Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Sebastian Grześkowiak - 26 i pół wyprawa w przeszłość
Autor Wiadomość
sebastian578

Posty: 4
Wysłany: 2017-11-24, 19:01   Sebastian Grześkowiak - 26 i pół wyprawa w przeszłość

Witam serdecznie,

Nazywam się Sebastian Grześkowiak. Chciałbym zaprezentować Wam moją książkę "26 i pół wyprawa w przeszłość" która ukazała się kilka dni temu. Książka należy do rodzaju fantastyki.

Poniżej wklejam opis książki:


"Bohater opowieści żyje w późnym okresie XXII wieku. Mieszka w Krakowie, mieście, które pięćdziesiąt lat po trzeciej wojnie światowej zostało ponownie stolicą Polski. Jest pracownikiem specjalnej agencji badającej historię ludzkości. Jako pilot wehikułów pozwalających na podróże w odległą przeszłość, otrzymuje bardzo poważne zadanie i wraz z drugim członkiem załogi dokonuje wyprawy badawczej wymagającej przeniesienia wstecz, w inną czasoprzestrzeń, w okres trwającej dwadzieścia sześć lat III wojny światowej.

Podczas tej misji zdarza się wypadek, który uniemożliwia powrót. Obaj badacze orientując się w krytycznym położeniu, podejmują próbę wydobycia się z beznadziejnej sytuacji. Opowieść relacjonuje ich przeżycia i wydarzenia, których doświadczają w ciągu niespełna czterech dni owej wyprawy, w obcym dla nich świecie. Opisuje ich wysiłki, by przedostać się w pobliże miasta Ulm, nie tyle po to, by być obserwatorami jednej z największych bitew wszech czasów, lecz by zyskać szansę spotkania jakiejś wyprawy, która tak jak oni bada historię III wojny światowej, a szczególnie owej bitwy, z którą to mogliby powrócić do przyszłości, czyli do swojego świata.

Opowieść ta odwołuje się do różnych istniejących – w tym tych najbardziej znanych – przepowiedni, które pozwoliły stworzyć hipotetyczny obraz antycypowanych przez nie zdarzeń. Można by rzec z przymrużeniem oka, że fikcyjni są w tej historii tylko jej bohaterowie."


Opis książki oraz jej fotografia dostępna również na stronie wydawnictwa:

26 i pół. Wyprawa w przeszłość


Pozdrawiam
 
 
Trojan 


Posty: 5059
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-11-24, 19:44   

Ile zapłaciłeś za wydanie książki?

Wrzuć jakiś fragment -żeby to ocenić :)
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8823
Wysłany: 2017-11-24, 21:09   

Mam jakieś 5 tyś. książek do przeczytania przed twoją. Sam rozumiesz.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
sebastian578

Posty: 4
Wysłany: 2017-11-25, 17:36   

Cześć!

Za przygotowanie książki do druku, skład, łamanie, poprawki projekty okładki, jej druk, dystrybucję i inne tego typu rzeczy, których było od groma, zapłaciłem ponad 10 tys. (druk 1000 egz.) Nie jest to tani interes ale coś za coś.



Wklejam jeden fragment, nie wiem czy ciekawy, czy nie bardzo, ale taki akurat mam pod ręką:

"...Mimo dość małej prędkości, jak na taki pojazd, jakim się poruszaliśmy, bardzo szybko znaleźliśmy się gdzieś w dawnych, południowych Niemczech. Wiedziałem już, że nie zdążę się nawet porządnie zrelaksować, bo za chwilę będziemy na miejscu, natomiast Andrzej siedział nadal w milczeniu, wpatrzony teraz w sufit, i wyglądał na mocno zamyślonego. Po chwili znaleźliśmy się nad górzystym terenem i autopilot nieco zwiększył pułap lotu. Czas mijał i gdyby nie pisk sygnału, być może nawet zapadłbym w krótką drzemkę. Zorientowałem się, że urządzenie sygnalizowało brak dostatecznych danych wprowadzonych do systemu autopilota. Mimo że to wydawało się błahostką, troszkę się zaniepokoiłem i na wszelki wypadek natychmiast przełączyłem pojazd na sterowanie ręczne. Wyłączony autopilot spowodował chwilowo zredukowanie prędkości, lecieliśmy więc niejako „na luzie”, powoli zwalniając. Kilka myśli naraz chodziło mi po głowie, kiedy próbowałem dociec, co może być powodem tej sygnalizacji i jaką znów awarię można podejrzewać, bo przecież komputer nigdy nie potrzebował jakiś szczegółowych danych, by można było bezpiecznie lecieć na autopilocie. Dzięki czujnikom na zewnątrz pojazdu potrafił zapewnić sobie wszystkie dane, jakich akurat
potrzebował. Coś tu było więc nie tak. Spojrzałem na Andrzeja. Wpatrywał się w przednią szybę, na której wyświetlił się duży obraz, ukazujący przekrój Voyagera, a na dole czerwony napis STOP, nakazujący natychmiastowe wyłączenie silnika numer trzy z powodu spięcia w systemie jego zasilania. Wyglądało, jakby jedna awaria wywołała efekt domina i spowodowała drugą. Kilka sekund potem wyświetlił się dokładny schemat przewodów zasilających, które biegną do tylnego – lewego silnika, a czujnik wykrył przegrzanie instalacji elektrycznej. W kabinie pojawił się też nieprzyjemny zapach palonych kabli. Najwyraźniej doszło więc do spięcia. Zgodnie postanowiliśmy, by jak najszybciej wylądować. Ponownie ująłem koło sterowe i zacząłem pilotować pojazd w stronę ziemi, by już po niespełna minucie znaleźć się około 90 metrów nad lasem. Obaj szukaliśmy wzrokiem miejsca do wylądowania. Nie było to jednak łatwe, bo zalesiony obszar zdawał się nie mieć końca, a dodatkowo widok utrudniał górzysty teren. W tej sytuacji jedynym rozsądnym wyjściem wydawało się znowu znalezienie jakiejś polany i wylądowanie na niej. Zatrzymałem pojazd w powietrzu, zastanawiając się, co dalej zrobić. W kabinie z tyłu pojawił się już biały dym, a nieprzyjemny zapach ciągle się nasilał. Uniosłem pojazd wyżej, by lepiej widzieć teren pod nami i łatwiej trafić na dogodne do lądowania miejsce. Kilka chwil później Andrzej dojrzał w oddali przerwę pomiędzy drzewami, którą wskazał mi palcem. Postanowiliśmy tam właśnie przyziemić i zobaczyć, co się znów dzieje z instalacją elektryczną. Obaj przeklinaliśmy ją w duchu, wiedząc, że mamy nie w pełni sprawny pojazd, a przecież należało jeszcze wrócić nie tylko pod Kraków, ale i do swoich czasów. Mieliśmy jednak nadzieję, że funkcje skoczka odpowiedzialnego za przeskok w czasie są w pełni sprawne i nie zostały w żaden sposób uszkodzone. W mojej głowie pojawiła się więc opcja wcześniejszego przeskoku. Złamalibyśmy wprawdzie w ten sposób regulamin, ale wrócilibyśmy bezpiecznie do domu. Podpunkt regulaminu mówiący o tym, że najpierw trzeba udać się do miejsca docelowego, a potem przeskoczyć w czasie jest dla mnie całkowicie niezrozumiały, jednak zawsze przestrzegałem reguł, bojąc się konsekwencji, jakie można by wyciągnąć wobec mnie za ich nieprzestrzeganie. Zwolniliśmy do nieco ponad dwudziestu kilometrów na godzinę, szykując się do lądowania. Byliśmy już prawie nad wyłaniającą się zza drzew polaną. Była co prawda trochę zarośnięta i niezbyt idealna, aby na niej osiąść, lecz nie mieliśmy wyboru. Maksymalnie spowolniłem obroty silników, by zmniejszyć wysokość lotu i ostatecznie przyziemić. Nagle uszkodzona instalacja przestała funkcjonować, przez co trzeci silnik uległ awarii, o czym obaj zostaliśmy poinformowani głośnym alarmem i nagłym, mocnym szarpnięciem w tył. Pojazd szybko, niemal w jednej sekundzie, lekko przechylił się na lewą stronę i zaczął coraz szybciej okręcać się wokół własnej osi. Widząc grozę całej sytuacji, machnąłem ręką, trącając przycisk uruchamiający skoczka, który na szczęście był już ustawiony na datę powrotną. Natychmiast załączyła się turbina i powoli wokół nas zaczęła tworzyć się bańka czasoprzestrzenna. Jednocześnie nasz pojazd okręcał się coraz szybciej. Kątem oka zauważyłem, że Andrzej próbuje bezskutecznie zapiąć pas bezpieczeństwa, a ja świadom tego, czym skończy się upadek na ziemię, ścisnąłem bezwiednie dłonie na poręczach fotela. Drżały mi ręce. Ogarniało mnie przerażenie. Po kilku sekundach opamiętałem się. Czułem, że pojazd kręcąc się, jednocześnie zachowuje poziom i opuszcza się w dół. Z trudem zapiąłem pas, po czym próbowałem skorygować lot, ale niewiele to dawało. Z całej siły ciągnąłem ster w przeciwną stronę do kierunku obrotu. Po chwili bolały mnie już ręce, ale i tak po kolejnych kilku sekundach kompletnie straciłem kontrolę nad pojazdem. Na szczęście znajdowaliśmy się wtedy na wysokości nieco mniejszej niż pięć metrów. Raptem pojazd w sposób całkowicie niekontrolowany ruszył do przodu, przedarł się przez korony drzew, wytrącając się z bezpiecznego przeskoku w czasie, po czym z impetem uderzył w ziemię. Dopiero wtedy i po przeoraniu kilku metrów turbina pojazdu zwolniła na tyle, że pękła bańka czasoprzestrzenna. Wstrząs był tak silny, że Andrzej uderzając głową o coś twardego, stracił na chwilę przytomność. Przód i prawa strona pojazdu nadal próbowała się wznieść, bałem się więc, że może nas za chwilę obrócić „na plecy”. Przód unosił się coraz wyżej, a pozostałe silniki jeszcze w miarę działały, przez co pojazd przez chwilę rył ziemię. Komputer wyświetlał na przedniej szybie setki powiadomień na raz, a wewnątrz rozlegał się głośny dźwięk informujący o przeciążeniu i usterce kolejnych systemów pojazdu. Usilnie próbowałem wcisnąć przycisk awaryjny odcinający zasilanie silników, ale tak nami rzucało i trzęsło, że nie dawało się tego zrobić, w końcu od uszkodzeń padło niemal całe zasilanie pojazdu. Voyager natychmiast się zatrzymał, a jego przód, który chwilę wcześniej niebezpiecznie się unosił, opadł ponownie na ziemię. Nagle zrobiło się spokojnie. Siedziałem bez ruchu, będąc w lekkim szoku. Spoglądałem na wprost i wsłuchiwałem się w odgłosy, które docierały do moich uszu. Jeszcze przez chwilę słyszałem syczenie dobiegające z któregoś z silników, potem nastała krótka cisza, którą przerwał głośny sygnał, informujący o braku podciśnienia w zbiorniku z rtęcią, potrzebnego do napędzenia wszystkich czterech silników. Wokół pojazdu pojawiło się sporo kurzu i pary wodnej z przegrzanych przewodów, wskutek czego mało co dostrzegałem na zewnątrz. Prawy przedni silnik jeszcze niemal bezszelestnie wirował, co było widać z powodu oderwanej pokrywy zabezpieczającej jego wirnik. Wydobywała się z niego gęsta chmura białej pary wodnej. Woda była jednym z kluczowych elementów działania tych silników, to dzięki niej powstawał ciąg.
Siedziałem oparty o siedzenie i ciężko oddychając, próbowałem jakoś dojść do siebie. Bolała mnie lewa ręka oraz ramię, ale na szczęście okazało się, że miałem je tylko poobijane. Po krótkiej chwili z trudem wydusiłem z siebie dwa słowa: – Andrzej… żyjesz? – Usłyszałem tylko, że próbował coś odpowiedzieć, ale ciężko mu to wychodziło. – Dobrze, nic nie mów – dorzuciłem, aby go uspokoić. W pojeździe włączył się krótki sygnał, a na małym, nieuszkodzonym panelu na tablicy rozdzielczej pokazał się obraz oznajmiający uszkodzenie trzech silników oraz wyciek płynów eksploatacyjnych każdego z nich. – No to jesteśmy załatwieni na amen – powiedziałem do siebie z rezygnacją, mając na myśli ogrom uszkodzeń, który miałem przed oczami. Bólu nie czułem, ale to mógł być efekt nadzwyczajnego stresu i pikującego w górę poziomu adrenaliny. Wychyliłem się z fotela i otworzyłem apteczkę, którą miałem przy podłodze po swojej lewej stronie. Wyjąłem ręczny skaner, który działał jak rentgen, po czym powoli przesuwając go wzdłuż ciała prześwietliłem sobie ręce i nogi, sprawdzając czy nie mam złamanych albo pękniętych kości. Każdy pojazd miał takie urządzenie w swoim wyposażeniu. Pozwalał on także sprawdzić stan narządów wewnętrznych. Na szczęście nie zarejestrował żadnych uszkodzeń. Chciałem teraz zbadać Andrzeja, widząc jego stan, ale wyjął mi aparat z ręki, bo powoli dochodził już do siebie i chyba odzyskał już pełną świadomość. Dane z czujników w moim kombinezonie, również monitorujących stan mego zdrowia, były zadowalające. Wyświetlane na małym ekranie przed moimi oczami wskazywały, że wszystko jest w porządku. Oparłem głowę na oparciu fotela i zamknąłem oczy, wsłuchując się przez kilka minut w syczenie, wywołane resztkami wydobywającej się pary wodnej z któregoś z silników znajdujących się z tyłu. Pomyślałem, że skoro trzy z czterech silników nie działają, to w tym momencie nie mamy żadnych szans, aby wrócić do bazy. – Pójdę sprawdzić co z pojazdem – powiedziałem, żeby coś powiedzieć, zupełnie bez przekonania i sensu. Ale musiałem cokolwiek zrobić, żeby nie popaść w rozpacz i odrętwienie. – Idź – wydusił z siebie Andrzej, leżąc w swoim fotelu. Wstałem powoli. Od razu poczułem, jak bardzo jestem poobijany. Z sufitu zwisały jakieś kable i kilka innych części naszego pojazdu. – Zaraz wracam – odrzekłem i otworzyłem ręcznie drzwi pojazdu za pomocą awaryjnego drążka.

Stojąc w progu, zobaczyłem, że znajdujemy się na skraju polany, gdzieś w środku lasu. Ziemia była rozryta, ale ślady uderzenia nie były świeże i porastała je trawa. Wnioskowałem z tego, że przeskok w czasie trwał pomimo upadku i uderzenia w niezbyt twardy grunt i zakończył się dopiero po pęknięciu bańki czasoprzestrzennej, po przeoraniu kilku metrów tej polany. Potwierdzał to również widok drzew, przez korony których przelecieliśmy; niektóre gałęzie zaczynały już odrastać. Słychać było śpiew ptaków i szum drzew, lekko powiewał ciepły, południowy wiatr, a promienie powoli zachodzącego słońca przenikały między drzewami, świecąc mi w twarz. Przez moment łudziłem się nadzieją, że może zdążyliśmy przeskoczyć w okolicę chociaż dwudziestego drugiego wieku, ale natychmiast uznałem to za zupełnie nierealne. W oddali, obok śladów szorowania naszego pojazdu, widać było urwany, mocno pokiereszowany silnik, z którego wydobywał się lekki dym. Widząc to, wychyliłem się nieco z pojazdu i spojrzałem w tył, gdzie widniała wyrwa po trzecim silniku. Siadłem całkiem zrezygnowany na progu pojazdu. Andrzej milczał. Musiał być w takim samym jak i ja stanie psychicznym, a może nawet jeszcze gorszym. Wpatrywałem się w ziemię bez żadnego celu, aż nagle przyszła mi do głowy myśl: dlaczego nic nie wiem o naszym wypadku. Przecież jeśli zdarzył się w przeszłości, musiał być odnotowany w ówczesnych raportach albo nagłośniony w mediach jako sensacja. I nie mógł być przez późniejszych historyków III wojny przeoczony czy
zignorowany. A może po prostu nikt się o naszym wypadku nie dowiedział i dlatego w żadnym archiwum z czasów tej wojny, ani z czasów powojennych, nie było o nim najmniejszej wzmianki. Tak czy owak, pomyślałem, aby przeżyć, musimy się stąd jakoś wydostać. Byłem jednak poobijany, a z nerwów nie mogłem się wystarczająco skupić. Czy była choćby odrobina szansy, że w jakiś sposób uda nam się dotrzeć do domu? Wróciłem do pojazdu i siadłem w fotelu pilota. Wciąż byłem w szoku. – Loty w przeszłość powinny być zakazane – powiedziałem dobitnie, ale ten protest był wszystkim, na co mnie było teraz stać. Andrzej milczał, tylko głęboko westchnął. Coraz dotkliwiej docierał do mnie fakt, iż utknęliśmy w świecie całkiem nam nieznanym i obcym, zapewne zupełnie innym niż ten, w którym żyliśmy na co dzień. Miałem też świadomość, że nie powinniśmy się tu znajdować, a już na pewno nie w takiej sytuacji. Andrzej też o tym doskonale wiedział. Siedziałem bez słowa jeszcze chyba z pół godziny, cały czas zastanawiając się, jak daleko mogliśmy przeskoczyć w czasie. W końcu doszedłem do przekonania, że niewiele, co najwyżej trzydzieści lat, a co najmniej dziesięć lat do przodu. Czy więc jest już po wojnie? Czy ta okrutna zawierucha mogła się już skończyć?… Bo jeśli nie, będzie nam grozić poważne niebezpieczeństwo. W tym czasie Andrzej powoli dochodząc do siebie, próbował za pomocą wystających kabli i niewielkich baterii, które uchowały się po wypadku, uruchomić główny komputer. Gdyby się to udało, mógłby nam chociaż wskazać, w którym roku się znajdujemy. Nie wierzyłem jednak, że to jest możliwe; zapewne był zbyt poważnie uszkodzony, zresztą cały pojazd znajdował się w opłakanym stanie. Chyba tylko wariat mógłby sądzić, że cokolwiek w nim poprawnie działa. Po kilku nieudanych próbach uruchomienia komputera usłyszałem z ust Andrzeja przekleństwa, po czym rzucona przez niego z wściekłością jedna z uszkodzonych baterii, trafiła w tylną ścianę pojazdu. Nastała chwila ciszy, wreszcie Andrzej rzekł zdławionym głosem: – Nie wrócimy tym pojazdem. – Wiem – odparłem. – Tym wrakiem już na pewno nie. Dumałem jednak chwilę, zastanawiając się bezproduktywnie, czy z pomocą nieuszkodzonego silnika numer dwa dałoby się jakoś wrócić do domu, gdyby uruchomić go na jakiś czas, po wcześniejszym wprowadzeniu kilku jego modyfikacji. Ale szybko porzuciłem tę myśl. Wszystkie cztery silniki pojazdu były bowiem tak skonstruowane, że osiągały duże prędkości nawet w próżni kosmicznej, ale nie miały nic wspólnego z urządzeniem do skoku w czasie. Natomiast turbina do tego przystosowana, rozbita na cząstki, nie nadawała się już kompletnie do niczego. O mało się nie załamałem. Pomyślałem o swoim życiu, o swoich rodzicach, bliskich i znajomych, o tym, że pewnie nigdy nie zobaczę obecnego Krakowa… że nie spotkam już wielu wspaniałych ludzi, których poznałem w swoim życiu i mogłem jeszcze poznać. W mojej głowie kłębiło się mnóstwo myśli i obrazów z mojej przeszłości, przywołując miłe wspomnienia, które w zaistniałej sytuacji powodowały, że łzy same cisnęły się do oczu."
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8823
Wysłany: 2017-11-25, 18:54   

To nie lepiej było napisać dobrą książkę i żeby Tobie zapłacili?
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
sebastian578

Posty: 4
Wysłany: 2017-11-25, 19:31   

Fidel-F2 napisał/a:
To nie lepiej było napisać dobrą książkę i żeby Tobie zapłacili?



Wydałeś kiedyś książkę? Ludzie są różni, ale nie sądziłem, że znajdą się tacy co myślą, że jak książka jest dobra, to wydawnictwo wyda ją w pełni za swoje pieniądze. TO TAK NIE DZIAŁA!...no chyba że za sprzedanie książki będziesz dostawał 5% od jej sprzedaży zamiast na przykład 50%. :-?
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 7178
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2017-11-25, 20:04   

sebastian578 napisał/a:
zapłaciłem ponad 10 tys. (druk 1000 egz.)
o_O Ludzie mają różne hobby, ale to jednak za dużo na moją głowę.
sebastian578 napisał/a:
TO TAK NIE DZIAŁA!...no chyba że za sprzedanie książki będziesz dostawał 5% od jej sprzedaży zamiast na przykład 50%.
Lol. A ile tych egzemplarzy sprzedasz? 30? I co zrobisz z resztą? Będziesz trzymał w piwnicy? Nie rozumiesz jednej rzeczy - ten wydawca zarabia na autorze płacącym za druk książki, nie na książce sprzedawanej klientowi. Takiemu wydawcy wcale nie zależy na sprzedaży książek, nie będzie się angażował w promocję, bo on już swoje zarobił. Jak autor okaże się przypadkiem kurą znoszącą złote jajka, to i tak na nim zarobią extra, przy praktycznie zerowym wysiłku. Zostałeś złapany na lep na korwinoidy.
_________________
Naprawdę, nie należy ufać apostołom prawdy. Naprawdę kłamcę zdradza podkreślanie prawdy, jak tchórza zdradza podkreślanie waleczności. Naprawdę wszelkie podkreślanie jest formą skrywania albo oszustwa. Formą narcyzmu. Formą kiczu.
"Oszust", Javier Cercas
 
 
bio 
Człek pod dębem

Posty: 1235
Skąd: Znad stawu w parku
Wysłany: 2017-11-25, 20:24   

Ktoś już kupił twoją książkę? Ile egzemplarzy? Umoczyłeś 10 tysia. Mała cena za marzenie.
_________________
Nie było Nieba ani Ziemi, ino jeden dumb stojał.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8823
Wysłany: 2017-11-25, 20:39   

Będziesz tłumaczył jak to działa. Lol

toto, już z grubsza wyjaśnił. Dodam jeszcze, że literacko, na podstawie zamieszczonego fragmentu, jesteś nieudolnym grafomanem. To co zaprezentowałeś to brudnopis wymagający grubej obróbki. Dodatkowo robisz wrażenie strasznego naiwniaka, ile masz lat? Siedemnaście?

Rozbawiłeś też tekstem, że zamieszczasz coś co akurat masz pod ręką. Nie chciało Ci się pomyśleć nad doborem promocyjnego fragmentu? Zgubiłeś resztę? Czy tak tylko pierdolisz bo ci się wydaje, że dzięki temu będziesz super cool gościu? Załamka.

I jakżeż subtelne zagranie z przekreśloną ceną 39,99. Buchacha.

Teraz pewnie zaproponujesz darmowe egzemplarze kilku gimnazjalistkomblogerkom, które zmieszczą rozentuzjazmowane recęzje a ty będziesz się szwędał po okolicy i epatował doskonałym odbiorem swojego dzieła.

No i na tym się skończy twoja kariera literacka.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Trojan 


Posty: 5059
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-11-25, 23:05   

Może jeszcze wyda drugi tom....
 
 
Asuryan 
Król Bogów

Posty: 3322
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-11-25, 23:48   

Oj tam, oj tam. Zareklamował się chociaż na naszym forum. Inna sprawa że dość nieudolnie i chyba bez porozumienia z administracją, bo za reklamę zwyczaj nakazuje płacić. W innym przypadku powinien zostać potraktowany jak każdy bot reklamowy...
_________________
"Sometimes known as the Phoenix King, Asuryan was the king and the most powerful deity of the pantheon of Eldar gods. He was believed to be the psychic might of the whole universe."
 
 
Trojan 


Posty: 5059
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-11-26, 00:21   

Oj tam, oj tam.
Wystarczy że zapłacił za to że wydali mu "książkę". :)


Pytania do autora:
1. co cię skłoniło do napisania książki?
2. Czy masz już jakieś publikacje za wydanie których nie musiałeś płacić? (Wypracowań w szkole nie licz)
3. Silnik "czasowy" na turbine? I do tego w kosmosie? No to gruba fantastyka. Jak na to wpadłes ?
4. Ile z ceny okladkowej przypada dla ciebie a ile dla "wydawnictwa"?
 
 
sebastian578

Posty: 4
Wysłany: 2017-11-26, 16:05   

Zacznę od końca.


Cytat:
Pytania do autora:
1. co cię skłoniło do napisania książki?
2. Czy masz już jakieś publikacje za wydanie których nie musiałeś płacić? (Wypracowań w szkole nie licz)
3. Silnik "czasowy" na turbine? I do tego w kosmosie? No to gruba fantastyka. Jak na to wpadłes ?
4. Ile z ceny okladkowej przypada dla ciebie a ile dla "wydawnictwa"?


1. Kiedyś w internecie napotkałem na artykuł, w którym pisano, że ktoś przewidział powstanie Państwa Islamskiego, zainteresowałem się tym i trafiłem na forum, gdzie próbowano jakoś chronologicznie ułożyć różne przepowiednie lub po prostu je zinterpretować. Udało się wtedy przewidzieć wojnę na Ukrainie, a pisano o wielu innych rzeczach, które jeszcze się nie wydarzyły. Wpadłem na pomysł, by niektóre wydarzenia, wynalazki opisane w przepowiedniach i miejsca opisać w formie książki, wplatając w to jednego, bądź dwóch bohaterów.
Sporo rzeczy opisane w książce jest na podstawie tego co znalazłem na tamtym forum, gdy interpretowano przepowiednie, na przykład samo to, że Kraków znów jest stolicą Polski, to że ludzie badają historię za pomocą podróży w czasie, to że w Polsce na kilka lat przyjęto islam w ramach "taktyki wojennej" lub choćby to, że obaj bohaterowie podążali pod Ulm w Bawarii gdzie miała rozegrać się jedna z największych bitew w historii.

2. Nie mam, lubię za to piać wiersze w formie żartu (o ludziach i sytuacjach w pracy na przykład). W zeszłym roku wydałem też książkę o kolarstwie i mimo że był to niezbyt ciekawy temat, książka wróciła mi się pod koniec wakacji w tym roku.

3. W którejś przepowiedni było to opisane, wykorzystałem to.

Akcja książki zaczyna się pod koniec XXII wieku, a obaj bohaterowie mają odbyć podróż do roku 2039 i był to już 6 rok trwania III wojny światowej, która zakończyła się po ponad 26 latach trwania z przerwami (stąd tytuł książki). Natomiast w połowie XXII wieku wybuchła krótkotrwała IV wojna światowa, która była najmniej krwawa ze wszystkich wojen. Została ona spowodowana nowym wynalazkiem, którym był silnik lotniczy działający na zasadzie wiru (jak w trąbie powietrznej). Efektem ubocznym jego działania było krótkotrwałe zatrzymanie czasu w niewielkim obszarze jego działania. Po wojnie wynalazek ten udoskonalono i zrobiono z niego dwa oddzielne wynalazki, silnik, który już nie powodował efektu zatrzymania czasu, ale za to mógł osiągać duże prędkości nawet w próżni kosmicznej, przez co był montowany w większości pojazdów i osobno turbinę, która odpowiednio ustawiona w pojeździe, potrafiła ów pojazd przenieść w czasie w przód, lub wstecz. Turbinę posiadały tylko pojazdy agencji badających historię, tych agencji na świecie było tylko pięć.

4. Za książkę od każdego sprzedanego egzemplarza dostaję do kieszeni ponad 60% (dokładnie 63%). Nie zależnie czy jest sprzedany po cenie 25 zł czy za 35 zł, zawsze jest to 63%.


Każdy orze jak może, ja pisząc tę książkę kierowałem się przepowiedniami.
Nie układało mi się trochę w życiu i zająłem się pisaniem tej historii, o której już długo myślałem, a którą zawarłem właśnie w niej. Spełniłem swoje marzenie i wydałem tę książkę, którą chciałem wydać już od dawna. Napisanie tej pierwszej potraktowałem jako próbę generalną, by się dowiedzieć, na czym to wszystko polega i z czym muszę się liczyć wydając coś takiego.





Cytat:
Lol. A ile tych egzemplarzy sprzedasz? 30? I co zrobisz z resztą? Będziesz trzymał w piwnicy? Nie rozumiesz jednej rzeczy - ten wydawca zarabia na autorze płacącym za druk książki, nie na książce sprzedawanej klientowi. Takiemu wydawcy wcale nie zależy na sprzedaży książek, nie będzie się angażował w promocję, bo on już swoje zarobił. Jak autor okaże się przypadkiem kurą znoszącą złote jajka, to i tak na nim zarobią extra, przy praktycznie zerowym wysiłku. Zostałeś złapany na lep na korwinoidy.



Doskonale wiem jak to działa, nie jest to moja pierwsza książka, pierwszą napisałem na inny temat i wydałem ją rok temu tym samym sposobem co zaprezentowaną tutaj. Mimo że była na niezbyt ciekawy temat (o kolarstwie) to zwróciła mi się pod koniec tych wakacji.



Cytat:
Ktoś już kupił twoją książkę? Ile egzemplarzy? Umoczyłeś 10 tysia. Mała cena za marzenie.


Nie minął jeszcze tydzień od premiery, książka zaczęła dopiero trafiać do hurtowni i księgarń, nie mam w tym momencie jeszcze żadnego rozeznania kto i ile kupił.



Cytat:
Będziesz tłumaczył jak to działa. Lol

toto, już z grubsza wyjaśnił. Dodam jeszcze, że literacko, na podstawie zamieszczonego fragmentu, jesteś nieudolnym grafomanem. To co zaprezentowałeś to brudnopis wymagający grubej obróbki. Dodatkowo robisz wrażenie strasznego naiwniaka, ile masz lat? Siedemnaście?

Rozbawiłeś też tekstem, że zamieszczasz coś co akurat masz pod ręką. Nie chciało Ci się pomyśleć nad doborem promocyjnego fragmentu? Zgubiłeś resztę? Czy tak tylko pierdolisz bo ci się wydaje, że dzięki temu będziesz super cool gościu? Załamka.

I jakżeż subtelne zagranie z przekreśloną ceną 39,99. Buchacha.

Teraz pewnie zaproponujesz darmowe egzemplarze kilku gimnazjalistkomblogerkom, które zmieszczą rozentuzjazmowane recęzje a ty będziesz się szwędał po okolicy i epatował doskonałym odbiorem swojego dzieła.

No i na tym się skończy twoja kariera literacka.



No, to widzę że trafiłem na forumowego błazna. Zauważyłem że na każdym forum jest przynajmniej jeden taki, co robi z siebie pajaca, widać tutaj to Ty pełnisz tę funkcję.

To że robię wrażenie naiwniaka to tylko Twoje wrażenie, widać obracasz się w kręgu takich osób i każdego z grubsza mierzysz tą samą miarą. Jestem ciekaw po czym to stwierdziłeś, bo nie wstawiłem żadnej emotikony z uśmiechem na przykład na końcu zdania?
Potrafię dogadać się z każdym, kto dogadać się ze mną chce i jestem osobom która często idzie na ugodę. Lubię żartować i w swoim środowisku jestem odbierany jako pogodna osoba, wiem, bo znajomi niejednokrotnie mi to powtarzali, ale nie potrafię dogadać się z kimś kto traktuje mnie jak śmiecia...

Nie przygotowałem fragmentu promocyjnego, bo napisałem tu spontanicznie. Siedemnaście lat? Po tym co napisałeś odnoszę wrażenie, że ludzie w tym wieku są mądrzejsi od Ciebie.


Cytat:
Czy tak tylko pierdolisz bo ci się wydaje, że dzięki temu będziesz super cool gościu? Załamka.


Tak to możesz odzywać się do swoich znajomych na Twoim niskim poziomie intelektualnym, o ile jakiś znajomych posiadasz, bo jak każdego tak traktujesz to mam pewne wątpliwości.
Podejrzewam, że w życiu Ci coś nie wyszło i musisz się na kimś wyżyć.


Cytat:
I jakżeż subtelne zagranie z przekreśloną ceną 39,99. Buchacha.


Wiesz co to jest "chwyt marketingowy"? Tutaj masz link do definicji tego pojęcia, bo widzę, że się z choinki urwałeś.

Chwyt marketingowy



Cytat:
Teraz pewnie zaproponujesz darmowe egzemplarze kilku gimnazjalistkomblogerkom, które zmieszczą rozentuzjazmowane recęzje a ty będziesz się szwędał po okolicy i epatował doskonałym odbiorem swojego dzieła.


A jak niby mam wypromować sobie książkę, nie dając jej na przykład właśnie blogerom albo recenzentom? Mam płacić jeszcze za reklamy w internecie i inne pierdoły, które będą miały taki sam efekt? Jeśli jej nie wypromuję w jakiś sposób, to mi się nie sprzeda...to chyba proste?


Przez swój błędny odbiór i wrażenie, że jestem naiwniakiem zrobiłeś mi syf w tym temacie kompletnie za darmo, potraktowałeś mnie jak psa. Słownictwo którego używasz i Twój dziwny wybuch gniewu w ostatnim poście daje do zrozumienia, że mimo że może czytasz książki, to nie wiesz co to jest kultura wychowania.
Jest takie powiedzenie, które by do Ciebie pewnie idealnie pasowało (mocny w necie .... w świecie).

Skoro masz zły dzień to nie wieszaj na mnie psów! Co ja Ci zrobiłem? Zabiłem Ci matkę, ojca, pół rodziny?

W Twojej opinii jestem człowiekiem, który wydając książkę chodzi po mieście z zadartą głową i wymachuje ją na lewo i na prawo krzycząc że "to moje dzieło". Brawo! Zaskoczę Cię, siedzę cicho działając głównie w internecie i nie popieprzyło mi się w głowie z tego powodu, tak jak pewnie popieprzyło by się niejednemu.



Przepraszam wszystkich za to co napisałem wyżej ale "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie", a ja nie dam sobie tyłka obrabiać.



Skoro to jest forum gdzie nie można wyrazić swojej opinii, bo natychmiast zostaniesz zbluzgany, to proszę o usunięcie tego tematu i przepraszam Was serdecznie, że straciliście swój cenny czas na to, żeby w ogóle wchodzić w ten temat.

Chciałem w jakiś sposób przedstawić Wam książkę, na forum, gdzie jest podobna tematyka do tej, którą ona przedstawia.


Dziękuję za wspaniałe przyjęcie mnie na forum.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 19159
Wysłany: 2017-11-26, 16:15   

sebastian578 napisał/a:
Dziękuję za wspaniałe przyjęcie mnie na forum.

Ale liczyłeś na kwiaty i fanfary? Za napisanie powieści?
Musiałbyś bloga założyć i tak fejmu szukać. Choć nie wiem, czy blogi jeszcze jakiś fejmonios posiadają. Pewnie funpag na Fejsbuku podziałałby lepiej. Trochę pracy trzeba w to włożyć. Może więcej niż w napisanie powieści. Tu wpadłeś na forum, na którym większość aktywnych użyszkodników, jeśli nie wszyscy, przeczytali już takiej fantastyki na kopy. Wrzucasz fragment, który nikomu się nie spodobał i masz pretensję, że nikt tu nie ukrywa swojego zdania za słodko pierdzącym motywowaniem "go for it", "you can do this"? Z pewnością na forum, gdzie przeważają początkujący czytelnicy zrobiłbyś większą furorę. Aczkolwiek w pewnym sensie masz rację. Większość z nas to buraki. I co z tego, że oczytane? :-P
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8823
Wysłany: 2017-11-26, 16:23   

sebastian578, w sumie nie oczekiwałem, że ogarniesz temat. Niemniej powinieneś zrozumieć chociaż tyle, że jeśli kto robi z siebie błazna, to publika się śmieje.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Stary Ork 
Świnia z klasą


Posty: 7659
Skąd: Sin Tychy
Wysłany: 2017-11-26, 18:09   

sebastian578 napisał/a:
Nie przygotowałem fragmentu promocyjnego


I to zdanie w zasadzie powinno zakończyć dyskusję z człowiekiem który włazi na forum żeby promować swoją powieść.

sebastian578 napisał/a:
Dziękuję za wspaniałe przyjęcie mnie na forum.


Czerwony dywan nam ukradli a salwy honorowe wystrzelaliśmy po pijaku.
_________________
There once was a lady named Jill
Who tried a dynamite stick for a thrill
They found her vagina
In North Carolina
And bits of her tits in Brazil
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 5003
Wysłany: 2017-11-26, 19:14   

Sebastianie, przeczytałam ten fragment. Zawzięłam się, i przeczytałam. No i on jest, niestety, słaby. Z założenia miał być pewnie nieco dramatyczny, a na pewno dynamiczny. Nie jest taki. Przed oczami czytelnika nie lęgną się żadne obrazy, nie leci żadna akcja. Nikt się szybko nie rusza, żadne napięcie nie narasta ani w głosie bohaterów nie pobrzmiewa, może dlatego, że troszku mało mówią (flegmatycy?). Nie zaciekawiłeś.
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8823
Wysłany: 2017-11-26, 21:27   

Beata, i ty też kij w szprychy? Spodziewałem się, że chociaż ty będziesz poważniejsza.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6271
Skąd: Piła
Wysłany: 2017-11-26, 21:55   

Beata, to jest po prostu nieczytalne.

Gdyby to ode mnie zależało, ścigałbym proceder sprzedaży jako próby wyłudzenia.
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
Trojan 


Posty: 5059
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-11-26, 23:04   

Nieświadomość, niewiedza - jest błogosławieństwem.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8823
Wysłany: 2017-11-26, 23:24   

Błogosławieni którzy nie widzieli a uwierzyli.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 17265
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2017-11-26, 23:49   

Serio chciało Wam się przeczytać ten fragment? Po tytule widać, że nie warto //spell
_________________
Siamo con clavi, siamo con dio
Siamo con il nostro dio scuro
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8823
Wysłany: 2017-11-27, 00:35   

przecież nie cały, ale jakieś minimum przyzwoitości trzeba utrzymać, bo inaczej kimżesz byśmy byli?
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
utrivv 
Roztargniony mag


Posty: 5838
Skąd: Z kapusty
Wysłany: 2017-11-27, 07:02   

sebastian578, Witamy na forum. Ogólnie zgadzam się z tobą ale co z tego? Jeżeli masz talent i chęci to weźmiesz to sobie do serca, przysiądziesz, może coś z tego wyjdzie? Szczera krytyka choć przykra jest dużo bardziej wartościowa niż pochlebcze kłamstwa bo te drugie nie dość że niczego nie uczą to jeszcze utwierdzają w błędach.

Tak jak napisał Romulus jesteśmy tu trochę oczytani a to niestety oznacza że pragniemy perfekcji a wszystko niżej nas nudzi i odrzuca. Dobra, nawet porządny średniak nam wystarczy ale poniżej schodzą już tylko desperaci :(

Fidel-F2 generalnie jest ponadprzeciętnie inteligentny, niestety dla ciebie nie kryje się ze swoją krytyczną oceną co może razić ale ty też popełniłeś błędy, np. nie przedstawiłeś się w wątku powitania czyli można powiedzieć nawet nie chciało ci się zapoznać z zasadami tego forum, jak ja mam to odebrać? Nie wzbudza to mojej sympatii :(
_________________
Sens nie jest aprioryczną strukturą obecności, lecz ruchem rozplenienia, efektem gry różnicy i powtórzenia //utrivv

Beata: co to jest "gangrena zobczenia"? //ooo
Fidel-F2: Pojęcie wprowadził Josif Wissarionowicz
Fidel-F2: Jak choćby raz opuścisz granice rodiny, ty już nie nasz, zobczony.
Fidel-F2: Na tę gangrenę lek jest tylko jeden.

Próbuj. Przegrywaj. Nieważne. Próbuj po raz kolejny. Przegrywaj po raz kolejny. Przegrywaj lepiej
 
 
Fidel-F2 


Posty: 8823
Wysłany: 2017-11-27, 08:56   

Oprócz tej inteligencji mam jeszcze aspergera, odrobinę socjopatii i ischias więc tego, Sebastian wybacz.

No dobra, fchuj socjopatii.

I z tym ischiasem żartowałem, naprawdę to jebią mi się kolana.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Stary Ork napisał/a:
Jeśli Ziemkiewicz jest normą to trzeba spieprzać na margines
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 17265
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2017-11-27, 09:27   

Fidel, Ty nie jesteś socjopatą, bo masz wyraźny kręgosłup moralny.
Ty po prostu jesteś skurwiel //spell
_________________
Siamo con clavi, siamo con dio
Siamo con il nostro dio scuro
 
 
Stary Ork 
Świnia z klasą


Posty: 7659
Skąd: Sin Tychy
Wysłany: 2017-11-27, 09:36   

Migrenę to może mieć królowa Elżbieta, panią po prostu łeb napierdala //mysli
_________________
There once was a lady named Jill
Who tried a dynamite stick for a thrill
They found her vagina
In North Carolina
And bits of her tits in Brazil
 
 
Trojan 


Posty: 5059
Skąd: Wroclaw
Wysłany: 2017-11-27, 10:02   

MrSpellu napisał/a:
Serio chciało Wam się przeczytać ten fragment? Po tytule widać, że nie warto //spell


ja przeczytałem - w końcu sam się o to prosiłem
 
 
Stary Ork 
Świnia z klasą


Posty: 7659
Skąd: Sin Tychy
Wysłany: 2017-11-27, 10:09   

Spell nie przeczytał. Spell nie stracił paru minut życia. Bądź mądry. Bądź jak Spell.
_________________
There once was a lady named Jill
Who tried a dynamite stick for a thrill
They found her vagina
In North Carolina
And bits of her tits in Brazil
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 7178
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2017-11-27, 17:34   

sebastian578 napisał/a:
Doskonale wiem jak to działa, nie jest to moja pierwsza książka, pierwszą napisałem na inny temat i wydałem ją rok temu tym samym sposobem co zaprezentowaną tutaj. Mimo że była na niezbyt ciekawy temat (o kolarstwie) to zwróciła mi się pod koniec tych wakacji.
Ok, ale książki specjalistyczne, czy nawet dotyczące hobby rządzą się trochę innymi prawami. A jeśli jesteś w jakiś sposób rozpoznawalny w środowisku kolarskim (np. nietypowe podejście do treningu połączone z dobrymi, niekoniecznie wybitnymi, wynikami) to masz doskonałą reklamę/promocję już na starcie. W przypadku literatury pięknej to już tak nie zadziała. Nie wierzę w sukces, ale życzę powodzenia.
_________________
Naprawdę, nie należy ufać apostołom prawdy. Naprawdę kłamcę zdradza podkreślanie prawdy, jak tchórza zdradza podkreślanie waleczności. Naprawdę wszelkie podkreślanie jest formą skrywania albo oszustwa. Formą narcyzmu. Formą kiczu.
"Oszust", Javier Cercas
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

OGIEN I LÓD - Przystan mil/osników prozy George'a R. R. Martin'a


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 12