Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Czas mścicieli
Autor Wiadomość
Pawlak 

Posty: 7
Wysłany: 2014-01-22, 15:54   Czas mścicieli

Witam. Piszę książkę pt. "Czas mścicieli", jest to moja pierwsza powieść w życiu więc proszę, bądźcie wyrozumiali. :->
Zamieszczam dwa przykładowe rozdziały.

Pierwszy
Aron Feller spojrzał w niebo, słońce wzeszło kilkadziesiąt minut temu. Chwilę wcześniej wydostali się z Lasu Złoczyńców i teraz musieli kroczyć przez bagna. To Eliazar wybrał tę drogę, twierdził bowiem, że tak będzie najbezpieczniej. Istniało ryzyko, że jeśli wejdą na ziemie Malerionu to mogą zostać schwytani przez patrolujących rycerzy. Władający miastem lord Serald Dorian stał się bardzo ostrożny po ataku Klanu Węży na Kryon i Gaptron. Wysyłał nocne patrole które oddalały się od murów miasta na odległość około dwóch mil, mieli oni za zadanie obserwować czy żaden napastnik nie próbuje zaatakować miasta. Ludzie nazywali te bagna Deszczowym Pustkowiem. Aron nie rozumiał tego ponieważ w tym miejscu deszcze padał nie częściej niż w jego rodzinnej wiosce. Uważał, że ten teren powinien nazywać się raczej Mokrym Pustkowiem.
– Te bagna strasznie cuchną – odezwał się Garet z grymasem na twarzy. Eliazar, który szedł na czele roześmiał się.
– Spodziewałeś się, że będą tu rosnąć pachnące róże – spytał nie odwracając się.
Dinclet spojrzał w stronę starca.
– Chciałbym coś zjeść, ale tutaj nie da się tego zrobić – rzekł z wciąż skwaszoną miną. – Jeśli coś przełknę to równie szybko zwrócę z powrotem.
Eliazar w końcu spojrzał w jego stronę.
– Jeszcze tylko dwie godziny i znajdziemy się na terenie Sirellionu – uśmiechnął się. – Na pewno wytrzymasz.
Miał rację, dwie godziny później udało im się opuścić Deszczowe Pustkowia. Teraz przed sobą mieli tylko bujną trawę i kilkanaście pagórków. W oddali widać było szerokie mury Sirellionu.
– Musimy się tam dostać zanim zajdzie słońce – powiedział Eliazar wpatrując się w miasto. – Nie będziemy spać na dworze, to byłoby zbyt niebezpieczne. Potrzebujemy noclegu.
– Miasto znajduje się sześć mil stąd – zauważył Aron. – Trafimy tam o zachodzie słońca.
– Ale najpierw coś zjemy. – rzekł uradowany Garet po czym usiadł na trawie i zaczął grzebać w plecaku. Wkrótce już wszyscy siedzieli i jedli. Aron spojrzał na starego. Siedział z zasępioną miną i spuszczonym wzrokiem powoli żując chleb. Feller zastanawiał się jak mogło by się potoczyć dalsze życie Eliazara. Oni mają cel – pomścić swoje rodziny i odkryć zagadkę medalionu. A Eliazar? Miałby dokonać zemsty na królu za spalony młyn? To nie pasuje. Taki mizerny starzec liczy raczej na spokojne życie w wiosce i prowadzeniu ogródka, z dala od wojen, śmierci, krwi i zniszczenia.
– Musimy ruszać – uśmiechnął się. – Mam ochotę na duży kufel piwa.
*
Aron nie mylił się, o zachodzie słońca stali już u bramy Sirellionu. Poprosili o wpuszczenie do miasta za sprawą szukania noclegu. Strażnicy otworzyli bramę i zabrali im broń. Sirellion nie różnił się zbytnio od Dolandaru. Miasto było większe a co za tym idzie można tu było ujrzeć więcej straganów. Wszędzie kręcili się ludzie kupując warzywa i owoce, mięso i chleb. Jednak ta piątka przybyszów szukała gospody. Po drodze minęli kuźnię i kilka domów, aż w końcu dotarli do celu. Karczma „U grubego Sama”. Po wejściu zdali sobie sprawę, że tutaj również jest bardzo tłoczno, Aron miał nadzieję, że znajdą się tu jeszcze puste pokoje. Atmosfera była niezwykle wesoła, piwo lało się strumieniami. Przy jednym ze stołów Aron zauważył grupkę ludzi, wśród gwaru i śmiechu robili zakłady, kto wypije najwięcej. Przy innych dwóch krępych mężczyzn siłowało się na rękę. Idąc dalej Feller poczuł uścisk na nodze, spojrzał w dół, złapał go zalany w trupa człowiek, patrzył na jego twarz półprzymkniętymi oczyma po czym odezwał się słabym głosem:
- Proszę, panie… złota, jeszcze jedno… małe… piwo.
Aron nawet nie musiał wyrywać nogi ponieważ pijak padł po chwili twarzą na ziemię i zasnął, uścisk zelżał. Aron zobaczył jak dwóch ludzi wynosi go w jakieś ustronne miejsce. Wkrótce usłyszeli śpiew, jakiś stary człowiek grał na lutni i śpiewał o kobiecie, zapewne wybrance swego serca:
- … ona żyła tu z nami, piękna i wspaniała pani.
Cudowna jak wiosna,
nie zimna, lecz radosna.
Dotknąć jej, to jak dotknąć nieba…
Aron spojrzał na śpiewaka. Był stary, lecz nie tak jak Eliazar. Miał jeszcze sporo siwych włosów na głowie i krótką brodę. Jego policzki były bardzo czerwone. On jest pijany. Śpiewak odłożył na chwilę lutnię na bok, podniósł butelkę którą miał u nogi i pociągnął zdrowy łyk. Aron lubił muzykę, to sztuka. Lecz ten człowiek kaleczył sztukę. Język mu się plątał od wina które pił, źle dobierał słowa. Klientom gospody również nie podobał się jego śpiew, patrzyli na niego posępnie, niektórzy wyglądali jakby chcieli go udusić. Śpiewak postawił butelkę na ziemi i znów wziął do rąk lutnię. Czknął dwa razy i zawołał skrzeczącym głosem:
- Lecz nie dotkniesz jej, o nie, bo jej pies ugryzie cię. Znów czknął. Ludzie którzy siedzieli blisko niego zaczęli walić ze złością pięściami w stół.
– Zabierzcie go stąd! – zawołał człowiek zza lady.
Śpiewak wciąż krzyczał:
- To Elia i jej pies, jej wierny, kulawy pies.
Dwaj potężnie zbudowani mężczyźni wstali ochoczo i złapali śpiewaka pod barki.
– JEJ WIERNY KULAWY PIES!!! – grzmiał nadal głos śpiewaka.
Mężczyźni wyszli z nim na dwór, jeden z nich zabrał mu lutnię.
– Nieee, zostaw ją, jest częścią mnie.
Aron nigdy nie dowiedział się co się stało z lutnią śpiewaka ponieważ drzwi gospody się zatrząsnęły. Człowiek zza lady okazał się oczywiście karczmarzem. Był bardzo gruby, miał pulchną twarz. Karczma więc nie bez powodu nosiła taką nazwę. Podeszli do lady.
– Witajcie u Sama – powiedział wesoło karczmarz. – W czym mogę pomóc?
- Szukamy pięciu wolnych łóżek. – odpowiedział Aron.
– A więc chcecie noclegu? – spytał retorycznie gruby. – Mamy wolne pokoje. Otworzył szufladę i wyjął z niej dwa klucze. – Dwa pokoje, pięć łóżek. W jednym są dwa łóżka, w drugim trzy.
– To się świetnie składa – powiedział Barth odbierając jeden z kluczy. – Ja i Maureen weźmiemy pokój z dwoma łóżkami.
– Pięćdziesiąt złotych monet za jedną noc. – powiedział karczmarz.
Aron wyciągnął złote monety z sakiewki zabranej strażnikom z Dolandaru i wręczył je grubemu Samowi. Barth dotknął jego ramienia.
– Ja i Maureen pójdziemy już do pokoju.
Aron skinął głową i zwrócił się do karczmarza:
- Chcę zamówić jeszcze trzy piwa.
Już po chwili Aron, Garet i Eliazar siedzieli przy stole z kuflami w rękach. Dyskutowali nad następnym krokiem podróży.
– Aby dostać się do Semot musimy wejść na teren Malerionu – stwierdził Eliazar. – A jeżeli tam wejdziemy od razu nas złapią, zaczną zadawać pytania, przeszukiwać.
– Jeśli zaś wejdziemy tam nocą, każdy z nas dostanie strzałę w brzuch – powiedział Garet. Feller rozejrzał się po karczmie i zobaczył dwóch ludzi grających w szachy.
– Musimy mieć jakąś kartę przetargową.
– Co masz na myśli? – spytał Eliazar.
Aron podniósł kufel i wypił zawartość do dna po czym wstał.
– Chodźcie.
Ruszyli w stronę mężczyzn zajętych grą. Byli odziani w bogate stroje, na pewno pieniędzy im nie brakowało. Arona zainteresowały jednak sygnety na ich palcach. Zawierały bursztyny z wyrytą literą „M”. Malerion. Tylko rycerze, urzędnicy i zamożni mieszkańcy miast posiadali takie sygnety. Mężczyźni pochłonięci grą w szachy nie wyglądali na rycerzy. Gdy stanęli obok stołu jeden z nich podniósł głowę i spojrzał na Arona.
– Masz do mnie jakąś sprawę młody człowieku? – spytał z uśmiechem na twarzy.
Mężczyzna był bardzo zadbany. Miał podkręcone wąsy i ulizane do tyłu włosy.
– Owszem, potrzebuję taki sygnet. – powiedział wskazując palcem na jego dłoń, po czym wyjął sakiewkę z pieniędzmi na stół. Mężczyzna spojrzał na sakiewkę i roześmiał się.
– Chcesz go ode mnie kupić? – spytał po czym podniósł kubrak, u jego pasa wisiało dziesięć sakiewek, wszystkie tak grube jak sakiewka Arona.
Pieniędzy mu nie brakuje.
– To jest rzecz bezcenna – kontynuował z uśmiechem grożąc mu palcem. – Ale masz szczęście chłopcze, bo tak się składa, że mam kilka takich sygnetów. Jednak nie chcę pieniędzy, oczekuję czegoś innego?
- Czego? – spytał prędko Aron.
– Jeśli pokonasz mnie w szachy otrzymasz sygnet. – rzekł z uśmiechem.
– Akurat w tym jestem dobry. – powiedział Aron z uśmiechem.
Drugi z graczy zrobił mu miejsce, Feller usiadł na przeciwko mieszkańca Malerionu. Jego rywal okazał się wymagającym przeciwnikiem, znał wiele posunięć które dotąd były Aronowi obce. Jednak doświadczenie Arona, zdobyte podczas wielu partii rozegranych ze staruszkami w Kryonie, pozwoliło mu w końcu przejąć inicjatywę. Zagnał króla przeciwnika w sam róg szachownicy.
– Szach i mat. – rzekł z satysfakcją Aron.
– Ho, ho – zawołał gromko przeciwnik klaskając rękoma. – Widzę, że trafiłem na wielkiego mistrza. Kim jesteś?
- Nazywam się Aron. – odpowiedział Feller podając przeciwnikowi dłoń, mężczyzna powstał i uścisnął ją.
– Ja jestem Serald, mój przyjaciel to Derek. Drugi z mieszkańców Kryonu powstał i ukłonił się. – Mieliśmy umowę. – przypomniał mu szybko Aron.
– Oczywiście – Serald wyciągnął pudło i zaczął pakować do niego figury. – Otrzymasz nagrodę.
Feller powstał i ruszył w jego stronę, przypadkowo strącił ręką kilka figur które spadły na podłogę.
– Och, wybacz. – uklęknął i zaczął je zbierać, Serald pomógł mu wstać.
– Chyba wypiłeś za dużo piwa chłopcze – rzekł z uśmiechem. – Chodźcie, pierścienie mam schowane w innym budynku.
Cała piątka wyszła z karczmy i ruszyła przez miasto. Wkrótce doszli do pewnej starej chałupy która wyglądała na opuszczoną.
– Dziwne miejsce – stwierdził Aron gdy przeszli przez drzwi. – Nocujecie tutaj?
- Zgadza się – odpowiedział. – Wiesz, ten grubas z karczmy dużo liczył sobie za pokoje. Tutaj jest taniej, tylko trzeba spać na słomie.
Wybuchnął śmiechem po czym spojrzał na Dereka i skinął głową. Gdy ten zamknął drzwi zrobiło się całkowicie ciemno.
Pułapka. – pomyślał Aron poniewczasie, po czym dostał solidny cios w policzek który zwalił go z nóg. Usłyszał cichy jęk Gareta i Eliazara. To Derek zaatakował ich i powalił na ziemię. Aron poczuł uderzenie w brzuch, potem kolejne i jeszcze jedno. Zgiął się w pół. Chwilę później ujrzał światło. Blask pochodni którą rozpalił Derek oświetlał pomieszczenie. Serald stał nad nim z wyszczerzonymi zębami. Sięgnął ręką do szyi Arona i zerwał łańcuch z medalionem po czym spojrzał mu w oczy.
– Jesteś głupcem. – stwierdził po czym kolejny raz wybuchnął śmiechem.
Aron spojrzał w bok, Eliazar i Garet leżeli na podłodze, jeden trzymał się za głowę, drugi za plecy. Derek stał nad nimi w milczeniu.
– To była głupota – odezwał się znów Serald wpatrując się w medalion. – Eksponować to w karczmie. Od razu cię przez to poznaliśmy. Król Baltasar wysłał sokoły do wszystkich miast. Oświadczył, że pewien chłopak podróżuje sobie po Galatharze z pewnym medalionem. Oraz, że dostać można za ten medalion sporą nagrodę. Znów spojrzał Aronowi w oczy.
– My się wzbogacimy – powiedział zjadliwie. – A ty będziesz jadł szczury w celi Białego Zamku, razem ze swoimi kompanami. Kto wie, może podarują wam tam szachy zanim pójdziecie na szubienicę, zauważyłem, że bardzo je lubisz.
Roześmiał się po raz trzeci.
– Zapomniałem, całkowicie zapomniałem. Wygrałeś ze mną w szachy i jestem ci winien nagrodę, oto ona. – Kopnął go w brzuch, Aron jęknął. – Nie tego się spodziewałeś, prawda? – Serald uklęknął nad nim i złapał go za przegub. – Ty głupi smarkaczu! Myślałeś, że dam ci sygnet za głupią partię szachów? Ten sygnet?
Pomachał mu prawą ręką przed oczami. Aron roześmiał się. Serald spojrzał na swoją dłoń zaskoczony, pierścienia na palcu już nie było.
– Jak to… – zaczął, lecz nie zdążył wypowiedzieć zdania. Aron sięgnął ręką za pas wyciągając sztylet i wbił go Seraldowi w brzuch aż po głowinę. Mężczyzna jęknął głośno. Derek ruszył z wściekłością na Arona, jednak Garet podciął mu nogi, runął mocno na podłogę. Gdy spróbował powstać, Feller stanął już koło niego i z całej siły pchnął go sztyletem w bok szyi. Odwrócił się i spojrzał na Seralda. Siedział na podłodze, podpierał się na jednej ręce a drugą trzymał krwawiący bok. Patrzył z przerażeniem na Arona.
– Mój sztylet. Ale jak? – spytał.
– Wyciągnąłem ci go zza pasa gdy pomagałeś mi wstać w karczmie – sięgnął ręką do kieszeni i wyjął z niej sygnet z bursztynem na którym wyryta była litera „M”. – A nagrodę sam już sobie odebrałem. Ściągnąłem ci go gdy uścisnęliśmy sobie dłonie, miałeś bardzo śliskie palce. Podczas gry zauważyłem pot na figurach, denerwowałeś się?
Aron ruszył powoli w jego stronę, Serald próbował się cofać.
– Myślałeś, że uwierzę w twoją bajeczkę o tym miejscu? – kontynuował. – Człowieka który ma tyle sakiewek za pasem nie stać by było na pokój w karczmie? Spałby na słomie? – prychnął. – I nie, nie myślałem, że oddasz mi sygnet za partię szachów – Aron uklęknął przed nim łapiąc go za gardło. – Nie myślałem tak ponieważ jesteś głupcem. Wbił mu sztylet w pierś i przekręcił ostrze. Serald stęknął po raz ostatni po czym padł martwy na ziemię.
Garet patrzył na niego ogłupiały.
– Zaplanowałeś to wszystko?
Aron skinął głową, Eliazar wybuchnął śmiechem.
– Cholera, Aron, a niech cię – Garet pomasował tył głowy ręką. – mogłeś uprzedzić, złapałbym jednego i drugiego…
- Nie mogłem – przerwał mu Aron i pokiwał palcem. – Gdyby ktoś zobaczył walkę mielibyśmy spore kłopoty, zapewne kilka dni w zimnej celi ze szczurami a potem proces, skonfiskowaliby medalion. Umówmy się, ja jestem od myślenia, a ty od walki.
Dinclet zdobył się na wymuszony uśmiech.
– Więc co teraz z nimi zrobimy, geniuszu? – spytał wskazując rękami na dwóch nieboszczyków.
– Przyda nam się trochę pieniędzy – Aron przykucnął przy ciele Seralda i sięgnął do jego pasa, wyciągnął wszystkie dziesięć sakiewek. – No, no. – powiedział usatysfakcjonowany wyjmując z jednej złotą monetę. – rzeczywiście był bogaty.
Eliazar sięgnął do kieszeni Dereka, ten również miał sporą sakiewkę z pieniędzmi. Starzec uśmiechnął się po czym spojrzał na Arona.
– Co teraz? – spytał już z poważną miną.
Feller rozejrzał się, zauważył klapę na podłodze. Podszedł do niej i otworzył ją.
– Dajcie pochodnię.
Gdy Garet wręczył mu pochodnię Aron wyciągnął ją przed otwór w podłodze, zobaczył schody.
– To chyba jakaś piwnica. – powiedział Aron po czym zszedł schodami na dół. Nie było tam nic godnego uwagi. Kilka pustych słojów, porozbijane butelki i dziurawe worki w których pozostało jeszcze trochę ziarna zbóż. Na jednym z nich siedział szczur i wyjadał resztki. Wszędzie kurz.
Tutaj naprawdę nikt nie mieszka.
Aron wrócił na górę.
– Dawajcie ich tutaj – powiedział wskazując na ciała.
Eliazar i Garet podnieśli nieboszczyków i zanieśli ich do piwnicy. Na wszelki wypadek przykryli ciała workami.
Jeśli ktoś tu kiedykolwiek wejdzie to i tak ich szybko odkryje.
Gdy wszyscy wrócili już na górę Garet zwrócił się do Arona:
- Musimy szybko uzupełnić zapasy i wiać stąd.
Feller pokręcił głową.
– Nie – powiedział zdecydowanie. – Jestem zmęczony, muszę się przespać.
– Co? – Garet patrzył na niego zdumiony. – Nie ma czasu, jeśli ktoś tu wejdzie i odkryje te ciała…
- Nie – przerwał mu Aron podnosząc rękę. – Nikt tu nie wejdzie bo nikt tu od dawna nie mieszka. A ja jestem zmęczony, nie mam zamiaru uciekać trzeci raz z rzędu. Wracajmy do karczmy, Barth i Maureen już pewnie śpią.
Dinclet jeszcze przez chwilę patrzył na niego po czym spuścił wzrok i wzruszył ramionami. Eliazar uśmiechnął.
– Twój plan był genialny, przy tobie czuję się bezpieczniej niż przy dziesięcioosobowej armii. Zdobyłeś moje zaufanie.
– Zaufanie – powtórzył po nim Aron. – Jest najważniejszą rzeczą, tylko dzięki niemu możemy przeżyć.
Po czym wszyscy trzej wrócili do karczmy.

Drugi
Ludgar wciąż jechał przed siebie. Gdy w Dolandarze dowiedział się od barmana, że ludzie z medalionem uciekli nie tracił czasu, wypił szybko swoje piwo, podkuł konia i ruszył w drogę. Z początku wydawało mu się, że szybko ich znajdzie, dogoni i zabije jeśli trzeba, medalion musiał dostać się w jego ręce. Było ich pięcioro, dwóch młodzieńców, dziewczynka i starzec. Na pewno bez problemu by ich pokonał.
Walczyłem już z bardziej doświadczonymi przeciwnikami. Pomyślał.
Szybko jednak zdał sobie sprawę, że dorwanie ich graniczy z cudem. Nie znalazł żadnego tropu, żadnych śladów, mogli pójść w każdą stronę, być wszędzie a Galathar jest wielki. Teraz jedyne co mu zostało to jeździć z miasta do miasta, z wioski do wioski i pytać ludzi czy nie widzieli pięcioro podróżników. Dał słowo Wilkowi i nie chciał go zawieźć, ta misja była bardzo ważna.
W czasie podróży rozmyślał nad tym co zmusiło ich do ucieczki z miasta. Bardzo prawdopodobne, że odkryli zawartość medalionu. Tylko co w nim było? Czyżby mapa wskazująca gdzie ukryta jest Złota Korona? Tylko to przychodziło Ludgarowi do głowy, o tym mówił ich zaufany szpieg. Korona to pierwszy krok do zwycięstwa. Ludgar wie jak się sprawy mają, a przynajmniej wie tyle co trzeba. Nie wszyscy w Galatharze są zadowoleni z rządów Krafta, wielu z nich chciałoby widzieć jego głowę na palu. Gdy Wilk założy na głowę Złotą Koronę w końcu będzie mógł zdjąć maskę i wszyscy dowiedzą się kim jest. Wszyscy niezadowoleni przyłączą się do niego ponieważ zrozumieją, że tylko on nadaje się na władcę. Odznaczył się wielkim męstwem podczas bitw z Kraftem. Jest najinteligentniejszy i najbardziej waleczny.
Właśnie dlatego się do niego przyłączyłem.
Przywódca idealny, z charyzmą i potencjałem. Zajdziemy z nim bardzo daleko.
*
Minął dzień. Ludgar dalej szukał lecz nie było żadnych postępów. Nie jadł, nie pił, nie spał. Jego koń też był wyraźnie zmęczony, z każdą godziną gnał coraz wolniej, przestał ryczeć.
Za bardzo się zaangażowałem. Pomyślał z zażenowaną miną.
Tak, musimy odpocząć.
Przed południem Ludgar dostał się do wioski Pinakota. Była to dość duża wioska położona na terenie Erellionu. Choć miasto leżało bardzo blisko Ludgar nie chciał przechodzić przez jego mury. Zaraz po przejściu przez bramę strażnicy zabierają przybyszom wszelką broń jaką dysponują, zamykają ją w skrytkach w podziemnym miejscu, tam otoczone są kratami i pilnowane przez dwóch strażników, przybysz dostaje kwit który musi pokazać gdy będzie chciał odzyskać broń. Jednak Ludgar nie lubił rozstawać się ze swoim mieczem, dawał mu poczucie bezpieczeństwa. Ponadto wolał nie oddawać go w ręce ludzi których nie znał, był z natury bardzo nieufny, z resztą zawsze go tak uczyli.
Pinakota była wioską handlującą z Erellionem. Słynęła z największych pól uprawnych w całym Galatharze, to też Erellion był miastem dobrze prosperującym a Pinakota, co tu dużo mówić, bogatą wioską.
O tej porze Ludgar nie zastał w niej wielu ludzi. Wieśniacy rankiem wyruszyli w pole. Jedni orali ziemię pługiem, inni pasali krowy, ludzie pracowali. Przejeżdżając przez wieś Ludgar ujrzał kilku ludzi którzy młócili zboże cepami, w innym miejscu kobiety karmiące kury i świnie. W końcu dotarł do miejsca które go interesowało, stajni w której zostawił konia. Zapłacił za jego przetrzymanie. Obok stała kuźnia, Ludgar poprosił kowala aby podkuł jego konia. Ruszył do najbliższej karczmy. Przebył duży kawał drogi, ucieszyła go myśl, że w końcu będzie mógł odpocząć i coś zjeść. W środku nie zaznał niczego niespodziewanego. W porównaniu z wesołą atmosferą w karczmie w Dolandarze, tutaj było bardzo spokojnie. Garstka ludzi siedziała przy stołach jedząc obiad, nie zwracali na niego zbytniej uwagi. Za ladą ujrzał karczmarza, stał tyłem myjąc kufle. Ludgar podszedł do lady i od razu położył na niej sakiewkę z pieniędzmi. Karczmarz, słysząc brzęk monet, odwrócił się błyskawicznie.
– Witaj, panie – rzekł do niego z uśmiechem. – Widzę żeś nie tutejszy, przybyłeś z daleka? Piękny dzień na podróż. Ludgar tylko skinął głową, miał zasępioną minę.
– Czy humor nie dopisuje? – spytał karczmarz z zażenowaniem.
– Wybacz – Ludgar zdobył się na wymuszony uśmiech – Po prostu przebyłem bardzo długą i męczącą drogę.
– Zaiste, zauważyłem – rzekł karczmarz patrząc na jego twarz po czym dodał – co podać?
- Czerwone wino – odpowiedział.
– To rozumiem – karczmarz uśmiechnął się się i wyjął butelkę. – jakieś jedzenie?
- Danie dnia?
- Ryba z jajami.
– Niech będzie – wiedział, że zje cokolwiek byleby tylko zaspokoić głód.
Już po chwili Ludgar jadł obiad popijając go winem. Gdy skończył, tradycyjnie spytał karczmarza czy nie widział tu piątki młodzieńców i jednego starca. Gdy ten odpowiedział przecząco Ludgar zamówił pokój na jedną noc i od razu poszedł na górę. W pokoju stał mały stół z dwoma krzesłami, gdzie można było spożywać posiłki, zaś w rogu duże łóżko. Ludgar zamknął pokój na klucz i schował miecz pod łóżkiem na którym się położył. Był tak zmęczony, że zasnął od razu mimo, że było dopiero południe.
Miał niespokojny sen. Przebywał w wiosce i obserwował rzeź jej mieszkańców. Domy płonęły, wszędzie dym i płomienie które rozjaśniały jego pole widzenia. Krzyki kobiet i dzieci łamały mu serce. Chciał im pomóc, lecz nie mógł, był zamknięty w klatce która stała w samym środku tego tragicznego zdarzenia.
– OTWÓRZCIE! POMOGĘ WAM! – krzyczał na całe gardło trzęsąc kratami, lecz nikt mu nie odpowiadał, czuł się taki bezradny. Ludzie przebiegali obok jego klatki zupełnie nie zwracając na niego uwagi. Padali od strzał, w koło widział coraz więcej trupów, nie mógł na to patrzeć, zaczął krzyczeć czując wewnętrzny ból. Ogień zaczął ogarniać wszystko, Ludgar czuł jego piekący żar, łzy napływały mu do oczu.
– MOGĘ WAM POMÓC! TYLKO OTWÓRZCIE TE CHOLERNE DRZWI!!! – krzyczał coraz głośniej.
– Zamknij się! – ktoś krzyknął obok niego.
Ludgar błyskawicznie spojrzał w bok. Obok klatki stał zamaskowany człowiek który wpatrywał się w niego, podniósł łuk, wyciągnął strzałę z pochwy na plecach i wycelował ją prosto w jego głowę. Ludgar zobaczył na jego piersi rysunek przedstawiający węża.
– NIEEEEE – krzyknął.
Zamaskowany mężczyzna puścił cięciwę.
Ludgar zerwał się z łóżka, był cały zlany potem, serce biło mu o wiele szybciej niż zwykle. Spojrzał w okno, było już ciemno, księżyc rozjaśniał nieco niebo.
Usiadł na łóżku i złapał się za głowę, już od dawna nie był tak niespokojny.
To tylko sen. Pomyślał. Bardzo zły sen.
Nagle coś sobie przypomniał, błyskawicznie zajrzał pod łóżko, na szczęście miecz ciągle tam był.
– Spałem już wystarczająco długo – stwierdził.
Wyciągnął miecz spod łóżka, otworzył drzwi i ruszył schodami na dół.
W sali paliło się wiele pochodni. Przy stołach siedziało nieco więcej ludzi niż w południe, jedli kolację i gawędzili między sobą.
Gdy zszedł po schodach karczmarz zauważył go.
– Och, już pan wstał – zawołał wesoło. – Może wina?
- Wody – odpowiedział jednak Ludgar.
Zdziwiony karczmarz wyjął szklankę i nalał mu wody do pełna. Ludgar wypił ją trzema łykami, położył na ladzie dwie złote monety, po czym ruszył w stronę drzwi.
– Już pan wychodzi? – spytał zaskoczony karczmarz.
Ludgar odwrócił się w jego stronę.
– Przepraszam, pilne sprawy, nie cierpiące zwłoki.
Gdy wyszedł z karczmy od razu ruszył w stronę stajni. Zastał tam swojego konia, już z nowym podkuciem. Dowiedział się także od wieśniaka, że został on nakarmiony i napojony, nie pozostało mu już nic innego jak tylko znów ruszyć w drogę. Wsadził miecz między siodło i wskoczył na konia. Gdy przemierzał drogę zauważył, że wszystkie domy były już pozamykane. W niektórych paliły się jeszcze światła, jednak we większości było już całkowicie ciemno, ludzie spali. Gdy Ludgar wyjechał z wioski znów pomyślał o swojej misji.
Muszę ich znaleźć za wszelką cenę, choćbym miał odwiedzić wszystkie miasta i wioski w Galatharze.
Nagle zupełną ciszę przerwał świst i po chwili Ludgar poczuł okropny ból. Złapał się za ucho, dostał kamieniem i to go ogłuszyło. Chwilę później poczuł jak ktoś łapie go za rękę i zwala z konia, spadł na ziemię. Gdy spojrzał w górę ujrzał czterech mężczyzn, było ciemno więc nie widział ich twarzy.
– Widzieliśmy cię w karczmie – odezwał się jeden z nich. – I słyszeliśmy co powiedziałeś karczmarzowi.
– Pytałeś o pięciu młodzieńców i starca – powiedział drugi.
Ludgar otworzył szeroko oczy.
– Widzieliście ich? – spytał szybko. – Wiecie gdzie są?
Wszyscy czterej wybuchnęli śmiechem. Ludgar szybko zdał sobie sprawę, że nie zatrzymali go po to aby mu pomóc.
– Niestety nie – odpowiedział mężczyzna nadal się śmiejąc. – ale tak się składa, że my także ich szukamy ponieważ dowiedzieliśmy się, że mają pewien medalion za który można dostać niezłą sumkę.
– Dowiedzieliście się? – spytał Ludgar z niedowierzaniem. – Skąd?
- Nie wiesz? – mężczyzna znów zaśmiał się wraz ze swoimi towarzyszami. – Myśleliśmy, że wiesz skoro ich szukasz. Król Baltasar wysłał listy do każdego miasta. Pisał w nich, że pewna grupa młodych uciekinierów przemierza Galathar przetrzymując medalion. Kto im go odbierze i odda królowi otrzyma sporą nagrodę pieniężną. I właśnie my chcemy tę nagrodę zdobyć.
Ludgar był zszokowany. Mężczyzna przykucnął obok niego i złapał go obydwoma rękami za kołnierz. Zbliżył do niego swoją twarz, Ludgar zdał sobie teraz sprawę, że widział go w karczmie.
– A teraz powiesz nam co o nich wiesz – jego oddech cuchnął – Wszystko. Kim są, skąd pochodzą.
Dość tego.
Ludgar złapał go za ręce i z całej siły uderzył go głową w nos. Mężczyzna krzyknął i upadł trzymając się ręką za twarz, spomiędzy palców ciekła mu krew. Jego towarzysze zerwali się z wściekłością i rzucili na Ludgara, jednak ten błyskawicznie odskoczył w bok i podbiegł do swojego konia, wyciągnął miecz spod siodła i skierował go w ich stronę. Wszyscy trzej wyciągnęli noże i otoczyli go.
Co za głupcy.
Ludgar uśmiechnął się, lecz po chwili jego twarz spoważniała.
– Żyję by służyć – zaczął wypowiadać słowa których go nauczyli. – Żyję by bronić niewinnych.
Jeden z mężczyzn cofnął się o krok.
– Czekajcie – powiedział niepewnie. – Już gdzieś słyszałem te słowa.
Jego towarzysze spojrzeli na niego, nie wiedząc co robić.
– Żyję by plewić zło – ciągnął dalej Ludgar. – By oczyszczać ziemię z niewierzących. Nie będę miał żony, nie będę miał potomków. Będę zawsze czysty, aż do śmierci. Tak mi dopomóż Bóg.
– To Zakon Błękitnej Róży! – znów krzyknął jeden z nich cofając się tym razem o dwa kroki. Wszyscy trzej nadal stali w miejscu, jednak trzymali noże w gotowości. Ludgar czekał niewzruszony z mieczem w dłoniach.
– Do diabła z nim! – mężczyzna krzyknął z wściekłością – zabić go!
Rzucili się na niego. Ludgar kopnął w klatkę piersiową tego, który był najbliżej, uniknął ciosu drugiego, zrobił obrót, zamachnął się mieczem i uciął rękę trzeciemu napastnikowi. Nie czekał, szybko wbił miecz w brzuch drugiego i rozpłatał gardło temu który już nie miał ręki. Trzeci napastnik znów skoczył do niego.
Zły pomysł.
Ludgar wbił mu miecz prosto w serce przeszywając go na wylot.
Teraz spokojnie podszedł do czwartego mężczyzny. Wstał i zaczął się cofać, krew nadal ciekła mu z nosa, na jego twarzy malowało się przerażenie.
– Zostaw mnie! – krzyknął w akcie rozpaczy. – Pozwól mi odejść.
Ludgar podniósł miecz wskazując na niego.
– Jesteś złym człowiekiem – rzekł spokojnie.
Wziął zamach i uciął mu głowę która potoczyła się po ziemi, jego ciało padło bezwładnie.
Ludgar otarł zakrwawiony miecz o trawę.
– Więc podły król wysłał listy gończe – powiedział sam do siebie. – Niech to! – tupnął z wściekłością o ziemię. – Dlaczego nic nam nie wychodzi? Dlaczego cały plan idzie w łeb?
Spojrzał w niebo patrząc na księżyc, był piękny.
– Cóż, muszę dalej kontynuować swoją misję. Nic innego mi nie pozostało.
Wskoczył na konia. Już miał ruszyć, lecz nagle coś sobie przypomniał. Zamyślił się, w głowie miał teraz ostatni sen.
- Zawiodłem cię Wilku – pokręcił głową rozczarowany. – Przykro mi, ale nie mogę teraz ich szukać. Mam ważniejszą sprawę do załatwienia.
Zawrócił konia i ruszył w stronę świątyni zakonu.

Proszę o szczere opinie.

Po resztę informacji zapraszam na mój blog.
http://czas-mscicieli.blog.pl
_________________
czas-mscicieli.blog.pl
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6270
Skąd: Piła
Wysłany: 2014-01-22, 16:02   

Warsztat. Już pierwszy akapit krzyczy, aby cyzelować słowa, aby łączyły się z tym co zostało napisane wcześniej. Np pierwsze zdanie: Aron Feller spojrzał w niebo. Drugie zdanie: Chwilę wcześniej wydostali się.
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7777
Wysłany: 2014-01-22, 17:03   

Pawlak, chłopie, daj sobie spokój.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Pawlak 

Posty: 7
Wysłany: 2014-01-22, 18:50   

Tixon, dzięki za opinię, tego mi było trzeba.
Fidel, ale jakie dokładnie masz zastrzeżenia?
_________________
czas-mscicieli.blog.pl
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7777
Wysłany: 2014-01-22, 19:01   

Dokładnie Ci nie powiem, bo to zajęłoby ze sześć razy więcej miejsca niż sam tekst. Na każdym poziomie, zdania, akapitu, myśli, itp to jest kicha, popełniasz błędy składniowe, semantyczne, logiczne, poza tym tekst jest emfatyczny i napuszony a jednocześnie prymitywny i grudowaty. Jeśli idzie o posługiwanie się językiem polskim masz kosmiczne braki. Każde zdanie jest do przeróbki. Każde. Ten tekst jest językowo skończenie nieudolny. Ergo albo sobie darujesz albo czekają Cię lata katorżniczej pracy i może za wiele lat będziesz w stanie napisać coś poprawnie.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6846
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2014-01-22, 19:20   

Przeczytałem kilka losowych fragmentów i:

1. Interpunkcja. Nie może być tak, że już na pierwszy rzut oka widać, że z przecinkami jest nie halo. A skoro widzę to ja, to jest naprawdę kiepsko.

Pawlak napisał/a:
Minął dzień. Ludgar dalej szukał lecz nie było żadnych postępów. Nie jadł, nie pił, nie spał. Jego koń też był wyraźnie zmęczony, z każdą godziną gnał coraz wolniej, przestał ryczeć.
Za bardzo się zaangażowałem. Pomyślał z zażenowaną miną.

2. Pogrubiony kawałek jest wewnętrznie sprzeczny.

3. I dodam jeszcze coś. Ale nie wprost. Powinieneś się domyślić. Co jest nie tak w takich zdaniach. A, i czegoś tu brakuje - patrz pkt 1.

Pawlak napisał/a:
Rzucili się na niego. Ludgar kopnął w klatkę piersiową tego, który był najbliżej, uniknął ciosu drugiego, zrobił obrót, zamachnął się mieczem i uciął rękę trzeciemu napastnikowi. Nie czekał, szybko wbił miecz w brzuch drugiego i rozpłatał gardło temu który już nie miał ręki. Trzeci napastnik znów skoczył do niego.
Zły pomysł.
Ludgar wbił mu miecz prosto w serce przeszywając go na wylot.
Teraz spokojnie podszedł do czwartego mężczyzny. Wstał i zaczął się cofać, krew nadal ciekła mu z nosa, na jego twarzy malowało się przerażenie.
– Zostaw mnie! – krzyknął w akcie rozpaczy. – Pozwól mi odejść.
Ludgar podniósł miecz wskazując na niego.

4. Ten który nie brzmi zbyt "literacko".

5. I dużo tego miecza. I nawet wbijania miecza w ciało. Czyli powtórzenia.

Pawlak napisał/a:
Ludgar podniósł miecz wskazując na niego.
– Jesteś złym człowiekiem – rzekł spokojnie.

6. Rzecze to Zaratustra, nie zabijaka/wiedźmin.

7. No właśnie. Wiedźmin.

8. Nie ma sensu iść dalej.
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
mad5killz
skumbriach


Posty: 629
Skąd: masz krzesło?
Wysłany: 2014-01-22, 20:11   

Pawlak, wiesz, przy dobrej promocji opchniesz to jako ebooka. :>

Zastosuj konkretny opis, jak z tylnej okładki Fabryki.
Dopasuj jakiś obrazek z deviantARTa, albo nawet trzy, od tego samego autora, żeby nic się nie gryzło.
Omijaj fora typu ZB, wklejaj same linki do tekstu. Ludziom nie będzie chciało się cytować.
Przerzuć się na space opere, jakieś roboty, wybuchy. Rozdziały z tytułem typu Gniew Laserowej Dzidy, utrzymuj klimat.

Wszystko sprzedaż, dobrze opakuj i nie pierdol się w tańcu. //bucka
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 16907
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2014-01-22, 21:03   

uo kurwa :shock:

***

Zgadzam się z przedmówcami. I to po kilku zdaniach.
_________________
"I've seen things you people wouldn't believe. Attack ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like tears in rain. Time to die."
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7777
Wysłany: 2014-01-22, 21:44   

No ale nazwać bohatera Feler, to jednak odwaga. :mrgreen:
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4281
Wysłany: 2014-01-22, 21:48   

Nie chce mi się czytać całości, ale wystarczył fragment, żeby przez oczyma duszy mojej stanęły wszystkie uczniowskie wypracowania, które dotąd sprawdziłam, a to nie jest dobry objaw, wierz mi...
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Pawlak 

Posty: 7
Wysłany: 2014-01-22, 21:52   

Fidel-F2 napisał/a:
No ale nazwać bohatera Feler, to jednak odwaga. :mrgreen:


Właściwie to Feller było z internetowego generatora imion, nie miałem pomysłu jak nazwać kilku bohaterów.
_________________
czas-mscicieli.blog.pl
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6846
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2014-01-22, 21:57   

A to się nawet udało. //spell
Pawlak napisał/a:
Dość tego.
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
Pawlak 

Posty: 7
Wysłany: 2014-01-22, 22:00   

A co przez to rozumiesz? :-?
_________________
czas-mscicieli.blog.pl
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6846
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2014-01-22, 22:02   

Z jakiejś przyczyny zacząłem kolejną losową próbkę (tak, dałem drugą szansę po fatalnym pierwszym wrażeniu) i nawet miałem kilka uwag spisanych, ale trafiłem na to zdanie i się podporządkowałem.
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4281
Wysłany: 2014-01-22, 22:06   

//mysli
Właśnie sobie przypomniałam o trollu Stefanku.
I że mam ferie :mrgreen:
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
Pawlak 

Posty: 7
Wysłany: 2014-01-22, 22:08   

toto napisał/a:
Z jakiejś przyczyny zacząłem kolejną losową próbkę (tak, dałem drugą szansę po fatalnym pierwszym wrażeniu) i nawet miałem kilka uwag spisanych, ale trafiłem na to zdanie i się podporządkowałem.


Mam nadzieję, że widzisz w nim jakieś pozytywy. :-?
_________________
czas-mscicieli.blog.pl
 
 
mad5killz
skumbriach


Posty: 629
Skąd: masz krzesło?
Wysłany: 2014-01-22, 22:11   

 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6846
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2014-01-22, 22:31   

Pawlak napisał/a:
Mam nadzieję, że widzisz w nim jakieś pozytywy
Jestem krótkowidzem.
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18118
Wysłany: 2014-01-23, 21:01   

mad5killz napisał/a:
Pawlak, wiesz, przy dobrej promocji opchniesz to jako ebooka. :>

Zastosuj konkretny opis, jak z tylnej okładki Fabryki.
Dopasuj jakiś obrazek z deviantARTa, albo nawet trzy, od tego samego autora, żeby nic się nie gryzło.
Omijaj fora typu ZB, wklejaj same linki do tekstu. Ludziom nie będzie chciało się cytować.
Przerzuć się na space opere, jakieś roboty, wybuchy. Rozdziały z tytułem typu Gniew Laserowej Dzidy, utrzymuj klimat.

Wszystko sprzedaż, dobrze opakuj i nie pierdol się w tańcu. //bucka

O, o, o... Lepszej rady nie można było tu przeczytać. Weź, przestań autorze, kręcić się po forach, na których spotka cię tylko to, co powyżej. Nikt nie doceni twojej twórczości, bo ta jest po prostu marna.

Bierz przykład z E L James. Zaczęła od jakiegoś słabego fan fiction a skończyła na słabym pornosie. Ale była konsekwentna, pisała, pisała, ktoś ją zaczął czytać, potem ktosiów było coraz więcej. Potem przypałętał się wydawca. I poszło z górki. Teraz jest multimilionerką i każda jej następna książka, równie słaba jak poprzednie, "pojedzie" na jej nazwisku. Przynajmniej jedna, lub dwie.

Zatem bierz się do roboty. Szczęścia ci nie życzę, bo nie chciałbym, abyś sukces osiągnął taką literaturą. Taki ze mnie zawistnik. Ale nie bądź zabobonny i się tym nie przejmuj. Może ci się uda. A jak się nie uda. To cóż. Zawsze pozostaje tzw. uczciwa praca.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Pawlak 

Posty: 7
Wysłany: 2014-01-24, 12:30   

Zastanawiam się czy na tym forum jakakolwiek książka debiutującego autora została odebrana pozytywnie? Bo widzę, że użytkownicy nie mają tutaj za grosz wyrozumiałości. Spodziewają się chyba od początkujących autorów, że będą pisać książki na poziomie Sapkowskiego, Tolkiena czy trochę innych, mniej znanych, aczkolwiek doświadczonych pisarzy, a jeśli nie to książka jest do kitu. Tak się nie da, każdy od czegoś zaczyna. Nawet jeśli słabo to komuś wyszło to odbiorca, zamiast kpić sobie z autora i jego powieści, powinien zrozumieć ile czasu i pracy go to kosztowało.
_________________
czas-mscicieli.blog.pl
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6270
Skąd: Piła
Wysłany: 2014-01-24, 12:45   

Sięgnij po Sapkowskiego i zobacz od jakiego poziomu on zaczynał.
Poprosiłeś o szczere opinie i wyrozumiałość. Nie zostałeś wyśmiany, dostałeś szczere opinie, pomimo, że nie jesteśmy stricte forum literackim.
A co do początkującego autora - jeśli wkraczasz do dziedziny gdzie rządzi Tolkien i Sapkowski musisz coś sobą reprezentować. A u Ciebie jest problem na poziomie konstrukcji zdań. Czyli lata pracy, jeśli to ma być na poziomie czytalności.
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 16907
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2014-01-24, 12:58   

Tix napisał/a:
A u Ciebie jest problem na poziomie konstrukcji zdań. Czyli lata pracy, jeśli to ma być na poziomie czytalności.

Cóż, pisać każdy może. Nie każdy powinien.
_________________
"I've seen things you people wouldn't believe. Attack ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like tears in rain. Time to die."
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5381
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2014-01-24, 12:59   

Jak po opinii 4 osób tak się zrażasz to źle to zwiastuje...
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
Pawlak 

Posty: 7
Wysłany: 2014-01-24, 13:04   

Racja, dostałem szczere opinie od kilku osób i za to dziękuję. Jednak niektórzy kpili sobie z mojej książki, a to już było denerwujące. Przewiń wyżej i zwróć uwagę na wpisy tych użytkowników: toto, Sabetha, fidel-F2, MrSpellu.
_________________
czas-mscicieli.blog.pl
 
 
Stary Ork 
Świnia z klasą


Posty: 7058
Skąd: Sin Tychy
Wysłany: 2014-01-24, 13:10   

Straszne. Odpowiednie służby już namierzają zbrodniarzy, zostaną ukamienowani o świcie na głównym placu forum. Chcesz rzucić pierwszy kamień?
_________________
- It involved the weapon's biometric data, salarian intelligence, and a hanar prostitute with camera implants.
- Seriously?
- No, but the truth is boring.
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 16907
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2014-01-24, 13:14   

Pawlak napisał/a:
powinien zrozumieć ile czasu i pracy go to kosztowało.


Ty za to, drogi autorze, musisz sobie uświadomić ile pracy musisz w to jeszcze włożyć. Odsiej przytyki od konstruktywnych rad i uwag, bo te drugie są dobre i niestety boleśnie prawdziwe. Nie twierdzę, że Twój trud był daremny (zawsze to jakaś forma ćwiczenia), choć to grafomania totalna i to jeszcze gwałcąca reguły gramatyki, składni i dobrego smaku. Moja rada? Pracuj nad warsztatem. Zamiast porywać się na powieść, to pisz raczej krótkie opowiadania. Dużo czytaj, nie tylko fantastykę. No i znajdź sobie dobrego korektora.

No i polecałbym lekturę: A. Kulawik Poetyka. Debiloodporny podręcznik akademicki, pomoże ogarnąć kilka rzeczy związanych z światem przedstawionym etc.

Pawlak napisał/a:
Przewiń wyżej i zwróć uwagę na wpisy tych użytkowników: toto, Sabetha, fidel-F2, MrSpellu.


Toż to mądrość w pigułce była //spell A może trolling? //mysli
_________________
"I've seen things you people wouldn't believe. Attack ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like tears in rain. Time to die."
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7777
Wysłany: 2014-01-24, 14:25   

Pawlak, idź na forum Fahrenheita, wrzuć im jeden rozdział, oni tam lubią taką robotę. Zobaczysz co zrobią z tego tekstu.

Możesz się obrażać mi to zwisa, ale jeśli chcesz pisać to musisz mieć kurewsko twardą dupę. Kurewsko twardą! I otwartą głowę. Na razie wydaje się, że brakuje Ci jednego i drugiego. I czemu sie dziwisz kpinom jeśli wrzuciłeś tekst skrajnie zły?

Cytat:
powinien zrozumieć ile czasu i pracy go to kosztowało.
_________________
Musisz zrozumieć, że mi jako czytelnikowi naprawdę zwisa czy pisałeś powieść na luzie w dwa tygodnie czy w znoju i gnoju przez pięć lat. Ja oczekuję jakości i zupełnie nie interesuje mnie Twoje zaplecze. Mam czytać i chwalić bo się namęczyłeś żeby spłodzić gniota? Pogięło Cię? Było od razu napisać coś dobrego. Klaskalibyśmy synchronicznie jak u Rubika a wydawcy staliby do Ciebie w kolejce. Ogarnij się człowieku.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
Procella 


Posty: 1173
Skąd: L-space
Wysłany: 2014-01-24, 14:45   

Fidel-F2 napisał/a:
Pawlak, idź na forum Fahrenheita, wrzuć im jeden rozdział, oni tam lubią taką robotę. Zobaczysz co zrobią z tego tekstu.

Niestety prawdopodobnie nic nie zrobią, bo mają zasadę nieoceniania fragmentów i dość mocno jej przestrzegają. I tyle dzieU się nierozszarpanych przez to marnuje, a tak pięknie rozszarpywać potrafią... :-/
_________________
Well I live with snakes and lizards
and other things that go bump in the night
'Cuz to me everyday is Halloween

http://kotspinaksiazce.blogspot.com/
 
 
martva 
grzeczna dziewczynka


Posty: 1899
Wysłany: 2014-01-24, 14:46   

Pawlak napisał/a:
Zastanawiam się czy na tym forum jakakolwiek książka debiutującego autora została odebrana pozytywnie?


Hmmm, takie Dożywocie Marty Kisiel - to debiut był, nie? Nie wiem jak forum ale ja ją odebrałam pozytywnie, bardzo bardzo.
_________________
Potem poszłyśmy do robaków, które wiły się i kłębiły w suchej czerwonej glebie. Przewracały błoto i uśmiechały się w swój robaczy sposób, białe, tłuste i bezokie.
-Myślimy, ze słuszne jest i właściwe dla dziewczyny, by umarła. Dziewczyny muszą umierać, jeśli robaki mają jeść, jest w najwyższym stopniu słuszne, aby robaki jadły.
 
 
utrivv 
Roztargniony mag


Posty: 5523
Skąd: Z kapusty
Wysłany: 2014-01-24, 15:09   

Rozgwiazda Petera Wattsa, co prawda najpierw czytaliśmy starsze dzieła autora //mysli
Ja bym ci polecił książkę Portret pani Charbuque/Asystentka pisarza fantasy a zwłaszcza komentarze autora.
_________________
Sens nie jest aprioryczną strukturą obecności, lecz ruchem rozplenienia, efektem gry różnicy i powtórzenia //utrivv

Ł napisał/a:

wydrukowałem sobie ten wpis, złożyłem kartkę 8 razy i włożyłem do kieszeni mokrej koszuli. Wyschła od razu. I kota który leżał obok niej też zmumifikowało.


Próbuj. Przegrywaj. Nieważne. Próbuj po raz kolejny. Przegrywaj po raz kolejny. Przegrywaj lepiej
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,35 sekundy. Zapytań do SQL: 14