Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Nasza praca
Autor Wiadomość
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 17540
Wysłany: 2008-10-05, 19:05   Nasza praca

Nabu Nazzar napisał/a:
... czyli jak ZBoki zarabiają na chleb (ew. narkotyki, alkohol czy inne używki):P
Możecie ale nie musicie się chwalić przebiegiem waszej dotychczasowej kariery zawodowej czym się obecnie zajmujecie, czy praca spełnia wasze oczekiwania oraz czy to właśnie o tym marzyliście w dzieciństwie;p
Pamiętajcie, jednak, że nie liczy się to co robicie ale jakimi ludźmi jesteście;p

Czy zgadzacie się z twierdzeniem, że praca czyni wolnym? W końcu zarobki sprawiają, że pozbywamy się kajdanów ograniczeń (głównie finansowych). Dzięki niej możemy sobie pozwolić na przyjemności, na które nie stać by nas było bez pracy, zarobków...



Ja lubię swoją pracę, chociaż to co sobie inni na jej temat wyobrażają i co pokazują media - nijak się ma do rzeczywistości: stresu, zapierdzielu jak w fabryce i ciągłego bycia podejrzewanym o przejście na ciemną stronę mocy, ciągłego tłumaczenia się z każdej złotówki oszczędności, ciągłych nadgodzin, za które nikt nie płaci. Chociaż wyprała całkowicie moje życie ze spontaniczności. Wszystko muszę planować, nawet odwiedziny u rodziców zależą od tego, czy wyrobię się do weekendu ze wszystkim, aby nie brać do domu. Nie wspominam o przyjaciołach, których widuję od wielkiego dzwonu po ówczesnym drobiazgowym planowaniu. Głównym moim oknem na innych ludzi, nie związanych z moją fabryką jest to forum, dzięki czemu nie zwariuję od życia pracą, oddychania pracą i śnienia o pracy.

Ale daje mi ona czasem naprawdę niezłego kopa adrenaliny i satysfakcji - szczególnie kiedy moi "nadzorcy" w wyższej instancji uznają odwołania od moich decyzji za oczywiście bezzasadne... Albo kiedy widzę, że to co zrobiłem jest naprawdę... sprawiedliwe. Raz w miesiącu ją rzucam i planuję posłuchać rady mojej koleżanki, która pracuje w kancelarii White & Case. Mimo że jest niewolnikiem nie gorszym ode mnie, zarabia pieniądze, które dla mnie są nie do pomyślenia nawet za 20 lat pracy.

Może kiedy prezydent bez żadnego uzasadnienia powstrzyma moją nominację (bo jego interpretacja konstytucji nie mieści się w żadnych kanonach prawniczej interpretacji aktów prawnych), wtedy odpocznę, założę własną kancelarię z przyjaciółmi i za 10 lat wybuduję dom. Ale póki co...
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Toudisław 
Ropuszek


Posty: 6063
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2008-10-05, 20:38   

Praca nas ogranicza ale daj znam możliwości. To chało miało jeden wydźwięk.

Jak na razie pracę mam dorywczą i nie wiążę z nią przyszłości
_________________
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2008-10-06, 22:19   

Nie pracowałem jeszcze nie stale - zwykle z doskoku np. jako kelner. Najciekawszą fuchę jaką pamiętam to bycie przedwodniczącym komisji wyborczej w wyborach 2007, osiągnełem wtedy najwyższy przelicznik spotykania postrzeleńców na godzine (a to jakiś jasniemenel się trafił, a to jakieś babci trzeba było tłumaczyć 3 razy obsługe karty, inna babcia opiepszyła mnie za to że ja nogi bolą itp) . No i ten magiczny moment otwarcia urny i trochę mniej magiczne liczenie głosów...
 
 
You Know My Name 
Vortex Surfer


Posty: 7402
Skąd: wyższe sensy lodu
Wysłany: 2008-10-07, 08:11   

Ja pracuje juz 13 lat, z czego 11 w windykacji badz branzach pokrewnych (kancelaria komornicza, ksiegowosc). Obecnie jestem audytorem (kontroluje czy kazdy dostawca supermarketu oplacil "dole" za mozliwosc sprzedazy towaru supermarketowi).
Kiedys (jeszcze dorabiajac do wakacji) zostalem zapytany przez znajomego czy lubie pracowac (kolo nie cenil osob trudniacych sie czyms innym niz siedzenie na laweczce i gwizdanie za przechodzacymi pannami). Odpowiedzialem mu, ze nie, ale za to lubie miec pieniadze, a ze z roznych sposobow ich pozyskiwania najwlasciwszym wydawala mi sie praca to pracuje.
I tak pozostalo. Z tym, ze teraz tak dobieram prace aby mi sie podobala (na tyle na ile to mozliwe).

Aha, przyjmujac wolnosc jako uswiadomiona koniecznosc to tak, praca czyni mnie wolnym.
_________________
Ziuta na Polconie napisał/a:
Pałac Kultury i Nauki...
Mały, ale gustowny
 
 
Shadowmage 


Posty: 3146
Skąd: Wawa
Wysłany: 2008-10-07, 08:24   

Ja również pracuję z doskoku, na zlecenie, o dzieło, etc. Myśl o stałej pracy mnie... mierzi :P Kiedyś pracowałem przez rok dzień w dzień (no, pracujący, weekendy były wolne) od 8 do 16 i stwierdziłem, że to nie dla mnie. A przynajmniej nie za takie pieniądze, które mi wtedy oferowano.
Obecnie pracuję na trzech frontach. Po pierwsze robię różne analizy dla dużej firmy zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami, uczestniczę w projekcie badawczym na uczelni oraz od przyszłego tygodnia będę asystentem koordynatora Akademii Rozwoju Regionalnego. Z tych wszystkich prac jednie ta ostatnia wymaga ode mnie pojawiania się w miejcu pracy i siedzenia na d... - ale tylko co drugi weekend przez 6h.
Cenię sobię możliwość pracy wtedy, gdy mam na to natchnienie i jest co robić, a nie wtedy, gdy muszę siedzieć za przysłowiowym biurkiem niezależnie od tego, co się dzieje. Mnie wystarczy powiedzieć termin do którego dana rzecz ma być zrobiona, a będzie. Ale niech nikt mi nie narzuca, że mam to robić w określonych godzinach, w których jestem mało wydajny.
_________________

Ględzenie Shadowa - mój blog
 
 
Tanit 
Czarnoskrzydła


Posty: 1459
Wysłany: 2008-10-07, 15:22   

Ja w zasadzie tylko 4 miesiące pracowałam - by dorobić i zarobić na poczet wakacji (listopad - luty). Uczelnia niestety nie pozwala na wiele więc była to praca w weekendy. Sobota 12h niedziela 5h (albo 11) czasami też piątek na 5h. Grafik miałam elastyczny... a pracowałam... z dziećmi ^^'
W zasadzie to po prostu plac zabaw dla dzieci. W umowie wpisane 'opiekunka' trochę patrzyłam by dzieci nie pozabijały się na trampolinach, trochę na recepcji, pomóc ubrać dzieci, dać żetonik albo na soczek. Lajcik... tylko gardło bolało przez kolejne 4 dni o.o
W zasadzie jedynym 'ale' byłoby to, że nie znoszę dzieci --_- a one mnie lubią o_O

Obecnie nie mam czasu - zadowalam się kredytem studenckim i walczę o stypendium :))
_________________
***Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone***
Kiedy człowiek umiera, dusza jego przez trzy dni siedzi u wezgłowia śmiertelnego łoża i stara się zwracać plecami do ognia.
Po trzech dniach pojawiają się aniołowie i prowadzą duszę nad most Czinwat...

TanBlog
 
 
Tigana 
Sandman


Posty: 4427
Skąd: Czerwone Zagłębie
Wysłany: 2008-10-07, 16:39   

Już (dopiero) siódmy rok niosę kaganek oświaty. I dobrze mi z tym. Pracuje w szkole podstawowej i gimnazjum z oddziałami integracyjnymi tzn że mam klasy w których część uczniów ( 3-4 osoby) są w jakimś stopniu niepełnosprawne. Praca i lekka i ciężka równocześnie. Czasami krew zalewa i chce sie wyć, z drugiej strony przynosi dużo frajdy. No i jak się pracuje z dziećmi to ponoć jest się zawsze młodym.
_________________
"Z gustami literackimi jest po trosze jak z miłością: zdumiewa nas, co też to inni wybierają"
Andre Maurois

 
 
Shadowmage 


Posty: 3146
Skąd: Wawa
Wysłany: 2008-10-07, 18:00   

Tigana = nauczyciel z powołania?

Mnie proponowano kurs dydaktyczny, ale z całą świadomością z niego zrezygnowałem. Nie nadaję się do tego, brak mi cierpliwości i umiejętności jasnego klarowania myśli. Choć przede wszystkim cierpliwości :P
_________________

Ględzenie Shadowa - mój blog
 
 
Tanit 
Czarnoskrzydła


Posty: 1459
Wysłany: 2008-10-07, 19:09   

A ja uczęszczam (tak!) na tzw blok pedagogiczny :DD Tak, wyżej pisałam że nie znoszę dzieci ^^' Ale tylko dlatego by mieć jakieś zabezpieczenie. Nie myślę wiązać się w przyszłości z nauczaniem, a traktuję to jako deskę ratunku. No i dobrze to wygląda w cv :P

Tig - że nauczyciel wiedziałam, ale nie że w szkole integracyjnej o.o Wiem w czym rzecz bo do takiej chodziłam :P Myślę by tam na praktyki wrócić, pewnie się do Ciebie zgłoszę miszczu Tig po poradę ;)

Na przyszły semestr planuję albo wrócić 'do dzieci' (ale nie chciałabym) albo do jakiegoś butiku o.o (miałabym zniżki!! xD)
_________________
***Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone***
Kiedy człowiek umiera, dusza jego przez trzy dni siedzi u wezgłowia śmiertelnego łoża i stara się zwracać plecami do ognia.
Po trzech dniach pojawiają się aniołowie i prowadzą duszę nad most Czinwat...

TanBlog
 
 
You Know My Name 
Vortex Surfer


Posty: 7402
Skąd: wyższe sensy lodu
Wysłany: 2008-10-07, 19:24   

Ja kiedyś też chciałem być nauczycielem i na historii wybrać "spec." pedagogiczną zamiast obleganej edytorskiej i czasem wybieranej archiwalnej (od powolania do życia IPNu też oblegana). Ale w końcu i z historii i instytutu nauk politycznych potem też zrezygnowałem i "żyję" z dłużników.
_________________
Ziuta na Polconie napisał/a:
Pałac Kultury i Nauki...
Mały, ale gustowny
 
 
Jachu 
princeps senatus


Posty: 2527
Skąd: Dom-na-Drzewie
Wysłany: 2008-10-07, 19:42   

Tanit napisał/a:
A ja uczęszczam (tak!) na tzw blok pedagogiczny :DD Tak, wyżej pisałam że nie znoszę dzieci ^^' Ale tylko dlatego by mieć jakieś zabezpieczenie. Nie myślę wiązać się w przyszłości z nauczaniem, a traktuję to jako deskę ratunku.
Ojej! Jak tacy ludzie zostają nauczycielami, to nie ma się co dziwić, że edukacja młodych ludzi kuleje... Osoba która zostaje nauczycielem tylko dlatego, że "nie udało się nic więcej", nie będzie dobrym nauczycielem, nie będzie wykonywać swojej pracy z pasją i nie będzie w stanie zainteresować swoich uczniów wykładanym przedmiotem.

Tanit napisał/a:
No i dobrze to wygląda w cv :P
Nieprawda ;) Jeśli chcesz pracować w innym zawodzie niż nauczyciel, to zapis o ukończeniu ścieżki pedagogicznej może ci wręcz ciążyć ;)

Shadowmage napisał/a:
Mnie proponowano kurs dydaktyczny, ale z całą świadomością z niego zrezygnowałem. Nie nadaję się do tego, brak mi cierpliwości i umiejętności jasnego klarowania myśli. Choć przede wszystkim cierpliwości :P
To podobnie jak ja, z tym, że mi nie proponowano, gdyż wcześniej wybrałem inną specjalizację ;)
_________________
Życie to dziwka, czytasz za mało, a potem umierasz [Stary Ork]

"Finezja perfidii rozumowania ściga się w nich z cyniczną sofistyką" [prof. Waltoś o działaniach PiS dot. wymiaru sprawiedliwości]
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5380
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2008-10-07, 19:50   

jachu napisał/a:
Nieprawda ;) Jeśli chcesz pracować w innym zawodzie niż nauczyciel, to zapis o ukończeniu ścieżki pedagogicznej może ci wręcz ciążyć ;)

Przecież do CV nie musisz wpisywać wszystkiego. ;)
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
Tanit 
Czarnoskrzydła


Posty: 1459
Wysłany: 2008-10-07, 20:25   

jachu napisał/a:
Nieprawda ;) Jeśli chcesz pracować w innym zawodzie niż nauczyciel, to zapis o ukończeniu ścieżki pedagogicznej może ci wręcz ciążyć ;)

Mad ma racje... w pracy z ludźmi, choćby taki butik wpisanie w cv, że popełniło się 'roczne przygotowanie psychologiczno-pedagogiczne' może ci pomóc, a przynajmniej pokazać że się czymś wykazałeś :mrgreen:
jachu napisał/a:
Ojej! Jak tacy ludzie zostają nauczycielami, to nie ma się co dziwić, że edukacja młodych ludzi kuleje... Osoba która zostaje nauczycielem tylko dlatego, że "nie udało się nic więcej", nie będzie dobrym nauczycielem, nie będzie wykonywać swojej pracy z pasją i nie będzie w stanie zainteresować swoich uczniów wykładanym przedmiotem.

Teraz jak czytam wypowiedź to rzeczywiście mogło, tak zabrzmieć ale nie miałam tego w zamiarze o.o Nie lubię dzieci - to fakt. Ja w ogóle ludzi nie trawię bo są skończonymi idiotami i głupcami. To mnie wkurza na tyle, że popełniłabym coś takiego jak zawód nauczyciela by nie dopuścić do zakorzenienia się skandalicznej nieraz, głupoty wśród młodych obywateli ;)
Ja dzieci nie... ale mnie dzieci tak o.o To mnie dziwi... a przynajmniej trochę. Zostałam tak wychowana by rozmawiać i nie ukrywam, że nie mam problemu z dogadaniem się (zwłaszcza z dziećmi) przez te przeszło 4 miesiące pracy chyba tylko ja nie miałam problemów z bachorami o_O .

Nie, nie chcę być nauczycielem 'bo mi się nie udało' - i gnębić uczniów (choć gimnazjum to perełka :mrgreen: ). Z jednej strony tak, jak nie zrealizuje wyższych marzeń, to zostanę nauczycielem, bo to też mi odpowiada - praca wg mnie ważna i niestety w Polsce niedoceniona.
_________________
***Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone***
Kiedy człowiek umiera, dusza jego przez trzy dni siedzi u wezgłowia śmiertelnego łoża i stara się zwracać plecami do ognia.
Po trzech dniach pojawiają się aniołowie i prowadzą duszę nad most Czinwat...

TanBlog
 
 
Tigana 
Sandman


Posty: 4427
Skąd: Czerwone Zagłębie
Wysłany: 2008-10-07, 20:35   

Shadowmage napisał/a:
Tigana = nauczyciel z powołania?

Nie z lenistwa. Początkowo myślałem przez długie lata nad prawem, ale odrzuciły mnie egzaminy na US - trzeba było uczyć się na pamięć liczby okien na zdjęciach iczy ilości wyprodukowanych butów w królewskiej manufakturze. Stwierdziłem, zę nie będa przez całą klasę maturalną kuł takich głupot i poszedłem na historię. Gdybym poszedł na archiwistykę pewnie trafiłbym do IPN-u , bo wtedy brali prawie wszystkich, co papiery składali, ale wybrałem inaczej.
Poczatki były cieżkie - trafiłem do dosyć trudnej szkoły i były różne przygody. Tym bardziej, że studia w ogóle nie przygotowują do pracy w szkole. Z perspektywy czasu nie żałuje swojej decyzji - lubię to co robię. A i czasu wolnego całkiem sporo. Minusy - zarobki, spora godzin pracy pozagodzinami (niepłatnych), konieczność ciągłego szkolenia (mam już trzy podyplomówki) i nie pewna przyszłość - zwiększenie pensum godzin lub likwidacja Karty Nauczyciela może dla mnie skończyć się utratą pracy, bo braknie mi godzin.
_________________
"Z gustami literackimi jest po trosze jak z miłością: zdumiewa nas, co też to inni wybierają"
Andre Maurois

 
 
Regissa 
wredna wiedźma


Posty: 578
Skąd: Kraków
Wysłany: 2008-10-08, 09:54   

Mag_Droon napisał/a:
Ja kiedyś też chciałem być nauczycielem i na historii wybrać "spec." pedagogiczną zamiast obleganej edytorskiej i czasem wybieranej archiwalnej

Qrcze, a gdzież to Szanowny Pan historię studiował? Widzę ten sam przedział specjalizacji, co u mnie, z tym, że ja sobie spokojnie wybrałam edytorską, jako że była otwierana niemal specjalnie dla mojego rocznika :mrgreen: I jeszcze nie była oblegana. Pedagogiczną też robiłam, bo od tej zaczęłam, zanim jeszcze był jakiś wybór. Archiwalnej nie zdążyłam, bo trzeba było iść do pracy :mrgreen: A obecnie, w ważnej i misyjnej pracy muzealnika, przydają mi się wszystkie trzy i jeszcze parę innych na dokładkę :mrgreen:

A jaka jest praca muzealnika w Polsce, w placówce samorządowej? Cóż, w większości bardzo ciekawa, pełna niespodziewanych odkryć, trochę taka na miarę Indiany Jones (ostatnio np. stałam się czasowym posiadaczem śląskiego Graala ;) ), dająca satysfakcję, kiedy ludzie przychodzą oglądać nową wystawę, czytają wydawnictwa, czasem coś napiszą w prasie albo chociaż przyjdą pogadać. Natomiast czasami nie do wytrzymania, kiedy spadnie na głowę biurokracja przewyższająca wszelkie poziomy europejskie... I, oczywiście, odwieczny brak pieniędzy na działania statutowe, bo kultura nie jest pierwszą potrzebą miasta takiego jak Kraków :-> Tak więc jak zawsze: "wszędzie się mięsza złe do dobrego" :mrgreen:
_________________
Paskudny otacza nas świat. Ale to nie powód, byśmy wszyscy paskudnieli. Yurga z Zarzecza
 
 
You Know My Name 
Vortex Surfer


Posty: 7402
Skąd: wyższe sensy lodu
Wysłany: 2008-10-08, 10:26   

Regissa napisał/a:
A jaka jest praca muzealnika w Polsce, w placówce samorządowej? Cóż, w większości bardzo ciekawa, pełna niespodziewanych odkryć, trochę taka na miarę Indiany Jones
A na miare blizszego sercu wzorca w typie Pana Samochodzika nie??
Moja praca natomiast jest efektem tego, ze ktos cos zawali, nie wystawil faktury, zapomnial zaplacic, itp. Czytaj zyje z ludzkich bledow i zaniechan (fuj, co ca ekshibicjonizm)
_________________
Ziuta na Polconie napisał/a:
Pałac Kultury i Nauki...
Mały, ale gustowny
 
 
Dabliu 


Posty: 827
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-10-11, 21:10   

Jestem prostym człowiekiem. Zaczynałem dorywczo w sklepiku, później jako robol na wykopach archeologicznych. A dalej było już różnie - chwytałem się pracy w ochronie, pomagałem kamieniarzowi, pracowałem u wytwórcy witraży, gdzie robiłem wszystko (od taszczenia i cięcia szkła, po "rozbiórkę" budynku z użyciem młotów pneumatycznych i bruzdownic drogowych), murowałem, harowałem w Bieszczadach na wypale węgla drzewnego, wstawiałem okna, próbowałem sił w tele-windykacji, byłem brygadzistą ekipy sprzątającej oraz magazynierem-pakowaczem-specyfikatorem w ogromnym magazynie firmy dystrybuującej sprzęt komputerowy, a ostatnio jestem magazynierem (i jednocześnie "szefem" magazynu) w dużej i znanej firmie odzieżowej. Innymi słowy - zdarte dłonie, odciski na stopach, ból w plecach i pieniądze, które starczają na przysłowiowe waciki. Ale chcę być pisarzem, więc może chociaż zdarte dłonie i odciski na stopach przestaną być problemem ;)
 
 
Tigana 
Sandman


Posty: 4427
Skąd: Czerwone Zagłębie
Wysłany: 2008-10-11, 22:18   

Dabliu napisał/a:
harowałem w Bieszczadach na wypale węgla drzewnego,

"Siekierezada bis" się nam szykuje. Szacun za tyle przeróżnych funkcji i zawodów. Z moim jednym zawodem czuje się mały.
_________________
"Z gustami literackimi jest po trosze jak z miłością: zdumiewa nas, co też to inni wybierają"
Andre Maurois

 
 
Sharin 
Pigeon Slayer


Posty: 1190
Wysłany: 2008-10-12, 06:36   

Kilka słów skreślić o sobie. Podobno to jest najtrudniejsze ze wszystkich pisemnych zadań. Postaram się podołać jednak temu wymagającemu czemuś ;)
W ciągu swojego życia - dość krótkiego, jak to tej pory - wykonywałem 3 zawody i chyba mi na jakiś czas wystarczy. :-/
Byłem:
- magazynierem w czasach studenckich (zajęcia od 10.00 a praca 22.00-06.00 => nie polecam nikomu);
- sprzedawcą w firmie galentarjnej Wittchen :->
- przez 6 miesięcy bawiłem się w nauczyciela historii w podstawówce i liceum, gdyż z wykształcenia jestem mgr (margrabia; nie mylić z magistrem) historii ;)
Obecnie:
- pracuję na stanowisku Doradcy Klienta w jednym z wrocławkich banków i delikatnie mówiąc "wpędzam ludzi w pętle kredytowe".

Aha... W wolnych chwilach staram się być opiekuńczym mężem :P

Sharin, Czekoladowy Rycerzyk
_________________
próżnia doskonała

Próżnia Doskonała na Facebooku
 
 
wred 


Posty: 2790
Wysłany: 2008-10-12, 09:19   

Ja tam pracuję od kilkunastu latek już, zasadniczo zmieniałem pracę co 2-3 lata, jak już mnie max nudziła. Profile różne, zaczynałem od cmentarza :D, jakaś księgarnia, magazynier, z czasem kierownik ;p, sprzedawca rtv, instalator sat, a od gdzieś 8 lat już tylko w branży 'informatycznej' w 3 kolejnych firmach z czego ostatnie 4-5 już na własnym garnuszku :) .
 
 
Olisiątko 


Posty: 819
Skąd: Izolatka
Wysłany: 2008-10-12, 09:45   

Sprzedawca w sklepie z materiałami budowlanymi i wykończeniowymi (tyle worków cementu co tam przeniosłem mi starczy na całe życie xD). Fajna praca ale płaca nędzna (byłem na stażu) w porównaniu do roboty tam wykonywanej wiec sobie darowałem po 3 miesiącach.
Później chwytałem się każdej prywatnej fuchy jaką znalazłem i miałem chęci robić. Kładłem panele podłogowe (tak zarobiłem na nowego kompa w tydzień 1500 zł...), malowałem, wprawiałem okna, zdarzało się murować itp pierdoły. Jakby nie studia to pewnie bym skorzystał z oferty remontowania 2 domów za spory szmal a tak to mój ojciec sobie tam używa :mrgreen:
Czasami dorabiam jako korepetytor z języka ang z czego tez jest czasem jakaś niezła kasa ( "3 dzieci naraz? 100zł za godzinę? ależ proszę bardzo, będę za 5 minut! " :D ).

Ogólnie to nie boję się jakoś o pracę w przyszłości.
_________________
All the ways you wish you could be, that's me.
I look like you wanna look.
I fuck like you wanna fuck.
I am smart, capable, and most importantly, I am free in all the ways that you are not.
 
 
Asuryan 
Król Bogów


Posty: 3143
Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-10-12, 11:55   

Asystent pocztowy już od ładnych kilkunastu lat. Kiedyś dzieliłem przesyłki według kodów, teraz foliuję różne czasopisma. A wcześniej było różnie - a to magazynier/sprzedawca w hurtowni pieców przenośnych, a to roznoszenie ulotek, a to bileter przy kursie tańca. Do tego jeszcze sporo wyuczonych, ale nie wykonywanych - technik księgarz, ochroniarz, dowódca drużyny straży pożarnej.
_________________
"Sometimes known as the Phoenix King, Asuryan was the king and the most powerful deity of the pantheon of Eldar gods. He was believed to be the psychic might of the whole universe."
 
 
Toudisław 
Ropuszek


Posty: 6063
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2008-10-12, 12:12   

Roznoszenie ulotek/ Trzymanie transparentów/ Handel butelkami i kartonami Dużo tego było raczej drobiazgi a z takich większych to praca na stoisku z książkami i płytami DVD a tam było sporo przygód jak sprzedawanie prono z zakonnicami :mrgreen: do tego bywałem statystą na planach filmowych. Pomagałem wypełniać wnioski roikom o dopłaty bezpośrednie. Nic stałego jak na razie
_________________
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2008-10-12, 14:18   

Oli napisał/a:
Czasami dorabiam jako korepetytor z języka ang z czego tez jest czasem jakaś niezła kasa ( "3 dzieci naraz? 100zł za godzinę? ależ proszę bardzo, będę za 5 minut! " :D ).

Ogólnie to nie boję się jakoś o pracę w przyszłości.

Korepetycje to dobry sposób na dorobienie sobie, ja akurat najczęściej korzystam z tego jesienią przygotowując maturzystów a najlepiej maturzystki do matury z historii-wosu. Angielskiego w sumie nie próbowałem ale czuje się niezbyt kompetentnie ponieważ mój angielski to raczej wyuczony skill niż science z nabudową teoretyczną w rodzaju gramatyki, form (nie wiem jak u Ciebie Olaś :P )

I też niespecjalnie boję się o pracę na przyszłość. Celowałbym w jakieś pierdzenie w stołek w instytucji publicznej a że w Warszawie akurat spektrum tego jest, to bez strachu. Aspiracji zawodowych nie mam wygórowanych; Chodzi głównie o osiągnięcie samodzielności finansowej w podstawowym poziomie i także to by praca nie absorbowała mnie zanadto.
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5380
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2008-10-12, 14:35   

Ł napisał/a:
Angielskiego w sumie nie próbowałem ale czuje się niezbyt kompetetnie ponieważ mój angielski to raczej wyuczony skill niż science z nabudowaa teoretyczną w rodzaju gramatyki, form (nie wiem jak u Ciebie Olaś :P )

To dawaj Łako, ja mogę uczyć gramatyki, mnie słownictwa brakuje. Zrobimy Team-A. XD

Ja pracowałem jako telemarketer i bankowiec - jak to dumnie brzmi. xD Pierwsza praca beznadziejna i nigdy więcej bym nie chciał pracować w centrum takim. Druga fajna rozwijająca, tylko że to były praktyki i krótko. Wcale nie ciężka, chociaż często pod presją dokładności i czasu.

Pracowałem tez przy rozdawaniu ulotek i o zgrozo to była najbardziej dochodowa praca jaką miałem. nawet 500 zł na tydzień było bardzo fajną rekompensatą za stanie w centrum Wawy, w smrodzie i hałasie. No i się opaliłem przy tym wtedy. :P
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
Tanit 
Czarnoskrzydła


Posty: 1459
Wysłany: 2008-10-13, 19:02   

wred napisał/a:
zaczynałem od cmentarza :D

a ja myślałam że na cmentarzu to się kończy o_O ?

Ja o korepetycjach myślałam... ale jakoś z czasem nie wyrabiam, a nie ma dużego popytu na naukę historii :? albo ja mam pecha >_>
_________________
***Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone***
Kiedy człowiek umiera, dusza jego przez trzy dni siedzi u wezgłowia śmiertelnego łoża i stara się zwracać plecami do ognia.
Po trzech dniach pojawiają się aniołowie i prowadzą duszę nad most Czinwat...

TanBlog
 
 
Liv 
Sine Qua Non


Posty: 1045
Wysłany: 2008-10-13, 21:42   

Pierwszą pracę wspominam bardzo przyjemnie ;) Więcej w niej było przyjemności niż, tak jak to często bywało później, męczącej monotonii.
Przez cały rok, przeważnie w weekendy, tłukłam się z koleżanką autobusem, wraz z innymi tancerzami, gimnastyczkami i muzykami na kolejne wielkie otwarcia ... hipermarketów - w czasach kiedy nastąpił ich bum.
Potem udało mi się zahaczyć w wypożyczalni kaset - praca marzenie, zwłaszcza dla kinomaniaka ... niestety, interes splajtował xD Następne dwa lata chciałabym na wieki pogżebać w niepamięci - 24 miesiące wyjęte z życiorysu, przepracowane w cukierni. Nigdy więcej.
Epizodyczna przygoda w sklepie ze spinkami, Tele2 i PGP. Na dłużej zatrzymałam się w Empiku, po którym doceniłam uroki pracy w 1osobowym zespole, w bardzo sympatycznym sklepiku z akcesoriami karnawałowymi, urodzinowymi etc. etc.
Teraz na szczęście jestem u siebie ... i na chwilę obecną jest więcej plusów niż minusów(te minusy nie pozwalają mi spać po nocach, ale ...)
_________________
"Life is a bitch and then you die."
Laura Roslin "Battlestar Galactica"

chomikuj.pl/pchlaszachraika
 
 
Jachu 
princeps senatus


Posty: 2527
Skąd: Dom-na-Drzewie
Wysłany: 2008-11-02, 16:32   

Już w trakcie studiów dorabiałem na różne sposoby, choć początkowo jedynie w okresie wakacji. Na promenadzie w Międzyzdrojach sprzedawałem okulary słoneczne oraz olejki do opalania. Łaziłem też po plaży z plastikową walizką i sprzedawałem kukurydzę :) Stare czasy... Potem dorabiałem również w trakcie roku akademickiego, najpierw jako kolporter ulotek i bezpłatnej prasy lokalnej, potem jako pracownik ochrony. Dodatkowo jakieś praktyki w instytucjach administracji publicznej, ale niestety bezpłatne... Pracę na poważnie zacząłem w firmie handlowej sprzedającej na polskim rynku amerykańskie fotele z masażem jako doradca klienta. Potem zostałem specjalistą ds. marketingu w małej firmie handlowej. Zajmowałem się budową od postaw strony internetowej firmy oraz projektowaniem ulotek reklamowych i folderów marketingowych. Następnie byłem sekretarzem sądowym w wydziale rodzinnym Sądu Okręgowego, a obecnie będę pracował na tym samym stanowisku w wydziale grodzkim Sądu Rejonowego. Co będzie dalej, się zobaczy. Obecnie jestem na studiach podyplomowych z zakresu funduszy UE, więc jeszcze przed ich ukończeniem będę starał się o angaż w instytucjach, które zajmują się doradztwem w zakresie pozyskiwania funduszy unijnych. Ale to melodia przyszłości.
_________________
Życie to dziwka, czytasz za mało, a potem umierasz [Stary Ork]

"Finezja perfidii rozumowania ściga się w nich z cyniczną sofistyką" [prof. Waltoś o działaniach PiS dot. wymiaru sprawiedliwości]
 
 
stoniu 


Posty: 54
Skąd: Lubliniec/Opole
Wysłany: 2008-11-16, 01:08   

Ja przez trzy miesiące (od lipca do października), miałem okazję pracować w oplskim Matrasie. Praca bardzo ciekawa (zwłaszcza dla ludzi czytających książki :-P ), chodź czasami bywała ciężka zwłaszcza w okresie podręcznikowym. Ale rabacik potrafił umilić zakupy i jakoś oswoić traumę rodzicielsko - podręcznikową.
_________________
mikser kultury
 
 
hardgirl123 

Posty: 8
Skąd: Kraków
Wysłany: 2009-02-14, 17:12   

nba pierwszym i drugim roku studiów pracowałam jako kelnerka do śniadań:):)
obecnie,od grudnia jestem na stażu w jednym z krakowskich urzędów:):)jestem szczęśliwa,gdyż pracuje w w zawodzie zgodnym z miomi studiami.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

OGIEN I LÓD - Przystan mil/osników prozy George'a R. R. Martin'a


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant | Craiis ]

Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 15