Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Marcin Przybyłek
Autor Wiadomość
Toudisław 
Ropuszek


Posty: 6063
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2008-12-31, 01:35   Marcin Przybyłek

Marcin Przybyłek (ur. 1968 w Pułtusku) - polski pisarz science fiction, z wykształcenia lekarz medycyny. Przez 6 lat pracował w koncernie farmaceutycznym, później założył firmę szkoleniową.

Debiutował w czerwcu 2000 roku w miesięczniku Świat Gier Komputerowych tworząc rubrykę Grao Story. Publikował teksty publicystyczne w "Nowej Fantastyce" w cyklu Co w duszy gra. W "Nowej Fantastyce" 11/2002 ukazało się jego pierwsze opowiadanie z cyklu o gamedecu ("gierczanym detektywie") Torkilu Aymorze - Gamedec. Małpia pułapka. Jego debiutem książkowym był zbiór dwunastu opowiadań Gamedec. Granica rzeczywistości, wydany przez wydawnictwo SuperNOWA w 2004. W kwietniu 2006 ukazał się tom drugi, tym razem powieść, pt. Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw.

Książki

* Postacie mężczyzn. Homer, Tolkien (STAKROOS 1995)
* Ojciec i syn czyli gwiezdne wojny (Nowa nadzieja - narodziny autonomii) (STAKROOS 1997)
* Gamedec. Granica rzeczywistości (superNOWA 2004)
* Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw (superNOWA 2006)
* Sprzedaż albo śmierć. Antyporadnik (Olszewski & Kunikowski 2007)
* Gamedec. Zabaweczki. Błyski (SuperNOWA 2008)
* Gamedec. Zabaweczki. Sztorm (w przygotowaniu)

Opowiadania

* Małpia pułapka ("Nowa Fantastyka" 11/2002, zbiór Gamedec. Granica rzeczywistości, 2004)
* Zawodowiec ("Nowa Fantastyka" 3/2003, zbiór Gamedec. Granica rzeczywistości, 2004)
* Syndrom Adelheima ("Nowa Fantastyka" 7/2003, zbiór Gamedec. Granica rzeczywistości, 2004)
* Polowanie ("Nowa Fantastyka" 9/2003, zbiór Gamedec. Granica rzeczywistości, 2004)
* Granica rzeczywistości ("Nowa Fantastyka" 3/2004, zbiór Gamedec. Granica rzeczywistości, 2004)
* Błędne koło (zbiór Gamedec. Granica rzeczywistości, 2004)
* Rajska Plaża (zbiór Gamedec. Granica rzeczywistości, 2004)
* Finta (zbiór Gamedec. Granica rzeczywistości, 2004)
* Flashback (zbiór Gamedec. Granica rzeczywistości, 2004)
* 3 listopada (zbiór Gamedec. Granica rzeczywistości, 2004)
* Mrok (zbiór Gamedec. Granica rzeczywistości, 2004)
* Anna (zbiór Gamedec. Granica rzeczywistości, 2004)
* Ringerer ("Nowa Fantastyka" 10/2004)
* Prośba ("Nowa Fantastyka Wydanie Specjalne" Lato'2007)
* Infigen ("Science Fiction Fantasy i Horror" nr 29 marzec 2008)

Artykuły

* Co w duszy gra ("Nowa Fantastyka" - od 01/2002 do 08/2002)
* Szaleństwa twórcze czyli twórcze szaleństwo ("Nowa Fantastyka" 10/2004)
* Wirtualna śmierć ("Czas Fantastyki" 02/2005)
* Rzeczy Oczy Wiste ("Nowa Fantastyka" 07/2007)
* Business future ("Czas Fantastyki" 02/2008)


http://www.gamedeczone.com/
_________________
 
 
M. Przybyłek 


Posty: 47
Skąd: z Chotomowa
Wysłany: 2008-12-31, 17:47   

Witam, pozdrawiam i dziękuję, Toudisławie, za założenie wątku. Na wszelkie pytania postaram się odpowiedzieć :) . Tymczasem zapraszam do pobieralni Gamedec Zone. Są tam ładne tapetki ze świata Gamedecverse i nie tylko :) .
 
 
Toudisław 
Ropuszek


Posty: 6063
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2009-01-01, 17:37   

Jak na razie znam tylko jedną książkę Marcina.
Gamedec. Granica rzeczywistości. I zbiorek fajnych wciągających opowiadań. Czasem śmiesznych czasem bardziej poważnych. Ot, przyjemna rozrywka, nasuwająca mi na myśl Dylogię Głębi Łukjanienki. Nie obyło się bez zgrzytów podczas lektury, bo niektóre opowiadania były nieco naiwne i bohaterowi wszystko wychodziło po prostu za dobrze. Od nagle znikały problemy albo objawiał się geniusz detektywa. Inne co mi przeszkadzało, to fakt, że opka były za krótkie i fabuła kończyła się, zanim się na dobre zaczęła. To w jakiś sposób powiązanie z pierwszym zastrzeżeniem. Bo by szybciej zakończyć sprawę pojawiało się cudowne rozwiązanie. A szkoda, bo ciekawy bohater i świat zasługują na bardziej złożoną mozaikę. Jednak wrażenie ogólnie najbardziej pozytywne. Dobra miła lekka lektura.
_________________
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4662
Wysłany: 2009-01-01, 18:34   

Zainteresowałam się książkami o Torkilu dopiero w tym roku, nie ukrywam, że na skutek pewnej dyskusji (na zupełnie inny temat) z ich Autorem. Wcześniej widziałam w sklepach internetowych notki o Gamedecu, ale - przyznam się uczciwie - nie wzbudziły mojego zainteresowania - gry komputerowe jakoś nie bardzo mnie "biorą". Ale wtedy, po przeczytaniu paru postów, postanowiłam sprawdzić, co też Autor napisał. I zostałam bardzo miło zaskoczona - Gamedec w niczym nie przypomina "dzieł" powstałych na bazie RPG! A zresztą, po co tyle gadam - przecież już raz napisałam, co sądzę: Gamedec. Granica rzeczywistości , Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw , Gamedec. Zabaweczki. Błyski .
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
M. Przybyłek 


Posty: 47
Skąd: z Chotomowa
Wysłany: 2009-01-03, 13:58   

Toudisław napisał/a:
Nie obyło się bez zgrzytów podczas lektury, bo niektóre opowiadania były nieco naiwne i bohaterowi wszystko wychodziło po prostu za dobrze. Od nagle znikały problemy albo objawiał się geniusz detektywa. Inne co mi przeszkadzało, to fakt, że opka były za krótkie i fabuła kończyła się, zanim się na dobre zaczęła. To w jakiś sposób powiązanie z pierwszym zastrzeżeniem. Bo by szybciej zakończyć sprawę pojawiało się cudowne rozwiązanie.


O :) . Za miłe słowa, Toudi, bardzo dziękuję i proszę, zawsze o nich pamiętaj, bo autor / autorka to często bidny facet / bidna kobieta, który /a zastanawia się, czy w ogóle warto ;) . Tymczasem zostawiłem sobie krytykę, bo dzięki niej wzrastamy, jak to ładnie ujęła księżniczka Amidala chyba w "Ataku klonów" ;) .

Dawno już nie czytałem opowiadań z "Granicy rzeczywistości" i nie mam już na ich temat zdecydowanego zdania. Pamiętam jednak, że za punkt honoru uznałem, że, choć były to moje debiutanckie wysiłki, intrygi będą dopracowane i logiczne. Bo sam nie toleruję rozwiązań typu deus ex machina.

Tymczasem czytam u Ciebie, że naiwne. Przyjmuję tę ocenę na szeroką pierś, ale jestem pewien, że masz na myśli coś konkretnego. A tylko wiedząc, co szczególnie, a nie ogólnie masz na myśli, będę mógł to poprawić. Zresztą może jest tak (mam nadzieję!), że rzecz jest dawno nieaktualna (gdy spojrzeć na "Sprzedawców lokomotyw" czy "Zabaweczki"), ale może jest nie tak bardzo nieaktualna. Więc, proszę, pomóż mi i wskaż konkret, a zyskasz wdzięczność moją jeszcze większą, bo i tak jestem Ci już wdzięczny za zaproszenie na forum i życzliwość ogólną ;) .

Piszesz też, że nagle (też z pewnością w jakichś konkretnych opowiadaniach) objawiał się geniusz detektywa, lub nagle znikały problemy. O, tak być też nie powinno w porządnym opowiadaniu, więc też mi pomóż i podyskutuj ze mną: gdzie. Kiedyś być może poprawię te opowiadania, gdy będę wydawał (mam nadzieję, że z pomocą oficyny SuperNOWA) całą pierwszą opowieść o gamedeku ("Granica rzeczywistości" + "Sprzedawcy lokomotyw" + "Zabaweczki"). Napisz, Toudisławie, gdzie, nie bądź sknera, podziel się ;) . Ułatwisz mi przyszłą pracę.

Krótkie są opowiadania, to prawda, ale nie wszystkie przecież :) . "Mrok" jest długi, "Anna" jest długa, poza tym długość nie jest cnotą, a im krótsza forma tym bardziej wymagająca, czego dowodem jest poezja, która formę skraca do minimum, a przekaz zwiększa do maksimum, nes pa?

No, pogadajmy :)

Beata napisał/a:
Zainteresowałam się książkami o Torkilu dopiero w tym roku, nie ukrywam, że na skutek pewnej dyskusji (na zupełnie inny temat) z ich Autorem


Myśmy, Beato, dyskutowaliśmy? O! Choroba. Powiedz, gdzie, jak, dlaczego nie wiem, nie kojarzę? Przypomnij, proszę!

Beata napisał/a:
Wcześniej widziałam w sklepach internetowych notki o Gamedecu, ale - przyznam się uczciwie - nie wzbudziły mojego zainteresowania - gry komputerowe jakoś nie bardzo mnie "biorą". Ale wtedy, po przeczytaniu paru postów, postanowiłam sprawdzić, co też Autor napisał. I zostałam bardzo miło zaskoczona - Gamedec w niczym nie przypomina "dzieł" powstałych na bazie RPG! A zresztą, po co tyle gadam - przecież już raz napisałam, co sądzę: Gamedec. Granica rzeczywistości , Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw , Gamedec. Zabaweczki. Błyski .


Tak, tak, znam te recenzje i jestem wdzięczny. Były tu, były w Katedrze. To jedne z ciekawszych tekstów o moich książkach. W ogóle lubię, gdy czytają mnie kobiety, bo mają szczególny, bardzo mi odpowiadający sposób ich widzenia...
 
 
Toudisław 
Ropuszek


Posty: 6063
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2009-01-03, 14:27   

Marcin książka mi się podobała. Jednak tym bardzie czułem pewien niedosyt.
Książkę tez czytałem jakiś czas temu. Zaczynała się intryga. Zapowiadało się dłuższe śledztwo a bohaterowi czasem po prostu szło za łatwo albo nagle miał szczęście. Fajnie by było gdyby ciut więcej się pomęczył. Dla mnie każde z tych opowiadań mogło by być rozbudowaną powieścią. Czuje smaka na fabułą a kończy się za szybko. To takie marnowanie pomysłów bo można by z nich wycisnąć więcej

M. Przybyłek napisał/a:
intrygi będą dopracowane i logiczne. Bo sam nie toleruję rozwiązań typu deus ex machina.

One są logiczne. bo nie ma tam "cudów na kiju " po prostu niektóre wątki mogł by być dluższe
M. Przybyłek napisał/a:
Piszesz też, że nagle (też z pewnością w jakichś konkretnych opowiadaniach) objawiał się geniusz detektywa, lub nagle znikały problemy. O, tak być też nie powinno w porządnym opowiadaniu, więc też mi pomóż i podyskutuj ze mną: gdzie. Kiedyś być może poprawię te opowiadania, gdy będę wydawał (mam nadzieję, że z pomocą oficyny SuperNOWA

Błędne koło i Zawadowiec
Cytat:
"Mrok" jest długi, "Anna" jest długa, poza tym długość nie jest cnotą, a im krótsza forma tym bardziej wymagająca, czego dowodem jest poezja, która formę skraca do minimum, a przekaz zwiększa do maksimum, nes pa?

Może nie mam racie ale to takie moje subiektywne wrażenie. Mrok i Anna mają olbrzymią zaletę bo Trolki ma w niech ludzką posatć. Nie tylko twardziel ale zwykły człowiek.
M. Przybyłek napisał/a:
Myśmy, Beato, dyskutowaliśmy? O! Choroba. Powiedz, gdzie, jak, dlaczego nie wiem, nie kojarzę? Przypomnij, proszę!

Ja kojarze. dekalog :)
_________________
 
 
M. Przybyłek 


Posty: 47
Skąd: z Chotomowa
Wysłany: 2009-01-03, 14:45   

Toudisław napisał/a:
Zaczynała się intryga. Zapowiadało się dłuższe śledztwo a bohaterowi czasem po prostu szło za łatwo albo nagle miał szczęście. Fajnie by było gdyby ciut więcej się pomęczył. Dla mnie każde z tych opowiadań mogło by być rozbudowaną powieścią. Czuje smaka na fabułą a kończy się za szybko. To takie marnowanie pomysłów bo można by z nich wycisnąć więcej


Aaaa, ciekawe. To chyba rzeczywiście mój grzech. Tak, masz rację. No, pracuję nad tym, aczkolwiek ciągle mi się zdarza wkładać za dużo pomysłów do jednej opowieści... po prostu mam ich nadmiar. Ale tak, zdecydowanie się zgadzam. Sam teraz pracuję nad sobą, żeby mocno obrabiać jeden temat, "wycisnąć" z niego wszystko. Tak jest w opowiadaniu "Infigen", tak jest w nieopublikowanym jeszcze, chyba najlepszym moim tekście (też opowiadaniu) "Wymiar wewnętrzny".

Toudisław napisał/a:
One są logiczne. bo nie ma tam "cudów na kiju " po prostu niektóre wątki mogł by być dluższe


To bardzo ciekawe. Może przyczyną było to, że "przesiadłem się" z Grao Story, superkrótkich form, na gamedeka. Inna sprawa, że znowu wracam do formy bardzo krótkiej, ale tym razem, mam wrażenie, inaczej podanej...

Strasznie mnie to intryguje. U mnie problemem jest pośpiech. Dużo widzę, piszę skrótowo. Inaczej niż inni autorzy, podczas kolejnych czytań i korekt dodaję tekst, a nie ujmuję go. Dopiero przy ostatnich czytanich zaczynam ciąć.

Tak czy owak, do przemyślenia...

Toudisław napisał/a:
Błędne koło i Zawadowiec


A. Zawodowiec - za łatwo poszła mu nauka? No tak. Jak to możliwe: miesiąc treningu i stał się tak dobry jak mistrz... Za mało uzasadnienia i odwołania do jego doświadczeń i przeszłości...

Błędne koło - tu miałem wrażenie, że wszystko podałem na tacy. Wręcz się bałem, czy czytelnik nie za łatwo się domyśli: poobrażani testerzy, nie poranieni tylko ci, którzy wchodzili sami. Wzmianka o echu przed wprowadzeniem bramki powrotnej... Ale już drugi raz słyszę, że w tym opowiadaniu nie wiadomo, skąd Torkil się dowiedział o przyczynie. Inna sprawa, że użył prostej rzeczy - wglądu. Ale nie opisałem, jak on (ten wgląd) wyglądał ;) .

Toudisław napisał/a:
Może nie mam racji ale to takie moje subiektywne wrażenie. Mrok i Anna mają olbrzymią zaletę bo Trolki ma w niech ludzką posatć. Nie tylko twardziel ale zwykły człowiek.


Hm. Ciekawe. Tylko na początku trochę kreowałem go na twardziela... Tak czy owak, mam nadzieję, że teraz jest to już postać złożona i wielopoziomowa.

No cóż, Toudi, dziękuję za wyjaśnienia. Naprawdę mi pomogłeś i zwróciłeś uwagę na istotne sprawy :) . Okej :) .

M. Przybyłek napisał/a:
Myśmy, Beato, dyskutowaliśmy? O! Choroba. Powiedz, gdzie, jak, dlaczego nie wiem, nie kojarzę? Przypomnij, proszę!


Toudisław napisał/a:
Ja kojarze. dekalog :)


Tutaj, na ZG? Muszę zerknąć jeszcze raz...
 
 
Toudisław 
Ropuszek


Posty: 6063
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2009-01-03, 15:41   

M. Przybyłek napisał/a:
Tutaj, na ZG? Muszę zerknąć jeszcze raz...

pomogę
http://www.zaginiona-bibl...p?p=27568#27568
M. Przybyłek napisał/a:
Tak jest w opowiadaniu "Infigen", tak jest w nieopublikowanym jeszcze, chyba najlepszym moim tekście (też opowiadaniu) "Wymiar wewnętrzny".

Czekam z niecierpliwością. A kiedy publikacja ?
M. Przybyłek napisał/a:
Tak czy owak, do przemyślenia...

Po protu więcej szczegułów. Zawsze zyska na tym świat w którym otacza się bohater. Poznamy ten Świat lepij :D nie ma czuć zapach jedzenia w powietrzu i podmuch wiatru na tworzy
M. Przybyłek napisał/a:
A. Zawodowiec - za łatwo poszła mu nauka? No tak. Jak to możliwe: miesiąc treningu i stał się tak dobry jak mistrz... Za mało uzasadnienia i odwołania do jego doświadczeń i przeszłości...

Ja wiem że można nauczyć się dużo ale doświadczenia nic nie zastąpi. Troszkę tutaj przesadzono
M. Przybyłek napisał/a:
Ale już drugi raz słyszę, że w tym opowiadaniu nie wiadomo, skąd Torkil się dowiedział o przyczynie. Inna sprawa, że użył prostej rzeczy - wglądu. Ale nie opisałem, jak on (ten wgląd) wyglądał ;) .

Jak Autora coś napisze to już żyje swoim życiem i interpreatacja tekstu pewnie nie raz moze go zaskoczyć
M. Przybyłek napisał/a:
ak czy owak, mam nadzieję, że teraz jest to już postać złożona i wielopoziomowa.

Te dwa opowiadania troszkę go zmiękczyły ale tez ubrawiły postać. Były dobre :)
_________________
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4662
Wysłany: 2009-01-03, 19:45   

M. Przybyłek napisał/a:
Myśmy, Beato, dyskutowaliśmy? O! Choroba. Powiedz, gdzie, jak, dlaczego nie wiem, nie kojarzę? Przypomnij, proszę!

Oj, dobra... wymieniliśmy poglądy. :) Włączyłam się późno i musiałam nadrabiać lekturę czytając wątki z różnych for. W każdym razie Twoje nazwisko na tyle utkwiło mi w pamięci, że w którymś momencie skojarzyłam je z książkami...
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
M. Przybyłek 


Posty: 47
Skąd: z Chotomowa
Wysłany: 2009-01-23, 13:58   

Toudisław napisał/a:

Czekam z niecierpliwością. A kiedy publikacja ?


"Wymiar wewnętrzny" pojawi się... no ba. Nic nie mogę powiedzieć, bo jestem związany tajemnicą. Opowiadanie jest już skończone i tylko je szlifuję. Piękne jest :)

Toudisław napisał/a:
Po protu więcej szczegułów. Zawsze zyska na tym świat w którym otacza się bohater. Poznamy ten Świat lepij :D nie ma czuć zapach jedzenia w powietrzu i podmuch wiatru na tworzy


Taaak. Do tego przydają się spinoffy. "Wymiar wewnętrzny" jest spinoffem, podobnie jak "Mała May", także jeszcze nie publikowane opowiadanie. No i wizję świata gamedeka uzupełnia tom II i III, których, Toudi, jeszcze nie czytałeś i jak ja mam z Tobą rozmawiać? Ja myślami już jestem w drugiej sadze, a Ty ciągle do pierwszej przeczytałeś zaledwie wstęp... prawda Beato?

Toudisław napisał/a:
Ja wiem że można nauczyć się dużo ale doświadczenia nic nie zastąpi. Troszkę tutaj przesadzono


I tak i nie. Uczestniczyłem w treningach, na których podczas specyficznych masaży uczono kontroli bólu. Patent z czkawką też jest realny. Po prostu za mało na ten temat napisałem.

Beato, tak, przypominam sobie te dyskusje. To był kawał roboty. A i wnioski wyciągnąłem brzemienne...

Tak czy owak, warto było z Tobą pogadać, bo dzięki temu gamedeka przeczytałaś i tak ładnie o nim piszesz, że serce rośnie :) .
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4662
Wysłany: 2009-01-23, 14:24   

M. Przybyłek napisał/a:
No i wizję świata gamedeka uzupełnia tom II i III, których, Toudi, jeszcze nie czytałeś i jak ja mam z Tobą rozmawiać? Ja myślami już jestem w drugiej sadze, a Ty ciągle do pierwszej przeczytałeś zaledwie wstęp... prawda Beato?

Prawda. :) Toudi, do czytania! //pisowcy

M. Przybyłek napisał/a:
(...) tak ładnie o nim piszesz, że serce rośnie :)

Bo zasługuje. Bo nie jest tylko prościutką historyjką o detektywie, który na Marlowa pozuje. Wiesz, co mnie wzięło najbardziej i było tą przysłowiową wisienką na torcie? - Te malusie "smaczki" medyczne o antybiotykach, o próchnicy i lobby producentów foteli dentystycznych... ;) Z jednej strony - niemożliwe, ale z drugiej pojawia się pytanie: a jeśli? Chwytliwe - przecież nikt nie lubi dentysty, nie?
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
M. Przybyłek 


Posty: 47
Skąd: z Chotomowa
Wysłany: 2009-01-23, 14:41   

Beata napisał/a:

Bo zasługuje. Bo nie jest tylko prościutką historyjką o detektywie, który na Marlowa pozuje. Wiesz, co mnie wzięło najbardziej i było tą przysłowiową wisienką na torcie? - Te malusie "smaczki" medyczne o antybiotykach, o próchnicy i lobby producentów foteli dentystycznych... ;) Z jednej strony - niemożliwe, ale z drugiej pojawia się pytanie: a jeśli? Chwytliwe - przecież nikt nie lubi dentysty, nie?


O, bardzo Ci dziękuję. To prawda, wszystko prawda. A co do szczepionki na próchnicę... Hm. A próbowałaś wyguglować taką informację? ;)
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4662
Wysłany: 2009-01-23, 15:08   

M. Przybyłek napisał/a:
A co do szczepionki na próchnicę... Hm. A próbowałaś wyguglować taką informację? ;)

Nie guglałam, ale słyszałam, że coś tam z tytoniu jest gotowe. Chyba. Dobrze, że taka pożyteczna roślina istnieje...
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
M. Przybyłek 


Posty: 47
Skąd: z Chotomowa
Wysłany: 2009-01-23, 18:51   

Hm :) . Data wynalezienia szczepionki wstawiona w treść III tomu gamedeka jest prawdziwa. Kwota, jaka jest potrzebna do przetestowania tego specyfiku, również. Także sposób jego podawania - aerozol. Niestety... :cry:
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4662
Wysłany: 2009-01-23, 20:20   

Eee... znaczy, nadal wszystko przed nami? Hmm... hmm... to faktycznie zmienia postać rzeczy.

Bo mnie doszły słuchy o jakimś preparacie, otrzymanym z tytoniu, który miałby być stosowany tak, jak lak na zęby. Podkreślam ten tytoń, bo ww. info stanowi uboczny produkt wieloletniej dyskusji o szkodliwości pewnych używek, jaką - bezowocnie, całkowicie hobbystycznie, choć z nieustającym zapałem ;) - toczymy w gronie znajomych.
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
M. Przybyłek 


Posty: 47
Skąd: z Chotomowa
Wysłany: 2009-01-25, 09:38   

Tak, Beato, szczepionka została wynaleziona i działa tak, że bakterie wywołujące próchnicę nie mogłyby się przyczepiać do szkliwa, "ześlizgiwałyby się" po nim. Nie pamiętam, ile potrzeba na badania, zapisałem to w książce - 100 mln dolarów?

Tylko, powiedz, kto je da i co się stanie, gdy zostanie wprowadzona?

1. Padnie duża część twardego przemysłu dentystycznego (fotele, oświetlenie, wiertła itd), zostanie protetyka, implanty etc.
2. Padnie duża część przemysłu żerującego na próchnicy - pasty do zębów, superhiperszczoteczki do zębów itd.
3. Padnie duża część spożywki żerującej na próchnicy - gumy do żucia itd.
4. Pracę straci rzesza ludzi od dentystów począwszy, poprzez ich asystentki / asystentów po robotników produkujących bezcukrowe chewing gumy.

Jednym słowem - krach.
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4662
Wysłany: 2009-01-25, 19:00   

100 mln dolarów nie wydaje się wstrząsającą sumą w porównaniu do rocznych zysków najróżniejszych korporacji. Ale - teraz prorokuję ;) - zostaną one wydane jedynie wtedy, gdy korporacjom zapali się ognisko pod... fotelem, na którym siedzi prezes. Duże ognisko.

Sytuacja przypomina mi tę z żyletkami (cytuję sama siebie z innego wątku): "w latach 60. ubiegłego wieku faceci golili się żyletkami, które po kilkukrotnym użyciu były prawie całkiem tępe. I jeden facet - taki domowy wynalazca i racjonalizator - wymyślił nożyki do golenia, które są dziś wszędzie w powszechnym użytku. Są lepsze, trwalsze, golą dokładniej i na dodatek do ich produkcji potrzeba znacznie mniej stali i energii. I koncern żyletkowy kupił od niego patent za całkiem niezłą sumę. Po czym... koncern radośnie schował patent do sejfu i nadal produkował żyletki. Dopiero w latach 80. zdecydowano się na zmiany linii produkcyjnych, a zrobiono to nie z powodu pędu za nowoczesnością, tylko dlatego, że nastąpił kryzysik stalowy i energetyczny... Czego ten przykład dowodzi? Że duże firmy mają w nosie dobro publiczne - zainteresowane są tylko zwiększaniem własnych zysków."

Wychodzi mi, że żyjemy w korpokracji, a nie w demokracji czy czymś tam. ;) Tak naprawdę politycy ze swoimi śmiesznymi sporami są jedynie dekoracją, kwiatuszkiem przy kożuchu, wentylem bezpieczeństwa. Ale komu to przeszkadza? Nielicznym, którzy i tak są odsądzani od czci i wiary za spiskowe teorie. Bo przecież korporacje są pożyteczne, prawda? Prowadzą najróżniejsze badania naukowe, rekultywują zniszczone przez siebie tereny... i wszyscy mają z tego korzyść, że zacytuję Milo z "Paragrafu 22".
A podany przez Ciebie przykład "próchniczy" zapisuję sobie w pamięci... może kiedyś się przyda. ;)

Edit: Tak naprawdę wszystko we mnie w środku odmawia przyjęcia/zaakceptowania, że pod władzą korporacji jesteśmy. Korporacji, które dyktują nam gusta, tworzą trendy, lansują najróżniejsze (w wielu przypadkach kompletnie niepotrzebne) produkty... Niby to wszystko wiem, ale odmawiam przyjęcia do wiadomości -> i choćby było tysiąc dowodów, choćby podali tysiąc powodów... to cały czas żywię ułudę, że sama sobie sterem, żeglarzem... Widocznie korporacje dają (jeszcze!) długie smycze...
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
Ghost_Lord 


Posty: 9
Wysłany: 2009-01-26, 18:28   

Witam.

Polećcie mi jakąś najlepsza książke Marcina, bo bym sobie przeczytał z wielką chęcią. Z góry dziękuję ;) .
_________________
Wydaje mi się, że nie potrafię już rozmawiać z innymi kanderami. (...)
Wydaje mi się, że oni nie rozumieją. Ich to po prostu...wiesz...nie obchodzi. To trudne
troszczyć się o kogoś – prawda, Caramonie? Czasami to boli.
Prawda, Tas – odrzekł cicho Caramon – Boli przez większość czasu. Jednak ten ból jest lepszy od pustki w środku.
 
 
Toudisław 
Ropuszek


Posty: 6063
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2009-01-26, 18:34   

Ghost_Lord napisał/a:
Witam.

Polećcie mi jakąś najlepsza książke Marcina, bo bym sobie przeczytał z wielką chęcią. Z góry dziękuję ;) .

To nie ten temat do polecania. A w tym wypadku nie ma się za bardzo nad czym zastanawiać. Marcin napisał z Fantastki jedną serie. I najlepij zacząć ją od początku Czyli Gamedec. Granica rzeczywistości (superNOWA 2004)
_________________
 
 
M. Przybyłek 


Posty: 47
Skąd: z Chotomowa
Wysłany: 2009-01-29, 12:13   

Och, Beato, oczywiście, że smycze są długie :) . Wystarczy pomyśleć logicznie: na czym mogłoby polegać ewentualne sterowanie społeczeństwami przez korporacje? Na tym, by ciągle interes się kręcił. Ludzie nie powinni za dużo myśleć, nie powinni mieć w związku z tym za dużo wolnego czasu i powinni zarabiać na tyle dużo, by móc kupować. No i należy im wmawiać, że kupowanie daje szczęście, w co uwierzyła już, mam wrażenie, lwia część ludności cywilizowanych krajów.

Wszystko to teraz opisuję w drugiej części Antyporadnika. To będzie dopiero lektura... rany boskie ;) . Aż sam się boję.

Toudi ma rację, Ghost_Lordzie, jestem autorem jednej serii s-f, udanej, ambitnej, wciągającej, co potwierdzi Beata ;) .

Ale napisałem też straszliwą książkę "Sprzedaż albo śmierć. Antyporadnik", która jest bardzo ostrą, wywrotową i przy okazji dowcipną opowieścią o świecie biznesu. Powinni ją czytać zarówno menedżerowie, jak i zwykli obywatele, bo oni kupują to, co tamci im sprzedają...

....

Toudi bardzo ładnie mnie kilka razy prosił o rozpoczęcie takiej dyskusji, a ponieważ ostatnio mnie ujął, zgoda. Może coś z tego wyjdzie.

Nauka. Nauka w literaturze w ogóle, w s-f w szczególe. Potrzebna? Niepotrzebna? I kto jest w stanie to zweryfikować?

Moje zdanie jest takie, że być może, ale absolutnie nie musi, bo:

1. Dziedzin nauki jest naprawdę mnóstwo i żaden pisarz tudzież czytelnik nie jest w stanie wszystkich zgłębić, tym bardziej - czytelnik - zweryfikować, czy to, co czyta, ma sens, czy nie.

Sin City. Bardzo miła opowieść o Mieście Grzechu (mówię o filmie). Detektyw, którego gra Bruce Willis, w polskim tłumaczeniu twierdzi, że ma wadę serca - angina pectoris. Mam krótkie pytanie - nie zaglądając do googli, odgadnijcie, czy jest taka wada, czy nie. Niezależnie od tego, czy zgadniecie, czy nie, przyznać wypada, że gdyby nie zadane tu pytanie, zdanie o wadzie serca przemknęłoby niezauważone przez każdego, kto nie zna się na medycynie.

Ten sam film. Japoneczka brzydkiemu panu zatyka lufę stalowym trzpieniem. Gdy ten pociąga za język spustowy, zamek pistoletu odrywa się od broni i uderza go w czoło. I znowu pytanie: czy taka sytuacja miała prawo zaistnieć? Jak się zachowuje broń z zatkaną lufą, którą ktoś próbuje "odkorkować" strzelając?

Niezależnie od tego, czy ktoś odpowie na te pytania prawidłowo, czy nie, zaznaczę, że te dwa aspekty nie mają dla mnie żadnego znaczenia jeśli chodzi o odbiór obrazu. Akceptuję go z całym inwentarzem. I bardzo mi się podoba.

Wiedźmin. Jedna z głównych bohaterek ginie pod koniec sagi ugodzona w podbrzusze strzałą. Andrzej opisuje, jak grot niszczy jej miednicę. Czy to możliwe?

Wiedźmin. Koniec któregoś tomu sagi. Ciri jeździ we mgle na łyżwach i wykorzystując swoją niewidoczność, bezszelestnie podjeżdża do złoczyńców i po kolei ich eliminuje. Możliwe to? Kto ostatnio jeździł na łyżwach? Czy narzędzia te (łyżwy) rzeczywiście są bezselestne?

I znowu - niezależnie od tego, jak jest w rzeczywistości, opisy te w żaden sposób nie wpływają w moim odczuciu na jakość dzieła. Bo w przekazie nie chodziło o przekazanie anatomii miednicy mniejszej, ani o analizę balistyczną grotu uderzającego w podbrzusze.

Teraz napiszę krótką "notkę naukową" o naszych kochanych krowach. Jest częściowo wyssana z palca. Proszę Was, znajdźdźcie, znowu NIE ZAGLĄDAJĄC W SIEĆ, ile błędów tam umieściłem.

Opowiadanie "Krowa jest zwierzęciem kosmicznym":

Krowa jest doskonałym producentem ciepła. Wstawienie krowy do pomieszczenia zastępuje w zupełności kaloryfer, może być, że wydzieli więcej ciepła niż standardowy grzejnik. Zwierzę to najlepiej się czuje w temperaturze zera stopni, dlatego w oborach jest zawsze zimno. Największym problemem obór jest to, że są za słabo wentylowane. Gdy tak się dzieje, krowy się źle czują i spada produkcja mleka. Krowa szczęśliwa to krowa leżąca i przeżuwająca. Ilość cykli żucia powinna wynosić od 50 do 70. Jeśli jest inna, hodowca powinien zmienić stosunek paszy strukturalnej do treściwej. Krowa zdrowa ma trzy widoczne żebra. Jeśli widać więcej - jest zachudzona, jeśli mniej - otłuszczona. Żywiąc krowy nie żywimy jej, lecz bakterie zalegające w trawieńcu (ok. 40 litrów). Bakterie spożywając paszę produkują dopiero substancje, któymi odżywia się nasz czworonóg.

2. Nauka powinna być w rozsądnej ilości, żeby nie było EWIDENTNYCH błędów, ale taki wymóg obowiązuje także w literaturze obyczajowej.

3. Opowieść jest opowieścią, a nie dysertacją naukową. Ważna jest w niej historia, główny bohater / bohaterka, przekaz.

4. Poezja także jest literaturą. Ocenianie jej na podstawie naukowości jest pomyłką. Proza jest podobna do poezji - także przekazuje to, co dla piszącego ważne, tylko w innej formie.

5. MOŻE BYĆ - ale nie musi. Pisze to autor hard s-f, który w swoje pisma wsadza aż za dużo nauki ;)

No i zobaczmy, co z tego wyniknie. Ale, nauczony poprzednimi doświadczeniami, proszę: najpierw PYTAJCIE, potem strzelajcie ;) .
 
 
Fodnik 

Posty: 5
Wysłany: 2009-01-29, 15:12   

O, a ten znowu swoje :mrgreen: //pisowcy

Na początek nieco formalności. Tak, oczywiście że choroba jest taka, nawet częsta i uznana za cywilizacyjną, zamek nie powinien wyskoczyć a ten żałosny czopek, o krowach już rozmawialiśmy, a energia strzały z dobrego łuku bez problemu strzaska każdą kość. Może być? Zdałem? ;)

IMO dobry moment by powrócić do zaprzeszłych dyskusji, choćby i dlatego że poprzednio była się odbywała mimochodem przy okazji dekalogu. A problem jest, moim zdaniem, poważny. I nie sprowadza się tylko do czystego rozdziału przeszkadza/nie przeszkadza brak/nadmiar. Jak zapewne pamiętasz Marcinie byłem z tych postulujących autorom większe skupienie, o ile piszą fantastykę. Bo mają ten problem iż pracują z natury rzeczy w materii plastycznej, podatnej, skłonnej ulegać fantazjom dowolnym. I łatwo jest pojechać w śmieszność czy bzdurność. Oczywiście zależy percepcja i od sprawności autora, i od nastawienia czytelnika. Przykładem koronnym jest tu chyba cardowska "Gra Endera" - jak się przyjrzeć dokładnie to popierdułka totalna, a jednak "się łyka" bez skrzywienia. Przynajmniej za pierwszym razem.

Ale do baranów zurik. Wszystko zależy w jakim formacie ma się dziać opowieść. Im bliżej twardego nurtu, tym ściślej należy trzymać się kanonu nauki. I wcale nie oznacza to pisania dysertacji czy innego gniota generującego zatwardzenie już po słowach wstępnych. Ale o konsekwencję kreacji. W swym wywodzie rzuciłeś kilkoma szczegółami, jak to niewiele znaczą niby. Może i tak, może i nie. Zwykle faktycznie w natłoku zdarzeń przechodzi się do porządku nad jakimś wtrętem/babolem i nawet nie muska on percepcji. Problem się pojawia, gdy jednak trąci jakąś strunę w mózgu, gdy fałszywie zabrzmi. I przykład z eksplodującą w twarz bronią nie jest tu najszczęśliwszy. Motyw ten jest dobrze ugruntowany w naszej wyobraźni, choćby z powodu licznych kreskówek, więc mimo wiedzy iż niemożliwym jest, to ignorujemy to. Mamy gdzieś zakodowane, że fajnie tak wygląda i w ogóle. Lecz gdy kiks jest ewidentny oraz nie "zaklepany" popkulturą... Cóż, potrafi zepsuć przyjemność. Kiedyś czytałem jakieś opowiadanie, nie pomnę już czyje i o czym. Co zapamiętałem? Że na koniach jechali tam tacy woje, jakaś specgrupa ważna, co to tak gotowa była, że na plecach woziła... naciągnięte kusze! Ożesztywżyciu! Sorki, lecz to przeszkadza. Bo cała reszta konstrukcji była osadzona mocno w realiach. A tu taki zgrzyt.

I w tym miejscu dochodzę chyba do najważniejszego, z mojego punktu widzenia, problemu - konsekwencji. Chodzi o to, by każdy wybór i czyn pisarski był umocowany w całości i pasował do reszty. Czytam Gaimana i jest tam Gwiazdka pod postacią nosicielki cycuszków - ekstra. Mnie się bardzo. Oglądam wczoraj na AXN Sci-Fi kolejne wyczyny ŻanLukaPkarda i jego dzielnej załogi, którzy to z pokładu Entersiurprizy odwiedzają na jakiejś planecie... Indian??? I mam ochotę przydzwonić z baniaka w telewizor, ale szkoda mi porządnego sprzętu i przeraża mnie myśl, że pewnie musiałbym kupić jakieś LCD-oszustwo. Więc przeżył. Telewizor znaczy się przeżył. Serial przełączyłem. I właśnie o taką "naukowość" mi chodzi, o zgodne i spójne prezentowanie wizji. Bez "cudów", a Cuda przyjmę łatwo.
 
 
M. Przybyłek 


Posty: 47
Skąd: z Chotomowa
Wysłany: 2009-01-29, 16:04   

Fodnik napisał/a:
O, a ten znowu swoje :mrgreen: //pisowcy


Aaaaa!!! Fodnik!!!! Uciekam!!! ;)

Fodniku, to nie moja wina, ja nie chciałem. To Toudisław mnie naciskał i prosił i prosił i naciskał, ja nie chciałem :) . Opierałem się rękami i nogami. Wysłał do mnie ze cztery priwy. Prawdę mówię. Ale w końcu okazał się tak miły, że zmiękłem.

Fodnik napisał/a:
Na początek nieco formalności. Tak, oczywiście że choroba jest taka, nawet częsta i uznana za cywilizacyjną, zamek nie powinien wyskoczyć a ten żałosny czopek, o krowach już rozmawialiśmy, a energia strzały z dobrego łuku bez problemu strzaska każdą kość. Może być? Zdałem? ;)


Ha. Angina pectoris, czyli dusznica bolesna owszem, istnieje, jest to choroba niedokrwienna serca prowadząca często do zawału, ALE NIE JEST WADĄ SERCA. Wady to zupełnie inna kategoria schorzeń. W oryginale bohater mówi "angina, they say" i to jest okej. W polskim tłumaczeniu jakiś człowiek dodał słowo "wada"

Co do pistoletu, to może dojść do rozdęcia lufy, mogłaby się lufa zepsuć zupełnie (w nowoczesnej broni raczej mało prawdopodobne), w dobrym gnacie posick wypchnąłby bolec i sam wyleciał. Czyli racja, Fodniku, zamek nie powinien wylecieć :)

Strzałę zostawmy, muszę jeszcze coś sprawdzić...

Tak, opowieść o krowie jest praktycznie ta sama, Fodniku, nie miałem siły tworzyć nowej opowiastki :) . To siedź cichutko, nie podpowiadaj innym :) . Niech się pomęczą.

Fodnik napisał/a:
IMO dobry moment by powrócić do zaprzeszłych dyskusji, choćby i dlatego że poprzednio była się odbywała mimochodem przy okazji dekalogu. A problem jest, moim zdaniem, poważny. I nie sprowadza się tylko do czystego rozdziału przeszkadza/nie przeszkadza brak/nadmiar. Jak zapewne pamiętasz Marcinie byłem z tych postulujących autorom większe skupienie, o ile piszą fantastykę. Bo mają ten problem iż pracują z natury rzeczy w materii plastycznej, podatnej, skłonnej ulegać fantazjom dowolnym. I łatwo jest pojechać w śmieszność czy bzdurność. Oczywiście zależy percepcja i od sprawności autora, i od nastawienia czytelnika. Przykładem koronnym jest tu chyba cardowska "Gra Endera" - jak się przyjrzeć dokładnie to popierdułka totalna, a jednak "się łyka" bez skrzywienia. Przynajmniej za pierwszym razem.


Tak, łyka się. Prawda. Czytałem w oryginale i łyknąłem z zapartym tchem, czyli fizjologicznie ;) . Pamiętam Fodniku, Ty obstajesz za nauką. Ja w zasadzie pewnie też, ale że lubię podważać oczywistości, to staję po przeciwnej stronie barykady ;) .

Fodnik napisał/a:
Ale do baranów zurik. Wszystko zależy w jakim formacie ma się dziać opowieść. Im bliżej twardego nurtu, tym ściślej należy trzymać się kanonu nauki. I wcale nie oznacza to pisania dysertacji czy innego gniota generującego zatwardzenie już po słowach wstępnych. Ale o konsekwencję kreacji.


Prawda. Konsekwencja i spójność to moje ulubione wartości w literaturze :) .

Fodnik napisał/a:
W swym wywodzie rzuciłeś kilkoma szczegółami, jak to niewiele znaczą niby. Może i tak, może i nie. Zwykle faktycznie w natłoku zdarzeń przechodzi się do porządku nad jakimś wtrętem/babolem i nawet nie muska on percepcji. Problem się pojawia, gdy jednak trąci jakąś strunę w mózgu, gdy fałszywie zabrzmi. I przykład z eksplodującą w twarz bronią nie jest tu najszczęśliwszy. Motyw ten jest dobrze ugruntowany w naszej wyobraźni, choćby z powodu licznych kreskówek, więc mimo wiedzy iż niemożliwym jest, to ignorujemy to. Mamy gdzieś zakodowane, że fajnie tak wygląda i w ogóle. Lecz gdy kiks jest ewidentny oraz nie "zaklepany" popkulturą... Cóż, potrafi zepsuć przyjemność. Kiedyś czytałem jakieś opowiadanie, nie pomnę już czyje i o czym. Co zapamiętałem? Że na koniach jechali tam tacy woje, jakaś specgrupa ważna, co to tak gotowa była, że na plecach woziła... naciągnięte kusze! Ożesztywżyciu! Sorki, lecz to przeszkadza. Bo cała reszta konstrukcji była osadzona mocno w realiach. A tu taki zgrzyt.


A, widzisz, ja tu jetem ignorantem. Znaczy, że długo kusza nie powinna być naciągnięta? Bo rozumiem oczywiście, że bełt natychmiast by gdzieś upadł, ale sam naciąg jest niezdrowo ponad czas utrzymywać? Zepsuje broń?

Fodnik napisał/a:
I w tym miejscu dochodzę chyba do najważniejszego, z mojego punktu widzenia, problemu - konsekwencji. Chodzi o to, by każdy wybór i czyn pisarski był umocowany w całości i pasował do reszty. Czytam Gaimana i jest tam Gwiazdka pod postacią nosicielki cycuszków - ekstra. Mnie się bardzo. Oglądam wczoraj na AXN Sci-Fi kolejne wyczyny ŻanLukaPkarda i jego dzielnej załogi, którzy to z pokładu Entersiurprizy odwiedzają na jakiejś planecie... Indian??? I mam ochotę przydzwonić z baniaka w telewizor, ale szkoda mi porządnego sprzętu i przeraża mnie myśl, że pewnie musiałbym kupić jakieś LCD-oszustwo. Więc przeżył. Telewizor znaczy się przeżył. Serial przełączyłem. I właśnie o taką "naukowość" mi chodzi, o zgodne i spójne prezentowanie wizji. Bez "cudów", a Cuda przyjmę łatwo.


Aaaa, cholera. Widzisz, Fodniku, ja w swoich przemyśleniach w ogóle takiego poziomu nie dotykam, zapominam o nim, naprawdę. To są okropieństwa jakieś, na które patrzę tylko gdy nie ma niczego innego. A i wtedy miewam niestrawność informacyjną. To prawda, to wstyd, że takie rzeczy powstają, bo robią zupełną wodę z mózgu. I z tego puktu widzenia patrząc człowiek zaczyna się troszczyć o odbiorcę i myśli, że, cholera, nawet ten zamek powinien był zostać na miejscu, a Japoneczka zginąć ugodzona własnym bolcem (przepraszam za dwuznacznik ;) ). Z tego punktu widzenia patrząc, zgrzyt łyżew Ciri powinie był zdradzać ją na kilkadziesiąt metrów i z podchodów nici.

Z drugiej strony patrząc, pamiętasz mój argument - jest tyle dziedzin nauki. Na przykład Babel 17. Któryś rozdział zaczyna się wymienianiem przypadków w jakimś języku. Wziąłem je na wiarę, bo przecież nie będę tego weryfikował. Gdy pisałem III tom gamedeka, położenie wszystkich gwiazd przeliczałem ze skali 360 stopniowej na 400 stopniową. Kto to sprawdzi? Ja wiem, jak wygląda Orion, Kasjopeja i inne gwiazdozbiory z perspektywy Alsafi, ale kto to sprawdzi?

Hm. Powstaje taka idea: warto się trzymać tych wszystkich naukowych spraw, bo w rezultacie dają jakąś dodatkową wartość dość subtelnie zaznaczoną, to Twoja teza, prawda, Fodniku? Teraz sam do niej doszedłem.

Z trzeciej strony, naukowość, jeśli nie przeszkadza, nie stanowi o wielkości dzieła. Tylko przekaz, ten opowieściowy, nie inny...

Cały mój "atak" na naukowość bierze się chyba stąd, żeby nie popadać w skrajność typu: tekst X rozwija jakieś cholerne równanie matematyczne, więc jest wielki. To mnie denerwuje, drażni i wywołuje bunt. Nie matematyka decyduje o tym, czy opowieść mnie porywa, ale opowieść, w którą, jeśli wola, ktoś wplecie matematykę.
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4662
Wysłany: 2009-01-29, 20:30   

M. Przybyłek napisał/a:
Gdy pisałem III tom gamedeka, położenie wszystkich gwiazd przeliczałem ze skali 360 stopniowej na 400 stopniową. Kto to sprawdzi?

Ja. :mrgreen: Ale jestem upiornie dokładna tylko wtedy, gdy piszę recenzję, którą zamierzam upublicznić. Bo jak inaczej mogłabym zarzuty jakieś czynić, gdybym nie sprawdziła? Nota bene, tymi gradusami to dopiero mnie zezłościłeś - musiałam sobie to i owo gruntownie przypomnieć... ;)

Na temat nauka w literaturze uważam, że podstawowym zadaniem (heh, jak ja to lubię - zadaniem! :-/ ) pisarza jest stworzenie opowieści. Temat opowieści jest mi na ogół zupełnie obojętny (w sensie braku jakichś szczególnych preferencji), byle to była dobra opowieść. Może być bardzo "unaukowiona", może być o przysłowiowym "niczym" (zresztą ten rodzaj opowieści wymaga szczególnego kunsztu - wyzwaniem jest przyciągnięcie i utrzymanie "na niczym" uwagi czytelnika). Wśród moich ulubionych książek jest zarówno "Ślepowidzenie", jak i "Opowieść podręcznej" czy "Madame". Jednym słowem - nie mam nic przeciwko nauce w literaturze. Byle tylko nauka nie zdominowała opowieści...
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
Fodnik 

Posty: 5
Wysłany: 2009-01-30, 09:51   

M. Przybyłek napisał/a:
To Toudisław

Coś tak czułem że to niezły rozrabiaka. Niby taki mały, uczynny, zielony... :)
M. Przybyłek napisał/a:
W polskim tłumaczeniu jakiś człowiek dodał słowo "wada"

Przyznam, że tej "wady" jakoś nie złapałem. Może dlatego że czasami korzystam z uprzejmości C+ i przełączam fonię na oryginalną. Nie zawsze, lecz w wypadku SC grzechem byłoby pokrywać lektorem tak pasujące do konwencji mamrotanie willisowe. Zresztą tłumoczenia różne, a szczególnie filmowe to historia sama w sobie na odrębny wątek. Choć czasami nieco zahaczający o meritum tej dyskusji. Jak, na przykład, zasłyszane kiedyś sformułowanie "brawo jankesi". Samo w sobie niewinne, lecz jeżeli film jest o dzielnych chłopakach w skrzydlatych maszynach obrzucających wzajemnie się gradem pocisków i w eterze leci "Bravo Yankee, good luck!" to raczej nie wypada mówić o jankesach. A gdyby oznaczenie kodowe dywizjonu byłoby BZ to "brawo zulusi"? Zapewne przeciętny odbiorca nie zna całego alfabetu kodowego i ciężko byłoby mu z marszu przeliterować SP-WHX, lecz od tłumacza wymagałoby się choć chwilowego zaangażowania i pogmerania w źródłach. Co tam grzebania - każdy okoliczny pilot szybowcowy musi takie pierdoły o drugiej w nocy wybudzony w ciężkiej zalewie spirytusowej.
M. Przybyłek napisał/a:
Znaczy, że długo kusza nie powinna być naciągnięta? (...) ale sam naciąg jest niezdrowo ponad czas utrzymywać? Zepsuje broń?

Właśnie. Szczególnie pozostając w kontekście ówczesnej metalurgii. Oczywiście można sobie wyobrazić iż zbuduje się kuszę, dla której stan "naciągnięty" (czyli ilość zakumulowanej energii wystarczy do wystrzelenia bełtu z odpowiednią prędkością) jest daleko od granicy wytrzymałości materiałowej dowolnie wybranego materiału, lecz postaw sobie teraz jakie byłoby to ustrojstwo poręczne inaczej. Poza tym (pomijając samo wypadanie bełtu, wszak można się uprzeć na jakiś sprytny mechanizm utrzymujący go na miejscu) koncepcja jazdy konnej, z założenia i natury mocno wstrząsanej, z załadowaną bronią umieszczoną w pobliżu zadków własnego i konia nie należy do najszczęśliwszych. Ja bym tak nawet kałacha nie woził (wyobrażasz sobie w ogóle nawet nosić na co dzień karabin z odciągniętym zamkiem?), a co dopiero kuszy.
M. Przybyłek napisał/a:
Japoneczka zginąć ugodzona własnym bolcem

He, he, he... - śmiech śliniącego się oblecha
M. Przybyłek napisał/a:
zgrzyt łyżew Ciri powinie był zdradzać ją na kilkadziesiąt metrów i z podchodów nici.

No patrzaj - IMO nie bardzo. Kluczowym elementem jest tutaj mgła. Kiedyś, w ramach nudów przy paskudnej pogodzie, postanowiliśmy z kumplami sprawdzić ile jest prawdy w opowieściach o mgle i błądzeniu. A że tego wieczora zaciągnęło naprawdę paskudnie, to wyszliśmy na łąkę. Wiesz jakie to jest frustrujące gdy się gubisz na własnym lotnisku?! Naprawdę gdy zaczyna brakować punktów odniesienia umysł dostaje jakiegoś pomieszania i zdecydowanie głupieje. A wszyscy byliśmy już z uprawnieniami do lotów bez widoczności! Tu ciekawostka - ptaki nigdy dobrowolnie nie wlatują w chmury. Mimo swego "wyposażenia" w czaszce. A człowiek bez wsparcia przyrządów przy maksymalnym wysiłku intelektualnym jest w stanie tylko krótki czas nawigować "przyrostowo". Sam kiedyś wyszedłem z chmury na plecach z lewym zwisem i z tendencją do nurkowania, a byłem na sto procent pewien że mam problem, bo chyba się wznoszę w jakiejś wariackiej pętli. Tak więc, wracając do Ciri, sytuacja jak najbardziej prawdopodobna. Co więcej, dźwięki we mgle rozchodzą się inaczej, dziwacznie. Więc składając to wszystko do kupy wyobraź sobie teraz zestresowanych gostków (czynnik dodatkowy - lód trzeszczący pod nogami) zagubionych w białej wacie na białej powierzchni, którzy właśnie słyszą zgrzytające łyżwy, tyle że nie mogą zlokalizować kierunku. A po pierwszej krwi to można tylko robić w gacie w panice. Pytanie jest inne - jak Ciri ich wyszukiwała? Radar?
M. Przybyłek napisał/a:
położenie wszystkich gwiazd przeliczałem ze skali 360 stopniowej na 400 stopniową. Kto to sprawdzi? Ja wiem, jak wygląda Orion, Kasjopeja i inne gwiazdozbiory z perspektywy Alsafi, ale kto to sprawdzi?

Zapewne niewielu. Ale dla mnie właśnie w tym rzecz, że jest dobrze, że gdy ktoś się uprze i sprawdzi, to mu się zgadzać będzie. Tym bardziej że nie jest to nieistotny detal. To element budujący określony klimat. Poza tym właśnie taka staranność autorska, gmeranie w detalach, konstruowanie spójnej wizji, prędzej czy później się objawi. IMO właśnie dlatego pewne książki się połyka bez problemu, bo nie mają "ości", wystających i wrednych elementów klinujących w czytelniczym gardle.
Wcześniej powołałem się na Gaimana, lecz chyba lepszymi przykładami są "Alicja w Krainie Czarów" i "Alicja po drugiej stronie lustra". Arcydzieła jak dla mnie. Dodatkowym smaczkiem jest to, że napisał je matematyk. I to widać! To są książki solidnie i konsekwentnie skonstruowane, często bazujące na matematycznych abstrakcyjnych konceptach, ubranych tylko w szatki maskujące. I dlatego też, moim zdaniem, tak wielu naśladowców się wyłożyło twarzą w błoto (i wykłada nadal) usiłując podobnie wzlecieć w rejony abstraktu. Bo się im wydaje, bo mają mylne przekonanie że wystarczy tylko zamieszać w garnku i już. A tu trzeba prawdziwego Zegarmistrza Światła Purpurowego by mieszać ten błękit w głowie :)
M. Przybyłek napisał/a:
powstaje taka idea: warto się trzymać tych wszystkich naukowych spraw, bo w rezultacie dają jakąś dodatkową wartość dość subtelnie zaznaczoną, to Twoja teza, prawda, Fodniku?

Pięknie powiedziane i celnie.
M. Przybyłek napisał/a:
Z trzeciej strony, naukowość, jeśli nie przeszkadza, nie stanowi o wielkości dzieła.

No jasne. Inaczej hitem księgarskim byłyby "Raporty zebrane z prób zmęczeniowych profili zamkniętych". Hm... ciekawa koncepcja ;) //mur
 
 
M. Przybyłek 


Posty: 47
Skąd: z Chotomowa
Wysłany: 2009-02-04, 20:59   

Szczerze mówiąc, jak dla mnie - EOT, droga Beato i drogi Fodniku. Piękna wymiana zdań, konkluzje jasne, czy jest jeszcze jakaś zapałka do podzielenia? ;) .
 
 
Fodnik 

Posty: 5
Wysłany: 2009-02-05, 18:28   

Defetystyczny dekownik :-P :-)
 
 
Toudisław 
Ropuszek


Posty: 6063
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2009-02-09, 13:59   

M. Przybyłek napisał/a:
zy jest jeszcze jakaś zapałka do podzielenia? ;) .

jak więcej czasu będę miał :P

Gamadec Sprzedawcy lokomotyw za mną. Drugi tom z Seri i tym razem nie opowiadania. A pełna powieść. Czytało mi się ją bardzo Fajne. O wile lepiej wykorzystany wątek kryminalny dał o sobie znać i kilak razy mnie zaskoczył. Sam bohater wyraźnie się zmienił stając się bardziej ludzki i bardziej dla czytelnika przystępny. Pomysł są fajnie wykorzystywane a nie szybko urwane jak z pierwszym tomie. Fajne jest to ze lepiej poznajmy uniwersum otaczające naszego bohatera. To dodaje wielu ciekawych smaczków i wciąga w Fabułę . Fajna pozycja zdecydowanie warta uwagi.
_________________
 
 
jar_pen 

Posty: 13
Wysłany: 2009-02-16, 23:45   

Po pierwszej części mam co najmniej mieszane uczucia bo niewiele było rzeczy którymi mnie zaskoczył a nastawiałem się na coś naprawdę świetnego będąc po prelekcji autora która była świetna moim zdaniem a dostałem no właśnie ... tylko miłą i przyjemną w obiorze lekturę w której niewiele było tego co cenię najbardziej.
"Małpia pułapka" Opowiadanie zaczynało się świetnie z racji tego że w drugim zdaniu była wspomniana ulica jagiellońska z której jako miłośnik żubra i białostockich przyczółek byłem mile zaskoczony. Dostałem za to jakieś słabe chyba najsłabsze opowiadanie w tym zbiorze.
"Błędne koło" niby pomysł dobry jednak w momencie w którym został postawiony problem już znałem odpowiedz a i sam Torkil rozwiązał ją jakoś nierealistycznie w moim odczuciu.
"Zawodowiec" pierwsza część opowiadania naprawdę fajna i nurtująca jednak zakończenie i mecz jakieś takie zupełnie nie realistyczne w moim odczuciu takie jakby to ująć Hollywodzkie ...
"Syndrom Adelheima" ciekawe opowiadanie jednak jak zazwyczaj końcówka rozczarowuje najbardziej.
"Rajska plaża" tutaj mimo iż pomysł nie był jakiś najlepszy to jednak autor wybrną z niego obronną ręką.
"Granica rzeczywistości" zdecydowanie najlepsze opowiadanie w tym zbiorze, ciekawe zaskakujące i do końca trzymające w napięciu w którym do niczego nie mogę się przyczepić.
"Polowanie" całkiem ciekawe jednak do przewidzenia choć po nim torkil wydał się postacią jakoby bardziej ludzką.
"Finta" dobry pomysł zakończenie no autor wybrną.
"Flashback" zdecydowanie opowiadanie numer dwa w tym zbiorze zaskakujące człowiek nie wie czego się spodziewać i końcówka nie rozczarowywała.
"3 listopada" klimatyczne opowiadanie które informuje nas sporo o świecie wirtualnym, dość ciekawe. Końcówka taka sobie. Ogólnie pozytywnie.
"Mrok" fajnie się zaczyna trochę akcji jak w powieściach sensacyjnych zakończenie i rozwiązanie zagadki jak by to ująć Torkil który nie był wcześniej tak obeznany rozwiązuje ją kojarząc takie fakty które nie mieściły mi się w głowie żeby ktokolwiek z nas mógł do nich dojść na podstawie takich poszlak a on doszedł co wpływa lekko na niekorzyść opka i po za tym było trochę naciągane.
"Anna" tu już wogle ciężko sprecyzować, dowiadujemy się sporo o świecie wykreowanym przez autora i mamy kolejną zagadkę którą spokojnie lekko główkując można rozwiązać jednak gamedec wpada na to po miesiącu. Ciężko powiedzieć czy opowiadanie wypadło na plus czy tak sobie bo po za tym rozdarcie wewnętrzne Torkila trochę drażniło.
Ogólnie na serio jest to dość ciekawa i miła lektura, łatwa w odbiorze o której jednak nie można powiedzieć że wybitnie zaskakuje. Świat przedstawiony daje sporo możliwości co napawa optymizmem na poprawę kolejnych części jednak próżno szukać w tym czegoś więcej jak jakiś świetnych przedstawień psychiki bohatera czy jakiś mocniej poruszanych rozważań filozoficznych i nie ma się czego wedłóg mnie dziwić że książka nie jest w czołówce polskiej SF. Jeśli miałbym ocenić 7/10 bo rozczarowałem się trochę za niewykorzystane możliwości jeśli idzie o zbiór granica rzeczywistości. No cóż za kilka dni skomentuję Sprzedawcy lokomotyw bo się za nich właśnie dziś wziąłem i zobaczymy jak będzie z poczciwym Torkilem tym bardziej że jak wynika z poprzednich wypowiedzi druga część z pewnością nie jest gorsza a książka mimo kilku dla mnie wad nie jest aż taka zła :)
 
 
M. Przybyłek 


Posty: 47
Skąd: z Chotomowa
Wysłany: 2009-02-19, 09:54   

No właśnie, zapomniałem o dwóch sprawach:

Beato, strasznie się cieszę, że sprawdziłaś te dane. Mój trud nie poszedł na marne. To właśnie tacy czytelnicy jak Ty powodują, że człowiekowi serce rośnie :) .

Fodniku, jesteś pilotem?! Szybowcowym czy "normalnym"?

Jar_penie, nie trać ducha ;) . Zbiór "Granica rzeczywistości" był debiutem. Im dalej, zapewniam Cię, tym ciekawiej, co najmniej tak ciekawie, jak na moich prelekcjach ;) . Opowiadanie "Granica rzeczywistości" miało być pierwotnie powieścią. Było bardziej rozbudowane. W sumie nie wiem dlaczego w pewnym momencie zacząłem je skracać, skracać, aż wyszło coś bardzo syntetycznego.
 
 
Beata 
deformacja IU


Posty: 4662
Wysłany: 2009-02-20, 08:19   

Dziękuję. :oops: cóż mogę jeszcze powiedzieć...?

I jak ja teraz napiszę recenzję? Chyba będę musiała coś Ci wytknąć... ;)
_________________
Niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną; jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem.
Karl Popper
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Żuławski


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,74 sekundy. Zapytań do SQL: 13