Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Peter F. Hamilton
Autor Wiadomość
Elektra 


Posty: 3523
Skąd: z Gdyni
Wysłany: 2008-03-28, 20:36   Peter F. Hamilton

Peter F. Hamilton najbardziej znany jest ze space oper (tako rzecze Wiki). W Polsce ukazała się trylogia Świt Nocy, którą Zysk wydał w siedmiu tomach:
1. Dysfunkcja rzeczywistości:
- Początki
- Ekspansja
2. Widmo Alchemika:
- Konsolidacja
- Konflikt
3. Nagi bóg:
- Kampania
- Wyprawa
- Wiara

MAG również szykuje się do wydawania książek tego pana.

Słyszałam o powyższej serii raczej pozytywne opinie. A niektórzy bardzo się nią zachwycają. No i w związku ze zbliżającą się promocją w Zysku postanowiłam sobie kupić tę serię. Wiem, że trochę ryzykuję, bo w końcu nic nie czytałam (nawet fragmenciku), ale jakoś tak kusi.

Czy ktoś mógłby więcej napisać o twórczości Hamiltona? Do czego można by ewentualnie porównać jego książki i tak dalej?
_________________
Nie mów kobiecie, że jest piękna. Powiedz jej, że nie ma takiej drugiej jak ona, a otworzą ci się wszystkie drzwi.
Jules Renard
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18240
Wysłany: 2008-03-29, 09:54   

Szczerze mówiąc boję się polecanek, bo (dla mnie) oznacza to w pewnym sensie wzięcie odpowiedzialnosci za to, co się poleciło :) A ja jestem z natury tchórzliwy :mrgreen:

Ale napiszę o moich wrazeniach z tego cyklu. Wcześniej nie lubiłem gatunku nazywanego pogardliwie space operą. A nie lubiłem dlatego, że nie czytałem nic fajnego, fanem Star Treka nigdy nie byłem (albo byłem i szybko przestałem). Moje wcześniejsze spotkania z tym gatunkiem to cykl o Wspomaganiu D. Brina - dawno temu wydany i generalnie mnie odrzucił. Był jeszcze Baxter, ale go już nawet nie pamiętam, więc letnio musiał mnie ruszyć.
Ale od czasu kiedy wpadł mi w ręce Alastair Reynolds zmieniam powoli zdanie.

Jednak mimo to z obawami zacząłem czytać Dysfunkcję Rzeczywistości. (Peter Hamilton tym różni się od Reynoldsa, że jest mniej science). Obawy te były całkowicie bezpodstawne. Cykl ten to rewelacyjna fantastyka na bardzo wysokim poziomie. Jeśli o mnie chodzi to ma on walory czysto rozrywkowe - elementów science jest trochę, ale są strawnie podane i nie absorbują czytelnika. Fabuła opiera się na świetnym pomyśle - ale nie zdradzę, aby nie psuć przyjemności czekania na wielkie BUM. Jest rozpisana na wielu bohaterów - do tej pory ich nie zliczyłem. Kilku jest jednak kluczowych (Joshua Calvert, Syrinx, Louise). O mnogości bohaterów nie wiedziałem, więc z początku byłem zdezorientowany. Ale szybko mi to przestało przeszkadzać. Każdy z nich od pierwszoplanowych po trzecioplanowych ma znaczenie dla fabuły. Dzięki nim jest ona tak przestrzenna i rozbudowana. Akcja toczy się wartko, ale Hamilton zadbał również poza tym o w miarę rozbudowany opis wszechświata, który stworzył, poszczególnych jego światów, systemów gospodarczych i politycznych.

Autor ma lekki styl, toteż wszystkie powieści czyta się bardzo przyjemnie, zero nudy, dialogi nie wykrzywiają twarzy w grymasie obrzydzenia. I, co najważniejsze: nie mozna jednoznacznie uznać - ci są źli, ci są dobrzy. Choć podział ten z grubsza istnieje, to po każdej stronie zdarzają się ciekawe i niebanalne postaci (Al Capone i Fletcher Christian - zbieżność nazwisk wcale nie jest przypadkowa...). Ale są i jednoznacznie złe: satanistyczny Quinn Dexter - chyba najgorszy z nich. Sporo przy tym humoru wynikającego z tego, jakie "szydło wyszło z worka" na planecie Lalonde...

Pierwszy tom: Dysfunkcja Rzeczywistości przynosi nadto małą "nowinkę". Przeważająca w nim postać Joshui Calverta jest niebywale jurna :) Nie spotkałem się dotąd w space operze z czymś takim - więc jest to jakieś novum, mozna powiedzieć.

Mógłbym ponarzekac, ze Hamilton nie niesie takiej eksplozji pomysłów jak cykl Simmonsa, czy powieści Alastaira Reynoldsa, ale to byłoby już głupie marudzenie. Hamilton też ma jednak sporo ciekawych pomysłów. Dawkuje je powoli, nie przytłacza nimi, świetnie "owija" wokół nich fabułę.

Jak może zauważyłaś powieści te są opasłe. Dwie częsci pierwszego tomu to w zasadzie razem 1200 stron. A potem nie jest wcale mniej. I bardzo dobrze. Dawkuję sobie Nagiego Boga ostrożnie, bo żal mi się rozstawać za szybko. Nie wiem, czy Hamiltona mozna uznać za odnowiciela gatunku space opera (wkurza mnie drwina płynąca z tej nazwy). Na pewno mnie on przywrócił do tej gałązki fantastyki. Nie żałuję zadnej ze złotówek, które na niego wydałem. Aczkolwiek ze zrozumiałych względów, kiedy piszesz o 40 % taniej, to trochę boli... Ale tym bardziej zapewniam cię, że nie będziesz żałowała wydanych pieniędzy.

Gdyby ZYSK tak długo się nie grzebał z wydawaniem tej powieści, kupiłbym ten cykl już dawno. Albo zacząłbym kupowac go już dawno temu. Czekałem, czekałem i się opłaciło. W zasadzie Hamiltona zaliczam obecnie do mojego ścisłego topu. I jestem w skowronkach, ze MAG wyda pozostałe jego powieści, a i ZYSK nie zamierza odpuszczać. Rewelacja.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18240
Wysłany: 2008-04-07, 21:01   

Zakończyłem juz NAGIEGO BOGA niestety. To, co powyżej napisałem pozostaje aktualne. I przyszła mi na myśl jeszcze złośliwa uwaga. Ci wszyscy, którzy uwazają, że rozrywkową fantastykę można pisac tak, jak robi to większość polskich autorów - nie znają rozrywkowej fantastyki. Peter Hamilton powinien dla naszych pisarzy organizowac warsztaty literackie pt. Jak stworzyć rozrywkę na najwyższym poziomie.

W zasadzie cykl ten nie przynosi niczego nowego, nie łamie schematów, nie powala wizją, pomysłami (choć może tu nie do końca...). Zgodzę się, że nie jest przełomowy. Ale już dawno nie czytałem tak bezpretensjonalnych powieści, które można potem bez obciachu trzymać na półce. I do nich wracać.

I, choć z powodu morderczego tempa czytania, jestem wycieńczony :) to napiszę mimo to: więcej Hamiltona!
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
wob001 

Posty: 100
Wysłany: 2008-04-18, 14:01   

Hamilton - Dysfunkcja rzeczywistości

Przeczytałem tylko pierwszą książkę (DR: Początek) i na tym zakończę.

Czyta się bardzo sprawnie, wydaje się, że literacko jest na akceptowalnym poziomie.

Zaczyna się obiecująco, przyznaję, ale potem jest coraz gorzej.
Miłostki i przygody erotyczne, które nie mają wpływu na fabułę, a psują klimat. Cukierkowe, szablonowe planety.
I wreszcie elementy nadprzyrodzone, nie pasujące do technologicznej wizji rzeczywistości. Gdyby jeszcze stanowiły element emocjonalny czy psychologiczny to pewnie bym przeżył. Ale potraktowanie zjawisk nadprzyrodzonych, elementów grozy jako kolejnej "technologii", której nie ima się żadna inna - w książce SF - dla mnie to niestrawne.

Jeśli komuś nie przeszkadza to co mnie - to znośne, rozrywkowe czytadło.
Przyznaję, że nie czytałem wielu cykli SF, szczególnie współczesnych, żeby mieć miarodajny przekrój. Może na tym tle Hamilton wypada świetnie.

Oceniając ogólnie, literacko i pod każdym innym względem przyrównywanie do Diuny czy Hyperiona (które ma miejsce na tylnej okładce) to ogromna przesada. Różnica kilku klas, moim zdaniem.

Jak zaznaczyłem, to są wrażenia tylko po pierwszym tomie. Ale z drugiej strony popatrzmy na pierwsze tomy Diuny, Hyperiona czy Fundacji.
 
 
grubshy 
Chlod Mego Serca


Posty: 207
Skąd: Ja tutejszy...
Wysłany: 2008-04-18, 15:01   

Ja tez ostatnio zapoznalem sie z panem Hamiltonem (glownie dlatego, ze kilkakrotnie porownywano go z Reynoldsem, ktory bardzo mi przypadl do gustu)
Na plus nalezy zaliczyc ksiazce rozbudowany swiat. Mnogosc planet, kilka obcych ras, technoorganiczne swiadome statki i habitaty, nanosystemy, modyfikacje genetyczne i inne elementy tla, to jest cos co uwzam za najwieksza zalete spaceoper. Jest tego w DR niemalo i jest to chyba najwieksza zaleta ksiazki. Oczywiscie nie ustrzezono sie standardowej bzdury jaka jest 'gwiezdny kupiec' (podroze miedzygwiezdne nie sa tak oszlamiajaco tanie by latac miedzy planetami chociazby z najlepszym jedzeniem... No jeszcze jakies zaawansowane technologie to rozumiem, ale jedzenie?)
Fabula poki co nie powala... no dobra to jak tytul mowi 'Poczatki' i oby bylo lepiej - nie jest mimo wszystko tak beznadziejna by odstraszyc mnie od tomu 2. - po jego lekturze zdecyduje czy siegnac po 'Widmo Alchemika' .
Podobnie jak wob001 mam zastrzezenia do nadmiaru seksu. Scen erotycznych jest duzo, niczego zazwyczaj nie wnosza a pisane sa na jedno kopyto.

Reasumujac czytac sie to wcale milo da, ale poki co nic ponadto.
_________________
We are the Dwarfs. You will be decapitated. Resistance is futile.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18240
Wysłany: 2008-04-18, 18:54   

Na okładkach książek wydawcy rózne głupoty wypisują i nie ma co na ich podstawie kształtować opinii. Sam się zżymałem ostatnio na porównania C.S. Friedman do Goodkinda. A może nie zżymałem, tylko dreszcz niepokoju mi przeszedł przez plecy - bo Goodkind jaką miernotą jest, każdy widzi.

Oczywiście, że porównania do Diuny, czy Hyperiona są mocno przesadzone. Tak samo, jak reklamy proszku do prania :)

Cykl Hamiltona, to - jak napisałem wyżej - czysta rozrywka. Elementy science to tylko efektowne tło dla dzikiej, wielowątkowej akcji, nieskrępowanej wymogami konwencji. Wszystkich "zgorszonych" :) seksem pocieszę: w kolejnych tomach jego dawka spadła do minimum.

Ci, którzy oczekiwali od tego jakiejś "twardej" fantastyki nie mają co czytać dalej. A ci, którzy liczyli na świetnie napisaną rozrywkę - powinni, jak najbardziej. Hamilton jest lepszy niż pierdółki, kóre wypisuje Weber (i jemu podobni) z tym swoim pretensjonalnym, infantylnym stylem. Tak właśnie, jak u Hamiltona wyobrażam sobie fantastykę rozrywkową na wysokim poziomie. W Polsce pani, która się nazywa Jaga Rydzewska, zdaje się, próbowała (albo nadal próbuje) tworzyć chyba coś w tym stylu, co Hamilton. Póki co, bez polotu - ale może się rozwinie.

Hamilton mimo kilku punktów stycznych z Reynoldsem (którego również lubię), to jednak inna bajka. U Reynoldsa nie ma swobodnego skakania z punktu do punktu w mgnieniu oka. Kosmos to straszne, zimne i nieprzyjemne miejsce a u Hamiltona - nawet mimo Inwazji - to nadal wesołe, tętniące życiem podwórko. Gdzie wszystko jest możliwe - jak zauwazycie w finale (ci którzy dotrwają).

Generalnie - przeciętny (nie każdy) polski pisarz fantastyczny (Fabryka... he, he..... Słów) spociłby się na śmierć zanim by napisał fantastykę rozrywkową na takim poziomie, jak u Hamiltona.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18240
Wysłany: 2008-06-21, 11:55   

Przeglądając archiwum Esensji natknąłem się na tekst Jacka Dukaja, który jest - albo nie jest :) - swoistym porównaniem Hamiltona i Reynoldsa a przy tym przewodnikiem po konwencji space opery. Jest ciekawy i godny polecenia:

http://esensja.pl/ksiazka...kst.html?id=220
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
ajsber

Posty: 57
Wysłany: 2008-06-21, 16:22   

Zupełnie i całkowicie nie zgadzam się z wnioskami końcowymi Dukaja. Dla mnie tą lepszą i to wielokroć była "Przestrzeń Objawienia". "Dysfunkcja Rzeczywistości" pozostała w mych oczach bardziej rozwiniętym bajeczko-horrorem, który ma co prawda wiele świetnych momentów i wspaniale nadaje sie na czytadło jednak mocnej historii u Reynolds`a niestety nie dorównuje.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18240
Wysłany: 2008-06-21, 17:13   

Gdybym miał wybierać między Reynoldsem i Hamiltonem, też wybrałbym tego pierwszego. Ale mimo to wydaje mi się, że jednak Reynolds ma cięższą rękę niż Hamilton. Ale już w Migotliwej Wstędze aż tak bardzo tego nie widać: styl już lżejszy a i fabuła mniej statyczna. Czekam na nowego Reynoldsa i nowego Hamiltona. Ale na Reynoldsa bardziej :)
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5381
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2008-10-05, 15:13   

Czytam Dysfunkcję rzeczywistości: Początki Petera F. Hamiltona. Dobrze, że mam tolerancję na pierwsze 100-150 stron bardzo dużą i nawet jeśli styl/język/świat/bohaterowie etc. dla innych są nie do zniesienia, ja przez te pierwsze strony przebijam się bez problemu. Dla Hamiltona to duży plus, bo jego wykonanie pierwszych 5 rozdziałów i tych mniej więcej 100 stron było ciężkawe. Już śpiesz z tłumaczeniem. Mianowicie każdy rozdział o czym innym, zupełnie niepowiązane wątki które dzieją się pewnie miliony lat świetlnych od siebie - no przesadzam trochę. ;) No i te pierwsze strony powodowały u mnie duża dezorientacje. Sporo nowinek technicznych, jakiegoś bełkotu jak by to inni ujęli, ale wcale to nie przeszkadza zbytnio. Z drugiej strony pomysły, które intrygują i mnie skłoniły do czytania dalej - związanie rozumnych statków ze swoimi kapitanami. Teraz już za mną 1/3 pierwszej części pierwszego tomu - kocham te podziały tomów :P - i czytam dalej, bo naprawdę się podoba i wciąga strasznie. ;)
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
Shadowmage 


Posty: 3155
Skąd: Wawa
Wysłany: 2008-10-05, 18:14   

Mad, z doświadczenia wiem, iż w przypadku Hamiltona trzeba mieć cierpliwość przynajmniej na połowę pierwszego tomu (nie części :P ), a nie 100 stron :) Dopiero wtedy się zaczyna się to wiązać.
Trochę inaczej jest w "Gwieździe Pandory", bo jako że cykl jest zakrojony na nieco mniejszą skalę, wątki zaczynają się łączyć szybciej. Co oczywiście nie oznacza, że już w "Ekspedycji" się wszystko łączy - co to to, to nie :)
_________________
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18240
Wysłany: 2008-10-06, 17:37   

Tak, uwierz Mad, kiedy Hamilton się rozpędzi to jest naprawdę ciekawie :) Bohaterów w tym cyklu masa, ale zostaną rozwiązane wszystkie wątki. O to się nie martw. Jest tam sporo perełek z wykreowanymi światami, masa fajnych (choć nie oryginalnych) pomysłów. Zakończenie Nagiego Boga mnie trochę rozczarowało, ale Hamilton doprowadził fabułę do takiego stanu, że wszystko było możliwe. A o tym to się przekonasz już po Dysfunkcji Rzeczywistości. Najlepszy bohater: Al Capone (zbieżność nieprzypadkowa). Najbardziej męczący: satanista Dexter.

Czytam teraz Gwiazdę Pandory. Dopiero 70 stron za mną i nie wiem jeszcze, czego się spodziewać. Cykl mniejszy ma rozmiar więc i bohaterów będzie mniej zapewne. Ale już teraz jest nieźle. Kroi się intrygująca space opera (tfu, co za zwrot ohydny).
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5381
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2008-10-06, 17:46   

romulus napisał/a:
Tak, uwierz Mad, kiedy Hamilton się rozpędzi to jest naprawdę ciekawie :)

Cholera! Ja ma studia, rodzinę i życie prywatne... znaczy miałem. :(
Dobra, poważnie, bo jestem już tak po 70% pierwszego tomu... części? No podtytuł Początki. :P Czyta się świetnie, wciąga i chce się czytać dalej. Trochę dużo tych wątków i początkowo ciężko to wszystko scalić sobie w całość, ale po przekroczeniu połowy to już sama przyjemność czytania.
romulus napisał/a:
Najbardziej męczący: satanista Dexter.

Nie gadaj, gość jest podłym psychopatą, przebiegłą szują i niewyżytym brutalem... jak można go nie lubić? :mrgreen:

Na razie jestem zadowolony i pozytywnie do dalszej historii nastawiony. ;)
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
Toudisław 
Ropuszek


Posty: 6063
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2008-10-09, 10:10   

Elektra napisał/a:
Dysfunkcja rzeczywistości:
- Początki

Ja na razie utknąłem na tym. Język mnie po prostu przytłacza. Za dużo naukowego sloganu. I czasem nie łapie o ci biega kto jest kim itp. Muszę się widać do tej książki przekonać ale to po 30 listopada chyba jak już będę miał trochę psychicznego luzu. Tyle dobrych opinie to może nie jest tak źle. No zobaczymy.
Ale Przestrzeń objawienie czytało mi się dużo lżej a ponoć to jest cięższe od Hamiltona.
_________________
 
 
Shadowmage 


Posty: 3155
Skąd: Wawa
Wysłany: 2008-10-09, 10:15   

Naukowe słownictwo u Hamiltona? Toudi, nie żartuj :) Tam jest tylko kilka terminów, zupełnie nie przeszkadzających w lekturze. Przytaczany przez Ciebie Reynolds jest o wiele bardziej "naukowy". Chyba bardziej konfundująca może być wielość wątków.
No ale skoro tak uważasz, to może najpierw sięgnij po "Gwiazdę Pandory" - tam już w zasadzie w ogóle nie ma "pseudonaukowego bełkotu" :)
_________________
 
 
Toudisław 
Ropuszek


Posty: 6063
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2008-10-09, 10:22   

Shadowmage napisał/a:
Naukowe słownictwo u Hamiltona? Toudi, nie żartuj :) Tam jest tylko kilka terminów, zupełnie nie przeszkadzających w lekturze. Przytaczany przez Ciebie Reynolds jest o wiele bardziej "naukowy".

No to czytaj uważnie :P Reynolds mnie się bardzo podobał i "naukowość" zupełnie mnie nie zraziła. A u Hamiltona już tak. Te pojęcie mnie drażniły jak mało. Mówię i pierwszych 50 stronach.
Shadowmage napisał/a:
No ale skoro tak uważasz, to może najpierw sięgnij po "Gwiazdę Pandory" - tam już w zasadzie w ogóle nie ma "pseudonaukowego bełkotu" :)

A czy ja użyłem takiego zwrotu ?
_________________
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5381
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2008-10-09, 10:28   

Shadowmage napisał/a:
Chyba bardziej konfundująca może być wielość wątków.

Ale to mija po 100 stronach, tzn tak mi się zdaje, bo wtedy już wątki zaczynają się powtarzać, nie ma rozpoczynanych nowych. No i czym dalej tym szybciej się czyta.

A słownictwo techniczne jest na pierwszych stronach i ono się zazwyczaj powtarza i rzadko jest coś nowego wprowadzanego później.

Tylko pierwszej części Widma "Alchemika" nie mogę nigdzie znaleźć. Na allegro widziałem ostatnio za 50-60 zł... za to druga część tego tomu w Merlinie kosztuje 37 zł... Ciężkie jest życie czytelnika. ;)
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
Shadowmage 


Posty: 3155
Skąd: Wawa
Wysłany: 2008-10-09, 10:40   

Toudisław napisał/a:

No to czytaj uważnie :P Reynolds mnie się bardzo podobał i "naukowość" zupełnie mnie nie zraziła. A u Hamiltona już tak. Te pojęcie mnie drażniły jak mało. Mówię i pierwszych 50 stronach.
Szczerze powiedziawszy, to pierwszych 50 stron za bardzo nie pamiętam - przy wielkości cyklu gdzieś to zanika. Może faktycznie jest tak jak napisałeś, ale też jest tak jak napisał Mad - kilka podstawowych terminów człowiek przyswoi, to potem nawet nie zwraca na to uwagi.

Toudisław napisał/a:
Shadowmage napisał/a:
No ale skoro tak uważasz, to może najpierw sięgnij po "Gwiazdę Pandory" - tam już w zasadzie w ogóle nie ma "pseudonaukowego bełkotu" :)

A czy ja użyłem takiego zwrotu ?
Skądże znowu. A czy ja się czepiam? To takie potoczne określenie, jak autor wsadza w swoją książkę za dużo technicznego języka (a szczególnie, że widać iż posługuje się tylko nazwami, bez zrozumienia).

MadMill napisał/a:
Tylko pierwszej części Widma "Alchemika" nie mogę nigdzie znaleźć. Na allegro widziałem ostatnio za 50-60 zł... za to druga część tego tomu w Merlinie kosztuje 37 zł... Ciężkie jest życie czytelnika.
Mogę pożyczyć przy okazji.

MadMill napisał/a:
Ale to mija po 100 stronach, tzn tak mi się zdaje, bo wtedy już wątki zaczynają się powtarzać, nie ma rozpoczynanych nowych.
Poczekaj do "Widma Alchemika" :) Tam sporo nowych wątków wchodzi.
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5381
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2008-10-09, 10:50   

Shadowmage napisał/a:
Mogę pożyczyć przy okazji.

Chodzi o to, ze mi się podoba na tyle, że chciałbym mieć na półce też, tylko te ceny. Może się coś jeszcze trafi, bo dodruk Zyska to będzie za 3-4 lata. :P Albo promocja Zyska na urodziny? ;P
Shadowmage napisał/a:
Poczekaj do "Widma Alchemika" :) Tam sporo nowych wątków wchodzi.

Eh... kusicie, kusicie. Kończę Gaimana i wracam do Hamiltona. :P

"pseudonaukowy bełkot" się jakoś tak przyjął w rozmowach o s-f, ze ciężko go omijać już. ;)

W ogóle to nie wiem czy tej książki nie powinno czytać się od tyłu. Pierw przyswoić kalendarium do kolonizacji planety Lalonde, a potem zacząć czytać książkę. Wtedy czytelnik mnie więcej się orientuje o co biega z tymi planetami i habitatami itd. Chociaż to taka tylko moja luźna propozycja. Niektórzy wolą sami do tego podczas czytania dochodzić, a kalendarium to końcowe uzupełnienie dla nich.
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
ASX76 
twój stary


Posty: 12292
Skąd: kurna chata
Wysłany: 2008-10-09, 11:14   

MadMill napisał/a:


Tylko pierwszej części Widma "Alchemika" nie mogę nigdzie znaleźć. (...)


Szukajcie, a znajdziecie... --> http://www.twojaksiazka.p...skad_ceneo.html
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18240
Wysłany: 2008-10-09, 11:52   

Mnie też trochę zeszło na czekaniu na Hamiltona. W Zysku nie było, a Empik mi dwa razy przesuwał datę dostarczenia, ale w końcu się udało.

Ja zacząłem od kalendarium, a raczej po jakimś czasie od rozpoczęcia czytania musiałem do niego zajrzeć, aby jakoś ten "bałagan" w głowie uporządkować. Fabule to nie szkodzi bo kalendarium kończy się przed rozpoczęciem fabuły a mnie troszkę pomogło.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18240
Wysłany: 2008-10-13, 21:35   

Skończyłem pierwszą odsłonę Gwiazdy Pandory. Shadowmage na Katedrze skrobnął recenzją, z którą się zasadniczą zgadzam.

Od siebie dodam tylko dwie rzeczy: pretty awesome ! ! !

Peter Hamilton ugruntował mnie w sympatii do swojej twórczości. Świetna powieść, świetna zapowiedź całego cyklu, na który czekam z niecierpliwością. Wysmaruję chyba emaila do ZYSK-a, aby nie spali spokojnie, jeśli nie wydadzą szybko kontynuacji. Bałem się na początku, że Hamilton nie wymyśli już nic porywającego na miarę poprzedniego cyklu. Mimo że przetrząsnąłem jego stronę internetową od "stóp do głów". I przy tej okazji zaciekawiło mnie to, dlaczego nie wydano w Polsce najpierw MISSPENT YOUTH. Na stronie autora jest ona określana jako coś w rodzaju przygotowania gruntu pod ten cykl. Sądząc z opisu nie ma za wiele (fabularnie) wspólnego z tym cyklem, mimo to szkoda trochę, że została przez wydawcę pominięta:

http://www.peterfhamilton...ge=commonwealth

Ale wracając do powieści: jest rozmach, intrygująca fabuła rozpisana na kilka znaczących wątków. Sądząc z opisu kolejnej pozycji szykuje się też mała przewrotka. Nie ma sensu na razie wgłębiać się bardziej, bo to na razie 1/4 całości za mną (chyba że ZYSK jeszcze bardziej poszatkuje :( ). Ale wiem już, że będzie mi się podobało bardzo.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5381
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2008-10-13, 21:47   

A ja skończyłem właśnie Dysfunkcję rzeczywistości: Ekspansja. No i wiele więcej niż po pierwszym tomie nie napisze. Podobało się, miło się czytało, fabuła wciągnęła itd. Tylko, że chyba za dużo Hamiltona to niezdrowo i ta sieczka pod koniec trochę mnie nużyła, ale ja zasadniczo nie lubię nawalanki więc to może dlatego. Jestem zainteresowany kolejnymi częściami i innymi książkami Hamiltona pewnie też, ale teraz trzeba trochę odsapnąć od tych jastrzębi i habitatów. :P
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
Shadowmage 


Posty: 3155
Skąd: Wawa
Wysłany: 2008-10-14, 08:25   

Jak już mnie romulus wywołał, to się zalinkuję dla leniwych :)

romulus napisał/a:
I przy tej okazji zaciekawiło mnie to, dlaczego nie wydano w Polsce najpierw MISSPENT YOUTH.
Hmm... polityka wydawnicza jest niezbadana, a za Zyskiem to już w ogóle nie trafisz. Ale weź pod uwagę, że wprowadzające nowele i opowiadania do "Dysfunkcji..." również nie zostały wydane. A wydawałoby się, że nie ma nic prostszego niż wydanie zbioru.
_________________
 
 
AdamB 


Posty: 815
Skąd: Pandora
Wysłany: 2008-10-30, 10:57   

Porównywanie Hamiltona z Reynoldsem jest jak najbardziej słuszne, to było skojarzenie które automatycznie się pojawiło w trakcie lektury ich cykli. Natomiast ich różnicowanie, dyskusje nad wyższością jednego nad drugim nie ma sensu. Dlaczego? Panowie, to TYLKO dwa cykle o takiej specyfice na naszym rynku (no teraz jeszcze Gwiazda Pandory). Kompletnie dla mnie niesłuszne jest umieszczanie tych rzeczy w gatunku space opery, w porównaniu do wszystkich innych pozycji z tego nurtu dostępnych na naszym rynku to twórczość tych panów stanowi nową wartość: new space opera. :)
Stereotypowa space opera była do tej pory raczej synonimem płytkiej, westernowej przygody w kosmosie bez głębszego tła, bez istotnych wartości.
Ja powiem tylko jedno: więcej Reynoldsa, więcej Hamiltona, więcej podobnie piszących pisarzy!
I jeszcze mała uwaga dla osób z trudem brnących przez pierwszy tom: może nie czytajcie dalej, może nie zaliczacie się do tych którzy czują to tchnienie galaktyk, przygody, tajemnicy jakie oferuje dobre SF. Czytanie takich pisarzy na siłę, pod wpływem kolegów, to taka swego rodzaju profanacja. Nie męczcie się dłużej :)
Wspaniałe literackie wartości znajdziecie na pewno u innych twórców a u tych panów otrzymujemy coś bardziej specyficznego: nowy rozmach przygody, głębię kosmosu połączoną z bogactwem prezentowanych światów. To po prostu trzeba kochać.
Jeżeli tego nie czujemy to jest to lektura nie dla nas.
Ja marzyłem o takich książkach od wielu, wielu lat. Tak na marginesie: wielbicielom space opery polecam lekturę pierwszej przeczytanej przeze mnie książki z tego gatunku: Siergiej Sniegow: Dalekie Szlaki (Iskry 1977), dostępne również później na rynku pełne wydanie cyklu Ludzie jak bogowie (Współpraca 1988). To chyba pierwsza space opera na naszym rynku, dla mnie przez długie lata wzorzec gatunku, oczywiście porównanie z dzisiejszymi pozycjami nurtu wypadnie raczej żałośnie.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18240
Wysłany: 2008-10-30, 12:50   

Podpisuję się pod wszystkim //piwo Zasadniczo.
Bo porównywanie Reynoldsa i Hamiltona nie musi być wcale błędne. Dzielą ze sobą podobną scenografię i nie silą się na coś więcej niż rozrywkowa science - fiction. Ich powieści przypominają mi za co kocham fantastykę. I klasyfikowanie tych cykli jako space opera to nieporozumienie wynikające z braku lepszej etykietki. Space opera kojarzy mi się cały czas z Weberem i podobnymi mu klonami, ze Star Trekiem itp. Hamilton i Reynolds oraz im podobni, których jeszcze nie znam - wnoszą naprawdę solidny powiew świeżości. Blednie przy nich Weber, Elizabeth Moon, Sclazi.

Okazuje się, że w tym gatunku można liczyć na rozrywkę najwyższej jakości, inteligentną (choć zakończenie Nagiego Boga pozostawia wiele do życzenia, ale to szczegół) i nie wykrzywiającą twarzy w grymasie obrzydzenia infantylizmem.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
bio 

Posty: 989
Wysłany: 2008-10-30, 22:29   

Hamilton pisze nie tylko te sążniste space opery. Lubię go, ale zaczynam już The Temporal Void i faktycznie trochę się powtarza. Ale to zawsze jest tak nowi czytelnicy przychodzą i nowi słuchacze zaczynają czuć fluidy rocka i nie muszą tak naprawdę zaczynać od początku. Jak się spodoba, to się cofną po więcej. Jego cykl o Mandelu jest dla tych mniej wytrwałych w lekturze.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18240
Wysłany: 2008-12-19, 10:14   

Czas odświezyć ten wątek.
Na Katedrze Shadowmage opublikował swoją recenzję pierwszego tomu ND, Dysfunkcja Rzeczywistości, którą się jeszcze tu w swej skromności nie pochwalił :) , więc go wyręczam wrzucając link: http://katedra-nast.nast.pl/art.php5?id=3755 dla tych, którzy nie znają i dla tych drugich...
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Mały_czołg 


Posty: 145
Skąd: od Grubera
Wysłany: 2008-12-19, 13:35   

AdamB napisał/a:
P Tak na marginesie: wielbicielom space opery polecam lekturę pierwszej przeczytanej przeze mnie książki z tego gatunku: Siergiej Sniegow: Dalekie Szlaki (Iskry 1977), dostępne również później na rynku pełne wydanie cyklu Ludzie jak bogowie (Współpraca 1988). To chyba pierwsza space opera na naszym rynku, dla mnie przez długie lata wzorzec gatunku, oczywiście porównanie z dzisiejszymi pozycjami nurtu wypadnie raczej żałośnie.

Żałośnie? Żałośnie to wypada w porównaniu ze Sniegowem większość dzisiejszych pozycji rzeczonego nurtu. "Ludzie jak bogowie" tu i ówdzie zalatują myszką, ale nie ma takich momentów wiele - Sniegow bardzo sprytnie podszedł do budowy świata i większość elementów opisał na tyle mało szczegółowo, że i dzisiaj czyta się o nich bez odrazy.

Największy problem ma Sniegow z tym nieszczęsnym postkomunistycznym społeczeństwem. Dzisiaj base character wszelkiej rozrywkowej fantastyki to cyniczny, doświadczony twardziel, który w nic nie wierzy, nikomu nie ufa, kłamie, oszukuje i pracuje jedynie-tylko-i-wyłącznie za kasę - pod takim pancerzem skrywa oczywiście łagodne serce.

Tymczasem bohaterowie Sniegowa są do bólu pozytywistyczni - niczemu się nie dziwią, wszystkiego wysłuchają, naprawią, pomogą - *za darmo*. Wajcha idealizacji jest u nich zupełnie przestawiona w drugą stronę - są dość odporni na ludzkie słabości (acz nie wszyscy - Lusin, Romero), a ich dramaty są dość płytkie i trwają krótko (to jak Eli poradził sobie ze smiercią Astra... hmmm...). Taki duch, tak silny w latach 60tych i 70tych u tuzów science-fiction teraz jest już na wyginięciu, a publiczność go nie rozumie/nie chce.

I właśnie w tym sensie - nie w dziedzinie gadżetologii - Sniegow jest trochę przestarzały.
_________________
"Bo zgadzam się z GGG, że więcej na forum zepsuł Osakana z Małym Czołgiem, niż Przewodas."
  
 
 
bio 

Posty: 989
Wysłany: 2008-12-19, 14:38   

Naiwne, ale w uroczo bezpretensjonalny sposób. szczególnie gdy ma się naście lat. W wiele lat po zapoznaniu się ze Sniegowem w ręce wpadła mi w końcu przesławna Fundacja. To dopiero jest naiwność nad naiwnością.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

OGIEN I LÓD - Przystan mil/osników prozy George'a R. R. Martin'a


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 12