Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Własność? Intelektualna
Autor Wiadomość
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2008-05-09, 10:08   Własność? Intelektualna

Niedawno między mną z kumplem z roku rozgegrała się dość interesująca dyskusja na temat tak zwanej własności intelektualnej. Na początek powiedzmy sobie czym własnośc jest:
wiki napisał/a:
Dobra niematerialne (intelektualne) to dobra występujące w obrocie cywilnoprawnym, nieposiadające postaci materialnej. Stanowią one wynik twórczości artystycznej, naukowej i wynalazczej. Problematykę dóbr niematerialnych regulują przepisy różnych gałęzi prawa np. prawa administracyjnego lub karnego. Cechą wspólną regulacji dotyczących poszczególnych dóbr niematerialnych jest ukształtowanie praw uprawnionych jako cywilnych praw podmiotowych bezwzględnych chroniących interesy osobiste i majątkowe. Własność intelektualna jest uregulowana w różnych gałęziach prawa. Zawiera konstrukcje typowe dla regulacji prawa rzeczowego, zobowiązań, a normy części ogólnej i prawa spadkowego stosuje się wprost do stosunków uregulowanych przez prawo własności intelektualnej. Podstawowymi jednak aktami prawnymi są:
W zakresie prawa własności artystycznej naukowej i literackiej (prawa autorskiego) – ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawa o ochronie baz danych;
- W zakresie prawa własności przemysłowej – ustawa — prawo - własności przemysłowej oraz ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Do przedmiotów własności przemysłowej zaliczamy:
projekty wynalazcze, w tym:
  • wynalazki,
  • wzory użytkowe,
  • wzory przemysłowe,
  • topografia układu scalonego,
  • projekty racjonalizatorskie,
  • znaki towarowe,
  • oznaczenia geograficzne,
  • ochrona konkurencji,
  • zwalczanie nieuczciwej konkurencji.


W związku z tym nasuwają się pytania - czy taka forma włąsności i prawo ją regulujące są potrzebne? Jeśli tak/nie to czemu? Jakie są granice własności intelektualnej, zarówno te prawne jak i czasowe. Jak to będzie wyglądać w przyszłosci gdy zaawansowana technologia będzie pozwalać kasować pamięci, albo nagrywać wszystko na bierząco? Zapraszam do dyskusjii.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18297
Wysłany: 2008-05-09, 11:37   

Temat ciekawy, ale głęboki jak studnia. Ja osobiście na codzień skupiam się na prawie autorskim, czyli przejawach wszelkiej twórczości artystycznej - mówiąc najogólniej, której efektem jest pewien "produkt", czyli dzieło, artystyczne wykonanie, lub przetworzenie. Krytyce podlega często - głównie w prasie specjalistycznej i literaturze tematu, skala ochrony, jaką prawo powinno zapewniać dziełom artystycznym. W tym zakresie też jest wiele nieprecyzyjnych zapisów prawnych (przepisy karne w Ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych), które sprawiają na codzien dużo wątpliwości interpretacyjnych. A to ma diabelnie ważkie znaczenie dla człowieka, który na przykład sciąga film z sieci. Jak to robić, aby robić legalnie i czy w ogóle można tak robić? Czy każda wymiana plików w sieci zawierających np. filmy jest już przestępstwem karnym?

Sorry, Łaku, że ci moze psuję koncepcję dyskusji. Ale to akurat temat, który mnie strasznie interesuje i sprawia jednocześnie dużo problemów. W następnych postach porozszerzam te wątki, które poruszyłem i które ty wskazałeś. Ale musze się do tego przygotować. Bo to materia trudna.

A póki co stawiam na razie "gołą" tezę, ze ochrona praw autorskich idzie zbyt daleko. Trochę to prowokacyjne. Ale zobaczymy, jak się - być może - rozwinie w dyskusji.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Caesar 
Batman


Posty: 119
Wysłany: 2008-05-09, 12:19   

Uważam, że ochrona własności intelektualnej jest potrzebna, ale nie w takiej formie, w jakiej jest egzekwowana dzisiaj. Naloty policji na kobiety w średnim wieku, które udostępniły kilka mp3 z jakimś programie p2p, bo nie wiedziały, że to nie jest do końca legalne (prawdziwa sytuacja z ubiegłego roku) są śmieszne i żałosne. Co nie zmienia faktu, że owoc ciężkiej pracy człowieka, która przez osiem miesięcy siedzi w studio nie musi być chroniony.
Trudność polega na tym, że wrażenia estetyczne nie podlegają reklamacji. Jeżeli pralka, którą kupimy nie działa tak jak się spodziewaliśmy, to możemy ją oddać i zarządać zwrotu pieniędzy - i każdy dobry dealer agd zwróci nam pieniądze. Jeżeli nośnik CD, na którym wypalona jest płyta, jest uszkodzony, może zarządać wymiany. Jeżeli jednak muzyka zawarta na kupionej w ciemno płycie nie podoba nam się, to możemy sprzedać ją co najwyżej na allegro za pół ceny - bo to reklamacji nie podlega.
Z drugiej strony nie możemy zgodzić się na to, aby artysta wyprówał flaki nagrywając wspaniałą muzykę, opłacał studio, opłacał muzyków sesyjnych - a ludzie za zupełną darmochę korzystali z owoców jego ciężkiej pracy.
Najlepszym, ale prawdopodobnie zupełnie utopijnym wyjściem byłoby absolutne zezwolenie na udostępnianie mp3 posiadaczom oryginalnej płyty i surowe karanie za wymianę plikami między ludźmi takiego nośnika nie posiadającymi. Podobnie z książkami. Możesz skserować/zesanować książkę koledzie, jeżeli ją kupiłeś - ale kolega nie może tej kserówki/plików przekazać komu innemu. Bo czy np. udostępnienie muzyki w formacie multimedialnym różni się czymś od pożyczenia tej muzyki komuś innemu?

Tyle teorii. W praktyce jednak ochrona własności intelektualnej w Polsce to jest jakieś muzeum absurdów. Słyszałem ostatnio, że ZAIKS zarządał ukarania człowieka grzywną czy jakimś tam odszkodowaniem za to, że udostępniał mp3 artystów... którzy w cale do ZAIKSU nie należeli!!!!!!!!
_________________
"Nieszczęścia innych są nam obojętne, chyba że sprawiają nam przyjemność" Jules Renard
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18297
Wysłany: 2008-05-09, 12:47   

Ściąganie i udostepnianie mp3 dałoby się łatwo ucywilizować wprowadzając coś na kształt ITunes w Polsce. Ale wytwórnie mają to gdzieś. A chętnie bym kupił taką piosenkę wybraną dajmy na to za 3 zł plus VAT.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Caesar 
Batman


Posty: 119
Wysłany: 2008-05-09, 12:53   

To dalej by niec nie dało, bo 10 kawałków kosztowałoby tyle co płyta - czyli nadal w ciemno kupujesz muzykę, która nie podlega reklamacji.
Wytwórnie mają to gdzieś, bo ten głupawy mit, że mp3 prowadzi do spadku sprzedarzy płyt dawno upadł. Nie jest niczym nowym, że dobrzy artyści dbają o to, żeby ich materiał znalazł się przed premierą w internecie - bo to prowadzi do wzrostu sprzedarzy płyt. A ZAIKS ma to gdzieś, bo za dużo pieniędzy, które zarabiają na absurdach w polskim prawie, żeby mogli z tego zrezygnować nawet dla utrzymania pozorów :d
Jakieś rozwiązanie daje myspace i podobne mu serwisy. Muzycy wrzucają nieraz pełne płyty przed premierą, które można sobie za darmo odsłuchać dowolną ilość razy. Ale wielkie gwiazdy i tak nie dbają o to, żeby ich fani wiedzieli co kupują - wieszcze :roll:
_________________
"Nieszczęścia innych są nam obojętne, chyba że sprawiają nam przyjemność" Jules Renard
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2008-05-09, 13:26   

Jestem za jak największym ograniczeniem jakichkolwiek praw regulających tą sfere 'własności'. Najchętniej zlikwidowałbym ją całkiem przy pozostawiniu krótkiego okresu ochronnego dla danego patentu, i myśle że ten czas nie wynosiłby więcej niż rok.

Dlaczego? Otóż z prostej przyczyny - dobra materialne są skończone. Dlatego w ich przypadku zajmuje postawę wolnorynkową. Natomiast dobra niematerialne są potencjalnie nieskończone - ich reprodukowanie i 'magazynowanie' jest pareset razy łatwiejsze.

Oczywiście pojawia się problem produkcji - bo np. wytworzenie takiego filmu jak "300" swoje kosztuje, tymczasem jeśli wprowadzić zasade komuny informacyjnej to kompanie nie mogłby by czerpać zysku z tej imprezy - ergo dzieło by nie powstało. Nic bardziej mylnego - producent komercyjny większość zysków czerpie nie z samego dzieła tylko z całej otoczki - gadżetów [spójrzmy na przykład Georga Lucasaktóry nie ma większości praw do Star Wars!], specjalnych edycjii. Pozatym czerpał by zysk za ładne wydanie dzieła i na to kładł nacisk i w tym konkurował. Pojawiłyby się więc wydania 300 na płytkach które niewiele się różnią od tych jakie możemy sobie wypalić w domu, oraz pięknie tłoczone, elegancko zapakowane wersje deluxe. Spójrzmy na sytacje dzisaj - i tak orginały kupujemy nie z przymusu bo nie ma alternatywy ale z szacunku dla twórców i siebie. Przeciez każdy album/film jest do sciągnięcia w necie.

Pozatym wróciłaby do łask instytucja mecenatu - czyli artysta - rzemieślnik który chce coś stworzyć zwraca się do odpowiednego zasobnego odbiorcy który daje mu pieniądze na dzieło, utrzymanie, i tak tworzy. Tak powstały największe dzieła w historii ludzkości. To jest odpowiedź na to co pisał Caesar. PRzecież i dzisaj są oszołomy które za kawałek płótna nabazgranego kolorkami, które większośc ludzi nie powiesiłaby w przedpokoju, płacą po kilka milionów dolarów.

Bo wygoóle wychodze z takiego założenia że jeśli ktoś coś tworzy - to nie dla kasy ale dla samego tworzenia dla innych. Spójrzmy - czy za Firefoxa, za dodatek WoG do heroesów musimy coś płacić? A gołym okiem widać jak te produkty są lepsze od "korporacyjnych". Korporacje mają to do siebie że często sztucznie chamują rozwój by zarobić na tym jak najwięcej. Wynajdoane przez siebie wynalazki trzymają "na później" by najpierw sprzedac wszystkie stare wersje. Dziś np. jest możliwie skonstruowanie uniwersalnego minikomputera [bo chyba tak nalezy nazywac komórki] ale nikt tego nie robi - za to wypuszczanych mamy kilkadziesiąt modeli mających różne opcje [które spokojnie mogłbybyć skupione w jednym modelu] i mamy "dawkowaną" technologie.

Cała sprawa również wydaje mi się ciekawa szczególnie jeśli rozważmy ją pod kątem ksiązek to jest ebooków. "Wyprodukowanie" książki (w sensie surowy tekst) wymaga minimalnych nakładów finansowych i małego zespołu osób - mimo to książki kosztują tyle co kosztują.

romulus napisał/a:
Ściąganie i udostepnianie mp3 dałoby się łatwo ucywilizować wprowadzając coś na kształt ITunes w Polsce. Ale wytwórnie mają to gdzieś. A chętnie bym kupił taką piosenkę wybraną dajmy na to za 3 zł plus VAT.

Zgadzam się, ITunes to dobre rozwiązanie przejściowe między stanem obecnym a stanem jaki postuluje wyżejh. Dodam że korzystanie z ITunes jest u nas formalnie nielegalne, mimo że artysta dostał swoją dolę.

romulus napisał/a:
Sorry, Łaku, że ci moze psuję koncepcję dyskusji. Ale to akurat temat, który mnie strasznie interesuje i sprawia jednocześnie dużo problemów. W następnych postach porozszerzam te wątki, które poruszyłem i które ty wskazałeś. Ale musze się do tego przygotować. Bo to materia trudna.

Nie psujesz, ; ) ja staram się do tego podchodzić bardziej od ogólnych teorii, ty przedstawiasz kwestie od strony od spodu czyli praktyka prawna. Mnie też ta kwestia szalenie interesuje więc jestem za jak największą ilością dyskursów.

Caesar napisał/a:
Wytwórnie mają to gdzieś, bo ten głupawy mit, że mp3 prowadzi do spadku sprzedarzy płyt dawno upadł.

Nie do końca tak jest. Pojawienie się mp3 rzeczywiscie ograniczyło rynek muzyczny. Wystarczy porównać sobie jaką "sprzedajnośc" miał taki 'thiller' Michaela Jacksona i dlaczego do dziś ten rekord nie został pobity (a przecież liczba ludności świata która może sobie pozowlić na kupno orginałów zwiększyła się). Ja bym postulował teze że mp3 faktycznie ogranicza rynek orginałów, ale w dzisieszej sytacji gdy niejako wytwórnie pogadzają się z musem istnienie 'drugiego obiegu' potrafią wykorzystać to na swoją korzyść. Pozatym zawsze będzie grupa ludzi którzy będa kupować orginały i tego betonu nic nie ruszy. Tak samo jak dziś istnieją ludzię kupujący LP gramafonowe.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18297
Wysłany: 2008-07-05, 19:22   

No tak, miałem się tu powymądrzać na temat praw autorskich w kontekście np. ściągania plików (filmów, muzyki) z sieci, za pomocą sieci np. p2p. Temat to trudny i się przymierzałem, jednak nie dałem rady uniknąć stosowania hermetycznych pojęć prawniczych. Bez wykładu co jest objęte prawem autorskim a co nie jest - nie da się jasno tych kwestii wytłumaczyć.

Zbieram się do napisania fachowego artykułu na ten temat. Może jeśli mi się powiedzie (a pan, który mnie popędza zechce jeszcze trochę poczekać aż przezwyciężę lenistwo i przestanę kochać weekendy :) ), uda mi się go wtedy przełożyc na język strawny dla nie - specjalisty (choć sam się za takiego nie uważam: po prostu zbieram wątpliwości). To tyle w kwestii usprawiedliwiania mojego lenistwa i dogadzania własnym przyjemnościom.

Aby nie pozostawić tego posta w "martwym ciągu":

W USA toczy się ciekawy proces. Medialny koncern VIACOM (ten od m. in. MTV i VH1) pozwał należący do Google znany wszystkim serwi YouTube. Sprawa dotyczy ochrony praw autorskich i rozpatrujący ją sędzia właśnie nakazał YouTube ujawnić dane swoich klientów.

Viacom domaga się od Google 1 miliarda dolarów twierdząc, że umieszczane na portalu YouTube fragmenty popularnych seriali, programów komediowych czy teledysków należących do koncernu, naraża go w ten sposób na straty.

Decyzja o ujawnieniu danych klientów, którzy wrzucają filmy na YouTube uzasadniona jest potrzebą zbadania, czy chronione prawem autorskim klipy są częściej oglądane niz te nagrane domowymi sposobami. Przy okazji sąd zapewnił, że numery IP internautów, częstotliwość korzystania z sieci, czy inne dane - nie zostaną upublicznione. Liczba tych danych to - jak podaję za Dziennikiem - to równowartość 12 milinów książek (cokolwiek to znaczy).

Proces ten to jedna z najważniejszych bitew dotyczących kształtu Internetu w przyszłości. Może się okazać, że amatorskie filmy wykorzystujące np. muzykę, czy obraz chronione prawem autorskim staną się nielegalne. Proces ten, w przypadku wygranej Viacomu, może mieć bardzo poważne skutki nie tylko dla YouTube, ale dla całej rzeszy portali społecznościowych. Może doprowadzić do tego, że np. użytkownik ZB umieszczając w swoim poście link do strony z utworem muzycznym, czy filmowym lub innym artystycznym wykonaniem, złamie prawo - jeżeli nie odprowadzi czegoś w rodzaju składki na ZAiKS za to. A jeśli tego nie zrobi, to na terenie USA będzie ścigany przez FBI, bo to jest przestępstwo federalne. To tylko jeden ze skutków, które moga zmienić oblicze internetu. Na szczęście żyjemy w Polsce i u nas prawo precedensowe nie istnieje. Ale to nie znaczy, że nie zaistnieją takie rozwiązania prawne na wzór podjętego w USA rozstrzygnięcia. A przecież mówimy tu tylko o poleceniu innemu użytkownikowi danego utworu!

Kontaktowałem się ze znajomym prawnikiem z USA. Uznał, że ten wyrok może miec dla internetu takie znaczenie, jak dla kwestii aborcji w USA ma werdykt tamtejszego Sądu Najwyższego w sprawie WADE versus ROE.

A ja chciałem zajmować się banalnymi sieciami p2p!
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18297
Wysłany: 2008-07-21, 07:52   

I tak własnie lenistwo odbiło mi się czkawką. Ktoś inny wpadł na to, o czym chciałem pisać artykuł :mrgreen:

Przeczytajcie, bo to bardzo ważne! Dla tych, którzy tylko ściągają, a boją się, że popełniają przestępstwo. Nie ująłbym tego lepiej:

http://www.rp.pl/artykul/164821.html
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4703
Wysłany: 2008-07-21, 08:28   

Przeczytałam. Dzięki za link, dobrze wiedzieć, co można, a co nie. Nie jestem prawnikiem, ale przemawia do mnie logika wykładni - jeśli ściągam coś z sieci, to pobieram plik już rozpowszechniony. Bo w jaki niby sposób mam odróżnić, czy ten plik jest legalnie czy nielegalnie zamieszczony w sieci? Z kupowaniem na bazarze nielegalnych płyt jest troszkę inaczej - osoba sprzedająca czerpie z procederu zyski. Zakładając, że z sieci ściągam pliki za darmo i nie zamierzam nimi handlować, to nie bardzo dostrzegam powody, dla których można by mnie ukarać. Ale - ponieważ nie jestem prawnikiem - to łatwo mi się takie opinie wygłasza... ;)
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
You Know My Name 
Vortex Surfer


Posty: 7413
Skąd: wyższe sensy lodu
Wysłany: 2008-10-30, 09:52   

Ciekawe, tego chyba nie przerabialismy jeszcze:
http://wiadomosci.gazeta....i_mieczem_.html

Az nie wiem co powiedziec, kradziez podniesiona do rangi cnoty??
Jezeli tak mozna to co sie dzieje dalej na wschodzie??
_________________
Ziuta na Polconie napisał/a:
Pałac Kultury i Nauki...
Mały, ale gustowny
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18297
Wysłany: 2008-10-30, 10:37   

Chiny to już bezprawie zupełne Magu :mrgreen:

Ale to wina nie tylko złego prawa, ale zachłanności twórców. Ja rozumiem, że oni zyją ze swych dzieł, ale postępująca ochrona ich praw prowadzić może do absurdów. Nagrywam sobie, dajmy na to, dwa sezony HOUSE M.D. na dvd z telewizji (TVP2 lub AXN), potem przerzucam je na twardy dysk, aby za pomocą programiku oczyścić je z reklam (w przypadku epizodów z AXN i tak naprawdę robi to mój kuzyn :) ). Mam w ten sposób nagrane filmy. Reklamuję ten serial wśród znajomych, którzy nie widzieli. Chcą zobaczyć, pożyczam im moje filmy, oni kopiują je dla siebie i tak dalej... Póki nie robię tego odpłatnie nie popełniam przestępstwa, ale mimo to osłabiam w ten sposób dystrybutora serialu, który płaci tantiemy, ponosi koszty wytworzenia, dystrybucji itd. Tyle że przecież nie popełniam nic złego. Bo co jest złego w nagraniu programu z telewizji i pożyczaniu go znajomym?

Tak samo zresztą z książkami, z bibliotekami publicznymi.

Załóżmy że ściągam film przez program p2p. Jak można mi udowodnić, że popełniam przestępstwo? Bo rozpowszechniam to co już ściągnąłem, bo inni ode mnie pobierają? Ściągam już niby dzieło rozpowszechnione więc jak mogę sam rozpowszechniać coś co zostało rozpowszechnione? A skoro powiem, że ściągam film od kolegi, który udostępnił mi numer tego pliku, abym wiedział, że ściągam od niego i legalnie film, który on sam legalnie nabył, to jak udowodnić, że kłamię?

Odpowiedzi na te pytania na pewno częściowo da się udzielić w toku procesu. Ale chodzi mi o to, że postępująca coraz ściślejsza regulacja praw autorskich może doprowadzić do tego, że nagranie filmu z telewizji i pożyczanie go innym będzie przestępstwem. A potem przyjdzie pora na książki, płyty z muzyką i tak dalej.

Już dziś w doktrynie panuje pogląd (Komentarz do prawa autorskiego Ćwiąkalskiego i reszty), że kopiowanie filmów na własny użytek i wąskiego grona przyjaciół/rodziny nie jest przestępstwem. Ale to taki mały oddech wolności.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
You Know My Name 
Vortex Surfer


Posty: 7413
Skąd: wyższe sensy lodu
Wysłany: 2008-10-30, 11:48   

Ale doczytales, ze chodzilo o emisje w TV i wydanie DVD. A poza tym to co powiedziano autorom to kpina (jeden, ze jest artysta a drugi nie moze byc podmiotem prawa autorskiego). Mysle, ze nie chodzi o zle prawo na Ukrainie ale raczej, ze kompletnie lezy i przestala juz nawet kwiczec niezaleznosc ich sadow. Wszystko co przebija sie do Polski mowi, ze sadownictwo na Ukrainie jest juz odpowiednio ustosunkowane (informacje o przekretach w ukrainskich filiach np. polskich firm, procesach karno-skarbowych).
_________________
Ziuta na Polconie napisał/a:
Pałac Kultury i Nauki...
Mały, ale gustowny
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18297
Wysłany: 2008-10-30, 12:43   

Raczej nie chciałem odnosić się do systemu sądowniczego Ukrainy, bo kompletnie go nie znam, a i średnio mnie interesuje wschodni model "demokracji". Każdy kto rusza na Dziki Wschód musi się liczyć z ryzykiem "oskalpowania" i braku pomocy ze strony cywilizowanych władz. Ale to moje własne fobie. Ja tam na pewno nie pojadę dopóki Ukraina nie wstąpi do UE :mrgreen:

Interesuje mnie raczej generalne spojrzenie na granice praw autorskich i tzw. dozwolonego użytku, korzystania z dzieł objętych taką ochroną bez wnoszenia opłat uprawnionym. Przykład ukraiński pokazuje ekstremum nie poszanowania praw twórców. Ale ciekawsze jest - z mojego punktu widzenia - inne ekstremum w postaci europejskiego, czy - szerzej - zachodniego sprowadzania tej ochrony do absurdu ograniczającego prawa nabywcy, dajmy na to, płyty z filmem.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Geoffrey
Pan Kocki


Posty: 562
Skąd: Via Regia
Wysłany: 2008-10-30, 17:54   

Z tego co mi wiadomo, to Ogniem i Mieczem zostało potraktowane jako interpretacja powieści. To nie jest autorska opowieść niejakiego Hofmana, lecz Sienkiewicza, i nie należy wyłącznie do twórcy filmu.

To tak, jakby deklamowac wiersze Mickiewicza i rościć sobie prawo autorskie do tych wierszy.

Nie wiem, czy się z tym zgadzam, ale to stawia sprawę w nieco innym świetle.

Ale o tym Gazeta nie wspomniała.
_________________
Χριστoς aνέστη εκ νεκρων, θανάτω θάνατον πατήσας, καi τοiς εν τοϊς μνήμασι ζωήν χαρισάμενος.
 
 
You Know My Name 
Vortex Surfer


Posty: 7413
Skąd: wyższe sensy lodu
Wysłany: 2008-10-31, 09:09   

Wydaje mi sie, ze nie wspomniala tez o tym czy producent filmu prawa te oplacil, szczerze mowie: nie wiem. Nie wiem jaki status prawnny maja dziela Sienkiewicza i kto jest ich wlascicielem. Wydaje mi sie jednakowoz, ze jezeli takie watpiliwosci by istnialy to bylibysmy juz po glosnym dosc procesie, czyz nie?? Zreszta bez wzgledu na status prawny dziel Sienkiewicza w Polsce nie zmienia to praw do rozporzadzania adaptacja/ekranizacja przez jej tworcow.
I troszke co innego zadeklamowac wiersz a co innego nakrecic film za "pare duzych baniek". I wklad i wizja nieporownywalnych rozmiarow.
_________________
Ziuta na Polconie napisał/a:
Pałac Kultury i Nauki...
Mały, ale gustowny
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18297
Wysłany: 2008-10-31, 09:20   

Mag_Droon napisał/a:
Wydaje mi sie, ze nie wspomniala tez o tym czy producent filmu prawa te oplacil, szczerze mowie: nie wiem. Nie wiem jaki status prawnny maja dziela Sienkiewicza i kto jest ich wlascicielem. Wydaje mi sie jednakowoz, ze jezeli takie watpiliwosci by istnialy to bylibysmy juz po glosnym dosc procesie, czyz nie?? Zreszta bez wzgledu na status prawny dziel Sienkiewicza w Polsce nie zmienia to praw do rozporzadzania adaptacja/ekranizacja przez jej tworcow.
I troszke co innego zadeklamowac wiersz a co innego nakrecic film za "pare duzych baniek". I wklad i wizja nieporownywalnych rozmiarow.


Gdyby w Polsce nakręcono film według powieści autora i nie płacąc przy tym honorarium za prawa autorskie nie czyniłoby to właściciela tych praw właścicielem filmu. Film jednak byłby obłożony już na starcie ogromną wadą prawną - kwestia nie tylko zapłaty za prawa autorskie, ale i także ewentualne odszkodowanie i byłyby także możliwe roszczenia o udział w zysku z filmu. Ale na pewno nie byłoby przejścia prawa własności z tego tytułu.

W prawie cywilnym jest tak, że jeśli zbudujesz dom z cudzych desek i bez pozwolenia od właściciela desek to dom nie staje się własnością własciciela desek, ale ma on do ciebie roszczenie o zwrot wartości desek. A to nie jest jakieś novum tylko kwestia stara jak prawo rzymskie. Nie wiem, jak ukraińska sprawa ma się do tego. Ale możliwe, że oni nie czerpali w prawie cywilnym z bogatych źrodeł i tradycji prawa rzymskiego :)
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
You Know My Name 
Vortex Surfer


Posty: 7413
Skąd: wyższe sensy lodu
Wysłany: 2008-10-31, 09:30   

romulus napisał/a:
W prawie cywilnym jest tak, że jeśli zbudujesz dom z cudzych desek i bez pozwolenia od właściciela desek to dom nie staje się własnością własciciela desek, ale ma on do ciebie roszczenie o zwrot wartości desek.

Co wiecej, fakt, ze Sienkiewicz byl obywatelem Carskiej Rosji nie daje praw telewizji ukrainskiej emitowac filmu na podstawie jego powiesci "za friko".
Bo ucieklo nam, ze TV Ukraina to podmiot w ogole nie zwiazany z ewentualnymi rozwazaniami na temat: "Na ile oszwabiono Sienkiewicza?". Powinni placic, w dolarach albo w euro i ju.
_________________
Ziuta na Polconie napisał/a:
Pałac Kultury i Nauki...
Mały, ale gustowny
 
 
Geoffrey
Pan Kocki


Posty: 562
Skąd: Via Regia
Wysłany: 2008-10-31, 16:24   

Mag_Droon napisał/a:

I troszke co innego zadeklamowac wiersz a co innego nakrecic film za "pare duzych baniek". I wklad i wizja nieporownywalnych rozmiarow.

Oczywiście.
Myślę, że na Ukrainie prawo autorskie pochodzi jeszcze z czasów komunistycznych, że do tej pory nikt nie robił jeszcze ekranizacji za prywatne miliony.
A dotychczasowe ekranizacje były "państwowe", czyli "ogólnie dostępne".
Zatem - jeśli tworzysz własny utwór - jest on Twój,
ale jeśli korzystasz z literackiego utworu "ogólnie dostępnego" , to Twoja adaptacja także jest ogólnie dostępna.
Druga skrajność w stosunku do amerykańskiego prawa własności intelektualnej.
_________________
Χριστoς aνέστη εκ νεκρων, θανάτω θάνατον πατήσας, καi τοiς εν τοϊς μνήμασι ζωήν χαρισάμενος.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18297
Wysłany: 2009-01-18, 20:32   

Nie wiem, czy to dobre miejsce na ten link, ale w temacie Dukaja jakoś mi nie pasuje za bardzo.

Nowy felieton Dukaja, który "wisi" na WP, zbudowany jest na "kanwie" powieści C. Doctorowa, którą tenże pisarz udostępnił w sieci a fabularnie (jeszcze nie czytałem) związanej z prawami autorskimi, a raczej ich postępującą, krępującą regulacją, która osacza nas na każdym kroku:
http://ksiazki.wp.pl/feli...2,felieton.html

Felieton ten zaprowadził mnie na stronę tego autora:
http://craphound.com/est/download.php
na której można pobrać jego powieści za darmo.

Dukaj cytuje także Doctorowa, który napisał o swojej powieści: "Do dzisiaj ta książka miała więcej wydań niż potrafię zliczyć, została przetłumaczona na języki, o których nawet nie mam pojęcia, i ściągnięta ponad 750000 razy tylko z mojej strony (całkowitej liczby ściągnięć oczywiście nie znam, bo każdy może ją swobodnie rozpowszechniać dalej)”. A wszystko to dzięki, zezwoleniu na "piractwo".

Można, jak widać pogodzić udostępnianie darmowe dzieł chronionych prawami autorskimi i dzięki temu zarobić. Nie jest to przecież jedyny pisarz, który tak postępuje.

Znowu powracający jak bumerang argument: zamiast tworzyć kolejne bariery i obostrzenia, zwalczać "piractwo" - może lepiej się z nim "zaprzyjaźnić" i "oswoić". Dla nas jest to jeszcze Jutro, bo wciąż w Polsce jedynym lekiem na "całe zło" jest wprowadzenie przepisu zabraniającego i obarczenie go sankcją.

To tyle słowa na niedzielę.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
toto 
Washington Irving


Posty: 6900
Skąd: Kirinyaga
Wysłany: 2009-03-01, 19:51   xxx - Wartość intelektualna

Ten i kolejne 2 posty wydzielone z tematu Jacka Dukaja.

Kolejny felieton Dukaja. Tym razem o piractwie internetowym. Bez obrony tezy o okradaniu intelektualisty. I jeden fajny pomysł. Gdyby w sieci dało się kupować legalnie (wypożyczać) za niewielkie pieniądze wersje elektroniczne tworów kultury (książki, filmy), przy jednoczesnym dostępie do całości (dobra, wiele większej liczby niż obecnie, do całości dostępu chyba nigdy nie będzie) dorobku kultury (wysokiej i niskiej), zjawisko sieciowego piractwa znacznie by spadło. Dukaj zauważa (chyba nie on pierwszy), że często piracone są inaczej niedostępne (w racjonalnej cenie i przedziale czasowym) dzieła kultury masowej. Gdyby znikły te granice, zmalałoby zjawisko internetowego piractwa. Prosi także o odróżnienie piractwa w celach zarobkowych (kradzież i sprzedaż) od piractwa non profit (ale mi sformułowanie wyszło :mrgreen: ), które pieszczotliwie nazywa pajęczarstwem. Więcej nie będę pisał, tylko zachęcam do lektury.
_________________
trzy konie, a na jednym Jan Paweł II, w szatach pontyfeksa maksyma, na drugim Lech Wałęsa w todze i w sandałach, z gladiusem, a na trzecim jakaś hybryda dziwna, dwugłowy Rzymianin, potężny, gruboudy, grubołydy, o brzuchu masywnym, dwie głowy identyczne, tylko że jedna miała narośl obok nosa, a druga nie miała. Z tej narośli coś jakby drzewko, roślinka wyrastało, ku niebu się wzbijało niby nowy początek. "Siwy Dym", Ziemowit Szczerek
 
 
You Know My Name 
Vortex Surfer


Posty: 7413
Skąd: wyższe sensy lodu
Wysłany: 2009-03-02, 10:10   

toto napisał/a:
piractwa non profit (ale mi sformułowanie wyszło ),
buhahahaha, jezeli mam sto zlotych "na rozrywke i kulture" to moge za to kupic od biedy dwie siazki i plyte. Kradnac muze i e-booki z sieci, pozostaje mi zysk netto 100 pln. Jaki non profit?????
Jezeli istnieje koszt alternatywy, mozna stwierdzic, ze istnieje tez przychod alternatywy.

Piractwo non profit, ech, czegoz to ludzie nie wymysla aby nie powiedziec, ze kradna. W tym sie nie zgadzam z autorem felietonu, czy kradziez na "potrzeby wlasne" przestaje byc kradzieza??. Nie i dla samopoczucia nie warto wprowadzac eufemizmow, bo zaciera sie moralna granica.
_________________
Ziuta na Polconie napisał/a:
Pałac Kultury i Nauki...
Mały, ale gustowny
 
 
Ziemniak 

Posty: 30
Wysłany: 2009-03-02, 10:57   

Mag_Droon napisał/a:
czy kradziez na "potrzeby wlasne"

Po pierwsze popełniasz przestępstwo tylko udostępniając w sieci, ściągać możesz do woli. PO drugie, sporo ludzi ściąga na zasadzie "darmowej próbki", np. mam wspomniane wcześniej sto złotych "na rozrywkę i kulturę" ale mam problem co dokupić do domowej kolekcji, bo na liście pożądanych przeze mnie książek, filmów jest pozycji za trzysta złotych. Jednym z wyjść jest "przetestowanie" wszystkich produktów i zakupienie najlepszych. Problem dostrzegły też zespoły muzyczne, zamiast napychać kasę firmom fonograficznym publikują swoje dzieła w sieci za darmo, albo na zasadzie wolnych datków, a kasę zarabiają na koncertach. Przykładem może tu być Radiohead, które udostępniło swoją ostatnią płytę zado ściągnięcia darmo na swojej stronie internetowej. A oto efekt:
Cytat:
Chociaż większość fanów ściągało ostatnią płytę Radiohead za darmo, paradoksalnie, premiera "In Rainbows" przysporzyła grupie sympatyków. Sprzedaż wcześniejszych wydawnictw kwintetu wzrosła o ponad 35 procent w ciągu ostatnich czterech tygodni.
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18297
Wysłany: 2009-03-02, 11:15   

toto w temacie Dukaja napisał/a:
Kolejny felieton Dukaja. Tym razem o piractwie internetowym. Bez obrony tezy o okradaniu intelektualisty. I jeden fajny pomysł. Gdyby w sieci dało się kupować legalnie (wypożyczać) za niewielkie pieniądze wersje elektroniczne tworów kultury (książki, filmy), przy jednoczesnym dostępie do całości (dobra, wiele większej liczby niż obecnie, do całości dostępu chyba nigdy nie będzie) dorobku kultury (wysokiej i niskiej), zjawisko sieciowego piractwa znacznie by spadło. Dukaj zauważa (chyba nie on pierwszy), że często piracone są inaczej niedostępne (w racjonalnej cenie i przedziale czasowym) dzieła kultury masowej. Gdyby znikły te granice, zmalałoby zjawisko internetowego piractwa. Prosi także o odróżnienie piractwa w celach zarobkowych (kradzież i sprzedaż) od piractwa non profit (ale mi sformułowanie wyszło ), które pieszczotliwie nazywa pajęczarstwem. Więcej nie będę pisał, tylko zachęcam do lektury.


oraz
Mag_Droon w temacie Dukaja napisał/a:
toto napisał/a:

piractwa non profit (ale mi sformułowanie wyszło ),

buhahahaha, jezeli mam sto zlotych "na rozrywke i kulture" to moge za to kupic od biedy dwie siazki i plyte. Kradnac muze i e-booki z sieci, pozostaje mi zysk netto 100 pln. Jaki non profit?????
Jezeli istnieje koszt alternatywy, mozna stwierdzic, ze istnieje tez przychod alternatywy.
Piractwo non profit, ech, czegoz to ludzie nie wymysla aby nie powiedziec, ze kradna. W tym sie nie zgadzam z autorem felietonu, czy kradziez na "potrzeby wlasne" przestaje byc kradzieza??. Nie i dla samopoczucia nie warto wprowadzac eufemizmow, bo zaciera sie moralna granica.


Akurat aktualnie, dzięki poprzedniemu felietonowi Dukaja wspomnianemu wyżej, interesuję się obecnie "ruchem" open content o czym może przy innej okazji.
Znalazłem jednak kilka ciekawych "źródeł" odnośnie "piractwa", które mnie doprowadziły do konstatacji następujących.

Wydaje mi się, że na skutek lobbingu silnych grup producenckich, czy związanych z organizacjami zajmującymi się zarządzaniem prawami autorskimi doszło do negatywnego zmitologizowania i powielania nie do końca prawdziwych stereotypów. Także odnośnie programów p2p . Dochodzi do tego upraszczanie i zbytnie uogólnianie, co prowadzi do wniosku, że większość sposobów wykorzystywania utworów w internecie określana bywa mianem "kradzieży" i naruszenia praw.

Jak wskazał pewien sympatyczny autor, wyróżnia się, w zależności od celu, cztery sposoby wykorzystywania programów p2p: po pierwsze, używają ich internauci, którzy ściągają za ich pomocą utwory zamiast kupować je w sklepie; po drugie, niektóre osoby ściągają utwory przez programy p2p, aby je wypróbować i utwierdzić się w decyzji o ich nabyciu; po trzecie, można przecież dotrzeć tą drogą do utworów nigdzie niepublikowanych oraz po czwarte, takich, które nie są objęte ochroną majątkowych praw autorskich.

Prawdziwą stratą jest tylko i wyłącznie różnica pomiędzy pierwszym a drugim wykorzystywaniem (trzeci typ korzystania, choć wiąże się z naruszeniem praw autorskich, nie powoduje przy tym strat ekonomicznych). Wyraźnie więc widać, że jest to zjawisko dużo bardziej skomplikowane, niż powszechnie się przypuszcza, a nazywanie wszystkich użytkowników oprogramowania p2p "złodziejami" jest krzywdzącym uproszczeniem.

Wyniki raportu The Leading Question opublikowanego przez BBC wskazują, że użytkownicy programów p2p wydają 4,5 razy więcej pieniędzy na legalną muzykę niż pozostali nabywcy płyt. http://newsvote.bbc.co.uk...news.bbc.co.uk/ - pod tym adresem do niedawna był ten raport, ale już nie ma :( i nie zdążyłem go skopiować, teraz go poszukuję po sieci - gdyby ktoś miał, to będę wdzięczny...

Jednakże wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie British Music Rights wskazują, że na 20 osób ściągających muzykę z sieci tylko jedna za nią płaci, dwie trzecie osób kopiuje od swoich znajomych pięć płyt CD w miesiącu, zaś 58% osób kopiowało od osób pozostających z nimi w "stosunku towarzyskim" zawartość dysków twardych, a "przeciętny człowiek w wieku od 18 do 24 roku życia trzyma na swoim odtwarzaczu "darmową" muzykę wartą około 750 funtów". Wnioski, jakie wyciągnął z przeprowadzonych badań dyrektor naczelny BMR Feargal Sharkey, sprowadzają się do tego, że: "BMR nie widzi problemu w samej koncepcji zmiany prawa. Jednak Sharkey namawia rząd, by przyjrzał się przepisom europejskim, które zakładają, że tam, gdzie dopuszcza się kopiowanie na użytek prywatny, powinno się stworzyć jakiś mechanizm rekompensaty dla twórców i wykonawców", a "(...) badanie uzmysławia, że konieczne jest pilne dostosowanie branży do postaw konsumentów". Takimi właśnie rozwiązaniami mogą być na przykład copyright levies (opłaty o charakterze szczególnego "podatku" internetowego)71, ale także właśnie otwarte licencje.
http://muzyka.onet.pl/101...,2,wywiady.html (ten link na szczęście jeszcze działa)
Dojdzie zatem do tego (może na początku w Wielkiej Brytanii), że przegranie płyty od kolegi objęte będzie obowiązkiem opłaty. Nie wyobrażam sobie technicznego uregulowania tego, ale już ciarki mi po plecach chodzą...

Inny przykład - już patologicznej wręcz ochrony praw autorskich zaczerpnięty z "praktyki" (artykuły zamieszczone w pismach specjalistycznych). Pewien twórca, Jona Else chciał wykorzystać czterosekundowy fragment filmu The Simpsons, do których prawa przysługują wytwórni Fox. J. Else musiał dokonać kalkulacji, co się bardziej opłaca - długi i kosztowny proces z mimo wszystko niepewnym wynikiem, czy nabycie niemalże równie drogiej licencji na wykorzystanie fragmentu filmu. Niestety opisywany dylemat nie jest współcześnie rzadkością. Często korzystniej jest nabyć licencję na wykorzystanie określonego utworu lub jego fragmentu niż narażać się na postępowanie sądowe.

Podobnych przykładów absurdalnych procesów można podać dużo więcej - chociażby żądanie organizacji ASCAP zapłaty tantiem za śpiewane przez harcerki piosenki obozowe, czy też orzeczenie Sądu Apelacyjnego stanu Tennessee, który uznał za naruszenie majątkowych praw autorskich wykorzystanie dwusekundowego fragmentu utworu muzycznego (trzy nuty), przy jednoczesnym obniżeniu jego tempa (tak, że trwał on siedem sekund) i powtórzeniu go 16 razy w innym utworze muzycznym, za nic mając prawo cytatu (dozwolone - jeszcze, bo nie łudźmy się, że koncerny odpuszczą, bez dania im w pysk - w polskim prawie to art. 29 ust. 1 prawa autorskiego).

To tylko pojedyncze i skrajne przykłady licznych wynaturzeń w postrzeganiu prawa autorskiego, które tak naprawdę zakładają użytkownikom internetu, twórcom kaganiec na twarz. (Przykład z Polski: jakiś czas temu była afera o spektakl na podstawie przygów Kubusia Puchatka A.A. Milne - teatr nie opłacił honorarium dla Disneya, który jest właścicielem Kubusia, za wykorzystanie wizerunku i sztuka została na starcie obłożona taką wadą prawną, że padła zanim została wystawiona). Chciwość przede wszystkim. A że przy tym zabija nie tyle wolny rynek, co kreatywność i twórczość - to szczegół.

Piractwo - jak już wcześniej to było powiedziane - łatwo ograniczyć: wprowadzić w Polsce polski odpowiednik ITunes, wypożyczanie, czy też czasowe kupowanie filmów poprzez sieć (za niską cenę, skoro czasowe). I tak dalej. I tak dalej. Lepiej jednak gnuśność polskiego przemysłu rozrywkowego zabezpieczyć przepisami prawa.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
You Know My Name 
Vortex Surfer


Posty: 7413
Skąd: wyższe sensy lodu
Wysłany: 2009-03-02, 12:05   

Oki, testuja, ale czy czesci nie zostawiaja na dysku, niekupionej i niewykasowanej?
Jesli chodzi o kradziez to jestem purysta (tak, jestem zlodziejem), uwazam, ze oklamywanie samego siebie jest zalosne.

Co do przykladu Radiohead, to jes on mysle troche inny. Klasyk gatunku po latach nagrywania rzeczy dziwnych/trudnych/kiepskich (wybierzcie co chcecie) nagrywa wyborny album, ktory powoduje, ze ci, ktorzy Ok. Computer nie ogarniaja pamiecia nagle mogli sie tym zainteresowac. Debiutanci nie mieliby szans zrobic kariery w ten sposob.
_________________
Ziuta na Polconie napisał/a:
Pałac Kultury i Nauki...
Mały, ale gustowny
 
 
Jaskier 


Posty: 651
Wysłany: 2009-03-02, 12:33   

Kradnę, najczęściej muzykę i osobiście uważam że należy tego typu rzeczy nazywać po imieniu.
Najczęściej moja kradzież ogranicza sie do materiałów które z niewiadomych przyczyn nie są dostepne w naszym kraju. Owszem mógłbym kupić coś za posrednictwem internetu w innym kraju, ale zazwyczaj wiąże się to z dodatkowymi trudnościami i kosztami na które nie jestem w stanie sobie pozwolić.
Problem dostepnosci materialow rozrywkowych, edukacyjnych... jest moim zdaniem jedną z głównych przyczyn rozprzestrzeniania się jak to JD ładnie ujął pajęczarstwa.
_________________
''Imagination will often carry us to worlds that never were. But without it we go nowhere''
 
 
Ziemniak 

Posty: 30
Wysłany: 2009-03-02, 14:40   

Mag_Droon napisał/a:
Debiutanci nie mieliby szans zrobic kariery w ten sposob.

A moim zdaniem, to właśnie szansa dla debiutantów. Publikacja darmowej płyty spowoduje, że ludzie się o nich dowiedzą i posłuchają ich muzyki. Mają w ten sposób szansę zdobyć grupę fanów, co zaprocentuje na koncertach i przy okazji następnych, komercyjnych płyt.
 
 
Moonlight 


Posty: 10
Wysłany: 2009-04-17, 22:31   

Jaskier napisał/a:
Kradnę, najczęściej muzykę i osobiście uważam że należy tego typu rzeczy nazywać po imieniu.
Najczęściej moja kradzież ogranicza sie do materiałów które z niewiadomych przyczyn nie są dostepne w naszym kraju.

Zdania co do muzyki są podzielone. Na przedmiocie o nazwie własność intelektualna :) (przypadkowo tam trafiłem, nie mój kierunek) posłuchałem sobie sporo o tym od pani zajmującej się parę lat temu problemem w ministerstwie. Nauki i Rozwoju bodajże, nie wiem jak się nazywa. Chociaż sam się zgadzam, że ściąganie muzyki czyste nie jest i może być nazwane kradzieżą, to prawo już troche inaczej to interpretuje. Ściąganie muzyki nie jest karalne, odsłuchiwanie również. Szczególnie jeśli chodzi o ściąganie ... od znajomych posiadających legalny egzemplarz... I to nie jest proste, bo nie wszystko można powielić, by było legalne, a na internecie są mp3 z przerobionych plików audio. No nic. Ściąganie przestępstwem nie jest (raczej :) ) odsłuchiwanie również. Udostępnianie jak najbardziej. Bearshare (tu jest opcja wyłączenia udostępniania), Torrenty, emule etc. mogą równać się łamaniu prawa. Co do naruszania własności autorów. Cóż. Przedmówca ma sporo racji. To działa dla nich na plus. Ale minusem jest spadek sprzedaży płyt. Zresztą jak odkryć świetne, unikatowe kapele (przykład) bez przesłuchania ich piosenek? Youtube. Tak tak, ale nie do końca.

Wg. mnie wszystko powinno być rozwiązane prawnie. A tak, czemu nie. Zaiks powinien pobierać opłaty od dostawców internetu :] w zamian za możliwość ściągania plików mp3 z jakiejś bazy takich plików. Możnaby zrobić ograniczenie co do ilości ściągnięć dziennie... Ok. Prima Aprilis minął. Teraz jest tak, że i fryzjer za puszczenie sobie muzyczki musi płacić. A co. W zakładzie pracy puszczenie radia (tak jest!) przysporzy mu klientów, więc czerpie z tego zyski.

Prawo prawem, a mimo, że różnie bywa, trzeba mieć świadomość, że te wszystkie mp3 nie powinny się na dyskach znajdować. Świadomość to pierwszy krok do polepszenia sprawy. Pozdrawiam melomanów :) Wiem, że dużo lepiej przedstawiliście problem powyżej, czytam czytam i jeszcze całego tematu nie przeczytałem.

toto napisał/a:
Dukaj...prosi także o odróżnienie piractwa w celach zarobkowych (kradzież i sprzedaż) od piractwa non profit (ale mi sformułowanie wyszło ), które pieszczotliwie nazywa pajęczarstwem. Więcej nie będę pisał, tylko zachęcam do lektury.

Wyszło jak szydło z worka. Mądry ten Dukaj, ciekawe kto to ;D (wiem wiem, rozpisujecie się o nim szeroko, ale szczerze powiem, nie znam jego twórczości)
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18297
Wysłany: 2009-04-24, 19:01   

Metro z 21 kwietnia 2009 napisał/a:
Choć nie widzimy w tym nic złego, na wszelki wypadek nie chcemy do tego przyznać. Ściąganie filmów, muzyki, a przede wszystkim seriali to już nie tylko moda, ale w pewnych kręgach wręcz towarzyski obowiązek. To nowy element savoir-vivre'u - wynika z badań wykonanych na zlecenie "Metra".

W piątek w Szwecji zapadł pierwszy wyrok dotyczący piractwa internetowego. Czterech twórców największego portalu Pirate Bay udostępniającego linki do plików do ściągnięcia sąd skazał na rok więzienia i wysokie kary pieniężne. Komentarze po wyroku były jednoznaczne - "nie zawrócisz kijem Wisły". Bo, aby zatrzymać falę ściągania, trzeba by zaprzestać produkcji seriali.

Chcemy znać losy bohaterów ulubionych seriali natychmiast. - Gdy na imprezie opowiadamy coś, na co inni czekają, to jesteśmy w centrum zainteresowania - mówi dr Jarosław Milewski, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej i jeden z współautorów "Diagnozy internetu 2009" ("Metro" jest jej patronem medialnym).

Piractwo zdaje się być powszechnie tolerowane, a wręcz pożądane, bo jeśli nie jesteśmy na bieżąco, nie brylujemy w grupie. Tak jak kiedyś nie wypadało nie pokazać się na głośnej teatralnej premierze, tak teraz obciachem jest, jeśli nie jesteśmy na bieżąco w "Lost". - Prawo także nie hamuje ściągania - dodaje Milewski. - Przypominam, że w Polsce karane jest tylko rozpowszechnianie, nie ściąganie filmów czy piosenek. Jeśli więc ściągamy film na swój komputer i tam go oglądamy, nie popełniamy przestępstwa - twierdzi.

Dlaczego tak niewielu zadaje sobie pytanie o moralną stronę ściągania tego, za co się nie zapłaciło? Jak uważa dr Milewski, jedną z przyczyn może być następujące myślenie: skoro wielkie koncerny na nas zarabiają, to my też możemy je wykorzystać. Jest też druga strona medalu. - To z winy mediów ludzie nie wiedzą, ile kosztuje produkcja filmów, i dlatego z taką łatwością je ściągają - podkreśla Milewski. Jego zdaniem coraz więcej osób będzie miało dostęp do szerokopasmowego internetu, a skrupułów przeciwko ściąganiu coraz mniej.

- Nie chce mi się czekać latami albo miesiącami na ulubiony serial. W telewizji denerwuje mnie polski lektor. Jeśli ściągnę serial, mogę go oglądać, kiedy chcę. Piszą na forach internauci-ściągacze. 30-letni Stefan kierownik w dużej firmie copywriterskiej wyliczył, że jeśli miałby kupić amerykańskie DVD z całą serią np. "Dr House" po zakończeniu emisji w USA, minąłby rok. Z internetu ściąga najnowszy odcinek w trzy godziny po emisji w USA. W swojej przeglądarce internetowej ma zakładkę z ramówkami telewizji, które emitują ulubione "Lost", "24" i "Dr House". Każdego dnia tam wchodzi i sprawdza, czy jest coś do ściągnięcia. Nie ma żadnych skrupułów.

Z przeprowadzonych na zlecenie "Metra" badań wśród 24-34-latków "Pokolenie wyżu demograficznego" wynika, że ściągania z internetu nie traktujemy jako kradzieży. Z kolei z "Diagnozy internetu 2009" widać, że również programy komputerowe ściągamy bez zażenowania i właściwie nie interesujemy się, czy plik jest do pobrania za darmo, czy za opłatą.

- Wymiana seriali generuje 50 procent ruchu wszystkich plików w internecie - mówi specjalizujący się w badaniach internetu dr Mirosław Filiciak ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Z jego analiz wynika, że coraz więcej młodych ludzi ogląda seriale telewizyjne nie w telewizorze, ale w internecie (aż 87 proc. osób do 24. roku życia). Dr Filiciak sugeruje, że w przyszłości młodzi ludzie, w TV będą oglądać już tylko newsy i sport, a filmy w większości będą ściągać z sieci.

Na razie ściągacze wstydzą się do tego przyznawać. Nakręcony i opublikowany na www.popcorner.com przez Filiciaka film, w którym młodzi ludzie ściągający seriale z internetu opowiadają o tym, pokazując twarze, wywołał sprzeciw bohaterów. W filmiku opisują, jak np. oglądają seriale na laptopie w szpitalu, czekając na dziecko, czy specjalnie umawiają się na nocne seanse, podczas których potrafią obejrzeć cały sezon serialu. Nasz bohater Stefan nie chce ujawniać nazwiska, bo prawo jest na tyle płynne - jak mówi, że ktoś po publikacji artykułu mógłby wpaść na pomysł, żeby skontrolować mój komputer, a ja nie wiem, czy rzeczywiście nie mam tam czegoś nielegalnego.

Co ściągamy?
Najczęściej ściągany serial zagraniczny: "Dr House" - 48 proc.
"Gotowe na wszystko" - 27 proc.
"Chirurdzy" - 22 proc.
"Prison break" - 21 proc.

Najczęściej ściągane polskie seriale:
"Świat według Kiepskich" - 27 proc.
"Włatcy móch" - 26 proc.
"Kryminalni" - 19 proc.

"Według raportu firmy Symantec zajmujemy już szóste miejsce w światowym rankingu nielegalnie ściąganych plików. Polskę wyprzedza tylko USA, Wielka Brytania, Kanada, Hiszpania oraz Brazylia. A jeśli chodzi o liczbę ściąganych gier komputerowych, jesteśmy już drudzy na świecie". (za GW). Dr Jarosław Milewski sugeruje, że producenci powinni zastanowić się, jak skorzystać na tym, że ludzie tak masowo ściągają pliki. - Bill Gates na przykład uznał, że choć 85 procent oprogramowania Microsoftu w Chinach jest nielegalne, to dzięki temu opanował 90 procent rynku.

Ciekawy tekst. Pogrubienia moje.
Ostatnie zdanie jest w tym tekście, mimo wszystko, najważniejsze. Okazuje się, że dzięki piractwu legalny biznes może kwitnąć (szkoda, że nie napisano o tym więcej). Chyba uzasadniony coraz bardziej staje się pogląd, iż piractwo internetowe wymusza rozwój? Tępione za pomocą prawa (jak w Szwecji ostatnia sprawa Pirate Bay) znajduje coraz to nowe furtki do jego obejścia. Ostatnio okazało się, że głośna sprawa serwisu z napisami Napisy.org właśnie rozłazi się w szwach i nie da się z niej sklecić żadnego sensownego aktu oskarżenia. Prawo karne nie jest aż tak rozciągliwe, jak chcieliby lobbyści biznesu rozrywkowego. Już dziś, kiedy czytam o różnych nowych sposobach udostępniani plików w sieci, wniosek jest prosty: tego nie da się ugryźć od strony prawnej bez brutalnej represji sprzecznej z konstytucją.

Może zatem obłaskawianie zjawiska jest lepszym rozwiązaniem. Skoro udało się z ITunes... Skoro Bill Gates mimo zalewu nielegalnym Windowsem chińskiego rynku wykorzystał ten fakt do jego opanowania. To nawet takie banalne ściąganie serialu z sieci może samo w sobie mieć klucz do przekucia zjawiska w ekonomicznie opłacalny biznes dla właścicieli praw autorskich ściąganego dzieła?

Swoją drogą: Polacy to wiochmeni mimo wszystko. Świat według Kiepskich? Kryminalni? Jakaś zbiorowa lobotomia mózgu? Wstyd mi, że jestem Polakiem czytając takie rzeczy.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Rudus

Posty: 31
Wysłany: 2009-04-24, 20:21   

Ten świat wg. kiepskich to jakas paranoja.
Głupi serial zrobiony na bazie głupiego serialu (chociaż jakoś Świat według Bundych mnie bardziej śmieszył. Kiepscy są równie śmieszni co mowienie "dupa" w publicznej telewizji - czyli pratycznie w ogóle)

W ogóle ściąganie seriali z sieci jest jakąś zbiorową histerią w dzisiejszych czasach.
MUSZISZ coś oglądać bo inaczej to ludzie nie wiedzą jaki jesteś i czym możesz się interesować. Już nie raz łapałem się na tym, że ludzie patrzą na mnie jak na jakiegoś odmieńca bo nie oglądam namiętnie żadnego tasiemca.
Cóż gusta i guściki. Dla niektórych seriale to strata życia... Można zrobić coś innego.

Co do prawa - O ile sprawa Pirate Bay jest dość głośna o tyle tak samo było z Napsterem ... Jak się skończyło ? Napster II i płatna muzyka :] Coś mi się wydaje, że dokładnie tak samo skończy się z serialami. Będzie baza internetowa gdzie można będzie kupić serial i duża szara strefa gdzie będzie można go dostać za darmo.

Jak w każdej gałęzi handlu ... zawsze będzie szara strefa a naloty które są tak nagłaśniane w mediach nie zmuszą nagle rzesz ludzi do zaprzestania procederu...
Nie ma takiej siły we wszechświecie, która powstrzymałaby studentów na akademikach od sciągania wszystkiego co jest do ściągnięcia :P to tak jak z kserowaniem :-)
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4703
Wysłany: 2009-05-29, 07:10   

A tymczasem we Francji uchwalono, że za ściąganie "pirackich" plików z sieci można odciąć internet na rok - oto linka .
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,44 sekundy. Zapytań do SQL: 12