył, bo bojowa stacja
rozpękła się drobne, całkiem jak pistacja.
Nawet dobrze się stało, Moc była z Vaderem,
bo wyprysnął ze stacji jakby z propelerem.
Przeżył. Na butlach siedzi, kozę w jedno skręca.
Lecz niech się nie nadyma, ani nie nakręca -
dawno temu Twardowski latał na kogucie,
nie miał butli tlenowych i był w jednym bucie.
Więc niech się Vader pychy pozbędzie nadmiaru,
bo w kosmosie Jedi zostało jeszcze paru.
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6798
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2012-03-02, 17:26   

Przemilczmy ich istnienie - tych tchórzy śmierdzących,
co ludzkość porzucili na pastwę łaknących
krwi zielonych jaszczurów. Na nic tłumaczenia
się zdadzą ich pokrętne i fakt nieistnienia
już przygęstych potwórów. Zawiedli w momencie
próby, mówiąc oględnie. W karnym kontyngencie
wylądują za karę, przez ludzkość zapomniani
już na zawsze zostaną, a wcześniej wyśmiani.
Wróćmy jednak do trolla, co to sztuczek nowych
w miłości się wyuczył z lekcji kosmosowych.
"Czy na bierność pozwolić sobie teraz możem?
Czy też winniśmy działać?" wymachuje nożem
jeden z orków i krzyczy, nie zgadza się z trollem.
"Chcesz się może" troll pyta "zapoznać z pitbullem?"
Marszczy brew, wznosi palec - zadziwia spokojem,
opanowaniem - poradzi sobie z gierojem.
"Czekać?" - ork zapytał - "To wyjście banalne!
Niegodne bohatera, jakby zbyt trywialne."
Wie, że już przegrał, poległ, na słowa potyczki
nie wygrał - zaraz czekają go w nochal prztyczki
i od reszty załogi uwagi niemiłe.
Ostatnią podejmie próbę, kwestie zawiłe
objaśnić towarzyszom i ostrzec ich prędko
albowiem już rośnie. Co? Pterodaktylątko!
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
MORT
in emergency brea...


Posty: 1905
Wysłany: 2012-03-06, 02:07   

Dziwy to nad dziwami! Czas sam się poplątał,
zagiął, przegiął, zasupłał, popruł i przemotał.
Wszak daktylica ta puszczalską strasznie była,
daktyląt mieć nie chciała i nie dopuściła
by pterodaktyl zapłodnił jajo w jej ciele!
Mieli je potem usmażyć w Słońcu, jak wiele
jaj wcześniej. Ale jak już widać, skądś się wzięło,
ono jajo - i wykluło. Chyba. Tak było...
Lub będzie... Wyjaśnienie zmuszon jestem podać.
Choć prostą sprawa nie jest. Trzeba zażonglować...

Grupa bohaterów przemyśleć rzecz musiała.
Wszystkie za i przeciw pod rozwagę poddała.
Wyjście przez kloakę nie jest rzeczą banalną,
jakkolwiek idea wydaje się genialną.
Potrzeba było znajść urządzenie podróżne,
co bezpiecznie z odbytu przelałoby w próżne
całą ich gromadę. Toć Salomon by rady
nie dał. Idą wszyscy prędko na wspólne zwiady...
...Idą teraz pustynią usypaną z czipów
gdzie by w dal się nie spojrzeć, było ich bez liku.
Patrzają jak co chwila robociki małe
zjadają się wzajemnie, rosną, jak wspaniale
zmieniają się ich kształty, formy, performacje.
Jak rosną wokół drzewobity, infokacje
i inne stwory. Ewolucja przyspieszała
na początku wykładniczo. Potem zwalniała
logarytmicznie - prawie stała się statyczną.
Już się przedzierają przez dżunglę infotyczną.
Dalej znów pustynia, ze złomu co się ostał -
nikt ruszyć nie chciał CENTiPadów, rzecz to prosta! -
baterie kiepściuchne zbyt szybko im siadały.
Ślepa uliczka ewolucji - wymierały.
Za iPustynią zaraz rzeka rtęci płyłła.
Za rzeką - niespodzianka - piramida tkwiłła,
tak grubym hieroglifem cięta, ze wzorami
żyletek, żywiołów i... Żydów z Monetami?

[Kto z was tutaj, Hyperion Cantos 'szcze nie czytał
temu wydzieliłem poniżej akapita -
jeśli wolisz obejść nawiązanie to małe
- spojlerek. Acz wstydź się, jeśliszcze nie czytałeś!]
[W sumie... jeszcze jednej powieści tu kawałek.
Pewnie skapniesz się, nawet jeśli nie czytałeś.]

Wchodzą do grobowca - we środku dwie sylwetki,
przy wspólnej partii szachów - gra nie na przelewki.
Grali... chyba w szachy... tak coś im się zdawało.
Bo szachy te wymiar nie miały wcale mało.
Kontury ich bowiem się dziwnie rozmywały
obejmując sobą możliwości zbiór cały.
Rozchodziły się tak w przeszłość, jak też i w przyszłość
i w mnogość alterświatów - istny bój o wszystkość.
Ten po lewej, cały z metalu, ostro rzeźbion,
hojnie przyozdobion kolczastych drutów więźlą.
Ten z prawej, okrąglawy, cały mackowaty,
to pojawiał się, to znikał, ślepowidziaty.
Wnet kiwnął im macką, przywitał z przybyłymi.
"To jest Chyżwar, jam wężydło. Witajcie mili.
Ma historia tak to stoi..." w wir opowieści
rzuciło się dziwadło. "...ostałom się, juści,
po inwazji mych ziomków na duży świat kuli,
gdzie ukryłom się, ostatnie, pod presją puli
informacji, co wcześniej wirusem mi była,
aż wreszcie zrozumiałom o czym mi mówiła.
Tak zostałom fanem kultury kuli Ziemi.
Historii, sztuki, Mody na Sukces. A mienim
się teraz całkiem nowym - Romulus - imieniem,
tak bliski mi się stał świat waszych pięknych legend..."
Myślak z "Przewodnikiem..." konsulcił się tem czasem:
"Jak mówisz, ust nie mając?" "Tym oto kutasem,
frędzlem" - wężydło mówi wymachując macką.
"Powietrze w drgania wprawiam" - machnął zawadiacko.
"Ale ty przecież jesteś w ogóle nieświadome!
Jak ty to wszystko mówisz dla mnie utajone..."
"Ależ właśnie mówię - że świadomość zyskałom,
wśród gatunku ludzkiego w tajnicy bywając,
aż wreszcie, emergentna świadomość zbudziła
się we mnie - w natłoku kultury wnet ożyła! ..."
[Myślak wciąż pozostawał sceptyczny tej prawdzie,
nie wierzył wężydłu - "Przewodnikowi..." bardziej.
"Znam ja przecież dobrze ten problem niebanalny:
agatejski pokój! Niełatwo rozstrzygalny!]
"... Wędrowałom potem po świecie i kosmosie,
a to statkiem, a to siedząc w daktylim nosie.
Aż mnie tutaj rzuciła pewna część daktyla,
o której nie wspomnę... cóż to była za chwila!
Potem obserwowałom życie tu rosnące,
cywilizację, co odbytem uszła w Słońca
światło gorące. Tylko Chyżwar ostał. W szachy
gramy więc bez końca, początku, granic." Achy
i ochy się rozległy, wszyscy obrócili
głowy w stronę planszy, gdzie Kwestor cicho kwilił,
nucąc coś w szaleństwie nad drobny figurkami.
Na smarku się ślizgł! Przewrócił, zatrząsł światami!
Pionki pospadały, a plansze przeniknęły,
zrywając przyczyny i skutku telomery!
Mitbity się skwanciły, sam zakipiał eter,
Chyżwar wstał i ryknął, niby wściekły bileter.
Aż przez wiek subiektywnego czasu planował,
jaki ruch następny przewagę gwarantował!
Zaczął ich nadziewać na kulasy swe ostre
zaczynając od elfów i orków. "To postęp!"
powiedziało wężydło "Pierwszy raz się ruszył!"
A bożek sadyzmu kolejnych już ogłuszył.
"Odwrót!" zakrzyknie troll "uciekajmy w te pędy!"
Wężydło ich prowadzi "Ujść zdołamy! Tędy!"

Dzień później, wgłąb pustyni, Nadrektor przemawiał.
"Choć tylu zginęło, to Kwestor - tak! - spoprawiał
naszą sytuację. Wężydło zna to miejsce,
pomoże nam w tej misji - Smoka skończym Wejściem!"
zagrzewał ich do boju.
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4276
Wysłany: 2012-03-06, 20:56   

Zagrzewał ich do boju, lecz biedny poeta
zgłupiał tu dokumentnie. Ledwie wierszokleta
marniuchny wszak był z niego, a wicher dziejowy
przemocą się domagał, by wiązanej mowy
zawiłości sprzągł z treścią tak skomplikowaną!
Z marsową lubo miną na fizys ubraną
za pióro szybko chwyta, tai pomieszanie,
jakie weń obudziło Chyżwara wezwanie,
oraz to Romulusa do dzieła wstąpienie...
Symulując ochoczo twórcze ożywienie,
uważnie się rozgląda, raptownie mu łuna
krwi policzki zalewa: krzyczy głośno – „Diuna”!
Nikt mu zaprzeczyć nie śmie, widząc, że to chyba
sami diabli przynieśli tutaj Muad’Diba.
Cóż bo herosi mają uczynić z Mesjaszem?
Wszak to jakoś nieładnie go walić pałaszem,
potraktować orgonem, pięściami wyłupić...
nic tylko trzeba będzie poetę przekupić,
żeby się już łaskawie wydurniac zaprzestał.
Dobra...Muad’Dib żaden na pustyni nie stał,
Ani Chyżwar z wężydłem w warcaby nie grali.
Twórcy dzieła dla hecy nieco nazmyślali,
ale teraz wylazło z worka nam to szydło –
nie Romulusem bowiem zwało się wężydło...
Jego imię?... Ach, nie wiem, czy wymówić zdołam
owo okropne miano. Niech będzie. Zawołam
je głośno i niech wola niebios się zadzieje:
„ASX!”. Wnet huragan okropny zawieje,
woda się burzy, wzdyma... To jest, huk się czyni...
(trudno, by się wzdymała woda na pustyni!
Pohamujże, Sabetho, to swoje natchnienie,
bo cię wpędzać zaczyna w od rzeczy bredzenie!).
Huk się czyni, powiadam, pterodaktylica
trzewia swoje opróżnia. Niczym błyskawica
opuszczają jej kiszki chętne i niechętne
żyjące organizmy. Czy to prawoskrętne
lubo też lewoskrętne DNA mające,
wylatują w kosmosu otchłanie świecące,
i szybko rozpraszają się po Drodze Mlecznej.
Zaraz! Mlecznej? Skąd mleko? Od kozy wszetecznej!
Którą wcześniej Lord Vader skutecznie naprawił
i ślad po tym zdarzeniu w kosmosie zostawił!
Więc się bohaterowie do kupy zbierają
I Mleczną Drogą za nim chyżo podążają!
(„Jak to?” – ktoś lokomocji środka brak wytyka.
„Oj tam, oj tam” – rzekę. – „Licentia poetica!)
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4569
Wysłany: 2012-03-09, 23:16   

Licencji poetycznej stosować nie trzeba
Bagaż lata jak złoto, jak szatan pruje, ba –
po mlecznym śladzie sunie, jak na sankach dzieci,
co z górki na pazurki zjeżdżają w zamieci.
I wciąż przyspiesza. Mleko jak śnieg wokół pryska,
niejeden ork próbował łapać je do pyska,
gębę przez uchylone bagażowe wieko
wytykając. Nie zalecieliby daleko,
tak atmosferę tracąc. Szczęściem Er-Tu-Di-Tu
uratował misję od pewnego niebytu,
elektryczne impulsy rozdając obficie.
„Robot jest bohaterem! Uratował życie
Wszystkim tutaj obecnym!” – to Myślak się wcina
i przejęty niezwykle szkolenie zaczyna.
„Otóż trzeba wam wiedzieć, przyjaciele moi,
że na zewnątrz wychodzić nie można bez zbroi”.
Zza pazuchy skafander wyciąga bez zwłoki
I robi demonstrację. „Bez tej tu powłoki,
Oczy wam wyjdą z orbit, krew przez skórę tryśnie…”
Wtem w oku żony trolla iskra jak nie błyśnie,
„Jakie twarzowe wdzianko! Daj mi je, kolego!
Ja już od dawna chciałam dostać coś takiego!”
Nadrektor tylko westchnął: „Ratuj się, kto może!
Myślak ma kombinezon w różowym kolorze!”
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6798
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2012-03-14, 19:08   

Oczyma wyobraźni troll ujrzał swą żonę
po łące pląsającą. Szepce: "Cały płonę!"
Serce szybciej mu bije, duszę ma w kajdany
żądzy cielesnej skutą. "W twój uśmiech swytany
jestem na wieki całe." Poprawia koszulę,
ukochaną chce utulić w ramionach czule.
Na nogi się podrywa, kulasa dobywa -
nagłe chrupnięcie w szyi ze snu go wyrywa.
Wrócił wprost do bagażu i nieobojętnie
obserwuje w nim zajście. Raczej bardzo chętnie
w zboże wciągnąłby żonę, orgonu zapasy
na kolejne dni zrobić (że ich wygibasy
na nic się zdadzą nie wie - działa orgonowe
uszkodzone zostały; tylko skąd wziąć nowe?)
się zachciało w tej chwili. Pytacie skąd zboże?
Tego narrator nie wie, pewnie dzieło boże
cudem czasami zwane. Zwińmy czasoprzestrzeń
i skoczmy do Vadera, do jego zaburzeń.
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4276
Wysłany: 2012-03-20, 20:24   

Vader kozę poskładał. Mleczną przy tem Drogę
Niechcący utworzywszy, natychmiast dał nogę
i do poszukiwania syna się sposobi.
Tymczasem w Galaktyce już się ferment robi
i raptem cały wszechświat, dotąd tak spokojny
do gwiezdnej się w podskokach szykuje wszechwojny.
„Gdzież powód jest konfliktu?!” – czytelnik zakrzyknie.
Poetka dla kurażu z butelczyny łyknie,
Pióro szybko zastruga (klawiaturę, znaczy,
z resztek wafli oczyści) na mapie odhaczy
miejsce pobytu kozy i tak rzecz wyłoży:
natenczas, gdy herosi nasi bardzo hoży
w pterodaktylich wątpiach srodze się biedzili
jaszczuroludzie wredni niecny plan stworzyli
podprowadzenia wszystkim ichnich egregorów.
Nie dziwcie się więc, mili, że doszło do sporów,
niesnasków, potem kłótni, wreszcie mordobicia –
wszak takie egregory niezbędne do życia!
Choć zważyć się nie dają ani zmierzyć wcale,
ludzie o ich istnieniu wiedzą doskonale,
jako również jaszczury. Już wizja zagłady
nad galaktyką zawisła. Vader szuka rady
u elektrycznej kozy, która mu skwapliwie
taki koncept wybeczy: „Niech wszystko, co żywie,
przeciw jaszczuroludziom chybko się jednoczy!”.
Darth Vader więc co żywo w stronę trolla skoczy
i jego cnej kompanii. Po krótkiej podróży,
co w towarzystwie kozy wcale się nie dłuży,
spotkali się tam wszyscy: Dziad kozę utulił
i byłby się z nią pewnie jeszcze dłużej czulił,
gdyby mu Lord Darth Vader nie wrzasnął do ucha:
„Bracie! Jaszczury u bram!” Troll wnet go posłucha,
Myślak w różowym kostiumie szarpie Rincewinda,
który, ze snu zbudzony, warknie: „Kurza pinda!
To nie jaszczuroludzie w kosmosie mieszają -
Egregory kabały niecne podkradają!”
Wszyscy w miejscu zamarli.
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4569
Wysłany: 2012-03-22, 21:20   

Wszyscy w miejscu zamarli. I cisza nastała.
Na Rincewinda patrzy nawet mysza mała,
co w Bagażu od zawsze przystań znajdowała.
Patrzy więc mysza, duma, cały mózg bez mała
nurza się w przetwarzaniu danych o astralnych
bytach, kluczu do mocy niewyobrażalnych.
Na cóż myszy te myśli, ktoś może zapyta. -
W końcu ktoś musi myśleć, gdy cała elita
na mur zastygła na wieść o kabałów spisku.
Któż kabałowie, nie wiem. Może to z odzysku
wróg jakiś stary, co w nowe szaty się stroi,
albo gracz całkiem nowy... (tu mysza się boi).
Lecz choć drży jak osiki listek na wietrzysku,
myśleć nie zaprzestaje, nie chce brać po pysku
od jakiegoś kabała, nieznanego dziada.
Wróg ma być swój, nie obcy - to pierwsza zasada.
Kończąc deliberacje mysz się uspokaja -
już wie, z kim będzie trzymać; kogo kopać w jaja.
Egregorów obrona - ta ma wiele zalet,
zaś jaszczury z Oriona nie mają ich wcale.
I egregorów także u nich nie stwierdzono,
co spisek z kabałami czyni potwierdzonym.
Wnikliwa analiza - z tego myszy słyną.
Gwałtowność charakterów jest za to ich winą.
Straszni to wojownicy, jak który przywali,
to wróg pada bez ducha (znaczy, tylko mali,
ale tym większym także udaje się dopiec
i po długich wysiłkach rozwalić... paznokieć.)
Właśnie tak mysi hero dołączył do grupy.
"Biada kabałom", pisnął. "Skopiemy im dupy!"
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6798
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2012-03-28, 19:01   

Rozwiązać tajemnicę kabałów wpierw trzeba.
Co robią, komu służą? Czy odbiorą chleba
komu swoim zniknięciem, tworząc większy zamęt
jeszcze w znanym wszechświecie? Z jakich się składa męt
to złem przeżarte grono? Wszyscy, bez wyjątku,
są podejrzani, winni - no, według rozsądku
w połowie - nawet trochę. O tajne kabałom
sprzyjanie wszyscy są oskarżeni. Cymbałom
przytrafia się to często, chcąc dobrze, złej sprawie
przysługę wyświadczają. Co na to żurawie?
Jeden "Bez komentarza" wyrzucił za siebie
i szukając ślimaków w ziemi nóżką grzebie.
Drugą grupą kabałów ciągle wspierającą
są po prostu źli ludzie - o siebie dbającą
kliką wszechwładną według niektórych ludzi.
Których jest więcej? Który większą grozę budzi?
Danych nie posiadamy. Wszak jedno jest pewne -
to są sado-masoni, tak bardzo niejawne
towarzystwo miłośników jaszczurzych panów,
że wiedzę o nich i ich całej kupie planów
posiadają wybrani przez Federacyję.
Jaką? Międzygalaktyczną! Takie mecyje.
Wykład ten o kabałach uznajmy za zbędny
(dojść w nim sensu nie sposób ), a jednak bezbłędny.
Do takich paradoksów teraz już dochodzi -
co konieczne jest zbędnym, kto chce dobrze - szkodzi.
Wiemy już co zachodzi - kabały istnieją
i być nim może każdy. Do walki z nadzieją
przystąpić przeto trzeba, ludzki ród obronić.
Wróćmy do hero-myszy, trolla jęła gonić
do szybszego podjęcia działań ofensywnych,
zaprzestania postaw niegodnych i pasywnych.
"Na kabałów!" mysza zapiszczała potężnie
(oczywiście jak na myszę). Wpierw wsparła ją mężnie
trollica, z niej przykład wzięły pierwsze orczyce.
Bagaż wibruje jak kopnięty przez słonicę,
a to znak jest niechybny - w podróż się szykuje,
czasoprzestrzeń rozciągnie i skokiem rozpruje.
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4276
Wysłany: 2012-04-03, 20:46   

I skoczyli przez kosmos, pędzą już przed siebie
jak meteor błyszczący, co po letnim niebie
przemyka i wraz gaśnie, gdy go żar spopieli
(wszak i za kniazia Mieszka ludzie już wiedzieli
o tarcia właściwościach – który wróg za koniem,
włóczon zbyt dynamicznie, upadł był na błonie
i nieco po kamieniach dupą poszorował
prędko tej doświadczalnej fizyki żałował).
Lecz wracajmy do rzeczy, (bo w kosmosie tarcie
to problem, który sam się rozwiązał na starcie
i dopokąd w mijanych planet atmosferę
wkroczyć nie będą chcieli, na żadną aferę
z udziałem tarcia liczyć w tym względzie nie mogą
czytelnikowie nasi) pędzą Mleczną Drogą
(co się winna właściwie zowić Drogą Meczną,
ale przez astronomów zmyłkę niedorzeczną
gwiazdotwórczy tu kozy udział jest zatarty)
po srogich minach widać, że to nie są żarty,
kabały na bój srogi się szykować winni!
Chociaż jak wszechświat długi z okrucieństwa słynni
Zjednoczonemu teraz męstwu ulec muszą!
Bohaterowie w orgon zbrojni ich rozkruszą,
Egregory odbiorą... Zaraz! Nowa bieda!
Działa wszak nie działają! A bez dział się nie da!
Gdy działo działać przestaje, wie to każde dziecko,
Oddziaływanie kabałów zwiększa się zdradziecko!
Więc rusza już Nadrektor i Myślak się spręża,
Rincewind całą swoją siłę już wytęża,
Troll zębiska zaciska, Baba się nadyma
Dziad Borowy kozę w uściśnieniu trzyma,
Vader ze Skajłokerem wyciągają szyje,
Cohen w dziarskich podskokach przynosi pomyje,
by nimi zatkać dziurę w materii powstałą -
a wszystko, drogie dziatki, przeciwko kabałom...
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4569
Wysłany: 2012-04-04, 23:19   

I lecą tak, i lecą, i ładują ostro
po to, byś drogi bracie oraz droga siostro,
bez obaw jakichkolwiek o stan uzbrojenia,
mógł kibicować naszym. A planeta Ziemia
już ordery pucuje i kwiaty gromadzi -
politycy je wręczać będą bardzo radzi.
Ale na bok te bzdety, sprawa jest poważna:
znaleźć kabałów leże - oto misja ważna,
być może najważniejsza w całych dziejach Ziemi
(Ach, jakże bym chciała być tam razem z niemi).
I lecą tak, i lecą, tylko pustka wokół...
Aż wtem! niespodziewanie Bagaż puknął w cokół.
Skąd cokół? Jaki cokół? - zapytacie pewnie.
Oni też zapytali, a niektórzy rzewnie.
Mysz wysłali na zwiady, wróciła z uśmiechem.
"To pole ikon, w które rąbnęliśmy z echem."
Widząc niezrozumienie, mysz tłumaczy szybko:
"To egregorów znaki, starczy tylko kliknąć
i do Bagażu wsadzić. Bierzemy, co nasze.
No chyba, że kabały wezmą nas w kamasze."
Ruch się wszczął niepowszedni wśród naszej załogi,
każdy szuka obrazka, który jemu drogi.
Podlatuje do niego, klika i zabiera.
W polu ikon się robi wyrwa całkiem szczera.
Ale mnóstwo obrazków zostało bez pary,
zabierać chciał się za nie zachłanny Dziad stary,
ale w ostatniej chwili go wstrzymała mysza -
"O splątaniu kwantowym tyś pewnie nie słyszał?
Alarm chcesz uruchomić? Przylecą kabały
i na nic nasza misja i wysiłek cały!
Słysząc to Myślak puścił ikonę chłopczyka,
którą chciał jako drugą włożyć do koszyka.
Zawrócił do Bagażu, lecz zło już się stało -
oj, będzie to herosów nieźle kosztowało!
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6798
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2012-04-10, 00:01   

Wrogów się porobiło - do jaszczuroludzi
dołączyły kabały - każdy z nich strach budzi.
A i o egregorach, kukłach gadzinowych,
wspomnieć jeszcze wypada - wrogach już nienowych,
co wśród ludzi się kryją. Chcą nam świat popsować
przy deena majstrować, geny nam zmiksować.
"Ale po co?" spytacie. By ludzi zniewolić,
przejąć władzę nad światem, siebie zadowolić.
Jedna na to jest rada. Tak, dobrze myślicie,
wiecie, co macie robić. Widzę jak broicie,
cel jeden wam przyświeca - świata reparacja
najpotężniejszą bronią - to kooperacja
dwu płci w celu wiadomym. Bohatersko działa
załoga, bez wyjątku. Góra przykład dała
jak świat nasz trzeba bronić. Troll z trollicą, nawet
Bagaż - szczegóły zmilczę - dołączył, bo odwet
tylko z jego pomocą skutecznym być może.
Zatem do dzieła bracia. "Pani, oto łoże"
pośpieszył Dziad Borowy, już kozę prowadzi
by wspólnie produkować środek antygadzi.
Wokół zatacza wzrokiem, niewiasty samotnej
wypatruje w pobliżu, do zabawy psotnej
w trójkącie chce zaprosić, aby spotęgować
moc działania orgonu, pod poduszką schować
te jaszczurcze knowania. Co tu więcej mówić?
Zabrali się do dzieła, nie dali se wmówić,
że trud ich jest daremnym - były takie głosy.
Niebezpieczne podszepty, co je ork bezwłosy
jeden z drugim rozpuszcza. Do trolla dotarły
te wywrotowe szepty, wkurzyły go karły
w orczą przebrane skórę, spiskiem zapachniało.
Wezwał do siebie Myszę, "Znajdź mi zdrajców, śmiało.
Poznasz ich po antyorgonowej bierności -
niebezpiecznej dla wszystkich deflacji miłości."
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4276
Wysłany: 2012-04-10, 20:32   

Mysza, rozkazy trolla wypełniać gotowa,
zaraz po zakamarkach zaczęła myszkować,
zdrajców, co produkować orgon się wzdragali,
skrzętnie w myślach notując. Tych, co udawali
też wciągnęła na listę szpiegów kabałowych.
Tymczasem jednak remont armat orgonowych
dobiegł wreszcie finału. Więc choć egregory
bezpiecznie sam Nadrektor schował do komory,
bój zaczęty dopiero. Boć wredne kabały
z jaszczurami z Oriona sojusz zawiązały,
nie po to, by bez walki pola ustępować!
Więc „bij, kto w orgon wierzy! Ty nas, trollu, prowadź!”
wznosząc chóralny okrzyk, postaci tej bajki
(kto zdoła je wyliczyć, temu kupię fajki)
zdrajców precz wyrzuciły, coby odrobinę
we próżni polatali – troll miał przy tem minę
której by mu zazdrościł i sam Bonaparte.
Po prawdzie jeden z orków długo szedł w zaparte
że to tylko niechcący, że nie mógł, biedaczek,
sprostać takiemu wyzwaniu i że (nieboraczek!)
kulas do cna miał zniszczony. Dołączył do świty,
tych, co już się zmienili w śliczne satelity
krążące wokół Marsa. Tak więc opróżniony
ze zdrajczego pierwiastka i wraz odciążony,
pomknął Bagaż przez kosmos z zdwojoną prędkością.
Dla tych, którzy ciekawi, z czyją obecnością
w niespodziewany sposób rozstać nam się przyszło,
dać objaśnienie wypada. Samo jakoś wyszło,
że głodna zżarła próżnia samych nielubianych,
mizerny tłum statystów z imienia nieznanych:
orków, elfy, jaszczury, co po kątach skrycie
knować nie przestawały jak zachować życie,
Artuditu, (ów w próżnię wypadł przez przypadek)
i reklamówkę z piwem; tąż Borowy Dziadek
chciał z narażeniem rzyci z pogromu zratować,
lecz mu się nie udało. Potem zamordować
próbował Babę Jagę (ona, chcąc w trzeźwości
męża swego utrzymać, by wciąż w gotowości
do produkcji orgonu był w nocy i we dnie
dywersji dokonała. Z czego niepoślednie
wyniknęły dramata, ale o tym potem).
Tymczasem ocalałych Bagaż już z powrotem
na starą wiezie Ziemię. Oby tylko brzozy
na drodze nie napotkał! Skręca mię ze zgrozy,
na samą myśl okropną, co za lądowanie
ma Bagaż, gdy mu brzoza na przeszkodzie stanie...
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4569
Wysłany: 2012-04-16, 00:00   

Na myśl taką skręciło także naszą grupę.
Myślak, transmisji różnych odebrawszy kupę,
poszeptał coś z Bagażem półgłosem na stronie -
Bagaż zwolnił, a Myślak zacierając dłonie
zapytał, czy naprawdę chcą wracać na Ziemię,
by rzuciło się na nich dziennikarzy plemię
i o każdym ich ruchu donosiło szparko...
"O każdym?" Baba Jaga sapnęła z niewiarką.
"Właśnie tak" - rzucił Myślak. "I zdjęcia z ukrycia
robią, nie masz na Ziemi prywatnego życia".
Tu zerknął spod oka - Baba włosy poprawia -
"Ale nie to najgorsze, nie to kłopot sprawia".
Baby ręka zamarła, Myślak głos zawiesił...
(słuchają go już nawet najgorsi obwiesie)
"Oni wiek podają pod zdjęciem, w nawiasie!" -
wypalił jak z armaty. - "Ja nie wezmę na się
ciężaru tej decyzji. Czy naprawdę chcecie,
by wszystkim oznajmiono, na caluśkim świecie,
jaki wiek wasz?" - "Oj tam wiek", w pąsach Baba cała.
"Lecz produkcja orgonu wychodzi wspaniała.
Ja chętnie im przekażę swoje doświadczenia".
Myślak jeszcze próbował zgłaszać zastrzeżenia,
lecz nikt go już nie słuchał, bo troll za plecami
darmowym piwem wszystkich chłopaków omamił,
które schował był czujnie w odmętach Bagażu,
przed Baby zakusami. Teraz dla kurażu
(i na złość Babie) piją, chwaląc przedni trunek.
Tylko Myślak nie pije, Myślak ma frasunek.
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6798
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2012-04-23, 19:59   

Kim ten troll jest właściwie? Jakie nosi imię?
"Może czegoś się dowiem jak umysł mu przyćmię.
Byle nie zauważył, że w głowie mu grzebię,
pamięć skanuję zdalnie, wspomnienia przetrzebię
mu trochę (w szczytnym celu, to musi być jasne
od samego początku)." Korzyści nie własne,
a dobro misji całej mu jasno przyświeca.
Rozpoczął planowanie, jaka by tu heca
dała mu trochę czasu na przeprowadzenie
badania polowego. Błąd to utopienie
szansy - może jedynej - na wniknięcie w umysł
oraz odkrycie prawdy. Myślak już ma pomysł
po prostu przewspaniały, godny docenienia
przez ludzkość i załogę. Lecz jego istnienia
zdradzić nie może wcale, wszak ma być jak tajna,
zakulisowa gierka, taka zwyczajna.
Szczegółów nie zdradzimy, ale przybliżymy
plany choćby w zarysach i zaspokoimy
(Zboczeńcy, proszę się wstrzymać! Nie o to chodzi!)
waszą ciekawość spisku. Myślak wzrokiem wodzi,
szuka gdzie wzrok zaczepić, ku czemu myśli ze
smyczy spuścić logiki. Tak wyłowił wazę,
która symbolizować będzie bagaż cały,
wraz z gośćmi i załogą - to już naród mały.
Tam musi znaleźć trolla i zajrzeć mu w głowę.
Tak dochodzimy do sedna - odbiera wam mowę? -
kwantowe przesunięcie, oczywiście w czasie,
w przestrzeni lokalnej na niedużej masie.
Plan jest prosty, jak widać, starczył jeden ranek
by odkryć trolla imię - brzmi ono Stefanek!
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4276
Wysłany: 2012-05-09, 21:34   

Poznawszy trolla imię, Myślak wstaje śmiało:
„Społecznością Bagażu będzie się władało
teraz inaczej zgoła!” – woła ucieszony.
Troll, tym niecnym sposobem woli pozbawiony,
nowemu władcy imion wraz się poddać musiał.
Wielce tym ciosem złaman w kącie cicho usiadł,
a tymczasem już Myślak załogę strofuje
i w odmęty kosmosu Bagaż znów kieruje.
„Dajże spokój, Myślaczku, my chcemy na Ziemię!”
Prosi go Baba Jaga. – „Kędy nasze plemię...”
„Przestań gadać od rzeczy!” – tenże ją ofuknie.
Raptem znienacka koza jak Myślaka stuknie!
Rogi w tej części ciała siały spustoszenie
Którą człek obyczajny nazywa „siedzenie”,
zaś prosty troll nie spętan zasad całą kupą
nigdy się nie zawaha nazywać jej „dupą”.
Jakby jednak nie było, sny o wszechpotędze,
Które myśli Myslaka wysnuły jak przędzę
z czarnych duszy zaułków, tym się zakończyły,
że orki uczonemu gębę nieco zbiły.
Troll Stefanek do steru władzy znów powrócił
i wprowadzać porządek co żywo się rzucił.
Zaś Bagaż na właściwy kurs znów sprowadzony,
W stronę Ziemi popędził. Orgon ocalony!
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4569
Wysłany: 2012-05-12, 22:57   

I lecą tak, i lecą, do Ziemi już blisko.
Na fetę się gotują, lecz nagle zjawisko
niecodzienne im drogę przegradza jak kłoda.
Bagaż się jakby wzdrygnął, zacmokał też Yoda,
który dołączył cicho tajemnym sposobem,
znanym jedynie jedi, a teraz pod spodem,
pod orkami, Myślakiem i Lukiem się znalazł,
co od wzdrygów Bagażu na kupę padli wraz.
Gdyż zjawisko się dziwne przed nimi objawia,
Nadrektor chrząka, z trudem powstrzymuje pawia.
A zjawisko nic na to, narasta w przestrzeni
i zagradza drogę do upragnionej Ziemi:
do fety i orderów, dziennikarzy chmary.
I nijak go ominąć, nawet okulary,
co je z nosa Myślaka Dziad Borowy zerwał
nie dają dostrzec końca, ani żadnej przerwy.
Wokół Ziemi narasta coś na obraz chmury,
cząstki lecą przez kosmos jak do czarnej dziury
i wirować jak w tańcu zaczynają szparko.
A Ziemia w centrum. Dziad się zaczął kręcić z Warką,
wirowanie też Babę porywać zaczyna,
Luke wykręcił piruet: "To nie moja wina!",
krzyknął jeszcze i upadł pomyliwszy kroki.
Tylko troll stoi pewnie - nie takie uroki
ze śwagrem pokonywał samym swym spojrzeniem -
i rzecze: "Hej ty, Vader, dawaj wyjaśnienie!".
Vader sapnął i mówi: "To znane zjawisko.
Po prostu Ziemia zmienia gęstość. Ot, i wszystko."
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6798
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2012-05-13, 09:37   

A siedem jest gęstości, im wyższa, tym luźniej
w materialnej domenie i trochę też dziwniej.
Pierwsza gęstość to skały i cała materia
nieożywiona jakby, dalej jest bakteria,
trawa a nawet koza, więc flora i fauna.
Trzecia gęstość - bytów świadomych speluna,
do wczoraj zajmowana także przez nas, ludzi
(razem z prawie tym wszystkim, co grozę w nas budzi).
Poziom wyżej - jaszczury, te całe zielone,
(proszę nie mylić z trollem, to duby smalone)
co DNA pocięli nam w zamierzchłych czasach.
Mniejsza gęstość pozwala im chować się w maskach
i ludzi tak udawać, by mięso nasze zjadać.
Plotek rozpuszczać nie chcę, przestaję już gadać,
bo o wyższych poziomach, między pięć a siedem,
brak pewnych informacji. Zatem wróćmy pędem
do Stefanka i akcji, tam gdzie się władował.
Sprawne zejście ku Ziemi, Bagaż wylądował,
desant cała załoga sprawnie wykonuje -
srogie, orcze komando pozycje zajmuje,
już osłaniają Bagaż i całe dowództwo.
Gotowi oddać życie, bohaterskie bractwo,
za trolla - zapłatą dziewica i garść złota.
Przyznajcie, cena mała, nie chcą nawet kota
i budyniu na deser. Z nich najodważniejszy
ruszył na zwiad daleki, reszta szuka gejszy,
ale bez powodzenia. Po tygodniu całym
trwożliwego czekania na trawniku wątłym
Stefanek postanawia "Dłużej nie możemy
tak w strachu czekać śmierci i wszyscy to wiemy."
Powód jednak był inny, skończył się bimberek,
wina też już nie staje, a piwo z beczułek
smakuje niczym siuśki. Do tego trollica
się obraziła strasznie - zimna już łożnica,
i zapasy orgonu w błyskawicznym tempie
zbliżają się do zera. Do tego zadupie
to straszne bez rozrywek. A na domiar złego
z każdym dniem troll Stefanek ma mniej zielonego.
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4276
Wysłany: 2012-06-14, 22:10   

Blaknie zieleń sztandarów, blaknie iskra w oku
I produkcja orgonu zamiera w pół kroku.
We otchłani marazmu pogrąża się skrycie
Dzielna nasza kompania – pewnie nie wierzycie,
Ale nawet i koza na duchu upadła.
Jeszcze o tym nie wiedzą, że przypadkiem siadła
Bagażu zwarta masa w dziesiątej gęstości,
Od której troll ma katar, wszystkich bolą kości,
Zaś trollicę w dodatku wysypka pokryła.
Ale nie to najgorsze, to by jeszcze była
Rzecz całkiem do przyjęcia podczas eksploracji
zakamarków wszechświata. Drobnych perturbacji
nie ulęknie się żaden wojownik kosmiczny.
Ale tego... strach wieszcza ogarnia paniczny,
Kiedy ma wyrzec słowo, co przekreśla plany,
Rujnuje zamierzenia i kładzie kajdany
Na dłonie, co na wieki wolne być powinny...
Jednym słowem ów klimat wielce niegościnny
Na który herosi przypadkiem natrafili,
Sprawił, że moc produkcji orgonu stracili.
Impotencja w szeregach jak dżuma się szerzy,
Wszystko, co dotąd stało, teraz smutno leży,
(ewentualnie wisi, ale szczególiki
w spokoju pozostawmy), troll robi uniki,
nie chcąc, by jego żona prawdę tę odkryła,
iż niemoc rozpaczliwa kulasa zmorzyła
i po raz kolejny w zagłady obliczu stanęli
ci, którzy w straceńczej wyprawie udział wzięli...
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

OGIEN I LÓD - Przystan mil/osników prozy George'a R. R. Martin'a


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,4 sekundy. Zapytań do SQL: 12