Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Iluzjonista
Autor Wiadomość
Lady_Aribeth 
Concerned Citizen


Posty: 593
Wysłany: 2007-11-16, 21:45   Iluzjonista

Wprawdzie nie lubię narracji pierwszoosobowej, ale tylko taka pasowała mi do pomysłu. Liczę na komentarze ofcorz o.o

Wersja z naniesionymi poprawkami zaproponowanymi niżej:



Kiedy jechałem traktem, minął mnie wóz z załadowanym nań srebrnoszarą skrzynią, mogącą ukryć w swoim wnętrzu dorosłego człowieka. Czterech konnych jadących z przodu i z tyłu wozu, pełniło nad nim pieczę. Jeszcze zanim dostrzegłem przygnębioną minę woźnicy wiedziałem, co zawiera tajemnicza skrzynia. Człowieka.
To na pewno jeden z Magów. Banda kompletnych szajbusów.
Mijając ich, splunąłem. Bardziej z przyzwyczajenia, niż z pogardy, czy też chęci odczynienia uroku. Prostaczkowie wierzą, że napotkanie na drodze Maga, przynosi pecha. Ja jednak czułem, że ten Mag, na mojej drodze do upragnionego celu, przyniesie mi tylko szczęście.
Zmierzałem do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. Nie tylko moje życie, moje nauki, moje znajomości. Ale też narodził się mój życiowy cel.
Któregoś pięknego dnia, gdy byłem jeszcze młodym chłopcem, matka wysłała mnie na targ. Kup to, i tamto i jeszcze to… lista wydawała się nie mieć końca, ale wreszcie poszedłem. Targ jak zwykle był zatłoczony, jednak tego dnia jeden z jego punktów był bardziej oblegany niż zwykle. Byłem sprytnym i zaradnym chłopcem – szybko dowiedziałem się, że dosłownie zaraz miał zacząć się wielki pokaz iluzjonistyczny. „Pójdę tylko na chwilę, mama się nie dowie…”, pomyślałem. Jako że byłem mały i chyży, z łatwością przebiłem się przez masy ludzi, gromadzących się na około zaimprowizowanej, podwyższonej sceny. Do dzisiaj nie rozumiem, jakim cudem udało mi się przepchnąć do pierwszej linii i co ważniejsze – utrzymać się.
I wtedy wszedł iluzjonista. Z otwartymi ustami obserwowałem kolejne cuda, które wyczyniał. To wyciągnął królika z kapelusza, to z jego rękawa wyleciał gołąb. Dzisiejszy pokaz był pierwszym pokazem iluzjonistycznym jaki widziałem, nic więc dziwnego, że fascynowały mnie nawet tak prozaiczne sztuczki.
Kolejne minuty mijały, a ja nie potrafiłem oderwać od niego wzroku. Słyszałem, jak ludzie za mną wzdychają zachwyceni pokazem. Słyszałem jak rozmawiają wesoło, stale go komentując. Słyszałem jak dwójka ludzi koło mnie zakładała się o to, kiedy iluzjonista zniknie. Jak to zniknie? Nie rozumiałem tego, ale nie poświęciłem nawet chwili, by się nad tym zastanowić.
Iluzjonista podniósł do góry drżące ręce. Widziałem, jak coś mamrocze pod nosem. Nie potrafiłem jednak odczytać z ruchów jego warg tego co mówi. Zauważyłem, jak pot perli mu się na czole, wiedziałem że się denerwuje. I wtedy na mnie spojrzał. Poczułem jak włos mi się jeży pod ciężarem jego wzroku. Do dziś pamiętam, wyraz prawdziwego szoku, a potem nagłego zrozumienia, jaki zobaczyłem w jego oczach. Potem, jakby nabrał pewności, ostatnie słowa wykrzykiwał. Brzmiały one dla mnie jak niezrozumiały bełkot. Wśród zdezorientowanej publiczności zaległa cisza. Kilkadziesiąt par oczu czujnie obserwowało iluzjonistę, oczekując nieznanej im sztuczki. Mężczyzna rozłożył ręce na boki, uśmiechnął się szeroko jakby w ekstazie …i zniknął. Patrząc w puste miejsce, jakie po sobie pozostawił, można by uwierzyć, że nigdy go tam nie było.
Tłum za mną niemalże jednocześnie wciągnął powietrze. Ludzie rozglądali się, czekając, aż iluzjonista pojawi się w najmniej oczekiwanym miejscu i czasie. Ale nie pojawiał się. Jeden z mężczyzn koło mnie zaśmiał się zwycięsko, kiedy drugi wręczał mu kilka złotych monet. Po kilku minutach zniechęcony tłum zaczął się rozchodzić, a ja cały czas stałem jak sparaliżowany, patrząc w tamte miejsce.
Po powrocie, skończyło się to oczywiście solidnym laniem, bo nie dość, że wróciłem późno, to jeszcze bez połowy zakupów, ale to nie było istotne. Nawet podczas lania nie czułem bólu – moje myśli ciągle były tam, na targu, pod sceną.
Miałem wiele lat, by się zastanowić co mogło się wtedy zdarzyć. Wysnuwałem wiele teorii. Wiele z nich sam obaliłem. Wreszcie sam zacząłem się bawić sztuką iluzjonistyczną, nie mogłem jednak odnaleźć odpowiedzi na dręczące mnie od tamtej pamiętnej chwili pytania. W końcu opuściłem rodzinny dom. Jego cztery ściany nie mogły mi przynieść rozwiązania zagadki iluzjonisty. Udałem się na wędrówkę, podczas której nie wracałem w rodzinne strony przez wiele lat.
Kiedyś podczas swojej podróży, zawitałem do małego miasteczka z gatunku tych, w których zwykle nic się nie dzieje. Ale tym razem aż w nim huczało od najświeższej plotki, jakoby zniknął jakiś „magik” podczas pokazu. Zastrzygłem uszami i wszedłem do karczmy, gdzie trwała zacięta dyskusja. Usiadłem gdzieś z boku, i nie musiałem długo czekać na rozwój sytuacji. Ledwie zdążyłem zająć miejsce, gdy do dyskusji włączyła się kobieta sędziwego wieku. Jej donośny, grzmiący głos zwrócił uwagę wszystkich.
- Idioci! – mówił jej głos. – Czy wy tego nie rozumiecie?! Ten człowiek został zabrany przez Magów. Ten człowiek usiłował przywołać magię emocji, jej aspekt gniewu! Pamiętacie te świetliste miecze, które ułożyły się wokoło niego, niczym promienie słońca?! On chciał nas zniszczyć! A teraz będzie cierpiał wieczne katusze za swój ponury występek! Dziękujmy bogom za Magów!
A potem zamilkła i nie powiedziała już nic więcej.
Chciałem z nią rozmawiać, ale nawet zagadnięta nie rzekła ani słowa. Najpierw pytałem, prosiłem, błagałem, potem padałem na kolana, a moje łzy wsiąkały w zwały jej szaty. Jej ust nie opuściła nawet jedna głoska…
Znieważony jej milczeniem, opuściłem miasteczko jeszcze tego samego dnia. Ten dzień, zwrócił moje spojrzenie na zakazaną magię. Na coś, o czym wcześniej nawet nie myślałem. Ale ten dzień przyniósł ze sobą kolejne pytania, pozostawiając starsze nadal bez odpowiedzi.
Kiedyś myślałem, że magia po prostu jest wszędzie, we wszystkim. Niewiele się wtedy myliłem, ale dopiero teraz rozumiem, jak to jest naprawdę.
Wszystko co może wzbudzać w człowieku jakiekolwiek emocje, ma w sobie moc. Moc, nad którą nie sposób w pełni panować. Magowie, to ludzie, którzy od najmłodszych lat byli szkoleni do korzystania z tej mocy. Przyszli Magowie uczyli się otwierać na emocje, dowolnie formować i wykorzystywać. Lata ćwiczeń sprawiały, że wystarczyło by Mag się zdenerwował, by mógł swój gniew uformować w niszczycielski deszcz meteorytów; wystarczyło, by Mag się zachwycił pięknem, by wszyscy chorzy w promieniu kilkuset metrów cudownie ozdrowieli.
Ten brak kontroli nad szargającymi umysłem emocjami, każdy Mag prędzej czy później przypłacał szaleństwem. Tych najlepszych, a zarazem najbardziej szalonych i nieobliczalnych przewoziło się w skrzyniach ze specjalnego stopu metali, pozbawionego podczas produkcji włókien emocji, wplecionych w materię.
Dopiero po pięciu latach wytrwałych poszukiwań udało mi się dotrzeć do jednej jedynej księgi zawierającej pojedyncze zaklęcia magii emocji. Ciągle dręczony pytaniami, ciągle nowymi, wreszcie podjąłem decyzję.
Teraz, gdy wyglądałem przez kurtynę na ludzi zbierających się przed sceną, wróciły wszystkie wspomnienia od chwili, gdy jako mały chłopiec przepychałem się do pierwszej linii. Kiedy wychodziłem na scenę, przeszło mi przez myśl, że gdyby ten iluzjonista wtedy na mnie nie spojrzał, moje życie mogło się potoczyć zupełnie inaczej…

Nie zapędzając się w zbytnie przechwałki, mogę spokojnie powiedzieć – jestem naprawdę dobrym iluzjonistą. I jako dobry iluzjonista, wiedziałem, że publiczność – jakakolwiek by ona nie była – najpierw trzeba rozgrzać. Najlepiej robią to najprostsze triki – królik z kapelusza, gołąb z rękawa. Potem pokazałem im jak latam i jak przecinam na pół moją uroczą asystentkę. Schwytałem bełt wystrzelony z kuszy i zapaliłem świecę, umieszczoną w zakręconym słoiku. Brawa, westchnienia zdumienia i podziwu. Mógłbym tych odgłosów słuchać wiecznie.
Zbliżał się punkt kulminacyjny, cel do którego dążyłem przez lata. Pierwszy raz w życiu, poczułem jak podczas pokazu pocą mi się dłonie. Wykonując każdą kolejną sztuczkę, czułem się coraz bardziej wewnętrznie skłócony. Jakaś część mnie, chciała już to mieć za sobą, wreszcie znaleźć odpowiedzi. Ta druga część mnie pragnęła odwlekać ten moment jak najdłużej. Wiedziałem, że drugą częścią, powoduje lęk przed nieznanym.
Ale przecież decyzja już zapadła, nie było odwrotu.
Mimo ciągłej wewnętrznej batalii, niepewnie wzniosłem ręce do góry i zacząłem cicho recytować wersy najprostszego zaklęcia, jakie udało mi się odnaleźć w księdze. Inkantacje były stworzone dla początkujących Magów. Ci wyszkoleni nawet już nawet nie potrzebowali myśleć o tym co chcą zrobić.
Pierwszy raz w życiu wymówię je w całości. Nigdy wcześniej tego nie robiłem. Jeżeli mam już zniknąć, to chciałem to zrobić na oczach publiczności. Słowa zaklęcia, przez lata czytane tylko oczami, tkwiły w mojej pamięci, jakby wyryte bardzo ostrym dłutem.
A co będzie, jeżeli się pomylę, podczas odczytywania ich z mojej pamięci? A co będzie, jeżeli po skończeniu recytacji nic się nie stanie? A co będzie, jeżeli… Pytania opadły na mnie, niczym stado sępów na padlinę. Już chciałem przerwać, kiedy… dostrzegłem młodzieńca, stojącego tuż pod sceną. Spotkały się nasze spojrzenia.
Na bogów! Jaki on podobny do mnie! Czyżby ten młody chłopiec był tajemnicą mojej słodkiej Marisy?
Bogowie! Rozumiem! Rozumiem! ROZUMIEM!
To klątwa! Klątwa gnębiąca mój ród. Teraz rozumiem, czemu matka tak niechętnie wspominała o moim ojcu… Ale dlaczego? Co takiego zrobił mój przodek, że ją zapoczątkował? A może ta kobieta w karczmie dostrzegła niezauważalne dla mnie znamię, którym jestem skalany? Może chciała mnie obronić przed kontynuowaniem tej rodzinnej „tradycji”? Którym ogniwem tego łańcucha jestem? Drugim? Siódmym? A może jeszcze dalszym? Zapytam o to wszystko, zapytam, gdy już znajdę się po tamtej stronie.
Teraz wiedziałem, że nie popełnię żadnej pomyłki. Klątwy dążyły do spełnienia się, wszystkimi możliwymi sposobami. A w miejscu, w którym się znalazłem, nie można było już przerwać.
Niestety, to nie ja będę ostatnim ogniwem, to nie ja odczynię tę klątwę. Musisz to zrobić ty, mój synu. A ja, tymczasem, odchodzę.
Setki myśli, przebiegły jednocześnie przez mój umysł, a ja i tak nie przerwałem inkantacji. Kolejne jej słowa wykrzyczałem, sącząc ekscytację z otoczenia. Rozłożyłem ręce na boki, całkowicie otwierając się na emocje. Ekstatyczne doznania wywołały szeroki uśmiech na mojej twarzy. A potem, zostałem wessany w nieznane.
Czułem że lecę. Niczym ptak. Przyjemnie chłodny wiatr chłostał moją twarz. To najcudowniejsza chwila w moim życiu. Nigdy nie czułem się tak silny, szczęśliwy, pewny. Jeżeli Magowie czują to przy każdym zaklęciu, to straszni z nich farciarze.
Wtem, nagle upadłem. Leżałem na zimnej posadzce, z trudem poruszając pogruchotanym ciałem. Wszystkie najcudowniejsze wrażenia, jakie jeszcze chwilę wcześniej mnie przepełniały, teraz opuszczały moje ciało i ducha, wraz z wypływającą z nosa krwią. Długo walczyłem ze sobą, by wreszcie móc ponieść chociaż głowę.
A kiedy spojrzałem prosto w oczy demona, zapomniałem o wszystkich dręczących mnie pytaniach…
_________________
"Nie tak to trudno zostać filozofem, jak waszmość pan rozumiesz: chwal tylko, co drudzy ganią, myśl jak chcesz, byleby osobliwie,
kiedy niekiedy z religii zażartuj, decyduj śmiele a gadaj głośno; przyrzekam, iż ujdziesz wkrótce za wiellkiego filozofa..."
"Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki" Ignacy Krasicki
  
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5381
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2007-11-17, 00:09   

Aruśka mnie zmusiła do przeczytania, a teraz będzie opinia. //evil

No czyli tak, jeśli chodzi o stronę techniczną nie zauważyłem nic straszne, żadnych drastycznych uchybień. Powtórzenia? Mnie nie irytowały więc powinny być w granicach normy. :P Jedno słówko które zna Word, a które mnie trochę rozbiło to:
Lady_Aribeth napisał/a:
Pierwszy raz w życiu, poczułem jak podczas pokazu potnieją mi ręce.

Nie wiem czy nie byłoby lepiej napisać "pocą mi się ręce". Tak jest bardziej normalnie. :P

Co do wrażenia to czytało się przyjemnie, zaserwowane zostało w bardzo miły sposób. Pomysł także ciekawy, chociaż nie jakiś diablo oryginalny, za to wykonanie go już raczej oryginalne. ;)

Mnie się podobało, nie jako coś co rzuca na kolana, ale jako dobry szorki - trochę dłuższy niż zazwyczaj. ;)
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
Toudisław 
Ropuszek


Posty: 6063
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2007-12-08, 18:26   

Lady_Aribeth napisał/a:
Kiedy jechałem traktem, minął mnie wóz z załadowanym nań srebrnoszarą skrzynią, mogącą ukryć w swoim wnętrzu dorosłego człowieka.

Załadowaną chyba ?
W wiadomo że wewnątrz
Lady_Aribeth napisał/a:
Jeszcze przed zauważeniem przygnębionej miny woźnicy wiedziałem, co zawiera tajemnicza skrzynia. Człowieka.

Zanim zauważyłem. jeszcze zanim spojrzałem
Lady_Aribeth napisał/a:
Zmierzałem do miejsca, gdzie się wszystko zaczęło

CZAS. Gdzie wszytko miało się zacząć
Lady_Aribeth napisał/a:
kiedy byłem jeszcze młodym chłopcem

Gdy //mysli
Lady_Aribeth napisał/a:
Targ jak zwykle był zatłoczony, ale tego dnia jeden z jego punktów był bardziej oblegany niż zwykle.

Za dużo ale. To lub wcześniejsze zamień na "jednak"
Lady_Aribeth napisał/a:
szybko się dowiedziałem

Dowiedziałam się
Lady_Aribeth napisał/a:
że dosłownie zaraz zacznie się wielki pokaz iluzjonistyczny

Czas przeszły. Miał się zacząć
Lady_Aribeth napisał/a:
To był mój pierwszy pokaz iluzjonistyczny, nic więc dziwnego, że fascynowały mnie nawet tak prozaiczne sztuczki.

jako że bohater sam będzie iluzjonistą bardziej by pasowało. Pierwszy jaki widziałem
Lady_Aribeth napisał/a:
le nawet nie poświęciłem chwili wysiłku,

Chwila może być czasu.
Lady_Aribeth napisał/a:
Jeden z dwóch mężczyzn koło mnie zaśmiał się zwycięsko

Jeden z mężczyzn - w zupełności wystarczy
Lady_Aribeth napisał/a:
, do dyskusji włączyła się sędziwego wieku kobieta. Jej donośny, grzmiący głos zwrócił uwagę wszystkich.

Kobieta sędziwego wieku.
Lady_Aribeth napisał/a:
ak podczas pokazu potnieją mi ręce

Buc ma rację
Lady_Aribeth napisał/a:
Nigdy nie czułem się tak silniejszy,


Silny. Silniejszy od czego ?
Lady_Aribeth napisał/a:
Wtem, nagle upadłem. Leżałem na zimnej posadzce, z trudem poruszając pogruchotanym ciałem. Wszystkie najcudowniejsze wrażenia, jakie jeszcze chwilę wcześniej mnie przepełniały, teraz opuszczały moje ciało i ducha, wraz z wypływającą z nosa krwią. Długo walczyłem ze sobą, by wreszcie móc ponieść chociaż głowę.
A kiedy spojrzałem prosto w oczy demona, zapomniałem o wszystkich dręczących mnie pytaniach…
_________________

Czas !!!!!!!! Znowu przeszły ? zmień na teraźniejszy




Ogólnie fajna konwencja. Tylko doszlifował
_________________
 
 
Archan 
\/ kretyn \/


Posty: 13
Skąd: Uciekinier z Tworek
Wysłany: 2007-12-11, 18:51   

Toudi, jak taki spostregawczy jesteś to sie zajmij korekcją ;)
Ari, świetne opowiadanie. Raczej zbyt mało porywające czy oryginalne by się przebić jako debiut, ale jeśli uda ci się coś innego wcisnąć naszym kochanym gazetkom fantastycznym, to to ci też kupią:D Czytałem lepsze w czasopismach. Ale też sporo dużo gorszych niż twoje:D Tak trzymać :mrgreen: :mrgreen:
_________________
Fif umarł...A Fifowicze?
 
 
Wilko 
Blue


Posty: 99
Skąd: Castle in the Sky
Wysłany: 2007-12-11, 19:13   

Ciekawe opowiadanie, muszę przyznać, że mnie wciągnęło i ze zniecierpliwieniem czekałam, aż nastąpi koniec i moje wątpliwości zostaną rozwiane. Trochę szkoda, że koniec jest potwierdzeniem słów kobiety. Miałaś pole do zaskoczenia czytelnika, co wywarłoby lepszy efekt. Szkoda też, że nic nie wiadomo o przodkach bohatera i czegoś dokładniej na temat jego klątwy. Prawdę powiedziawszy z tego możnaby napisać coś znacznie dłuższego, co nadal byłoby dobre. Rozumiem, że taki miałaś pomysł, ale szkoda, że go nie rozbudowałaś.
_________________
Widzimy, jak pulsuje w nich ciemnoczerwona krew.
Nawet w dżdżownicach, w nartnikach i w świerszczach.
Wszyscy żyjemy, każdy z nas.
I potrafimy się śmiać, bo mamy życia dar.
Gdy wyciągamy dłonie ku słońcu i patrzymy przez palce,
widzimy, jak pulsuje w nich ciemnoczerwona krew.
Nawet w ważkach, w żabach i w pszczołach.
Wszyscy żyjemy, każdy z nas...
 
 
Lady_Aribeth 
Concerned Citizen


Posty: 593
Wysłany: 2007-12-11, 19:27   

Wilko napisał/a:
Prawdę powiedziawszy z tego możnaby napisać coś znacznie dłuższego, co nadal byłoby dobre. Rozumiem, że taki miałaś pomysł, ale szkoda, że go nie rozbudowałaś.


Hm, głosów, które twierdzą, że fajnie by było to rozbudować słyszę coraz więcej... :mrgreen: Kiedy będę miała trochę czasu, ochoty i weny, prawdopodobnie to opowiadanie rozbuduję. Zobaczymy co z tego wyjdzie xD
W każdym razie bardzo dziękuję za komentarze - każdy jest dla mnie bardzo ważny :mrgreen:
_________________
"Nie tak to trudno zostać filozofem, jak waszmość pan rozumiesz: chwal tylko, co drudzy ganią, myśl jak chcesz, byleby osobliwie,
kiedy niekiedy z religii zażartuj, decyduj śmiele a gadaj głośno; przyrzekam, iż ujdziesz wkrótce za wiellkiego filozofa..."
"Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki" Ignacy Krasicki
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 2,06 sekund. Zapytań do SQL: 13